Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ziemia

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ziemia   Sob Wrz 29, 2012 6:48 am



Jedyna planeta w układzie słonecznym, na której powstało życie... Według ziemian - ludzi zamieszkujących tą planetę. Trzecia planeta od słońca, piąta względem wielkości, a pierwsza jako skalista planeta układu słonecznego.
Obwód orbity planety wynosi 924 375 700 km. Planeta posiada jednego satelitę któremu nadano nazwę "Księżyc"

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pon Lis 09, 2015 4:35 pm

Do Ziemi zbliżało się coś wielkiego. Co gorsze, to coś nadciągało w zaskakująco szybkim tempie, przynajmniej w stosunku do przebywanej odległości, z każdą chwilą stwarzając potencjalnie coraz poważniejsze zagrożenie... Aż w końcu w pewnym momencie część mieszkańców planety - szczególnie przebywająca na terenie Stanów Zjednoczonych - mogła dojrzeć ów obiekt na niebie... Tak, nawet gołym okiem, praktycznie niczym drugie słońce - gorące i ogniste.
Jaśniejący kształt szczęśliwie jednak malał; choć znajdował się coraz bliżej Ziemi, w odczuciu jej ludności zachowywał mniej więcej takie same rozmiary, a przecież wraz ze spadkiem odległości powinien wyglądać na coraz większy. Jego przelot zakończył się gdzieś w Ameryce Północnej; tam właśnie energia zgasła - jak najprawdziwsza spadająca gwiazda.
Całość nie pozostała jednak bez wpływu na planetę. Temperatura "oświetlanej" do tej pory przez to zjawisko części Ziemi wzrosła przynajmniej o ładnych parę stopni, nie wspominając już o tym, że na dobre pół godziny - albo i trochę dłużej - zaburzona została pora doby. Pojawienie się świetlistego kształtu wywołało rzecz jasna falę paniki...

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 568
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sob Sty 02, 2016 6:22 pm

Sądząc po tym co Jielarth mówił to większość religii ziemskich mogłaby pójść się rąbać. 80% zakładało, że dusza jest w jakiś sposób nieśmiertelna i żyje potem w zaświatach. Można to określić tylko jednym sformułowaniem „szach mat wierzący, a zwłaszcza chrześcijanie”. Jednak skoro dusza była jestestwem, to pewnie nawet maszyna może takową posiadać. Może kiedy Dur-Shurrikun zostanie zniszczony, to wtedy jego „dusza” przeniesie się do zaświatów? To była bardzo ciekawa kwestia, zwłaszcza rozmyślanie jakie warunku są potrzebne by takową otrzymać. On niestety nie był filozofem, był wojownikiem a raczej za takiego się uważał, a co za tym idzie wierzył w jedną rzecz – lepiej nie sprawdzać na własnej skórze co się dzieje z duszą. Zwłaszcza, że już tego doświadczył i nie było to miłe przebywać w ciele człowieka przez bardzo długi czas.
Lisek jednak nie był zadowolony z jednej rzeczy. Jego puszysty ogon został właśnie ściśnięty niczym ścierka upychana do tuby, jednak… chyba lepiej by był zabezpieczony niż musiał ten ogon stracić prawda? Chociaż trochę dziwnie się nim merdało w tej sposób. Z drugiej strony miało to też swoiste plusy. W razie czego cios czymś takim będzie mocniejszy niż normalnie, chociaż nadal nie byłoby to skuteczne w walce. Teraz jednak uwagę przykuł do tego jaki stosunek mają owe maszyny do nich. Nie byli partnerami w walce na śmierć i życie, tylko kimś w rodzaju sług. Nie to, że Rhoshan nie lubił jak ktoś spełniał jego zachcianki albo że traktował go jak pana, jednak jeśli to istota rozumna to co za problem, by taki myśliwiec traktować jako po prostu towarzysza broni? Może znajdzie się jeden taki, którego lis polubi i po prostu będą jak przyjaciele. Dziwnie to brzmi, bo to tak jakby ktoś okazywał pozytywne emocje karabinowi ale są przecież sentymenty do sprzętu. Prawda?
Czyli dają im stary sprzęt, by w razie zniszczeń nie byli stratni? Brzmi sensownie, bo po co dawać nowy ekwipunek który mogą przypadkowo uszkodzić, a zawiera to co stary plus jakieś dodatki? W każdym razie lisek teraz wiedział, że w razie czego na polu walki może się coś takiego zdarzyć. Z nieba nagle spadnie mu pancerz lub uzbrojenie i nie będzie już co się dziwić ani zastanawiać się czy to ślepy traf czy może ktoś mu pomaga. Oczywiście, że wtedy ktoś mu pomoże.
Przenoszenie do środka było też bardzo komfortowe z racji tego, że zanim skrzydlate stworzenie usadowiłoby się wewnątrz to minęłoby sporo czasu, a że jeszcze dodatkowo kombinezon łączył się z maszyną to eliminowany był jeszcze problem dopasowania siedzenia do pilota. Cholera, teraz tym bardziej dostrzegał, że ziemska technologia jest jeszcze bardziej prymitywna. To tak jak starcie drewnianego łuku z karabinem laserowym. Chociaż opcja katapultowania się była identyczna pewnie jak w ziemskich maszynach. Tylko na pewno z jakimś dodatkiem w postaci pola ochronnego czy czegoś innego co ma chronić pilota.
Cóż pozostało zrobić? Rhoshan podszedł do jednej z małych maszyn i dał się wciągnąć w temat, znaczy maszynę. Rozejrzał się po kokpicie. Gdzieś musiał być haczyk, bo to nie może być aż tak proste. Tu był tylko jeden panel dotykowy i siedzenie. Położył na nim łapę, by sprawdzić co się stanie. Rozświetliło się to bardziej i wskoczył cały zasób danych. Celowniki i ogólny stan. Coś co ziemscy piloci pewnie sprawdzali dłużej przed startem, a tutaj wystarczyło tylko przejechać wzrokiem i już miało się wszystkie dane. Bez zbędnych kontrolek.
Na wideorozmowie pojawił się ich instruktor, który zaczął objaśniać co i jak. Maszyny były podpięte pod myśli? To oznaczało że pilot ma szybszy czas reakcji niż w typowej ziemskiej maszynie. Nie musi bowiem obracać drążków i naciskać przycisków, by coś zrobić. Po prostu zrobi się to za niego samo, gdy o tym pomyśli. Nie można myśleć słowem, tylko tu był ten haczyk. Trzeba sobie pewnie wyobrazić co chce się dokładnie osiągnąć. Trzeba wyobrazić sobie, że jest się jednym z maszyną którą się lata. Warto będzie tą teorię wypróbować kiedy będą już w przestrzeni kosmicznej.
Wiadomość musiała być wysłana za pomocą myśli. Nie był telepatą, ale pomyśleć umie każdy. Dlatego spróbował wzmocnić jedną konkretną myśl – Gotowy do akcji – taka była ta myśli, chociaż lisowi ciężko było pohamować ekscytację wywołaną pierwszym lotem. Lis postanowił skorzystać z opcji zmiany HUD i zwyczajnie zmienił mu kolor na pomarańczowy, z ciemnymi obwódkami wokół liter. Chatbox byłby wtedy w lewym dolnym rogu, wideo rozmowa byłaby nieco nad nim, a reszta ważnych rzeczy technicznych po prawej stronie. Zaraz potem lis pomyślał o tym, by myśliwiec ruszył za nimi. Nie używał komendy „leć za nimi” tylko spróbował zwizualizować swój myśliwiec wylatujący z hangaru i ustawiający się na pozycji obok Łowcy 3 i 4.
Po wylocie… widział kosmos. Piękny w swojej nieskończoności oraz pełen zagrożeń. Rozejrzał się to w lewą, to w prawą stronę, aż jego wzrok napotkał Tytana, który był ogromny. Lis po samej nazwie spodziewał się, że okręt będzie duży, ale on był po prostu ogromny. Domyślał się, że czerwona planeta to ten tzw. Mars, za to gwiazda nazywana była po prostu Słońcem. Gdzieś dalej dostrzegalna była Ziemia, ta mała niebieska planetka którą obrały sobie za cel te wszystkie złe siły. Mimo, że nie cierpiał ludzi to ich świat na swój sposób był urokliwy. Rzecz jasna, gdyby odjąć gatunek ludzki który go niszczy.
- Tak, żyje. Po prostu kosmos jest… trudno to opisać – odpowiedział lis swoimi myślami, po czym podleciał bliżej. Fox can into space, jakby to powiedzieli na Ziemi.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sob Sty 02, 2016 8:49 pm

Niestety Amelia choć dość często musiała wkładać mundur to z takim pancerzem miała do czynienia pierwszy raz i początkowo miała mały problem- nie wiedziała od czego zacząć. Instrukcje Nietoperza i krótka obserwacja jednak pomogły. Ubierając pancerz słuchała uważnie słów wampira. Dyskusja na temat duszy którą zaczęli bardzo ją zainteresowała.
-Zniszczyć duszę... jak można tego dokonać?
Spytała z wyraźnym niepokojem w głosie. Pomysł że nieśmiertelna dusza może zostać zniszczona był dla niej niewiarygodny i... straszny. Burzyło to wszystko w co sama wierzyła, nie mówiąc już o tym, że zadawało chłam właściwie wszystkim ziemskim religiom.
Następne słowa były nie mniej zaskakujące. Przyzwyczajała się pozwoli do myśli, że wiele maszyn na pokładzie ma własną świadomość, więc wiadomość że dla tych tu jednostek jest kimś jak bóg była dla niej przejmująca. Dotąd sądziła, że raczej współpracują z maszynami, a tu się okazuje, że są ich panami... Poczuła się jeszcze bardziej odpowiedzialna za wszystko, co przy jej charakterze miało poważny wymiar.
Idąc w ślady Nietoperza podeszła do jednego z myśliwców i położyła dłoń na jego " nosie". Po chwili otoczyło ją białe światło i znalazła się w kokpicie. Ledwie się tam znalazła została przypięta szczelnie do fotela. Rozejrzała się i stwierdziła, że w środku jest lekko klaustrofobicznie i pusto. Jedynie mały panel dotykowy, który jak na razie pozostawał wyłączony więc dotknęła go delikatnie czubkami palców uruchamiając w ten sposób hod statku. Chwilę przyglądała się wszystkiemu zapoznając się z każdą funkcją.
" Wydaje się całkiem proste", pomyślała kiedy wysłuchała instrukcji. Dla niej było to o tyle prostsze, że na podobnej zasadzie kierowała czasem ludźmi by zeszli z drogi przestępcy lub zniknęli z terenu działań nie odczuwając strachu. Narzucała swoją wolę i nie bardzo to lubiła, ale może to się zmieni po paru lotach, gdy będzie wykorzystywała tą umiejętność w bardziej... przyjemnym celu.
Oczyściła umysł by jej myśli były czyste, wyraziste. Skupiła się na pragnieniu by statek, w którym siedzi ruszył w ślad za pozostałymi. Nie minęła chwila a statek ruszył zgodnie z jej wolą.
Słysząc głos Dura uśmiechnęła się w myślach i leciała spokojnie dalej za Jielarthem wylatując z hangaru prosto w przestrzeń.
Kiedy tylko opuścili pokład, a przed jej oczami rozciągnął się widok kosmosu aż westchnęła z zachwytu, który tłumiony był jedynie uczuciem oddalenia od żyznej gleby. Dopiero co wstała, ale brak ziemi pod stopami działał na nią nieco deprymująco nawet mimo to.
Nim zdążyła się wszędzie rozglądnąć widok zastąpił cień tytana. Ogrom okrętu zrobił na niej wrażenie jeszcze większe niż kosmos. Obserwowała okręt z dość dziwnej perspektywy, bo od spodu, a to sprawiało, ze czuła się jeszcze mniejsza.
- Tak. Wszystko w porządku.
Przesłała myśl do Nietoperza potrząsając głową by przywrócić siebie do porządku i skupić się znów na tym co miała robić- na locie.
- Ciekawe gdzie tak pędził...
Posłała myśl do obu samców, choć nie specjalnie oczekiwała odpowiedzi. Zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli Wampir coś wie może nie chcieć powiedzieć lub uznać, że to nie ich sprawa.
- To dokąd lecimy?
Spytała nie kryjąc entuzjazmu. Po przelocie Dura rozejrzała się, tym razem dokładniej. Musiała przyznać Lisowi rację ... widok nie mógł być opisany słowami, takie po prostu nie istnieją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sob Sty 09, 2016 9:08 pm

NPC Storyline - Ahrovokun|A.I./Dur-Shurrikun|Jielarth

Kosmos był ogromny. Ogrom przede wszystkim objawiał się w ilości "wolnej przestrzeni". Z tej odległości, Ziemia była praktycznie niedostrzegalna, jakaś mała biała kropka gdzieś na horyzoncie. Zawsze można było pomyśleć, że chce się dostrzec Ziemię. Wtedy maszyny po prostu przybliżyłyby obraz na punkcie ekranu, ukazując z pełną dokładnością ową planetę.
-Przyzwyczajajcie się. Istnieją rzeczy i istoty większe od tych, które spotkacie na pokładzie. I... żadnej telepatii. Po to mamy komunikatory, by ich używać.
Odpowiedział im, zaznaczając lisowi kwestię rozmiarów, a Amelii zwracając uwagę na telepatię. W kosmosie wymagało to większych nakładów energii. Nie dość, że odległości były większe, to jeszcze maszyny poruszały się szybko, otoczenie było dynamiczne - co tylko potęgowało wysiłek. Po co, skoro mieli technologię odpowiedzialną za kontakt?
-Do jednego z systemów Omicrona.
Odezwał się głos Ahrovokuna, za pomocą systemów komunikacji. Nic więcej nie powiedział i wiele im to nie mówiło. Własną historię można było sobie po prostu ułożyć. Ot okręt tej wielkości, zapewne leciał gdzieś daleko z misją bojową i wyskoczył po drodze, wyrzucił ich - oraz poleciał dalej. Równie dobrze mogli nie wiedzieć, jeśli okręt prowadził działania bojowe gdy byli na pokładzie. Choć to akurat się nie wydarzyło.
Jielarth wytyczył nową trasę, która pojawiła się od razu na wyświetlaczu u Amelii oraz Rhoshana. Trasa prowadziła niedaleko stąd, przez otwartą przestrzeń powietrzną - w pole gęsto usianych asteroid. Ahrovokun, kanonierka oraz Jielarth w swym myśliwcu, polecieli na szpicy. Zatrzymali się przed polem, czekając aż dwójka kompanów od nich dołączy. W międzyczasie wyświetlacz zaczął pokazywać kolejne cele, naznaczając je na zielono. Były to oznakowane asteroidy, kilka na zewnątrz - a kolejne wewnątrz pola. W międzyczasie, kiedy dwójka się w tym ogarniała, Ahrovokun ruszył przodem, a przed komunikator odezwał się wampir.
-Przyzwyczajcie się do myśliwców i nauczcie z nimi współpracować. Dobierać prędkość, rozumieć to co do was mówią - o stanie uzbrojenia oraz osłon. Ahrovokun pokaże wam teraz proste zadanie. Wlecicie w pole asteroid, zniszczycie wyznaczone cele - oraz wrócicie. Nie martwcie się, nawet jak w coś wpadniecie - te myśliwce wytrzymają. Przy wyłączonych tarczach również.
Po tych słowach zauważyli, jak czarny myśliwiec rusza do przodu i zaczyna się rozpędzać. Błyskawicznie osiągnął potrzebną prędkość - ustawiając kurs kolizyjny z jedną z asteroid. Karpatiance i Lisowi wyświetliły się informacje o niebezpieczeństwa dla sojusznika, zaznaczając czarny myśliwiec oraz określając jego kurs kolizyjny - jak również kiedy do kolizji dojdzie. I do owej kolizji doszło - myśliwiec wbił się w kilkukrotnie większą od siebie asteroidę, przebijając ją na wylot i rozbijając w drobny mak. W tym momencie na hudzie w obu myśliwcach pojawiły się informacje o stanie jednostki która dokonała kolizji. Informacje świadczyły o tym, że osłony nawet nie zostały zarysowane. Miało to pokazać im, że nie mają się czego obawiać.
Następnym elementem było manewrowanie i lot między asteroidami, unikając zderzenia z nimi - a kolejnym - zniszczenie wyznaczonych dla tej jednostki celów. Pierwszy został zaatakowany zaraz za zakrętem, zwykłymi działami energetycznymi. Myśliwiec wystrzelił salwę krótkich, białych wiązek które rozbiły asteroidę. Następny cel został zniszczony za pomocą większego pocisku energetycznego - również o białej kolorystyce. Ahrovokun zniszczył tylko dwa cele, a następnie zwrócił. Im pozostało do zniszczenia dziesięć - po pięć na głowę. Gdy myśliwiec powrócił, Jielarth poinformował ich by ruszali, jak będą gotowi. W międzyczasie myśliwce dały pilotom pełen "feedback" na temat uzbrojenia:
2x armaty automatyczne 40mm
2x działa tachionowe
2x działa neutronowe
2x wyrzutnie rakiet plazmowych

-Krótko o uzbrojeniu. Armaty automatyczne to coś jak wasze ziemskie karabiny. Tylko znacznie mocniejsze. Tak, tej konwencjonalnej broni dalej się używa. Tachiony przemieszczają się z prędkością światła, więc możecie nie zauważyć, jak zniszczycie cel. Szybie i zabójcze. Neutrony to coś jak plazma. Gdy kogoś traficie - zaboli. No i oczywiście rakiety plazmowe, ciężki arsenał. Jeśli zastanawiacie się dlaczego uzbrojenie jest tak różnorodne, to już wyjaśniam. Różne rodzaje pancerza i tarcz sprawdzając się lepiej lub gorzej przeciwko różnym rodzajom broni i amunicji. Warto więc mieć różnorodne uzbrojenie i nie dać się zaskoczyć.
Skomentował wszystko, a następnie zamilkł. Nie pozostawało im nic, jak wykazać się finezją w pilotowaniu, co czynili po raz pierwszy - i bezpiecznie zniszczyć wskazane asteroidy-cele. Oczywiście maszyny będą pomagał w namierzaniu jak również sterowaniu - sugerując na HUDzie prędkość jak i rodzaj uzbrojenia który powinno się wykorzystać dla maksymalnego efektu. Nie będą jednak niczego narzucały, dając im wolną rękę.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Stein

avatar

Liczba postów : 238
Data dołączenia : 11/09/2014

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sro Sty 13, 2016 5:24 pm

Była trochę rozczarowana, gdy poza sensorami maszyny nie widziała Ziemi. Była bardzo ciekawa jak jej ukochana, rodzima planeta wygląda z kosmosu. Była przekonana, że wszelkie zdjęcia dostępne w Internecie czy bibliotekach nie oddają tego jakie wrażenie robi planeta na żywo. Nie prosiła jednak o pomoc maszyny, choć była przekonana, że statek w którym się znajdowała mógłby jakoś przybliżyć jej obraz.
" Może innym razem", pomyślała tylko i skupiła się na słowach Nietoperza.
Przytaknęła automatycznie, ale po chwili przypomniała sobie, że on jej nie widzi więc odpowiedziała mu tylko:
- Rozumiem. Przepraszam. Sterując zapętliłam się.
Wytłumaczyła spokojnie. Rzeczywiście. Skupiając się na pilotowaniu i będąc pod ogromnym wrażeniem zapomniała się i używała telepatii by przekazać swoje słowa samcom.
- Yhym
Mruknęła cicho w reakcji na informację przekazaną przez Ahrovokuna. Nic jej to nie mówiło, ale chyba nie jej jedynej. Podejrzewała, że Lis rozumie i wie mniej więcej tyle samo co ona. Nie dopytywała jednak. Jeśli Dur tam leciał, to widocznie miał tam coś do zrobienia i nie jej interesem jest co. Gdyby miała wiedzieć to pewnie ktoś by ją poinformował, była przecież tylko rekrutem i to początkującym, więc nie spodziewała się, że będzie informowana o czymkolwiek poza tym co wiedzieć musiała i było związane bezpośrednio z nią.
Nagle na wyświetlaczu pojawiła się trasa, więc bez zbędnych komentarzy Amelia poleciała nią trzymając szyk jaki przyjęli wylatując z hangaru. Zatrzymała się tuż obok Nietoperza, który wraz z kanonierką i Ahrovokunem czekali już przy polu asteroid.
" Zapowiada się ciekawie", pomyślała domyślając się na czym może polegać ich zadanie.
Jej przypuszczenia potwierdziły następne słowa Nietoperza.
Obserwowała myśliwiec a także to jak działa wyświetlacz by wiedzieć w związku z obranym przez niego kursem.
Wysłuchała instrukcji i przyjrzała się hodowi swojego myśliwca. Szybko dostosowała go przez drobne zmiany do tego czego potrzebowała w związku z wyznaczonym zadaniem. Na środku ustawiła sobie największe pole dotyczące rozmieszczenia celów by wiedzieć jak lecieć i celować, po bokach zaś ustawiła nieco mniejsze okna dotyczące uzbrojenia i stanu osłon, tak by widzieć wszystko na raz. Nie zajęło jej to dużo czasu. Po chwili ruszyła między asteroidy maksymalnie skupiona na pilotowaniu. Znając zasady telepatii i narzucania woli nie miała zbytnich problemów z kierowaniem, jednak wciąż potrzebowała nieco wprawy. Siedziała za sterami po raz pierwszy w życiu więc nic dziwnego, że podczas manewrowania kilka razy, szczególnie na początku, była bliska kolizji, głównie z powodu zbyt późnej lub mało zdecydowanej reakcji. Szybko się uczyła więc po kilku takich ekscytujących momentach szło jej już całkiem gładko, więc postanowiła nieco " się pobawić". Trzymała się bowiem kluczowo wskazówek jakie dawał jej myśliwiec odnośnie prędkości z jaką powinna lecieć. Gdy jednak zyskała nieco więcej pewności w pilotażu zaczęła narzucać własne wytyczne jedynie sugerując się tym co przekazywał jej myśliwiec. Zwalniała stopniowo coraz bardziej, aż nie stwierdziła, że już wystarczy. Następnie zwiększała prędkość, również stopniowo, aż do momentu gdy stwierdziła, że robi się nieco zbyt niebezpiecznie. Przy ostatnim manewrze miała kilka razy problem z wyminięciem przeszkód na czas i znalazła się na kursie kolizyjnym.
Kiedy już pobawiła się z prędkością zaczęła kombinować ze zwrotami. Tam gdzie to było możliwe okrążała lub zataczała część okręgu wokół asteroidy, przy innych omijała je w ostatniej chwili badając szybkość reakcji myśliwca na polecenia.
Następnie przystąpiła do niszczenia wyznaczonych jej asteroid-celów. Tu już bez szarż i zabaw, stosowała się do tego co sugerował jej myśliwiec. On najlepiej wiedział co i jak, a na pewno lepiej od niej wiedział czego potrzeba do zniszczenia celu o danej wielkości. Żywiła tylko nadzieję, że trafią jej się na tyle różnorodne cele by choć po razie użyć każdego z dostępnych rodzajów broni. Była po prostu ciekawa. Choć była niemal całkowicie pewna, że postępując zgodnie z sugestiami myśliwca zniczy cele nie zależnie od tego czy trafi w sam środek czy tylko mniej więcej w centrum, za każdym razem celowała dokładnie w sam środek asteroidy. Pierwsze strzały były jakby próbą i nie wyszły tak jakby tego chciała, jednak już za drugim trzecim razem było już znacznie lepiej. Podlatywała, celowała, strzelała i leciała do następnego celu. Po piątej zniszczonej asteroidzie wyleciała z pola i podleciała do Nietoperza.
Jakby wampir ją widział pewnie spokojnie mógłby wybuchnąć śmiechem. Miała bowiem minę uczennicy pragnącej pochwały dla swoich osiągnięć. Nie mówiła nic. Czekała na jakieś komentarze. Chciała po prostu wiedzieć, jak jej poszło i co powinna poprawić. Wolała nie słyszeć komentarzy na temat swoich szarż podczas manewrowania między asteroidami, ponieważ spodziewała się przynajmniej drobnej reprymendy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhoshan
Lisi Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 568
Data dołączenia : 15/06/2014

PisanieTemat: Re: Ziemia   Czw Sty 14, 2016 7:11 pm

Ziemia, niebieska pchełka na tym wielkim stole zwanym kosmosem. Ciekawe czy ktokolwiek tam odczuwa ich obecność? Może znalazłby się na tyle potężny telepata, że dałby radę zerknąć w kosmos chociaż i na taką ewentualność pewnie byli jakoś zabezpieczeni. Głupio by było, gdyby jednostki można było rozproszyć poprzez skoordynowane działanie jednego telepaty.
Cóż samo istnienie tak ogromnego statku już nasuwa, że istnieć może jeszcze większy. Może nawet w formie myśliwca jednoosobowego. Kto wie, w końcu ponoć kosmos jest nieograniczony i ciągle się poszerza? W każdym razie uwaga chyba była skierowana bardziej do Amelii niż do niego, w końcu to nie on zaglądał komuś do głowy. Domyślał się czemu lepiej używać tutaj komunikatorów, chociażby pewnie dlatego by nie wywoływać niepotrzebnych szumów. W końcu efekt pewnie byłby ten sam jakby używać 2 nadajników jednocześnie, czyli jeden by zakłócał drugi.
Liseł natomiast miał nieco inną wersję, którą sobie wyobraził. Widział ogromną batalię statków kosmicznych, które nawzajem się ostrzeliwują jak w jakimś science fiction. Gdzie ogromny tytan ściera się z równie wielkim innym okrętem lub nawet całą flotyllą. Ciekawe czy kiedykolwiek znalazł godnego sobie przeciwnika, czy raczej robił identyczny pogrom jak w tamtej wizji? Pewnie kiedyś będzie miał okazje przejrzeć archiwa i popatrzeć na wszystkie batalie stoczone przez okręt, ale to akurat w momencie jak będzie miał sporo wolnego czasu.
Teraz mieli zostać poprowadzeni w kierunku miejsca ćwiczeń. Lis wykorzystał tą okazję, by nieco wyczuć maszynę w locie próbując wykonywać slalomy czy inne prostsze manewry, oczywiście nieco oddalając się by przypadkiem kogoś nie stuknąć, ani nie zarysować lakieru. Na początku postanowił spróbować zwykłego slalomu, w końcu w przeszłości mógł być nawet niezłym pilotem więc może sobie coś przypomni. Potem spróbował polecieć wyżej, by wykonać w górze obrót o 180 stopni. Oczywiście wypróbował te dwie sztuczki plus zwyczajny obrót w locie, nie chciał opóźniać reszty ani dostać ochrzanu za to, że zatrzymuje ćwiczenia zresztą pewnie i tak średnio mu to mogło wychodzić, bo to praktycznie pierwszy raz za sterami takiej maszyny w tym życiu. Skupiał się bardziej na tym, by scalić się z maszyną i poczuć ją jak własne ciało. Nie widział tego jako telepatię, a raczej jako zsynchronizowanie swoich ruchów i komend myślowych. Podleciał do reszty i ustawił się bokiem do Jielratha. Przyszła teraz pora na dodatkowe informacje na temat dalszego treningu lotniczego.
To co się po chwili stało przerosło jego oczekiwania. Myśliwiec uderzył w większą od siebie asteroidę i absolutnie nic mu się nie stało. No cóż różniło się to od ziemskich filmów, gdzie zwykle statki po czymś takim wybuchały w widowiskowej eksplozji pyłu gwiezdnego czy czegoś tam. W każdym razie jakiś efektów specjalnych. Dalej nastąpił pokaz perfekcyjnie wyćwiczonych uników, a dalej potem wykorzystanie uzbrojenia. Od pomniejszych wiązek, aż po coś większego. No to była akurat część, która mu przypadła najbardziej do gustu, zawsze jak jest okazja coś rozwalić to wyślij tam rudego. On na pewno będzie się cieszył jak ziemskie dziecko podczas gwiazdki. Szkoda, że to tylko kosmiczne kamienie ale na realnych wrogów kiedyś przyjdzie czas.
Lisek przyjrzał się zabawkom, które miał pod ręką. Armaty, działa oraz rakiety. Wypadałoby wypróbować każde z nich chociażby na jednej asteroidzie. Opis opisem, a rudzielec chciałby empirycznie odczuć użycie tego, rzecz jasna nie na własnym futrze. To co tłumaczył Jiel miało sens, zresztą ktoś kiedyś powiedział że czasami skuteczniejsza jest kołkownica niż karabin laserowy. To miało sens, bo było to na zasadzie papier-kamień-nożyce, a raczej tachiony-automat-neutrony-plazma. Rakiety plazmowe pewnie są używane do atakowania dużych celów, kiedy już osłony padną by poczynić jak największe szkody lub zwyczajnie uszkodzić bariery, by móc się przez nie przemielić armatami.
W każdym razie pozwolił kobiecie jako pierwszej polecieć, po czym sam później dołączył. Jakby przesyłając swojemu myśliwcowi myśl "No przecież, że nie będziemy gorsi i pójdziemy się zabawić nie?". Skoncentrował się na tym, by maszyna oznaczyła 5 asteroid przeznaczonych dla niego, tak by przypadkiem z Amelią się nie ostrzelali podczas nalotu. Zanim przystąpił do rozwalania celów, postanowił troszkę się pobawić. Przelatywać między asteroidami z coraz to większą i większą prędkością, starając się ich unikać. Zrobił w taki sposób parę rundek, zanim się oswoił z maszyną. Jako, że podczas lotu na miejsce docelowe kombinował sztuczki to teraz mógł spróbować jeszcze kilku. Jak chociażby wzlecieć nad asteroidy z dużą prędkością, po czym obrócić myśliwiec o 180 stopni na niechodzących silnikach, by zaraz z większą werwą je odpalić i ostrzelać jedną z asteroid przy pomocy armat automatycznych. Lisek nie bał się niebezpiecznych prędkości, co więcej jego to po prostu kręciło, z jakiegoś powodu lubił latać szybko i niebezpiecznie chociaż nie oznaczało to że musiał w coś uderzyć. Mógł mieć dostatecznie dobry czas reakcji w asyście z maszyną, by uniknąć zderzenia i głównie o to w tym ćwiczeniu mu chodziło. By latać jak najszybciej i unikać zderzeń. Na następnej asteroidzie postanowił wykorzystać działa tachionowe, jednak podczas lotu by to urozmaicić chciał się prowadzić w ruch wirowy, znowu się wznieść, wykonać ostry zakręt i z dział neutronowych zdjąć dwa następne cele. Ostatni cel postanowił zlikwidować na dosyć ciekawy sposób, otóż wprowadził się w ruch przypominający ziemskiego bączka, czyli kręcenie się wokół własnej osi, po czym musiał dobrać moment strzału by trafić w cel. Trochę czasu mu zajęło wprowadzenie się w taki stan, ale ostatecznie spokojnie mogło mu się to udać.
- To chyba będzie moja ulubiona część treningów – skomentował, po czym wrócił do reszty drużyny. Na jego rudym pysku można było zobaczyć zaciesz i ekscytację.

_________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sob Sty 16, 2016 11:15 pm

NPC Storyline - Ahrovokun/Daalkiin|A.I./Dur-Shurrikun|Jielarth


Kontrola nad myśliwcami nie była trudna. Oboje szybko zorientowali się, że najlepiej to wychodziło, gdy pozwalało się myśliwcowi połączyć z umysłem pilota oraz samemu zagłębić się w jego umysł. W ten sposób realnie można było się połączyć z ciałem maszyny, widząc i czując to co ona. Początkowo mogło to być dezorientujące ale po przyzwyczajeniu się - dawało wielkie możliwości, ułatwiało pracę pilota.
Ćwiczenia wyszły doskonale, tam gdzie początkujący piloci mogli popełnić błąd - tam nadrabiały maszyny, korygując lot, prędkość czy poprawiając celność. Jednocześnie stosowne informacje pojawiały się na ekranie, informując o popełnianych błędach. Stąd wampir nie musiał nic mówić, ich myśliwce same ich uczyły oraz informowały o tym co robili źle. Po ukończeniu i dotarciu z powrotem do oczekującej grupy. Wampir pozwolił sobie na krótki komentarz.
-Dobrze, teraz...
Pochwalił, delikatnie, jednak nie dokończył wypowiedzi. Na hudzie pojawiły się nowe informacje o zbliżających się ośmiu jednostkach. Ekrany pokazały jednak niebieskie oznaczenia celów - a co za tym idzie, sojusznicy. Było to osiem myśliwców klasy Dsy-Zon - takich samych w których oni siedzieli. Myśliwce nawiązały ze sobą kontakt, a piloci dowiedzieli się, że przyleciała eskadra "Młot" oraz że dostarcza przesyłkę Ahrovokunowi - pilota, Daalkiina. Nie było widać żadnego światła czy śladu przesłania pilota z jednego myśliwca do drugiego, jednak zaraz głos odezwał się przez system komunikacji.
-Drem Yol Lok. Jak trening?
-Potrzebują wprawy, jednak radzą sobie.
Wymienili się krótko poglądami. Daalkiin pozwolił sobie na przywitanie się ze wszystkimi, a eskadra Młot podleciała bliżej ich - Łowcy.
Sytuacja wydawała się spokojna, ot standardowy patrol który przywiózł im kolejnego pilota. Z rozmowy na "chacie" pomiędzy maszynami, mogli dowiedzieć się, że Daalkiin był "asem". Idealnie zgrany z maszyną, sam w sobie potrafił stanowić osobną eskadrę w walce.
Sielanka mogła by jeszcze trochę potrwać, gdyby nie nagły przekaz który dotarł do grupy. Odebrali go wszyscy, pochodził z okrętu - Drednota stacjonującego na Ziemi. W tym samym czasie, na hudzie pojawiło się ponad trzydzieści nowych - niebieskich celów - oznaczonych jako "Densorin". Była to bowiem duża grupa myśliwców imperium Densorinu.
-Suvulaan-do-Thul do grup Łowca oraz Młot. W waszą stronę kieruje się duża grupa jednostek Densorinu. Nawiążcie z nimi kontakt i sprawdźcie o co chodzi. Za nimi leci coś większego, jednak masowanie nie pozwala na rozpoznanie celu. Bądźcie czujni.
Odezwał się głos A.I., okrętu znajdującego się na Ziemi. Daalkiin odpowiedział, potwierdzając odebranie wiadomości, a następnie ruszył przodem, na przeciw nadlatującej grupie. Za nim poleciała eskadra Młot, a dopiero wtedy Łowcy dostali rozkaz ustawienia formacji i ruszenia na tyłach.
-The Core "Młot" do grupy bojowej Densorinu. Jaka jest wasza sytuacja?
Odezwał się przez komunikator Daalkiin. O dziwo, odpowiedź przyszła natychmiast.
-Młot, zmierzamy w waszym kierunku.
Odparł głos, męski, niski, dość poważny i tajemniczy. Coś wydawało się być jednak nie tak.
-Nie wiem, Daalkiin. Coś jest nie tak.
Dodał do tego Jielarth, mogąc nieco spotęgować negatywny nastrój.
W następnym momencie stało się coś, czego nikt zapewne się nie spodziewał. Jeden z myśliwców z grupy młot poinformował na chacie jednostek, że został namierzony - co z resztą wyskoczyło na hudzie. Dwa myśliwce densorińskie wzięły go na cel. Chwilę potem - odpaliły rakiety. Obie eskadry - w tym myśliwce Amelii i Rhoshana - momentalnie zerwały szyki i rozleciały się na boki.
-Densorini, przerwijcie!
Odezwał się Daalkiin, żądając natychmiastowego przerwania działań. Pozostałe myśliwce densorinu zaczęły namierzać pozostałe jednostki z obu grup, otwierając do nich ogień.
-Ogień sojuszniczy! Ogień bratobójczy!
Rzucił w eter jeden z myśliwców z grupy Młot.
-Ogień sojuszniczy! Niebiescy na niebieskich! Niebiescy na niebieskich!
-Swoi! Swoi!
W eterze zapanował chaos. Jednostki The Core znalazły się w sytuacji której wyraźnie nie rozumiały. Zaczęły wypuszczać flary oraz wykonywać uniki w celu wyminięcia rakiet. To samo dotyczyło z resztą myśliwców Amelii i Rhoshana. Te również poinformowały pilotów, że zostali namierzeni oraz o nadlatujących pociskach - przez co odpaliły środki zapobiegawcze oraz odbiły gwałtownie na boki by uniknąć trafienia.
-Densorini, co wy wyprawiacie?!
Odezwał się ponownie Daalkiin. Żadna odpowiedź nie padła.
-Nie ma odwagi odpowiedzieć!
Skomentował wampir. W tym momencie jedna z jednostek grupy "Młot" oznaczona na hudzie jako "Młot 4" została trafiona oraz zniszczona. Na chacie dało się zauważyć wyraźnie negatywne reakcje pozostałych maszyn. Daalkiin - który dowodził grupą - stracił cierpliwość.
-Młot 1 do wszystkich sojuszniczych jednostek. Densorini są wrogami. Powtarzam. Densorińskie jednostki to wrogowie. Zdejmijcie drani.
Po tych słowach, zrobiło się bardzo kolorowo. Maszyny The Core otworzyły momentalnie ogień, kanonierka pierwszą salwą zdjęła trzy myśliwce densorińskie. Maszyna w której znajdowała się Amelia wyłączyła silniki i obróciła się o 180 stopni, cały czas pędząc we wcześniejszym kierunku. Następnie działami zniszczone zostały nadlatujące pociski, potem myśliwiec odpalił własny rakiety które szybko uporały się z ogonem. Myśliwiec Rhoshana dorwał w tym czasie wrogą jednostkę, siadając jej na ogonie i ostrzeliwując skutecznie z dział - wpierw likwidując osłony, a następnie sam myśliwiec. W całej walce, Amelia i Rhoshan stali się tylko obserwatorami siedzącymi w kokpitach. Myśliwce odcięły im całkowicie kontrolę, pozwalając jedynie obserwować sytuację i wymianę ognia. Myśliwce Densorinu padały bardzo szybko, jednostki The Core przeprowadzały skoordynowane, szybkie i bolesne ataki.
Wszystko szło dobrze do pewnego momentu. Z nadprzestrzeni wyskoczyło... coś. Hud pokazał pojawienie się wielkiej jednostki, a zanim myśliwce zdążył się obrócić - kilka białych strumieni energetycznych zniszczyło ponad połowę myśliwców oraz kanonierkę które się tutaj znajdowały. Rhoshan i Amelia dostrzegli tylko białe światło... a chwilę po tym znaleźli się w pustce, przestrzeni kosmicznej - otoczeni przez wraki myśliwców. Zarówno densorińskich jak i jednostek core. Kombinezony były całe, chroniąc ich przed warunkami, pozwalając lekko się obracać (jednak nie przemieszczać, a dryfować w przestrzeni) oraz komunikować. Hud wewnątrz pancerzy pokazał, że cztery jednostki ocalały z ataku. Ahrovokun, maszyna Jielartha oraz dwa inne myśliwce które dalej walczyły. Myśliwiec Daalkiina przeleciał nad głowami Amelii oraz Rhoshana (gdyż znajdowali się oni kilkanaście metrów od siebie), goniąc za jakimś celem. To co mogło wzbudzić jednak strach - było okrętem który pojawił się tutaj. Ponad dwu kilometrowy pancernik który zawisł kilkadziesiąt metrów od nich. Był biały, ogromny, robił wrażenie... a Hud oznaczył go jako "Pancernik Crathygtanski" wyświetlając go na zielono - jako wroga. To ona jedną salwą zniszczył praktycznie wszystko - prawie ich zabijając. Ich myśliwców już bowiem nie było.
-Crathytanski Pancernik...? Atakuje nas...? Daalkiin?
Usłyszeli w komunikatorach.
-Amelia, Rhoshan, namierzyłem was, zostaniecie odesłani do... kolejny kontakt z pancernika. Rhoshan, złap ją!
Odezwał się Daalkiin. Mieli zostać odesłani, prawdopodobnie przeniesieni gdzie indziej, ewakuowani w bezpieczne miejsce. Z pancernika ktoś jednak wyskoczył, czarny kombinezon - forma życia która nie pozwalała się rozpoznać. Była to jednak samica, miała ogon - zapewne densorinka - choć przez pancerz, czarny, nic nie było widać. Nawet przez wizjer. Za nią poszedł jakiś błysk - być może wybuch. Postać leciała bezwładnie ku Rhoshanowi, stąd polecenie by ją "złapać". Gdy lis to uczynił, całej trójce znów błysło białe światło przed oczami. Zniknęli... i pojawili się w bezpiecznym miejscu, w swych kwaterach - Amelia u siebie, Rhoshan u siebie. Lis miał dodatkowo gościa ze sobą, którego trzymał - jakąś samicę. W obu kwaterach znajdowały się drony - u Amelii jeden, z medykamentami u posiłkiem - u Rhoshana trzy - jeden z medykamentami oraz posiłkiem, a dwa ciężko uzbrojone, namierzające "gościa".

[zt oboje]


Myśliwce Densorinu:
Spoiler:
 

Crathygtanski Pancernik:
Spoiler:
 

Temat wolny i pusty.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Lut 21, 2016 10:25 am

Pędzić przez kosmos, z taką prędkością. Bhunnikim obserwował, jak gwiazdy wraz ze swymi układami planet płyną wokół niego. Przemijały. Te dysputy filozoficzne były wynikiem samotności. Już dawno cała jednostka Feniksów rozeszła się by wykonać zadanie. Bhun wciąż pamiętał chwilę pożegnania. Stali wtedy razem na lotnisku, wszyscy w pancerzach. Wszyscy milczeli. Nikt nie wiedział co powiedzieć. W końcu Bhun zdecydował się odezwać.
~Służyć z wami to był dla mnie zaszczyt.~Przypomniał sobie swoje własne słowa. To przełamało bariery, każdy zaczął żegnać się z każdym. Dla innych to było nie do pomyślenia by tacy dorośli Barytfowie, jedna z elitarnych jednostek tak dziecinnie się żegnała. Po całym pożegnaniu, rozeszli się do swoich maszyn. I ruszyli. Po dłuższym locie Bhunnikim zbliżał się do Ziemi. Wyglądało na to, iż lada moment ją ujrzy. Linie wokół niego zaczęły zwalniać, by w końcu stać się odległymi punktami na nieboskłonie. Bhun jednak nie miał czasu by to podziwiać. Przed oczyma wyskoczył mu statek, prawdopodobnie pancernik. Statki były na kursie kolizyjnym.
-Skąd to się tu wzięło?-Zapytał w przestrzeń, chwytając za drążki. Zapikował w stronę "podbrzusza" statku, starając się nie rozbić. Statek Bhuna był jednym z tych bardziej zwrotnych, mu się to udało. Postanowił jak najszybciej udać się w stronę planety. Pełen obaw wyglądał sygnałów systemu statku, oznajmiających mu że został wzięty na cel. Pędził z maksymalną prędkością, będąc gotowym zareagować.
Statek Bhunnikima:
 
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Lut 28, 2016 3:03 pm

NPC Storyline - A.I.

Bhunnikim wyskoczył z nad-przestrzeni (?) tuż przed pancernikiem... prosto w środek pola bitwy. Z jednej strony znajdowały się pancernik oraz kilka dywizjonów myśliwców (IMG w poście powyżej). Z drugiej natomiast trzy eskadry MYŚLIWCÓW, które pomimo przewagi liczebnej ich przeciwników, prowadziły bardzo skuteczną walkę - nie ponosząc lub ponosząc minimalne straty.
Przy myśliwcem Bhunnkima przeleciały dwa goniące się myśliwce, nad nim znajdowały się natomiast ciężkie i lekkie działa pancernika, który wspierał "swoje" jednostki w walce. Znajdując się w środku pola bitwy oraz ogniu krzyżowym, poruszanie się w przestrzeni przestało należeć do przyjemnych, a tym bardziej bezpiecznych.
W pewnym momencie, dwa myśliwce densorinu zmieniły kurs i siadły na ogonie Bhunnikimowi. Jego jednostka została namierzona, zarówno przez dwie maszyny z tyłu, jak i jedną na górze.
-Niezidentyfikowany obiekt, przedstaw się i określ swe zamiary.
Odezwał się jakiś głos przez komunikator. Należał do jakiegoś mężczyzny/samca, był niski, poważny i raczej nie należał do tych którzy mogliby lubić, jak im się ktoś sprzeciwia. Dwa myśliwce cały czas siedział mu na ogonie, zmieniając kurs i dostosowując go idealnie do niego.

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ziemia   Pią Mar 04, 2016 6:47 pm

-Na roślinnego Hareka!-Powiedział Bhunnikim w chwili gdy zorientował się że wokół trwa bitwa. Zaczął wykonywać uniki, głównie beczki w lewo lub prawo. Przed cienką barierą, która chroniła go od próżni, przeleciały dwa goniące się myśliwce. Bhun nie przyglądał się im, tylko wciąż robił co mógł by uniknąć ognia... w zasadzie to wszystkich. Najbardziej martwiły go działa statku, pod którym teraz leciał. Niespodziewanie odezwał się jego komunikator. Równocześnie systemy alarmowe statku poinformowały go, iż został namierzony.
~Dwa myśliwce na ogonie. Zaraza, trzeba się przedstawić.~Przemknęło przez głowę Bhuna. Natychmiast odpowiedział:
-Tu jednostka REV-01, należąca do Schinskiej floty zwiadowczej. Proszę o pozwolenie na lądowanie na Ziemi. Powtarzam, tu jednostka REV-01 należąca do Schinskiej floty zwiadowczej. Proszę o pozwolenie na lądowanie na Ziemi.-Bhun pomimo spływających po jego ciele kropel potu, spokojnie odpowiadał. W jego głosie nie wyczułbyś ani odrobiny strachu. Jasne, bał się jak diabli, ale wiedział że może łatwo zginąć przez złe wymówienie jednej informacji. Pełen obaw "obniżył" lot statku, obserwując HUD statku. Na ogonie siedziały mu myśliwce nastawione neutralnie, natomiast z góry mogły namierzyć go działa pancernika. Obserwował wskaźniki, czekając na odpowiedź. W zasadzie to nie wiedział która strona konfliktu się do niego odezwała, więc wolał po prostu polecieć na planetę. Znając życie, każą mu skierować się do dowództwa. A on nie miał jeszcze zamiaru zginąć. Nie nastał na to czas.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pią Mar 18, 2016 8:46 pm

NPC Storyline - A.I.


Pole bitwy zostało minięte przez krążownik - Shi'ar Battlecruiser. Wyskoczył on z nadprzestrzeni za polem bitwy, stąd nie został ostrzelany ani wywołany, choć pancernik zwrócił na niego uwagę. Okręt skierował się ku ziemi, włączając przy tym kamuflaż.
Bhunnikim w tym czasie odpowiedział na wezwanie ze strony densorinskich myśliwców. Piloci nie wydali się jednak usatysfakcjonowani odpowiedzią z jego strony. Ba, odpowiedź okazała się dla nich bardzo nieprawidłowa?
-Zgody nie udzielono.
Odezwał się głos w komunikatorze. HUD statku Bhunnikima pokazał nadlatujące pociski, siedzące mu na ogonie myśliwce - otworzyły do niego ogień. Ku szczęściu pilota, tym którzy siedzieli mu na ogonie - siedzieli na ogonach inni, dwie jednostki klasy Dsy-Zon (w KP). Pilot miał więc czas na reakcję oraz podjęcie ewentualnej walki - lub bezpieczniejszą ucieczkę.
Z naprzeciwka pojawił się natomiast inny okręt. Drednot, superpancernik mający trzydzieści trzy kilometry długości. Jednostka była masywna, bardzo ciężko uzbrojona - a jej hangarów zaczęły wylatywać chmary myśliwców oraz kanonierek. Co ciekawe, ktoś z tej jednostki odezwał się na wszystkich kanałach, stąd i Bhunnikim mógł usłyszeć transmisję.
-Daar los Faal Mithil grahveysun Suvulaan-do-Thul. Tutaj drednot The Core Suvulaan-do-Thul. Oto przekaz do wszystkich jednostek buntowniczych Nowego Imperium Densorinu. Dalszy opór poskutkuje waszą śmiercią. Poddajcie się i wstrzymajcie ogień albo zostaniecie zniszczeni.
Po tym komunikacie głos zamarł, a bitwa trwała dalej. Wyglądało na to, jak by okręt, drednot należący do The Core, czekał na odpowiedź ze strony "Nowego Imperium Densorinu". Wyglądało jednak na to, że się nie doczeka. A pilot był pośrodku tej bitwy, w ogniu krzyżowym.


Suvulaan-do-Thul:
Spoiler:
 

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ziemia   Pon Mar 21, 2016 3:13 pm

~Wspaniale. No po prostu wspaniale!~Myślał Bhunnikim gdy odmówiono mu zgody. Otworzono do niego ogień. A co gorsza, jeszcze dwaj inni piloci odpalili ogień w stronę tych, którzy jeszcze wcześniej odpalili do niego ogień. Ogień krzyżowy. Natychmiast wykonał unik. Jeszcze znając życie, uznano go za jednego z tego jakiegoś "Imperium Densorinu". Przekleństwa skakały po głowie Bhuna, lecz żadne nie było odpowiednio mięsiste.
~Dobra Bhun, dasz radę. Jak zareagować w trakcie ognia krzyżowego?~Postarał sobie przypomnieć. Podstawą było znalezienie osłony, tyle że w kosmosie nie było szans. Rozmyślania były co chwila przerywane przez uniki, które wykonywał by nie oberwać. Statek był zwrotny, ale przy odrobinie pecha go trafią. Nie odpowiadał ogniem, gdyż z tego co usłyszał, niejaki The Core Suvulaan-do-Thul zniszczy go przy najlżejszym oporze. Zatem Bhun nie atakował, a wyłącznie unikał, poświęcając na to całą swoją uwagę. "Zanurkował" w dół, jeśli można to tak określić. Obserwując czy nikt w niego nie celuje, lewą ręką dobył substancji nazywanej "Pobudzaczem". Gotów wykonać unik w każdej chwili, wbił ją sobie w biodro. Jego zmysły natychmiast się pobudziły, choć przydatne były tylko wzrok i szybkość reakcji. Jego uniki były jeszcze szybsze, wykonywane przy maksymalnej prędkości. Reagował na każdy strzał, który był wycelowany w niego.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1601
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Kwi 03, 2016 6:55 pm

NPC Storyline - A.I.

Maszyna Bhunnikima została namierzona jedynie przez jednostki "Nowego Imperium Densorinskiego". Cała reszta maszyn najzwyczajniej w świecie go ignorowała. Przynajmniej do pewnego momentu. Unikanie ognia ze strony siedzących mu na ogonie myśliwców nie było łatwe. Sprawę ułatwiał jedynie fakt, że im usiadły na ogonie inne jednostki, które wymuszały na nich odbijanie i niekierowanie się bezpośrednio ku niemu.
Okręt "densorinski" nie odpowiedział na wezwanie ze strony drednota The Core. Zamiast tego, otworzył ogień do większego od siebie okrętu, co skończyło się stanowczą odpowiedzią. Tarcze drednota zostały trafione, jednak wytrzymały salwę. Sam drednot nie pozostał dłużny i odpowiedział ogniem swojemu oponentowi, przebijając bez problemu tarcze, a następnie niszcząc kadłub i krótką salwą rozbijając jednostkę w pył.
Tutaj niestety Bhatgen nie miał szczęścia. Jedna z wystrzelonych rakiet trafiła jego maszynę. I choć sama maszyna nie została zniszczona - to wewnętrzne systemy odmówiły posłuszeństwa. Padło sterowanie, katapulta, zaczęło padać podtrzymanie życia. Jedynym plusem sytuacji był fakt, że jego statek kierował się ku Ziemi.

[Bhunnikim Bhatgen zt, chwilę później wyczyszczono wraki pancernika i okręty zniknęły zamaskowane]
(Tutaj możesz szczegóły swej jednostki sam opisać. Opisz wszystko i odpisz już w TYM temacie. Twarde lądowanie.)

_________________


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Kwi 03, 2016 7:41 pm

-chyba się udało, przeżyję.-powiedział sam do siebie Bhunnikim. Pomimo tej iskierki nadzieji, nie zaprzestał wykonywania uników. Statki nad jego głową otworzyły ogień do siebie. Bhun nie patrzał na to który wygrał, tylko skoncentrował się na tym co widział na ekranie.
~Jasna [cenzura]!~ pomyślał. Jedna z rakiet to namierzyła. Pomimo tego, iż był pod wpływem substancji, a także faktu iż jego maszyna była jedną z tych zwrotnijszych, wroga rakieta cały czas leciała w jego stronę. Była szybsza od statku, toteż zaczęła to doganiać. W końcu stało się to co się stać musialo-Rakieta dopadła statek Bhuna. Myśliwiec zatrząsł się cały. Barytf był już przygotowany na śmierć w otchłani kosmosu, gdy zorientował się że jeszcze jako tako żyje. Poważnych obrażeń też nie odniósł. Chwycił stery z zamiarem wylądowaniu na ziemi, gdy okazało się że nic nie działało. Dosłownie. Systemy padły. Luk w myśliwce nie było, zatem mógł być spokojnym o tlen. Albo też i nie, bo system podtrzymywania życia też padł. Bhunowi nie pozostało nic innego jak rozpatrywać się swojej podróży przez kosmos. Tyle dobrego, że kierował się w stronę ziemi. Więc tak czy siak osiągnął swój cel.


[z/t]
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pon Gru 12, 2016 11:02 pm

Ognisty ptak wybił się z Ziemi, niemalże natychmiast rozwijając przy tym prędkość, która powinna pozwolić mu z łatwością podróżować szybko przynajmniej pomiędzy planetami Układu Słonecznego, jeżeli nie dalej. Tym razem nie przybrał ogromnych rozmiarów, przez co wizualnie o wiele łatwiej było go przeoczyć, jednakże już sama jego sygnatura energetyczna mogła zwrócić czyjąś uwagę - o ile oczywiście ten ktoś posiadał ku temu odpowiedni sprzęt...
Zjawisko kierowało się w stronę przeciwną do Słońca, po drodze nie naśladując ruchów prawdziwego, żywego ptaka, czyli machania skrzydłami; te stale pozostawały rozłożone. Długi ogon zanikał w przestrzeni kosmicznej. Pomiędzy płomieniami znajdowały się zaś cztery postaci, bezpieczne i mogące normalnie oddychać, jak gdyby wcale nie opuściły Ziemi.
Wkrótce stało się jasne dokąd zmierzał ptak. W pewnym oddaleniu od planety znajdowała się grupka okrętów, z których pięć utworzyło dość nietypową formację - gdyby je ze sobą połączyć, to przypominałyby pierścień. Właściwie... W pewnym sensie właśnie do tego doszło, choć nie w sposób namacalny - bo pomiędzy pojazdami wydzielać się zaczęła forma energii, która doprowadziła dosłownie do zagięcia przestrzeni. Szósty z okrętów, do tej pory pozostający w tyle, bez wahania przeleciał pomiędzy swoimi kompanami, znikając w utworzonej przez nich bramie...
... A nim ta zdążyła się zamknąć, dokładnie to samo uczynił Phoenix, w odpowiednim momencie zmniejszając swoje rozmiary, aby zmieścić się w przejściu. Na ostatnim odcinku musiał mocno przyspieszyć, aby zdążyć - ale udało mu się. Pozostałe pojazdy również nie próżnowały; prędko ruszyły w swoją stronę, z daleka od Ziemi.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pon Kwi 10, 2017 9:02 pm

Nova nie mógł mieć pewności co tak naprawdę mu się przydarzyło. Wiedział, że właściwie na pewno powinien był oberwać atakiem wroga - i praktycznie czuł już na sobie jego efekty, nim sceneria nagle się zmieniła... I oto teraz miał przed sobą piękny widok na Ziemię, sam zaś znajdował się w pobliżu Księżyca.
Ktoś go teleportował? A może wcześniej faktycznie został zabity - a następnie wskrzeszony w tym miejscu? Nie takie rzeczy działy się we wszechświecie, zaś w jego przypadku miałoby to nawet sens; w końcu Worldmind był zbyt istotny, aby tak po prostu pozwolić mu ulec zniszczeniu. Tyle że... Kto stał za tą niespodziewaną pomocą?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Wolverine

avatar

Liczba postów : 179
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pią Cze 02, 2017 8:33 am

Logan nie miał żadnych pytań, próśb, czy jakiejkolwiek innych chęci do integrowania się z kimkolwiek, lub czymkolwiek. Jeśli o niego chodziło to leżał by na tej podłodze aż nie dotarliby tam gdzie kolejni obcy chcieliby ich zabrać. Tylko jakiś pierwotny instynkt stadny kazał mu się podnieść i ruszyć za grupą wychodzącą z pomieszczenia. Nie chciał też zanadto wkurzać swoich potencjalnych wybawców, więc poszedł grzecznie trasą wskazywaną im przez okręt.
Wnętrze pojazdu było schludne, przestronne i pozbawione niepotrzebnych detali. Wolverine nie mógł pozbyć się wrażenia że znajdują się wewnątrz porcelanowego dzbanka. Dochodzące zewsząd światło i głos też nie działały na niego szczególnie uspokajająco.
Po krótkiej chwili dotarli do czegoś w rodzaju mostka. Nie było tu jednak sterty urządzeń komunikacyjnych i pomiarowych do jakiej przywykł Logan na tego typu jednostkach. Co więcej, gdy tylko wszyscy znaleźli się wewnątrz okręt zafundował im niezłą iluminację.
Nie było pewnym, czy to swego rodzaju projekcja, czy ściany stały się nagle przeźroczyste, ale wszędzie wokoło nagle pojawił się obraz przestrzeni kosmicznej, przez który prawdopodobnie właśnie lecieli.
Jeśli gdzieś na ziemi jest człowiek, na którym rzeczy piękne nie robią wrażenia, to na pewno jest nim Logan. Tym razem jednak wydawał się dziwnie zapatrzony w światło odległych gwiazd i planet. Ostatnim razem gdy miał przed oczami taki widok była z nimi Jean. Przynajmniej ciałem. Kiedy to było. Godzinę temu? Dwie?
Ktoś kiedyś zapytał Logana czy da się przyzwyczaić do bólu. Odpowiedź była prosta. Nieważne ile serii karabinowych nie przyjmiesz, ile razy granat nie oderwie ci kawałka ciała, albo kości nie zostaną połamane, nie jest tak że każdy kolejny raz jest prostszy. Każdy kolejny raz boli tak samo. „Jeśli cię boli, to znaczy że jeszcze żyjesz” Odpowiedział wtedy z przekąsem.
Oczywiście nikt nie pyta człowieka, którego nie da się zabić, co z innym bólem? Tym którego żaden czynnik leczący, czy adamantytowy szkielet nie pomogą zaleczyć. Ból po stracie kogoś bliskiego. A przez ten przeklęty czynnik leczący nawet się nie mógł upić jak należy.
Każda kolejna strata boli tak samo, a Logan podczas swojego życia przyjął ich zdecydowanie zbyt wiele. Wciąż się łudził, że Jean pojawi się zaraz między nimi. Że w głosie ognistego ptaka było wyraźnie słychać też jej głos. Dobrze wiedział że to tylko etap. Że zaraz potem wpadnie w furię. Rozwali coś i wda się w kilka bójek po barach. Potem zacznie pić, albo zaszyje się gdzieś w jednej ze swoich melin. A potem wróci do normalnego życia, a na pamiątkę zostanie mu kolejna blizna. Trochę mu już się ich uzbierało.
Wykonał parę niepewnych kroków w stronę przestrzeni kosmicznej. Gdy światło dało mu znać o dotarciu do ściany, oparł o nią ramię i głowę.
Może powinien spędzać więcej czasu z tymi, którzy wciąż żyją, zamiast żałować że nie robiło się tego gdy już odejdą. Obiecał sobie że jak tylko wróci spędzi trochę czasu z Laurą. Pokarze jej kilka chwytów, które zawsze ratowały mu skórę. Może skoczy z nią do jakiegoś pubu. Jej czynnik leczący także nie pozwalał się upić, więc nie zarzuci mu deprawowania nieletnich. Słyszał ostatnio plotkę że kręci się koło niej jakiś chłopak. Ciekawe czy któryś z instytutu.
Nie pamiętał kiedy rozmawiał z Anną, albo Ororo o sprawach nie dotyczących kryzysów, albo zagrożeń. Ciekawe czy gambit kręci się gdzieś po stanach.
Nigdy nie wiadomo, kiedy opęta kogoś jakiś mitologiczny potwór. Może minotaur, albo co gorsza jakaś hydra. Nie wiedzieć czemu pomyślał od razu o Stevie Rogersie. Może kiedyś powinien wpaść do niego z butelką powspominać stare dobre czasy, zanim świat oszalał.
Z przemyśleń wyrwał go nagły błysk. Gdy minął znajdowali się chyba w okolicy Saturna, a w oddali majaczyły sylwetki jakiejś floty. Nie ważne w jakim języku przekazywane byłyby komunikaty, Wolverine umiał rozpoznać wojskowy ton, gdy miał z nim do czynienia. Krótkie, rzeczowe komendy, oraz flota zarówno bojowych jak i transportowych maszyn sugerowała jakąś większą logistyczną operację. Czy to także byli Shi'Ar? Czy miało to coś wspólnego z inwazją na Houston? Na pewno nie byli wrogo nastawieni, skoro wysłali im nawet eskortę myśliwców.
Spodziewał się że najpierw na miejsce odstawią Lilandrę, jako koronowaną głowę, a ich na ziemię wyślą klasą ekonomiczną. Dopiero po chwili uświadomił sobie że machinacje polityczne mogą być bardziej skomplikowane. Zwłaszcza że cesarstwo może jeszcze nie wiedzieć o losie brata kobiety.
- Co teraz? - zapytał Lilandry podchodząc do niej. - Możesz tak po prostu powrócić do swoich ludzi? My wiemy że twój brat był wariatem, ale inni mogą tego tak łatwo nie przełknąć. Wciąż jesteś gościem instytutu, jeżeli potrzebujesz schronienia na jakiś czas.
Schronienia. A to wymyślił. Jakby systemy obronne instytutu miały coś do powiedzenia gdyby przyleciała po nią flota obcych. Tak czy siak rzucił jej propozycję i powrócił do przyglądania się okrętom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rogue

avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 06/07/2013

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sob Cze 03, 2017 3:50 pm

Wspomniane przez ich rozmówcę nazwy niewiele jej mówiły. Właściwie, słyszała je po raz pierwszy i wciąż nie była do końca przekonana do tego, czy mają do czynienia z sojusznikami czy może z wrogiem. W każdym razie jak na razie byli bezpieczni, to nie ulegało wątpliwości. Ale… Poczekaj, co!??? Ten ktoś mówił o sobie w taki sposób jakby to on sam był okrętem na którym się znajdowali. To chyba jakieś szaleństwo. Oczekiwała, że mają do czynienia z zaawansowaną AI, ale z usłyszanych słów wynikało coś zupełnie innego. Była zdezorientowana i zaskoczona, chciała o to zapytać, lecz w tej właśnie chwili tuż przed nimi pojawił się Phoenix. Pierwsza część jej wypowiedzi nie zabrzmiała optymistycznie. Można było pomyśleć, że zawiodła, nie zdołała pokonać cesarza i nie widzi żadnych szans na dokonanie tego w najbliższej przyszłości. Zaraz jednak nadeszły bardziej kojące słowa. Jednak jej się udało, zagrożenie zostało oddalone. Pomyśleć, że jeszcze parę chwil temu Anna była gotowa poświęcić życie, byle tylko choć na chwilę dłużej powstrzymać szalone zamiary wroga, a teraz stoją na pokładzie obcego statku i słyszą dobre wieści. Była wdzięczna tej kosmicznej sile za ocalenie, naprawdę była wdzięczna. Czuła, że ona to wie. Wkrótce po tym ognista poświata rozproszyła się i znów zostali sami.
W tym właśnie momencie znów odezwał się komputer, Anna wciąż nie chciała przyjąć do wiadomości, że mają do czynienia z inteligentnym statkiem. Jego słowa brzmiały logicznie. Nightshade wciąż skrywała wiele osób, musiał się upewnić, że nie nic mu nie grozi. Nawet jeśli to on miał nad nimi przewagę. Rozumiała to, sama pewnie postąpiłaby podobnie, gdyby znajdowali się w Instytucie.
- Dzięki, jesteśmy wdzięczni za pomoc. – krótko skomentowała wiadomość o transporcie na ich planetę. Już całkowicie się uspokoiła. Nie była pewna, czy spowodowane to było pozytywnymi wieściami od Jean/Phoenix, czy tym, że wracają do domu, ale czuła się o wiele lepiej. Wkrótce zobaczą się z przyjaciółmi i będą mogli im oznajmić, że wspólnymi siłami udało im się ocalić wszechświat. Być może zdołają też poprawić wizerunek Jean, nieco nadszarpnięty przez wydarzenia na wzgórzach Hollywood. Podążała wskazywaną im drogą, gdzieś na czele grupy. Zadziwiało ją to, że nie spotkali ani jednego członka załogi. Zupełnie nikogo. Czyżby rzeczywiście sam okręt był w jakimś stopniu… „żywy”? Coraz częściej ta myśl przewijała się przez głowę Anny, poświęcała jej coraz więcej uwagi i coraz więcej wskazywało na to, że była ona prawdziwa. Oj, będą mieli o czym opowiadać. Zdecydowanie. Gdy znaleźli się u celu podróży, wszystkie ściany pomieszczenia zniknęły. Sprawiało to wrażenie, jakby okręt zniknął i pozostawił ich w przestrzeni kosmicznej, lecz wcale tak nie było. Wciąż przebywali na pokładzie, w tym pomieszczeniu, ale… To było coś niesamowitego. Możliwość obserwowania wszystkiego, na spokojnie, bez obawy o własne życia, mogła trochę przytłaczać. Zwłaszcza mutantów, nie przyzwyczajonych przecież do podróży kosmicznych i takich widoków. Dlatego też po przeniesieniu się do ich układu słonecznego nie mogła się powstrzymać przed głośnym westchnięciem. Efekt był piorunujący. A jednocześnie ten ogrom otaczającego ich świata mógł przerażać. Coraz mocniej uświadamiała sobie, że są tylko niewielkimi cząsteczkami w ogromie wielu innych istot i planet. Żałowała, że niektórzy z jej przyjaciół nie widzą tego samego. Przysłuchiwała się wymianie zdać między dwoma jednostkami i zrozumiała tylko to, że wkrótce znajdą się na powierzchni Ziemi, a towarzyszyć im będzie eskorta. Obca flota unosząca się nad planetą mogła budzić niepokój, ale intuicja podpowiadała jej, że nie w żadnym wypadku nie są wrogiem. Nie znała celu w jakim znaleźli się tu znaleźli, ale prawdopodobnie w ten czy inny sposób wkrótce go odkryją.
- Logan ma rację. Jesteś u nas mile widziana. Wy wszyscy jesteście. – Spodziewała się odmowy, w końcu jej kraj pozostaje bez odpowiedniej władzy, sama też pewnie będzie chciała jak najszybciej wrócić do normalności, ale nie wypadało nie zaproponować dalszej gościny. Nikt nie powinien im mieć tego za złe. Lilandra okazała się być ich przyjaciółką, a imperium, nad którym prawdopodobnie przejmie teraz rządy, może okazać się niezwykle cennym sojusznikiem. – Zrozumiem jeśli zechcesz natychmiast wrócić do swoich ludzi. Potrzebują kogoś kto nimi pokieruje. Jeśli tak, to mam nadzieję, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie. – uśmiechnęła się szczerze czekając na odpowiedź kobiety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Cze 11, 2017 6:29 pm

Gladiator nie mówił wiele - lecz za to słuchał uważnie, zarówno pytań, które zadawali X-Men, jak i odpowiedzi od okrętu. W dalszym ciągu wydawał się czujny i ostrożny, ale mimo to również spokojny i opanowany. Być może zaważyła tutaj informacja o tym, z kim mieli do czynienia i gdzie się znajdowali, a może w grę wchodził jakiś inny czynnik, trudno powiedzieć... Grunt jednak, że kiedy tylko zgłoszony został problem aktualnej formy Nightside, kosmita - także i tym razem przy użyciu zaledwie prostego gestu - przykazał jej się odmienić. Czarna plama jak na zawołanie zaczęła się rozszerzać, a następnie przesuwać wyżej, pod sobą odsłaniając kolejne sylwetki i już po chwili pomieszczenie wypełniło się członkami załogi Shi'ar... W różnym stanie. Niektórzy wyszli z opresji obronną ręką i wyglądali tylko na trochę potłuczonych, inni krwawili z ran na różnych częściach ciała, a wszyscy sprawiali wrażenie bardzo poruszonych i zmarzniętych. Ostatnia pojawiła się zaś sama Nightside, która zaraz potem całkowicie usunęła swój mrok.
Po krótkim - oficjalniejszym - powitaniu grupa przeszła dalej, prowadzona przez migające światła. Przed wkroczeniem do docelowego pomieszczenia Lilandra przykazała większości Shi'ar zaczekać na zewnątrz, a ze sobą zabrała tylko Nightside i Gladiatora; oczywiście na X-Men nie miała żadnego wpływu, więc nawet nie próbowała się do nich zwracać. Kolejny dialog, jeszcze trochę zmian - i w końcu okręt zmierzał już prosto ku Ziemi, wraz z nową eskortą.
Propozycja Logana, poparta przez Rogue, wywołała na twarzy Lilandry wyraz lekkiego zaskoczenia, który jednak kobieta szybko opanowała. Być może nie sądziła, że wciąż jeszcze będzie mile widziana - nie po tym, jak sprowadziła na X-Men i Instytut tyle kłopotów... Jej spojrzenie przesunęło się pomiędzy mutantami, zerknęła nawet ku Cyclopsowi, a następnie jeszcze krótko ku Gladiatorowi.
-Bez mojego brata Wysoka Rada będzie mi przychylniejsza... Szczególnie teraz, gdy czeka nas niesienie pomocy przy naprawianiu szkód, które mógł zdążyć wyrządzić Kryształ. Doceniam waszą ofertę, X-Men... I jestem pewna, że będziemy mieć jeszcze okazję do spotkania- rzekła na początek, po czym przeniosła wzrok w stronę Ziemi. Jej czoło zmarszczyło się subtelnie... Jak gdyby pomimo tych słów i tak czymś się martwiła.
Choć odległość była przecież spora - przynajmniej w ludzkim rozumieniu, bo w kosmicznym już niekoniecznie - dalsza podróż potrwała krótko... Między innymi dlatego, że okręt najwyraźniej nie zamierzał za bardzo zbliżać się do planety i postawił na teleportację. Uprzedził o niej zawczasu, dzięki czemu Shi'ar i X-Men mogli się jeszcze krótko pożegnać, lecz zaraz potem przeniósł już obie grupy w osobne miejsca. Mutanci wylądowali przed swoją bazą, a kosmici... Kto wie?

***

Nikt nie odpisuje, więc zedytowałem post. W tym temacie wszyscy dostajecie z/t, okręt teleportował Was do Instytutu, krótko przed nim zacznę, ale potem będziecie już mogli pisać bez udziału MG.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
N'yota

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Ziemia   Nie Lip 02, 2017 9:41 am

Kierowane wspólną myślą trutnie uwijały się po centrum dowodzenia, starając się jak najlepiej wypełnić zadania przeznaczone dla znacznie większej załogi. Była ich zaledwie garstka, nie niepokoiły się jednak. Ich królowa była z nimi. Wyczuwały jej myśli tak, jakby stała tuż obok. Ich bracia pozostali daleko stąd, chwilowo porzuceni, ale nie zapomniani. Nieliczne pozostałe na wolności stworzenia nie mogłyby im pomóc. Był jednak ktoś, kto mógł. Musieli go tylko odnaleźć.
Szczęśliwym zrządzeniem losu, w komputerze nawigacyjnym shi’arskiego statku kolonizatorskiego znajdowała się planeta Ziemia. Nie mogli mieć pewności, że znajdą tam tego, kogo szukali, innego tropu jednak nie mieli. Wiedzione rozpaczliwą nadzieją pozostałości roju wytrwale zdążały do celu.

Statek wyszedł z nadprzestrzeni w okolicy jedynego ziemskiego księżyca, o czym natychmiast poinformował komputer pokładowy. Ekran w centrum dowodzenia ukazał obraz planety, niewielkiej błekitnobiałej kuli, która powoli rosła w miarę zbliżania się do niej statku. Daleko stąd, wewnątrz swojej celi, N’yota odetchnęła głęboko i z wyraźnym wysiłkiem. Utrzymanie kontaktu na taką odległość wiele ją kosztowało, musiała się jednak upewnić, że jej dzieci dotarły bezpiecznie do celu. Musiała zobaczyć go na własne oczy. Przykazała trutniom utrzymać obecny kurs i stałą, niewielką prędkość. Nie wiedziała jakie powitanie czeka ich na Ziemi, postanowiła więc zachować daleko idącą ostrożność i nie objawiać się mieszkańcom planety jako potencjalne zagrożenie.

Nie wyglądało na to, aby ich pojawienie się zaalarmowało kogokolwiek. Nie niepokojony przez nikogo statek sunął jednostajnie w kierunku Ziemi, podczas gdy trutnie dwoiły się i troiły, przygotowując się do wejścia w atmosferę i rozpoczęcia procedury lądowania.  Informacje na temat planety zawarte w komputerze pokładowym były dość skąpe i zawierały jedynie pobieżny opis atmosfery, kontynentów, wód powierzchniowych i biotopów. Miejsce lądowania wybrane zostało dość przypadkowo – ot, pierwszy w miarę płaski teren pomiędzy morzem a górami, wyglądający na niezamieszkały i nienoszący śladów cywilizacji. N’yota nie wiedziała gdzie rozpocząć poszukiwania, nadawało się zatem do jej celów tak samo, jak każde inne. Statek nie posiadał maskowania, zatem ich podejście z pewnością zostało zauważone, tym lepiej więc, jeżeli przez jakiś czas pozostaną na odludziu, mając czas na obmyślenie planu działania.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 160
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Sro Sty 03, 2018 9:42 pm

Za każdym razem opuszczanie pola grawitacyjnego planety kojarzyło się Rocketowi z poczuciem wolności. Dla kogoś, kto tak na prawdę nie miał żadnego domu, żadnego punktu zaczepienia kosmos był idealną matką. Gdzieś tam działy się setki rzeczy, wybuchały i gasły wszechświaty, a wcentrum tego chaosu Rocket, który sam nie był do końca pewien czego właściwie chce od życia.
Zbliżał się powoli do jedynego naturalnego satelity ziemi. Niedługo będzie na tyle daleko od innych ciał stałych by bezpiecznie zaryzykować przeskok. Choć "bezpiecznie" było dość relatywnym określeniem zważywszy na trzeszczący w ładowni generator Fantastycznej czwórki. Do tej pory spisywał się gładko, ale nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz w nadświetlną.
A znaczyło to że jeśli Quill i reszta mieli jakieś uwagi, sugestie, czy słowa pożegnania, to była na nie ostatnia okazja. Szop nie był pewien na jaką odległość mogły działać ich sprzęty komunikacyjne, odkąd ich centrala na Knowhere przestała istnieć. Choć jeśli systemy tego statku robali były sprawne nie powinno być z tym problemu.
Zobaczymy.
Chwilę leciał w spokoju, a niezidentyfikowane emocje targały jego głową.
Nagle poczuł na swoim ramieniu rękę Groota. Posiadanie drzewca jako drugiego pilota miało tę małą zaletę, że mógł podnosić na duchu, bez odpinania fotela.
-Jestem Groot - powiedział drzewiec i uśmiechnął się.
Drewniany kolos odchylił ramię do tyłu, a jego dłoń powędrowała dalej, do starego odtwarzacza Quilla. Pstryknął przełącznik i nagle statek wypełniły znajome dźwięki.
-Masz rację Groot! Masz całkowitą Rację!
Przelatywali właśnie obok księżyca. Patrząc na niego Rocet miał niejasne wrażenie że o czymś zapomniał...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pon Sty 08, 2018 4:53 pm

Nagle wziął głęboki, szarpany oddech i otworzył oczy. Momentalnie zerwał się na równe nogi szaleńczym ruchem oglądając się na wszystkie strony. Znajdował się na jakiejś niewielkie asteroidzie, a przed sobą miał widok na Ziemię. Początkowa ciemność i dezorientacja zaczynała ustępować, ustępując miejsca wszystkiemu, czego był świadkiem w ciągu ostatnich kilkunastu godzin. Wizyta Guardiansów na Ziemi (tutaj jego umysł zatrzymał się na chwilę przy rozmowie z Gamorą oraz kłótni z Peterem), a następnie komunikat z Knowhere. Byli atakowani. Zarówno on jak i jego przyjaciele ruszyli im z odsieczą w pośpiechu starając się zgromadzić jak największe wsparcie. Jak się okazało był to ich największy błąd, jego największy błąd. Jakim cudem mógł być tak lekkomyślny? Nie był Novą od wczoraj, stoczył nie jedną bitwę, przeżył anihilację. Zrobił to wszystko i dał się pokonać w kilka sekund. Taki był z niego „bohater kosmosu”.
Jakim cudem to się mogło stać? Rozproszyła  go niespodziewana wizyta dawno niewidzianych przyjaciół? Baza kosmiczna była mu tak bliska, że dał się ponieść emocjom?
Wszelkie rozważania przerwał nagły głos Worldminda.

Richard? W końcu się obudziłeś? Nareszcie, zaczynałem się martwić. Byłeś nieprzytomny przez ostatnich kilkanaście godzin. Prawie na pewno zostaliśmy teleportowani, niestety nie wiem czy Strażnicy Galaktyki również. Znajdujemy się niedaleko Księżyca i Ziemi.

Gdy skończył swój monolog Rider westchnął głośno i z frustracją uderzył pięścią w ziemię, robiąc w niej sporą dziurę. Jak mógł na to pozwolić?
Pewna część niego chciała usiąść i spędzić tak następne godziny, ale dobrze wiedział, że nie może. Musiał dowiedzieć się, jak wyglądała sytuacja. Oni co prawda dostali, ale istniała szansa, że ich posiłki dały sobie radę lepiej. Pozostawała też kwestia Strażników oraz Knowhere. Miał cichą nadzieję, że tak jak i on zostali teleportowani. Nasuwało się także pytanie, kto był tak w zasadzie odpowiedzialny za uratowanie mu życia. Nie przypominał sobie, żeby statek, którym polecieli na te misję miał takie możliwości, a więc kto…?
- Gdy byłem nieprzytomny ktokolwiek nadawał do mnie jakieś komunikaty? Albo po samej teleportacji? Znamy osobę, która mnie tutaj przeniosła? To całkiem spora odległość jak na jeden skok.

Nie potrafię w tej chwili odpowiedzieć. Być może ten, kto nas tu przesłał sam się ujawni w najbliższym czasie. Ewentualnie mogli to być Shi’ar, aczkolwiek jeśli byliby to oni powinni znajdować się tutaj również Star-Lord wraz z resztą drużyny.

Richard milczał przez chwilę, rozważając to wszystko w swojej głowie, ale nim zdążył wysnuć jakieś sensowne wnioski odezwał się jego komunikator, a sam hełm natychmiastowo pokazał mu współrzędne.
Knowhere!
W środku zapalił się lekki płomień nadziei. Może nie wszystko było stracone? Jakoś komunikatu nie wskazywała, aby, ktokolwiek to jest, miał się dobrze, ale z pewnością żył. Pozostawało też pytanie kim był. Sojusznikiem czy też wrogiem. W obecnej sytuacji nie mógł się tego dowiedzieć, a więc zostawało mu tylko jedno.Ruszyć tam raz jeszcze i tym razem naprawdę się postarać.
Wiedział jednak, że nie może tego zrobić tak po prostu. Nie wiedział, czy Strażnicy żyją, ale dla wszystkich jego obecny status był zapewne tak samo nieznany. Musiał więc poinformować Avengersów o swojej sytuacji, oraz o tym, jakie ma teraz plany.
Upewniwszy się, że komunikator w hełmie dobrze działa odchrząknął, a następnie nadał w stronę Ziemii, a konkretniej do Avengersów następujący komunikat.
- Z tej strony Nova Prime, Richard Rider. Przeżyłem katastrofę pod Knowhere. Nieznana mi jeszcze siła teleportowała mnie na moment przed zderzeniem. Nie mam danych o statusie Strażników Galaktyki. Odebrałem komunikat, którego współrzędne wskazują bezpośrednią okolicę Knowhere. Lecę to sprawdzić. Odezwę się, gdy uda mi się dowiedzieć czegoś więcej. Przesyłam Wam też tę wiadomość, gdyby do Was nie dotarła.
Tutaj zamilkł na chwilę, przesyłając odebrany niedawno komunikat dalej, a następnie raz jeszcze uruchomił nadajnik i tę samą wiadomość nadał na częstotliwościach Strażników.
Gdy upewnił się, że wszystko jest gotowe, przeprowadził skan swojego ciała, upewniając się, że nic nie zostało uszkodzone. Zadowolony z faktu, że nie odniósł żadnych poważnych obrażeń raz jeszcze spojrzał na Ziemię, a następnie wyliczył odpowiedni kurs i wystartował, obliczając jak daleko musi się oddalić, aby otworzeniem bramy nie wywołać zniszczeń zbyt blisko Ziemi.
Jednakże nim zdążył to zrobić Worldmind niespodziewanie poinformował go, że w okolicy znajduje się jednostka latająca, której obecny kurs wskazuje na to, że leci dokładnie w tym samym kierunku. Zdziwiony tym faktem Rider nieco zwolnił. Czyżby ktoś zdążył odebrać jego sygnał i tak szybko wyruszyć? Musiał  to sprawdzić.
Zmienił nieco kurs i przyśpieszył, a po chwili jego oczom ukazała się Milano. Czyżby Strażnicy przeżyli?
- Rocket? Peter? Jesteście tam? Wpuśćcie mnie na pokład. To ja, Richard. – rzucił, a następnie ruszył w ich stronę. Może powinien zachować więcej ostrożności, ale nie wierzył, żeby którykolwiek z członków drużyny pozwolił ukraść ten statek, a na Ziemi wciąż znajdowała się Gamora.
Gdy właz w końcu się otworzył wszedł do środka, a gdy został zamknięty ruszył dalej, w stronę kokpitu. Musiał jak najszybciej sprawdzić kto znajdował się na pokładzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon

avatar

Liczba postów : 160
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Czw Sty 11, 2018 11:47 am

Rocket aż pacnął się w głowę, kiedy w komunikatorze pojawiła się wiadomość Richarda. Przecież zupełnie niedawno zadał sobie niemały trud, aby odkryć położenie Novy, a teraz po najnowszych doniesieniach z okolic Knowhere zapomniał o bożym świecie.
-JESTEM GROOT! - powitał go radośnie Groot przez komunikator, a Rocket otworzył właz zewnętrznej śluzy.
To zabawne jak często funkcjonalność przewidziana do doraźnych napraw poszycia przydawała się do witania kosmicznych gości. Gdy kamery zarejestrowały ruch w śluzie, szop zamknął właz i uruchomił procedurę wymiany atmosfery. Zastanowił się szybko czy ze  swojego punktu widzenia Richard odczuwał jakąkolwiek różnicę.  On sam nie wyobrażał sobie jak można poruszać się po przestrzeni kosmicznej, własnoręcznie otwierać bramy do podróży nadświetlnych, czy miotać śmiercionośnymi promieniami. Oczywiście Rocket dokonywał podobnych cudów, ale nie za pomocą skinienia ręki. Było coś uczciwego w spluwach i statkach. Masa, energia, fizyka. Podobna moc zamykana w tak małym ciałku jak Gladiator, Feniks, czy właśnie Rich przyprawiała go o ból głowy gdy o tym rozmyślał. Zastanawiał się jak to by było być Novą. Machnął jednak na to ręką. Nie ma co gdybać nad niemożliwym.
Gdy atmosfera się wyrównała otworzyły się drzwi, które króciutkim korytarzem prowadziły do głównej przestrzeni magazynowej. Od razu mógł w oczy rzucić się generator, który widocznie nie był tutaj na miejscu, a jednak pracował. Po wnikliwej obserwacji dało się na nim zauważyć oznaczenia Fantastycznej Czwórki z ziemi, o ile komuś chciało by się wpatrywać w symbole na maszynie.
Na powitanie wyszedł mu Groot, który zdawał się być jeszcze bardziej uśmiechnięty niż zwykle. Od razu uściskał Richa tak serdecznie, że prawdopodobnie tylko novaforce uchroniło go przed połamaniem żeber. Następnie gestem wskazał mu drogę i poprowadził go do kokpitu. Richard oczywiście doskonale znał rozkład pomieszczeń w Milano, ale grzeczności nigdy za mało.
- Hej Nova! Witamy wśród żywych! – powitał go od razu szop – Wybacz że komitet powitalny jest taki mierny, ale reszta jest zajęta jedną sprawą z przeszłości. Czyli odebrałeś sygnał? – zmienił nagle temat – Też masz przeczucie że to najbardziej oczywista pułapka świata w którą i tak damy się złapać? Minęło już trochę czasu. Oczywiście mogli wciąż przeżyć, ale jeśli nadają, to znaczy że czują się bezpieczni, a najeźdźcy już odlecieli. W takim razie to byłaby jedna ze sprawniejszych akcji przejęcia jakie widziałem. A ty co o tym myślisz? – zapytał na końcu.
Za chwilę będą w odpowiedniej pozycji do wykonania bezpiecznego skoku. Komputer pokładowy obliczał już współrzędne. Szansa na to że to prawdziwe wezwanie pomocy była zdaniem szopa niewielka, ale jednak była. Nie mogli więc nie zareagować, przypuszczalnie zostawiając ich na pewną śmierć. – Dałbyś jakoś radę wybadać czy teren jest czysty? Nawiązać z nimi kontakt?
Była to dość spora odpowiedzialność i Rocket czuł się źle zrzucając ją na kumpla. Prawda była jednak taka, że pojedynczego człowieka trudniej wykryć niż cały statek. Szop samemu również chciał przenieść się z dala od Knowhere, przypuszczalnie poza zasięg sonarów i powoli zbliżać się do ostatnich koordynatów bazy. Zakładał że łatwiej będzie pojedynczemu stateczkowi wykryć wrogą flotę, niż na odwrót.
Nie wspominając już o jednym człowieku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nova

avatar

Liczba postów : 86
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Ziemia   Pią Lut 02, 2018 9:05 pm

Słysząc w komunikatorze donośny głos Groota nie potrafił powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Skoro żył on to z całą pewnością cała reszta drużyny również była cała i bezpieczna. W końcu wszyscy znajdowali się razem na statku, który pożyczyli od Fanstastic Four. Czym będzie musiał się zająć, gdy znowu zawita w domu. Susan z pewnością nie była zadowolona z tej straty i chociaż wątpił, ażeby był w stanie spłacić dług Guardiansów to może uda mu się wyrównać jakąś przysługą...
Póki co jednak zaprzestał tych rozmyślań i skupił się na tu i teraz. Nie mógł sobie pozwolić na rozproszenie, gdyż ostatnim razem nie skończyło się to dla nich dobrze. Tak naprawdę wszyscy cudem uniknęli śmierci.
Po wleceniu do statku zatrzymał się na chwilę i poddał wszelakim potrzebnym procesom, a następnie, gdy drzwi w końcu się otworzyło sprawnym krokiem ruszył przez krótki korytarz, który zaprowdził go do głównej przestrzeni magazynowej. Na widok generatora, którego z pewnością nie powinno tutaj być zmarszczył lekko brwi, ale symbol FF lekko go rozbawił. Miał nadzieję, że Rocket zdążył poinformować właściciela o pożyczce.
Jego obserwacje zostały jednak skutecznie przerwane przez Groota, która uściskał go wyjątkowo mocno.
- Ej, ej. Uważaj, bo jeszcze mnie połamiesz. Też się cieszę, że Cię widzę, przyjacielu. - rzucił w jego stronę z przyjaznym uśmiechem, a następnie ruszył zaraz za nim w stronę kokpitu, gdzie zastał nikogo innego jak Rocketa.
Zaciekawiły go mocno wzmianka o sprawie z przeszłości, ale Raccoon skutecznie odwrócił jego uwagę, kierując tory na Knowhere. Kiwnął głową na znak, że również odebrał sygnał, a następnie odczekał, aż Rocket skończy mówić.
- Będąc szczerym nie jestem taki pewny tego, że niebezpieczeństwo zniknęło. Równie dobrze mogą być w tak rozpaczliwej sytuacji, że próba wezwania pomocy jest dla nich ostatnią deską ratunku. No i nie mamy pewności co do tego, kto to nadal. Musimy być ostrożni, zdecydowanie bardziej niż wcześniej. - dorzucił jeszcze na koniec, a następnie zamilkł, dając rozmówcy możliwość na przemyślenie jego słów, a także odpowiedź.
- Mogę spróbować sprawdzić, czy w okolicach stacji znajdują się źródła transmisji, ale nie ma pewności, że się uda. Znajdujemy się dość daleko. W razie czego spróbuję też, gdy będziemy bliżej. Natomiast co do kontaktu... Istnieje zbyt duże ryzyko na to, że ktoś przechwyci mój komunikat i zostanie uprzedzony o naszym przybyciu. Jeśli to nie jest pułapka, ale przeciwnik nadal znajduje się w okolicy stacji lepiej nie uprzedzajmy go, że ktokolwiek odebrał sygnał niedobitków. - po tych słowach odchrząknął i zwrócił się do Worldminda z prośbą, ażeby spróbował zebrać jakieś informacje z okolic Knowhere, o ile w ogóle się dało w obecnej sytuacji.

Oczywiście, ale musisz dać mi chwilę.

Odparł Worlmind, a następnie zamilkł, starając się wykonać powierzone mu zadanie. Rider skinął głową do Guardiansów na znak, że jego "druh" zajął się spełnianiem prośby Rocketa, a następnie oparł się o jeden z foteli, które znajdowały się w tym pomieszczeniu. Miał nadzieję, że nie zejdzie mu to zbyt długo no i, że w ogóle uda mu się coś zdobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ziemia   

Powrót do góry Go down
 
Ziemia
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ziemia-75: forum literacko-dyskusyjne o Marvelu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Inne światy :: Przestrzeń kosmiczna-
Skocz do: