Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bar "Black Lion"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Bar "Black Lion"   Czw Paź 16, 2014 9:46 pm

First topic message reminder :

Miejsce dosyć szemrane i raczej zapchane, aczkolwiek popularne wśród ludzi o różnym wieku. Ciężko tu nie stracić portfela czy nie dostać w pysk za durną odzywkę, jednak nad większością przypadków czuwa napakowany ochroniarz, który wygląda, jakby dopiero co wyszedł z kryminału. Bar jest podświetlany,podobnie jak wiele innych elementów pomieszczenia. Jest również pięterko z balustradą. Na środku sali znajduje się parkiet dla nocnych marków pragnących poszaleć. Kręci się tu krótkowłosa kelnerka, która prędzej da Ci w pysk za złąpanie za tyłek, niż da Ci swój numer.
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 295
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Czw Maj 26, 2016 4:01 pm

Robot się uśmiechnął już pewniej. Jeden z psychopatów już dał się namówić. Szło coraz lepiej. Jego plany zaczęły się wypełniać. Krok po kroku. Pewny siebie zaczął rozwijać kolejne wątpliwości morderców:
-To poczytaj najnowsze wydanie encyklopedii to może dowiesz się o takim kraju jak Latveria z stolicą w Doomstadtem. Widać, że nie jesteś obeznany ze światem.
Położył rękę na stolę i wysunęły się dwie dziwne metalowe karty. Podał po jednej dla każdego z znajdujących się przy stole mężczyzn.
- Zapewniam nie jestem Amerykaninem. Jestem rodowitym Romem. Wystarczy, że klikniecie na podświetlony i powiecie coś, a skomunikujecie się ze mną. Najprawdopodobniej przybędzie jakiś helikopter, bądź samolot i was zabierze na odpowiednie miejsce. Kiedy nadejdzie czas zorganizujemy spotkanie naszej organizacji i rozpoczniemy stanowcze działania. Za dużo wymagam? Czeka was szansa życiowa. Epoka przepychu. Zachęcam do zgody, a będą nagrody kiedy spełni się to o czym śnie. Jakieś jeszcze pytania?
Ostatnie słowa były wypowiedziane dosyć śpiewnym i melodyjnym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Żniwiarz

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 20/05/2016

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Pią Maj 27, 2016 9:35 am

-Fakt, kiedyś podróżowałem więcej. -zrobił ruch rękoma, który miał powiedzieć coś w stylu 'bywa'. -Ale kiedyś miałem ku temu więcej okazji i, przede wszystkim, powodów. -zwłaszcza, jeśli chodzi o Europę. w Azji działo się więcej ciekawych,z daniem Żniwiarza, rzeczy. Więcej konfliktów zbrojnych, więc i większe pole do działania. Niestabilny grunt polityczno-społeczny to zawsze dobry grunt pod jakiekolwiek działania. Przynajmniej te z palety Żniwiarza.
Wziął kartę i chwilę ją oglądał. Wziął kilka łyków piwa, o którym sobie przypomniał i schował blaszkę pod płaszcz. -Kolega szczyl widzę się zgodził, ale ja się jeszcze zastanowię. Mówisz, że ta karta to kontakt do Ciebie, więc dam znać, jak podejmę jakąś decyzję. -wstał, lekko skrzywił się pod maską, bo rana nie była zagojona do końca. -Żegnam panów. Być może do zobaczenia w przyszłości. -zaśmiał się mrocznie i udał w stronę wyjścia.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Pią Maj 27, 2016 10:32 am

On szczerze o Latverii też nie słyszał. Jak na Amerykanina, może i był całkiem z geografii niezły, ale inna sprawa że po cholerę mu pamiętać gdzie jest Latveria? Założyłby się że musi być niezwykle małe, bo z takimi Czechami miał problem aby je zapamiętać. Słysząc "kolega szczyl odrzekł
- Gdybym ja nie dostał w tył głowy, panie dymku, prawdopodobnie bym nie rzucił w ciebie tą barierką a tak... Cierp. - Jeszcze raz zarechotał i tu spojrzał na kartę. Jakby się zamyślił na chwilę, po czym schował ową kartę do kieszeni. - Dobrze, a więc... Skontaktuje się później, chyba że na to jest jakiś termin. Póki co, wolę załatwić jakieś bardziej prymitywne potrzeby.
Tak inteligentny człek jak Doom, powinien skapować że najpewniej te swoje "bardziej prymitywne potrzeby" załatwi kosztem jakiegoś niewinnego człowieka. No ale cóż! Cliff z natury tak działał, nie interesowało go to że może ktoś cierpi. Go interesował głównie stan własnego żołądka, po części też portfela. Gdy był pod drzwiami rzucił jeszcze zainteresowane spojrzenie na Dooma i rzekł
- I odnośnie pana ostatnich słów, te już faktycznie przypominały czarny charakter z typowo ludzkiej, naiwnej bajki.
Czemu naiiwnej? W sumie, bardzo za naiwne uważał że zło wywodziło się z jakichś ważniejszych powodów. On sam zaś twierdził że zło jest banalne, w głębi pozbawione ideałów. Za przykład podałby samego siebie gdyż... On sam nie zabijał i nie pożerał ludzi z powodu jakiejś ideologii. Po prostu tak działał jego instynkt, i z oczywistego powodu dla psychopatów. W sumie, to Cliff był ostatnim człowiekiem, ile go tak nazwać można, co kierował się ideałami. Aczkolwiek, pomijając te rozmyślania wyszedł z baru lekko pocierając miejsce z tyłu głowy. No trudno, ale bolało go to już mniej
Powrót do góry Go down
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 295
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Sob Maj 28, 2016 5:55 pm

Robot zadowolony, że może się już skupić na jednym tylko rozmówcy odwrócił twarz w jego stronę. Uśmiechał się dość specyficznie. Z powodu entuzjazmu młodego mutanta miał zamiar od razu go wysłać w pewnym celu. Jego zadanie mogło zostać uznane za wykonane pomyślnie.
-Panie Cliff. Dostałem najnowsze wytyczne. Pozwolisz, że udamy się do ambasady Latverii na terenie Nowego Jorku? Pozwól, że Cię tam zaprowadzę.
Robot wstał i wyszedł zza stołu kierując się w kierunku wyjścia. Chciał zebrać jak najwięcej osób w jednym miejscu. Wtedy zacznie uzgadniać podstawy organizacji. Następnych członków najwyżej wyłapie, porwie i z rekrutuje w przyszłości.
(z/t)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Sro Paź 11, 2017 9:34 pm

Stan Damien'a był raczej dziwny, ale o tym znajdzie się miejsce w dalszej części posta. Od opuszczenia zgrzybiałych terytoriów Latverii minęły zaledwie dwa dni. Sam powrót z Serbiii nie był niczym trudnym. Zadanie nie zostało wykonane, ale po tym co przeszedł mutant ani mu się śniło wrócić i szukać dalej skrawka jakiejś dziwnej biżuterii. Nie za te pieniądze. Nie z takim ryzykiem.
Obudzony w lesie nawet nie miał zamiaru myśleć o tym co tak naprawdę się stało. Ustalił azymut. Sprzedał zbędny ekwipunek i pierwszym lotem wrócił do czegoś co nazywał domem. Do Nowego Yorku. Co prawda nie miał tutaj rodziny, miłości czy innych  rzeczy które człowiek uznaje za wartościowe... Mimo wszystko właśnie na tym przebrzydłym skrawku ziemi trzymał go sentyment. No i może to, że dla tych, którzy mają otwarte oczy zawsze znajdą się jakieś prace zarobkowe. Najtrudniejszym elementem powrotu do żywych było wytłumaczenie pracodawcy, czemu zlecenie nie zostało wykonane, skoro wszystkie kończyny Steina są na miejscu? Powoływanie się na częściową amnezję, było ostatnią rzeczą do słuchania przez wpływowych ludzi, a samego najemnika uratował chyba tylko fakt, że wcześniej miał okazję już dowieść swojej wartości i może być przydatny później. Tyle dobrego. Lato się kończy, jesień zbliża, a jemu nie będzie dane przymierzyć betonowych butów z nowej kolekcji. Na całe szczęście.

~~~
Popchnął ciężkie skrzydło brązowych drzwi. Deski zaskrzypiały pod nogami, a cień wpadający do środka rozlał się po pomieszczeniu, walcząc o jak najwięcej przestrzeni z gryzącymi się promieniami światła. O godzinie dwunastej miejsce było prawie puste. Dwóch mężczyzn siedziało przy stoliku, nie zwracając nawet uwagi na przybycie Steina. Łysy barman tylko zamachał ręką zza wykonanej z dębu lady, a blond-kelnerka uwinęła się prędko spod nóg nowego klienta, w drodze do kolejnego stolika z ściereczką w tej delikatnej rąsi. Ciemnowłosy rozejrzał się po lokalu, starając sobie przypomnieć jak dawno tutaj go nie było. Sześć lat? Cały wystrój zmienił się. Nie było już małej sceny, na której za flaszkę wódki grał niszowy bluesmen używając niedostrojonej gitary. Teraz kilka czarnych głośników, zawieszonych przy suficie wypuszczało z siebie stonowane, jednak w odczuciu mężczyzny smętne dźwięki. Ciężkie krzesełka zastąpione zostały dyskontowymi, takimi, które nie zrobią większej krzywdy przy rozbiciu na głowie. Zamiast ciężkich kufli teraz lało się piwo w szklanki z cienkiego szkła pękającego nawet od mocniejszego zahaczenia zębem. Brakowało też ściany, wylepionej starymi, pożółkłymi gazetami. Wszystko się zmieniało... A on? Stał w miejscu. Był sam.
Z zamyślenia wyrwał go donośny głos zza kontuaru, pytający czy wszystko w porządku. Damn. Nic nie było w porządku. Skierował swoje niebieskie oczy w jego kierunku. Były dziwnie podkrążone jak na kogoś z czynnikiem leczącym. Wszak nawet jemu dokuczała bezsenność. Była o wiele gorsza niż rany fizyczne. Przed wyjazdem nawet nie pomyślał by wstać o tej godzinie. Zerknął na zegarek. Była dwunasta. Wcześnie. Za wcześnie.
Zamówił kawę. Co prawda nie można jej tutaj zamówić, ale dwadzieścia dolarów załatwiło sprawę. Kelnereczka w przykrótkiej kiecce nawet przyniosła ją w ciemny róg sali, gdzie siedział Stein, niczym w niskobudżetowych filmach - na miejscu przeznaczonym dla takich typów jak on. Czekajcie... tych spod ciemnej gwiazdy? Jak na tatuażu... Co za ironia.
Gdyby nie był tak cholernie zmęczony życiem, splunął by widząc ten wymuszony uśmiech, a teraz? Mimowolnie sam uśmiechnął się na odpieprz, pokazując szereg białych zębów. Przeczesał ręką przystrzyżoną dziś brodę. Westchnął i wyciągnął paczkę papierosów. Zapalił. Wszystko było nie tak. Nawet Westów nie było w osiedlowym sklepie. Ying-Lang... Co to za nazwa? To ma akcyzę? Jak trafiło w obieg? Paskudne.
Strząsnął popiół do popielniczki i upił łyka kofeinowego napoju. Nawet on nie pomagał. Stein był nie do życia. Gdy tylko udawało mu się usnąć widział te poczwary. Widział. Za każdym razem, wyglądały inaczej. Tak jak właśnie chciała wyobraźnia. Niepokojące dźwięki, przesypująca się ziemia i niepokojące bulgotanie. To wszystko wracało w snach, a on nawet nie wiedział tak naprawdę, które elementy należały do rzeczywistości, a które były tylko wymysłem wyobraźni z dużym doświadczeniem na przestrzeni lat.  Po protu nie wiedział i już.
Można powiedzieć że był dorosły, a bał się zasnąć zupełnie jak dzieciak. Sen powodował dyskomfort, chociaż był dążeniem do komfortu. Kolejna ironia. Życie to pier****** ironia.
Przysypiał na wysiedzianej kanapie, opierając się o stolik, by zaraz stracić oparcie na łokciu, zakołysać się i rozejrzeć wrednym wzrokiem po wszystkich. Przecież oni nic nie zrobili... albo... Udawali że ich to nie interesuje, ale doskonale wiedział że gdy tylko przymknie swoje oczy, ich znajdują się na jego sylwetce. Był atrakcją w tym szaroburym miejscu. Wziął oddech jak by brakowało mu płuc. Co z Soleil?
-Ku***.- Warknął do siebie. Cicho, z nutką rozgoryczenia. No właśnie. Co z Soleil? W Serbii rozejrzał się trochę szukając drogi powrotnej, ale nie odnalazł żadnego śladu. Uciekła? Żyje?Spotkają się jeszcze? Na pewno żyje! Miała jaja jak Stein, a może i większe. Nawet nie wierzył że jakaś kobieta może być ważna. Że kobieta w ogóle może być w ważna w jego życiu. Życie da odpowiedź, przeżyć. Kolejny cel: Przeżyć.
On sam, drętwe ciało, szlugi z przemytu i kubek kawy. Tylko tyle liczyło się właśnie teraz. Zegar tykający na ścianie wydawał dźwięk głośniejszy niż spiracona muzyka w głośnikach mających lata świetności za sobą. A przecież były tu od niedawna. Tak mocno skupił się na skaczącej po tarczy wskazówce pokazującej sekundy, aż zapomniał mrugać. Odciął się. Cisza. Spokój. Tylko tykający zegar.
-Je**ć to wszystko!- Krzyknął nagle uderzając pięściami o blat. Czując kolejne zainteresowane spojrzenia dodał: -Wybaczcie! Zostawię napiwek! Jest okej! Jest okej... - dodał ściszonym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iiris Nyman

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Czw Lis 02, 2017 1:58 pm

Kolejny dzień przepełniony ucieczką przed samym sobą, co Iiris dawały znać wyraźne promienie słoneczne, które świeciły jej prosto w oczy. Przebudziła się w jakiejś uliczce okryta swoją starą kurtką zimową. Jest coś koło południa, nieźle dzisiaj pospała. Wysunęła telefon z kieszeni i spojrzała na godzinę - za dwie dwunasta, czyli jej domysły były trafne. Przydałoby się gdzieś pójść, wciąć coś na ząb i przy okazji złapać jakiś wolny kontakt by podładować telefon. Wiele pieniędzy jej nie zostało, może jakoś około czterdziestu dolarów. Postanowiła więc, że jedzenie odłoży na później, a teraz warto by było kupić nawet wodę gazowaną. Chciała jednak poczuć się inaczej, więc nogi nie poprowadziły ją wprost do pierwszego lepszego marketu, a do baru... Baru ''Black Lion''. Już na sam widok ochroniarza coś ją lekko zniechęcił do wkroczenia do środka, jednak chęć poczucia się doroślej wygrała nad zdrowym rozsądkiem. Mijając ochroniarza sama nie wiedziała jakim cudem została wpuszczona. Może po to, by chwile później dostać nauczkę w postaci krzesła na twarzy za nieodpowiedzialne zachowanie? Nie wiadomo.

Wkraczając do środka od razu poczuła zapach palonych tam fajek, lekką woń alkoholu i męskich psikadeł. Nawet o tak wczesnej godzinie było tu pełno ludzi, czego dziewczyna nie spodziewałaby się po takim miejscu. Zazwyczaj największy ruch bary mają w godzinach wieczornych i nocnych. Ten był chyba wyjątkowy. Dodatkowo mimo odnowienia wyglądał na dość starego. Pewnie dość długo się już trzyma. Zasuwając swoją maskę na twarz wkroczyła finalnie do środka rozglądając się za wolnym stolikiem. Ostatecznie wybór padł na jeden z tych będących w szarych kątach, gdzie będzie mogła spokojnie pomyśleć i podładować telefon. Nastawiła się głównie na miejsca z dostępnym wolnym gniazdkiem i takie też znalazła. Powoli krocząc przed siebie wsłuchując się w skrzypienie podłogi usiadła w ciszy w wybranym przez siebie miejscu zaczynając szperać po kieszeniach w poszukiwaniu ładowarki. Cholera, gdzie podziało się to cholerstwo? Nim ktokolwiek podszedł do niej, by ją obsłużyć zdążyła jeszcze poszperać w plecaku znajdując święty kabelek. Ostrożnie podłączyła go do kontaktu, by potem włączyć telefon do ładowania. Oczywiście prosto nie było, bo by ustawić kabel pod odpowiednim kątem musiała przygnieść go łokciem. Nadszedł czas na kupno nowej ładowarki, bo ta jest już wyraźnie wygięta i ledwo zipie. Krótkowłosa kelnerka podeszła do niej chwilę po tym, kiedy Iiris uporała się z telefonem. Dziewczyna poprosiła wodę gazowaną i dla pewności spytała, czy może sobie podładować telefon. Kelnerka skinęła głową i zniknęła między stolikami. Platynowo-włosa postanowiła poszperać trochę w swojej komórce przeglądając zdjęcia, pogrążając się w graniu w gierki, które pobrała będąc w miejscu z darmowym WiFi. Szklanka wody, która stuknęła o jej stolik wyrwała ją z krótkiego transu dość skutecznie, ponieważ Iiris podskoczyła w miejscu i zaśmiała się pod nosem uśmiechając się do kelnerki. Zapłata była niewielka, chociaż w barach nawet szklanka wody kosztuje tyle, co porządny obiad z makaronu instant w połączeniu z ciepłą herbatą. Chłonąc powoli swój napój ponownie rozglądała się po sali szukając czegoś, co przyciągnie jej wzrok. Długo nie szukała, bo na małą obserwację z jej strony trafił mężczyzna, który głośno i wyraźnie krzyknął na cały głos uderzając pięściami w stolik, przy którym siedział. Starała się obserwować go dyskretnie, niezauważenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Czw Lis 02, 2017 8:07 pm

Steinowi zrobiło się głupio po napadzie złości... głupio? Nie. To był kolejny dyskomfort, kolejna rzecz, której nie lubił na tej planecie. Jak każdej. Trudno. Sam prześledził niebieskimi oczyma pomieszczenie, by wejrzeć w twarze zdziwionych jego reakcją ludzi. Westchnął wypuszczając kolejny obłok szarego dymu.
Obserwując pomieszczenie prawie nic nie rzucało się w oczy. Nic nie było ciekawe. Wszystko było mdłe. Wszystko było poza jego interesem. Prawie. Jedna jaśniejsza kropka nad wyraz rzucała się w oczy. Platynowe włosy kontrastowały z ciemnym wystrojem barowej sali, na swój sposób nagle stając się czymś ponad wszystko. Co prawda nie widział tego przelotnego spojrzenia, nie widział zainteresowania, ale nic nie stracił. Ciężki łokieć oparł się o pseudo-dębowy blat, a zaraz na dłoni spoczęła twarz Steina. Przestrzeń między kością policzkową, a żuchwą wypełniła się, podparta teraz na sztywnym stelażu z kończyny. Całe ciało miał sztywne. Był Sztywny.
-Umarłem?- Spytał się sam siebie. Nie na tyle głośno, by ktoś inny mógł się zainteresować, ale wystarczająco by on sam mógł poczuć pustkę w swoim głosie. Od powrotu nie czuł swojego ciała tak jak powinien. Był inny i przeszkadzało mu to. Cholernie.
Opróżnił kubek, wbijając puste ślepia w dziewczynę. Po prostu, bez żadnej krępacji. Nie wiedział co to wstyd, czy zakłopotanie. Umiał to widzieć tylko i wyłącznie na twarzach innych. Puste naczynie brzdękło głośno, gdy postawił je z impetem przed sobą. Zgasił papierosa. Od razu po nim zapalił kolejnego. Nie czuł nikotyny, nie czuł nic z tej broni masowego rażenia, a jednak. Jednak sam odruch był już uzależnieniem. Szare trujące obłoki, przyprawiające postronnych o raka płuc też były cudowone. Może narrator popełnił gafę? To akurat Stein kochał.
Wyjął z kieszeni zwitek banknotów. Pomachał nimi do kelnerki i wcisnął kilkadziesiąt dolców pod popielniczkę wstając powoli z swojego miejsca. Przeciągnął się. Poruszył głową. Strzyknięcie w karku było głośniejsze od muzyki grającej w lokalu. Zaraz po nim strzeliły knykcie i nadgarstki. Wydawać by mogło się że już wychodzi. Plan chyba jednak zmienił się po jeszcze jednym spojrzeniu na nieznajomą. Ciężkie wojskowe buty miarowo odbijały swoje podeszwy na zakurzonych starych deskach parkietu. Kurtka w której był wyglądała gorzej niż on, poprzecierana w wielu miejscach, z pogniecionym kołnierzem i sporą dziurą na prawym ramieniu. Stary kamuflaż. Kto go wie, może nosił ją jeszcze podczas służby?
Ludzie nie zwracali na niego uwagi. Może inaczej, nie chcieli zwracać na niego uwagi. W krokach widać było wojskową musztrę, a kształt przypominający broń w kaburze aż za bardzo był widoczny w pasie przy czarnych bojówkach. Zwyczajnie zatrzymał się i położył ciężką dłoń na krańcu stołu, gdzie stała szklanka z wodą mineralną. Stanął spokojnie. Luźno. Pociągnął bucha z fajki.
-Farbowane?- Rzucił w przestrzeń patrząc się w dal, jakby wcale nie do niej, a jednak. To nie mogło być do nikogo innego. Jego głos był wyprany, wciąż zachowując mimo to swoisty, twardy wydźwięk. Skierował swą pociągłą twarz, by widzieć siedzącą dziewczynę. -Jesteś dziw...- I nagle się zatrzymał. Ugryzł w język, jakoby zobaczył w niej coś co widział już nie raz. Ludzie zakładają maski, chowają się, ale czasami jedno spojrzenie może coś o nich powiedzieć. W szczególności jeśli widziałeś już dużo takich osób. Uciekała. Tak jak wszyscy. W Wietnamie, Afganistanie, nawet w USA przed samym Steinem. Nie umiał wytłumaczyć co widział. Po prostu świadomość podsuwała fakt. Wiązała z tymi osobami. Przeczucie. I już.
Kiedy tak stał w ciszy, widoczne były spokojne ruchy jego nozdrzy przy wdechu, delikatne uchylanie ust przy wydechu i te oczy... Straszniejsze niż z daleka. Niebieskiego koloru jak u 8 procent populacji ziemi, tylko że te nie miały w sobie grama emocji. Nawet odbijające się w nich światło nie wyglądało tak samo.
-Nie są farbowane.- Oznajmił i bez żadnego zaproszenia po prostu klapnął na krześle naprzeciwko. -Mam rację?- Dorzucił, a jego wzrok ugrzązł chyba gdzieś na jednym z warkoczyków dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iiris Nyman

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Czw Lis 02, 2017 9:21 pm

Chwila, w której nieznany jej mężczyzna wstał chcąc najwyraźniej opuścić lokal sprawiła, że jej wzrok od razu wbił się w blat stołu. Dziwny dyskomfort, spowodowany myślą i przekonaniem, że mężczyzna dawno zauważył jej spojrzenie. Póki co znów postanowiła grzebać w telefonie zasuwając maskę na twarz. Wodę dopije później, w końcu ma sporo czasu i zero planów. Włączając znów grę, która była typowym klikerem zaczęła szybko uderzać kciukami o wyświetlacz telefonu, kupowała ulepszacze. Kto by pomyślał, że osoba taka jak ona będzie w najmniejszym stopniu jakkolwiek uzależniona od gierki na telefon? Na to, że mężczyzna zaczął zmierzać poniekąd w jej kierunku, bo niestety jej stolik musiał minąć by kierować się ku wyjściu nawet nie zareagowała. Głupia aplikacja na telefonie znów pochłonęła ją w pełni, ale miejsce, gdzie miała wolne kontakty było jedynym, gdzie mogła w spokoju sobie pograć i porobić cokolwiek na telefonie. W innym przypadku bateria schodziła by bardzo szybko, a kto wie kiedy ten grat może się przydać nawet do zadzwonienie na pogotowie.
Z ponownego transu wybudziło ją ciężkie pier*****ęcie w stolik, które wywołała dłoń wcześniej wspominanego mężczyzny. Iiris lekko wystraszona upuściła telefon, który hucznie wylądował na stole obijając się każdym możliwym kantem o drewniany blat. Zerkając na niego czuła wciąż niepokój, jednak lego luźna postawa mówiła sama z siebie, że póki co nie ma on złych zamiarów. Dodatkowo na spokojnie sobie palił, a zazwyczaj palacze wolą najpierw dopalić, potem obić komuś mordę. Na pytanie najwyraźniej skierowane do niej dotyczące raczej jej koloru włosów Iiris uniosła brwi ku górze w zdziwieniu, po czym niedokończone na jej temat stwierdzenie skwitowała głośnym westchnięciem. Nie raz to słyszała jeszcze za czasów Helsinek. Ah to cholerne miejsce, nie powinna o nim myśleć nawet w tak banalnych i niepotrzebnych momentach. Następnie bez zawahania się nawet na chwilę odparła zirytowana z lekką, ledwo wyczuwalną nutą złości.
- Nie potrzebuje zbędnych komentarzy na mój temat.
Wymruczała, a jej delikatny głos wciąż lekko tłumiła maska na jej twarzy. Jego puste, niebieskie oczy nie wzbudzały w niej już tak wielkiego strachu jak wcześniej. Nabrała pewności siebie i w razie czego zmyje się nie robiąc problemów. Najwyżej były wojskowy - wnioskując po jego całej postawie narobi bałaganu, za który będzie musiał zapłacić. Ona i tak już ma dostateczne problemy z pieniędzmi, a raczej ich widocznym brakiem.
Kolejne zdziwienie wywołał u niej fakt klepnięcia się nieznajomego do jej stolika. Coś tu się kroi. Następnie kolejne stwierdzenie, którego następstwem było pytanie. Cóż, nie miała tutaj wiele do gadania, jak odpowiedzieć prosto i krótko, chociaż mimo wszystko lekko niepewnie. Dziwne uczucie wracało, gdy wpatrywał się w jej warkoczyk po prawej stronie twarzy.
- Tak, nie są farbowane. To moje naturalne włosy, nigdy nie skalane nawet kroplą farby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Czw Lis 02, 2017 10:18 pm

-Uznam więc że nie kłamiesz, bo nie miała byś po co. Jestem tylko nawiedzonym gościem, zadającym pytania.- Płynnie powędrował wzrokiem od tego jednego warkoczyka, błądząc gdzieś po twarzy, oczach. Po prostu badał jej anatomię bez skrępowania. Kiedy nie mówił, nawet kącik ust nie odważyłby się drgnąć jak w strachu że może zostać ukarany. Aura obojętności i zimna, w skrajnych przypadkach przyprawiająca o gęsią skórkę i zakłopotanie, bo wszak obserwacja nie trwała krótko i nie niosła ze sobą nic miłego.
-Mamy lato.- Powiedział jak by odpowiadał na pytanie dziewczyny. Pytania nie było... Więc może trzeba było go szukać w nim?-Nie masz poparzonej skóry. - Rzucił kolejnym kompletnie oderwanym od tematu strzępem. Nie znając zamiarów na prędko można wziąć to za zwyczajną pijacką paplaninę. . . Może chorobę psychiczną? Bardziej prawdopodobne bo alkoholu nie wyczuł by od niego nikt. Nie ważne jak dobry miał by węch. Ostatnie piwo wypił dwa miesiące temu. -Zabrzmi jak pie***lona romantyczna bzdura, jednak oczy wpadają Ci w ładny dla wielu, głęboki kolor. - Wyciągnął prawą dłoń. Oparł pożółkłą bibułę papierosa o kant szklanki i strząsnął popiół patrząc wciąż wprost na delikatne rysy jej twarzy. -Odkupię.- Wykrztusił przez zęby. -Wracając. Nie jesteś albinosem.- Popchnął peta, który wpadł w niedopity napój, stając się teraz małą, pomarańczową łódeczką na szarej tafli. Ciche syknięcie odbiło się echem od szklanych ścianek, a pomarańczowy żar rozbłysnął, by za chwilę jako grafitowy popiół brudzić substancję w której spoczywał. -Wiesz do czego dążę, prawda?- I dopiero teraz na jego twarzy pojawił się ruch. Uniósł kącik ust, ni to w uśmiechu, ni to w drwinie. Zaraz obok jego twarzy dało zobaczyć się dłoń. Pokazywał ją, obnażając zamiary. Marny dowód, jeśli ktoś byłby świadom jakie ćwiczenia Stein przeszedł. Przez chwilę na jasnoniebieskich oczach dało się coś dostrzec? Krótka iluminacja? Mała iskierka przebiegająca w poprzek tęczówki albo po prostu pojedyncza wiązka fotonów odbita od jakiegoś szklanego przedmiotu w pomieszczeniu. Położył dłoń na jej telefonie.
-Słuchaj. Sprawa jest z*e*ana, przychodzę i gadam jak potłuczony, ale skoro twoje włosy są naturalne, powinnaś wiedzieć o co mi chodzi. Platyna jest rzadkością, w szczególności u tych pfu. Normalnych. A jeśli się mylę... To można to skwitować nazwą męskiego narządu.- Po jego słowach telefon zapiszczał tylko cicho, informując że bateria jest już w pełni naładowana. Oparł lewą dłoń na tandetnym blacie, a ponownie używając prawej wyciągnął z kieszeni bardzo zmiętą studolarówkę. Rzucił na stolik, patrząc z niechęcią. Ostatnie pieniądze trwonił bezmyślnie, wiedząc że stan nie pozwala mu nic odrobić. -Nie interesują mnie twoje cycki, uda, czy to co masz między nimi, więc nie myśl że jestem palantem, który chce żebyś za sto dolarów wpadła pod ten blat. Kup wodę, czy tam herbatę i jakiś tłusty szajs z tej budy - może kości policzkowe nie przebiją Ci wtedy skóry. - Nietypowo, wulgarnie i szczerze. Był szczery. W tym twardym tonie co do tego, można było mieć stu procentową pewność.-To nie żaden przejaw dobroci. Nie jestem dobry. Jestem dupkiem, a ty możesz być szansą. - Wskazał na nią palcem. Nie dokończył już na co szansą, ale czy to było ważne? Wytatuowany fagas szasta pieniędzmi, więc chyba warto wydać te dwadzieścia, pięćdziesiąt czy sto dolców, które najwyraźniej zalegały mu w kieszeni... -Na marginesie. Jestem Szorstki. Choć ostatnio, cóż, czuję się raczej jak Sztywny. - dodał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Iiris Nyman

avatar

Liczba postów : 7
Data dołączenia : 13/08/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Pią Lis 10, 2017 4:31 pm

Dłużej trwająca analiza jej rys twarzy i całej anatomii doprowadzała ją do dziwnych i niepokojących dreszczy przechodzące przez całe jej ciało - od stóp do głowy. Jeszcze nikt, powtarzam nikt jej tak dokładnie nie analizował, przynajmniej nie tak ofensywnie i nie przy pierwszym spotkaniu, co niosło ze sobą tylko więcej minusów do jej pewności siebie. Lato, no było lato, ale co w związku z tym? Nie jest poparzona w żadnym miejscu, fakt, ponieważ ze względu na delikatność jej skóry nosi bluzy, kaptury i długie spodnie w środku lata. Przyjemne to nie było, człowiek pływał we własnych ubraniach, ale lepiej, żeby się przegrzewał niżeli potem syczał z bólu i ściągał swoją skórę płatami. Na komentarz na temat jej oczu już nawet nie zwróciła uwagi, ponieważ to słyszała już nawet od zwykłych miłych sklepikarek w marketach. Z gościem było coś konkretnie nie tak, Iiris miała ochotę już wstać i wyjść. Musiała jednak siedzieć, ponieważ wiedziała, że raptowna reakcja może się w jej przypadku źle skończyć. Kolejne stwierdzenia, fakty dotyczące jej osoby. Powoli stawało się to denerwujące. Jeszcze to pytanie, jakby znała na nie odpowiedź.
- Wybacz, ale nie rozumiem o co może ci chodzić. I o jakich norma-
I w tym momencie zostało jej przerwane kolejnym dłuższym monologiem nieznanego jej mężczyzny. Samo wyobrażenie robienia laski, jak to zasugerował jej naprzeciw siedzący spowodowało u Iiris obrzydzenie w stosunku do samej siebie. Szybko na szczęście mijające. To tylko chwilowe myśli, którymi nie powinna się przejmować. Studolarówka jednak ją przekonała, nie codziennie ktoś daje jej tyle pieniędzy pod nos. Najwyżej widzi może sześćdziesiąt dolców miesięcznie, resztę kradnie po kątach.
- Mogłabym zamówić tu tylko coś ciepłego i niewielki posiłek. Nie jestem w stanie szastać czyimiś pieniędzmi. Za cenę, jaką zapłacę tutaj za jedzenie mam wyżywienie i wodę na trzy dni bez przymusu kradzieży. Rozumiem, zero dobroci.
Przytaknęła.
- Ale jaką szansą?
Spytała odkładając telefon, by następnie odsłonić swoją twarz w celu napicia się wcześniej zamówionej wody. Niestety wciąż ma przypadki nie panowania nad mocą i musiało stać się to akurat teraz! Gdy tylko złapała za szklankę, jej dłoń po prostu przeniknęła przez nią, co Iiris chciała jak najszybciej zamaskować podejmując się drugiej próby wzięcia szkła w dłoń - tym razem trafnej. Szybko napiła się wody, spięta i wystraszona. Przecież Nieznajomy mógł to zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morow

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 12/07/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Sro Lis 15, 2017 9:25 pm

Co go przywiodło do tego miejsca, sam nie wiedział. Może był to przypadek, a może była to chęć pewnego oczyszczenia umysłu w dobrze znanym mu miejscu, przy okrągłym i poznaczonym różnymi bruzdami od noża blacie stołu, na jednym z uklepanych przez niego miejsc otaczającej stolik kanapy o mocno wyświechtanej skórze. Chyba jeszcze powinna mieć niewielkie rozprucie na wysokości wydawałoby się głowy, ciągnące się leniwie w dół niczym kanion ukształtowany wiekami przez wodę. W tym wypadku przez ostrze maczety. Więc może jednak to nie był przypadek, ani chęć oczyszczenia swojego zabrudzonej głowy, a wspomnienia? Chyba po części każda z tych rzeczy jakoś nałożyła się na podjętą przez jego nogi decyzję, nie wysyłając wyraźnego komunikatu do centrum kontroli ciała, mózgu. Dopiero kiedy jego oczy zostały przetarte niezgrabnie przez bezlitosne palce wżynające się w zamknięte powieki, wypędzając z głowy obrazy pewnego mężczyzny, uniósł niespodziewanie brew do góry, pozwalając dokładnie przyjrzeć się szyldowi baru. Był brzydki, zepsuty, wkur*iająco migoczący i jaskrawy. Przynajmniej tam gdzie jeszcze nie sterczały przepalone żarówki, tworzące w całej swej liczebności nazwę "Black Lion". Był taki jak zawsze.
Otworzył metalowe drzwi poznaczone jakimś kiepskim rodzajem graffiti w kształcie gwiazdy dawidowskiej albo pentagramu. Nie wiedział, w sumie nie interesowało go co to tam było nabazgrane. Było równie nieładne co cały klimat tego miejsca, ale przez to również taki swojski. Zgrzyt nienaoliwionego metalu wdarł się w uszy, będąc zapowiedzią do trzaśnięcia jakie rozległo się po wbiciu drzwi garażowych na swoje miejsce. Pomyśleć, że historia tego miejsca swój początek miała w warsztacie mechanika, tworząc z tego miejsca jedno z bardziej obskurnych miejsc dla spotkań typów spod ciemnej gwiazdy. Przeszedł się długim korytarzem o kiedyś intensywnie karmazynowych ścianach, teraz w wielu miejscach obdartych z farby i ubrudzonych różnego rodzaju cieczami, których prawdopodobnie celem nigdy nie było znalezienie się na żadnej ze ścian. Pociągnął nosem i zakręcił nim kiedy do jego nozdrzy wdarł się jakiś pyłek, dający tylko znać o tym w jakim sufit był stanie. Kiedy wyszedł z korytarza na salę, poczuł się jakby wyszedł z długiego i ciemnego tunelu prosto w ciemniejszą i mniejszą jamę. Pomimo tego, że różne części sali były podświetlane przez zamieszczone kolorowe lampy czy też reflektory, to jednak ich intensywność jarzenia nie była na tyle mocna by rozświetlić całe pomieszczenie. Brzegi pomieszczenia były skąpane w półmroku i dopiero parkiet na samym środku był na tyle jasny, jak i sam bar za ladą, by można było dojrzeć czyjąś twarz w pełnej krasie.
Kiedy przebiegł wzrokiem po całej sali jego oczy wyłapały pojedyncze sylwetki pochylone nad stolikami z flaszką w ręku, w większości jednak odstawioną na bok i niewyzerowaną, i parę osób siedzących w grupce na swoich miejscach, pogrążonych w pewnego rodzaju letargu, wsłuchując się mozolny potok słów towarzysza lub w sączącą się równie prędko muzykę z głośników porozstawianych po kątach. Niektórzy jeszcze rechotali paskudnie pełną gębą, zagarniając swoimi łapskami koleżanki na kolana, by tam oddać się większej bliskości z nimi, niż takiej zachowującej chociażby 30 cm odległości. Patrzył na to wszystko, a jego uśmiech pojawiał się z każdą chwilą coraz szerzej, z pewnego rodzaju protekcjonalnym rozbawieniem kiedy widział te wszystkie zagubione owieczki. Zaciągnął się powoli gęstym zapachem panującym w przestrzeni tego lokalu, rozkoszując się nim i przymknął powieki, odchylając zamaszyście głowę w tyłu. Z niezwykłą ekspresją i dosyć dziwną, nie uargumentowaną jak na to miejsce, wyrzucił obie ręce w bok i zaśmiał się gardłowo, co prawdopodobnie było słychać na całą salę. Wyciągnął z kieszeni jednego malboraska i wsadził sobie między wargi, odpalając go z charakterystycznym odgłosem dla zapalniczki Zippo. Gryzący i wżynający się smród palonej benzyny wraz z aromatem fajki, połączyły się w jedną całości by jeszcze doprawić salę swoimi kłębami wraz z kłębami innych palących. Całkowicie rozluźniony i czujący się jak by był panem w swoim pałacu, tanecznym prawie krokiem przeszedł między stolikami, zgarniając od jednego z przedstawicieli urżniętej części klienteli, prawie pełną flaszkę wódki i portfel, który wyciągnął z kieszeni jego kurty. Znalezione, niekradzione jak to mawiają. Niektórzy z tych, co poczęli obserwować Morowa od jego nagłego rzucenia się w oczy swoim niecodziennym w tym miejscu typem śmiechu, jakoś tak burknęli pod nosem jakieś "spier*alaj", kiedy mijał ich, i zakryli swoje flaszki lub sięgnęli dłońmi do ukrytych portfeli, co było głupotą. Teraz wiedział gdzie szukać. Ale to potem, jak wszyscy będą zalani w trupa. Do własnych myśli, wyszczerzył się od ucha do ucha i pognał do lady baru.
Kiedy dotarł do niej, usiadł na jednym z obrotowych krzesełek i postawił koło siebie wódkę z głośnym stuknięciem, dając tym samym sygnał czyszczącemu szklanki barmanowi, co wcale nie sprawiało, że były jeszcze bardziej brudne, by podszedł do niego. Przeturlał zębami zwilżoną bibułę peta w kraniec ust, zarzucając łokciem na drewno blatu i odczekał aż napełni płuca dymem, by następnie ująć w paluchy swojego raka i strzepnąć popiół na blat. Przygryzł dolną wargę i zastanowił się po co on dokładnie podszedł do tej lady, wpatrując się w oczy wpatrującego się wyczekująco w niego barmana. Stał tak przez chwilę, a kiedy nie zauważył żadnej reakcji ze strony klienta, postawił przed nim szklankę odruchowo albo po prostu dlatego, że musiał gdzieś ją przecież je*bnąć by pójść gdziekolwiek i zaczął odchodzić. Wtedy jednak nagle zatrzymał się, czując opór idący od strony mankietu. Odwrócił głowę i zobaczył wbitego do połowy w mankiet jego koszuli motylka, co wprawiło go w pewną konsternację i zdezorientowanie. Wtedy spojrzał na Mor... Jezu! Jak on był blisko. Morozow nachylał się nad ladą ku barmanowi, mogąc dosięgnąć go prawie swoją czupryną. Kiedy wypowiadał swoje słowa, lały się ona spomiędzy jego zębów niczym nieprzyjemny syk kobry gotowej do ataku z rozjuszenia.
-сука бл... Ekhm. Nie odchodź, kiedy zamawiam. To jest niekulturalne w stosunku do klienta. Chciałem, psia mać, zamówić... Ku*wa. Co ja chciałem zamówić? Ach, wybacz. Chodziło mi o szklankę? Czy dostanę szklankę? O! Jaka szybka obsługa! No to już zmykaj do siebie!
Jego wzrok zjechał na dłoń Petera. Tfu! Barmana, a zaraz potem przekierował się na błyszczącą, w brudnej żółci światła z żarówki samotnie dyndającej nad barem, szklankę. Popatrzył na nią chwilę mrugając, po czym wyciągnął nóż sprawnym ruchem i schował do kieszeni kurtko-bluzo-płaszcza, wracając do pozycji siedzącej. Posłał barmanowi szeroki uśmiech pełen nieszczerej życzliwości i tym zakończył rozmowę z nim czy jakąkolwiek inną interakcję przez większą część wieczoru. "Nowy barman, psia mać. Ciekawe gdzie stary, poczciwy Bob." Lubił Boba. Bob znał go i był przyzwyczajony do jego specyficznej natury. Z Bobem potrafili gadać i gadać, i gadać, i jeszcze raz gadać. Dopiero po jakimś czasie orientował się, że gada już bardziej do samego siebie niż do Boba, bowiem Bob obsługiwał innych. Akurat Boba za to nie winił. Bob był meksykańcem. I był gruby. Bob musiał pracować.
Objął szkło całą dłonią i przełożył między palce fajkę, drugą ręką sięgając po samotnie stojącą wódkę obok. Przez chwilę do jego uszu nie dochodziło nic oprócz cichego dźwięku przelewania się alkoholu do szklanki, gdzie rozbijał się o szklane podłoże z miłym chlupotem, a potem zakończył wszystko głośnym przełknięciem palącej wody ognistej przez gardło. Odetchnął i już wiedział dlaczego tutaj przyszedł. Zapach wódki nigdy go lepiej nie prowadził. A wtedy jakby z braku laku przekręcił głowę w bok, nie spodziewając się tam dojrzeć niczego ciekawego. I to właśnie wtedy, parsknął cicho:
-Ty psi synu.
Stein. Jak w ufoludki wierzył. Pie*rzony Stein.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   Wto Lis 21, 2017 6:26 pm

Stein był żołnierzem, a tacy mają w nawyku obserwować otoczenie nad wyraz dociekliwie. Badawczo. Mało co im umykało, tylko nie dawali tego po sobie poznać. Mimo że obcas jednego z ciężkich, skórzanych butów, wciąż postukiwał o czubek drugiego, niebieskooki cały czas badał zachowanie dziewczyny o tak nietypowej urodzie. Dokładnie przyglądał się gdy ta wyciągnęła rękę w kierunku wody w szklance, która już została zmącona brudnymi szlakami całego syfu z peta, który rozpływał się powoli w cieczy.. Przez myśl przeszło mu tylko jedno wytłumaczenie dla takiego zachowania - stres. Męczarnia wystraszonej duszy, pchająca nas do nie zawsze logicznych rozwiązań. Nikt zdrowo myślący by nawet nie pomyślał o napiciu się z naczynia, więc po co po nie sięgać?
Widział jak na dłoni tą niecodzienną dla zwykłego zjadacza chleba sytuację, na nic była tutaj szybka repeta i ujęcie szkła w drugą rękę. Nie powiedział otwarcie o tym od razu. Nie chciał straszyć jej jeszcze bardziej. Zwrócił swoje jasne oczy ku dołowi udając brak zainteresowania i po raz kolejny tego wieczoru wyciągnął pomiętoloną paczkę papierosów. Wyciągnął zębami jednego i odpalił, chowając się na nowo za szarą zasłoną toksycznego dymu.
-Stres to pozytywne uczucie, nie?- Skierował spojrzenie na tą bladą, delikatną twarz, szczerząc szereg białych zębów i ściskając w nich jaskrawą bibułę ustnika. Puścił bokiem mały obłoczek i mówił dalej. -Mówi on dużo o ambicjach. Walczysz ze strachem, nie?- Wzruszył ramionami. -Inni pewnie już by uciekli. Gratulacje.- Oznajmił obojętnie. Oparł wygodnie plecy o oparcie. Wyciągnął ręce po bokach i zacisnął pięści, strzelając stawami. Przeciągnął się i jęknął przeciągle. To czasami lepsze niż orgazm.
-To zamów coś ciepłego. Przecież możesz, a nie mogłabyś. - Uniósł rękę do góry i machnął w kierunku młodej kelnerki. -Kradzieży?- Brew podniosła się delikatnie w górę jego pomarszczonego czoła. -Czyli się dogadamy. - Podsumował. -Postaw mi kawę.- Powiedział, wymownie patrząc na studolarówkę.
-Nie masz co grać przygłupa. Tego co widziałem już nie wytłumaczysz.- Dopiero teraz z obojętną twarzą nawiązał do wydarzenia z jego nową popielniczką. Przełożył kilka razy papierosa w dłoniach patrząc na żar. -Jestem na dnie, więc szukam pereł. Tobie też radzę. Tam są najczęściej.- Zaśmiał się cicho, na swój unikalny spokój- Prawo to gówniana gra, gdzie trzeba przestrzegać zasad, nawet jeśli sędzia nie patrzy. Po jaki ch**? To jest ta szansa, piękna.- prychnął. Jeszcze nikt nigdy nie zaakcentował słowa "piękna", tak jadowicie.

Zainteresowanie dziewczyną spadło, gdy kant lewego oka zauważył nadto szybki ruch przy barze. Odwrócił głowę wolno, nie leniwie, po prostu wolno by nie pokazywać swojego nazbyt dużego zainteresowania. Już z daleka rozpoznał tą kruczoczarną czuprynę. Przetarł czoło dłonią, a następnie przejechał po krótkich włosach, przeczesując je palcami. Znów zerkał na platynową blondynkę. Miał pewność że Morrow go zauważy. Zawsze szukał łakomych kąsków, więc chcąc nie chcąc, musiał rozejrzeć się po całym lokalu.
-To Morozow.- Mruknął jakby niechętny. -Walczysz dla przyjaciela, po to, by przeżył, a on walczy dla ciebie, i wszystko w wojsku opiera się na tej prostej przesłance. Czasami żałuję że za niego walczyłem. - Dokończył z pewnym sentymentem w głosie i dowcipem zarazem. Głównie to on musiał wyciągać chłopaka z kłopotów. Co prawda Nickolaj nigdy nie był w wojsku, ale agencje w których pracowali stricte je przypominały, stąd takie skojarzenie. - Po prostu nie panikuj jak podejdzie. Tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar "Black Lion"   

Powrót do góry Go down
 
Bar "Black Lion"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Regulus Arkturus Black
» Syriusz Black
» Narcyza Black
» Syriusz Black
» Bellatrix Lestrange (Black)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: