Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Vanaheim

Go down 
3 posters
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pon Wrz 07, 2020 12:45 pm

Vanaheim Nagrand

Vanaheim jest położony w najwyższych koronach drzewa Yggdrasilu. Uważany jest za siostrzany świat Asgardu, tak samo jak Vanów uważa się za braci Asów. Pokrywają go nieprzepastne lasy i puszcze. Cytując Malektiha, "W Vanahaimie znajduje się tyle drzew, że można by utworzyć z nich palenisko wielkości samego słońca".
Sami Vanowie obcują znacznie bliżej z naturą natury, oraz jej aspektami, niż ich wojowniczy bracia - Asowie. Mimo iż fizycznie słabsi, słyną z umiejętności magicznych i częstego daru przepowiadania przyszłości. Pierwszym z Vanów był Njord, który powiódł w te strony grupę osadników z Asgardu.
Poza bogami świat zamieszkują też inni mieszkańcy, z czego najliczniejsi są kamienne trolle oraz ogry.


Ostatnio zmieniony przez Fenris dnia Pon Wrz 07, 2020 9:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pon Wrz 07, 2020 1:43 pm

Czas mijał im błogo. Trudno było powiedzieć jak długo żyją w swoim raju. Fenris za dnia polował, nocą rozpalał ognisko pod niesamowitym niebem gwiazd i zorz, i opowiadał historie o światach i bitwach, o jakich Rahne nie śniła marzyć.  Z jaskini w której mieli pieczarę rozciągał się wspaniały widok na tereny pod nimi. Nie opuszczał przy tym nigdy postaci wielkiego , trzymetrowego wilka, która jak wyjaśnił wilczycy, była jego prawdziwą formą, a przynajmniej tą, w jakiej przyszedł na świat. Czy to za sprawą dziwnego uroku, czy specyfiki tego miejsca, albo łączącej ich od chwili dotyku więzi, wilk nie umiał kłamać przed Rahne. Kobieta poznała więc całą nieszczęśliwą historię jego życia. Że jego prawdziwym imieniem, pod którym zna go dziesięć światów i wiele krain poza nimi jest „Fenrisulfr”. Że jest zniesławionym bratankiem Thora Odinsona i synem owianego w midgardzie złą sławą Lokiego Laufeysona. Rahne usłyszała jednak tę historię z punktu widzenia, którego nikt wcześniej nie słyszał. Z punktu widzenia samego wilka. Opowiedział więc jak to dumna niegdyś i chwalebna rasa Asgardczyków panowała w kosmosie z siłą, mądrością i majestatem. Opowiadał o złotych wiekach Asgardu, gdy Odyn odziedziczył tron po swym ojcu Borze. Opowiedział o zjednoczeniu światów i początkach ziemi. Z jego słów wynikało że żywił niejaki podziw do wodza bogów podczas tej złotej ery. Potem jednak wiek zaćmił umysł władcy. Coraz rzadziej interesowały go sprawy królestw, a coraz więcej moc i władza. Aż do momentu gdzie z umiłowanego władcy przeistoczył się w tyrana, któremu każdy boi się zawracać głowę w obawie przed jego gniewem. Paranoika, który daje posłuch słowom wiedźmy i skazuje na wieczne zapomnienie członków swojej własnej rodziny w obawie przed utratą władzy. I tak jego ojcu odmówiono praw do tronu, jego rodzeństwo uwięziono, a matkę zabito. Fenris z makabryczną dokładnością potrafił opisać każdy pełen apatii, gnuśności i beznadziejności dzień swojego zniewolenia w więzieniu na skraju krain śmierci i rzeki czasu. Po niemalże tysiącleciu udręki jego ojcu udało się wreszcie uwolnić go z lochu i teraz wilk wraz z nim dąży do przywrócenia dawnej chwały imieniu swojej rodziny.
- Odyn był wspaniałym władcą. Byłbym kłamcą, gdybym twierdził inaczej… – mówił zawsze - …ale nieśmiertelność odcisnęła na nim swoje piętno. Teraz jest tylko skazą na złotym tronie…
Czas mijał im prosto, a Rahne mogła poczuć że wilk był szczęśliwy do tego stopnia, że sam miał problemy z poznawaniem własnego siebie. Łapała go często zapatrzonego we własne odbicie w wodzie, kiedy wnikliwie przyglądał się samemu sobie, nie wierząc na co patrzy. Poruszał się w euforii podobnej młodzieńcowi, który po raz pierwszy poznał uczucie miłości. Ich były noce i dnie.

Jednak któregoś ranka wydarzyło się coś dziwnego. Fenris obudził się w jaskini, jednak wyglądała ona inaczej niż ją zapamiętał. Wszystko wokoło wyglądało i pachniało inaczej, a przede wszystkim nie nosiło na sobie znamion ich woli. Skała ta była skałą na długo nim zjawiły się tutaj wilki. Obok niego leżała Rahne. Jeszcze spała. Wyglądała inaczej. Całe jej plecy, niczym tatuaże, pokrywały teraz lśniące lekko runy. Był to niewątpliwy postęp w stosunku do braku pleców, ale w ich wspólnym śnie nie miała przecież takich znamion. Budziło to niepokój, tym bardziej że wilk nie był na tyle biegły w sztuce żeby od razu poznać ich znaczenie. Poza tym kobieta była zdrowa. Była wręcz okazem zdrowia.
Sama jaskinia nosiła ślady intensywnego użytkowania. Zapachy oraz ślady sugerowały że mieszkali tutaj od wielu dni. Zresztą co to był za zapach. Wilk wyraźnie czuł ich obecność. Wryła się głęboko w ściany tego schronienia. Zapach kobiety na sobie, oraz zapach siebie na niej. Coś jednak było nie tak. Tak jakby wilczyc było więcej, ale była tylko jedna? Być może tak właśnie pachną kobiety rasy Rahne. Wilk nigdy żadnych nie spotkał, więc nie mógł tego wykluczyć. Wszystkie zmysły jednak podpowiadały mu że przez jakiś tydzień mieszkał tutaj z haremem konkubin, co napełniało go mieszanką różnych uczuć.
Szczątki wokoło były w większości zwierzęce. Większość była surowa, choć zdawały się i pieczone, a na zewnątrz znajdowało się niewielkie palenisko. Fenris powoli, niczym po uczcie, wyszedł na zewnątrz i usiadł rozglądając się dookoła. Jaskinia znajdowała się w górach, a widok rozpościerał się daleko ponad lasami. Fenris wiedział gdzie się znajduje. Już kiedyś widział te góry, a zapachu tego świata nie mógł zapomnieć. Widok zapierał dech w piersiach, lecz nie był to ICH świat, przez co wilk od razu posmutniał. Gdy się nad tym chwile zastanowił, wróciły mu możliwości trzeźwego myślenia. Jeszcze raz spojrzał na śpiącą wilczycę. Dalej czuł do niej wielkie uczucie i więź. Jednak nie był już młodzieńcem w rui. Doceniał jej piękno i podziwiał w każdym aspekcie, ale nowość tych wrażeń trochę go niepokoiła. Nie wiedział co przyniesie przyszłość. Siedział więc w wilczej postaci zapatrzony w słońce wstające na horyzoncie i cierpliwie czekał aż jego królowa się obudzi.
Wtem dotarła do niego jeszcze jedna woń. Bardzo subtelna. Ukryta pod intensywną wonią ich pobytu tutaj, ale i z nią związana. Zastanawiał się czy kobieta też to wyczuje. Nawet jeśli nie od razu. To niedługo na pewno tak…

Gdy Rahne się obudziła, mogła zauważyć w kącie jaskini okrągłą statuetkę matki boskiej, która wcześniej spoczywała w rękojeści miecza Jamesa Sandalisa.


Ostatnio zmieniony przez Fenris dnia Pon Wrz 07, 2020 9:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
Loki


Liczba postów : 4172
Data dołączenia : 23/05/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pon Wrz 07, 2020 9:05 pm

Karty postaci graczy zostały edytowane i obecnie uwzględniają postępy fabularne.

_________________

Vanaheim GlOj7xo

No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
https://theavengers.forumpolish.com
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pią Paź 09, 2020 2:48 pm

Jeżeli umarłam, czemu nigdy nie czułam się tak żywa, jak teraz?
Jeżeli byłam grzeszna, czemu trafiłam do raju?

Te dwa pytania kołatały bezustannie do umysłu Rahne, lecz odpędzała je jak natrętne owady. Odpowiedzi tak naprawdę nie miały znaczenia. Nie w tym miejscu poza czasem, o którym nie wiedziała nic poza tym, że było całkowicie i ze szczętem ich miejscem. Pierwszym, jakie ze szczerym sercem mogła nazwać swoim domem.
Wrażenie złączenia w jeden byt z wilkiem mijało powoli, rozkoszowała się więc tym uczuciem, póki trwało. Zapewne dlatego, że spędziła nieco czasu wewnątrz jego umysłu nie zareagowała takim zaskoczeniem, jakiego być może należało oczekiwać, na wiadomość, że tym, który posiadł jej serce, był nie kto inny, a Wilk Fenris, Pustoszyciel, Zguba Bogów. Przydomki te wybrzmiewały głucho w jej głowie. Kiedy spoglądała w jego oblicze, nawet w swej olbrzymiej wilczej postaci wydawał jej się bardziej zagubionym młodzieńcem, którego poznała na Muir, niż heroldem zagłady przepowiedzianej w Eddach. Z kolei zauroczenie, jakiego początkowo doświadczyła na widok przystojnego nieznajomego, ustąpiło miejsca emocjom tyleż głębokim, co trudnym do opisania. Nie starała się zresztą ich nazywać. Wystarczyła jej świadomość, że Fenris je zna i podziela.
Za dnia towarzyszyła mu podczas polowań, jak nigdy dotąd ciesząc się swą wilczą naturą i wszystkim, co się z nią wiązało. Noce wolała spędzać w postaci dwunożnej, lub wręcz ludzkiej, zasłuchana w jego snute przy ognisku opowieści. Sama nie wiedziała kiedy i dlaczego opowiedziała mu także swoją historię, nie pomijając żadnego szczegółu i dając przy tym wybrzmieć myślom, którymi nigdy nie dzieliła się jeszcze z nikim. Była tam więc i cała prawda o sadystycznym ojcu, i strach związany z "przekleństwem", jak początkowo myślała o swojej mutacji, jej życie pośród innych mutantów, a także cała plątanina wątpliwości, wiary, niepewności, pogardy do samej siebie i nadziei, jaką w sobie nosiła. Wszystkie te problemy mogły wydawać się małe w porównaniu ze wszystkim, co opowiedział jej Fenris, ale nie dbała o to i nie obawiała się jego osądu. Przywykli dzielić się ze sobą nawzajem każdym skrawkiem swojej istoty, a tajemnice, lęk czy wstyd były wręcz nie do pomyślenia.

Pewnego wieczoru, kiedy rozmawiali pod rozgwieżdżonym niebem zasłuchani w odgłosy natury, Rahne zorientowała się, że odległe wycie wilków brzmi dla niej inaczej, niż dotąd, jakby nagle była w stanie odczytać ukryte w nim znaczenie. Zadumała się nad tym przez chwilę, lecz nim doszła do jakichś wniosków, leniwa senność i pełny żołądek zrobiły swoje, i szybko usnęła w objęciach swojego wilka.
Następnego poranka zbudziła się później niż zwykle. Dręczyło ją uczucie, że jej sny były tej nocy wyjątkowo żywe i doniosłe, ale szczegóły umykały jej z pamięci, gdy tylko spróbowała się na nich skupić. Przeciągnęła się leniwie, czując w mięśniach przyjemny ból, a na plecach delikatne mrowienie. Sięgnęła, by podrapać się po łopatce, lecz pod palcami wyczuła tylko gładką fakturę własnej sierści. Doświadczała przedziwnego uczucia, jakby jej świadomość rozciągnęła się, by objąć sobą większy fragment świata, nie tracąc przy tym nic, ze swej bystrości. Rozejrzała się po jaskini, orientując się ze zdziwieniem, że jednocześnie jest i nie jest tą samą, w której kładła się do snu. Promień wschodzącego słońca wdarł się do wnętrza i oświetlił jakiś przedmiot w załomie skały; przedmiot, którego zdecydowanie nie powinno tam być. Podniosła Matkę Boską, rozpoznając ją natychmiast. Wspomnienie Jamesa Sandilandsa powróciło nagle, jakby właśnie wybudziła się z długiego snu. Uniosła głowę, węsząc. Musiała odnaleźć Fenrisa.

Szczęśliwie nie był daleko. Obserwował wschód słońca, ale odniosła wrażenie, że na nią czekał. Usiadła obok i bez wstępów pokazała mu statuetkę.
- Znalazłam ją w jaskini. Nie wiem, skąd się wzięła, ale to musi być znak. Sandilandsowie to stary szkocki ród. James pochodzi... pochodził z tych samych stron, co ja. Czuję, że powinnam zadbać, by choć ta jego część wróciła do domu. Jestem mu to winna. Tak wiele mu zawdzięczamy...
Zamilkła i ujęła ogromną łapę Fenrisa. Myśl, że ktoś taki, jak ona, był godzien rycerskich ślubów, wydała się jej niedorzeczna, a jednak nie mogła zaprzeczyć, że życie i obecne szczęście zawdzięczała w równym stopniu nieustępliwości wilka, co najwyższemu poświęceniu Sir Jamesa.
- Jak myślisz, co się z nim stało? Co stało się ze wszystkimi więźniami huldry?
Zdumiało ją, że przez tyle nocy i dni ani razu nie powrócili do wydarzeń, które ich tu sprowadziły. Nie żeby brakowało im innych pilnych zajęć... a jednak ów stan permanentnej euforii, w którym trwali, wydawał się teraz niemal snem.
Po raz pierwszy objęła wzrokiem rozciągający się pod nimi krajobraz i pojęła, że towarzyszące jej od chwili przebudzenia wrażenie nie jest tylko wrażeniem.
- Wszystko jest inne - powiedziała powoli, spoglądając na wilka oczyma, w których czaiła się niepewność. - Ja czuję się inaczej... Gdzie jesteśmy?
I... co teraz?
Ostatniej myśli nie wymówiła na głos, nagle lękając się myśli, że oto coś nieodwracalnie dobiegło końca. Ich "miesiąc miodowy" rozwiał się jak mgła na wietrze i stanęli przed koniecznością podjęcia jakichś działań. Niechęcią napełniała ją zarówno myśl o opuszczeniu tego miejsca, jak o rozstaniu. Musiała istnieć trzecia droga, tę jednak musieli znaleźć wspólnie. Nie było sensu odwlekać pierwszej poważnej rozmowy o przyszłości, co jednak nie czyniło jej wcale łatwiejszą. Rahne czekała więc cierpliwie na odpowiedź, w myślach rozważając rozmaite scenariusze.


Ostatnio zmieniony przez Wolfsbane dnia Wto Paź 13, 2020 2:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Wto Paź 13, 2020 11:32 am

Ku zdziwieniu wilczycy Fenris niemal z zapartym tchem wysłuchiwał historii jej życia. Często nawet dopytywał o dodatkowe historie, lub wręcz prosił o powtórzenie opowieści sprzed kilku dni. W historii Rahne doszukiwał się nieskończonych analogii co do własnego losu. Dziecko urodzone wilkiem zostało obdarte ze swego dziedzictwa. Zaszczute niemal niczym potwór, którym widzieli go wszyscy dookoła.  – Nie jesteśmy różni, ty i ja. – mawiał.
Rahne jednak fascynowała go dlatego, że pomimo iż była dużo słabsza od boga wilków, nie dała się złamać. Fenrir wyczuwał od niej dobro, miłość i człowieczeństwo poziomu którego próżno szukać było w nim samym. Mimo że ta ludzka kobieta mogłaby być równie dobrze puchem na wietrze dla bogów Asgardu, zwyciężyła tam gdzie wilk zawiódł. Fenris szczerze ją za to podziwiał. Wilczyca wydawała mu się zarówno delikatna jak i silna jednocześnie. Fascynowało go to, niemal tak bardzo jak jej dzika natura i to jak trzymała ją w ryzach. O ile prawdziwe oblicze wilka było obliczem gniewu, zniszczenia i siły, to ona nosiła je niczym najwspanialszą z szat.
Niemniej w historiach Rahne ciekawili go sami mutanci. Ich istnienie, oraz losy w Midgardzie fascynowały wilka. Potrafił się utożsamić z rodem odmieńców, których siła jest powodem zazdrości i strachu pozostałych ludzi. Po cichu rozumiał także ich potrzebę przynależności, choć nigdy nie przyznał tego na głos.
Być może jeżeli kiedyś przyjdzie wybrać mu domenę dla swoich rządów w Asgardzie zostanie właśnie Bogiem Mutantów?
Gdy wilczyca się w końcu przebudziła, pozornie nie zareagował. Dalej wpatrywał się swoim masywnym łbem w horyzont, choć uszy mu na moment zastrzygły, a cała uwaga skupiła się na niej. Podeszła do niego w swojej hybrydziej formie. Gdy do niego podeszła delikatnie oparł swój łeb o jej głowę, pozwalając jej wtulić się w swoje futro.
Rahne przekładała swoje humanoidalne postaci nad czworonożną, co nie przeszkadzało szczególnie wilkowi. On sam jak tylko mógł korzystał z możliwości bycia sobą. Z dziką przyjemnością gnał po lasach nie przejmując się zmartwieniami ludzi. Zresztą żadne z nich tak na prawdę nie dawało się ograniczyć własnej fizyczności. Gdy byli ze sobą spotykali się po środku, lub w dowolnej innej postaci. Fenrir wyjątkowo zapamiętał pewną chłodniejszą noc, podczas której Rahne śpiąc w ludzkiej postaci z zimna odruchowo przylgnęła do jego futra…
Z rozmarzenia wyrwał go jej głos. Odwrócił łeb w kierunku trzymanego przez nią przedmiotu, choć doskonale wiedząc co trzymała. Nie zareagował na jej pierwsze słowa. Przyjął je do świadomości i już zaczął planować jak umożliwić swojej pani jej zachciankę. Z jej słów nie wynikało by interesowała ją jego opinia. Rahne musiała się jeszcze pewnie przyzwyczaić do mentalności wilka.
Jednak jej pytanie zmusiło go już do refleksji. Szczerze mówiąc, to nie miał najmniejszego pojęcia co się wydarzyło. Nigdy nie uważał się za eksperta w dziedzinie magii czy starych praw. Miał jednak świadomość tego, że to co się wydarzyło stało w sprzeczności z naturalnym stanem rzeczy. Prawdopodobnie nawet eksperci musieliby poświęcić chwilę na odpowiedź na to pytanie. Mogło zdarzyć się cokolwiek od odesłania nieszczęśników do rodzinnych miejsc, o ile jeszcze istniały, przez ich śmierć,  po pochłonięcie przez Ginnungagap. Jednego był jednak pewien.
- Właściciel tego oręża zakończył swoje istnienie. Zaklęty miecz dawał mu wieczne życie. Teraz broń została zniszczona, a czas się o niego upomniał. Odchodził szczęśliwy. Niczym człowiek, który wreszcie odnalazł dom. – słowa wilka jak zwykle brzmiały pewnie i nie pozostawiały dużo miejsca na zwątpienie. – Co do reszty… Ja nie wiem. Nie wiem czy ktokolwiek wie. To co się stało było dalekie od ustalonego porządku. Nie wiedziałem nawet że to możliwe. Możemy być pierwsi w historii. Moc drzewa zgładziłaby cię gdybym wraz Jamesem nie wyrwał cię ze strumienia. Wciąż jednak jesteś prawowitą następczynią tamtej istoty.  To nie powinno być możliwe.  – powtórzył – Jak się czujesz?
Uwadze wilka nie mogła ujść zmiana, jaka nastąpiła w wilczycy. Tak jakby nagle urosła, choć przecież nie licząc run na plecach wyglądała tak samo. Jak gdyby postawiła pierwszy krok na drodze do boskości. Interesowało go jednak jej zdanie na ten temat.
- Jesteśmy w Vanaheim. Niewielu z rodu Beowulfa miało okazję go oglądać. Naciesz swe oczy.
Pozwolił jej na chwilę zawiesić wzrok na niecodziennej dla niej zapewne florze i faunie tego świata. Otulił jej sylwetkę swoim ogonem, niczym kochanek obejmujący ramieniem. Zastygli tak na moment. Dobrze pamiętał gdy razem z ojcem opuścił swój rodzinny świat po raz pierwszy. Wszystkie zapachy i kolory były dla niego zupełnie nowe i trudno było się im wszystkim nadziwić. Od tamtego czasu jednak świat wilka uległ znacznemu poszerzeniu. Teraz owszem, potrafił docenić urok tutejszych lasów, jednak przede wszystkim widział w nich co innego.
- Nie możemy tu zostać. Nie jesteśmy tu bezpieczni.
Rahne mogła uznać to za przypadek, jednak wilk odruchowo zareagował na jej wrażenie niepewności. Doskonale wiedział że nie dość że Vanowie są zaprzysiężonymi wrogami jego ojca, a także i jego, to jeszcze posiadają legendarne talenty magii i widzenia. Domyślał się że kobieta dzieląca z nim jaskinię nie będzie w ich oczach traktowana łagodniej. Sądząc po woni, przebywali w jaskini już dobre kilka dni. Vanowie mogli więc być już nawet na ich tropie.
Fenris przerwał swoje objęcia i powolnym krokiem schował się na powrót w jaskini. Miał nadzieję że wilczyca podąży za nim.
- Łączy nas więź silniejsza niż dowolne znane ci siły. Nigdy cię nie zostawię. Nie naprawdę.  – dotknął nosem jej czoła.– Jednak czeka mnie przeznaczenie, którego nie mogę zlekceważyć. Nie będziesz bezpieczna u mego boku.
Skupił na niej swoje zmysły, ale wyglądało na to że nie była jeszcze świadoma tego co on od razu zauważył. Dobrze. Nie byłoby zdrowe przyswajać tak dużo jednocześnie. Miał nadzieję że do momentu gdy będą musieli poważniej skupić się na tej sprawie, on zdąży już poukładać swoje sprawy. Istniała niewielka szansa że atak na Asgard odbędzie się przed rozwiązaniem, nawet jeśli ciąża miała przebiegać na ludzkich zasadach, co wcale nie było takie pewne. Samice z którymi spółkował Fenris potrafiły wydać na świat miot już po dwóch miesiącach. Wilk miał jednak nadzieję że do tego czasu zdąży przygotować przynajmniej jakiś bezpieczny kanał komunikacyjny, dzięki któremu będzie mógł widywać ukochaną nie narażając jej na niebezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Sro Gru 02, 2020 10:58 pm

To, co Fenris miał do powiedzenia na temat Jamesa, wlało w jej serce otuchę. Rycerz odszedł, ale udało im się odmienić jego los na lepsze. Nareszcie był tam, gdzie powinien; przy odrobinie szczęścia - z Bogiem. Rahne postanowiła jednakowoż nie rozstawać się z figurką, póki nie znajdzie dla niej odpowiedniego miejsca. Zdjęła z szyi rzemień, na którym wisiał jej krucyfiks i przepasała nim także statuetkę, po czym całą tę niecodzienną ozdobę zawiesiła sobie powtórnie na szyi.
Dalsze słowa wilka wywołały w niej mieszane uczucia. Wspomnienie uwięzienia w strumieniu mocy Yggdrasilu jawiło jej się teraz jako koszmarny sen, zaś myśl, że nadal drzemie w niej cząstka tej mocy w równym stopniu ją przerażała i ekscytowała. Bała się konsekwencji igrania z taką potęgą, a równocześnie z utęsknieniem czekała na moment, w którym będzie mogła ponownie jej zakosztować.
- Czuję się... silna. - Zacisnęła i rozluźniła pięści, napięła mięśnie ramion i nóg, ciesząc się świadomością własnego ciała i jego tężyzną. - Czuję się lepiej, niż kiedykolwiek, choć nie czuję żadnych fizycznych zmian. Czy to ma sens?
Z czułością zanurzyła dłonie w sierści pokrywającej szyję wilka.
- Ciekawe co jeszcze teraz potrafię - wyszeptała, ogarniając spojrzeniem panoramę gór i lasów rozciągajacą się pod nimi. A więc to był Vanaheim, jeden z dziewięciu światów. Jej wiedza o tym miejscu ograniczała się do pojedynczych wyrywków z legend, wiedziała jednak, że Fenris ma rację. Dla kogoś takiego, jak on, a tym samym dla niej, nie istniało w dziewięciu światach wiele bezpiecznych przystani. Jedną z nich Rahne znała jednak z całą pewnością i szczęśliwie się składało, że była jedynym kluczem, mogącym otworzyć doń drogę. Musiała tylko zdobyć się na odwagę...
Podążyła za Fenrisem do jaskini, a jego słowa z wolna rozwiewały jej niepewność, nawet jeśli nie uśmierzały wszystkich obaw. Wierzyła mu, gdy mówił, że nic nie jest w stanie ich rozdzielić. Więcej - czuła to.
- Przeznaczenie można też kształtować. Pamiętaj o tym. Wiem, że nie wierzysz w mojego Boga, ale to nieistotne. On jest większy od naszej wiary, bądź jej braku. Przed nim nawet Odyn musiałby klęknąć. I to On dał nam wolną wolę...
Urwała, spojrzawszy mu w oczy i pod wpływem nagłego impulsu przybrała swoją wilczą postać. Wydawała się najwłaściwsza dla tej chwili. Oparła łeb o szyję Fenrisa w wilczym uścisku i zamknęła oczy.
Dzięki tobie odnalazłam prawdziwą siebie. Dokądkolwiek pójdę, będziesz tam i ty.
Podczas przemiany towarzyszyło jej dziwne odczucie. Zupełnie jakby transformacja nie była zupełna, jakby mogła stać się wilkiem... znacznie bardziej. Uczucie było czymś nowym i intrygującym, zbadanie jego źródła musiało jednak zaczekać na bardziej sprzyjający moment. Fenris z pewnością wiedział, co mówi, gdy wspomniał, że nie są tu bezpieczni. Nie należało dłużej zwlekać.
Zobaczmy czy poradzę sobie z otwarciem ścieżki.
Wciąż wtulona w jego szyję, skupiła się na mentalnym obrazie Wyspy Muir. Przywołała dokładne wspomnienie miejsca, w którym spotkali się po raz pierwszy, miejsca mocy u stóp wiekowego drzewa. Pomyślała o wietrze wiejącym od morza, o zapachu powietrza, o barwach wrzosowisk. Przemagając strach, sięgnęła wgłąb siebie, do cząstki owej uśpionej mocy, którą przekazała jej huldra, a która powinna była ją unicestwić.
Nic się nie wydarzyło.
Rahne wyprostowała się i spojrzała na Fenrisa z wyrazem konsternacji na pysku.
Coś jest nie tak. Czuję moc głeboko w sobie, ale nie potrafię do niej dotrzeć...
Zaniepokojona, skupiła się mocniej na swoim wnętrzu, na oślep szukając przyczyny niemocy. Nie miała żadnego doświadczenia w korzystaniu z podobnych zdolności. Wszystko, co wiedziała, lub przeczuwała na ich temat, pochodziło z urywków wspomnień i wizji zesłanych przez Yggdrasil. Próbowała poskładać je w logiczną całość, ale przypominało to chwytanie mgły gołymi rękoma. Czuła obecność Fenrisa, zarówno fizyczną, jak mentalną. On także koncentrował się na jej wnętrzu, jednak to nie jej blokada zaprzątała jego uwagę...
Ciało Rahne wyczuwalnie zesztywniało, kiedy uświadomiła sobie, że WIE, co próbuje wybadać wilk i jakim torem biegną jego myśli. Odsunęła się, przerywając uścisk. Cofnęła łeb tak, że ich nosy niemal się stykały, i spojrzała w oczy wilka. Jej własne spojrzenie zdradzało szok, było przy tym jednak nadspodziewanie chłodne.
Rozwiązanie? Ciąża? Ja...
Gorączkowo kalkulowała w myślach dni, jakie upłynęły od jej ostatniego krwawienia. Nie sposób było ustalić ile czasu spędzili w stworzonym przez Fenrisa wymiarze, jednak termin był bliski jeszcze przed ich niespodziewanym spotkaniem. Nawet gdyby nie dowierzała czułym zmysłom wilka, przesłanki były jasne.
Wszystkie implikacje tego faktu spłynęły na nią naraz, bez ostrzeżenia, na chwilę pozbawiając ją tchu. Minęło kilka długich, pełnych napiętego milczenia sekund, nim zdołała zebrać myśli. Odsunęła na bok wszystkie wyuczone kulturowe frazesy i napomnienia przestrzegające przed losem niezamężnej matki i niechybnym społecznym potępieniem. Odsunęła od siebie wszystko, co mówiło jej, że to, co się stało, jest złe. Wilcza natura, po raz pierwszy w jej życiu, wzięła górę. Stawiła czoła faktom. A następnie przyjęła je, jako naturalne i nieuniknione. Miała zostać matką. Miała do wypełnienia zadanie, najważniejsze, z jakim przyszło się jej zmierzyć. Wszystko inne musiało zejść na dalszy plan.
Oznaczało to także inne myśli, jakie wyłapała ze strumienia świadomości Fenrisa. Naiwnie byłoby sądzić, że żyjąc od tysięcy lat wilk całe swe życie spędził w celibacie, czekając wyłącznie na nią, a jednak... Ukłucie zazdrości przeniknęło ją do żywego. Nim zdołała je zdusić, przez jej umysł przemknęły obrazy krwawego odwetu, jakiego dokonałaby na każdej samicy skłonnej dochodzić swoich praw...
Mrugnęła. Do jej oczu powróciło dawne ciepło, podsycone nowoodkrytą świadomością rosnącego w niej życia.
Wygląda na to, że mamy do omówienia więcej, niż sądziłam... We właściwym czasie. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to... miot. I przynajmniej teraz znamy kolejną moją nową umiejętność... Słyszę twoje myśli tak wyraźnie, jakbyś wypowiadał je na głos.
Urwała, by wybadać reakcję wilka. Ewentualne zmieszanie wywołane jej słowami dałoby jej pewną dozę satysfakcji, nie zamierzała jednak pastwić się nad nim.
Może to mój stan blokuje moc strażnika... A może jestem po prostu zbyt słaba, żeby jej użyć. Co zrobimy?
Powrócenie do spraw bieżących kosztowało ją nieco wysiłku, jednak wilcza postać, którą tak zapobiegliwie przybrała, ułatwiała zadanie. Rahne miała skłonność do bujania w obłokach, ale wilczyca skupiała się na tu i teraz. Na wszystko był właściwy czas. A teraz nadszedł czas ucieczki przed nagonką i ochrony stada.


Ostatnio zmieniony przez Wolfsbane dnia Nie Gru 27, 2020 11:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pią Gru 04, 2020 1:08 pm

Fenris był dobrym słuchaczem. Może nawet zbyt dobrym. Nie odzywał się dopóki nie był w stu procentach pewien że oczekuje się od niego opinii. Rahne mówiła, a on słuchał, pozornie nieruchomo. Ktoś inny mógłby wręcz uznać to za zniewagę, lecz Rahne doskonale wiedziała że wilk poświęca jej sto procent swojej uwagi. Mimowolne strzygnięcia uszami, ruch ogona, czy wręcz jakiś dziwny instynkt, który mówił jej wręcz że tak jest.
Na jej pytania wilk zaczął odpowiadać dopiero gdy weszła za nim do jaskini. Po kolei jedna odpowiedź na jedno pytanie. Do rozmów z wilkiem trzeba się będzie przyzwyczaić. Rahne mogła wręcz zapomnieć jak brzmiały jej pierwsze pytania do bestii. Być może stwory które po tysiącu przeżytych lat nie były nawet w kwiecie swojego wieku nie odczuwały aż tak silnej potrzeby wypowiedzenia się teraz i w tym momencie. Trudno byłoby wyobrazić sobie teraz wilka, który wchodzi komuś w słowo.
- Yggdrasil odcisnął na tobie swój znak. Nie okłamuj się brakiem fizycznych zmian. – wilk powoli człapiąc zatoczył koło wokół Rahne. Gdy był za jej plecami tak blisko, że mogła czuć na sobie gorący oddech jego nozdrzy, pochylił łeb. Delikatnie musnął wilczycę w miejscu gdzie na jej ciele widniała siatka run. Nie zinterpretował tego gestu słowami. Równie dobrze mógł być oznaką afektu co wskazaniem czegoś na jej ciele. – Zostałaś przebudzona. Nie rozważaj co potrafisz, ale kim jesteś.
Słowa o przeznaczeniu sprawiły że wilk znieruchomiał w pół kroku. Wyminął Rahne i spojrzał prosto na nią swoimi ogromnymi oczami. Zdradzały wielki smutek, który pojawił się w nich gdy tylko poruszyła ten temat.
- Przemawiasz słowami maluczkich, których na nie stać. Przeznaczenie jest niczym woda. Ludzkie przeznaczenie jest rzeką. Jest siłą natury, ale człowiek umie je okiełznać. Pod wpływem pracy umie nawet zmienić jego tor. Boskie... moje przeznaczenie jest większe. Jest niczym ryczący wodospad spadający z najwyższego z klifów ku ostrym skałom w dole. Samo stanie pod jego naporem bez ugięcia kolan jest tytanicznym wyczynem. Zawrócenie biegu nie jest możliwe. Taki nasz los. Poznaj go, bo od dzisiaj nurt twego przeznaczenia także zacznie przybierać na sile.
Pozostała jeszcze jedna kwestia, na którą należało odpowiedzieć.
-Twój Bóg jest większy niż cokolwiek we wszechświecie… – przytaknął wilczycy pod tym względem – …ale współczucia do swego stworzenia ma w sobie jeszcze mniej niż mój dziad. Ma siłę by najmniejszą myślą powołać do istnienia całe światy. Od najwyższych szczytów, po najmniejszego motyla spijającego nektar z delikatnych kwiatów. Gdyby taka była jego wola, przepisałby cały wszechświat na nowy obraz. Tym czasem jednak nie czyni nic. Siedzi na swoim tronie poza całym stworzeniem i godzi się na niegodziwe. To co macie nie jest darem woli. Jest zwykłym brakiem zainteresowania.  Ten-Ponad-Wszystkim nie jest wart waszego uwielbienia… Żaden z bogów nie jest… Nie mówmy już o tym…
Wilk mówił o przekonaniach Rahne, jakby był ich żywą częścią. Jakby nie rozważał teologicznych dysput, tylko komentował coś przyziemnego, jak sytuację polityczną Europy. Tak naprawdę wilk znał przynajmniej z widzenia wielu bogów. Nie tylko asgardzkich. Nie wyjaśnił jednak wprost czy kiedykolwiek spotkał Tego Jedynego.
Rozważania te przywołały w nim na nowo tę depresję i smutek, jaki kobieta widziała w jego głowie. Tak naprawdę wciąż pewnie gdzieś się tam czaił, czekając tylko aż wilk na chwilę straci siły by znów nim zawładnąć. Jednak myśl o oddaniu kobiety pozwoliła mu odegnać czarne chmury nim na dobre się rozpętały. Z fascynacją obserwował jej przemianę i z prawdziwą ulgą i błogością rozkoszował się jej uściskiem. Wiedział co teraz robi wilczyca. Spokojnie pozwolił jej się skoncentrować. Jedynie przemieścił delikatnie swoje wielkie cielsko, tak by ich ciała stykały się większą powierzchnią. Praktycznie otulił Rahne swoim ciałem.
-Nie możesz sięgnąć po moc, ponieważ… - już chciał wytłumaczyć, ale nie zdążył, bo uwaga wilczycy błyskawicznie przeniosła się na inny temat. Wszystko wskazywało na to że jakimś cudem kobieta odgadła jego myśli. Szok przez jakiś czas zawładnął wilkiem, gdy zastanawiał się jak dał po sobie poznać co zaprzątało mu głowę. Nie zauważył przez to dziwnego głosiku, który pojawił się w jego głowie. Nie chciał by tak się dowiedziała. Czuł jej panikę. Chciał jakoś zareagować, ale kompletnie nie wiedział jak. Przez chwilę wilczyca zdawała się wierzyć że będzie skazana na samotne zajmowanie się potomstwem. Odruchowo delikatnie zwiększył uścisk z jakim ją tulił, żeby poczuła że nie jest w tym samotna.
Później nastąpiła cała kaskada dziwnych myśli. Zazdrość i terytorializm względem innych samic. Był niejako zrozumiały, ale wilk nie był pewien czemu tak silnie pojawił się akurat w tym momencie. Nie mógł zaprzeczyć że z chęcią zobaczyłby jak Rahne wyrywa kłaki jakiejś z jego byłych samic, ale nie sądził by było to konieczne. Żadne inne samice nie są już potrzebne. Całe szczęście karuzela emocji w końcu ustała i samica skupiła się na tym na czym powinna. Na byciu matką. Nie był tylko pewien o jakiej to dziwnej nowej umiejętności myślała. Czyżby wcześniej nie była w stanie nieść potomstwa?
Dopiero po chwili zrozumiał że chodziło jej o rozumienie myśli Fenrisa.
-Oh… - pomyślał tylko, kompletnie nie rozumiejąc jak zareagować. Nie była to dla niego nowość. Wcześniej dzielił podobną więź ze swoją siostrą, ale nie była ona tak… intymna. Ze wszystkich sił starał się nie myśleć o tym jak widział Rahne podczas ostatniej z ich namiętnych nocy. Oczywiście im bardziej starał się o tym nie myśleć, tym bardziej o tym myślał. Całe szczęście jej kolejne wątpliwości pozwoliły mu uwolnić myśli od jej słodkiego zapachu gdy znajdowała się pod nim.
-To dlatego że Yggdrasil tutaj nie sięga. – pomyślał na próbę – Musimy udać się do miejsca mocy. Do miejsca gdzie korzenie jesionu przecinają się z tym światem. Czeka nas podróż. Wejdź na mój grzbiet.- dokończył tłumaczyć to co zaczął już wcześniej.
Wyszedł przed jaskinię i ułożył się aby prościej było go dosiąść. Było to dziwne uczucie. Zawsze uważał się za wolną i dziką bestię. Rahne była jedną z garstki istot, którym wilk dał się kiedykolwiek dosiąść. Tak naprawdę do tej pory robiła to tylko jego siostra, gdy jechali razem do boju. W dawnych czasach myśl, że kiedyś dosiądzie go jakiś marny człowiek, mogłaby wydać mu się żartem. Tymczasem teraz była najnormalniejszą z rzeczy. Czuł wręcz radość i dumę, mogąc ponieść ją przez świat.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Pią Lut 19, 2021 11:32 pm

Kwestia jej przebudzenia, jak nazwał to Fenris, istotnie nie zaprzątała dotąd jej głowy tak, jak powinna. Kiedy jego nos dotknął jej pleców, znów poczuła mrowienie, które już wcześniej zwróciło jej uwagę. Z niemałym trudem wygięła szyję, próbując z tej niezbyt wygodnej perspektywy obejrzeć własne plecy. Dostrzegła zaledwie fragmenty kilku run, lśniących błękitnawo w mroku jaskini. Na ten widok jej serce przyspieszyło. Yggdrasil ewidentnie odcisnął na niej znak nie tylko w sensie przenośnym. Co to oznaczało dla niej? Kim lub czym teraz była?
Dalsze słowa wilka dotyczące przeznaczenia tylko wzmogły jej wewnętrzne drżenie. Obawiała się tego rwącego nurtu, nie tylko dlatego, że wejście weń oznaczało zderzenie z czymś nieznanym i potężnym ponad wyobrażenie; przede wszystkim dlatego, że ujrzała i poczuła, jak niszczycielską mocą ów prąd przeznaczenia odciskał się na psychice wilka. Wyczuwała, że ciężar losu wciąż go przygniatał, a jego świadomość nigdy tak naprawdę go nie opuszczała. I choć gotowa była na każde poświęcenie, byle unieść choć część tego brzemienia, wiedziała, że sama niewiele tu zdziała. Tu potrzeba było mocy znacznie przekraczającej jej możliwości, choćby nawet bajki o sile miłości miały się sprawdzić.
Te rozważania przerwał niespodzianie wywód teologiczny Fenrisa. Rahne zesztywniała. Wszystko, w co wierzyła, wszystko, co jej wpojono, stało w sprzeczności z jego słowami. Otworzyła usta, odruchowo i bez zastanowienia chcąc dać im odpór, nie mogła jednak wydobyć z siebie ani słowa. Słowa wilka nie brzmiały wcale jak argumenty zagorzałych ateistów, z którymi spierała się nie raz. Mówił o rzeczach, które ledwo pojmowała, jakby były dla niego sprawami przyziemnymi, wręcz niewartwymi uwagi. Sprawiał przy tym wrażenie przygnębionego własnymi słowami, jakby wyznanie jej tych prawd sprawiało mu ból.
Czy rzeczywiście była tak naiwna? Kto, jeśli nie wnuk samego Odyna, mógł mieć jakiekolwiek pojęcie o sprawach boskich? Czy zatem jej wiara, całe jej życie, było naznaczone kłamstwem? Rahne długo po tej rozmowie była wstrząśnięta, niczym osoba, której nagle usunięto spod stóp fundamenty jej świata. Przed popadnięciem w otępienie ratowała ją tylko świadomość rosnącego w niej potomstwa. Nawet jeśli nie mogła być do końca pewna czy wszechświat, w jakim powołali je do życia, był tego wart, miała powinność wobec dziecka... Wobec swojej rodziny. Swojego stada. Pozbawione słów, ale namacalne wsparcie Fenrisa dodało jej siły i wiary, że podoła temu zadaniu.
Wyszli z jaskini na światło dnia, łapa przy łapie. Choć wciąż żałowała, że nie mogą tu pozostać, dobrze było znów mieć jasno określony cel i misję. Propozycja Fenrisa, by usiadła na jego grzbiecie, zaskoczyła ją i wprawiła w nagłą euforię. Choć starał się je ukryć, obrazy, jakie przed momentem przemknęły przez jego umysł, zburzyły także i jej krew. Tak, jak wcześniej pod wpływem impulsu przemieniła się w wilczycę, tak teraz powróciła do ludzkiej postaci i naga wdrapała się na grzbiet wilka. Pozwoliła sobie napawać sę pierwotną zmysłowością tej chwili. Niemal roześmiała się w głos na myśl, że jeszcze niedawno sama sugestia poważenia się na równie frywolny uczynek byłaby dla niej niewyczepanym źródłem zażenowania. Teraz... teraz upajała się dotykiem szorstkiej sierści wilka na swojej skórze i wiatrem we włosach, jakby nic innego sie nie liczyło.
Euforia nie trwała jednak długo. Choć niósł ich w dół górskiego zbocza z oszałamiającą prędkością, w kroku wilka wyczuła zakłócenie, które ją zaniepokoiło. Uchwyciwszy się mocno sierści na jego karku spojrzała w dół i zamarła.
- Stój. Stój! - wykrzyknęła i nim jeszcze zdążył w pełni wyhamować, zaczęła zsuwać się z jego grzbietu ku ziemi. Stanęła przy prawej przedniej łapie wilka, w której ziała straszliwa rana - pamiątka po pojedynku z Sir Jamesem Sandilandsem, odległym, jakby miał miejsce w innym życiu. Z  całą pewnością Fenris nie był ranny w czasie, jaki spędzili w jaskini, mimo to wyrzucała sobie, że zapomniała, jak mocno był pokiereszowany nim udało im się zbiec z domeny huldry. Teraz z przerażeniem spoglądała na skejone krwią ciemne futro, gorączkowo zastanawiajac się, co zrobić.
- Nie zrobisz ani kroku dalej, póki tego nie opatrzymy - powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. Rozejrzała się pobieżnie po otaczającej ich roślinności i z powrotem w wilczej postaci odbiegła w pobliskie zarośla. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziała czego szukać. Nawet gdyby znała się na roślinach leczniczych, nie miała pojęcia które z nich można znaleźć w Vanaheimie. Postanowiła zdać się na swój nos. Po krótkich poszukiwaniach wybrała miękkie i wytrzymałe liście, których zapach jednoznacznie wykluczał obecność trucizny. Zerwawszy dostateczną ich ilość, z pękiem zielska w pysku powróciła w miejsce, w którym pozostawiła Fenrisa.
Nie pomogą raczej na samą ranę, ale powstrzymają krwawienie. Nie ruszaj się teraz...
Upuściła swoją zdobycz na ziemię i ostrożnie zbliżyła się do rannej łapy, węsząc w poszukiwaniu oznak zakażenia. Gdyby w ranę zdążyła wdać się zgnilizna, mieliby problem znacznie poważniejszy, niż brak porządnego opatrunku.
Postaram się, aby nie bolało, pomyślała do wilka, najdelikatniej jak potrafiła zalizując ranę, by oczyścić jej krawędzie z zaschniętej krwi i wszelkich zanieczyszczeń. Potem, wspomagając się znacznie lepszymi do tego zadania ludzkimi dłońmi, obłożyła miejsce zranienia przyniesionymi liśćmi.
Kiedy skończyła zmierzyła Fenrisa stanowczym i surowym spojrzeniem, choć w rzeczywistości przepełniała ją czułość i podziw dla tego, jak doskonale maskował swój ból. Przeklinała los, który go do tego zmusił. Przypomniała sobie to, co powiedział o nieuchronności przeznaczenia i słowa te wzbudziły nagle jej głeboki sprzeciw i gniew. Żadna istota nie powinna żyć z takim brzemieniem, kryjąc w duszy ból tak stary, że stawał się niemal drugą naturą. Nie wiedziała jeszcze jak tego dokona, ani czy w ogóle miała szansę, ale przysięgła sobie uczynić wszystko, co w jej mocy, aby ulżyć ukochanemu w tym cierpieniu.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Wto Mar 09, 2021 9:58 am

Fenris poczuł wyrzuty sumienia, gdy wyczuł jak Rahne załamuje się pod ciężarem jego słów. Zapomniał się trochę. Zapomniał jak bardzo maluczcy potrzebują swojej wiary do życia. Ba, sami asgardczycy, tytułujący się rasą bogów ciągnęli w stronę wiary i zabobonów nie wiele mniej niż śmiertelni. Boskość Odyna udzielała się nawet bogom. Sprawował władzę z woli przeznaczenia i jego słowo było prawem. Nawet jeśli bezzasadnie skazywało trójkę dzieci na wieczne zamknięcie. Dla samego Fenrisa boskość była tylko kwestią skali. On sam w życiu nie nazwałby siebie, czy kogokolwiek ze swoich pobratymców bogiem w kontekście jakimkolwiek innym niż prześmiewczym. Rozumiał jednak że wielu z ludzi, innych ras, czy nawet asgardczyków tak o nim myśli. On sam spotkał kiedyś istoty, które dla niego mogłyby być bogami. Imponowały mu i rozumiał ich „boskość”, jednak wciąż świadom był że to kwestia skali. Co innego prawdziwa Boskość. Odpowiedzialność i branie na siebie losu mniejszych od siebie. Jeśli jednak właśnie tym była Boskość, to bogowie po prostu nie istnieli.
Ale wilk będzie kiedyś miał moc, żeby to jeszcze zmienić.
Całe szczęście wilczyca wróciła do zmysłów chwilę później. Wilk nie miał jak zrozumieć siły kobiecej powinności wychowania potomstwa i wiedział że nigdy jej nie zrozumie, więc nawet nie próbował. Mógł ją co najwyżej szanować. Wiedział przynajmniej że jego potomek znajduje się w dobrych rękach. Śmiertelnych i słabych, ale przynajmniej dobrych. Nagle Fenrisa naszło wspomnienie matki i własnego dzieciństwa. Omal nie poczuł zazdrości do tej małej istoty że to wszystko jeszcze przed nim. Przynajmniej dopóki wilk ma w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia.
Gdy ruszyli, a kobieta zatrzymała go po kilku krokach, pomyślał od razu że zbliżają się wrogowie, a on jakimś cudem zdołał ich przeoczyć. Powód był jednak dużo trywialniejszy niż wilkowi się wydawało. Chwilę zajęło mu dogonienie jej toku myślowego. To że kogoś interesowały jego rany było dla niego tak nieprawdopodobne, że zrozumienie o czym mówi kobieta chwilę mu zajęło.
-Rany zadane magią wymagają magicznych środków by się zabliźnić. Zwykłe rośliny tu nie pomogą. – zaczął tłumaczyć, lecz nie przerwał jej działań i stał spokojnie zgodnie z jej przykazaniem. W Vanahaimie niemal każda roślina pomagała na coś. Był to świat uzdrowicieli. Wątpił jednak by nawet najpotężniejsze z ziół poprawiło jego stan bez odpowiednich rytuałów, nawet jeśli przypadkiem Rahne znalazłaby takie przyśpieszające krzepliwość krwii.
Inna sprawa, że po całym tym czasie wilk powinien dawno już wrócić do formy. Ostrze rycerza niosło ze sobą dużo większą moc niż wilk początkowo w nim wyczuł. Prawdopodobnie był to również efekt magii. Ostrze zniszczyło wilczą zdolność samoleczenia, tak samo jak zniszczyło jego zdolność oceny poziomu zagrożenia swoimi zmysłami. Fenris miał nadzieję że Loki w swojej mądrości coś na to zaradzi. Nie uśmiechało mu się bycie kaleką do końca życia. Nie mówiąc już o tym że kalectwo prawdopodobnie ten koniec bardzo przyśpieszy.
Nawet nie odpowiedział gdy ostrzegła go przed bólem, choć miał ochotę prychnąć. Był tak przyzwyczajony do bólu, że prawdopodobnie nie poczułby tego, gdyby mu nie o nim nie powiedziała. Do tego że ktoś przynajmniej próbuje o niego dbać nie przyzwyczai się chyba nigdy. Cały był skupiony gdy Rahne pracowała przy jego ranie. Nie chodziło o to że jej nie ufał, ale musiał powstrzymać wiele bardzo starych i pierwotnych instynktów.
W końcu ruszyli. Wilk był w stanie ignorować ból do tego stopnia że udawało mu się opierać ciężar ciała na rannej łapie. Całe szczęście obrażenia jakie przyjmował pod różnymi postaciami nie przechodziło tak łatwo na inne. Rozharatana na poły ludzka ręka była tylko poważnym rozdarciem w hybrydziej postaci, a w wilczej zaledwie raną. Był to jeden z powodów dla których wilk pozostawał w swym naturalnym kształcie. W ten sposób szczęśliwie nie opóźniało mu to za bardzo biegu. Z początku biegł powoli, aby tylko złapać rytm, z czasem jednak przyśpieszał. Nie ograniczał się szczególnie. Im szybciej pokonają dystans dzielący ich od celu, tym mniejsza szansa że ich obecność pozostanie wykryta. Krok wilka przyśpieszał więc i przyśpieszał. Nawet gdy zdrowy rozsądek nie mógł w to uwierzyć, prędkość kroku wilka tylko narastała. Nie ruszył od razu z pełną prędkością ze względu na Rahne. Nie łudził się że utrzyma się jego sierści w pełnym pędzie. Dlatego otoczył wokoło niej klosz z własnej mocy, który trzymał ją delikatnie na jego grzbiecie i sprawiał że cały pęd omijał ją pozornie bez żadnego wpływu. Była to dla niego nowa sztuka, dlatego wolał upenić się że wszystko ma pod kontrolą, zanim zwiększy bardziej prędkość.
W biegu trzymał się lasów. Im mniej wścibskich oczu będzie na nich patrzeć, tym lepiej dla nich. Oczywiście nawet w planie kniei zdarzały się otwarte przestrzenie. Wilkowi pozostawało wtedy liczyć na to, że nikt w pędzącej plamie nie dopatrzy się kształtu, a nawet jeśli, to nie rozpozna w wierzchowcu tajemniczej dzikiej kobiety wielkiego pożeracza światów.
W pełnym pędzie czuł się szczęśliwy. Wymijał drzewa i inne przeszkody na poziomie tak głęboko instynktownym, że nie musiał o nich myśleć. Skupił się tylko na swoim celu i na utrzymaniu ukochanej na grzbiecie.
W końcu dotarli. Ich celem okazało się zapomniane jezioro pośrodku gęstej puszczy. Nie było ono wielkie, dałoby się pewnie obejść je w godzinę zwyczajnym ludzkim krokiem. Sama woda była idealnie czysta, a w powietrzu unosiła się niebieskawa mgła. Przez taflę dało się dostrzec, że dno nie składa się z ziemi, ale ze szczelnie splątanych ze sobą korzeni drzew, powstrzymujących sadzawkę przed wyschnięciem. W samym centrum zbiornika wyrastała wspaniała wierzba o niebieskim listowiu. Panująca aura wręcz sugerowała że jest to miejsce jeśli nie magiczne, to na pewno baśniowe. Wilk schylił się aby pozwolić Rahne zejść i podszedł do tafli wody wciągając powietrze nozdrzami kilka razy.
- Pokaż się, Silje. Wiem że tu jesteś. – Powiedział wilk donośnym głosem.
Z początku nic się nie wydarzyło, lecz po chwili na tafli jeziora pojawił się wir. W miejscu zawirowania woda zaczęła wybrzuszać się, jakby była gumą, a z drugiej strony ktoś chciał przebić ją metalowym prętem. Żywioł szybko uformował się w wijący snop, na końcu którego ukazał się ogromny łeb. Kształtem przypominał coś pomiędzy wężem a ptakiem, ale zachowywał przy tym majestatyczny wygląd. Wodny smok nachylił się ku nim i gniewnie spojrzał na Fenrisa, widocznie go rozpoznając.
- To kraina pokoju. – odezwała się istota głosem dźwięczącym na raz wieloma tonami. W większości z nich dało się usłyszeć jednak jakąś formę urazu. – Czego szuka tutaj Zwiastun Zagłady?
- Jesteśmy strażnikiem węzła Midgardu. Chcemy powrócić do naszej domeny.
Istota wyglądała na raz na zdziwioną i oburzoną. Zmierzyła wzrokiem i Fenrisa i Rahne. Wydawała się nie do końca wierzyć w to co usłyszała.
-Rzeczywiście jesteście strażnikiem… – istota przytaknęła wilkowi, tak samo jak on używając tej dziwnej odmiany tego słowa. – Jednak skoro znasz i to miejsce i moje imię, to wiesz też że nic nie wiąże mnie do przychylenia się do waszej prośby. Czemu opuściliście swoją domenę? Jakie mroczne intrygi sprowadziły was do Vanahaimu? Puszczając was wolno przyczynię się do scenariusza na końcu którego niszczysz Yggdrasil i wszystkie jego światy. Nie chcę mieć tej krwi na rękach. Możesz mnie nawet zabić. Skoro już jesteście strażnikiem, żadne z was nie przejmie mojej domeny i zostaniecie tutaj uwięzieni, aż moc korzenia nie zbierze się na nowo w kolejnej istocie.
Stwór nie wyjaśnił ile to dokładnie mogło potrwać, ale biorąc pod uwagę cichy charkot dobywający się z gardła wilka, można było zgadywać że długo. Potężna przeźroczysta sylwetka patrzyła na nich z góry z dramatycznym wyrazem twarzy, niemal wyzywając wilka do działania.
Rahne intuicyjnie mogła wyczuć że narastał w nim gniew. Fenris nie lubił kiedy ktoś mówił mu co może, a czego nie może robić. Teraz dał się sprowokować i był o krok od zrobienia czegoś bardzo drastycznego.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Sob Mar 13, 2021 11:03 pm

Miejsce, do którego dotarli, oczarowało Rahne bez reszty. Jego moc wyczuwalna była w powietrzu. Przywodziło na myśl tak dobrze jej znane opowieści o Pani Jeziora; opowieści, które, jak sobie właśnie uświadomiła, były zapewne czymś znacznie więcej, niż legendami.
Strażnik tego baśniowego miejsca Panią Jeziora z całą pewnością nie był. Wężowa istota budziła respekt i nie wydawała się skłonna do rozdawania prezentów, co tylko potwierdziła jej króka wymiana zdań z Fenrisem. Błyskawicznie wyczuła, że wilk gotów jest przejść do ofensywy. W pewnym stopniu rozumiała jego reakcję. Jej także myśl o uwięzieniu w Vanaheimie na setki, jeśli nie tysiące lat, nie nastrajała przyjaźnie. Naraz jednak ożyło w niej wspomnienie starcia z huldrą. Tamta walka kosztowała życie Jamesa Sandilandsa i kto wie ilu nieszczęsnych istot więzionych wewnątrz drzewa. Za żadną cenę nie chciała dopuścić do podobnej eskalacji w tym przypadku.
Gdy zatrzymali się nad brzegiem jeziora, zsunęła się z grzbietu Fenrisa, by poczuć miękkość trawy pod stopami i rozprostować zmęczone długą jazdą kości. Podczas gdy dwie pradawne istoty toczyły dyskusję, wysunęła się do przodu, stając przy prawej przedniej łapie wilka, starając się, by kruchość jej własnej sylwetki w zestawieniu z ogromem ukochanego nie odebrała jej nowoodkrytej pewności siebie. Wyczuwała jego narastającą wściekłość. Wiedziała, że musi zadziałać szybko.
Delikatnie dotknęła jego łapy, zarówno po to, by dotykiem uśmierzyć nieco jego gniew, jak i po to, by wzmocnić ich psychiczną więź.
Niczego w ten sposób nie osiągniemy, mo ghaol. Wiesz przecież, że on ma rację. Jeśli go zabijesz, będziemy uwięzieni tak samo, jak teraz. Pozwól mi spróbować go przekonać. Nie mamy nic do stracenia.
Uniosła wzrok na wodnego smoka.
- Uwierz nam, nasze pojawienie się tutaj jest dla nas takim samym zaskoczeniem. Nie życzymy źle mieszkańcom Vanaheimu, ani tobie. Przywiódł nas tu jedynie splot okoliczności, który nie całkiem rozumiem. Chcemy tylko powrócić do Midgardu.
Rahne zaskoczyła użyta przez obu liczba mnoga, gdy tytułowali strażnikiem zarówno Fenrisa, jak ją, przypuszczała jednak, że ma to jakiś głębszy sens. Ich istoty z cała pewnością zostały połączone wskutek ostatnich wydarzeń. Co dokładnie oznaczało to dla jej świata, mogła tylko zgadywać, nagle jednak z całą ostrością uświadomiła sobie doniosłość ciążącego na niej zadania. Była dla Midgardu - dla Ziemi - tym, czym Silje był dla Vanaheimu; tym, czym przed nią był Sir James. Czy wiązało ją to fizycznie z Wyspą Muir na resztę jej krótkiego życia? Jakie zadania ją czekały? Z jakimi przeciwnikami miała się zmierzyć? Jednego była pewna - nie mogłaby mieć nawet cienia nadziei na przetrwanie minionych i przyszłych prób, gdyby nie Fenris. Mimowolnie podzieliła się z wilkiem także i tymi rozważaniami, zamkniętymi w szybszą niż mgnienie źrenicy myśl, nim ponownie skupiła uwagę na wodnym smoku.
- Wiemy, że masz na to tylko nasze słowo, jeśli więc możemy jakoś dowieść, że nie mamy złych intencji, zrobimy to. Nie osądzaj nas pochopnie tylko dlatego, że ktoś kiedyś przezwał jedno z nas Zwiastunem Zagłady.
Obawiała się, że jej słowa, nawet wypowiedziane z przekonaniem, nie wzruszą strażnika. Ponadto reputacja Fenrisa z pewnością nie przydawała im wiarygodności. Rozważała ujawnienie przed smokiem swojego stanu, aby odwołać się do jego współczucia, zdecydowała jednak, że byłoby to zbyt ryzykowne zagranie. Jeżeli ktoś nie pałał miłością do wilka, z pewnością nie żywiłby cieplejszych uczuć względem jego potomka. Im mniej osób, zwłaszcza dysponujących potężną mocą, znało pełną tożsamość ich dziecka, tym lepiej. Zamiast tego dodała jeszcze:
- Mamy powinność względem Midgardu, tak jak ty względem tego świata... Prosimy, pomóż nam wrócić.
Zacisnęła lekko dłoń na łapie Fenrisa, niepewna jak jej wybranek zareaguje na te słowa. Wiedziała, że nie zwykł kogokolwiek o cokolwiek prosić i mógł to być dla jego dumy poważny cios. Miała nadzieję, że zrozumie kierujące nią powody, z których najważniejszym było przetrwanie ich dziecka.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Sro Kwi 07, 2021 3:00 pm

Wielki wilk, który wyglądał jakby w każdej chwili miał skoczyć do gardła smokowi, momentalnie spotulniał za sprawą dotknięcia Rahne. Wycofał sylwetkę do tyłu, przestał gardłowo warczeć i schował kły. Usiadł spokojnie na tylnych łapach i całkowicie się uspokoił. Mogło to być zaskakujące dla wilczycy. Na pewno dla samego smoka, który wręcz przez moment wydawał się nie wierzyć w to co widzi. Nie mniej zaskoczony był sam wilk. Panowanie nad emocjami na ogół nie przychodziło mu tak łatwo. Na ogół jego emocje panowały nad nim.
Gdy Kobieta przemówiła do smoka, ten prychnął wzgardliwie, dając do zrozumienia jak bardzo poddaje w wątpliwość pobudki pary względem Vanahaimu.
Mimo to Silje uważnie wysłuchała wszystkiego co Rahne miała do powiedzenia, mierząc swoimi wielkimi wodnymi oczami to kobietę, to wielkiego wilka. Wydawało się że wodna istota dysponuje jakimiś ukrytymi zmysłami, których używała teraz by ocenić parę. Z półprzeźroczystego wyrazu pyska ciężko było wywnioskować jakiś emocje.
Cisza trwała jeszcze jakiś czas po tym jak Rahne skończyła mówić. Przez cały ten czas Fenris siedział spokojnie, nie wychylając się za wyciągniętą w uspokajającym geście rękę swojej ukochanej.
-Dobrze więc. Widzę teraz że czasy się zmieniają, a nic nie jest wieczne. Nawet legendy i prawdy tak stare że nikt nie pamięta ich początku. – powiedziała wreszcie istota, co pozornie nie było w żaden sposób związane z tematem, ani słowami wilczycy. Wydawało się jednak że wydała swój osąd. – Przepuszczę was do wybranego przez was miejsca w Midgardzie. W zamian jednak oczekuję twojego słowa. Nigdy świadomie nie dopuścicie do krzywdy Vanahaimu, a gdy już rozpętacie tę waszą głupią wojnę, nie dotknie ona naszego świata. Wasze plemię nie będzie szukać zwady w Krainie Lasów.
-To Absurd! – Wyrwało się wilkowi, a wyraz gniewu znów błyskawicznie pojawił się na jego pysku. – Twoje żądania są niedorzeczne, Silje! W zamian za jedną przysługę oczekujesz wiecznej służalczości?!
Rahne mogła poczuć wyraźny wybuch gniewu Fenrisa. Jego emocje były jej tak bliskie, że niemal czuła ciepło ognia płonącego w ukochanym. Najmniejszym jednak gestem mogłaby znów go uspokoić, gdyby tylko chciała.
Cały ten wybuch, oraz jego stłumienie oczywiście nie uszły uwagi strażnikowi. Skwitował to jednak skromnym uśmiechem.
-W zamian… - kontynuował smok – …Silje, przejrzysta oferuje wam swoją przyjaźń. Obiecuję wam pomóc ile tylko zdołam na waszej drodze. Co ty na to młoda ludzka kobieto? Mam twoje słowo przyjaźni?
Stwór nawet nie kwapił się pytać o zdanie Fenrisa, czym wyraźnie go rozzłościł. Patrzył tylko w oczy wilczycy. Silje wydawała się wręcz odczuwać ulgę że nie doszło do konfrontacji. Widocznie bała się Fenrisa i wolała załatwić sprawę ugodowo. Pytanie było jednak czy jej intencje są szczere, czy starała się ugrać na boku coś dla siebie?
Nie dało się jednak ukryć że słowo wilczycy wydawało się ważne dla obydwu bytów.
Powrót do góry Go down
Wolfsbane

Wolfsbane


Liczba postów : 154
Data dołączenia : 09/04/2013

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Nie Lip 18, 2021 9:00 pm

Prędko okazało się, że wodny smok był w istocie smoczycą. Rahne w duchu ucieszyła się, że nie zdążyła popełnić gafy, zwracając się do niej niewłaściwą formą. Międzygatunkowa dyplomacja usiana była pułapkami. To odkrycie nie wydało jej się jednak nawet w części tak dziwne, jak zachowanie Fenrisa. Wilkowi owszem, zdarzały się nagłe zmiany nastroju, zawsze jednak były to zmiany na gorsze; z łatwością wpadał w gniew czy smutek, nigdy za to nie zdarzyło mu się momentalnie uspokoić. Co więcej, sam zdawał się zaskoczony takim obrotem spraw. Jakaś niesprecyzowana myśl machała do Rahne z głębi jej umysłu, usiłując zwrócić na siebie uwagę, kobieta jednak zignorowała ją, przynajmniej na razie. Mieli pilniejsze sprawy.
Ku jej niemałej uldze, Silje przyjęła jej prośbę lepiej, niż można było oczekiwać. Choć jej początkowa wypowiedź była zagadkowa, jej dalsza część brzmiała rozsądnie i obudziła w wilczycy nieśmiałą nadzieję. Nadzieję, która szybko przygasła, wraz z kolejnym wybuchem Fenrisa.
Wiele mówiło o wilku to, że przyjaźń i służalczość traktował jak synonimy. Rahne po raz kolejny zakłuło w sercu na myśl o losie, jaki ugruntował w nim to przekonanie.
Spokojnie, posłała mu cichą myśl. Nie powiedziała przecież niczego, co miało nas obrazić.
Ponownie zaskoczył ją natychmiastowy efekt własnych słów. Natarczywa myśl znów zamachała gorączkowo. To nie mógł być przypadek. Musieli czym prędzej to przedyskutować. Najlepiej na osobności. Rzuciła Fenrisowi uspokajający uśmiech. Już wkrótce będą bezpieczni. Pozostał tylko jeden mały krok.
Zaufaj mi, poprosiła w myślach, wiedząc, że to, o co prosi, nie jest dla wilka rzeczą małą.
- Przyjmujemy twoje warunki, Silje. Masz moje słowo i obietnicę przyjaźni - oświadczyła, odwzajemniając świdrujące spojrzenie półprzejrzystych smoczych oczu. Po chwili wahania dodała: - Moi przyjaciele nazywają mnie Wolfsbane. Teraz należysz do nich i ty.
Może była to tylko sugestywna aura miejsca mocy, w którym się znajdowali, ale miała wrażenie, że odczuwa wagę tego przyrzeczenia jak coś niemal fizycznego. Ciężar ten równoważyła jednak ulga i świadomość, że oto udało jej się uniknąć okrutnego błędu, jakim byłaby bezsensowna walka z Silje. Niepewna co teraz powinna uczynić, popatrywała to na Fenrisa, to na smoczycę, to na błękitnolistną wierzbę pośrodku jeziora. Sądziła, że właśnie to drzewo jest ich pomostem na Ziemię.
Powrót do góry Go down
Fenris
Mistrz Gry
Fenris


Liczba postów : 674
Data dołączenia : 08/06/2012

Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1Czw Sie 12, 2021 2:24 pm

Po słowach Rahne wielki wilk wydawał się spokojny. Był to jednak spokój trzymany na wodzach. Czujny i gotowy do akcji umysł wilka cały czas pozostawał w gotowości do konfrontacji. Obecność Rahne była niczym wał przeciwpowodziowy dla jego gniewu. Gdyby tej bariery jednak z dowolnego powodu zabrakło cała złość w przeciągu sekund wylałaby się na zewnątrz. Pytanie ile z tego świadoma była Silje, bo z zewnątrz Fenris wydawał się teraz wręcz emanować majestatyczną posągowością. Zupełnie nieświadomie wilk zupełnie oddał kontrolę mutantce. Jego umysł wypełniała pewna ufna bojaźń, którą poznał dobrze każdy właściciel czworonogów prowadząc je do weterynarza. Rahne zdążyła już poznać Fenrisa na tyle, żeby wiedzieć że jego język ciała nie działa jak u ludzkich istot. Wilk patrzył dumnie i groźnie na smoczycę, jednak cała jego uwaga skupiona była na stojącej obok niego kobiecie. Czerpał komfort z jej obecności i dotyku. Ufał jej, wbrew swoim wszelkim instynktom.
Ledwo tylko Rahne wypowiedziała słowa przysięgi wypełniła ją jakaś dziwna moc. Więzy dziwnej magii, potężnej, lecz subtelnej i pozornie niewidocznej połączyły oba wilki z Sidje, a przez nią dalej z ziemią Vanaheimu. Jednocześnie nic się nie stało i stało się coś ważnego. Widocznie nie istnieje coś takiego jak rzucanie słów na wiatr, gdy jest się w towarzystwie bogów. Zarówno Sidje jak i Fenrir zdawali się nie zwracać na zjawisko uwagi, choć wilczyca mogła być pewna że byli go świadomi.
Gdy uczucie w końcu odeszło wilk westchnął głęboko. Rzecz się dokonała i teraz nie można było nic zrobić. Jedynie przyszłość pokaże ewentualne konsekwencje decyzji Rahne. Sidje natomiast zupełnie zmieniła ton i wyraz twarzy. Uśmiechnęła się przyjaźnie a jej sylwetka zmalała. Wciąż była duża, lecz nie tak wielka by dorównać Fenrisowi. Jej rysy wygładziły się i nie wyglądała już tak groźnie. Właściwie jej głowa przypominała teraz bardziej jaszczurkę niż smoka.
- Zawsze dobrze jest zdobywać nowych przyjaciół. Musicie być zmęczeni drogą. Zjedzcie, napijcie się. – powiedziała smoczyca i zmrużyła oczy z uśmiechem. Chwilę po tym zanurkowała z pluskiem pod taflę wody, a zewsząd spomiędzy liści, spod kamieni i z samego stawu zaczęły wychodzić wszelkiej maści stworzenia. Nie istniały dwa takie same. Różniły się wzrostem, kolorem, czy ilością i rodzajem kończyn. Niektóre pokryte były łuską, inne futrem. Sporo z nich niosło ogromne liście na których znajdowały się rozmaite owoce, grzyby i orzechy oferując je bojaźliwie przybyszom. Znalazły się też gliniane dzbanki wypełnione jakimiś płynami. Wszystkie istoty bacznie obserwowały parę swoich gości. Ostatnia z wody wyszła dziewczynka wyglądająca na ludzką. Na oko mogła mieć około sześciu, siedmiu lat, lecz jej włosy wyglądały jak wodorosty, a oczodoły przypominały dwie tafle wody. Dziewczynka przysiadła się do Rahne i zaczęła pełnymi garściami częstować się czymś co przypominało niebieskie czereśnie.
- Bądź pozdrowiona ty i twój ród, Wolfsbane. Dziwne to miano dla matki stada. Oby nie okazało się złowróżbne. Ja jestem Sidje zwana Przejrzystą, ale to już wiesz. – dziewczynka obróciła mokrą od wody twarz w stronę wilczycy i znowu się uśmiechnęła.
- Z całym szacunkiem Sidje… - zaczął wilk jak na siebie spokojnie, ale jego nagły ruch i tak wypłoszył okoliczne stworzonka, zwłaszcza te które powoli rozważały wspinaczkę na jego grzbiet.- ...ale jesteśmy syci i niestrudzeni. Wiesz że podróże mnie nie męczą. Jedyne pragnienie które nas teraz męczy, to pragnienie powrotu do domu.
- Nie mam większej mocy od was w swoim rozdrożu. Mogę udostępnić wam przejście, ale obydwoje wiemy że Wolfsbane nie przetrwa przejścia przez korzenie. Musimy zapewnić jej jakąś ochronę.
- Zajmij się otwarciem przejścia, nie martw się o nas. – odpowiedział enigmatycznie wilk.
Dziewczynka nie wydała się oburzona. Wręcz przeciwnie. Od razu wstała i w podskokach odeszła po wodnej tafli w stronę drzewa na środku stawu.
- Wkrótce będzie po wszystkim. – powiedział Fenris patrząc swoimi wielkimi oczami głęboko w oczy Rahne. – Śpij…
Słowo wilka sprawiło że kobieta zrobiła się dziwnie senna. Mimo że została strażnikiem połączenia światów, to jej istota nie zapomniała jeszcze bycia człowiekiem. Nawet na obecnym poziomie władania boskimi mocami Fenrisa złamanie ludzkiej woli nie było dla niego wielkim wyzwaniem. Może kiedyś będzie inaczej, lecz teraz podtrzymał opadającą kobietę łapą i ułożył ją wygodnie na mchu. Chwilę po tym stanął nad nią, a jego sylwetka zaczęła rosnąć. Robił się coraz większy i większy aż skończyło się dla niego miejsce na polanie i musiał wejść stopami do jeziora Sidje. Gdy w końcu uznał że już wystarczy był większy od wielu okolicznych drzew. Ktoś patrzący teraz z gór na las Sidje na pewno byłby go w stanie teraz zauważyć. Wilk nachylił się nad leżącą na mchu Rahne, która teraz nie była dużo większa od jego nosa, i delikatnie polizał, a następnie po ludzku ucałował jej śpiące oblicze. Chwilę po tym otworzył paszczę i najdelikatniej jak potrafił pochwycił ją do środka. Przerażone leśne duszki uciekały z piskiem na ten widok. Musiało to dla nich wyglądać naprawdę przerażająco. Dla pewności wilk zgarnął spory kawałek ziemi na jakiej leżała kobieta, aby na pewno nie uczynić jej krzywdy.
Wyprostował w końcu kark, wielki i dumny, łapiąc w doli rozbawiony wzrok Sidje. Podszedł do wierzby, która teraz zdawała się dużo mniejsza i mniej majestatyczna, po czym dotknął jej łbem. Poczuł nagły zryw, jednak zdołał utrzymać równowagę. Świat zamigotał i rozsypał się dokoła niego i nie pozostała już żadna rzeczywistość. Moc napierała na wilka z każdej strony niczym imadło, ale w swojej idealnej postaci odczuwał to ledwie jako niewygodę. Gdy już przyzwyczaił się do wrażenia postawił pierwszy krok, potem następny, potem zaczął biec.
Biegł przez nieskończony kosmos, aż w końcu dobiegł do Midgardu, następnie do Europy i krainy zwanej Szkocją. Tam odnalazł wyspę, której władcy stanowili ród jego ukochanej, a na niej zamczysko, które zdobyło jego szczere uznanie. Wybranka jego serca nie powinna mieszkać jednym z tych kruchych nowomidgardzkich domów, których tyle teraz na całym świecie. Bez trudu wyczuł w którym oknie znajduje się jej sypialnia i z najwyższą starannością odłożył ją na przylegający balkon. Była głęboka noc, lecz wilk nie zważał na to czy ktokolwiek ich zobaczy. Przybrał znów swoją ludzką postać, stanął obok niej i wziął ją w ramiona. Zaniósł do wielkiego łoża z baldachimem, które wyglądało nienaturalnie pusto bez niego u jej boku.
Nie mógł jednak zostać. Zbyt wiele spraw pozostawało do dokończenia. Nie mógł być pewien ile czasu spędzili w sztucznej rzeczywistości między światami.
Mógł ją tutaj zostawić. Mógł odejść jak od wielu przed nią i nigdy nie wrócić. Nie byłby to pierwszy raz. Był w końcu bogiem, a ona śmiertelniczką. Mógł… choć jednak nie mógł…
Na szafce nocnej obok łoża pozostawił dwa przedmioty. Jedną z nich była figura Matki Boskiej, która niegdyś stanowiła stylisko miecza Jamesa Sandalisa, a drugim chrześcijański amulet, który kobieta zgubiła podczas ich pierwszego spotkania. Na obydwu przedmiotach po wewnętrznej stronie pazurem wyskrobał runy swojego imienia, tak by wiedział kiedy kobieta wspomina jego imię. Gdy tylko będzie potrzeba, przybędzie na jej wezwanie. Teraz jednak musiał odejść w noc.
Raz jeszcze spojrzał na śpiącą nago kobietę. Po czym z ciężkim sercem zeskoczył z balkonu i pognał w świat.

[z ciężkim sercem zt]
Powrót do góry Go down
Sponsored content





Vanaheim Empty
PisanieTemat: Re: Vanaheim   Vanaheim Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Vanaheim
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Inne światy-
Skocz do: