Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

 

 Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mikael

Mikael

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 12/03/2014

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Nie Cze 12, 2016 8:36 pm

First topic message reminder :

Jest to zakopana głęboko pod ziemią, zasypana piaskiem od wielu setek, albo i tysięcy lat świątynia, która z biegiem czasu zaczęła przypominać raczej jaskinię. Nie wiedzą o niej nawet największe światowe organizacje, dlatego można uznać to miejsce za odludne. W środku znajdują się hieroglify mówiące, o istocie z nadludzkimi mocami, wręcz boskimi, pozwalającymi przenosić rzeczy z miejsca na miejsce, a także różnymi innymi, potężnymi umiejętnościami. Powiada także, o jego czterech, wiernych sługach, podążających za nimi zawsze i wszędzie. Wygląda na to, że nikt nie dotarł tu od samego zapadnięcia, bądź zasypania jaskini, gdyż nie ma tu absolutnie żadnych śladów czyjejś obecności. Co jednak czeka tutaj tego co wejdzie? Nie wiadomo...
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Vision
Mistrz Gry
Vision

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/09/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Pią Kwi 05, 2019 8:35 am

Jego plan na toczenie cyfrowej batalii nie miał racji bytu. Ktokolwiek znajdował się po drugiej stronie, nie popełniał żadnych błędów, nie wykazywał żadnych oznak słabości, które różowowłosy mógłby wykorzystać, by go przechytrzyć i dokopać się do ważniejszych danych. Quentin był błyskawicznie i niezwykle skutecznie odcinany od wszelkich dróg dostępu do tych bardziej skrywanych tajemnic. Co mogło potwierdzać teorię o niezwykle zaawansowanej SI. Lepszy rezultat może odniósłby próbując z innej jednostki, o większych uprawnieniach. Ale tej należałoby pewnie szukać bliżej jakiegoś centrum zarządzania, albo pomieszczeń ochrony, jeśli takowe gdzieś się tu znajdują.
Jeśli zamiarem Quentina było odkrycie we wspomnieniach Evana czegoś co ten mógł podczas przeszukiwania dalszej części kompleksu pominąć, to z całą pewnością mu się to nie udało. Wszystko wydawało się być dokładnie takim jak widział to i opisywał młodszy z mutantów. Ślady w windzie mogły być oczywiście pozostałością po jakimś innym płynie, lecz w połączeniu ze wszystkim innym? Raczej nie pozostawiało to żadnych wątpliwości z czym mieli do czynienia. Q może i nie zdołał dowiedzieć się niczego czego nie zdołałby wydobyć z Evana poprzez zwykłą rozmowę, lecz na pewno zyskał pełniejszy obraz sytuacji w sensie wyglądu pomieszczeń, przeszkód i odkryć swego towarzysza niż dałoby się to wyrazić samymi słowami.



////
Kolej na post Quentina, a po nim wrzucę kolejny od siebie. Chyba, że będzie potrzeba odpowiedzi/reakcji ze strony Genesisa.
Powrót do góry Go down
Quentin Quire

Quentin Quire

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 01/10/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Pon Kwi 08, 2019 3:38 pm

Quentin nie łudził się, że przez przejrzenie pamięci Evana pozyska jakieś przełomowe informacje. Zależało mu głównie na tym, żeby zdobyć rozeznanie w pomieszczeniach i nie iść na dalszą eksplorację w ciemno. W końcu byli na wrogim terytorium, a to znaczyło, że każda informacja o otoczeniu może się okazać tym, co zdecyduje o życiu lub śmierci.
Dlatego był, delikatnie mówiąc, zaskoczony tym, że udało się u nich znaleźć coś takiego jak potencjalne hasło do komputera w warsztacie. Jego próby tutaj skończyły się fiaskiem, ale gdyby zrobić podejście tam; może udałoby mu się przynajmniej sprowadzić windę na ich poziom, bo zdecydowanie nie miał ochoty bawić się w alpinizm w szybie, z kabiną, która mogła przecież ruszyć w każdej chwil. Zwłaszcza, że ta inteligencja (,bo żaden człowiek, nawet Quire, co musiał z niechęcią przyznać, nie był nieomylny) która do tej pory odmawiała mu dostępu do informacji postanowi trochę bardziej permanentnie zlikwidować zagrożenie. Nie poczuwał się ani do bycia Georgem Mallorym. Plany na głębszy włam chwilowo dostały metkę „może". I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu naukowcy dyskutowali, czy androidy zdolne są do okrucieństwa...
Quentin puścił Evana i jeszcze przez krótką chwilę nie odzywał się, porządkując informacje. Dźwięki, obrazy, zapachy...Dziwne, nie zauważył charakterystycznego zapachu krwi, ale może Evan po prostu nie zwrócił na niego uwagi, nie mógł być pewien. Poza tym sam za ogara się nie uważał, a przy tym wszechobecnym metalu może zwyczajnie uległ on zamaskowaniu. Zawsze należało założyć, że spotka się z najgorszą wersją wydarzeń. Wtedy można się tylko miło rozczarować, prawda?
-W porządku, zacznijmy od sprawdzenia Twojego podejrzenia. Chociaż nie wiem na jak zaawansowaną sklerozę musieliby cierpieć pracownicy, żeby tak po prostu trzymać hasło zapisane na wierzchu- mruknął z krzywym uśmiechem i raźnym krokiem ruszył do warsztatu. Zapoznał się bliżej z drzwiami i westchnął w duchu. Skoro Kellerowi nie udało się ich odblokować to on ze swoją mniej zaawansowaną telekinezą miał niewielkie szanse powodzenia.
- Rozumiem, że o ile nie nauczę się zmieniać w bezkształtną masę to będę musiał ryzykować popsucie czegoś? Czy Keller znalazł jakąś inną drogę?
Jednocześnie posłał sygnał pod adresem tego ostatniego, ale bez jakiejś specjalnej nadziei na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Genesis

Genesis

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 12/12/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Czw Kwi 11, 2019 3:14 pm

Evan czekał w napięciu, z którym starał się w miarę swoich możliwości walczyć. Prawdę mówiąc nie był nawet w stanie określić tego, jak długo Quentin przebywał w jego umyśle... I czy mu się to w ogóle udało, chociażby częściowo, gdy coś w okolicy wpływało na jego telepatyczne zdolności. Miał nadzieję, że tak, że może ich niewielka od siebie odległość oraz jego świadoma zgoda na to wpłynęły i ułatwiły mu zadanie, ale przecież zupełnie nie wiedział jak to wszystko działało, więc mógł jedynie zgadywać - i na to liczyć.
W związku z powyższym chłopak aż drgnął lekko, kiedy wreszcie cisza została przerwana, a następnie otworzył oczy i kilkakrotnie szybko zamrugał. Jego spojrzenie ponownie powędrowało ku Quentinowi i się na nim skoncentrowało... Zaś uwaga Genesisa - na jego słowach. Tak, nie mógł nie zgodzić się z tym, że zapisywanie hasła w takim miejscu było kiepskim pomysłem, co czyniło tę opcję mało prawdopodobną, ale z drugiej strony chyba i tak mogli to sprawdzić. Niczego by na tym nie stracili, bo przecież wpisanie kilku literek to kwestia paru sekund... I jeżeli się mylili, to po prostu ruszą dalej, a jeśli nie, to... To wtedy zastanowią się nad następnymi krokami. W zależności od zawartości komputera. Choć Evan miał szczerą nadzieję, że nie będą musieli się znowu rozdzielać, bo to naprawdę mu się nie podobało. Wystarczy, że zgubili już tak Juliana.
Póki co jednak nastolatek kiwnął głową na wnioski rówieśnika, po czym bez namysłu ruszył w ślad za nim ku wyjściu z pomieszczenia, po drodze mimo wszystko jeszcze ostatni raz tocząc po nim wzrokiem. Uczynił to zresztą po części odruchowo, jednakże w dalszym ciągu pamiętał o tym, że przydałoby im się przecież znaleźć wejście do wentylacji... Dlatego też rozglądał się po prostu za szybem. Jakoś nie wierzył w to, że zablokowane na metalowych arkuszach drzwi do warsztatu miałyby się same z siebie naprawić od momentu, kiedy widział je w drodze powrotnej.
Chłopak nie odzywał się aż do chwili, gdy zatrzymał się obok Quentina przed ich przeszkodą. W głębi ducha znów zastanawiał się nad tym, jak wielkie problemy mogłoby im przynieść siłowanie się z tymi drzwiami. Może nie zostałyby przez to uszkodzone, może udałoby się je jednak na siłę odsunąć? Skoro nie telekinetycznie, to czysto fizycznie? Tyle że wiązało się z tym takie ryzyko... A Genesis był z natury ostrożny. Nie chciał, by ich nieprzemyślane działania zapoczątkowały jakieś niebezpieczeństwo, szczególnie teraz, gdy już wcześniej podjęli decyzję, aby nie forsować przejścia. Chyba powinni się jej trzymać?
- Nie wiem czy znalazł. Ale szukał. Tam w środku znajduje się szyb wentylacyjny, trochę go widać przez wnękę i... No, pewnie już tak czy siak trafiłeś na niego w moich wspomnieniach. Możemy zaryzykować z niego skorzystanie, bo tam w warsztacie jest już otworzony. Sądząc po jego rozmiarach, nie powinieneś mieć raczej problemów z przemieszczaniem się w nim - o sobie Evan nawet pod tym względem nie wspominał, bo kwestia kształtu i wielkości była w jego przypadku bardzo umowna. Prawdę mówiąc nie mógł nawet powiedzieć, że jego obecna postać to ta prawdziwa, bo... Tego nie wiedział. Przybierał różne formy, a każda kolejna najwyraźniej była rozpoznawana przez jego organizm jako ta właściwa, bo na przykład nie zmieniał się z powrotem podczas snu.
Tak czy siak, bardziej niepokoiło go obecnie to, że w szybie mogły się znajdować jakieś pułapki. Czy ktoś pomyślałby o tym, aby go w ogóle zabezpieczyć? Bo to by tłumaczyło dlaczego Julian od tak dawna się nie pojawiał. Może... Może umieszczono tam na przykład ujścia gazu usypiającego albo czegoś podobnego? Evan chyba tak właśnie by to zorganizował, gdyby chciał chronić jakieś miejsce. Bo ten szyb naprawdę wyglądał na całkiem spory. Na tyle, że teraz nastolatek zaczynał się już na poważnie zastanawiać czy jego wymiary nie miały kusić intruzów do skorzystania z tej opcji... Bo inaczej po co zostałby zbudowany w taki sposób?
Przygryzając na moment dolną wargę w wyrazie zastanowienia i zarazem wahania, nastolatek przesunął spojrzeniem wzdłuż krawędzi drzwi. Tak naprawdę... Co mogli na tym stracić? Skoro wybierali się na dół, gdzie najwyraźniej i tak czaiło się coś niebezpiecznego, to istniała duża szansa na to, że zwrócą na siebie uwagę... Tego czegoś. A czas wcale nie stał w miejscu. Nie powinni go tracić na sterczenie na korytarzu i rozważanie bez końca wszystkich opcji.
- Tak sobie myślę... Może przepchnięcie drzwi do końca na bok uszkodziłoby mechanizm i kogoś zaalarmowało, ale... Gdyby je tak wygiąć do środka? Albo spróbować przepalić w nich przejście? Tylko na tyle, żebyś się zmieścił. Sądzisz, że coś takiego też mogłyby wyłapać jakieś czujniki? - spytał ostrożnie, choć prawdę mówiąc zdawał sobie sprawę z tego, że Quentin nie mógł wiedzieć w tej kwestii więcej od niego samego. Chciał po prostu usłyszeć jego opinię.
Powrót do góry Go down
Vision
Mistrz Gry
Vision

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/09/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Sro Kwi 17, 2019 5:39 pm

Zgodnie z przewidywaniem odpowiedziała mu jedynie cisza. Obecne położenie Juliana wciąż pozostawało tajemnicą. I w tym miejscu wcale nie musiało to oznaczać niczego złego. A z drugiej strony… Przedłużająca się nieobecność ich towarzysza mogła powoli budzić wątpliwości. Przecież, gdyby udało mu się znaleźć inne wejście do szybu prawdopodobnie pokazałby się już w pomieszczeniu, do którego wejście blokowały uszkodzone drzwi. Chyba, że udało mu się odkryć kolejną drogę prowadzącą na niższy poziom. Albo coś rzeczywiście stanęło mu na drodze. Uniemożliwiając mu powrót i przekazanie wieści z tej wędrówki kolegom.
Jakby na potwierdzenie tych mniej optymistycznych wersji zdarzeń, gdzieś w dość bliskim towarzystwie obu mutantów pojawił się regularnie rozbrzmiewający dźwięk. Krótkie, rytmiczne odgłosy. Jakby stukot obcasów albo zwierzęcych łap lub kopyt o podłoże, lecz bardziej metaliczne. Ich rytmika wykluczała to, że do ich powstania mógł przyczynić się człowiek. Chyba, że zdawał sobie sprawę z obecności Quentina oraz Evana i postanowił zabawić się ich kosztem. Q również nie był w stanie niczego wyczuć przy pomocy swoich mocy. Na ile świadczyć to mogło o tym, że to nie organizm żywy, a na ile wpływ na to miały niezwykłe właściwości tego miejsca?
Z początku cichy, łatwy do przeoczenia, z czasem stawał się coraz wyraźniejszy. Nie było już wątpliwości, iż dochodził z jednego z korytarzy odchodzących w bok tuż przy wejściu do kompleksu. W tej chwili więc skądś za ich plecami. O dokładniejsze stwierdzenie było trudno. Z upływem czasu można było odnieść wrażenie, że cokolwiek powoduje ten dźwięk już wkrótce wyjrzy zza rogu. A wtedy odgłos nagle ustał. I nie pojawił się już więcej. Gdyby zbliżyć się do rozwidlenia po drugiej stronie, mutanci nie zastaliby tam kompletnie niczego. Wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Żadnych śladów jakiejkolwiek obecności.
Powrót do góry Go down
Quentin Quire

Quentin Quire

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 01/10/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Pią Maj 03, 2019 10:14 am

Cóż, w tej sytuacji Quentin postanowił wpisać Helliona w rubryczkę „dopuszczalne straty” i na ten moment przestać liczyć zarówno na jakąkolwiek pomoc z jego strony jak i się z jego obecnością w kompleksie. Może nastolatek znalazł drogę na zewnątrz? Albo czeka na nich już na dole, bo rozminęli się z Genesisem? Tak czy inaczej miał teraz zdecydowanie większe problemy na głowie. Jak zablokowane drzwi.
Q zbliżył się do nich i najpierw spróbował ocenić, czy mają do czynienia z jakimiś wyjątkowo rozbudowanymi zabezpieczeniami czy po prostu z tym, co widział na pierwszy rzut oka. W sumie dziwiło go to, że Hellion mimo wszystko nie usunął blokady wcześniej, bo w końcu nie słynął wcale z ostrożności. Początkowo tak bardzo skupił się na pracy na tyle, że nie zauważył nic niepokojącego. I to chyba właśnie uderzyło go najbardziej, kiedy zarejestrował dźwięk, bo nie szła za nim absolutnie żadna obecność żywej istoty. A może tylko tak kapitalnie się maskowała, a specyfika tego miejsca działała na jej korzyść?  Trzymając się jednak wersji wydarzeń, w której jego zdolności się nie myliły, to, co im towarzyszyło nie było organiczne. Dźwięk również zdawał się potwierdzać taką teorię… Cztery łapy… Quentinowi od razu na myśl przyszły testy naukowców z uniwersytetu w Bostonie, które widział nie tak dawno i zaklął w duchu. Jeżeli cywilna technologia była na takim poziomie, to mógł się tylko domyślać (albo sprawdzić, ale ta opcja była dość ograniczona) jak ma się to na poziomie armii. Albo kogoś z podobnym mózgiem i budżetem do Stark Industries, a właściciel tego miejsca zapewne posiadał kiedyś przynajmniej to drugie. A za pieniądze mógł sobie kupić kilkanaście mózgów zdolnych skonstruować mu naprawdę dobrych stróży.
-Sprawdź, co to było. Tylko ostrożnie. Naprawdę nie poczuwam się do odstawiania tutaj jakiegoś inspirowanego „Łowcą Androidów” filmu klasy B.- mruknął, przyśpieszając swoją pracę. Jeśli coś próbowałoby ich zaatakować każda droga ucieczki była pożądana.
Powrót do góry Go down
Genesis

Genesis

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 12/12/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Pią Maj 03, 2019 12:38 pm

Evan czekał w milczeniu, z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej - choć prawdę mówiąc ułożył je bardziej tak, jak gdyby się nimi obejmował - i nie ruszając się z miejsca... Licząc na to, że Quentin zaraz coś zadecyduje. W gruncie rzeczy miło było nie musieć podejmować żadnego postanowienia samemu. Z drugiej strony byłoby pewnie jeszcze milej, gdyby rówieśnik mu coś odpowiedział na jego pytania i sugestie... Ale Genesis nie czuł się tym tak naprawdę urażony. Domyślał się, że uwagę drugiego chłopaka w całości pochłonęło badanie zablokowanych drzwi - albo przynajmniej taką miał nadzieję, bo to było najprzyjemniejsze logiczne wytłumaczenie, jakie w tym momencie przychodziło mu do głowy. Dlatego właśnie nie odzywał się już więcej, nie rozpraszał go, tylko momentami ku niemu zerkał... Zamiennie z obserwowaniem otoczenia, tak na wszelki wypadek.
Z zewnątrz Evan wydawał się pewnie być całkiem spokojny. Zmartwiony, owszem, o czym świadczyło chociażby jego lekko zmarszczone czoło, no i oczywiście cała jego postawa... Ale wciąż relatywnie spokojny. Nie okazywał wyraźnych oznak zniecierpliwienia, lecz w głębi ducha stale był świadomy upływu czasu, a serce biło mu w przyspieszonym tempie, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. To była tylko i wyłącznie jego wina, że w ogóle się tutaj znaleźli, więc nie narzekał, nic z tych rzeczy, po prostu... Zżerał go stres.
Jako że pilnował okolicy, być może nawet pomimo swojego zamyślenia to on jako pierwszy - przed Quentinem - zwrócił uwagę na narastające odgłosy. Początkowo ciche, a do tego w tych warunkach wywołujące lekkie echo, przez które ciężej było jednoznacznie stwierdzić to, z której strony dochodziły... Ale dziwnie metaliczne. Na pewno nie przypominały chłopakowi typowych, ludzkich kroków, a szkoda, bo w pierwszej chwili irracjonalna nadzieja chciała już pozwolić mu myśleć, iż może to Julian wreszcie do nich wracał. Nie, to było coś innego. Coś... Pobudzającego wspomnienia czworonogów z farmy. Bliżej, ale nie do końca.
Szybkie rozejrzenie się i wsłuchanie w te odgłosy pozwoliło nastolatkowi zadecydować o tym, z której strony uważał, że docierały. Wówczas od razu obrócił się przodem w tym kierunku, równocześnie rozluźniając ramiona, które następnie opuścił luźno wzdłuż ciała. Lepiej, aby w razie czego były wolne. Genesis nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że jego mięśnie napięły się w oczekiwaniu na pojawienie się... Tego czegoś, a może jednak kogoś, domniemanego zagrożenia. Wolał założyć, że zbliżało się do nich niebezpieczeństwo, niż później żałować. Choć wciąż liczył na to, że się mylił... I w razie czego nie zamierzał zaatakować jako pierwszy, nie bez oczywistych przesłanek, że powinien.
Z tego wszystkiego Evan prawie podskoczył - a na pewno zauważalnie drgnął - kiedy Quentin nagle się do niego odezwał, jak cicho by tego nie zrobił. Z drugiej strony przynajmniej sprawiło to, iż natychmiast na niego spojrzał, po czym powoli kiwnął głową, zupełnie nie przejmując się tym, że Q prawdopodobnie i tak tego gestu nie odnotował. Na twarzy chłopaka odmalowało się co prawda wahanie, lecz nie ze względu na to polecenie, gdyż z nim żadnych problemów nie miał. Po prostu nie zrozumiał do końca dokonanego przez rówieśnika odniesienia... Ale to nic. Tak czy siak domyślał się o co mu mogło chodzić.
Ostrożnie, powiedział Quentin. W porządku, potrafił ostrożnie. Na początek najważniejsze było chyba to, żeby nie zdradził się przewidywalnymi dźwiękami, na przykład krokami, w związku z czym Genesis płynnie przeszedł do bezkształtnej, szaro-błękitnej formy, gładkiej i może przypominającej trochę roztopiony metal lub coś podobnego... Pomijając poblask. Cała powierzchnia jego ciała wytworzyła drobne, niezauważalne gołym okiem haczyki, rozsiane gęsto, wytrzymałe i pozwalające na zaczepianie się o różne powierzchnie. Dzięki temu nastolatek mógł przemieścić się wzdłuż ściany, cicho, a w dodatku szybciej, niż gdyby chciał tę drogę odbyć na piechotę - idąc, a nie biegnąc.
Zwolnił dopiero w pobliżu rozwidlenia, aby na początek czujnie za nie wyjrzeć... Potem zaś już śmielej, gdy dotarło do niego, że niczego nie znalazł. To chyba nie zapowiadało niczego dobrego. To znaczy, mogłoby się wydawać, że tak, bo przecież nie natknął się na żadnego stróża czy inne niebezpieczeństwo, ale... W takim razie gdzie podziało się źródło tych niedawnych odgłosów? Zniknęło, wtopiło się w otoczenie, a może... Może dźwięki zostały tylko z jakiegoś powodu wyemitowane? Nie, raczej nie. Chociaż inne wyjaśnienia tak naprawdę również pozostawiały sporo do życzenia.
Skonsternowany, Evan zawrócił i, na wszelki wypadek tą samą drogą, udał się znowu pod drzwi do warsztatu, gdzie dołączył do Quentina. Nie marnował nawet czasu na pełne powrócenie do poprzedniej postaci, wytworzył ją tylko od pasa w górę, żeby wystarczająco wygodnie móc zdać Q relację z tego, co zobaczył... Albo raczej czego właśnie nie zobaczył.
- Nic tam nie ma. A jeżeli było, to nie zostawiło po sobie żadnych śladów. To... Co myślisz o przepaleniu się przez fragment drzwi? Albo o ich wygięciu do środka? - ponowił swoje niedawne sugestie, bo naprawdę nie czuł się zbyt pewnie na korytarzu z jakimś... Jakimś mechanicznym zwierzęciem - widmo. Prawdopodobnie. A to był kolejny powód, żeby się pospieszyć. Nie to, żeby naciskał, bo ton jego głosu w żadnym razie nie świadczył o tym, aby się narzucał albo Quentina pospieszał.
Pozostawanie w nie do końca przemienionej formie posiadało jeszcze jeden plus, obok zaoszczędzenia chwili na modyfikację ciała. Ta część pozbawiona określonego kształtu była co prawda elastyczna, ale wciąż tak samo twarda i wytrzymała... A zajmowała większą powierzchnię. W przypadku nagłego ataku mogła - i miała, bo Evan wciąż był na to gotowy, teraz może nawet uważniejszy w obserwacji otoczenia niż wcześniej - zadziałać niczym tarcza. Unieść się, przesunąć, zgęstnieć w danym miejscu... W zależności od potrzeby.
Powrót do góry Go down
Vision
Mistrz Gry
Vision

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/09/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Sro Maj 22, 2019 5:45 pm

Dźwięk wrócił, gdy tylko Evan wrócił w pobliże swojego towarzysza. I nie dochodził on z tego samego miejsca co wcześniej. Tym razem jego źródło znajdowało się po drugiej stronie. Gdzieś za drzwiami, które pokonać chciała dwójka młodych mutantów. Był odległy, wygłuszony, może pochodzący z wnętrza szybu wentylacyjnego, albo nawet z poziomu niżej. Z uszkodzonej kabiny windy lub pomieszczenia, któremu Genesis nie zdołał zbyt dobrze się przyjrzeć. I nie przypominał on tego dźwięku, który przed momentem stał się przyczyną ich wzmożonej czujności. Po chwili odgłos ustał. Cisza ta nie trwała jednak długo i po kilkunastu sekundach obaj usłyszeć mogli głośny huk, którego echo i metaliczny pogłos roznosiły się jeszcze przez jakiś czas. I na pewno dochodziły one z szybu windy prowadzącej piętro niżej. Zaraz po tym ktoś lub coś znalazło się w warsztacie.
Nie musieli długo czekać na to, by dowiedzieć się co było przyczyną tego wszystko. Wpierw uszu młodzieży doszło czyjeś kasłanie, czemu towarzyszyła też seria przekleństw. Głos natychmiast wydać się mógł znajomy i nie pozostawiający złudzeń.
Evan? Quentin? Jesteście tu jeszcze? – jakby potrzeba było dodatkowych dowodów, Julian zaczął nawoływać swoich kolegów. Gdyby któryś z nich zerknął przez szparę między ścianą, a lekko uchylonymi drzwiami, przez którą dwukrotnie przeciskał się już Genesis, z łatwością zauważyłby charakterystyczną zieloną poświatę będącą zwykle świadectwem używania przez Kellera jego zdolności.
Powrót do góry Go down
Quentin Quire

Quentin Quire

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 01/10/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Sob Lip 13, 2019 2:15 pm

Keller. Oczywiście. Przecież dla niego dzień bez wielkiego wejścia był dniem straconym, nawet, jeżeli prawdopodobnie skończy się to kryzysem dla całej ekipy. I w porządku, może nie powinien może obwiniać go tylko za to, że zarwała się pod nim (bardzo zakurzona, sądząc po kaszlu) konstrukcja szybu wentylacyjnego, ale nadal był niespokojny. Wiedział, że choć bardzo by tego chciał, nie wszystkie hałasy, które słyszał do tej pory można było przypisać nieostrożnemu nastolatkowi. I gdzieś pod skórą odczuwał głęboki niepokój z tego powodu, rezonujący w nerwach tak, jak dźwięk metalu rezonował teraz w pustych korytarzach.
- Julian. Miło, że wpadłeś, ale możesz przestać się drzeć. Jeszcze coś na nas ściągniesz. Lepiej powiedz, czy jestem w stanie dostać się tam tą samą drogą, co ty, czy jednak próbujemy z drzwiami? Bo Evan ma ochotę pobawić się ogniem i całkiem podoba mi się ten plan - przyznał, zerkając krótko na drugiego mutanta, tym samym dając znać, że słucha. Uważnie, nawet, jeśli tego po nim nie widać na pierwszy rzut oka.
Tego właśnie spodziewał się w pewnym sensie wysyłając Genesisa na zwiad. Fiaska. Bynajmniej nie dlatego, że w niego nie wierzył. Ale skoro już tworzysz maszynę, która ma patrolować korytarze twojego laboratorium to chyba lepiej od razu pójść za ciosem i zamontować maskowanie, prawda? Przynajmniej póki co owo coś robiło mnóstwo hałasu, ale to niekoniecznie było dobre. Dawało fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Powrót do góry Go down
Genesis

Genesis

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 12/12/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Nie Lip 14, 2019 4:54 pm

Nim jeszcze Evan zdążył otrzymać jakąkolwiek odpowiedź, jego uwagę prędko przykuła kolejna seria - nowych, odmiennych - odgłosów, tym razem jednak zdająca się dochodzić z zupełnie innego miejsca, przez którą chłopak aż się zauważalnie wzdrygnął. Jego głowa szybko się obróciła, spojrzenie przesunęło się po otoczeniu, jak gdyby starał się zobaczyć coś, co dałoby mu jakąś wskazówkę odnośnie źródła tych dźwięków lub chociaż sposobu jego przemieszczania się... Ale oczywiście, że niczego nie dostrzegł. Korytarz wyglądał tak samo, jak jeszcze przed chwilą.
W związku z tym chłopak nie tracił na to więcej czasu i przeszedł prosto do drugiego punktu programu... Czyli skupił się już tylko na kierunku, z którego słyszał te nowe odgłosy. Na pomieszczeniu, do którego starali się dostać. Co... Nagle zaczęło się wydawać gorszym pomysłem, jeżeli potencjalne zagrożenie jakoś się tam przeniosło. Z drugiej strony możliwe, że i tak nie mieli wyboru. Prędzej czy później pewnie by się na to coś natknęli, więc być może spotkanie w sporym warsztacie było lepsze od wpadnięcia na siebie na korytarzu.
Genesis zamierzał właśnie zapytać Quentina o... Prawdę mówiąc sam nie był pewien o co, prawdopodobnie po prostu o to, co to dla nich zmieniało albo czy rówieśnik miał jakieś pomysły... Kiedy krótkotrwałą ciszę przerwał huk - i Evan ponownie się spiął, starając się spoglądać przez szczelinę pozostawioną w przejściu. W napięciu czekał na coś, na co będą mogli - albo musieli - w konkretny sposób zareagować... Bo w tym momencie jego instynkt walcz lub uciekaj nie bardzo wiedział co preferował. Nie wspominając już o braku dostatecznych informacji do podjęcia świadomej, rozsądnej decyzji bez polegania na odruchach.
W takich chwilach sekundy zdawały się dłużyć, a Genesis naprawdę chciałby, aby Q coś powiedział, bo on sam najwyraźniej nie był teraz w stanie, ale w końcu z pomieszczenia dobiegać zaczęły dużo bardziej ludzkie dźwięki. Może przedwcześnie, ale to wystarczyło, aby chłopak przynajmniej częściowo się rozluźnił. Jasne, że wciąż mogli mieć do czynienia z kimś wrogo nastawionym, ale wyobraźnia Evana sugerowała mu, że taki kaszel trochę psułby wejście czarnego charakteru... A w następnym momencie dotarło już do niego, że rozpoznawał ten głos - czyli jego uspokojenie się miało jednak realne podstawy.
Nastolatek wcale nie krył się z tym, iż odetchnął z ulgą, nim zerknął na Quentina, a potem znowu przez przerwę przy drzwiach. Wyglądało na to, że starsi chłopcy znów przejęli pałeczkę, przynajmniej pod kątem rozmowy, dlatego on sam początkowo się w nią nie wtrącał... Automatycznie - i rzecz jasna w przenośni - zajmując miejsce z tyłu, nie chcąc się angażować na wypadek, gdyby zaraz ponownie miała rozpocząć się wymiana złośliwości.
Genesisowi byłoby z tą rolą bardzo dobrze, gdyby nie to, że pod koniec swojej wypowiedzi Q się na niego powołał i... Delikatnie mówiąc, przeinaczył jego wcześniejsze słowa. Bardzo. I w dodatku najprawdopodobniej zrobił to kompletnie umyślnie, jeżeli Evan zdążył się do tej pory nauczyć czegokolwiek o jego zachowaniu. Mimo to chłopak tak czy siak natychmiast spojrzał na niego szeroko otworzonymi, pełnymi zaskoczenia oczami, a następnie prędko pospieszył z wyjaśnieniami.
- Nie, nie mam ochoty bawić się ogniem, nie to miałem na myśli. Tylko... Po prostu... Gdyby nie było innej drogi, to może przetopienie się przez drzwi strumieniem energii skończyłoby się lepiej od ich wyważenia. Albo wyrwania. Wszystko jedno. Bo może... Jeżeli posiadają jakieś czujniki, to akurat tego by nie wyłapały, sam nie wiem - wszystko to była czysta teoria. W końcu istniała nawet całkiem spora szansa na to, że od samego początku mogli zniszczyć albo na siłę przesunąć te drzwi i nic złego by z tego nie wynikło... Ale nie wiedzieli tego na pewno. A Evan wolał zachowywać ostrożność. Nie za wszelką cenę - nie wtedy, gdy zwlekanie też było niebezpieczne - lecz... W granicach możliwości. Problem polegał na tym, że w tym momencie nastolatek nie potrafił ocenić co bardziej im się opłacało.
- ... Więc jak z tą inną drogą? - dodał nieco ciszej, bo prawdę mówiąc nie był wcale dumny ze swojego tłumaczenia się - i to z wielu powodów. Przeciwnie, jego obecny stan lepiej określałoby pewnie słowo zakłopotany, choć z drugiej strony mogło to być spore niedopowiedzenie. Nie pomagało też to, że już sama sugestia, iż miałby po prostu chcieć - a nie musieć - zrobić coś tak nieodpowiedzialnego zbiła go przed chwilą z tropu... I praktycznie był w stanie wyczuć to, że policzki robiły mu się coraz cieplejsze. Rzecz jasna nie mógł tego ocenić z zewnątrz, ale na tej podstawie zgadywał, że mu ciemniały, przybierały barwę bardziej zbliżoną to granatowo-szarej. Akurat tego nie potrafił kontrolować, a przynajmniej nie w niewykrywalny sposób.
Powrót do góry Go down
Vision
Mistrz Gry
Vision

Liczba postów : 182
Data dołączenia : 24/09/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Nie Sie 04, 2019 4:00 pm

Julian odezwał się dopiero po dłuższej chwili. W międzyczasie zbliżył się do zamkniętego przejścia, by rzeczywiście uniknąć konieczności podnoszenia swojego głosu. Otrzepał też ubranie z zebranego podczas wędrówki oraz wieńczącego ją upadku kurzu.
- Cały system szybów wentylacyjnych to istny labirynt. Miejsca wcale nie ma tak dużo jak mogłoby się wydawać, wiele odnóg prowadzi donikąd i po jakimś czasie zdajesz sobie sprawę, że wybrałeś ślepą uliczkę. Na każdym kroku spodziewałem się uruchomić jakąś pułapkę. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ale i tak poruszałem się z większą ostrożnością. Odnalezienie właściwej drogi nie było przez to łatwe i biorąc wszystko pod uwagę myślę, że nie trwało tak długo. – w pierwszej kolejności Keller podzielił się kilkoma informacjami odnośnie problemów, które tam napotkał, a które sprawiły, iż jego podróż znacznie się przedłużyła. Cała wypowiedź co kilka chwil przerywana była przez kaszel będący zapewne skutkiem podrażnienia gardła i dróg oddechowych przez znajdujący się w wentylacji kurz. – Ostatecznie o ile nie utkniesz gdzieś po drodze, nie powinieneś mieć aż takich trudności z dotarciem tu tą właśnie drogą. Ale jeśli mam być szczery to opcja z pozbyciem się przeszkody w postaci tych drzwi również coraz mocniej do mnie przemawia. Twój wybór. – dodał wyjątkowo spokojnie. Zwłaszcza w porównaniu do tego jak wcześniej przebiegały wymiany zdań między Julianem a Quentinem.
- Ten kompleks działa mi na nerwy i mam coraz większą ochotę zignorować wszelkie objawy zdrowego rozsądku, których do tej pory jeszcze starałem się trzymać.. Im szybciej więc znajdziemy to czego szukamy, tym szybciej będziemy mogli je opuścić. Poza tym nigdzie jeszcze nie widziałem czegoś co przypominałoby jakieś jedzenie albo wodę. Na razie ich brak to nie problem, lecz z czasem na pewno się nim stanie. – rzekł jeszcze na koniec. Ich wędrówka od wejścia do świątyni aż do tego miejsca trochę już trwała. Głód, spragnienie i zmęczenie mogą dać o sobie znać praktycznie w każdej chwili. Przynajmniej w przypadku niektórych z nich. A każdy z tych stanów może niekorzystnie wpłynąć na ich efektywność.
Powrót do góry Go down
Quentin Quire

Quentin Quire

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 01/10/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Pon Wrz 02, 2019 6:06 pm

„No dalej, Keller. Gdzie jest teraz Twoje wyszczekanie i podejmowanie impulsywnych decyzji” pomyślał poirytowany Quire, czekając aż Helion wreszcie się odezwie. Oczywiście takie wewnętrzne ponaglanie Juliana nie miało nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, ale chwilowo myślą dyktującą narrację w głowie Q była ta o konieczności znalezienia się po drugiej stronie drzwi. Dlatego westchnął tylko cicho, słysząc relację z tej zabawy w szczura. Prychanie i kasłanie tylko dodawało opowieści kolorytu…Taaak, Quentin zdecydowanie nie był zainteresowany dostaniem pylicy, dzięki wielkie. Nawet jeśli teoretycznie powinien mieć końskie zdrowie to po co ryzykować? Świat nie przetrwałby nawet jego przeziębienia.
- W porządku. Przepalenie się przez drzwi będzie szybsze. Zbadajmy to miejsce do końca, wynieśmy wszystko, co może się przydać i spadajmy stąd. Możemy zgarnąć jakieś burgery po drodze.- zasugerował, słysząc uwagę na temat brakujących zapasów. Naprawdę, nawet w takich okolicznościach myśleć o jedzeniu…Chociaż z drugiej strony Julian nie słyszał tych kroków, może adrenalina u niego nie trzymała się tak wysoko.
- I tak, króliczku, wszyscy wiemy, że nie masz zbyt wiele wspólnego z zabawą, a już broń Absolucie czymś niebezpiecznym- dodał Q z krzywym uśmiechem, robiąc miejsce przed drzwiami i wskazując je Genesisowi zapraszającym gestem- Pan przodem.
Powrót do góry Go down
Genesis

Genesis

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 12/12/2015

Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1Wto Wrz 03, 2019 9:17 pm

Kąciki ust Evana, tak czy siak już skierowane w dół, z każdą chwilą opadały coraz niżej, gdy słuchał wyjaśnień Juliana. Nie brzmiały dobrze... Nie tylko dlatego, że przedstawiały sytuację w mało optymistyczny sposób, ale również - a może przede wszystkim? - przez ten kaszel. Chłopak miał głęboką nadzieję, że wynikał po prostu z obecności kurzu w szybie i że nie złapią tutaj niczego nietypowego... Gdyby mieli, to chyba prędzej doszłoby w świątyni, prawda? Choć z drugiej strony w takich placówkach jakieś zarazki mogły być nawet hodowane umyślnie... Sam nie wiedział już co gorsze. On miał jeszcze spore szanse na wyleczenie się z jakiejś pochodzącej sprzed tysięcy lat choroby, albo w ogóle na uniknięcie zakażenia, ale nie był tego taki pewien w stosunku do Juliana i Quentina. Kolejne zmartwienie na liście jego niepokojów.
Kwestią jedzenia i picia nastolatek jeszcze aż tak bardzo się nie przejmował, choć zdawał sobie sprawę z tego, że Hellion miał rację. To był tylko kolejny argument świadczący za tym, że powinni się jednak pospieszyć i zaryzykować z drzwiami... I na nic się zdała ich wcześniejsza ostrożność. Jeżeli mieli uruchomić jakiś alarm, to najwyraźniej tak czy siak to teraz zrobią - bo spoglądając pomiędzy towarzyszami Genesis był już przekonany, że właśnie taka zapadnie decyzja. Nie wiedział do końca jak się z tym czuł. Rozumiał, że czas ich gonił. Sam chciał jak najszybciej zebrać wszystkie informacje, na jakie tylko mogli się tutaj natknąć, a potem znaleźć drogę do wyjścia. Po prostu wciąż miał okropne przeczucia i nie chciał sprowadzić na starszych chłopaków żadnego nieszczęścia.
Zgodnie z jego przewidywaniami - obawami - Quentin postanowił za nich wszystkich. Co... O dziwo na swój sposób przyniosło również Evanowi ulgę. Przynajmniej wiedzieli co dalej, niezależnie od tego, czy postępowali słusznie czy może jednak wręcz przeciwnie. To musiało być lepsze od stania w miejscu, prawda? Taką miał nadzieję. Nastolatek zaczął już nawet kiwać głową, aby wyrazić swoją zgodę dla tego planu... Tyle że wówczas Q zwrócił się już do niego bezpośrednio i Genesis przeniósł na niego zdezorientowane spojrzenie.
Wbrew pozorom nie miał najmniejszych problemów z byciem nazywanym króliczkiem. Domyślał się, że była to albo obraza - bo w końcu były to zwierzęta raczej delikatne i niegroźne - albo po prostu kolejna z charakterystycznych cech sposobu wypowiadania się Quentina... Ale wolał to, niż bycie porównywanym do potężnych, zagrażających ludzkości mutantów. Mógł być widziany jako delikatny i niegroźny, nie ma sprawy.
To ten dalszy fragment go dotknął. Potrafił się bawić. Odnosił co prawda niejasne wrażenie, że on i Q mogli posiadać bardzo, bardzo różne definicje zabawy, lecz to przecież nie tak, że istniała tylko jedna słuszna... Tak? Sporo rozrywek nie wiązało się z niebezpieczeństwem, a ludzie mimo wszystko je lubili. Takich było chyba nawet więcej... I choć Evan coraz lepiej rozumiał, że nie powinien brać do siebie tego rodzaju komentarzy - jak i pewnie większości słów opuszczających usta Quentina - to po prostu nie mógł nad tym zapanować. Nie umiał.
- Od środka będzie łatwiej - ocenił krótko, uciekając od chłopaka spojrzeniem, teraz już nie zaskoczonym, lecz lekko urażonym. Nie był pewien jak wytrzymałe były te drzwi, ale wolał przygotować się na wypadek, gdyby miał je łatwo przepalić. W takiej sytuacji lepiej było mieć za nimi dłuższy odcinek pustej przestrzeni pod postacią korytarza niż warsztat, w którym mógł w coś przypadkowo trafić... Tak, zdecydowanie od środka będzie łatwiej.
Nie czekając na reakcję któregokolwiek z towarzyszy, Genesis ponownie przybrał bezkształtną, giętką formę, aby prędko przecisnąć się przez wyrwę pomiędzy drzwiami i ścianą. Po drugiej stronie odtworzył się już w całości, a następnie zerknął kontrolnie na Juliana, równocześnie wykonując kilka kroków do tyłu - ustawiony przodem do wejścia do pomieszczenia. Czuł, że podejmowali zbyt małe środki ostrożności, ale nie wiedział co jeszcze mogliby zrobić, więc... Zwlekanie nie miało sensu.
- Zostawiłem tam przy windzie latarki, takie... Tuby. Weźmiesz je już? - zwrócił się do Juliana, nie odrywając wzroku od drzwi. Gdyby coś miało pójść nie tak i musieli się zaraz spieszyć ze schodzeniem na dół, to chyba lepiej, żeby źródło światła trzymali już w rękach. Nie będą się musieli po nie schylać - albo szybko łapać telekinezą... A poza tym Evan wolał, żeby starszy chłopak się cofnął. Tak na wszelki wypadek. Zostawało jeszcze upewnienie się, że Quentin zachowywał bezpieczną odległość.
- Q, zaczynam, więc trzymaj się z boku - ostrzegł, choć liczył na to, że rówieśnik sam zdążył się przygotować. Biorąc głęboki oddech, Genesis przymknął oczy, a kiedy ponownie je otworzył, spod jego powiek wydobyły się już pierwsze wiązki złocisto-białej energii, trzaskające - niegroźnie dla niego - tuż przy jego twarzy. Tak łatwiej mu było nimi sterować, niż kiedy próbował skupiać je na przykład w dłoniach. W końcu wystarczyło gdzieś spojrzeć, więc dokładność była niemalże doskonała... Choć tego samego nie mógł powiedzieć o swojej kontroli nad intensywnością ataków. Ćwiczył to z wujkiem i na co dzień radził sobie nieźle, ale w gorszych chwilach zdarzało mu się tracić kontrolę nad tym, ile mocy wkładał w promienie.
Teraz panował nad swoimi emocjami. Martwił się, to oczywiste, ale nie złościł, nie panikował... Dlatego czuł się całkiem pewnie. Zamierzał jedynie wypalić dziurę, na tyle dużą, aby Quentin mógł przez nią przejść, ale mimo wszystko zajmującą jak najmniej miejsca - aby ograniczyć prawdopodobieństwo naruszenia czegoś istotnego. Zaczął umyślnie słabszym promieniem, tak na próbę. Jeżeli to wystarczyło do przebicia się na drugą stronę, to ograniczył go jeszcze trochę, by ostrożniej powiększyć przejście. Jeśli nie - wówczas zwiększył moc strumienia energii do takiego poziomu, by topić metal szybko, lecz nie przechodzić przez niego natychmiast. Przyspieszyłby, gdyby uruchomił się alarm lub pojawiło się jakieś zagrożenie, ale póki nic takiego się nie działo wolał uważać, aby nie przeorać promieniem korytarza. I miał szczerą nadzieję, że - kiedy już skończy i wstrzyma atak - Quentin będzie na tyle ostrożny, aby nie dotknąć rozgrzanych krawędzi.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta   Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta - Page 4 Icon_minitime1

Powrót do góry Go down
 
Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Reszta planety-
Skocz do: