Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 MacArthur Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: MacArthur Park    Pon Wrz 19, 2016 4:20 pm

First topic message reminder :


MacArthur Park jest jednym z piękniejszych skupisk zieleni w Los Angeles,
zaraz za nim widać Westlake Theater, a w tle unosi się śródmieście wiecznie tętniącego życiem Miasta Aniołów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Sty 08, 2017 7:37 pm

Co my tu... No tak, Markus nie dodał nic więcej od siebie... Jak również nie pozostawało mu teraz nic do zrobienia, nie licząc przysłuchiwania się rozmowie, o której tak właściwie niewiele wiedział. Ciężko powiedzieć, czy coś więcej zdołałby z tego wyciągnąć i zrozumieć, skoro nie znał chociażby podstawowych rzeczy związanych z owym tematem. Do tego dochodziła niepewność dotycząca rozwoju tych wydarzeń. Nie wiedział, czego się spodziewać aktualnie i co właściwie dalej... Inaczej - jego zdezorientowanie obejmowało wiele kwestii aktualnie.
Poprawił kaptur na głowie, po czym wrócił do przysłuchiwania się owej rozmowie i przy okazji wypatrywał jakieś nowe dziwy. O ile pozycja, w której znajdował się, pozwoliła mu na ujrzenie pojawienia się "towarzyszki" ciemnowłosej dziewczyny, to o tyle by znów ogarnęłoby zdziwienie, które jednak starałby się zachować dla siebie... Przynajmniej póki co.
Owszem, w którymś momencie przeszło mu przez myśl, by odejść stąd, lecz... Jednak nie zrobił tego. Cóż, w tym przypadku zadziałała ciekawość jasnowłosego, który chciał zobaczyć i zrozumieć na swój własny sposób rozwój tych wydarzeń, jak również i dowiedzieć się, dlaczego właściwie chcieli, by tutaj był... I co najważniejsze, o superbohaterach.
To aktualnie tyle z jego strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Sty 11, 2017 11:36 pm

Dziewczynka odkamieniała przestając przypominać sławny, grecki pomnik i zwróciła się do Marcusa pokazując kciukiem przez ramię magiczne wyciągnięcie królika z kapelusza laski znikąd.
- Widzisz? Nikogo poza Nico nie bolało, a jej pewnie też prawie nie - zauważyła poruszając na nowo temat zadanego już całkiem dawno pytania. Może i wyglądała na taką, która znajduje się tylko i wyłącznie w teraźniejszości nie poświęcając wiele uwagi temu, co już przeminęło zdarzało jej się jednak pamiętać wybiórczo rzeczy, które sama uważała za dosyć istotne.
- Naprawdę? - rzuciła zaraz po nierealnej informacji o Reptiliańskiej Beyonce wyobrażając ją sobie już po chwili jako daleką kuzynkę Old Lace i chichocząc. Jak już widać nie udało się odciągnąć całkowitej uwagi od tego tekstu, a wyobraźnia małej mutantki dopiero się rozpędzała dorabiając sławnej piosenkarce zęby, ogon, łuski i pazury.
- Nie mam telefonu, ale jak wpiszę w Google "Niesamowici bohaterowie Los Angeles" to wyskoczy, czy trzeba szukać pod innym hasłem? - zapytała, gdy tylko wytarła kułakiem łzy wyciśnięte przez śmiech w reakcji na wyobrażoną kreaturę. Sprawy sojuszu jakoś nie bardzo jej obchodziły, no może troszkę, bo Wiccan jak na razie wydawał jej się dosyć sympatyczny, ale jej zdanie w kwestii tak ważnej i tak by się niewiele liczyło, a już na pewno nie w opozycji do decyzji Chasea i Nico. Chociaż gdyby miast sojuszu woleli wywołać wojnę z pewnością by zareagowała nie popierając walki z ludźmi, których wcale nie uważała za złych, tak samo z resztą, jak nie popierając celowania do takich ludzi z rękawic i lasek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Sty 16, 2017 11:46 am

Fro w dalszym ciągu była zapatrzona w przybysza, który okazał się być negocjatorem? Dyplomatą? Z jakiejś drużyny herosów... Florence starała się zbytnio już tym wszystkim nie zadręczać i po prostu zaakceptować fakt, że jej życie właśnie obróciło się do góry nogami. Teraz jednak dobrze by było wykazać się kapką asertywności, tylko... jak? Sprawy relacji różnych grup bohaterów były poza jej możliwościami a wtrącanie się w ich rozmowę, również wydawało się nieodpowiednie.
- Często spotykają was takie sytuacje?
Rzuciła cicho, w kierunku czarownicy i młodzika w metalowych rękawiczkach, cały czas również gapiąc się swymi wielkimi oczyma w przybysza. Ciekawe jak dalej potoczy się ich kapkę polityczna rozmowa, bo póki co zdaje się, że nieco utknęła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Czw Sty 19, 2017 2:38 pm

Nie wiązało się to właściwie z niczym konkretnym czy szczególnym - niczym, co można by było wskazać albo świadomie określić - lecz nagle Billy poczuł falę dziwnego niepokoju, intensywnego, a jednak na pozór irracjonalnego.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Sty 22, 2017 12:10 am

Billy naprawdę starał się tego po sobie nie okazywać, ale cała ta sytuacja zaczynała go już powoli irytować. No, może nie kompletnie cała - ale w większości na pewno. Potrafił być cierpliwy, wręcz bardzo cierpliwy, słowo honoru. W końcu dorastał z dwoma młodszymi od siebie natrętami, a to urządziło mu istną szkołę życia, nie wspominając już w ogóle o wszystkim innym. Problem nie polegał więc na tym, że dogadywanie się trwało... A właściwie nawet się jeszcze na dobre nie zaczęło. Nie, bardziej obchodziło go to, że część zebranych w dalszym ciągu trzymała się tak z daleka, jak gdyby miał im zaraz zrobić jakąś krzywdę.
Chłopak próbował nie zwracać na to uwagi - bezskuteczne - albo przynajmniej nie brać tego za bardzo do siebie, bo przecież powinien być w stanie ich zrozumieć, ale... No właśnie, ale. W nieprzyjemny sposób zdawał sobie sprawę z tego, że przez te wszystkie, wypowiedziane i nie, oskarżenia sam również przyjął z czasem spiętą postawę. Nie agresywną, nic z tych rzeczy, ale po prostu wskazującą na stres, który faktycznie się w nim zbierał i za nic nie chciał dać się opanować.
Nie pomagało również to, że uczucie niepewności Kaplana stale rosło i teraz osiągnęło już niemalże fizycznie nieprzyjemny poziom, na którym nastolatek musiał sobie radzić z silnym niepokojem. Nie do końca wiedział dlaczego znosił to aż tak źle. Szczerze mówiąc... Naprawdę wcale tego nie rozumiał. Niestety nie miał teraz czasu, by zagłębiać się w swych emocjach, choć na co dzień faktycznie wykazywał skłonność do ich analizowania - wręcz do przesady - ale... Ale odnosił wrażenie, że coś ważnego było bardzo nie tak... I w żaden sposób nie potrafił tego logicznie wyjaśnić.
Początkowo Billy zamierzał w dalszym ciągu utrzymywać dobrą minę do złej gry, przynajmniej w miarę swoich ograniczonych możliwości i umiejętności. Na jego ustach wciąż trwał ten lekki uśmiech, który wywołała wymiana zdań z najmłodszą członkinią grupy i - chcąc poprawić sytuację - chłopak wciąż skupiał się właśnie na rozmowie z nią.
- Jestem praktycznie pewien, że takie hasło wystarczy, żeby was znaleźć. W końcu Google aż za dobrze wie co robi. Najwyżej przy okazji obejrzysz sobie też tego nowego Ghost Ridera, ale wierz mi, warto, bo nawet na zdjęciach wygląda niesamowicie. A co do Beyonce... Nie dam sobie za to ręki uciąć, ale po prostu byłbym przy niej ostrożny, jeżeli kiedyś ją spotkasz. Wiesz, tak na wszelki wypadek - zasugerował, kiwając przy tym głową. Przy okazji chłopak odnotował sobie w myślach informację, że przynajmniej część Runaways najwyraźniej nie posiadała telefonów komórkowych... Co było tak naprawdę logiczne, więc mógł przecież sam na to wpaść. Z drugiej strony, może mieli je tylko ci starsi członkowie drużyny? Chyba musieli jakoś się ze sobą porozumiewać na większe odległości, inaczej byłoby im strasznie niewygodnie. Nawet Young Avengers korzystali z komórek - i w dalszym ciągu szukali lepszego rozwiązania problemu komunikacji... A może oni również korzystali z jakiejś formy telepatii, tak jak planował to uczynić Billy?
Choć Kaplan świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że kontynuowanie poważnej dyskusji w sytuacji, gdy i tak był już nią zestresowany, pewnie nie mogło skończyć się najlepiej, to jednak poczucie misji uparcie nie dawało mu spokoju. Przybył tutaj w konkretnym celu i zamierzał go osiągnąć - albo przynajmniej otrzymać odmowę wprost i wrócić do domu z jasną odpowiedzią. To też by mu wystarczyło, choć zapewne jeszcze bardziej zachwiałoby jego pewnością siebie i znikomym poczuciem własnej wartości. Mimo to najpierw nastolatek chciał załatwić inną kwestię.
- Naprawdę nie musicie się mnie obawiać. Gdybym chciał wam zrobić krzywdę, to podszedłbym do tego zupełnie inaczej i przede wszystkim sam bym się tak nie wystawiał, a teraz jestem w mniejszości, nieuzbrojony i tak dalej, co tylko zechcecie dodać. Liczę po prostu na rozmowę i na początek na ustalenie jednego, a mianowicie: jesteście w ogóle zainteresowani współpracą czy całkiem marnuję tutaj mój czas, bo mówicie nie i nie da się was przekonać do zmiany zdania? - pierwsza część jego wypowiedzi skierowana została w głównej mierze do osób stojących z tyłu, ale kiedy zmienił temat, spojrzenie przeniósł już na chłopaka i dziewczynę na przedzie. Swoją drogą, byłoby miło, gdyby oficjalnie mu się przedstawili, bo on przecież to zrobił... Używając pseudonimu, ale w środowisku bohaterów to chyba nic dziwnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Sty 27, 2017 3:09 am

Aktualna sytuacja jeszcze nie nudziła małej mutantki, ale można powiedzieć, że jej nastrój powoli zbliżał się ku tej granicy wraz z malejącą ilością głupich, a jednocześnie niesamowicie istotnych pytań, które mogła zadać Billyemu. Co gorsza przybysz miał prawo się w końcu zirytować, bo nie przyszedł tu chyba użerać się ze wścibską nastolatką, a co za tym idzie odesłać ją, by poszukała sobie odpowiedzi w za dobrze wiedzącym Google. Chociażby w temacie takiego Ghost Ridera, o którym Molly z pewnością już kilkakrotnie słyszała, ale w formie wyjętych z kontekstu plotek, których nigdy ze sobą nie skojarzyła.
Nie odezwała się. Po trochu dlatego, że ciężko było jej złożyć wystarczająco zaczepne i interesujące pytanie na temat, o którym miała nikłe pojęcie, ale też dlatego, że trochę dotknął ją fakt, iż hasło ewidentnie i bezpośrednio związane z Runaways może nawiązywać do czegoś jeszcze. Bez znaczenia, jak niesamowicie to wygląda.
- Dobrze. Będę - odparła wręcz komicznie poważnie na uwagę o Beyonce do serca przyjmując sobie ostrzeżenie o byciu ostrożnym w jej otoczeniu. Spotkanie piosenkarki twarzą w twarz było wprawdzie mało realne, ale może to i lepiej dla samej celebrytki.
Zapewnienia o braku zagrożenia ze strony przybysza puściła mimo uszu. Wcale się go przecież nie obawiała i to nie tylko dlatego, że wykazywał pokojowe nastawienie. Po prostu gdyby próbował być groźny, to by go sklepała, sprowadziła do parteru i już, byłoby bardzo szybko po wszystkim. Po co ten stres zawczasu?
- Z sensem gada, co nie? - szepnęła do Chasea trykając go barkiem w łokieć zgiętej ręki - On tymi fajerwerkami chyba chciał pokazać, że jego grupa jest dla nas wystarczająco dobra, że nie są tylko miernymi psycho fanami The Avengers z fajnymi ksywkami i że nadają się na równych kumpli, a nie że może nam zrobić kuku - dodała jeszcze ciszej, zasłaniając usta od strony Wiccana dłonią i adresując swoją wypowiedź jedynie do blondyna. Nie bardzo chciała w tak napiętej sytuacji wygłaszać bezpodstawne tezy całkiem na głos, szczególnie, że sama nie była całkiem pewna tego, co mówi i kierowała się jedynie przeczuciem...
- Czy nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Sty 27, 2017 7:53 pm

Fro wzięła głęboki oddech, nigdy nie była mistrzynią socjalizacji, jednak wydawało się, że ci wszyscy "bohaterowie" dopiero są w tym słabi, od dłuższej chwili ich "rozmowa" zmierzała właściwie donikąd. Oczywiście dziewczyna rozumiała wstrzemięźliwość Chase'a i Nico i w dalszym ciągu ciężko jej się było wtrącić do rozmowy - wszak czuła się outsaider, w końcu jednak postanowiła działać!(I wcale nie dlatego, że chciała trochę atencji od przystojnego, nieznajomego przybysza!)
- Tak... chyba z sensem...
Odparła w kierunku Molly, pomimo faktu, iż ta raczej nie kierowała swego pytania do żabci. Po tych słowach powoli wyszła za cienia rękawiczkowego herosa i z słabo udawanym spokojem zaczęła zbliżać się w kierunku przybysza.
- Uhh... przepraszam. To nie z powodu jakiejś niegrzeczności - oni są naprawdę dobrymi ludźmi! Chwilę temu mnie uratowali! Teraz też pewnie po prostu zależy im na bezpieczeństwie, mimo wszystko pojawiłeś się tak... nagle to było piękne zaskakujące. Oh, ja jestem Fro ...nie-bohaterka. M-miło mi poznać?
Odpowiedziała nieco speszona, będąc już parę mały kroków od przybysza. Wszelkie swe siły aby nie popełnić żadnej gafy - co by się nie potknąć o własne nogi czy język.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Sty 27, 2017 11:36 pm

Markus nie miał wiele do powiedzenia w tej sprawie. Cóż, po prostu mógł stać w tym jednym miejscu i patrzyć się, jak również przysłuchiwać owej rozmowie, bez dodawania czegokolwiek od siebie. Jasnowłosy po prostu nie miał co robić więcej. No bo co? Może miał zacząć skakać, uciekać czy inne rzeczy?
Dobra, co my tu dalej... Raczej nic więcej. Po prostu. A tak mu się wydawało do momentu, gdy usłyszał, jak nowoprzybyły chłopak zwracał się... Dobra, najwyraźniej do nich. Aż z tego, lekko zestresowany, potarł policzek, zanim zdecydował się coś powiedzieć.
- W-wybacz. Po prostu... - zaczął. - Nie bardzo rozumiem, co się dzieje. Dlatego milczę.
Próbował jako tako wyjaśnić własne zachowanie, ale... No co mógł więcej dodać? Jasnowłosemu nic nie przychodziło na myśl sensownego.
Przynajmniej wydawało mu się, że to wszystko dotyczyło czegoś bardzo ważnego. Uznał, że będzie lepiej, jak po prostu stać i słuchać.
- Ciężko zareagować pozytywnie na osobę, której się nie zna - dodał jeszcze od siebie, splatając palce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1400
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Czw Lut 02, 2017 5:24 pm

Potężne zakłócenia, wypełnione pustką, która pojawiła na obszarze miasta Houston oraz przyległych mu terenach w amerykańskim stanie Texas. Kilka tysięcy kilometrów kwadratowych terenu z którego istnienie wszelakich form magicznych zostało dosłownie zmiecione, wymazane. Wydarzenie to wyczuwalne było dla istot na całej planecie, jak również poza nią. Uczucie słabości, niepokoju, strachu czy pustki. Każdy czuły na magię odebrał to inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Lut 05, 2017 3:54 pm

Chase uważnie obserwował chłopaka. Nadal mu nie ufał, ale postanowił opuścić rękawicę, przynajmniej póki co. Kapłan nie wykazywał jakichś niepojących zachowań, więc kto wie, może faktycznie chociaż raz trafili na kogoś, kto nie będzie chciał ich pozabijać? Po tych wszystkich wydarzeniach rozpoczętych przez ich rodziców, którzy chcieli złożyć się w ofierze byłoby to całkiem miłą odmianą.
Sławniejsi, dłużsi stażem - będąc szczerym Chase nieszczególnie przykładał uwagę do tego pierwszego. Bardziej cieszył go fakt, że w końcu miał rodzinę, której naprawdę na nim zależało no i nie zechce nikogo zabić dla swoich ideologicznych celów. W normalnych warunkach nieznajomy zapewne mile podłechtałby jego dumę, ale blondyn był zbyt mocno zdołowany utratą Gert z przyszłości, żeby móc się poczuć jak niesamowity superbohater. Bardziej interesowało go dopilnowanie, żeby nikt więcej nie umarł, nikt więcej z jego rodziny.
Zanotował uważnie tę wzmiankę o kontakcie i sojuszu, ale postanowił pozostawić tę kwestię Nico. Co prawda miał wielką ochotę dorzucić tutaj swoje trzy grosze, ale mimo wszystko to Nico robiła za ich lidera. Zanotował jednak uważnie jego zainteresowanie Molly co zdecydowanie mu się nie spodobało. Póki co jednak nie było to nic więcej, więc nawet gdyby chciał nie mógłby zareagować. Pozostawało mu więc czekać, ale jeśli Kapłan myślał, że uda mu się jakoś dogadać z Molly to zdecydowanie się mylił. Ani on ani zapewne Nico nie pozwoliliby, aby obcy chłopak kręcił się wokół najmłodszej członkini ich drużyny.
Zacisnął lekko zęby, gdy Molly zaczęła z nim rozmawiać, ale nie mógł jej tego zabronić, przynajmniej na razie. W sumie to był też całkiem niezły pomysł na sprawdzenie go. Mała i niewinna Molly całkowicie przypadkiem mogła go zagiąć jakimś pytaniem, a obserwując jego zachowanie względem niej też mogło być przydatne. Spróbuje zdobyć jej zaufanie jakimiś tanimi sztuczkami? Niech tylko spróbuje, a Stein potraktuje go potężną dawką elektryczności albo rakietami. Do wyboru do koloru.
Śmiech jego siostrzyczki wywołał na jego twarzy lekki uśmiech rozczulenia. Widok śmiejącej się Hayes po wcześniejszych wydarzeniach był naprawdę pocieszający. Na szczęście przynajmniej ona potrafiła o tym zapomnieć, chociaż na chwilę.
-Niecodziennie pojawia się nastolatek, który chce zawrzeć z nami sojusz jeśli o to pytasz Fro. - odrzekł obdarzają ją jeszcze lekkim uśmiechem, tak na dodanie otuchy.
Słowa Wiccana, tym razem skierowane już nie tylko do Molly, a całej grupy sprowadziły go jednak na ziemię. Wbił w niego swoje spojrzenie uważnie wysłuchując jego zapewnień, które jakoś tak mu się nie spodobały.
-Jeśli chciałbyś zrobić nam krzywdę... Naprawdę sądzisz, że byłob takie proste? Nie powinieneś rzucać takich słów tak lekko, zwłaszcza, gdy rzekomo chcesz zawiązać z nami sojusz.
Tutaj odwrócił się na chwilę do Molly, która nagle go zaczepiła.
-To możliwe Molly, ale nie możemy mieć pewności. Mimo wszystko wiemy o nim tyle, że jest członkiem drużyny, która skopiowała nazwę od Avengers... no i jego pseudonim. Trochę mało jak na zadecydowanie o jakiejś współpracy, nie sądzisz? - rzekł po czym obrzucił uważnym spojrzeniem Fro oraz Markusa. Byli niepewni, ale również nieostrożni, a przynajmniej dziewczyna. Nawet jeśli wydawał się jej niegroźny to nie powinna się do niego zbliżać. Gdyby był normalnym nastolatkiem nie byłoby to jakimś zagrożeniem, ale jak sam pokazał posiadał całkiem widowiskowe moce, na pewno związane z elektrycznością. Warto by jednak zachować zdrowy rozsądek...
-Liczysz na rozmowę, a także odpowiedź na pytanie, czy chcemy mieć w Was sojuszników. Nie sądzisz, że mamy trochę za mało informacji? Co my na razie tak właściwie wiemy... Jesteś Asgardian, jesteś członkiem drużyny nastolatków, rzekomo takich jak my. Wasza nazwa papuguje Avengersów i dopiero zaczynacie. Całkiem sprawnie wyjaśniłeś brak jakichkolwiek wzmianek o Was, ale... nie sądzisz, że to trochę za mało? Nie wiemy jaką siłą dysponujecie, jakie macie poglądy, plany. Nie wiemy czy taki układ byłby dla nas korzystny. Może jesteście zwadzeni z jakąś organizacją, która zechce nam zaszkodzić bo się z Wami zadajemy. Chcesz bardzo dużo, a w zamian oferujesz dość mało. Spróbuj wysilić się trochę bardziej skoro tak Ci zależy. - rzekł, po czym obdarzył go lekkim uśmiechem i skupił na nim wzrok, ale przedtem rzucając Nico pytające spojrzenie. Wyrwał mu się trochę za długi monolog jak na członka drużyny, ale może nie będzie o to zła? Miał taką nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Lut 08, 2017 3:25 pm

Analizując wszystkie usłyszane słowa, milczała. Milczała tak długo, że w jej głowie zaczęły pojawiać się setki myśli, tworzących mętlik. Totalny i absolutny. Sytuacja była nieco patowa, ale Nico doskonale zdawała sobie sprawę, że trzeba z niej wyjść obronną ręką. By wszyscy mogli być zadowoleni - choć połowicznie.
Nie wyciągając zupełnie nic ze słów wymienionych między przybyszem, a Molly. A także z krótkich komentarzy pozostałych, skupiła się na ostatnich słowach Czejsa. Wiedząc, że nie może dłużej milczeć i zostawiać go z tym wszystkim, postanowiła oddalić na dalszy tor ogarniający ją z niewyjaśnionych przyczyn niepokój i zabrać w końcu głos. Prawdopodobnie decydujący.
- Tak jak słusznie zauważył Chase, niewiele o Was wiemy, a Twoja oferta była dosyć powściągliwa. Nie mówimy jednak nie.. Obiecujemy, że rozważymy Waszą propozycję, być może przychylnie. Nie możemy jednak obiecać, że stanie się to w tym właśnie momencie. Za nami bardzo ciężki dzień.. Może nawet tydzień. Możliwe, że przed Nami jeszcze cięższe chwile. Zaskoczyłeś Nas w trakcie, nazwijmy to ważnej misji, mniejsza o szczegóły. Spadłeś z nieba z tymi swoimi iskrami i wyładowaniami, jakiej więc reakcji się spodziewałeś? Nie boimy się, jesteśmy po prostu ostrożni, sam rozumiesz. I chcemy najpierw zakończyć jedną sprawę, a dopiero potem skupić się na kolejnej, by podjąć najkorzystniejszą dla Nas decyzję, a do tego potrzeba czasu i rozmowy z pozostałymi członkami załogi. Chyba możesz się z Nami zgodzić? Nie zbywamy Cię, ani nie bagatelizujemy Waszej propozycji. Musimy jednak ją dobrze rozważyć. Możemy pozostać w kontakcie. Możliwe, że zgłosimy się do Was, gdy decyzja zapadnie lub będziemy prowadzić pertraktacje by dojść do zadowalającego wszystkich konsensusu. Satysfakcjonuje Cie taka odpowiedź? - powiedziała spokojnie - rezygnując ze słownych przepychanek i docinek - przerywając ciszę, jaka zapanowała po słowach Czejsa, posyłając mu tym samym uśmiech tak nikły, ale mówiący tak bardzo "dziękuję". Jakby nie patrzeć to ona była liderem i chociaż w tym właśnie momencie nie czuła się nim ani odrobinę, będąc rozbitą na miliony kawałków, musiała wziąć się w garść i podjąć jakąkolwiek decyzję - w miarę sensowną dla wszystkich tu zebranych. Zabierając głos liczyła się z tym, że mogą to nie być słowa, które chciał usłyszeć przybysz, Molly, Czejs czy nawet Fro i Marcus.
Czując oparcie w swojej starej przyjaciółce, wyprostowała się kończąc swój przykrótki monolog i spojrzała przelotnie po pozostałych. Chciała zobaczyć ich twarze i emocje jakie się przez nie przelewają, by wiedzieć czy ma w nich oparcie, by wiedzieć, czy są z nią, tak jak ona z nimi. I nie zastanawiając się ani chwili postanowiła przedstawić swoich kompanów, tych będących z nią już bardzo długo i tym nowych, dopiero co poznanych, muszących odnaleźć się w tej nowej sytuacji i nie dać się zwariować. I może zrobiła to zainspirowana wcześniejszym wystąpieniem Fro, być może.
- Fro ubiegła Nas i przedstawiła się pierwsza, ja pozwolę sobie przedstawić resztę. Zapewne słyszałeś w rozmowie jak się do siebie zwracamy, ale skoro jesteśmy już na tym etapie, to może zrobimy to oficjalnie.
- Chase - skinęła głową w stronę chłopaka, stojącego z nią ramię w ramię, wspierającego ją bardziej niż kiedykolwiek przedtem. - Molly.. - zwróciła się do dziewczyny, stojącej tuż za nimi, posyłając jej uśmiech, którym tak rzadko ją obdarzała. - Marcus - wskazała na chłopaka, wycofanego najbardziej z całej piątki, w jej głosie można było wyczuć wahanie, ponieważ nie znała go jeszcze i nie wiedziała, czy życzył sobie by go przedstawiać. - A ja jestem Nico.. - zakończyła pokrótce prezentację wszystkich zebranych, przyglądając się uważnie twarzy chłopaka i jego reakcji, czekając także na reakcję pozostałych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sro Lut 08, 2017 9:10 pm

Kaplan skupił całą swoją siłę woli na tym, aby nie unieść wzroku ku niebu w chwili, gdy blondyn uczepił się tej najmniej istotnej części jego wypowiedzi. Szczerze mówiąc pewnie powinien był się tego po nim spodziewać... W końcu wszystkie te dotychczasowe skojarzenia z Tommy'm nie wzięły mu się z niczego. Nie zmieniało to oczywiście faktu, że nastolatek i tak odczuł świeżą dawkę irytacji i miał szczerą ochotę zauważyć, że owszem, gdyby w ogóle chciał zaatakować ich grupę, to zrobienie jej członkom krzywdy nie byłoby aż tak trudne - szczególnie, że mógłby po prostu sprowadzić ze sobą własną drużynę... Ale powstrzymał się także i przed tym odruchem, który przecież nie przyniósłby mu niczego dobrego. Ograniczył się jedynie do powolnego nabrania powietrza w płuca - i głębokiego westchnięcia.
Zaraz potem Runaways wrócili już do szeptania między sobą... I w porządku, Billy mógł to zrozumieć. Po jego słowach pewnie musieli ustalić co i jak, więc to naturalne, że nie chcieli, aby słuchał ich dyskusji jeszcze zanim podejmą decyzję. Może nie było to zbyt kulturalne, lecz jednak narady rządziły się własnymi prawami. Najważniejsze, że Kaplan mógł teraz co najwyżej domyślać się wypowiedzi, które padały między pozostałymi nastolatkami... I wydawało mu się, że pewnie trafiłby całkiem nieźle.
Chłopak odchylił głowę na bok, bez pospiechu przesuwając wzrokiem pomiędzy twarzami poszczególnych Uciekinierów. Przynajmniej tym razem zastanawiali się nad jego propozycją, zamiast z góry na niego naskakiwać, a to samo w sobie stanowiło już chyba jakiś plus. Z drugiej strony nigdzie nie było też powiedziane, że to ich wydanie Tommy'ego da się do czegokolwiek przekonać... Ten typ bywał uparty jak osioł. Billy zdążył się o tym przekonać.
W końcu jednak Runaways zakończyli obrady - a przynajmniej część z nich oderwała się od rozmowy, najpierw dziewczyna, która do tej pory trzymała się z tyłu, a zaraz po niej ten cichszy z chłopaków. To akurat odrobinę zaskoczyło Kaplana, choć w pozytywny sposób. Wyglądało na to, że jego wyjaśnienia podziałały chociaż na nich... W jakimś stopniu. Miło było przekonać się, że już się go tak nie bali, że jedno z nich odważyło się nawet podejść bliżej - być może w ten sposób ukazując reszcie, że nie stanowił zagrożenia.
- Przyjemność po mojej stronie. I nie martw się, naprawdę rozumiem ostrożność, tyle że... Przesadna podejrzliwość jest po prostu smutna - Billy wzruszył lekko ramionami, równocześnie obdarowując ciemnowłosą uśmiechem, odrobinę niezręcznym i niepewnym, ale jak najbardziej szczerym. Jego słowa nie miały być zresztą złośliwe, nie chciał nimi nikomu dogryźć, nawet podświadomie. Faktycznie uważał, że dopatrywanie się wszędzie niebezpieczeństw i spisków stanowiło już problem... I zarazem czyniło życie bardzo nieprzyjemnym.
Najwyraźniej nie każdy podzielał tę opinię, o czym świadczyła uwaga ze strony jednego z chłopaków - tego nieagresywnego. Ciężko zareagować pozytywnie na kogoś nieznajomego? Jasne, Kaplan sam nie należał do osób, które jakoś szczególnie ciągnęło do obcych, nie tak łatwo było mu nawiązać z kimś kontakt i, zgoda, dobrze wiedział, że świat nie był piękny, a niektórzy ludzie oznaczali kłopoty... Ale nawet jego wrodzony pesymizm nie nakazywał mu oczekiwać najgorszego po każdej spotkanej istocie. Wolał zauważać w innych dobro, nawet jeżeli ostrożnie.
Billy nie wiedział do końca jak odpowiedzieć na tę kwestię, lecz na szczęście ostatecznie nie musiał tego zrobić, gdyż do dyskusji ponownie włączył się ten od rękawic... A napięcie, które częściowo opuściło ciało Kaplana podczas interakcji z Fro, teraz powróciło ze zdwojoną siłą. Praktycznie każde kolejne słowo blondyna wywoływało nową falę frustracji oraz przywoływało na usta nastolatka komentarze, które jakimś cudem udawało mu się zachować dla siebie. Już wiedział, że ten osobnik będzie go niesamowicie irytował.
Najbardziej w tym wszystkim denerwowało go chyba to, że Runaways... Nie, nie mógł tak generalizować, więc: że ten jeden przedstawiciel grupy zdawał się ją uważać za ósmy cud świata. Tak, sam do nich przyszedł, ale do równych sobie i od razu wyjaśnił im ile mógł na początek - a co słyszał w zamian? Że już na rozmowę trzeba było sobie zasłużyć. To dopiero przesada. Nie pomagał też fakt, że blondyn przekręcał jego słowa, na co również Billy miał ochotę zwrócić mu uwagę. Nie wspominając już o tej "zwadzie z jakąś organizacją" - co brzmiało tak, jak gdyby Runaways nie zostali oficjalnie rozdzieleni przez Mścicieli.
Prawdę mówiąc na tym etapie nastolatek prawie chciał już to wszystko rzucić, pożegnać się i wrócić do Nowego Jorku. Może i zmarnowałby czas, ale z drugiej strony przynajmniej nie musiałby się dalej użerać - a nawet jego cierpliwość posiadała pewne granice. Poza tym... Kate i reszta mogli go teraz potrzebować. Powinien to sprawdzić. A nuż pod jego nieobecność ustalili coś ważnego albo wpakowali się w jakieś kłopoty? Obstawiał to ostatnie.
Nim jednak chłopak zdążył zadecydować czy naprawdę rezygnował - i w razie czego poinformować o tym Runaways - sytuacja znów uległa zmianie... Wraz z włączeniem się w rozmowę domniemanej przywódczyni drużyny. Kaplan nie tyle zapomniał o jej obecności, co z czasem automatycznie zaczął zwracać na nią mniejszą uwagę, gdyż i tak zachowywała milczenie... Ale teraz zabrała głos, by - a jakże! - już na wstępie poprzeć słowa swojego przeuroczego towarzysza.
W tym momencie wyraz twarzy Billy'ego musiał dość jasno wyrażać jego opinię, czyli kompletny brak zaskoczenia, za to sporą dawkę zrezygnowania, połączoną z nutką irytacji. Mieszanka ta odrobinę złagodniała, gdy uzyskał przynajmniej jedną odpowiedź: że Runaways zastanowią się nad jego ofertą. Co prawda przy wspomnieniu o tym, że rówieśnicy wcale się go nie bali, Kaplan uniósł wymownie brew i zerknął w stronę osób, które początkowo trzymały się z tyłu... Ale odpuścił sobie wytykanie tego na głos. Niech im będzie. Czasami trzeba było przemilczeć niektóre kwestie.
Sprawy... Nie układały się aż tak źle. Jeszcze parę sekund wcześniej Billy sądził, że będzie o wiele gorzej, więc chyba nie powinien za bardzo narzekać. Mimo to... Wciąż nie opuszczało go to nieprzyjemne uczucie, że coś było nie tak - i to na wielką skalę. W pewnej chwili nastolatek niemalże się wzdrygnął, a serce zabiło mu mocniej. Wrażenie było niesamowicie dziwne, sprawiało wręcz, że kręciło mu się w głowie, ale nie potrafił ocenić co dokładnie się z nim działo... A raczej - dlaczego. Nagłe uczucie pustki wybijało się ponad wszystko inne, towarzyszyła mu zaś gwałtowna potrzeba uzupełnienia tego, czego brakowało - ale niestety nie rozumiał cóż to takiego było i jak miałby się za to zabrać.
Dalsze skupianie się na rozmowie stanowiło wyzwanie, ale Kaplan starał się w jak najmniejszym stopniu okazywać po sobie to nagłe rozkojarzenie. Jego spojrzenie przesunęło się pomiędzy członkami Runaways, gdy przedstawiała ich - Nico, jak dowiedział się na samym końcu. Skoro dziewczyna użyła prawdziwych imion, to najprawdopodobniej powinien odwdzięczyć się tym samym... I tak wiele by to nie zmieniło.
- Billy. Choć raczej tego nie rozgłaszajcie, a ja się odwdzięczę tym samym. W każdym razie... - wzrok nastolatka na moment osunął się na podłoże, podczas gdy chłopak na szybko zastanawiał się co dalej. Wyglądało na to, że dłuższe przebywanie w Los Angeles nie miało teraz sensu, skoro grupa zamierzała się naradzać i jeszcze pracowała nad jakąś misją... Więc chyba rzeczywiście nadeszła pora, aby zbierać się do domu.
- W porządku. Gdyby coś się stało, zawsze mogę was znaleźć, a w drugą stronę... Jakiegoś telefonu uda wam się użyć, prawda? - to mówiąc, Billy wsunął już dłonie do kieszeni spodni, szukając w nich czegoś do zapisania swojego numeru. Najwyraźniej miał jednak szczęście, gdyż jego palce prędko natrafiły na krótki, wysłużony ołówek oraz na paragon za kanapkę z fastfooda. Opierając papier na dłoni, szybko wyskrobał na nim szereg cyfr, a następnie wręczył karteczkę stojącej najbliżej Fro. W tym momencie ołówek powrócił na swoje wcześniejsze miejsce, a Kaplan znów skierował wzrok na Nico.
- Gdybyście potrzebowali pomocy z tą swoją misją, to pewnie mielibyśmy kilka par rąk do pracy. Do... Kiedyś? - z tymi słowami nastolatek zaczął się cofać, aby mieć wokół siebie jak najwięcej pustego miejsca. Wolałby nie porazić kogoś przypadkowo prądem, kiedy mógł tego uniknąć. Mimo to jego spojrzenie jeszcze przez chwilę utrzymywało się na rówieśnikach.
- Chcę wrócić do Nowego Jorku, chcę wrócić do Nowego Jorku, chcę wrócićdoNowegoJorkuchcę... - znajoma energia prędko pojawiła się wokół jego dłoni i oczu, a następnie otoczyła całą jego sylwetkę i zwiększyła swój zasięg. Okolicę wypełnił zapach ozonu, jasne błyski oraz wyładowania elektryczne... A kiedy wszystkie te efekty nagle ustały, Billy'ego już tam nie było.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Lut 11, 2017 12:04 am

Cóż... Nadal nie był wiele do dodania ze strony jasnowłosego chłopaka. Trochę coś powiedział od siebie, a tak to w głównej mierze słuchał... I zarazem nie bardzo rozumiał, co się tutaj działo. Bardziej nie docierało do niego to wszystko, więc po prostu wewnątrz siebie uznał, że to dość skomplikowana sytuacja, która póki co, nie do końca go dotyczyła. Proste wyjaśnienie, które z chęcią zaakceptował. Również już w niektórych momentach się wyłącza, zwłaszcza, gdy mu się wydawało, że dotyczyło to jakiś bardziej szczegółowych spraw, o których raczej nie będzie wiedzieć ktoś z zewnątrz.
Jedną z większych reakcji z jego strony dało się zaobserwować w chwili, gdy został przedstawiony. Skinął lekko głową, gdy usłyszał swoje imię.
- Miło mi - powiedział natomiast. Poprawił swój kaptur, skrzyżował za plecami swoje dłonie i... Właściwie nic więcej. Po prostu tyle.
Gubię się w tym wszystkim. Spróbuję za to zapamiętać jak najwięcej rzeczy, może, jak się trochę uspokoi to wszystko, to zrozumiem coś więcej - pomyślał jeszcze Markus. - Chociaż... Z drugiej strony już nie wiem. Powinienem czy nie... Jeśli chodzi o skupianie się na tym? - przez chwilę się wahał w owej kwestii.
Miał jeszcze okazję podziwiać "zniknięcie" przybysza... Co ponownie zrobiło na nim wrażenie. Dużo światełek i jeszcze więcej rzeczy, których nie rozumiał. Jednak wyglądało to bardzo fajnie, więc nie wnikał w nic więcej!
Ah. Oni w sumie się dogadali czy nie? - tchnęła go nagle taka myśl. Zmarszczył nieco brwi, próbując przypomnieć sobie... Co mu nie szło zbyt dobrze. W końcu jednak przekrzywił głowę, wziął głębszy wdech, by zebrać w sobie trochę więcej chęci i odwagi, i skupił się na pozostałych.
- Czy... Mogę wiedzieć, o co chodzi? - spytał się ich, starając się utrzymać głos w miarę normalnym tonem. Od samego początku "spotkania" innych, czuł nieśmiałość wymieszaną z niemałym podziwem i zarazem... Niepewnością i lękiem swojego rodzaju. Jednakże, skoro już minęło trochę czasu, Markus zdecydował się spróbować powrócić do "siebie". - I... Ogólnie poznać was? - teraz w jego głos wkradła się nutka niepewności. Spuścił łebek. - Chciałbym zrozumieć, dlaczego ja i Fro jesteśmy akurat tutaj... Z wami - ponownie poprawił kaptur, już bardziej z przyzwyczajenia, niż z nerwów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Lut 18, 2017 2:22 pm

Łał. Dostała jego numer! A nawet poznała jego imię - cóż za niesamowity sukces! Niestety jednak, nadszedł moment rozstania z magicznym elektrykiem, który postanowił, iż już czas odejść. Wieść ta nieco zawiodła nasza Fro, która miała nadzieję poznać go nieco bliżej atu nawet nie miała jak się z nim porządnie pożegnać, gdy chłopaczyna zniknął w ten sam sposób w jaki się pojawił.
- Pa....
Rzuciła żabcia cichutko, kiedy to Asgardiana już dawno nie było i przeniosła swój wzrok na numer telefonu, ugh - że też jako bezdomna nie miała działającego telefonu, cóż za okrutny los! Dalej gapiąc się na kartkę, dziewczyna ocknęła się słysząc głos Markusa, który zadał ważne pytanie. Fro bez większego namysłu jednym bez wysiłkowym skokiem wylądowała przy swym współ-zakładniku z napadu na sklep.
- Oh tak, yyy przepraszam, za mówienie w waszym imieniu. Ummm... na czym właściwie skończyliśmy rozmowę...?
Odparła dalej nieco rozkojarzona obrazem przybysza z young avengers w swej głowie, nie potrafiąc skupić się na niczym innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pon Lut 20, 2017 12:46 am

Ano rzeczywiście, nie przedstawiła się. Po trochu wychodząc z założenia, że przybysz wie już wszystko z internetu, lecz trochę bardziej przez lekko duszność i zapominalstwo. Pomachała do Asgardiana, gdy tylko Nico zdradziła jej imię, a po chwili przeszła z machania zwracającego uwagę w machanie pożegnalne.
- Papa! - zawołała za znikającym w chmurze piorunów chłopakiem tylko odrobinę zazdroszcząc Fro zdobytego numeru. Może znacznie bardziej chciałaby sama otrzymać tę karteczkę, gdyby tylko posiadała telefon komórkowy, a tak uznała jedynie, że "Ale ma fajnie".
- Stanęliśmy na, hmmm, byciu superbohaterami? - odpowiedziała Żabci, co po części zahaczało również o temat interesujący Marcusa, chociaż jego obchodziło chyba deczko bardziej dogłębne poznanie - A potem samo wyszło, że dosyć sławnymi - dodała z entuzjazmem i nutką narcyzmu, po czym jeszcze szepnęła krótkie - Wow - wciąż będąc pod piorunującym wręcz wrażeniem po spotkaniu innego, młodego dziwadła i jednocześnie przedstawiciela innej drużyny. Nawet jeśli sama konfrontacja była dosyć sztywna. Serio, Chase powinien trochę wyluzować, a Nico usunąć tego kija, czy tam laskę z tyłka. - pomyślała z wyrzutem. Ciekawe tylko skąd znała takie brzydkie powiedzonka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Lut 25, 2017 6:48 pm

Chase wsłuchał się w słowa Wiccana, ale jak już wcześniej postanowił decyzję pozostawił Nico. Sam z siebie definitywnie mu nie ufał, ale mimo wszystko to nie on tutaj dowodził i decydował. Jeśli dziewczyna uzna, że powinni zaufać tej całej grupie nazywającej się Young Avengers to spróbuje jakoś to przełknąć. Warto jednak pamiętać o tym, że nie mieli zbyt dobrych stosunków ze starszymi imiennikami tej drużyny. Próba rozdzielenia go z jego "rodziną" nie należała do najmilszych wspomnień.
Billy, warto zapamiętać to imię.
Gdy czarnowłosy sięgnął nagle do kieszeni mimowolnie uniósł rękę lekko ku górze, ale widząc, że wyjął jedynie kawałek papieru i ołówek ją opuścił. Może faktycznie był przesadnie wyczulony na tym punkcie?
Będąc szczerym nie spodziewał się, że Kaplan tak szybko ich opuści, ale z drugiej strony nie ma co się mu dziwić. Powiedział już wszystko co chciał, a odpowiedzi raczej nie miał otrzymać od razu. Z pewnością miał do załatwienia jakieś tam swoje sprawy co nie ukrywając było blondynowi na rękę. Do tej pory skupiał się jedynie na nim, ale gdy już zniknął wreszcie mógł skupić się ponownie na Fro oraz Markusie. Oczywiście o tej niespodziewanej i zaskakującej wizycie będą musieli pamiętać, a gdy już wrócą do bazy przedyskutować wraz z Karoliną i... Gert, ale w tej chwili trzeba było wrócić do pierwotnego zamiaru, z jakim tutaj przybyli.
Stein patrzył przez chwilę na grupę zastanawiając się jakby tutaj wrócić sensownie do tematu, aż tu nagle wyręczył go chłopak. Spojrzał na niego i z lekkim uśmiechem odchrząknął... i nim się odezwał swoje trzy grosze dodały jeszcze Fro oraz Molly.
- Tak tak, oczywiście. Jak już słyszeliście jesteśmy... bojownikami, którzy walczą z przestępczością. Ja jestem Chase Stein, ta mała i śmiertelnie urocza to Molly Hayes, a na końcu mamy Nico Minoru. Przyprowadziłem Was tutaj ponieważ... oczywiście jeśli zechcecie chciałbym, chcielibyśmy Wam pomóc. Zaoferować schronienie. Widziałem, że macie szczególne zdolności, być może bylibyśmy w stanie pomóc Wam nad nimi zapanować. - rzekł po czym lekko się do nich uśmiechnął, po czym spojrzał na obie dziewczyny z jego drużyny mając nadzieję, że dodadzą od siebie kilka słów, zwłaszcza ich przywódczyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Markus Evans

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 25/03/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Czw Mar 02, 2017 9:46 pm

W chwili, gdy Chase wypowiadał owe słowa, Markus wbił w jego swoje spojrzenie, by móc wyłapać każde jego słowo, jak również zrozumieć to na swój sposób. Dobra, łatwo nie było, ale docierał ogólnie sens wypowiedzi... Co sprawiło, że na jego twarzy pojawiło się zdezorientowanie.
Uniósł dłonie, by delikatnie zsunąć z siebie kaptur - na tyle, by było widać lepiej jego twarz, ale nic więcej, nawet jego rogów, tak "dokładnie" zakrytych przez jasnowłosego. Po czym ponownie wbił w niego wzrok, delikatnie przekrzywiając swoją głowę.
- Markus Evans - przedstawił się ponownie, tym razem stosując również swoje nazwisko. Uważał, że powinien, skoro usłyszał od nich owe dane. - Bojownikami? Walka ze złem? - powtórzył po nim. W jego głosie nie było żadnego niedowierzania, kpiny czy coś w tym stylu. Bardziej to wyglądało tak, jakby potrzebował powtórzyć owe słowa na głos, by mógł sam je zrozumieć.
Zamilkł na krótką chwilę, zanim zdecydował się ponownie odezwać.
- Zgadzam się - po tych słowach pozwolił sobie na krótki, miły uśmiech. - Zaufam wam w tym zakresie - oczywiście pozostaje też kwestia, czy mówili serio, czy po prostu żartował, lecz po tym wszystkim Markus skłaniał się ku pierwszej wersji. I przynajmniej nie trzeba było go dłużej przekonywać.
Mimo wszystko odczuwał niepewność. Nie wiedział, co będą chcieli zrobić dokładniej i jak to wszystko miało wyglądać. Cóż, po prostu nie napotkał się na nikogo, kto wyskoczyłby z taką propozycją.
Może nawet doczeka się akceptacji? Jego dziwnego wyglądu, umiejętności czy samej osoby? Takie coś póki co, wydawało mu się być bardzo odległe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fro

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 07/06/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Sob Mar 11, 2017 5:19 pm

...Fro z pewnością przydało by się jakieś schronienie, zmuszanie się do drobnych kradzieży i sypianie po motelach zdecydowanie było już męczące, dziewczyna odczuwała chęć zatrzymania się choćby na troszkę. Kto wie, może akurat oni mogli by zaoferować jej jakiś "dom", jednak bycie "bojownikiem" nie wydawało się... bezpieczne. "Bohaterowie" nigdy naszej żabci nie interesowali, nigdy też nie wyobrażała samej siebie jako jakiejś wybitnej jednostki latającej wokół w pelerynie i ratującej ludzi. Florence chciała by po prostu wieść normalne życie a z nimi może to okazać się niewykonalne.
- Huh... nie nazwała bym moich zdolności "specjalnymi" ot mam ogromny język i potrafię skakać, wątpię bym była dla was jakąkolwiek pomocą, jednak... schronienie... - to bardzo ładne słowo. Myślę... że spróbuję - proszę dajcie mi szansę!
Odparła nieco niepewnie, po swojemu przyjmując ofertę runaways.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Molly Hayes

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Mar 19, 2017 12:54 am

- Bohaterami - burknęła cicho poprawiając Chasea, który niepoprawnie wypowiedział to słowo na B. Trzeba było być prawdziwym półgłówkiem, by pomylić się w Takiej kwestii, nie mówiąc już o tym, że słowo "bohater" nie miało wcale aż tak trudnej wymowy. Nie przejmowała się jednak tym drobnym błędem długo, ani też długo się nim nie trapiła, gdyż Markus zdecydował się dołączyć do grupki. Aż podskoczyła z radości wydając stłumiony pisk, który tuż po słowach Fro zamienił się w...
- Hurra! - zawołała w ciągu drobnej chwili znajdując się koło żabci i przytulając ją tak mocno, jak tylko jej dwunastoletnie rączki na to pozwalały. (bez użytku żadnych mocy)
- Pokój obok mnie jest wolny, wiesz? Tuż obok! Będę mogła ci zawsze pomóc, jak będziesz chciała, albo opowiedzieć coś strrrrasznego na dobranoc, jak będziesz chciała i... i jak będziesz chciała to zaprosimy Lace! - wyrzucała z siebie z prędkością torpedy napędzanej nieskończonym entuzjazmem - I Markusa też. O rany rany, jak się cieszę!
Nie żeby aktualny stan grupy jej nie wystarczał, jednak zdaniem dziewczynki im więcej fajnych, wesołych, zabawnych, miłych oraz niesamowitych przyjaciół, tym lepiej, a tę dwójkę już zdążyła zaliczyć do grona przyjaciół. Nawet jeśli obydwoje do tej pory zachowywali się raczej z rezerwą. Oby tylko taką ufnością się Molly nie cechowała w obliczu spotkania z częstującymi cukierkami panami w podejrzanie wyglądających vanach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chase Stein

avatar

Liczba postów : 34
Data dołączenia : 18/02/2016

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Mar 21, 2017 9:26 pm

Chase uśmiechnął się lekko do pierwszej osoby, która postanowiła się odezwać, a mianowicie Markusa Evansa. Ucieszyło go, że postanowił przedstawić się imieniem i nazwiskiem. Co prawda nie oznaczało to jeszcze, że zgodzi się na jego propozycję, ale przynajmniej zaufał mu na tyle, żeby podać swoje dane. Co dalej? Cóż, na razie nic nie mówił i dał się mu wypowiedzieć, tak samo jak Fro oraz oczywiście Molly.
Jak się okazało zrobił całkiem słusznie, gdyż obydwoje postanowili przystać na jego propozycję. Będąc szczerym trochę zdziwiła go ta nagła decyzja, ale mimo wszystko nie miał nic przeciwko. Zapewne sposób, w jaki się poznali jak również niedawna wizyta Asgardiana vel Billy'ego sprawiły, że uznali to za nie najgorszy pomysł. Jeśli faktycznie byli przestraszeni tym bardziej chciał im pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego, chociaż to ostatnie również dla niego było zagadką. Przynajmniej na razie. Miał zamiar przyjrzeć się lepiej tej sprawie, zwłaszcza, że zostawił kontakt, ale na ten moment istotniejsi byli nowi rekruci, a później członkowie Runaways!
Gdy Molly okazała swoją radość w iście dziecięcy sposób nie mógł ukryć uśmiechu, który jednocześnie był spowodowany rozczuleniem jak i radością, że nie użyła przypadkiem swoich mocy.
Blondyn postanowił nie komentować paplaniny małej Hayes ani tym bardziej tego, gdzie ich ulokują. Wszystko się okaże, gdy będą już na miejscu...
W tym właśnie momencie Stein przypomniał sobie, co niewiele wcześniej stało się tam dzisiejszego dnia. Martwa Gert z przyszłości przemknęła mu przed oczyma, a jego twarz wykrzywił się w grymasie bólu. Trwało to jednak na szczęście zaledwie kilka sekund. Szybko otrząsnął się z tej myśli i starając się skupić na teraźniejszości przeniósł wzrok na resztę grupy.
- To co, chcielibyście poznać swój nowy dom? - rzekł, a następnie patrząc uważnie na ich twarze lekko złagodniał, a w jego oczach ubyło trochę napięcia. Kto wie, może ten dzień nie będzie jednak tak bardzo stracony?
Chase odczekał jeszcze chwilę, a jeżeli wszyscy się zgodzili poprowadził ich za sobą  w stronę bramy parku, a tam w stronę bazy.

z/t wszyscy, do bazy Runaways
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Czw Wrz 14, 2017 8:15 pm

Cały ten dzień był kompletnie do bani. Był to jeden z gorszych dni, jakie kiedykolwiek miała, choć nie najgorszy. Po ogólnej dyskusji z pozostałymi członkami Runaways zaszyła się w kuchni. Musiała wszystko sobie na spokojnie przemyśleć. Przede wszystkim natomiast musiała przemyśleć spotkanie z tym Asgardczykiem… O ile to, co mówił, było prawdą. Wcale nie była chętna mu zaufać. Wprawdzie nie powinno się sądzić dzieci za czyny rodziców… No ale spotkanie z członkiem Avengers nie skończyło się dobrze. Teraz natomiast do współpracy próbował ich namówić ktoś z Young Avengers. Nie kojarzyło jej się to zbyt dobrze. Z drugiej strony nawet, jeśli mu nie ufali, ich zachowanie, a dokładniej zachowanie Chase’a nie było fair. Powinna mu zwrócić uwagę. No nic, co się stało, to się nie odstanie.
Bardziej interesowało ją, czego tak dokładnie mogli od nich chcieć. Nie rezydowali nawet w tym samym mieście. Kim byli, czego chcieli, ilu ich było, jak ich znaleźli… Pytania się mnożyły. Jedyną osobą, która mogła na nie odpowiedzieć, był niestety tylko Billy. Niezbyt pasował jej ten układ, ale chciała mieć jasny obraz całej sytuacji. Przebrała się w obcisłe, czarne spodnie, bordowo-czarny gorset i na to narzuciła skórzaną ramoneskę. Może być. Zgarnęła jeszcze nożyk z kuchni, tak na wszelki wypadek, włożyła buty i była gotowa do drogi. Po krótkim namyśle skierowała się do tego samego parku, w którym wcześniej spotkali chłopaka. Chyba będzie musiała zacząć od przeprosin za Chase’a… Ten typ niestety tak ma.
Dotarcie na miejsce zajęło jej sporo czasu. Był wieczór, ludzie nawet dość chętnie plątali się wokół. Usiadła na jednej z ławek, na jej oparciu, z nogami na siedzisku, nie przejmując się zbytnio spojrzeniami ludzi. Wyjęła telefon,zastanawiając się, co powinna napisać w wiadomości. Chyba najprościej, szczerze i tylko prawdę.
Chciałabym pogadać. Jestem w tym samym parku, co wcześniej. N.M.
Chwilę się zawahała przed wysłaniem, ale w końcu nacisnęła odpowiedni przycisk. Teraz tylko zostawało zaczekać na odpowiedź Billy’ego, ewentualnie na jego pojawienie się. Z braku innego zajęcia zaczęła obserwować ludzi wokół. Większość trochę dziwnie na nią patrzyła, ale do tego akurat była przyzwyczajona. Przynajmniej wyglądała jak zwykła nastolatka czekająca na znajomych i umilająca sobie to czekanie zabawą telefonem. Skupiła się, układając sobie w głowie listę pytań. Przynajmniej miała jakiś plan… A co z niego wyjdzie, to się dopiero okaże.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Pią Wrz 15, 2017 8:27 pm

Po pożegnaniu się z Bucky'm Billy rozpoczął intensywne poszukiwania odpowiedniego miejsca do teleportacji. Potrzebował takiej lokacji, w której nie zwróci na siebie niczyjej uwagi, przynajmniej wystarczająco długo, aby móc w spokoju i bez bycia rozpoznanym zniknąć... Co nie było prostym zadaniem, skoro jego moce praktycznie zawsze objawiały się błyskami światła. Mimo to jednak chłopaka bardziej martwiła sytuacja u celu podróży, gdzie nie będzie miał wpływu na to, czy pojawi się w czyimś towarzystwie czy nie...
Z drugiej strony czy naprawdę musiał się tym przejmować? Zgoda, Young Avengers nie zdążyli jeszcze oficjalnie ustalić kwestii zachowywania tajnej tożsamości lub nie, ale jak do tej pory nie nosili masek. Kostiumy od Kate również ich nie zawierały - w najlepszym wypadku ich część stanowiły okulary czy gogle, lecz takie dodatki przecież nie zakrywały wiele. Chyba tylko kwestią czasu było odkrycie przez kogoś ich prawdziwych nazwisk... A tacy Mściciele w większości także podawali swoje dane do wiadomości publicznej.
Nastolatek nie był tego nawet do końca świadomy, ale nogi same zaniosły go do jednego z lepiej ukrytych zakątków Central Parku - w którym jeszcze nie tak dawno temu odbywało się spotkanie drużyny. Teraz wydawało mu się takie odległe... Pewnie dlatego, że tyle się przez ten czas wydarzyło. Najważniejsze jednak, że z tego miejsca chłopak mógł bez problemu dokonać teleportacji i nikt nie powinien mu się naprzykrzać.
- Do Los Angeles, do Los Angeles, doLosAngelesdo... - zaczął powtarzać, gdy tylko upewnił się, że drzewa dobrze go zasłaniały i nikt nie kręcił się w pobliżu. Nawet jeżeli rozchodzący się wokół niego blask kogoś zainteresuje, to przy odrobinie szczęścia osoba ta nie zdąży podejść... Ani tym bardziej dobrze mu się przyjrzeć. To była jedna dobra strona tego światła - maskowało kształty, w tym rysy twarzy.
Myśli Kaplana podryfowały ku parkowi, w którym poprzednim razem spotkał Runaways. Nie miał bladego pojęcia jak się nazywał, ale pamiętał jego wygląd, a to chyba było najważniejsze... Albo sama intencja, że to właśnie tam chciał trafić? Billy nie ustalił jeszcze tych szczegółów. Jakoś nigdy nie znalazł chwili, żeby dokładniej je zbadać... Ale kiedyś w końcu będzie musiał. Być może w tym celu skorzysta jednak z pomocy X-Men? Skoro prowadzili szkołę dla mutantów, to musieli się na tym znać... I mieć doświadczenie. Prawdopodobnie. A na pewno większe od niego samego, bo w końcu nastolatek opierał się przede wszystkim na wiedzy z mediów - głównie internetu - i z komiksów.
Błękit prędko otoczył sylwetkę chłopaka i wzniósł jego ciało w powietrze. Central Park zniknął mu z oczu... Ale już po kilku sekundach światło zaczęło powoli ustępować, odsłaniając przed nim inny krajobraz, zupełnie nowy, lecz również pełen gęstej roślinności. Ta okolica nie wyglądała mu znajomo, ale najważniejsze, że wydawała się pusta - to znaczy, pozbawiona gapiów. Billy postanowił nie tracić czasu na zastanawianie się nad tym, czy miał po prostu szczęście, czy też jego moce dostosowały się do jego wymagań. Zamiast tego skupił się na bezpiecznym odstawieniu się na ziemię... A dokładniej na chodnik. Wkrótce potem jego blask zanikł, a nastolatek odetchnął z ulgą.
Teraz pozostawało mu jeszcze tylko ustalić gdzie dokładnie powinien dotrzeć. Park wydawał mu się spory, ale nie do przesady... I w ostateczności mógł zawsze zadzwonić na numer, z którego otrzymał wiadomość, ale chyba wolał zacząć od zrobienia rundki po okolicy. Być może uda mu się jednak obejść bez telefonowania po wskazówki? Z tą myślą chłopak zerknął na siebie w dół, aby upewnić się, że pozbył się wszystkich iskier, po czym ruszył już z miejsca.
Kaplan bardzo szybko przekonał się, że miał z tym swoim lądowaniem sporo szczęścia, bo po parku kręciło się zaskakująco wiele - jak na tę godzinę - osób. A może to on był jakimś dziwnym wyjątkiem, który wolał spędzać wieczory w domu? Być może. Tak czy siak, w czarnych spodniach i prostej, czerwonej koszulce - z napisem I’m sarcastic because punching people is frowned upon - nie powinien nikogo zainteresować, więc starał się nie przejmować innymi przechodniami. Koncentrował się na wypatrywaniu wśród nich kogoś znajomego.
Choć po fakcie zorientował się, że wiadomość napisana została w liczbie pojedynczej, to odruchowo Billy od początku rozglądał się za całą grupą rówieśników. Przemieszczał się żwawym krokiem, lecz nie truchtem, a głowa chodziła mu na boki. Na tej podstawie łatwo byłoby poznać, że za kimś lub za czymś się rozglądał. W końcu jednak jego spojrzenie padło na bardzo charakterystyczną dziewczynę na ławce - i natychmiast skorygował obrany przez siebie kierunek, żeby się do niej zbliżyć.
- Hej. Wybacz zwłokę, przeniesienie się tutaj bez zwracania na siebie uwagi to sztuka - zaczął, gdy tylko znalazł się w wystarczającej odległości, po czym przysiadł obok... Tyle że nie na oparciu, w związku z czym zmuszony był trochę odchylić głowę do tyłu. Nie bardzo wiedział co dalej, więc po prostu czekał na rozwój wydarzeń... I rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Wrz 17, 2017 5:23 pm

Odpowiedzi na wiadomość nie otrzymała, więc w sumie jakby się dobrze zastanowić, mogła tu siedzieć kompletnie na darmo. W końcu to byłoby naprawdę dziwne, gdyby Billy czekał na jej telefon i nie miał żadnych innych zajęć. Mogła liczyć tylko na to, że nie był jakoś specjalnie wkurzony za takie a nie inne potraktowanie go wcześniej. Winić mogła w zasadzie tylko i wyłącznie swoje zmęczenie. Jak tylko dorwie Chase’a, to naprawdę oberwie mu się za tamto zachowanie. Z braku innej rozrywki bawiła się swoim telefonem, ale było to raczej głównie po to, żeby nie zwracać na siebie uwagi. W głowie także powoli ustawiała sobie plan pytań, chociaż bardziej były to notatki, o co powinna spytać. Kolejność nie miała większego znaczenia.
Podświetliła ekran, sprawdzając godzinę. No, jakby nie spojrzeć, trochę tu już spędziła. Zaczęła się zastanawiać, czy czekać dalej, czy wręcz przeciwnie, darować sobie. Ściemniało się coraz mocniej, a nie miała większej ochoty wracać w środku nocy do... domu. Uznała, że zaczeka jeszcze kwadrans i wtedy się zawinie z parku. Ku własnemu zdumieniu zaraz potem dostrzegła osobę, na którą czekała. Uniosła delikatnie brew, decydując się nijak nie zwrócić uwagi na ten czas oczekiwania i brak jakiejkolwiek wiadomości, czy w ogóle powinna siedzieć i czekać. W końcu nie przyszła tu po to, żeby się kłócić. Zerknęła na chłopaka, który usiadł normalnie na ławce i po namyśle przesiadła się normalnie na siedzisko. Tak będzie prościej rozmawiać.
- W porządku. – kiwnęła głową, przyjmując wyjaśnienie. Zmierzyła go wzrokiem, zastanawiając się, od czego powinna zacząć. W sumie... Najlepiej chyba od samego początku. – Doszłam do wniosku, że warto byłoby dowiedzieć się, o co Tobie... Wam chodzi. – ostrożnie ważyła słowa, jakby zastanawiając się, jak wyrazić to, co chodzi jej po głowie. – Przy okazji przepraszam za Chase’a. Jego zachowanie było niżej krytyki. No cóż, on tak ma. Mam nadzieję, że nie gniewasz się za bardzo. – no, punkt pierwszy odhaczony. Teraz należało pójść dalej, w te bardziej poważne tematy.
- Więc... jeszcze raz, do jakiej organizacji należysz? – spojrzała uważnie na Billy’ego. Owszem, doskonale wiedziała, że przecież podawał nazwę organizacji, Young Avengers. Ale chciała go sprawdzić. Czy naprawdę do niej należał, czy tylko walnął pierwszą lepszą nazwą, która wpadła mu do głowy. Nie zamierzała mu uwierzyć na ładne oczy. Skoro natomiast otrzymała odpowiedź, mogła zabrać się za te ważniejsze pytania.
- Nie będę ukrywać, że jestem daleka od zaufania Ci na ładne słówka. Jednak jestem ciekawa, czego konkretnie od nas oczekujecie. Chcesz z nami współpracować... Ale jak? I po co? A przede wszystkim w jakiej sprawie? – mieszkali i urzędowali w zupełnie innych miastach. Tak więc to też było zastanawiające, czemu nagle jakaś organizacja z Nowego Jorku odnajduje ich, w co też trochę pracy musieli włożyć, a potem chce współpracy. Bez takich podstawowych informacji nie było jednak mowy o tym, żeby chociażby rozważyła tę propozycję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 398
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Nie Wrz 17, 2017 8:02 pm

Dziewczyna dość szybko zsunęła się z oparcia na siedzisko, a Billy od razu podążył za nią wzrokiem. Dzięki tej zmianie wygodniej było mu trzymać głowę... Choć tak naprawdę nie zdążył jeszcze w pełni odczuć negatywnych efektów poprzedniego ułożenia ciała. Te przyszłyby pewnie z czasem, może dopiero po paru minutach albo nawet później. Całe jego ciało pozostawało teraz zwrócone lekko w stronę rówieśniczki, aby łatwiej im było rozmawiać.
Szczerze mówiąc to mniej więcej właśnie takiego początku dyskusji chłopak się spodziewał. Co prawda po poprzednim spotkaniu podejrzewał, że wszystko może brzmieć trochę ostrzej albo bardziej nerwowo, ale ta faktyczna wersja bardziej mu się podobała. Wyglądało na to, że w końcu będą mogli po prostu na spokojnie pogadać i wszystko sobie wyjaśnić... Bez niepokojąco intensywnych spojrzeń i niepotrzebnie wrogich komentarzy niektórych osób. Z drugiej strony nastolatek nawet nie oczekiwał się, że za to ostatnie zostanie przeproszony... Zdążył przywyknąć.
Kaplan pokiwał głową na znak swojego zainteresowania oraz ogólnie pojętej zgody i słuchał dalej. W odpowiednim momencie powtórzył nazwę swojej drużyny, lecz poza tym pozwalał Azjatce wymienić wszystko, co przychodziło jej teraz do głowy. Sam w tym czasie starał się zapamiętać jej pytania i od razu ułożyć sobie na nie jakąś spójną odpowiedź. W słowach dziewczyny wciąż przebijała się ta dziwna ostrożność, która już poprzednim razem zaskoczyła Billy'ego. Rzecz jasna on sam również był w pełni świadomy tego, że musieli uważać na to, co komu mówili i na co się zgadzali, ale takie podejście wydawało mu się już być lekką przesadą... Może dlatego, że on - pomimo introwertyzmu oraz ostatnich nieprzyjemnych wydarzeń - w dalszym ciągu posiadał sporą wiarę w bohaterów jako ogół? Z wyłączeniem tych kilku osób, na których się zawiódł. Oraz Tarczy, ale to już co innego.
- Po kolei. Albo i nie po kolei, bo akurat kolejność pewnie pomieszam, ale mniejsza o to... Jak mówiłem, nazywamy się Young Avengers. Jeżeli chcesz, to mogę podać ci całą genezę, ale nie jest aż tak interesująca, a w skrócie sprowadza się do tego, że jesteśmy nastolatkami, którzy robią to, co dorośli Avengers i w ogóle bohaterowie, tylko na własną rękę. Współpracujemy z nimi i z innymi grupami, jak na przykład z X-Men, ale nie jesteśmy od nich zależni. Nie przyjmujemy od nich rozkazów, sami o sobie decydujemy, fundujemy swoje działania, kostiumy czy sprzęt... I tak dalej. To taka podstawa o nas - wyjaśnił na początek, równocześnie starając się wykorzystywać w praktyce niektóre ciekawostki, które kiedyś zdarzyło mu się usłyszeć od matki... A tyczące się między innymi tego, aby w trakcie rozmowy nie patrzeć na nikogo cały czas, ale wystarczająco, by widać było, że poświęca mu się uwagę.
- To... W zasadzie już tłumaczy czego chcemy, ale i tak powtórzę. Zamierzamy łączyć siły z innymi drużynami, bo uważamy, że wspólnie można zdziałać więcej, dotrzeć do większej liczby osób, rozwiązać więcej problemów. Wymiana zasobów, w tym informacji, czy podrzucanie sobie na daną akcję osób o pasujących do niej zdolnościach jest... Rozsądne. Jeżeli jedna grupa ma kłopoty, druga może jej pomóc. Takie sprawy. Według internetu jesteście bohaterami, w dodatku w naszym wieku, więc się do was zwróciliśmy. A przy okazji... Za wcześniej przepraszać nie musisz, na co dzień zajmuję się kiepsko przystosowanym do norm społecznych pseudo-socjopatą, gorzej już nie będzie - dokończył, przy ostatnich słowach przewracając na pokaz oczami, aby podkreślić co musiał znosić. Jak tak o tym w tej chwili myślał, to ostatnio rzeczywiście widywał się z Tommy'm praktycznie codziennie... Chyba się na niego uodparniał.
Przez cały ten czas Billy starał się nie mówić zbyt głośno, aby nie zwrócić na nich niczyjej uwagi, ale też nie szeptał, bo przecież to również byłoby trochę podejrzane... Może nawet bardziej? Gdyby ktoś za bardzo się do nich zbliżył, nastolatek gotów był na moment zamilknąć albo zacząć przeciągać fragmenty, które nie mówiły o niczym konkretnym, ale na szczęście to nie okazało się konieczne, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Mimo to chłopak rozglądał się raz na jakiś czas, aby nikogo nie przeoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nico Minoru

avatar

Liczba postów : 47
Data dołączenia : 08/08/2015

PisanieTemat: Re: MacArthur Park    Wto Wrz 19, 2017 7:07 pm

Pochyliła się lekko do przodu, opierając łokcie o kolana. Była spokojna, a pytania zadawała wyważonym głosem. Nie chciała powtórki sprzed kilku godzin. Zależało jej na tym, żeby uzyskać informacje, a nie, żeby się z nim pokłócić. Uważnie także słuchała jego odpowiedzi, notując je sobie w głowie. Cóż, sprawdzenie wyszło na jego korzyść, najwyraźniej naprawdę taka organizacja istniała.
Dopiero po dłuższej chwili wyprostowała się, opierając plecy o oparcie i przekręciła ciało, żeby móc swobodnie patrzyć na chłopaka. Zastanawiała się, co powinna mu w ogóle odpowiedzieć. Była ostrożna, bo po prostu nie ufali nikomu poza sobą samym, bo tak naprawdę tylko sobie mogli zaufać... chyba. Po zdradzie Alexa nic już nie było takie proste. Na pewno jednak nie umiała zaufać dorosłym i to nie budziło żadnych wątpliwości. Współpraca z Young Avengers natomiast mogłaby się w pewnym momencie skończyć współpracą z dorosłymi, a to nie wchodziło w grę. Minie bardzo wiele czasu, zanim zaufają komukolwiek nie będącemu dzieckiem.
- Nie, genezy nie potrzebuję. Chyba nie jest zbyt istotna, prawda? Chyba że ma duży wpływ na to, co robicie i dlaczego, to wtedy chętnie posłucham. – uśmiechnęła się lekko, mając nadzieję, że nie zrobiła błędu przychodząc tutaj w pojedynkę. Wyraźnie jednak nie podobało jej się współpracowanie z Avengers czy Tarczą. No, X-men od biedy można by było przeżyć, chociaż w sumie też nie. Zapewne do współpracy nie zostaliby wysłani niepełnoletni mutanci. Z Young Avengers jeszcze mogłoby to wypalić, ale w sumie sama nie wiedziała, co miałaby na o tym sądzić. Zresztą i tak musi to przegadać ze wszystkimi.
- To, co mówisz, jest... rozsądne. Chociażby ten przepływ informacji i ewentualna pomoc, gdy naprawdę będzie źle... – westchnęła cicho. – To nie jest tak, że jestem na nie, Billy. Bo to dobra idea, ale w założeniach. Nie mam pojęcia, jak to mogłoby się rozwinąć. Nie chcemy i nie będziemy współpracować z Avengers czy X-men. Nie jesteśmy w stanie im wystarczająco zaufać, żeby to się udało. Z wami nie wiem. Nie podejmuję decyzji sama w końcu. Uważam tylko, że bez pełnego obrazu sytuacji nie jesteśmy w stanie ich podjąć. No i nie można odrzucić jakieś oferty nie znając jej. – starała się w miarę jasno wyjaśnić swój punkt widzenia. – Masz jakiś obraz tego, co ukształtowało nas jako grupę. – dorzuciła, może trochę niepotrzebnie.
- Może nie muszę, ale wypadałoby. Czuję się w pewien sposób odpowiedzialna, że pozwoliłam mu na coś takiego. W końcu nie dałeś nam żadnego powodu, żeby tak Cię potraktować. Cieszę się, że się nie gniewasz. – uśmiechnęła się lekko, za to z wyraźną ulgą. Zachichotała mimowolnie widząc to przewrócenie oczami.
Najwyraźniej oboje mieli do czynienia z osobami, z którymi inni nie wyrabiali i oboje się na nich uodparniali. Tak samo, jak Nico uodparniała się na Chase’a. No i zawsze mieli Gert do utemperowania go.
Nico dopasowała się tonem głosu do chłopaka, również nie chcąc, by ktokolwiek ich podsłuchał. To nie byłoby wygodne, zwłaszcza, że starali się unikać policji i ogólnie jakimkolwiek służbom porządkowym. W innym wypadku mogliby znów trafić do rodzin zastępczych, a tego woleli w pełni uniknąć. Na pewno daliby radę uciec, jak poprzednio, ale zapewne w ten sposób zmarnowaliby sporo czasu, który mogliby wykorzystać w zupełnie inny sposób. Zerknęła długo na rówieśnika i pomyślała o poszukiwaniach Victora Manchy. W zasadzie mogłaby chyba jakoś tak neutralnie zapytać o niego? Nie. Odpadało. Jeszcze za wcześnie na takie ruchy. Najpierw muszą zdecydować, czy podejmą z nimi współpracę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: MacArthur Park    

Powrót do góry Go down
 
MacArthur Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Los Angeles-
Skocz do: