Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Cmentarz

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Esmeralda

Esmeralda

Liczba postów : 18
Data dołączenia : 30/09/2018

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Pon Paź 08, 2018 2:24 pm

First topic message reminder :

Jest to jeden z największych cmentarzy w nowym Jorku leżący za miastem. Zwykłe i proste kamienne nagrobki ułożone jeden obok siebie. To bardzo spokojne miejsce, gdzie w ciszy można pomodlić się za ukochaną osobę. Znajduje się tutaj wiele drzew, a niedaleko nawet las. Kilka ławek rozmieszczonych dla odpoczynku po całym dniu chodzenia.

Cmentarz - Page 3 Cypres11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Czw Lut 14, 2019 11:14 pm

Podczas gdy dziewczyna milczała, być może zastanawiając się nad odpowiedzią, a może złorzecząc na niego w myślach, tego Harry nie mógł być pewien - on sam po prostu odchylił głowę lekko na bok, z pozoru najzupełniej spokojnie dając jej na to cały czas, jakiego potrzebowała. Naciskaniem niczego by teraz nie zyskał, tak sądził, mógłby tylko zamknąć sobie drogę do węszenia, a poza tym... Ta przerwa dawała mu doskonałą okazję do dalszego podkreślania, że nie do końca blondynce wierzył. Na przykład przez przechylenie głowy lekko na bok, co właśnie uczynił. Co prawda niby-Gwen nie mogła wiedzieć, że na nią patrzył, co było jednym z nielicznych minusów noszenia maski, ale mężczyzna zakładał, że tak czy siak się tego domyślała.
W końcu jednak nastolatka się odezwała - i Osborn nie mógł powiedzieć, że nie spodziewał się po niej podobnej linii obrony... A przynajmniej poprawienia się, że nie była naprawdę martwa, tylko tak to z rozpędu określiła. Początek wypowiedzi dziewczyny się z tym pokrywał, tyle że zaraz potem zaczęła już się rozwodzić nad czymś, czego Harry w żadnym razie nie oczekiwał - bo niby jak by mógł się na to przygotować? - i... I prawdę mówiąc mężczyzna przez krótką chwilę nie wiedział jak zareagować, ani nawet co pomyśleć.
To... Brzmiało mu na kwestię alternatywnych światów. Nie mógł mieć pewności - nie wspominając już o tym, czy w ogóle chciał i był w stanie blondynce wierzyć - a jej relacje brzmiały wciąż bardzo chaotycznie... Ale tak, wszystko wskazywało na to, że mówiła o odpowiednikach tych samych osób z innej rzeczywistości. I to przynajmniej tłumaczyłoby czemu nie była martwa, tylko za taką uznawana - bo w tym świecie Gwen nie żyła, a w innym... Najwyraźniej przetrwała. Oczywiście zakładając, że to wszystko nie było pułapką i tak dalej, bo Harry do ostatniej chwili nie zamierzał zaryzykować i całkowicie odpuścić tej opcji. Wolał wyjść na paranoika, niż potem żałować, że czegoś nie dopilnował. Zresztą, kogo on oszukiwał. Trochę był paranoikiem.
Tyle że... Jeżeli to faktycznie była Gwen - inna, ale jednak Gwen - to... To Osborn zaczynał się czuć źle z faktem, że jego sugestie najwyraźniej aż tak wyprowadziły ją z równowagi. Jasne, sama doszła do wniosków, które ją w ten sposób zestresowały, ale nie mógł się bronić, że jej z tym nie pomógł. A nawet jeżeli to nie była Gwen, tylko ktoś ją udający, zapewne w niecnych celach - to przynajmniej wyglądała zupełnie jak ona, a to wystarczało, aby Harry czuł lekkie ukłucia wyrzutów sumienia. Oczywiście uzurpatorka by na takie problemy zasługiwała - i przede wszystkim po prostu by je udawała - dlatego nie współczułby jej naprawdę... Ale podobieństwo robiło swoje. Emocje ciężko było kontrolować, szczególnie tak podstawowe.
Jak by jednak nie było, mężczyzna parsknął cicho i krótko śmiechem na te rozważania o tarantulach i kotkach - nim dotarło do niego co one tak naprawdę oznaczały. Pewnie, na pierwszy rzut oka były po prostu zabawne i całkowicie niegroźne. Uderzały w skomplikowane życie uczuciowe Parkera, a Harry'emu generalnie w to graj. Ale dlaczego jego być-może-dziewczyna-z-innej-rzeczywistości miałaby wiedzieć o Black Cat i innych podbojach pająka... Jeżeli nie zdawała sobie sprawy z tego, kim był sam wspomniany pająk? Czyli w najlepszym razie przynajmniej część jej słów to kłamstwa. I możliwe, że traktowała ich właśnie tak, jak oni podchodzili do niej. Co... Byłoby niezręczne. Delikatnie mówiąc. Za to całkiem interesujące.
Oczywiście podczas gdy on zajęty był wyciąganiem wniosków, nastolatka zdążyła przenieść się już na kolejny temat - co w tym momencie zupełnie go już nie dziwiło, ani nawet nie zaskakiwało. Harry po prostu starał się w miarę możliwości podążać za biegiem dyskusji, czy też raczej monologu, w który od czasu do czasu miał okazję się wciąć... I już miał odpowiedzieć dziewczynie na jej pytania odnośnie bycia podejrzaną, gdy dotarło do niego coś jeszcze, co nie pasowało mu w całej tej sytuacji.
Jeden z członków przedstawienia zniknął. Co gorsze, Osborn nie był pewien kiedy to się stało - tak bardzo skupiał się na reszcie wydarzeń, że przestał zwracać uwagę na trzymającego się z boku mężczyznę o zimnych oczach i, ogólnie rzecz biorąc, dużo bardziej niebezpiecznej od blondynki postawie. Teraz wyklinał się za to w myślach, mając nadzieję, że nieznajomy po prostu ich opuścił, a nie czaił się gdzieś w pobliżu, czekając na właściwy moment, aby wkroczyć do akcji... Bo wciąż istniała taka możliwość. Za szkłami maski Harry zmrużył oczy, rozglądając się dyskretnie bez wykonywania wyraźniejszych ruchów głową... Ale jego subtelny zwiad przerwany został kolejnymi słowami może-Gwen. Przez które z kolei zamrugał szybko i znów na nią spojrzał.
- Parker? Znać to dużo powiedziane, ale jeżeli myślimy o tym samym gościu, to najwyraźniej jest fanem pajączka. Albo przynajmniej na nim zarabia, osobisty fotograf i tak dalej. Jeżeli chcesz go znaleźć, spróbuj przez Daily Bugle, bo tam publikuje zdjęcia - poinformował dziewczynę. Ta wiedza była ogólnie dostępna, osiągnęłaby ją dosłownie przez wpisanie nazwiska Petera w wyszukiwarkę internetową, więc nie czuł się źle podając jej takie informacje. Prędzej czy później zapewne sama by do nich doszła, chyba że już to wszystko wiedziała i tylko ich sprawdzała.
- Nawiasem mówiąc, twój kolega gdzieś zniknął - zwrócił jej uwagę, co, zgoda, mogło być jego kolejnym poważnym błędem, zaraz po straceniu tamtego mężczyzny z oczu, ale... Mimo wszystko chciał zobaczyć reakcję nastolatki. Powinna zdradzić się z czymkolwiek, prawda? Może wiedziała gdzie go wywiało, a może będzie zaskoczona, zawiedziona... Uspokojona jego nieobecnością? Zależy kim dla siebie byli. A tego strzępka informacji niestety również mu brakowało. Cudownie. Ale będzie zgadywania...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Pią Lut 15, 2019 8:59 am

Sercowo – filozoficzne rozważania Gwen miały w sobie jeszcze jeden wątek, zawierający kolejny skomplikowany dylemat moralny, związany z próbą odzyskania Parkera. Nawet jeśli dziewczyna zdawała sobie sprawę, że to do końca nie był jej Peter, a jedyni gość wyglądający identycznie jak on, poruszający się w ten sam sposób, tak samo się wysławiający, pachnący, zachowujący mimikę i gesty oryginału, który ona dobrze znała,  najprawdopodobniej również o podobnym charakterze, priorytetach i sposobach myślenia, to jednak cały czas myślała o nim jak o „swoim chłopaku”. Trudno było zresztą o bardziej wyraźny sygnał od losu, jak zbieżność odejścia tutejszej Gwen i Petera z jej świata. Problem polegał na tym że ona przecież planowała wrócić do siebie.
Na tą chwilę nie wiedziała co prawda jak, ani tym bardziej kiedy to nastąpi, ale wcześniej czy później opuści tą rzeczywistość, przenosząc się tam gdzie jej miejsce. Kto wie, być może ten niedorajda posługujący się tytułem doktora, w końcu zorientuje się co narobił i znajdzie sposób na odkręcenie swojej wpadki. W każdym razie Gwen nurtowało pytanie co wówczas? Jak miałaby przekonać Petera na „taką” przeprowadzkę? A może uda jej się zostać między - wymiarową podróżniczką i wpadać tu gdy tylko zechce? Przecież tyle słyszała o istnieniu związków na odległość. Szczęśliwych związków. Nawet jeśli w tym konkretnym przypadku owa „odległość” nie dawała się definiować.
Niespodziewana uwaga na temat zniknięcia Bucky’ego, wyrwała spider – girl z jej głębokich przemyśleń. Dziewczyna błyskawicznie rozejrzała się po okolicy, usiłując złapać wzrokiem uciekającego partnera. Niestety tego ostatniego nigdzie nie było widać, a co za tym idzie Stacy mogła jedynie wykrzyczeć swoje oskarżenie w pustą przetsrzeń. Ostatnią rzeczą jaką spodziewałaby się po żołnierzu, był fakt że ten wycofa się dyskretnie gdy tylko pojawią się pierwsze kłopoty. A niby taki z niego twardziel.
- Co ty wyprawiasz!? Wracaj tu łajdaku! Obiecałeś mi pomóc dostać się do Vegas! Zdrajca! – Wrzeszczała Stacy, chwilę później kopiąc z złości najbliższy nagrobek.
Ilość niepowodzeń powoli zaczynała ją przytłaczać. Najwyraźniej to nie był jej dzień. Najpierw Esme, a potem Bucky. Kogokolwiek tu poznawała i zaczynała mu ufać, znikał w tajemniczych okolicznościach, a ona pozostawała sama w zupełnie obcym sobie świecie. Jak miała w takiej sytuacji przetrwać? Załamana Gwen usiadła na ziemi, westchnęła ciężko, rzucając przy tym pełne oskarżeń spojrzenie w kierunku pary wścibskich bohaterów, po czym z rezygnacją spuściła głowę. Cóż z tego że była bohaterką i powinna pokonywać trudności losu, skoro obecnie miała jedynie ochotę wyżalić się komuś i wypłakać w rękaw. Wciąż pozostawała nastolatka z swoimi humorami, wątpliwościami, problemami dojrzewania i kruchą psychiką. W tym momencie spider – girl miała dość przesłuchiwania i kolejnych uciążliwych pytań. „Niech się walą” – pomyślała zirytowana.
Stacy miała nadzieje że zarówno pajączek jak i facet na pelikanie po prostu jej odpuszczą, zajmując się wreszcie swoją misją ratowania miasta. Nie chciała być oglądana w tym stanie. Trawiło ją poczucie bezradności, zawodu związanego z tym iż nie pomoże Wiewiórze, frustracji na cały ten świat i na własne słabości. Dlaczego po prostu nie może komuś przyłożyć, otrząsnąć się z niepowodzeń i jakby nigdy nic działać dalej? Nawet jeśli miałaby iść do tego Vegas na pieszo.
Gwen nie miała pojęcia jak długo trwał jej atak depresji. Wszystko wskazywało na to ze nie na tyle, by pozbyć się nieproszonych gości. Przecierając dłonią wilgotne oczy, dziewczyna postanowiła pozbyć się intruzów w inny sposób. Starą wypróbowaną „prośbą o pomoc”. Taką po której rozmówca nagle przypomni sobie jak bardzo jest zajęty.
– Czy mógłby pan podrzucić mnie pod ten adres? – Spytała Gwen wskazując zielonemu kartkę z lokalizacją mieszkania Harry’ego. Póki co nie mogła liczyć na Petera, a zatem to H20 był jej jedyną szansą. Poza tym był on też najlepszym kumplem jak chodzi o stawianie kogoś na duchu. A przynajmniej Stacy tak myślała. Nie bez znaczenia był tu ®również fakt iż pilnie potrzebowała kogoś kto może jej uwierzyć, a lista takich osób była przerażająco krótka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Pon Lut 18, 2019 5:03 pm

Tym razem obie brwi Harry'ego podskoczyły już w górę - ukazując jego zaskoczenie tym nagłym wybuchem... Albo raczej ukazywałyby je, gdyby nie maska na jego twarzy, ale nieistotne. Grunt, że on sam wiedział, że do tego doszło, inni nie musieli. Naprawdę, jeszcze trochę i przyzwyczai się do tego, że mógł pozwalać sobie na bogatą mimikę bez martwienia się o to, iż ktoś wyczyta z jego oblicza zbyt wiele... A to nie byłoby dobre. Z drugiej strony nie przejmował się tą możliwością na poważnie. Lata przyzwyczajenia nie opuszczą go chyba tylko dlatego, że raz czy drugi założył kostium.
Ale w porządku. Zakładając, że dziewczyna nie była świetną aktorką - a mimo wszystko na podstawie całości ich spotkania odnosił nieodparte wrażenie, że przynajmniej tym jednym niepokoić się nie musiał - to... Najwyraźniej rzeczywiście nie wiedziała, iż jej kompan zwiał i ją porzucił. To Osbornowi pasowało, bo oznaczało, że najprawdopodobniej nie spiskowali przeciwko niemu - nim, bo i pająkowi - razem. Być może tamten mężczyzna jednak nie miał związku z ich... Sytuacją.
Starając się zignorować niespodziewane ukłucie irytacji tym, że blondynka tak po prostu kopnęła jeden z nagrobków - co w żadnym razie nie było jego sprawą, ale mimo wszystko nie podobał mu się taki brak poszanowania dla symbolu czyjegoś miejsca spoczynku - Harry postanowił skupić się na kwestii Vegas... O której nastolatka już wcześniej wspomniała. Coś o... Jej przyjaciółce, będącej teraz w jakichś kłopotach? Wcześniej mało interesował się tym tematem, bo niby-Gwen poruszała wtedy sporo istotniejszych zagadnień, w tym swój powrót do żywych, ale... Wyglądało na to, że to dalej było dla niej ważne. Tyle że Harry widział pod tym względem parę podstawowych problemów, z których ona najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy. Albo je ignorowała.
Jako że mężczyzna znów spędzał większość czasu obserwując p0czynania blondynki, bez problemu wyłapał spojrzenie, które mu posłała - i w odpowiedzi na nie rozluźnił ramiona, które do tej pory trzymał skrzyżowane na klatce piersiowej, po czym oparł dłonie na biodrach. Naprawdę, jak gdyby to była jego wina, że tamten osobnik jej uciekł... To znaczy, zgoda, istniała drobna, malutka, wręcz mikroskopijna opcja, że z Parkerem go wystraszyli, ale jeżeli tak się stało, to najwidoczniej miał coś na sumieniu. A w takim wypadku dziewczyna nie powinna się z nim zadawać... Chyba że też coś kombinowała. Bo wciąż nie rezygnował do końca z tej wersji wydarzeń.
Mimo wszystko jednak Osborn nie mógł powstrzymać ciężkiego westchnienia, które opuściło wreszcie jego usta, gdy tak obserwował wzrastający - albo wypadałoby raczej powiedzieć, że pogłębiający się - dół nastolatki. Wbrew pozorom nie był osobą bez serca. Jasne, czasem... Zazwyczaj sprawiał takie wrażenie, ale bliskim pomagał praktycznie zawsze, w dodatku niezależnie od tego, czy tego od niego chcieli, czy nie, a tutaj przecież widział kogoś znajomego... Nie swojego, tego był pewny, ale choć zdawał sobie z tego sprawę, to przetłumaczenie tego emocjom okazało się być zaskakująco... Trudne. To z kolei go frustrowało. I wywołało to westchnięcie.
Przynajmniej tyle dobrego, że zanim zdążył zadecydować czy powinien zareagować - albo raczej jak - dziewczyna sama jako tako się otrząsnęła i zmieniła temat, pokazując mu jakąś kartkę. Harry odruchowo obniżył nieco glider, aby rzucić na nią okiem, choć prawdę mówiąc spodziewał się tego, co może z niej wyczytać. Opcji nie było w końcu aż tak wiele - po tym wszystkim, co być może Gwen im tutaj powiedziała... I proszę, jeden z jego strzałów był trafny. Cóż za niespodzianka, naprawdę.
- Nie jestem taksówką, ale mogę ci wskazać właściwy kierunek. Przy czym teraz przemieszczanie się po mieście to kiepski pomysł, powinnaś zabrać swojego... Kolegę... Do najbliższego budynku i tam poczekać na koniec ataku. Potem złapiesz prawdziwą taksówkę i pojedziesz gdzie zechcesz - poinstruował. Koniec końców zagrożenie nie ustąpiło jeszcze całkowicie, choć zmalało, a istniała opcja, że ta dwójka była jednak zupełnie niewinna... Więc nie mógł z czystym sumieniem nie poinformować ich o tych zaleceniach. Nawet jeżeli odnosił wrażenie, że zostaną zignorowane - przynajmniej przez nastolatkę.
Nawiasem mówiąc, to przypominało mu, że bezimienny do tej pory chłopak w dalszym ciągu tkwił uwięziony w sieci - i wciąż nikt nie spieszył się, żeby go uwolnić. Nie namyślając się nad tym długo, Harry wypuścił z jednej z przegród glidera mechanicznego nietoperza o zaostrzonych skrzydłach - który wystrzelił ku dzieciakowi i przebił się przez trzymającą go w miejscu pajęczynę, nim wrócił do Osborna, krążąc teraz dookoła niego.
- Przy okazji, na twoim miejscu nie liczyłbym teraz na dotarcie do Vegas... A przynajmniej nie na szybkie dotarcie. Obstawiam, że przez te roboty lotniska muszą być zamknięte, a innym sposobem taka wyprawa potrwa wieki. Samochodem pewnie ze dwa dni - trochę zgadywał, bo w gruncie rzeczy nigdy nie musiał odbyć takiej podróży autem, ani żadną inną powolną metodą, ale to w końcu była przeciwna strona kontynentu, prawda? Czyli daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwen Stacy

Gwen Stacy

Liczba postów : 100
Data dołączenia : 03/04/2016

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Wto Lut 19, 2019 10:41 am

W odróżnieniu od swojego rozmówcy, Gwen zupełnie nie przejmowała się faktem, iż zielony ludzik, z mimiki jej twarzy bez problemu może odczytać nastrój w jakim ona się znajdowała. Co więcej chciała by ten wiedział że jest na niego wściekła. Dziewczyna z złości zaciskała zarówno pieści jak i zęby, a gniew praktycznie parował jej z uszu. Nieznajomy zdecydowanie mógł pozostać na oświadczeniu że „nie pomoże”. I tyle. Wzmianka o taksówce czy wskazaniu jej właściwego kierunku, była niczym kopanie leżącego. Tak jakby sama nie wiedziała gdzie znajduje się dom Harry’ego. Spędziła w nim niemalże tyle samo czasu co w swoim własnym. Nie potrzebowała cholernej nawigacji żeby tam trafić! A tym bardziej nie potrzebowała jakiś durnych uwag dotyczących niebezpieczeństw czyhających na drodze. W swojej tyradzie moralności, wielki pan bohater który najwyraźniej pomaga tylko sobie, bo przecież problemy zwykłych ludzi to ma gdzieś, zapomniał jeszcze dodać by nie przechodziła na czerwonym świetle.
- Właściwy kierunek? Wypchaj się pan z taką pomocą! Wiem gdzie to jest! Poradzę sobie. – Oburzyła się Gwen, obracając się na pięcie i kończąc rozmowę z nieznajomym. Gdyby nie to że wciąż była zbyt przygnębiona poczuciem osamotnienia, odpowiedzialnością i faktem że musi radzić sobie sama w świecie, którego w ogóle nie rozumie, poczęstowałaby mężczyznę na pelikanie wiązką pajęczej sieci.  A niech się sam męczy. Zamiast tego czujne ucho nieznajomego mogło jedynie pochwycić krótkie „dupek”, natomiast pełen wyrzutów wzrok Gwen skierowany został na pajączka. Stacy wątpiła by ten oddał jej swoje miejsce na latającej platformie, zwłaszcza gdy jego kompan zdecydował już inaczej, a w związku z tym, on również zasługiwał na pogardę i oskarżenie o arogancję.
- A ty?! Tez jesteś bohaterem tylko wtedy gdy tak ci wygodniej? – Zanim jeszcze skończyła rzucać obelgami, spider-girl nagle uświadomiła sobie iż nie bardzo wiedziałaby co zrobić gdyby jednak pajączek zaproponował jej podwózkę. Chociaż w sumie to chyba nie miała by nic przeciwko aby przekonać się jak to jest przemieszczać się pomiędzy budynkami, samej pozostając w objęciach kogoś innego. Ostatecznie gdyby i ta droga zawiodła, postanowiła skorzystać z rządku lamp w kształcie odwróconego „L”, rozlokowanych wzdłuż głównej drogi prowadzącej do centrum miasta. Jak tylko pozbędzie się tej wścibskiej dwójki i wskoczy w swój kostium, to natychmiast zacznie pracować nad skróceniem sobie czasu dotarcia na miejsce.
Problemem zablokowanych lotnisk Gwen chwilowo nie zajmowała sobie głowy. Była przekonana że skoro Bucky twierdził iż jest w stanie zarezerwować samolot, to i ona takowy znajdzie. W ostateczności pozostawała podróż koleją, w wygodnej pozycji na dachu jednego z wagonów. Albo Harry. H2O był jej największą nadzieją. W zasadzie gdyby on i Peter również jej odmówili, od razu mogłaby udać się do Doktora Strange z prośbą o odesłanie jej do swojego świata. Ten bez przyjaciół nie miał dla niej sensu. Po co miałaby tu zostawać skoro jedyne co tu znalazła to cierpienie?
- Ja mógłbym pomóc. Potrafię kierować samochodem. Mógłbym ukraść jakiś wóz i … - nieoczekiwanie zaoferował się młody, jednak gdy tylko dzieciak zorientował się w jakiej obecności przedstawia swoją prośbę, natychmiast się zreflektował, wycofując swoją ofertę i rzucając się do ucieczki. – Nie. W zasadzie to jednak nie pomogę. Do widzenia.
Kolejna zdrada niewiele już zmieniła w i tak ponurym nastroju jaki ogarnął Gwen. Dziewczyna postanowiła posiedzieć i poczekać aż zostanie sama. Chciała wykorzystać ten czas aby przygotować się na czekającą ją rozmowę. Nie miała pojęcia jak zareaguje stajać z Harrym twarzą w twarz. Na ile będzie w stanie kontrolować emocje, pamiętając że jednak ma naprzeciwko sobie obcą osobę? Byle by tylko znów  nie popaść w jaka skrajność. Nie rozbeczeć się lub z radości nie rzucić się mu na szyję.
Całkowicie już ignorując zarówno Goblina jak i spider-mana, Gwen poczuła nagle ogromną potrzebę by przed kimś się wygadać. Kimkolwiek kto był jej bliski. Po namyśle dziewczyna uznała że może to być ona sama, nawet jeśli ta druga Stacy znajdowała się kilka metrów pod ziemią. Dlatego też po raz kolejny skierowała się w stronę znanego sobie nagrobku.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Gwen Stacy dnia Sro Lut 27, 2019 9:56 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

Harry Osborn

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 27/04/2014

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1Pon Lut 25, 2019 11:15 pm

Harry jedynie wzruszył ramionami na decyzję dziewczyny i więcej się do niej nie odnosił. Skoro nie chciała jego sugestii i rad, to trudno, on swoją powinność spełnił i sumienie miał względnie czyste. Tego samego nie mógł pewnie powiedzieć Parker, bo - jak go Osborn znał - prawdopodobnie jakiś kodeks bohaterski, moralny czy coś podobnego nie dadzą mu spokoju, jeżeli nie zadba o to, aby ta dwójka pozostała bezpieczna, ale... To też tak naprawdę nie było problemem Harry'ego. Przynajmniej tak długo, jak długo mógł w wystarczającym stopniu pokierować działaniami przyjaciela... A w tym celu musiał zadbać o to, aby przypadkiem nie został z blondynką sam na sam. Jeszcze by coś palnął. Już ta ich krótka interakcja wystarczyła, aby Osborn zorientował się, że Peter musiał być w jakimś stopniu oczarowany nastolatką, więc nie zdziwiłoby go to ani trochę, gdyby w jego klasycznym słowotoku coś mu się wymknęło.
Oczywiście na jego korzyść powinno zadziałać to, że teraz złość dziewczyny skierowała się właśnie ku pająkowi... Tyle że to mogło niestety wywołać dwa różne efekty, pozytywny albo negatywny. Z jednej strony jej pretensje mogły pchnąć Parkera ku Harry'emu, aby w dalszym ciągu stanowili wspólny front - oby - ale z drugiej z kolei... Równie dobrze Peter mógł czuć potrzebę ugłaskania domniemanej Gwen i przekonania jej do siebie. Zanim zdążył o tym zadecydować, Osborn zapobiegawczo skierował ku niemu twarz, starając się całym sobą przekazać mu surowe spojrzenie, którego przez maskę po prostu nie był w stanie mu posłać. Jakoś musiał go utrzymać w ryzach.
Uwagę mężczyzny na moment przyciągnęły słowa świeżo uwolnionego dzieciaka i przez jego zachowanie Harry aż uniósł brwi w pełnym rozbawienia zaskoczeniu, wynikającym po części z faktu, że kopniak w strategiczne miejsce najwyraźniej nie zabił w nim resztek rycerskości. Kąciki ust Osborna skierowały się ku górze, kiedy chłopak zaczął się nagle wycofywać ze swojej oferty, zapewne obawiając się konsekwencji za propozycję porwania czyjegoś samochodu... Naprawdę, Harry nie był nawet pewien tego, czy spróbowałby go przed tym powstrzymać, gdyby młody się na to odważył. Parker, tak, on zdecydowanie by się tego podjął, ale Harry raczej ograniczyłby się do obserwowania rozwoju wydarzeń... Co nie potrwałoby długo, bo dzieciak pewnie po prostu znowu skończyłby do czegoś przyklejony i w ten sposób zaczekałby na policję. A nie wyglądało na to, aby mógł się jakoś obronić przed Spider-Manem.
Nagły przypływ dobrego humoru nie starczył jednak Osbornowi na zbyt długo i już kilka sekund później mężczyzna westchnął ciężko, znów przenosząc uwagę na nastolatkę. Najwyraźniej nie miała zamiaru go posłuchać, czego się spodziewał, a dalsze jej przekonywanie... Prawdopodobnie mijałoby się z celem. Jego Gwen też bywała strasznie uparta, więc może to nic dziwnego. Podejmując decyzję, Harry podleciał do pająka, złapał go za ramię i wciągnął na glider, po czym rzucił jeszcze okiem ku temu młodzieńcowi z nikłymi pozostałościami instynktu samozachowawczego.
- Mówiłem poważnie, w budynkach jest bezpieczniej. Poczekaj w jakimś na opanowanie sytuacji. I może spróbuj ją zabrać ze sobą, zanim serio stanie się jej krzywda - powtórzył się, ruchem głowy wskazując w kierunku, w którym zmierzała blondynka. Nie czekając już na odpowiedź, Harry skierował swój pojazd ostro ku górze, równocześnie wykręcając, aby skierować się z powrotem ku centrum miasta. Miał w końcu parę rzeczy do zrobienia, na czele z pozbyciem się gdzieś Petera. Ich wspólny trening musiał poczekać, a póki co Spider-Man mógł wrócić do zwalczania robotów.
Osborn natomiast musiał udać się do Oscorp. Aby nie zwracać na siebie uwagi, w odpowiednim momencie włączył maskowanie, a do środka dostał się przez tunel - którego wejście znajdowało się w oddaleniu od siedziby firmy, dobrze ukryte i niepozorne. Nie chciałby przecież kiedyś kogoś za sobą przyprowadzić, nawet jeżeli szanse na to były mikroskopijne już ze względu na samą częstotliwość jego wylotów. W podziemiach pozostawił glider i zdjął kostium, pozostawiając sobie tylko kilka prostych gadżetów, takich, które zazwyczaj mógł ze sobą bezpiecznie nosić, bo nie rzucały się w oczy... A potem wybrał się już na swoje piętro. Potrzebował przynajmniej chwili w gabinecie.
Najważniejsze było dla niego tak naprawdę zajęcie się komórką, rzecz jasna tuż po krótkim upewnieniu się, że w budynku wszystko toczyło się dobrze, a personelowi i gościom nic nie groziło. Nie chciał zapraszać być może Gwen do Oscorp, to wiedział na pewno... I nie czuł się jeszcze komfortowo z zabieraniem jej do swojego domu, choć tak czy siak znała przynajmniej adres rezydencji. Co prawda w takim odosobnieniu mógłby ją w razie czego unieszkodliwić, ale to mogło zadziałać w obie strony, więc wolał nie ryzykować. Publiczne miejsce wydawało mu się najlepsze, ale w tym momencie było niebezpieczne z innego powodu - przez roboty. A tuż po ich ataku lokale niekoniecznie będą działać...
Washington Square Park, pod łukiem, wieczorem. Napiszę godzinę, gdy tylko się wyrwę, wysłał wreszcie pod numer Gwen, bo na nic bardziej pasującego pomysłu nie miał. Park na pewno będzie otwarty, a to już niezły początek. Brak podania od razu konkretnego czasu mógł bez problemu wyjaśnić albo sprawami Oscorp albo utknięciem w siedzibie firmy przez ten cały atak. Jego słowa pasowały pod jedno i drugie, więc miał czas, aby wybrać lepszą opcję. Byle tylko sytuacja z robotami faktycznie została do tego czasu opanowana - ale już teraz było ich mniej, więc mężczyzna nawet w to wierzył.

Z/t za wszystkich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Cmentarz
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: