Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jezioro Silverstone

Go down 
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3583
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Jezioro Silverstone   Czw Lip 06, 2017 5:24 pm


Raczej niewielkie, lecz zaskakująco głębokie jezioro ukryte w lesie i dość rzadko odwiedzane przez turystów, którzy od czasu do czasu przewijają się przez okolicę. Na przestrzeni lat zaliczyło kilka przypadków utonięć, przez co miejscowi na ogół odradzają prób pływania w nim. Ostrzegają, że dno jeziora jest bardzo nieregularne i w jednym miejscu potrafi być płytko, a krok dalej następuje nawet metrowy - czy większy - spadek terenu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3583
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Sty 26, 2018 11:01 pm

Siłą rzeczy lampa dawała mniej światła od Markusa, lecz pomiędzy drzewami nie miało to aż tak wielkiego znaczenia - bo przecież pnie, krzaki czy kamienie tak czy siak blokowały blask i ograniczały widoczność. Grupa nie musiała się więc martwić o to, czy podjęła pod tym względem dobrą decyzję... Przynajmniej póki co, bo w końcu w każdej chwili można było zmienić zdanie.
Trójka mogła za to zaobserwować coś innego i niestety już niepokojącego, a mianowicie wyraźny spadek temperatury, na tej wysokości na pewno nie wynikający z wznoszenia się. Nie był on ogromny czy gwałtowny, ale wyczuwalny i przede wszystkim stopniowy. Zebrani wyraźnie kierowali się w chłodniejsze miejsce...
... Chłodniejsze - i na dodatek cichsze. Tutaj w pobliżu nie przemykały już żadne drobne zwierzęta i prawdę mówiąc nawet liście praktycznie nie szeleściły, pomijając tę roślinność, którą grupa sama poruszała podczas przemieszczania się. Mimo to te odgłosy również zdawały się być jakby przytłumione... I to z każdym krokiem coraz bardziej. Mogło się to kojarzyć z warunkami panującymi w miasteczku.
Podłoże dość niespodziewanie zrobiło się o wiele bardziej strome, w pewnym momencie wymuszając już niemalże wspinaczkę. Może nie była to pionowa ściana, ale teren wymagał pochylenia się w celu zachowania równowagi... I na pewno przekraczał czterdzieści pięć stopni. Miało to swoje plusy i minusy, bo z jednej strony oznaczało, że wędrówka stała się cięższa, szczególnie z obciążeniem, a widoczność jeszcze bardziej spadła, ale z drugiej - to ostatnie dawało naturalną osłonę. Gdyby przed drużyną ktoś się znajdował, to nie zobaczyłby jej dłużej, niż miałoby to miejsce na płaskim obszarze.
Świetlika wciąż nigdzie nie było widać, latarnia z kolei nagle zamigotała... I wyraźnie osłabła. Ba, zbliżała się chyba do zgaśnięcia. Jej blask mocno zmalał, stał się niemalże bezużyteczny, a jednak w swoich ostatnich chwilach przyczynił się przynajmniej do jednego: dzięki niemu w otaczającej zebranych ciemności udało się dojrzeć zarys czegoś o wiele ciemniejszego, czarnego jak smoła, wręcz nienaturalnego. Po wcześniejszych doświadczeniach można się już było domyślać, że to zły znak.
Światło szybko zniknęło całkowicie, dając członkom drużyny góra parę sekund na ocenę sytuacji - i to zza zasłony pod postacią przeszkadzających w tym krzaków. W odległości około trzech metrów przed nimi znajdowało się jezioro, na które przez tę krótką chwilę mogli spoglądać. W słabym blasku dostrzegli tylko jego najbliższy brzeg, ale to wystarczyło, aby wiedzieli, że powierzchnię miało bardzo zmąconą; coś posyłało po niej kręgi. To właśnie z wody wydobywała się ta czarna... Materia? Energia? Po prostu ciemność? Ciężko powiedzieć co to właściwie było, ale nie zapowiadało niczego dobrego.
Przypominająca trochę maź czerń rozchodziła się zarówno w formie słupów, jak i rozgałęzień, które mogłyby przywodzić na myśl na przykład pioruny - te prawdziwe, a nie ich proste, zygzakowate symbole. Miejscami ciemność była całkiem gruba, innym razem węższa, a do tego po jej powierzchni dało się poznać, że naprawdę powoli się poruszała... I to w różne strony. Właściwie to chyba w każdym dostępnym kierunku. Tu czy tam się ze sobą krzyżowała, w większości przemieszczała się w górę, ale zdarzały się też fragmenty biegnące poziomo na boki albo opadające ku ziemi i sunące dalej po niej. To z tego miejsca - od tego mroku? - biło zimno.
Światło Markusa czy Karoliny w teorii mogłoby teraz stanowić jakąś ochronę, ale z drugiej strony najpewniej zwróciłoby uwagę tego czegoś... O ile to w ogóle było świadome. Chyba że już wiedziało o przybyciu intruzów, bo w takim wypadku korzystanie z efektu zaskoczenia i tak odpadało. Fakt pozostawał jednak faktem: grupa potrzebowała czegoś od jeziora, a jezioro było w tej chwili... Zajęte. Może utrzymanie go w tym stanie nawet by pomogło? Niestety można było tylko gdybać i czynić założenia, bo ciemność raczej nie zamierzała tak po prostu udzielać żadnych odpowiedzi.

***

Nie jestem pewien czy będzie to jasne z opisu, więc na wszelki wypadek podkreślam: podchodzicie do jeziora od strony osoby robiącej zdjęcie z tematu, czyli pod górkę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Wto Sty 30, 2018 12:11 pm

Gdy cała drużyna zdecydowała się iść dalej Norbertowi ulżyło na duchu.
-Oh tak, nie zostawiajcie tutaj mnie samego. To znaczy… Nie rozdzielajmy się lepiej. – dodał szybko po chwili.
Wspinając się pod coraz stromszą ścieżkę, obładowany bagażami, Norbert myślał że wypluje sobie płuca. Nie był jakimś atletą, ale nawet z bardzo dobrą kondycją zimno powodowało że organizm męczył się o wiele szybciej. Zagęszczająca się atmosfera mroku również nie oddziaływała najlepiej. Dziennikarz nie był pewien czy zmęczony jest bardziej fizycznie, czy psychiczne. Gdzieś z tyłu głowy miał wrażenie że jest na samej granicy paniki. Obecność innych żywych dusz bardzo pomagała, ale pod ironiczną maską dobrego humoru mężczyzna był na skraju rozpaczy. Nie był pewien czy ciemność gęstnieje naprawdę, czy to wina jego pogarszającego się samopoczucia.
Pocieszał się tym że w razie czego połączone moce magicznego demono-dziecka, młodej siłaczki i … dziennikarstwa, będą w stanie sprostać ewentualnym przeszkodom.
Jednak gdy tylko latarnia wydała z siebie ostatnie tchnienie światła, rzucając blask na plamę ciemności wydał z siebie pisk jak mała dziewczynka. Pamiętał ostatnią przeprawę z tym czymś i co to coś zrobiło z samochodem. Momentalnie jednak zasłonił usta własną dłonią. Pierwszym odruchem, zaraz po pisku, była ucieczka, jednak jeśli jest to ciemność, którą wcześniej spotkał Norbert, to była w stanie dogonić samochód. Nie było wielkich szans w ucieczce na piechotę.
Zdecydował się zatem pozostać w bezruchu. Działa na niedźwiedzie, więc może działa też na cieniste demony.
To działa na niedźwiedzie, prawda?
Zresztą to nie tak że zesztywniał ze strachu…
Jeśli ciemność ruszy nagle na nich, zrzuci wszystkie torby i zacznie uciekać na najbliższe nadające się do tego drzewo.
Jeśli przez dłuższą chwilę nic się jednak nie wydarzy, Norbert zaryzykuje rozluźnienie się. Muszą jakoś dostać się do jeziora. Powodowany wcześniejszym instynktem raz jeszcze spojrzał na korony drzew. Być może w którymś miejscu były tak gęste że dało by radę przejść nad ciemnością w stronę tafli jeziora? I czy w ogóle trzeba było się moczyć? Jakby nie było tutaj piekielnie zimno….
-Musimy szukać rozdwajającego się drzewa. Jest gdzieś w okolicy nad brzegiem. Trudno je przeoczyć- wyszeptał, lub wykrzyczał. Zależnie od sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Wto Sty 30, 2018 6:31 pm

Powoli musieli się zbliżać do jeziora, Karolina była tego pewna. W końcu świetlik zniknął, a na pewno by nie zniknął sobie od tak, w połowie drogi. Teren teraz zmuszał ich już do wspinaczki i trzeba było się lekko pochylić, by było im wygodniej. Lepiej nie ryzykować poślizgnięcia się i przewrócenia.
W którymś momencie coś zaczęło się zmieniać. Coś, czego blondynka doświadczyła wcześniej. W miasteczku. Ten nieprzyjemny chłód i negatywne myśli. Zrobiło się też niesamowicie cicho, nie słyszeli już szelestu roślin, czy odgłosów jakichś zwierząt. W dodatku ich lampa zaczynała się dziwnie zachowywać. To nie wróżyło dobrze. Czyżby jezioro było źródłem tej dziwnej ciemności, która za wszelką cenę starała się wprowadzić ich w depresję. Sprawdzenie jeziora i znalezienie klucza będzie trudniejsze niż jej się początkowo wydawało. Już i tak uważała to za trudne, bo było ciemno, więc potrzebne było światło przy nurkowaniu w wodzie.
W końcu teren przed nimi przestał się piąć w górę. Dotarli do krzaków, zza których mogli dojrzeć zmąconą powierzchnię jeziora. Zmąconą przez ciemność, która się z niego wydostawała. I tyle. Lampa po chwili zgasła i ogarnęła ich kompletna ciemność. Taka jak w miasteczku. Nic nie było widać. Nawet osoby stojącej obok. Wiedziała, że to ta nienaturalna ciemność jest sprawcą tej dziwnej atmosfery. Zsunęła powoli torbę na trawę, by nic nie spowalniało jej ruchów.
No i element zaskoczenia poszedł się kochać kiedy Norbert pisnął, zapewne na widok tego, co się działo z jeziorem. Kosmitka westchnęła lekko, przecierając twarz dłonią.

Jeśli ciemność zamierzała ich atakować, nie pozostawało im nic innego jak uciec w inne miejsce. Aby nie sterczeć w miejscu. Niestety w tych ciemnościach nic nie widzieli i trzeba było się poruszać ostrożnie.
Dziewczyna zsunęła się w dół z górki kawałek i w bok choć niezbyt daleko, ciągnąc za sobą Markusa. Krzyk dziennikarza ledwie była w stanie usłyszeć, ale wiedziała o czym mówi. Faktycznie na jednym ze zdjęć widziała takie dziwne drzewo. Ciężko je przeoczyć. Była nawet w stanie mniej więcej określić, gdzie ono się znajduje. Być może cały ten klucz znajdował się na dnie jeziora przy tym drzewie. Tam więc powinni się skierować.
- Umiesz pływać? - odezwała się niezbyt głośno do kolegi. Tak, by ją usłyszał i był w stanie udzielić odpowiedzi. Jeśli chłopak odpowiedział pozytywnie to Kar wyjaśniła mu co planowała. Wiedziała, z której strony mniej więcej mogło być to drzewo. Zdejmie bransoletkę i łapiąc kolegę w pasie podleci z nim w tamtą stronę szybko. Każąc mu włączyć swoje światło upuści go do wody tak ostrożnie jak tylko na to pozwoli obecność mroku, a następnie będzie pilnować by ciemność się nie zbliżyła do miejsca nurkowania.
Jeśli natomiast Markus powie, że nie umie pływać to dziewczyna po prostu powie mu żeby trzymał za nią kciuki, po czym zdejmie bransoletkę i sama wystrzeli w stronę jeziora, a następnie do wody, wstrzymując oddech i nurkując najszybciej jak tylko mogła w bezpieczny sposób. Jej światło powinno wszystko rozjaśnić porządnie i mogła się zająć poszukiwaniami.

Jeśli jakimś cudem ciemność nie zwróciła uwagi na pisk Norberta, w dodatku nieco zgłuszony, to odetchnęła z ulgą po dłuższej chwili. Mogli na spokojnie zaplanować, co zrobić.
- Rozdwajające się drzewo? Widziałam takie na zdjęciach w ratuszu. I chyba wiem, z której strony ono mniej więcej będzie. Powinniśmy się tam zbliżyć. Dwójka z nas będzie pilnować, by to trzecie mogło spokojnie zanurkować. - odezwała się na słowa dziennikarza. Złapała Markusa za rękę, licząc, że ten złapie Norberta lub na odwrót i ruszyła powoli i ostrożnie w odpowiednią, według niej, stronę. Cały czas starała się zachować ciszę i uważać, by nie zahaczyć o krzaki.
Po pewnym czasie dziewczyna się zatrzymała. W kompletnych ciemnościach nie była w stanie ocenić, jak daleko się przemieścili. Co za tym idzie, nie wiedziała ile im brakuje do drzewa.
- Myślę, że najlepiej jeśli Markus zanurkuje. Jeśli oczywiście dasz radę. - drugie zdanie skierowała wprost do mutanta, bo nie wiedziała czy ten potrafi pływać czy nie. - My we dwoje dopilnujemy, aby ciemność mu nie przeszkadzała. Mamy latarkę, telefony, a pan na pewno ma aparat z fleszem, ja na dziennikarza przystało. - tym razem drugie zdanie zostało skierowane do towarzyszącego im mężczyzny. Czymkolwiek ta ciemność była, zdawała się nie lubić światła. Jasności. Mieli więc jakąś tam broń. W ostateczności, gdyby ich życie było zagrożone, zdejmie bransoletkę. I tak nic więcej nie mieli do stracenia, a jeśli teraz im się nie uda to oszczędzanie energii na później nie miało żadnego sensu. I tak póki co prawie w ogóle nie użyła jej, więc mogła przez dosyć długi czas używać swojego światła.
Gdyby Markus mógł zanurkować, Karolina dopilnuje, by bezpiecznie dotarł nad brzeg jeziora. W przeciwnym razie powie im obu, że ona zanurkuje, po czym to zrobi, wcześniej się pozbywając bransoletki z nadgarstka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lut 05, 2018 3:12 am

Delikatnie wydmuchał powietrze ustami, sprawdzając w ten sposób, jak bardzo temperatura się tutaj obniżyła. Zdecydowanie zmieniała się, co odczuwał podczas owej wędrówki... Na szczęście jeszcze coś widział przed sobą dzięki światłu lampy. Nie umknęło jego uwadze, że było ono słabsze od jego własnego, ale nie narzekał... Ważne, że było wystarczające, by oświetlić im drogę. Jednakże przez pewien moment miał wrażenie, że szli w złym kierunku... Winą była nie tylko powoli spadająca temperatura, ale również niepokojąca cisza, którą doświadczyli wcześniej, w miasteczku. Mimo wszystko obawom zaprzeczał na swój sposób fakt, że droga robiła się coraz to bardziej stroma i wymagała poświęcenia więcej energii. Starał się dobrze stawiać kolejne kroki i nie przechylać za bardzo ciała do tyłu, by nagle nie zaliczyć nieprzyjemnego upadku. Również szedł albo nieco wysunięty, albo obok Karoliny.
Z niepokojem jednak widział, że światło słabło coraz bardziej.
Po upływie pewnego okresu czasu znaleźli się na miejscu... A wraz z tym lampa odmówiła posłuszeństwa. Pierwszym, zarazem prawie odruchowym działaniem przez te kilka sekund było złapanie Karoliny lub Norberta za rękę, ramię, dłoń, kawałek bluzy, cokolwiek, co znajdowało się najbliżej niego. Brak światła i cisza sprawiały, że nie chciał nagle pozostał "sam" w tych przerażających ciemnościach.
Prawie w ogóle nie usłyszał krzyku ze strony mężczyzny, bardziej zaabsorbowany tym, co zobaczył jeszcze zanim światło zniknęło. Czemu mi się to skojarzyło z tamtym kościołem... Brrr... - naprawdę wołał, by tamto coś nie było tym samym... Ani czymś gorszym niż to, co napotkali w tamtym budynku, w miasteczku. Jego samego zamurowało przez odczuwalny strach. Dopiero po kilkunastu sekundach, gdy poczuł dotyk czy usłyszał głos któreś z dwójki, zaczął ponownie reagować.
Co dalszego działania... Po usłyszeniu pytania Karoliny, odpowiedział odruchowo twierdząco. Po ewentualnym usłyszeniu planu, popatrzyłby na nią z niemałym strachem. Niespecjalnie marzyło mu się zbliżanie do tego czegoś w jeziorze. Również, zanim wyraziłby zgodę, spytałby się, czego dokładniej szukają i jak to coś wygląda... Aż w końcu zapewne, z wahaniem w głosie zgodziłby się na to. Oddałby również latarkę i baterie do niej, jak i lampę, która wcześniej oświetlała im trasę aż do jeziora, by potem mogło dojść do realizacji planu Karoliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3583
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pon Lut 05, 2018 5:06 pm

Nawet teraz, gdy wszystkie dźwięki wydawały się stłumione, okrzyk Norberta całkiem nieźle poniósł się po najbliższej okolicy - ale o dziwo trójka nie została zaatakowana natychmiast. W pierwszej chwili mogła mieć wrażenie, że te wszystkie macki mroku... Poruszyły się w inny sposób? Zakręciły? Przyspieszyły? Nie do końca dało się to usłyszeć, ale i nie była to kwestia wyczucia, bardziej coś na granicy pomiędzy nimi. Świadomość, że coś się zmieniło, że temperatura i powietrze układały się inaczej.
Intensywniejsza reakcja została jednak zainicjowana już kilka sekund później, mniej więcej wtedy, kiedy Karolina z Markusem zaczęli się zsuwać ze zbocza. Wszystkie dotychczasowe doznania nagle się wzmocniły, zwielokrotniły, jak gdyby zachowanie ciemności przybrało na gwałtowności - coś się szykowało, jeżeli ktoś jeszcze miał ku temu wątpliwości. To powinno też wystarczyć, aby Norbert ruszył z miejsca.
Ruch powietrza znów się zmienił, lecz teraz w sposób, który łatwiej było rozpoznać, zwłaszcza dzięki towarzyszącym mu świstom, stłumionym, ale dosłyszalnym. Dźwięki te oraz chłodne powiewy dobitnie świadczyły o tym, że coś licznego przemieszczało się tuż przy grupce, momentami pomiędzy jej członkami, innym razem na zewnątrz albo tuż za nimi... Dodatkowy szelest roślinności, od czasu do czasu głuche uderzenia przy podłożu, jak gdyby upadało na nie coś ciężkiego - aż wreszcie głośniejszy trzask, długi, zwieńczony hukiem, który aż posłał po otoczeniu drgania, tym bardziej wyczuwalne w mroku, gdy zmysł wzroku pozostawał nieaktywny...
Najprawdopodobniej właśnie to ostatnie okazało się szczególnie niebezpieczne dla Norberta, którego metoda ucieczki tak czy siak pozostawiała sporo do życzenia. Jakimś cudem mężczyźnie przez tę krótką chwilę udawało się uniknąć pni i konarów drzew, dzięki czemu nie pozbawił się przytomności, lecz miał tego pecha, że w pewnym momencie jego łydka z rozpędu uderzyła o coś twardego. Gdyby miał czas i ochotę to coś pomacać, zapewne przekonałby się, że mogło to być powalone drzewo - długi, chropowaty kształt, miejscami lepki... Zabolało i to bardzo, bo w końcu ten obszar na nodze był wyjątkowo czuły, ale gorsze wydawało się pewnie to, że reporter natychmiast przewrócił się ponad tym obiektem i wylądował tuż za nim. O ironio, mogło się to jednak okazać dla niego zbawienne, gdyż zyskał na moment ochronę, nie tylko przed atakami, ale i przed... Wzrokiem lub odpowiednikiem wzroku przeciwnika. Być może, bo oczywiście nie mógł mieć takiej pewności.
W tym czasie Karolina i Markus mogli wymienić się kilkoma zdaniami, o ile zrobili to wystarczająco szybko i pobieżnie - bo na szczegóły na pewno nie znaleźliby czasu. Latarka, baterie i lampa zmieniły właściciela, choć prawdę mówiąc noszenie ich ze sobą w tym momencie musiało trochę przeszkadzać; skoro kosmitka planowała zabrać kolegę nad jezioro, to raczej nie mogła zajmować sobie rąk czymś innym. W innym wypadku już by ryzykowała, nie tylko osobiście, ale i zdrowiem i życiem swojego towarzysza.
Potem zostawało już tylko wprowadzenie planu Karoliny w życie. Niestety, łatwiej było to powiedzieć, niż zrobić, bo nad powierzchnią jeziora roiło się od wiązek tej nieprzeniknionej, nienaturalnej ciemności. Zdjęcie bransoletki rzecz jasna uwolniło blask dziewczyny i rozproszyło zwykły mrok, ale ta głęboka czerń nie chciała ustąpić przed samą obecnością światła. Wyraźnie była odporniejsza.
Działania Karoliny od razu skupiły na niej uwagę przeciwnika. Dla niej i dla Markusa oznaczało to poważne utrudnienia, jednakże Norbert mógł odetchnąć z ulgą; kilka zaostrzonych macek ciemności wbiło się w drzewo, za którym wylądował, praktycznie rozcinając je w tych miejscach na kawałki, lecz nagły błysk przejął ich zainteresowanie i gładko zawróciły w stronę jeziora. Nie wszystkie odnogi zdawały się jednak odpowiadać za obronę - większość tych naprawdę dużych i grubych w dalszym ciągu biegła z wody na zewnątrz i ginęła między drzewami.
Sieć mroku zaczęła szybko gęstnieć, a jednocześnie około pięciu macek wystrzeliło ku Karolinie i Markusowi. W takiej sytuacji liczyła się każda sekunda i w związku z tym chłopak musiał zostać upuszczony z wysokości dobrych dwóch metrów ponad niespokojną taflą - inaczej szansa mogłaby zostać stracona. Zderzenie z lodowatą wodą nie było przyjemne, a w dodatku wywołało chluśnięcie, wybiło w powietrze liczne krople i posłało po powierzchni jeziora kolejne kręgi.
Na szczęście dla Markusa - w tym miejscu było wystarczająco głęboko, aby nie zetknął się od razu z dnem. Przeciwnie, miał do niego jeszcze jakieś dwa metry... A przynajmniej tak mu się mogło wydawać, bo jego światło pod wodą nie oświetlało aż tak dobrze jak ponad nią. Poza tym jezioro nie było też idealnie czyste i przejrzyste. Jego dolne partie pokrywały nie tylko ziemia czy kamienie, ale też roślinność, często sięgająca całkiem wysoko. Kontrast sprawiał, że wyglądała na czarne, kołyszące się smugi, niezwykle złowieszcze... Ale póki co chłopaka nic nie atakowało, w zasięgu tych około dwóch metrów wokół siebie czy trochę dalej nie widział też źródła wydobywania się ciemności... Musiała mieć swoje korzenie w innej części zbiornika.
Do Markusa należała decyzja co zrobi dalej, ale jedno było pewne: musiał się spieszyć, chyba że planował zaryzykować wypłynięcie na powierzchnię, by zaczerpnąć następnego oddechu. Jeżeli miał tutaj coś znaleźć, to najpewniej właśnie przy dnie, to zaś kierowało się łagodnie ku górze z jednej strony - prawdopodobnie bliżej brzegu - i dość gwałtownie opadało z przeciwnej.
Nad jeziorem zaś Karolina miała własne problemy, bo zaatakowała ją cała masa macek, szybkich, choć powolniejszych od niej. Te węższe i delikatniejsze przewyższały prędkością te grubsze. Można by pomyśleć, że wymijanie ich nie powinno być w takim wypadku trudne, ale sama ich liczba utrudniała poruszanie się i uciekanie przed jedną mogło oznaczać wpadnięcie na drugą. Macki nie bały się światła; pytanie jak zareagowałyby na uderzenia promieniami energii.

***

Ja jestem z tych miłych... A przynajmniej milszych MG i wolę zapewnić Wam rozrywkę, niż tak po prostu zrobić Wam poważną krzywdę, ale muszę zwrócić uwagę na parę rzeczy. Potraktujcie to jako rady na przyszłość, żeby u kogoś innego nie zginąć, bo tutaj mi daliście dość materiału, bym całą trójkę zabił albo przynajmniej mocno poturbował.
Nie chodzi mi o ten krzyk Norberta, przeciwnie, szanuję za utrzymywanie charakteru postaci, ale przypominam, że jest ciemno. Światło zgasło - wokół panuje naturalny mrok, a oprócz tego kłębi się ten nietypowy, w dodatku oczy postaci były do tej pory przyzwyczajone właśnie do blasku lampy. Skoro praktycznie nic nie widać, to ucieczka na najbliższe nadające się do tego drzewo oznacza... Co? Szukanie go z pamięci, co nie zostało zaznaczone w poście - a bez problemu przyjąłbym takie wyjaśnienie? Czy może - niby to rozsądne - rzucenie się w stronę przeciwną do zagrożenia, a więc... Z górki... W panice... Rozpędzając się, nie widząc nic i raczej szybko uderzając w pień? Postać przewrócona, może nawet znokautowana, ciemność ją dopada.
Drugi z głównych problemów polega na określaniu czasu. Karolina nie zaznaczyła ile co jej zajmuje, ale samo w sobie nie byłoby to problemem - gdyby nie to, że Markus zrobił to za nią. Więc mamy sytuację, w której po okrzyku Norberta Karolina zdążyła westchnąć, przetrzeć twarz dłonią i złapać Markusa, żeby pociągnąć go za sobą - ale z postu Markusa wiemy, że od okrzyku do momentu, gdy został dotknięty minęło kilkanaście sekund. Dość czasu, żeby ciemność zaatakowała, a postaci nie byłyby na to przygotowane.
Pilnujcie takich rzeczy, bo Mistrz Gry może bardzo łatwo wykorzystać je przeciwko Wam - i to sprawiedliwie, bo bazując na Waszych własnych słowach. Starajcie się dostarczać wszystkie istotne informacje; ich brak MG mogą interpretować na różne sposoby.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Norbert Ronae
NPC
avatar

Liczba postów : 51
Data dołączenia : 14/09/2016

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Czw Lut 15, 2018 6:56 pm

Wszystko wokoło było po prostu przerażające. Deprywacja sensoryczna, wszechogarniające poczucie zagrożenia oraz panika.
Nic więc dziwnego, że gdy tylko lampa zgasła, ostatnim tchem dramatycznie rozświetlając potworny mrok przed nimi, dziennikarz odruchowo rzucił się do ucieczki w dosłownie przypadkową stronę. Przez pewien czas biegł po omacku.
Przebiegł kilkanaście kroków zanim wyrżnął nogą o jakiś pniak leżący na drodze. Wyłożył się jak długi i wyrżnął twarzą w zimny grunt poszycia leśnego.
Przez moment zdawało mu się że nikt i nic go nie goni. Od razu poczuł wyrzuty sumienia że przy pierwszej oznace zagrożenia zostawił dzieci samopas i wziął nogi za pas.
Już miał zamiar zebrać resztki odwagi i zawrócić, ale gdy tajemnicza siła niemal rozszarpała pień za którym leżał, o mało nie zmoczył się w spodnie.
Już czuł na sobie chłodne macki śmierci, gdy nagle mrok zupełnie stracił nim zainteresowanie i gdzieś się ulotnił.
Dysząc ciężko, dojrzał przytłumiony blask znad jeziora. Nie był pewien co mogło to oznaczać, właściwie cokolwiek. Logika zawodziła w tym miejscu, jednak światło zawsze zdawało się być ich sprzymierzeńcem. Czyżby to Lucek? Jego starszy brat? Tajemnicza muza z domku w lesie?
Niczym ćma wiedziona płomieniem, na wpół pokuśtykał, na wpół poddreptał ile się dało w stronę blasku. Oczywiście jakiekolwiek przejawy sił mroku szybko sprawiłyby, że dziennikarz porzuci te próby. Chęć ujrzenia źródła blasku była jednak wielka.
Czymkolwiek nie byłoby to źródło, jedno było pewne - mrok ewidentnie próbował stłamsić je w zarodku, a miał znaczną przewagę. Dzieciaków nigdzie nie było widać. Nie było pewne co się z nimi stało, lecz niepokojąca pewność, że prawdopodobnie nic dobrego, a do tego z jego winy, nie dawała mu spokoju. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Cieniste macki starały się połknąć światełko nad jeziorem, a kolejne, niczym żyły mroku, rozpościerały się w kierunku lasu. Nie był pewien co zrobić. Wcześniej usłyszał ledwo, że ma odwracać uwagę cieni. Och, był święcie przekonany, że bardzo dobrze odwracałby uwagę, jednak bardzo krótko i boleśnie.
Nagle poczuł dziwną pewność. Dotarł tutaj w konkretnym celu. Magiczne ogniki i umarłe dziewczyny wierzyły, że może coś zmienić, więc czemu im nie zaufać? Miał do wyboru to, albo zginąć w bardziej bezużyteczny sposób. Do tego może gdyby się pośpieszył, udałoby mu się ocalić te dzieciaki.
Postarał się szybko wrócić na miejsce, w którym się rozdzielili. Z porozrzucanych przedmiotów wybrał szpadel. Jeśli blask bijący od jeziora nie pozwalał na szybszy marsz jego brzegiem, dziennikarz sprawdził, czy lampę da się na nowo zapalić. Ewentualnie zdjąłby wierzchnią koszulę, oplótł wokoło jakiejś gałęzi i zmoczył oliwą. Jeśli to też nie poskutkuje, to będzie musiał świecić sobie latarką albo telefonem. Ostatecznie co jakiś czas mógłby strzelać fleszem z aparatu. Oczywiście mogło to być zgubne dla jego oczu, ale być może dla cienistych macek również.
Gdy już zapewnił sobie źródło światła, szybko ruszył wzdłuż linii brzegu.
Wierzył, że kluczem do pomocy światłu z jeziora jest rozdwojone drzewo, lub to, co mieści się między jego korzeniami.
Może wydobycie klucza da tej istocie dostatecznie dużo mocy by wygrać z ciemnością? Norbert skupił się na tej myśli, bo jeżeli spotkana dziewczyna miała rację i przedmiot znajdował się pod wodą, to dziennikarz nie miał do niego żadnego dostępu.
Jeśli dotarł na miejsce, najpierw rozejrzał się za jakimikolwiek oznakami gdzie może być ukryty skarb.
-Lucek, jeśli zależy ci na zwycięstwie naszej drużyny, to twoja ostatnia szansa - zachęcał do pomocy swojego nadnaturalnego przyjaciela.
Jeśli nie trafił na nic oczywistego, jak wydobywająca się spod ziemi poświata, lub wielki znak "x", zaczął kopać w miejscu, które sam uznałby odpowiednim do zakopania czegoś ważnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karolina Dean

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 29/07/2015

PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   Pią Lut 16, 2018 12:30 pm

A jednak ciemność zareagowała na krzyk Norberta, nie mieli zbyt wiele czasu. Szło wyczuć... Coś. Coś dziwnego. Zmianę w powietrzu. Dlatego wraz z Markusem mogła szybko zareagować i osunąć się niżej. Macki ciemności na pewno w pierwszej kolejności zaatakują miejsce, z którego dotarł krzyk. Dlatego trzeba było się stamtąd oddalić. Plan musiał być na szybko zrealizowany, póki macki nie trafiły żadnego z nich.
Słyszała je wyraźnie. Szelest roślin, szuranie po ziemi, uderzanie w drzewa. Nic jednak nie widziała. I to było najgorsze. Wiedzieć, że coś było w tym mroku, ale nie wiedzieć, gdzie dokładnie. Zmysł wzroku zawsze dawał największą pewność w działaniach. Teraz musieli działać po omacku.
Dlatego tuż po tym jak się okazało, że Markus potrafi pływać, Karolina jak najszybciej zdecydowała się na to, by jemu powierzyć tą część zadania. Ona będzie ściągała na siebie uwagę ciemności. Święcąc niczym tęcza w tej bezkresnej ciemności, na pewno skoncentruje na sobie ataki.
Po zdjęciu bransoletki i szybkim poderwaniu się z ziemi, skierowała swój lot nad jezioro, teraz wszystko widząc bardzo dobrze. Niestety działało to też w drugą stronę, ona również była widoczna. Jak tylko macki ruszyły w ich stronę, blondynka musiała puścić Markusa.
- Powodzenia. - odezwała się krótko w momencie, gdy go puszczała. Miała nadzieję, że chłopak szybko ogarnie sytuację. Niestety nie mogła mu nijak pomóc. Nikt z nich nie wiedział, czego tak właściwie szukają. Czegoś nietypowego, co normalnie nie powinno leżeć na dnie jeziora. Tylko tyle mogli się domyślać.
Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że ciemność całkowicie skupiła się na niej, więc Markus chyba był bezpieczny pod wodą. A przynajmniej bezpieczniejszy od niej, latającej nad jeziorem. Macki skupiły się na niej, w przeciwieństwie do zwykłej ciemności, nie rozpływały się pod wpływem jej blasku. Dlatego widziała czarne smugi, lecące w jej stronę. Choć była szybsza od nich to macki były liczebniejsze, więc mimo wszystko musiała uważać, by unikając jednej nie wpaść na drugą. Nie mogła jednak robić uników w nieskończoność. Miała w sobie dużo energii słonecznej i ta zapewne starczała jej na długo, ale nie była nieskończona. Kiedyś się skończy. A dziwny mrok dalej będzie. O ile Markusowi nie uda się odnaleźć tego, czego szukał.
Kosmitka postanowiła więc w końcu atakować po kilkunastu sekundach robienia samych uników. Kiedyś któraś z macek była zbyt blisko niej, dziewczyna atakowała ją kulą energii. Niezbyt dużą na te cieńsze wstążki i większą na te grubsze. Jeśli któraś kula okazywała się zbyt słaba, Kar zwiększała jej wielkość i siłę. Nie mogła pozwolić, by ten mrok ją sięgnął. Nawet nie chodziło o zranienie, co o samo dotknięcie. Odnosiła wrażenie, że nie byłoby to zbyt przyjemne doświadczenie.
Jeśli w którymś momencie się okazało, że nie wszystkie macki atakują ją, tylko podążają gdzieś w stronę brzegu, Karolina również je zatrzymywała. Mogła tylko zgadywać, że te chciały zaatakować Norberta, a mężczyzna był tylko zwykłym człowiekiem. Fakt, był dorosłym, ale to nie oznaczało, że miała pozwolić, by zginął. O ile sytuacja tego wymagała, kosmitka zbliżyła się nieco do brzegu w miejsce, gdzie był Norbert, by móc go lepiej chronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jezioro Silverstone   

Powrót do góry Go down
 
Jezioro Silverstone
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie :: Mountain Home Demonstration State Forest-
Skocz do: