Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Sob Cze 03, 2017 3:25 pm






Niewielki kościół na obrzeżach miasta, usytuowany na terenie cmentarza, na którym pochowani zostali mieszkańcy zamieszkujące okolicę. Dookoła posadzoo drzewa, które mają dodawać uroku okolicy, aby nie było zbyt nostalgicznego nastroju.
W środku panuje kameralna atmosfera. Drewniane ławy oraz stół dają wrażenie zatrzymania czasu na pewnym przedziale czasowym. Kolorowe witraże przypominają o Drodze Krzyżowej jaką odbył Mesjasz podczas ziemskiego bytowania. Oświetlenie imitujące tradycyjne świeczniki, nadaje otoczeniu spokoju ducha, który napełnia każdego, kto się tutaj znajdzie.
Krzyż z Jezusem jest tym, co wizytujący budynek zobaczą od razu, po wejściu do środka. Tradycyjna rzeźba, wykonana z pieczołowitą dokładnością wprawia, niejednego w zdumienie, a spojrzenie Jezusa, mimo wszystko dodaje otuchy.
Tuż po lewej stronie znajduje się mała izdebka, w której ksiądz przygotowuje się do prowadzenia mszy, zaś po prawej stronie pokój, w którym proboszcz parafii zamieszkuje. Oba pomieszczenia nie wyróżniają się niczym, poza skromnością. Jedynie w pokoju na prawo znajduje się łóżko, na którym ksiądz może spocząć, aby nieco odpocząć, a także klęcznik, na przeciwko, którego na ścianie wisi obraz Jezusa Miłosiernego.
Miejscowi, są głównie tymi, którzy odwiedzają to miejsce, gdyż przyjezdni coraz rzadziej czują obowiązek nawiązania rozmowy z Bogiem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Sob Cze 03, 2017 4:36 pm

Rickiego już nie było, a ona nadal nie potrafiła tego zrozumieć. Czuła się winna, że to nie ona tam pojechała, do Houston tylko on.  Do tej pory miała przed oczami jego radosny wyraz twarzy, kiedy mówił, że nie ma co się martwić, bo on się zajmie wyjazdem do Houston, skoro ona jednak nie może przez kobiece sprawy, a potem mówił, że jak wróci wypiją razem gorącą czekoladę grając przy tym w Tekkena. Tylko, że on nie wrócił i nigdy więcej już nie napije się z nim gorącej czekolady i nie stoczy żadnego pojedynku w grze. Ktoś Rickiego zamordował w drodze do Houston, zabrał samochód, który należał do Chefa, a potem podszywając się pod Rickiego, pojechał na teren Houston, a przez to szlag trafił komputer Chefa, razem ze wszystkimi danymi. Dobrze, że zawsze ten facet miał jeszcze kilka innych miejsc, w których przechowywał dane, chociaż i tak straty dały mu mocno po kieszeni, więc zaczął mocno ograniczać wydatki. Mało tego, Chef kazał jej wziąć wolne, bo zbyt mocno wzięła do siebie śmierć przyjaciela. Poza tym, czuła się winna temu wszystkiemu, bo to ona miała jechać, więc to ona powinna była zginąć, nie on. Nie rozumiała decyzji Boga, czemu znowu miała uniknąć śmierci. Nie wiedziała też, jakie tym razem zadanie jej wyznaczył. Nie potrafi tego odgadnąć w jakikolwiek sposób.
Z racji tego, co się z nią działo pod wpływem silnych emocji, wyjechała z miasta na prawie tydzień. Z dala od ludzi, cywilizacji wszystkiego. Z frustracji zabiła kilka niewinnych zwierząt, a potem codziennie, przepraszała, za to co zrobiła. Zwierzęta nic jej przecież złego nie uczyniły, a tak je skrzywdziła. Tym bardziej, że to nie one uczyniły z niej to, czym była, a ludzie, a może nawet inni mutanci. Tego nie wiedziała, ale miała po prostu dość tego, że jest potworem. W końcu to ona miała na rękach krew tylu niewinnych ludzi. Do tej pory pamięta to jakby to stało się zaledwie wczoraj. Wszędzie była krew, ciała ludzi, w tym dzieci. Często te obrazy wracają do niej podczas koszmarów, których nie potrafiła się pozbyć. Nawet leki uspokające przestały w końcu pomagać.
Siedziała w tylko sobie ulubionym miejscu, tylko jej. Taka mała kryjówka, z dala od miasta, od ludzi. Patrzyła na zachód Słońca, którego promienie otulały Nowy Jork. Na jej twarzy lśniły łzy zmieszane z krwią. Czerwona ciecz ozdabiała jej ubranie skryte pod długim płaszczem.  W okularach, które miała na nosie, odbijała się ognista kula, która była tak ważna dla wszystkich żyjących istot.
Anette nie potrafiła przestać płakać. Była tym wszystkim zmęczona. Miała już po prostu dość takiego życia, które w sumie nie należało do niej. Zawsze ktoś rządził jej życiem, tak jak teraz. Niby wolna, a wiązała ja umowa z Chefem. Wprawdzie facet był dla niej jak ojciec, ale musiała robić co kazał, chociaż nie nadużywał tego w jakiś chamski sposób i chyba, za to go właśnie pokochała. Nawet, kiedy poznał prawdę, a może i ją znał, zaopiekował się nią i po każdym ataku jej mutacji był przy niej, zajmował się. Czasami czuła się jak ciężar dla innych, bo tylko sprawiała problemy, a bliskie jej osoby po prostu umierały, a ona znowu zostawała sama. Nawet Gear nie był w stanie jej pocieszyć, dlatego tylko jej towarzyszył, by wiedziała, że ktoś, ktokolwiek jest obok.
Nie mogła znieść tego, że w tej chwili czuła ogromną słabość, a także chęć odejścia z tego świata. Czasami nienawidziła tego, że jest mutantem, bo może nie musiałaby tyle cierpieć. Wiedziała, gdzie może się udać w takie dni jak te. Otuliła się mocniej płaszczem, sięgającym prawie ziemi, aby nie było widać, co skrywało się pod nim. Wsiadła za kierownicę Geara, po tym jak ruszyła dupsko z miejsca i pojechała. Do kościoła, tam gdzie miała kogoś komu mogła wszystko powiedzieć. Ksiądz Marcus, był tym, który zaopiekował się nią, kiedy jeszcze nie była pod skrzydłami Chefa. Z początku myślała, że pomaga jej, bo taką ma posługę, a potem okazało się, że poczuł, że ma w sobie coś, że jest wartościowym kimś, komu warto pomóc. W zamian za to wszystko, zaczęła pomagać w kościele, a to posprzątać, a to zrobić porządek na cmentarzu. Nawet nie zauważyła kiedy, a mężczyzna stał się dla niej jak starszy brat, którego nigdy nie miała. Wiedział o niej wszystko, a ona o nim. Wiedziała, że może, nawet w środku nocy przyjechać do niego, a on przyjmie ją z otwartymi ramionami. Tak też zrobiła.
Nim się obejrzała, stała w deszczu przed wrotami świętego budynku. Łzy mieszały się jej z deszczem oraz krwią. Ksiądz, jak tylko ją zobaczył, po otwarciu drzwi został przez nią przytulony. Zmusiła go, żeby uklękli, bo chciała skryć się w jego ramionach. Wykrzyczała mu, że nie rozumie Boga, czemu poddaje ją takim próbom, czemu tak boleśnie doświadcza. Marcus pozwolił, żeby się wypłakała, wykrzyczała tak jak kiedyś. Jednak, kiedy zobaczył krew, przeraził się. Dziewczyna opowiedziała mu, co takiego zaszło w lesie, że ma ochotę na dobre zamieszkać z dala od innych, bo się boi, że znowu zrobi komuś krzywdę i że mogą ją zabrać i zniewolić. Ksiądz starał się podnieść ją na duchu, ale łatwe to nie było. Anette nie słuchała, rzucała tylko pretensjami, że jest słaba, że sobie nie może poradzić z tym jednym problemem, że nie jest w stanie znaleźć kogoś, kto będzie jej w stanie pomóc. Wtedy, Marcus spytał, czy na pewno nie ma kogoś, kto mógłby się nią teraz zająć, a ona z początku mówiła, że nie. Dopóki nie przypomniała sobie o Kurtcie. Chłopaku, którego spotkała, który jej pomógł, a potem zostawił miły prezent w jej mieszkaniu. Nim zasnęła ze zmęczenia, powiedziała, że ma numer telefonu do Kurta w portfelu, żeby Marcus się z nim skontaktował. Sama w sumie nie wiedziała, czemu akurat pomyślała o niebieskim elfie,  ale może to właśnie on miałbyć tym, który jej pomoże, dlatego się spotkali? Dlatego, Bóg tak ją doświadczał? Wszak Bóg wie, co takiego robi, prawda?
Ksiądz zabrał Anette do środka, do swojej izdebki. Miał jakieś ubrania, więc ją przebrał i ułożył na łóżku, a jej ubrania wrzucił do pralki. Na widok śpiącej dziewczyny, serce mu się krajało, bo sam w sumie nie rozumiał decyzji Boga. Przeszukał jej rzeczy, a kiedy znalazł portfel, wyjął kartkę zapisanym numerem telefonu. Pod niego, wysłał ze swojego telefonu smsa, w którym przedstawił się, napisał krótko, że Anette jest w kościele świętego Patryka, na obrzeżach miasta, podał ulicę i prosił, by się pilnie zjawił, bo dziewczyna potrzebuje teraz kogoś blisko siebie, a skoro podała do niego numer, to on musi być kimś dla niej ważnym.
Nie pozostało Marcusowi nic innego, jak czekać na tego całego Kurta. Zatem zamknął drzwi od izdebki, zabrał ze sobą telefon i udał się na główny hol. Wyjął różaniec, ukląkł przed ołtarzem i zaczął się modlić o pomoc dla dziewczyny. Miał nadzieję, że jego prośby zostaną w jakikolwiek sposób wysłuchane.
Gear zaś stał na wydzielonym miejscu parkingowym. Nie odzywał się, bo wiedział, że w tej chwili jako sztuczny twór, nic nie jest w stanie zrobić. Jedyne co, to mógł trwać przy niej, wysłuchać jak tego potrzebowała. Mimo, że sam był tym kim był, liczył, że ten cały Kurt jej pomoże i miał dylemat, czy jeśli się pojawi, czy powinien się ujawniać czy nie. Jakby nie patrzeć, też miał zaprogramowane by jej pilnować, skoro stanowili zespół, taki na wieczność o ile któreś z nich pierwsze nie odejdzie. Póki co, Gear tylko, przez skaner wypatrywał tego, który miał się zjawić. Problem polegał tylko na tym, że nie wiedział o nim nic, poza imieniem i tym, że jest mutantem, który przypomina diabła tudzież, jak to mówiła Anette słodkiego, niebieskiego elfa z ogonem.


Ostatnio zmieniony przez Anette Maxwell dnia Pią Cze 09, 2017 11:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Pią Cze 09, 2017 10:14 pm

Gdy opuszczał teren Instytutu przeczytał kilka razy nazwę ulicy. Ciekawe w co się znowu ta Anette wpakowała? Niby miła i słodka a jednak niebezpieczna i pakująca się w kłopoty. Te dwie ostatnie cechy miał chyba każdy z pazurkami, prawda? Tylko, że jedni przyciągali kłopoty a inni ich szukali.
Przeniósł się na odległość jakiś dwustu metrów od kościoła. Nie chciał by ktoś go zauważył. Oczywiście miał ze sobą trzy przedmioty z którymi prawie się nie rozstawał. Był to holoprojektor który w tym momencie ukrywał jego prawdziwy wygląd oraz dwie, ukryte szable. Przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Choć miał szczerą nadzieje, że nie okażą się one potrzebne. Ale lepiej było je zabrać i przyjemnie się zaskoczyć...
Wciąż zastanawiał się nad tym, co dziewczyna robiła w kościele. Miała przecież swoje mieszkanie, w którym zresztą był już Kurt. Zostawił jej nawet mały prezent, ciekawe czy go zauważyła.
Może Anette została ranna podczas jednej ze swoich misji od tego gościa który przyleciał po nią helikopterem? Kurt natychmiast odgonił od siebie tą myśl.
Po drodze nie zauważył niczego podejrzanego więc wszedł do budynku i od razu wykonał znak krzyża. Później się rozejrzał szukając kapłana który wysłał wiadomość. Gdy go dostrzegł ruszył powoli w jego kierunku. Opuścił głowę i się z nim przywitał.
Sam kiedyś zamierzał wstąpić do zakonu ale wtedy nie miał holoprojektora. A demon w szatach zakonnych to nie najlepszy widok.
-Kuht Waghner... czy to pan wyshłał whiadomość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Pią Cze 09, 2017 11:41 pm

Gear czekał na parkingu. Z racji tego, że było ciemno, nikt tutaj o tej porze się nie kręcił to jego skaner od razu wyłapał czyjąś obecność. Nie był pewien z początku, kto to jest, ale uznał, że pewnie ten cały Kurt. I nie pomylił się. Holoprojektor nie uchronił elfa przed skanerem. Teraz Gear już rozumiał, czemu Anette uprzedziła go o wyglądzie nowego przyjaciela. Zatem, nie miał powodów do obaw, ale nadal był czujny.
Marcus właśnie skończył modlitwę, kiedy to Kurt zawitał do kościoła.
-Tak.-ksiądz ujął prawą dłoń chłopaka w swoje dłonie.-Wybacz, za kłopotanie cię w środku nocy, do tak odludnego miejsca jak to, ale skoro Anette powiedziała, żeby się z tobą skontaktować, zatem sam rozumiesz.-Marcus od razu przeszedł na ty do elfa.
Jak Kurt się przyjrzał to mógł dojrzeć na sutannie rozmówcy ślady krwi. Nie były one duże,ale jednak. Skąd się wzięły? A no stąd, że gdy Marcus przenosił Anettę ubrudził się. Tak przejął się dziewczyną, że zapomniał o sobie.
-Mam nadzieję, że tą wiadomością, nie zbudziliśmy cię.-Marcus był nieco zmieszany.
Coś jeszcze chciał powiedzieć, kiedy z jego izdebki dobiegł nieludzki wrzask.
-Anette!-bez namysłu zerwał się do biegu, w stronę pokoju.
Zareagował bardzo szybko i bez zawahania. Energicznie otworzył drzwi po czym podbiegł do łóżka.
Dziewczyna wiła się na łóżku, wyjąć i ujadając przy tym niczym zwierzę odczuwające straszliwy ból. Kurt na pewno się zdziwi, widząc, jak dziewczyna się zmieniła. Jej rysy twarzy wyostrzył się i wyglądał niczym bestia z najgorszego koszmaru. Ostre zęby jak u drapieżnika można było dostrzec bez najmniejszego problemu. Jej paznokcie zamieniły się w ostre pazury.
-Dzieciaku!-ksiądz podbiegł do łóżka.
Złapał dziewczynę pewnym oraz silnym ciosem. Wiedział w jaki sposób ją złapać, aby się nie uwolniła. W końcu, znał ją tyle lat, więc miał wprawę w tym, co robił. Przytulił ją mocno do siebie. Nie zwracał uwagi, że ta pazurami podrapała mu plecy, aż do krwi. Zaciskał zęby, ale nie miał zamiaru jej puścić. Zaczął nawet głaskać ją po głowie, jak przestraszone dziecko.
Dziewczyna dalej się wyrywała i zachowywała jak potwór. Kurt mógł teraz zobaczyć, dlaczego Anette uważała się za potwora. Naprawdę nim była.
Cały czas wydobywało się z jej gardła dziwne warczenie, które ucichło gdy poczuła znajomy zapach, poza tym, który bił od księdza. Nieznacznie się uspokoiła wąchając powietrze. Oparła brodę o ramię Marcusa, który dalej ją przytulał i nie miał zamiaru puścić.
-Co tam wyczułaś, dzieciaku?-głos księdza był bardzo czuły, zupełnie tak jakby mówił do małego dziecka.
Anette dalej wąchała powietrze, a kiedy otworzyła oczy dostrzegła Kurta. Ten zaś, mógł ujrzeć, że jej oczy stały się całkiem białe. Nie miała w ogóle źrenic ani tęczówek. To, co czego był świadkiem, było wynikiem tego, co zrobili jej ci z projektu Weapon X. Teraz wiedział, jak bardzo różniła się od Logana i że w żaden sposób nie była z nim spokrewniona. Nie licząc tego, że byli ofiarami tych samych ludzi, którzy zrobili im krzywdę.
-Pluszowy...elf...-Anette odparła lekko chropowatym głosem, gdyż od wycia nieco zdarła sobie głos.
Wyciągnęła rękę przed siebie. Nawet, jeśli Kurt nie poszedł za Marcusem, izdebka była tak usytuowana, że bez problemu mogła go dostrzec z daleka, a dokładniej okolice ołtarza i nieznaczną część kościółka.
Dziewczyna powoli wróciła do siebie. Ostre ryzy powoli znikały, pazury zamieniły się w paznokcie, a oczy odzyskały swój blask. Jednak było w nich pełno bólu, smutku, żalu oraz złości.
-Dzieciaku, już wszystko w porządku. Jesteś w bezpiecznym miejscu.-Marucs docisnął dziewczynę tak, jakby nie miał nigdy puszczać.-To było tylko wspomnienie, które nie wróci. To tylko wspomnienie.-oparł policzek o jej czubek głowy.
Trwali tak chwilę, póki dziewczyna sama się nie odsunęła od Marcusa. Wyglądała teraz jak przestraszone i zagubione dziecko.
-Zrobię wam herbaty, a tobie coś jeszcze do jedzenia.-ksiądz wstał, p oczym pogłaskał dziewczynę po głowie.-I się przebrać, bo troszkę nabroiłaś..-pokazał na swoją poszarpaną sutannę.
-Czy wszystko z tobą w porządku?-Gear słyszał wrzaski, więc od razu musiał się upewnić, czy nic złego się nie dzieje.
-Tak, Gear. To tylko...wspomnienie.-mruknęła do zegarka.
Zakryła dłoniami twarz. Trwała tak chwilę, a Marcus udał się zrobić coś ciepłego do jedzenia.
-Widzisz Kurt, czym jestem?-spojrzała przez palce na elfa.
Jej spojrzenie było dzikie, niczym wygłodniałego zwierzęcia.
-Jestem potworem, który w każdej chwili może zabić każdego, każdego rozumiesz?-dziewczyna złączyła palce.
Tkwiła tak nieruchomo, po czym wstała. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Podeszła do elfa. Popatrzyła na niego lekko z góry, po czym złapała dość mocno za nadgarstek ręki, na której miał holoprojektor i włączyła tą całą zabawkę Kurta. Drugą ręką złapała go za podbródek. Wpatrywała się w jego oczy cały czas. Nie wyglądała teraz jak ta Anette, którą wcześniej Kurt poznał, była w sumie inna, taka poważna, aż za bardzo. Co w ogóle do niej nie pasowało.
Anette podniosła głowę Kurta, a następnie zachłannie wpiła w jego wargi swoje. Spijała przez chwilę ciepło bijące z jego ust. Wsadziła mu przy tym język do buzi. To był nawet, długi pocałunek. Dziewczyna odsunęła się od elfa, a ślina ciągnęła się delikatnie z jej języka i ust Kurta.
Puściła elfa, nie patrząc, jaka jest jego reakcja na  to, co przed chwilą zrobiła. Minęła go, aby zgarnąć swój różaniec, który leżał na portfelu na pobliskiej szafce. Jak to zrobiła, jakby nic się nie stało poszła przed ołtarz. Uklękła, wykonała znak krzyża, po czym złączyła dłonie tak, aby częściowo różaniec zwisał jej z dłoni. Zamknęła oczy, a następnie zaczęła się modlić.
-Cóż...możesz to uznać za podziękowanie w jej stylu.-Marcus przyniósł herbatę oraz odgrzane resztki bigosu, którą podzielił na dwie miski-Kurt, częstuj się, ja muszę się poprawić.-odstawił jedzenie oraz picie na szafce, a sam zabrał się za zrobienie porządku ze zniszczoną sutanną oraz zadrapanymi plecami.
Zatem zostawił Kurta i Anette, przynajmniej na razie samych.
Na dworze nieco się uspokoiło. Wprawdzie ciemne chmury nadal przysłaniały niebo, ale przynajmniej przestało padać. Nawet Gear poczuł ulgę, kiedy krople deszczu w końcu dały sobie spokój, bo on miał na dość mycia jak na dzień dzisiejszy.
Powrót do góry Go down
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Wto Cze 13, 2017 10:17 pm

Kiwnął głową na znak zrozumienia, nie był zły za to nagłe wezwanie. W końcu dla przyjaciół mógł zrobi wszystko. Za to lekko go zdziwiło gdy kapłan przeszedł od razu na "ty". No cóż, ludzie są różni prawda? Może to przez to, że zna Anette?
Zastanawiał się przez chwilę skąd ślady krwi na jego sutannie. Jednak było jej zbyt mało by móc go o cokolwiek posądzać, może ubrudził się podczas udzielania pomocy dziewczynie? Albo po prostu się skaleczył?
-Nic się nie sthało... i tak nie moghłem ushnąć....
Uśmiechnął się ale zaraz przestał gdy usłyszał wrzask. Nigdy czegoś tak strasznego nie słyszał. A widział wiele...
Mimo tego strach nie odebrał mu możliwości poruszania, ruszył za księdzem. Czy kierowała nim ciekawość? A może bał się o los zakonnika oraz jego podopiecznej? Ważne, że pobiegł za panem w sukie... w sutannie.
Z ogromnym zdziwieniem stwierdził, że to źródłem dźwięku była Anette. Dziewczyna okropnie się zmieniła, pewnie nie po raz pierwszy. Kurt mimo wszystko się... uspokoił? Przynajmniej na chwilę bo kobieta poraniła swojego gospodarza i opiekuna. Mimo tego Kurt nie zamierzał uciekać, nawet się uśmiechnął gdy Anette go poznała. Pewnie podszedłby i ją przytulił ale aktualnie ktoś inny trzymał ją w swoich objęciach.
Nightcrawler mimo całej sytuacji nie uważał jej za potwora. Wielu mutantów miało duże problemy ze swoimi mocami, wielu z nich mogło nigdy nie nauczyć się nad nimi panować. Poza tym Kurt miał styczność z nie jednym "potworem".... Anette przynajmniej nie próbowała go zabić.
Odetchnął gdy dziewczyna się uspokoiła i wróciła do mniej zabójczej postaci. Spojrzał na nią uważnie gdy zadała pytanie.
-Nie jehsteś
Odpowiedział krótko. Pewnie spróbowałby czegoś dłuższego ale Anette postanowiła mu zrobić niespodziankę i zafundowała mu długi pocałunek. Nie uciekał, bo zwyczajnie nie mógł się poruszyć. Pocałunek był przyjemny ale Kurt nie należał do osób śmiałych, wręcz przeciwnie - był bardzo nieśmiały jeśli chodziło o takie sprawy. Pewnie dlatego nie mógł się poruszyć oraz się odezwać gdy Anette od niego odeszła i poszła po różaniec. Patrzył tylko raz na nią a raz na zakonnika. Po chwili dotarło do niego, że jego kamuflaż prysł. Szeroko otworzył oczy i znów spojrzał na księdza. O dziwo ten nie uciekał gdy poznał prawdziwy wygląd Kurta. Przed zakonnikiem stał najprawdziwszy demon a ten nic.... żadnej modlitwy, grożenia krucyfiksem czy polewania wodą święconą.
Mimo wszystko znów skorzystał z holoprojektora by wrócić do swojego bardziej ludzkiego wyglądu po czym uklęknął obok Anette by się z nią pomodlić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Wto Cze 13, 2017 11:26 pm

Ksiądz przeszedł na "ty", do Kurta, bo znał Anette, dlatego. Poza tym, doszedł do wniosku, że Kurt nie będzie miał mu za złe, że od razu tak postąpił.
Szybko się dowiedział, skąd mogły być ślady krwi, skoro widział co Anette potrafiła zrobić. Niestety ryk An, kiedy mutacja zaczynała o sobie dawać znać, nie jednego potrafił wproawdzić w zdziwienie czy przerażenie. To było wycie bestii, która błaga o pomoc, ale zarazem jest pełna nienawiści. Nawet na jej twarzy, Kurt mógł dostrzec smutek zmieszany z bólem. Chłopak jedyne mógł sobie tylko wyobrazić, co musiała przejść, kiedy była w instytucie projektu Weapon X Messiah. Chociaż nigdy nie będzie odczuwać tego,co ona tam przeżyła.
Przynajmniej dzisiaj nie próbowała go zabić. Jakby były inne okoliczności, to prawdopodobnie uciekałby przed nią lub leżał rozerwany na kawałki w swojej własnej krwi.
Owszem, wielu nie potrafiło, ale nie wszyscy mieli swoje mutacje otrzymane, a raczej wszczepione siłą i zmuszone do życia z tym.
Dobrze, że Kurt nie trzymał Anette. Nie miał w tym wprawy, nie wiedziałby, jakby sobie z nią poradzić. Marcus miał już wprawę, ale nie znaczy to, że kiedyś miał lekko. Mało kilka razy nie został rozszarpany, ale jak widać Bóg nie pozwolił go skrzywdzić. Zapewne dlatego, by An nie została z tym wszystkim sama i miała kogoś, poza Chefe, komu mogła bezgranicznie zaufać.
Jej to nie przeszkadzało, że Kurt nie odpowiedział, na skradziony pocałunek. Liczyła się z tym, że elf nie zareaguje jakoś specjalnie. Ot, taki miała kaprys, by mu w taki sposób podziękować.
Marcus nie zdziwił się, że Kurt jest inny. Miał styczność z An tyle czasu, więc widok Kurta go nie przeraził. Jedyne co, to posłał chłopakowi serdeczny uśmiech. Marcus musiał przemyć podrapane plecy, dlatego udał się do łazienki, zabierając ze sobą małą apteczkę.
Anette tkwiła jeszcze jakiś czas w modlitwie, a kiedy ją zakończyła spojrzała z uwagą na rzeźbę Jezusa Chrystusa na krzyżu. Przyglądała mu się bardzo uważnie.
-Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Panie Jezu. Nie ważne, jaką drogę dla mnie wybierzesz, pójdę nią, nie ważne co mi stanie na drodze.-uśmiechnęła się szczerze do wizerunku Jezusa.
Dopier, kiedy skończyła rozmowę z Najwyższym, zorientowała się, kto obok niej stoi. Poczekała, aż elf skończy, po czym popukała go w klatkę piersiową.
-Tylko sobie nie wyobrażaj za dużo.-minęła Kurta, aby udać się do izdebki.-Ach, jeszcze jedno...-odwróciła się do elfa-Dzięki za wino, ale nie musiałeś.-posłała Kurtowi łobuzerki uśmiech, po czym poszła do izdebki.
Dorwała się do ciepłego żarcia. Usiadła po turecku na łóżku i zaczęła jeść.
-Marcus, mocno urządziłam?-podmuchała jedzenie.
-W sumie, to tak jak zwykle.-ksiądz odezwał się z łazienki-A teraz wybacz, muszę się umyć i zmyć tą krew.-dało się słyszeć odkręcanie wody pod prysznicem.
-Niech to szlag.-dziewczyna warczała pod nosem.
Zerknęła na Kurta.
-Jedź, bo wystygnie.-skinęła głową w stronę drugiej miski-Teraz rozumiesz, Kurt czemu szukam Logana? Może on mi będzie mógł pomóc. Może zna kogoś, kto by mi pomógł.-dziewczyna trzymała kurczowo naczynie-Ja już tak nie mogę, nie mam siły!-Anette pokręciła głową.-Nie daję już sobie rady z tym wszystkim!- opuściła głowę.
Czuła, jak łzy napływają jej do oczu, a sama zaczyna drżeć. Odstawiła miskę z jedzeniem na bok, jak najdalej, żeby jej nie uszkodzić i nie wyrzucić jej zawartości na podłogę.
Spojrzała na swoje drżące dłonie, na których przez chwilę, przez wspomnienia widziała krew, dużo krwi.
-Kurt, ja jestem potworem...to przez nich...to przez nich się to stało przez nich wymordowałam całą wioskę...mam krew na rękach...krew niewinnych...za to, nie idzie się do Raju Kurt. To najgorszy grzech według Boskiego Prawa...nie zabijaj...nie zabijaj, to nie zabijaj. -An nie mogła powstrzymać się od płaczu.-Kurt jestem mordercą rozumiesz? Mordercą! -wstała z łóżka-To przez tych s***nów jestem tym...tym czymś! -połozyła dłoń na klatce piersiowej-Dlaczego Bóg pozwala żyć komuś takiemu jak ja? Nie rozumiem go. Przecież ja mogę znowu zrobić komyś krzywdę. Dlaczego on na to pozwala? Czemu Bóg tak balansuje z moją osobą? Nie prościej mu by było, sprawić, żebym po prostu umarła? Pozwolił mi przeżyć, ale po co? W jakim celu? Kocham życie, kocham to co mam, ale dla mnie ważniejsze są ci wszyscy ludzie, Kurt. Jak ty, Marcus, Tobias, Chef...ja nie chcę już być...ja nie chcę już zabijać...za bardzo kocham ludzi, przyrodę, to co wszystko jest dookoła, by pozwolić, żeby znowu to wszystko przeze mnie cierpiało. Prędzej sobie zrobię krzywdę, odbiorę sobie życie, niż pozwolę znowu komukolwiek przeze mnie cierpieć.-An stała tak, cały czas płakała i drżała.
-Nie pojmuję obecności Boga, tego kogo nazywacie Bogiem, jestem kim jestem, ale wiem, że dlatego jeszcze żyjesz, bo jesteś dobrą osobą i jestem przekonany, że wszystko co robisz dobrego, by pokazać, że nie jesteś tym, za kogo cię mają inni, że wróci do ciebie.-Gear pozwolił sobie wtrącić się w rozmowę.-Pamiętaj, nie jesteś sama. Masz mnie, Chefa, Tobiasa, Marcusa i jestem pewien, że teraz Kurta. Tylko musisz uważać, żeby się nie zgubić po drodze, więc stawiaj małe kroki, a nie wielkie i się nigdy nie spiesz, bo czas to pojęcie względne.
-Gear...-dziewczyna spojrzała na zegarek, a potem na stojący samochód, tuż na przeciwko okna izdebki, w którym się znajdowali.
Nic już więcej nie powiedziała. Otarła łzy rękawem, po czym usiadła na łóżku i wróciła do jedzenia. Wprawdzie, to już nieznacznie ostygło, ale jej to nie przeszkadzało. Skupiła się, póki co całkiem na jedzeniu. Mimo wszystko, zerkała co jakiś czas na Kurta. Zastanawiała się, czy nie zapoznać go z jej partnerem i przyjacielem. Chociaż, czyżby przy tym nie uchyliła rąbka tajemnicy? W sumie, Kurt ujawnił jej swój sekret, więc czemu ona nie miałaby tego zrobić? Poza tym, czuła, że Kurt dochowa tajemnicy. Widziała w jego oczach, że to ktoś o dobrym sercu. Ba, jakby nie patrzeć oczy są zwierciadłem duszy, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Pią Cze 16, 2017 10:02 pm

Uśmiechnął się do niej gdy tylko skończył się modlić. Spojrzał jej w oczy i udał bardzo zawiedzionego gdy powiedziała żeby sobie za dużo nie wyobrażał.  Poszedł za nią do izby i znów się uśmiechnął gdy tylko usłyszał słowo "dziękuję"
-Dohstała wino ohaz kwiathy i narzeka...
Pokręcił głową i westchnął po czym spojrzał na Marcusa. Faktycznie mocno oberwał, Wagner opuścił głowę. Wciąż myślami wracał do poprzedniej formy kobiety. Może nie przypominała tak bardzo Logana ale z pewnością miała więcej wspólnego z Laurą.
Gdy Anette zwróciła uwagę na jedzenie, Nigchtcrawler pokręcił przecząco głową.
-Już jahdłem.
Westchnął gdy zaczęła znów mówić o Loganie, chyba nie rozumiała jednej podstawowej rzeczy.
-Loghan może dać ci kihlka had ale nie ophanuje za ciebie mhocy. Tyhko ty mohżesz to zhobić. To od ciebie zahleży czy będziesz potwohem czy nie, inni moghą cię tylko wehsprzeć.
Logan sam musiał opanować swoje moce i pomógł w podobnym zadaniu Laurze. Gdyby nie silna wola i wiara we własne możliwości pewnie by się im nie udało.
Później Anette rozpoczęła wykład o tym jakim to ona jest potworem. Opowiedziała o swoich troskach i zadała masę pytań na które Kurt nie mógł odpowiedzieć. Chciał jej przerwać więc szybko do niej podszedł i ją pocałował. Nie był to tak długi pocałunek jak poprzedni ale powinien wystarczyć by ją uciszyć. Gdy wreszcie ich usta się od siebie oddaliły, elf ją przytulił.
-Jehszcze raz zahczniesz tak gadhać a usta zahmknę ci tahśmą...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Sob Cze 17, 2017 1:51 pm

Wysłuchała Kurta, tego co ma do powiedzenia, tak jak on wysłuchał jej. Bardzo się jednak zdziwiła, kiedy chłopak postanowił ją pocałować. Wprawdzie była nieco spokojniejsza, ale gdyby Kurt An znał, wiedziałby, że tak się nie robi. Dziewczyna warknęła pod nosem.   Złapała elfa za szyję i podniosła nad podłogą te kilka centymetrów.
-Zrób tak jeszcze raz...-zacisnęła uścisk na jego szyi-...a nie ręczę za siebie.-puściła Kurta.
Spojrzała na niego takim wzrokiem, jakby zaraz miała go zabić, tu i teraz.
-Grrrr.-An przeczesała włosy-I nie narzekam na prezent od ciebie.-patrzyła z uwagą na Kurta, któremu zostawiła brzydki ślad na szyi.
-Percy na linii.-Gear odezwał się, w dość ciekawym momencie.
-Czego chce?-An przystawiła rękę z zegarkiem w taki sposób, aby do niego mówić.
-Chce się spotkać, ma podobno jakieś zadanie dla ciebie.-Gear odpowiedział na zadane pytanie.
-Idę już do ciebie, poczekaj.-An opuściła rękę, po czym spojrzała na Kurta-Czekasz tu i nigdzie się nie ruszasz.-pokazała na elfa palcem, a jej głos jasno mówił, że nie ma ochoty słyszeć sprzeciwu.
Przeczesała włosy, po czym założyła na nos okulary. Wyszła na zewnątrz. Kurt mógł ją obserwować, jak wchodzi do auta i odbiera telefon.

18+
Spoiler:
 

Jeśli Kurt obserwował Anettę, to w pewnym momencie mógł dostrzec jak cały czas rozmawia z kimś, mimo, że w środku nikogo nie było. Sięgnęła też po coś do schowka, a potem majstrowała przy swojej szyi. Z kolei, gdy skończyła tą czynność zaczęła rozmawiać przez telefon i z początku zdawać by się mogło, że to raczej luźna rozmowa. Jednak do momentu, kiedy to wyraz twarzy ozdobił grymas niezadowolenia. Później spojrzała na chwilę na Kurta, jakby waśnie o nim mówiła.
Jak skończyła rozmowę, to kilka chwil potem szyby w aucie przyciemniły się na zupełnie czarny kolor i nic nie było widać.
Dziewczyna siedziała prawie czterdzieści minut w samochodzie, a może nawet i więcej. Wyczekała, keidy Kurt nie patrzył, po czym wysiadła z auta. Udała się do kościoła.
Odgłos obcasów rozszedł się po małym kościółku. Black wyjęła gumę do żucia, którą miała w kieszeni kurtki. Zaczęła ją rzuć. Wsadziła ręce do kieszeni.
-Ojczulku, zawijam dupsko. Robota czeka.-Black weszła do izdebki, w tym samym momencie, kiedy Marcus wyszedł z łazienki.
Ksiądz wycierał włosy ręcznikiem, a na sobie miał podkoszulek oraz dresowe spodnie.
-Skoro musisz,Black.-ksiądz w ogóle nie był zdziwiony, że teraz  zamiast kobiety, w pomieszczeniu stał facet.-Tylko wiesz, nie ładuj się znowu w jakieś kłopoty.-Marcus przewisił ręcznik przez szyje-Ja wiem, że lubisz pomagać, ale pamiętaj igrasz na granicy prawa.
-Dobra, skończ te umoralniające gadki.-Black wyciągnęła z kurtki przeciwsłoneczne okulary i założyła na głowę-Grzeczny elficzek.-utworzyła balon z gumy, którą żuła-Jedziesz ze mną.-bez ceregieli złapała Kurta za fraki i pociągnęła za sobą.-Pomożesz mi troszkę.-wychodząc, uniosła lewą dłoń ku górze, na znak pożegnania z księdzem.
Ciągnęła Kurta, aż do auta, a potem wsadziła, a raczej wepchała go na siedzisk opasażera, a sama usiadła za kierownicą.
-Co się k***a tak przyglądasz?-dalej żuła gumę-Kilka zasad, zanim pojedziemy. Raz, nie odzywasz się nie proszony, dwa jeśli już pozwolę ci na to zwracasz się do mnie Black Rider, Black albo Rider, trzy...-ujęła podbródek elfa, po czym spojrzała mu w oczy-...poznalismy się w klubie Gentlemans's Club, jesteś moim...można to nazwać...partnerem...jesteśmy ze sobą jakieś dwa miesiące...-pochyliła się tak, aby Kurtowi szepnąc na ucho...osoba, do której jedziemy jest gejem. Lubi takich chłopców jak ty, jak mu powiem, że jesteśmy razem, to będzie trzymał łapy z daleka od ciebie. Tobias nie posłuchał i nie mógł przez kilka tygodni odpędzić się od swojego hehehe...wielbiciela, tobie tego nie zrobię,  jesteś za symaptyczny i niewinny.-wyprostowała się....cztery potrzebuję twoich zdolności. Znaczy, na pewno będę ich potrzebować. Chodzi o uwolnienie dziecka z rąk porywaczy. Znam osobę, której dzieciaka prowali. Niejako z mojej winy dzieciak został porwany, więc czuję się w obowiązku coś z tym zrobić. Dzięki twoim zdolnościom teleportacyjnym moglibyśmy ich zaskoczyć, aczkolwiek, nie wiem do końca jak działają twoje moce.-Black spojrzała na Kurta glamiąc gumę-Policja, jak wiesz znowu trzyma się tych swoich procedur. Czekają na odzew ze strony porywaczy, licząc, że ci się odezwą. Ja znam tych ludzi, bo poprowadziłam jakiś czas temu zlecenie dla jednego z nich. Właśnie się dowiedziałam, że informacje, które im przekazałam, z pozoru niepozorne, posłużyły im do porawania. Mam nauczkę, żeby lepiej sprawdzać klientów.-Rider rozsiadła się wygodnie w fotelu-Oczywiście, nie zmuszam cię, żebyś szedł. Nie mogę tego zrobić. Tym bardziej, że to nie twoja piaskownica i nie twoje zabawki. Jednak, jak byłbyś nieodzowną pomocą w tej sprawie.-Rider zapięła pasy-Swoją drogą, Gear to jest ten Kurt, wiesz, ten od wina i kwiatów.
-Domyśliłem się.-Gear odezwał się ujawniając niejako swoja obecność-Powinienem ci podziękować za opiekę nad Black, wtedy kiedy spotkaliście się w tak niefortunnej sytuacji w porcie, jeśli dobrze pamiętam.-Gear chciał w ten sposób pokazać elfowi, że jest wdzięczny za pomoc-Black bywa często uparta, jeśli chodzi o pewne kwestie.
-Gear, wiesz co, zdaje mi się, że ostatnio nie robiłam ci przeglądu.-Rider dalej żuła gumę, a przy tym uniosła jedną brew ku górze.
-O ile mi wiadomo mój stan techniczny jest w należytym porządku. -Gear zaczął zmieniać muzykę lecącą w odtwarzaczu-Cóż sobie życzycie do posłuchania? Ja proponuję jakąś ciężą nutę, skoro szykuje się nam dość długa wycieczka.
-No widzisz, Gear, teraz gadasz od rzeczy.-Black oparła prawe ramię o oparcie fotela-To jak, pomożesz mi czy odwieźć cię do domu?-spojrzała elfowi w oczy.
Nie będzie go do niczego zmuszać. Jeśli Kurt odmówi, nie będzie mu miała tego za złe. Jakby nie patrzeć, chciała go wciągnąć w coś, co nie było jego światem. Jednak, dziewczyna, z jakiegoś powodu chciała mu ten świat pokazać. W końcu elf się upierał przy swoim, że nie An nie jest potworem, w sumie poza Chiefem i jego rodziną, był pierwszą osobą, która się tak uparła. To, na swój sposób, ta upartość Kurta spodobała się Anettcie. Chociaż uważała, że Kurt i tak na swój sposób jest uroczy.
Znowu pochyliła się ku niemu. Ich czoła prawie się stykały. Patrzyła mu prosto w oczy.
-Nie wiem czemu, ale zdecydowanie wolę...-ujęła jego rękę, na której miał holoprojektor i wyłączyła go...prawdziwego ciebie, wiesz?-przysunęła twarz jeszcze bliżej-...-nic nie powiedziała, tylko opuszkami palców dotknęła szyi Kurta-Przepraszam za to. Jestem wyczulona na takie zagrywki. Nie chciałam cię wystraszyć, ani zrobić ci krzywdy.-przesunęła opuszki palców na policzek Kurta.
Cały czas patrzyła mu w oczy.
-Czy ty rzuciłeś na mnie jakiś urok? Przyznaj się, łobuzie.-przesunęła dłoń tak, żeby kciukiem przejechać po dolnej wardze chłopaka-...Kurt...-szepnęła jego imię.
Zamknęła powieki. Musnęła delikatnie wargi elfa, raz drugi raz. Spijała to ciepło jakie od nich biło. Dopiero za którymś razem pocałowała go. Długo, namiętnie, ale też z pewną dozą zachłanności.
Prawą dłonią uchwyciła podbródek Kurta, aby lekko unieść jego głowę ku górzy. Trzymała go pewnie, ale nie mocno. Lewą dłonią odnalazła jego ogon, którego końcówkę zaczęła masować kciukiem.
Uchyliła na chwilę powieki i oderwała się, na złapanie oddechu od Kurta. Spojrzała spod przymkniętych powiek na siedzącego obok niebieskiego elfa. Trwała tak chwilę, po czym znowu go pocałowała, tak jak wcześniej.
Jak ponownie oderwała wargi od jego, ucałowała go najpierw w końcówkę ogona, a potem w czoło, uprzednio odgarniając kosmyki włosów.
-Masz moje słowo, że jeśli ktoś cię skrzywdzi, w jakikolwiek sposób...-ujęła dłonie Kurta, złączyła ze sobą i objęła swoimi-To go zabiję i nic  mnie przed tym nie powstrzyma. Nawet twoje prośby, aby nie było żadnego zabijania.-spojrzała na dłonie Kurta, a potem znowu w jego oczy-Zaimponowałeś mi tym, że przede mną nie uciekłeś, że mi pomogłeś i zostałeś ze mną. Pomogłeś obcej osobie, która mogłaby cię w każdej chwili zabić. Mimo, że byłeś sam, odważyłeś się ze mną zostać. Nie licząc Chiefa, jesteś pierwszą, obcą osobą, która widząc mnie w takim stanie, nie uciekła, tylko postanowiła mi pomóc. Dziękuję ci za to, elfie.-puściła jego dłonie, a potem pacnęła w nos palcem.-Szkoda, że nie poznałam cię wcześniej, ale może dzięki temu bardziej doceniam to, że jesteś.-posłała mu szczery uśmiech.
Rozsiadła sie w fotelu. Wzięła telefon, w której miała nawigację i zaczęła ustawiać punkt docelowy spotkania. Z racji tego, że dawno tam nie była, to musiała sobie przypomnieć, a jak coś, wgra ją Gearowi, a to zajmie jej niecałą chwilę.
Powrót do góry Go down
Nightcrawler

avatar

Liczba postów : 105
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   Nie Cze 18, 2017 7:42 pm

Takiej reakcji się nie spodziewał. Gdy został uniesiony do góry jego ręka odruchowo powędrowała na rękojeść szabli. Gdy wreszcie opadł na ziemię i dostrzegł to jej spojrzenie, jego dłoń mocniej zacisnęła się na rękojeści. Na szczęście kobieta ograniczyła się tylko do groźby. Machnął tylko ręką
Walczyłem z silniejszymi i żyję...
Gdy Anette wyszła wodził za nią przez jakiś czas wzrokiem po czym przyczepił się do ściany i czekał. Nie wiedział czego dotyczyła rozmowa Anette choć miał przeczucie, że coś o nim mówiła. Nie mieszał się w jej sprawy skoro tego nie chciała.
Czterdzieści minut poświęcił na pewną rozgrzewkę, jeśli tak można nazwać wykonywanie cyrkowych akrobacji w kościele, pomagając sobie teleportacją i skakaniem ze ściany na ścianę. Gdyby ksiądz wszedł wtedy do pomieszczenie pewnie mocno by się zdziwił, nie tylko akrobacjami w powietrzu ale także zapachem siarki. Ciekawe skąd ona się mogła tutaj wziąć...
Gdy usłyszał rozmowę a raczej krótką wymianę słów po czym do pomieszczenia weszła kompletnie nowa osoba. Gdyby nie tytuł jaki użyła, Kurt nie rozpoznałby Anette. Nie pokazał jednak po sobie zdziwienia, jego matka mogła się zamienić w prezydenta i wydać rozkaz zbombardowania Rosji bombami atomowymi. Więc fanka cosplay'u nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia.
Dał się zaciągnąć do samochodu i nie zadawał pytań. Słuchał tych jej zasad i notował je sobie w pamięci. Gdy wspomniała o geju miał ochotę jej rąbnąć rękojeścią ale się powstrzymał.
-Dhobnostka Gear... i thudno się nie zghodzić
Odpowiedział gdy usłyszał podziękowanie Geara. Pewnie zastanawiałby się nad tym skąd Anette wzięła taki sprzęt ale widział jej mieszkanie. Pozostawała tylko kwestia skąd ona wzięła taką sumę pieniędzy.
-Zauwhażyłem, że jest upahta.
Przesunął dłonią po siniaku na swojej szyi i spojrzał na Anette z wyrzutem. A może raczej na Black Ridera? Przez dłuższy czas nie odpowiedział na pytanie zadane przez Black. Zastanawiał się nad tym czy powinien dalej iść tą drogą czy się wycofać. Wreszcie podjął decyzję, w końcu obiecał, że jej pomoże. Opuszczenie jej teraz przyniosłoby odwrotny efekt.
-Ktoś odpowhiedzialny musi cię pihnować. Jadę z thobą.
Uśmiechnął się gdy wspomniała o uroku. Ale szybko ten uśmiech zniknął gdy przypomniał sobie o wyłączeniu holoprojektora. Chyba będzie musiał jej tego zabronić. Nie zwracając uwagi na sprzeciwy włączył go z powrotem. On przynajmniej nie udawał osoby płci przeciwnej.
-Uhok? Lephsze to niż phóba uduhszenia.
Na kilka minut znieruchomiał za sprawą kolejnych pocałunków. Później jednak przeteleportował się kawałek dalej. Czy była to nieśmiałość wywołana nagłymi pocałunkami? A może po prostu uciekł dlatego, że całowała go kobieta przebrana za faceta.
-Wybacz
Opuścił głowę lekko zażenowany. Gdy wspomniała o tym, że zabije każdego kto spróbuje skrzywdzić Kurta spojrzał na Black. Ktoś inny może poczułby ulgę albo nawet ucieszył się z tego ale nie Wagner.
-A Szóhste przykhazanie Dekhalogu?
Mimo wszystko nawet się zarumienił gdy usłyszał o tym, że jej zaimponował. Gdy Rider wreszcie rozsiadła się w fotelu Kurt zrobił podobnie. Przy okazji wyciągnął swoje dwie szable i przez dłuższą chwilę się w nie wpatrywał.

// zt dla Kurta i Anette
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta   

Powrót do góry Go down
 
Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Kościół św. Patryka na przedmieściach miasta
» Przedmieścia
» Nowobogackie przedmieścia
» Ruiny miasta Ilion
» Rada miasta - Członkowie i ich zadania

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: