Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Santa Monica Pier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Santa Monica Pier   Czw Wrz 19, 2013 11:03 pm







Słynne i charakterystyczne molo w Santa Monica, przyciągające turystów parkiem rozrywki z diabelskim kołem, karuzelą i restauracjami, w których jedzenie i piwo jest dwa razy droższe niż gdziekolwiek indziej w okolicy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Wrz 19, 2013 11:35 pm

- To znowu on?
- Tak, znów zaatakował.
- Do jasnej cholery... To już czwarta ofiara... Co z tą kobietą z zeszłego tygodnia? Znaleźli coś?
- Absolutnie nic. Facet to zjawa.
- Facet? Skąd wiesz, że facet?

Takie i inne rozmowy rządziły dzisiaj na molo w Santa Monica. Spory tłum zebrał się pod neonową bramą, witającą przyjezdnych. Teraz, w ten chłodny poranek, światła były zgaszone, zresztą i tak nie byłoby zbyt dużo widać. W miejscu, gdzie wcześniej był napis "CAFES" teraz widniały zmasakrowane zwłoki jakiegoś mężczyzny. Jego twarzy nie dało się bliżej rozpoznać, długie, luźne spodnie były rozszarpane w kilku miejscach. Ze sporej dziury w brzuchu wystawały na zewnątrz wnętrzności, jelito makabrycznie, niczym jakieś wahadło rodem z koszmarów, wisiało wzdłuż lewej nogi, od czasu do czasu rytmicznie obijając się o nią na wietrze. Przekrzywiona głowa, oparta na ramieniu przypominała raczej blado - sino - czerwoną piłkę, a twarz bliżej niezidentyfikowaną miazgę. Cała figura zawieszona była na rzeźniczym haku, zaczepionym o jedną z neonowych liter, zaś asfalt pod nią zbrukany był krwią.

Ten makabryczny widok był teraz podziwiany przez sporych rozmiarów tłum, który gdyby nie policyjne wozy i taśma, odgradzająca ciekawskich gapiów, z pewnością już dawno zadeptałby wszystkie dowody i poszlaki, o dokładnym wymacaniu biednej ofiary morderstwa nie wspominając. Ludzie to okropny gatunek.

Na miejscu była już cała ekipa LAPD, wraz z grupą patologów, techników i detektywem Cole'm Phelpsem na czele. Ten ostatni uwijał się jak w ukropie, widząc błyskające flesze. Już widział te nagłówki w gazetach: "RZEŹNIK ATAKUJE PONOWNIE. CZY LAPD WRESZCIE ZATRZYMA SERYJNEGO MORDERCĘ?", a tuż obok notka o tym, jak to biedna matka musiała podać dziecku leki uspokajające, bo śniły mu się koszmary po tym, jak ono i jego rodzicielka cały dzień gapili się na wisielca na molo. "Sama, głupia krowo, jest sobie winna!" pomyślał gniewnie, zanim zdał sobie sprawę, że kłóci się z sytuacją, która jeszcze nie miała nawet miejsca. Phelps mimo tego i tak pospieszał całą swoją ekipę. Wolał zdjąć biedaka z bramy jak najszybciej, by nie robić sensacji. Wypadałoby też rozgonić tłum, chociaż na to i tak już za późno - jeżeli mieli zadeptać jakieś ślady, to i tak to już zrobili.

- Wszędzie krew, ale czad - wyszeptał jakiś nastolatek w koszulce Flasha, stojący w tłumie. Stojąca tuż obok, wysoka blondynka cały czas jedną ręką zasłaniała usta, wstrzymując odruch wymiotny, a drugą, która trzymała najnowszego iPhone'a, robiła zdjęcia wisielcowi. Jakaś starsza kobieta zaczęła wykrzykiwać coś o karze Bożej i winie prezydenta i "tych pieprzonych Demokratów". Phelps nie miał najmniejszej ochoty użerać się z tymi ludźmi.
- Rozejść się, to miejsce zbrodni, a nie koncert Lady Gagi! - warknął, podchodząc do tłumu.

Tak się składało, że w tym tłumie było także dwoje nadzwyczajnych bohaterów. X - Man, Wolverine oraz członkini grupy Avengers, zwana popularnie Wasp. Kto wie, co przygnało ich na drugie wybrzeże? Pewnym jednak było, że teraz stali przed miejscem naprawdę makabrycznej zbrodni, a niespecjalnie uprzejmy detektyw z LAPD próbował na daremno rozgonić tłum. Coś w jego desperackiej minie świadczyło o zrezygnowaniu i absolutnym poddaniu się.
- Gdzie jest Iron Man, kiedy go naprawdę potrzeba? - powiedział cicho detektyw, próbując uniemożliwić blondynce robienie zdjęć biedakowi, który teraz był fotografowany też przez kilku techników.

Wasp i Wolverine stali ledwie kilka kroków od siebie i sam tylko los wie, czy już zdążyli się zauważyć, czy nie i czy przyjdzie im współpracować. Z pewnością jednak cała ta sytuacja wzbudziła ich zainteresowanie i kto wie, jak potoczą się ich dalsze losy.


Ostatnio zmieniony przez Luke Tannenberg dnia Czw Paź 31, 2013 9:19 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Wto Paź 29, 2013 3:10 am

Rozkojarzona nieco Janneth błądziła wzrokiem po zszokowanym tłumie. Sprawa "rzeźnika nie dawała jej spokoju od dłuższego czasu. Postanowiła więc, po pierwsze ze względu na fakt, iż należy do Avengers, po drugie dla zaspokojenia swojej babskiej ciekawości przyjrzeć się temu zajściu, a jeśli to możliwe jak najszybciej dorwać pewnego siebie mordercę, albo morderczynię rzecz jasna.

Tłum wymykał się zebranym służbom porządkowym spod kontroli. Zbliżyła się nieco do Detektywa Phelps'a, słysząc wzmiankę na temat wyczekiwanej przezeń obecności Starka na miejscu zdarzenia zaśmiała się, i powiedziała w stronę odpowiedzialnego za przebieg operacji:
- Tony'ego może teraz z nami nie ma, ale proszę mi wierzyć, że Avengers nie są grupą tylko po to, żeby to ładnie prezentowało się w gazetach, nie sądzi Pan, Panie Phelps - uśmiechnęła się do niego krzepiąco, po czym, dodała - Nie ukrywam, że Ci ludzie,będą na chwilę obecną tylko przeszkadzać, a w zasadzie już to robią. - rozejrzała się uważnie wokół, zauważyła owada, muchę, która najprawdopodobniej przyleciała tu zwabiona smrodem rozkładającego się ciała.
Możesz mi pomóc... potrzebuje Was jak najwięcej, musisz zebrać swoich i przegonić tych ludzi. Gapie nie są tu mile widziani.

Po przekazaniu muszce komunikatu telepatycznego, nie minęło kilka minut, a imponujących rozmiarów chmara much zaczęła napierać na ludzi, którzy zdezorientowani i przestraszeni poczęli się oddalać. Niestrudzone ekipy telewizyjne filmowały cały precedens, jednak Panna Van Dyne miała to w głębokim poważaniu, bo przecież i tak jest sławna, bez tego. Kiedy bzycząca ciemna chmura owadów rozmyła się po nieboskłonie, Osa spytała techników robiących zdjęcia trupowi, którego losu chyba nikt nie chciałby podzielić:
- Panowie, z moich informacji wynika, że gość nie leży tu, a w zasadzie nie wisi, więcej niż dwanaście godzin w przeciwnym razie owadów byłoby przy nim znacznie więcej, a nawet wśród much taka wieść potrzebuje czasu, by się rozejść. Owady zaś zdawały się tu dopiero zbierać, więc raczej się nie mylę, a wierzcie, że mam tam niezłe dojścia - zaśmiała się To wszystko powinno wyjść Wam na sekcji, ale co możecie powiedzieć na temat obrażeń, czy śladów tu na miejscu?- spytała.

Odwróciła na moment spojrzenie od denata, w myśl przysłowia "co za dużo, to nie zdrowo", a Jej uwagę przykuł mężczyzna. Zbudowany, brunet, postrzępione włosy, charakterystyczna fryzura i uważne spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Paź 30, 2013 11:34 am

Logan po opuszczeniu plaży musiał pchać motocykl do najbliższego mechanika przez parę godzin. Gdy w końcu udało mu się uporać z przebitą oponą, X-Men ruszył na Santa Monica Pier.
Wolverine zaparkował swojego Harleya niedaleko i włączył alarm. Już miał odjeść gdy zobaczył pożądliwe spojrzenia nastolatków jakimi obdarzali jego motor. Najwyraźniej zdawali sobie sprawę ile taka maszyna jest warta.
Logan jednak spojrzał na nich i odsłonił zęby w dzikim grymasie. Ich ochota na zawłaszczenie motoru znikła równie szybko jak oni sami.
James podszedł do tłumu. Nie miał zamiaru się przeciskać, przynajmniej jeszcze nie teraz. Rosomak wciągnął powietrze analizując zapach truchła. Zmarszczył wtedy brwi, wydało mu się że poczuł coś znajomego. Ale by się upewnić musiał podejść bliżej.
Wtedy też poczuł na sobie czyjś wzrok. Po chwili zlokalizował właściciela. A raczej właścicielkę. Wasp. Członkini Avengers. Wolverine miał mieszane uczucia co do tej grupy. Jednak jeżeli miał z nią współpracować będzie musiał odłożyć swoje obiekcje na bok.
Logan odwrócił się i odszedł od tłumu by znaleźć jakiś ciemny zaułek w którym mógł się spokojnie przebrać. Po chwili stał już w swoim kostiumie i szedł z powrotem miejsca zbrodni, tym razem bardziej zdecydowanym krokiem.
Na szczęście nie musiał się zbytnio przepychać, ludzie widząc go sami rozchodzili się na boki.
Wolverine bezceremonialnie minął Wasp i detektywa Phelpsa, po czym podszedł do ciała które w międzyczasie zostało zdjęte.
Nie przeszkadzając fotografom, kucnął w pobliżu i ponownie zaciągnął się powietrzem. Przyjrzał się też z uwagą ranom, mając nadzieję że to co wyczuł pomoże mu w rozwiązaniu tej zagadki.
U Jamesa widok, którego był właśnie świadkiem nie wywierał dużego wrażenia. W ciągu jego długiego życia widział podobne zwłoki, cholera, sam niektóre tak urządzał. Tak więc żadne wrażliwe łezki ani odruchy wymiotne nie zakłócały mu pracy.
Jeżeli zaraz miał do niego podjeść jakiś funkcjonariusz, a najpewniej sam pan detektyw, Wolverine zamierzał oszczędzić im czasu i kupić sobie dostęp do śledztwa zwykłym udowodnieniem że zna się na rzeczy. Rodzaj ran, czym zostały zadane, czas zgonu i inne rzeczy które mógł wywnioskować ze swoich oględzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Paź 30, 2013 12:33 pm

Phelps przywitał Wasp z niepewnym uśmiechem. Na jego twarzy mieszało się zaskoczenie, irytacja, ale i pewien wymiar ulgi. Nie dostrzegł jeszcze wówczas stojącego w tłumie Logana. Rosomak, uciekając by przebrać się w swój strój, minął jakiegoś nastolatka w dżinsowej kurtce i czapce L.A Kings, wpatrzonego w zmasakrowane zwłoki jak zaczarowany.

- No proszę, czyli jednak Avengersi mają czas na coś innego niż walka z kosmitami? - zażartował od niechcenia detektyw, lecz szybko się poprawił, wyciągając dłoń do Wasp - Detektyw Cole Phelps, LAPD. Naprawdę cieszę się, że zainteresowała się pani tym... wydarzeniem i chce pani pomóc. - mężczyzna odwrócił się, by spojrzeć na zwłoki, które ekipa ściągała już z widocznego miejsca. Gdy zaś powietrze wypełniło bzyczenie potężnej armii owadów, które, pod wpływem Wasp okrążyły gapiów by ich przegonić, policjanci zaniemówili z zaskoczenia.
- Dziękuję za pomoc... W dzisiejszych czasach ludzie nie mają już za grosz respektu do policji. Chyba musimy wyhodować sobie supermoce - skrzywił się detektyw.

Tymczasem Logan wracał już, w gotowym stroju. Bezceremonialnie przekraczając taśmę odgradzającą miejsce zdarzenia od reszty ulicy, doszedł do grupy patologów zebranych nad zwłokami. Jeden z nich odwrócił się i widząc stojącą nad nim postawną sylwetkę rosomaka w kombinezonie, wydał dziwny pisk i odsunął się, by Wolverine mógł spokojnie przyjrzeć się ciału.

Zarówno Wasp jak i Wolverine mogli teraz bliżej przyjrzeć się zwłokom. Z tej odległości jednak nie zauważyli nic więcej, niż wcześniej - paskudnie zmasakrowane zwłoki, niemalże osuszone już z krwi, która ulatywała z wielu ran i olbrzymiej dziury w brzuchu. Gdy Logan wciągnął nozdrzami woń zwłok, wyczuł zatęchły pot, wysiłek i strach. Ofiara musiała być przed śmiercią w straszliwych męczarniach i do samego końca przerażona.

- Ofiara to Jonathan White, 38 lat, prawnik z lokalnej kancelarii, nieżonaty - wyjaśnił jeden z techników, zapytany przez Wasp - I ma pani rację, do morderstwa... czy też raczej mordu... musiało dojść wiele godzin temu. - mężczyzna spojrzał na zegarek, była dziesiąta rano - Myślę, że między dwudziestą drugą a północą. Niewątpliwie jednak ofiara została zamordowana gdzie indziej, tutaj jest za mało krwi. Zgaduję, że Rzeźnik, jak to zwykle bywa, ogłuszył swoją ofiarę, zabił ją gdzie indziej a potem powiesił jej zwłoki tutaj.

Dopiero teraz Logan wyczuł jeszcze jeden, dziwny zapach. Sztuczny, jak gdyby chemikalia, plastik... Nie mógł jednak w stu procentach powiedzieć, co to mogło być. Woń była słaba i X - Men ledwie zdołał ją wychwycić spośród mieszaniny zapachów w powietrzu. Tłum gapiów, który do niedawna tutaj był z pewnością nie ułatwiał mężczyźnie wyłapywania odpowiednich odorów.

- Rzeźnik spędza nam sen z powiek - powiedział Phelps, pocierając zmęczoną twarz. - Uwierzycie, że szef jest tak zdesperowany, że wynajął już wróżkę? Tak, pieprzoną wróżkę, jakąś Kasandrę czy inną Ritę, która rzekomo potrafi wyczuwać takie rzeczy. - mężczyzna wywrócił oczyma, a kilku techników zaśmiało się cicho. - Więc skoro sięgamy już po pomoc wróżek, nie zaszkodzi nam też skorzystać z nieco bardziej sprawdzonych metod. Jak Avengers. I ich znajomi - tutaj detektyw posłał znaczące spojrzenie Loganowi. - O ile tylko zechcecie nam pomóc.
Powrót do góry Go down
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Paź 30, 2013 5:26 pm

Wolverine pociągnął nosem jescze raz, dla pewności. Zapach strachu który wychwycił z powietrza zanim podszedł do ciała okazał się być znacznie intensywniejszy gdy był bliżej. Śmierć Jonathana nie należała do najwolniejszych.
Logana nieco zdziwiła rekcja detektywa. Spodziewał się chociaż jakiejś utarczki słownej a zamiast tego uznał że jest znajomym Wasp. X - Men spojrzał na kobietę. Przeniósł potem wzrok spowrotem na ciało i zdjął jedną rękawicę. Dotknął gołymi opuszkami palców rany na brzuchu zastanawiając się czym została zadana.
- Facet był torturowany przed śmiercią. To nie było zwykłe morderstwo z premedytacją. Mamy do czynienia z typowym sadystą. - powiedział nie patrząc na detektywa i Wasp.
- Gdziekolwiek ten Rzeźnik zabrał Smitha, musiało to być miejsce w którym nikt nie mógł usłyszeć wrzasków bólu. - dodał zakładając rękawicę spowrotem. Wtedy do jego nozdrzy wdarł się jeszcze jeden zapach, którego wcześniej nie wychwycił. Sztuczny. Logan pociągnął nosem dwa razy po czym podniósł się z kucek.
- Czuję jeszcze jedną rzecz. Sztuczna woń, jakaś chemia. Coś podobnego do plastiku. - mruknął wystarczająco głośno by mogli go usłyszeć.
- Może to być zarówno jakaś substancja odurzająca jak i plastikowy worek, co by wyjaśniało szczątkowe ślady krwi. - skrzyżował ramiona na piersi.
- Nie powiem wam nic więcej na świeżym powietrzu. - powiedział po czym rozejrzał się dookoła. Może w tłumie zauważy jakąś podejrzaną postać. Tacy psychopaci często wracają na miejsce zbrodni by napawać się mordem, którego dokonali.
Wtedy spojrzał na detektywa po raz pierwszy.
- Jak dowiecie się czegoś nowego, albo zdecydujecie się co robić dalej - zawołajcie mnie. - powiedział po czym ruszył wolnym krokiem po odgrodzonym terenie. Nie było w stylu Rosomaka by tam stać i gawędzić sobie z policją. A nuż złapie woń którą wychwycił przed chwilą. Albo znajdzie coś co przegapiły władze. Cokolwiek za czym mógłby podążyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Paź 31, 2013 3:15 pm

Van Dyne podrapała się po brodzie, słuchając uwag techników, uśmiechnęła się, gdy potwierdzili słuszność jej tez. Skupiona chłonęła informacje jakich udzielał im ów mężczyzna, który tak ją zaintrygował. Grzebiąc w ciele był spokojny, jak gdyby było to dla niego chlebem powszednim. Kto wie? Może tak właśnie było?
Będzie z niego dobry współpracownik, tylko...co teraz robić?
- Torturowany, zatem to musi być jakiś psychol, choć w sumie kto normalny morduje ludzi w taki sposób. Panowie, co możecie powiedzieć jeszcze na temat samej ofiary, miała z kimś na pieńku, albo, czy istniał jakiś związek z poprzednimi ofiarami? Poza metodą śmierci rzecz jasna. Jeszcze jedno....Kto był tu pierwszy? Czy ten gość miał wrogów, itd. Stricte rutynowe zadania. - wydała instrukcje, po czym podeszła do mężczyzny, który moment temu grzebał w ciele denata:
- Jestem Jannet van Dyne, ale mów mi Jannet, ewentualnie Wasp, jak koledzy. Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie. Mianowicie - Może jest trochę głupie, ale czy nie jesteś w stanie stwierdzić, czy Jonnatan nie został tu przywieziony, czy może przytaszczony. Poza tym, jakie umiejętności posiadasz? - spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Paź 31, 2013 4:09 pm

Policjanci najwidoczniej z ulgą przyjęli pomoc Wasp i Logana. Szczególnie na twarzy Phelpsa pojawił się szeroki uśmiech i spokój. Odetchnął głośno, zanim zaczął udzielać odpowiedzi Jannet.
- Na razie nie wiemy o tej osobie zbyt wiele, zbieramy dane. Na pewno jeżeli coś się zmieni, poinformuję was. I vice versa, jeżeli wy zdobędziecie jakieś poszlaki... - mężczyzna wyciągnął z kieszeni portfel i po chwili grzebania w nim, podał kobiecie swoją wizytówkę - ... prosiłbym o kontakt.

Technicy wrócili do oglądania i fotografowania ciała. Tymczasem Cole nadal zajmował członkinię Avengers rozmową.
- Nie ma żadnych śladów, które jednoznacznie wskazywałyby na to, jak ofiara znalazła się na tym miejscu. Żadnych podejrzanych śladów kół, ale brak również śladów krwi, jakie z pewnością znaleźlibyśmy, gdyby ofiara została tutaj przyciągnięta. Na razie brak żadnych powiązań z poprzednimi ofiarami - Phelphs sięgnął po swój notesik, szybko przerzucając parę stron - Pierwszą ofiarą była młoda kelnerka, Jeanette Doug, lat dwadzieścia. Żadnych śladów gwałtu, nie miała wrogów ani problemów. Została znaleziona za kościołem, kilka przecznic stąd - Phelps odwrócił się i wskazał smukłą wieżyczkę świątyni, wznoszącą się nieopodal - Drugą ofiarą był starszy mężczyzna, zaraz... Fred Astire, emerytowany pracownik elektrowni. Zwłoki były zawieszone na wystawie wypożyczalni desek surfingowych, na haku, gdzie zwykle wisiały deski. Sklep też jest nieopodal, dosłownie dziesięć minut drogi stąd - teraz Cole wskazał kierunek drogi, przecinającej miejsce zdarzenia -  Trzecią Henry Kowalski, lekarz, czterdzieści lat. Moment przed śmiercią przeszedł rozległy zawał, zapewne spowodowany strachem. Zwłoki zawieszone na drutach wysokiego napięcia na drodze do Sacramento. Absolutnie nic nie łączyło te ofiary, nie były to napady rabunkowe, bowiem rzeczy ofiar zazwyczaj znajdowaliśmy w pobliżu. Teraz było podobnie. - oznajmił ze smutkiem detektyw, zamykając notesik - Mamy jednak dwójkę podejrzanych, choć to naprawdę ślepy traf. Jesteście zainteresowani? - zapytał mężczyzna, spoglądając na Logana, który stał nieco dalej.

Wolverine usiłował wychwycić jeszcze jakiś zapach, ale nic nie wzbudziło jego podejrzeń. Sporo z woni zdążyło już ulecieć i zmieszać się z zapachem tłumu, który niedawno odwiedził to miejsce. Można to było śmiało porównać do usiłowania znalezienia śladów na śniegu, po którym chwilę temu przeszedł cały oddział wojska, kierując się w różne strony. Każdy z zapachów, które wyczuwał, mógł  być zarówno związany ze sprawą, jak i całkowicie jej obojętny i Loganowi trudno było określić, które były które. Poczuł jednak na sobie wzrok detektywa i odwrócił się akurat w momencie, gdy Phelps proponował Jannet przedstawienie swoich dwóch podejrzanych.
Powrót do góry Go down
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Paź 31, 2013 4:36 pm

Mimo że Logan odszedł od grupki, wciąż słyszał każde słowo które padło z ust Wasp i Phelpsa. Niestety nie udało mu się znaleźć innych poszlak prócz tych, które znajdywały się w centrum miejsca zbrodni. Wolverine zmarszczył brwi, ale był zadowolony. Rozwiązywał już trudniejsze zagadki z mniejszą liczbą poszlak.
Wtedy podeszła do niego Wasp. X-Men spojrzał na nią. Nie miał ochoty z nią współpracować, poradziłby sobie sam, jak zawsze to robił. Jednak nie wykonywał zadania w którym miał czuć się swobodnie. W tym momencie wypracowywał opinię X-Menów. Musiał być miły. W miarę.
- Wolverine. - przedstawił się.
- Należę do X-Menów. - wyciągnął rękę a gdy oficjalny uścisk dłoni mieli już za sobą, odpowiedział na pytanie.
- Jak wspomniałem wcześniej, wyczułem zapach podobny do plastiku. Podejrzewam że mógł być to worek w którym zostały tutaj dostarczone zwłoki. Więcej ci nie powiem, to zbiorowisko zatarło wszelkie inne ślady. - powiedział wskazując ruchem głowy na tłum za ich plecami.
O resztę musisz pytać techników. - skończył celowo unikając pytania o jego umiejętności. Lubił trzymać karty przy orderach.
Wtedy detektyw Cole zaczął mówić. Logan odwrócił się w jego kierunku i idąc wyjął z kieszeni cygaro. Podpalił je zapalniczką Zippo po czym z klaknięciem zgasił płomień.
Słuchając policjanta wypuszczał kłęby dymu, smakując drogi tytoń. Brak powiązań pomiędzy ofiarami potwierdzał wcześniejszą hipotezę o zachwianiu psychicznym mordercy. Wolverine często miał do czynienia z psychopatami i wiedział że często o wyborze następnego celu decydował byle jaki kaprys.
- Dawaj. - powiedział Logan w odpowiedzi na pytanie Phelpsa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Paź 31, 2013 8:43 pm

Wasp skupiona próbowała złożyć w całość fakty, jakie przedstawiał je detektyw:
- Myli się Pan, detektywie. Jeanette znaleźliście za kościołem, Fred w sklepie, Henry na drodze. Drogi nie powinny być czasem monitorowane na niebezpiecznych odcinkach? Może macie jakieś wskazówki. Kościoły, też powinny mieć kamery wokół, przynajmniej te, które mają na swoim terenie cmentarze, wiesz młodzież często na dragach albo procentach dewastuje takie miejsca. Sprawdźcie to. - zaczęła się przechadzać, mając wrażenie, że coś jeszcze jej umknęło:
- Aa...sklep też musi mieć monitoring. Mam nadzieję, że nie wpuszczaliście nikogo do żadnego z tych miejsc nikogo nie wpuszczaliście, Wolverinie, może pojechałbyś tam z kilkoma technikami, a nuż uda Ci się coś jeszcze wywęszyć...? Hmm....przesłuchałabym na waszym miejscu jeszcze proboszcza, kogoś z wspólnot przy parafii, to ludzie, którzy mają sporo informacji na temat innych. Sporządźcie jeszcze mapkę tych miejsc zbrodni, one są za blisko siebie....zdecydowanie za blisko - na wzmiankę o podejrzanych na twarz kobiety wkradł się uśmiech - Od tego, to Pan powinien zacząć. Do roboty, Panowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Paź 31, 2013 9:08 pm

Detektyw z pewną trwogą uścisnął rękę Logana. Mimo to uśmiechnął się do Wolverine'a i nie podał mu "miękkiego śledzia", lecz zgotował go męskim, pewnym uściskiem. Rosomak znał takich ludzi - policjantów z powołania, którzy całe swoje życie przegrali z powodu kariery, która pogrążyła ich życie prywatne. Śmierdzieli byciem gliną na kilometr i chociaż z daleka mogli wyglądać na nieudaczników, znali się na swojej robocie.


- Plastik, tak... - zamyślił się Phelps. Bohaterowie nie mogli do końca ocenić, co tak frapuje policjanta, lecz najwidoczniej szybko pozbył się on swoich ponurych myśli, gdyż oto Wasp zasypała go swoimi uwagami.
- Sprawdziliśmy monitoring, lecz nie obejmował on tych miejsc. Jedyne nagrania pokazują rozmazaną, niewysoką postać niosącą zazwyczaj martwe już ofiary w plastikowym worku. Niestety, nie możemy na ich podstawie określić wieku, płci, a co dopiero wyglądu ofiary. Mapa miejsc jest już gotowa i w istocie, miejsca te położone są blisko siebie -  Cole znów zaczął przeszukiwać swój notatnik i wyciągnął wydruk z google maps, z zaznaczonymi miejscami zbrodni. - Jeżeli chcecie, możecie odwiedzić je jeszcze raz, ale nasi technicy nie znaleźli tam żadnych dowodów czy poszlak. Przesłuchania zostały prowadzone w każdej z tych spraw i proszę mi wierzyć... wiedzieliśmy, co robimy - tutaj w głosie detektywa pojawiła się dziwna nutka poirytowania, jak gdyby nie do końca podobało mu się, że ktokolwiek poucza go, jak wykonywać ten zawód - Nie dowiedzieliśmy się jednak wiele. To co zwykle: brak wrogów, spokojna osoba, zero problemów i nagle: morderstwo. Psychologowie policyjni jednoznacznie wskazują na psychopatę z zaburzeniami psychicznymi, stąd absolutny brak żadnego schematu.

Mężczyzna odchrząknął. Technicy powoli kończyli swoją robotę i zbierali rzeczy, rzucając ostatnie spojrzenia na miejsce zbrodni, jak gdyby licząc, że spojrzenie z innej perspektywy nagle odsłoni zupełnie nowe, spektakularne dowody.
- Jeżeli zaś chodzi o podejrzanych, to szefostwo nie zgadza się ze mną, ale ja jestem człowiekiem który nie wierzy w resocjalizację i... - Cole zaczął mówić nieco ciszej - W okolicy mieszka dwóch mężczyzn, którzy mają za sobą wyroki za brutalne morderstwa. Victor Porre siedział dwadzieścia lat za morderstwo z gwałtem, bronił go świetny prawnik, stąd tak śmieszne niska kara. Javier Sanchez z kolei zamordował swoich teściów i żonę, lecz biegli stwierdzili u niego zaburzenia psychiczne. Dwadzieścia pięć lat w psychiatryku. Niestety, szefostwo i sąd nie chcą nawet słyszeć o przesłuchiwaniu ich, a co dopiero przeszukaniu domu, tylko na podstawie mojego przeczucia. - detektyw zrobił kwaśną minę, kręcąc głową. Wręczył również Loganowi kartkę, na której zapisane były adresy obu mężczyzn - Może i mają rację, ale ja... nie ufam takim typom. Zwłaszcza, że morderstwa zaczęły się akurat niedługo po tym, jak wyszli na wolność. Przypadek?


Detektyw spojrzał na parę tajemniczo, po czym wyciągnął z kieszeni kluczyki do samochodu. Niewątpliwie on i reszta ekipy powoli szykowała się do powrotu na policję, więc jeżeli Wasp lub Wolverine mieli jeszcze jakieś pytania, to mogła być ostatnia chwila na ich zadanie.
Powrót do góry Go down
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Pią Lis 01, 2013 3:37 pm

Wasp niewątpliwie próbowała zabłysnąć, jednak najwyraźniej słabo jej szło. Swoim zachowaniem potwierdzała przekonanie Logana o Avengersach. Gdzie się nie pojawiali, tam próbowali zgrywać specjalistów w każdej dziedzinie. W tym wypadku uczyć Cole-a jak powinien prowadzić śledztwo. Doprawdy, Wolverine nie wiedział dlaczego Captain America do nich dołączył.
Gdy Logan uścisnął dłoń detektywa, poznał się jakim człowiekiem jest. Współczuł mu że musi się użerać z takimi karierowiczami jak Wasp.
Mimo tego że Rosomak nie myślał o towarzyszce w ciepłych kolorach, absolutnie nie dawał tego po sobie poznać. Miał w tym wprawę, chociaż na dłuższą metę nie posiadał dyplomu z cierpliwości.
Wolverine zmarszczył brwi gdy Wasp wydała mu polecenie. Ostatnimi czasy zrobił się strasznie drażliwy na tym punkcie. Dopiero się oswajał ze świadomością że nie jest już psem atakującym na czyjeś rozkazy i jakakolwiek próba mówienia mu co ma robić nie kończyła się dobrze.
- Sama możesz tam pojechać. - warknął na chwilę tracąc nad sobą kontrolę. Przez to Loganowi prawie umknęła chwila zamyślenia na twarzy Phelpsa. Prawie.
Z niemą satysfakcją słuchał jak detektyw wytyka Wasp jej zachowanie. Gdy wyciągnął wydruk mapy Logan wziął go do ręki przebiegł po nim wzrokiem zapamiętując rozmieszczenie miejsc zbrodni, po czym podał wydruk kobiecie.
- To jest nas dwóch. - uśmiechnął się porozumiewawczo do Cole-a, gdy podzielił się swoimi poglądami na kwestię resocjalizacji. Wziął od niego kartkę z adresami podejrzanych.
Gdy detektyw zbierał się już do wyjścia, Logan schował kartkę do kieszeni nawet nie myśląc by dać ją Wasp. Podszedł do Pheplsa i łapiąc go za ramię odciągnął delikatnie na bok. Spojrzał na towarzyszkę i powstrzymał ją gestem dłoni.
- Dzięki za pomoc. Jak dowiemy się czegoś nowego damy ci znać. - powiedział normalnym tonem, gdy byli w ruchu. Kiedy oddalili się na tyle by przeprowadzić rozmowę w cztery oczy, Wolverine zatrzymał się i spojrzał na Phelpsa.
- Dobra robota. - powiedział ściszonym głosem wskazując ruchem głowy na zwłoki, które właśnie były pakowane i zabierane do kostnicy.
- Nie przejmuj się tymi pozerami. - dodał mając na myśli Avengers a konkretnie och obecną przedstawicielkę.
- Domyślam się że chcę złapać tego świra tak samo jak ty. Ale może mi się nie udać jeżeli czegoś mi nie będziesz mówił. - powiedział mrużąc oczy. Ścisnął delikatnie jego ramię.
- O co chodzi z tym plastikiem?

Do Wasp:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Nie Lis 03, 2013 3:36 pm

Wasp uniosła lekko brew słysząc kąśliwe uwagi na swój temat. Czuła się dziwnie, przecież chciała pomóc, uważała, że każdy nawet najmniejszy ślad, poszlakę powinni jak najlepiej wykorzystywać.
 - Bardzo śmieszne Panowie, naprawdę. Panie Cole, chciałabym przesłuchać jednego z tych gości. Myślę, że Wolverine bardzo chętnie wyciągnie z gościa przydatne informacje, zakładając, że takiśie posiada. Jeśli zaś, ma Pan jakiś inny pomysł, to proszę bardzo. Myślałam też nad tym, żeby się rozdzielić. Poszłabym na przykład powęszyć w kościele. Wolverine, gdzie tam chce. -rzuciła podchodząc teraz do Wolverine'a, powiedziała z lekkim wyrzutem:
 - Słuchaj stary, czuje że nie przepadasz za Avengersami. Ja osobiście nie mam nic do X-Menów. Jeśli mamy jednak ze sobą współpracować, to daruj sobie te buzujące hormony, czy Bóg wie jakie instynkty, i rzeczywiście współpracuj. Nie współpracujesz - nie chcesz pomóc -nie chcesz pomóc - spadaj. Proste? Proste. Jak to wszystko się skończy zapominamy o swoim istnieniu i tyle, choć Ty pewnie o moim nie będziesz chciał pamiętać, nie ważne. - zakończyła lekko poirytowana, czekała teraz na wytyczne detektywa, i jego decyzje w sprawie przydzielenia ewentualnego podejrzanego do przesłuchania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Nie Lis 03, 2013 7:14 pm

Phelps zatrzymał się jeszcze w drzwiach samochodu. Na pytanie Logana zareagował cichym westchnięciem, po czym spojrzał na neon, pod którym zawisły zwłoki ofiary. Najwidoczniej to w jakiś sposób zmobilizowało detektywa.
- Ta torba z nagrania nie daje mi spokoju, to ona może być źródłem tego śladu plastiku. Psychopaci zazwyczaj nie są tak metodyczni. Nie obchodzi ich, że zostawią ślady krwi, więc po co się męczyć i w ogóle je w nie pakować? - ostatnie pytanie zabrzmiało tak naturalnie w ustach detektywa, jak gdyby zadawał je już milion razy - Po prostu... cały czas się boję, że to nie jest żaden psychopata, chory psychicznie, a zwyczajny w świecie maniak, który po prostu lubi zabijać.

Phelps znów westchnął, kręcąc głową. Uśmiechnął się przepraszająco do pary nadzwyczajnych ludzi, wspominając coś o papierkowej robocie, która go czeka, po czym wsiadł do samochodu, zapalił silnik i odjechał. Sekundę za nim ruszyła reszta samochodów i Wolverine i Wasp zostali na miejscu zdarzenia sami. Okolica wyglądała niepozornie, jak gdyby wcale kilka godzin wcześniej nie znaleziono tutaj zmasakrowanych zwłok.


Ostatnio zmieniony przez Luke Tannenberg dnia Nie Lis 03, 2013 9:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Nie Lis 03, 2013 8:36 pm

X-Men podziękował detektywowi i odprowadził wzrokiem odjeżdżający radiowóz. Zamyślił się na chwilę, rozważając słowa policjanta, po czym odwrócił się i podszedł do członkini Avengers.
Wolverine słysząc oburzenie Wasp uniósł brew. Jej zarzuty nie były co prawda całkowicie bezpodstawne, tylko w mały stopniu. Ale kto zrozumie kobiety? Wytknij jej błąd a od razu się oburza. Gadanie o współpracy też było zbędne, przecież gdyby nie chciał rozwiązać tej zagadki to by go tutaj nie było.
Logan westchnął tylko.
- Kiedy ,,nie współpracowałem" - powiedział zaginając palce na znak cudzysłowia - dowiedziałem się że Phelps uważa że to nie jest zwykły psychopata, tylko maniak zabijania. Miej to na uwadze. - X-Men zaciągnął się cygarem.
- Sama sobie odpowiedz, prędzej by się zwierzył tobie czy mnie? - spytał retorycznie. Odpowiedź była oczywista, zresztą odpowiedź otrzymała chwilę temu. Cole nie ujawniłby swoich przemyśleń przed bohaterką, która bezpodstawnie wytykała błędy staremu wydze. W tym momencie Wasp powinna się zastanowić czy nie zareagowała zbyt pochopnie ze swoimi wyrzutami. Przecież nie mogła odczytać myśli Logana, a jego słowa i czyny wskazywały na to że jedynie odegrał szopkę dzięki której wyciągnął dodatkowe informacje od Phelpsa. Czy tak było czy nie - wiedział tylko Logan.
Wolverine zaciągnął się ponownie i odchylił głowę do tyłu wypuszczając dym w niebo.
- Dałem ci mapę z poprzednimi miejsc zbrodni. Jedź gdzie chcesz. Ja pojadę odwiedzić podejrzanych Phelpsa. - powiedział spoglądając na Wasp. Zaciągnął się resztkami tytoniu, po czym pstryknął palcami wysyłając żarzący się niedopałek na spotkanie z kałużą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Pon Lis 04, 2013 7:41 pm

Wasp uśmiechnęła się przepraszająco. Musiała teraz podjąć szybką decyzję. Albo idzie do jednego z miejsc nakreślonych na mapie, albo spróbować udać się na pół oficjalne przesłuchanie do jednego z dwóch podejrzanych przez detektywa.
 -Dobra, trochę mnie poniosło, wybacz, mam nadzieję, że unikniemy dalszych kwasów. Myślę, że udam się teraz do kościoła, na jakieś węszenie....albo, z grubej rury, polecę od razu do jednego z tych dwóch łajdaków, masz ich adresy? - spytała. Mając nadzieję, że Wolverine też nabierze ochoty na użycie jakichś niekonwencjonalnych metod przesłuchań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Pon Lis 04, 2013 8:44 pm

Tak naprawdę to Logan miał plan by sam odwiedzić podejrzanych a Wasp pozostawić robotę sprawdzania miejsc zbrodni. A nuż znalazłaby coś co umknęło śledczym i pomogło im w rozwiązywaniu zagadki. W końcu bądź co bądź Wolverine potrafił sobie poradzić z dwoma rzezimieszkami.
Ale (znowu) Wasp nie mogła o tym wiedzieć. Nie znała możliwości walki Logana. Jeżeli X-Men chciał sobie pogadać z tymi dwoma na osobności będzie musiał dać towarzyszce coś co ją zapewni o tym że wykona robotę. A bardzo chciał. Z tego co wiedział o Avengersach to nie preferowali tak brut... skutecznych metod jakie uprawiał Logan. W dodatku to kobieta. Szlag by go trafił jakby w czasie przesłuchania ukazała swoją pacyfistyczną naturę.
- Mam ich adresy, ale wydaje mi się że lepiej będzie jak się podzielimy zadaniami. - powiedział unosząc zaciśniętą pięść i wysuwając szpony, które zabłysły odbijając światło rzucane przez latarnie.
- Ja pogadam sobie z koleżkami Phelpsa. - uśmiechnął się podejrzanie po czym schował szpony.
- A ty w tym czasie sprawdzisz miejsca zbrodni tak jak chciałaś. - zaproponował po czym wyciągnął dłoń.
- Współpracujemy? - Wolverinowi zbierało się na wymioty od tej bohaterskości i serdeczności. Nie mógł się już doczekać aż zapozna Javiera i Victora ze swoją pięścią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wasp

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 20/11/2012

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Lis 06, 2013 8:10 pm

Wasp miała wielką ochotę na to, by udowodnić Wolverine'owi, że kobiety to wcale nie taka słaba płeć jak się większości wydaje. Strasznie liczyła na to, że podzielą się podejrzanymi. Widząc jednak "argumenty" jakie przedstawił jej mężczyzna, stwierdziła, że lepiej będzie, jak On się tym zajmie. Zdawałoby się, że cała ta sytuacja to ekranizacja kultowego przysłowia: "Gdzie diabeł nie może...". Przystała mimo wszystko na jego propozycje, w sumie to sama chyba bardziej preferowała konspiracyjno-szpiegowskie zlecenia:
- Dobra, myślę że nie ma na co czekać. Lecę do sklepu, mam nadzieję, że zastanę tam jeszcze właściciela. Budząc proboszcza o tej porze na pewno nie nabije sobie u niego punktów, a właśnie o nie chodzi. Gdybyś czegoś się dowiedział, choć patrząc na Twoje talenty dziwiłabym się gdyby było inaczej, to po prostu dzwoń. Do zobaczenia. - rzuciła, pisząc na naprędce swój numer kontaktowy, wręczyła go mężczyźnie i ruszyła w stronę sklepu nieopodal miejsca zbrodni.

http://z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Lis 06, 2013 8:57 pm

Logan spojrzał na swoją wyciągniętą dłoń w której spoczęła kartka z numerem telefonu Wasp. Niekoniecznie tego się spodziewał, liczył na symboliczny uścisk dłoń. Zmarszczył brwi i zerknął na odchodzącą kobietę.
Westchnął, schował kartkę do kieszeni i ruszył w kierunku swojego motocykla.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Wto Sty 28, 2014 10:00 pm

Po wydarzeniach w Monaghela Forest, Ghost Rider z upiornym śmiechem odjechał, rozpędzając motocykl do maksymalnej prędkości, znikając wszystkim z oczu. Jechał długo, przemierzał pustkowia, i nie przerwał tej wesołej podróży pod postacią Johnny'ego.
Johnny raczej nie rozpamiętywał walki z żywymi trupami, upiorną wersją Matki Boskiej i Freddym Krugerem, o ujeżdżaniu jednorożca Apokalipsy nie wspominając. Postanowił pożegnać Wschodnie Wybrzeże na dłużej...Nigdzie zresztą nie zagrzewał dłużej miejsca. Mephisto ma swoich szpiegów wszędzie. Wolał zatem nie dać się namierzyć...
Jego celem było Los Angeles. To miasto nie zasługuje na swą nazwę...Miasto Aniołów? Chyba upadłych. Jedno z najbardziej zarażonych ulicznymi gangami miejsc w USA, pomijając Detroit. Czemu przyjechał tu, mimo że Ghost Rider z pewnością wyjdzie na zewnątrz, by polować i powodować zamęt?
Może impuls, a może brak planu działania? A może właśnie dlatego, że to miasto jest zarażone złem jak rakiem?
O tym rozmyślał, odstawiając motocykl niedaleko wejścia na molo Santa Monica. Postanowił się przejść, mimo rażącego po oczach Słońca i tłumów ludzi. Był jak cień, który nie cierpiał ani jednej sekundy popołudniowego brzasku. Demon nie lubił światła...Blaze miał to gdzieś. Spacerował powoli, nie patrząc na ludzi dookoła. Na końcu mola, oparł się rękoma o barierkę i odpalił papierosa. Niby zagoni go do grobu 5 minut szybciej...Miał to gdzieś. Stał tak, popalając nabity w bibułkę tytoń, odznaczając się pośród przebywających tu spacerowiczów. Czarna, skórzana kurtka motocyklowa, jeansy i ciężkie buty. Przetłuszczone, długie blond włosy upięte niedbale w kucyk i równie niezadbany kilkudniowy zarost. Bardziej pasował do heavymetalowej speluny, a nie do miejsca publicznego...Ale miał to gdzieś.
Powrót do góry Go down
Wonder Man

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Sty 29, 2014 1:43 pm

Simon Williams postanowił odpocząć od Avengersów i całego tego zgiełku związanego z ich grupą. Co prawda on był w niej od niedawna, ale był już tym zmęczony. Zostawił Starkowi wiadomość, że bierze kilka dni wolnego, po czym wziął jetpack i postanowił się przelecieć. Dobrze, że jetpacki Starka nie potrzebowały paliwa... może potrzebowały, jednak nie tak wiele jak te standardowe jetpacki, które piły paliwo, jak Simon piwo.
Po pewnym okresie dotarł do swego celu. Plaża Santa Monica... Cud na ziemi. Właściwie to raj, ale Simon nie zwracał uwagi na słowa, których używa. Opadł na ziemię, wyłączył jetpack, po czym powolnym krokiem ruszył w stronę molo. Chciał odprężyć się wpatrując się w fale.
W pewnym momencie Simon dostrzegł motor. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że Williamsowi ten motor przypominał o pewnym człowieku. Johnny Blaze. Nie miał ochoty go tu spotkać, jednak najwidoczniej Ghost Rider również zapragnął pooglądać fale.
Simon ruszył molem w stronę morza i kiedy doszedł do jego końca zauważył go. Wyglądał obleśnie. Może to przesada, tak czy inaczej wyglądał gorzej niż Simon. Te długie, przetłuszczone włosy rozpoznał by wszędzie.
Williams westchnął, po czym podszedł do Blaze'a. Nie wiedział czy Blaze go zauważył, czy też nie, jednak nie miał zamiaru go ignorować. Oparł się na barierce obok niego i powiedział:
- Ty tutaj? Co taki diabeł jak ty robi w mieście aniołów? Tylko nie wmawiaj mi, że przybyłeś tutaj pooglądać zachód słońca...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Sro Sty 29, 2014 5:53 pm

Rozmyślania Johna przerwał głos skierowany do jego osoby. Odwrócił ku niemu głowę, wypuszczając kłęby dymu z ust...
Jego oczom ukazał się wysoki brunet. Klasyczny "laluś", powiedziałby złośliwiec. Ale powstrzymał się od komentarzy. Tak czy siak, facet nie wyglądał na menela. Był wręcz do przesady zadbany...
Znał go? Blaze widział go pierwszy raz na oczy. Ghost Rider pewnie też, choć czasem Blaze nie pamiętał, co działo się po przemianie...Niemniej...Nie zna tego faceta.
-Nie sądzę, byśmy się znali, kolego...Tak, oglądam zachód Słońca.
Odparł. Może to po prostu fan jego motocyklowych wygłupów, kto wie...Jedno jest pewne. To było podejrzane, oraz Johnny faktycznie chce tylko popatrzeć na Słońce. Zarathos natomiast ma inne plany, które pokrywają się z jego odwieczną misją...
Miasto Aniołów to wręcz prześmiewcza nazwa dla tej...mieściny. Jest skażona dekadencją, grzechem i zepsuciem. Są tu miejsca, gdzie za bycie obcą osobą można wyłapać kulkę od "obrońców dzielnicy". Myślał że Nowy Jork śmierdzi złem. Mylił się....
Ale wracając do nieznajomego.. Kim jest, u diaska?
Powrót do góry Go down
Wonder Man

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Sty 30, 2014 4:12 pm

"Nie sądzę, byśmy się znali, kolego..." - co to kurde miało być? Rzecz jasna Blaze go nie znał, bo niby skąd, natomiast Simon znał go bardzo dobrze. Był Avengersem. Miał dostęp do różnych baz danych, a szczególnie do bazy danych Tony'ego Starka. Stark posiadał w niej chyba wszystkie imiona i nazwiska superbohaterów, a także superzłoczyńców. Sam Simon w czasie nudnych wieczorów często zaglądał do tych baz.
- Znamy się... przynajmniej ja cię znam. I to bardzo dobrze. Ty nie musisz mnie znać... a jeśli poznałbyś moje dane musiałbym cię zabić.
Zaśmiał się. Każdemu wciskał ten sam kit, aby ludzie nie byli zbyt ciekawscy. Wiedział, że Blaze nie jest zwykłym człowiekiem jednak nie bał się go. W końcu to on posiadał wiązkę energii w swych oczach.
Sam Simon nie był jego fanem Ghost Ridera... co to, to nie. Nawet go potępiał. Za tą śmieszną zemstę na złych ludziach. On kiedyś był taki sam. Zabijał ludzi, aby pokazać swoją siłę. W pewnym momencie zrozumiał jednak, że sprawiedliwość polega na czymś innym. Trzeba dawać ludziom drugą szansę, a jeśli nie wystarczy to kolejne... Blaze tego nie rozumiał. Krwawe żniwo to jego znak firmowy, a sam Simon zastanawiał się czy planuje rozpocząć jakąś akcję na plaży Santa Monica. Nie zamierzał dopuścić do krwawej rzezi Ghost Ridera.
Wracając do zachodu słońca to rzeczywiście był on tu wyjątkowy. Chyba jedyny w swoim rodzaju. Simon był już w różnych miejscach, jednak nigdzie nie doświadczył takiego zachodu słońca jak tutaj. Śmieszne, ponieważ pamiętał go z lat kiedy był dzieckiem. Jednakże takich momentów się nie zapomina... To było ulubione miejsce jego ojca, a teraz to on stał w tym samym miejscu i zachód słońca wyglądał tak samo, jak przed dwudziestoma laty.
- Rzeczywiście. Pięknie... Wracając do twojego przebywania w tym właśnie miejsce. Chcę cię ostrzec... nie rób żadnej głupiej krwawej rzezi, bo będziesz miał do czynienia ze mną...
Uśmiechnął się do niego cyniczne i czekał na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Sty 30, 2014 5:09 pm

Po słowach nieznajomego Blaze wydedukował, że gość nie zna jego, a Ghost Ridera. Bardzo możliwe, że nie pamięta, gdyż pewnie był to jeden z tych wielu razów, kiedy przemiana nastąpiła samoczynnie. Kiedy nie miał kontroli nad demonem.
Nawet jeśli, to w czym problem? Że Ghost Rider robi to, do czego został stworzony? Zabijał tylko tych, co na to zasługiwali. Nie zabijał ani jednej osoby, której dusza była czysta. Tak działa Duch Zemsty. Nazwa mówi za siebie.
Blaze postanowił postawić kawę na ławę. Skoro facet wiedział, w co się zmienia po nocach, nie było sensu negować tego...
- Nie masz na myśli mnie, a...Tego Drugiego. Ja nazywam się Johnny Blaze.
Powiedział, zaciągając się kolejnym dymkiem. Czuł lekkie zagotowanie wewnątrz...Znał to uczucie. Demon daje o sobie znać. Jest głodny...Znów.
- Mogę Cię zapewnić, że On nie zabija nikogo bez powodu. Poza tym, radziłbym nie grozić mi śmiercią...On to słyszy. I widzi.
Odpowiedział, w geście lojalnego ostrzeżenia. Gość wydawał się być porządny...Może nawet z serii tych "super" porządnych. Johnny to zrozumie, Zarathos nie. Z nim się nie da negocjować. On jedynie widzi duszę...Czy jest czysta od grzechu czy nie.
- Niech zgadnę...Należysz do tych, co rozbijali się nad Nowym Jorkiem?
Zapytał bez ogródek. Nie znał innego pytania. Jak bowiem mógł wiedzieć, co siedzi w JB? Nie był demonem, z pewnością. Wyczułby to. Więc kim jest?
Powrót do góry Go down
Wonder Man

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 25/01/2014

PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   Czw Sty 30, 2014 11:56 pm

"Nie masz na myśli mnie, a...Tego Drugiego. Ja nazywam się Johnny Blaze." -po tych słowach Simon miał zamiar parsknąć śmiechem, jednakże powstrzymał się. - Wiem o tobie wszystko koleś... no prawie. - pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie.
Jak podejrzewał, Blaze nie przejął się zbytnio jego ostrzeżeniem i postanowił zgonić wszystko na daremne wymówki o demonie. Simon sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć... Z jednej strony Blaze wyglądał na miłego gościa, który w ogóle nie ma zamiaru szaleć na swej kecie i do tego z płonącą czaszką. Z drugiej strony, wiedział, że pod tą miła twarzyczką czai się prawdziwe zło. Ghost Rider... Postanowił jednak przywitać się jak na normalnego faceta przystało. Wyciągnął ku niemu rękę i powiedział:
- Miło mi cię poznać Johnny. Ja mam na imię Simon. Moje nazwisko nie jest istotne.
Wciąż mu nie ufał. A kiedy Blaze groźnie zakomunikował mu żeby nie straszył go śmiercią westchnął. Tak po prostu. To jego cała reakcja. Spojrzał się na niego, a z jego oczu dało się wyczytać politowanie i drwinę.
- Hm... może nie robi tego bez powodu, jednak wiesz... Sprawiedliwość nie polega na zabijaniu ludzi. Niezależnie czy są to największe sukinkoty świata, czy też nie. A jeśli rzeczywiście jest tak jak mówisz... to dlaczego ten twój cały śmieszny demon nie zaprowadzi cię do Dooma? W końcu to on jest chyba najgroźniejszym człowiekiem na ziemi, nie mówiąc już o asgardzkich bogach, pokroju Lokiego. Dlaczego twój demon zajmuje się zabijaniem jakby nie patrzeć bezbronnych ludzi?
Triumfował. Tak... Wonder Man znowu był górą. Co prawda nie pokonał go w jakiejś śmiesznej przepychance ulicznej, czy hucznej walce pełnej eksplozji, ale pokonał go. Może zmusi go do tego, aby na następny raz pomyślał co będzie robił. Może postara się zatrzymać tego swego demona.
Nie był zdziwiony kiedy Blaze go przejrzał. W końcu domyślił się, że Simon jest Avengersem, jednakże Wonder Man nie przejął się tym. Był nawet szczęśliwy? Chociaż nie... Simon nie był aż tak emocjonalny. Jednak z całą pewnością można wskazać, że był podekscytowany. Był przekonany, że Blaze nie zaatakuje go wiedząc, że ma do czynienia z tym dobrym. Być może Avengersem. Postanowił jednak nadal zgrywać niewinnego mężczyznę, który przybył do Santa Monica na urlop.
- Ja? W życiu... Potępiam ten akt wandalizmu i terroryzmu. Nie preferuję także biegania po mieście w przyczasnych gatkach. Jestem po prostu zwykłym człowiekiem, który dużo wie o słynnych postaciach? Tak... z całą pewnością można ciebie nazwać sławnym Blaze... a może wolisz gdy mówi się na ciebie Ghost Rider? Sam nie wiem...
Spojrzał na niego pytająco, a następnie zerknął w stronę wody. Wiedział, że w pojedynku na słowa jak na razie triumfuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Santa Monica Pier   

Powrót do góry Go down
 
Santa Monica Pier
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Santa Monica Pier
» Monica vs Nyanyan
» Santa Barbara's ZOO

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles :: Santa Monica-
Skocz do: