Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Lasy Latverii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Lasy Latverii   Wto Cze 21, 2016 9:01 pm

First topic message reminder :

Głównie mieszane lasy, w których żyje sobie co nieco zwierzyny - słowem, nic szczególnego. Ich największe skupisko występuje w centrum kraju, na południe od Doomstadtu, a na północ od Doombergu. Inne miasto, Doomwood, leży z kolei w samym środku lasu.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Maj 30, 2017 11:11 pm

Dziewczyna była zirytowana, okej. Raz, że była młoda i na to Soleil zrzucała część jej reakcji; mało kto w czasach nastoletnich nie uważał się za pępek świata, nie wierzył w to, że absolutnie ma rację. Ta nie wydawała się jej na oko inna, nawet jeśli akurat teraz miała trochę racji - i coś ją najpewniej ścigało.
Cóż, Van Court tak łatwo nie mogła pozwolić sobie na wyprowadzenie z równowagi przez, bądź co bądź, smarkulę. Nie w tych warunkach, nawet jeśli jej ton i miny przyprawiały ją momentami o delikatne jeszcze pragnienie podejścia do niej i zrobienia czegoś mało przyjemnego, o co z pewnością obrońcy praw dzieci i młodzieży podaliby ją do sądu.
Ale nie, pełen profesjonalizm, Van Court.
Obserwowała ją za to ciągle uważnie i słuchała, odnotowując jej reakcje - raczej szczere, więc chyba nie kłamała. Jednak obie nie ufały sobie nawzajem najwyraźniej(ze strony Czerwonej dobry odruch), nawet mimo decyzji o współpracy, więc Sol pozostawała czujna i gotowa, lustrowała dziewczynę, jednocześnie nasłuchując na wszelki wypadek.

Oho. Tamci odczytali jej niewypowiedziane życzenia i objawili się oto w całej krasie. Mało spektakularne wejście, ale nic to, nadrobi się. Blondynka rzuciła im krótkie spojrzenie i jeszcze krótszy uśmiech. Bardzo oszczędny, na tyle, że mógł zostać uznany za przypadkowy grymas - ale jednak nie.
- Prowadź więc. Rozumiesz już, że chcemy porozmawiać i oczekujemy wyjaśnień, skoro nie tu, to przy drodze... Swoją drogą zresztą, skąd wiesz, że droga jest w tę stronę? - zagadnęła bardziej już rzeczowo, sucho, zarzucając częściowo maskę miłej, ciepłej i współczującej, ruszając ostrożnie za Czerwoną, bacząc na jej ruchy.
Dała jeszcze tylko Asherowi i Joan znak, by byli uważni i mieli oczy dookoła głowy. Skoro ona ma mieć na oku młodą, to jednak nie może robić wszystkiego, bo dostanie zawrotów głowy, a oni mieli akurat idealną sposobność, by czuwać nad otoczeniem i wypatrywać zagrożeń - i pułapek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher Northwoode

avatar

Liczba postów : 27
Data dołączenia : 02/03/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Cze 04, 2017 6:06 pm

Uśmiech wciąż nie schodził z twarzy chłopaka i najpewniej zostanie tam jeszcze na długi czas. Dobrze, że zdołał się powstrzymać od śmiechu to byłoby dosyć... nie profesjonalne. Reakcja a raczej zirytowanie Czerwonej go w jakiś sposób bawiło. Najchętniej irytowałby ją dalej i odpowiedział na jej komentarz, gdyby nie to że dziewczyna w jednym miała akurat trochę racji. Musieli iść i Asher niechętnie przyznał jej tu rację.

Opuścił pistolet w dół, jednak nie schował go. Miał takie dziwne przeczucie, że jeszcze może się przydać. No i zauważył też znak od Sol. Na tą chwile to właśnie Czerwona bardziej interesowała go od lasu, otoczenia i to na nią dosyć chętnie by popatrzył. Szkoda, że nie robić tych dwóch rzeczy na raz. Cóż, pewnie poczekają jeszcze na odpowiedź młodej i ruszą, w końcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Cze 07, 2017 9:11 pm

Nastolatka wcale nie wyglądała na przejętą tą zapowiedzią rychłej rozmowy i wyjaśnień, prawdę mówiąc nawet nie spojrzała w tym momencie na Soleil, lecz zareagowała przynajmniej na jej pytanie... Choć wciąż nie przeniosła na nią wzroku.
-Zgaduję. Na pewno nie jest w tym kierunku, z którego przybyłam, a to już trochę ogranicza wybór- odparła mianowicie, wzruszając ramionami, lecz w dalszym ciągu udając się w tę samą stronę. Być może zakładała, że jeżeli pozostali wiedzą lepiej, to wskażą jej drogę, a może po prostu wierzyła w swoją intuicję... Albo z jakiegoś powodu skłamała, choć doskonale wiedziała dokąd szła.
Dziewczyna nie czekała jednak na żadną odpowiedź, nie oglądała się na swoich przymusowych towarzyszy, tylko najwyraźniej uznała, że tak czy siak pójdą za nią. Sama utrzymywała bardzo szybkie tempo, wciąż widocznie się spieszyła, przez co nie poświęcała swojemu otoczeniu aż takiej uwagi, jak zapewne powinna. Nie starała się za to biec, być może ze zmęczenia, a może dlatego, że nie chciała, aby pozostali uznali to za próbę ucieczki.
Tak naprawdę grupie nie pozostawało nic innego, jak tylko podążyć za nastolatką, która w dodatku wciąż jeszcze nie zdradziła swojego imienia. W dodatku w ogóle nie zapowiadało się na to, aby z własnej inicjatywy miała się przedstawić... Za to była skłonna podjąć inny temat:
-Czyli o pozostałych ode mnie nic nie wiadomo- rzuciła w pewnym momencie, a choć zabrzmiało to na zdanie twierdzące, bez charakterystycznej zmiany tonu na końcu, to jednak można się było domyślać, że chyba o to pytała... Albo raczej się upewniała. Nie brzmiała na zasmuconą tym faktem, nawet nie na przejętą... Więc albo naprawdę chciała tylko otrzymać tę suchą informację albo ukrywała swoje odczucia.
Drużyna prędko oddalała się od nieregularnej linii wyznaczanej przez skarpę, wchodząc znów głębiej pomiędzy drzewa i krzaki. W tym miejscu również śpiew ptaków dobiegał z oddali, lecz równie dobrze mógł to być zwykły zbieg okoliczności. Nic wyjątkowo niepokojącego nie rzucało się w oczy, żadnych charakterystycznych śladów czy innych przesłanek, które świadczyłyby o bytności ludzi...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Cze 25, 2017 10:19 pm

Kątem oka widziała, że uśmiech nie schodzi z twarzy Northwoode'a, co gdzieś tam w głębi kłuło ją i drażniło. Nie mogła jednak rzucić w niego czymś ciężkim, więc posłała mu tylko spojrzenie z ukosa, uniosła wymownie jedną brew. Bardzo wymownie. Ta brew mówiła niemal "ty weź mnie nie denerwuj."

Szli za dziewczyną, co swoją drogą też zaczynało irytować Soleil. Nie to, by mieli mało czasu - chociaż w zasadzie, to nie wiedzieli ile właściwie go mają. Ale zdążyła już przyzwyczaić do tego, że w ogóle mało wiedzieli.
Zmyje o to głowę ich pracodawcy, kiedy - o ile - wrócą. Niewątpliwie.
Nie przeszkadzał jej jednak spacer nawet i trzy razy w te i we w te, o ile poskutkuje to jakimiś informacjami.
Zdecydowanie bardziej na ten moment irytował kobietę fakt, że pozwalali pannicy dyktować warunki. Ta zaś była tylko... no, może nie dzieckiem, ale nastolatką. Soleil nie lubiła takowych i prywatnie uważała, że należy ich trzymać krótko.

Zauważyła, owszem, że znowu śpiew ptaków dobiegał z oddali, ale... zostawiła to tamtym. Ona skupiała się na dziewczynie, chociaż oczywiście, nie przestawała być czujną, niemal odruchowo - ale jak się rzekło, oczu dookoła głowy nie mogła mieć ciągle. Nie może robić wszystkiego, nawet jeśliby chciała.
- Nie - odparła jej krótko. - Ślad po was się urwał, nic więcej nie wiadomo. Nie spodziewaliśmy się znaleźć nikogo... Więc tym bardziej ucieszyło nas spotkanie. I tym bardziej powiesz nam, co się stało, skąd się tu wzięłaś w takim stanie i akurat teraz i co wiesz. Wszystko - głos miał spokojny, ale twardy i stanowczy. To nie była prośba, chociaż i nie rozkaz - stwierdzała fakt, jakby to, że ona im to powie był najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. W sumie jakie miała inne wyjście?
Szła nadal, ale o te kilka kroków za Czerwoną, nie dowierzając jej przecież do końca i śledząc każdy jej ruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Cze 30, 2017 4:03 pm

Joan i Asher dostosowali się do Soleil i nastolatki, choć prawdopodobnie głównie ze względu na tę pierwszą... Która od początku akcji sprawowała właściwie funkcję przywódcy, a pozostała dwójka naturalnie za nią podążała. Nie odzywali się, choć przynajmniej mężczyzna zdawał się słuchać dyskusji, podczas gdy Joan znów wyjęła telefon komórkowy i to w niego wbijała wzrok... Ale być może dzieliła uwagę pomiędzy dwie sprawy.
-Dotarliśmy do polany i urwał nam się ślad. Speedster pobiegł przeczesać okolicę i tyle go widzieliśmy, może nawiał, może coś go dopadło- nastolatka mówiła wyraźnie niechętnie, ale przynajmniej w końcu zaoferowała ze swojej strony jakieś informacje. Nie brzmiała też na zadowoloną z tamtego rozwoju wydarzeń; ton miała dość cyniczny, ale na swój sposób chłodny. Albo bardzo dobrze kryła się z emocjami albo naprawdę ani trochę nie przejmowała się zdrowiem i życiem osób w swoim otoczeniu. Jej zachowanie mogło nawet sugerować coś w rodzaju socjopatii.
Dziewczyna wyraźnie nie miała nic przeciwko prowadzeniu, czyli wystawianiu się na ewentualne ataki czy zasadzki. Ignorowała też to, że pozostali utrzymywali względem niej fizyczny dystans. Możliwe, że to preferowała, bo zupełnie nie oglądała się na swoje towarzystwo. Asher i Joan znajdowali się jeszcze dalej od niej niż sama Soleil, a w dodatku Joan kroczyła trochę na uboczu.
-Chciałam rozejrzeć się z góry, więc wspięłam się na drzewo, a tamci dwaj mieli czekać na mnie na...- nastolatce nie dane było skończyć, gdyż przerwał jej nagły huk dochodzący po skosie zza jej pleców... I Soleil też... Który sprawił, że dziewczyna natychmiast obróciła głowę, ale wystarczyło jej jedno spojrzenie przez ramię, by wystartowała z miejsca przed siebie, teraz już biegiem, nie przejmując się obolałymi i pokaleczonymi stopami.
Cóż takiego zobaczyła? Otóż pokryta trawą ziemia zapadła się nagle, tworząc dziurę o średnicy przekraczającej metr. Człowiek spokojnie by się w niej zmieścił - co udowodnione zostało dosłownie od razu, gdyż wyrwa powstała praktycznie pod stopami Joan... Która nie zdążyła nawet porządnie krzyknąć, nim wciągnięta została do środka. Nie udało jej się też niczego złapać, wydarzenia rozegrały się zbyt szybko, aby kobieta miała szansę się ratować.
Gdyby ktoś odważył się zerknąć do dziury, zorientowałby się, że musiała sięgać głęboko, przynajmniej kilka metrów w dół, gdzie jej dalszy odcinek ginął w ciemnościach. Tam zakręcała, ale bez dobrej latarki nie dałoby się tego stwierdzić. Co więcej, w kilku miejscach na tym w miarę pionowym odcinku znajdowały się poziome odnogi... Jak gdyby coś całkiem sporego poruszało się tymi tunelami.

***

Domyślam się, że po takim czasie Asher już w tej kolejce nie odpisze, ale póki co będę mu jeszcze dawać te standardowe trzy dni na post, może wróci.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Lip 03, 2017 8:04 pm

Soleil weszła w rolę przywódcy ich małej grupki gładko, bo zwyczajnie nikt inny nie miał na to widocznej ochoty. Cóż, jak wiadomo, bycie na czele niesie ze sobą raczej więcej wad, niźli korzyści, bo na tymże czele można na przykład oberwać kulką, stojąc w pierwszym rzędzie.
Dlatego Van Court nigdy się do przodu nie pchała i troszkę nie rozumiała, jak to się stało, że teraz to ona "dowodzi".
O ile można to nazwać dowodzeniem z prawdziwego zdarzenia. Przynajmniej młoda tym razem szła pierwsza, ale czy ona też nie mogła być potencjalnym zagrożeniem?

Szła czujnie, słuchając słów Czerwonej i próbując wytworzyć sobie w głowie powoli jakiś obraz wydarzeń. Wydarzeń oraz tej ich uczestniki, na którą się natknęli, bo z jej opowieści i tonu, jakim ja snuła można było sporo o pannie wywnioskować.
Soleil nie zdążyła jednakże dopytać jej o resztę zdarzeń, ani nawet wysłuchać do końca relacji gdy nagle zza ich pleców dobiegł huk.

Blondynka podskoczyła lekko, tego się bowiem nie spodziewała. Odwróciła się prędko, spięta i gotowa do działania, kątem oka dostrzegając, jak Czerwona puszcza się biegiem przed siebie, uciekając byle dalej.
Może powinni postąpić tak samo, ale...
- Joan! - nie krzyknęła tak do końca, a raczej głośno rzuciła. Zaraz potem zaklęła bardzo brzydko i soczyście, słowem, które absolutnie nie nadaje się do powtórzenia.
Potem nastąpiła krótka chwila wahania - próbować zaglądać w dziurę i ją badać, szukając i wyciągając Joan czy...
- W nogi, musimy ją dogonić. Niech nam powie, co wie! - rzuciła do Ashera i ruszyła biegiem, po drodze uważając by się nie połamać i nie przewrócić, śladem Czerwonej, która ewidentnie wiedziała, że należy uciekać. I owszem, to "coś" mogło ją gonić, więc pakowaliby się w jeszcze większe kłopoty, ale mogło też zaraz wyleźć z dziury - a dla Van Court priorytetem była teraz ocalała odnaleziona - i informacje, jakie mogła mieć. Nilsen albo sobie poradzi, albo już była martwa. Tutaj nie było teraz miejsca i czasu na jakieś sentymenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Lip 03, 2017 9:08 pm

Najważniejsza jest cena - Nawet zadanie z pozoru głupie, szarpiące godność najemnika, o ile jakąkolwiek jeszcze posiada, rośnie w jego oczach proporcjonalnie do ilości zer na rachunku końcowym. Tak było w tym wypadku. Nie ważne że chodziło o zwykłą ozdóbkę, którą niezwykle upodobał sobie jakiś fanatyk. Ważna była suma, sięgająca prawie pó łmiliona euro.

Tak więc główne założenia były niezwykle proste. Dostać się na teren Latver'skich Lasów. Znaleźć grupę podobnych do Damiena kretynów, którzy zdecydowali się przeszukać gęstą dżunglę. Odnaleźć broszkę, którą miała kobieta z grupy. Teoretycznie brzmiało prosto. W praktyce trzeba było rozgryźć, czemu grupa nie wróciła, a obiektu nie można przechwycić w jakimś bardziej cywilizowanym terenie.


Zaciągnął się łapczywie papierosowym dymem, podążając wzrokiem wzdłuż stalowego konstruktu. Niegdyś napięte siatki, stały teraz powyginane na skutek zmieniających się pór roku. Straszyły jednak tak jak zawsze cichym szumem towarzyszącym przepływającej energii elektrycznej.
-Więc ten wypizdów, mniejszy niż Ukraina jest państwem.- Mruknął pod nosem, wypuszczając dym z spękanych od ciepłego powietrza warg. Nie do końca przywyknął jeszcze do klimatu panującego po tej stronie globu. Nie często miał okazję gościć tutaj. Taki wypad jednak wyjdzie mu na dobre. Środek ostrożności. Gdyby ktoś jednak szukał ofiary, feralnej napaści mutanta w Nowym Yorku. Rzucił pod nogę niedopałek, dociskając po chwili ciężkim, wojskowym butem.
Usiadł na połaci zielonej trawy i rozpiął plecak taktyczny. Wyciągnął kurtkę M65 w zielonym kamuflażu i założył na grzbiet. Pozwolił sobie na chwilę swobody, znajdując się między terytorium Serbii i Latverii, więc porozglądał się na spokojnie i odsapnął.
Sama podróż do dawnej republiki Jugosławii przebiegła łatwo, przy pomocy podrobionych dokumentów. Kontakt spotkany w Belgradzie najwyraźniej też nie pierwszy raz brał udział w takich działaniach. Ekwipunek był bez skaz, mapy wyglądały na świeże, a wskazany odcinek granicy jak widać najbezpieczniejszy.

Odpalił kolejnego papierosa, sprawdzając otrzymany komplet. Najważniejsze: Racje żywnościowe - są. Są gogle taktyczne, maska filtrująca powietrze, nóż, apteczka, awaryjne źródło ciepła, linki, sprzączki, pasy, zapas amunicji i przede wszystkim te dwa cacuszka: Glock 18 i ukochany SG 550 w edycji snajper, wyposażony w celownik optyczny, laserowy i latarkę. Strzelanie z takiej broni to czysta przyjemność.
Oczywiście miał ze sobą też takie rzeczy jak telefon, zapalniczkę i dwie paczki West'ów Icy'ów. Bibeloty, a jednak bez nich trudno.
Kiedy przy pociągnięciu powietrza do ust, żar z papierosa ochoczo przeskoczył na pomarańczową bibułkę ustnika, zostawiając na ustach smak spalenizny, nadszedł najwyższy czas by ruszyć wreszcie zastałe mięśnie.
Zapakował i przerzucił swoje graty przez zasieki. Sam później ostrożnie przedostał się na tereny dyktatora przez siatkę podłączoną do kilkuset volt. Już za nią, zadbał o to by wypuścić z siebie nadmiar zebranej energii. Dziesięć kroków przód. Dwanaście lewo. Trzydzieści przód. Dwanaście lewo.
Szczerze? Sam Damien wolał nie sprawdzać, co stanie się, gdy nie zastosuje się do otrzymanych instrukcji. Miny? System ziemnego namierzania rakietowego? Naprawdę wolał nie sprawdzać. Ruszył w las. Godzina 16.

*...*

Dzień trzeci.

Stare gałęzie zatrzeszczały cicho, gdy Damien się budził. Szczęk stalowych sprzączek przypomniał mu gdzie spędził noc, tak samo jak ból spowodowany próbą wyprostowania pleców. Ubłocone buty zwisały na długich nogach między rozłożystymi gałęziami. Odpiął się od starego konaru. Spuścił na dół swój sprzęt, a później zszedł wzdłuż pniaka. Postawił stopy na ziemi i przeciągnął się, wydając z siebie głośne jak na te warunki jęknięcie.
-O ku***. Połamało mnie. - Mimo czynnika leczącego, spanie w pół siedzącej pozycji, w tak nie wygodnym miejscu dało się we znaki. Wznowił marsz.
Kroki stawiał powoli, bez pośpiechu. Kierował się kilkoma zasadami. Intuicja mówi nie idź - nie idziesz. Coś wygląda nazbyt niebezpiecznie - omijasz. Ślady zwierzyny lub człowieka - badasz. Co prawda taki marsz był bardziej męczący, a pokonywane odległości niewielkie, jednak było bezpieczniej.
-Micha.- Mruknął, siadając pod konarem. Miał już sięgać do puszki z zimną makrelą w pomidorach, jednak odniósł wrażenie że ziemia się zatrzęsła. Chwilę później usłyszał oddalony o kilkaset metrów, maksimum kilometr hałas. Przygłuszony huk, wybuch... Coś w tym stylu.
Zerwał się na równe nogi. Zawiesił plecak na jednej z wystających gałęzi, by nie stał się ofiarą zwierzyny i wlazł na pierwsze drzewo, które uznał za najbardziej sprzyjające wspinaczce. Trzymając za magazynek, przyłożył do oka celownik optyczny, rozglądając się po okolicy.

Nie trudno było znaleźć centrum zamieszania. Pył i ziemia unosząca się nad koronami drzew była idealnym znacznikiem. Jak flara sygnałowa. Zszedł. Zabrał plecak i ruszył ku tropowi, naginając trochę swoje zasady marszu. Wciąż jednak był czujny i przygotowany na niespodzianki terenowe. Gdy znajdzie się blisko, zwolni i spróbuje się zakraść, w celu zbadania sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pią Lip 07, 2017 7:13 pm

Asher mógł być w szoku lub po prostu na tyle przestraszony, że nie zareagował od razu na pobliskie niebezpieczeństwo, jednakże polecenie Soleil wystarczyło, aby ruszył z miejsca i pognał za nią. Miał szczęście, że ta chwila zwłoki nie skończyła się dla niego nieszczęściem i nie podzielił losu Joan, jaki by on nie był... Ale wszystko mogło się jeszcze zmienić.
Nastolatka miała niewielką przewagę, bo w końcu wystartowała jako pierwsza, lecz była bardziej zmęczona od pozostałej dwójki, a stopy musiały ją dobijać. Mimo to i tak osiągnęła całkiem niezłą prędkość, więc w sprzyjających jej okolicznościach pewnie mogła się pochwalić bardzo dobrą kondycją... I nie zwalniała, lawirując pomiędzy drzewami i starając się nie przewrócić na wszelkich nierównościach, korzeniach, kamieniach, krzakach. Adrenalina i chęć przeżycia musiały robić swoje...
Cokolwiek znajdowało się pod ziemią, albo nie ruszyło za grupą - albo przemieszczało się na tyle cicho, że na powierzchni nie dało się tego dosłyszeć. Ewentualnie to coś podróżowało po prostu bardzo głęboko... A to z kolei oznaczałoby, że potrzebowało chociaż paru sekund, by przebić się na górę. Niestety informacji było jeszcze zbyt mało, aby poprzeć jakiekolwiek gdybania niezbitymi faktami.
Podczas gdy grupa biegła - z nastolatką na czele, Soleil tuż za nią i Asherem na końcu - w pewnym momencie rozległ się za nią kolejny huk... I ziemia znów się zapadła, tym razem zaraz za Asherem. Gdyby poruszał się wolniej, byłoby już po nim, więc uratowało go tylko utrzymywane tempo. Wyglądało na to, że domniemany przeciwnik w jakiś sposób określał ich pozycję... Tylko jak?
Będąca na prowadzeniu dziewczyna wyraźnie odbijała w lewo, lecz trudno powiedzieć czy robiła to świadomie w jakimś celu, czy był to zwykły przypadek. Nie odzywała się, nie marnowała na to i tak ciężkiego oddechu, tylko mknęła ile sił w nogach... I tutaj rodził się problem. Jak zgubić podziemny pościg?

Damien z kolei usłyszał oczywiście kolejny huk i to w dodatku dobiegający z mniejszej odległości od poprzedniego. Na tej podstawie bez problemu mógł zgadnąć, że coś się do niego zbliżało... A on maszerował temu czemuś na spotkanie. Czy aby na pewno było to mądre, szczególnie w sytuacji, gdy między gęstymi drzewami aż do ostatniej chwili nie mógł ustalić żadnych szczegółów?
Nie potrwało długo, nim pomiędzy pniami ujrzał biegnącą w jego stronę grupkę - wyraźnie bardzo się spieszącą. Nastolatka na jej czele co prawda go zauważyła, lecz ani na moment nie zwolniła; nie czuła się też zobowiązana, aby ku niemu krzyknąć, ostrzec, cokolwiek wyjaśnić - nic z tych rzeczy. Dziewczyna tylko spojrzała na Damiena, a następnie odbiła jeszcze bardziej w swoje lewo, aby mieć pewność, że go gładko wyminie.
Jak gdyby tego mało, huk rozległ się po raz trzeci i tym razem mężczyzna mógł już zobaczyć na własne oczy jego efekty - znikającą tuż za biegnącymi ziemię, a także upadające dorodne drzewo, którego korzenie i podstawa musiały zostać wystarczająco mocno naruszone podczas powstawania dziury. Co gorsze, pień poleciał prosto w stronę całej grupki, nie licząc nastolatki.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Nie Lip 09, 2017 10:06 pm

Każdy krok bliżej nadchodzącego hałasu, był powodem by zachowywać co raz większą czujność. Wielu mogło powiedzieć że nie boi się czegokolwiek. Mutant czy żołnierz, komandos. Można rozpatrywać takie osoby jako pozbawione ludzkich odruchów. Stworzonych do walki. Prawda była inna.
Damien był tego doskonałym przykładem. Lata doświadczeń nie wyprą pierwotnych instynktów - jedynie nauczą z nimi żyć. Tak więc wraz z pokonywanym dystansem ciało chciało przystosować się do nadchodzącego, potencjalnego zagrożenia. Wszystkie mięśnie spięły się, będąc gotowe do działania. Krew w żyłach była teraz niczym paląca smoła, szukająca ujścia z organizmu. Zimny pot oblał całe ciało. Zmysły wytężyły się. Szum wypełnił czaszkę mężczyzny, a mimo to nie zakłócał słuchu. Serce biło o wiele szybciej. Oddech przyśpieszył. Adrenalina. Zdradziecka kochanka.

Swoją główną broń przesunął na przód, trzymając w gotowości. Obie dłonie objęły karabin jak starego przyjaciela, jednocześnie pozwalając na szybkie użycie automatu. Palec wskazujący prawej ręki ulokował się sztywno tuż nad spustem, czekając tyko na chwilę gdy będzie musiał się zsunąć i rozpocząć ostrzał. Mutant co jakiś czas pomagał sobie, próbując przejrzeć krzaki przy użyciu przyczepionej lunety. Były jednak za gęste.
W momencie gdy się przerzedziły, był już w stanie dostrzec ludzi, którzy towarzyszyli mu w tej zapomnianej przez boga dżungli. Od razu przystanął, na prędko omiatając spojrzeniem nieznajomych. Lewa noga przystanęła z przodu, a prawa delikatnie zgięta w kolanie posłużyła jako podpora dla całego ciała. Uniósł broń i oparł przy biodrze. Nie musiał perfekcyjnie celować, wiedząc że na takiej długości krótka seria dosięgnie celu, zostawiając przynajmniej dodatkowe dwanaście gramów ołowiu w ich ciałach. Rudowłosą zajął by się później, widząc jej stan. Był pewien że jej organizm w końcu odmówi posłuszeństwa.

Nacisnął by spust gdyby nie kolejny huk i widok wywracającego się konaru za plecami Sol i Ashera. Wiedząc że drzewo może być wystarczająco długie by go dosięgnąć, zwyczajnie rzucił się w bok.
Od razu zreflektował że to nie był ładunek wybuchowy. Było to więc bliżej nieokreślone "coś". Wstał i susem dotarł do kolejnego drzewa. Spróbował się na nie wspiąć.

Jeśli dostanie się na drzewo:
Wybrał na swoje stanowisko jedną z grubszych gałęzi. Zadbał o jak największą stabilność nowej strzelnicy. Oparł się plecami o główną część drzewa i łapiąc oddech wymruczał coś do siebie:
-Jeśli to zwierze, pewnie działa jak kret.- Mruknął pod nosem. Soczewka powiększająca zasłoniła mu jedno oko, zaś drugie spowiło się za ciemny całunem zamkniętej powieki. Broń spoczywała oparta delikatnie na nodze. Prawym przedramieniem zasłonił umiejętnie wylot łusek z komory zamka, by zredukować choć trochę hałas. Zaczął strzelać w kierunku z którego nadszedł. W ziemię, drzewa, tak by robić największy hałas i ściągnąć uwagę drapieżnika.
Z każdym strzałem wydobywało się z jego ust ciche syknięcie, kiedy gorąca koszulka po naboju dotykała materiału jego odzienia, miejscami je przepalając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Lip 10, 2017 9:55 pm

Biegła, teraz nie wiadomo właściwie, czy goniąc za Czerwoną, czy po prostu uciekając przed tym, co ich goniło -czymkolwiek by to nie było.
Właściwie, to obie te rzeczy zdecydowanie się teraz łączyły - priorytetem była ucieczka i przeżycie.
Potem będą przepytywać tamta i ewentualnie oglądać się za siebie, by zbadać zjawisko.

A propos oglądania się za siebie...

Zaraz. Po kolei.
Soleil dostrzegła czyjąś sylwetkę, widziała, jak młoda ją wymija... I niemal stanęła jak wryta; zgubiła krok, potykając się o jakiś korzeń i niemal nie wywracając. No jego to się tutaj nie spodziewała...
Jedyne co uchroniło ja na dłuższa metę przed stanięciem jak ta głupia i gapieniem się na Steina(czy to mógł być on? Może to pułapka lub iluzja?) była adrenalina. Krew przyspieszyła tempa w żyłach, pulsowała w skroniach, ponaglała do działania. Nie mogła teraz stać, musiała biec, działać... w pewnym sensie przyspieszony oddech, poczucie zagrożenia i wysiłek jakim był ten bieg działały pobudzająco. Na razie nie czuła zmęczenia, była wytrenowana... To przyjdzie później.
Nim zdołała jednak powziąć decyzję, czy biec dalej za Czerwoną, czy może jednak zapytać Steina, co tu do cholery robi - kolejny huk wstrząsnął okolicą; znowu niemal straciła równowagę. skup się, Van Court, skup, nie czas na sentymenty. Może później dowiesz się, co i jak...
Trzaski? Widziała, że Damien na coś patrzy i wtedy właśnie obejrzała się przez ramię, kątem oka widząc, jak Stein uskakuje... Szlag.

Sama rzuciła się w bok, na prawo, byleby uciec przed spadającym drzewem.
z całą pewnością mogła liczyć na to, że tym razem już się wywróci; jeśli tak, to czym prędzej chciała wstać i ruszyć dalej. W przeciwieństwie do Steina, nie miała zamiaru włazić na drzewo. Ani strzelać do niewidocznego przeciwnika.
Miała zamiar uciekać dalej, tym razem skręcając nieco, klucząc - czy to coś skupiało się na nich wszystkich, czy na jednej osobie? co, jeśli Sol odbije mocniej w bok, schodząc kilkanaście metrów z dotychczasowej linii "tego czegoś"? Czy może to się rozdzieli?
Chciała to sprawdzić, jednocześnie przemieszczając się do przodu... Może jednak dogoni młodą. Albo ona, albo coś pod ziemią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Lip 12, 2017 4:27 pm

Spadające drzewo - na szczęście dla zebranych - nie posiadało bardzo obfitej, szerokiej korony, lecz jego gałęzie i tak rozpościerały się na boki, co największy problem stanowiło dla Damiena, bo to w końcu on znajdował się w miejscu, gdzie miało ich wylądować najwięcej. Rzucenie się na bok pomogło mu uniknąć zderzenia z pniem oraz z grubymi konarami, lecz te cieńsze oraz bardziej elastyczne i tak wysmagały jego ciało, działając trochę jak improwizowane bicze. Mimo wszystko było to jednak lepsze od zostania zgniecionym, a wydostanie się spomiędzy i spod nich nie stanowiło dla mężczyzny większego problemu, więc mógł stosunkowo szybko się pozbierać i wspiąć się na jedno z pobliskich drzew.
Podczas gdy się tym zajmował, Soleil i Asher - którzy również odskoczyli na boki, zresztą przeciwne do siebie wzajemnie, lecz na takiej wysokości, że nie oberwali gałęziami - także mieli czas, aby się podnieść i wznowić bieg. Kobieta wybrała przemieszczanie się slalomem, mężczyzna zaś starał się utrzymywać jak najbardziej prosty kurs, przynajmniej na tyle, na ile pozwalały mu okoliczne przeszkody. Nastolatka z kolei znikała już im wszystkim z oczu za drzewami, w ogóle się za siebie nie oglądając. Wciąż wyraźnie odbijała na lewo, choć ciężko byłoby wyjaśnić powody takiego stanu rzeczy. Instynkt? Przypadek? A może wiedziała coś więcej?
Plan Damiena przyniósł pewne efekty, jednakże raczej nie do końca takie, jakich mógł on oczekiwać. To coś, co znajdowało się pod ziemią, nie zaatakowało w ciemno miejsc, w które trafiały pociski; być może rozróżniało odgłosy na tyle dobrze, że rozumiało, iż to nie były kroki, a może zaważyło tutaj coś innego, trudno powiedzieć.
Plus sytuacji był taki, że to coś - chwilowo? - straciło zainteresowanie uciekającymi, a więc Damien bardzo im się przysłużył, kupując im trochę czasu na oddalenie się. Minus... Kolejna dziura powstała dokładnie w tym punkcie, w którym mężczyzna po raz ostatni postawił stopę, nim wspiął się na drzewo. To oznaczało, że wyrwa znalazła się bardzo blisko rośliny, naruszając jej korzenie i podstawę, a więc robiąc dokładnie to samo, co przed chwilą... Sprawiając, że pień zaczął przechylać się w stronę wyrwy, najpierw powoli, lecz szybko nabierając tempa, aby mieć w kilka krótkich sekund runąć.
Z daleka Soleil i Asher - nawet gdyby się obejrzeli - nie byliby w stanie tego dostrzec, ale Damienowi w dziurze mogło coś mignąć. Trwało to bardzo krótko, więc nie zdążyłby dobrze się temu czemuś przyjrzeć, szczególnie że w środku było ciemno... Ale przynajmniej mężczyzna zyskałby pewność, że tam pod ziemią naprawdę znajdowało się coś żywego, poruszającego się niezwykle szybko, kopiącego tunele... Samo w sobie wydawało się być sporych rozmiarów, na pewno większe od człowieka, a umaszczeniem nie wyróżniało się zbytnio na tle gleby, ale wszystko wskazywało na to, że posiadało... Długi, wąski ogon?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Lip 12, 2017 7:54 pm

Przełknął głośno ślinę, która zastygła w gardle. Jakoby podczas celowania do leśnego poszycia zapomniał zupełnie o niektórych czynnościach życiowych. Niepokojące drganie materii na której spoczywało jego ciało oderwało oko od kolimatora broni. Przebadał szybko wzrokiem sytuacje na dole. Nie miał jednak czasu rozprawiać o istocie tego przemiłego zwierzątka, tak jak wcześniej nie miał czasu analizować czy kobieta w którą celował to dawna znajoma.

Wypuścił z dłoni swojego towarzysza, zostawiając go na pastwę wytrzymałego paska, zawieszonego przez ramię i szyję. Uderzenie stalowych komponentów o klatkę piersiową i ramiona nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia. Nie teraz. Nie w takiej sytuacji.
Błędnik zanotował że obiekt na którym się znajduje zmienia swój kąt położenia. Z trudem przemieszczał się po bujającej "kłodzie". Czując że dalsze zachowanie równowagi będzie już nie możliwe, rzucił się w kierunku końca gałęzi, celując na liściaste rozgałęzienia. Z całych sił postarał się o to by je chwycić. Złagodziły by one upadek, a przy okazji nie zgniotą kości na pył w przypadku przygniecenia. TARZAN.

Jeśli mu się uda i będzie w stanie się ruszać:
Po pokonaniu przeszkód doczołgał się do powstałej dziury przypominającej krater. Spuścił wzdłuż niej nogi, na których oparł karabin. Lufę skierował ku wnętrzu ziemi. Palec położył na spuście. Jak coś przyjdzie, może ucieknie po dostaniu kilku kulek. Chwilę pobył w ciszy, nasłuchując odgłosów z wnętrza. Sięgnął dłonią do latarki na urządzeniu i zapalił ją by choć trochę oświetlić nieznaną ciemnicę. Następnie wyjął jedną ręką papierosy w miękkiej paczce, przyłożył do ust i zębami zasięgnął sztukę. Schował paczkę, a na jej miejsce palce wyłapały zapalniczkę. Odpalił. Zaciągnął się. Wsłuchując się w swój ciężki oddech, patrzył się jak boże ciele w wrota na dół.
-Sol była ch*jopląsem czy czymś takim. - Mruknął bez przekonania do siebie. Wstał i odszedł kawałek od "legowiska" potwora. Przeszło mu przez myśl że idąc tunelami dojdzie do tych martwych ochotników, którzy działali na tych terenach. Podążenie za resztą było jednak bezpieczniej. No i mogli już mieć broszkę... Odbezpieczył magazynek i zdjął go. Schował do kieszeni plecaka i wyciągnął kolejny. Tym razem StK11.* Nie ważne czym jest potwór, powinno go zranić, a w przypadku postrzelenia człowieka wyryje mu TYLKO sporą dziurę.
Skupił się na energii elektrycznej** i ruszył w kierunku kilku małych źródeł, ale położonych blisko siebie, a właśnie tamtą trasę obrało za drogę miniaturowe towarzystwo.


* - Nabój przeciwpancerny o stalowym rdzeniu.
** - Ekwipunek Soleil.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sob Lip 15, 2017 3:11 pm

Udało się jej umknąć drzewu - odskoczenie w bok okazało się być dobrym pomysłem. Pogratulowałaby sobie w duchu, gdyby miała zwyczaj to robić - i miała na to czas. Tymczasem tego brakowała; trzeba działać szybko, sprawnie, zdawać się na instynkt.
Soleil stanąwszy pewnie na nogach, nie bardzo czekała na Steina - nie wiedziała, co tu robi, widziała za to, że miast uciekać, chce wspinać się na drzewo.
- Głupota - mruknęła tylko, ruszając dalej przed siebie, tak jak to sobie założyła.
Kierowała się śladem Czerwonej, raz, że nadal nie rezygnując z chęci przepytania jej, dwa, że może ta mała wiedziała coś więcej - Sol nie była pewna, co to by mogło być, ale czy uciekała na ślepo, czy celowo obrała ten kierunek?
Tak czy siak, i tak musiała - chciała - pozostawać w ruchu, więc po prostu biegał za nią, jak się rzekło - slalomem, co w leśnych warunkach nie należało do najprostszych. Każdy konar, korzeń, krzak czy zdradziecka dziura, o drzewach wyrastających bezczelnie tuz przed nosem nie mówiąc, stanowiły przeszkody do omijania.

Przyspieszyła jednak, by dogonić Czerwoną, bo z oczu ją już straciła, ale zapamiętała, w którą stronę biegła; wypatrzenie jej nie powinno nastręczyć aż takich problemów, zwłaszcza, że mimo przyspieszonego oddechu i pierwszych kropli potu na czole, Van Court nadal miała sporo energii. Tamta - poranione stopy. Obie były zdeterminowane, a blondynka nie chciała zatrzymywać się, chyba że nagle wszystko uspokoi się, a ona dopadnie młodą - lub całkiem zgubi ją z oczu. Dopiero wtedy zaryzykuje postój, obejrzenie się za siebie. Głębszy namysł. Teraz działały instynkty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3380
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Wto Lip 18, 2017 8:33 pm

Damien miał szczęście, bo jego próby zamortyzowania lądowania - w połączeniu z tym, że pod koniec swojej podróży w dół "jego" drzewo oparło się o inne, trochę dzięki temu zwalniając, lecz ostatecznie i tak po prostu łamiąc podtrzymujące je gałęzie - dały wystarczająco dobre efekty, aby mężczyzna przetrwał tę zabawę w dobrym stanie. Po tym czy jeszcze po wcześniejszej atrakcji tak czy siak będzie miał pewnie jakieś siniaki, lecz przy jego tempie regeneracji i tak znikną one o wiele szybciej niż w przypadku zwykłego człowieka... Więc raczej nie musiał się w tej chwili zbytnio przejmować swoim stanem zdrowia. Miejsca, w które oberwał gałęziami pobolewały, ale na pewno nie na tyle, aby nie mógł dalej stosunkowo normalnie funkcjonować.
Wszystko to oznaczało, że mężczyzna jak najbardziej był w stanie przemieścić się bliżej najnowszej dziury, teraz częściowo zakrytej przez pień powalonej rośliny. W tej chwili nic się już w niej nie poruszało, a jeżeli nawet, to nie dało się tego dojrzeć - nawet przy użyciu latarki. Mimo to oświetlenie i tak pomogło mu ustalić parę rzeczy... Wyrwa biegła przynajmniej sześć metrów w dół, może nawet trochę dalej, a pod koniec zdawała się zakręcać, więc to najwyraźniej nie był wcale jej koniec. Wyżej natomiast posiadała dwie odnogi... Bez wątpienia wyglądało to na wydrążone w glebie tunele. Ten położony najbliżej powierzchni wymagałby osunięcia się dobre trzy metry niżej - bo mniej więcej na tej wysokości znajdowała się jego podstawa.
Choć Damien zdecydował się podążyć za grupką - która zdążyła już zresztą utworzyć między nimi pewien dystans - to mężczyzna powinien być w stanie wyczuć jeszcze jedno drobne źródło energii elektrycznej... Tyle że pod ziemią, przynajmniej parę metrów w dół i kilkadziesiąt na zachód. Nie mogło to być nic ambitnego, ale poruszało się i to całkiem prędko... Może jak biegnący człowiek albo nawet szybciej. Kierowało się zaś na północ.

W trakcie biegu natomiast Soleil zgubiła też z oczu Ashera. Co prawda jej towarzysz musiał znajdować się gdzieś stosunkowo niedaleko, ale między gęstą roślinnością nie tak łatwo było go zauważyć, a w dodatku perspektywa zagrożenia raczej nie zachęcała do robienia przystanków, aby się rozejrzeć. Jak do tej pory nie rozległ się kolejny huk, to zaś oznaczało, że mężczyzna najprawdopodobniej nie został wciągnięty pod ziemię jak Joan - ale z drugiej strony mogłoby mu się też przytrafić coś innego.
Soleil oddaliła się więc od Damiena, który ruszył za nią ze sporym opóźnieniem, podążała na czuja za nastolatką i nie widziała Ashera... Czyli nagle okazało się, że została praktycznie sama. Nie w sensie dosłownym oczywiście, bo przecież wiedziała, iż wszystkie te osoby najpewniej nie przebywały wcale aż tak daleko od niej, a gdyby którekolwiek z nich krzyknęło, to pewnie w ten sposób dość szybko udałoby się im odnaleźć... Ale takie wrażenie samotności w lesie i tak mogło się pojawić. Samo w sobie prawdopodobnie nie byłoby bardzo złe, lecz kiedy dodać do tego nieokreślone niebezpieczeństwo...
Szczęśliwie dla niej taki stan nie utrzymywał się długo. Po minięciu granicy gęstszych, lecz niezbyt wysokich drzew i krzewów Soleil niespodziewanie znalazła się na krawędzi kolejnej skarpy - przy czym "niespodziewanie" stanowiło w tym wypadku słowo klucz, bo podłoże kończyło się w zasadzie tuż za tymi drzewkami. Dalej wciąż było zielono, tyle że teren opadał jakieś trzy czy cztery metry w dół, a naturalna ściana biegła niemalże pionowo. W skrócie, gdyby ktoś zbyt późno się o tym zorientował, zaliczyłby nieprzyjemny upadek.
Mniej więcej trzy metry na lewo od Soleil stała natomiast jej uciekinierka. O dziwo zatrzymała się praktycznie w idealnym bezruchu, a jej wyraz twarzy - co już było najzupełniej normalne w tych okolicznościach - wskazywał na najwyższy stopień zaalarmowania... Ale nie patrzyła na Soleil, tylko przed siebie. Przed nie obie. I trochę w dół.
Tam zaś ciągnął się rzecz jasna las, lecz rzadszy - co wynikało głównie z faktu, że część drzew na przestrzeni kilkunastu, a może raczej kilkudziesięciu metrów została powalona. Nie wszystkie, pewnie nawet nie połowa, ale i tak sporo z nich... A pomiędzy nimi widać było liczne dziury w ziemi. Niektóre miały średnicę nieco ponad metra, inne większą, część kryła się teraz pod pniami... Ale grunt, że było ich tyle, że ciężko byłoby je szybko, a dokładnie zliczyć.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Victor von Doom

avatar

Liczba postów : 272
Data dołączenia : 13/09/2013

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Sro Lip 19, 2017 10:27 pm

Doktor Doom manewrował swoimi jednostkami tak, by spychać Cable i Domino w kierunku zagrożenia, które atakowały jego machiny zagłady. Jeśli może dla odmiany teraz którykolwiek z pocisków trafi tych terrorystów to Victor byłby w siódmym niebie. Był tak zły na to, że już tyle nabojów i innego rodzaju amunicji poleciało w stronę tej parki, a prawie nic nie trafiło. Fizyka temu przeczyła. Nie wierzył w to. Jego roboty nie miały wcale słabego cela, bo sam o to zadbał kontrując je. Umiejętności cyborga i najemniczki były dla Dooma niewyobrażalne. W jego świecie nie mógł istnieć ktoś tak potężny, który by po prostu niszczył całe jego armie w jednym krótkim momencie. Nie mógł się pogodzić z tą myślą.
Był też bardzo zazdrosny o tą moc i potęgę. Sam urodził się bez żadnych umiejętności mutantów, ani magii, ani nie ugryzło go żadne napromieniowane zwierzę. Chciał być czymś więcej od zwykłego człowieka i uważał się za kogoś lepszego mimo iż jedyne co go różniło to kawał tytanowej blachy i posiadanie własnego państwa. Właśnie to chciał wykorzystać. To był jego kraj, czyli jego terytorium na którym to on się najlepiej okopał na wypadek próby jego zdetronizowania, oraz to on zna wszystkie jego sekrety, a nie jakaś telekinetyczna pół-konserwa i byle jaka dziewka. Victor nie da im odejść płazem z jego kraju no chyba, że w podróż w jedną stronę w zaświaty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Damien Stein

avatar

Liczba postów : 15
Data dołączenia : 03/05/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Czw Lip 20, 2017 7:41 pm

Teraz nie był już taki pewny siebie. Kroki jakie zaczął stawiać w kierunku grupy nie przypominały już tych skocznych susów, kiedy podążał do nich po raz pierwszy. Na ten moment zachowywał większą ostrożność. Większość dźwięków pochodzących gdzieś zza zarośli było w stanie skupić jego uwagę. Próbował omijać to co budziło podejrzenia. Najbardziej jednak wystrzegał się wszelakich wstrząsów i dźwięków, pochodzących z dołu. Nie chciał skończyć jako obiad dla gigantycznego czerwia. Wiedział jak radzić sobie z mutantami, czarodziejami czy zwykłymi ludźmi... W momencie kiedy musiał zmierzyć się z matką naturą, brakowało mu wielu informacji. Zresztą, każdy chyba cierpiał na ich niedobór, biorąc pod uwagę to co czai się pod skorupą ziemi.

Nie biegł, ani też się nie skradał: Zatem jedyną opcją jaka pozostaje był spacer. Szedł spokojnie. Przez chwilę nawet zdawało mu się że poczuł powagę całej tej sytuacji. Szeleszczące, zielone liście, mimo jego spokoju zaczynały działać na nerwy, gdy imitował czyiś ruch. Co jakiś czas zatrzymywał się w miejscu i rozglądał używając przyczepionej do broni lunety. Prawa ręka pozostawała zaciśnięta mocno na uchwycie broni, zaś lewa wciąż pełniła rolę podparcia dla lufy. Był przygotowany by przejść do pozycji strzeleckiej i nacisnąć spust. Do palenia papierosa nie używał dłoni, a żar rozjaśniał się, by za chwilę zgasnąć, regularnie co kilka sekund. Wypluł niedopałek i przycisnął go podeszwą do suchej ziemi, nie chcąc skończyć zaskoczonym przez pożar w drodze powrotnej.
Odnotował w pamięci fakt poruszającej się pod ziemią energii... Nawet dość często przypominał sobie o niej, regularnie sprawdzając podczas krótkich postojów odległość dzielącą go z Soleil.

Jeśli nic nie stanie mu na przeszkodzie i uda mu się skutecznie zmniejszyć dystans między nimi, nie podejdzie do tego nazbyt emocjonalnie. Przyłoży swoją broń, prawie że podręcznikowo do ciała. Zielone oko znów skryje się za szkiełkiem kolimatora, a ręce pomogą znacznikowi celownika znaleźć się w okolicach ramienia brązowowłosej.
-Soleil! Jeden *** ruch!- Krzyknie bez radości czy innych zbytecznych emocji. Zasygnalizuje ją tym że ma ją na muszce. Po tylu latach znajomości należało jej się, brać jednak pod uwagę trzeba że nie grają już w tej samej drużynie.  Dalej będzie liczyć już na jej rozsądek. Przecież najemniczka miała go dużo. Jeśli z jej strony pojawi się jakikolwiek niepożądany ruch* - strzeli. Oczywiście nie po to by zabić. Unieszkodliwić. Czarodziej z bezwładną ręką i bólem, utrudniającym mówienie w dziewięćdziesięciu procentach wypadków nie jest już taki groźny. Nie martwił się o żadne wytyczne i korekty na wiatr oraz warunki. To w końcu był ciężki pocisk - będący w stanie przebić większość kamizelek kuloodpornych.**



* - zbyt gwałtowna reakcja, próba ukrycia się/wszczęcia ucieczki, gesty rękoma, niesłyszalne dla niego słowa.
** - Chciałbym zachować jak największy dystans.[350-400m.] Nie wiem jednak na jakie pole widzenia pozwoli mi zalesienie terenu. Napisane było że usłyszelibyśmy się krzycząc, więc szacuję że odległość nie jest większa niż 700 metrów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soleil Van Court

avatar

Liczba postów : 55
Data dołączenia : 26/02/2017

PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   Pon Lip 24, 2017 6:39 pm

Soleil zdała sobie sprawę, że nie widzi już Ashera. W myślach wzruszyła ramionami - w biegu było to dosyć niewygodne - i po prostu biegła dalej za dziewczyną, jak najdalej od śledzącego ich czegoś...
Łoo. Nagle las skończył się, czy też raczej - grunt pod nogami próbował jej uciec. Na szczęście była czujna, ale i tak wyhamowała w ostatniej chwili, łapiąc się w ostatniej chwili jakichś gałęzi. Jedna stopa już zsunęła się, ale kobieta podciągnęła się i przywarła plecami do drzewa. A tak niby patrzyła pod nogi!

Skorzystała z krótkiej chwili wytchnienia - czy też po prostu niespodziewanej przerwy, by złapać oddech i rozejrzeć się dookoła. W oko wpadła jej uciekinierka, owszem, ale co innego w pierwszej kolejności zwróciło jej uwagę.
Zaklęła pod nosem, bardzo brzydko, w mieszance języków nie będących angielskim; w głosie spokojnej i opanowanej zazwyczaj Van Court słychać było napięcie, któremu jakoś musiała dać ujście. Gdy już ogarnęła wzrokiem jasnych oczu to, co się działo przed nimi, ruszyła do dziewczyny z zamiarem złapania jej za ramię, mocno. Wpijając palce, by sprawić jej ból, chociaż bez przesady. Jeszcze.
- Co tu się do cholery dzieje? Mów, co wiesz - warknęła stanowczo, mając dosyć uciekającej. Jeśli ta nie uniknęła jej chwytu, to Sol nie zamierzała puścić, ba, mogłaby posunąć się nawet do próby powalenia jej.

No, i w takich warunkach mógł zastać je Stein. Słysząc jego głos, blondynka zamarła - nadal nie puszczając Czerwonej, jeśli ją już chwyciła - i spojrzała w jego stronę, mrużąc oczy i marszczac brwi. Teraz wyraźnie zwyczajnie zła.
- Stein! Co ty do *** tu wyprawiasz?! - spytała dosyć retorycznie, chociaż nie tak głośno jak on. Kto wie, jak i co te "cosie" słyszą. - Nie ruszam się! - dodała. Nie miała pojęcia, co tu robi Damien, ale nie było jej celem robienie mu czegokolwiek, o ile on jej nie zrobi.
W tej chwili pożądała przede wszystkim - wyjaśnień. Od niej i od niego. Asher jakby wyleciał jej z głowy, nie mówiąc o zaginionej Joan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lasy Latverii   

Powrót do góry Go down
 
Lasy Latverii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Las
» Lasy Cairngorms
» Lasy Cheshire

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Latveria-
Skocz do: