Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Nie Sie 03, 2014 9:15 pm



Zamek Hearsta znany też jako La Cuesta Encantada to luksusowa posiadłość amerykańskiego magnata, a aktualnie pełni również nową, tajną rolę. Teren posiadłości to 18 850 m2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Sro Paź 22, 2014 8:30 pm

NPC Storyline - Nodin


Złotołuski skinął mu jedynie łbem w geście zrozumienia. Nie potrzebował niczego więcej, niż tylko prostej odmowy - uznania władzy, jego prawa krwi. Zdarzały się bowiem przypadki, gdy uznawano go niegodnym... zazwyczaj tacy delikwenci bardzo źle kończyli.
Rhoshan za dużo gadał, a jeszcze więcej myślał. Tylko widmo te myśli słyszało, czysto i wyraźnie. Czarny cień "błysnął" przed lisem, zasłaniając całą sylwetkę wielkiego gada, dookoła zrobiło się nagle ciemno - dwie sekundy później okolica została ogarnięta przez bardzo jasne światło słoneczne...
Świeże powietrze uderzyło w ciało Rhoshana, by ten zorientował się nagle, że nie znajdował się dłużej w Anglii - lecz w innej części świata. Nagle wylądował na chodniku pod jakimś wielkim zamkiem. Miejsce to było ogromne, gigantyczna posiadłość - do tego nie znajdował się tutaj sam. Dookoła chodzili ludzie w czarnych garniturach oraz czarnych okularach... a na dodatek mieli przy sobie karabiny szturmowe. Niemniej jednak wydawali się nie zwracać na niego uwagi. Definitywnie go widzieli, by gdy patrol dwóch ludzi zmierzał w jego kierunku - strażnicy rozeszli się lekko na boki by go ominąć - a następnie iść dalej...
Czerwonofutry nie miał jednak za dużo czasu by się rozejrzeć. Gdy w pewnym momencie odwrócił się, coś chwyciło go za krtań i podniosło do góry... szybko okazało się, że był to nikt inny jak czarnołuski. Tym razem jednak znajdował się w swej anthro-postaci. I tutaj również należało mu przyznać, że jego rozmiary potrafiły robić wrażenie... no i nadal wzbudzać strach. Nodin mierzył bowiem ponad dwa metry i sześćdziesiąt centymetrów wzrostu - a tak jak mistrz Akarynth wyglądał w zrobi, tak wielki był czarnołuski bez jakichkolwiek dodatków na jego łuskach.
Widmo nie tylko złapało lisa ale również przydusiło jego krtań, odbierając mu możliwość złapania oddechu. Gad podniósł go do góry, odrywając go od ziemi - podniósł na niego swój wzrok, a jego krwistoczerwone ślepia zaświeciły się złowrogo.
/Ucisz swe myśli, głupcze. Masz być posłuszny mej woli. /
Rzucił do niego, a następnie zamachnął się i cisnął lisem w stronę schodów, zupełnie jakby ten był tylko szmacianą lalką. Rhoshan miał szczęście wylądować przed schodami, łupiąc o ziemię - a następnie stoczyć się po schodach i zatrzymać pod nimi. W międzyczasie kilku ochroniarzy zeszło mu z drogi, a widmo podążyło za nim. Zanim lis zdążył podnieść się do góry, czarnołuski kopnął go w korpus - obracając go sobie na grzbiet. Wtedy też wbił swą łapą korpus lisa w ziemię, dociskając go do niej i przytrzymując. Następnie pochylił lekko swój łeb, spoglądając na Rhoshana z góry. Traktował go bardzo niemiło, niemniej jednak zamierzał lisa nauczyć pokory w bardzo ostry sposób. Miał słuchać poleceń, a nie wymyślać własne scenariusze tego co się wydarzy.
/Przestań wspominać o mych pobratymcach. Ale wyjaśnię, zginął mój brat - istota z mojego gatunku. Tak się do siebie zwracamy. Niemniej jednak brat mej krwi również zginął na tej planecie. O obu nie masz najmniejszego prawa wspominać. A teraz podnieś się z ziemi./
Dodał do tego wszystkiego, następnie cofając swą łapę i ustawiając ją na ziemi. Widmo zacisnęło swe dłonie w pięści, spoglądając na lisa i chyba się uspokajając... bo o ile jakiś większych emocji sobą nie okazywał - o tyle jego ślepia przestały świecić się na czerwono... a tymczasem ochrona tego miejsca nawet nie zwracała na nich uwagi. Jakby nic specjalnego nie miało teraz miejsca. Ot zwykła, codzienna sytuacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 485
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Sro Paź 22, 2014 10:57 pm

Rhoshan ujrzał, że krajobraz się wokół niego zmienił. Powietrze także było inne, a wszystko to na pewno za sprawą Widma. Nie był już w Angli, a jakimś bliżej nieokreślonym miejscu. Przed nim wznosiła się wielka budowla, popularnie zwana zamkiem. Takie zamki kiedyś były w Wielkiej Brytanii, jednak to nie był ten sam styl. Na pewno było to poza znajomym terenem. Dookoła niego byli ludzie w czarnych garniturach. Rhoshan nerwowo poruszył się i rozejrzał, nie miał pewności czy owi ludzie nie zaatakują go. Jednak… czy miałby z nimi jakiś problem? Na pewno nie, zresztą nawet jeśli by go masą próbowali przytłoczyć to pewnie dałby radę. Gorzej, że mieli przy sobie karabiny, które faktycznie mogłyby mu zaszkodzić trochę. Po chwili jednak odniósł wrażenie, że go ignorują. Widzieli go, ale rozchodzili się i nie reagowali na lisa. Czyżby byli przygotowani na to? Dłużej się rozejrzeć nie mógł, gdyż został złapany za krtań i podniesiony w górę. To był czarnołuski, na dodatek teraz był w bardziej humanoidalnej formie. Lis próbował złapać oddech, czy nawet wyrwać się bo w końcu było to bardzo niekomfortowe dla niego. Co więcej, przecież to była naturalna reakcja w takiej sytuacji. Oczywiście, że nadal lis się go bał. Widmo przydusiło go, a on złapał za rękę istoty i próbował wyrwać się z uścisku desperacko. Tutaj działał instynkt przetrwania i próbował ratować swoje życie. Czerwone ślepia błysnęły, a Rhoshan to widział. Ślepia, które napełniały jego serce strachem. Miał być posłuszny jego woli. Czy naprawdę byłby tak głupim lisem, by się sprzeciwić? Miał też uciszyć swoją gonitwę myśli. Trudno było to osiągnąć, ale jakoś próbował gdy nagle został rzucony w stronę schodów z ogromną siłą. Tak jakby nic nie ważył! Łupnął o schodach, po których się niezbyt boleśnie stoczył, gdyż większość amortyzowało jego nowe ciało. Nawet takie uderzenie nie bolało go, aż tak bardzo jak powinno kiedyś, jednak nie chciał kusić Widma. Ochroniarze widzieli tą sytuację, jednak nic sobie z tego nie zrobili, że przed nimi przeleciał lis. Jedynie zeszli z drogi. Widmo podeszło i kopnęło go w korpus. Nie cackało się z nim, a to już bolało, zwłaszcza że przekręcił się na drugą stronę i nim coś zdążył zrobić, wstać, podeprzeć się czy coś, to istota wgniotła go w ziemię. Dostał pewne instrukcje, do których się musi dostosować. Nie będzie o tym nigdy wspominał, obiecał sobie w myślach to oczywiście, ale przecież widmo siedziało mu w głowie, więc mogło to potraktować jak odpowiedź.
Lis musiał się teraz bardzo pilnować, był sam na sam z tą istotą, na dodatek czarnołuski nie pałał do niego sympatią. Wstał powoli i ostrożnie, jakby bojąc się że za chwilę nastąpi kolejny cios.
Rhoshana zastanowił owy spokój ochroniarzy. Czy u nich to jest normą? A może to Widmo coś zrobiło, przez co postrzegają ich w taki sposób? Jednak postanowił tego nie drążyć, a zwyczajnie czekał na dalszy rozkaz od Nodina. Chciał się jakoś zrehabilitować, więc postanowił nie zadawać zbędnych pytań i wykonywać rozkazy. Czekał cierpliwie na dalsze słowa Widma, być może jakieś wytłumaczenie albo wyjaśnienie co mają tu zrobić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Czw Paź 23, 2014 8:26 pm

NPC Storyline - Emilio Serrano Garcia|Nodin|Sarrvaih

Widmo spojrzało na podnoszącego się z ziemi Rhoshana, zachowującego się tak jakby mógł uniknąć następnego ciosu... gdyby ten nadszedł. Lis nawet nie dostrzegł kiedy czarnołuski go chwycił. Nie dałby rady i teraz, nawet gdy wiedział co mogło się wydarzyć. Natomiast kiedy lis skupiał się na gadzie, zbliżyły się do nich kolejne dwie istoty. Ich podejście nie musiało być zauważalne, bo chodzący dookoła strażnicy sami dbali o odgłosy kroków.
-Nodin! Czemu rozbijasz tego lisa na moim terenie? Mało ci gardzenia wszystkim co żywe?
Odezwał się nagle głos. Widmo spojrzało w kierunku z którego dochodził, a ich oczom ukazały się dwie postaci. Pierwszą był człowiek który wypowiedział te słowa. Mężczyzna o białej karnacji, ubrany w elegancki garnitur. Miał niebieskie oczy, czarny zarost na twarzy oraz brązowe włosy. Mierzył jakiś metr dziewięćdziesiąt wzrostu, kierował się ku nim spokojnie - z rękoma w kieszeniach oraz lekkim uśmiechem na twarzy. Nie on jednak był tutaj kimś na kim mógł zawisnąć wzrok, lecz... wąż. Tak, tuż obok człowieka pełzała potężna anthro istota, gad nie posiadający nóg lecz długi, masywny ogon. Jego błyszczące, czerwone ślepia mierzyły dokładnie widmo oraz lisa. Gad był potężnie zbudowany, rozmiarami bardzo podobnie do Nodina. Jego głowa znajdowała się na tej samej wysokości co łeb widma, a do tego wszystkiego posiadał... cztery ręce. Każde ramie było masywnie umięśnione, potężnie zbudowane. Przy każdej z dłoni znajdowało się po pięć palców, zakończonych ostrymi pazurami. To wszystko zwieńczone było ciałem o długości około siedmiu metrów. Pysk stworzenia pozostawał raczej neutralny, nie zdradzał emocji. Pełznął on po prawej stronie człowieka, bardzo blisko niego - niczym strażnik pilnujący swego pana - lub VIPa.
/Uczy się szacunku i pokory. Podobno coś dla mnie masz?/
Rzuciło widmo, robiąc kilka kroków w przód i stając przed człowiekiem. Wąż zlustrował swym spojrzeniem wpierw czarnołuskiego - któremu następnie pokłonił się lekko, a następnie zatrzymał swój wzrok na Rhoshanie.
/To Sarrvaih. Trzeci cieniołuski. Legendy o nim nie wspominają, bo nigdy nie dał o sobie znać. Cieniołuscy to moi słudzy, obdarzeni przeze mnie zaufaniem oraz mocą.../
Znajomy głos odezwał się w głowie lisa. Tymczasem rozmowa była kontynuowana. Człowiek wyciągnął swe ręce z kieszeni i zwiesił je wzdłuż swego ciała, podobnie z resztą cały czas czynił cieniołuski wąż.
-Świt. Tam znajdziesz odpowiedzi, czarnołuski. Ludzie tam nie są jednak normalni... skupiają się na zabijaniu wszystkiego co nie jest człowiekiem oraz się im nie podporządkuje. Mutanty, kosmici, ludzie nie popierający ich sprawy. Miejsce to pełni jednak rolę hotelu, stąd znajdziesz tam pełno cywilów. Jesteś pewien odnośnie tych artefaktów...? Są tego warte?
Wyjaśnił, kończąc pytaniem. Nodin oraz Sarrvaih spojrzeli na siebie, a czarnołuski kiwnął jedynie swym łbem, zerkając przy okazji kątem oka na lisa. Wąż skrzyżował wszystkie swe cztery ręce na klatce piersiowej, by następnie spojrzeć na człowieka i przemówić.
-Te artefakty to nie sny. Z każdym następnym siła starożytnego rośnie. Wraz z nią - nasze szanse na przetrwanie.
Rzucił niskim, poważnym głosem. Człowiek obrócił głowę na chwilę i podniósł ją do góry by spojrzeć na węża. Nic mu nie odparł, po prostu powrócił swym wzrokiem na czarnołuskiego. Ten natomiast kiwnął swym łbem, pozwalając im odejść, co obaj najzwyczajniej w świecie uczynili. Mężczyzna uśmiechnął się tylko, a następnie odwrócił się i ruszył w stronę schodów by wejść do góry. Wąż popełznął za nim, a lis został znów "sam" z widmem... i ochroną całego tego terenu, kręcąca się w tę i we w tę.
Gdy obaj zniknęli, widmo spuściło na chwilę swój łeb i zamknęło swe ślepia. Wargi gada poruszyły się, ukazując ostre kły stworzenia. Czarnołuski warknął gardłowo, sam do siebie, unosząc łeb do góry i otwierając ślepia. Następnie spojrzał na czerwonofutrego, a oczy widma znów błysnęły. Dla odmiany jednak, nic mu się tym razem nie stało.
/Wyciągniemy człowieka. Co chcesz z nim zrobić gdy to uczynię?/
Zapytał, stając frontem do swego rozmówcy, opuszczając przy tym swe ręce swobodnie wzdłuż własnego ciała. Ogon samca zaczął krążyć po ziemi na lewo i prawo, a on sam spoglądał z góry na lisa... spokojnie. Jakby nagle wszystko się zmieniło i przestał pałać do niego nienawiścią... albo raczej do tego kto był tymczasowo jego hostem.




Emilio Serrano Garcia
Spoiler:
 

Sarrvaih
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 485
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Pią Paź 24, 2014 1:38 am

To co lis chciał zrobić było raczej kwestią instynktu, bo przecież każdy kto został przed chwilą uderzony albo skrzywdzony, będzie przyjmował jakąś podświadomą postawę obronną. Przecież to był ból, a lis przecież działał w dużej mierze instynktownie, więc ciało musiało tego spróbować. Podświadomie oczywiście, bo nad takimi ruchami się nie myśli. Nie myślimy o tym jak podnieść szklankę, tylko zwyczajnie to robimy instynktownie. Wiemy jak to zrobić i tyle. A to, ze mu się nie udało to inna kwestia, zwłaszcza że gad był od niego dużo szybszy. Jednak Rhoshan nie miał zamiaru najmniejszego się z nim bić. Zwyczajnie Widmo by go zmiażdżyło nawet nie rozgrzewając się, ani nie wybudzając ze snu. Był jak pyłek na wietrze, który w każdej chwili może być zdmuchnięty.
Do nich zbliżyły się dwie istoty. Jedną z nich był mężczyzna wyglądający na jakiegoś biznesmana, może nawet właściciela tej posiadłości. Zresztą dużo takich było na Ziemi, którzy lubili trwonić pieniądze na wielkie pałace i posiadłości. Na dodatek zwracał się do Widma, jakby ten był jego „dobrym kolegą”. To nie do pomyślenia przecież! Od tak zwykły człowiek sobie na to pozwalał… Jednak Rhoshan przypomniał sobie, że Widmo czyta mu w myślach, więc uciął temat.
Kolejna istota, która się pojawiła był anthro wąż, którzy przypełzł wraz z mężczyzną. Zlustrował ich spojrzeniem, jakby badał nowych gości. Czyżby densorini mieli już jakieś wtyki na Ziemi? Wąż był mniej więcej wzrostu Nodina, a jego ciało także było solidnie zbudowane. Praktycznie kolejna osoba, z którą lis nie chciałby walczyć. Domyślał się, że to może być ktoś dużo silniejszy niż lisek. Inna sprawa, że jeszcze nie znał hierarchii, nie wiedział kto kim jest więc tym bardziej wolał odpuścić sobie konfrontacje. Wyglądało na to, że wąż znał Nodina, a co więcej pokłonił się mu. Po chwili Widmo wyjaśniło, że owa istota jest jego sługą. Kimś kogo obdarzył zaufaniem oraz mocą. Proste do wykombinowania, że to był sojusznik.
Rhoshan obserwował poczynania człowieka oraz węża, wsłuchując się w rozmowę. Czym był Świt? Czy to jakieś tajemnicze miejsce? Wyglądało z pierwszego opisu, że jest miejscem całkowicie opanowanym przez ludzi, gdzie wszystko co ich nie słucha jest zabijane. Brzmi trochę jak ekstremistyczna wersja natury ludzkiej, która jest wojownicza i nieznosi wszystkiego co inne.
Pytanie pojawiło się w głowie dosyć szybko, acz nieświadomie. O jakie artefakty dokładnie chodziło? Co więcej nasunęło się kolejne pytanie: Kim był „starożytny”? Co dokładnie mieli przetrwać? Jednak na odpowiedzi na pewno kiedyś przyjdzie czas. Jeśli Widmo uzna to za stosowne podzieli się pewnie z lisem swoją wiedzą na ten temat. Wyglądali na nieco rozluźnionych podczas rozmowy z Nodinem. Człowiek wydawał się taki beztroski, pozbawiony strachu… chyba że cholernie dobrze go ukrywał, ewentualnie wyrobił sobie taką markę, że nie miał czego się obawiać. Nie nawinął się pod pazur ani nic, jednak o to wolał nie pytać bo przecież sam by zaraz oberwał.
Reakcja Widma go zdziwiła, już w pierwszej chwili myślał, że znowu oberwie za coś, jednak to nie nastąpiło. Nie miał w oczach agresji, ani niczego, a jedynie zaproponował wyciągnięcie człowieka z Rhoshana. Kwestia tego co lis powinien z nim zrobić? Oczywiście z chęcią najpierw obiłby łowcę za te wszystkie upokorzenia oraz łańcuchy mentalne, jednak… postanowił tego nie zrobić. Łowca prędzej czy później doigra się i ktoś inny wymierzy mu karę. Lis chciał w tym momencie być tym lepszym i nie zniżać się do prostych ludzkich pragnień, jakim była chęć odegrania się.
- Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie odesłanie go do rezydencji. Niech wraca do swoich skoro nie jest nam potrzebny.
Coś dziwnego było w całej sytuacji. Nie to, żeby Rhoshanowi się to nie podobało, wręcz przeciwnie czuł się bardziej komfortowo z powodu „spokojności” Widma. Zniknęła ta nienawiść, co nawet było na rękę mu.
- Tak, to będzie dobre rozwiązanie – Widmo pewnie znało obietnicę, którą Rhoshan dał młodej lamparcicy, więc mógł wywnioskować co będzie odpowiednią karą dla łowcy i co może być dla niego zagrożeniem. Chociaż w głębi duszy czuł, że Młoda nie posunie się do tego by owego człowieka zabić. Przecież raz, że nie wyglądała na taką, a dwa… przecież on może być potem użyteczny. Jako pionek chociażby czy inna figura. Rhoshan nie za bardzo lubił ludzi ze względu na ich bardzo hermetyczne środowisko, jednak postanowił stać się mniej mściwym wobec nich. Zresztą co to za frajda okładać słabego przeciwnika? No chyba, że okaże brak szacunku wobec Akaryntha… Chwileczkę… właśnie dostrzegł pewną zależność. Za każdym razem kiedy okazał jakiś brak szacunku, głupotę, czy coś to obrywał od Widma.
Pozostawił myśli za sobą i czekał na rozwój wypadków. Był gotów rozdzielić się z łowcą i to nie ulegało wątpliwości. Człowiek tak naprawdę nie był mu potrzebny do życia, a host był sam w sobie czymś co wiązało jego ciało z padołem ziemskim. To będzie przecięcie ostatniego łańcucha, który łączy go z życiem na Ziemi. Stanął luźno i zaufał czarnołuskiemu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1365
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   Sob Paź 25, 2014 10:34 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia   

Powrót do góry Go down
 
Hearst Castle, San Simeon, Kalifornia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mallory Hearst i Bertram Graveworth

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: