Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Viavenna

Go down 
3 posters
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
Loki


Liczba postów : 4172
Data dołączenia : 23/05/2012

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sro Mar 18, 2020 6:08 pm

First topic message reminder :

Viavenna to miasteczko we Włoszech, położone trochę na uboczu - z daleka od większych skupisk ludności - i otoczone lasami oraz drobnymi jeziorami. Wygląda ślicznie, większość budynków sprawia wrażenie, jak gdyby zatrzymały się w czasie przynajmniej sto lat temu, ale oczywiście niektóre elementy okolicy niszczą ten obrazek: samochody, nowoczesne oświetlenie uliczne i tak dalej. Mimo to miejscowość i tak prezentuje się czarująco - jak coś, co można by było umieścić na pocztówce.

_________________

Viavenna - Page 3 GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
https://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sob Lis 14, 2020 7:40 pm

JB jak to zawsze miał w zwyczaju żyć niczym w śnie, z racji z tego iż nawiedzały go koszmary. Szczególności osoby które nie zdołał uratować, było to dość na niego ciężkie do przeżycia od zawsze nie miał lekko, wszak życie jakie dostał od ,,Boga”, nie było z tych milszych. Na same bogactwo zapracował dzięki podpisaniu paktu z potężnym Demonem, z racji tego że dzięki temu nie bał się żadnej akrobacji bo zawsze wychodził z cały, coraz większe szaleństwa mógł sobie pozwolić przy okazji życie rockandrollowe, którym mógł sobie pozwolić powiększało jego wizerunek zawsze jakieś imprezy z pięknymi modelkami i przystojnymi modelami, kupowanie najróżniejszych rzeczy z których raz na ruski rok można skorzystać jak przykładowo pewien dwór w Austrii którym był niczym domek letniskowy na ludzi, tam też większości rzeczy JB okultystycznych trzymał jaki i w jego rodzinnym dworze. A propos magii jego teoria na ten temat była dość prosta, czyli większości osób ma ten ,,dar”, tylko nie w ogromnym stopniu, przykładowo kupić kwiaty żonie kiedy jest smutna czy zdanie egzaminu bez jego uczenia się, czy rozumienie ludzi których dopiero się poznało. Spojrzał na Rudzielca nie wiedział za bardzo co może powiedzieć, jasne mógł obrócić w żart jak to często robi bo tyle mu została z życia poczucie humoru i fortuna której pewnie wyda za parę lat w czasoprzestrzeni Wolverine.
- Twoja nauczycielka od ,,tańca”, powiedziała by co innego. - Odmruknął poprawiając kaptur, będąc na miejscu zdał sobie sprawę że raczej małe prawdopodobieństwo było że wepchnęli ją do domu z drugiej strony, łatwiej schować ślady w miejscu który się zna dlatego większości przestępstw robi się niedaleko domu, miał nadzieje że to był amator, chwilę stanął rozglądając się a przy ty dając pytanie do młodej
-To co z tą hobbitką Biszkop, jaka ona jest? - Ruszył po jej słowach, używając swych zdolności myśliwskich, ruszając kilka domów wcześniej by móc po prostu na spokojnie spojrzeć przez okno tego dziada i może coś zauważy raczej jego oczy są bardziej przystosowane do mroku, nie ma kocich no niestety ale jest jakaś szansa że na ślad. A przy okazji sama muzyka, na pewno nieco powiększy szanse na skradanie może przejść na spokojnie.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sob Lis 21, 2020 3:04 pm

Wbrew temu co sugerowałaby logika, uprowadzona przez Americe, kustoszka zachowywała zaskakujący spokój. Nie krzyczała, nie szarpała się i nie próbowała wzywać pomocy. Kate zaczęła nawet podejrzewać, że kobieta jest nieprzytomna, jednak szybkie, nerwowe spojrzenie w kierunku Latynoski i jej „bagażu”, upewniło łuczniczkę iż przyjaciółka nie posunęła się do jakiś drastycznych środków. Bishop nawet nie próbowała wyjaśnić zagadkowego zachowania staruszki. Tym bardziej iż wyjątkowy spokój babcinki był im na rękę. Być może kustoszka pozostawała w szoku albo zbyt przerażała ją siła u możliwości Chavez, by przeciwstawiać się nastolatce, w jakiejkolwiek próbie ucieczki. Nie wykluczone też, że skoro babcinka tak bardzo interesowała się magami i czarodziejską mocą, w chwili obecnej kierował nią nie tyle strach co fascynacja. Podobnie zresztą sprawy wyglądały przy zniszczonym posągu.
Teraz jednak dla Kate najważniejsze było ratowanie Mako. Wracając w kierunku hotelu Johna Blaze, dziewczyna postanowiła, że nieprędko znów da się namówić na podroż do Europy. Młodzieżowy turniej szermierczy jeszcze się nie rozpoczął, a Bishop już nabrała przekonania, iż jest to jej ostatnia edycja. Jak na jedną wycieczkę wystarczająco nabiegała się za cieniami.
Niestety na miejscu szybko okazało się że obie się spóźniły. Azjatka gdzieś przepadła. Susan rzecz jasna także, podobnie jak JB i Pym. Jak na miasteczko które można w całości objąć wzrokiem, spoglądając na nie z najbliższego wzniesienia, Viavenna szczyciła się wyjątkowo dużą ilością zgubionych turystów.
- Cholera! - Wściekła się Kate, z irytacją kopiąc i przewracając na podłogę stojące w pobliżu krzesło. - Mam już tego dość!
- Spójrzcie tutaj! Ten znak! To On! Anakoni! - Krzyknęła kustoszka, wpatrując się w coś co dwóm dużo młodszym dziewczynom wydawało się być plamą brudu na starej ścianie. America z politowaniem spojrzała na uwolnioną przez siebie kobiecinę, tak jakby właśnie doszła do wniosku iż przyłożenie tamtej przez łeb, wcale nie było takim najgorszym pomysłem. Za to staruszka wydawała się być zachwycona. - Wszędzie rozpoznałabym ten symbol! Musiał tu być.
- Chcesz powiedzieć że twoim zdaniem to czarodziej stoi za porwaniem naszej … - Kate przerwała swój wywód, skupiając się na wibrującym dźwięku nowej informacji w telefonie. Tym razem zamiast tekstowej wiadomości,zaginiona Azjatka przysłała jej znacznik Google, wskazujący aktualną pozycję nadawcy. Najwyraźniej ten kto faktycznie stał za uprowadzeniem dziewczyny, zapomniał zabrać jej aparat. Czyżby mieli do czynienia z jakimś nierozgarniętym porywaczem? Lub tez, czego Kate wolała nie wymawiać głośno, z kimś kto nie bardzo nadążał za najnowszymi osiągnięciami techniki, nie zdając sobie przy tym sprawy z możliwości jakie dają zdobycze cywilizacyjne.
No chyba że owa cyfrowa mapa to zastawiona na nie pułapka.
- W która i tak wpadniemy. - Zdecydowała Bishop. Dopiero po chwili uświadamiając sobie iż powinna wyjaśnić Americi o czy mówi.

Nagłe zainteresowanie postacią Bishop, tylko utwierdziło Pym w przekonaniu iż w żaden sposób nie nadąża za tokiem rozumowania swojego obecnego towarzysza. Jedną dziewczyną gardzi ignorując jej zaloty, za drugą się ugania, o trzecią rozpytuje, szwenda się z czwartą, a wszystkie razem nazywa hobbitami. A podobno to kobieca psychika jest tą skomplikowaną.
- Kate? Ona no… niby to Susan jest naszą kapitan, ale tak naprawdę Kate odwala najcięższą pracę. I jest też najlepsza z nas co wcale nie przeszkadza temu, że ćwiczy najwięcej. - Po chwili zastanowieniu się odpowiedziała nastolatka. - Poza tym jest raczej małomówna i lepiej nie pytać jej o przeszłość. Wiem tylko tyle że przeszła przez coś strasznego i generalnie to chyba postawiła krzyżyk na całą męska populację.
Pomimo dość chłodnego traktowania z strony samozwańczego Aragorna, Pym starała się być przydatną, wspierając go w jego poszukiwaniach. Stąpając na palcach, dziewczyna okrążyła budynek, zaglądając do jego wnętrza przez zabrudzone okna. Niestety z poziomu parteru niewiele można było dostrzec, za to światło dobiegające z pierwszego piętra jasno sugerowało że stara budowla wcale ne stoi pusta.
- To może podsadzisz mnie trochę, ja się wdrapię i zerknę co tam się dzieje na górze? - Zasugerowała ruda nastolatka.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Pią Lis 27, 2020 8:00 pm

JB przez chwilę poczekał i nagle wpadł na pomysł dość szaleńczy, jednak to w jego stylu wszak nie trzymali by kobiety w domu jeśli widzieli że ma taką gromadę osobę i potężnego byka by wiedzieli gdzie ją zachować, mógł zaryzykować jednak no cóż lepiej iść zobaczyć z tym rytuałem. Dlatego cofnął się przed wejście i wypowiedział do Rudziecla.
- Biegnij na komisariat policji powiedz że jesteś Amerykanką i potrzebujesz pomocy, ja ruszę wrzucić pierścień do Mordoru. - Zamilkły i tak dużo czasu stracił, to też jeśli kobieta poszła w wyznaczonym kierunku, to on ruszył po pytywać ludzi gdzie ta wzgórze wilków w której, został ,,zaproszony”, bał się że wykorzystają w jakoś w rytuale jeśli nie to ruszy jako jeździec i po prostu przetrzewi cały tamtej dom, cholerne rozdarcie między mniejszym dobrem, a większą pomyłką… tylko która opcja jest właściwa?
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sro Gru 02, 2020 9:37 am

Jako osoba dobrze zorganizowana, czyli taka która ma wszystko poukładane, przemyślane i zaplanowane, Kate nie zamierzała ganiać po jakimś lesie bez należytego przygotowania.  To co Americi wydawało się bezsensowną stratą czasu, według łuczniczki mogło zdecydować o sukcesie lub porażce misji.
- Jeszcze to, to i to. Weźmiemy z sobą tylko to co niezbędne. – Oświadczyła panna Bishop, kolejno przekazując w ręce przyjaciółki wybrany przez siebie sprzęt. - Latarki, broń, mapy, kompas, liny, ciepłe ubrania, spray na komary, jakiś prowiant, jeszcze więcej latarek i coś na … w sumie nie wiem. Wszyscy gadają tu o jakiś wilkołakach. Czy na wilkołaki działa srebro?
- Na pewno działa piącha. – Z przekonaniem stwierdziła Latynoska, prezentując sposób w jaki należało wyprowadzić cios.

Pym była gotowa posłuchać wydanego jej rozkazu. Przecież Hobbici nie zwykli wykłócać się z tymi członkami swojej ekipy, którzy nosili miecze. Dziewczyna zrobiła nawet kilka kroków w bliżej nieokreślonym kierunku, gdy nagle uświadomiła sobie że w ogóle nie wie dokąd idzie. Bo niby gdzie miał znajdować się ów posterunek policji? Czy takie małe miasteczka jak Viavenna posiadało własnego szeryfa? A nawet jeśli, to jak ktoś kto po włosku zna tylko słowo „pizza”, mógłby zapytać o drogę na komisariat?
- Właściwie to jak mam to zrobić? I co im powiem … no świetnie. Brawo Piegusie. – Ironicznie stwierdziła, Pym  gdy zauważyła ze Johny Aragorn gdzieś zniknął. Wystarczyła chwila nieuwagi by ten którego miała przecież pilnować, przepadł niczym kamień w jeziorze.
Nastolatka przez chwile usiłowała zastanowić jak to możliwe ze jej kompan zniknął tak szybko, a owe rozważania podsunęły jej jedno jedyne możliwe rozwiązanie. Gdy ona odwróciła wzrok, mężczyzna musiał wleźć do tej starej chałupy, z zamiarem przeszukania tego miejsca bez jej udziału. Pym nie zamierzała na to pozwolić, samej naciskając na klamkę i pakując się do środka.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Pią Gru 04, 2020 10:05 am

JB miał nadzieje że dziewczyna go posłucha po prostu, jeśli nawet by zniknęła to raczej i tak ją odnajdziemy to małe miasteczko, tak że miał jakoś nadzieje poza tym on nigdy nie czuł się bohaterem raczej po prostu robił swoje, starał się nie wchodzić nikomu w konflikt. Gdy już udało mu się dogadać i ruszyć na wzgórze, cóż pewnie dzisiaj nieco będzie gorąco jeśli trafi mu się wilkołak. Z drugiej strony mając przy sobie swe podstawowe wyposażenie, raczej nie będzie o tyle źle tak że gdy już był przy wzgórzu, ruszył na dogodne miejsce z którego może obserwować rzecz jasna wszedł na drzewo by móc lepiej wszystko zauważyć. Jednak życie w cyrku dało się we znaki i po prostu przywiązał liną by nie spaść i czekał na to co będzie dalej jeśli nic się nie zdarzy ruszy do domu i ma nadzieje że tak nic złego nie wyprawia się żadne modlenie się do kultów czy inne cholerstwo o których większości ludzi nie ma bladego pojęcia.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Pon Gru 07, 2020 11:38 am

Stając na skraju lasu, Kate wzdrygnęła się na widok gęsto rosnących drzew i ciemnych zarośli. Trauma z napaści zdawała się do niej wracać, a miejsce w którym się znaleźli, jak żywo przypominało tamten park. To, że obecnie dysponowała umiejętnościami i bronią pozwalającą jej poradzić sobie z potencjalnym napastnikiem, niewiele jej pomagało. Obecność Americi również tylko częściowo koiła nerwy łuczniczki. Dziewczynę najbardziej trapiła sama świadomość, iż okazało się, że jednak nie była w stanie do końca wyrzucić z swojej głowy bolesnych wspomnień. Nadal się bała, czując się małą i bezsilną, choć z drugiej strony potrzeba uratowania Mako, nakazywała jej pójść przed siebie, bez względu na okoliczności.
- O co chodzi z tymi wilkołakami? – dociekała Latynoska – Nie widziałam żadnego w mieście.
- Nie przejmuj się nimi. To tylko jakaś legenda, od której swoją nazwę wzięło okoliczne wzgórze. Wcale nie oznacza, że obecnie również biegają tu stwory stanowiące mieszankę wilka i człowieka. – Zapewniała Bishop, choć sama nie była przekonana co do swoich argumentów, a ilość przygotowanej na tą wyprawę amunicji, niemalże jawnie temu przeczyła.
- Trzeba była zabrać z sobą ta starą wariatkę. – Zauważyła America, mająca zapewne na myśli kustoszkę, którą obie zmusiły do pozostania w hotelu. Kobieta stanowiła żywą encyklopedię jak chodzi o historię Viavenny i bez wątpienia mogłaby opowiedzieć sporo na temat związków miasta z zwierzołakami.
- Tylko by nam przeszkadzała. Zresztą, Pym też ma hopla na punkcie takich dziwactw, a z tego co pamiętam, to wspominała, że dziś jest święto mające uczcić pokonanie zrekomej bestii. – Przyznała Kate. I choć samo wydarzenie kojarzyło jej się bardziej z orgią i pijacka libacją, niż należnym oddaniem szacunku myśliwym, którzy poświęcili życie w walce z potworem, to przynajmniej zamierzała twardo trzymać się tezy, iż wilkołak rzeczywiście został uśmiercony wieki temu.
Albo też nigdy nie okazał się rzeczywistością. Wszystko jedno. Ważne że teraz go tu nie ma.
– Mam nadzieje że o wyróżnieniu od tego stwora, zasięg w dalszym ciągu tu złapiemy. – Zakończyła Kate, spoglądając w wyświetlacz swojego smartfon. Teoretycznie skoro uprowadzona Mako była w stanie wysłać do nich swój sygnał, one nie powinny się o nic martwić, ale z drugiej strony Azjatka posiadała znacznie bardziej zaawansowany telefon niż Kate, o Americi nie wspominając. Nastolatka pomyślała, że trochę to wstyd, iż członkinie Avengers, technicznie pozostają z tyłu za przeciętnymi pasjonatkami gadżetów. – Chodźmy.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Pon Gru 14, 2020 5:17 pm

Pierwsza zasada bycia NIE-bohaterem brzmi, nie wchodź w żadne konflikty ani nie ratuj nikogo. JB chyba nagminnie ją łamię patrząc na jego sytuację, zamiast siedzieć z piwem w ręku i oglądać erotyczne rzeczy na zabawy to. W ciszy patrzy na sytuację z drzewa i czeka, aż coś się wydarzy przy tym zmieniając się w formę Zarathosa jednak nie odpala żywym ogniem a bardziej jest to dym który się ulatania. By nic nie spalić a wykorzystać umiejętności wyczucia emocji by móc w jakiś stopniu zlokalizować osoby i wiedzieć w którym kierunku się patrzeć. Chyba ostatni raz będzie robił takie zadania na jednostki ,,bardzo” specjalnych komandosów, bo jednak nie czuje się w roli bohatera nigdy nie był nim i nie zostaje jest to po prostu człowiek. Który chce zostawić go w spokoju i żyje swym egzotycznym pełen dziwactw świcie który tylko on rozumie i ,,potwory”, które na większości są to istoty z legend czy mitów. Miał nadzieje że młoda hobbitka ruszyła na komisariat policji, chociaż też nie jest to ktoś na kim mu bardzo zależy więc miał nadzieje że sobie radzi a nie chciał mieć za dużego ciężaru, iż po prostu Blaze woli pracować sam jak palec.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Nie Gru 20, 2020 3:49 pm

Misja ratowania porwanej przyjaciółki, póki co nie tylko nie przynosiła wymiernych efektów, ale dodatkowo sprawiała, że prowadząca ją Kate czuła się jak idiotka. Zaczęło się od tego, iż zabrała z sobą łuk, strzały, kompas, latarkę, , mapę, a nawet radio do szybkiej komunikacji, tylko po to by chwilę później przypomnieć sobie że ma przecież tylko dwie ręce, przez co nie jest w stanie korzystać z całego ekwipunku jednocześnie. Próba przymocowania dodatkowych gadżetów do majdanu, skończyła się serią uszczypliwych komentarzy z strony Americi, dotyczących zarówno marnowania czasu, improwizacji w budowaniu czegoś co i tak nie zadziała,  jak również braku pewności siebie, wyrażonej potrzebą posiadania tysięcy „zabawek”.
Co gorsze, gdy już wreszcie udało im się wyruszyć, łuczniczka niemal paranoicznie, wszędzie doszukiwała się zagrożenia. Trzask złamanej gałęzi wystarczył, by nastolatka od razu sięgała po broń, naciągając cięciwę. Kate była przekonana ze są śledzeni. Co więcej w ciemno założyła że ten kto podąża ich tropem, dobrze wie kim są i co zamierzają. Postanowiła więcprzygotować zasadzkę, raz, po to by pozbyć się intruzów, a dwa, by wreszcie móc samej się wykazać, ponieważ akurat w budowaniu wszelkiej maści pułapek faktycznie była dobra. Problem w tym iż skuteczności zamaskowanych mechanizmów nie mierzy się pomysłowością i inwencją twórczą tych którzy je zbudowali, a tym co ostatecznie wpadło ci w sieci.
- Co pani tu robi!? – Z irytacją spytała Kate, stajać naprzeciwko wiszącej głową w dół kustoszki, której nogi oplecione były przygotowanym przez dziewczynę sznurem. – Mówiłyśmy żeby pani za nami nie szła.
- Tak, tak, wiem. Wybaczcie, ja … nagle sobie o czymś przypomniałam… i postanowiłam że musze wam o tym powiedzieć. – łamiącym się głosem odpowiedziała starsza kobieta, cały czas nie mogąc dojść do siebie po tym, gdy nieopacznie wdepnęła w siadła zastawione na rzekomych bandziorów. – Matko Boska ale się przestraszyłam. Zdejmijcie je proszę.
- Co to za ważna informacja, że zdecydowała się pani wleźć z nią w las? – Dociekała panna Bishop.
Po chwili wahania kobieta podjęła dalszy wątek.
- Te dzieciaki bawiące się na wzgórzu … oni … oni naprawdę co roku polują tu na wilka. Nie wiem skąd biorą tego zwierzaka, ale jego łeb stanowi coroczne trofeum łowieckie.
- Ale co nas to obchodzi?
- Stoicie w miejscu w którym urządza się nagonkę. Lepiej żebyście o tym wiedziały.

Jeśli Jon Blaze naprawdę potrafił wyczuwać nastroje i emocje otaczających go osób, jego zmysły odbierały w tym momencie bardzo wiele różnorodnych bodźców. Mógł zdawać sobie sprawę z bliskości Kate i Americi, frustracji tej pierwszej i zniecierpliwienia Latynoski, a także obawy oraz nerwowego wyczekiwania jakiemu poddawała się kustoszka. Uważnie się wsłuchując, mógł też wyczuć napięcie dochodzące gdzieś z głębi lasu, zdradzające uczucia o niesprecyzowanej formie, jako że w skuteczny sposób były ono zagłuszane przez ekscytację głośnej młodzieży, zgromadzonej na tak zwanym wzgórzu wilkołaka. Tych którzy przyszli tu świętować, głośno się przy tym bawiąc i szykując do czekającego ich polowania. Zajęci alkoholem, pożądaniem, pulsującą w żyłach adrenaliną i wzajemnym skakaniem sobie do gardeł, dzieciaki nawet nie zdawały sobie sprawę ze prawdziwe łowy już się zaczęły.
Z grupy wszystkich ludzkich emocji, unoszących się w ciemnościach okolicznych lasów, bez wątpienia najbardziej wyrazistym był strach. Strach uciekającej Pym, na oślep biegnącej pomiędzy zaroślami, w nadziei zgubienia tych którzy podążają jej śladem.  Zarathos mógł wyczuć również to, iż prześladowcy rudzielca, a było ich co najmniej kilkoro, nie są ludźmi lecz czymś dużo bardziej mu bliższym, pochodzącym z piekielnych czeluści. Co więcej, tym czymś co pchało owe istoty naprzód, była paląca potrzeba dopadnięcia i rozszarpania „małego Hobbita”.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sro Gru 23, 2020 9:33 am

JB niczym super-bohater szedł widowiskowo by później skoncentrować się na emocjach hobbitki, wszak musiał jej w jakiś sposób pomóc. Chociaż Blaze nigdy nie czuł w sobie bycia ,,bohaterem”, raczej tacy ludzie jak on to kończą w barach gdzie tłuką się z inni i żyją z dnia na dzień zamiast ratować ludzi… dobył strzelbę myśliwską i ruszył tym tropem by będąc już bliżej znaleźć dogodne miejsce w którym będzie mógł strzelić jako ten ,,cichy stróż” w tych wrogów. Miał nadzieje że nie są to żadne potwory chociaż na nie był gotowy.
- Nie wywołuj wilka z lasu. -
Czekał na dogodną okazję by strzelić a przy tym miał nadzieje że kobieta, nie będzie się zatrzymywała i na spokojnie będzie mógł ją znaleźć i dowiedzieć się co się stało. Całe szczęście że za młodu z racji podróży wraz z cyrkiem, nie tylko poznanianie wiele cyganek oraz Indianek z którymi miał miłe wspomnienia a też zebrał sporą wiedzie, jak i dobra zabawa w polowaniu co było chyba jedyną odskoczną kiedy mógł zostać sam z myślami. Po prostu spędzić miło czas, także nie bał się że coś może pójść nie tak.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sro Gru 30, 2020 11:49 am

W lasach Viavenny kilka polowań odbywało się równocześnie. Prastarzy magowie lub też bliżej nieokreślone organizacje z takowych się wywodzące, przeczesywały okolice w nadziei znalezienia dostępu do zapieczętowanej przez Aldricha jego sekretnej wiedzy. Kate i America polowały na porywacza. Bawiąca się młodzież biegała za rannym wilkiem, tajemnicze bestie próbowały dopaść przerażoną Pym, a Johny Blaze polował na tytuł bohatera. I jak się okazało, z wszystkich tych łowców, tylko on był na tyle przezorny, by zabrać z sobą broń palną. Jednocześnie choć same lasy były dość rozległe, poszczególne grupy tropicieli i ich zdobyczy, wybrały sobie za cel to samo wzgórze, a co za tym idzie niewiele trzeba było by wzajemnie powpadali na siebie.
Pym uciekała na oślep. W odróżnieniu od łuczniczki i Latynoski, nie miała przy sobie nic czym mogła oświetlić sobie drogę, podobnie zresztą jak nie posiadała niczego czym mogłaby się bronić. Zresztą, zdając sobie sprawę czym są istoty podążające jej tropem, dość szybko zrozumiała że walka z nimi nie ma większych szans. Cała ta szermierka, którą uprawiała z mizernym zresztą skutkiem, nagle wydała jej się dziecinną zabawą, w praktyce i tak nieprzydatną. Rudzielec liczyła na to, że jeśli uda jej się odnaleźć skupisko młodzieży świętującej legendę o pokonanym wilkołaku, to być może goniące ją stwory wycofają się na widok tłumu. Albo tez wpadną w niego, urządzając w lesie krwawą jatkę, choć nawet w tak przerażającym scenariuszu Pym widziała dla siebie szansę, w postaci wmieszania się w gąszcz ludzi i skutecznej ucieczki.
Niestety dziewczyna choć dużo czasu ćwiczyła koordynacje ruchową, z natury była niezdarna, a przy tym wyjątkowo pechowa. Pym przebiegła co najwyżej kilkadziesiąt metrów gdy potykając się o korzeń wyłożyła się na ziemi, skręcając przy tym kostkę. W tym momencie nie pozostało jej nic poza rozpaczliwym wołaniem o pomoc.
I tylko dzięki temu że poza talentem do śpiewu, nastolatka potrafiła wrzeszczeć na całe gardło, udało jej się zwrócić na siebie uwagę koleżanek z drużyny.
- Pym? – Zainteresowała się Kate od razu kierując strumień z latarki w stronę z której dochodził krzyk.
Łuczniczka dostrzegła leżącą postać, a chwile później również włochate sylwetki otaczające swoją zdobycz. Istoty te przypominały trochę wilki, choć było od nich nieco większe, a poza tym ich sierść sprawiała wrażenia jakieś nazbyt smolistej, tak jakby stwory przed chwila wyszły z bagna. Choć być może owe wrażenie zostało spotęgowane przez otaczające je ciemności. W każdym bądź razie światło i obecność dziewczyn, wyraźnie wzbudziło zainteresowanie drapieżników.
Przez jakiś czas zwierzęta i obie nastolatki wpatrywały się w siebie wzajemnie, a potem jakby na sygnał dany przez dowódcę, dwa osobniki z całej watahy ruszyła8y w kierunku nowych ofiar.
- Cholera! Czym one są!? – Zastanawiała się panna Bishop celując z łuku w stronę szarżujących „niby wilków”. Niestety liczne drzewa pomiędzy nią a jej celem, sprawiały że stwory raz za razem znikały jej z pola widzenia, uniemożliwiając czysty strzał. Kate mogła puścić cięciwę dopiero w ostatniej chwili, gdy miedzy nią a bestią nie było już żadnej przeszkody. Bez problemu wpakowała strzałę w cielsko stwora, sprawiając że ten padł tuż przy jej nogach. Sekundę później usłyszała huk oraz ujrzała złamane drzewo którego pień zwalił się na drugiego z napastników.
America postanowiła iść za ciosem. Z wprawą futbolisty wykopującego piłkę na rozpoczęcie gry, Latynoska kopnęła leżące truchło, tego z wilków którego ubiła wcześniej Kate, z nieukrywaną satysfakcja obserwując przy tym swoje dzieło.
- Czas pogonić kota. – Powiedziała Chavez, uderzając pięścią w otwartą dłoń. Zupełnie nie przejmowała się faktem, że jej zbrojna koleżanka wolałaby się najpierw przyjrzeć z czym walczą.
Powrót do góry Go down
Johnny Blaze

Johnny Blaze


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 29/08/2014

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Nie Sty 03, 2021 8:00 am

Johnny Blaze jak na dobrze przygotowanego myśliwego, spodziewał się iż będąc w Europie może nastąpić na wilkołaki. Także załadował do strzelby myśliwskiej naboje pokryte srebrem tak w razie czego i jeśli już miał na widoku, upewniając się że jest dobrze ukryty to zaczął strzelać niczym do kaczek, tak by zabić bądź zranić na tyle poważnie by móc przesłuchać. A niech te ,,psy” myśliwskie o posturze hobbitów przy okazji mniej ryzykowały nie za bardzo lubił Amerykanów z racji, za ich popęd do bitki zamiast słuchania co serce ci mówi by uciekać bądź w jakiś sposób się schować. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to postara się rozejrzeć się po terenie a później by później pogadać z hobbitami, by powiedziały mu o co dokładnie tutaj, chodzi bo nie za bardzo rozumiał i czuł się nieco zagubiony. Jak nie pierwszy raz, no jednak cóż takie życie jest celebryty o egzotycznej naturze który lubi miło spędzić czas, nieco zabawne że cała kariera powstała nie przez to że był potężnym kaskaderem a nie bał się ryzykować i wychodził z każdej jazdy niczym Król Królów, brakowało mu tego jednak no cóż takie już jest życie.
Powrót do góry Go down
Kate Bishop

Kate Bishop


Liczba postów : 140
Data dołączenia : 24/07/2013

Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1Sro Sty 06, 2021 10:52 am

Kanonada jaka rozpoczął Johny Blaze wywołała w lesie prawdziwe spustoszenie. Trafione przez niego wilkołaki, rozpadały się w pył, dokładnie w ten sam sposób, w jaki zniknęła dwójka chłopaków z którymi Kate i America mierzyły się na rynku. W niewytłumaczalny sposób, za sprawą kontaktu z ołowianą kulą, istoty które sekundę wcześniej przypominały drapieżne bestie, rozpływały się w powietrzu niczym delikatne piaskowe rzeźby.
Nie chcąc wchodzić na linię ognia, łuczniczka ukryła się za drzewem, raz po raz spoglądając na miejsce potyczki, głównie po to by upewnić się że tajemniczy strzelec nie planuje zrobić krzywdy Pym. Nie wiedząc z kim ma do czynienia, Bishop wolała być ostrożna jak chodzi o pokazywanie się łowcy, choć to co działo się przed nią, raczej wskazywało na to iż ten który prowadził salwę, był raczej ich sprzymierzeńcem. Przynajmniej w tej chwili. Cały czas trzymała w dłoniach łuk z strzałą naciągniętą na cięciwę, gotowa użyć go czy to przeciwko jednej z uciekających bestii, czy też przeciwko strzelcowi, na wypadek gdyby ten nagle ujawnił ukryte zamiary.
Na szczęście Pym nie podnosiła głowy, leżąc płasko na ziemi do czasu aż cała kanonada ucichła, dzięki czemu nie narażała się na przypadkowy postrzał, choć działania rudzielca wynikały raczej z strachu niż racjonalnej kalkulacji. Kate bardzo chciała się dowiedzieć co jej koleżanka robi tu w lesie i dlaczego stała się celem ataku nienaturalnie wyglądający wilków? Przecież miała pilnować pana Blaze? I tylko tyle. Praca drużynowa naprawdę zaczynała stanowić dla Bishop co raz to większe wyzwanie. Najpierw zgubiła trenerkę, potem porwano Mako, teraz Pym o mało co nie stała się karmą dla drapieżników, a licho jedno wiedziało gdzie jest Susan. Do tego America w równym stopniu okazywała się pomocna co kłopotliwa.
Latynoska rzecz jasna zignorowała wszelkie niebezpieczeństwo związane z latającymi w powietrzu kulami i sama wbiegła między wilki rozprawiając się z nimi po swojemu. Wyglądała przy tym trochę jak dzik który wpadł w pole kukurydzy, czym niestety zdradziła tamtemu ich obecność, a dodatkowo Kate zauważyła, że jej najlepsza przyjaciółka, podobnie jak strzelec, również nie brała jeńców, Choć akurat sama dziewczyna w ogóle nie rozważała możliwości by owe zwierzęce istoty poddawać jakiemukolwiek przesłuchaniu.
Nastolatka nabrała przekonania że chyba nic więcej bardziej ją już nie zdziwi, szybko jednak okazało się że Viavenna jest pełna niespodzianek. Gdy salwa ucichła, a cała walka dobiegła końca, Kate najpierw ujrzała strzelca w osobie Johna Blaze, a chwilę później dostrzegła swoją rudą przyjaciółkę, która kuśtykając w stronę mężczyzny, najpierw rzuca się mu na szyję, wciskając się w jego ramiona, a następnie wtulona tak w osobę której zdawało się że nie znosi, zaczęła szlochać jak mała dziewczynka.
I pomyśleć że na liście osób które nie przepadają za ich gospodarzem, Pym była zaraz za Kate.
- Nic ci nie jest Am? – upewniła się łuczniczka spoglądając w kierunku uśmiechniętej i wyraźnie zadowolonej z siebie Chavez. Dopiero później Kate zwróciła się do Johna. – Co pan tu robi?
Powrót do góry Go down
Sponsored content





Viavenna - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Viavenna   Viavenna - Page 3 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Viavenna
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Włochy-
Skocz do: