Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Biuro Roberto

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 5:50 pm

Średniej wielkości pomieszczenie gdzie Berto przyjmuje swoich gości i omawia delikatne tematy wymagające prywatności. Biurko, wygodne fotele, szafki z aktami, wszystko czego prawdziwe biuro potrzebuje. Z nieziemskim widokiem na horyzont oraz część wyspy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 8:20 pm

Firma prosperowała świetnie co oznaczało, że Roberto mógł się skupić na prosperowaniu A.I.M., sprawy da Costa International ewentualnie załatwiając przez wideo rozmowy. Musiał przyznać, że było to bardzo wygodne rozwiązanie, zwłaszcza, że chciał jak najwięcej czasu poświęcić swoim nerdom. Nie podobało mu się, że sprawa mutantów została aż tak nagłośniona, oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że w końcu do tego dojdzie, prędzej czy później, jednak i tak nie był z tego zadowolony. Szczególnie nie przypadły mu do gustu informacje o spisie nadludzi, które pojawiły się w mediach - z jednej strony nie powinien brać ich całkiem na poważnie, z drugiej - lepiej rozważyć każdą opcję, nawet taką gdzie część spisu już była gotowa. W końcu na ten moment już znano sporą grupę osób obdarzonych wyjątkowymi zdolnościami, nie tylko mutantów, nie zmieniało to jednak faktu, że sam rząd mógł uznać je za niebezpieczne. Mógł się założyć, że nawet na Avengers mieli odpowiednie akta, w końcu na ten moment była to najsilniejsza organizacja zrzeszająca osoby o wyjątkowych umiejętnościach, nie wierzył by pozostawili ich samych sobie i nie mieli żadnego planu awaryjnego. W pełni rozumiał tę ostrożność, jednak nie popierał tego w jaki sposób to miało być rozwiązane. Takie informacje mogły być niebezpieczne, istniało wielu wrogów Homo Superior, jeszcze więcej osób się ich bało, jeżeli komuś wpadłyby w ręce nazwiska mutantów...
W każdym razie, przy pomocy A.I.M. mógł znaleźć rozwiązanie by zabezpieczyć te dane, zrobić cokolwiek aby mutanci nie byli jeszcze bardziej zagrożeni niż do tej pory. Sam był osobą publiczną, właścicielem firmy i organizacji, która nie budziła wielkiego zaufania wśród innych, gdyby w tej chwili dodatkowo świat się dowiedział, że posiada nadprzyrodzone moce?
Dlatego gdy dostał informację, że chce się z nim spotkać Dinah Rize odpowiedzialna za sprawy nadludzi, osobiście odebrał jej telefon umawiając z nią spotkanie. Wysłał po nią prywatny samolot, chcąc zapewnić kobiecie jak najlepsze warunki, musiał dbać o swoich gości. Odebrał ją osobiście z lądowiska i pokierował do swojego biura, po drodze zagadując jak minęła podróż, oczywiście rozsiewając dookoła swój urok osobisty. W pomieszczeniu wskazał jej jeden z foteli, samemu zajmując ten za biurkiem i uśmiechając się szeroko.
- Więc, co sprowadza piękną panią w moje nietakieskromne progi? Bo ufam, że to coś ważnego, skoro pofatygowała się Pani osobiście taki kawał drogi, a wątpię by miało to coś wspólnego z randką, która najpewniej byłaby jedną z najlepszych. - Puścił jej oczko, zaraz znów się szeroko uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 8:56 pm

Pani doradca pozwoliła po drodze zabawiać się rozmową, ba, zgodnie z zasadami kultury, uprzejmości oraz gierek wyżyn społecznych odpowiednio reagowała na pytania i uwagi swojego gospodarza - emanując przy tym klasą. Z całą pewnością pomagała jej przy tym aparycja, gdyż pomimo wysokiej temperatury i eleganckiego, ciemnego - choć nie czarnego - kostiumu wyglądała na idealnie odświeżoną; zero potu czy rumieńców. Dziwić mogło jedynie to, że po wejściu do środka nie zdjęła okularów przeciwsłonecznych... Ale praktycznie zawsze była w nich widywana.
Po zajęciu miejsca we wskazanym fotelu - i wysłuchaniu wstępu w wykonaniu Roberto, przy którym nawet lekko się uśmiechnęła - Rize w pierwszej kolejności ułożyła na blacie biurka niewielką walizkę, którą ze sobą przyniosła, a następnie obróciła ją tak, aby mężczyzna sam mógł ją otworzyć od swojej strony. Zabezpieczający ją zamek był już odblokowany, więc tak naprawdę wystarczyło tylko obejść się z zapadką - i gotowe.
Ścianki walizki okazały się zaskakująco grube, wyraźnie czymś wyłożone i wzmocnione, choć cokolwiek to było, tak czy siak zostało zakryte warstwą miękkiego materiału. To właśnie na nim ułożono dość drobne urządzenie, które spokojnie można było ująć jedną ręką, układając je na dłoni; przypominało właściwie część czegoś większego, chwilowo wyjętą. Sporo odsłoniętych gniazd i złączy, kabelków, jakieś płytki... Coś z wnętrza komputera? Jeśli tak, to bardzo zaawansowanego. Ale to wciąż nie to było najdziwniejsze.
W momencie, kiedy tylko walizka została otworzona, urządzenie z kilku miejsc dosłownie sypnęło iskrami, a jednocześnie na czerwono zaświeciła się umieszczona na nim drobna dioda. W tym czasie doradczyni przyglądała się uważnie twarzy swojego rozmówcy, siedząc wyprostowana, lecz na pozór swobodna, z nogą założoną na nogę.
-Powiedzmy, że chcę nie do końca oficjalnie porozmawiać z leaderem A.I.M.- skomentowała tylko na początek, najwyraźniej czekając na jakąś reakcję ze strony Roberto... I wciąż go obserwując.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 9:31 pm

Gdy tylko walizka pojawiła się na blacie biurka jedna z brwi Latynosa uniosła się nieznacznie ku górze. Musiał przyznać, że kobieta była bardzo bezpośrednia, szkoda tylko, że ta bezpośredniość nie objawiła się w czymś innym, czymś nieco bardziej zbliżonym do jego propozycji. Nie mógł jednak narzekać, lubił konkretne kobiety i równie konkretne interesy. Dlatego też gdy kobieta się nie odezwała, sięgnął do zapadki by otworzyć walizkę. Odruchowo nieznacznie cofnął dłoń z wieka walizki gdy pozypały się iskry, nie przestraszył się, ot zwykły ludzki odruch.
Przyglądał się przez chwilę badawczo urządzeniu, rozważając czy nie było to jakiegoś rodzaju urządzenie namierzające lub szpiegujące. Nie sądził by miało być skierowane przeciwko niemu, wtedy przecież kobieta nie zrobiłaby tego tak otwarcie, nie przy dzisiejszej technologii - poza tym, istniały o wiele dyskretniejsze urządzenia.
Wziął urządzenie do ręki, przez chwilę mu się przyglądając z każdej strony, szczególnie zastanawiając się nad tym co mogło je uruchomić w momencie otwarcia walizki, bo sądząc po grubości ścianek miały one blokować sygnał, który to urządzenie łapało bądź wysyłało - bo jakoś wątpił by były one tak wytrzymałe ze względów estetycznych, a skoro nie emitowało ono żadnego dźwięku, nie miały też na celu niczego zagłuszać. Przynajmniej tyle mógł stwierdzić na ten moment.
Słysząc słowa kobiety, a konkretniej tę część o nieoficjalnym spotkaniu, odłożył urządzenie na miejsce i zamknął walizkę, siadając wygodniej w fotelu, opierając łokcie o podłokietniki i złączając razem palce, przyglądając się uważnie swojej towarzyszce.
- Zamieniam się w słuch. Mam już pełną świadomość, że chodzi o to urządzenie i jak mniemam potrzebuje pani mojej pomocy, albo raczej mojej organizacji, jednak potrzebuję dokładniejszych wytycznych i liczę, że je dostanę. Bo jestem bardziej niż skłonny pomóc. - Nie było to kłamstwo, chociaż może również nie pełna prawda. Miał możliwość rozmawiania z osobistością, która oficjalnie zajmowała się sprawami nadludzi, była to idealna okazja by zdobyć część informacji i liczył, że ta współpraca do tego doprowadzi, zwłaszcza, że nie była ona w pełni prześwietlana przez rząd, na to przynajmniej liczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 9:54 pm

Brunetka kiwnęła krótko głową - być może w ramach potwierdzenia, że owszem, potrzebuje pomocy, a może po prostu dla podkreślenia, iż przyjęła słowa mężczyzny do wiadomości - i od razu przystąpiła do wyjaśniania mu sytuacji:
-Ma pan właśnie przed sobą urządzenie zdolne analizować ludzki materiał genetyczny na odległość. Posiada pewne ograniczenia, to oczywiste, lecz bezbłędnie radzi sobie z odróżnianiem zwykłych osób od mutantów... Jak długo posiadają oni tak zwany gen X. Szaleje w przypadku innych rodzajów mutacji, wówczas wyniki bywają przekłamane. Niekoniecznie zareaguje na kosmitę czy kogoś, kto uzyskał zdolności z powodu, niech będzie, promieniowania albo chemikaliów. Zakładam, że nie muszę tłumaczyć tego, co oznaczało zapalenie się diody- w trakcie tej wypowiedzi Rize na moment opuściła wzrok na walizkę, lecz zaraz potem jej spojrzenie powróciło ku twarzy Roberto.
Tak naprawdę jej dotychczasowe słowa niewiele jeszcze wyjaśniły. Nie powiedziała czego oczekiwała, ani tym bardziej dlaczego... I jedynie zasugerowała, że z góry zdawała sobie sprawę z tego, iż będzie miała do czynienia z mutantem - albo po prostu posiadała pewność, że dioda i tak rozbłyśnie, co z kolei mówiłoby coś ciekawego o niej samej. Mimo to zamilkła, znów badając reakcję rozmówcy... Być może zainteresowana wnioskami, które sam wyciągnie?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 10:20 pm

Słuchał uważnie słów kobiety i chociaż na moment poczuł nieprzyjemny uścisk na sercu, nie dał po sobie poznać, że coś było nie tak. Urządzenie reagujące na na osoby z genem X, namierzające je. Na odległość. Przy odpowiednim sprzęcie można by wzmocnić sygnał takiego urządzenia nawet na całą planetę, a jeśli sprowadzić to do działania podobnego jak Cerebro... Był pewien, że nawet w rządzie pracują osoby z nadprzyrodzonymi umiejętnościami, a jeżeli znajdzie się w nich telepata... Nie, to nie zmierzało w dobrą stronę i coraz mniej mu się to podobało. Zwłaszcza, że przyszła do niego osoba odpowiedzialna za cały ten, nazwijmy to, projekt. A skoro przyniosła to urządzenie... Niby z góry zaznaczyła, że jest to spotkanie nieoficjalne, tym bardziej zaczął się zastanawiać czy nielegalnie chciała wzmocnić sygnał czy wbrew przeciwnie, bo to mu przypomniało o jeszcze jednej rzeczy.
- Skoro jest nieomylne w tej kwestii, oznacza to, że jedno z nas jest mutantem, nie mylę się? - Spojrzał kobiecie prosto w oczy, przynajmniej na tyle na ile pozwalały mu okulary przeciwsłoneczne, które miała na sobie, jednak nawet pomimo nich mógł dostrzec zarys jej oczu.
Mogła wiedzieć kim, albo raczej czym jest, w końcu jego moce pierwszy raz uaktywniły się w zupełnie publicznym miejscu, ktoś nawet mógł o tym donieść, i jeśli wtedy nie został potraktowany poważnie... Więc jeśli był na liście, musiał zacząć szybciej działać zanim ktoś lub coś zagrozi również jemu. Ostatnie czego chciał to sprowadzać kłopoty na firmę swojego ojca. Jeżeli zaś kobieta nie miała pojęcia o Roberto i jego zdolnościach urządzenie musiało zareagować na jej obecność. Nie liczył na bezpośrednią odpowiedź, to tak nie działało wśród osób ważnych lub na stanowiskach, o wiele wygodniej było grać, bawić się niż powiedzieć prawdę. Już trochę siedział w tym biznesie i ani trochę się temu nie dziwił.
- Wątpię jednak by celem tej wizyty było przedstawienie mi urządzenia i ewentualne odkrycie, że nawet w rządzie kryją się tak niezwykłe, nie tylko piękne, osobistości. Tu pojawia się pytanie, czego pani ode mnie oczekuje? Mam tutaj zgromadzonych najlepszych specjalistów i sądzę, że podołam wszelkim żądaniom, tak długo jak nie będą się kłócić z moimi poglądami. Potrafię być elastyczny, ale też bardzo uparty, najważniejsze cechy dobrego przedsiębiorcy, nieprawdaż? - Kolejny czarujący uśmiech w stronę rozmówczyni, nawet jeśli w jego oczach nie dało się zauważyć tej swobody. Nie zdradzały myśli ani emocji mężczyzny, ale z pewnością nie podzielały uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 10:49 pm

Rize nawet nie odpowiedziała na pierwsze pytanie swojego gospodarza - a przynajmniej nie na głos, gdyż jej uśmiech lekko się poszerzył, co łatwo można było zinterpretować jako potwierdzenie przypuszczeń mężczyzny. Słownie zareagowała dopiero na jego następne wypowiedzi.
-Pod tymi względami jesteśmy do siebie podobni. Pomagają nie tylko w biznesie, ale i w polityce. O sobie mogę dodatkowo powiedzieć jeszcze jedno: głęboko wierzę w równe szanse... A wielu naszych obywateli zostanie ich niedługo pozbawionych, gdy tylko rozpocznie się masowa produkcja- to powiedziawszy, kobieta skierowała wzrok w stronę okna, lecz mimo to mówiła dalej:
-Nie mogę się kłócić z tym, że możliwość wykrywania mutantów podniesie poziom bezpieczeństwa lub przynajmniej poprawi samopoczucie zwykłych ludzi. Niepokoją mnie jednak inne możliwe zastosowania. To tylko część czegoś większego... I, jak wszystko, może zostać wykorzystana w niewłaściwy sposób- jej spojrzenie znów powróciło ku Roberto, o czym świadczył subtelny ruch głową.
-Domyślam się, że zastanawia pana co na pana mamy... I jak dobrze strzeżemy naszych informacji. W ramach gestu dobrej woli, dla pokazania, że panu nie zagrażam, jestem skłonna uchylić rąbka tajemnicy. Rząd od lat dysponuje bazą danych o istotach posiadających nadludzkie możliwości. Od czasu przejęcia A.I.M. przeskoczył pan w niej z wysokiego na najwyższy poziom potencjalnego zagrożenia. W tej chwili oprócz pana na tym poziomie znajduje się jeszcze siedem innych osób... A właściwie sześć i jedna maszyna. Troje z nich, czworo licząc pana, to mutanci... A więc połowa. Niełatwo przedstawiać argumenty przeciwko takiemu zestawieniu, więc uznałam, że spróbuję pomóc z innej strony. Blokowanie sygnału nie wystarczy, bo i tak wzbudzi podejrzenia. Potrzebne będzie coś, co oszuka urządzenie, ukryje przed nim gen X- wyłożyła.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Sro Cze 15, 2016 11:22 pm

Nie mógł ukrywać, że spodobał mu się sposób mówienia kobiety. Nie wykluczał oczywiście możliwości, że był to zabieg celowy, bo skoro, jak się chwilę później okazało, doskonale wiedziała kim jest, to raczej nie poprze działań rządu, zwłaszcza w materii wykrywania i spisywania mutantów - kto wie co dalej by z tym zrobili. Zwłaszcza jeśli miało to być tylko częścią czegoś większego. Igrali z ogniem, a to nigdy nie kończy się dobrze, chyba, że absorbujesz energię, a obawiał się, że niestety cały rząd nie był na to odporny, wręcz przeciwnie, bardzo podatny na poparzenia, zwłaszcza własnym ogniem. Nie zmieniało to wszystko jednak faktu, że zgadzał się i popierał jej słowa, zwłaszcza te o możliwości niewłaściwego zastosowania tej technologii. Wyjątkowo do niego przemawiały, sam w końcu niedawno zastanawiał się o tym samym. Dlatego też rozumiał obawy o bezpieczeństwo i możliwy niepokój obywateli, i tak nie zmieniało to tego, że mutanci również byli obywatelami i mieli swoje prawa, a całość powoli zamieniała się w cyrki z okresu Drugiej Wojny Światowej. Brakowało na ten moment by po wprowadzeniu spisu oznaczali mutantów specjalną naszywką na ubrania albo stworzyli dla nich oddzielne, zamknięte dzielnice. Najgorsze w tym wszystkim było to, że ten scenariusz mógł zostać zrealizowany, w końcu historia kołem się toczy.
Od lat dysponują spisem, własnym, więc pewnie zdążyli już tam zgromadzić dość sporo istotnych informacji, nie tylko nazwiska, to nigdy nie były tylko nazwiska, a skoro dostali również stopnie zagrożenia musieli posiadać wiedzę o ich zdolnościach, a co za tym idzie - słabościach. Musiał przyznać, że mile połechtała jego ego informacja o tym, że został uznany za wysoki, a nawet bardzo wysoki poziom zagrożenia, nawet jeśli nie była to reakcja do końca odpowiadająca danej chwili. Sześć osób i maszyna, on był ósmy. Na pozór wydawało się to tak niewiele, w końcu miał okazję poznać naprawdę silnych i wspaniałych mutantów, słuchać o nich. Więc albo baza była mimo wszystko dość wybrakowana albo znali ich słabości na tyle, by nie uznać tego jak niebezpieczni mogli być.
Przez chwilę przyglądał się uważnie kobiecie, pocierając dolną wargą o złożone razem palce.
- Przychodzi do mnie pani z rządowym urządzeniem, które ma zapewnić bezpieczeństwo tej "zwyczajnej" części populacji naszego kraju, może nawet świata. Ujmuje mnie za serce, naprawdę, to, że pani o nas myśli i nie zgadza się z poczynaniami rządu, przynajmniej nie w pełni, nie w ten sposób. Również ostatnio rozmyślałem o możliwości przecieku informacji do osób niewłaściwych i bardzo się cieszę z informacji, której mi pani udzieliła. Pozwala mi to zyskać szerszy kąt widzenia. Jednak... Nie do końca wierzę w bezinteresowność pani działań, pani.. A może jednak panno, Rize. - Uśmiechnął się nieznacznie, puszczając kobiecie oczko - niby nic, ot zwykła zaczepka. Wyciągnął komórkę z kieszeni spodni, wybierając po chwili jakiś numer jakiś numer; gdy tylko po drugiej stronie odezwał się głos, Roberto poprosił by ktoś odpowiedzialny zjawił się w jego biurze. - Zrobię co w mojej mocy by znaleźć rozwiązanie tego problemu. Bez wzbudzania podejrzeń, w końcu robimy to dla większego dobra i lepszego jutra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 12:17 am

Uśmiech doradczyni ani nie drgnął w momencie, gdy Roberto wspomniał o podejrzeniach odnośnie jej domniemanego - albo i nie - altruizmu. Wbrew pozorom niekoniecznie oznaczało to, iż były one niesłuszne; w zasadzie więcej mogło wskazywać po prostu na fakt, iż kobieta doskonale nad sobą panowała... Bo przecież ktoś niewinny poczułby się chyba urażony, dotknięty, zasmucony, okazałby to w jakikolwiek sposób, nawet delikatnym spięciem mięśni, prawda?
-Jest pan bardzo czarującym mężczyzną, w związku z czym dam panu radę... I zrobi pan z nią co zechce. Nikt nie działa bezinteresownie, nawet wtedy, gdy sam wierzy, że jest inaczej. Jeżeli ktoś przekonuje innych o swoim altruizmie, to doskonały znak, że nie należy mu wcale ufać. Ci pozornie święci są najgorsi- w tym momencie Rize pochyliła lekko głowę, a jej wzrok przesunął się ku walizce.
-Nie kryję faktu, że powoduje mną wiele... Czynników, zarówno dotyczących mnie samej, moich przekonań, jak i osób w moim otoczeniu. Co by mną jednak nie kierowało, w tym wypadku stoimy po tej samej stronie: oboje chcemy ochronić tych obywateli, którzy już teraz znaleźli się na przegranej pozycji. To się nie zmieni- kobieta zamilkła na krótką chwilę i wyglądało na to, że po raz pierwszy od początku tej rozmowy po prostu się zawahała.
-Podejrzewam natomiast, że popularność mutantów w najbliższym czasie jeszcze spadnie. Z moich informacji wynika, że specjalnie przeszkolona część wojska została wysłana, aby spacyfikować innego mutanta z listy najpoważniejszych zagrożeń. W Hollywood. Zakładam, że może pan sobie wyobrazić co się stanie, jeżeli dojdzie tam do walki... Chociażby na podstawie tego, co sam pan byłby w stanie zrobić, aby uniknąć schwytania- zdradziła.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 9:41 am

Na kilka pierwszych słów kobiety mężczyzna nieznacznie się uśmiechnął. Cieszył się, że doceniony został jego urok osobisty zwłaszcza przez taką osobę, i nie miał na myśli jedynie jej aktualnego stanowiska. I, oczywiście, świetnie zdawał sobie sprawę ze wszystkiego co kobieta mówiła, nawet jeśli sam siebie uważał za altruistę, zawsze był z tyłu głowy głosik, który podszeptywał, że to wcale tak nie działa a jego działania oparte są też na innych nieco bardziej egoistycznych pobudkach. Nie mówiąc o tym, że nigdy nie jest się w pełni altruistom, w końcu czemu pomagamy innym? By samym poczuć się lepiej, że zrobiliśmy coś dobrego. Kto by pomyślał, Joey jednak był skrytym geniuszem.
- To prawda, w tym wypadku bez wątpienia mamy podobne powody do działania, może nawet bardziej niż mogłoby się wydawać. I tak między nami, rad jestem, że przyszła pani z tym właśnie do mnie. - Przyznał i nieznacznie skinął głową w geście uznania i podziękowania.
Musiał przyznać, że to niewielkie zawahanie lekko go zaskoczyło, czego oczywiście również nie dał po sobie poznać. Czas spędzony na nauce odpowiednich zachowań, nie poszedł na marne i Berto świetnie wręcz nakładał maski lub zwyczajną pokerową minę; jedna z głównych zasad - nigdy nie zdradzaj prawdziwych emocji. Dlatego też ze względnym spokojem i powagą wysłuchał kolejnych słów kobiety, zastanawiając się nad tym. Wojsko, pacyfikowanie mutanta. Nie brzmiało to dobrze, brzmiało wręcz fatalnie, zwłaszcza jeśli znajdował się on na liście oznaczony najwyższym zagrożeniem. Nie licząc zniszczeń, wzbudzi do ogromną panikę, a znając media, utną materiał tak, by to mutant wyszedł na prowodyra całego incydentu, a wojsko jakoby ratowało bezbronnych cywili. I tak, zdawał sobie sprawę do czego byłby zdolny, zwłaszcza przy swoim nie do końca poskromionym temperamencie. To by się źle skończyło dla wszystkich, a po świecie krążyłyby przekłamane materiały, robiąc ofiarę ze wszystkich, tylko nie niego.
Nim jednak zdążył odpowiedzieć, rozległo się pukanie do drzwi, a na proste 'proszę', zaraz stanął w nich mężczyzna w żółtym, charakterystycznym uniformie, pytając grzecznie o co chodzi. Berto podniósł się z miejsca, przywołując na twarz swój standardowy uśmiech; wziął walizkę z biurka podchodząc do mężczyzny i swobodnie obejmując go ramieniem.
- Charlie, cieszę się, że przyszedłeś. Mam dla was małą robotę. - Podał mu walizkę. - Moglibyście sprawdzić jak zakłócić, a najlepiej zmienić sygnał, który nadaje to urządzenie? Zaraz prześlę wam szczegóły. - Ścisnął lekko ramię mężczyzny, chwilę później zamykając za nim drzwi gabinetu. Wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni, chwilę jeszcze wpatrując się w miejsce gdzie zniknął jeden z jego pracowników nim odwrócił się przodem do kobiety.
- Dajmy im chwilę czasu, są genialni, ale nawet oni nie działają z prędkością światła. Więc, może drinka? Mój pracownik przygotowuje najlepsze drinki pod słońcem, nie wiem jak to robi, ale zawsze mam wrażenie, że dodaje do nich szczyptę miłości. - Posłał kobiecie szeroki, czarujący uśmiech. Tym razem jednak zamiast zajmować miejsce na fotelu, oparł się o blat biurka w taki sposób by być przodem do kobiety, nie wkraczając jednak w jej przestrzeń osobistą, niech żyją duże, albo raczej długie, meble. W międzyczasie jeszcze wyciągnął komórkę, wysyłając odpowiedniemu laboratorium konkretne wytyczne, w tym również prośbę o odtworzenie urządzenia, które dostali. Lepiej się ubezpieczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 10:51 am

Pani doradca milczała podczas tej krótkiej wizyty pracownika - choć dyskretnie mu się przyglądała, szczególną uwagę zwracając na sposób interakcji pomiędzy nim i Roberto. Kiedy natomiast znów została sam na sam z gospodarzem, odwzajemniła lekko jego uśmiech, a następnie kiwnęła krótko głową.
-Nie odmówię. Proszę mi powiedzieć... Na ile na bieżąco jest pan z wydarzeniami z kraju i ze świata? Właściwie głównie z tymi z kraju- Rize odchyliła głowę lekko na bok w pytającym geście. Wyglądało na to, że nie chciała jeszcze zejść z tematu "interesów"... Choć kto wie do czego tym razem zmierzała?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 1:06 pm

Kolejne kilka gestów na ekranie komórki, zanim mężczyzna odłożył ją na blat, czekając już na przybycie swojego 'zamówienia'. Jego myśli znów na moment odpłynęły w stronę urządzenia oraz ów mutanta, który wkrótce zostanie zaatakowany, o ile już nie był...
Na pytanie kobiety skierował na nią wzrok, samemu również nieznacznie przekrzywiając głowę.
- Staram się być jak najbardziej na bieżąco, nie lubię gdy umyka mi coś istotnego i zawsze staram się brać poprawkę na skłonność mediów do koloryzowania pewnych faktów. Ostatnio na terenie Los Angeles spadł nieznany obiekt, ponoć satelita. Houston boryka się z kolejną inwazją, co raczej nie napawa ludzi nadzieją, zwłaszcza, że niedawno podobna miała miejsce w Nowym Jorku. Dziwi mnie, że jeszcze nie było informacji o tym, że jacyś bohaterowie się tym zajęli, sprawa brzmiała na poważną. I oczywiście nie dało się uniknąć napływu informacji odnośnie zbliżającej się konferencji, w końcu sam prezydent ma wziąć w niej udział... - Zawiesił na moment głos, gdy drzwi do gabinetu się otworzyły i do środka wleciał średniej wielkości robocik, składający się głównie z okrągłego korpusu i długich 'kończyn', w których trzymał w tym momencie tacę z ich drinkami. Berto sięgnął po szklanki, jedną z nich podając kobiecie, drugą zaś biorąc dla siebie. Skosztował nieco kolorowego napoju, wzdychając z zadowoleniem.
- Obiło mi się też o uszy, że w Nowym Jorku miały miejsce jakieś ataki na cywili przeprowadzone przez roboty. Wciąż nie mogę zrozumieć czemu ktoś miałby wysyłać wciąż niedopracowane maszyny w teren. Widziałem nagrania z pobliskich kamer, nie była to zbyt zaawansowana technologia w wielu kwestiach wręcz zacofana. - Zamilkł nagle przyglądając się uważnie kobiecie, rozważając coś. - Czy istnieje opcja, że było to testowanie w terenie urządzenia, które pani ze sobą przywiozła? Od razu widać, że jest częścią czegoś większego, sama pani to przyznała. Jak mówiłem, nie lubię wykluczać żadnej opcji, a jest to jedna z bardziej prawdopodobnych, zwłaszcza po tym co usłyszałem. - Odstawił szklankę, krzyżując ręce na torsie. Nie brał tego za pewnik, równie dobrze mógł to być całkowicie chybiony strzał, zwłaszcza, że gdyby się nad tym teraz nie zastanowił pewnie chwilę zajęłoby mu skojarzenie tych dwóch rzeczy, może nawet by było już o wiele za późno, ale jeśli miał rację... Musi się skontaktować ze szkołą, im szybciej tym lepiej, teraz jednak musiał się skupić na swoim gościu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 1:28 pm

Kobieta głównie słuchała słów Roberto, przez długi czas nie komentując jego uwag, a w odpowiednim momencie przyjmując drinka i również upijając go trochę ze szklanki. Na samego robota praktycznie nie zwróciła uwagi; ot, tylko krótko ku niemu zerknęła, ale nie utrzymał jej zainteresowania.
Kiedy temat zszedł na atak robotów, Rize wbiła wzrok w zawartość swojej szklanki, którą w dodatku lekko zakołysała, aby wprawić ciecz w subtelny ruch. Jej usta w pierwszej kolejności opuścił cichy pomruk, który brzmiał mniej więcej jak "mmm", lecz mimo to zaraz potem przystąpiła do wyjaśniania sytuacji:
-Nazywają je Sentinelami. To były tylko prototypy, słabo uzbrojone skorupy z działającym systemem naprowadzania i rozpoznawania mutantów. Pan prezydent nie był zachwycony tym, że przez pomyłkę wymknęły się spod nadzoru w trakcie ćwiczeń. Domyślam się, iż oboje rozumiemy, że to tylko oficjalna wersja ich twórców, bo o żadnej takiej pomyłce nie mogło być mowy... Widziałam projekty. Będą większe, silniejsze, wytrzymalsze i lepiej uzbrojone. Trask myśli nad użyciem adamantium, choć wątpię, aby zdobył go wystarczająco dużo do masowej produkcji. Broń energetyczna, adaptacja do przeciwnika, być może znajdą nawet zastosowanie dla Cząsteczek Pyma... Mówimy tu więc o łowcach, którzy pod wpływem ognistego ataku uodpornią się na płomienie. W założeniu- wyliczyła.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 3:31 pm

Na informację o robotach, Sentinelach jak nazwała je kobieta, Berto nieznacznie zacisnął szczękę. Całość zmierzała w zdecydowanie nieodpowiednim kierunku, nie dla mutantów. Rząd tworzył predatorów, myśliwych, którzy mieli ich wyłapać, dostosować się, zniszczyć. Ani trochę nie wątpił w to, że wkrótce dojdzie do masowych mordów na mutantach; ich gatunek zostanie zdziesiątkowany, jeśli w ogóle komukolwiek uda się to przetrwać. Mają te urządzenia oraz listę, która bez wątpienia będzie aktualizowana będą mogli lepiej dostosować roboty do tego stopnia, że nikt nie da rady ich powstrzymać.
- Teraz może go nie uzyskać, jeśli jednak ludzie uwierzą w to, że mutanci są niebezpieczni i im zagrażają, rząd może być bardziej skłonny do wykosztowania się na adamantium. Dodatkowo będą chętniejsi na wydatki, gdy okaże się, że roboty działają, ale są mutanci, którzy panują nad metalem, na nich też trzeba będzie mieć broń. Jeśli dobrze to rozegrają, jeśli Trask dobrze to rozegra, nie będzie musiał martwić się o fundusze. Dlatego my musimy rozegrać to lepiej. I szybciej. - Skinął nieznacznie głową, jakby upewniając się w tej myśli. Dzięki pozyskanym informacjom będzie mógł zareagować, a co ważniejsze - dotrzeć do większej liczby osób i rozprzestrzenić tę informację wśród mutantów, ostrzec ich i obronić.
Upił jeszcze trochę alkoholu, a w momencie gdy odstawiał szklankę, odezwał się jego telefon. Dosłownie chwilę później do pomieszczenia wkroczyły dwie osoby, obie w żółtych, charakterystycznych kostiumach. Jedna z nich odłożyła na blat walkę panny Rize, druga zaś o wiele mniejsze pudełeczko, chwilę później nachylając się do Roberto by mu coś przekazać na ucho. Mężczyzna jedynie skinął głową, podziękował im za fatygę i zaraz odwrócił się tak, by wygodniej mu było operować nowymi nabytkami - siłą woli, ustawiając się tyłem do kobiety. Otworzył mniejsze pudełeczko, nasuwając się na rękę zamieszczone tam urządzenie, nieco wyżej niż nadgarstek. Drugie ujął w dłoń, odwracając się z powrotem w stronę doradczyni, by sprezentować jej coś co wyglądało jak drobna ozdoba, bransoletka, chociaż o dość futurystycznym designie, przede wszystkim - prostym. Ot drobny pasek, przypuszczalnie na oko, srebra zagięty w odpowiedni sposób by imitować bransoletkę. Podał jej bez słowa urządzenie, dając moment na dokładniejsze obejrzenie lub założenie, jeśli się na to zdecyduje. Zaraz potem otworzył walizkę, z którą przyjechała kobieta, spoglądając na umieszczone w niej urządzenie, które wydawało się być niewzruszone. Następnie przeniósł spojrzenie na towarzyszkę.
- To tylko rozprasza sygnał, nie zakłóca go, więc nie będzie tak oczywiste, jednak wciąż jest szansa, że ktoś to odkryje. Jest to tymczasowe zabezpieczenie przed namierzeniem, moi ludzie dopiero pracują nad skutecznym i niewykrywalnym sposobem. Dlatego, jeśli interesuje panią dalsza współpraca, skontaktuję się gdy tylko prace zostaną zakończone. Mogę też zapewnić, że to jest w tym momencie mój priorytet, więc nie powinno to trwać zbyt długo. - Powaga zaraz ustąpiła miejsca, szerokiemu uśmiechowi. - I nie kryję, że bardzo by mi to ułatwił pani prywatny numer. Oczywiście w sprawach związanych z naszym małym przedsięwzięciem. - Wsunął dłonie do kieszeni spodni, przyjmując bardzo swobodną pozę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 4:20 pm

Rize jedynie kiwnęła głową na znak, iż zgadza się z wizją - delikatnie mówiąc, niezbyt przyjemną wizją - roztaczaną przez swego rozmówcę, lecz zaraz potem skupiła się już na dokończeniu swojego drinka, podczas gdy Roberto odbierał od swoich ludzi walizkę i bonusowe pudełeczko. Zaraz potem kobieta odstawiła pustą szklankę na blat biurka - akurat na czas, aby następnie przyjąć oferowaną bransoletkę. Obróciła ją powoli między palcami, po czym ostrożnie założyła ją sobie na lewy nadgarstek... Co mogło świadczyć o tym, że - jeżeli domyślała się jej przeznaczenia - rzeczywiście jej potrzebowała. Jeszcze przez chwilę doradczyni wpatrywała się w metal, słuchając wyjaśnień Roberto.
-Otrzyma pan mój prywatny numer i adres e-mailowy. Będziemy w kontakcie. Dam znać, jeżeli dowiem się czegoś istotnego... I prosiłabym o to samo, w miarę możliwości. Zdaję sobie sprawę z tego, że pod pana opieką znajdują się też inni mutanci...- Rize zawiesiła wymownie głos, jak gdyby czekała nie tyle na potwierdzenie czy zaprzeczenie, skoro sama stwierdziła fakt, którego najwyraźniej była pewna... Lecz na coś innego. Jakieś szczegóły, dodatkowe informacje?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 6:30 pm

Na, nazwijmy to umownie, prośbę kobiety o informowanie jej w razie nowych informacji Roberto jedynie skinął głową, licząc, że to wystarczy na zapewnienie, że nie omieszka da jej znać jeśli dowie się czegoś przydatnego, w końcu sam uzyskał dziś bardzo wiele informacji, mniej lub bardziej podanych wprost.
Wyciągnął jedną dłoń, by zamknąć walizkę z urządzeniem, przez chwilę się wahając czy pociągnąć dalej temat, który zaczęła kobieta.
- Powiedzmy. Nie bezpośrednio pod moją, jednak mam możliwości by skontaktować się ze zdecydowanie większą grupą na raz. Zresztą mam zamiar zrobić to zaraz po naszym spotkaniu. Po tym co usłyszałem, nie mogę ich zostawić w nieświadomości, zwłaszcza jeśli te roboty mogą zostać wypuszczone. - Przyznał, po chwili proponując kobiecie swoją dłoń by pomóc jej wstać. Pokierował ją w stronę wyjścia, otwierając przed nią drzwi gabinetu.
- Bransoleta nie działa na większe odległości, jednak tak długo jak ma ją pani założoną jest pani całkowicie bezpieczna. Dlatego radziłbym się z nią nie rozstawać przez jakiś czas. - Zagadnął jeszcze po drodze, odprowadzając kobietę na lądowisko, a raczej odwożąc - ze względu na rozmiar wyspy, gdzie stał już przyszykowany odrzutowiec.
- Posiada pani mój prywatny numer, niech pani prześle mi na niego swoje dane kontaktowe, żebym miał jak zaprosić panią na kolejnego drinka. - Posłał jej szeroki uśmiech, zatrzymując się kawałek od samolotu; wyciągnął dłoń do kobiety w ramach oficjalnego pożegnania i pewnie nieoficjalnego przypieczętowania ich współpracy.
- Spotkanie z panią było dla mnie prawdziwą przyjemnością, dla moich oczu również. I jestem naprawdę wdzięczy za informacje, domyślam się, że osobie z pani statusem nie jest łatwo zaaranżować nieoficjalne spotkanie. - Przyznał, wsuwając jedną z dłoni do kieszeni spodni i po raz ostatni przyglądając się uważnie kobiecie. - Do następnego spotkania, Panno Rize. - Skinął nieznacznie głową, pozostając na lądowisku dopóki samolot nie opuścił terenu wyspy. Dopiero po tym wrócił do swojego gabinetu, po drodze jeszcze zahaczając o jedno z laboratoriów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 7:02 pm

Panna Rize chętnie skorzystała z pomocy przy wstawaniu z fotela, a w trakcie odwożenia na lądowisko dała znać, że przyjęła do wiadomości wskazówki odnośnie bransolety - no i oczywiście na koniec uścisnęła zaoferowaną jej rękę, jednocześnie pięknie odwzajemniając uśmiech swojego gospodarza.
-Wzajemnie. Dziękuję za pomoc i poświęcony mi czas- dodała od siebie w ramach pożegnania, po czym oddaliła się w stronę odrzutowca, do którego zaraz potem wsiadła... I opuściła wyspę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Cze 16, 2016 8:55 pm

Zaraz po powrocie do swojego gabinetu, Roberto od razu uruchomił komputer i rozkazał by połączono go z Insytutem Xaviera; chwilę to zajęło, jednak w końcu udzielono mu informacji, że póki co należy kontaktować się z Emmą Frost, tak więc od razu poprosił o odpowiednie przekierowanie. Dlatego gdy tylko w końcu rozmowa została odebrana, przeszedł do sedna sprawy, szczędząc sobie uprzejmości. Nie było to zbyt profesjonalne, jednak chociaż na moment musiał zapomnieć o profesjonalizmie.
-Witam, Panno Frost, Emmo. Skierowano mnie do ciebie jako do osoby tymczasowo odpowiedzialnej za sprawy Instytutu. Właśnie zakończyłem spotkanie, na którym dostałem wiele ciekawych informacji, które mogą cię zainteresować i zapewnić nam... Bezpieczeństwo. Jednak nie jest to coś co chciałbym załatwiać przez telefon. Dlatego liczę na prywatne spotkanie. Oczywiście wybiorę się do Instytutu, potrzebuję jedynie wiedzieć kiedy będziesz dostępna. - Powiedział, a w jego głosie dało się wyczuć nieznacznie spięcie, nietypowe dla Latynosa, który z reguły raczej emanował zupełnie inną aurą. Na szczęście nie musiał długo czekać na odpowiedź kobiety, która go bardziej niż usatysfakcjonowała.
-"Kiedy tylko zajdzie taka potrzeba, jeżeli mówimy o bezpieczeństwie uczniów. Będę mieć czas."
Odruchowo skinął głową, na moment zapominając, że kobieta i tak tego nie zobaczy.
- W takim wypadku wyruszam od razu, w Instytucie powinienem się pojawić za jakieś cztery, pięć godzin. Do zobaczenia, Emmo.
- Do zobaczenia wkrótce, panie da Costa.
I zgodnie ze swoimi słowami, gdy tylko rozłączyło rozmowę, Berto od razu rozkazał przygotować drugi samolot oraz załadować specjalnie przygotowany ekwipunek, którym miał zamiar obdarować Instytut; oczywiście nie był to jeszcze pełen zestaw, jego naukowcy mieli za mało czasu by wytworzyć wystarczająco dużo urządzeń, jednak wolał już na ten moment osłonić tyle osób ile się dało. Zresztą pracownicy już dostali informację, by wysłać kolejną partię gdy tylko zostanie skończona.
Gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, Berto załadował sam siebie do odrzutowca i opuścił wyspę, kierując się wprost do North Salem.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Nie Wrz 10, 2017 9:49 pm

Teleportacja była prawdziwym zbawieniem. Długa podróż z Tajnej bazy zajęła mu dosłownie moment. Parę sekund, na pewno nie więcej. Jak dobrze mieć tak zaawansowaną technologię. Dziękował jej w duchu. Co prawda po każdej takiej podróży czuł jakby żołądek wywrócił mu się na drugą stronę, ale uczucie to mijało po krótkiej chwili.
Z tabletem w jednej ręce ruszył szybkim krokiem do pomieszczenia, w którym czekała na niego Dinah Rize. Po drodze zdążył poprawić garnitur, by odpowiednio wyglądać. Gdy drzwi otworzyły się przed nim, uśmiechnął się pięknie na widok znajomej szatynki. Pięknej szatynki, jak zwykle elegancko ubranej. Kłamstwem byłoby stwierdzić, że kobieta nie robiła na nim żadnego wrażenia. Tak poprzednio jak i teraz, musiał stwierdzić w myślach, że z kimś takim chętnie będzie prowadził interesy.
- Witam, panno Rize. Mam nadzieję, że nie czekała pani na mnie zbyt długo. Starałem się jak najszybciej przybyć. Proszę za mną, porozmawiamy w moim biurze. - zwrócił się do kobiety, wskazując jej drogę gestem ręki i sam zaraz ruszył, idąc tak, by byli obok siebie. W ten sposób mógł chcieć pokazać, że są sobie równi i mogą się czuć swobodnie w swoim towarzystwie. Oczywiście głównie chodzi o to by panna Rize czuła się swobodnie.
Kiedy dotarli na miejsce, Latynos otworzył drzwi do swojego biura i puścił ją przodem, wchodząc tuż za nią i zamykając za nimi drzwi. Szybki rzut okiem pozwolił mu ocenić, że w biurze panował ład i nie musiał się niczym martwić. Spokojnym krokiem podszedł w stronę swojego biurka, kobiecie wskazując wygodny fotel choć oczywiście sama mogła wybrać, gdzie chce usiąść. Miejsca było sporo.
- Miło znowu się z panią zobaczyć. I mówię to całkiem szczerze. - odezwał się na początek i zaraz sięgnął ręką w stronę intercomu. - Kawy, herbaty? Wina? - zaproponował, po czym wcisnął guzik, by poprosić o kawę dla siebie i, o ile jego towarzyszka coś sobie zażyczyła, wybrany napój dla panny Rize. Wreszcie wyprostował się w swoim fotelu i złożył ręce przed sobą na biurku, łącząc jedynie opuszki palców.
- Słucham. Jestem do pani usług jeśli mogę coś zrobić. Bo zgaduję, że, niestety, nie przyszła pani w sprawie randki, o której ostatnio wspominałem. - posłał kobiecie czarujący uśmiech, patrząc na nią zza ciemnych okularów. Nie mógł sobie odpuścić odrobiny flirtów i podrywania. Miał to we krwi. Gorącej, latynoskiej krwi. Taka już była jego natura. I wcale nie miał zamiaru jej zmieniać. Odrobina czarowania jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a nieraz pomagało to w przekonywaniu pewnych osób do swoich racji.


Ostatnio zmieniony przez Roberto da Costa dnia Pon Wrz 11, 2017 8:36 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Pon Wrz 11, 2017 3:56 pm

Po przywitaniu się, przejściu do gabinetu - a także zajęciu w nim miejsca we wskazanym jej fotelu - i wreszcie zażyczeniu sobie kawy, Rize uśmiechnęła się lekko jednym kącikiem ust na wspomnienie tego ostatniego spotkania oraz propozycji randki. Choć jej oczy również skrywały przyciemniane okulary, więc nie można było czytać z całej jej twarzy, to jednak nie wydawała się porządnie oczarowana... Raczej minimalnie rozbawiona tą wstawką. Kiedy jednak przemówiła, ton jej głosu brzmiał w pełni profesjonalnie i rzeczowo.
-Niestety to będzie jeszcze musiało trochę poczekać. W tej chwili mamy inne problemy na głowie- odparła mianowicie, zakładając nogę na nogę i opierając się wygodniej o swój fotel. Choć najwyraźniej twierdziła, że w grę wchodziło coś ważnego, to jednak zachowywała się raczej spokojnie i z opanowaniem.
-Pozwolę sobie przejść od razu do rzeczy. Po zakończeniu sukcesem testów systemu naprowadzania na mutantów, Trask przygotował pokazową drużynę dwudziestu Sentineli. Z oficjalnych informacji wynika, że nie rozpoczął jeszcze masowej produkcji, ale to już tylko kwestia czasu... Oraz tego, czy uda mu się je sprzedać. Obecnie wszystko na to wskazuje, więc o ile nastroje się nie zmienią, niedługo dojdzie do zawiązania umowy- wyjaśniła.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Pon Wrz 11, 2017 8:32 pm

Berto wcale nie czuł się zawiedziony faktem, że kobieta nie reagowała na jego słowa tak, jakby tego chciał. Nie zwracała zbytnio uwagi na jego próby oczarowania jej i urocze uśmiechy. Robił dla samego faktu robienia. Lubił w taki sposób się odnosić do kobiet. Ignorowanie go w ogóle mu nie przeszkadzało. Poza tym, wiedział, że Rize odwiedziła go w sprawach biznesowych. Byłby szczerze zaskoczony, gdyby nagle mu powiedziała, że tak, mogą iść na randkę. Chyba nie był na to przygotowany. Choć oczywiście przed nią by udawał, że właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał i nawet ma pomysł na randkę, a naprawdę coś by wymyślił na szybko.
- Ach problemy, zawsze w pierwszej kolejności - westchnął teatralnie, skupiając zaraz wzrok na kobiecie. Słowo "problemy" nie wróżyło niczego dobrego. Patrząc na ostatnie tematy o jakich mieli przyjemność rozmawiać, nie usłyszy niczego przyjemnego. Albo coś o bransoletkach albo o Sentinelach.
Jak się okazało, miał rację. Jego towarzyszka szybko mu wyjaśniła jak wyglądają sprawy z Sentinelami. Niestety, nie wyglądały najlepiej. Pierwsze testowe Sentinele, sukces z systemem namierzania mutantów. To go najbardziej martwiło. Co prawda cały Instytut został uzbrojony w bransoletki, które blokowały ten sygnał, ale musiał myśleć globalnie. Było wiele mutantów na świecie, którzy byli zagrożeni. Rodzinie Sama będzie musiał też je posłać. I to jak najszybciej. Wiedział, że nie było to rozwiązanie na stałe, ale na sam początek lepsze to niż nic.
- Żadne z nas nie jest zadowolone z tej informacji. Prawda? Nie chcemy, by Sentineli powstało więcej. Są dla nas sporym problemem. Czy wiadomo konkretnie komu w pierwszej kolejności zaoferuje roboty? Armia? Czy od razu bezpośrednio rząd? Jakieś konkretne oferty? - być może zadawał trochę zbyt dużo pytań na raz, ale jednocześnie też nie poganiał kobiety z odpowiedziami. Czekał cierpliwie. Już pod koniec jego wypowiedzi oboje mogli usłyszeć krótkie pukanie po czym do biura wkroczył jeden z członków A.I.M. z tacą, na której stały dwie filiżanki kawy, a także mleko i cukier. Z krótkim "Na zdrowie" mężczyzna postawił tacę na biurku Berto, po czym wyszedł. Latynos od razu sięgnął po jedną z filiżanek, przyciągając ją bliżej siebie.
W głowie już próbował ułożyć sobie jakiś plan działania. Nie mogli zaatakować Traska i zniszczyć jego Sentineli. To byłoby zdecydowanie głupie posunięcie. Nie mogli też jednak dopuścić, by rząd Stanów Zjednoczonych kupił je od mężczyzny. Najpierw USA, a potem co? Reszta świata? Przecież to nie był jedyny kraj z mutantami. Ci pojawiali się na całej Ziemi. W ostateczności sam osobiście kupi te Sentinele. Wierzyć w swoich naukowców. Na pewno udałoby im się przeprogramować roboty. Może nawet zasabotować główne oprogramowanie tak by te przestały wykrywać mutantów. Odnotował sobie również w pamięci, by wkrótce skontaktować się z Emmą Frost i przekazać jej nowe informacje. Być może kobieta również będzie miała jakiś pomysł, by temu zapobiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Wto Wrz 12, 2017 12:00 pm

Ze względu na to pukanie kobieta nie odpowiedziała na pytania Roberto od razu. Mimo to nie obróciła też głowy, aby spojrzeć ku drzwiom, najwidoczniej zakładając, że nie musiała się tym osobiście przejmować... I tak właściwie miała rację, skoro do pomieszczenia wkroczyły po prostu ich napoje.
Gdy kawy znalazły się już w pobliżu, podziękowała krótko i sięgnęła po swoją filiżankę, zaraz dodając do niej trochę cukru. Co ciekawe, kiedy poruszała przy tym wszystkim rękami nie dało się dosłyszeć brzdęknięć bransoletki - których teoretycznie można by było oczekiwać, skoro już wcześniej Roberto podejrzewał ją o bycie mutantką. Oczywiście istniała też opcja, że po prostu przesunęła srebrzystą obręcz pod ubraniem na tyle wysoko, aby nie przeszkadzała i nie zwracała na siebie uwagi.
-Prawdę mówiąc coś takiego wykraczałoby poza możliwości działania armii. Nie zdziwiłoby mnie utworzenie kolejnej organizacji, która operowałaby przez Sentinele... Ani tym bardziej przekazanie ich Thunderbolts, co wydaje się nawet bardziej prawdopodobne. Obie te opcje były już sugerowane, trwają rozmowy, ale nic nie wiadomo na pewno. Dam znać, gdy się to zmieni- Rize brzmiała na lekko niezadowoloną, zirytowaną, lecz wciąż spokojną.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Czw Wrz 14, 2017 6:52 pm

Berto westchnął w myślach, nie słysząc nic przyjemnego z ust pani Rize. Tyle opcji, tyle możliwości. I nic nie było pewne. Nie mogli wiedzieć jak właściwie skończy się ta akcja z Sentinelami. Gdzie one w końcu trafią. Czy pieniądze grały tu istotną rolę? Utworzenie kolejnej organizacji, specjalnie do operowania Sentinelami, wydawało mu się trochę kłopotliwe. Zapewne dużo łatwiej byłoby je przekazać Tunderbolts, którzy już istnieli jakiś czas i w dodatku z tego co słyszał nie byli zwykłymi ludźmi. Ciekawe co by powiedziało społeczeństwo na informację, że rząd stworzył organizację złożoną z tych złych.
Latynos wyprostował się w swoim fotelu, łapiąc filiżankę w dłoń i upijając łyk gorącego napoju. Wpatrywał się w kobietę, zakładając nogę na nogę. Właściwie to nie do końca patrzał na nią. Raczej przed siebie, powoli trawiąc nieprzyjemne informacje. Chyba faktycznie będzie musiał rozważyć kupno tych Sentineli choć nad tym jeszcze będzie musiał porządnie pomyśleć i ewentualnie porozmawiać ze swoimi naukowcami. Najinteligentniejsi ludzie na świecie na pewno będą mieć masę pomysłów na to, co zrobić z tym problemem.
- Rozumiem, czyli właściwie nic konkretnego poza tym, że wkrótce zapewne ktoś ich użyje, a wtedy będziemy mieć spory problem. A na pewno mutanci nie mający jak się bronić przed nimi, nie wiedzący o zagrożeniu. Zapewne takich mutantów jest o wiele więcej niż na mogłoby się wydawać. - odstawił filiżankę na biurko i podniósł swoje ciemne okulary do góry, umieszczając je na włosach. Przechylił się do przodu, by oprzeć łokcie na meblu i spleść dłonie pod brodą. Byłw stanie dostarczyć bransoletki wszystkim mutantom, których znał. I których znali jego znajomi. Domyślał się, że jednak mutantów, których nie znali było więcej. Ci, którzy nie różnili się aparycją od ludzi i panowali nad swoimi mocami, mogli spokojnie żyć pomiędzy nimi, udając zwykłych obywateli.
- Ma pani dla mnie więcej ciekawych informacji? - zapytał, spoglądając na nią spokojnym wzrokiem. W takich momentach, przy rozmowach biznesowych, wolał nie okazywać po sobie zbyt wielu emocji. Musiał zachował pełny spokój. Aż go skusiło, by zapytać ją o więcej słych informacji, ale zdecydował to byłoby złe sformułowanie. Pozostał więc przy ciekawych. Nawet jeśli nie miała więcej nowinek dla niego to mogła tu pozostać choćby tak długo aż nie skończy swojej kawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Pią Wrz 15, 2017 1:10 pm

Przez krótką chwilę Rize w milczeniu popijała swoją kawę. Z powodu okularów ciężko byłoby z dużą dokładnością określić jej wyraz twarzy, ale sprawiała wrażenie zamyślonej... Więc być może coś rozważała. Wyraźnie się przy tym nie spieszyła, ale w końcu odstawiła filiżankę na blat i zabrała głos:
-To nie do końca tak. Żeby sprzedać Sentinele, Trask rzeczywiście będzie musiał zaprezentować ich działanie, ale jeżeli chce przeprowadzić transakcję oficjalnie, to nie będzie mógł tak po prostu wypuścić ich na przypadkowe osoby. To nie byłoby legalne i stanowiłoby bardzo zły PR, którego każdy polityk chciałby przecież uniknąć. Nie, roboty prawdopodobnie wkroczą do akcji dopiero jakiś czas po ich zakupie, a o nim z pewnością będziemy wiedzieć... Więc nic nie powinno nas zaskoczyć- wyjaśniła, w ten długi sposób choć trochę konkretyzując to wspomniane przez Roberto "wkrótce". Na tym jednak nie poprzestała.
-Oczywiście oznacza to, że będą mogły działać tylko i wyłącznie na terenie Stanów Zjednoczonych, przynajmniej zakładając, że rządy innych państw również nie otrzymają oferty Traska. Nie sposób byłoby obliczyć dokładną liczbę mutantów w kraju... W nieoficjalnej bazie danych znajduje się kilka tysięcy pozycji, ale zdecydowanie nie jest kompletna, a do tego nie zawiera jedynie mutantów, ale i inne osoby z wyjątkowymi zdolnościami- pod koniec tego ostatniego zdania z torebki kobiety dobiegać zaczęły dźwięki dzwonka, jednego z tych standardowych, nic wymyślnego. Sądząc po długości sygnału, był to SMS. Rize nie zwolniła mówienia, nie rozkojarzyła się, tylko od razu wyjęła telefon i zerknęła na jego ekran. Jej czoło zmarszczyło się, ale do tego ograniczyły się jej reakcje.
-Poza tym S.H.I.E.L.D., nawet bez naczelnika Fury'ego, wciąż posiada spore wpływy, a obejmuje opieką niektórych mutantów. Wkraczanie z agencją na wojenną ścieżkę spowodowałoby zbyt wiele kłopotów, na które teraz mało kto mógłby sobie pozwolić. Nowa naczelnik Hill wydaje się być bardzo... Stanowczą i konkretną kobietą- dodała od razu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Roberto da Costa

avatar

Liczba postów : 68
Data dołączenia : 11/06/2016

PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   Pon Wrz 18, 2017 4:06 pm

- Zaprezentować działanie... Czyli obronić ludzi przed "potworami" - Berto kusiło, by zrobić gest cudzysłowia palcami i prawie go wykonał. Powstrzymał się jednak. Niektórzy ludzie byli gorszymi potworami od mutantów. On siebie za potwora nie uważał. Nie mordował, nie kradł, nie znęcał się nad innymi. Prawda, byli mutanci, którym coś padło na głowę i chcieli pokazać, że są lepsi od zwykłych ludzi. Że żyją po to, by być panami Ziemi, a ludzie mają im służyć. Z drugiej strony, czy nie ma ludzi, którzy myślą podobnie? Nawet w przeszłości można znaleźć wiele takich przykładów. Dzielenie ludzi na lepszych i gorszych, niewolnictwo. Teraz po prostu dzielenie społeczeństwa na ludzi mutantów. Co jego zdaniem nie miało najmniejszego sensu. Mutant był równie potencjalnym zagrożeniem co człowiek. Różnili się tylko tym, że ten pierwszy miał moce. Posiadanie mocy jednak wcale nie zwiększało potencjału agresji.
- Czyli obecnie uważnie obserwujemy i pilnujemy kto i kiedy zakupi Sentinele. - skinął lekko głową. Na pewno istotne było to kto je kupi. Jeśli będą o tym wiedzieć, będą nieco pewniejsi, gdzie znajdują się roboty, a wtedy... Coś się na pewno wymyśli. Pytanie co z tymi złymi mutantami. Czy słyszeli o Sentinelach? Interesowali się sprawami państwowymi? Czy w takim razie przez pewien czas postanowią trzymać się w ukryciu i nie wychylać nosa? Czy może wręcz przeciwnie, specjalnie sprowokują Sentinele do działania, chcąc udowodnić, że żaden robot nie da im radę. Że żadna technologia nie jest silniejsza od ich mutacji. Kiedyś słyszał taki żart, że bycie złym uszkadza część mózgu odpowiedzialną za postrzeganie rzeczywistości. Nie można więc przewidzieć jak taki zły zadziała.
- Jestem pewien, że kilka tysięcy to tylko niewielki ułamek mutantów w naszym kraju. Nie mówiąc już o całym świecie. Spójrzmy na mnie. Bez używania mocy jestem zwykłym, przystojnym Latynosem. W tłumie się wyróżniam co najwyżej urokiem osobistym, a przy bliższym kontakcie wspaniałą osobowością. Działanie genu X w moim ciele nie ma z tym nic wspólnego. Po prostu taki jestem. - podczas całe wypowiedzi na jego twarzy gościł ciepły uśmiech, a w oczach można było dojrzeć iskierki. Młody mężczyzna nigdy nie miał kompleksów odnośnie swojego wyglądu czy charakteru. Zawsze był pewny siebie i swojej wspaniałości, a skromnością zdecydowanie nie grzeszył.
- Z S.H.I.E.L.D. nawet ja nie chciałbym wkraczać na wojenną ścieżkę. Mają świetnych ludzi, świetny sprzęt i bardzo dobrą renomę. Zdecydowanie lepiej z nimi współpracować, ewentualnie po prostu im się nie narażać. - doskonale wiedział, że agencja pomaga czasem mutantom. Ci ludzie byli wyjątkowo rozsądni. Nie dzielili społeczeństwa na ludzi i mutantów tylko na dobrych i złych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Biuro Roberto   

Powrót do góry Go down
 
Biuro Roberto
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Biuro i mieszkanie Gwen
» Biuro szeryfa i areszt
» Parowanie - Biuro Matrymonialne
» Biuro koronera i laboratorium
» Biuro szeryfa i areszt

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety :: Oceany :: A.I.M. Island-
Skocz do: