Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pierwsza planeta

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3840
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Pierwsza planeta   Pon Gru 12, 2016 11:26 pm

First topic message reminder :


Pusty świat na krawędzi istnienia, znajdujący się tak daleko od wszystkiego innego, że światła na niebie, które na innych planetach uchodziłyby za gwiazdy, w tym wypadku są tak naprawdę całymi galaktykami. Skały, kamyki i piasek tworzą powierzchnię, na której nie ostało się praktycznie nic - nie ma tu żadnych budowli, naturalnych formacji, niczego... Poza ogromnym, różowym kryształem. Wszystko inne pochłonął czas.

Pierwsza planeta znajduje się oficjalnie pod opieką Imperium Shi'ar.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Rogue

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Wto Maj 09, 2017 12:19 pm

Wciąż musiała przywyknąć do tej sytuacji, wciąż zresztą odkrywała nowe możliwości. Zdążyła już jako zapoznać się z lataniem, a fruwające dookoła i uderzające w nią odłamki pokazały, że o wiele trudniej ją zranić. Domyślała się, że to kolejna zdolność, która przeszła nią podczas kontaktu z Gladiatorem. Pytaniem w takim razie jest, co jeszcze może teraz zrobić? Miała pewne podejrzenia, część z nich trzeba będzie jeszcze sprawdzić, by przekonać się o ich prawdziwości, ale wszystko wskazuje na to, że o części z nich będzie mogła przekonać się jeszcze podczas tego pojedynku.
- Byłoby fajnie, ale nie, nic takiego nie miało miejsca. – przydałaby się tu teraz, nawet bardzo, niestety musieli znaleźć jakiś sposób, by poradzić sobie bez Storm i jej mocy. Piorunochron? To był raczej jeden z tych głupich pomysłów Logana, kiedy wygaduje wszystko co wpadnie mu do głowy, lecz trudno się temu dziwić. Sytuacja była nagląca, z każdą chwilą było coraz gorzej, a oni tkwili tu wystawieni na zagrożenie. O czym przypomniał im kolejny piorun, który w jednej chwili rozgałęził się omijając znajdującą się na płycie grupę. W życiu nie widziała czegoś podobnego, to było zaprzeczeniem wszelkich panujących w normalnym świecie zasad. Ale przecież nie byli już w ich świecie, przebywali w miejscu, którego zasad nie pojmowali. W ułamku sekundy przemknęło jej w myślach, że Hankowi by się to spodobało. A przy okazji być może znalazłby sposób na pokonanie cesarza. Jego także tu niestety nie było. Wciąż nie miała zielonego pojęcia jak mają sobie z nim poradzić. Żaden zestaw ich mocy raczej nie pozwalał na jakąkolwiek walkę z tego rodzaju przeciwnikiem. Chociaż… Może… Skoro nie mogą w żaden sposób zaszkodzić mu fizycznie, to może psychicznie dałoby się go chociaż osłabić?
- Walcząc w ten sposób nie wyrządzimy mu krzywdy. Lilandro, możesz spróbować jakoś… nie wiem, spróbować zaatakować go psychicznie? Może w ten sposób udałoby się coś osiągnąć? – miała nadzieję, że utworzony wcześniej przez siostrę cesarza kontakt telepatyczny nie został zerwany i kobieta usłyszy prośbę mutantki. Ta forma ataku może być ich jedyną szansą. Cesarz w obecnym stanie nie ma żadnego ciała fizycznego, z którym mogliby walczyć w normalny sposób, to zniszczyli przecież dosłownie przed momentem, a kontakt z energią tworzącą obecnie coś na kształt ciała pewnie źle by się dla nich skończył.
Usłyszeli śmiech, głośny, nie pochodzący z jakiegoś konkretnego punktu. Zupełnie jakby wszystko dookoła śmiało się z ich nieszczęścia i nie można było mieć wątpliwości, że to głos wroga. Gladiator wystrzelił w jego kierunku, czy ona też to potrafi? Prawdopodobnie nie, inaczej od samego początku pewnie strzelałaby z oczu promieniami. Obserwowała czy coś się stanie, ale zgodnie z przewidywaniami „gospodarz” nawet tego nie odczuł. Zaraz po tym przeciwnik postanowił się zrewanżować i uderzył w Annę i jej towarzyszy. Nawet nie łudziła, że przeżyją jeśli zostaną trafieni. Była przekonana o ich śmierci, gdy stało się coś nieoczekiwanego. Phoenix Force znów się ujawniło i utworzyło coś jakby osłonę, która ochraniała ich przez wyładowaniami. Oniemiała nie zwróciła nawet na słowa wypowiedziane przez Logana, wciąż nie do końca to do niej dochodziło. Oprzytomniała dopiero, gdy bariera zaczęła słabnąć.
- Kretynie! – krzyknęła, gdy zobaczyła, że Wolverine znów postanowił zabawić się w bohatera. Przecież on tego nie wytrzyma, nawet jego czynnik leczący będzie mógł okazać się niewystarczający pod naporem takiej siły. Pamiętała, że wychodził już cało z beznadziejnych sytuacji, ale ta teraz może przerosnąć nawet jego.
„Nie poddawaj się! Nie poddawaj. Nie teraz. Proszę. Musimy coś zrobić, nie mogę ich teraz zawieść. Pokieruj mną, wskaż drogę. Proszę.” – w myślach powtarzała w równym stopniu sobie co i przebywającej w niej mocy. Nie wiedziała co ma zrobić, bała się, ale jednocześnie chciała walczyć, by ochronić przyjaciół. Czy mogła coś jednak zrobić? Postanowiła więc całą nadzieję zawierzyć znajdującej się w niej cząstce Phoenix Force. Być może znów stanie się coś niezwykłego. W innym wypadku może czekać ich smutny koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Maj 10, 2017 5:55 am

Walka z cesarzem była strasznie ciężka, ale po wielu trudach udało się go pokonać, w dużej mierze dzięki Loganowi.
Na dodatek mogło skończyć się to bardzo źle, dla niego, ale w ostatniej chwili Nightshade wytworzyła coś na kształt czarnej dziury, który wessała cywili i samego Wolverina wypuszczając ich w bezpiecznym miejscu.
Co do Rogue, to po wcześniejszym kontakcie z Gladiatorem zyskała jego moce.
Latała, pewnie potrafiła też uderzać wiązkami lasera i mieć nadludzką siłę.
Gdy wszyscy myśleli, że to już koniec problemów i zostało tylko odnaleźć drogę do domu i Jean, nagle wszyscy poczuli się tak, jakby doświadczyli gniewu Storm.
Wszędzie zaczęły się formować burze, ale najgorsze było to, że z tej burzy uformowała się druga forma cesarza stworzona z czystej energi elektrycznej.
Po tym jak Gladiator chciał od razu zaatakować go laserem, Scott wiedział że przy tej walce będzie bezużyteczny.
Nagle w tym momencie Cesarz uderzył w ich kierunku piorunami i stało się to co Summers już podejrzewał wcześniej.
Moc Phoenix przeszła na Rogue, i dlatego ta obroniła wszystkich szkarłatną tarczą, ale niestety długo to nie potrwa.
Scott wiedział, że nie pomoże zbytnio, a nie wiedział czy tym razem Nightshade pomoże swoją czarną dziurą, dlatego zajął się cywilami i oddalaniem ich jak tylko się da najdalej od cesarza.
Jean, gdzie jesteś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3840
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sob Maj 13, 2017 6:31 pm

W trakcie tej części walki uważny obserwator - który pewnie dodatkowo nie byłby zajęty próbami zachowania życia - mógłby zauważyć, że z czasem elektryczna forma cesarza powoli nabierała coraz wyraźniejszych cech jego wyglądu. Nie pokazywały się może żadne dokładne szczegóły, bo to przecież wciąż była tylko niestabilna energia, ale wykształcił się między innymi zarys twarzy, a nawet kostiumu... Być może po odpowiednio długiej chwili ujawniłoby się jeszcze więcej.
Więź telepatyczna, którą utrzymywała Lilandra, nie została z kolei całkowicie zerwana, lecz prędko okazało się, że zdolności Nightside musiały jakoś na nią wpływać - i to nie w przyjemny sposób. Każda próba nadawania czy odbierania tym tunelem wiadomości wiązała się z nagłym, przejmującym uczuciem zimna i nieszczęścia. Nie działało to może aż tak intensywnie, jak wylądowanie we wnętrzu czarnej plamy kosmitki, lecz i tak przeszywało.
-"Spróbuję"- rozległ się cichy, być może wręcz stłumiony głos Lilandry, gdy Rogue poprosiła ją o interwencję. Wiadomość tę usłyszeli wszyscy, a i więc każdy odczuł wspomniane wcześniej negatywne skutki uboczne. Biorąc pod uwagę to, że słowa kosmitki zdawały się dobiegać z oddali, być może moce Nightside pozwalały jej tworzyć niewielki wymiar, w którym obecnie przechowywała większość grupy.
Walka trwała jednak dalej, bariera utworzona przez Phoenix Force powoli się cofała, a Wolverine zdecydował się odbić na bok od reszty drużyny. Co ciekawe, początkowo cesarz nawet go nie zaatakował, skupiając się na dalszym napieraniu na płomienistą osłonę; być może miała z tym coś wspólnego interwencja Lilandry, może wróg chciał pokazać, że potrafił sobie poradzić z Phoenixem - a może wynikało to jeszcze z czegoś innego, nawet ze zwykłego przypadku, że właśnie tak ułożył sobie priorytety.
Grunt jednak, że Loganowi udało się pokonać ten niewielki dystans, który dzielił go od cesarza - i zaatakować go pazurami. Zgodnie z przewidywaniami doświadczenie okazało się bolesne i to bardzo; metal przewodził prąd i prędko się od niego rozgrzewał, przez co mężczyzna mógł mieć wrażenie, jak gdyby płonął od środka. Jego czynnik regeneracyjny rzecz jasna starał się stawić czoła obrażeniom i był to najpewniej jedyny powód, dla którego Wolverine w ogóle mógł to przeżyć - lecz na jego skórze i tak od razu zaczęły pojawiać się oparzenia; podobne rany zapewne powstawały również w środku. Regeneracją nie dało się umyślnie kierować, ale organizm mutanta najprawdopodobniej zajmował się najpoważniejszymi uszkodzeniami, aby zapobiec śmierci... Do tego dochodziła jeszcze kwestia połączeń nerwowych, działających przecież w oparciu o impulsy elektryczne. Przynajmniej uziemienie pomagało odprowadzić całą tę energię...
Wszystko wskazywało na to, że w tej formie cesarz również nie czuł bólu - ani w ogóle dotyku. Nie przejmował się działaniami Logana, zapewne zakładając, że już sam kontakt wyrządzi mu wystarczającą krzywdę, aby go powstrzymać... Albo po prostu go lekceważąc. Shi'ar jako ogół chyba wykazywali do tego pewne skłonności.
Nightside w dalszym ciągu trzymała się możliwie jak najbardziej z tyłu, zasłaniając się wszystkimi innymi osobami, które pozostawały jeszcze na zewnątrz. Wyraźnie nie była stworzona do tego rodzaju walki - albo przynajmniej doskonale rozumiała, że priorytetem powinno być dla niej chronienie tych, których miała pod swoją opieką. Gladiator na swój sposób był jej przeciwieństwem; przebywał z przodu, niedaleko bariery, jak gdyby w razie jej załamania gotów był przyjąć na siebie atak. Może nie było to nawet takie dziwne - kosmita mógł zakładać, że z całej grupy miał największe szanse na odniesienie jak najmniejszych obrażeń.
Jeszcze na okręcie Phoenix wspomniała, że po przyjęciu nowego ciała potrzebowała czasu, aby urosnąć w siłę. W przypadku Jean miała go całkiem sporo, no i zamieszkała w niej w całości, u Rogue natomiast zagościła tylko cząstka tej energii... I to najpewniej dlatego Phoenix Force nie radziło sobie teraz za dobrze. W dodatku walczyło z kimś, kto mógł kontrolować całe otoczenie, być może zaginać prawa fizyki i to również nie ułatwiało sprawy.
Nagle z ciała cesarza oderwały się dwie kolejne wiązki elektryczności, które uderzyły w barierę - obecnie chroniącą już tylko Rogue, Cyclopsa, Nightside i Gladiatora - z jednego i drugiego boku. Wszystkie trzy pozostawały ruchome, jak to energia, przesuwały się raz na lewo, raz na prawo, ale uderzały mniej więcej w te same miejsca. W punktach styku - od których to właśnie rozchodził się płomienie - osłona stawała się grubsza, przez co przerzedzała się na reszcie swojej powierzchni. Nie wyglądało na to, aby miała wytrzymać długo... A na podstawie, na której przebywała grupa, zaczęły się pojawiać wąskie rysy.
-Ha! Z całą swoją mocą, z całą potęgą, strażnik kryształu nie posiada nic, czym mógłby mi się...- głos cesarza, jak wcześniej jego śmiech, nie dobiegał z żadnego określonego kierunku... Lecz jego słowa zostały przerwane, gdy podstawa pod grupą pękła wzdłuż wszystkich rys - a z wgłębień uderzyło jasne, ciepłe i intensywne światło. W następnej sekundzie bariera nagle się wzmocniła i rozszerzyła do tego stopnia, że uderzyła w postać przeciwnika, zmuszając go do cofnięcia się o kilka metrów... Co w jego przypadku przypominało krok.
Kolejne wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. Światło rozsadziło ten fragment powierzchni, rozbiło skałę prosto w pył, lecz coś niewidzialnego utrzymało w powietrzu nawet nieloty. Oczywiście oznaczało to, że cesarz również stracił podstawę, na której opierał swoją manifestację, ale i on w żaden sposób się przez to nie przemieścił. Blask rozprzestrzenił się od dołu, łącząc się z barierą i wsysając ją w siebie, nim uformował ogromną postać ognistego ptaka - o wiele większą od obecnej formy wroga... Który wyglądał na bardzo z tego niezadowolonego.
-Wracasz po więcej? Dostaniesz więcej...- oznajmił pełnym arogancji, ale i złości tonem, tym samym sugerując, że już wcześniej miał okazję walczyć z Phoenixem. Nie zwlekając, cesarz zaczął rosnąć, zauważalnie zbierając energię z otoczenia, która ukazywała się wokół niego pod postacią kolejnych piorunów, spływających do jego "ciała". Mimo to kosmita nie czekał na to, aż osiągnie pokaźniejsze rozmiary, tylko od razu zaatakował ptaka sporym strumieniem - zapewne - elektryczności, posyłając go z wysokości swojej klatki piersiowej. Nim jeszcze energia ta uderzyła w Phoenix Force, płomienie istoty rozbłysły o wiele jaśniej, praktycznie uniemożliwiając obserwowanie starcia... Lecz nie blokując nagłego krzyku cesarza.
Ta niesamowita biel utrzymywała się jeszcze przez kilka sekund, w trakcie których grupa mogła mieć wrażenie, jak gdyby przebywała stale w jednym miejscu - i nie odbierała żadnych szczególnych bodźców z zewnątrz... A już w szczególności dźwięków. Nikt z zebranych nie mógł sobie zdawać sprawy z tego, że wszyscy razem zostali zgarnięci przez Phoenix Force i wyciągnięci z kryształu prosto w przestrzeń kosmiczną... A następnie na pokład znajdującego się w pobliżu okrętu. Phoenix poruszał się jak prawdziwy ptak, uderzając po drodze skrzydłami, zaś przez pojazd po prostu przeniknął, pozostawiając w nim swoich pasażerów i oddalając się w stronę kryształu. Zatrzymał się mniej więcej w połowie drogi między jednym i drugim.

***

Zaczekajcie na post Dura, dostaniecie od niego więcej informacji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Maj 14, 2017 2:26 pm

NPC Storyline - Jinkusu|Kundruniik

Okręt zmienił polaryzację tarcz, wraz z kilkoma innymi ustawieniami, przepuszczając Phoenixa bez problemu. O ile można by sprawdzać czy byt przebiłby tarcze okrętu, o tyle oba "stworzenia" były potrzebne w stanie nienaruszonym, więc eksperymenty nie były wskazane. Gdy grupa pojawiła się wewnątrz maszyny, przywitała ich ciemność. Początkowo. Okręt zapalił oświetlenie dopiero po kilku sekundach. Nie były to standardowe lampy czy lampki. Na dobrą sprawę, maszyna nie wydawała się takich posiadać. Żadnych szczelin, z których mogło wydobywać się światło. Mimo to, zrobiło się jasno.
Pomieszczenie w którym się znaleźli, było dojść pojemne oraz puste. Były tylko jedne drzwi z białym, przygaszonym panelem dotykowym. Ściany, sufit oraz podłoga miały jasno-srebrny kolor, jednak nie świecący. Nie raził ani nie odbijał światła. Miejsce było czyste, jak gdyby przed chwilą wyszła stąd profesjonalna ekipa sprzątająca. Do tego dochodził fakt, że nie było tu nic. Żadnego sprzętu, mebli, zero. Nie mogli wiedzieć, że znajdowali się w magazynie broni masowego rażenia, który aktualnie stał opustoszały. Z oczywistych względów. Zmieściłoby się tutaj kilkanaście, sporych czołgów. Dopiero, gdy wszyscy się pozbierali lub zostali uwolnieni, by móc samodzielnie stanąć na nogach, okręt odezwał się, lecz nie ukazał żadnego avataru.
-Drem Yol Lok. Jesteście bezpieczni.
Odezwał się krótko okręt. Drzwi do pomieszczenia pozostawały zamknięte, z oczywistych względów - bezpieczeństwa. Dopóki nie będzie pewności, że wszystko z nimi w porządku, okręt nigdzie ich nie wypuści. Zwłaszcza, że Phoenix zawrócił na źródło zagrożenia, tak więc kryzys nie dobiegł końca.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wolverine

avatar

Liczba postów : 181
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Maj 17, 2017 11:57 am

Logan puścił się bokiem zza zasłony ognia oddzielającą ich od cesarza. Ten jednak nie poświęcił mu ani krztyny uwagi. Tym samym główny cel tego szaleńczego biegu nie został osiągnięty, bo cesarz ani na minutę nie spuścił oczu z Anny, cały czas bombardując ją kolejnymi atakami wiązkami energii. W ostatecznym akcie desperacji, chąc dać Rouge chwilę oddechu i skoncentrować na sobie uwagę tyrana Shi'ar podbiegł do niego od boku i przeciął jego sylwetkę swoimi szponami.
Niestety to również nic nie dało. Nic, poza przesłaniem wzdłuż metalowych szponów kolejnej dawki bólu, gdy ładunek elektryczny pomknął wzdłuż metalowego szkieletu wokół całego ciała Wolverina. Był już wielokrotnie torturowany poprzez podpinanie do prądu, kilka razy był też celem podobnych ataków. Nie da się do tego przyzwyczaić. Całe ciało momentalnie zaczęło go piec, jakby w jego żyłach zaczął płynąć kwas, a wszystkie mięśnie zacisnęły się w mimowolnym skurczu. Upadł na kolana i walcząc z zaciskiem własnych mięśni w końcu zdołał wbić pazury w skałę odprowadzając ładunek ze swojego szkieletu.
Wycieńczony tym wysiłkiem nie kłopotał się wstawaniem. Ku jego zrezygnowaniu okazało się że cesarz chyba nawet nie zauważył jego działań. Sytuacja nie zapowiadała się szczególnie różowo. Nie mając większych planów odczołgał się od brata Lilandry, zbyt zajętego by poświęcić mu choć cząstkę uwagi.
Gdy wydawało się że sytuacja jest beznadziejna jakieś dziwne światło strzaskało grunt pod ich stopami i Logan swobodnie unosił się w przestrzeni. Była to spora ulga, bo jego poparzona skóra nie miała już kontaktu z podłożem. Szybkie zerknięcie na olbrzymią sylwetkę ognistego ptaka wyjaśniło co się działo. Na próżno Logan rozglądał się jednak za Jakąś obecnością Jean w ognistej aurze. Albo jej tam nie było, albo zjednoczyła się z Feniksem tak bardzo że już nie były rozróżnialne.  
Po chwili rozbłysło białe światło, a gdy odzyskali wzrok znajdowali się wszyscy wewnątrz jakiegoś sporego hangaru. Z braku lepszego miejsca klapnął najpierw tyłkiem na podłogę, a potem położył się na plecach na ziemi oddychając ciężko. Na oczach wszystkich skóra powoli regenerowała się na poparzonej twarzy Rosomaka, jakby ktoś wypełniał przerwy w plastelinie.
- Obiecaj mi Rouge – zaczął dysząc – że następnym razem powstrzymasz mnie jak będę pchał szpony do kontaktu. My... wygraliśmy? Jean? - rozejrzał się po sali, ale nigdzie jej nie widział.
Zaraz potem rozległ się dookoła głos wedle którego byli bezpieczni. Logan tylko prychnął. Jemu to oceniać, jeśli nikt nie ma nic przeciw. Równie dobrze mogła to być kolejna ze sztuczek cesarza, choć nie wyglądało to na jego metody. Do tego gdzie właściwie się znajdowali? Wciąż w krysztale? Na jakiejś odległej planecie?
Pozostawił te pytania komuś innemu. On sam skoncentrował się na zaciskaniu z bólu zębów i powrocie do zdrowia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Czw Maj 18, 2017 1:44 pm

Nie wyglądało to najlepiej. Z każdą kolejną sekundą ich sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, a sam cesarz chyba za punkt honoru wziął sobie rozbicie chroniącej grupę bariery. Wkładał w to coraz więcej mocy, nie było szans na to, by mogli dłużej wytrzymać. Do tego oprócz kolejnych wyładowań uderzających w tarczę doszły pojawiające się na powierzchni pęknięcia. Zupełnie jakby płyta miała niedługo rozpaść się w drobny mak. To oznaczałby już dla nich pewny koniec, gdy stało się coś nieoczekiwanego. Z niejasnych dla Anny powodów ze wspomnianych pęknięć zaczęło wydobywać się światło, a otaczająca ich bariera znacznie się wzmocniła. Wiedziała komu zawdzięczają tą nagłą odmianę losu. Phoenix w całej swej wspaniałej okazałości. Być może mieli jeszcze szansę, może wspólnymi siłami uda im się wygrać. Pomiędzy dwiema istotami wywiązała się walka, której nie dane im było im obserwować. Bijące od Phoenix Force światło było tak jasne, że patrzenie na toczące się wydarzenia było niemożliwe. Rogue otworzyła oczy dopiero, gdy poczuła, że będzie to bezpieczne. Pod nogami poczuła twardą powierzchnię, delikatne uderzenia stopami mówiły, że metaliczną lub podobną. Było ciemno, dopiero po chwili zapaliło się jakieś źródło światła. Logan położył się na podłodze. Nie wyglądał najlepiej, ale humor na szczęście go nie opuszczał.
- A potem i tak zrobisz, co będziesz chciał. – odparła na słowa Logana niemal z automatu. Tyle razy słyszała już podobne słowa z jego ust… Miał szczęście, miał ogromne szczęście, że jego czynnik leczący potrafił zdziałać cuda. Mało kto wyszedłby z czegoś takiego żywy, a jakby tego było mało on niedługo będzie wyglądał tak samo źle jak wcześniej. Zupełnie jak gdyby nic mu się nie przydarzyło. – Wygląda na to, że uratowała nam życie. Ale na jak długo? – to jeszcze nie był koniec walki, nawet się nie łudziła. Ona wciąż tam jest, wciąż próbuje powstrzymać cesarza i moc kryształu przed zagładą całego świata. Być może nie powinna była ich stamtąd zabierać. W ten sposób traciła cenne sekundy, być może tak kluczowe do wygranej, i dawała wrogowi szansę na adaptację. Prawdopodobnie w ten sposób popełniła błąd, lecz Anna była jej wdzięczna. W duchu dziękowała Jean za to co zrobiła i miała nadzieję, że kiedyś będzie miała szansę zrobić to osobiście. W ten czy inny sposób. Dopiero teraz zaczęła też zastanawiać się, gdzie w ogóle ich odstawiła. Z pewnością był to statek kosmiczny, ale czyj? Kto w takiej chwili odważyłby się pchać w pobliże kryształu? Jeśli wciąż tam byli. Teraz także zwróciła uwagę na to, że oprócz nich w pomieszczeniu nie było nikogo i niczego innego. Żadnego sprzętu, żadnych mebli, poza tym było niezwykle czysto, jakby ktoś przygotowywał się na ich przybycie i specjalnie to miejsce wysprzątał. Ale przecież nikt nie mógł mieć pojęcia o tym, że za chwilę na pokładzie jego statku wyląduje grupa mutantów i nie tylko. Nikt jednak nie przybył im na spotkanie, więc może jednak nie zdawano sobie sprawy z ich obecności? Miała podejść do jedynych widocznych drzwi, spróbować je otworzyć, ale wtedy usłyszeli czyjś głos. Znów obrzuciła wzrokiem całe pomieszczenie, lecz oprócz nich nadal nikogo tu nie było. Czyli można było założyć, że ich rozmówca przemawiał przez interkom lub był jakąś formą SI, podobną do tej, z której korzysta na przykład Stark. Zerknęła na Gladiatora i Nightshade, samym wzrokiem jakby pytając, czy to wnętrze nie wydaje im się znajome.
- Kim jesteś i gdzie tak w ogóle się znajdujemy? Co z Jea… - w tym momencie zawahała się i ugryzła w język. Ten ktoś pewnie nie miałby pojęcia, że chodzi jej o osobę, w której zagościł potężny kosmiczny byt. – Możesz nam powiedzieć, co z Phoenix? Próbowaliśmy powstrzymać zło czające się wewnątrz kryształu, lecz wygląda na to, że zostaliśmy stamtąd wyciągnięci właśnie przez nią. Wróciła tam? – właściwie Rogue nie miała co do tego wątpliwości. Istota już wcześniej wspominała przecież, że jej celem jest powstrzymanie zagrożenia, nawet kosztem własnego życia. Należało więc myśleć, że nie zaniechała tego planu i wciąż tam jest, wciąż walczy. No dobrze, ale co z nimi? Pozwolą im wrócić do domu, mają wobec nich inne plany? – I co zrobisz z nami? – rzuciła w przestrzeń dłońmi wskazując na siebie i towarzyszy. W głowie krążyła jej pewna myśl. Oby tylko nie wpadli z deszczu pod rynnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cyclops

avatar

Liczba postów : 141
Data dołączenia : 25/02/2013

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Maj 21, 2017 8:30 am

Scott schował się za osłoną, gdy wiązki elektryczne uderosłonw ich stronę.
Wiedział, że jeśli ich przeciwnik będzie ciągle uderzał w barierę wytworzoną przez Phoenix wreszcie może się przebić.
W tym momencie Logan jak zwykle dał ponieść się emocją i wybiegł na przeciw wrogowi.
Nie wiele to pomogło, a wręcz przeciwnie.
Nie dość, że poważnie bardzo oberwał, to nie zrobił żadnej krzywdy przeciwnikowi.
W tym momencie wydarzyła się bardzo dziwna rzecz. Moc, którą miała Jean przybrała wygląd ognistego ptaka i uniosła wszystkich w powietrzu, a następnie wyciągnęła z kryształu i przetransportowała na statek, który nie wiadomo skąd się tu wziął i dlaczego nie został wciągnięty do wnętrza.

Cyclops będąc już w środku statku szybko się rozejrzał czy nikogo nie brakuje i gdy zobaczył, że nie ma Jean wiedział już, że jeśli nawet tam jest to i tak nie da się wyciągnąć i wrócić z resztą mutantów.

Jedyne co chciał to wrócić na Ziemię i zająć się zbieraniem informacji na temat tego kosmicznego bytu, który połączył się z Jean.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3840
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Nie Maj 21, 2017 12:43 pm

Podczas gdy X-men zbierali się do kupy, Gladiator w pierwszej kolejności poderwał się w powietrze, najwyraźniej lepiej czując się w locie, a zaraz potem uniósł dłoń... I gest ten skierował najpewniej do Nightside, która - pomimo przebywania w swoim mroku - musiała być tego świadoma. Być może mężczyzna nakazywał jej się z czymś wstrzymać, na Ziemi pewnie tak najłatwiej byłoby zinterpretować jego gest... Ale kto wie, może dla Shi'ar oznaczał coś innego. Tak czy siak, czarna plama rozlała się przy podłodze, rozciągnęła się na wysokość prawie metra i długość około dwóch, wyginając się przy tym w lekki łuk. Znajdowała się w pobliżu Logana i wyraźnie biło od niej zimno.
Kiedy tylko Rogue skończyła zadawać swoje pytania - nastąpiła na nie praktycznie natychmiastowa reakcja, choć raczej z innego źródła, niż grupa się tego spodziewała. Wszyscy jednocześnie ujrzeli przed sobą nagłą eksplozję płomieni, intensywnych, lecz zajmujących tak naprawdę niewielką przestrzeń... Bo o średnicy trochę przekraczającej metr. Jej centrum znajdowało się mniej więcej na wysokości głowy przeciętnego człowieka, przez co większości wygodnie było obserwować zjawisko.
-Cesarz okazał się silniejszy, niż przypuszczałam- rozległ się kobiecy głos, który brzmiał prawie jak Jean... Lecz nie do końca. Zdawał się być w jakiś sposób zwielokrotniony, przyozdobiony subtelnym echem, niczym prywatnym chórkiem. Podczas gdy mówił, ogień zaczął się formować; na początek z jego zbiorowiska wykształciły się skrzydła, które jednak - po rozłożeniu się - płynnie przeszły w odwzorowanie opadających do tyłu i na boki włosów. Spomiędzy nich wyłoniła się twarz, najpierw prosta, lecz prędko nabierająca coraz więcej znajomych i charakterystycznych cech.
-Nie pozwalał mi pomóc, lecz teraz... Nie rządzi dłużej kryształem. Wracajcie do domu, a ja zajmę się resztą. Już wiem jak- po tych słowach płomienie nagle się rozproszyły i zanikły zanim jeszcze weszły z czymkolwiek w kontakt. Pożegnania miały miejsce wcześniej; czas uciekał i z każdą chwilą sytuacja stawała się gorsza dla wszystkiego, co było przyciągane... A siła kryształu rosła.
Rzecz jasna grupa nie była w stanie tego stwierdzić, lecz na zewnątrz ognisty ptak znów ruszył przed siebie, czyli w stronę źródła problemu. Prędko do niego dotarł i opatulił go swoimi skrzydłami, tym razem nie wkraczając do środka natychmiast, tylko podchodząc do sprawy o wiele ostrożniej. Phoenix powoli starał się porozumieć z kryształem...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1611
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   Sro Maj 31, 2017 3:05 pm

NPC Storyline - Jinkusu|Kundruniik

Okręt początkowo nie wykazał żadnych gestów świadczących o pozytywnym lub negatywnym podejściu, względem pasażerów, którzy pojawili się na pokładzie. Drzwi nadal pozostawały zamknięte, choć dlaczego, miało się zaraz wyjaśnić. Co prawda Gladiator powstał pierwszy, jednak nie podjął się zadania żadnych pytań lub żądania odpowiedzi. Uczyniła to natomiast Rogue. Odpowiedź padła natychmiast, choć nadal, głos wydobywał się znikąd. Nie pojawiła się żadna istota, z którą można by podjąć kontakt.
-Jestem Kundruniik z floty Imperium Crathygtanskiego. Znajdujecie się na krążowniku klasy Urkyn'Vareis. Jestem jednym z niewielu okrętów, zdolnych wytrzymać bezpośredni kontakt ze zniszczeniami, generowanymi przez kryształ.
Była to jedyna odpowiedź, jaka padła. Na pytanie dotyczące Phoenixa, okręt nie musiał odpowiadać, gdyż zainteresowany sam pojawił się oraz udzielił potrzebnych wyjaśnień. Tutaj, krążownik pozostawił ciszę, nie komentując sprawy. Nie uznał tego, za potrzebne. Kiedy więc płomienie zniknęły, pozostała kwestia zamkniętych drzwi do pomieszczenia, w którym się aktualnie znajdowali.
-Dostałem rozkaz przerzucenia waszej grupy, na Ziemię. Ze względów bezpieczeństwa, nie mogę tego uczynić tak długo, jak długo wasza kompanka pozostaje w swej zmienionej formie, utrzymując wewnątrz siebie pasażerów.
Wyjaśnił okręt, kierując się tutaj bardzo zrozumiałym zasadami. Skoro był jednostką wojskową, nie mógł pozwolić sobie na różne mniej lub bardziej znane twory, poruszające się wewnątrz jednostki. Nawet, jeśli byłby w stanie je utylizować. Utrzymanie bezpieczeństwa stanowiło priorytet. Dlatego też, drzwi pomieszczenia rozsunęły się oraz zniknęły wewnątrz ścian w momencie, w którym Nightside powróciła do swej naturalnej formy, a przede wszystkim wypuściła tych, których aktualnie chroniła. Gdy to się stało, okręt odezwał się ponownie.
-Lilandra Neramani. Witam w imieniu Imperium. Podróż nie zajmie długo, dlatego proponuję udać się do centrum dowodzenia, wraz z kompanami. Wskażę drogę.
Wyjście z pomieszczenia pozostawało otwarte. Prowadziło centralnie na korytarz, przypominający tą samą salę, tylko węższy w wymiarach. Poza tym, wysokość sufitu pozostała bez specjalnych zmian. Nadal więc nie było problemem, by poruszać się poprzez lewitację. Zarówno jedna, jak i druga forma transportu, nie różniły się w odczuciu grawitacji wewnątrz okrętu. Szlak podróży, został oznaczony małymi, niebieskimi światłami, migającymi na środku drogi. Okręt oszczędził im niepotrzebnych teleportacji, by nie wywoływać dodatkowych emocji. Podróż korytarzami okrętu, nie trwała długo. Ot dwie-trzy minuty. Co jakiś czas, otwierały się nowe drzwi, przepuszczając ich do dalszej sekcji korytarzy. Gdy grupa przez nie przechodziła, drzwi się zamykały. Wszystkie przejścia, przez które nie mieli przechodzić, pozostawały zamknięte, bez wyjątków.
Ostatecznie, zostali doprowadzeni do miejsca docelowego. CIC, czyli Command & Control. Drzwi do wejścia rozsunęły się na boki, ujawniając niemalże puste pomieszczenie, zbudowane na planie koła. Było ono średnich rozmiarów, idealne by pomieścić kilkanaście osób, jednak nie znaleźć przy tym nic, do roboty. Po wejściu wszystkich - lub najważniejszej części - pomieszczenie ożyło. Nie chodziło o zapalenie się świateł, gdyż pokój pozostawał oświetlony od początku. Zmienił się natomiast jest wygląd. Ściany zaniknęły, a wszystko dookoła spowiła pustka kosmosu. Było to dość nagłe i niespodziewane, jednak natychmiast dało się zrozumieć, że nikt nie znalazł się w przestrzeni kosmicznej. Grupa nadal pozostawała na okręcie, co dało się potwierdzić drzwiami prowadzącymi teraz na korytarz, gdzie wspomniany korytarz, był jeszcze widoczny. By poprawić doznania, drzwi zamknęły się, pozostawiając się tylko widok tego, co znajdowało się dookoła maszyny. Można było swobodnie rozglądać się oraz przejść po pomieszczeniu, gdzie przy zbliżeniu do ściany, jednostka ostrzegała, że kończy się miejsce do poruszania, za pomocą lekkiego błysku. W normalnych warunkach, CIC posiadało wyznaczony na środku punkt, przeznaczony do przejęcia kontroli poprzez połączenie z jednostką. W tym wypadku, całość pozostawała zamknięta, gdyż nikt z tu obecnych nie posiadał uprawnień, do przejęcia kontroli nad maszyną.
-Wykonam skok do układu słonecznego Ziemi.
Ostrzegł Kundruniik, nie chcąc zaskoczyć pasażerów kolejną zmianą otoczenia. A sama zmiana była dość widoczna. Po nagłym skoku, z totalnej pustki, zrobiło się nieco jaśniej oraz bardziej kolorowo. Efekt skoku był dość prosty. Krótki błysk, bez dodatkowych efektów, ładowania systemów czy przeliczania trasy. Po prostu nagle skoczyli i znaleźli się w całkowicie innym miejscu. Nie był to lot nad świetlny czy nad przestrzenny. Okręt po prostu przesunął się wewnątrz rzeczywistości, z punktu A do punktu B, nie dając przy tym żadnej wskazówki na temat tego, jak to uczynił.
Na ścianach zaczęły się pojawiać dodatkowe informacje, oznaczenia dotyczące położenia czy ludzkie nazwy planet. Okręt znajdował się teraz niedaleko Saturna, w odległości pozwalającej spojrzeć na niego w ten sam sposób, jak z ziemi patrzy się na księżyc. Jednym z zaznaczonych punktów, był przerywany, niebieski kwadrat, który widoczny był jedynie przy własnych krańcach. Ustawiony był w kierunku Ziemi, a podpisany, jako "Flota 818". Chwilę później, na frontowej ścianie, wyświetlającej obraz, pojawił się obraz transmisji. "Zdjęcie" OKRĘTu klasy Jinkusu Titan. Jednostka została podpisana jako okręt dowodzenia, a nazwa okrętu brzmiała "Vahlokrozoortah".
-Nieznana jednostka, tutaj Tytan Vahlokrozoortah, 818-ta flota CORE. Zidentyfikuj się oraz podaj cel podróży.
Odezwał się głos, a wypowiedź została puszczona przez "głośniki", by pasażerowie mogli odczuć, jak wygląda nawiązanie kontaktu pomiędzy jednostkami floty. Po chwili, pojawiły się dodatkowe dane, jak chociażby holograficzny układ floty 818-tej. Na hologramie, dało się dostrzec rozmieszczenie okrętów, w tym dwa, bardzo wyróżniające się okręty Jinkusu Titan. Miały one 220 km długości, przez co pozostałe okręty, jak chociażby cztery Ginun-In Supercarriery (4,8km), wyglądały na dość małe jednostki. Okrętów łącznie było około pięćdziesięciu, mieszając jednostki bojowe z transportowymi oraz logistycznymi. Odnaleźć można było pancerniki, krążowniki, maszyny logistyczne. Informacja ta nie była w żaden sposób tajna, dlatego była pokazywana.
-Vahlokrozoortah, tutaj Urkyn'Vareis Cruiser Kundruniik, CORE Emergency, grupa 501. Transportuję pasażerów na planetę "Ziemia" wraz z przedstawicielami imperium Shi'ar.
-Kundruniik, CORE Emergency Grupa 501, przyjęto. Wysyłamy Lambdę 5 jako eskortę. Stay safe, out.
Po tej rozmowie, kanał został zamknięty, a okręt ruszył przed siebie, zaznaczając przy tym dodatkowe 12 myśliwców klasy Nahkriid, które wystartowały z pokładu jednego z supercarrierów, a następnie przechwyciły krążownik i weszły z nim w formację. X-Meni mogli nie posiadać takiej wiedzy, jednak Shi'ar mogli domyślać się, że chodzi o eskortę honorową, która towarzyszy jednostkom transportującym VIPów. Krążownik ruszył dalej, naznaczając na niebiesko Ziemię - czyli cel podróży. Czas do celu, podał jako dwie minuty. Była więc chwila, na rozmowę, prośby czy ewentualne instrukcje dla wszystkich znajdujących się tutaj osób.

[zt wszyscy, kontynuacja -> Ziemia]

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pierwsza planeta   

Powrót do góry Go down
 
Pierwsza planeta
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Pierwsza planeta
» Planeta Sin
» Siostrzana miłość - czyli która pierwsza rzuciła jedzeniem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna-
Skocz do: