Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Yggdrasill

Go down 
2 posters
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Pon Maj 06, 2019 4:08 pm

First topic message reminder :

Yggdrasill - Page 2 651?cb=20160107121807

Yggdrasil zwany jest również Wielkim Jesionem, lub też Drzewem Światów. Jest zjawiskiem energetycznym łączącym wszystkie Dziesięć Światów będących niegdyś pod panowaniem Odyna. Stanowi on zarówno podporę, jak i pomost pomiędzy Asgardem, Jotunheimem, Muspelheimem, Alfheimem, Vanaheimem, Nidavellirem, Midgardem Svartalfheimem, Niffleheimem, a w zamierzchłych czasach również Niebem.
Drzewo stanowi dużo trudniejszą do przebycia drogę niż tęczowy most, tak więc wielu może nie przeżyć samej próby podróży nim, będąc rozerwanym przez surową kosmiczną energię. Wejścia doń są skrzętnie ukryte. Do tego na straży każdego z pomostów między światami a Yggdrasilem stoi strażnik rozdroży, którego względy należy sobie zapewnić aby dostać choć możliwość użycia pomostu.
Najsławniejszym ze strażników jest smok Nidhogg, strzegący bram do Niffleheimu.

Yggdrasill - Page 2 180?cb=20130511095520
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Sro Lip 22, 2020 1:35 pm

Nie wydawało się by sir James wymagał w tym stanie tak błahych rzeczy jak słowa, aby rozumieć wolę swojej nowej pani. Pomimo iż z jego działań nie wynikało by życzył wilkowi złego, widocznie usłuchał rozkazu wilczycy. Wykonał jeszcze w stronę przeciwnika kilka wypadów i cięć, z czego wszystkie były zdecydowanie mniej śmiertelne niż być mogły. Lecz gdy kolejnym potężnym ciosem udało mu się odrzucić kolosalną sylwetkę wilka na dwa kroki do tyłu, zamiast wykorzystać okazję do uderzenia, znów rozpłynął się i błyskawicznie ruszył w stronę cesarzowej.
Ostrze sięgnęło celu, przeszywając zdziwioną tym cesarzową na wylot. Sama władczyni wyglądała najpierw na zaskoczoną, potem na wściekłą. Raczej atak nie wyrządził jej aż takiej szkody jak można by się było tego spodziewać.
Sandalis nie próżnował, bo od razu zmienił chwyt, aby wyszarpnąć ostrze bokiem potworzycy, ale te kilka sekund które minęły wystarczyły Madadh’owi na ponowne zrównanie się z przeciwnikiem. Jeden cios pięścią wtarł zaskoczonego Jamesa w ziemię, jednak ten znów zamienił się w mgłę i wraz ze swym mieczem stanął do dalszej walki, tym razem starając się dosięgnąć królowej. Wilk wiedział już co planuje rycerz i przedostanie się przez jego obronę było nawet nie tyle trudne, co niemożliwe. Madadh poruszał się niczym sam wiatr. Jego potężna sylwetka zdawała się niemal łamać prawa fizyki.
Gdy sama znalazła się w niebezpieczeństwie, królowa wydawała się być mniej władcza i pewna siebie niż dotychczas. Odwróciła jednak sękatą twarz, by spojrzeć gniewnie na Rahne. Prawdopodobnie wiedziała skąd ta zmiana w zachowaniu rycerza. Być może planowała wykonać podobny ruch, jednak resztka istoty Rahne trzymała w miejscu ten zapadający się świat. Zamiast tego driada ostrożnie, oglądając się za siebie, czy wilk trzyma ją bezpieczną, podeszła na powrót do mutantki.
-Myślisz że jesteś sprytna? – zaczęła podejrzanie spokojnym tonem - Myślisz że wygrasz w trwającą od mileniów grę, dopiero co usiadłszy do stołu? Trzeba było brać co ci oferowałam i odejść. Jesteś spadkobierczynią tych ziem, więc nie mogę podnieść na ciebie ręki, choć tak bardzo bym chciała. Ale sprowadziłaś zgubę sama na siebie. Gdy już nie zostanie z ciebie żadne wspomnienie czy myśl, odbiorę ponownie moc, którą kiedyś powierzył mi mój ukochany. Kim myślałaś że jesteś, stając na drodze prawdziwej miłości?
Driada musiała przerwać, bo kolejny sztych Sandalisa niemal pozbawił ją szyi. Wilk natychmiast zareagował. Tym razem zmienił jednak strategię, bo zamiast rycerza, zaatakował jego miecz. Wszystkie ataki bezpośrednie na przeciwnika przynosiły zaledwie chwilowy rezultat, dlatego postanowił zmienić taktykę. Zdrową dłonią przycisnął ostrze do ziemi, opierając się na nim całym swoim ciężarem. Obydwoje walczących zastygło teraz w nagłym bezruchu, który wyglądał wręcz nienaturalnie stojąc kontrastem do ich rozmytego tańca sprzed kilku chwil. James napinał mięśnie, jednak w żaden sposób nie mógł wydobyć miecza spod cielska potwora. Nie mógł też zdjąć rąk ze styliska, gdyż artefakt był centrum jego mocy, a w tym momencie prawdopodobnie wręcz utrzymywał go w obecnej postaci. Samemu wilkowi również nie śpieszyło się do walki, bo zgładzenie rycerza wiązało się z jego ponownym odrodzeniem, z mieczem w ręku i kontynuowanie pojedynku.
Madadh raz jeszcze odwrócił swój łeb, by spojrzeć w stronę kobiet. Być może po części temu że nie był już zajęty walką, po części fizycznej bliskości, a po części kontynuującej się przemiany Rahne, ale ich więź pogłębiała się coraz bardziej. Wilk chciał jej coś przekazać. Coś bardzo dla niego ważnego. Coś go jednak blokowało. Nie była to nawet magia driady, bo ta kontrolowała go tylko powierzchownie. Była to zwyczajna niemoc. Wilk nie umiał nazwać i zrozumieć rzeczy, które kłębiły się w jego głowie odkąd pierwszy raz ujrzał Rahne. Nie był chyba świadom tego, że wilczyca kuli się teraz razem z nim wewnątrz jego umysłu. Najbliższą rzeczą z wilczego świata mogącą opisać to uczucie było „oddanie”, jednak nie poruszało ono nawet kropli w morzu powagi tego co działo się w jego głowie. Nie czując jej obecności w swoim umyśle, narastała w nim coraz większa panika przed tym, że ona nie odwzajemni tego uczucia. Nie wiedział czym to jest ale miał wrażenie, że na zawsze zapadnie się w mroczną otchłań, jeśli nie dowie się że kobieta czuje to samo, a sama Rahne prawdopodobnie wiedziała lepiej od wilka czym jest stan w jakim się teraz znajduje.
Tymczasem zniszczenia świata nieubłaganie postępowały. Ściany, sufity i dalsze pomieszczenia obróciły się w nicość. Rzeczywisty został zaledwie fragment podłogi Sali. Ten również się zapadał i za jakiś czas tłoczące się na nim istoty będą spychane w przepaść. Nie było jasnym co wtedy by się z nimi działo, ale nikt nie chciał być pierwszym, który się przekona.
W tym czasie przemiana Rahne trwała dalej ból stawał się już nie do zniesienia. Zmienił się w jedno nieznośnie, obdzierające ze świadomości pasmo cierpienia. Tymczasem wraz z przemianą postępowała jej przedziwna transcendencja. Z ulgą mogła odkryć, że przerzucając całkowicie świadomość do umysłu wilka może uciec przed bólem, cierpieniem i krzykiem. Nie mogła nim sterować, ale ukryć się bezpiecznie w jego głowie, jak w jakiejś ciemnej jaskini, gdzie nikt by jej nie znalazł. Oczami Madadh’a mogła dosłownie spojrzeć na samą siebie, znikającą niemal zupełnie w snopie światła. Widoczne pozostały tylko jej twarz i tors. Obok stała królowa i mówiła coś do niej gestykulując dłonią, ale Madadh nie zwracał na to uwagi. Wilk wpatrywał się tylko w ten jeden obraz jak w dziejącą się na jego oczach tragedię. Przejęty i niezdolny do działania. Rahne miała wrażenie że gdyby chciała, mogłaby odsłonić swoją obecność w jego umyśle na tyle by się z nim porozumieć.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Czw Lip 30, 2020 11:34 am

Rahne wydawało się, że doświadczyła w życiu wszystkiego, czego mogła doświadczyć - a przynajmniej wszystkiego, na co mogła liczyć i na co we własnym mniemaniu zasługiwała. Nawet jeśli zdarzało jej się marzyć o czymś więcej - a zdarzało się często - brakowało jej odwagi, by ścigać te marzenia. Życie dla innych i w cieniu innych nie zadowalało jej, ale dawało poczucie bezpieczeństwa, którego przez większość życia rozpaczliwie jej brakowało.
Tak było aż do teraz.
Może był to efekt rozszerzającej się i zarazem rozpływającej w niebyt świadomości, a może uczucie, które odkryła w umyśle potężnego wilka. Dla Rahne Sinclair odkrycie to było szokujące i niespodziewane. Dla istoty na skraju niebytu, którą się stawała - wprost przeciwnie. Musiało tak być. Ich spotkanie w miejscu, w którym przenikały się światy, nie mogło zakończyć się inaczej. Sam wszechświat doprowadził ich do tego momentu. Każdy inny rezultat był nie do pomyślenia. Wszystko, co myślała, że wie na temat wolnej woli i wyboru, ulatywało wraz ze strzępami nieistotnych myśli i wspomnień. To, co pozostało, było samym jądrem jej istnienia. Z nagłą jasnością ujrzała nici przeznaczenia, swoją i Madadha, splecione i zawieszone w tym jednym momencie. Czekające.
Jedyne, czego żałowała, to fakt, że tak niewiele czasu pozostało jej teraz, gdy nareszcie prawdziwie poznała siebie i zrozumiała otaczający ją świat. Poczuła chwilowy smutek na myśl, że nie zdoła pożegnać się z matką i przyjaciółmi, lecz ten szybko uleciał wraz z resztą myśli. Wiedziała, że mimo straty ich świat nie zawali się bez niej. Niczyje życie nie ulegnie znaczącej zmianie, gdy jej zabraknie.
Z wyjątkiem jednego.
"Kim myślałaś że jesteś, stając na drodze prawdziwej miłości?"
Kim...? Usiłując skupić się na pytaniu, odkryła, że nie jest już w stanie przypomnieć sobie własnego imienia. Ból rozrywający jej czaszkę i pierś wciąż przybierał na sile. Reszty ciała nie czuła już od jakiegoś czasu, lecz to nie sprawiło, że cierpiała mniej. Znała tylko jedną drogę ucieczki przed bólem i skorzystała z niej.
Wniknęła głębiej w umysł wilka, kuląc się w nim jak w ciepłej, bezpiecznej norze, podczas gdy na zewnątrz szalała zamieć. Czuła jego ból, niepewność i narastającą rozpacz. Ale przecież nie były potrzebne. Była tu. Cokolwiek stanie się z jej ciałem, jakaś cząstka jej świadomości pozostanie tutaj. Pozostanie z nim na zawsze. Pragnęła, by o tym wiedział. Naparła delikatnie na ściany swej jaskini, przekazując mu tę jedną myśl.
Jestem. Jestem tu, mo ghaol. Nie odejdę.
Gdy tylko otworzyła swój umysł na tyle, by ukazać mu swoją obecność, zalała ją fala emocji. Jednak zamiast ją zmieść i zmiażdżyć o skały, siła jego uczucia uniosła ją i ukołysała. Znała to uczucie, poznawała jego fakturę i barwę, choć intensywnością przewyższało wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyła. Ponownie przypomniała sobie słowa driady:
"Kim myślałaś że jesteś, stając na drodze prawdziwej miłości?"
Gdyby mogła, roześmiałaby się. Nad ironią sytuacji, z bólu, ze szczęścia.
Nie wiem, odparła. Nie wiem kim jestem. Ale wiem, że to ty stajesz na jej drodze.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Pią Lip 31, 2020 12:56 pm

Dramatyzm i beznadziejność sytuacji wydawały się nie do zniesienia. Tym bardziej, że umysł wilka wydawał się zdruzgotany setkami lat odczuwania podobnych emocji. Obcował z nimi tak często, że dobrze znał ich smak. Wręcz panicznie się ich obawiał, a teraz odczuwał je silniej niż kiedykolwiek. Jeśli gdzieś istniało jakiekolwiek pocieszenie, to to że męczarnia Rahne prawdopodobnie wkrótce się skończy. Tylko czy wtedy Madadh nie zostanie skazany na wieczną posługę królowej? W niemocy wspominać będzie wizerunek Rahne, będąc na zawsze zamknięty w odmętach własnego umysłu?
Coś się jednak zmieniło. Zmiana była tak subtelna że z początku nawet sami zainteresowani mogli jej nie zauważyć. Wszystko stało się po cichutkim wyznaniu Rahne wewnątrz głowy wilka. Wszystkie jego emocje na moment przygasły. Cały wilk wyciszył się, starając się uświadomić sobie czy to co do niego dotarło nie było tylko wytworem jego wyobraźni. Objawienie przyszło dopiero w chwili gdy zdał sobie sprawę że za jego zdziwieniem poszła w ślad jego sylwetka oraz mimika twarzy. Wilk poczuł że odzyskał władzę nad swoim ciałem, a zadufana w sobie władczyni zdawała się tego nie zauważyć, kontynuując swój monolog. Być może swoimi słowami otuchy Rahne wypełniła jakiś pradawny rytuał, lub przynajmniej coś, co mogło za niego uchodzić.
Kaskada emocji jaka nastąpiła później w umyśle wilka była prawdziwą burzą. Najpierw przyszła ulga, potem pokrzepienie, zaraz potem gniew. Gniew tak potężny, jaki mogą skrywać w sobie tylko istoty przedwieczne. Skierowany przeciw jednej istocie. Wzdłuż całego ciała wilka zdawały się powstawać małe czarnej energii.
James wykorzystał moment nieuwagi Madadha i nie marnując czasu wyszarpnął swoje ostrze i przystąpił do kolejnego ataku na cesarzową. Zaskoczona driada nie miała czasu na reakcję i miecz zakorzenił się głęboko w jej boku. Niestety zaskoczenie nie trwało wiecznie. Królowa przerwała monolog i z wściekłą miną spojrzała na Sandalisa. Zaraz po tym jej sylwetka zawirowała i straciła ludzkie kształty. Nie był to chyba jednak efekt ataku miecza, bo drewniana masa, opłynęła ostrze z obydwu stron i stopiła się z podłożem.
Driada na powrót wyłoniła się już pod stopami Madadha, wskazując rycerza sękatym palcem
-Co ty robisz? Nie widzisz gdzie on jest? Masz mnie przed nim chronić, głupcze! – krzyknęła, jednak jedno spojrzenie na wilka wyprowadziło ją z błędu. Madadh obie pięści miał zaciśnięte niemal do krwi, a z oczu trzaskały mu gromy czarnej jak niebyt energii. Wpatrywał się w driadę, a z psyka sterczały mu obnażone kły. Już nie należał do niej. Sięgnął ku władczyni starając się ją pochwycić. Driada szybko zareagowała, na powrót „zlewając się” z drewnem otoczenia, jednak dłoń Madadha wcale nie zatrzymała się na deskach podłogi. Zamiast tego wniknęła w głąb drewna, jakby wcale go tam nie było. Wokoło miejsca gdzie jego ramię stykało się z drewnem rozlała się czarna energia, niczym plama nieprzebranego cienia. Sam wilk przysiadł na jedno kolano by sięgnąć głębiej, a po chwili uniósł się, wyciągając driadę niczym mysz z nory. Władczyni na darmo szamotała się starając się wywzwolić. –Ty! Ty masz mi służyć! Nie możesz mnie zabić! – krzyczała władczyni, widocznie nie rozumiejąc co się właściwie stało.
W odpowiedzi usłyszała tylko słowa Rahne, których nie wypowiedziały jej usta, ale głos samego wilka.
-Nie wiem kim jestem. Ale wiem, że to ty stajesz na jej drodze.
Na twarz królowej wpłynęło przerażające zrozumienie faktów. Po tych słowach jednak wnętrze dłoni Madadha stanęło w czarnym ogniu. Driada rzucała się, wykrzywiała i zmieniała kształty, jednak nic nie pozwoliło się jej wydostać. Ogień strawił ją szybko, lecz jej krzyki wypełniały powietrze aż gdy jej głowa nie zamieniła się doszczętnie w stertę popiołu. Wilk wpatrywał się w jej cierpienie z niemałą, wręcz zwierzęcą, satysfakcją. Gdy zawodzenia nareszcie ucichły wilk rozprostował dłoń, aby spojrzeć na jej zawartość, lecz nie było na niej nic prócz popiołu.
Nie był to jednak koniec dzieła. Pomieszczenie wciąż się zapadało i pierwsi nieszczęśnicy zostali zepchnięci w otchłań przez silniejszych od siebie towarzyszy. Madadh zatoczył z impetem krąg wokoło siebie i kolejne porcje czarnej jak noc energii ruszyły ku krawędziom sali, uzupełniając zapadające się otoczenie jego wiernymi kopiami. Z początku nikt nie chciał ryzykować postawienia stopy na tym dziwnym tworze, jednak wkrótce stało się to konieczne, a okazało całkowicie bezpieczne.
Została jeszcze najważniejsza rzecz. Wilk ruszył w stronę snopa światła. Z każdym krokiem stawał się mniejszy, tak że gdy stanął przed obliczem Rahne miał niecałe trzy metry wzrostu. Obok snopa światła klęczał James Sandalis, z mieczem wbitym w podłogę i pogrążony w modlitwie do swojego chrześcijańskiego Boga.
Z bliska sylwetka Rahne wciąż była widoczna, jednak odległa i niematerialna. Najbardziej rysowała się jej twarz, oraz tors. Madah nie czekając na niczyje zaproszenie spojrzał gniewnie na rycerza i najzwyczajniej w świecie wyciągnął rękę w stronę wilczycy. Gdy tylko jednak zetknęła się ze snopem światła, zaczęła dymić, a wilk wydał z siebie ryk bólu. Nie cofnął jednak dłoni. Parł na przód, napotykając potężny opór mocy. Futro i skóra dymiły mu z całego przedramienia. Dla złagodzenia bólu pokrył swoje ramię opoką z tej tajemniczej czarnej energii, jednak nie hamowało to całości złego wpływu strumienia. Im sięgał dalej, tym żar, oraz opór narastały. Gdy jego dłoń znajdowała się niecałe dziesięć centymetrów od pozornie spokojnej twarzy Rahne, nie był w stanie sięgnąć ani milimetrametra dalej. Wciąż jednak walczył, za wszelką cenę starając się być choć odrobinę bliżej.
-Ja… Ja nie wiem co mam robić! Nie mogę cię stracić! Nie teraz! – krzyknął w końcu w panice. – Jestem za słaby…
Wilk wpadał w panikę. Czas kończył się nieubłaganie, a pomimo jego wielkiej siły, uratowanie tej kobiety leżało poza zasięgiem jego mocy. Pomimo to parł dalej na przód, nie zważając na cokolwiek. Jakby w jego życiu nie zostało nic, poza pchaniem na przód. Jego siła była niestety niewystarczająca.
Nie sposób było przewidzieć jak zachowa się energia w chwili zniszczenia Rahne. Driada zakładała pewnie że przejdzie na powrót na nią, lecz po jej śmierci co się z nią stanie? Wilk jednak nawet nie zastanawiał się jak wyglądać będzie świat za kilka minut. Nawet jakby miał przestać zupełnie istnieć.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Sro Wrz 02, 2020 11:07 am

Gdyby jeszcze kilka kwadransów temu ktoś powiedział jej, że boleśnie odczuje śmierć driady, wyśmiałaby go. To, co poczuła, gdy niedawna królowa rozpadała się w pył, nie było żalem, ani poczuciem winy; huldra była okrutną, spaczoną istotą, która wyrządziła wiele zła. Była to raczej świadomość utraty, jakby ze świata naraz zniknęło coś rzadkiego i cennego. I choć przypuszczała, że w obecnym stanie w podobny sposób odczułaby śmierć nawet najmniejszej mrówki, uczucie pozostało z nią na jakiś czas.
Natomiast emocje, jakich doświadczała w umyśle Madadha przypominały istny sztorm. Gdy poprzez jego oczy ujrzała samą siebie, zatopioną w snopie swiatła, ani żywą, ani umarłą, doznała czegoś na kształt szoku. Tymczasem modlitwa szeptana przez Sir Jamesa poruszyła w jej pamięci jakąś strunę, na tyle wrażliwą, że na chwilę przypomniała sobie siebie, a przynajmniej jakąś cząstkę siebie. Wiedziała, co Madadh ma zamiar uczynić, zanim jeszcze wyciągnął rękę w stronę jej ciała. Czy powinna go powstrzymać? Pomóc mu? Jak? Przecież dla niej było już zbyt późno... prawda?
Wybacz mi, pomyślała z żalem. Sama to na nas sprowadziłam igrając z siłami, których nie rozumiem. Chciałam tylko pomóc. Chciałam, abyś odnalazł drogę do domu.
Dłoń wilka, centymetr po centymetrze, zbliżała się do jej twarzy. Rahne czuła jego ból, jakby był jej własnym. Widziała wykrzywiony w grymasie pysk, słyszała pełne rozpaczy słowa...
W jednej chwili podjęła decyzję. Jeżeli on nie zamierzał się poddać, nawet wbrew nadziei, czy ona mogła postąpić inaczej?
Cokolwiek się stanie, pamiętaj, że nie jesteś niczemu winien, odezwała się jeszcze w umyśle wilka, nim wskoczyła na powrót do swojego ciała.
Przeskok był gwałtowny, a ból obezwładniający. Otworzyła oczy i krzyknęła, widząc tuż przed sobą dłoń Madadha. Spojrzała na niego poprzez otaczający ją snop światła.
- Nie... jesteś - wychrypiała przez zaciśnięte z bólu zęby. - James... Pomóż... proszę.
Rycerz ledwie chwilę temu stawał do równej walki z wilkiem, a ponad to wciąż wspomagała go cząstka nieujarzmionej mocy drzewa. Rahne nie miała pojęcia, czy będzie w stanie przeniknąć snop światła i jakoś wspomóc Madadha, ale zamierzała chwycić się każdej deski ratunku. Dzieliły ich zaledwie centymetry. Tak blisko, a tak daleko...
Szarpnęła się ku wilkowi gwałtownie i rozpaczliwie, zatrzepotała w uścisku światłości, jak ryba wyciągnięta z wody, walcząca o każdy oddech na przekór nadziei. Nie dbała o rozrywający ból, ani o to, co zostanie z jej ciała. Liczyła się tylko walka o każdy dzielący ich milimetr.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1Pon Wrz 07, 2020 1:10 pm

Fenris znajdował się w zupełnym amoku. Jego wyższe partie umysłu zapchane były burzą emocji z którą nie sposób mu było sobie poradzić. Całe szczęście już jakiś czas temu przestał dawać im posłuch, bo do pracy wzięły się najniższe, zwierzęce instynkty. Te zakamarki dzikiego umysłu, które bez wahania poświęcą choćby jedną z kończyn, aby tylko dosięgnąć celu. Wilk był bestią w równym stopniu co asgardczykiem i to ta bestia nie dawała teraz za wygraną pomimo bólu, pomimo paniki i pomimo strachu. Uczucie to było aż nazbyt podobne do tego spod skały Giol i gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, przeraziła go łatwość osiągania tego stanu, oraz pierwotny komfort przebywania w nim.
Prawdopodobnie dlatego nawet nie drgnął, gdy sylwetka Rahne otworzyła oczy i zaczęła krzyczeć. Szok ponownego przeskoku w snop bólu był czymś zbyt wielkim do zignorowania. Pomimo to Rahne zdołała wykrzyczeć swoje słowa. Wilk nie mógł zgodzić się z jej słowami. Nie mógł ukryć swoich myśli przed przebywającą w jego umyśle wilczycą, ta jednak szczęśliwie zdążyła opuścić jego głowę nim zdążył jej odpowiedzieć.
James natomiast podniósł się na nogi, słysząc polecenie swojej nowej królowej. Był już zupełnie materialny, bez śladu obrażeń, czy choćby trudów walki. Prawdopodobnie odciążał Rahne, odsysając tyle energii dla siebie ile tylko mógł spożytkować. Krótko spojrzał na wilka, po czym na wilczycę i subtelnie, jednak z honorem skinął jej głową uderzając się pięścią w pierś.
Doskoczył do Madadh’a i zaparłszy się, przyłączył się do starcia, chcący posunąć wilka choć o milimetr dalej. Niestety jeśli przyniosło to jakikolwiek skutek, to był on zbyt mały, by można było go chociażby dostrzec w ferworze chwili. Rycerz fizycznie był zbyt słaby by zmienić cokolwiek w starciu takich sił. Zdradziłby jednak swoje odwieczne śluby, gdyby teraz się poddał. Setki lat temu przysięgał na swój magiczny miecz, że póki istnieje, służyć będzie swojemu władcy każdym kosztem. Miecz czerpał siłę z jego poświęcenia i James nie spotkał jeszcze rzeczy, która mogłaby się oprzeć jego ostrzu. James zerknął w górę, w mrok z którego nieskończoności zdawało się docierać kosmiczne światło snopa energii. Nagle dotarło do niego zrozumienie.
Chwila na którą czekał tyle lat nareszcie nastała. Chwila ostatecznego sprawdzianu i ostatecznej nagrody.
Jednym susem wskoczył na ramię wilka i wraził swój miecz w snop energii. Strumień uderzył w klingę, która rozbłysła jak wybuch gwiazdy, ale nie ugięła się. Energia drzewa tańczyła pod dziwnymi kątami, starając się ominąć tę przeszkodę. Strumień pod klingą jednak zachwiał się i stracił na mocy, tak że wilk zyskał szansę walki, z której zamierzał teraz skorzystać.
Rahne mogła zobaczyć jak dłoń Madadha, powoli, milimetr po milimetrze, zbliża się do jej twarzy. Tymczasem magiczny miecz Sandalisa zdawał się tracić fizyczną postać. Broń przejęła na siebie całą intensywność procesu, jakiemu do tej pory poddawana była Rahne. Rycerz nie trzymał już miecza, ale snop świetlistej energii, który stał w poprzek do obezwładniającego nurtu. Niestety rycerza i jego broń łączyła więź, która teraz dawała się we znaki bardziej niż kiedykolwiek. Wraz z każdą mijającą minutą sylwetka Jamesa wyglądała coraz mniej ludzko. Jego rysy zanikały i zaczynały jarzyć się blaskiem podobnym do snopa energii. Nie krzyczał już. Być może jego nowa forma straciła możliwość mówienia, a być może możliwość odczuwania bólu. Po chwili przypominał już tylko uproszczoną figurę człowieka składającą się z prostych linii energii.
Wilk jednak nie zmarnował kupionego mu czasu. „Cień” rzucany przez miecz ułatwił mu zadanie, a wraz z tym wstąpiła w niego nowa nadzieja i nowe siły. Krzyknął raz jeszcze, choć tym razem z mocą, a nie z bólu. Na ten okrzyk dziwna moc osłaniająca jego ramię przybrała na sile i wilk ruszył naprzód. W końcu, po minutach dłużących się w nieskończoność, stało się to czego nikt się nie spodziewał. Ostatni pokonany milimetr zdawał się trwać lata, lecz Rahne poczuła w końcu na czole zimny punkt, w miejscu gdzie dotknęła ją ciemna aura dłoni wilka.


Dosłownie w tym momencie wszystko zniknęło. Nastała zupełna ciemność. Nie było w niej jednak bólu. Nie było w niej absolutnie niczego poza nią samą i dotykającym ją wilkiem. Uczucie było czymś więcej niż tylko fizycznym kontaktem. Obydwoje znaleźli się w jakiejś abstrakcyjnej sferze świadomości, gdzie nawet granice między nimi samymi zdawały się ulotne. W całej absurdalności tej sytuacji, a także grozie jaka towarzyszyła im kilka minut temu, jedyne z czym kojarzył się ten stan była błogość. Myśli wilka natychmiast zebrały się wokół niej i otoczyły ją niczym kokon, czy czuły uścisk. Nie było w śród nich wątpliwości w obecny stan rzeczy. Czy właściwie im się udało? Czy tak miało być? Co teraz? Najwidoczniej świadomość wilka cieszyła się z bliskości kobiety nie zważając na ich obecne warunki.
Niestety w żaden sposób nie można było stwierdzić co się stało z „prawdziwym” światem, o ile miejsce w którym byli przed chwilą można było tak nazwać. Co się stało z pałacem, wszystkimi istotami więzionymi przez huldrę, oraz przede wszystkim, co z Jamesem Sandalisem. Czas również wymykał się zmysłom pojmowania, więc stan ten mógł trwać równie dobrze minuty, miesiące, czy tysiąclecia.
Potem jednak okazało się że nie są skazani na tę bezkształtną ciemność. Ich wola nadawała kształt wszystkiemu dookoła. Mogli być kim chcieli i gdzie chcieli. Umysł wilka szybko zabrał się za tworzenie wspaniałych puszczy, gór oraz lasów. Pradawnych i pięknych, takich jakimi mogły by być, gdyby na planecie nie istnieli ludzie. Czyżby tak driada kreowała swój pałac? Potem zapełnił te tereny mnogością zwierzyny każdej maści. Cały ekosystem bestii majestatycznych niczym bogowie zwierząt. A na samym szczycie ich dwójka, niczym król i królowa natury i świata.
Nie stworzył nic więcej. To był dla niego raj. Własne miejsce, gdzie mógł być sam, wraz ze swoją królową.

[2x zt tutaj---->https://theavengers.forumpolish.com/t2594-vanaheim#37080]
Powrót do góry Go down
Sponsored content





Yggdrasill - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Yggdrasill   Yggdrasill - Page 2 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Yggdrasill
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Asgard :: Tereny dzikie-
Skocz do: