Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Viavenna

Go down 
3 posters
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
Loki


Liczba postów : 4172
Data dołączenia : 23/05/2012

Viavenna Empty
PisanieTemat: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sro Mar 18, 2020 6:08 pm

Viavenna to miasteczko we Włoszech, położone trochę na uboczu - z daleka od większych skupisk ludności - i otoczone lasami oraz drobnymi jeziorami. Wygląda ślicznie, większość budynków sprawia wrażenie, jak gdyby zatrzymały się w czasie przynajmniej sto lat temu, ale oczywiście niektóre elementy okolicy niszczą ten obrazek: samochody, nowoczesne oświetlenie uliczne i tak dalej. Mimo to miejscowość i tak prezentuje się czarująco - jak coś, co można by było umieścić na pocztówce.

_________________

Viavenna GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
https://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
Loki


Liczba postów : 4172
Data dołączenia : 23/05/2012

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pią Mar 20, 2020 6:13 pm

Po zawarciu układu z demonem Rosalie von Doom znalazła się w dość ciekawym położeniu. Niby zdawała się być całkiem nieźle chroniona, przynajmniej na tę chwilę; wymogi umowy nie mogły zostać spełnione - i to nie z jej winy - w związku z czym druga strona w dalszym ciągu była zobowiązana jej służyć, ale nie mogła jeszcze odebrać za to zapłaty... Co zapewne skończy się wraz ze śmiercią dziewczyny - kiedyś w przyszłości.
Tyle że demonom nie można było przecież ufać, a i zapoznanie się z tematem również nie mogło zaszkodzić, w związku z czym przejrzenie dostępnej literatury z pewnością nie wyszłoby Rosalie na złe. Na szczęście dla niej w bibliotece jej ojca znajdowały się między innymi pozycje, które mogły rzucić odrobinę światła na jej sytuację - o ile można im było ufać, bo w końcu nie każda książka musiała mówić prawdę.

Tymczasem w zupełnie innej części świata Johnny Blaze kontynuował swoje podróże... I w trakcie jednej z takich wypraw, po usunięciu pomniejszego i świetnie zaaklimatyzowanego wśród ludzi chochlika, natknął się wśród jego dobytku - poza tym w większości bezwartościowego - na kopię książki, której zawartość mogła go zainteresować.
Koniec końców, jego praca wymagała ciągłego kontaktu z istotami nieczystymi - a jedną taką posiadał nawet we własnym ciele. Tom traktujący o właściwościach ludzkiej duszy mógł przynieść mu jakieś ciekawe informacje, na przykład dotyczące dbania o jego własną... Choć kto jak kto, ale on akurat powinien doskonale wiedzieć, że wszelkie wskazówki należało traktować z przymrużeniem oka.

Tak się więc złożyło, że oboje natknęli się na egzemplarze tej samej księgi w podobnym czasie - co mogłoby się wydawać sporym zbiegiem okoliczności, tyle że w całym tym ogromnym świecie pewnie jednak nie było wcale aż tak rzadkim zajściem.
Większość tekstu okazała się być dość nudna... Albo może raczej trudna do zrozumienia i skomplikowana. Autor przeprowadzał rozważania niejednokrotnie zachodzące na terytorium filozofii czy teologii, ale o samej magii czy praktycznych zastosowaniach swoich wynurzeń mówił niewiele, w najlepszym wypadku wspominając o ich istnieniu, ale nie radząc jak się do nich zabrać. Wyglądało więc na to, że książka nie była aż tak wartościowa... Gdyby nie jeden jej drobny fragment. Odniesienia.
Autor - podpisujący się zresztą jako Wielki Czarownik Anakoni, co mogło być z jego strony drobną przesadą, gdy do magii zdawał się podchodzić ostrożnie i czysto teoretycznie - najwyraźniej sam przebrnął przez wiele innych tomów i miał zwyczaj o nich wspominać... Najczęściej mniej lub bardziej subtelnie je atakując. Te na ogół jakże uprzejme złośliwości czyniły przynajmniej lekturę zabawną, więc mogły przyciągać wzrok... A w jednym miejscu zrobiły się naprawdę ciekawe. Na poważnie.
Otóż Anakoni najwyraźniej nie przepadał za opiniami innego maga, Aldricha, który podchodził do magii dusz w sposób "postępowy" - gdzie jedno to słowo zdawało się zawierać tyle jadu, ile tylko Wielki Czarownik był w stanie przekazać czytelnikom przez pismo. Zgodnie z jego krótką dygresją, Aldrich uznał swego czasu za stosowne opuścić dwór albioński - i najwidoczniej to również było dla Anakoniego nie do pomyślenia - by osiąść daleko na "półwyspie za górami" i wśród drzew i jeleni praktykować czary.
Co ciekawe, w książce znajdowała się także zajmująca dwie sąsiadujące ze sobą strony mapka - zaskakująco dokładnie naszkicowana - przedstawiająca przebieg rzek i jezior w okolicy nowego domu Aldricha, ale uwzględniająca również parę innych punktów charakterystycznych: położoną niedaleko osadę Wijawennę, święte drzewo w lesie, a nawet linię energetyczną. Najwyraźniej woda na mapie odzwierciedlała schemat mistycznych połączeń obecnych w ludzkiej duszy, co - Anakoni przyznawał bardzo niechętnie - prawdopodobnie wspomagało działania Aldricha, więc może miało odrobinę sensu, na co oczywiście nie było żadnych dowodów. Co nie zmieniało faktu, że jego podejście do tematu było bardzo bezpośrednie - jak gdyby zajmował się nie delikatną cząstką ludzkiej natury, wywyższającą nas ponad zwierzęta, a pospolitą cebulą, którą zapewne przywykł uprawiać na co dzień w swojej dziczy.
Pomijając jednak niechęć autora do Aldricha, z tekstu wynikało - choć należało czytać między wierszami, aby to ustalić - iż mag ten zajmował się swego czasu prawdziwą magią opartą na duszy: wykorzystywaniem jej potencjału, do pewnego stopnia jej kontrolowaniem, ale i chronieniem jej przed wpływami z zewnątrz. I najwyraźniej pisał na ten temat prace, do których Anakoni mógł się odnosić. Tyle że tutaj zaczynał się problem: poszukiwania jakichkolwiek jego zapisków czy po prostu informacji na jego temat nie przynosiły efektów. Być może nie osiągnął takiej sławy, aby dane o nim przetrwały w archiwach czy zostały przeniesione do Internetu, a przeglądanie fizycznych ksiąg było o tyle trudne, że przecież nie posiadały one opcji "control + f".
Tyle że Anakoni zostawił w swoim tomie wskazówkę: mapę. Mapę miejsca, które powinno znajdować się "na półwyspie za górami" - i daleko od Albionu. Zgadując prawdopodobne czasy można też było wykluczyć obie Ameryki i skupić się głównie na Europie... A i nazwa osady trochę tu pomagała. Nie wspominając o układzie sieci wodnej. Połączenie tych informacji i komputera, który był w stanie przetworzyć oraz porównać obrazy ze współczesnymi mapami, można było z kolei dotrzeć w końcu do Viavenny: niewielkiej miejscowości we Włoszech. Zdawała się pasować... I wciąż mogła zawierać jakieś dokumenty. Może w muzeum? Bibliotece? Gdzieś indziej?

***

Sesja prywatna, przygotowana dla Rosalie i Ghost Ridera. Dołączenie do niej musiałoby się odbyć za zgodą ich obojga oraz moją - ale jest możliwe. Kolejność odpisów dowolna, jeżeli dojdzie do sytuacji, gdy moja ocena czy prowadzenie rozwoju wydarzeń nie będą potrzebne, to dam Wam znać, że możecie wymienić więcej postów tylko między sobą - to chyba tyle z ważniejszych informacji na początek. Aha, w pierwszych postach zaznaczcie co ze sobą zabieracie w podróż, w miarę możliwości dokładnie.

_________________

Viavenna GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
https://theavengers.forumpolish.com
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Cze 08, 2020 6:50 am

JB wyruszając z Niemiec w których lubił często przebywać z racji tego, że ten kraj miał cholernie dużego pecha jak i naziści interesowali się okultyzmem, zostały jeszcze pozostałości po tym wszystkim nieczystych sprawa, ale mniejsza o to teraz najważniejsze jest to żeby wyruszyć do Włoch gdzie będzie można uratować swoją duszę, bo domyślał się że dobry użytkownik magii, nie z Hogwartu mógłby w jakiś sposób zdjąć tą ,,klątwę” czy raczej ,,dar” miał nadzieje że jego znajomość niemieckiego wystarczy, przyjeżdżając do wioski miał swoją podstawę narzędzia survivalowe, jak i mały toporek na cięcie drewna, strzelbę myśliwską która wysiała na barku, przy pasie jak i wzdłuż klatki piersiowej znajdowały się naboje do tej strzelby, obok maczety która posługuje się do obcinania łbów najróżniejszych potworów, znajduje się katana która była pamiątką spotkaniem się z Wolvie. Zabrał swój dzienniczek, którym spisuje i tłumaczy tekst na najróżniejsze języki, by znaleźć szeczgół, bo jak to się mówi tam siedzi ,,diabeł”. A nie chciał by zostać tak zmanipulowany jak pierwszym razem, kiedy… zginął jego ojciec a sam prawie oddałby duszę do Mefisto. Miał przy pasie jeszcze nóż myśliwski oraz na nadgarstku krzyż i przy sobie małą biblię jeśli będzie trzeba, użyć z egzorcystów. Będąc już w samym mieście starał się znaleźć źródło problemu po przez mapę gdzie się dostać, ale z racji że go strasznie suszyło, to wkroczył do Baru. Gdzie od razu zagadał do Barmanki przy tym na jego twarzy widniał szelmowski uśmiech a włosy były spięte w kitkę  coś na wzór Gerwant Białego Misia.
-Guten Morgen, meine liebe Dame, ich möchte ein dunkles Bier und Ihr schönes Lächeln bestellen.- Zdjął przy tym swój kowbojski kapelusz, pewnie w wiadomościach będzie niedługo hucznie, z racji tego że Blaze wraca i jest informacja że będzie tworzyć film co robił w swoim skromnym życiu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Dzień dobry moja droga damo, chciałbym zamówić ciemne piwo oraz twój piękny uśmiech.

z/t ~~ Braku aktywności drugiej graczki.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Wto Lip 28, 2020 7:54 am

Kate nie miała pojęcia czego powinna spodziewać się po wycieczce do Włoch. Teoretycznie podroż na stary kontynent nie była dla niej niczym nowym, jako że rodzinną rezydencję w Alpach odwiedzała przynajmniej kilka razy w roku, jednak po pierwsze bardzo rzadko robiła to sama, a co ważniejsze, odkąd dołączyła do Young Avengers, jej świadomość możliwych zagrożeń znacznie wzrosła. Fakt iż tym razem miała obok siebie koleżanki z drużyny sportowej, jakoś nie podnosił dziewczyny na duchu. Wręcz przeciwnie, Kate czułą na sobie odpowiedzialność za ewentualne bezpieczeństwo wszystkich, a ostatnimi czasy dźwiganie dodatkowych ciężarów sprawiało jej sporo trudności. Z drugiej strony jakoś nie miała śmiałości prosić któregokolwiek z Młodych Mścicieli by ten jej towarzyszył. Zdecydowała że jako liderka powinna pokazać iż pnie boi się wyzwań.
Na pewne rzeczy potrafiła się przygotować. Na przykład na problemy związane z odprawą celną i koniecznością spowiadania się na lotnisku z ilości broni jaką zabiera z sobą do samolotu.
- Należę do drużyny florecistek. Właśnie dlatego wybieramy się w podroż. Na zawody. Podobno dziewczyny w Europie są w tym naprawdę dobre. Znaczy się, mam na myśli szermierkę. - wyjaśniła panna Bishop gdy podejrzliwa pracownica kontroli bagażowej, zaczęła wypytywać ją o posiadany arsenał. Kate miała z sobą dokumenty potwierdzające rzeczywistą przynależność do klubów z każdej wymienianej przez siebie dyscyplinie, które to wyciągała i kładła jedne na drugim, bezpośrednio przed nosem kobiety. - Trenuję też łucznictwo, biegam, reprezentuję stan w sztafecie pływackiej, jestem z zespole gimnastycznym, a to jest mój sprzęt do wspinaczki.
- A koleżanka też uprawia jakieś sporty? - ironicznie spytała kontrolerka, spoglądając w kierunku stojącej obok Americi.
- Ja tam wolę przywalić w gębę. - Odpowiedziała Latynoska.
- Zapasy. - Szybko uzupełniła łuczniczka. - Zresztą ona nie leci. Jedynie mnie odprowadza i pomaga nosić rzeczy.

Młoda Bishop nie miała pojęcia jak w dużym jest błędzie. Tak samo jak nie podejrzewała, że pierwszym co zobaczy po wylądowaniu, będzie uśmiechnięta twarz najlepszej koleżanki, tej samej którą niedawno pożegnała w Nowym Jorku. Widok pogodnej Miss Americi podobno należał do rzadkości. Dziewczyna uchodziła raczej za pannę wiecznie zagniewaną, choć najwyraźniej łuczniczka miała to szczęście, że uśmiech nastolatki mogła oglądać dość często.
- Przecież powiedziałaś że chciałabyś abym poleciała z tobą. - Zauważyła America.
- „Ze mną”, a nie „za mną” - Próbowała tłumaczyć Kate, nie będąc pewną czy jest bardziej zdziwiona tym, że Latynoska nie rozumie czym jest zwyczajowa formułka pożegnalna, czy też faktem iż Miss potrafi przemieszczać się z prędkością samolotu.
Mimo sporego zaskoczenia obecność Americi dodawała Kate pewności siebie. Dodała też obowiązków. Łuczniczka najpierw musiała skłamać trenerce że panna Chavez została przysłana tu by pomóc im w logistycznym planowaniu całej podroży, a następnie w imieniu koleżanki całą organizację po kryjomu wziąć na siebie. Samej Latynosce, Kate wytłumaczyła natomiast że tak zwana „logistyka” polega na noszeniu bagaży.

Podroż autokarem na miejsce gdzie miały odbywać się zawody, związana była z wspólnym oglądaniem licznych włoskich zabytków, które to przez Americę w większości komentowane były w jeden sposób.
- Kupa kamieni. Znowu.
- Może. Ale to są budowle ważne dla historii świata. A przynajmniej dla tej jego części. Więc postaraj się uszanować to co oglądamy. - Poprosiła Kate.
- Fantastyczna kupa kamieni. - Sprostowała Chavez – Ale ten jeden wygląda jakoś krzywo, może mogłabym im go poprawić?
- Nie. Idziemy stąd.

Viavenna stanowiła dla drużyny sportowej idealne miejsce do zakwaterowania. Cicha, spokojna okolica i dużo tańsze noclegi, zwłąszcza w porwaniu do tych bardziej znanych ośrodków. Trenerka była zachwycona. Zależało jej na odpowiedniej aklimatyzacji i zbudowaniu właściwszej atmosfery w zespole. Z drugiej strony kobieta obawiała się trochę że emocję związane z długą wycieczką mogą złe wpłynąć na skupienie jej zawodniczek.
- Raz jeszcze przestrzegam drogie panie, że jesteśmy tu po to by dobrze zaprezentować się na zawodach! Nie życzę sobie żadnych ekscesów. A nade wszystko przypominam by nie dać się ponieść rzekomej magi jaką otaczają wokół siebie mieszkańcy Italii. Zwłaszcza ci młodzi i przystojni.
Była to jedna z tych przemów, o której słuchacze zapomnieli zanim jeszcze dobiegła do końca, a jedynym zdaniem jakie zapadło dziewczyną w głowach, było końcowe „a teraz chodźmy coś zjeść”.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Wto Lip 28, 2020 7:34 pm

Blaze siedział już dłuższy czas w barze, cóż mocno romantyzował z kobietą pokazując swoją wizytówkę łowcy potworów, oraz przekoloryzują pewne wydarzenia jak to polował na wampiry i że niemal go ugryzły ale jednak uratowała go wielka miłość do kobiety, miał nadzieje że miała naszyjniki by móc wypowiedzieć imiennie Kelnerki, choć jeśli nie ma to opisać kobietkę. Johnny nigdy nie był dobry w te klocki, znaczy w polowanie bo akurat podrywanie zawsze mu dobrze szło.
Co do tego pierwszego może to wielkie szczęście może, dar że nauczył się już od młodego wieku zbierając wiedzie oraz żyjąc w pewnej klatce w której, nie mógł nikogo dopuścić bo wszak ci osoby cierpiały, ale mniejsza z tym wyciągnął z swojego kożucha portfel płacąc za alkohol oraz za pokój cóż może spędzi tą noc z kimś kto ociepli mu łożę, chociaż nie wiedział czy to będzie duża szansa wysłał już w świat wiadomość że będzie tworzyć film, na podstawie jego wielkich przygód a bardziej animacje bo wszak aż na taki wielki budżet nie posiada, tylko musi zebrać dobry materiał co nie lada będzie proste bo wszak, głowie co posiada ze sieczkę to ciężko uzbierać coś takiego co można się podzielić, ale zobaczymy jak to wszystko wyjdzie.

Zobaczywszy nagle osoby wychodzące z autokaru miał chwile zastanowienia. Nad tym kiedy on był młodym dzieciakiem to spędził czas w cyrku ucząc się ,,magicznych” sztuczek jak i pomagał najróżniejszym osobą wszak zawsze tam była jakaś praca, ale do największej jakiej miał parcie i można powiedzieć ,,dar” to był ten cholery okultyzm, gdyby się nie zainteresował i pogodził z śmiercią ojca może nie by był ex-łowcą głów samego szatan czy innego diabła, bo wszak ma wiele imion a te właściwe to mało komu jest znane.


Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Czw Lip 30, 2020 5:37 pm

Ostrzeżenie trenerki drużyny florecistek, odnośnie zachowania ostrożności w kontaktach z tak zwanymi włoskimi amantami, miało ten niuans, iż bardzo trudno było wskazać osobę do której było ono skierowane. Z całą pewnością jego adresatką nie była Kate. Łuczniczka doskonale miała w pamięci ile wysiłku kosztowało ją pozbycie się męczącej traumy, i choć obecnie nie cierpiała już tak jak wcześniej, z całą pewnością musiało minąć jeszcze wiele czasu zanim w ogóle zdecyduje się zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie. Na tym polu sprawa być może była już przegrana definitywnie, a niejaki Clint stanowił jedynie wyjątek potwierdzający powyższą regułę. Z oczywistych względów America również nie brała wywodów trenerki do siebie. Dla Latynoski osobniki rodzaju męskiego byli gatunkiem tak odległym i dziwnym, że należałoby trzymać ich w akwarium. Co ciekawe szybko okazała się również, że samo ostrzeżenie nie dotyczy tej która je formułuje, jako że autorka mądrej przestrogi be skrępowania postanowiła dosiąść się do przystojnego nieznajomego, który jak się okazało przez najbliższych kilka dni miał być ich sąsiadem, jako że również niedawno zakwaterował się w mieście.
Poza faktem ze niejako byli na siebie skazani, dla trenerki nie bez znaczenia pozostawały plotki o tym jakoby tajemniczy przybysz miał coś wspólnego z sztuką filmową.
- Pozwoli pan że się przysiądę? Nie cierpię jeść sama, a spożywanie posiłków z moimi podopiecznymi strasznie je krępuje. Wychodi na to ze dzieciaki czują się swobodniej gdy ich mentorka nieco się oddali. - Przedstawiła się kobieta, zajmując miejsce przy stoliku Jona Blaze – Zdaje się że przez jakiś czas będziemy mieszkać obok siebie. Cudowna okolica. Gdyby moje małe łobuziary zachowywały się zbyt głośno, to proszę śmiało mówić. Mamy tu swoje cele, ale to nie znaczy że chcemy popsuć wakacje komuś innemu. Pan z daleka? - Spytała trenerka.

Tymczasem przy stoliku gdzie siedziały Kate i America trwała zażarta dyskusja odnośnie nie jedzenia niczego co w swojej nazwie ma słowo „pasta”.
- Ame, posiadanie zębów nie ma tu nic do rzeczy – kontynuowała swoją przemowę panna Bishop – sosów i sałatek nie robi się dla starców, tylko po to by smaki poszczególnych składników przenikały się wzajemnie, tworząc w ten sposób zupełnie nowe kompozycje, a że całość wygląda … no właśnie tak, jakby przypominało… wiesz co, ja też chyba tego nie zjem. - Poddała się łuczniczka.
Kate była przekonana że próbowanie specjałów kulinarnych typowych dla nowo odwiedzanych miejsc, jest obowiązkową częścią turystyki, jednak widok czterech prawdziwych hot-dogów znajdujących się na talerzu jej najlepszej przyjaciółki, która to bez wątpienia zamierzała sama pochłonąć je wszystkie, sprawił iż dziewczyna nagle nabrała przekonania, że obca kuchnia może zostać źle tolerowana przez jej organizm, a co za tym idzie sama wyeliminowałaby się z czekających ją zawodów. Poza ty owa pasta rzeczywiście wyglądała jak kupa.
America nie odpowiedziała nic, zajadając się swoją kolacją z szerokim uśmiechem.
- W porządku, czyli kamienie są złe, rzadzizna jest okropna, a Włosi nas nie interesują – podsumowała Kate – więc może zaciekawi cię lokalna legenda odnośnie jakiegoś lokalnego maga? Podobno był bardzo potężny. Wcześniej słyszałam jedynie o Merlinie, ale jak chcesz mogłybyśmy to sprawdzić? Tam skąd pochodzisz jest dużo czarodziejów? To znaczy kobiet – magów?
- Yhym, chyba dużo. - Z pełnymi ustami odpowiedziała Miss America.
Kate która interesowała się odległymi światami, od czasu do czasu lubiła spytać przyjaciółkę o tak zwaną Utopię, choć zdawała sobie sprawę że Chavez nie jest zbyt wylewna jak chodzi o wspomnienie domu. Choć prawda była taka ze America nie była gadatliwa w jakimkolwiek temacie.
- Dużo, to znaczy ile? - Naściskała łuczniczka, przekonana ze całe to latanie i niebywała siła jej koleżanki nie wzięły się znikąd.
- Todas (Wszystkie). - Padła krótka odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Czw Lip 30, 2020 6:54 pm

Spojrzał na młodą trenerką która się do niego przysiadała, oparł się o oparcie dopijając piwo wysłuchał co kobieta ma do powiedzenia, przy tym musiał się zastanowić jak jej odpowiedzieć bo jednak trójkąta z dwiema kobietami nie zrobi…. Chociaż no cóż, czas zobaczy jak to będzie z miłością czy tam relacjami.
- Nie ma problemu, moja droga damo z chęcią dotrzymam ci towarzystwa a co trenujesz? - Poprawił fryzurę oraz wyciągnął wizytówkę z swoim specjalistami jako wojownika światła który niszczy mrok, a bardziej odpowiedniejsze słowo by było polowanie na najróżniejsze potwory/bestie i tym podobne. Podając kobiecie, uważanie patrzył jej się w oczy cóż był przystojnym człowiekiem i też dobrze zbudowany z racji lat, treningów w cyrku oraz jako kaskader stąd zawsze płeć piękna miała zainteresowanie jego osobą.
- Urodziłem się w Stanach Zjednoczonych, ale swoją działalność przeniosłem na Europę oraz Azję to też zależy gdzie mnie potrzebują, nie jest to łatwe ratowanie ludzi a bardziej obrona tych którzy nie są w stanie powstrzymać zła. -
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sob Sie 01, 2020 8:34 am

Trenerce zdawał się nie przeszkadzać fakt, że przy stole Jona Blaze była obecna druga kobieta. Zdawała sobie sprawę że jak chodzi o flirtowanie z klientami, kelnerki robiły to poniekąd odruchowo, przy czym niezmiernie rzadko finalnie przeradzało się to w coś poważnego.
- Pozwoli pan że powiem trochę nieskromnie, trenujemy jakże piękną, szlachetną, choć trochę niedocenianą sztukę fechtunku – odpowiedziała kobieta – Niestety, zapewne nawet nie wyobraża sobie pan, jak trudno w obecnych czasach namówić dziewczyny do tego typu aktywności? Teraz to wszystkie marzą tylko o byciu modelką, aktorką, piosenkarką, blogerką lub inną sławną postacią. W tym zestawieniu sport i związane z nim poświęcenie, wydają się drogą dość trudną, jednak ja cały czas powtarzam moim podopiecznym, że że szermierz to ktoś poruszający się z gracją baletnicy, a przy tym posiadający silę futbolisty. Taki trening po prostu przydaje się w życiu. W każdym razie jestem przekonana że ta czwórka dziewczyn, którą tu z sobą przywiozłam, jest w stanie powalczyć na czekających nas zawodach.
Wychwalając swoją pracę, trenerka uważnie studiowała przekazaną jej wizytówkę. Z pewnym rozczarowaniem zauważyła ze nie ma na iej nic związanego z filmem. Choć oficjalnie uważała aktorstwo za snobizm, sama starała się zareklamować jako ktoś, kto idealnie nadawałby się na dublerkę w scenach akcji. Samo sformułowanie „łowca potworów” kobieta postanowiła potraktować jako swoistą przenośnię i wyraz wyjątkowego poczucia humoru swojego rozmówcy. W ten sposób mógł się określić każdy. Na przykład prawnik, dziennikarz śledczy, a nawet wędkarz.

W tym czasie Kate z zapałem próbowała przeszukać odmęty internetu w nadziei na poszerzenie swojej wiedzy odnośnie legend na temat miejscowego maga. O dziwo poza tą pierwszą, jak się mogło wydawać dość przypadkowo wrzuconą wzmianką, na temat rzekomego Aldricha wyszukiwarki postanowiły milczeć. Łuczniczce wydawało się to dość niezwykłe. Jeśli Viavenna miała w sobie dodatkowy atut mogący podkreślić jej atrakcyjność turystyczną, to na zdrowy rozsądek powinni byli trąbić o tym tylko gdzie się dało. Czyżby tylko Amerykanie wiedzieli jak zarabiać na swoich gwiazdach?
- Niemożliwe, nic tu nie ma – powiedziała rozczarowana Kate, zwracając się do Americi której to z kolei temat wydawał się być obojętny – może to jednak jakaś pomyłka. Wiesz co, zapytam tą kelnerkę. Jeśli coś jest na rzeczy, miejscowi powinni o tym wiedzieć.
Podchodząc do stołu przy którym dwie kobiety podświadomie rywalizowały o względy niezwykłego gościa, łuczniczka zwróciła się z pytaniem do tej, która tonąc w wielkich oczach Jona Blaze, najwyraźniej zapomniała iż jej rola jest odsługiwanie gości.
- Przepraszam, chciałabym się dowiedzieć o legendzie związanej z czarodziejem Aldrichem. Czy to prawda ze mieszkał gdzieś tutaj?
Na dźwięk imienia maga, kobieta zareagowała jakby właśnie coś wyrwało ją z letargu. Od razu też wstała od stołu, a jej rozmarzona wcześniej twarz, teraz przybrała mars niechęci i gniewu.
- Nie powinnaś interesować się czymś co cię przerasta. To nie są sprawy dla małych dziewczynek. - Burknęła kelnerka, a dziwna gra świateł na sali, sprawiła iż jej twarz na moment ukryła się w cieniu.
- Co? Ale dlaczego? - Oburzyła się Kate.
- Panno Bishop, proszę natychmiast wrócić do stołu i przestać znów zadręczać wszystkim jakimiś bzdurami. - Upominała trenerka.
Słysząc słowo „bzdura”, miła do tej pory kelnera, teraz już jawnie nie kryła się z swoją niechęcią.
- Ignorancja jest bronią głupców. - oświadczyła urażona, po czym obracając się na pięcie, oddaliła się do innych obowiązków.
- O co jej chodzi? - Zastanawiała się łuczniczka, podążając wzrokiem za odchodzącą kelnerką.
- Kate! - Trenerka stanowczo wskazała jej ręką miejsce które dziewczyna powinna zając przy stole.
Młoda Bishop postanowiła przynajmniej udać ze słucha polecenia, jednak zasiane w niej wątpliwości, sprawiły iż zdecydowała się tak łatwo nie odpuszczać tematu maga.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sob Sie 01, 2020 10:39 am

- Doskonale się z panną zgadzam, swego czasu trenowałem z Japonii z której wróciłem o z tą bronią. - Pokazał jej katanę rzecz jasna miał nadzieje że nie wyciągnie i nie zacznie machać, ale też było mało osób to też mógł opowiedzieć garstce która jest.
- Szukałem miejsca na sceny w filmie, jak i zbierałem informację tak szczerze mówiąc to co pani sądzi o współpracy, wie pani zagra w filmie typu horror to też może bardziej zareklamuje się sztuki walki pokazując jak w filmach Azjatyckich sztuki walki? - Zamówił dwa piwa, zaczynając omawiać z nią pomysł na film przy tym koloryzując swoje sceny, miał nadzieje że uda się ją przekonać wszak trenerka która zna się na rzeczy zawsze może coś go poduczyć, nie musi grać rolę a być osoba która przeszkala oraz pewnie światową da jej sławę. Blaze miał chwile zastanowię jeśli ktoś jeszcze będzie szukać tego miejsca, to raczej zaraz zrośnie zainteresowanie co będzie dość trudne do ukrycia bo chce wykonać rytuał zrobić swoje, wrócić sobie spokojnie do domu czy gdzieś będzie mógł żyć, spojrzał zmęczonymi oczami na trenerkę.
- Tak się zastanowiłem, to możemy się umówić na takie coś ja pomogę tobie ty pomożesz mi? Bo pewnie ta Bishop będzie starała się znaleźć te miejsce, to jeśli to zrobi będę pod ręką by ją uratować, bo są pewne siły które ludzkość nie powinna opanować. A pewnie zapytasz mnie co chce w zamian? -
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Sie 03, 2020 8:19 am

Zapanowawszy nad sytuacją, trenerka postanowiła wrócić do rozmowy odnośnie połączenia szermierki i sztuki filmowej. Co prawda od początku zamierzała poruszyć ów temat, jednak nie spodziewała się tak szybko dostać konkretnej propozycji. Na chwilę obecną sprawiała jej ona więcej problemów niż dawała potencjalnych możliwości.
- W normalnych okolicznościach odpowiedziałabym że wszystkie jesteśmy do pańskiej dyspozycji, - odpowiedziała kobieta - ale naszym celem jest przede wszystkim zwycięstwo w turnieju. Później zaś, no cóż nie ma co ukrywać że przyjechałyśmy tu zaledwie na kilka dni. To raczej za mało by zrealizować wszystkie zdjęcia. Poza tym w przypadku dziewcząt zapewne wymagana byłaby tez zgoda ich rodziców, jeśli zaś chodzi o mnie, to z przykrością muszę stwierdzić że nie poruszam się już tak dobrze jak kiedyś. Wszystko przez usztywnienie jakie zmuszona jestem nosić na stopie. Niby powinnam móc mówić o szczęściu, że dzięki opatrunkowi nawet po wypadku chodzę normalnie, ale wygrywanie na planszy jest już nie dla mnie. Nadmierne obciążanie stawu skokowego jest dla mnie zbyt niebezpieczne, a bez tego nie da się odnosić sukcesu. Dlatego też zajmuje się obecnie trenerką, choć jestem w wieku w którym powinnam bić się o najwyższe laury. - Nie kryjąc swojego rozgoryczenia wyjaśniła trenerka.
Kobieta starała się całkowicie bagatelizować sprzeczkę jaka przed chwilą powstała w barze. Fakt iż pozbyła się rywalki uważała działający na jej korzyść, a to iż kelnerka nie będzie pałać do niej jakąś wielka sympatią, nie robiło trenerce wielkiej różnicy. Przecież wkrótce się stąd wyniosą.
- Jestem Victoria Cantrilo, jak pewnie łatwo zauważyć amerykanka z hiszpańskimi korzeniami – przedstawiła się trenerka podając Blaze swoją dłoń – I proszę się nie martwić o pannę Bishop. Kate ma dość wybujałą wyobraźnię, jak chodzi o wyszukiwanie wydumanych zagrożeń. Jestem pewna że nie będzie niczego szukać ani nie wpakuje się w kłopoty.

Wbrew zapewnieniom trenerki, prace nad rozgryzieniem zagadki czarodzieja Aldricha trwały w pełni. Jeśli już zaczynała czymś się interesować, Kate nie zamierzała odpuszczać, aż nie wyjaśni wszystkich nurtujących ją wątpliwości, a ponieważ każda członkini drużyny miała u niej mniejszy lub większy dług, łuczniczka zaangażowała w swoje poszukiwania wszystkie koleżanki.
- A porządku, Susan, Pym, Mako, America, naszym celem jest dowiedzenie się wszystkiego o magu który praktykował gdzieś w tych okolicach. Wygląda na to że działalność owego Aldricha owiana jest tajemnicą którą miejscowi nie chcą się z nikim dzielić. A my ustalimy dlaczego. Na początek musimy sprawdzić miejscowe muzeum, bibliotekę i ratusz miejski, w poszukiwaniu wszystkiego co wiąże się z historią Viavenny.
- Naprawdę mamy tracić czas na takie pierdoły? - Nie dowierzała Suzan.
- Tak, ponieważ to lepsze niż ciągle gapienie się w smartfon. - Zadecydowała Kate.
- Jeśli chodzi o poszukiwania, zdaje się ze nasz Romeo tez czegoś tu szuka. - Zasugerowała Pym, wskazując na Johna Blaze.
- Czyli rzucamy nim na podłegę i wyciągamy informację? - Ucieszyła się America.
- Nie. Będziemy działać dużo subtelniej i delikatniej. - Odpowiedziała łuczniczka. - Plan jest taki…

- Proszę pani, Susan chyba źle się czuje. Mówi że ją mdli i takie tam. - podchodząc do stołu przy którym trenerka usiłowała romansować z nowym znajomym, Makoto zakomunikowała opiekunce o fikcyjnej chorobie koleżanki, wbrew temu co oznaczało jej imię, okłamując nauczycielkę po to by oderwać ją od obiektu fascynacji. Dziewczyny chciały porozmawiać z rzekomym reżyserem, a co ważniejsze zrobić to bez świadków.
- Już do niej idę. - odpowiedziała Victoria, podnosząc się z miejsca, jednocześnie z przepraszająca miną zwracając się do Blaze – Pan wybaczy, obowiązki.
Zaraz po tym jak trenerka i Susan opuściły restaurację, Kate, America, Pym i Mako przysiadły się do stolika Jona Blaze.
- Czym jest to czego pan szuka? - Bez ogródek spytała panna Bishop.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Sie 03, 2020 9:50 am

Przetarł spocone czoło białą chustą, wsłuchają co kobieta ma do powiedzenia doskonale ją rozumiał chociaż Blaze, z każdego wypadku wychodził bez szwanku i to była jego popularność między galaktyczna, że nikt nie był tak zwariowany jak on i może coś z tego jeszcze zostało.
- Moja droga damo, żyjemy w XXI wieku na pewno jest możliwości by jakoś wrócić do zdrowia a jeśli to będzie duży koszt to pójdzie to z pomocą mojego filmu, jasne rozumiem że na scenie może się nie czuć komfortowo, stąd pomyślałem by. - Nagle się zatrzymał poczuł kobiecą dłoń na swojej nie wiedział, za bardzo co zrobić chociaż był przyzwczajony do delikatności jaką sprawiają płeć piękna, zawsze miał pewne chwilę przyjemności.
- Otóż Victorio, możesz być trenerem kaskaderskim i pomóc mi z nauczeniem się fechtunku oraz doradzać w pewnych kwestiach co ty na to? Pogadaj z rodzicami myślę że taka reklama waszego klubu będzie dość potężna co da nam obu korzyści? Wszak warto pnąc się do przodu niż zatrzymywać w jednym miejscu? -

Spojrzał na młode kobiety, widział że coś już kombinują żyje długo na świecie by dać się zmylić będzie to zabawne, kiedy wycwanią się młode kobiety a on sam zostanie bez niczego, ale no cóż coś trzeba zrobić, kiwnął głową kiedy kobieta przeprosiła, coś czuł że rodzi się między nimi mięta i może na planie filmowym będą małe płomyki kto tam wie, co może się stać.
- Szczerze, miłość dobre piwo oraz chwila spokoju a wy?- Odpowiedział uśmiechając się oraz wziął, potężny łyk piwa wszak starał się jakoś wypocząć po długiej podróży, schował katanę torby która jest do tego przystosowana oraz obwiesił obok krzesła, był ciekaw co te dziewczyny kombinują po co szukają czegoś co nawet nie mają wiedzy.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Wto Sie 04, 2020 9:58 am

Kate nie miała pojęcia jak funkcjonuje przemysł filmowy. Zastanawiała się czy rzeczywiście przyszli producenci jeżdżą po świecie w poszukiwaniu miejsc odpowiednich dla wymarzonej przez siebie scenografii? A może tylko zarysowują wizję tego jak ma wyglądać plan filmowy, każąc szukać takowych swoim podwładnym?nie wykluczone tez że działało to dokładnie odwrotnie i to właściciele nietypowych lokacji sami starali zareklamować je potencjalnym reżyserom? Z tego wszystkiego najbardziej prawdopodobnym wydawały jej się zgraje oszustów, próbujących wizją przyszłej sławy naciągać kobiety takie jak Victoria.
- Nie damy ci skrzywdzić naszej trenerki. Dobrze wiemy że chcesz ją wykorzystać i porzucić. - protestowała Pym. - Pani Cantrilo ma już za sobą jedną dramę, a my nie pozwolimy by znowu cierpiała. Zwłaszcza przez takich frajerów jak pan.
W czasie gdy rudzielec wylewała swoje żale, oskarżając Johna Blaze o wszystkie męskie przywary dotyczące przedmiotowego traktowania płci przeciwnej, Kate przyglądała się pozostawionej przez trenerkę ulotce, tej na której nieznajomy rysował plany przyszłego filmu. Nastolatka uparcie starała się znaleźć na niej oznaki fałszerstwa. Podejrzanym wydawało się na przykład to iż za tajemniczym osobnikiem nie stała żadna wytwórnia. Panna Bishop nie znała nikogo kto byłby w stanie samodzielnie sfinansować jakieś wielkie filmowe widowisku, co zdawało się potwierdzać przypuszczenia rudej Pym, że tak naprawdę chodzi tu o jakiś mało ambitny za to niezwykle dosadny gatunek. Taki zaledwie z jedna scena którą rzekomy artysta chciał nakręcić właśnie tutaj.
- Słyszałam jak mówił pan o poszukiwaniu miejsca do jakiejś konkretnej sceny. Ciekawe jakiej? - Domagała się wyjaśnień Mako, samym spojrzeniem zdając się krzyczeć "głupi zbok”.
Łuczniczka szybko pożałowała objętej strategi. Atakując nieznajomego nie miały szans zdobyć jego zaufania, a co za tym idzie dowiedzieć się czegokolwiek o jego planach dotyczących miasta. Zwłaszcza jeśli zaczną wyciągać tak wyssane z palca oskarżenia. Plus tego by taki że być może odstraszą jegomościa, a co za tym idzie uchronią trenerkę przed czymś czego mogłaby żałować. Kate starła się jakoś złagodzić ton prowadzonej dyskusji, jednak uraza jaką skrywała do mężczyzn nie pozwalała jej na jakieś uprzejme gesty, za to America była gotowa przywalić brodatemu facetowi, tylko dlatego że mogła.
Niespodziewanie całą rozmowę przerwał krzyk trenerki dochodzący z hotelu. Kobietę musiało coś przerazić, a łuczniczka nie zamierzała stać w miejscu i zastanawiać się co to było. Natychmiast zerwała się z miejsca, biegnąc w stronę budynku gdzie miały zarezerwowane pokoje.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pią Sie 07, 2020 9:43 am

Blaze wysłuchał co kobiety mają do powiedzenia, jednak ani się nie obraził za te pytania ani nie brał je na poważnie.
- Nikogo nie chce skrzywdzić, a sceny raczej akcji iż wydaje mi się że jest to odpowiednia osoba by uczyć.  - Doskonale rozumiał zmartwienie ale akurat miał tyle pieniędzy że bez problemu mógł, zainwestować w film a Europa wydaje się ciekawym miejscem z względu na historię, nagle ruszył w stronę kobiety miał nadzieję że nic się nie stało. Chociaż u JB nigdy nic nie wiadomo, wszak mając takiego pecha w życiu chyba nie miała żadna żyjąca istotna na ziemi, może to być błędne myślenie wszak przychodzą do głowy kilka przykładów, ale mniejsza jeśli będzie coś sprawiło dość poważny problem, typu atak demonów, to raczej zmiana w Płonącego jeźdźca coś zmieni, chociaż wtedy raczej w mieście długo nie zabawi.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sob Sie 15, 2020 2:57 pm

Kate nie ufała nieznajomemu, choć oczywiście nie mogła wykluczyć tego, że gdzieś tam w mieście rzeczywiście stacjonowała profesjonalna ekipa telewizyjna, a wspomnienie sceny akcji stanowią jedynie fragment większej produkcji, kręconej już w Stanach. Jak chodzi o tak zwanych statystów, wydawało się logiczne rekrutowanie miejscowych, zamiast przerzucać stałą ekipie z miejsca na miejsce. Na szczęście, w odróżnieniu od istnienia rzekomego maga, przynajmniej tą część historii łatwo będzie sprawdzić, jako że plotek o lokalnym planie filmowym nie dało się ukryć. Miasto powinno było od nich huczeć, chodź z drugiej strony, taka działalność wydawała się idealną przykrywką dla osoby która chciała powęszyć wokół Viavenny za zupełnie czymś innym, a to z kolei powodowało iż rzekomy producent nadal pozostawał na czele jej listy podejrzanych. Listy, rozważanie której chwilowo musiało zostać zawieszone, z racji niespodziewanego krzyku przerażenia, wydobywającego się z gardła trenerki Cantrilo.
Łuczniczka wbiegła na górę, o dziwo znajdując się na miejscu jeszcze przed Americą, nie wspominając o tajemniczym reżyserze, który jak się zdawało również ruszył na odsiecz nowej wspólniczce. Zanim jednak dziewczyna zdołała się rozeznać co jest źródłem wywołanej paniki, Viktoria z impetem zamknęła drzwi od pokoju, kategorycznie odmawiając komukolwiek wstępu do środka. Jej twarz bardziej niż lęk, wyrażała obecnie, gniew, irytację, a nawet furię.
- To skandal! – Oburzyła się trenerka - Idę do kierownictwa! Zamierzam złożyć skargę, a potem wszystkie znajdziemy sobie inne miejsce na nocleg. Zaopiekujcie się Susan do czasu mojego powrotu.
Wspomniana dziewczyna, ta która wcześniej zgodziła się tylko udawać chorą, teraz wyglądała naprawdę źle. Siedziała w kącie, z kolanami pod brodą, podkulonymi nogami i dłońmi zaciśniętymi w okolicy brzucha. Byłą blada, cała roztrzęsiona, a jej oczy w dalszym ciągu wyrażały olbrzymi strach.
- Susie, co tam jest? – Spytała Kate, przyklękując obok koleżanki.
- N… nie wiem… jakieś zwierzę… i krew. Mnóstwo krwi. Ono, … nie ma głowy. – Wybełkotała dziewczyna.
- Chcesz powiedzieć że ktoś podrzucił trenerce jakieś zwłoki, tak? – Upewniła się łuczniczka, spoglądając w kierunku pozostałych florecistek które właśnie pojawiły się na korytarzu. W przekonaniu nastolatki musiał to być jakiś głupi żart, z wykorzystaniem truchła niewinnego stworzenia. Bo przecież żaden bezgłowy stwór nie mógł tam biegać po pokoju.
Panna Bishop nie była pewna czy naprawdę chce oglądać szczegóły owej improwizacji, nim jednak zdołała podjąć w tej kwestii jakąkolwiek decyzję, do jej uszu dotarł kolejny huk, tym razem wywołany przez drzwi wylatujące z futryny. Kate nie wiedziała czy chce wchodzić do środka, ale America postanowiła że tak, a co za tym idzie Latynoska utorowała sobie wejście, zamiast z klucza do pokoju, korzystając z swojej siły. Chavez zdawała się nie przejmować wrażeniem jakie wywołała w oczach Pym i Mako, gdy jednym kopnięciem wyłamała, zdawało się solidne drzwi. Zresztą w środku czekała ich znacznie większa sensacja.
- Blee, ale świństwo. Kate, weź zobacz. Teraz to żałuję że tyle zjadłam. – Oświadczyła America.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Nie Sie 16, 2020 5:32 pm

Nie przechodziło mi nic do głowy, raczej postacie bez głowy to pojawiają się w legendach Anglosasów, słynny jeździec bez głowy który nie może przekroczyć mostu…. Bardziej przypominało to wszystko horror klasy B, ale nie było tutaj nic do śmiechu. Wziął głęboki oddech spojrzał na dłoń, która przypominała mu całe jego ponure życie kim jest, musiał jakoś z tym zadziałać podszedł do nauczycielki.
- Mogłabyś zabrać dzieci, ja się tym zajmę bo zaraz będzie coś…-
Nagle usłyszał huk, trzask drzwi i odgłos nastolatków. To nic dobrego nie dawało jeszcze bardziej powiększyli problem, ruszył w kierunku drzwi nakładając ich prowizorycznie oraz potem maskę by nieco zmniejszyć uczucie smrodu, chociaż był w piekle tak że takie aromaty nie są mu obce, ale na pewno nie są przyjemne. Spojrzał na kolejne ciało (Jeśli nie, popraw mnie na pw to zrobię poprawki.) Napisał w notesie tekst, no cóż warto pewne pomysły wkładać jak już są, przy patrzył się szyj, być może rozpozna cięcie z racji że długo podróżował i wiele trupów widział. Ale kolejny powód dlaczego w spokojnym mieście, nagle pojawiły się dwa trupy, musiał szybciej znaleźć te cholerne miejsce, zrobić co ma zrobić i wrócić do Europy gdzie sobie na spokojnie będzie mógł żyć nikomu nie wadząc z śmiertelników i spisywać pomysły oraz szukać osób do filmu.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Sie 24, 2020 11:18 am

Nawet jeśli wszyscy uważali ją za doskonały materiał na przyszłą bohaterkę, Kate wciąż nie mogła uporać się z problemem jak chodzi o opór przed zbliżeniem się do zwłok, oglądaniu obrażeń i dystansowania się do wszystkiego co związane z zapachem i widokiem śmierci. W tym przypadku wszelkie techniki proponowane przez Clinta okazywały się nieskuteczne. Najwyraźniej była zbyt delikatna by ot tak znieczulić się na widok zmasakrowanego ciała. A może to coś przychodziło z czasem? Tyle że Kate tego czasu nie miała. Z chwilą gdy America otworzyła drzwi do pokoju trenerki Cantrilo, dla łuczniczki było już za późno by się wycofać. Nastolatka zrozumiała że będzie musiała tam wejść i zachowywać się normalnie, bez względu na to co zobaczy w środku. Świadomość że Susan trzęsła się jak galareta, a Pym zwymiotowała, chwilę po tym jak zaglądając przez ramię Chavez, ujrzała zwierzęce truchło po dekapitacji, wcale nie poprawiło Kate nastroju, ponieważ jasno dawała do zrozumienia że wciąż bliżej jej do zwykłej dziewczyny niż przyszłej bohaterki.
- Niczego nie dotykaj – poprosiła Bishop, pozostając w przekonaniu, że w odróżnieniu od niej, Latynoska nie będzie miała oporów by zrobić wszystko to co uzna za słuszne.
Biorąc głęboki oddech łuczniczka ruszyła za przyjaciółką. Na jej szczęście podrzucone zwłoki należały do jakiegoś niewielkiego stworzenia, dzięki czemu przebywając w pokoju trenerki, dało się jakość uciec wzrokiem od znaleziska leżącego na podłodze. Dziewczyna poświeciła mu jedynie kilka chwil. Ciało chyba należało do psa, choć z braku głowy Kate nie była tego pewna, a jakoś nie kusiło ją do przeprowadzenia bardziej szczegółowej analizy, tym bardziej iż intuicja podpowiadała jej że chodzi o sam rytuał, a nie zwierzę które w nim poświęcono. Nieszczęsne stworzenia prawdopodobnie miało po prostu pecha, iż znalazło się pod ręką oprawcy.
- Okno jest zamknięte i wygląda na nieruszane, z czego wynika, że autor głupiego żartu musiał mieć klucze do pokoju trenerki. - Kate próbowała skupić się na detektywistycznej robocie. Wydawało jej się to lepsze niż patrzenie na biednego zwierzaka. Nastolatka usiłowała zrozumieć dlaczego ktoś chciałby okaleczeć zwierze i próbować obrzydzić im pobyt w mieście? Do licha, przecież Viavenna wyglądała na okolicę żyjąca z turystyki! Pastwienie się nad przyjezdnymi w ogóle nie miało sensu. Wiązanie tej zbrodni z czekającym ich turniejem szermierczym również nie. Choć bez wątpienia ekstremalne przeżycia wpłyną na formę całej drużyny, szaleństwem byłoby twierdzić, iż zagrażały najlepszym do tego stopnia by ktoś próbował wyeliminować je brudnymi metodami. Kate miała jeszcze teorię odnośnie panny Cantrilo i tego że Viktoria wdzięcząc się do producenta filmowego, mogła podpaść komuś kto również miał ochotę zasłynąć jako gwiazda. Choć w tym przypadku sprawy działy się chyba za szybko.
- A pan? Chce pan coś w tej sprawie powiedzieć? - Rozważając ostatnią z możliwości, Kate nagle przypomniała sobie o obecności Johna Blaze stojącego tuż za jej plecami. To było dopiero dziwne. Nieznajomy scenarzysta nagle zaczął wyrażać dziwne zainteresowanie i troskę o sprawy, które teoretycznie nic go nie powinny obchodzić. Póki co mężczyzna w żaden sposób nie okazał się pomocny, a co gorsze, przez swoje wścibstwo, skutecznie utrudniał im działanie.
Łuczniczka próbowała się zastanowić kto z młodych mścicieli miałby większe rozeznanie na temat magi. Może Wiccan? Tyle że jego zainteresowanie superbohaterami raczej nie obejmowało czarodziei żyjących kilkanaście wieków wcześniej? Poza tym, choć teoretycznie mogłaby posłać do niego Americę, Kate uznała że jeden martwy zwierzak to przesada by dzwonić na alarm. Przesada by niepokoić innych, co nie zmieniało faktu że w jej głowie dzwoniło już wszystko.
- Chcesz ich docisnąć? - Spytała America, odnosząc się od hotelowej obsługi jako tymczasowych głównych podejrzanych..
- Nie, myślę że powinnyśmy robić swoje, a tą sprawę zostawić miejscowej policji. - Powiedziała dziewczyna, celowo podkreślając swoje zamiary, na użytek rzekomego producenta filmowego.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Sro Sie 26, 2020 11:42 am

Blaze cóż nie podejrzewał by w takiej małej miejscowości był jakiś kult, czy coś w tym guście może przejezdni nie chcieli nowych ludzi i podrzucili ciała, no cóż różni są ludzie spojrzał na nastolatki z niesmakiem.
- Sherlocku, może dasz się zając to osobie która zna się na najróżniejszych sytuacjach tak że miło by było jak byście poszli do siebie pokoju. - Odparł uniósł dłoń w geście stopu a potem, wziął grubą firankę i przykrył ciało zwierzęcia, nie chciał by ten widok inne osoby oglądały zakopie te ciało i po sprawie raczej, jako zombie nie wróci i nie zje jego mózgu.
- Żebyś nie wchodziła na drogę, na której nie ma powrotu. Film można nakręcić spoko, dobrze się bawić ale jest to świat rzeczywisty i nie zawsze są same przyjemności, tak że miło by było jak byście sobie poszły, ja zostanę z dorosłymi i obgadam sprawę. -Poszedł do łazienki nalewając wodę na szmaty, by położyć na ciało, nieco przeciąży ciężarem, a też aż tak nie będzie śmierdzieć. Z chęcią zrobi sekcję zwłok temu stworzenowi, jakoś nigdy nie miał problemu jak inne zwierzęta szły na ubój i potem jest smaczne mięso.
- Dokładnie, zostawcie Policji i łowcy mrocznych sił, tak że miłego snu oraz widzimy się jutro na śniadaniu. - Raczej będzie musiał przez noc towarzyszył trenerce, wszak będzie się pewnie bała spać sama bo taki gest przywitania to nawet nie ma w Polsce, gdzie wita się chlebem i solą….
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Czw Sie 27, 2020 11:50 am

Wzmianka o przekazaniu sprawy policji była oczywistym kłamstwem, mającym na celu uspokoić podejrzliwość rzekomego producenta filmowego. Kate podejrzewała, że nawet gdyby faktycznie zgłosić problem, organy władzy niewiele z nim zrobią poza odnotowaniem i natychmiastowym zamknięciem sprawy. Szkodliwość czynu była w tym przypadku niewielka, w związku z czym dość łatwo było uznać że takie sprawy hotel powinien regulować w własnym zakresie. Z drugiej strony po tymże hotelu trudno było oczekiwać czegoś więcej niż oficjalnych przeprosin, zapewnień że sytuacja więcej się nie powtórzy oraz być może jakieś drobnej formy rekompensaty. Łuczniczka miała zresztą szczerą nadzieję, że ich trenerka przystąpi na takie rozwiązanie, jako że w przeciwnym wypadku cała drużyna skazana była na spakowanie walizek i nocne koczowanie gdzieś w parku. Problem w tym że przy swoim krewkim temperamencie, Viktoria była gotowa wyrzucić z siebie ogrom frustracji, nie dbając o ewentualne konsekwencje.
Panna Bishop chciała wierzyć ze w odróżnieniu od mentorki, ona sama potrafi kontrolować targające nią emocję. Tyle że były to chyba próżne nadzieje. Mężczyzna który się do nich przyssał, działał jej wyjątkowo na nerwy, czego nastolatka nie była w stanie ukryć. Co prawda mogłaby podziękować nieznajomemu za zakrycie okaleczonych zwłok i uwolnienia jej od widoku krwi i bezgłowego ciała, jednak sposób w jaki zachowywał się producent filmowy, uderzał arogancją, butą, poczuciem wyższości, wyolbrzymionym ego oraz przekonaniem że cały świat powinien być taki jak on tego chce. Nieznajomy nawet nie starał się ukrywać tego że wszystkie dziewczyny ma za głupie smarkule, które bez dwóch zdań powinny się go słuchać i nie pyskować gdy mądrzejszy i bardziej doświadczony „on” wyraża swoje zdanie. Podobnie zresztą jak nie maskował iż interesuje go tylko trenerka, a dokładnie rzecz ujmując to co kobieta ukrywa pod ubraniem. Pod tym względem wydawał się Kate obrzydliwym.
Pomijając już fakt iż większość z nich zgodnie z prawem uchodziła za dorosłe, a sama łuczniczka bagażem doświadczeń mogła obdzielić niejedna trzydziestolatkę, niektóre sformułowania włoskiego amanta brzmiały tak absurdalnie, że ciężko było w ogóle się do nich odnosić. Łowca mrocznych sił? Co to niby miało znaczyć?
- A pan to kto? Bo jakoś nie widzę odznaki? – Spytała Kate, starając się uzmysłowić nieznajomemu że właśnie wtargnął do pokoju nieznanych sobie kobiet, bez ich zgody, co w świetle prawa stanowiło przestępstwo. Dużo poważniejsze niż podrzucanie komuś martwych zwierzaków. Oczywiście trudno było się nie zgodzić z argumentacją, że najlepiej zrobią jeśli wspólnie zaczekają na decyzję trenerki, a biorąc pod uwagę skołatane nerwy Susan, najlepiej jeśli zrobią to w pokoju gdzie nie ma żadnych zwłok, jednak łuczniczka nie zamierzała pozwolić by jakiś przypadkowy buc grzebał w torbach pani Viktorii, udając że na nią czeka. – Zabiera pan to coś, czy my mamy to zrobić? – Upewni się dziewczyna wskazując na ciało przykryte zasłoną. - Musimy zaopiekować się koleżanka. Moko co ty wyprawiasz?
- Babcia mi to dała – odpowiedziała zapytana dziewczyna, posiadająca typowo azjatyckie rysy twarzy – Jest kapłanką shinto, a ten talizman pozwala wykryć obecność demonów.
- Stara poważnie? – Niedowierzała Pym, wpatrując się jak jej najlepsza przyjaciółka rozkłada na ziemi coś co przypominało papierową parasolkę, do której przywiązano mnóstwo wstążek i dzwonków. – Znowu chcesz palic te śmierdzące świece, które odganiają fikcyjne strachy?
- Chcę tylko pomóc. – Wyjaśniła Mako.
Chwilę później rozmowę członkiń drużyny przerwał zgrzyt przesuwanej szafy.
- Szukam ukrytego przejścia. – Wyjaśniła Chavez, czując na sobie pytający wzrok łuczniczki.
„Cudownie, teraz robimy z siebie pośmiewisko” – pomyślała Kate, widząc jak dziewczyny same, każda na swój sposób, zabierały się za rozwiązanie zagadki.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pią Sie 28, 2020 6:56 pm

- Jonathan  Blaze ~~  Demonolog, Egzorcysta oraz poluje na najróżniejsze potwory. Dałem waszej sek…. nauczycielce wizytówkę.  - Wyjął cygaro oraz zippo, które nigdy nie było sprawę no ale dzięki Blaze w okolicy zawsze ogień był mocniejszy, otworzył okno oraz usiadł na krześle czekając na rozwój wydarzeń, musiał poczekać aż te dziewczyny sobie pójdą, bo nie będzie przecież przy nich dział, spojrzał zdziwiony na Azjatkę, wyczuł by raczej smród złych mocy ale no cóż wolał ich nie wkurzać.
- Dziewczyny, jak mówił ruszać do swoich pokoi a nie robicie, z siebie detektywów oraz znawców wszystkiego, co złe ja zajmę się swoją pracą a wy swoją.  - Oberwał ich krok, nigdy nie był dobry w wychowaniu pasożytów no niestety Blaze, nie był tatą roku i nigdy nie zostanie może to przez brak miłości w młodości, albo że po prostu ciężko mu po ostatnich bliznach wrócić do siebie, wszak raz spróbował i nie potoczyło się w kierunku jaki zamierzał.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Nie Sie 30, 2020 2:44 pm

Demonolog, egzorcysta, łowca potworów, a przy tym uwodziciel, producent filmowy, obrońca kobiet w potrzebie i przede wszystkim wielki kłamca. Jonathan Blaze kreował się jako postać stanowiąca odpowiedź na wszystkie problemy, a przy tym posiadająca idealne wyczucie czasu, by pojawić się tam gdzie jest potrzebny. Kate nie miała wątpliwości, że gdyby Viavennę zalała właśnie fala tsunami, mieliby przed sobą Jona Blaze starego wilka morskiego. I Jona Blaze paleontologa, na wypadek pojawienia się tyranozaura na uliczkach malowniczego kurortu. Jon Blaze był zawsze pod ręką, swoim doświadczeniem i wsparciem, gotów służyć pięknym kobietom w tarapatach. Takim jak Viktoria, jako że młodsze amatorki szermierki, były przez niego traktowane jako utrapienie i przeszkodę w dotarciu do tej pierwszej.
Łuczniczka zastanawiała się przez moment, czy powinna uświadomić mężczyznę o wielu profesjach, że pokój z którego próbuje je wygonić, nie należy tylko i wyłącznie do trenerki? Ich klub sportowy nie dysponował funduszem pozwalającym na wynajmowanie osobnych kwater dla każdej z dziewcząt, a co za tym idzie, szukały oszczędności wszędzie tam gdzie pojawiała się taka możliwość. Może gdyby pana Cantrilo spodziewałaby się że udział w turnieju będzie oznaczał dla niej znalezienie miłości życia, nie brałaby do swojego pokoju żadnej z podopiecznych.
Ostatecznie widząc że ona i Jonatan Blaze znaleźli się w swego rodzaju impasie, Kate zdecydowała się spróbować pokonać mężczyznę jego własną bronią, to znaczy wysłać go do pomocy trenerce, po to by ona i reszta dziewcząt mogły swobodnie kontynuować swoje zabawy w śledztwa. Niestety zanim zdołała cokolwiek zrobić w tej sprawie, Viktoria wróciła do pokoju.
- Zbierajcie swoje rzeczy moje drogie. Wynosimy się stąd. – Zakomunikowała kobieta. – Powiedziałam w recepcji co myślę o poziomie świadczonych tu usług. Oczywiście gdy tylko wrócimy zamierzam w mediach społecznościowych opisać wszystko, ku przestrodze innym turystom, jednak póki co oświadczyłam że nie spędzimy tu ani minuty dłużej niż potrzeba.
- Czyli gdzie my się teraz podziejemy? – Spytała zaskoczona Pym.
- Bez obaw. To turystyczny region. Hoteli jest tu na pęczki. – Wyjaśniła Victoria, przekonana co do swoich racji.
- To małe miasto. A poza tym jest już późno. –Sprostowała Kate.
- Spokojnie. Damy radę. Panie Balze, przepraszam że sprawy potoczyły się w takim kierunku – czując że w swoich pretensjach trochę się zagalopowała, przez co naraziła cała drużynę na nieprzyjemne konsekwencje, trenerka postanowiła zwrócić się o pomoc, do tego który jawił jej się jako naturalny sojusznik – jednak jak pan widzi sprawy trochę się nam pokomplikowały. Dlatego też chciałabym zapytać, czy w ramach narodowej solidarności, pan i pańska ekipa filmowa, moglibyście znaleźć dla nas jakiś nocleg? Tylko na ten jeden dzień. Jutro wsiądziemy w autobus i poszukamy dla siebie miejsca w mieście bardziej przyjaznym turystom.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Nie Sie 30, 2020 3:02 pm

Uśmiechną się pod nosem, wstając oraz poprawiając kożuchową kurtkę podrapał się po zaroście, oraz wyjął telefon i napisał do swojej sekretarki, by nieco przedłużyła pobyt w pewnym hotelu. Wsłuchiwał się co ma mu do powiedzenia kobieta, no i dzieciaki będą mieć jak najlepiej miejsca może mi się uda przekonać kobietę odnośnie, tego bym ze mną spędziła noc.
- Moja droga, jakiś kilometr stąd mam drobny hotel połączony z karczmą tylko jest pewien problem, otóż na twoich uczennic są wolne miejsca bo moim ludzie przyjadą z Austrii dopiero jutro, a co do twego to jedyna możliwość jest mój pokój, przy okazji na bezpieczeństwa. Zaufaj mi te miejsce, gdzie będziemy, jest najbardziej bezpiecznie w całych Włoszech.- Wziął głęboki oddech ruszając przez drzwi i czekał, na ich odpowiedź może wydawał się dość specyficzny, bo mówił dziwnym akcentem a przy okazji, no wiadomo nie każdego dnia spotka się egzorcystę, demologa i łowce potworów a przy okazji, przystojnego oraz nie ludzko śmiesznego dżentelmena.
- A jeszcze jedno, panuje absolutna cisza nocna i nie będzie musieli płacić jako że pogadamy, na temat naszej współpracy to wszak będziecie częścią naszego zespołu Blaze Enterprises, znanego kaskadera który przeżył najgorsze wypadki, raczej na yt znajdziecie kompilację i wydaje mi się że będzie dość ocenzurowana. - był dość rozmowy, ale to jego taka super moc jak i to że przeżyje wszystko, z tego powodu dorobił się dość potężnej fortuny będąc przy tym dość specyficznym celebrytą.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Sie 31, 2020 9:44 am

Propozycja nagłej przeprowadzki do „najbezpieczniejszego miejsca w całych Włoszech”, zdawała się cieszyć tylko Victorię. Dzięki Jonowi Blaze, trenerka nie tylko miała przed sobą romantyczną wizję spędzenia upojnej nocy u boku kochanka, ale również zyskiwała okazję, by całej drużynie wykrzyczeć tryumfalne „a nie mówiłam”. Panna Cantrilo miała w głowie przede wszystkim to, że wszystko zakończyło się dobrze, a jej ekscesy i nadmierny wybuch gniewu wkrótce zostaną zapomniane. Poza tym wraz z zmianą hotelu, kobieta przybliżała się do wymarzonej roli na planie filmowym. Tymczasem jej zawodniczki, koncentrowały się na bardziej przyziemnych sprawach, w tym głównie na konieczności pokonania rzekomego kilometra z pełnym ekwipunkiem podróżnym na plecach. Na przykład Kate miała z sobą plecak i cztery torby, a wcale nie była pod tym względem liderką. Susan miała ich jeszcze więcej. Dlatego też większość dziewczyn błagalnie spoglądała w stronę Americi, zwykła podróżować tylko z tym co ma na sobie.
- To jakaś katorga. Za jakie grzechy?! - Marudziła Pym, szarpiąc się z wielkim workiem.
- Bez narzekania. Taki spacer pozwoli wan nabrać odpowiedniej kondycji i rozrusza mięśnie, zastygłe po długiej podroży w samolocie i autokarze. - Odpowiedziała trenerka, która to rzecz jasna swoje walizki od razu przekazała w pewne ręce pana Blaze. - Poza tym mamy wyjątkowa okazję cieszyć się możliwością podziwiania malowniczych krajobrazów Viavenny.
- Ja to się cieszę głównie odciskami. - Nie dawała się przekonać pieguska.
- Nic z tego nie rozumiem. Albo talizman babci nie działa albo mamy tu ponadskalowe nagromadzenie złych mocy. - Zauważyła Mako, nawet w czasie marszu pochłonięta próbą odczytania starożytnej relikwii.
- Daj spokój. To tylko jeden głupi przypadek. Może po prostu o nim zapomnimy. I tyle. - Zaproponowała Kate, chcąca jak najszybciej wrócić do normalności.
Łuczniczka postanowiła nie przejmować się sytuacją, spokojnie czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Zdecydowała się nie wracać do incydentu z martwym psem, przynajmniej do czasu gdyby podobne zjawiska nie zaczęły się nasilać. Podobnie zresztą zamierzała ignorować romans swojej trenerki i pana demonologa. Choć oczywiście z racji tego jak wszystko się ułożyło, Jony Blaze właśnie awansował na szczyt jej listy podejrzanych, Kate chciała uszanować to iz Victoria jako dorosła kobieta miała prawo popełniać własne błędy. I z całą pewnością nie potrzebowała przyzwoitki. Co więcej, zajęta opiekunka oznaczała dużo większą swobodę dla całej grupy.
Pozostałe dziewczyny, poza paranoiczką Mako, najwyraźniej doszły do tego samego wniosku, a Susan, która odzyskała już dobry nastrój, zdecydowała się nawet rozwinąć ową myśl.
- To niesprawiedliwe że tylko ona dobrze się bawi. - Zauważyła kapitan zespołu. - widziałyście tych przystojniaków przed nocnym klubem? Zdaje się że zapowiada się niezła impreza. Może należałoby tu wrócić gdy tylko nasza trenerka wpadnie w ramiona swojego amanta? Ciao bello! - Krzyknęła Susan wymacując w stronę nieznajomej młodzieży. - Cholera, szkoda że nie znam po włosku nic więcej. A ty Kate, mogłabyś tłumaczyć? Albo Ame?
- Ja znam francuski i to średnio, America hiszpański, a Mako japoński. Takie z nas poliglotki że się nie dogadamy.
- Eee tam. Ja też chcę żeby mają torbę dźwigał jakiś przystojniak. - Uparła się Susan, a widząc że zapatrzona w Jona Blaze, trenerka nie reaguje na jej samowolkę, dziewczyna podbiegła w kierunku zgromadzonych przed klubem mężczyzn, na migi próbując im wytłumaczyć soją prośbę.
Szybko zresztą udało jej się znaleźć trójkę chętnych. Kate zdecydowanie nie podobał się ten pomysł. Z całej drużyny, akurat ona była tą najbardziej odseparowaną, zamkniętą w sobie i niechętną na jakiekolwiek bliższe znajomości. Niestety Susan zdawała się tego nie dostrzegać, uznając że będzie fajniej, jeśli znajdzie towarzystwo również dla swoich koleżanek. Moda Bishop starła się ignorować lubieżne spojrzenia i ironiczne uśmiechy, sprowadzonych przez kapitan kompanów. Liczyła na to, że jeśli ona się zdystansuje, tamci szybko odpuszczą. Jednak nawet w najczarniejszym scenariuszu nie przepuszczała, że jeden z nowo poznanych amantów, spróbuje zainteresować się Americą. „Spróbuje” było w tym przypadku bardzo dokładnym określeniem tych działań, ponieważ gdy tylko chłopak wyciągnął dłoń z zamiarem objęcia Chavez, Latynoska chwyciła mężczyznę jak szmaciana kukłę, po czym wzorem sprawnego dyskobola, wykonała dwa obroty i cisnęła w powietrze z lekkością jakby strzelała z procy.
- America, nie! - Krzyknęła Kate.
- Właśnie że tak. - Odparła zadowolona z siebie America, obserwując jak jaj ludzki pocisk znika na niebie.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pon Sie 31, 2020 2:52 pm

JB uśmiechną się wziął walizkę w dłoń, ruszył w stronę jego ,,obozu" a lepszym słowem by było, domostwa wszak jest to z racji podróży wynajęty cały budynek na wzór domiszcza góralskich w Polsce, gdzie przy każdych drzwiach widnieją runny obronę, oraz pod podłogą jest wyspane solą. Ruszając w kierunki starał się zagadać nieco Trenerkę co jakiś czas rzucał wzrokiem na dzieciaki, może by była okazja zobaczyć co potrafią, wszak droga nie zawsze musi być łatwa i prosta?
- Czyli jak rozumiem ma'am, nie przeszkadza ci spanie w jednym pomieszaniu? Oraz jak z nogą będziesz czuła się na siłach pokazać mi to i owo, myślę że jak wyjedziemy do Anglii postaram się znaleźć najlepszą osobę by ci pomogła, mogłaś byś wyzdrowieć. - Nie musiał długo czekać, latynoska rzuciła typem jak by to był jakiś worek z kartoflami. I potem zaczęła się kłótnia Blaze poczekał aż oboje osoby, wejdą w impas, wszak chciał właśnie wejść w konflikt i by nie zostało to uderzone wszystkich, a jednie w jego taki styl już życia zawsze ma, jak jest jakiś problem to uderza w niego najbardziej.


Ostatnio zmieniony przez Johnny Blaze dnia Pią Wrz 11, 2020 7:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Czw Wrz 10, 2020 9:35 am

Kate wpadła w panikę. Kompletnie nie wiedziała co robić. Była na siebie zła, za to że nie zdołała w porę zapanować nad porywczym charakterem przyjaciółki, uważając że powinna jakoś zareagować, choć tak naprawdę  gdy America wpadała w gniew, niewiele sił w Wszechświecie dałoby radę ostudzić jej emocję. Chavez się wściekała, demolowała i tłukła kogo popadnie, natomiast ona musiała być tą, która zmierzy się z konsekwencjami furii Latynoski. Dziewczyna pomyślała, że jeśli na tym miała polegać rola przywódczyni, to może powinna była zawczasu przekazać tą posadę komuś innemu? Z drugiej strony nie wyobrażała sobie by młodych Avengers mogła poprowadzić na przykład taka America. Taki pomysł oznaczałby katastrofę na każdej linii, dlatego też, przy całej jej sympatii do przyjaciółki, lepiej było się przemęczyć i nigdy czegoś takiego nie proponować. Poza tym  Kate chciała wierzyć, że prawdziwy lider to taki który daje sobie radę nawet posiadając „trudny” zespół, w związku z czym współpracę z Am powinna była traktować jako doskonałą okazję by rozwijać swoje umiejętności.  
Biorąc kilka głębszych wdechów nastolatka starała się zmobilizować do myślenia. Wywołana bójka mogła sprawić że któryś z pokrzywdzonych wezwie miejscową policję, co z kolei oznaczało mimowolne wejście w konflikt prawem lub co gorsze, krewcy kompani pobitego amanta sami spróbują dochodzić do sprawiedliwości. Kate miała nadzieję, że to całe mówienie o włoskich mafiach było jedynie mitem, stworzonym na potrzeby produkcji filmowych. Zresztą, jakkolwiek miałyby się potoczyć losy tej sprzeczki i tak najgorszym problemem wydawało się nastolatce to, jak wyjaśnić trenerce i reszcie dziewczyna niezwykłe zdolności Americi?
W tej ostatniej kwestii panna Bishop nie miała żadnego pomysłu, ale jak się okazało, zupełnie nieoczekiwanie z pomocą przyszło jej zwykłe zrządzenie losu, za sprawą którego nikt poza nią zdawał się owego zdarzenia nie zauważać. Susan byłą zbyt zajęta flirtowaniem, Pym i Mako próbą przekonania tej pierwszej, że nie jest to najlepszy pomysł, natomiast trenerka nie widziała świata poza towarzyszącym jej przystojnym łowcą demonów. Chavez działała naprawdę szybko, a poza tym ponieważ to Kate była tą która krzyczała, gdy już doszło co do czego, uwaga pozostałych dziewcząt skupiła się głównie na niej.
- Jeśli pyta pan czy będą mi przeszkadzały mało komfortowe warunki, to śmiało mogę powiedzieć że jestem do nich przyzwyczajona. Pamiętam turniej przed rozpoczęciem którego całą noc musiałyśmy spędzić w samochodzie, na na drugi dzień stanąć na planszy. A jak chodzi o stopę, to … - Słysząc głos przerażenia swojej podopiecznej, Victoria natychmiast przerwała swoją wypowiedź, odwracają się w kierunku gdzie stała łuczniczka – co do diabła…
Niestety szybko okazało się że na nieuwadze opiekunki, szczęście nastolatki się wyczerpało. Widząc co się dzieje, panna Cantrilo szybko oceniła fakty, a że swoim południowym temperamentem w żaden sposób nie ustępowała miejscowym amantom, natychmiast też postanowiła wywołać awanturę i przepędzić męskie grono adoratorów, zakłócające spokój jej drużynie.
W ten sposób wyłoniła się bardzo chaotyczna kłótnia, pełna ekspresyjnych gestów, wzajemnych oskarżeń, krzyków, gróźb, drwin i ogólnej niechęci, spotęgowanych przez fakt, iż każda z stron posługiwała się w niej innym językiem. Włoskim, kulawym włoskim, hiszpańskim, angielskim i angielskim sprowadzonym do samych przekleństw, a sporadycznie również japońskim i francuskim, który został uznany za to samo co włoski. Szybko też okazało się że samych stron sporu jest więcej niż dwie, jako że Susan i Pym próbowały powstrzymać trenerkę przed przyniesieniem im gigantycznego wstydu.
Kate z kolei obawiała się że uczestnicy awantury szybko mogą przejść do słów do czynów. Ona sama obejmując Americę za ramiona, starała się powstrzymać Chavez przed samodzielnym rozwiązaniem powstałego sporu. Nastolatka nie wzięła jednak pod uwagę, że impulsywna trenerka podobna jest do jej koleżanki nie tylko z wyglądu, ale również z wybuchowego charakteru. Nim się spostrzegła, w dłoni Victorii pojawiła się szpada, którą ta zamarzała użyć przeciwko napastnikom. I choć broń szermiercza nie uchodziła za niebezpieczną, w sprawnych rękach, a do takich z pewnością zaliczały się dłonie panny Cantrilo, mogła wyrządzić sporo krzywd. Najgorszym w tym wszystkim był jednak fakt że miejscowi zdawali się nie rozróżniać broni sportowej od tej służącej do walki, przez co naprawdę nabrali przekonania ze Victoria chce ich pokroić jakimś tam mieczem. A że całe widowisko doczekało się całkiem pokaźnej widowni, dwójka macho, zdecydowanie nie mogła się teraz wycofać.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1Pią Wrz 11, 2020 7:12 pm

- Vai per la tua strada. Non uscire con le donne la prossima volta, se non vogliono. - Powiedział używając telefonu z tłumaczem, nie chciał się bawić jakieś trudność, był już zmęczony a poza tym, rozumiał że zaraz będzie grubsza akcja i teraz czekał podnosząc oboje dłonie w ich strony, niczym Iron Man a zarazem starając się pokazać trenerce by odpuściła, miał sporo czasu wypuszczając demona, to dopiero by była gorące spotkanie ale nie, postara się kontrolować dopóki potrafi nad nim panować, choć bywają sytuację kiedy to nie wychodzi i potem…. Dzieją się złe rzeczy na które, niestety nie ma wpływu.
- Mam nadzieje że te słowa do was dotrą, nie chce by się powtórzyła taka sytuacja troszkę szacunku, oraz poczytajcie sobie co to jest karma. -Powiedział do młodych makaraniarzy , miał nadzieje że dotrą do ich łbów te cenne rady.

Idź w swoją stronę, nie zaczepiajcie następnym razem kobiet jak sobie nie życzą.
Powrót do góry Go down
Sponsored content





Viavenna Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Viavenna
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Włochy-
Skocz do: