Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Midtown High School

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Midtown High School   Sro Cze 15, 2016 12:13 pm


Znajdująca się w Forest Hills szkoła średnia proponuje nowojorskiej młodzieży usługi edukacyjne na najwyższym poziomie. W lokalnych rankingach plasuje się co roku na wysokich miejscach a absolwenci opuszczający jej progi każdego roku zasilają grono studentów czołowych uniwersytetów.
Nikt nie zdaje sobie sprawy, że tę właśnie szkołę kończył nie kto inny a Peter Parker, człowiek kryjący się pod maską Spider-Mana.

Obecnie uczęszczają do niej m. in. Kamala Khan (znana jako Ms. Marvel) oraz przybyły z alternatywnej rzeczywistości Miles Morales (u siebie znany jako Spider-Man).

Dźwięk dzwonka reguluje tutejszą codzienność. Po korytarzach przepływają codziennie rzeki młodych ludzi plotkujących, dyskutujących, wrzeszczących i zwracających na siebie uwagę.


Ostatnio zmieniony przez Miles Morales dnia Sro Cze 15, 2016 12:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Cze 15, 2016 12:42 pm

Spider-Man wylądował na dachu Szkoły w nieukrywanym pośpiechu. Przebierał się dosłownie w biegu, chowając w plecaku swój kostium. Ten pośpiech oznaczał powrót do życia normalnego człowieka mającego obowiązki i osadzonego w jakiejś rutynie. Pomagał mu radzić sobie ze świadomością tkwienia w równoległej rzeczywistości. W końcu spędził tu już tyle czasu... Miał już dokumenty, mieszkał w kampusie, jego rodzice mieli oficjalny status zaginionych (chociaż według jego wiedzy w tym świecie nigdy nawet nie istnieli).
Miał nowych znajomych, wymagających nauczycieli, nową szkołę.
Miał również coś jeszcze.

Status osoby spóźnionej na lekcję.

Gdy dobiegł do drzwi pożarowych był już zupełnie przebrany. Otworzył je, stanął na schodach i zaczął zawiązywać buty.
Z kieszeni wyciągnął telefon. Godzina spojrzała na niego groźnie z wyświetlacza.
Jeden but zawiązał, do drugiego zdążył zaledwie włożyć sznurówki, aby nie plątały się pod nogami a potem pobiegł w dół schodów.
Już po chwili był w klasie gdzie panował gwar i chaos. Nauczyciel wygrzebywał coś z szafki na tyłach sali i nie zaczął jeszcze przywracać grupy do porządku. To pomogło Moralesowi wślizgnąć się niepostrzeżenie i zająć swoje miejsce bez potrzeby odpowiadania na niechciane pytania o przyczynę spóźnienia.

Jego ławka była umiejscowiona jako druga od przodu w rzędzie pod oknem. Po jego prawej stronie znajdowało się biurko Kamali Khan, przyjaciółki pakistańskiego pochodzenia (mającej, tak jak on, sekretną tożsamość).
Miles pomachał koleżance na powitanie i uśmiechnął się zębami.

Stary Profesor Cobbwell dalej grzebał w szafie w poszukiwaniu jakichś starych schematów, które widocznie planował zaprezentować. Mieli prawdopodobnie dobrych parę minut zanim zajęcia się zaczną, mimo, że było już dawno po dzwonku.
Postanowił zainicjować dialog zdaniem tak zwyczajowym, że aż mającym charakter mantry. Zajął więc swoje miejsce, oparł łokcie o stół i głęboko wzdychając wypowiedział magiczną formułę:
-Aa-aaale mi się dzisiaj nie chce. - i ostentacyjnie ziewnął przeciągając się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Cze 15, 2016 4:16 pm

Siedziała z głową opartą o rękę i wpatrywała się w leżący obok ołówek. Lekcja jeszcze się porządnie nie zaczęła, a ona już miała dość. Może ten przedmiot nie należał do jej znienawidzonych, ale pogoda za oknem była tak wspaniała..! Westchnęła i powoli podniosła wzrok, przeczesując salę. Jej spojrzenie zatrzymało się na jednym pustym miejscu. Kamala zmrużyła oczy - no tak, temu to dobrze. Pewnie czerpie z życia co najlepsze, przy okazji ratując świat.
Właśnie, co do ratowania świata - dobrze było wiedzieć, że ma w tej samej szkole, a nawet klasie, kogoś takiego jak ona sama. Kiedy dowiedziała się o Milesie jej serce omal nie wyskoczyło z radości. Wbrew pozorom, będąc nastoletnim superbohaterem wcale nie jest tak łatwo. Często zdarzały się sytuacje,  o których nie mogłaby powiedzieć nikomu innemu, prosić o radę i tak dalej. Wspólne wspieranie się było bardzo istotnym elementem. Nie wspominając o legendarnych team-upach...
Już zdążyła się rozmarzyć, niemal nie zauważając, że Morales jednak zawitał dziś na lekcje. Uniosła brwi ze zdziwienia, ale po chwili również odmachała.  Zerknęła na profesora, ciekawa reakcji na spóźnienie jej kolegi, ale ten najwidoczniej nawet tego incydentu nie zarejestrował. A właśnie, czas wyciągnąć na przykład taki zeszyt...
Kamala schyliła się do plecaka.  Rozejrzała się, czy nikt jej przypadkiem nie obserwuje, i, korzystając z chwili, jej ręka wydłużyła się, omijając plecak, a celując w łydkę chłopaka. W sumie nie musiała jej aż tak bardzo przedłużać, bo ich ławki były stosunkowo blisko siebie położone. Połaskotała go i błyskawicznie zajęła się swoimi sprawami. Nie mogła jednak powstrzymać chichotu.
Książki wylądowały z cichym huknięciem na blacie biurka.
- Mi to mówisz? - odparła, wcale jakoś nie zdziwiona tym, co słyszy. Zerknęła na kolegę z zaciekawieniem. - Czemu się spóźniłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Cze 15, 2016 5:58 pm

-Próbowałem... - wskazał palcem wskazującym do góry i sugestywnie podniósł wzrok na sufit. - Ominąć korki. W efekcie spodziewam się, że lada moment będę na YouTube jak przez pół minuty nieudolnie odklejam skradzioną torebkę od płyty chodnikowej na Delancey Street.
Spojrzał smutno i wzniósł ręce ku niebu.
-O losie! Czy nic nie mogłoby pójść gładko?

Odruchowo odwrócił się na belfra, który już prawie cały wszedł do szuflady mamrocząc coś pod nosem do samego siebie i całkowicie ignorując panującą wrzawę. Miles uśmiechnął się do koleżanki i zrobił minę, unosząc brwi i wzruszając ramionami w geście niezrozumienia.
"Jak tak dalej pójdzie to nie będzie dzisiaj geografii"

Pokręcił głową. Po krótkiej pauzie zwrócił się do Kamali:
-A co u ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Czw Cze 16, 2016 3:33 pm

Jej brwi powędrowały do góry.
- Odklejałeś? - zastanawiała się, czy dobrze usłyszała. Rola Spider-Mana zazwyczaj polecała na PRZYKLEJANIU, najczęściej złoczyńców, do przeróżnych elementów otoczenia, tworząc za każdym razem niezapomnianą kompozycję miejską. Z drugiej strony odklejanie torebki ma sens, staruszka czy  kobieta w innym przedziale wiekowym raczej sobie nie poradzi, a jej kolega jednak posiadał tę..super siłę.
Z drugiej strony, zawsze zastanawiała się, czy ktoś czyści miasto z pajęczych sieci.. Przecież były one tak wytrzymałe, a nie sądziła, by właścicielom jakiś poważnych korporacji podobał się widok białych, niezbyt estetycznie wyglądających, przez upływ czasu, nitek oblepiających ich wieżowce. Ktoś musiał to robić, inaczej Nowy Jork wyglądałby jak podczas babiego lata.
Wróciła myślami do Milesa.
- U mnie wszystko spoko. Nie wiem czy pamiętasz, ale masz sprawdzian z matmy do nadrobienia, z którego JA dostałam słodkie PIĘĆ. - zrobiła zarozumiałą minę. Chwilę poczekała na jego reakcję, ale szybko sobie darowała i machnęła ręką. Rozejrzała się na boki i przysunęła swoją ławkę do  jego, jakby szykując się na zdradzenie mu jakiegoś super ważnego sekretu. - Tak poza tym to spotkałam w weekend w parku dziewczynkę. I ten, ma moce. - podrapała się po policzku - Zastanawiałam się, komu mogę to zgłosić, bo mała ma może dziesięć lat i mieszka w sierocińcu.. Tak rozważałam w końcu wykonać telefon do Sam-Wiesz-Kogo. - konspiracyjny szept przy tym ostatnim stał się jeszcze większym konspiracyjnym szeptem. Oczywiście miała na myśli samą PRAWDZIWĄ Ms. Marvel. Wspominała Moralesowi, że miała okazję zamienić kilka słów, ba, nawet brać udział we wspólnej misji z jej idolką, która sama, Z WŁASNEJ WOLI, Z A P R O P O N O W A Ł A Kamali pozostanie w kontakcie i takie tam. TAKIE TAM. - Chyba że masz jakąś propozycję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Pią Cze 17, 2016 2:12 pm

Miles spojrzał na Kamalę wzrokiem bez wyrazu.
-Oczywiście NAJPIERW ją przykleiłem. Znaczy się przypadkiem, razem z koleżką który wyrwał ją właścicielce. W każdym razie nic nie poszło tak, jak planowałem. Miałem tu być za dziesięć a jestem... - zerknął na telefon. - ...dziesięć po.
Zamyślił się na moment, zdania o sprawdzianie zupełnie nie skomentował.
Przez chwile zastanawiał się kim jest "Sam-Wiesz-Kto", który nasuwał mu mgliste skojarzenia z literaturą fantasy dla młodzieży do-której-od-dawna-miał-zajrzeć i jakoś nigdy nie wykorzystał okazji.
Jednak poziom groteskowej konspiracji, jaki próbowała wytworzyć dziewczyna szybko naprowadził jego myśli na właściwe tory.
Pokiwał głową z kwaśną miną.
-Tylko co ona właściwie miałaby z tym zrobić? Avengers ani SHIELD nie werbują dziesięciolatków. - zwrócił uwagę. - Może lepiej poszukaj w internecie numeru do szkoły Xaviera? Widziałaś te moce w akcji?

Próbował sobie przypomnieć wymienioną (w domyśle) Carol Danvers ze swojego świata. Uśmiechnął się i spojrzał z niepokojem na Kamalę, rozważając z rozbawieniem, czy podzielić się wspomnieniem.
-Przy okazji, wspominałem ci, że w moim świecie Agent Danvers pracuje dla SHIELDa? Nie umie latać, z tego co mi się wydaje nie ma żadnych szczególnych zdolności. - zadumał się. Uniósł palec do góry i dodał: -Ani fanów.
Po kolejnej pauzie uzupełnił informacje:
-Prawdę powiedziawszy nikt o niej nie słyszał. Nie ma żadnej Captain Marvel.

Patrzył poważnie na Kamalę, próbując ukryć rozbawienie.

Krótka uwaga - Instytut nie jest publicznie znany, oficjalnie funkcjonuje jako zwykła szkoła, choć część bohaterów zdaje sobie sprawę z tego, że to siedziba mutantów. Wiem, że z postu nie wynika jednoznacznie, iż jest inaczej, ale wolę to podkreślić, żeby nie doszło potem do nieporozumień albo nieścisłości.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sob Cze 18, 2016 11:13 am

To, że nawet jej nie pogratulował, nieco ukłuło jej dumę, ale nie przejęła się tym zbytnio. A co do sprawdzianu - to Miles, nadrobi zaległości, tak samo jak ona nadrabiała swoje.
- Nie wiem co, może coś wie. Sierociniec to nie miejsce dla małego mutan-... - chciała przerwać mu jego wywód, ale to, na czym skończył sprawiło, że błyskawicznie zabrakło jej słów. Co do tego ma szkoła Xaviera? Przez chwilę pomilczała, nie bardzo wiedząc, na czym stoi. Domyślała się, że Morales zapewne odnosi się do jego rzeczywistości (co robił bardzo często i nie raz miała problem z rozpoznaniem, o czym mówi), ale... - Co ma do tego szkoła Xaviera? - powtórzyła swoją myśl na głos.
- Hej, zaraz, zaraz. - zmrużyła ślepia i w ogóle przybrała groźną minę. - Agentka SHIELDu? Huh.. - pomyślała, że mogłaby mu zrobić awanturę o takie "gadanie", ale w sumie..nie ma o co. Mimo braku mocy jej idolka nadal skończyła w służbie dla świata, o co Kamala mogłaby się czepiać? A brak fanów u agenta było normalką, chyba że masz potencjał Czarnej Wdowy czy Hawkeye'a (?). Tak czy siak, pokręciła tylko na Moralesa głową, że złośliwy. - Smutny był twój świat bez Ms. Marvel vol.1. - westchnęła, udając współczucie, po czym bystro spojrzała na kolegę - Miles, w ogóle myślałeś nad tym, że tutaj może być tutejsza wersja ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sob Cze 18, 2016 12:45 pm

Na pytanie Kamali o instytut znów zawiesił się na chwilę i z zakłopotaniem podrapał się po skroni, wpatrując się w nią jakby spytała go co ma wspólnego Gwiazdka ze świętym Mikołajem. Oczywiście! Widocznie w tym świecie nie ma wiedzy Instytucie Xaviera. W jego rodzinnym uniwersum X-Meni byli na niejednej okładce TIMESa. Ale tutaj być może w ogóle nie istnieli, skoro wiedza o mutantach dopiero zaczynała docierać do masowej świadomości.
-Bez znaczenia. Różnice kulturowe. Widziałaś te "moce" w akcji? To coś ciekawego?


Rozpiął plecak i wyciągnął gruby zeszyt w twardej oprawie.
-Ja lubię mój świat. I jeszcze z niego nie zrezygnowałem, więc proszę, nie mów o nim w czasie przeszłym. - zaprotestował. Na zadane pytanie w pierwszej chwili odpowiedział głębokim westchnieniem. Jakby trafiła w sedno jego zmartwień. Chwile zbierał myśli, zanim się odezwał. - Wydaje mi się, że nie ma żadnej lokalnej wersji "mnie", nie trafiłem nawet na najmniejszy ślad moich rodziców ani nikogo kogo pamiętałbym z dzieciństwa. Wygląda na to, że rzeczywistości... Że potrafią być naprawdę różne. Może jest tu jakiś Miles tylko nazywa się... No nie wiem. Inaczej.

Miles zachmurzył się i zamyślił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Nie Cze 19, 2016 9:31 am

Odpowiedź Milesa nie zadowoliła Kamali. Wręcz przeciwnie, sprawiła ona, iż postanowiła dokładnie przyjrzeć się tej sprawie. Rzuciła Milesowi badawcze spojrzenie, po czym wyciągnęła telefon. Google na pewno coś wie.
- Dziewczynka potrafi przenikać przez przedmioty i gdy jest bardzo nabuzowana emocjami to zaczyna...migać. Rozmazuje się. Możliwe, że ma więcej tych bonusów od życia, ale jeszcze się nie aktywowały. - odparła, przesuwając palcem po tafli ekranu - Powiedziałabym raczej, że to nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, iż brak umiejętności kontrolowania tego może ją kiedyś poważnie skrzywdzić. - Po tych słowach nastąpiła krótka pauza. Jak dla Kamali była ona całkowicie naturalnym elementem rozmowy, ale kiedy usłyszała zmianę w głosie jej kolegi, poważnie zwątpiła.
-...wybacz - odłożyła telefon i skupiła się na jego osobie - nie to miałam na myśli.. - Głupia, głupia, głupia! Zrobiłaby teraz soczystego facepalma, ale to było już trochę nie na miejscu. Oczywiście, że myślał o swojej wersji tutaj, to logiczne, ba, prawdopodobnie była to jedna z jego pierwszych akcji - poszukiwanie swojej rodziny na TEJ Ziemi. Uugh.
- Na pewno uda ci się wrócić. Skoro się tutaj dostałeś, to musi istnieć droga powrotna. - to mogło zabrzmieć jak tania forma pocieszenia kolegi, ale naprawdę wierzyła, że powiedzie mu się w tej kwestii. Karma, co nie? - Będę trochę za tobą tęsknić. Muszę się rozejrzeć za nowym kumplem z zawodu -westchnęła teatralnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Czw Cze 23, 2016 1:04 pm

-No cóż. Wygląda na to, że nie będzie to takie łatwe. - powiedział.

"Szanowna grupo, proszę już o ciszę!" - rozległ się donośny głos profesora Cobbwella, który przerwał rozmowę. Lekcja geografii mimo zauważalnego opóźnienia rozpoczęła się.

----

Miles siedział podpierając głowę prawą ręką. Z przymrużonymi oczami wysłuchiwał monotonnego wykładu, wyobrażając sobie, że mózg w jego czaszce stopniowo roztapia się jak woskowa świeca. Marzył, żeby rozpuścić sieci w miejskiej dżungli i poszybować nad dachami.
"To jest prawdziwe życie!" - myślał - "Ale ta szkolna rutyna też ma swoje miejsce...

...musi mieć."

Przypomniał sobie, że jest coś do zrobienia w pracowni chemicznej. Po zajęciach, między godzinami lekcyjnymi a kołem naukowym pracownia jest otwarta i pusta. A Miles wiedział, że musi wypełnić kilka kartridży spreparowaną pajęczą siecią bo zapasy topniały z dnia na dzień. W jego świecie Ganke, przyjaciel Moralesa przygotowywał ją dla niego. W ostatnich tygodniach z oczywistych przyczyn musiał sam się tego nauczyć. Miał w głowie wzór i złamał go przy pomocy arsenału książek do chemii. Po paru dniach nauczył się także otrzymywać pożądaną konsystencję. Potrzebował jednak kompetentnej asysty.

"Granica wzdłuż Alaski liczy 2477 km i rozpoczyna się od Morza Beauforta... ...skrajnym punktem na północy granicy jest Przylądek Demaracation. Granica ku południu biegnie przez Góry Brytyjskie, przecina rzekę Jukon, wzdłuż pasma górskiego Nutzotin Mountains i Góry Świętego Eliasza. Szczyty Mount Bear i Góry Świętego Eliasza położone są na granicy obu państw. W południowej części Alaski granica biegnie przez Góry Nadbrzeżne i kończy się w rejonie cieśniny Dixon Entrance..." - brzmiał mamrotliwy głos belfra.

Miles zapisał na kartce wiadomość, po czym pokazał ją Kamali odwracając zeszyt bokiem:
"IDZIESZ DO LABORATORIUM PO LEKCJACH?
MUSZĘ PRZYGOTOWAĆ TROCHĘ" - tu wskazał palcem na swój nadgarstek i wykonał dłonią charakterystyczny gest wyrzucania sieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ms. Marvel

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 07/09/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Pią Lip 01, 2016 9:42 am

Odchrząknęła, rzuciła jeszcze raz mu badawcze spojrzenie, i skupiła się na lekcji.

Kamala przez długi czas wpatrywała się  w tablicę i notatki profesora pustym spojrzeniem. Lubiła geografię, akurat to jej nigdy nie nudziło, jednak wszystkie poranne gafy sprawiły, że w jej głowie nie było miejsca na nic, poza wymyślaniem scenariuszy do każdego innego wypowiedzianego słówka. Bardzo powoli, niczym jak w slow motion, jej ręce same powędrowały do góry i przejechały po twarzy od góry do dołu. To już było zdecydowanie za dużo. Pokręciła głową, by wyrwać się  z niepożądanych produkcji jej umysłu i wlepiła wzrok w kartkę, po czym zaczęła sobie notować krótkie pomysły/headcanony wszystkich ukochanych przez nią Avengers. Zastanawiała się, czy to prawda, że Tony Stark tak uwielbia kawę i ile może jej wypić przez całą dobę, oraz jak często rozmawia do zbroi. Z drugiej strony posiadając AI trudno jest NIE mówić do zbroi. Ciekawe jak wygląda ich życie w AT...Zapewne każdy miał swoje piętro, bo inaczej młoda Ms. Marvel nie wyobrażała sobie spożytkowania tak ogromnej przestrzeni. Laboratorium na każdym? No bez przesady.
Z wielce istotnych rozmyślań wyrwała ją wiadomość od Milesa. Trochę to zajęło zanim w ogóle dostrzegła, że coś od niej chce, ale ostatecznie odpowiedziała na jego dziwne reakcje.
Jej brwi powędrowały do góry, po czym pokiwała głową z szerokim uśmiechem. To wyglądało tak...kryminalsko. Gangstersko. Nielegalnie.
Morales był uroczy ze swoimi pseudo-krypto wiadomościami. Ukrywając swoją bardzo istotną rzecz zapomina się z tym, że przecież nauczyciel nie będzie go nigdy posądzał o robienie substancji dla Spider-Mana, lecz o narkotyki. Kiedyś wylądują na dywaniku, nie ma co. Chociaż to pierwsze też jest trochę nielegalne. Status vigilante, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miles Morales

avatar

Liczba postów : 48
Data dołączenia : 17/06/2015

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Lip 06, 2016 9:13 am

Gdy zajęcia dobiegły końca Miles i Kamala wytoczyli się niemrawo z sali i przesiedzieli przerwę w świetlicy.
Mimo iż dzień zdawał się im uciążliwie dłużyć lekcji nie było wiele, więc już wkrótce wydostali się z tego ponurego przybytku, załatwiwszy uprzednio pajęcze sprawy Moralesa w laboratorium.
Każde z nich rozeszło się w swoją stronę.
Przecież wiedzieli, że i tak wkrótce znowu na siebie wpadną czy to w czasie wieczornego patrolu czy to następnego dnia w szkole.

Miles poczuł się ożywiony gdy tylko opuścił szkolne mury i zaczerpnął świeżego powietrza. Zniknął w jednej z mniej uczęszczanych alejek gdzie wykonał radosne salto i po ścianie wbiegł na dach budynku. Zaszył się w kokonie z sieci gdzie przywdział swój kostium a potem z radosnym okrzykiem popłynął w swój akrobatyczny rejs nad dachami budynków.

[z/t dla obojga]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Wrz 26, 2018 11:12 am

Pędząc na rowerze, Cindy pokonywała zatłoczone ulice Nowego Yorku. Była spóźniona, a szansa na to że uda jej się nadrobić stracony czas malały z każdą minutą. Oczyma wyobraźni dziewczyna widziała czerwoną z złości twarz redaktora, wytykającego jej niekompetencję. Jej stosunki z przełożonym i tak nie były najlepsze, a teraz prawdopodobnie sama da szefowi argument do zwolnienia jej z pracy. Właściwie istniała tylko jedna rzecz, co do której ona i pan Nolan byli zgodni. Czytelników nie interesuje jakiś durny naukowy konkurs, na którym smarkacze tworzą papierowe makiety pierwiastków, czy też inne badziewia, mające rzekomo świadczyć o ich talencie.  W normalnych okolicznościach taka informacja nie przebiłaby się nawet margines którejś z ostatnich stron. Jednak to nie była normalna sytuacja. Wszystko zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni,  gdy w redakcji pojawił się przeciek, sugerujący o rzekomym tajemniczym sponsorze, gotowym ufundować gigantyczne stypendium dla wybranego przez siebie ucznia.
Umysł pana Nolana natychmiast zaczął pracować na zwiększonych obrotach, co w skrócie sprowadzało się do kwestii „pier***ć dzieciaki, musimy mieć zdjęcie i wywiad z tym filantropem nauki”. A potem poszło już z górki. Redakcja objęła honorowy patronat nad imprezą, dzięki czemu zyskała sobie prawo umieszczenia swojego członka w jury oceniającym pracę, a na wypadek jakby samo to nie zbliżyło ich do odkrycia tożsamości darczyńcy, szef zdecydował że Cindy ma wziąć udział w zawodach, wygrać je i dzięki temu spotkać się z fundatorem nagrody. Co z tego że Silk w ogóle nie znała się na technice. Dziewczyna nawet nie potrafiła obsłużyć mikrofalówki, ale wśród pracowników gazety tylko ona była w odpowiednim wieku. Oczywiście pozostawał jeszcze problem wynalazku który Cindy miała prezentować rzekomo jako własny, ale i to rozwiązano, starannie wyszukując i zakupując jakiś patent na czarnym rynku. Rolą młodszej asystentki maiło być jedynie nauczenie się prezentacji.
Tymczasem Cindy nie tylko nie zrobiła powyższego, ale co więcej była o krok aby spóźnić się do szkoły gdzie odbywał się konkurs. Silk szybko doszła do wniosku, że nią ma lepszego uzasadnienia dla wykorzystania posiadanych super mocy, jak próba ratowania własnego tyłka i zawodowej kariery. Skręciła do najbliższego budynku, wepchnęła rower do windy i wjechała na najwyższe pietro. Tam starannie przywiązała swój pojazd, szybko przebrała się w kostium, po czy resztę drogi pokonała z torba przewieszona przez ramię, znacząc na dachach kolejnych budynków wyrazisty ślad pajęczej sieci. Przed sama szkoła zarzuciła na siebie dresową bluzę. Udało jej się zdążyć pięć minut przed czasem.
- Konkurs dla mądrali? To tutaj? – Spytała stojącego w holu mężczyznę w nienagannym garniturze. – Biorę w nim udział.
- W takim razie powinna panienka wiedzieć że pozostali uczestnicy przygotowują się do niego od dwóch godzin. To poważne wydarzenie naukowe, a nie zawody sportowe. – Wyjaśnił zniesmaczony  organizator, z wyrazem pogardy spoglądając na Silk.
- Oceniają tu ludzi czy ich osiągnięcia? – Odcięła się dziewczyna.
- Cóż. To tam. – Nieznajomy wskazał odpowiednie korytarz. – Być może warto abyś odebrała cenną lekcje iż odpowiednia prezentacja produktu jest równie ważne co samo jego wykonanie.
Cindy nie wdawała się w dalszą dyskusję, natychmiast biegnąc do auli gdzie poszczególni uczestnicy dopieszczali swoje prezentację. Większość nieustanie coś poprawiała, korygowała, przesuwała szukając dla siebie lepszego światła lub po raz setny wycierała z swojego dzieła wyimaginowany kurz. Grono zawodników liczyło około dwudziestu osób. Najtęższych głów z szkół Nowego Yorku i jednej Silk, która właśnie przekonała się, że jej produkt nie przetrwał intensywnej podróży, obecnie znajdując się w postaci kilku luźno rozsypanych komponentów. A ona nie miała pojęcia jak całość złożyć do kupy.
- O nie. Tylko nie to. Obyście dali jakaś instrukcje. – Przerażona dziewczyna mamrotała do siebie, na szybko próbując dopasować coś co przypominało wiatrak, z czymś innym podłużnym i wąskim, zakończonym płetwą. – Żebyś chociaż wiedziała co starasz się uzyskać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sob Paź 06, 2018 5:28 pm

Wieść o szkolnym konkursie naukowym nie mogła obejść się bez echa. Informacje o wielkim stypendium dla zwycięzcy tego wydarzenia zainteresowały spore grono osób spoza szkoły, do której uczęszczała Cindy. Wszystko według planu. Na prezentację przybyły prawdziwe tłumy. Pomimo wszechogólnego zamieszania, atmosfera zagęszczała się wraz ze zbliżającym się rozpoczęciem konkursu. Uczniowie mieli coraz mniej czasu na przygotowania.
- Mamo, chodźmy już do domu. Nudzę się! Czemu mnie tu przyprowadziłaś? Nawet nie wiem o co w tym chodzi! - odezwał się młody chłopak, którego stosunkowo wysoki głos bardzo wyróżniał się wśród obecnego na auli gwaru. Dziecko siedziało na widowni i wierciło się niespokojnie na swoim miejscu, obracając głowę i rozglądając się po pomieszczeniu.
- Simon, proszę, zachowuj się. Nie jesteś u siebie. -  pouczyła chłopca matka, która siedziała po lewej stronie. - Może kiedyś sam weźmiesz udział w takim konkursie. - dodała z ciepłym uśmiechem.
Dziecko o blond włosach zrobiło kapryśną minę i usiadło prosto, skupiając swe spojrzenie na obraz przed sobą.
- Kiedy ja nawet nie umiem używać miksera... - wymamrotał Simon.
- Gdybyś nie siedział całymi dniami z nosem w tych swoich komiksach o kosmitach, na pewno potrafiłbyś to i wiele więcej. - stwierdziła kobieta, karcąc go palcem.
- O bohaterach, mamo. O bohaterach! - chłopak prędko ją poprawił, marszcząc przy tym nos. - Superbohaterowie nie siedzą w szkole tylko ratują ludzi. Zobaczysz, kiedyś będę lepszy niż te kujony o tam. - wskazał dłonią elegancko ubranych ludzi przed sobą.
- Simon! -
- Ale taka prawda. Co mi po tym całym stependjum sko... -
- Stypendium - poprawiła mama.
- Stupandjum, skoro jako bohater mógłbym pomagać, świetnie się przy tym bawiąc, plus, nie chodziłbym do szkoły, bo byłbym zbyt zajęty superważnymi superobowiązkami. - uśmiechnął się dumnie. - O, i zamiast miksera używałbym jakiegoś superoddechu albo coś. To by było fajne, nie? - zerknął na mamę, która tylko wywróciła oczami, będąc najwyraźniej przyzwyczajona do słuchania o marzeniach Simona.
Dokładnie w tym samym momencie telefon w torebce kobiety zaczął wibrować. Matka chłopca wyciągnęła urządzenie z lekkim grymasem niezadowolenia.
- Poczekaj tutaj, zaraz wrócę. Masz się stąd nie ruszać, obiecujesz? I żadnych numerów. - powiedziała, kładąc dłoń na ramieniu syna.
Simon zamrugał i tylko skinął głową, by po chwili odprowadzić wzrokiem mamę, która skierowała się w bardziej ustronne miejsce. Chłopiec oparł dłonie na krześle i westchnął. Dookoła siebie widział same starsze od siebie osoby i czuł się z tego powodu nieco nieswojo, może i nawet zaczynając odczuwać lekki strach, gdy został sam.
Simon wyciągnął ze swojej kieszeni malutką gumową piłkę, którą zaczął przerzucać z jednej dłoni do drugiej, by czymkolwiek zająć sobie myśli. Robił to przez około minutę, gdy nagle piłeczka wymsknęła się mu z rąk i trafiła w głowę siedzącego przed nim łysego starszego mężczyzny. Simon uśmiechnął się nerwowo, widząc jego srogie spojrzenie i pomachał do niego nieśmiało. Kiedy to jednak nie pomogło i mężczyzna nadal przeszywał go swoim morderczym wzrokiem, chłopiec bardzo powoli wstał i grzecznie się oddalił, zmierzając w kierunku drzwi, którymi chwilę wcześniej wychodziła jego mama, aczkolwiek wciąż będąc zwróconym przodem do nieznajomego niczym do dzikiego zwierzęcia, które zaraz się na niego rzuci, gdy tylko odwróci się do niego plecami. Kiedy na ślepo udało mu się chwycić za klamkę, prędko otworzył drzwi i zamknął je za sobą. Odetchnął z ulgą i zaraz rozejrzał się po korytarzu.
- Mamo, jesteś tutaj? - zapytał, lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
- Chłopcze, zgubiłeś się? - odezwał się ktoś za jego pleców, rzucając z góry swój wielki cień. Był to mężczyzna w czarnym garniturze i ciemnych okularach. Simon podskoczył przestraszony i z krzykiem zaczął biec po korytarzu, machając rękoma jak wariat. Mężczyzna, który chciał mu tylko pomóc, uniósł brew, stojąc i patrząc jak dzieciak omal nie potyka się o własne nogi. Jak się potem okazało, Simon pobiegł dokładnie w tym samym kierunku, w którym niedawno zmierzała Cindy - jedna z uczestniczek konkursu.
Chłopak jakby zjawił się znikąd. Pierw dało się usłyszeć ślizgające się po posadzce gumowe podeszwy trampek, a zaraz potem zza rogu wyłonił Simon we własnej osobie, który wbiegł między uczestników i wpadł prosto na projekt Cindy, wykonując efektowną wywrotkę w powietrzu i lądując na twarzy. Leżał na podłodze przez dłuższą chwilę, zanim zaczął dawać wyraźne znaki życia.
- A-Ała... - jęknął, obracając się na plecy i pocierając palcami prawy łuk brwiowy, w który uderzył się przy kontakcie z ziemią. Gdy doszedł do siebie spojrzał na bałagan dookoła. Od razu zrozumiał, co właśnie zrobił. Projekt Cindy znalazł się w jeszcze gorszym stanie niż w momencie, gdy tutaj dotarł i choć żaden komponent nie został nieodwracalnie uszkodzony, praktycznie nie było już czasu, by wszystko na nowo złożyć.
- J-ja to naprawię! - powiedział spanikowany, zbierając fragmenty z podłogi i nie mając nawet odwagi spojrzeć dziewczynie w oczy. Zaczął nucić pod nosem, niby to zachowując zimną krew, choć drżące dłonie mówiły co innego.
- Mama mnie zabije... - wyszeptał.
Powrót do góry Go down
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Nie Paź 07, 2018 10:14 am

Nie mając innej koncepcji odnośnie tego jak przywrócić swój wynalazek do pełnej sprawności, Cindy założyła po prostu, że jeśli połączy wszystko w jedną całość, to urządzenie samo z siebie znów zacznie działać. Młodej reporterce nie przeszkadzało to, iż większość elementów pasowała z sobą „na siłę”, a tam gdzie mimo to nie dało się ich połączyć, dyskretnie stosowała pajęczą sieć. W ten sposób cały wynalazek uzyskał zupełnie nowe kształty i całkowicie nowe zastosowanie. Niestety jak się okazało, prototyp nie miał dostać okazji by zaprezentować światu swoje możliwości. A wszystko za sprawą jakiegoś małolata uciekającego przed…właściwie to nikt nie był w stanie stwierdzić przed czym.
Dzisiejszy dzień wyraźnie nie był dla Silk łaskawy. Mając do wyboru dwadzieścia innych konkursowych prezentacji, dzieciak musiał hamować akurat na jej urządzeniu, po raz kolejny w ciągu zaledwie kilku minut, zamieniając je w stertę rupieci.
- Oszalałeś? Co cię napadło? Przecież nikt za tobą nie biegnie! – Wściekała się Cindy.  – I do licha czemu nie patrzysz pod nogi?!
Dziewczyna miała właśnie zamiar dorzucić uwagę na temat tego że oczywiście mały będzie musiał wszystko naprawić, a co więcej zrobić to iście w błyskawicznym tempie, gdy nieoczekiwanie w pomieszczeniu zgasło światło, pogrążając uczestników konkursów w  półmroku. Wśród uczniów niemal natychmiast wybuchła panika. Większość z nich przez ostatnie godziny, poza szlifowaniem swoich talentów, siedziała nosem w ekranach smartfonów, z zapartym tchem obserwując wydarzenia rozgrywające się w mieście. W mieście w którym trwały regularne walki pomiędzy bohaterami a tajemniczym najeźdźcami z kosmosu. W takich przypadkach wyobraźnia sama podpowiadała możliwe scenariusze.
- To te roboty! Idą tu! Już po nas! – Krzyknął jakiś przerażony uczeń.
- Bzdura. To tylko zwykła awaria. Jestem przekonany że lada chwila wszystko wróci do normy. – Próbował uspokajać ktoś inny. – Poza tym cywilom jak my kazano schować się w budynkach. Tu jest najbezpieczniej. Pozwólmy działać naszym herosom.
- Co z nich za herosi skoro tyle to trwa i wciąż nie wydać by opanowali sytuację? – Zgryźliwie zauważyła jakaś dziewczyna. – I gdzie jest nasza armia?
- O czym wy w ogóle mówicie? – Zainteresowała się Cindy. W odpowiedzi ktoś pokazał jej ekran telefonu, na którym leciało aktualne wydanie wiadomości, gdzie kamera pokazywała właśnie resztki tego co niegdyś było złowrogim robotem. – To jest naprawdę? Myślałam że wszyscy bawicie się w jaką gierkę. - Niedowierzała Silk.
- Spokojnie panie i panowie. Nie dramatyzujmy. – Próbował uspokajać organizator konkursu, jednak jego  przemowa została przerwana przez donośny huk wywołany czymś wielkim co najprawdopodobniej spadło na dach. Chwilę później do uszu zebranych doszły podejrzanie brzmiące trzaski, zgrzyty i piski, po których cały budynek na chwilę zaczął się trząść, tak jakby jego mury dostały dreszczy.
Dla młodocianych geniuszy było tego za wiele. Dzieciaki rzuciły się do chaotycznej ucieczki. Każdy biegł w swoją stronę, wykrzykując przy tym na innych aby natychmiast się ratować. Tymczasem dla Silk owe zamieszanie było niczym dar od losu. W tych warunkach konkurs musiał zostać odwołany, co w praktyce oznaczało że ona sama uniknie kompromitacji. Cindy pozostawał do rozwiązania tylko jeden problem, a mianowicie smarkacz leżący pod jej nogami.
- Halo! Jest tu ktoś kto zgubił dzieciaka!? Taki mały, zabeczany, pociągający nosem cykor, niszczący wszytko na swojej drodze. Pilnie oddam w jakiekolwiek ręce. – Nawoływała dziewczyna, jednak w ogólnym chaosie nikt nie zwracał na nią uwagi. W chwili obecnej każdy martwił się o siebie. Uczestnicy konkursu, publiczność, organizatorzy i sędziowie, przepychali się między sobą, starając się utorować sobie najszybszą drogę do wyjścia. Jakaś starsza kobieta upadła niemal zostając zdeptaną przez tłum.
Silk nie miała pojęcia skąd u niej takie odruchy, ale poczuła nagle że nie może zostawić tutaj Beczydła samego.
- Dobra młody, idziesz ze mną. – Postanowiła. – A mówiąc „idziesz ze mną” mam na myśli, że ja wydaję rozkazy, a ty słuchasz. Zrozumiano? Na dół się raczej nie przebijemy, więc poszukamy drogi na dach. Daj rękę. I do licha wytrzyj nos, żołnierzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 78
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Paź 10, 2018 12:09 pm

Szkolny konkurs... Przypominał Eugene'owi czasy, gdy sam latał w szkole. Nie wspominał jej dobrze, głównie przez nękanie i problemy. Ale cóż, upatrywał się w tym okazji.
Wcześniej przemył się jako tako w ulicznej fontannie. Wyglądał jak trochę zaniedbany uczeń... nie tak źle jak być by mogło. Wtopił się w tłum ludzi pośród szkoły, nerwowo się rozglądając. Czego tu szukał, zwłaszcza po ataku który nastąpił?
Chyba jedynej możliwej i najsłuszniejszej opcji. Jedzenia. Uczniowie mają ciekawy nawyk wyrzucania jedzenia do śmietników i nie przywiązują aż takiego przywiązania do nich, jak do portfela. Stąd też Eugene przemieszczał się w tłumie, bardziej opływając w zbitej masie niźli ją przebijając. Trochę jak typowa woda...
Finalnie, zdobył jakąś kanapkę, ładnie zapakowaną w folię. Uśmiechnął się na jej widok. Żołądek też dał o sobie znać, więc już po chwili Eugene cieszył się smakiem szynki i sera.
~Przydałoby się częściej takie możliwości mieć~Przemknęło mu przez głowę. Gdy skończył i schował folię do kieszeni, zgasło gwałtownie światło.
~Nie, jednak nie przydałoby się.~Przemknęło chłopakowi przez głowę, gdy niczym królik zaczął się rozglądać. Niczym surykatka się rozglądał nerwowo, szukając wyjścia, zagrożenia... Strach już zdążył go pochwycić, nie pozwalając mu uciec. Kolana zaczęły drżeć, a chłopak poczuł zimno i chłód strachu.
-S-s-spokojnie-Wyjąkał do siebie, drżącą ręką sięgając po kawałek szkła z plecaka.
No a potem rozpoczęły się trzaski i piski, powodując panikę. Przylgnął do ściany i modlił się, żeby nic go nie zeżarło. Przez Eugene'a przemawiały dwa elementy- po pierwsze strach, ten zwierzęcy instynkt nakazujący skrycie się...
A drugim z nich były resztki rozsądku, które mówiły, że tłum go raczej zabije niźli poprowadzi do ratunku. Dlatego więc Mercer niczym rzep przylgnął do ściany i modlił się, by nic go nie porwało. Równocześnie dostrzegł też chyba jedną z niewielu opanowanych osób- dziewczynę która stała obok jakiegoś dzieciaka. Wydawali się wiedzieć co robić...
~Czemu zawsze co najgorsze, spotyka mnie?~Przemknęło chłopakowi przez głowę. Jakoś nie palił się do poznawania przygód, a od czasu spotkania w parku lgnęły one do niego masowo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Midtown High School   Czw Paź 11, 2018 5:11 pm

Simon zwinął się w kulkę, słysząc krzyk rozgniewanej dziewczyny nad swoją głową. Było to do przewidzenia, choć dziecko mimo wszystko chciało jak najszybciej naprawić swój błąd i uparcie próbowało połączyć ze sobą dwa pierwsze-lepsze zebrane z podłogi elementy.
- Ty nic nie rozumiesz! Ścigał mnie bardzo tajny tajniak, którego cudem zgubiłem! Chciał mnie porwać do eksperymentów rządowych albo coś! - krzyknął w swojej obronie, nawet nie myśląc, by przyznać się do winy. Co zaskakujące, z tonu jego jakże irytującego głosu wynikało, że młody był święcie przekonany o tym, że mówił prawdę, nawet jeśli w rzeczywistości nikt go nie gonił.
Ręce Simona zadrżały, bo choć brzmiał na nieprzejętego całym wydarzeniem, bał się konsekwencji... i samej dziewczyny także, co było widać po ciągłym unikaniu kontaktu wzrokowego. Już pomijając to, że Simon bał się dziewczyn nawet w swoim wieku, a co dopiero takich starszych.
Nagle pomieszczenie pogrążyła ciemność. Młody przerwał swoje waleczne próby naprawienia projektu i uniósł głowę, spoglądając zdezorientowany w górę. Początkowo zjawisko to go zainteresowało, lecz gdy tłum nagle wybuchł paniką, dziecko zlękło się, zbliżając trzymane w dłoniach komponenty do swojej piersi niczym pluszaka. Jego uwaga zwróciła się ku organizatorowi konkursu, który próbował uspokoić zaniepokojonych uczniów, lecz niespodziewanie rozległ się potężny huk, a sam budynek zaczął cały drżeć. Podłoga, ściany... Zupełnie tak, jakby zaraz wszystko miało się zawalić. Spanikowany tłum rozbiegł się na wszystkie strony, szukając bezpiecznego schronienia i jakiegokolwiek ratunku. Zapanował ogólny chaos, lecz dziecko wciąż siedziało bezbronnie na ziemi, sparaliżowane strachem, patrząc jak uczniowie biegają dookoła. Po chwili wybuchł gwałtownym płaczem i zaczął krzyczeć.
- Ja nie chcę umierać! Chcę do domu! - wył, a łzy spływały mu po policzkach. Dziewczyna, której zniszczył projekt, zachowywała zimną krew, podczas gdy mały skupił się na siedzeniu na ziemi jak sierota i płaczu, aby dodać sytuacji jeszcze większej dramaturgii. Wytarł łzy o rękaw, słysząc nawoływania nieznajomej, która o dziwo wciąż przy nim stała. Matki chłopca nigdzie nie było widać, a półmrok wcale nie ułatwiał zadania odnalezienia jej.
Dziecko uniosło zaszklony wzrok na nieznajomą, gdy ta zwróciła się tym razem bezpośrednio do niego. Chłopiec zacisnął usta, zmarszczył brwi i powoli podniósł się z ziemi, przyjmując wojowniczą postawę.
- Nie będę cię trzymać za rękę. Jesteś dziewczyną! To obrzydliwe. Jeszcze ktoś nas zobaczy! - zaprotestował, wskazując na jej twarz palcem. Budynek się zawalał, a chłopiec mimo mokrej twarzy próbował ratować swoją męską dumę. Wtem niewielki fragment sufitu spadł tuż obok nich, roztrzaskując się na drobniejsze kawałeczki. Simon podskoczył i od razu chwycił dziewczynę za rękę, magicznie przestając się stawiać i protestować.
Chłopak rozejrzał się dookoła, na szybko analizując sytuację i ich obecne położenie. Był w tej szkole pierwszy raz i nie miał absolutnego pojęcia, w którą stronę powinni się skierować.
- Na dach? Przecież to samobójstwo! One tam są! - odparł młody. Pierwszy huk dobiegał właśnie stamtąd, lecz chłopiec wiedział, że musiał zaufać obcej. Gdyby spróbował uciekać na własną rękę, mógłby zostać stratowany przez starszych uczniów lub zgubić się, co mogło być tragiczne w skutkach i się dla niego bardzo źle skończyć. Zaraz potem blondyn skierował swe spojrzenie na coraz wyraźniejsze pęknięcia na ścianach.
- Te roboty tutaj nie wejdą, prawda...? - zapytał drżącym głosem i posłał jej pytające spojrzenie, podczas gdy jego palce zacisnęły się mocno na dłoni dziewczyny. Jeśli ruszą do biegu, Simon będzie trzymał ją na tyle mocno, by gwałtowne zakręty ich nie rozdzieliły. Na szczęście czarnowłosa trafiła na dziecko, które wyglądało na dość wysportowane i zdolne dorównać jej kroku.
Powrót do góry Go down
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Pią Paź 12, 2018 6:59 am

Cindy nie miała żadnego doświadczenia w kontaktach z nastolatkami, a jeśli posiadała jakiekolwiek wyobrażenia na ich temat, to raczej spodziewałaby się przebojowych łobuzów, przekonanych że mogą i potrafią wszystko. Tymczasem jej trafiła się trzęsąca galareta z rozbujałą wyobraźnią. Jeśli miała z nim współpracować, to musiała jakoś dotrzeć do dzieciaka, jednak póki co nie wiedziała jak się do tego zabrać. Dodatkowo sprawę utrudniał fakt, iż nawiązywanie jakichkolwiek znajomości było dla Silk zagadnieniem zupełnie nowym. Dopiero się tego uczyła.
- Mówisz że tajny tajniak? Hmm .. ale skoro on cię gonił, a ty uciekałeś, to znaczy że masz cos na sumieniu. Powiedz co przeskrobałeś? Skroiłeś automat z słodyczami? A może w tym swoim plecaczku masz ukryłeś główną nagrodę, o która starają się ci geniusze? Jak chcesz być moim wspólnikiem, to powinieneś podzielić się łupem. – Zauważyła Cindy, zupełnie nie zdając sobie sprawy że strasząc chłopaka tylko pogarsza sprawę.
Mody zresztą tez niczego nie ułatwiał. Ostatnią rzeczą jakiej Silk mogła się spodziewać, to stwierdzenia Beczydła, że ten brzydzi się dziewcząt. Co do licha było z nim nie tak? Wyglądał na starszego, a zachowywał się jak czterolatek. Chłopaki w jego wieku powinni interesować się płcią przeciwną, chełpiąc się osiągnięciem w postaci chwycenia starszej koleżanki za rękę, a tymczasem jej przypadek zamiast jawnej dumy, zaczął demonstrować ostentacyjną awersje, tym samym stąpając po cienkim lodzie jakim były cierpliwości i wyrozumiałość Cindy. Dziewczyna na chwilę zamknęła powieki w myślach licząc do pięciu. Dla Silk szczytem samokontroli był fakt iż do tej pory nie przyłożyła młodemu w pysk.
- Możesz mi zdradzić co jest nie tak z dziewczynami? Ich też się boisz? Zresztą ja nie jestem dziewczyną, tylko starszą siostra. Pewnie nie wiedziałeś, co? Zapytaj później mamę. Zresztą patrz, mamy identyczna przegrodę nosową, co w oczywisty sposób wskazuje na nasze pokrewieństwo. – Znalezienie czegokolwiek co mogłoby stanowić dowód bliższego związku miedzy nimi, a jednocześnie nie wzbudziłoby w małym podejrzeń, stanowiło nie lada wyzwanie. – A starsze siostry to zupełnie inna kategoria. One są… no siostrami … i już.
Na szczęście kolejny pisk wydobywający się z ścian okazał się niezwykle pomocnym argumentem w przekonaniu dzieciaka, odnośnie tego iż dłoń Silk nie poparzy mu rąk. Teraz mogli już iść. Prawie.
- Aaa.. i bierzesz to – Cindy wskazała na pozostałości swojego wynalazku, wpychając złom w ramiona Beczydła – szef mi nie daruje jeśli zgubie te rupiecie. Zainwestował w nie trochę kasy, więc pewnie będzie chciał je odzyskać. A jego obawiam się bardziej niż tych robotów. W ogóle wiesz czym one są?
Silk nie miała pojęcia co takiego nęka miasto, natomiast młody wydawał się doskonałym źródłem informacji. Normalne dzieciaki lubiły godzinami wpatrywać się w telewizję, a młokosy jak Beczydło dodatkowo jarały się rozmawianiem o samochodach, robotach, broni i innej maści mechanizmami. Co ważniejsze, mały powinien opisać jej to wszystko w przystępnej formie. Dziewczyna nie potrzebowała wykładu naukowego.
Oboje nie uszli daleko gdy odkryli co się dzieje. W budynku powstała olbrzymia dziura. Tak jakby cała szkoła była kostką masła, w którą ktoś wbił rozgrzany patyk od chińskiego żarcia. Trasa zniszczeń przebiegała po skosie, od dachu aż po piwnicę. Znaczyły ją sterty gruzu, woda lecąca z przerwanej instalacji i towarzyszące jej obłoki pary. Część murów która teraz wisiała sobie w powietrzu, zmagała się z stalowymi podporami konstrukcji budynku, co jakiś czas podkreślając swoja walkę donośnym skrzypnięciem. Ludzi uciekających w kierunku głównego wyjścia czekała niemiła niespodzianka, w postaci stosu betonowych płyt i tego czegoś, co znajdowało się obecnie pod nimi. Schody na górę również zostały uszkodzone, a mówiąc precyzyjniej co kawałek powstawała w nich wyrwa wielkości około dwóch metrów. Cindy uznała ze to nic specjalnego. Da się przeskoczyć nawet z miejsca, chociaż niekoniecznie z dzieciakiem na plecach. Pozostawał tez problem jak stabilna jest część schodów po drugiej stronie leja.
Silk puściła dłoń chłopaka i przeskoczyła sama. Upewniwszy się że nic się nie zawaliło, odwróciła się do dzieciaka.
- Wygląda na mocne. Chodź. Złapię cię. Starsza siostra. Pamiętaj. – Zachęcała dziewczyna, jednocześnie kątem oka zerkając ku górze, sprawdzając czy przypadkiem nie zostało tam nic co mogło spaść im na łeb. Poza tym wypatrywała tez tego czegoś, co odpowiadało za zniszczenie szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 78
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Nie Paź 14, 2018 5:28 pm

Eugene już miał plan. Zostać w miejscu i się z niego nie ruszać, przylegając do ściany.
Problem taki, że plan nie wyszedł z prostego powodu. Już po chwili cholernie blisko Eugene'a spadł kawałek zabudowy, więc chłopak musiał zmienić pozycję. Wyszedł więc z sali, instyktownie już biorąc odłamek szkła z plecaka. Prywatnie chłopaka zawsze bawiły miny policji, gdy kazali mu otworzyć plecak w celu przeszukania, a tam masa szkła.
Tak czy siak, chłopak na korytarzu miał przed sobą piękny przykład idealnego cięcia. Coś idealnie po skosie zniszczyło budynek... Kolejne igiełki strachu powbijały się w chłopaka, gdy ruszył korytarzem. Jego krok najlepiej porównać do spłoszonego stworzenia, które nie wie gdzie jest zagrożenie.
Nerwowe rozglądanie się w każdą stronę i wszędobylska para z wodą lecącą z rur sprawiły, że chłopak już po chwili miał okulary zaparowane z pełną seryjką kropelek.
-Widać ataki nie ustały...-Wymruczał chłopak. Była chwila spokoju od ataku maszyn (a przynajmniej tak się Eugenowi wydawało, bo chłopak nie miał płynnego dostępu do informacji), ale powróciły. A może natarcie teraz się rozrosło tutaj?
Serce zaczęło mu bić coraz szybciej.
-Nie może być tak źle... Nie może...-Próbował się uspokoić tym prostym oszustwem. Nie podziałało, ale jednak zamiast iść w stronę gruzowiska przy wyjściu, skierował się w drugą stronę.
I tam spotkało go szczęście w parze z nieszczęściem. Szczęście, bo oto znalazł kogoś kto wydawał się znać sytuację.
Nieszczęście, że to byłą dziewczyna. Przełknął ślinę. Cholera.
-S-s-słuchaj!-Zawołał, unosząc dłoń. -Nie orientujesz się, co się dzieje?-Spytał, robiąc przerwy między wyrazami. Bał się zbyt wielu rzeczy, żeby móc teraz normalnie rozmawiać. No i mimowolnie nie przywykł do jakiejkolwiek formy kontaktów damsko-męskich. Tak to jest, jak jesteś Eugene'm.
Grunt, że teraz musiał znaleźć kogokolwiek, kto wydawał się ogarnięty... A dziewczyna takie wrażenie sprawiała. Dziecka nie liczył, ale skoro jeszcze nie słyszał głośnych krzyków "chcę do mamy", to znak, że dziewczyna go odpowiednio ogarnęła. Albo samo dziecko jest wydoroślałe. Kto wie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sob Paź 20, 2018 6:35 pm

Współpraca z dzieciakiem nie zapowiadała się na łatwą. Cindy zdawała sobie sprawę, że daleko nie zajdą, jeśli przy każdej nawet najdrobniejszej trudności, będzie musiała robić przerwę na uspokajanie, motywowanie i przekonywanie małego iż ten da radę ja pokonać. Już teraz w myślach nazywała go kulą u nogi. Podejrzewała zresztą, że ten który przyprowadził Beczydło na konkurs naukowy, również wyszedł z podobnego założenia, a że prawdopodobnie miał przy tym znacznie bardziej elastyczne sumienie niż ona, bez skrupułów porzucił poczochrańca, po to aby ratować swoją skórę. Ona jednak była zdeterminowana by dokończyć to co zaczęła. Nawet jeśli przyjdzie jej związać bachora i wynieść go z szkoły na swoich plecach. Przecież da sobie radę z jednym nastolatkiem. Tym bardziej że nie spodziewała się innych znaczących problemów. To coś, co uderzyło w budynek i co potencjalnie mogło być niebezpieczne, znajdowało się teraz gdzieś w rejonie piwnicy, czyli daleko od nich, z kolei otaczające ich mury nie wyglądały jakby miały zawalić się gwałtownie, tak same z siebie, a masa ich dwójki na pewno nie była na tyle znacząca by doprowadzić do katastrofy.  
Skupiona w całości na swoim dzieciaku, Cindy układała sobie w głowie dokładny plan ucieczki, niespodziewanie zostając wyrwaną z tych rozmyślań przez głos kolejnego nastolatka. Co gorsze kolejnego wyglądającego na wystraszonego, zdezorientowanego, zagubionego i nieco nieporadnego. Czyżby przyciąganie takich było jakąś jej ukrytą umiejętnością? Albo snującym się za nią fatum. Dziewczyna odwróciła się w stronę drugiej zguby, z wypisanym a twarzy pytaniem „czego do cholery?” najwyraźniej padła ofiarą powszechne teorii, mówiącej o tym iż w sytuacji zagrożenia nawet najbardziej aspołeczne jednostki szukają kontaktu.
- To nic wielkiego. Wybuch gazu. – Skłamała Cindy, nie chcąc wzbudzać u chłopaka paniki. Z znanych sobie technik komunikacji i sposobów manipulowania opinią publiczną, pamiętała że w sytuacjach stresowych lepiej dać ludziom coś, w co są skłonni uwierzyć. Prawda na temat tego co spadło z nieba, lub dlaczego zawaliła się ziemia pod budynkami w chwili obecnej nikomu nie była ani potrzebna ani pomocna.
- Jesteśmy ekipą techniczna mającą oszacować straty. – Łgała dalej Silk, starając się wytłumaczyć ich obecność w tym miejscu, a jednocześnie mając nadzieję pozbyć się odpowiedzialności za kolejnego dzieciaka. Chociaż akurat w powyższa teorie mógł uwierzyć jedynie ktoś kompletnie nawalony lub posrany z strachu. Mały na pewno nie wyglądał na przedstawiciela jakichkolwiek służb ratowniczych. Ona zresztą tez nie, ale przecież nie miała obowiązku tłumaczyć się przed kimkolwiek. Nie robili nic złego, a co ważniejsze nie potrzebowali dodatkowego towarzystwa. Chyba nie. Po namyśle Cindy zaczęła zastanawiać się, czy ten drugi może się na coś przydać? Skoro zdecydował się iść na górę, to być może wcale nie był taką miękką parówą za jakiego go miała.
- Zgubiłeś się? – Spytała niedoszła reporterka, nie kryjąc się z swoim kiepskim humorem.
Właśnie zawaliła swoje pierwsze poważne zlecenie jakie otrzymała z redakcji, co z kolei oznaczało iż kolejna szansa awansu z stanowiska gońca, nie trafi jej się szybko. Chyba że gdzieś tam na górze zbędzie fantastyczny materiał, który powali naczelnego na kolana. Albo jakieś genialne zdjęcia zniszczonej szkoły. Problem w tym, że ona nawet nie potrafiła obsłużyć aparatu. Beczydło pewnie tez nie, ale ten starszy wyglądał na takiego który dużo siedzi obcuje z elektroniką. A przynajmniej słyszała że nastolatki interesują się takimi sprawami. Jak dobrze to rozegra, to może sprawę da się jakoś uratować. Poza ty istniała niewielka szansa, że obecność drugiego chłopaka zmobilizuje niedorajdę do większej aktywności. Bardzo niewielka, ale co szkodziło jej zaryzykować.
- Będziesz tak stal czy chcesz pomoc? – Dodała Silk, zachęcając Eugene by ten ruszył tyłek do działania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 78
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Pon Paź 22, 2018 5:09 pm

-W-w-wybuch gazu zazwyczaj nie p-p-p-przelatuje przez budynek-Odparł Eugene, przecierając nerwowo okroplone okulary. Świat na moment stał się cholernie rozmazany, by powrócić do swoich ostrych kantów. Jak ktoś kiedyś się zaśmiał, przełączanie ustawień graficznych rzeczywistości z niskich na ultra.
Tak czy siak, zaczynał powoli powracać do formy.
-N-n-nie jesteście za m-m-młodzi?-Zadał pytanie w odpowiedzi na stwierdzenie o ekipie technicznej. Jego uwagę przykuły nagle iskry z kabla, który strzelił kawałek dalej. Gwałtownie odskoczył, zaskoczony. Puls mu podskoczył, jednak po chwili zaczął się uspokajać.
-Wybacz... c-c-co mówiłaś?-Spytał dziewczyny. Po chwili jednak przetworzył informacje na tyle, że pytanie mu wybrzmiało.-T-t-tak. Na to wygląda, a w-w-wydajesz się wiedzieć, g-g-gdzie iść-Dodał szybko, nerwowo drapiąc się po karku.
~Czemu zawsze się wpakuję w takie sytuacje? Przydałby się Wiccan i jego umiejętności negocjacji.~Przemknęło mu przez głowę. No cóż, nie miał innego wyjścia...
Z zamyślenia wyrwało go pytanie dziewczyny. Chłopak się zaczerwienił jak cholera, po czym skinął głową. Zaczął biec, przeskakując po dwa stopnie na resztkach schodów i nabierając jakiejś prędkości. Bez większych trudności przeskoczył na drugą stronę "przepaści". Nie takie już rzeczy przeskakiwał, gdy trzeba było uciec przed kimś silniejszym na ulicy... Po chwili więc stał obok dziewczyny.
-E-e-Eugene jestem. A ty?-Spytał, wyciągając dłoń w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Paź 24, 2018 11:56 am

Cinndy westchnęła. Ciągnęła z sobą mazgaja, a teraz do kompletu dostała jąkającego się mądralę. Ironicznie zaczęła zastanawiać się w jaki sposób te poczwarki miały się kiedyś zmienić w motyle? Biedny żeński świecie, spójrz tylko co cię czeka. Dziewczyna było gotowa spytać ile wybuchów gazu nastolatek widział do tej pory, że wygłasza takie teorie? Nie mogła go jednak zniechęcać, ponieważ czuła że prawdopodobnie będzie potrzebowała jego pomocy.
- Pytałam co ty tu robisz i czy też jesteś z grupy badawczej? – Odpowiedziała Silk siląc się na życzliwość, a jednocześnie zastanawiając się w jaki sposób wytłumaczyć nieznajomemu podejrzany wiek brygady ratunkowej. Co prawda była nogą z techniki, ale jako aspirująca na dziennikarkę, znał mnóstwo frazesów, którymi można było karmić rozmówcę w takich sytuacjach. Zwykle to działało. Przynajmniej do czasu gdy nie trafiło się na kogoś naprawdę obeznanego w temacie. Wówczas samej wychodziło się na idiotkę. Na szczęście Jąkała wyglądał na takiego który nawet jeśli dużo wiedział, to nie miał w sobie siły przebicia, by twardymi argumentami zmiażdżyć laika.
– Konstrukcja budynku mogła zostać naruszona. Wciąż istnieje obawa że coś może się zawalić, więc dla bezpieczeństwa szefostwo wysłało tych … no… najlżejszych. – Powiedziała Cindy usiłując przekonać chłopka, że przy masie całego gmachu, kilka dodatkowych kilogramów rzeczywiście mogło odgrywać kluczową rolę. – Poza tym, on tylko tak wygląda na beksę. To geniusz. Oczywiście nie naprawi tego co się stało tak „od ręki”, ale też nikt tego po nas nie oczekuje. Mamy jedynie zrobić zdjęcia by zyskać pełen obraz zniszczeń.
Silk nie czuła wyrzutów sumienia z faktu iż próbowała wykorzystać chłopaka do ratowania własnej kariery, czy chociażby z tego że wciskała młodemu całą stertę bredni. Uważała że skoro Eugene sam się przyssał, więc sam był sobie winny. Przecież mógł poddać się instynktowi stadnemu i pobiec tam gdzie większość spanikowanego tłumu. Poza tym to nie jej wina, że jakiś dzieciak jest na tyle niezaradny by nie poradzić sobie w sytuacji zagrożenia. Ona potrafiła. A przynajmniej była co do tego przekonana. Co więcej przypomniała sobie, że rzekomy wynalazek który miała zaprezentować na dzisiejszym konkursie, mógłby doskonale sprawdzić się w jej obecnych celach. Nie miała pojęcia jak on się nazywa, ale wiedziała iż potrafi latać i robić zdjęcia, czyli wszystk to czego etraz potrzebowała. Jak tylko Jąkała zdoła naprawić owego „klona”, „drona”, „szpona” czy cokolwiek to jest, będzie mógł liczyć na jej dozgonną wdzięczność. A nawet buziaka.
- A wykorzystamy do tego to coś – wyjaśniła dziewczyna pokazując Eugene zawartość swojego plecaka, z szczątkami mechanizmu – znaczy się pod warunkiem, że potrafisz to poskładać. Pewnie nie uwierzysz, ale gdy tu jechałam, jakaś babcinka w pociągu usiadła mi na torbę. Znaczy się babcinka. Powinnam chyba powiedzieć babsko jak stodoła. – Silk rozłożyła szeroko ręce, chcąc zobrazować gabaryty rzekomej kobiety. - Gruchnęło tak, że bałam się czy profilaktycznie nie zatrzymają całego metra. Ale że zrobiło jej się strasznie głupio, to zapewniłam że spróbuję znaleźć kogoś, kto mógłby to naprawić. Przy okazji jestem Cindy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Midtown High School   Nie Paź 28, 2018 11:58 am

Chłopak chował się za plecami Cindy, przestraszonym wzrokiem patrząc na chłopaka przed nimi, który trzymał w swojej dłoni fragment szkła. Twarz Simona wciąż błyszczała od łez, jednak Sim zdążył się uspokoić. Na wszystkie słowa dziewczyny kiwał głową, jakkolwiek dziwaczne wymówki by to nie były. Nie uwierzył w to, że napotkana dziewczyna była jego siostrą. Może i był naiwny, jednak nie miał pięciu lat, by uwierzyć w takie cuda.
Nagle chłopiec kątem oka dostrzegł jakiś ruch i odwrócił głowę w tamtym kierunku.
- Simon! - krzyknęła spanikowana kobieta, widząc swoje dziecko całe i zdrowe u boku dwóch nieznajomych osób. Chłopiec wytarł swoim rękawem łzy na twarzy i bez chwili wahania pobiegł w kierunku swojej matki, rzucając się prosto w jej otwarte ramiona i ściskając ją tak mocno, jakby wierzył, że ją stracił. Matka wtuliła się w swoje dziecko i po chwili uniosła swój wzrok na nastolatków przed sobą. W jej oczach pojawiły się łzy szczęścia, mimo że zagrożenie nadal nie minęło.
- Dziękuję... - wyszeptała do nich. Wytarła kciukiem łzę z policzka Simona i obiecując mu, że wszystko będzie dobrze, pocałowała go w czoło i uciekli we dwoje.
Ich dalsze losy pozostały nieznane. Nie wiadomo czy przeżyli atak czy zginęli, stając się kolejnymi z licznych ofiar ataku robotów.

// z.t //
Powrót do góry Go down
Eugene Mercer

avatar

Liczba postów : 78
Data dołączenia : 27/04/2016

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Pon Paź 29, 2018 5:49 pm

-J-j-ja? Jakoś t-t-tak się znalazłem-Odparł zaskoczony Eugene, cofając się i unosząc dłonie w geście niemal obronnym. Nie spodziewał się takiego pytania... Bo też ciężko mu było powiedzieć, co tu faktycznie robi. "Kradłem kanapki z plecaków" raczej nie jest odpowiedzią, którą chce się usłyszeć, nieprawdaż? Więc już prościej powiedzieć, że jakoś tak wyszło... Co w sumie też nie było kłamstwem- bo nie ma co ukrywać, Mercer przez swoje włóczykijstwo się znalazł... No i nieznajomość szkoły.
-J-j-jasne... p-p-po prostu nie wyglądaliście na k-k-kogoś takiego.-Dodał szybko na kolejne słowa, ponownie się cofając pod ścianę. Czuł, że popełnił jedną z większych gaf w swoim życiu, ale to raczej było tylko wrażenie.
-N-n-nie jestem technikiem...-Powiedział szybko chłopak, zaskoczony stwierdzeniem dziewczyny. Przyjrzał się jednak maszynie, bo może na chłopski rozum dało się ją naprawić...
-S-sprawdzałaś czy działa? Bo m-m-może to ci pomoże...-Padło kolejne pytanie, po czym przerwało mu kobiety. Mały od razu do niej pobiegł, a Mercer tylko się uśmiechnął delikatnie, widząc tą scenę wspólnego odnalezienia siebie nawzajem. To było wręcz słodkie, jak ta dwójka się spotyka ponownie.
-I chyba t-t-twój geniusz uciekł...-Obrócił się z powrotem do dziewczyny. Powoli się uspokajał, coraz bardziej panował nad sobą. Da sobie radę. Na pewno. To nie może być trudne, przestać się jąkać... Chyba. Przynajmniej dopóki coś nie wyskoczy mu nagle na twarz, by go przestraszyć.
Kiedyś powinien się sprawdzić, czy przez te częste przyspieszenia tętna nie ma problemów z sercem... Ale to kiedyś. I o ile znajdzie klinikę która go przebada bez dokumentów... Co będzie na pewno ciężkie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Silk

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 08/06/2018

PisanieTemat: Re: Midtown High School   Sro Paź 31, 2018 8:54 am

Być może dla Eugene widok zalanego łzami dzieciaka tonącego w objęciach matki, wywoływał jakieś sentymentalne skojarzenia, ale Cindy uświadamiał on jedynie to, iż cała budowana przez nią otoczka kłamstw, właśnie posypała się niczym domek z kart. Brnięcie w nią dalej nie miało sensu. Silk mogła co prawda udawać że sama została wprowadzona przez malca w błąd, jednak podejrzewała, że po powyższej scenie, niewiele jest rzeczy w które Jąkała będzie jej gotów uwierzyć. Na szczęście poza ironią chłopak nie dopominał się żadnych konkretów. Najwyraźniej był mało dociekliwy, co czyniło z niego fatalny materiał na dziennikarza, ale za to doskonałego towarzysza. Dziewczyna postanowiła zignorować temat rzekomego geniuszu Boczydła i skupić się na sprawach dla niej najważniejszych.
- Nie interesuje mnie twoje stanowisko czy tytuł naukowy, tylko to czy potrafisz go naprawić. – Podsumowała Cindy, gdy Eugene wspomniał że nie jest technikiem. Propozycja aby spróbować włączyć coś co wyglądało jakby przed chwilą wpadło pod czołg, dla większości brzmiałaby zapewne niedorzecznie, jednak panna Moon ją kupowała. Po pierwsze dlatego że uważała, iż zawsze trzeba próbować, nawet jak szansa na ewentualny sukces jest niewielka, po drugie była przekonana że tak zwany „cudowny wynalazek” powinien być niczym robot i posiadać funkcje samoleczenia, a po trzecie przy jej kompetencjach w zakresie elektroniki, nawet Eugene uchodził za autorytet, a skoro on uważał że należy go uruchomić, to bezwzględnie tak właśnie należało uczynić. – Trzymaj. Będziesz za niego odpowiedzialny. – Dodała Silk, wciskając w ręce wystraszonego chłopaka plecak z sprzętem.
Cindy zależało na tym by chłopak odniósł sukces, dlatego też poza wywieraniem na nim ciągłej presji, postanowiła zrobić tez coś by ułatwić Eugene pracę. Na przykład zorganizować mu narzędzia. Jak by nie patrzeć byli w szkole, co z kolei oznaczało, że gdzieś tu powinna znaleźć się pracownia techniczna. Dziewczyna nie miała pojęcia że w chwili w której cały budynek pozbawiony został zasilania, jednocześnie odblokowane zostały wszelkie elektrozamki do pomieszczeń, po to aby umożliwić ewakuację ludziom którzy mogliby się w nich znajdować. Silk wystarczała jedynie wiedza, iż teraz może bez problemu przemieszczać się po kolejnych salach i pracowniach.
- Chodź. Poszukamy dla ciebie jakiegoś warsztatu. – Zakomunikowała, wchodząc do pierwszego z brzegu pomieszczenia. Już na pierwszy rzuty oka widać było iż nie jest to poszukiwane przez nią miejsce. Na ścianach wisiało mnóstwo infografik opisujących budowę człowieka, funkcjonowanie jego organów wewnętrznych i relacje pomiędzy nimi. Znajdowała się tu także pokaźna ilość manekinów i innych pomocy dydaktycznych. Licząc od kościotrupów, przez przypominające zombie, modele pokazujące budowę mięśni, lokalizację poszczególnych narządów wewnętrznych, krwiobiegu czy połączeń nerwowych, po kompletne wizerunki obu płci, ustawione w dziale dotyczącym rozmnażania. Wszystko to wyglądało makabrycznie, chociaż na Silk największe wrażenie zrobiła powiększona matryca ludzkiego oka.
- To to dopiero wygląda obleśnie. – Stwierdziła na głos.
Dziewczyna nigdy nie miała okazji uczyć się w takiej klasie, dlatego teraz przyglądała się wszystkiemu z niezwykłą ekscytacją. Wszystkiego chciała dotknąć, przestawić, przekręcić czy poczuć. Była przekonana że i tak nie zrobi większego bałaganu niż ten który wywołała eksplozja. Już teraz część prezentacji walała się po podłodze, więc zdaniem Silk nie istniała żadna przesłanka dla której ktoś mógłby mieć do niej pretensję.
- Myślisz że oni kroją tu żywych ludzi aby zobaczyć czy rzeczywiście człowiek tak wygląda w środku? – Spytała Cindy, oczyma wyobraźni widząc świeży transport z kostnicy wjeżdżający na to piętro. – Ciekawi mnie też czy praktykują na sobie, te całe rytuały godowe z tamtych rysunków?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Midtown High School   

Powrót do góry Go down
 
Midtown High School
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: