Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kryształowy Łuk

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Kryształowy Łuk   Pon Cze 26, 2017 9:45 pm

First topic message reminder :


Wbrew nazwie to nie jest rodzaj łuku, a świątynia. Dosyć sporej wielkości zresztą, gdyż przed nią wystawione są znaki kilkunastu innych kultów z czego wynika, że każdy znajdzie tu swój kącik. Budynek wygląda jak blok z jasnego kryształu. Sądząc po rozmiarach niegdyś to mógł być jakiś pałac lub dworek.
Korytarze są zadbane i czyste, a oświetlają je lampy zrobione z czerwonego kryształu. Wewnątrz jest masa korytarzy, a znaki wskazują drogę do konkretnych świątyni. Poza nimi jest tu jeszcze sekcja administracyjna, gdzie składa się chociażby wnioski o przyznanie przestrzeni na użytek religijny.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Pią Sie 31, 2018 9:09 am

Czy nie będą wracać do tego miejsca? Nie można być tego pewnym, bo o ile sama Jen pewnie miałaby problem z powrotem, to kto zabroni jej udać się do bardziej mistycznych sojuszników, którzy wspomogą druida? Bardziej technologiczni sojusznicy mogliby tu mieć problemy, bo nie wiadomo jak zachowa się tutaj zaawansowana elektronika.
Lvelias powędrował do swojej pracownik, by rozpocząć przygotowania do zbadania sygnatury stworzenia w busoli. No miał troszkę twardy orzech do zgryzienia, bo obecność duszy Nathana troszkę utrudniała sprawę i cały proces zajmował przez to znacznie więcej czasu. Najpierw trzeba było zebrać dane, a potem połapać się, które elementy należy wyrzucić z równania, ale przynajmniej dzięki temu dostrzegł jedną rzecz. Musiał działać bardzo szybko, bo dusza człowieka była przez to coś plugawiona. Nie tyle pożerana, co infekowana tą mroczną energią poprzez samo przebywanie tuż obok nawet nieaktywnego stwora. Był to wyścig z czasem, a wypuścić to coś z busoli nie musiało być dobrym pomysłem. Nie wiadomo jak zareagują gospodarze na wpuszczenie zagrożenia na teren święty.
Tymczasem Jen poszła się odświeżyć i nie byłoby w całej czynności nic specyficznego, gdyby nie wrażenie, że coś ją obserwuje. Ilekroć się odwracała, by sprawdzić czy coś za nią nie idzie uczucie znikało. Jakby była to zabawa w ciuciubabkę, tylko w bardziej strasznej wersji w przypadku korytarzy oświetlanych tutejszymi pochodniami. Zawsze znalazłby się jakiś róg, który jest słabiej oświetlony i może wydawać się, że coś tam czeka. Czy byłyby to zalążki paranoi gdyby tak myśleć? Może tak, a może po prostu ostrożność.
Jak już Jen się pojawiła w pracowni, druid dalej dłubał przy swoim zaklęciu. Wyglądało nawet, że ma to całkiem sporą szansę powodzenia, by otworzyć taki portal i udawać sygnaturę energetyczną stworzenia zamkniętego w busoli. Chociaż pewnie dla osób obdarzonych magicznie, nie byłoby to zbyt przyjemne. Trochę jak wylanie wiadra pomyj tylko po to, by wczuć się w jednego z mieszkańców slumsów.
Niemniej teraz i Lvelias coś wyczuł. Za oknem pracowni, przemknęło coś czarnego bardzo szybko. Może tutejszy ptak albo jakiś nietoperz? Było to dosyć duże, bo na moment zasłoniło okno i poruszało się dosyć szybko, ale zdecydowanie nie było ani żywe, ani też martwe. Po prostu tam było. Kręciło się wokół pracowni, najwyraźniej również ignorując ściany jeśli przyjrzeć się uważniej ruchom.


_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 214
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Nie Wrz 09, 2018 5:12 pm

Cóż, o tym co się działo z Nathanem, można powiedzieć wiele. Nie czuł świata zewnętrznego, nie czuł jak cokolwiek z zewnątrz go dotyka.
A jednak, był sam w busoli, zamknięty. Chociaż zamknięty to złe określenie. W chwili gdy wydarto jego duszę, Nathan zaczął widzieć świat jako jakieś dziwne miejsce, pulsujące wszędzie. Widział jakieś prądy energii, widział w końcu wszystko. Można by wręcz powiedzieć, stał się wielowymiarowy...
A równocześnie... Nie widział czegokolwiek. Potem zaś, jego dusza wylądowała w busoli, a z samego widzenia wielowymiarowego, zapamiętał tylko ból mózgu chcącego to wszystko zrozumieć.
I tak oto cyborg wpadł w serię ucieczek i uników przed głodnym stworzeniem. Czy czym było to coś, co chciało Sly'a dla siebie.
Ale pobiegliśmy za bardzo do przodu. Bowiem Nathan w tej chwili znajdował się w jakimś... Najlepszym określeniem na to byłoby powiedzieć, że miejscu. Dlaczego? Bowiem poza pewnym obszarem, była tylko ciemność. Podłogę pokrywał jakiś mętny dym, jeden z tych, które zazwyczaj stosujesz na scenie. Ważnym jednak było to, że nie był tutaj sam.
O czym boleśnie uświadomił mu hak, który przejechał po plecach najemnika. Przekleństwo które wydarło się z ust Sly'a nie nadaje się do przepisania, bowiem też ciężko określić, co to było. Coś pomiędzy okrzykiem bólu, przekleństwem, a rykiem ranionego zwierza.
Szybka orientacja o pomieszczeniu? Jakaś istota z łańcuchami. Która uśmiechała się demonicznie i wyraźnie pragnęła Sly'a.
~Była ze mną ta zielonowłosa. Lvelias na pewno się już zorientował... oj druidzie, lepiej żebyś mnie jakoś z tego wyciągnął.~Przemknęło przez głowę mężczyzny, gdy odskakiwał przed kolejnym hakiem. Mniej więcej w tym samym momencie zdał sobie sprawę, że jest nagi. Żadnego pancerza, tylko jego skóra, kości i mechaniczna ręka.
Która chyba była niepojęta dla stworzenia... Co można wykorzystać. Uszkodzenie obwodów tutaj... Raczej nie był na tyle nieprzytomny, żeby go gdzieś przeniosło. Więc był w ogóle w jakimś dziwnym miejscu typu projekcja alternatywnej rzeczywistości.
~Dobra stary, to jest mocny sprzęt. Pierwszy lepszy szajs nie rozbije tej ręki~Przemknęło przez głowę najemnika.
Dlatego następny rzut hakiem wziął na rękę, pozwalając mu się w nią wbić. Gwałtownie okręcił łańcuch wokół cybernetycznej kończyny łańcuch i zaczął ciągnąć.
-Nie zamierzam być posiłkiem-Warknął, obserwując stworzenie. Przy okazji znowu kopnął druida, żeby łaskawie się pośpieszył i go jakoś stąd wyciągnął.
A jeśli łańcuch jakoś negatywnie zaczął oddziaływać na samego Sly'a, nie pozostało mu nic innego jak go puścić i wrócić do uników...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sob Wrz 22, 2018 8:17 pm

Lvelias przez dłuższą chwilę tak zaabsorbował się na swojej rzemieślniczej pracy, że nie dość że na dłuższą chwilę zaniemówił, co było do niego wręcz niepodobne, to jeszcze nawet nie zauważył że Jenn wyszła z pomieszczenia. Miał zresztą o wiele bardziej interesujące rzeczy przed swoim wzrokiem, niż jakiś głupi świat rzeczywisty. Mimo iż powierzchownie i nie tylko wydawał się być roztrzepanym dziwakiem, to praca pozwalała mu mentalnie skupić się i wyciszyć. Powrócić niejako do czasów sprzed klątwy chaosu, kiedy był jeszcze spokojnym pilnym uczniem w na terminarzu u innych druidzkich mistrzów.
Zajęło mu chwilę odkrycie co się dzieje z duszą Slya w tym momencie w busoli. Był tego jedynie niestety powierzchownie świadom, bo docierały do niego tylko echa energii emanujące przez aparaturę z artefaktu. Przypominało to trochę relację sąsiadki z meczu, który właściwie to oglądał jej mąż u kumpla jakiś tydzień temu. Niemniej, był tego świadomy. Najemnik stawiał opór, lecz nie był w żaden sposób doświadczony w przeciwstawianiu się spaczeniu. Druid bał się że zwycięstwo mroku może być tylko kwestią czasu. Postarał się wesprzeć człowieka oddając mu odrobinę swojej energii. Niewiele, żeby wciąż być w formie prowadzić dalej rytuał, ale w skali małej busoli nawet taka mała ilość mogła być znacząca. Nie był pewien w jakiej formie dotrze ona na miejsce, ani jak najemnik właściwie z niej skorzysta, ale liczył na to że da mu przynajmniej szansę walki.
A przynajmniej trochę czasu.
Nie mógł poświęcać Sly'owi więcej czasu, bo zajmowały go przecież inne rzeczy. To w jaki sposób dusza najemnika poddawała się spaczeniu samo w sobie było bardzo interesujące. Druid starał się jak najbardziej zrozumieć i nauczyć tego zjawiska, żeby później mógł w podobny, choć kontrolowany sposób zmienić aury towarzyszy w istoty cienia. Oczywiście tylko powierzchownie. Na tyle by umożliwić im podróż przez barierę. Przeszedł się do biurka obok capnął kolejną część aparatury i ustawił pod kątem tak by móc robić dwie rzeczy jednocześnie. Całe szczęście że rejestrator aur pracował w miarę samodzielnie. Druid musiał tylko co jakiś czas odrzucać, lub zapisywać kolejne odkrywane przez niego sygnatury i minimalnie go przekalibrowywać w międzyczasie.
Badania zajęły mu jeszcze chwilkę, gdy nagle jego magiczny zmysł zabił na alarm. Rozejrzał się odruchowo po pomieszczeniu, ale pozornie nie zobaczył nic dziwnego. Jennifer stała jak dotychczas i wyglądało na to że nic się nie zmieniło. Dopiero gdy kształt wielkości konia zasłonił światło klejnotu na zewnątrz, Lvelias zrozumiał z czym mają do czynienia. Jakaś cholera, być może wysłannik owieczki z lasu, przyszła się z nimi zabawić. Wyjątkowo nieroztropnym było jednak niepokoić utalentowanego maga w dobrze wyposażonej pracowni magicznej. Z masą gotowych pentagramów, składników i artefaktów pod ręką.
Szybko dostosował swój wzrok do widzenia aur magicznych w okolicy. To pozwalało mu na śledzenie ruchów stwora nawet gdy nie pokazywał się za oknem. Sądząc po jego ruchach, tylko się z nimi bawił, bo fizyczne przeszkody nie stanowiły dla niego problemu. Widocznie kołował wokoło ich pomieszczenia zwyczajnie przechodząc przez ściany w budynku. Druid wykorzystał więc to, co pracownia miała do zaoferowania aby otoczyć pomieszczenie barierą. Z pozoru miała to być zwykła bariera broniąca wstępu niepowołanym do środka i na taką też wyglądała dla magicznego oka. Tak naprawdę druid chciał tylko zmienić przeciwnika i zmusić go do próby sforsowania jej. Wpadłby tym samym w pułapkę, bo tak naprawdę była to zasłona, po przekroczeniu której istoty niematerialne były gwałtownie kotwiczone do świata rzeczywistego. Na ogół doświadczenie przynajmniej na jakiś czas osłabiało zakotwiczone w ten sposób byty, które chwilę musiały dostosowywać się do nowych warunków. No i sprawiało że stawały się podatne na pięści hulków.
- Daj mi dwie minuty! - krzyknął do She-hulk, która widocznie też zauważyła już że coś się święci i wrócił do stołu pośpieszyć się z badaniami - No, z pięć i pół... - odpowiedział jeszcze plecami do niej. Tak naprawdę nie był pewien czy zajmie mu to więcej czy mniej, ale dobrze jest dawać ludziom cel do którego mogą dążyć. Poczucie celu utrzymuje morale.
Wolał się jednak samemu pośpieszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Czw Paź 04, 2018 2:57 pm

Dobra wiadomość była taka, że wbrew obawom nie cierpiała na paranoję. Zła, że - o ile oboje nie przeżywali właśnie zbiorowej halucynacji - tuż za ścianami pracowni coś na nich czyhało. I ewidentnie bawiło się z nimi w kotka i myszkę. Jak coś takiego zdołało przedostać się za nimi do pilnie strzeżonego miasta, pozostawało tajemnicą, ale było to pytanie, które należało zadać później.
Jen rzuciła tylko okiem na druida, upewniając się, że też widział ciemny kształt przemykający za oknem. Bez zbędnego ociągania przemieniła się w hulka, napięła na próbę mięśnie i strzeliła kostkami obu dłoni i karku. Nie zamierzała narzekać na odrobinę rozrywki przed dalszą wyprawą. Co więcej, zaczynało jej być wszystko jedno z czym przyjdzie jej walczyć, dopóki mogła bezpiecznie wyładować narastający stres i agresję. "Bezpiecznie" było tu oczywiście pojęciem względnym...
- Chyba powinniśmy ostrzec kapłanów, że coś próbuje wedrzeć się na teren świątyni. Poszłabym, ale prędzej padnę, niż zostawię cię tu z tym czymś. Mam nadzieję, że sami się zorientują, zanim zaczną obarczać nas winą za ewentualne zniszczenia - powiedziała z przekąsem, usiłując śledzić spojrzeniem ruchy tajemniczego przeciwnika.
Jeszcze zanim Lvelias wzniósł magiczną barierę, ustawiła się w pozycji bojowej, zasłaniając sobą elfa, jego drogocenny sprzęt i nieprzytomnego (nie potrafiła zmusić się do myślenia o nim jako martwym) Sly'a. Gdy tylko ktoś lub coś spróbuje przekroczyć barierę, napotka jej gotowe i chętne do działania pięści.
- Pięć minut? Jasne, żaden problem - mruknęła. - Pożongluję nim chwilę. Może jeszcze jakiś numer taneczny? Cholera, mogę nawet coś zaśpiewać, jeśli dzięki temu wreszcie się stąd wydostanę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sob Paź 20, 2018 6:59 am

Zdecydowanie najemnikowi przydałaby się pomoc, bo walka ze spaczeniem na jego własnych warunkach była znacznie trudniejsza. Zwłaszcza, gdy nie było się doświadczonym w tych magicznych bzdurach, a przeciwnik należał do tych mistycznych. W sferze duchowej zasadniczo to nie miało znaczenia czy w prawdziwym ciele ręka jest sprawna czy nie, dlatego też cały „osprzęt” Slya był sprawny. Mógł się tylko zastanawiać co właściwie się stanie jeśli tutaj go coś zaboli. Hak oplótł się wokół jego ramienia, zresztą na to chyba liczyło monstrum, które zaraz wyciągnęło drugi hak i również nim cisnęło. Atak jednak odbił się od czegoś co pojawiło się na środku tej przestrzeni, w której walczyli. Światło, które było niewielkim wsparciem od druida okazało się kijem. Właściwie to laską podróżną, ale na tyle długą by móc kogoś nią obłożyć lub komfortowo nią walczyć.
Natomiast co do samej pracy druida to stworzenie takiego zaklęcia było czasochłonne, ale stosunkowo wykonalne. Miał wzorzec, odpowiednie narzędzia ku temu oraz doświadczenie. Nawet jak ktoś mu przerwie pracę to zawsze może do niej wrócić później w lepiej wyposażonej pracowni lub dokupić sobie na jakimś magicznym targu przedmioty i powtórzyć eksperyment.
Pomysł z barierą był całkiem niezły. W zasadzie to stworzenie chyba na początku myślało, że właśnie to ma być jakaś forma ochrony, dlatego okręciło się wokół niej kilka razy zanim przystąpiło do ataku. Przed samym atakiem można było zauważyć jak to coś właściwie wygląda, a wyglądało dosyć specyficznie. Przypominało trochę kozła zmieszanego z wilkiem w formie dymu. Czyli taki wilk z pyskiem, długimi kłami oraz rogami i specyficznymi uszami. Do tego całość jakby utkana z dymu. Gdy kozłowilk wbił się w barierę, przeszedł przez nią tak jak było to planowane. Stał się materialny i upadł na posadzkę ciężkimi łapami. O dziwo nie miał kopytek jak to koza, ale normalne wilcze łapy z pazurami. Był wielkości konia i właśnie szykował się do skoku w stronę Jen. Wycofał się o krok i wyskoczył z pazurami oraz obnażonymi kłami. Chociaż przynajmniej teraz to stworzenie były materialne.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 214
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Pon Paź 29, 2018 5:33 pm

-Szlag. To chyba było w planie...-Mruknął Sly, instynktownie się uchylając przed rzutem drugim hakiem.
Błysnęło, huknęło, dupnęło- słowem, coś się nagle stało, co odbiło rzut drugim hakiem. Gdy oczy Nathana powróciły do normalnego stanu sprzed błysku światła, ukazała się laska podróżna.
-Aż tak stary to ja nie jestem...-Powiedział Renko, zrzucając z siebie gwałtownie łańcuch który oplótł jego ramię. Pochwycił laskę w swoje dłonie, niemal dosłownie do niej doskakując.
~Czas przejąć inicjatywę~ Przemknęło mu przez głowę. Zaczął okrążać swojego przeciwnika, cały czas zmniejszając dystans. Miał dwie opcje- poczekać na atak przeciwnika i doskoczyć, albo zmniejszać dystans powoli.
Opcja pierwsza wyglądała ładniej.
Zatem pierwszym co trzeba było zrobić, to uniknąć kolejnego skoku hakiem. Gdy tylko do tego doszło, gwałtownie doskoczył do przeciwnika.
Problemem był drugi hak, ale tutaj Renko postanowił pojechać na śliskim śledziu zwanym "szczęśliwe zaskoczenie".
Pierwszy cios wyprowadził laską w brzuch. Jeśli to coś ma przeponę- świetnie. Jeśli nie ma- chociaż wytraci równowagę. Grunt, że kij ciut niezgrabnie nie poprzestał na tym, a w połączeniu z krokiem naprzód (jeśli pierwszy cios sprawił, że spaczenie się cofnęło) uderzył ciosem zza głowy. Celem był kark lub głowa. Grunt to sprowadzić cel na ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Pon Paź 29, 2018 9:25 pm

Gdyby druid wierzył w takie dyrdymały jak "planowanie" mógłby rzec, że wszystko szło zgodnie z planem. A tak, kolejna radosna improwizacja toczyła się powoli w obiecującą dla większości zebranych. Większości z wyjątkiem przedziwnego kozłowilka, któremu druid starał się poświęcać tak mało uwagi, jak tylko było to możliwe w obecnych warunkach.
Wyglądało na to że Nathanowi udało się minimalnie spowolnić wpływ spaczenia, kupując dla druida, a tym samym dla siebie, trochę czasu. Tak samo ścigająca ich bestia chyba nie doceniła przeciwnika i wpadła w szybko postawioną pułapkę. Całe szczęście że od razu zainteresowała się Jennifer, bo gdyby od razu skoczyła na druida byłoby zapewne mniej różowo. W takich chwilach elf odwoływał w duchu wszystko co zawsze wygadywał o Daanan, którzy najwidoczniej czuwali jednak nad jego duszą.
Ten błogi stan rzeczy mógł szybko ulec zmianie, więc jeśli druid miał chwilę wolnego w międzyczasie rytuału przygotował dla siebie i okolicznej aparatury kolejne zabezpieczenie. Przygotował prostą iluzję, która zatrzyma jego obraz w miejscu, a sam przepchnie całe stanowisko wgłąb rogu sali. Była to wręcz biedna iluzja. Druid nigdy nie był ekspertem w tej dziedzinie, a gdyby nie dostępne wokoło komponenty nigdy nie udałoby mu się postawić jej tak szybko. Urok nie poruszał się, był po prostu zamrożonym w czasie obrazem, ale w ferworze walki łatwo można było pomylić go z pochylonym nad badaniami i skupionym uczonym.
Gdy już przestawił cały sprzęt skupił się znów na pracy. Nie chciał dłużej marnować czasu, jaki kupowali mu towarzysze. Ze wszystkich sił starał się nie rozpraszać odgłosami łamanych mebli i trzaskanego szkła. Co jakiś czas oczywiście monitorował rozwój wydarzeń, ale nie robił tego nader często.
Jeżeli rytuał dobiegł wreszcie końca druid pośpiesznie upewnił się że wszystko jest na miejscu, a potem od razu zabrał się do roboty. -No to jedziemy!- Otworzył portal za barierę, przestroił aurę Jenn i Sly'a, tak by pasowały do cienistych stworów, zamknął ich w busoli i z całym inwentarzem przerzucił przez barierę. Było to bardzo ryzykowne, ale tytułu "szalony druid" nie rozdają na byle uczelni. Do teleportacji użył busoli Jennifer, tak więc powinni wylądować w miejscu z którego przybyła na wyspę. Do tej pory do transportu po okolicy Lvelias używał swojego artefaktu, tak więc w przypadku Jenn, wczytał po prostu ostatnie używane współrzędne skoku, gdziekolwiek by nie prowadziły. Po dotarciu na miejsce She-hulk powinna znaleźć przy sobie notatkę z adresem Stephena Strange'a i instrukcjami w jaki sposób mógłby udzielić Lveliasowi pomocy z sanktorum.
Jeśli wszystko przebiegło zgodnie z planem, znalazł się sam na sam w pomieszczeniu z bestią. Nie marnował czasu na danie się jej połapać co się właściwie dzieje, tylko podbiegł do najbliższego okna i z impetem przez nie wyskoczył. Nie był pewien które to właściwie piętro, ale spadając przemienił się w ptaka i wylądował na dziedzińcu katedry wracając do swojej normalnej postaci.
-STRAŻ! Zębata, kudłata koza wielkości krowy szaleje w pracowni świątynnej! Czas na Jakieś polowanie! Krzyknął do pierwszej lepszej zbrojnej grupy skrzydlatych. Na wszelki wypadek wysłał wokoło ogólny empatyczny przekaz niebezpieczeństwa, którego źródłem była poczwara. Miał nadzieję że łowcy przejmą inicjatywę z tego miejsca, zamiast po prostu pobiec tam samemu. Ale co im będzie przeszkadzał, chyba będą wiedzieć co robić.
Od niechcenia ocenił jak bardzo poranił się przy skoku przez okno i pilnie obserwował pracownię.

[brutalna próba zt dla Jenn i Slya]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sob Gru 08, 2018 8:22 pm

Jen nie traciła nawet czasu na wyczekiwanie okazji do kontrataku. Gdy tylko stwór zmaterializował się wewnątrz stworzonej przez druida bariery i skoczył ku zielonej, ta wyszła mu na spotkanie z pięściami gotowymi do ciosów.
- Aleś ty paskudny - orzekła, ostatnim słowem punktując prawy podbródkowy, którym powitała wilkowate stworzenie.  Jeśli pierwszy cios nie ostudził zapału zwierza, szybko poprawiła zamachem z lewej w bok jego głowy, a w razie konieczności i kolejnymi. Gdy tylko udało się jej wytrącić stwora z równowagi, chwyciła go za rogi, jakby wprost do tego stworzone, i kilka razy trzasnęła kosmatym cielskiem o podłogę pracowni.
Być może wyładowanie długo wstrzymywanej wściekłości na pojedynczym przeciwniku w tak spektakularny sposób było delikatną przesadą, nie mogła jednak zaprzeczyć, że po raz pierwszy od dawna czuła się świetnie. Gotowa była siłować się ze stworem tak długo, jak było trzeba, nagle jednak poczuła, że z jej ciałem dzieje się coś dziwnego. Nie puszczając ani na chwilę przeciwnika, obróciła głowę w kierunku Lveliasa. Widok był jeszcze dziwniejszy, niż uczucie rozciągnięcia, które ją ogarniało, ze zdumieniem skonstatowała bowiem, że oto wraz ze Sly'em są wsysani do wnętrza trzymanej przez druida znajomej busoli. Otrząsnęła się z pierwszego szoku i niewiele myśląc, zdzieliła stwora w łeb po raz ostatni, chcąc pozbawić go w ten sposób przytomności. Jeśli wciąż była w stanie, podbiegła do wyciągniętego na laboratoryjnym stole najemnika i zarzuciła go sobie na ramię.
- Mogłeś mnie ostrzec jakoś bardziej dobitnie! - wykrzyknęła do elfa z udawanym wyrzutem, w głębi duszy jednak była mu wdzięczna. Jak by nie było, czyn, na który się właśnie zdobywał, nosił wszelkie znamiona heroizmu.
- Widzimy się po drugiej stronie - rzuciła jeszcze, nie mając pewności, czy jej słowa zdążą do niego dotrzeć, nim zniknie wewnątrz artefaktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Czw Gru 13, 2018 10:52 am

Każdy toczył jakąś wojnę. Niektórzy walczyli ze swoimi lękami, a inni właśnie walczyli o dusze czy też po prostu życie. Sly okładał właśnie laską monstrum rodem z najgorszych koszmarów, a o dziwo ten kij był całkiem solidny. Mało tego, działał jak srebrna kula na wilkołaka i jeden cios wystarczył, by napastnik uciekł wyjąc z bólu. Widać było jak jego ciało płonie w miejscu, które było dotknięte przez kostur. Kreatury ciemności niezbyt lubiły światło. Taka już natura tych stworzeń. Trochę jak student na kacu, gdy słońce przebija się przez dawno nieprane zasłony i świeci mu centralnie na oczy.
Tymczasem na zewnątrz busoli trwała kolejna batalia, gdzie Jen okładała kozło-wilka. Bestia się stawiała, ba miała dostatecznie dużo siły, by opierać się hulczycy przez jakiś czas ale mięśnie gamma finalnie zwyciężyły i zaczęła walić łbem potwora o posadzkę. Robiąc przy tym niemało huku, zwłaszcza gdy w posadzce pojawiały się wgłębienia od uderzeń. Co jak co, ale paskuda miała po prostu twardy łeb. Właściwie to sama z siebie była mniej lub bardziej magicznym tworem, więc jest to poniekąd zrozumiałe. Potwór szarpał się i drapał pazurami, próbował chapnąć pyskiem w chwilach przerwy między uderzeniami, ale skuteczne trzymanie za rogi zdecydowanie mu to uniemożliwiało. Tymczasem druid mógł w spokoju dokończyć zaklęcie, które przygotowywało przeniesienie.
Można powiedzieć, że się udało. Jen poczuła, że jest wsysana do środka i wydostała się po drugiej stronie z notatką druida. Tylko… to nie było żadne ziemskie miasto. W ogóle nie byli w mieście. Dusza Sly’a wróciła do ciała i na nowo mógł się ruszać, tylko aktualnie teraz po prostu leżał. Wszędzie była bezkresna biel, a pośrodku bieli, nieopodal bohaterów, był stolik, przy którym siedziały dwie osoby. Właściwie to jedną Jen wcześniej widziała, bo była to owieczka, a jej towarzysz wyglądał jak przeciwieństwo. Zamiast baraniej „wełny” było czarne futro, ale tak to reszta się zgadzała. Poza maską, która była biała i na modę baranka zamiast wilka jak miała owieczka. Siedzieli i w coś… grali? Planszówkę? Sądząc po figurkach na stole i rozrzuconych kartkach pewnie coś w ten deseń. Różnego rodzaju kostki koloru kości słoniowej z czarnymi ozdóbkami. Obie sylwetki obróciły się w stronę przybyłych, rzuciły im przelotne spojrzenie po czym wróciły do obserwowania tego co jest na stoliku.
- Mówiłam Ci drogi wilku, że wygram tą partię – powiedziała owieczka miękkim, acz radosnym głosem.
- To nie fair. Oszukujesz z tymi krytykami – odpowiedział basowym głosem naburmuszony czarnofutry stwór, który chyba był wilkiem. W sumie nawet miał ogon wilczy, który zwisał lekko z dziury w krześle, na którym siedział.
Tymczasem u Lveliasa cały świat zaczął się dosłownie sypać. Kolory świata spłynęły, jakby wszystko było pomalowane i nagle ktoś wylał sporą dozę rozpuszczalnika. Ściany jaskini znikały, cywile, skrzydlaci, wszystko rozmywało się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z reklam detergentów. Wtedy do paczki dołączył również Lvelias, bo skoro wszystko się rozmyło to pozostała sama biel. Puste ściany, brak życia poza obecnymi tu Jen, Sly’em oraz dwoma specyficznymi bytami, które nie były ani żywe, ani martwe.
- Zapewne zastanawiacie się po co ta cała maskarada? – rzuciła w eter owieczka.
- Dla zabawy. Przegrałem, ale było fajnie – odpowiedział wilk odsuwając krzesło i porządkując kartki, które były rozrzucone na stoliku. Łapiąc kątem oka, można było dostrzec, że to wygląda jak… karty postaci w jakiejś piwnicowej ziemskiej grze? Tylko ta dwójka dodała do tego naprawdę sporo magii, by uczynić rozgrywkę ciekawszą.
- To my byliśmy narratorami tego co wam się przytrafiło – odpowiedziała również wstając ze swojego miejsca i podnosząc kostki ze stołu, które wrzuciła do kubeczka.


_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Pią Gru 14, 2018 12:39 pm

nia wszystko układało się jakimś cudem szczęśliwie dla całej ekipy. Szczerze mówiąc hulczycy szło tak dobrze, że przez chwilę rozważał przestać się śpieszyć i poczekać aż obije potwora do nieprzytomności. Powoli posadzka piętra zaczęła jednak trzeszczeć, więc zabrał się znów do działania.
Rytuał jakimś cudem zadziałał i po chwili Jennifer i Sly zniknęli wewnątrz busoli na sposób znany z pewnej Midgardzkiej bajki z tego dziwnego kraju na wyspach. Nie tracąc czasu Lvelias wyminął zdezorientowanego zniknięciem przeciwnika stwora i wyskoczył z impetem przez witraż w oknie.
Gdy jednak rozbił kruchą powierzchnię szkła coś poszło nie tak. Szczerze mówiąc Lvelias odetchnął w duchu, bo do tej pory szło im aż nazbyt dobrze i prędzej czy później nawóz musiał chlapnąć w turbinę. Teraz przynajmniej nie będzie już musiał z niecierpliwością tego wyczekiwać.
Całość wyglądała trochę, jakby ów witraż był fundamentalną niemal częścią istnienia tego wymiaru i strzaskanie go spowodowało zapadnięcie się rzeczywistości.
Poza samym Lveliasem, co dziwne.
Niestety, przygotowany był na długi spadek w dół, podczas którego miałby dość czasu na przemianę w ptaka. Zamiast tego wylądował twarzą w dół na poziomie z którego wystartował, co spowodowało solidny krwotok z elfiego nosa.
- Aua, au, au – wstał otrzepując się i sprawdzając stan swojego nosa dotykiem. Dopiero podczas dokładnych oględzin tego niezwykłego miejsca zauważył że nie jest sam. Przeklął, szybko odwrócił się, doprowadził twarz do porządku za sprawą magii, po czym stanął z powrotem już w dumnej, reprezentacyjnej pozie.
Elf i tak miał mocno rozszerzone pojęcie normalności, tak więc dość dobrze przyjął to co widział i szybko dodał dwa do dwóch. Nie pierwszy raz zresztą był świadkiem boskich gierek, gdzie ludzkie losy znaczyły mniej więcej tyle, co wynik na kościach. Owszem, zasady zmieniały się między panteonami, ale ogólny zamysł pozostawał bez zmian. Ciężko było określić jak niewyobrażalnie druid pogardzał takimi procederami. Nie chodzi tu już nawet o to że tym razem to on był jednym z pionków, lecz o poszanowanie życia jako takiego. Lata spędzone na dworze Danaan, nauczyły go jednak również uśmiechać się uprzejmie do istot przy planszach. To że są głupsi nie znaczy niestety że nie są potężniejsi, a Lvelias nie pomoże już nigdy nikomu więcej przemieniony w, dajmy na to rzepę. Nie powstrzymało go to jednak przed szybkim zerknięciem na karty postaci, zanim wilk zdąży wszystko posprzątać.
Pomieszczenie w którym się znajdowali wyglądało na pozornie nieskończone, ale przecież nie mogło takie być. W przeciwnym wypadku umysł Lveliasa rozpłynął by się po całej tej wolnej, pozbawionej żyjących stworzeń przestrzeni i zamieniłby się w bełkoczącego szaleńca. Tak naprawdę wymiar ten nie był pewnie więc zbyt duży, skoro sama obecność Jennifer, Sly’a i tej dziwnej dwójki wystarczała jako kotwica dla jego świadomości.
Wolał jednak nie sprawdzać tego empirycznie.
-Ale… Co było celem? Opuszczenie wyspy? Lub śmierć próbując? – zerkał to na jedno to na drugie starając się odgadnąć zasady gry. Chciał pokazać pewną dozę zainteresowania i okazać że nie jest to dla niego zupełnie obcy temat. Może dzięki temu uda mu się nawiązać nić empatii z tymi istotami. Biały stwór zdawał się im sprzyjać. Czarny wręcz przeciwnie, ale całe szczęście nie żywił do Lveliasa urazy za przegraną partię. Z tym również różnie bywało. Bogowie rzadko zostawiali swoje emocje przy stole po odejściu od niego.
- Do tego pokazaliście nam się wcześniej. To nie jest wbrew regułom?  I najważniejsze pytanie. Co teraz?
Na wszelki wypadek Sprawdził czy z jego towarzyszami wszystko w porządku. Jenn miała na sobie cały czas jego kurtkę. Wolał nie sprawdzać w czym on tak naprawdę stoi, skoro szata, którą miał na sobie była elementem świata, który się rozpłynął.
Ze wszystkich sił jakie w sobie miał modlił się też że wilka nie najdzie ochota na dogrywkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
She-Hulk

avatar

Liczba postów : 103
Data dołączenia : 17/04/2013

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Czw Sty 10, 2019 5:21 pm

Bezkresna biel na sekundę ją oślepiła, a uczucie przestrzeni lekko oszołomiło, Jen zdołała jednak pewnie ustać na nogach. Sceneria mgliście przypominała jej pewien film, który widziała dawno temu. Nie śmiała nawet zgadywać, co właściwie się stało, ale możliwości były dwie: albo straciła przytomność i śniła, albo rzeczywistość wokół spontanicznie się rozpłynęła. Nagłe pojawienie się druida zdawało się jednak przeczyć temu pierwszemu.
Sly na jej ramieniu niespodziewanie poruszył się i odzyskał przytomność. Postawiła go na nogi i pomogła utrzymać pion, jeśli tego wymagał. Zmierzyła najemnika zdumionym, ale i pełnym ulgi spojrzeniem.
- Witaj z powrotem wśród żywych - powiedziała, klepiąc go delikatnie po ramieniu. Zerknęła na elfa, który właśnie usiłował zatamować krwotok z nosa, dodając całej scenie nieoczekiwany komiczny akcent.
- Ktoś chyba na chwilę wyłączył nam Matrix - mruknęła, rozglądając się wokół. Jej spojrzenie natychmiast przyciągnął stół do gry i dwie siedzące przy nim futrzane istoty. Wsłuchując się w ich słowa również mimowolnie rzuciła okiem na zaścielające blat karty. I choć formujące się powoli w jej umyśle wyjaśnienie całej sytuacji nosiło wszelkie znamiona absurdu... w pewien sposób było też jedynym logicznym wytłumaczeniem wszystkiego, co ich spotkało. Nagle jej żart o Matrixie nie wydawał się już tak zabawny...
Jen nie lubiła stawać się obiektem manipulacji i gierek. Nagłe uświadomienie sobie, że od dłuższego czasu tym właśnie była, rozgniewało ją. Fala złości skierowana przeciw siedzącym przy stole i beztrosko gawędzącym niby-bóstwom zalała ją w jednej chwili. Niewiele brakowało, a znalazłaby ujście w potoku niewybrednych słów. Na szczęście Lvelias odezwał się pierwszy, dając jej chwilę na ochłonięcie.
Spojrzała na elfa, mrużąc oczy i gniewnie wypuszczając powietrze przez nos. Jej spojrzenie, choć pozornie groźne, nie było wymierzone bezpośrednio w niego. Zdawało się mówić: "W porządku. Ty się tym zajmij. Ja wysiadam."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 550
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Sob Sty 12, 2019 8:43 am

Przy bliższych oględzinach stolika, Lvelias zauważył że te figurki są doskonale wykonane. Troszkę figur było, zaczynając od takich zepchniętych na bok podobnych do napotkanych stworów, aż po spotkane osoby, z którymi weszli w interakcję. Kończąc oczywiście na figurach samej drużyny „bohaterów”. Wszystkie wyglądały jakby wykonał je ktoś z plastiku i pomalował niemal tak idealnie, że wydawały się żywe. Na szczęście nie były, bo to tylko kawał plastiku. Niemniej takie 5 centymetrowe kopie druida czy Jen albo Sly’a robiły wrażenie, gdyby wziąć pod uwagę detale. Nie widać było w tym śladów magii, farba miejscami wydawała się świeża. Oczywiście tylko na postaciach „graczy”, bo potworki były w niektórych partiach już nieco wyblakłe i wymagały ponownego malowania co sugeruje, że takie gry najpewniej toczyły się w przeszłości wielokrotnie.
- Celem było opuszczenie wyspy – odpowiedziała owieczka. W zasadzie to z tego co widział Lvelias to całość przypominała zwykłego papierowego RPG’a śmiertelników. Była jakaś mapa, na której rozstawiono figury, a spod niej wystawał kawałek kilku innych kartek więc pewnie tam były jakieś inne mapy na kolejne „lokacje”.
- W przypadku śmierci, po prostu ktoś by was zastąpił – dodał wilk z drapieżnym uśmiechem, zbierając figurki potworów ze stołu. Wyczarował sobie worek, do którego je powkładał i po chwili również sam woreczek z figurkami zniknął. Tak, zdecydowanie te istoty lubiły sobie pogrywać ze śmiertelnikami. Co do samych kart postaci to były pisane dosyć standardowym wzorem Dungeons and Dragons. Przedstawiało się to tak, że Jen miała wpisany 15 level, orka w rasie oraz paladyna w klasie. Miała wykupione większość umiejętności służących do po prostu bycia tankiem i jeden mniej użyteczny talent z dziedziny zmiennokształtności. Przez to ostatnie w statystykach miała dosyć spory rozstrzał, bo traciła na prędkości i szło to w intelekt, by takie coś było możliwe. Nie żeby nie miało to związku z wykonywanym zawodem tak jak sama „profesja postaci”.
Druid natomiast miał o dziwo druida, poziomu 17. Wysoki poziom charyzmy i intelektu, ale reszta statystyk kulała. Tutaj była lekka różnica względem standardowego podręcznika, bo w „zaklęciach” wypisane były dosyć dokładnie. W zasadzie to gdyby się przyjrzeć temu drobnemu druczkowi to można powiedzieć, że wszystkie znane i najczęściej używane zaklęcia druida były tam wypisane. U Jen czy Sly’a było podobnie w kategoriach talentów, czyli przykładowo wiedza z prawa czy też umiejętność walki bronią strzelecką.
Sly natomiast opisany był jako łotrzyk poziomu 14. Wysoka zręczność i zwinność, kosztem reszty statystyk. Miał nawet w umiejętnościach oswajanie zwierząt ze specjalizacją w szopach! No a co do samego ekwipunku to w zasadzie pokrywało się z tym co każda z osób miała przy sobie.
- Gra jest nudna, gdy nie można samemu w niej wziąć udziału – odpowiedział wilk przekręcając głowę lekko w prawy bok i merdając ogonem. W końcu zadano dosyć dobre pytanie „co dalej?”. Zjedzą was? Zabiją? Wrzucą w kolejną grę? Niezbadane są wyroki boskie, zwłaszcza gdy widać piwnicowe zapędy bóstw. Chociaż nie musieli się martwić o to, że zostaną goli i weseli, bo elementy świata, które mieli na sobie nie rozpłynęły się. Możliwe, by bóstwa chciały ich jakoś „nagrodzić” za udział w grze dlatego wszelkie zebrane przedmioty zostały. W końcu co to za zabawa, gdy na końcu zabiera się graczowi wszystko co zebrał? W zasadzie to chyba tylko przy starcie nowej kampanii albo śmierci postaci tak się robiło.
- Możecie grać z nami dalej albo wrócić do swojego świata, gdzie ktoś inny z wami gra – odpowiedziała owieczka zbierając karty postaci i ułożyła je na stosik. Zaraz potem zdjęła z mapek figurki postaci „graczy” i położyła je w pobliżu krańca stołu, który był w waszym kierunku. Mapki poskładała na 8 razy i ułożyła je pod kartkami z kartami, wyczekując decyzji grupy. Oczywiście wilk był podekscytowany, że mogliby grać dalej zaś owieczka okazywała to w nieco mniej spokojny sposób, bo jakby nie patrzeć oboje się całkiem nieźle przy tym bawili. Oczekiwali, że weźmiecie figurki czy może pozwolicie im zostać?

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lvelias

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 14/07/2016

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Nie Sty 13, 2019 4:28 pm

Jednym z obowiązków arcydruida (który zaniedbywał chyba najbardziej) było badanie i nieustanne pogłębianie wiedzy z dziedzin magicznych. Przez to będąc niejako naukowcem w obliczu niezwykłego fenomenu przez jego głowę przewałkowały się sterty pytań, jednak nie chciał nadwyrężać stosunkowo pokojowej atmosfery potokiem męczących detali. Ile czasu minęło w prawdziwych światach? Co by się stało gdyby zginęli podczas gry? O co chodzi z tymi szopami? Jak potężnymi artefaktami były karty postaci? Zwykłe kartki papieru, czy zwoje z mocą kształtowania rzeczywistości?
Z trudem powstrzymał się przed dopisaniem sobie do umiejętności "Strzelanie laserami z oczu". Nie miał z resztą pod ręką sztuczki, która umożliwiłaby mu to niepostrzeżenie w tak niewielkim tłumie.
Gdy owca zaproponowała im dogrywkę z początku niemal zbladł i zaczął się zastanawiać jak najkurtuazyjniej był w stanie stanowczo odmówić. Potem jednak ta część umysłu, która zawsze kazała szukać mu niestandardowych rozwiązań kazała mu poważnie przemyśleć propozycję. Dlatego, gdy reszta zajęła się pewnie stanowczym odmawianiem stworom, on przetarł brodę w zadumie. Cały czas zastanawiając się nad odpowiedzią, niby od niechcenia podszedł do stołu wziął do ręki swoją figurkę i dokładnie się jej przyjrzał. Nie zdawała się magiczna. Może wypadałoby przeprowadzić nad nią jeszcze jakieś badania, ale zdawała się być tylko zwykłą pamiątką.
- Niestety wzywają mnie zobowiązania jakie mam wobec światów, których jestem strażnikiem. Dlatego z wielkim żalem stwierdzam że muszę odmówić. Na ten moment przynajmniej. - dodał po chwili z uśmiechem łapiąc wzrok wilka i szukając w nim spodziewanej reakcji. W międzyczasie schował swoją figurkę do kieszeni szaty.
- Mam jednak kontrpropozycję. Gdy już nadgonię zaległości z chęcią skuszę się na kolejną partię. Na równych warunkach, z drużyną, którą sam dobiorę. Kolejny gracz przy stole od wewnątrz planszy.
Dla własnej satysfakcji obejrzał się dookoła aby przyjrzeć się wyrazom twarzy zebranych. Stworom pewnie nieczęsto zdawało się by ktoś żądał rewanżu. Jego towarzysze za to mogli go uznać za kompletnego szaleńca, ale szczerze nie sądził żeby nie wyrobili sobie o nim już takiej opinii podczas ich krótkiej znajomości.
Tak naprawdę jednak w oczach druida korzyści z takiego rozwiązania znacząco przekraczały jego znoje. Dobierając drużynę spośród załogi swojej cytadeli byłby dużo lepiej przygotowany do stawienia czoła czemukolwiek, niż z grupą przypadkowych bohaterów. Do tego miał wrażenie że taka przygoda byłaby dużo lepszym treningiem, niż dowolne ćwiczenia przygotowane przez jego kapitana gwardii Farahima. Od jakiegoś czasu obawiał się że od czasu wojny z królem chaosu jego strażnicy gnuśnieli za murami twierdzy, a drobna przebieżka po magicznych krainach na pewno wyostrzy ich ducha. Nie wątpił także w kreatywność stworów, co do tworzenia scenariuszy, tak więc uczestnicząc w tego typu grach, byliby dosłownie gotowi na wszystko. On sam mógłby w tym uczestniczyć zarówno przy stole, jak i wewnątrz gry.
Nie mówiąc już o tym jakie skarby mogłoby udać im się wynieść w perspektywie czasu. Do tego im częściej stwory grałyby z Lveliasem i jego gwardią, tym rzadziej łapaliby do tego przypadkowych nieszczęśników.
-Mam jednak jeden warunek - wzniósł palec do góry - Chciałbym uczynić z tego nasz regularny zwyczaj, tak więc śmierć w grze nie powinna być permanentna. Jak w innym razie mógłbym się odegrać następnym razem? Po grze wszystkie figurki wracają do właścicieli. Jeśli na to przystajecie, to jesteśmy umówieni. Zapewniam, gra z przygotowaną drużyną będzie zgoła innym doświadczeniem niż z amatorami. To jak się będziemy kontaktować? - klasnął w dłonie licząc na to że stwory zaintrygowane wyzwaniem zgodzą się na jego warunki.
Nie czekając na pozwolenie do wyjścia, druid sprawdził czy może otworzyć portal na ziemię. Najbliższym Nowego Jorku miejscem był chyba park narodowy Harriman. Jeśli połączenie zostało nawiązane, to otworzył przejście, ale nie wkraczał w nie zanim nie usłyszy odpowiedzi stworów.
W innym razie będzie musiał zdać się na nich w kwestii powrotu do normalnego świata. Najpierw chciał upewnić się że jego towarzysze bezpiecznie trafią do domów, zanim wróci do siebie.
Nie mógł się doczekać tego zmęczonego wyrazu twarzy swojego kapitana, gdy zakomunikuje mu co tym razem wymyślił.
Kto wie? Może "Strzelanie laserami z oczu" nie przepadło na dobre?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sly

avatar

Liczba postów : 214
Data dołączenia : 04/10/2015

PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   Nie Sty 20, 2019 2:49 pm

-Cześć. Stęskniliście się?-Spytał Sly z uśmiechem, strzelając karkiem i oglądając okolicę. Faktycznie wyglądało to jak deaktywacja Matrixa. Nie dało się tego określić inaczej, bowiem coby nie mówić, stolik i białe tło jak żywo przypominały scenę z pierwszej części, gdy Morfeusz wszystko tłumaczy Neo.
Zaproszony, podszedł do stolika i zaczął czytać. Nie mógł odpuścić sobie uśmiechu na widok specjalizacji w szopach. Rakun prawdopodobnie by się uśmiechnął na widok tego elementu. O ile można powiedzieć, że szopy się uśmiechają.
-I teraz się człowiek zastanawia, jak ta mechanika działa... -Mruknął z uśmiechem w kąciku ust. Słysząc ofertę Lveliasa, uniósł brew. Chwilunia momento por favore... On chciał grać dalej, jako regularny gracz? No nieźle... Lvelias kombinował, aczkolwiek nie był to głupi pomysł, żeby samemu prowadzić swoje postaci.
A poza tym, standardowe życie jest, jakby nie patrzeć, nudne. Powtarza się, bohaterowie ratują świat, wszystko wraca do normalności, pojawia się zagrożenie, wróć do punktu "bohaterowie ratują świat". Tutaj była możliwość przeżycia przygody. I to faktycznej przygody. A jeśli ryzyko śmierci zminimalizujemy? Dlaczego by nie wykorzystać cytryny, którą los oferuje?
-Wiesz Lveliasie... Nie obraziłbym się, gdybyś zgodził się na jeszcze jednego członka w swojej drużynie. Nie zamierzam grać przy stole, ale przeżywanie przygód, przy wyeliminowaniu permamentnej śmierci brzmi jak coś, na co bym się skusił.-Powiedział Nathan, podnosząc wzrok na elfa. Oferta poszła. Jedynie teraz opinia druida, czy zechce (Szybkie zerknięcie na KP) łotrzyka na 14 poziomie. Ale kto nie expi, ten nie leveluje w górę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kryształowy Łuk   

Powrót do góry Go down
 
Kryształowy Łuk
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Wielka Brytania :: Shadow Isle :: Grota Katharsis-
Skocz do: