Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bagna Nowego Orleanu

Go down 
AutorWiadomość
Juliet Birch

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 4:11 pm



Bagna otaczające Nowy Orlean słyną z zamieszkujących tam licznych populacji żab, świetlików i aligatorów, jednakże nie są to jedyne atrakcje, które ten biom ma do zaoferowania. Można tu bowiem spotkać także wyjątkową mieszaninę lokalnych odmian ważek i motyli, oraz roślin występujących jedynie na tego typu podmokłych terenach.
Ich dalsze, mniej przebadane części bywają zdradliwe - trzeba się po nich poruszać łódką z wyszkolonym przewoźnikiem. Ponadto, to właśnie tam została zepchnięta większość niebezpiecznej fauny, wypłoszonej przez ludzi z pierwotnych siedlisk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juliet Birch

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 4:38 pm

Szło jak po maśle. Zaledwie dziesięć minut drogi z domu, Juliet udało się odnaleźć znajomy punkt, który był w istocie po prostu specyficznie wyglądającym, zbrązowiałym kamieniem. Był to jednak solidny trop w kierunku odnalezienia pieńka, pod którym ukryty był niegdyś Dziennik.
Gęsto porastające hałdy mokrej ziemi mchy piszczały pod stopami dziewczyny, gdy ta dzielnie przedzierała się coraz dalej. Skupiała się jednocześnie na obserwowaniu otoczenia, jak i dotrzymywaniu towarzystwa Emily, z którą wymieniała uwagi dotyczące lokalnej przyrody z równą pasją, z jaką opowiadałaby o zaklęciach z Dziennika.
Potem jednak gwałtownie przerwała, gdyż na skraju widoczności dostrzegła jakiś migoczący punkt.
-To chyba tamto miejsce!- zawołała w kierunku przywieszonego w pasie telefonu, po czym gwałtownie machnęła ręką w stronę, z której, jak jej się wydawało, znajdował się pieniek i zakamuflowana pod nim skrytka. Było to miejsce równie proste do rozpoznania, gdy już się je znajdzie, co trudne do odnalezienia w gąszczu dzikich mokradeł.
Juliet bez wahania ruszyła w stronę tajemniczego punktu, przepełniona nadzieją na odnalezienie wewnątrz czegoś ciekawego. Co to mogło być? Może kolejny dziennik, tak jak zakładała Emily? A może jakiś składnik... byłaby bardzo wdzięczna, gdyby Autor zachował trochę vibranium na czarną godzinę. Kim on był, żeby mieć dostęp do tak dużych ilości tego cennego materiału? Te pytania jak na razie pozostawały bez odpowiedzi. "Na razie" było dla Juliet frazą-kluczem.
-Mam nadzieję, że moja eskapada nie jest dla ciebie trudnością? Bo wiesz, trochę trzęsie i tak dalej...- rzuciła do Emily zaaferowanym głosem, mimo, że w gruncie rzeczy zagadywała ją po prostu, by nie czuć się samotną. Towarzystwo bardzo pomagało w jakichkolwiek badaniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emily Blue

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 08/11/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 4:54 pm

-Z chęcią wpadnę na obiad. -odparła jeszcze w domu. -Może nauczę się gotować i sama coś przyniosę. To chyba nie takie trudne, co nie? -doda to, potem tamto, gotuj ileś tam minut, zamieszaj. Ta da!
Emily słuchała uwag Juliet dotyczących otoczenia. Z początku średnio ją to interesowało, ale im dłużej szły, tym bardziej zaczęła dostrzegać pewnego rodzaju piękno otaczających je bagien. Pewnego, bo jednak było tu brudno i ślisko, i coś wszędzie latało. Ale czegoś się uczyła. Musiała przyznać, że to zupełnie dla niej nowe doświadczenie. Znaczy, nie sama nauka, ale nauka w ten sposób. Nie chłonęła po prostu danych jak gąbka z internetu, ktoś jej opowiadał. To było... inne. Ale przyjemne.
-Nie muszę się martwić, że robactwo które tu lata mnie pokąsa, więc nie jest źle. -oczywistym jest, że wolałaby przyjść tu już na własnych nogach, ale tak też nie było źle. -Daję radę. Do pewnego stopnia jestem w stanie ustabilizować obraz. Muszę go trochę przyciąć, ale nie jest źle. -dodała, jednocześnie pracując nad projektem w domu. Nasłuchiwała też dzwonka lub pukania, a nuż paczki przyjdą wcześniej? Zresztą... Juliet i tak nie zdąży wrócić na tyle szybko, żeby złapać kuriera. przecież ten nie będzie czekał aż piętnastu minut. Albo więcej, zależy, jak daleko dziewczyna chciała się zapędzić na tych bagnach. Chyba, że Emily krzyknie z głośników w kompie coś w stylu: "Cholera... CHWILECZKĘ! BIORĘ PRYSZNIC, DZIESIĘĆ MINUT!"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juliet Birch

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 5:36 pm

Zaśmiała się cicho. Robaki latające po okolicy mogły być realnym problemem, ale mieszkający tutaj ludzie jakoś się do tego przyzwyczaili i stopniowo przestali dostrzegać ich obecność. Juliet także przypomniała sobie o komarach i ferajnie dopiero, gdy wspomniała o tym jej komputerowa koleżanka.
-Mogłabym dołączyć do komórki paralizator. Raziłabyś komary prądem- prychnęła, jednak chwilę później się zreflektowała. -Ale w sumie to niezły pomysł. Rozważ wprowadzenie jakiejś maszynki atakującej prądem do swojego nowego ciała. Na ludzi też działa- dodała, pokonując kolejne kępy wilgotnej trawy oraz rachityczne krzewy rosnące w cieniu ogromnych drzew. Ogromna ważka śmignęła jej przed nosem, zatrzymując na kilka sekund pochód. Juliet szybko przebiegła myślami po swoich zasobach wiedzy i rozpoznała stworzenie jako Perithemis Tenera, potocznie zwaną "Eastern Amberwing". Była to jedna z ładniejszych przedstawicielek bagiennego repertuaru stawonogów.
Nie omieszkała podzielić się stwierdzeniem z Emily, jednak zaledwie chwilę potem zauważyła coś na co czekała. Pieniek! Leżał, przewrócony tak, jak go zostawiła. Skrytka ciemniała, powoli przejmowana przez puszczę.
-Oho, jesteśmy na miejscu- powiedziała do towarzyszki i w kilku susach dobrnęła do tego niezwykle ważnego miejsca. Padła na kolana i zagłębiła głowę w schowku. Nic nie dostrzegłszy, zaczęła grzebać w torbie. Wyciągnęła z niej latarkę i dalsze poszukiwania kontynuowała przy jej pomocy.
Oświetliła wnętrze wykopanego dołka i pisnęła z radości. Oto bowiem w samym, trudnym do dojrzenia rogu magazynu znajdowała się niewielka paczuszka. Juliet sięgnęła po nią bez chwili namysłu, czego konsekwencje poniosła chwilę później, gdyż naturalną reakcja podskoczyła ze strachu. Spod pudełeczka w ułamku sekundy wypełzły trzy, krwiście czerwone skolopendry, znane dziewczynie ze swojej jadowitości. Cofnęła rękę jak oparzona, a potem otarła nią pot z czoła, obserwując jak wije wracają do swoich kryjówek w głębi ziemi. Obejrzała pakunek i aż wytrzeszczyła oczy z zaskoczenia.
Była to talia kart. Solidnie wykonane pudełeczko z wygrawerowaną kozią głową kryło w sobie 52 misternie wymalowane karty, przedstawiające różne mityczne stworzenia. Na tylnej ściance wyryte były litery S i P, być może inicjały posiadacza.
-Emily?- zapytała, upewniając się, czy dziewczyna nadal tam jest. -Wyprawa zakończona sukcesem. Widzisz tą talię kart? Jestem pewna, że należały do autora Dziennika- po tych słowach wstała na równe nogi i przetasowała karty.
-Może przydadzą się do wróżenia? Albo czegoś... innego- nie mogła znaleźć słów pasujących do propozycji wykorzystania kart, które mnożyły się teraz w jej głowie.
Nader wszystko jednak w umyśle Juliet kłębiły się możliwości połączenia kart z istniejącymi zaklęciami. Przymrużyła oczy, zagłębiona w obmyślaniu kombinacji...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emily Blue

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 08/11/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 5:56 pm

-Hm, raczej szybko wyładowałby baterię. Przynajmniej tak mi się zdaje, to coś żrę prąd jak szalone. A komarów tutaj od groma, byłoby sporo kopania. Prądem. -na dalszą uwagę przejrzała plany, próbując jakoś zutylizować trochę miejsca, żeby wstawić tam paralizator. -Pomysł jest kuszący, ale chyba nie dam rady. Układ kości, mięśni i wnętrzności jest bardzo zbliżony do ludzkiego. Ale... może uda mi się wbudować paralizator w 'tkanki' ramienia... -wprowadziła kilka zmian do projektu i przeprowadziła małą symulację. -Nope. Nie da rady. Musiałabym mieć dostęp do bardziej zaawansowanych komponentów. Już i tak to co będzie się tutaj zjeżdżać w najbliższym czasie nie jest zwykłymi kablami i przełącznikami. -kiedy Juliet tak skakała, Emily co chwile miała wrażenie, że telefon odpina się od paska i zaraz wyląduje na ziemi.
-Hm, tak, faktycznie ładna. -przyznała, oglądając nagranie ponownie. Postanowiła je zapisać, mimo słabej jakości.
-O, świetnie. -rzuciła zaraz przed tym, jak pole jej widzenia wypełniła ziemia, kiedy Juliet padła na kolana i zanurkowała w dziurę. -Ee, tego... -rzuciła tylko. Na ekranie z kamery pojawiły się lekkie zakłócenia. Widać skrytka nasiąkła magią dziennika, który tutaj leżał, najpewniej parę ładnych lat.
-Ło, co jest?! -krzyknęła zaskoczona, gdy dziewczyna nagle się wyprostowała. W kącie pola widzenia dostrzegła jednak jednego z czerwonych robali. -Ugh... Dobrze, że to nie ja musiałam tam nurkować. -przyjrzała się kartom oraz ich opakowaniu. Zapamiętała zarówno grawerkę jak i poszczególne karty, które udało jej się dostrzec. Potem sprawdzi to w sieci.
-Chcesz mi powiedzieć, że wcześniej tego nie zauważyłaś? -spytała, analizując po cichu grawerkę koziej głowy. Dużo się jednak nie dowiedziała, nie studiowała po sieci tego typu rzeczy. -Możemy zagrać a makao, jak już wrócimy. A nie, czekaj, przecież ja nie mam rąk. -dobrze, że zamówiło to 'jeszcze coś'. Ludzie potrafią tworzyć naprawdę fajne zabawki. A jeszcze fajniej można je wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juliet Birch

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 6:17 pm

-Heh, mogłam cię zawczasu spuścić do środka. Telefon też ma latarkę- łobuzersko podniosła kraniec wargi i rozejrzała się dookoła. Wysłuchała uwagi Emily dotyczącej tego, że wcześniej nie zauważyła tego obiektu.
-No, tak się składa, że...- przez moment myślała. Sama musiała przecież sobie przypomnieć, jak funkcjonowało jej rozumowanie w pierwszych chwilach posiadania Dziennika. Ah, tak!
-Wzięłam go do rąk, przytuliłam i uciekłam. Nie wiedziałam, czy przypadkiem właściciel nie patroluje okolicy- odpowiedziała, lekko odchodząc od miejsca zdarzenia. Dostrzegła przy tym, że ta skrytka to dobre miejsce do odrestaurowania. Znajdowała się jednocześnie dosyć blisko domu i na tyle daleko, by postronni nijak nie mogli się do niej dostać. Gdyby Juliet miała coś do ukrycia przed całym światem, niechybnie zaszyłaby to właśnie tu.
-Jak ogarniemy z internetu, jak wróżyć z kart, to mogę ci przedstawić twoją przyszłość- powiedziała, już zdecydowanym krokiem udając się w drogę powrotną. Kolejna ważka przeleciała tuż przed nią, teraz jednak ekscytacja nowym nabytkiem wzięła górę. -Skoro niektóre czary działają, to czemu nie tarot?- zapytała zarówno Emily, jak i samą siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emily Blue

avatar

Liczba postów : 157
Data dołączenia : 08/11/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 6:41 pm

-A tylko byś spróbowała! -krzyknęła surowo. Prawda, nic by się jej nie stało, ale co się zobaczy, już się nie odzobaczy. -Chociaż biorąc pod uwagę okoliczności to rzeczywiście mógł nie być najgłupszy pomysł... -ceniła sobie swoje życie nie mniej niż jeden człowiek, ale skoro była maszyną można to było czasami wykorzystać. Coby w tej dziurze nie siedziało, jej by nie zabiło. Nie siedziała przecież bezpośrednio w telefonie. A Juliet mogłoby to zaoszczędzić ugryzień. Czy co tam takie robale robią.
-Mhm. Więc nie do końca znalazłaś, a ukradłaś. Znaczy, ukradłabyś, gdyby patrolował. -wytknęła jej. -A co, jeśli te robale to inni, którzy próbowali go okraść? I ich zamienił. A kart nie było tam wcześniej, dlatego ich nie wzięłaś. On je teraz dołożył i są przeklęte, muahaha! -zaśmiała się. Chciała ją nastraszyć. Zarówno dziennik, karty jak i skrytka wyglądały na nieodwiedzane i dawno nieużywane. I sama Emily miała nadzieję, że była to prawda, bo jeśli Juliet miałaby zostać zaklęta, to AI też mogło. W końcu była trochę wspólnikiem w zbrodni...
-O patrz, kolejna ważka. -zauważyła, ale Juliet chyba ją przegapiła.
-Nawet jeśli ten cały tarot, cokolwiek to jest, ma działać, to chyba nie interesuje mnie moja przyszłość. Aż tak. -wiedziała, że będzie mieć ciało, to jej wystarcza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juliet Birch

avatar

Liczba postów : 87
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Cze 13, 2016 7:02 pm

Lekko zestresowała się surowym przykazaniem rozmówczyni. Gdy w filmach komputery zaczynały się tak zachowywać, zwykle kończyły buntując się i wyżynając swoich ludzkich podopiecznych. A Juliet wolała nie ryzykować. Zostanie wyrżniętym w tak przełomowym momencie byłoby ogromnym marnotrawstwem czasu i wysiłku włożonego w badania nad dziennikiem.
-Ale nikt go nie pilnował, więc uznajemy za znalezione...- odpowiedziała zdecydowanie, chwilę później zaś się zawahała. Ostrzeżenia SI brzmiały poważnie. Przecież magia Dziennika była w stanie przekształcać ludzi w zwierzęta, więc czemu miałaby mieć problem z zamianą w robaka wścibskiego poszukiwacza skarbów? Skrytka mogła być obłożona klątwą.
-Umf- wzdrygnęła się na myśl o spędzeniu reszty życia jako skolopendra. Może i byłaby jadowita, ale ileż czyhałoby na nią niebezpieczeństw! Chociaż, w gruncie rzeczy, mogłaby wybrać się do szkoły i pokąsać którąś z dziewczyn, które były dla niej niemiłe. To dawało jakieś perspektywy.
-Ale nie jestem teraz wijem, więc klątwy nie było. Ale, nawet dobrze, że dostrzegłaś taką ewentualność. Czuj się użyteczna- odpowiedziała, z wyższością sunąc po bagnie. Kolejne drzewa wydawały się coraz bardziej znajome, zaś w końcu ujawnił się także brązowawy kamień, będący punktem orientacyjnym wykorzystywanym przez Juliet.
-Dobra, wracamy do domu. Ekspedycja zaliczona- skwitowała całe wydarzenie dziewczyna, mijając skałę. Za ścianą drzew powoli zaczynał majaczyć jej rodzinny dom...

z/t Juliet
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Lut 13, 2017 9:29 am

[Z downtown Houston]

Wilk gnał przed siebie znaną mu już trasą. Pozwolił sobie przybrać swoją zwykłą postać, tak łudząco podobną do zwykłego midgardzkiego wilka. W ten sposób łatwiej mu było podróżować, a poza tym najzwyczajniej w świecie dobrze się czuł nie musząc przez chwilę utrzymywać maskarady namiastki człowieczeństwa.
Po ataku na Houston okoliczne tereny nie były szczególnie zaludnione. Fenris minął po drodze wiele pustych gospodarstw, a nawet małych miasteczek. Nie był pewien czy wyludniło je ludzkie wojsko, czy mieszkańcy sami pierzchli przed najeźdźcą. Nie mógł im się szczególnie dziwić, skoro nawet on sam przeżywał tam ciężkie chwile, to co dopiero słabi ludzie.
Z łatwością powymijał z daleka wszelkie ludzkie istoty, które mógłby spotkać. Wątpił by stanowili jakiekolwiek zagrożenie, ale ostrożności nigdy za wiele. A nóż ktoś zapamiętałby którędy biegł niczym wiatr spory wilk z czymś dziwnym w zębach. Ostatnimi czasy nie należało nie doceniać możliwości midgardczyków.
Gdy w końcu dotarł na bagna Nowego Orleanu, szybko odszukał dokładnie to samo miejsce w którym ostatni raz widział się z ojcem. Wrócił do swojej humanoidalnej formy i przełożył sobie smoczą łuskę do łapy. Po chwili zastanowienia wytarł ją jeszcze trochę w futro. Gdy uznał że już bardziej gotowy nie będzie i upewnił się że w promieniu wielu mil nie ma żywej duszy, postanowił wezwać do siebie Lokiego. Czuł się trochę głupio nie będąc telepatą starać się zwrócić na siebie jego uwagę. Skoncentrował się i spróbował wezwać do siebie trickstera. Kilka razy udała mu się ta sztuczka z Amelią, ale wtedy stała obok, a nie była nie wiadomo gdzie, być może nawet nie w tym świecie.
Pozostawało tylko czekać i ewentualnie ponowić próbę. Było to minimalnie irytujące, jednak wilk jak zwykle ufał w tej materii swojemu ojcu.
Gdy Loki się w końcu pojawił, wilk najpierw na chwilę uklęknął na jedno kolano, potem wstał i uderzył się w pierś. Dopiero gdy prowizoryczne oddawanie honorów suwerenowi się skończyło zaczął składać raport.
- Wybacz mi ojcze że tyle zwlekałem z wezwaniem cię, niestety wydarzenia w grodzie Houston uwikłały mnie bardziej niż się spodziewałem. - poczekał chwilę na reakcję ojca, żeby zobaczyć czy bardzo się złości. - Niestety moja obecność oraz zamiary zostały zdemaskowane jeszcze zanim na dobre rozpocząłem zadanie. Dlatego zdecydowałem się dołączyć do grupy wojowników, która walczyła w Houston. W ten sposób dowiedziałem się więcej, niż udałoby mi się podstępem. - pamiętał co mówił ojciec gdy się żegnali. "Atakuj tylko w obronie. Nie wychylaj się". Cóż ten plan spalił na panewce, ale o tym dlaczego opowie już w samym raporcie. - Widziałem wiele cudów. Jak wiele czasu masz na opowieść ojcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Lut 13, 2017 4:58 pm

W Nowym Jorku rozgrywało się wiele ciekawych akcji - i Loki obserwował je wszystkie z mniejszej czy większej odległości, czasami osobiście pojawiając się na miejscu wydarzeń, innym razem zaś śledząc rozwój sytuacji jedynie przy pomocy ludzkich mediów, bardzo przydatnych, a momentami wręcz intrygujących. Szczególnie zainteresowało go kilka spraw, w tym magiczne wyładowania ponad Brooklynem... Oraz, w ostatnim czasie, to oczyszczenie części terenu Stanów Zjednoczonych z energii mistycznej. Ciekawe, ale przede wszystkim zajmujące - tyle że nie dla niego, a dla Midgardczyków, na których jednocześnie spadało teraz tak wiele problemów. Podobało mu się to. Im więcej się działo - tym bardziej Ziemianie musieli rozproszyć swoje siły i uwagę... Przez co na każdym froncie stawali się słabsi.
Przynajmniej na śledzeniu jednej akcji trickster nie musiał się skupiać - bo przecież do Houston i tak wysłał już kogoś swojego. Oczywiście od czasu do czasu zdarzało mu się natknąć na jakieś informacje, ale wychodził z założenia, że wkrótce i tak otrzyma dokładniejszy raport, więc nie przejmował się szczegółami... Aż do chwili, gdy przez telepatyczną więź, którą posiadał ze swoimi kilkoma najbliższymi towarzyszami poczuł jasne i wyraźne wezwanie.
Nie zajmował się wówczas niczym na tyle istotnym, aby nie mogło to poczekać, w związku z czym był w stanie wyruszyć od razu. Teleportował się prosto do miejsca, które miał już okazję odwiedzić podczas swojego pobytu w Midgardzie - i które podpowiadało mu samo wezwanie... Co oznaczało, że był już przygotowany na panujące na bagnach warunki. Nie przepadał za brodzeniem w błotku, szczególnie takim, którego głębokość nie sposób było odgadnąć, dlatego zaczął od wytworzenia sobie pod stopami energetycznego konstruktu - prostego, zbudowanego na planie okręgu i lekko zagiętego ku górze, rzecz jasna błyszczącego zielenią. Na nim unosił się tuż nad powierzchnią... Gruntu, wody, czy akurat tego, co się pod nim znajdowało, a w czego skład nie wnikał.
Jego spojrzenie prędko odnalazło Fenrisa, a po przyjęciu powitania - w trakcie którego Loki zauważył w jego łapie jakiś obiekt, ale nie zdążył go jeszcze zidentyfikować - uważnie wysłuchał jego relacji. Póki co wiele nie wnosiła; trickster wiedział już, że sprawy w Houston skomplikowały się i przeciągnęły w czasie, więc zwłoka go nie dziwiła... A z opcją zdemaskowania mimo wszystko się liczył, choć oczywiście wolałby, gdyby do tego nie doszło.
-Najważniejsze, że dostosowałeś się do sytuacji. Opowiedz mi- zarządził, rozmyślnie rzucając najpierw pewną formą komplementu. Zaraz potem mag częściowo wygiął barierę, na której stał, aby utworzyć z niej siedzisko; pozostawił sobie miejsce na stopy, lecz środkowy fragment okręgu wywindował na kształt wygodnego fotela czy wręcz tronu, na który to opadł.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Lut 13, 2017 8:30 pm

Fenris skinął tylko tricksterowi głową i zaczął opowiadać. Na ogół stronił od dłuższych wypowiedzi, ale gdy już się przełamał, albo naprawdę musiał, opowiadał niemal tak barwnie jakby cytował Eddę z dawnych lat. Było to o tyle dziwne, że nikt kto nie wiedział czym naprawdę jest wilk pewnie nie spodziewał się po nim tego poziomu "elokwencji lat minionych". Z drugiej strony, słuchanie całego raportu wymagało sporej dozy cierpliwości od słuchacza. Wilk zdecydował że zacznie opowieść od samego konfliktu, bo przecież po to wysłał go ojciec, a dopiero potem opowie o ciekawszych rzeczach, których był świadkiem.
- Jeśli dawać wiarę słowom mych kompanów, najeźdźcy nie szukali wśród ludu Midgardu niczego więcej, niż najprostszych dla siebie dóbr. Ich głównym celem było nasycić pojmanymi ludźmi głód swoich statków. Silniejsi ziemscy wojownicy, ponad wątpliwość ci, których określają mianem mutantów, mieliby uniknąć tego losu i stać się niewolnikami. Nie dane mi było poznać innych celów najeźdźców, a i obrońcy Midgardu poddawali w wątpliwość istnienie takowych. - przypomniał sobie słowa Daalkiina spod jeziora. Wilk posiadał idealną pamięć, którą przez większość czasu wykorzystywał głównie do zapamiętywania zapachów i żywienia uraz. Czasem jednak przydawała się do innych rzeczy. - Mimo iż w konflikcie były dwie strony, to brały w nim udział więcej niż dwie siły. W śród najeźdźców rozróżniłem przynajmniej pięć ras, które zdawały się współpracować. Nie wiem na jakiej zasadzie odbywała się ta współpraca, ale większe stwory za nic miały sobie życie słabszych. Naprzeciw nim zaś stanęli nie tylko ludzie, ale też wojownicy "militarnej organizacji" zwanej The Core i ponad wszelkie zwątpienie, tylko dzięki nim atak nie doszedł skutku. Obrońcy ziemi byli na straconej pozycji, gdy najeźdźcy otoczyli gród murem energii, nie pozwalającym na wtargnięcie odsieczy do miasta. Z tego co wiem właśnie okręty The Core, obróciły tę barierę w niwecz. W ich szeregach właśnie ruszyłem do walki. - wilk powtórzył z pamięci słowa odrodzonego licząc na to że Lokiemu więcej powie ten termin niż jemu samemu. - W ich barwach walczą najróżniejsze stwory. Od Midgardczyków, przez dwunożne zwierzęta podobne mi samemu i inteligentne maszyny, zdolne do myśli, rozmowy i braterstwa, po Urkyn'Vareis... - w tym miejscu wilk zrobił dramatyczną pauzę, ale prawdopodobnie jego ojciec nawet nie wiedział czemu, więc szybko kontynuował - Wiele rzeczy widziałem pośród dziewięciu światów, w tym istoty potężniejsze niż ja, czy Thor, lecz moc tych bytów, widm, bo tak też pozwalają na siebie wołać sprawia że podczas obcowania z nimi czułem się jak ziarnko piasku na brzegu. Tak mało znacząca była moja siła. Najsłabszy z nich jakiego spotkałem, będąc niemal śmiertelnie rannym, bez większego wysiłku posłał mnie na posadzkę. Najpotężniejszy, nie bez wysiłku, utrzymał w powietrzu spadający okręt wielkości dwóch, czy może trzech pałaców Odyna. Wśród nich są także starożytni, których moc ponoć jest jeszcze większą, lecz nie dane było mi zobaczyć tej prawdy na oczy. Wierzę jednak, że śmiało może równać się z mocą Odyna. Ojcze, są to istoty z jakimi się jeszcze nie mierzyłem. Nie należy ich lekceważyć. Z tego co je poznałem kierują się one honorem wojowników, a ich celem jest obrona słabszych. Onuris, jeden z nich, tytułuje się widmem Midgardu, a z tego co widziałem, to równie dobrze Thor może odstawić swój młot na cokół, takiego ziemia zyskała obrońcę. Choć i wśród nich zdarzają się czarne owce. Są to tak zwane spaczone widma... -wiedział że jego ojciec lubi takie łyżki dziegciu w beczce miodu ludzi honoru, więc specjalnie zwrócił na to uwagę - ...ale nie dowiedziałem się nic ponad to, że specjalna siła zwana egzekutorami istnieje tylko po to aby je zwalczać.
Tutaj zrobił sporą pauzę. Było to dość sporo informacji, a to tylko suche fakty i obserwacje. Wilk miał jeszcze raport z własnych działań do złożenia.
- Zanim walki w mieście rozgorzały na dobre - wrócił do opowieści - Dołączyłem do niewielkiego oddziału którego specjalnym zadaniem było obudzenie drednota, wielkiego okrętu śpiącego pod powierzchnią Houston. Misja powiodła się i ten właśnie okręt ostrzałem swych dział zniszczył barierę. Ja jednak podczas niej zostałem zdemaskowany. Deinmaar, bo takie miano nosił drednot, za pomocą nieznanej magii dowiedział się kim jestem i po co tam przybyłem. Wtedy pierwszy raz zmierzyłem się z widmem. Przegrałem tę bitwę, a w wyniku kolejnych zdarzeń sędzia Urkyn'Vareis obłożył mnie klątwą - teraz na chwile jego ton z dostojnego zmienił się na bardzo pogardliwy - Ilekroć zabiję niewinną istotę, kierując się swymi bestialskimi żądzami, zaniknie istnienie istoty, która jest dla mnie ważna. Minie ona gdy nadejdzie odpowiedni ku temu czas. - spojrzał na ojca wyczekująco. Nikt nie znał się na magii tak jak on. Przynajmniej w oczach wilka. Do tego uzmysłowił mu że poniekąd sam jest w niebezpieczeństwie. Grono istot bliskich wilkowi nie było zbyt szerokie. Jeśli jego ojciec nie wpadnie na pomysł jak sobie poradzić z urokiem, to chyba zostanie czekać na "odpowiedni czas" - Miało to utrzymać mój gniew w ryzach na czas wspólnej walki. Związany zaklęciem, oraz obietnicą, którą wtedy złożyłem pomogłem widmom utrzymać porządek i wypchnąć największego wroga z Houston. Plugawe widmo zwane Czarnym Ogniem. W podzięce Onuris oddał mi swoją łuskę, a gdy stanę przed starożytnym, otrzymam w zamian za nią należną nagrodę. Broń wykutą z mocy i magii Urkyn'Vareis. - głos wilka zadrżał. Jego ojciec powinien z łatwością rozpoznać ukrywaną ekscytację darem. Zaraz potem Fenris zamilkł na dłuższą chwilę, co było chyba sygnałem końca opowieści. Wilk miał nadzieję że niczego nie pominął. Jeśli do tej pory ojciec ani razu mu nie przerwał, to chyba bardzo interesowały go wydarzenia Houston. Teraz wilk spokojnie czekał na konkluzje i dalsze rozkazy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pon Lut 13, 2017 10:11 pm

Loki w pełni spodziewał się długiego raportu - i to właśnie dlatego praktycznie od razu sprawił sobie siedzisko. Jego ręce ułożyły się na improwizowanych oparciach "fotela", na którym już na samym wstępie przybrał jak najwygodniejszą pozycję, aby dalej móc się skupić tylko i wyłącznie na słowach Fenrisa. W końcu niedobrze by było, gdyby coś istotnego mu teraz umknęło.
Trickster słuchał więc uważnie i na bieżąco układał sobie w głowie wszystkie te nowe informacje. Sama przyczyna inwazji nie stanowiła dla niego zaskoczenia; w gruncie rzeczy takie powody najczęściej były proste, choć - dla atakujących - praktycznie zawsze bardzo ważne. Zdobywanie terenów i surowców, szerzenie własnej władzy... Czasem zemsta lub po prostu zwykła, czysta chęć niszczenia. Mało kto porywał się tak naprawdę na coś subtelniejszego.
Opis rasowy przyniósł już za to ciekawsze dane, szczególnie ten jego najbardziej obfity fragment - tyczący się Urkyn'Vareis. Ich siła nie zaniepokoiła Lokiego tak, jak być może powinna... Ale w końcu mag nie miał najmniejszego zamiaru się z nimi mierzyć. Po co walczyć z kimś, kogo zamiast tego mogło się po prostu użyć? Ich istnienie podsuwało mu za to parę ciekawych pomysłów, po części związanych z Thorem i uwagami Fenrisa... Ale i z jego własnymi planami.
Loki trwał dalej w milczeniu, przyglądając się swemu rozmówcy z wyrazem namysłu na twarzy i od czasu do czasu kiwając krótko głową. Nie wtrącał się, o nic nie pytał - przynajmniej jeszcze nie teraz. Najpierw chciał poznać pełny zarys sytuacji... A Fenris przechodził w końcu do coraz to bardziej interesujących tematów - czyli do jego własnych poczynań...
... Kiedy jednak dotarł do momentu, gdy nałożona na niego została klątwa, trickster natychmiast zmarszczył czoło. Nie wyczuwał na wilku żadnej obcej magii, ani na pierwszy rzut wewnętrznego oka, ani nawet teraz, gdy z czystej ciekawości umyślnie zaglądał głębiej. Intrygujące. Loki aż zmienił trochę swoją pozycję: jedną z rąk pozostawił z łokciem na oparciu, lecz przedramię uniósł, by przyłożyć policzek do zewnętrznej strony palców. To wszystko wyraźnie ukazywało, że nad czymś się zastanawiał.
Nawet wizja zdobycia przez Fenrisa potężnej broni nie oderwała w pełni uwagi maga od sprawy klątwy, choć musiał przyznać, że taki oręż zapowiadał się wspaniale. Być może mógłby się nawet mierzyć z Mjolnirem - a choć w tej chwili Loki liczył na to, że walki z Thorem uda im się uniknąć, to jednak pozostawała jeszcze kwestia Odyna i wielu innych wrogów...
-Dobrze się spisałeś. Rozumiem, że wkrótce wybierzesz się po swoją nową broń... Ale najpierw powinieneś o czymś wiedzieć. Nie wyczuwam na tobie efektów żadnego utrzymującego się zaklęcia, nie licząc mojej własnej energii maskującej. Jeżeli nawet została na ciebie nałożona jakaś klątwa, to nie tylko jej działanie dobiegło już końca, ale i zniknęły po niej wszelkie ślady. Alternatywnie, nie było jej wcale- poinformował wilka, unosząc przy tym lekko brew i z zainteresowaniem przyglądając się jego reakcji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Wto Lut 14, 2017 8:40 am

Wilk omal nie zamerdał ogonem na pochwałę ojca. Z całej siły zdusił w sobie ten odruch żeby z zewnątrz wyglądać dostojnie i poważnie. Wewnętrznie czuł jednak że ostatnio nic nie sprawiło mu takiej satysfakcji jak zadowolenie ojca z jego poczynań. Z początku cały czas myślał, że jego misja nie powiodła się, jednak w miarę mówienia zauważył że koniec końców dowiedział się całkiem sporo i to w sposób nie mniej mu odpowiadający, czyli walkę i zgniecenie paru czaszek.
Skinął ojcu głową na wzmiankę o broni. Owszem, nie mógł się doczekać. Nie był to oczywiście jedyny powód, ale reszta mogła się Lokiemu wydać zbyt błaha, więc zdecydował się zasłonić je wszystkie pod maską tego jednego. No i jeszcze dochodziła sprawa klątwy. Mała na to szansa, ale jeśli z własnej woli pomoże mieszkańcom Houston, oraz wojownikom The Core w walce to klątwa pryśnie. Co innego że skoro na to liczył, to właśnie dlatego pewnie nie zadziała...
Potem jego ojciec odniósł się do samej klątwy. Podczas składania raportu wilk zauważył że Loki z uwagą mu się przygląda, jakby go studiował. Fenrisowi aż zawęziły się oczy po sugestii trickstera. Czyżby znowu dał się oszukać jak dziecko? Wilk naturalnie rozpoznawał gdy ktoś próbował go oszukać. Nauczył się polegać na tym zmyśle tak bardzo, że gdy zostawał go pozbawiony, jak to było w przypadku widm, stawał się nazbyt ufny. Powątpiewał w to że klątwa do tej pory przestała istnieć. Nie dokonał żadnego legendarnego czynu, który mógłby ją znieść, ale co on wiedział o klątwach? Tak czy siak chciał jeszcze wspomnieć ten jeden fakt.
- Jesteś pewien Ojcze? Widma są w stanie zataić wszelki ślad swego istnienia. Wymykały się nawet moim zmysłom stojąc mi twarzą w twarz. Może potrafią czynić to samo ze swoją magią?
Od samego początku nie czuł na sobie działania magii klątwy, ale zakładał że tak właśnie działa moc Urkyn'Vareis. Z drugiej strony gdy Onuris oddał mu swoją łuskę od razu wyczuł drzemiącą w niej magię... Wpierw ogarnął go gniew, wyszczerzył zęby i zawarczał. Czyżby Asuna zadrwiła sobie jego kosztem? A on ją próbował ratować! Potem jednak szybko ochłonął. Za wszelką cenę obiecał sobie nauczyć się panować nad swoim gniewem. Może i Asuna oszukała go w nieznanym celu, ale jeśli tak, to Onuris bardziej niż sowicie wynagrodził go za służbę swojej siostrze. Teraz wszystko bardziej nabierało sensu. Być może ją także odnajdzie i skonfrontuje z nią te przypuszczenia. Czekał jednak na odpowiedź ojca. Wydawało mu się że zagrożenie jest zbyt duże, żeby tak po prostu założyć że klątwa nie istnieje. Nawet jeżeli to wszystko było tylko sprytną zagrywką ze strony Asuny. Skoro wilk naprawdę chciał się nauczyć być taki jak ojciec, to właśnie dostał tego porządną lekcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Czw Lut 16, 2017 11:38 pm

Loki nie odpowiedział od razu. Prawdę mówiąc z góry wiedział co odrzeknie, lecz obserwowanie zmian zachodzących w całej postaci wilka okazało się być całkiem interesujące... W związku z czym umyślnie zwlekał przez kilka sekund, te zaś najwyraźniej w zupełności wystarczyły, aby Fenris wyciągnął swoje własne wnioski - przynajmniej jeżeli sądzić po nagłym obnażeniu zębów i warczeniu. To właśnie trickster uznał za znak, że nadszedł czas, aby przemówić ponownie:
-Nie mogę całkowicie wykluczyć tej opcji, ale wydaje mi się być wysoce nieprawdopodobna. Silne zaklęcia ciężej ukryć. Słabsze łatwiej zdjąć. Istnieją wyjątki, a sytuacja wygląda inaczej w przypadku czarów rzucanych na samego siebie... Oraz własnej energii... Jednakże magia rządzi się pewnymi prawami. Obchodzenie ich oznacza już innego rodzaju manipulacje rzeczywistością... Których nie można byłoby nazwać klątwami- wyjaśnił ze spokojem. Trochę uprościł i skrócił sprawę, ale zawarł w swej wypowiedzi najważniejszy sens. Sam dla przykładu stale ukrywał swoją aurę i maskował się jak tylko mógł, aby nie przyciągać niczyjej uwagi, lecz liczył się z tym, że niektóre jego zaklęcia mogłyby zostać wykryte przez odpowiednio potężnych magów... Te, których efekty ciągle utrzymywały się z daleka od niego.
Choć trickster był praktycznie pewien swojej oceny sytuacji, to jednak brał pod uwagę to, iż wilk wciąż mógł być innego zdania. Nic dziwnego, że chciałby otrzymać niezbite dowody... Choć ta "klątwa" brzmiała na bardziej szkodliwą dla jego otoczenia, aniżeli dla niego samego. Loki posiadał na to skuteczne i nie pozostawiające żadnych wątpliwości rozwiązanie, lecz niestety zrealizowanie go wymagało odbycia wycieczki... W nieprzyjazne rejony.
-Odbierz swoją nagrodę. Jeżeli po jej otrzymaniu w dalszym ciągu nie będziesz mieć pewności, wówczas ją dla ciebie zdobędziemy. Istnieje magiczny obiekt, przy którego pomocy dojrzeć można prawdziwą istotę rzeczy... Zobaczyć świat takim, jakim jest w rzeczywistości. W jego odbiciu pojawiłyby się również esencje czarów- zapowiedział. Nie wchodził w szczegóły, w tej chwili kłopotanie Fenrisa nie miało jeszcze sensu. Loki wolał, aby wilk skupił się na tym, co czekało go najpierw, a ewentualne zorganizowanie podróży pozostawił już w jego zdolnych rękach. Rzecz jasna trickster nie zamierzał wybierać się do Jotunheim osobiście... Raczej nie był tam mile widziany, a nie widział sensu w kuszeniu losu... Ale nie oznaczało to od razu, że nie mógł nakierować Fenrisa - czy nawet kogoś innego, jeżeli pojawi się taka możliwość.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 482
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pią Lut 17, 2017 10:29 am

Spokój i opanowanie Lokiego same w sobie w pewnym stopniu same doprowadziły wilka do porządku. Nie miał żadnego powodu, aby nie ufać swojemu ojcu. Był jednym z najznamienitszych magów w Asgardzie, a w magii ułudy i iluzji przewyższał dowolnego boga. Był więc dla Fenrisa prawdziwym autorytetem w dziedzinie. Nie mówiąc już o tym że w każdej innej też. Zresztą, kiedy bóg kłamstwa insynuuje ci ze ktoś cię oszukał, to chyba możesz mu wierzyć. Prawda?
To ze został oszukany w podobny sposób nagle sprawiło że widma stały się dla niego dużo bardziej Asgardzkie. Była to sztuczka na miarę Odyna i jego dworzan, nie idealnych nadistot, jakimi do tej pory widział je wilk. Niemniej, to nowe światło w jakim ich teraz widział nie odejmowało im ani trochę mocy. Wręcz przeciwnie, wydawali mu się teraz dużo groźniejsi.
Znowu skinął łbem, gdy ojciec polecił zająć się najpierw sprawami bieżącymi. Samemu również zgadzał się z nim w tej materii. Zastrzygł jednak z zaciekawieniem uszami, gdy ojciec kontynuował wypowiedź. Zastanawiał się czy mówi o studni czerwonych wód. Fenris słyszał tą legendę już dawno temu. Myślał już nawet o wyprawie do tego mitycznego miejsca, ale z innych powodów. Chciał się przekonać czy Asuna miała rację. Czy naprawdę nie był nikim więcej niż tylko Asgardzkim psem. Teraz, gdy wyszło na jaw że prawdomówność widma jest w najlepszym razie kwestionowalna, nie zależało mu na tym aż tak bardzo. Jednak podobna wyprawa mogłaby rzeczywiście raz na zawsze rozstrzygnąć sprawę klątwy. Jeśli czas i siły pozwolą, może się jej podejmie. Nie był pewien jak mógłby samemu przekroczyć granicę między światami bez uwagi Heimdala, ale widocznie Loki miał jakieś asy w rękawie, skoro sam zaproponował takie rozwiązanie. Z chęcią odwiedziłby swoje rodzime strony i zobaczył jak się zmieniły przez lata. Kiedyś cieszył się poważaniem olbrzymów. Ciekawe czy jeszcze ktoś go tam pamięta.
Mógłby oczywiście zapytać ojca o to kim naprawdę jest, ale byłby to wyraz braku szacunku, czy lojalności wilka, czego na pewno nie chciałby po sobie pokazać.
- Wyruszam więc – skinął raz jeszcze łbem na znak że rozumie i zgadza się ze słowami trickstera. - Jeśli mógłbym się do czegoś przydać, pozostaję na twe rozkazy.
Raz jeszcze odkłonił się i jeśli ojciec go nie powstrzymał ruszył w drogę powrotną do miasta. Nie śpieszył się tak jak ostatnio. Miał ochotę skonfrontować się z Asuną, ale nie wiedział ani czy jest w grodzie, ani jak taka konfrontacja mogłaby przebiec. Może powoli powinien rozpocząć poszukiwania starożytnego?

[zt do Houston, Texas Medical Center]


Ostatnio zmieniony przez Fenris dnia Wto Lut 28, 2017 7:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   Pią Lut 17, 2017 10:35 pm

Loki kiwnął krótko głową na słowa Fenrisa, lecz na tym geście poprzestał - i tylko obserwował w milczeniu dalsze poczynania wilka, który zaraz potem wybrał się w podróż, zapewne wracając do samego Houston. Mag nie miał żadnych powodów, aby przebywać na bagnach choćby chwilę dłużej... A jednak nie zniknął z nich od razu, jeszcze przez kilka czy nawet kilkanaście sekund w zamyśleniu spoglądając w kierunku, w którym oddalił się Fenris.
Po części ciekawił go rozwój wydarzeń związanych z inwazją - ale teraz tym bardziej był już spokojny o to, że jego reprezentacja sobie z nimi poradzi i w razie czego przyniesie mu najświeższe wiadomości. Nie martwił się. Zastanawiało go natomiast cóż takiego działo się ze wszystkimi innymi wątkami, o których istnieniu dowiedział się w ostatnim czasie... I które powinny tak pięknie zakręcić życiem Midgardczyków. Wspólnie składały się na osłabienie Ziemi, a to z kolei oznaczało, iż być może sam Odyn zaangażuje się w jej wspieranie. Loki chętnie by to zobaczył... I być może - przy odrobinie szczęścia - coś tu dla niego dyskretnie zorganizował.
Jego plany i pomysły i tak musiały jednak jeszcze chwilę zaczekać, a przez ten czas trickster mógł z przyjemnością obserwować dzieło pracy rąk cudzych. Może powinien przyjrzeć się wydarzeniom na Brooklynie - a nuż uda mu się je jakoś wykorzystać lub przynajmniej dogadać się z istotami odpowiedzialnymi za to zamieszanie? Warto było spróbować. W końcu miał do tego talent.
Wreszcie mag podniósł się z miejsca i przeciągnął powoli, a w tym czasie jego siedzisko znów powróciło do poprzedniej formy - czyli lekko wygiętej platformy. Nie przejmował się swoim podestem, gdyż ten powinien zniknąć dokładnie w momencie teleportacji trickstera, nie pozostawiając tutaj po nim żadnego śladu... Nawet ten energetyczny nie będzie utrzymywał się dłużej, niż przez parę minut - o ile aż tyle, bo w końcu czar był drobny i prosty... A w Nowym Orleanie magii akurat nie brakowało.
Wciąż jeszcze zastanawiając się nad swoimi najbliższymi posunięciami, Loki skupił się na moment na swoim midgardzkim lokum - i przeniósł się do niego w mgnieniu oka, cicho i dyskretnie, praktycznie niezauważalnie.

[z/t]

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bagna Nowego Orleanu   

Powrót do góry Go down
 
Bagna Nowego Orleanu
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Bagna Nowego Orleanu
» Niebezpieczne bagna
» Bagna
» Wybory nowego mistrza FT

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Orlean-
Skocz do: