Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 MacArthur Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: MacArthur Park    Pon Wrz 19, 2016 4:20 pm


MacArthur Park jest jednym z piękniejszych skupisk zieleni w Los Angeles,
zaraz za nim widać Westlake Theater, a w tle unosi się śródmieście wiecznie tętniącego życiem Miasta Aniołów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Wrz 20, 2016 4:44 pm

Zaraz po opuszczeniu East Angels High School chciała teleportować się do bazy, koniec końców jednak zrezygnowała z tego pomysłu i zaczęła zmierzać przed siebie. Nie miała obranego celu podróży, po prostu chciała się przejść by oczyścić nieco umysł. Nogi zaprowadziły ją do parku zaraz przy śródmieściu. Robiło się późno, słońce wisiało gdzieś nisko na nieboskłonie. Dopiero wtedy zorientowała się, że włóczyła się kilka godzin bez celu. Międzyczasie zdążyła wymienić parę esemesów z Chasem. Niewiele dowiedziawszy się z jego paplaniny, postanowiła po prostu się z Nim spotkać. On jednak nie chciał tego zrobić w bazie. Wolał zobaczyć się gdzieś indziej. Padło na park w którym właśnie się znajdowała. To było odpowiednie miejsce. Nie zastanawiając się zbyt długo usiadła na pobliskiej ławce i wystukała esemesa do Czejsa gdzie jest. Oparła się wygodnie, spojrzała w niebo. Miało wyjątkowo piękny odcień błękitu, granatu. pomarańczu i różu. Wróciła myślami do Victora i tego wszystkiego. Sądziła, że poczuje większą ulgę, gdy dowie się gdzie On przebywa. Tak się niestety nie stało. Bała się tego co może się wiązać z jego znalezieniem. Podenerwowanie rosło z każdą chwilą. Niepewność wraz z nim. Obraz umierającej Gert przeszywał ją na wskroś, za każdym razem gdy go przywoływała. I chociaż nie dawała tego po sobie poznać, była nieco przerażona. Możliwość straty kogokolwiek z nich była teraz tak namacalna, tak wyraźna, że aż bolało...
Minoru przecież od zawsze zdawała sobie doskonale sprawę, że ich życie wiąże się z jedną wielką walką o dzień następny i cholera..uwielbiała to. Kochała to w ich świecie. W ich inności. Już od małego była żądna przygód, ciekawa wszystkiego co ją otacza. Co więc teraz było nie tak?
Cóż.. Z upływem lat zaczynamy dostrzegać coraz więcej rzeczy, zaczynamy zdawać sobie coraz większą sprawę z przemijalności i wtedy drobnostki stają się dla nas cenniejsze niż wszystko inne. Chwile spędzone z tymi ludźmi stały się dla niej energią napędową, uśmiech każdego z nich stał się dla niej rzeczą o którą pragnęła walczyć i zaskakiwały ją przeokrutnie własne myśli, gdy zdawała sobie sprawę, że jest gotowa oddać swoje własne życie za ich wszystkich razem i każdego z osobna. Za przepiękną Lucy in the Sky, którą kochała inną miłością niżeli ta na nią zasługiwała. Chase'a, który był najbardziej irytującym stworzeniem stąpającym po tej ziemi i wszystkich innych planetach. Molly, która była chyba jedną z rozsądniejszych osób w grupie, chociaż jej wiek wcale na to nie wskazywał. Arszenika, jej fioletową feministyczną zrzędę, jedyną w swoim rodzaju, posiadającą najdziwniejszego pupila pod słońcem. I w końcu za Alexa..który zdradził ich wszystkich, a najbardziej mogłoby się wydawać, że samą Nico. Jednak kiedyś, zanim to się stało mogłaby oddać za niego życie z całą pewnością. Może dlatego to dalej tak ciążyło jej na duszy i chyba sercu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Wrz 20, 2016 11:22 pm

Mocno zdezorientowana nastolatka postanowiła iść za swym instynktem i zaufać dziwacznej dwójce, która uratowała ją oraz towarzyszącego jej kolejnego dziwaka z rąk oprychów. Doprawdy, poziom niezrozumienie obecnej sytuacji osiągał w główce Fro poziom krytyczny. Fakt, iż sklep, który postanowiła okraść został napadnięty przez prawdziwych bandziorów by niezłym ciosem od losu, wzięcie za zakładnika również było czymś okropnym, jednak to co zdarzyło się później w dalszym ciągu było niezrozumiałe dla naszej żabki. Nagłe pojawienie się nietypowego rodzeństwa(?), które ot tak rozprawiło się z uzbrojonymi złodziejaszkami, wykorzystując przy tym dość... nietypowe umiejętności. Magiczne rękawiczki i zaskakująca siła w tak malutkim ciele, czyżby ta dwójka również była jakimiś wynaturzeniami jak Florence? Młoda Osborn pierwszy raz spotkała kogoś z "swego rodzaju" - do tego była to trójka osób na raz! Tylko... dokąd oni ją właściwie zabierali? Czyżby mieli gdzieś - choćby w kanałach, jakąś kryjówkę? Jednak póki co kierowali się w stronę parku... Będąc cały czas dość zmieszana, Fro nawet nie zdążyła się przedstawić - nie była nawet pewna czy powinna, pomimo faktu, iż Marcus zrobił to już jakiś czas temu. Mówiąc, krótko nasza żabcia była po prostu dość wystraszona, toteż podążała za chłopakiem z magicznymi rękawicami czekając na jakieś wytłumaczenia mierząc go swymi wyłupiastymi oczętami i nie wypowiadając choćby jednego słowa. Nawet jęzor do jadaczki schowała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3440
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Wrz 27, 2016 4:48 pm

Coś było nie tak - tyle dało się stwierdzić od razu. W mieście panowało jakieś poruszenie, a dosłownie chwilę wcześniej niebo przecięło kilka dużych śmigłowców, najprawdopodobniej wojskowych, kierujących się na północ. Bez dostępu do wiadomości - albo innego źródła informacji - pewnie trochę ciężko byłoby ustalić o co dokładnie chodziło...
... Jednakże stało się coś jeszcze, coś bardziej nietypowego od obecności helikopterów. Wysoko ponad drzewami i dachami budynków pojawiła się srebrzysta smuga, zniekształcona i rozmazana przez prędkość i odległość, niewyraźna - ale bardzo szybka. Przemknęła po niebie, kierując się na zachód i bardzo szybko zniknęła z pola widzenia.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Paź 03, 2016 9:07 pm

Również i Markus dotarł do tego miejsca. Brakowało mu odpowiedniego entuzjazmu do działania, a w jego umyśle ciągle rozgrywała się scena ze sklepu. Zrozumiał na swój sposób, że mieli tam wyjątkowe szczęście. Gdyby nie pojawiła się ta dwójka... Cóż, jasnowłosy mógł jedynie zgadywać, jakby się to skończyło. Pewnie by ten budynek ucierpiał w postaci braku pieniędzy. Zresztą... - przekrzywił łebek, starając się przypomnieć oglądany kiedyś film. - Chociaż, niekoniecznie. Źli przegrywają. A przynajmniej tak widziałem w telewizji. Podrapał się po policzku, wzdychając cicho. Czy to naprawdę dobry pomysł? Mogłem wrócić... Chwila, coś słyszałem?
Pokręcił nieco głową, pozbywając się tych myśli z łebka. Przeciągnął się lekko, postanawiając, jak na razie nie myśleć o tym, co ma nadejść. Poznane tam osoby nie zachowały się jak złe osoby, więc Markus postanowił nie przerzucać ich na negatywną stronę, nawet jeśli im nadal nie ufał... I trochę się obawiał.
Nie spytał się o nic. Za to swoje ślepia wbił w niebo, by w tej samej chwili ujrzeć przelatujące maszyny. W tym samym czasie dotarło do niego, że dźwięk, który słyszał przed chwilą, mógł do nich należeć. Do tego doszła smuga, momentalnie zanikająca z jego pola widzenia. Zamrugał ślepiami.
- Co to? - odezwał się w końcu, spuszczając głowę i przecierając oczy. Nie rozumiał tego i nie był pewny, czy właściwie umiałby zrozumieć. Albo to nic ważnego dla mnie. Nie wiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Paź 08, 2016 10:03 pm

Chase szybko wykręcił numer do Nico, a następnie poprosił ją o spotkanie w pierwszym miejscu, które przyszło mu do głowy, park. Chciał omówić z nią to, co zaszło, dowiedzieć się jak im poszło z... z... pogrzebem, ale co ważniejsze (i na czym obecnie starał się skupić) na Fro oraz Markusie. Gdy zobaczył ich w sklepie nie wydali mu się jacyś specjalni, ale gdy pomogli jemu oraz Molly w pokonaniu przestępców obudziło się w nim dziwne uczucie, które mówiło mu, że powinien im pomóc. Czuł, że są tacy jak on raz reszta jego przyjaciół. Zdradzeni przez rodziców, sami przeciwko światu... tak, właśnie to czuł. Czy była to prawda? Niestety póki co jeszcze nie wiedział. Nie chciał ich teraz wypytywać o historię, gdyż mogłoby to wzbudzić ich niepokój albo po prostu rozdrapać stare rany. Wiedział jednak, że Nico nie będzie taka pobłażliwa. Gdy tylko zasugeruje jej możliwość powiększenia ich drużyny uważnie się im przyjrzy nie pomijając niczego. Cóż, w końcu była ich szefem... nawet jeśli nie mówili o tym głośno to każdy to wiedział, czuł, a ostatnio nawet zaczęli, a przynajmniej on nie przyjmować do świadomości innego lidera. Monroe wydawała się do tego stworzona.
Cieszyło go, że poszli z nim. Z początku miał pewne obawy. W końcu byli im całkowicie obcy, a do tego niebezpieczni. Niewinny przytulas Molly, który posłał przeciwnika na ziemię z okrzykiem pełnym bólu oraz jego grzankowanie ludzi... cóż, to raczej nie wzbudzało zaufania, przynajmniej nie u normalnych ludzi. Oni jednak tacy nie byli, więc... no właśnie, zgodzili się pójść za nim.
W czasie marszu do parku blondyn starał się zająć ich jakąś rozmową, powiedział jak ma na imię oraz nazwisko, skąd pochodzi... wiecie, takie typowe błahe sprawy. Nie mówił nic konkretnego, ale jednak zdradzał swoje informacje. Starał się im pokazać, że mogą mu zaufać. Liczył też, że jego mała siostrzyczka mu w tym pomoże. W końcu co może byś słodszego i godniejszego zaufania od małej dziewczynki?!
Dodatkowo… coś było nie tak, zdecydowanie. Poruszenie, niemal namacalne napięcie oraz helikoptery, które przyuważył, jak leciały na północ. Nie wiedział co dokładnie się stało, ale nie ulegało wątpliwości, że coś niedobrego. Angażowali wojsko… to nie było codziennością. W normalnych warunkach pognałby za nimi, ale póki co musiał zająć się maszerującymi za nim osobami Nie mógł przecież zostawić ich samych z Molly. Może i była duża oraz silna, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby zrobili jej krzywdę.
Gdy w końcu dotarli na miejsce od razu zauważył przyjaciółkę, która siedziała na jednej z ławek. Gdyby było to normalne popołudnie pewnie głośno by zagwizdał (no co, Nico była ładna i tyle!), ale po tych wszystkich zdarzeniach… po prostu nie miał siły na takie zabawy. Niewiele myśląc zawołał ją po imieniu i pomachał, aby mogła go zlokalizować, a następnie ruszył w jej stronę i stanął jak wryty, gdy na niebie ponad nimi przeleciała dziwna smuga, kierująca się na zachód. Okey, tutaj działo się coś NAPRAWDĘ dziwnego. Trzeba będzie się tym zająć.
-Um… Nico, to jest Markus oraz Fro. Spotkaliśmy ich dzisiaj w sklepie. Idąc przez miasto wraz z Molly natknęliśmy się na próbę napadu i unieszkodliwiliśmy przeciwników, a ta dwójka nam pomogła. Są inni, tak jak my i pomyślałem… no wiesz… może moglibyśmy im… pomóc? – rzekł, a następnie spojrzał na nią tymi swoimi psimi oczkami. Z pewnością zrozumie jego słowa nawet jeśli nie uda się to samym zainteresowanym. Dołączenie ich do swojej drużyny, zdradzenie lokacji bazy, zaufanie obym… ale jednak dzieciakom, takim jak oni sami… co odpowie mu dziewczyna? Cóż, nie ukrywając bardzo go to interesowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Paź 14, 2016 4:09 pm

Dreptała w kierunku wyznaczonym przez Chasea uwalniając dłoń Fro już przy pierwszym przejściu dla pieszych. Kto jak kto, ale Molly była już na tyle duża żeby przejść przez ulicę samemu, nie trzymając nikogo za rękę. Zdążyła się przedstawić w sklepie, zarówno imieniem, jak i tytułem, a więc nie potrzebowała dzielić się większą ilością informacji, no może poza swoją osobistą niesamowitością, ale jeśli Markus i Fro zdecydują się zostać z Runaways na dłużej, to będzie jeszcze tysiąc okazji, by to pokazać. Czyn jest zawsze lepszy niż słowo, szczególnie jeśli to czyn małej Hayes. Z resztą dziewczynka nie wiedziała, które tajemnice można zdradzić tej dwójce. Gdyby zaczęła paplać to wygadała by wszystkie i jeszcze więcej, a dziś był nie najlepszy dzień na podpadanie komukolwiek z grupy i dokładanie jeszcze większej ilości problemów.
- Łoooo - rzuciła zadzierając głowę i z podziwem obserwując przelatujące po niebie maszyny. Chyba jako jedyna z grupy nie traktowała tego widoku jako zwiastuna czegoś niepokojącego, a zachowywała się raczej jak widz pokazu lotniczego. Szła jeszcze chwilę odprowadzając odlatujące helikoptery wzrokiem i chyba tylko cud uratował ją od wpadnięcia na coś, skoro nie popatrzyła nawet na chwilkę przed siebie. A skoro o cudzie mowa, chwilę potem z jej piersi wyrwało się jeszcze bardziej wymowne westchnienie zachwytu.
- Chase! Patrz, patrz! Soadająca gwiazda! - zawołała łapiąc chłopaka za rękaw i pokazując mu smugę palcem nawet jeśli ten już obserwował ją dłuższą chwilę - Trzeba pomyśleć życzenie - dodała z zawziętą miną. Zacisnęła oczy i skupiła się tak bardzo, jakby chciała wysłać swoje myśli ku tej dziwacznej smudze Zobaczyć mamę i tatę - mogła by usłyszeć spadająca gwiazda gdyby nią była... być może mogłoby się nawet spełnić, gdyby to była spadająca gwiazda, w końcu tak one działają, czyż nie?
- Są niesamowici! - wcisnęła z entuzjazmem po Chaseowym "są inni". Jakoś wydarzenie w sklepie, spotkanie dwójki fajnych ludzi oraz życzenie dodały jej energii odciągając umysł Mol od tematu martwej Gert i żywego Victora. Ciężko było jej się wbić z  czymś innym, więc wtórowała blondynowi energicznie przytakując, chociaż z chęcią już, teraz, natychmiast wymieniłaby wszystkie zalety Fro i Marcusa, które w jej ustach byłyby jedynie superlatywami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Paź 31, 2016 1:25 pm

Nico siedziała dłuższa chwilę i rozglądała się po okolicy. Woda była niespokojna. Coś zdecydowanie wisiało w powietrzu. Dopiero po chwili zarejestrowała, że park jest nieco opustoszały jak na tę porę. Z jednej strony jej to nie przeszkadzało, bo mogła swobodnie pogadać z Chase'm. Z drugiej jednak wydawało się to dziwne i wywoływało pewien niepokój. Natomiast gdy pojawiła się horda wojskowych śmigłowców i niebo przeciął srebrzysty błysk, jakby ktoś przepoławiał je na pół stalowym ostrzem, była pewna, że przeczucie jej nie zawiodło. Poderwała się na równe nogi i wtedy zauważyła w oddali Chase'a wraz z Molly i dwójką nieznajomych.
Wyszła im na spotkanie, zaledwie parę kroków z wyraźną zmarszczką malującą się między jej brwiami. Pytający wzrok Nico niemal strzelało w przyjaciela. Nie lubiła niespodzianek i to w dodatku tak.. Tak niespodziewanych..
Wysłuchała wszystkiego co mieli jej do powiedzenia, po czym uśmiechnęła się do Molly, która ewidentnie była zafascynowana nowymi, a potem zgromiła Chase'a spojrzeniem mówiącym: pogadamy sobie później!
- Jestem Nico, miło Was poznać.. - przedstawiła się i przywitała z nowymi jeszcze nie członkami. Chcąc nie chcąc musiała przyznać, że sama nie zostawiłaby ich tam na pastwę losu. W grupie siła i tak dalej.. A poza tym.. gdy przyjdzie im się zmierzyć z Victorem potrzebne im będą każde ręce do walki.
Zebrani mieli jednak teraz inne zmartwienie.. Coś ewidentnie działo się w mieście, z całą pewnością nie było to nic dobrego i zapewne dotyczyło to ich samych..
- Pogawędkę urządzimy sobie później, ok? A teraz pytam czy też widzieliście to co ja? - wskazała na zachód, gdzie srebrzysta łuna zniknęła za horyzontem.
- Ktoś ma pomysł co to mogło być? Wiecie, że musimy to sprawdzić.. - zagadnęła do reszty, zdając sobie sprawę, że nowi mogą być nieco zdezorientowani i przestraszeni całą sytuacją. Nie mogła ich jednak zaprowadzić do bazy i zostawić tam tak po prostu z Molly. Nie wiedziała czy zastanie tam Lucy..lub kogokolwiek. A Chase był jej potrzebny. Nie pozostało więc nic innego jak zabrać tę dwójkę ze sobą. Może okażą się pożyteczni i nauczą czegoś nowego.
- Jesteście za teleportacją? - rzuciła zachęcająco, wyciągając z kieszeni spodni niewielki scyzoryk, którym miała w zamiarze zrobić sobie krzywdę. Działanie Staff of One było bowiem bardzo osobliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Lis 01, 2016 12:49 pm

Okey, świat właśnie strasznie zdziwaczał. Wpierw przelatuje jakaś parada śmigłowców a następnie na niebie jakieś... coś. Serio, lepiej nasza żabcia nie była w stanie tego określić. Cóż, nie było zbytnio czasu aby się aby się nad tym zastanawiać, bo najwyraźniej grupka dotarła do celu.  Florence zmierzyła młodą wiedźmę wzrokiem i musiała przyznać, iż ta wyglądała dość... normalnie. Cóż, prawdopodobnie dlatego, że nie miała jakiś cybernetycznych rękawiczek jak Chase. A właśnie, propo Chase - zdawał się on obawiać czarnowłosej? Chyba już wiadomo, kto rządzi w tej gromadce.
- H..hej?
Przywitała się dość niepewnie Fro, pozwalając aby jej język ponownie sobie z gęby wyskoczył - zdecydowanie było to wygodniejsze. Teraz najchętniej żabcia zalała by nowych znajomych całą masą pytań a zaczęła by od tego kim oni tak właściwie są. Niestety, chyba nie było na to czasu. Z jakiegoś powodu Nico chciała się udać tam gdzie te wszystkie latające maszyny?
- ...Musimy? Ale... dlaczego?
Nie wydawało się to naszej nastolatce zbyt bezpiecznym wyjściem, zresztą wojsko na pewno sobie z tym zamieszaniem poradzi, prawda? Niemniej jednak, Florence zależało na bliższym poznaniu tajemniczej grupki, toteż  prawdopodobnie była gotowa do, aż takiego szaleństwa. Pozostawało jednak jedno pytanie.
- Tele...portację?
Zapytała zdumiona, chyba się jakoś przesłyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Lis 02, 2016 8:28 pm

Um, tak. Dokładnie. Co? Markus nie wiedział, co się tutaj działo i dlaczego nadal tutaj był. Jego zdezorientowany wzrok skupiał się po kolei na każdym z tutaj obecnym, zanim nie skupił się na nieznajomej. Nie rozumiem. Zdecydowanie nie rozumiem. W ten właśnie sposób podsumował to, co myślał sobie teraz.
- Mi również - bąknął w końcu. Nie bardzo mógł coś dodać więcej. Jego ciało obejmowało ciągle uczucie skołowania. Może ktoś mu to potem wyjaśni w prostych słowach, tak, by jego umysł zdołałby to pojąć?
Na jej kolejne pytania... To jest... Markus najpierw pokiwał głową, po czym pokręcił, ukazując swoją odpowiedź... Jeśli kogokolwiek z nich by to interesowało tutaj. I właściwie, nawet nie bardzo rozumiał o co chodziło z tą "pomocą", o której wspomniał Chase. Zjadłbym coś. Chyba zgłodniałem.
- Jesteśmy potrzebni? - czy raczej będą stanowić przeszkodę? A raczej jedynie Markus, bo sam osobiście uważał, że Fro bardziej się przyda ze swoimi zdolnościami. Była niezwykła! Nawet on tego nie przeoczył.
I to właśnie sprawiało, że nie bardzo zgadzał się ze zdaniem Molly. Jasnowłosy uważał siebie jako ostatnią osobę, której przypisywałoby łatkę "niesamowitej osoby".
Zamrugał oczami, wbijając wzrok najpierw w ziemię, zanim ponownie nie spojrzał na Nico.
- To będzie bolało? - spytał się jej, zerkając na ostrze, jakie pojawiło się w tym momencie. Nie wiedział co właściwie chciała z nim zrobić, więc zaczął obstawiać, że raczej jest to w nich wymierzone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Lis 04, 2016 6:24 am

Molly zajęło dłuższą chwilę zrozumienie, iż Nico pyta się o spadającą z nieba gwiazdkę. No bo jak to? Niewiedzę, że trzeba pomyśleć życzenie jeszcze mogła zrozumieć, ale żeby nie ogarniać samej idei gwiazdek z nieba?
- Meteoryt? - To też był w końcu jakiś pomysł. Po podzieleniu się swoją propozycją dotyczącą tożsamości tajemniczej smugi podeszła do Nico i ciągnąc ją za rękaw, by zwrócić na siebie uwagę dodała - Musimy? A Victor? - Naprawdę nie chciała wracać myślami do wydarzeń sprzed zaledwie kilku godzin, ale doskonale zdawała sobie sprawę z priorytetów, a tu już zaczęło ich wszystkich coś odciągać. A to napad na spożywczak, a to pokazy lotnicze, a to śmigające po niebie meteoryty... Jak się będziemy tak zajmować ratowaniem świata i samej Gert to wszyscy umrzemy. Kiedyś niby na pewno, ale lepiej nie przedwcześnie.
- Tylko Nico i tylko troszkę - uspokoiła Marcusa ze świecącymi od podekscytowania oczami. O rany rany rany rany rany! Teleportacja!!! - powtarzała w myślach jeszcze bardziej się nakręcając. Tylko... czy Nico przypadkiem nie wykorzystała słówka na teleportację tuż po przelizaniu się z Topherem? No ale może wystarczy jakiś synonim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Gru 03, 2016 5:31 pm

Chase odparł spojrzenie Nico z lekkim uśmiechem, ale będąc szczerym nieszczególnie mu się to spodobało. Nie chodziło tutaj jednak o niego samego, a o Markusa oraz Fro. Wiedział jaka była Nico, ale ku jego uldze zachowała się w ich stronę dość przyjaźnie. Nie chciał, żeby ich zbyt mocno wystraszyła. Starczyły im przeżycia ze sklepu, chociaż jak widać Minoru miała na ten temat inne zdanie.
Gdy zaczęła swój monolog wsłuchał się w jej słowa, ale z każdym kolejnym zdaniem nie podobało mu się to coraz bardziej. W normalnych warunkach na pewno by się z nią zgodził, ale teraz mieli ze sobą dwójkę nowych, którzy nie nadawali się do takich czynności. W sklepie może im się udało, ale nie chciał sprawdzić ich po raz drugi, to było zbyt ryzykowne. Wiedział, że musi zareagować i spróbować wyperswadować jej to z głowy, przynajmniej w tej chwili. W przekonaniu tym umocniła go ich reakcja... no może poza Molly, której ten pomysł zdecydowanie przypadł do gustu.
-Um... Będąc szczerym uważam, że to nie jest najlepszy pomysł. Znaczy... nie chodzi o to, że nie chce tam iść. Po prostu według mnie nie powinniśmy tam ciągnąć Markusa oraz Fro. Nie mają takiego doświadczenia jak my i może to być dla nich niebezpieczne. - rzekł, a następnie zamilkł na chwilkę, aby wyrównać oddech i zebrać myśli, ale zaraz kontynuował, gdyż wiedział, że Nico z pewnością się to nie spodoba. Trzeba było ją jakoś przekonać.
-Wcześniej widzieliśmy na niebie wojskowe helikoptery, co zdecydowanie nie jest normalne. Zapewne wiąże się z tą smugą, więc wojsko zdaje sobie sprawę z tego... czegoś i podjęło jakieś kroki. Nie mówię, że nie mamy się upewnić, że wszystko jest pod kontrolą, ale najpierw powinniśmy zająć się tą dwójką. – rzekł po czym rzucił długie spojrzenie Nico. Wiedział, że tak naprawdę to ją musiał przekonać, Molly prędzej się z nim zgodzi. Co do dwójki potencjalnych członków drużyny to raczej nie liczył na zbyt wiele. Byli zapewne zbyt mocno wystraszeni, aby zabrać głos chociaż kto wie? Może ich nie doceniał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Gru 07, 2016 8:31 pm

Widząc jaką reakcję wywołała u pozostałych, zwolniła nieco. Zaczęła przyglądać się twarzy Fro..a potem Marcusa. To co w nich dostrzegła niemal ją sparaliżowało. Dotarło do niej, że najzwyczajniej w świecie ich przestraszyła. Nie chciała tego.. W ogóle co ona sobie myślała? Czejs miał rację.. I to w tym właśnie momencie okazał się bardziej liderem niż ona. Jedynie Molly była wybitnie zadowolona tym, co mogłoby się wydarzyć. Widziała światełka w jej oczach, które zapaliły się gdy ten pomysł padł. Niestety nie mógł zostać zrealizowany, bo słowa Czejsa były jak najbardziej na miejscu. Musieli zająć się dzieciakami i nie zawracać sobie głowy jakimiś tam helikopterami..ani tym srebrnym czymś. Gdy jednak Nico przypominała sobie opowieść chłopaków ze szkoły, coś w niej wzbierało. Może tym srebrnym czymś był właśnie Victor. Może tracili właśnie okazję na schwytanie go. Na ruszenie tej sprawy.. A może nawet na doprowadzenie jej do końca. Jednak nie tędy droga.. Nie w ten sposób... Nie tak..
- Masz rację.. - szepnęła do Czejsa, ale tak by słyszeli ją pozostali. Schowała scyzoryk z powrotem do kieszeni, po czym potarła leniwie czoło. Była naprawdę zmęczona.. Zmęczona tym wszystkim. Decyzjami, które będzie trzeba podjąć w najbliższym czasie. Odpowiedziami, które będzie trzeba udzielić. I pytaniami, których nie będzie komu zadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Gru 12, 2016 1:05 am

W duchu żabcia mocno zgadzała się z Chasem, walka była zdecydowanie czymś czego wolała by uniknąć, przecież nie licząc tej sytuacji w sklepie to nigdy nie miała ona jakichkolwiek również przerażających przygód. To zdecydowanie było dla niej coś nowego i działo się zdecydowanie za szybko. W czasie mowy człowieka-rękawicy Fro jedynie niemo mu przytakiwała, wszak nie była całkiem pewna, że jego pomysł spodoba się reszcie, niemniej jednak miała jego ciche wsparcie! Gdy już panna Minoru przyznała mu rację na twarzyczce Florence pojawił się niejaki spokój, niemniej jednak pozostawało jedno ważne pytanie.
- Więc... jeśli można... kim tak właściwie jesteście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Gru 12, 2016 10:28 pm

Gdyby dawało się nieco bardziej obrazkowo opisać aktualne myśli Markusa, to sprowadzałoby się to do jednego, wielkiego pytajnika. Inaczej? Nie wiedział co się dzieje, jak się dzieje, dlaczego się dzieje... Mógł jedynie wlepiać po kolei w każdego z nich swoje ślepia i zastanawiając się nad tym wszystkim. Co, gdzie, jak?
Jednakże na szczęście został uspokojony ze strony Molly. Spojrzał na nią, po czym nieco pokiwał głową na znak, że zrozumiał... Lecz czy nie powinien pomartwić się trochę o tą nieznajomą? Ciężko powiedzieć. Nie posiadając odpowiedniej wiedzy dotyczącej faktu, dlaczego był potrzebny nóż, mógł ruszyć jedynie własną wyobraźnię i... W głowie wymyślić kilka różnych kwestii.
Jasnowłosy nieco przekrzywił głowę na bok, przysłuchując się rozmowie tej dwójki. Etto... Nie rozumiem - nietrudno było dojść do takich wniosków po krótkiej chwili. Bał się? Na dany moment już nie, po prostu odczuwał niepewność wymieszaną z zrozumieniem, że nic nie wiedział z tego wszystkiego.
Uniósł dłoń i potarł nią policzek, po czym westchnął cicho.
- Podpisuję się pod tym pytaniem - wymamrotał. Warto się dowiedzieć co i jak! O ile właściwie będą chętni do wyjaśnienia im cokolwiek więcej.
Z pewnością i samych pytań nazbiera się o wiele więcej, lecz na razie warto poczekać. Chyba. Oby. Chyba... Zgłodniałem - naszła go nagle taka myśl, kompletnie nie związana z tym tematem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Gru 13, 2016 8:52 pm

- Tooooo, nie będziemy się teleportować? - jęknęła z rozczarowaniem wywijając usta w podkówkę i mimowolnie przyjmując minę skrzywdzonego szczeniaczka. Już po chwili jednak jej przeszło, bo sama myśl, że Nico potrafi takie cuda ją nakręcała. Złapała wiedźmę za rękaw również drugą ręką i teraz wręcz szarpiąc z jeszcze bardziej eskalującą ekscytacją w głosie dodała:
- Ale kiedyś na pewno! Prawda? Nico, obiecaj, że tak! Obiecaj, obiecaj, obiecajobiecajobiecaj... - zależnie od odpowiedzi się pewnie podłamie naburmuszając i przyjmując postawę zombie-szmacianki, snując się w okolicy przyjaciół oraz burcząc coś pod nosem, albo podskoczy zadowolona klaszcząc w dłonie, co raczej i tak nie będzie miało wpływu na jej późniejszy nastrój. Kobieta zmienną jest, a chociaż Molly do kobiecości jeszcze trochę brakuje, to nadrabia swoją zmiennością i skrajnymi reakcjami na wszystko, co przyniesie los, a teraz los przyniósł niesamowicie ważne pytanie.
- Superbohaterami! - odpowiedziała krótko, zwięźle i treściwie biorąc się pod boki, a nagły podmuch wiatru chwycił jej włosy i zakołysał pomponem na czapce. Brakowało tylko peleryny do kompletnego, super-bohaterskiego wyglądu, ale po incydencie z Ty jakoś chęć do takich przebieranek i przede wszystkim płaszczy jakoś jej przeszła.
- Strażnikami sprawiedliwości! Zajmujemy się wszystkim, czym nie potrafią dorośli i tym wszystkim, co jest za mało ważne, lub na co nie mają czasu... czyli prawie wszystkim w ogóle. Oni wszystko komplikują i trzeba po nich poprawiać, a kto ma to robić, jak nie my? - w jej głosie słychać było wyraźną dumę, Mol była po prostu calusieńkim serduszkiem przekonana, że to, co odwala Runaways jest najbardziej właściwą rzeczą na świecie, a do złych decyzji ludzi z prawami wyborczymi już zdążyła się przekonać na podstawie działań rodziców całej paczki.
- Prawda Chase?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 373
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Gru 16, 2016 5:03 pm

Billy'ego czasami irytowało to, jak dużo uwagi ściągały na niego jego zdolności, gdy już ich używał. Zazwyczaj nie miało to większego znaczenia, podejrzewał też, że w trakcie walki nie przejmowałby się nadmiarem błyszczących świateł - co więcej, mógłby je pewnie wykorzystać na własną korzyść, na przykład oślepiając nimi przeciwnika - jednakże doskonale rozumiał, że jego mocom bardzo brakowało subtelności. Tommy lubił to komentować, a i Klaudia zdążyła wyrazić swoją opinię, nawet jeżeli w żartach... Tym razem jednak widowiskowość teleportacji chłopaka mogła mu pomóc - jeżeli od razu zaskarbiłaby mu zainteresowanie osób, z powodu których w ogóle wybrał się do Los Angeles.
Nie kontrolował tego, gdzie dokładnie się pojawił. Wiedział tylko tyle, iż trafił blisko Runaways, a że jego... Załóżmy, że mutacja... Uznała za stosowne umieścić go w powietrzu i to w dodatku jakieś trzy metry ponad taflą wody - na to nie miał już żadnego wpływu. Przez pierwszych kilka sekund błękitna energia obracała się wokół niego, ruchem przypominając trochę spowolnioną trąbę powietrzną - taką, która nie stykała się jednak z podłożem... Potem zaś zaczęła się rozszerzać, odsuwać od niego, a zarazem rozrzedzać. Zapach ozonu wypełnił powietrze, przez co okolica sprawiała teraz wrażenie, jak gdyby przeszła przez nią właśnie burza. Elektryczność, która przewijała się przez aurę nastolatka, w połączeniu z wodą zareagowała praktycznie natychmiast - posyłając przez nią świetnie widoczne wyładowania. Dobrze, że w zbiorniku nie było ryb albo innych żywych stworzeń...
Wszystko to trwało tak naprawdę dość krótko i zaraz poświata Billy'ego zaczęła zanikać, on sam zaś powoli osuwać się coraz niżej. Chłopak nie widział powodu, aby generować więcej energii w celu utrzymania się w powietrzu - zamiast tego wykorzystał więc tę, która jeszcze przy nim pozostawała, aby wpłynąć na tor swojego opadania, skierować się po łagodnym łuku ku chodnikowi, na którym już po chwili miękko wylądował. W głębi ducha poklepał się po ramieniu i złożył sobie gratulacje. Szło mu coraz lepiej, posiadał większą kontrolę nad tą formą podróżowania... A szczególnie nad lądowaniami. W porównaniu z jego pierwszymi próbami - czuł się niemalże bezpiecznie. Ostatnio przestał nawet oczekiwać, że przypadkowo utknie w jakimś wulkanie albo na dnie morza.
Resztki energii w formie błękitnych smug i iskier kręciły się jeszcze przy oczach i dłoniach Kaplana, lecz nawet one już stopniowo zanikały. Chłopak nie zwracał na nie uwagi. Ręce - wcześniej lekko uniesione i rozsunięte na boki - teraz opuścił luźno wzdłuż tułowia, a równocześnie spojrzeniem zaczął przeczesywać teren w poszukiwaniu interesujących go osób... No proszę, oto i one, stojące może kilkanaście metrów dalej - a przynajmniej taką Billy miał nadzieję. To znaczy, że to naprawdę Runaways, a nie... Że poprawnie oceniał odległość. Tego ostatniego był praktycznie pewien, o ile nic w okolicy nie zaginało jego poczucia przestrzeni albo nie wpływało na jego wzrok... I tak dalej. Zgoda, może jednak i pod tym względem teoretycznie mógł się mylić.
W pobliżu nie widział nikogo innego, a ufał swoim zdolnościom. Aż tak by go nie oszukały. Runaways musieli być niedaleko, a ta grupka częściowo pokrywała się ze składem, który pamiętał ze zdjęć... Przynajmniej na tyle, na ile mógł to stwierdzić przy dystansie, który ich dzielił. Fotografie też nie były doskonałe, trochę rozmazane, lecz ukazywały na przykład płeć czy kolorystykę, a to już coś. Szczególnie charakterystyczną członkinią grupy była jej domniemana przywódczyni, Gotka - i to by się akurat zgadzało... Zresztą, co mu tak naprawdę szkodziło spróbować?
Z tą myślą Kaplan skierował się ku rówieśnikom, licząc na to, że przez swój niezamierzony pokaz nie zostanie przez nich pochopnie zaatakowany. Koniec końców miał na sobie cywilne ubranie, zupełnie zwyczajne, po prostu czarne jeansy i czerwoną koszulkę z długim rękawem... Na pewno nie przypominał pod tym względem żadnego super przestępcy - gdyby nie dało się tego poznać po jego młodym wieku.
- Przybywam w pokoju? - zaoferował jeszcze po drodze, lecz już po pokonaniu kilku pierwszych metrów. W miarę zmniejszania dystansu coraz łatwiej było mu się przyglądać zebranym i z każdą chwilą nabierał przekonania, że faktycznie się co do nich nie pomylił. Nie rozpoznawał co prawda dziewczyny z bardzo długimi, ciemnymi włosami i wielkimi oczami oraz jednego z dwóch chłopaków... Ale pozostała trójka? Oni zdecydowanie wyglądali znajomo.
- Jesteście... Tutejszymi bohaterami, prawda? - w pierwszej chwili chciał określić ich mianem, którym posługiwała się część użytkowników jego ulubionej strony, czyli właśnie Runaways, ale w ostatniej chwili się przed tym powstrzymał. Może nawet o tym nie słyszeli? Albo im się to nie podobało? W końcu media niekoniecznie spytały ich o zdanie przed publikowaniem artykułów na ich temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Gru 17, 2016 8:47 pm

Na szczęście okazało się, że ewentualne wsparcie ze strony Fro oraz Markusa było niepotrzebne. To, że Nico zgodziła się z jego opinią niemal natychmiast był bardzo dziwny, ale w zasadzie było coś jeszcze dziwniejszego. Fakt, że to właśnie Chase odciągał ich od działania, gdy na co dzień był głównym ponaglaczem do różnego rodzaju działań. Zaczynając od cowieczornego przekonywania, że na kolację muszą zamówić pizze, a kończąc na walczeniu z przestępczością na terenie ich miasta. Było jednak bardzo łatwe wytłumaczenie dla tej sytuacji. Blondyn spotkał ich podczas napadu, w czasie którego co prawda im pomogli, ale mimo wszystko byli jednak ofiarami. Kto wie, może gdyby nie wtrącenie się Steina i Hayes sami powstrzymaliby przestępców, ale coś w ich zachowaniu mówiło mu, że tak by się nie stało. Byli przestraszeni, niepewni. Zupełnie... zupełnie tak jak on jeszcze kilka miesięcy temu. Widział w nich strach, którego on oraz reszta jego rodziny doświadczyli, gdy ich kochani rodzice chcieli ich zabić. W normalnych warunkach zapewne nie przeciwstawiłby się propozycji Nico nawet słowem, ale nie chciał, aby ta dwójka tak szybko musiała ponownie stanąć oko w oko z niebezpieczeństwem. W zasadzie to nie wiedział nawet czy to, co uplótł sobie w głowie miało sens. Zapewnienie im pomocy, opieki... Nowi członkowie Runaways? Czy byli na to gotowi? Jeszcze niedawno uważał, że nie, ale gdy ich spotkał... nie potrafił ich zostawić w tym sklepie, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy patrzyli na nich jak na monstra. Wystarczyło, aby pokazali swoją nienormalność i wszystkie dobre uczynki schodziły na dalszy plan. Chase mógł się oczywiście mylić, ale miał wrażenie, że Żabcia oraz jej mocno niepewny kolega byli samotni tak jak oni. Nowa rodzina... tak, teraz był tego pewien. Chciał dać im to poczucie bezpieczeństwa, które od jakiegoś czasu dawało mu spokojnie zasnąć w nocy.
Z tą właśnie motywacją otworzył usta i już miał odpowiedzieć na ich pytanie, gdy nagle uprzedził go nie kto inny jak Molly. Słuchając jej słów uśmiechnął się lekko pod nosem.
Brzmiało to naprawdę niesamowicie. Strażnicy sprawiedliwości, którzy walczą z niegodziwością, którą jak to rzekła "ignorują" dorośli. Czy naprawdę mogli się nazywać superbohaterami? Nie był tego pewien, zwłaszcza jeśli przypominał sobie dzisiejszy poranek. Gert z przyszłości, która zmarła mu na rękach. Nie był w stanie jej uratować, ocalić życia osobie, którą kochał. Żadne z nich nie potrafiło tego zrobić... Niestety nie mógł się teraz na tym skupić. Czas na czekoladki i smutną muzykę przyjdzie już w łóżku. W tej chwili musiał skupić się na towarzyszących mu osobach, więc wziął głęboki wdech, przetarł lekko zwilgotniałe oczy (niezauważenie niczym ninja), otworzył usta i już miał dodać swoje trzy słowa, gdy nagle... no właśnie, co tak właściwie się stało? Powietrze wypełniło się zapachem ozonu, jak gdyby przed chwilą przetoczyła się przez okolicę burza. Gdy przez wodę przetoczyły się wyładowania oczy nastolatka momentalnie zwróciły się w tamtą stronę.
Chłopak.
Na pewno pojawił się nad taflą wody i zrobił to... cóż, efektownie. Gdyby Chase go znał z pewnością zacząłby klaskać... w sumie pewnie i tak by to zrobił, gdyby nie jeden mały szkopuł. Nieznajomy ruszył w ich stronę.
Stein śledził go wzrokiem, bardzo uważnie. Każdy krok i poruszenie ręką. Nie podobało mu się to i to mocno. Co prawda chłopak wyglądał na kogoś w ich wieku, a jego strój składał się na zwykłe jeansy i koszulkę, ale jego "wejście" nie pozostawiało wątpliwości. Był taki jak oni, a o jego zdolnościach nie miał ochoty przekonać się na własnej skórze.
Niewiele myśląc zwrócił się w stronę Fro, Markusa oraz Molly i rzekł krótko:
-Stańcie za mną oraz Nico i nie róbcie nic głupiego. - co prawda przemówił do całej trójki, ale jego oczy skupione były na jego siostrzyczce. To właśnie po niej spodziewał się tak naprawdę najprędzej takich działań, a nie miał na to ochoty, nie tym razem. Liczył, że go usłucha, ale nie mógł poświęcić jej więcej czasu, gdy nowo przybyły się zbliżał.
Gdy Billy z Young Avengers (o czym blondyn jeszcze nie wiedział) znalazł się kilka metrów od nich wyciągnął w jego stronę jedną z rękawic i wsparłszy ją w łokciu drugą wycelował w jego stronę jednocześnie przemówiwszy w jego stronę.
-Kimkolwiek jesteś zatrzymaj się tam, gdzie jesteś. Nie próbuj podchodzić albo tego pożałujesz. Jeśli faktycznie przychodzisz w pokoju nie powinno być to dla Ciebie problemem. - rzekł po czym wstrzymał oddech i przygotował się na ewentualny atak.
Na szczęście jednak nie musiał użyć swojego arsenału, gdyż chłopak go usłuchał.
-Dobra, rozumiesz co się do Ciebie mówi i nie jesteś głuchy. Dobry początek. Kim jesteś i w jakim celu przybywasz? ... I co o nas wiesz? - rzekł po czym ponownie wycelował w jego stronę. Doprawdy przyjemna rozmowa, ale co zrobisz. Pozostawało mieć nadzieję, że dalsza rozmowa pozwoli im na bardziej cywilizowane warunku. Chase naprawdę na to liczył, zwłaszcza mając za sobą trójkę przyjaciół. Przy okazji zerknął też kątem oka na Nico. Co prawda w tej chwili dyrygował całą akcją, ale to ona była leaderem. Może miała dla niego jakieś wskazówki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 373
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Gru 19, 2016 2:26 pm

Czyli wyglądało na to, że faktycznie dobrze trafił, przynajmniej jeżeli sądzić po sposobie, w jaki groził mu jeden z chłopaków, ten wyglądający znajomo. Wystawienie w jego stronę rękawicy prezentowało się raczej jednoznacznie, choć Billy nie był pewien czy poprawnie zapamiętał jej działanie z artykułów, które miał okazję przeczytać... Ani czy media posiadały w ogóle właściwe informacje. Tak czy siak, grunt, że miał do czynienia z wymierzoną w niego bronią. Nie widział powodu, aby prowokować atak, bo w końcu przybył tutaj jedynie po to, by porozmawiać - w związku z czym bez problemu zatrzymał się w miejscu, gdy tylko blondyn tego od niego zażądał... A jeżeli przy okazji przewrócił oczami i westchnął głęboko - jakby ze zrezygnowaniem, ale i trochę ze zniecierpliwieniem - to już wyłącznie jego sprawa. W duchu natomiast porównał jeszcze tego chłopaka do Tommy'ego, w gorącej wodzie kąpanego i czasem atakującego przypadkowe osoby tylko dlatego, że miały jakieś moce i przebywały w pobliżu. Chociaż tyle dobrego, że na dzień dobry nie dostał w twarz.
Kaplan zdążył zauważyć, że nim jeszcze blondyn zwrócił się bezpośrednio do niego, wcześniej powiedział coś do swoich towarzyszy, lecz niestety nie potrafił czytać z ruchu warg, a słowa padły zbyt cicho, aby mógł je wyłapać. Domyślał się, że nie było to raczej nic istotnego, może jakieś ostrzeżenie, krótki plan działania... Instrukcja jak się zachować w obliczu niebezpieczeństwa, za które najwyraźniej został przez nich uznany. Nie przejmował się tym. Mogli być tak bardzo ostrożni, jak tylko mieli ochotę, a on i tak planował zrobić swoje - i tyle.
Kolejna wypowiedź blondyna jedynie pogłębiła to skojarzenie z Tommy'm, które teraz za nic nie chciało już opuścić myśli Billy'ego. Nieufny i agresywny, a do tego zbyt pewny siebie, przynajmniej na pokaz... I umniejszający innym. To zaskakujące, że aż tyle można było wyciągnąć z paru rzuconych przez niego zdań, ale z drugiej strony istniała też opcja, że nastolatek po prostu automatycznie przerzucał na niego niektóre cechy charakteru swojego kolegi z drużyny. Coś takiego mogło się okazać zwodnicze, więc pewnie powinien spróbować się jakoś pohamować...
- Jest taka rzecz nazywana internetem, powinieneś jej czasem spróbować. Znajdziesz tam ładnych parę stron o bohaterach, przestępcach, zarówno indywidualnie, jak i o całych grupach... W tym o was - wyjaśnił na początek, nie mogąc się powstrzymać przed lekko uszczypliwym ujęciem sprawy. Zakładał, że drobna złośliwość i tak pozostanie zignorowana lub całkowicie niezauważona, więc uznał, że mógł sobie na nią pozwolić... Szczególnie, iż zaraz potem przeszedł już do sedna.
- Więc trochę wiem. Powiedzmy, że tyle, ile opublikowano o was w sieci. Młodzi bohaterowie, działacie głównie albo wyłącznie na terenie Los Angeles, mieliście krótko do czynienia z Mścicielami, którzy próbowali was rozwiązać... I parę innych rzeczy. Jeżeli cię to pocieszy, nie odszyfrowałem jeszcze tajnych plików Tarczy zawierających protokół powstrzymania każdego z was na wypadek, gdybyście zeszli na ścieżkę zła i ciemności, ale pracuję nad tym - to ostatnie było oczywiście żartem, lecz Kaplan umyślnie nie zmienił tonu głosu, przez cały ten czas dość poważnego, choć nie obojętnego, ani tym bardziej nieprzyjaznego. Pod koniec tej wypowiedzi wzruszył też lekko ramionami, po czym skrzyżował je luźno na klatce piersiowej.
- Moi przyjaciele i ja zaczynamy karierę bohaterów... Jako Young Avengers, choć w tej chwili zaskakująco nie słychać o nas jeszcze w mediach. Może to mieć do czynienia z faktem, że do tej pory głównie trenowaliśmy... Albo Tony Stark opatentował nazwę swojej drużyny i teraz gazety boją się o nas publikować. Tak czy siak, doszliśmy do wniosku, że równie dobrze możemy się z wami skontaktować i z góry ustanowić pozytywne relacje. Na wypadek przyszłej współpracy i tak dalej... A mi możecie pewnie mówić Asgardian - ostatnie zdanie dodał po krótkiej pauzie, bo prawdę mówiąc z opóźnieniem przypomniał sobie, że z tego wszystkiego nawet się nie przedstawił. Nie chciał od razu podawać swojego prawdziwego imienia, co Tommy zapewne gorąco by poparł, a już wcześniej w rozmowie z Klaudią określił się tym mianem... Więc czemu by tego nie powtórzyć? Jego zdolności wyraźnie wiązały się z elektrycznością, co Runaways mieli już okazję zobaczyć, więc odniesienie do Thora wydawało się jasne i logiczne... Choć może sugerowało bardziej siłę fizyczną niż telekinezę, ale o tym Billy starał się teraz nie myśleć. Na pewno ktoś w Asgardzie dysponował takimi mocami. W końcu była to kraina wypełniona magią, ta zaś wiązała się chyba z mocami psychicznymi... Prawda?
Kaplan czuł się dumny z tego, jak pięknie przedstawiał Young Avengers, aby z zewnątrz wyglądali o wiele lepiej niż w rzeczywistości. Nie mógł powiedzieć, aby się na tym znał, ale przy matce psychologu każdy w końcu nauczyłby się pewnych zabiegów... My doszliśmy do wniosku, choć przecież wpadł na to sam i tylko poinformował drużynę, że o to zadba. Głównie trenowaliśmy - co było oczywiście prawdą, głównie, bo zajmowali się też werbowaniem nowych członków, trzymaniem się z daleka od Tarczy, układaniem się z Mścicielami... Nie próżnowali, ale w praktyce mieli za sobą dopiero jedną prawdziwą akcję. Tę część wolał pozostawić w domyśle. Głównie oznaczało, że mogli też odbywać inne misje. Niewiele, jasne, ale wciąż w liczbie mnogiej... A to wpływało na obraz grupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Gru 21, 2016 9:03 pm

Superbohaterami? - powtórzył w myślach po Molly, zastanawiając się po swojemu nad tym jednym słowem. Przekrzywił nieco głowę, po czym nieco pokiwał głową.
- Fajnie - powiedział krótko. Jednakże, jeśli komukolwiek wydawało się, że to sprawiło, iż olał całą sprawę czy po prostu zbagatelizował... Ba, jakby się dało, to jego oczy świeciłyby mu z zachwytu... A może to robiły? Sam siebie widział, więc nie dawało się stwierdzić. To słowo po części wydawało mu się być obce... Jednakże, nawet on napotykał się na różne wzmianki! Nawet jeśli niezrozumiałe... Nieważne. - Bardzo fajnie - dodał jeszcze po upływie chwilki, a jego głos zdradzał podziw i nutkę zachwytu. Ratują innych... Super... Nas też uratowali... Cieszę się - ba, przestał nawet myśleć o tym, że jest głodny.
Jednakże nie doszło do tego, by coś więcej miał dodać od siebie, bo coś innego przykuło jego uwagę. Albowiem dość niecodzienne pojawienie się kolejnej osoby. Markus wpatrywał się w to z niepewnością i zarazem lekkim podziwem, wymieszanym z niepewnością. Dla niego to robiło wrażenie i to spore, patrząc na to, że na co dzień nie widywał takich rzeczy.
Pewnie by stał tak i patrzył się na to, gdy wtedy usłyszał słowa Chase'a. Przekierował na niego swój wzrok, chcąc coś powiedzieć, jednak postanowił się posłuchać.
- Czy to jakiś atak? - spytał się jedynie, zanim ruszył się na tyle, by stanąć nieco dalej; tak jak chciał jasnowłosy. Evans dobrze wiedział, że nie nadałby się do walki, ale no... Nawet jeśli nie był do nich wszystkich przekonany jeszcze (chociaż dość szybko zaczęło się to zmieniać), to chciał jakoś pomóc. Tak, nachodziło go takie uczucie...
Ale póki co, to stał i słuchał ich rozmowy, nie odzywając się ani słowem, próbując to wszystko zrozumieć na swój sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Czw Gru 22, 2016 7:11 pm

Jeśli ktoś spodziewałby się, że w wyniku swoich słów Molly oczekiwała zachwytu, albo przynajmniej swoistego szacunku do Runaways to nie myliłby się ani troszeńkę, niestety nie dane było jej doświadczyć nawet dziesięciu sekund chwały, bo jakiś piorunujący buc zapragnął je zgarnąć dla siebie... wraz z następującymi po nich grubymi minutami. Zachłanny egoista. Przynajmniej doczekała się reakcji Marcusa, która zasiliła malusieńki płomyczek pychy tlący się gdzieś w okolicy jej serducha.
Mimo całej niechęci wynikającej ze zbyt małej, poświęconej jej uwagi dziewczynka na widok błysków i pokazu świateł natychmiast popatrzyła się w kierunku ich źródła i gapiła tak dobrą chwilę z opadem szczeny. Z rozwartą koparą dotrwała aż do momentu podejścia nieznajomego oraz słów Chasea, na które nie bardzo miała ochotę reagować, no bo w końcu stojąc za kimś ten ktoś zasłaniałby wszystko, a już na pewno zasłaniałby te najfajniejsze rzeczy, przy czym Wiccan wydawał się być raczej fajny... to znaczy intrygujący, trochę jak przedmiot, czy nowa zabawka.
- Pomyliłeś się, 2015 będzie za rok - stwierdziła nie całkiem serio nawiązując do Powrotu do przyszłości, nawet jeśli chłopak zgubił gdzieś po drodze samochód. No w sumie to pojawienie nie bardzo trzymało się fabuły filmu, ale przynajmniej pioruny się zgadzały, a to już pozwoliło Molly ruszyć gigantyczną i dobrze naoliwioną machinę durnych skojarzeń.
- Chase, nie bądź niemiły. Podziękuj panu za fajerwerki - powiedziała, a bliźniacze do tych niedawno otaczających Wicca iskierki świeciły jej w oczach. Omójbożeomójbożeomójboże kolejny błyszczący tak samo, jak ja na dziś! Gdyby ktoś z obecnych potrafił czytać w myślach mógłby ją uświadomić, że wcale nie ma racji i wyładowania towarzyszące teleportacji nie miały nic wspólnego z jej luminescencją prócz emisji światła. No ale po co niszczyć dziecięce, bzdurne marzenia?
- O Rajuśku, jesteśmy sławni! - wykrzyknęła klaszcząc w dłonie niesamowicie podekscytowana faktem istnienia w sieci, a także nazwania całej grupki "młodymi bohaterami". To brzmiało prawie tak samo dobrze, jak jej osobista prezentacja sprzed chwili i na pewno wyglądało zdecydowanie komicznie w zestawieniu z gotowym do walki i spiętym Chasem - Na dodatek... sławniejsi od was - dodała z szelmowskim uśmiechem - Ale nazwę to macie nieoryginalną - stwierdziła jednocześnie zastanawiając się, czemu sami Runaways jeszcze nie wymyślili czegoś epickiego, ba, czemu sama jeszcze nic nie wykoncypowała. Przecież to jest najważniejsza rzecz zaraz po ksywkach i strojach!
Zacięła się na dłuższą chwilę analizując wszelkie, możliwe opcje i subiektywnie je oceniając, po czym pomyślała o czymś całkowicie innym, aczkolwiek również kluczowym.
- Hej, a są w sieci jakieś fajne zdjęcia ze mną? - zapytała przyjmując dyskobolopodobną pozę siłacza i już całkiem, ale to caaaałkowicie ignorując stres i jej zdaniem całkowicie zbędną postawę bojową braciszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Sty 02, 2017 2:23 pm

...Są superbohaterami? Fro nie bardzo wiedziała co powinna o tym myśleć, zawsze uważała ludzi określający się takim mianem za jakiś modelowych bufonów przypominających greckie rzeźby a ta paczka, cóż... mimo wszystko wydawali się dużo "normalniejsi" ot choćby samej Florence. Molly wydawała się być niezwykle podekscytowana ich "zawodem", chyba naprawdę w to wierzyła. Niesamowite. Przecież ona zdawała się być młodsza od żabci a mimo to była tak dzielna i stanowcza.
- łał...
Wyrzuciła z siebie jedynie tak skromne "słowo" podziwu. Co mogło sprawić, że ta banda nastolatków czuła się w obowiązku bronienia Los Angeles? Czy tylko dlatego, że mieli jakieś "zdolności", Fro nigdy nawet nie myślała o wykorzystaniu swych mutacji w jakichkolwiek sposób, były one raczej jakimś przekleństwem. Gdy już Florence miała dodać co nieco do swej wcześniejszej, jakże rozbudowanej odpowiedzi, całą jej uwagę zebrało pojawienie się ...anioła, znaczy się człowieka! ...Chyba. W każdym razie ...eh, nie ważne. Mówiąc krótko dziewczę wpadło w ogromne osłupienie to nie tylko z jakże magicznego sposobu w jaki się pojawił ale i z powodu samego młodzieńca. Żabcia wręcz nie potrafiła przestać wpatrywać się w tajemniczego chłopaka, jeno świecąc do niego swymi wielgachnymi ślepiami, nie bardzo nawet rejestrując całą rozmowę, która zdawała się jedynie wpadać jednym uchem a wylatywać drugim. Jedyne co zapamiętała to jego imię - Asgardian, zdecydowanie będzie musiała je zapamiętać! Fro była schowana tuż za plecami Chasea, wpatrując się w swą wyidealizowaną wersję anielskiego władcy elektryczności za jakiego wzięła przedstawiciela młodych mścicieli. Była zbyt zawstydzona by jakkolwiek odezwać się w stronę chłopaka, czując setki motylów w brzuchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Sty 04, 2017 10:03 pm

Jak zawsze temperamentna i dominująca nad wszystkimi Nico, dziś trzymała się na uboczu. Niewiele mówiła, obserwowała. Przyglądając się wszystkim bardzo uważnie i analizując każde słowo, każdy gest.. Uśmiechnęła się tylko na słowa Molly o superbohaterach. Czy Nico myślała o nich, jako o strażnikach prawa i porządku? Może czasami.. Robili to, co do nich należało, chyba nie zwracając uwagi na jakieś tytuły. Nie zawsze postępowali słusznie, czasami łamiąc prawo, czasami na przekór samym sobie.. Z całą pewnością mogła jednak przyznać, że wszystkim kierował jakiś wyższy, dobry cel.
Nawet teraz, gdy tak patrzyła na nowych dzieciaków, doskonale zdawała sobie sprawę, że Chase sprowadził ich tu, dlatego, że widział w nich namiastkę tego, kim sami kiedyś byli. Zagubionymi dzieciakami z dziwnymi mocami, w świecie gdzie granica dobra i zła zacierała się nieubłaganie, a Ty już sam nie wiedziałeś, po której stronie stoisz.  Może i teraz uważali, że stoją po tej lepszej stronie. Może tak było naprawę. Ale co by się wydarzyło, gdyby ktoś powiedział im, że to wszystko kłamstwo, że czynią zło i są złymi osobami? Nie poradziliby sobie na pewno, gdyby nie mieli siebie nawzajem.  Choćby nawet, dlatego przygarnięcie Fro i Markusa było dobre, by także dwójka tych osamotnionych przez los dzieciaków dowiedziała się, po której stronie powinna stanąć we właściwym momencie.
I już chciała to powiedzieć. Może rzec, że cieszy się, iż Chase podjął taką, a nie inną decyzję. Wspomnieć, że nie jest na niego zła, chociaż jej mina mówi zupełnie, co innego. Już chciała to zrobić, gdy nagle jej włosami szarpnął porywisty wiatr, którego być nie powinno wieczorem w taką pogodę i to w LA. Spojrzała na źródło owego zjawiska. Nad zbiornikiem wodnym, znajdującym się za ich plecami, tafla falowała lekko. Poiskrywały nad nią coś jak wyładowania elektryczne. Nico zdążyła tylko zmarszczyć brwi, gdy jej ręka samoistnie powędrowała do kieszeni, gdzie przed chwilą schowała już raz wyciągany tego wieczoru scyzoryk. Przyłożyła go sobie do dłoni i robiąc delikatne nacięcie przywołała szepcząc swoją Staff of One, tak dobrze znanymi wszystkim Runway’som słowami: When Blood is shed... Let the Staff of One emerge! Wnet u jej boku zajaśniała jej przyjaciółka, by móc ją pochwycić w dłoń.  Zdecydowanie lepiej czuła się mając ją przy sobie.
W tym samym czasie Chase czynił powinności przywódcze, które dzisiejszego dnia spoczęły na jego barkach. Sama nie zastanawiając się też zbyt długo stanęła u jego boku, zasłaniając Molly i pozostałych. Spojrzała na chłopaka, lustrując go uważnie wzrokiem i zauważając, że nie wygląda na groźnego. Nie protestowała jednak, gdy Chase zaczął rzucać pytaniami jak z katapulty. Nieznajomy nie miał zamiaru nie udzielać na nie odpowiedzi, tym lepiej dla niego..bo Chase nie był dziś szczególnie miły. Słyszała także za plecami pomrukiwania Markusa i Fro, a także donośne paplanie Molly, która jak zwykle mówiła za dużo. Za dużo, ale trafnie.. Nie uciszyła jej, tym razem. Poczekała tylko aż skończy, by dodać swoje trzy grosze do tych całych oficjalnych wystąpień.
- Pamiętaj, że Internet nie mówi całej prawdy. Choćbyś bardzo tego chciał..  – mruknęła wzgardliwie, poprawiając swoją pozę na bardziej swobodną. - Karierę Superbohaterów, serio? I faktycznie, Molly ma rację, mogliście postarać się o lepszą nazwę. Karierowicze brzmiałoby dobrze..  – dodała na koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Sty 07, 2017 4:06 pm

Markus wydawał mu się bardzo spokojnym chłopakiem. Najpewniej był tym typem, który przez większość czasu zachowywał milczenie. Albo z powodu bycia lepszym od innych albo strachu i niepewności. Jak było w rzeczywistości? Cóż, Chase miał zamiar się przekonać choć posiadał już pewne podejrzenia, które kierowały się raczej ku tej drugiej opcji.
Z Fro było trochę inaczej. Wydawała się podobna swemu... przyjacielowi(?), ale wyczuwał w niej więcej pewności siebie. Nie były to raczej wielkie pokłady, ale jednak odważyła się spytać się ich kim są, a w sklepie powstrzymała przeciwnika, gdy Markus zrobił to przypadkiem.
Zdawało się, że Molly im ufała, ale mimo wszystko nie mógł całkowicie zawierzyć jej zmysłom. Była bystra, ale mimo wszystko jeszcze młoda, więc mogła się pomylić, a Stein naprawdę nie miał ochoty ryzykować, że coś stanie się jego rodzinie. Póki co jednak nie mógł się skupić na nich, gdyż do rozmowy postanowił dołączyć się niezaproszony Asgardian. Blondyn wsłuchał się w jego słowa, które jednak nie zmniejszyły jego nieufności nawet o milimetr, a wręcz ją zwiększyły. Nie podobał mu się ten jego "żarcik", ale postanowił go zignorować, przynajmniej na razie. Nie chciał mimo wszystko go atakować, gdyż kto wie, może okaże się, że warto mieć w nich sojuszników... albo po prostu nie wrogów. Starczyli im Ci, których mieli w Los Angeles.
Kątem oka zerknął na Nico, a widząc, że postanowiła użyć swych mocy czuł się nieco pewniej. Nie był pewien mocy chłopaka, ale to, co im pokazał wyglądało dość imponująco. Z pewnością mógłby stawić mu czoła, ale nie chciał bawić się w jakieś długie potyczki. Minoru z pewnością potrafiła to zrobić szybciej.
W międzyczasie zerknął też na Molly, która mimo wszystko sprawiła, że kącik ust uniósł mu się w górę. Jak zwykle beztroska i radosna... Gdy przyjęła pozę dyskobola niemal się roześmiał, ale mimo wszystko nie mógł sobie na to pozwolić. Nie znajdowali się na pikniku, a to nie była pogawędka starych znajomych. Członek "Young Avengers" był im obcy. Co prawda poznali jego zamiary, ale kto mógł ich zapewnić, że nie kłamał. Równie dobrze mógł być następnym przeciwnikiem, który chciał wpędzić ich w pułapkę. Wzmianką o treningach i Tonym Starku mógł jedynie naprędce wyjaśnić dlaczego niby o nich nie słyszeli. Coś jednak zwróciło jego uwagę. Tajne pliki Tarczy zwierające protokoły powstrzymania każdego z nich? Jeśli coś takiego naprawdę istniało zdecydowanie musieli się tego dowiedzieć. Nawet współpracując z chłopakiem przez chwilę.
Co prawda chciał odpowiedzieć Markusowi i go uspokoić, ale musiał skupić się na Wiccanie wraz z Nico. Miał nadzieję, że jego siostrzyczka zajmie się należycie dwójką ich nowych znajomych.
Gdy czarnowłosa zwróciła się w końcu do przybysza uśmiechnął się lekko pod nosem na jej ostatnie słowa, a następnie skupił swe spojrzenie na tej dwójce przenosząc spojrzenie na zmianę to na jedno to na drugie. Postanowił nic nie mówić i pozwolić jej rozmawiać z jak się wydawało wysłannikiem tej nowej organizacji. Nie myślmy jednak, że spuścił gardę, nic z tych rzeczy. Cały czas celował swą rękawicą w jego osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 373
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Sty 07, 2017 6:08 pm

Sprawy toczyły się... Może trochę - trochę dużo - gorzej, niż Billy początkowo na to liczył, ale z drugiej strony nie aż tak źle, jak przecież mogły. Chyba. Pomimo gróźb i lepiej lub gorzej skrywanej agresji niektórych osób, bez wskazywania palcami i wymieniania imion, co do których nie miał żadnej pewności - wciąż jeszcze nikt go nie zaatakował, więc nastolatek zakładał, że mimo wszystko wolno mu było być dobrej myśli.
Nie bardzo podobało mu się to, że dwie osoby faktycznie skryły się z tyłu, lecz wynikało to głównie z faktu, iż czuł się nieswojo i niekomfortowo, gdy rówieśnicy - i do tego być może koledzy po fachu? - uznawali go za zagrożenie. Nie był do tego przyzwyczajony, jak do tej pory jeszcze nigdy się z tym nie spotkał... W jego własnej grupie wszyscy traktowali go raczej jako niegroźnego, bo w końcu zajmował się w głównej mierze transportem i leczeniem, wcześniej natomiast... Powiedzmy, że w szkole role były odwrócone i to on musiał pilnować się na każdym kroku. Bycie uznawanym za możliwe niebezpieczeństwo stanowiło dla niego nowość.
Kaplana pocieszała trochę myśl, że nawet ci stojący z tyłu nie wyglądali na przestraszonych. Chłopak zdążył jeszcze raz przesunąć wzrokiem po ich twarzach - przyglądali mu się, to oczywiste, w związku z czym nie był w stanie dłużej spoglądać im w oczy - lecz wkrótce potem rozmowa wciągnęła go już na tyle, że skupił się na poświęcaniu większości uwagi przemawiającym kolejno osobom: dziewczynce, która musiała być mniej więcej w wieku jego braci oraz drugiej, starszej - na ogół uznawanej za przywódczynię grupy. Tylko od czasu do czasu zerkał nieco na bok, na broń, którą sprowadziła sobie ta ostatnia. Podobała mu się. To znaczy, laska, a nie ta nastolatka. Nie, to też nie zabrzmiało dobrze... Kostur. Tak, to było to, właśnie tego słowa potrzebował.
Nie oznaczało to, że chłopak się zagapił i zbyt długo nie odpowiadał - przeciwnie, zareagował dość szybko, co w tym wypadku niekoniecznie było dobre, gdyż nie zdążył ugryźć się w język. Naprawdę powinien nauczyć się filtrować myśli nim pozwalał im opuścić swoje usta... W końcu - o dziwo! - nie każdy doceniał jego sarkastyczne poczucie humoru. Dobrze, że przynajmniej nie rzucił żadnym dziwnym komentarzem w towarzystwie Mścicieli... Jeszcze.
- Według internetu Beyonce jest człekokształtną jaszczurką, której rasa dąży do przejęcia kontroli nad ludźmi. Może jeszcze mi powiesz, że w to nie wierzysz? - rzucił więc, nim udało mu się powstrzymać ten niezdrowy odruch odcinania się na zaczepki. Jako że najczęściej był mądry tuż po szkodzie, nie czekał nawet na żadną reakcję ze strony dziewczyny, tylko natychmiast kontynuował wypowiedź, rzecz jasna należycie zmieniając temat. Liczył na to, że odciągnie jeszcze uwagę ich wszystkich od tego pierwszego tekstu...
- Jesteście sławniejsi od nas, nie dam głowy, ale może nawet starsi stażem i dlatego się do was zgłaszamy. Treningi treningami, organizacja organizacją, ale zawsze dobrze jest mieć wsparcie i sojuszników, szczególnie w podobnym sobie wieku, prawda? Ach, a co do tych zdjęć... Jeżeli któreś z was da mi swój numer, to prześlę wam linki do moich źródeł i sami obejrzycie sobie wszystkie informacje na wasz temat, co wy na to? - zasugerował. Kiedy zaczynał mówić, jego wzrok wędrował jeszcze pomiędzy blondynem i Azjatką na przedzie, lecz prędko przeniósł spojrzenie na najmłodszą członkinię grupy. To w końcu na jej słowa odpowiadał, więc równie dobrze mógł się zwracać bezpośrednio do niej. Poza tym... Chyba ona jako jedyna nie widziała w nim zagrożenia czy kogoś podejrzanego, więc musiał to jakoś docenić. Jasne, najprawdopodobniej wynikało to po prostu z jej wieku, ale co z tego? Billy nawet uśmiechnął się lekko, gdy z nią dyskutował, po części mimowolnie, a wśród obcych nie była to dla niego typowa reakcja.
Kwestię nazwy własnej drużyny Kaplan świadomie zbył milczeniem, lecz nie dlatego, że brakowało mu argumentów. Mógłby przecież wspomnieć o tym, że Young Avengers to pomysł Tarczy, od której dopiero niedawno się odłączyli, ale... Jakoś wolał zatrzymać to dla siebie. Może i treningi pod okiem agentów zrobiłyby na kimś wrażenie, ale z drugiej strony sam Billy wciąż czuł się urażony przekrętem, który zafundowała im agencja i zwyczajnie nie chciał wracać do tego tematu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: MacArthur Park    

Powrót do góry Go down
 
MacArthur Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: