Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lobby

Go down 
AutorWiadomość
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Lobby   Pią Cze 29, 2018 11:58 pm


Lobby w Oscorp Tower jest ogromne, dwupoziomowe i świetnie strzeżone, jak zresztą i cały budynek. Nikt nieupoważniony nie przemknie się niezauważony dalej. Ochrona czeka już przy samym wejściu, na prawo od niego z kolei znajduje się wbudowane w ścianę stanowisko informacyjne z długim biurkiem, ulotkami i eleganckim logiem firmy w tle.

Dodatkowe ujęcie - widok z góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Lobby   Sob Cze 30, 2018 5:15 pm

Kiedy na niebie zaczęły pojawiać się humanoidalne kształty, Harry przebywał w swoim gabinecie. Była mniej więcej piętnasta, a więc bliżej niż dalej końca pracy, której godziny tak czy siak sam sobie wyznaczał... I tego dnia tak naprawdę nie miał już zaplanowanego niczego ważnego. Ot, trochę dokumentów do przejrzenia i może nawet do podpisania, sama papierkowa robota, po której ukończeniu pewnie mógłby zająć się czymś ciekawszym... Na przykład czysto hobbistycznym przerabianiem mechanicznych nietoperzy na drony zwiadowcze, bez jakiegokolwiek celu... Lecz oczywiście nie spodziewał się, że z jakiegoś powodu utknie w Oscorp - i to wyjątkowo nie w wyniku natłoku pracy.
Widok robotów za szybą właściwie go nie zdziwił. Bardziej zaskoczył. W tym mieście działy się na co dzień takie rzeczy, że zmartwiłby go właśnie brak w tym miesiącu jakiejś inwazji czy innego masowego problemu... A kiedy już dotarło do niego, że maszyny nie planowały przebić się przez okna i najwyraźniej koncentrowały ataki wyłącznie na osobach znajdujących się na zewnątrz, Osborn poświęcił nawet chwilę na to, aby lepiej im się przyjrzeć. Część z nich mijała w powietrzu budynek, inne osiadały u jego podstawy i przemieszczały się, oddalały, na piechotę... Te ostatnie - z powodu różnicy poziomów - szybko znikały mu z oczu, ale latające przesuwały się na tyle blisko Oscorp Tower, że ze swojej pozycji przy szybie mógł wyróżnić sporo szczegółów.
Były wysokie - wyższe od człowieka. Opancerzone, lecz widział miejsca, w których powłoka musiała być cieńsza, aby mogły się w ogóle poruszać... I czyżby to starkowe reaktory świeciły się w ich klatkach piersiowych? To może być całkiem zabawne, gdy sytuacja zostanie już opanowana. O ile zostanie, choć jak do tej pory okoliczni bohaterowie nie zawodzili - czasami nawet oszczędzając Oscorp roboty przy usuwaniu mniej lub bardziej przypadkowo, lecz zazwyczaj bardzo dyskretnie wypuszczonych zagrożeń. W gruncie rzeczy Harry nie wątpił, że i tym razem prędzej czy później pozbędą się tych maszyn. A - sądząc po liczbie tych, które po niebie kierowały się gdzieś dalej - wraków zostanie po nich dość, aby kilka udało się po cichu zgarnąć i zbadać. Z tego wszystkiego prawie miał ochotę wybrać się na przelot i obejrzeć sytuację z bliska.
Na ochocie się jednak kończyło, bo doskonale wiedział, że w firmie był potrzebniejszy - między innymi dlatego, że z niej mógł wydawać rozkazy. Co prawda nie podobała mu się myśl o wpuszczaniu do budynku obcych, ale dolne poziomy - pomijając rzecz jasna piwnice - tak czy siak nie skrywały niczego cennego lub tajnego. Jeden z nich praktycznie w całości zajmowała stołówka... Tak, Wieża była ogromna i mogła pomieścić te osoby, którym uda się do niej dotrzeć, a także zapewnić im pomoc medyczną. Ochrona będzie po prostu musiała dopilnować, aby nikt nie zawędrował w mniej publiczne miejsca, ani nie spróbował niczego podejrzanego. W końcu za to jej płacił.
Tego właśnie dotyczyło więc pierwsze polecenie, które mężczyzna przekazał swojej asystentce - przy okazji dowiadując się od niej nieco więcej o sytuacji w kraju - tuż za nim podążył zaś nakaz skontaktowania się z MJ i z May Parker. Co prawda obie kobiety zdecydowanie nie były głupie i najprawdopodobniej wiedziały jak o siebie zadbać, w końcu miały w tym sporą praktykę, ale Harry mimo wszystko wolał upewnić się, że pozostaną w ukryciu... Bo - jak podpowiadała mu ta bardziej cyniczna część jego umysłu, ostatnio zresztą dominująca - Petera raczej przy żadnej z nich nie było, aby w razie czego je ochronić. Och, jak by się zdziwił, gdyby się mylił! Zgodnie z jego dalszą instrukcją, sekretarka powinna zadbać o to, aby - o ile tylko będzie to wystarczająco bezpieczne - ktoś z ochrony wybrał się do obu pań i dotrzymał im towarzystwa.
Jeżeli zaś chodziło o Petera... To prawie miał ochotę zarządzić w stosunku do niego coś podobnego. Oczywiście wiedział, że jego przyjaciel odmówiłby przyjęcia pomocy, a to i tak zakładając, że w ogóle odebrałby telefon, ale Osborn odczuwałby dziką satysfakcję słuchając jego wymówek, naciskając i wyrażając swoje zmartwienie, by wywołać wyrzuty sumienia. Przyniosłoby mu to niesamowitą przyjemność. Sadystyczną. Masochistyczną? Właściwie przyjemność też była tu kiepskim określeniem... Wszystko jedno.
Ostatecznie Harry wstrzymał się ze zleceniem tego sekretarce - ale z pomysłu nie zrezygnował, a przynajmniej nie do końca. Zrealizował go w łagodniejszej i mniej czasochłonnej wersji, za to przynajmniej dającej mu pewność, że prędzej czy później jego słowa dotrą do Petera. W trakcie pobytu w mknącej na dół windzie skomponował do niego krótką wiadomość - gdzie jesteś, wyślę ochronę - a po jej wysłaniu schował telefon do kieszeni... I już po chwili wysiadł na wyższym z dwóch poziomów lobby.
Choć polecenia wydał niedawno, przestrzeń zdążyła się już wypełnić. Mężczyzna odnotował również z zadowoleniem, że w pobliżu kręciło się więcej ochroniarzy niż zwykle, a więc - zgodnie z jego życzeniem - najwyraźniej pilnowali tłumu. Bardzo dobrze. Pracownicy Oscorp kierowali ludzi w te miejsca, w których mogli poczekać na usunięcie robotów bez torowania drogi następnym uciekającym... Ale zamieszania tak czy siak nie dało się uniknąć. Panika zawsze sprawiała, że ludzie nie myśleli trzeźwo, a część z tych tutaj mogła być nawet ranna - lecz prawdę mówiąc Osborn nie zauważył jeszcze u nikogo poważnych obrażeń. Świetnie dla nich, ale coś mu podpowiadało, że ci naprawdę potrzebujący wsparcia medycznego po prostu nie byli w stanie dotrzeć do środka.
Przez krótką chwilę Harry obserwował to wszystko z góry, stojąc blisko szczytu schodów i zastanawiając się czy otrzyma jakikolwiek SMS zwrotny... Choć był niemalże pewien, że nie. Z tej pozycji miał za to świetny widok na wejście do budynku oraz na okna, za którymi wciąż od czasu do czasu podróżowały maszyny. Stały napływ ludzi z zewnątrz sugerował, że roboty atakowały gdzieś dalej, a przed Oscorp było wystarczająco czysto. W innym wypadku chyba aż tyle osób nie ryzykowałoby przybycia do Wieży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Lobby   Sob Cze 30, 2018 6:05 pm

Taksówka zatrzymała się kilkanaście metrów od wieży, kierowca powiedział że nie może dalej go wieźć, musi wracać do domu, do rodziny, że kończy pracę wcześniej, bo chyba wiadome dlaczego. Tak, wiadome dlaczego. Mechaniczne istoty robiły z przedmieścia nowego jorku swój plac zabaw. Bitwa toczyła się na jego oczach, ludzie biegli spanikowani w różne strony, bez żadnego planu a kierowała nimi panika i strach przed robotami. Stał po środku chodnika patrząc na tłumy wyjące z strachu i maszyny, które krążyły po niebie i tam gdzie dosięgał jego wzrok. Na szczęście wiedział, że zagrożenie jest powstrzymywane przez innych, takich jak on, z mocami. Walczyli i pewnie wygrają, tak obstawiał Flash, który poprawił krawat i zapięcia marynarki niebieskawego garnituru. Maszyny zawsze obracają się przeciwko człowiekowi. Głos symbionta w głowie miał rację i całkiem nieźle podsumował sytuację. Flash ruszył w kierunku wieży, którą widział na swoim horyzoncie. Ludzie obijali się o niego, napotkał też dziwne spojrzenia, zapłakane oczy, które skanowały jego osobę. Pewnie dziwili się, że jako jedyny w tym otoczeniu nie panikuje, idzie spokojnie w swoim kierunku, jakby nigdy nic nie miało miejsca, a wszystko wokół co się działo, nie było istotne. Mrówki biegające bez celu, bo ktoś włożył patyk w ich gniazdo. Kolejna trafna uwaga, dzisiaj jego towarzysz naprawdę miał serię dobrych powiedzonek, ale pewnie spapra to komentarzem, który nie będzie zbyt smaczny, a bardziej taki, którym można będzie się porzygać, aż do śniadania, nie omijając kolacji i obiadu po drodze. Dotarł w kilkanaście sekund do wejścia wieży, mnóstwo ludzi szukało tutaj schronienia, pewnie dlatego że wieża wydawała im się wielka na co dzień, więc w sytuacji kryzysu, umysł mówi im że to wielkie ich ochroni. Stał szukając czegoś. Nie znajdzie go tak. Wyciągnął komórkę, wszedł w kontakty, zaczął szukać Harrego w kontaktach, znalazł służbowy i prywatny numer, nacisnął zieloną słuchawkę, przyłożył do ucha, drugie zatkał palcem, żeby odgrodzić się od tych wrzasków paniki i czekał na połączenie. Inwazja maszyn, a nie pomyśleli o pozbyciu się ludzkiej telefonii. Symbiont miał znowu rację, czemu atak maszyn nie unieruchomił sieci? Dzięki niej obrońcy mogą dobrze się zorganizować przeciwko nim, chyba że maszyny są tak potężne, że nie potrzebują tak strategicznych ruchów jak pozbawienie przeciwnika łączności. Czekał na połączenie, a gdy Harry odbierze, a powinnien, choć nie wiadomo co robił podczas ataku. Jego dowódca przydzielony na czas ataku, rozkazał mu kontakt z Osbornem w celu przesłuchania go potajemnie, czy nie jest zamieszany w to wszystko. Wiedział, że nie jest, nie Harry. Znał go, nie byłby do tego zdolny. Gdy Harry odbierze, powie wpierw - Cześć Harry.. Tutaj Flash, jestem w lobby, w twoim drapaczu chmur koleżko, masz czas pogadać? - Tak powie, nie inaczej. Twoja słowa zabrzmiały dziwnie, patrząc na sytuację wokół.. Mogłeś to jakoś inaczej ująć.. Mniej spokojniej, mniej opanowanie? Symbiont znowu miał rację, pewnie zabrzmiał podejrzliwie. - Dużo się dzieje, przeczekam u Ciebie, ulice zapchane, taksówki nie kursują, jedna mnie wywaliła na ulicę przed chwilą - Dopowiedział po sekundzie. Teraz brzmiał bardziej wiarygodnie, tak uznał Symbiont.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Lobby   Sob Cze 30, 2018 10:29 pm

Sekundy mijały, stopniowo przeradzały się w minuty, a Harry w dalszym ciągu tkwił w jednym i tym samym miejscu, spoglądając z góry ku wejściu do budynku, lecz tak naprawdę już go nie obserwując. Był świadomy tego, co działo się wokół niego, ale jego myśli krążyły wokół dostępnych możliwości... Mniej lub bardziej altruistycznych.
Wiedział na pewno, że w tej chwili nie mógł zrobić wiele więcej. Jak zadecydował już wcześniej, bardziej przydawał się w Oscorp, mogąc w razie czego wydawać polecenia swoim pracownikom, niż gdyby opuścił budynek w kostiumie... Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w takim wypadku pewnie sam zostałby przez kogoś zaatakowany. No i tak czy siak nie chciał zwracać na siebie uwagi, gdy od dłuższego czasu świetnie mu szło ukrywanie się ze swoimi zdolnościami.
Druga opcja - w budynku znajdowało się sporo sprzętu, a potencjalnie nawet i stworzeń, które w odpowiednich rękach, pod ścisłą kontrolą, prawdopodobnie mogłyby pomóc stawić czoła tym robotom. Tyle że to również pociągnęłoby za sobą poważne konsekwencje, których Osborn wolałby uniknąć... I może chciałby myśleć, że był lepszym człowiekiem i podjąć takie ryzyko, ale w rzeczywistości nie mógł sobie na to pozwolić. Firma ucierpieć nie mogła.
Mimo to... Wzięcie udziału w akcji nie tylko uratowałoby życia, ale i byłoby świetnym zagraniem piarowym. W końcu Oscorp bywało postrzegane bardzo różnie, nie zawsze pozytywnie. Dobra reklama każdemu się przydawała. Och, na pewno zapunktują już za samo otworzenie budynku, ale gdyby mogli wyciągnąć z tego coś jeszcze - tylko, no właśnie, jak?
Wspomnienie gdzieś niedaleko znajomego imienia - a raczej pseudonimu - szybko i skutecznie wyrwało Harry'ego z zamyślenia i sprawiło, że gwałtownie obrócił głowę w kierunku źródła tego głosu. Jego spojrzenie padło na mijającego go właśnie mężczyznę, przepychającego się przez tłum i chyba prowadzącego przy sobie kogoś jeszcze, kogo widok jednak Osbornowi zasłaniał. To nie było zresztą istotne. Ważne, że osobnik ten mówił coś o Spider-Manie... W innym kostiumie. Który uratował go przed tymi robotami.
Jedna z brwi Harry'ego uniosła się lekko. Kwestia stroju nigdy nie była całkiem pewna. Z jednej strony pająków ganiało po Nowym Jorku mnóstwo, z drugiej - wzory i barwy się przecież zmieniały. Nawet on sam posiadał bardziej dyskretną wersję kombinezonu. Ciekawe jednak, że ten konkretny Spider-Man - Peter czy nie -  działał tak blisko Oscorp Tower. Oczywiście mógł to być czysty przypadek, ale jeżeli nie... Wystarczy powiedzieć, że mężczyzna odnotował to sobie w pamięci. Tak na wszelki wypadek.
Sygnał oraz wibracje komórki stanowiły dla niego spore zaskoczenie. W pierwszej chwili myślał już nawet, że otrzymał jednak odpowiedź na dopiero co wysłaną wiadomość - ale prędko dotarło do niego, że to nie była melodia zwiastująca SMS, lecz przychodzące połączenie... A takiej reakcji się nie spodziewał, bo w końcu zakładał, że Peter był gdzieś w kostiumie - czyli bez telefonu albo chociaż bez możliwości z niego skorzystania.
Szybkie spojrzenie na ekran świeżo wydobytego z kieszeni urządzenia wyjaśniło przynajmniej tę jedną kwestię, tożsamość dzwoniącego, a mimo to Osborn zmarszczył czoło. Zamiast Petera oczekiwał kogoś z pracy, chcącego na przykład dowiedzieć się co dalej, w ostateczności może MJ, ale Flash... Być może Flash chciał się po prostu upewnić, że nic mu się nie stało. To miało sens. Tak, zapewne o to chodziło.
Nie zwlekając więc zbyt długo, Harry odebrał połączenie, zaczynając od krótkiego cześć - a następnie już pozwalając przyjacielowi mówić. To mu odpowiadało. Nie musiał o nic pytać, a tak czy siak otrzymał wyjaśnienia... W trakcie których jego spojrzenie znów powędrowało ku wejściu, tym razem skupiając się na twarzach osób wciąż jeszcze pozostających na dole. Co prawda Flash nie powiedział gdzie dokładnie w lobby przebywał, ale przeczesanie go wzrokiem sektorami wydawało się najlogiczniejszym pomysłem. To znaczy, pomijając dopytanie. Od którego pewnie powinien był zacząć.
- Gdzie... Albo nieważne, już cię widzę. Jestem na wyższym poziomie, całkiem na prawo, zaraz za barierką. Zobaczysz mnie, jeżeli uniesiesz głowę - poinstruował, opierając się jednym przedramieniem oraz drugim łokciem o wyżej wymienioną i lekko się wychylając, aby być lepiej widocznym. Co prawda pewnie nie musiał tego robić, bo w końcu większość osób w okolicy pozostawała w ruchu, a on jako jeden z nielicznych stał w miejscu - a do tego nikt go nie zasłaniał - ale nigdy nie zaszkodziło się upewnić.
Po głowie krążyły mu już nowe plany, wcześniejsze zamiary zostały zaś chwilowo odepchnięte na dalszy plan. Mógł zabrać Flasha do swojego gabinetu, ale nie był pewien czy będzie to dla niego komfortowe - czy nie wolałby pozostać bliżej ludzi. W takim wypadku udaliby się zapewne tak czy siak na górę, ale po prostu do części restauracyjnej... To nie brzmiało źle. A Harry chciał być tutaj widziany - nie tylko dlatego, że interesowało go co działo się na niższych piętrach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Lobby   Nie Lip 01, 2018 1:31 pm

Połączyło z Harrym, odebrał połączenie, powiedział gdzie jest a Flash starał się go odnaleźć wzrokiem, dostrzegł go w sekundę - Pędzę do Ciebie - Ostatnie słowa przez telefon i się rozłączył, schował komórkę do kieszeni i pomachał Harremu z daleka, radosne przywitanie. Spotkanie z przyjacielem, wreszcie nie będziesz siedział sam ze mną, Flash. Powspominacie trochę dzieciństwo i ogólniaka. Miło będzie. Haha. Venom był bardzo zabawny, chciał dopiec Flashowi, a on o tym wiedział doskonale. Odkąd zaczął służyc w Tarczy, Venom był bardziej opryskliwy, żartobliwy. Pewnie nie podobało mu się to, że Flash służy w organizacji, która go uwięziła i ma pod kontrolą, jego oraz nosiciela, z którym naprawdę się dogaduje i tworzą doskonały duet. Ruszył na górę do Osborna, szybko przedostał się przez zatłoczone schody i stanął obok swojego przyjaciela, wyciągając ramiona żeby przyciągnąć Harrego do siebie, uścisnąć go mocno, a po chwili puścić i uśmiechnąć się życzliwie w jego kierunku. - Cudownie Cię znów widzieć Harry, dawnośmy się nie widzieli, naprawdę miło Cię zobaczyć. Zdrowo wyglądasz, pewnie jakaś dieta cud i ćwiczenia pilates, zalecone od drogiego instruktora fintess, którego sobie wynająłeś. Haha. - Rzekł do niego, a na końcu się zaśmiał z swojego głupiego żartu na temat bogactwa Osborna. Flash nie był chciwym człowiekiem, wiedział co znaczył dzisiaj pieniądz, ale nie był łapczywy na dolary i inne waluty. Wolał być szczęśliwy, mieć spokój w życiu i czas na dbanie o rodzinę, przyjaciół. Wolał także bawić się w agenta tarczy i ratować ludzkość przed złem, które pojawiało się codziennie. To nie on stoi za atakiem, wiem to. Zdam raport, że moje przesłuchanie nic nie wykazało, że jest czysty i po sprawie. Ciekawe posunięcie Flash. Twoja wiara w niewinność przyjaciół jest przerozkoszna. Rozmieszasz mnie. Symbiont tym razem nie miał racji, nie był stworzeniem które posiadało takie osoby, miał jedynie Flasha, z którym się dogadywał. Wcześniejsi jego nosiciele był Peter, który pozbył się go przez niekomfortowe sytuacje, gdy Venom przejmował kontrolę nad nim i stawał do walki z złem. Dopiero z Flashem nawiązał relacje, w której oboje rozmawiali ze sobą, tak jakby byli przyjaciółmi. - Latające machiny na niebie. Znowu nowy jork schodzi na psy. Ludzie nigdy nie odsapną od tych zagrożeń. Myślisz, że to roboty Starka? - Odpuścił podejrzenia Harrego, przesunął temat na Starka. Harry nie był już podejrzanym, kilka sekund wystarczyło mu żeby go skreślić z listy sprawców całego tego zamieszania. Nie znaczyło to jednak, że nie wiedział nic na temat tego ataku, może jego naukowcy już zdobyli wrak, któregoś z robotów i przeskanowali go, zdobywając informacje na temat ich pochodzenia. - Peter jest bezpieczny? Odzywał się do Ciebie? Nie telefonowałem do niego, pewnie jest zajęty jak zawsze swoimi Parkerowskimi sprawami. Do MJ nawet nie dzwoniłem, pewnie wie tyle samo co ja, zupełnie nic. Ciekawe czy ją zdradza.. Choć to głupie, Peter nie zrobiłby takiego czegoś - Zaczął mówić o Peterze jakby nie wiedział co tak naprawdę pewnie teraz robił. Harry pewnie nie wiedział o tym, że jest pajęczakiem w czerwonym kubraczku i ratuje niewinnych, bezbronnych przed zagrożeniami. Na pewno teraz zajmował się atakiem wraz z innymi odważnymi, którzy starali się powstrzymać inwazję blaszaków na nowy jork. Flash stwierdził, że musi spotkać się z Peterem i porozmawiać z nim szczerze o jego tożsamości, że wie i że jest Venomem, tym który sprawiał tyle problemów mu przez te czasy, gdy symbiont był po stronie zła. Nie wiedział jak zareaguje, ale uznał, że musi dowiedzieć się prawdy, w końcu jest ona istotna a Flash jest jego przyjacielem. Tłoczno tutaj, głośno, harmider, jak w chlewie pełnym świń. Komentarz był nie na miejscu. Ludzie się bali, nie wiedzieli co zrobić, byli bezradni w obliczu ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Lobby   Pon Lip 02, 2018 12:54 am

Harry nie zdążył nawet odpowiedzieć, nim jego rozmówca zakończył połączenie i pomachał do niego z dołu - na co on sam zareagował odchylając od twarzy dłoń z komórką, aby w ograniczonym zakresie odtworzyć ten gest. Początkowo zamierzał po prostu śledzić Flasha wzrokiem aż do momentu spotkania, bo schodzenie do niego nie miało najmniejszego sensu, gdy tak czy siak powinni zaraz skierować się do windy... Lecz jego plany pokrzyżował kolejny sygnał z telefonu, tym razem już esemesowy.
Zdziwienie mężczyzny wzrosło, a wraz z nim w górę podjechała jedna z jego brwi, kiedy otworzył wiadomość i potwierdził swoje przypuszczenia odnośnie jej nadawcy. Ciekawe. Czyli jednak Peter najprawdopodobniej mógł rozmawiać, skoro znalazł nawet czas na pisanie... Szkoda, że teraz to Harry nie miał już wolnej chwili, aby do niego zadzwonić. Może później. Tak czy siak stracił chyba perspektywę drażnienia go w trakcie akcji, a to odbierało mu przyjemność z całej tej... Z braku lepszego słowa, zabawy. Albo raczej farsy.
Mimo to - Chinatown... Osborn natychmiast odnotował sobie w pamięci, aby po fakcie przejrzeć dostępne zdjęcia, nagrania i tekstowe doniesienia o aktywności bohaterów z Nowego Jorku z okresu dzisiejszych walk z robotami. Prawdę mówiąc nie sądził, aby Peter miał teraz głowę do tego, aby podać mu fałszywe położenie, więc zakładał, że informacje o Spider-Manie posiadały będą właśnie Chinatown w tle - ale coś kazało mu się jednak upewnić. Być może chciał po prostu sprawdzić czy Peter - jak zwykle - będzie tłumaczyć zbieżność lokacji koniecznością robienia zdjęć. A może w większym stopniu nurtowało go to, czy przyjaciel chociaż pod tym względem był z nim szczery...
Odpisał krótko, powtarzając za odebraną wiadomością jak zawsze i jednocześnie niesamowicie żałując, że tekst nie oddawał sarkazmu nawet w połowie tak dobrze, jak robiły to wyraz twarzy czy ton głosu. Na szczęście sens tak czy siak powinien dotrzeć... Bo w końcu znali się nie od dziś, a Peter był inteligentnym pajączkiem, nawet jeżeli pod pewnymi względami strasznie niedomyślnym. I zdecydowanie zbyt łatwowiernym.
Harry nie czekał już na żadną odpowiedź, tylko zablokował telefon i schował go z powrotem do kieszeni. Akurat zdążył to zrobić i podnieść wzrok, by ujrzeć nadciągającego Flasha. Nawet w tych okolicznościach - a brał tu pod uwagę zarówno swoje czarne i nieco okrutne myśli, jak i całą tę mechaniczną inwazję - na jego widok z bliska nie mógł powstrzymać uśmiechu, który jednak uniósł głównie jeden kącik jego ust. Bez śladu oporu odwzajemnił uścisk na powitanie, zaś kiedy jego towarzysz przemówił, sam zmuszony był płynnie ustąpić krok na bok, aby uniknąć kontaktu z rozpychającym się akurat w tym miejscu tłumem. Właściwie uczynił to zupełnie bezmyślnie... Chyba dostosował się już do ruchu fali ludzi. I prawdę mówiąc trochę dziwiło go to, że nikt go nawet nie zaczepiał.
- Coś w tym stylu. Im jestem zdrowszy, tym dłużej członkowie zarządu będą się musieli ze mną męczyć, więc mam całkiem niezłą motywację - odparł najpierw... I przynajmniej to ostatnie było szczerą prawdą, choć wzburzone nastroje z początków jego panowania w Oscorp tak czy siak w większości przycichły. Nie każdy za nim przepadał i to z wzajemnością, to jasne, lecz nie zanosiło się na żadne coup d'état i tyle mu obecnie wystarczało. Jak długo sprawował kontrolę, praktycznie niepodzielną władzę - czy to z powodów prawnych czy psychologicznych... Mogli sobie myśleć co tylko zechcieli.
Oczywiście za jego stan nie odpowiadały dieta czy żadne fitnessy, ale tego wspominać już nie musiał - i nie zamierzał. Och, regularnie ćwiczył, pewnie, lecz bardziej dla utrzymania czy pozyskania umiejętności niż dla kondycji... Gdyż o tę ostatnią dbało przecież serum. Całkiem wygodna sprawa, jeżeli by go ktoś pytał o zdanie, przynajmniej po przeminięciu wszystkich początkowych niedogodności. Tak... Co prawda Formuła przynosiła poważne skutki uboczne, ale Osborn był pewien, że i tak znaleźliby się na nią liczni chętni. Odrobina szaleństwa? Kto by się nią przejmował.
- Myślę, że ktoś by bardzo chciał, żebyśmy obwiniali Starka - skomentował krótko kolejną poruszoną kwestię, w tym samym momencie rzucając okiem w stronę widoku za jednym z okien. Mówiąc swobodniej, bez tak licznego towarzystwa, zapewne dodałby od siebie coś więcej, lecz w tych okolicznościach nie chciał kontynuować tematu, a już na pewno nie w tym miejscu. Mimo to... Gdyby to on zamierzał wypuścić na cały kraj armię robotów, też upodobniłby je do dzieł kogoś innego, aby początkowo zrzucić na tego kogoś podejrzenia albo przynajmniej wymusić jakieś podążanie za protokołami, jeżeli nie prawdziwe przeświadczenie o winie. W końcu sprawa by się pewnie wyjaśniła, ale zdobyta na wstępie przewaga potrafiła czasem zadecydować o wyniku konfliktu.
Kiedy rozmowa przeniosła się na Petera, a następnie na Mary Jane, w pierwszej chwili Harry nie widział w tym niczego dziwnego, bo przecież niepokój był w takiej sytuacji czymś naturalnym... Ale zdanie zmienił pod sam koniec wypowiedzi Flasha. Zabrzmiało to prawie tak, jak gdyby to on o czymś pod tym względem wiedział, zasugerował jakieś kłopoty i umyślnie się wycofał... Ale być może Osborn dokonywał na niego własnej projekcji. On sam by tak postąpił, by zasiać ziarno niepewności. Flash działał inaczej. Bardziej otwarcie. Prawdopodobnie tylko zażartował, a Harry niepotrzebnie doszukiwał się w jego słowach czegoś więcej.
- Z kwestii sercowych mi się nie spowiadają, ale do MJ wysłałem na wszelki wypadek ochronę. Peter oczywiście odmówił, żadna niespodzianka, więc na drodze wyjątku mu odpuściłem. Wspomniał, że jest w Chinatown, a tam tak czy siak pewnie ciężko by się było teraz dostać - skomentował, a jeżeli zrobił to z minimalnym opóźnieniem, wynikającym z tej krótkiej chwili wahania... To tak naprawdę miał ku temu zupełnie niegroźne i logiczne powody. Może i przyjaźnił się z obojgiem zainteresowanych, ale mimo wszystko kiedyś był z MJ. Wtrącanie się w ich związek, bycie w niego wtajemniczanym, wyszłoby przez to co najmniej niezręcznie... Nie wspominając już o innych problemach.
- Słuchaj, przenieśmy się gdzieś wyżej, tam powinno być nieco spokojniej. Żaden robot nie wpadnie już chyba na to, żeby spróbować się tu dostać, a nawet gdyby... To nasza obecność tak czy siak niczego wtedy nie zmieni - zasugerował następnie, jednocześnie odchylając głowę na bok, w ten sposób subtelnie wskazując najbliższą windę. Znowu trochę minął się z prawdą, bo on akurat mógłby nawet osobiście pomóc w przypadku pojawienia się którejś z maszyn, ale o tym starał się nie myśleć. Sumienia i tak nie miał czystego, a jakże masochistyczne dokładanie sobie do listy kolejnych przewinień mogło poczekać do wieczora... Albo do najbliższego momentu, gdy znajdzie się sam. Tradycje wypadało kultywować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Lobby   Pon Lip 02, 2018 5:07 pm

Flash cieszył się na widok przyjaciela, dobrze że go tu przysłali, z zadaniem, które i tak zakończył chwile temu w swoich myślach, decydując się na raport iż Harry nie jest winny zamieszania. Miło jest poczuć bliskość serdecznego przyjaciela w czasach, gdy boryka się sam z problemami. - Rządzisz tą firmą, nikt cię nie wygryzie z posady, jesteś szefem, te chciwe hieny które czają się na ciebie nie powinny zadzierać z tobą, bo wtedy ja wkroczę i im poprzewracam bebechy. Wróciłem znów do boksowania, więc każda okazja żeby w coś przywalić pięścią, jest dla mnie, będę pierwszy który wystąpi z szeregu w twojej obronie, tak jakby, obronie - Nikt raczej nie wygryzie Harrego z posady kierowniczej, nawet ludzie z zarządu. Całkowicie nie znał się na tych sprawach dzielenia władzy w korporacji jak Oscorp, ale sądził że ma najbardziej decydujące słowo, w całym tym zalążku korporacyjnym. Ciągnie cię do walki Flash, za oknem jest sporo do roboty, może tam wykorzystamy twój dobry prawy sierpowy? Rozerwałbym się trochę na tych maszynach. To był żart, choć w razie potrzeby, Harry wie na kogo liczyć, ale raczej tak nie wyglądają "problemy" z zarządem. Pewnie adwokaci, papierki i młotek sędziny. Flash rozmawiał w myślach z przyjacielem, ale w międzyczasie uśmiechał się w kierunku Harrego, naprawdę cieszył się na jego widok. - W sumie masz rację, wszyscy obwiniają Starka jeżeli na niebie pojawiają się mechaniczne konstrukcje, inteligentne roboty z pukawkami, zdolnymi rozwalić to całe miasto w kilka chwil. Znasz Starka osobiście? - Flash jeszcze nie miał tej przyjemności. Nie poznał Starka, Iron Mana z Avengers, choć chciałby kiedyś mieć okazję współpracować z tym zgorzkniałym miliarderem, mówiono o nim dużo w wszystkich kręgach, nawet pracownicy tarczy, często na korytarzach plotkowali o nim. - Osobista ochrona MJ? Zdziwiłeś mnie pozytywnie. Zawsze myślisz o dobru bliskich, porządny z ciebie przyjaciel Harry. Choć znając MJ pewnie ich spławi albo zatrzaśnie przed nimi drzwi. Peter w Chinatown? Co on tam do cholery robi? Je azjatyckie jedzenie, uczy się przyrządzać sushi? - Doskonale wiedział co robił teraz Peter, można było się tego domyślić, ale żart na temat sushi był na miejscu. Flash uważał, że Peter powinien dbać o bezpieczeństwo swojej kobiety, ale też ma obowiązek z swoimi mocami, ochrony ludności cywilnej podczas ataku. Dwie strony medalu, który nosił każdy z super mocami, ochrona swoich bliskich i ochrona niewinnych. Ciężki wybór, a często los chciał tak, że bohaterowi stali na drodze wyboru między tym a tym. Flash miał jedynie nadzieję, że dzisiaj Peter nie będzie musiał decydować między życiem MJ albo życiem innych. Sam by nie wiedział co by wybrał, starałby się wybrać to i to, ale pewnie byłoby to nadzwyczajnie ciężkie zadanie. - Jasne, prowadź, masz coś do jedzenia, a i do picia też, jest już po południu, więc dżentelmenowi wolno napić się szklaneczki zimnej whisky, no może dwie szklaneczki - Uśmiechnął się i ruszył za przyjacielem. Po powrocie z Iraku zaczął mieć problemu z alkoholem, Harry o tym wiedział, w końcu wspierał go po powrocie, gdy pozbawiono go możliwości chodzenia i był zdezorientowany życiem, wszystkim dokoła. Spotkanie z przyjacielem, jeszcze w takich okolicznościach, powinno wiązać się jednak z napitkiem. Chcesz pić, gdy niebo płonie? Nie zaszkodzi. Ratować świat można też po kilku kielonkach. Żartuje. Symbiont cały czas wypominał Flashowi o tym, że pije, topi smutki w alkoholu. Na szczęście tylko czasami był upierdliwy, po pierwszej szklance, pewnie zamilczy i znów zaakceptuje, że sięga po butelkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Lobby   Pon Lip 02, 2018 10:08 pm

Harry jedynie uśmiechnął się na taką sugestię poradzenia sobie z ewentualnymi protestami w zarządzie. W przypadku niektórych osób wizja nie była wcale niemiła, lecz niestety na ogół mniej lub bardziej subtelne manipulacje czy zastraszanie sprawdzały się lepiej od otwartych gróźb czy faktycznej przemocy. No i nikt nie mógł cię za nie skarżyć, o ile nie przekroczyłeś granicy. W innym wypadku Osborn o wiele szybciej i łatwiej podporządkowałby sobie swoich podwładnych... Ale zmuszony był pójść okrężną drogą.
Tak czy siak przyjemność sprawiła mu jednak myśl, że ktoś jeszcze z własnej i nieprzymuszonej woli stał po jego stronie. Zapewne zmieniłoby się to, gdyby Flash dowiedział się o wszystkim tym, czego sam Harry powinien wciąż nie pamiętać - ale przecież nie zamierzał mu o tym opowiadać. Tylko Peter mógłby coś zdradzić, a akurat on na pewno by tego nie zrobił. Nie dość, że gdyby chciał, to wygadałby się już dawno temu... To jeszcze jego własna tajna tożsamość w pewnym sensie od tego zależała. Och, oczywiście on również nie zdawał sobie sprawy z tego, że Harry wiedział o wszystkim, ale raczej nie chciałby ryzykować, że wspomnienie Goblina pociągnie za sobą coś więcej.
Za każdym razem, kiedy Osborn o tym myślał, jakiś cichy, wewnętrzny głos w jego głowie - dla odmiany chyba jeden z tych normalnych, a nie będący pozostałością po serum; od pewnego czasu łatwiej mu było je rozróżniać, zaś te ostatnie stopniowo wymierały - starał się z nim kłócić, że Peter po prostu nie chciał go wydać... Ale nawet jeżeli, to było to z jego strony po prostu głupie posunięcie. Być może wywołane spóźnionymi wyrzutami sumienia? Naiwną wiarą w to, że sprawy się ułożą? Chęcią przekonania samego siebie o tym, że był jednak dobrym przyjacielem? Chociaż na tym korzystał, Harry nie mógł powstrzymać irytacji i urazy, którymi napełniały go takie przypuszczenia.
Teraz nie mógł sobie na nie pozwolić. Co prawda pewnie dałby radę wyjaśnić nagłą drażliwość sytuacją z robotami, ale w miejscu publicznym wolał trzymać nerwy na wodzy. Szczęśliwie Flash odciągał jego myśli ku innym tematom, więc łatwiej mu było nie poddawać się impulsom. Kontrola przede wszystkim. Na jego miejscu ojciec potrafiłby ją przecież zachować. Emocje nie wzięłyby nad nim góry. Nie mógł być gorszy.
- Spotkaliśmy się parę razy. Zawsze w oficjalnych okolicznościach - przyznał w kwestii Starka, lecz jego ton sugerował, że nie uważał tego za nic prawdziwie istotnego. Oscorp i Stark Industries nie były do końca rywalami i szczerze mówiąc na ogół nie miały powodów współpracować, bo zajmowały się nieco innymi sprawami, jednakże bogaci Nowego Jorku co jakiś czas trafiali w te same miejsca... Zarówno biznesowo, jak i towarzysko, choć w gruncie rzeczy obie te opcje oznaczały u podstaw jedno i to samo.
Żeby jednak nie było zbyt pięknie, dyskusja musiała powrócić do tematu ich wspólnych znajomych, Osborn zaś nieustannie dbał o to, aby nic w jego wyrazie twarzy albo w tonie jego głosu nie zdradziło, że wiedział zbyt wiele. Och, jak wielką miał ochotę wpleść w swe wypowiedzi nutkę sarkazmu... Lecz nie, oczywiście, że tego nie zrobił. Musiał brzmieć najzupełniej szczerze - na najlepszego przyjaciela, który miał już po prostu doświadczenie w męczeniu się z momentami niezbyt rozsądnymi zachowaniami MJ czy Petera.
- Obstawiam, że robi zdjęcia Spider-Mana. Jak gdyby w ogóle potrzebował tamtej pracy - stwierdził więc, a towarzyszyło temu przewrócenie oczami, którego nawet nie musiał udawać. Peter od zawsze miał te swoje głupie opory przed przyjmowaniem pomocy w jakiejkolwiek formie. Harry dosłownie nie zauważyłby różnicy, gdyby go utrzymywał, a jeżeli udałoby mu się go po prostu zatrudnić w Oscorp... To obaj by na tym skorzystali. Choć Osborn trochę bardziej i to nie tylko dlatego, że zyskałby kogoś zdolnego dla firmy. Przy okazji mógłby również bezkarnie obserwować i kontrolować poczynania Petera - a kto wie, być może nawet zacząć mu fundować jakąś drobną paranoję? Należała mu się.
Gdy Flash zgodził się na przeniesienie w dogodniejsze miejsce, Harry kiwnął głową, od razu ruszając ku wskazanej wcześniej windzie. Nie było to wcale takie łatwe, bo głośny tłum jakoś nie miał ochoty się przed nimi rozstępować, dlatego przejście nawet takiego krótkiego dystansu chwilę potrwało... Nie wspominając już o tym, że musieli też poczekać na swoją kolej. Osborn nie odzywał się tak naprawdę aż do momentu, gdy wreszcie wsiedli do windy, w dodatku nie sami - a kłębiący się przy nich ludzie, również chcący dostać się na spokojniejsze piętra, nie ułatwiali kontynuowania rozmowy.
Oznaczało to, że Harry miał chwilę na małe sam na sam ze swoimi myślami. Nie był pewien czy powinien pozwalać Flashowi pić. Wiedział, że nie powinien pozwalać na to sobie. Być może mógłby zwyczajnie zadbać o to, aby faktycznie skończyło się na jednej szklance, a wtedy wszystko powinno być w porządku... To znaczy, w przypadku Flasha, bo on sam nie zamierzał ryzykować nawet z małą ilością alkoholu. Pamiętał do czego to zawsze prowadziło. Pod wpływem jeszcze by się z czymś zdradził... A już sama tego wizja wystarczała, aby odczuwał nagły ciężar paniki w klatce piersiowej. Nie, to nie wchodziło w grę.
- Byle tylko szybko opanowali sytuację. W mediach podają, że tak samo jest w całym kraju, we wszystkich wielkich miastach - zauważył po drodze na górę, chwilowo wracając do poważniejszego tematu... I zarazem wygodniejszego, gdy inni ludzie mogli ich dosłyszeć. Sprawy prywatne poczekają i może nawet ta przerwa pozwoli Harry'emu pewniej wziąć się w garść. Och, z zewnątrz sprawiał wrażenie, jak gdyby całkowicie się kontrolował - ale stan w środku nie do końca temu odpowiadał.

Z/t, po Twoim wyjściu zacznę w następnym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flash Thompson

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Lobby   Wto Lip 03, 2018 4:27 pm

Trochę zastanawiał się czemu nie wskoczył w formę Venoma i nie ruszył na pomoc Peterowi. Nie rozpoznałby go w tej formie, a na znajome barwy, pewnie by zareagował wrogo, jednak gdyby ujawnił mu swoją twarz, pewnie by wszystko Peter zrozumiał. Wolał jednak na razie zostać z Harrym, zadbać o jego bezpieczeństwo, jeżeli już tu jest, cała ta rozmowa o Peterze, dała mu do zrozumienia, że on też powinien coś zrobić. Wpatrywał się z Harrego, idąc za jego windy, gdy już udało im się do niej wejść zaczął rozmowę. - Jaki jest ten Stark? Arogancki, szarmancki, charyzmatyczny? Może jest po prostu bałwanem z wypchanym portfelem, rzucającym wszędzie gdzie popadnie te jego bogactwa, jakby rzucał je pod nogi tancerek w klubie? Nie szanuje ludzi wokół, jedynie tych, którzy mają wystarczająco dużo pieniędzy co on? W sumie jest Iron Manem, członkiem Avengers, więc coś w nim szlachetnego musi być. W końcu wielokrotnie poświęcił się ratować ludzi nic nie znaczących dla niego przed zagrożeniami. - Nawijał o Starku jak oszalały, chciał po prostu poznać naczelnego członka drużyny mścicieli, dowiedzieć się o nim trochę od osoby, która go poznała z bliska, a nie z ekranów telewizorów czy raportów na temat jego niesubordynacji wobec rozkazów i wytycznych tarczy. - Dzięki, że nie skomentowałeś tego, że chce się napić, wiem że wiesz, że mam problemy z tym, ale radzę sobie, naprawdę. Zacząłem pracę w szkole jako instruktor wychowania fizycznego.. Badziewnie się to nazywa, wolę nazwę "Trener", tak jak dzieciaki mi mówią. Trenuję właśnie drużynę do mistrzostw stanowych, mam nadzieję że moi chłopacy wygrają. Dzięki temu skupiam się na czymś innym a nie wspomnieniach o utraconych nogach, o wspomnieniach z wojny i całego tego zdarzenia, gdy straciłem nogi. Betty wspierała mnie trochę, ale urwaliśmy na razie kontakt, też znalazła nową pracę. Muszę sobie znaleść kobietę jakąś, ostatnio o tym myślę. Młode ciałko, jakaś studentka, albo może coś prostszego, zwykła dziewczyna z sąsiedztwa, z Queens, sentyment mam do tego miejsca, więc może stamtąd wyrwać laseczkę, która poskłada moje bolące serce. A ty masz kogoś Harry? Czy nadal coś czujesz do MJ? - Gadał jak najęty, podekscytował się napitkiem i już zaczął wyrzucać z siebie potok słów, który tylko by mówił przyjacielowi, któremu ufa. Zastanawiał się nawet nad tym żeby zdradzić mu swoją tożsamość. Harry był kimś więcej niż tylko przyjacielem, bratem który był przy nim, więc powinien znać prawdę. Należało mu się to, był mu to winny za te lata wspierania i przyjaźni. Oprócz tego była też sprawa bomb w jego głowie, które w Oscorp pewnie by coś poradzili na to. Flash wpieprzył się w ten cały projekt odrodzenia, tak jak Rogers. Uratowali go, dali mu nadzieję, ale potem wstrzyknęli bomby jakby nie wierzyli w zdolności samokontroli swojego żołnierza. Mówili "Ufamy ci", trzymając kciuk na czerwonym przycisku, którego naciśnięcie, prowadziło do uśmiercenia Flasha. Zrobili z niego marionetkę. Thompson radził sobie z tym, ponieważ chciał służyć krajowi, nie zmieniło się to, powołanie do ratowania ludzi uśmierzyło ból związany z drastycznym brakiem zaufania wobec niego, przed rząd, dla którego stracił nogi. Harry mógłby pozbyć się tych bomb z naszego ciała Flash. Tylko pytanie czy można mu zaufać? Można mu zaufać, ale nie wiem jak zareaguje na to, że jestem Venomem. Słyszał pewnie o tobie z gazet sprzed paru lat, gdy Peter użerał się z Eddim i tym psychopatycznym Carnage. Nie wiem czy uwierzyłby w tą bajkę, że wtedy byłeś zdezorientowany. Zabrali cię z planety jako dziecko. Nie rozumieją, że chciałeś dobrze. Silne negatywne emocje poprzednich nosicieli tobą kierowały, byłeś jak dziecko, któremu dało się zabawkę, której nie rozumie, a instrukcji nie przeczytasz, bo nie umiałeś. Przeszłość pozostanie niezmienną przeszłością. Peter nie wybaczy mi, czyli też tobie. Wybaczy, nie jest taki jak Ci w uniformach z wysoką rangą, zrozumiałby gdyby mnie wysłuchał. Płomienista rozmowa w głowie oderwała go od tematu ataku. - Sytuacja wymaga zaangażowania wszystkich sił, całej drużyny Avengers, naszych obrońców, nawet Spider-man pewnie urabia się po łokcie ratując niewinnych przed najeźdźcami, nie-wiadomo-skąd. - Wina jechała a on rozmawiał z Harrym. Myślał o rozmowie z Symbiontem i rozmowie z Harrym. Wypije jedną szklaneczkę i zdecyduje czy szukać pomocy u swojego przyjaciela w sprawie z tymi bombami w głowie. *** nanotechnologiczne bomby. Cały świat byłby lepszy gdyby nie ta cała technologia, ale bez niej, pewnie ludzkość została dawno zgładzona, patrząc na historię i częstość ataków obcych cywilizacji, złych nadludzi etc.

Z/t, to pisz tam, czekam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lobby   

Powrót do góry Go down
 
Lobby
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lobby i sala główna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Oscorp Industries-
Skocz do: