Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główne laboratorium

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 340
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Główne laboratorium   Pon Cze 10, 2013 4:31 pm

First topic message reminder :

Jedno z pomieszczeń laboratoryjnych. Przestronne, sterylne wnętrze pełne niezbędnego sprzętu i czujników ostrzegających przed ewentualnym zagrożeniem związanym z eksperymentami. 24/7 nadzorowane przez zawsze chętnego do pomocy Jarvisa. Pod ścianą znajduje się panel pozwalający na dostęp do komputera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Captain America

avatar

Liczba postów : 235
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Gru 01, 2015 7:14 pm

Jarvis spełniał swoją rolę perfekcyjnie i jeszcze w pokoju dziennym podał nazwę lokalizacji, którą Rogers otrzymał w anonimowej wiadomości. Nadal jednak nie udało mu się odkryć, kto był nadawcą, co sprawiało, że odczuwał pewien...niedosyt.
Plus, AI zdecydowało się podzielić nazwą także przy pannie Frost, co nie do końca spodobało się Stevenowi. Cóż, powinien był dokładnie sprecyzować swoje polecenie, a i tak nie sądził, by Emma miała w jakikolwiek sposób utrudnić mu zadanie.
Tylko co takiego mogło się znajdować w Dixie National Forest?
Cap skorzystał z okazji, że Wanda i James są pod chwilową opieką panny Drew, i pozwolił sobie zajrzeć do swojego "mieszkania", które dawno temu podarował mu Tony. Czy przydzielił. Oczywiście nadal na obszarze AT. Tam, między innymi (pomijając zbrojownię i kilka innych punktów w wieży), trzymał swój kostium.
Odświeżony i przebrany w kombinezon, przemierzał szybkim krokiem korytarze, zmierzając do laboratorium. Od pożegnania się z Emmą Frost minęło maksymalnie 10 minut. Gratulował sobie w myślach, że postanowił zostawić tarczę w "swojej" części wieżowca, a nie oddał żadnemu agentowi do przechowania, bo musiałby po nią zjechać prawdopodobnie na sam dół, a to by zajęło. Jakieś dwadzieścia kroków przed miejscem docelowym, Rogers otrzymał wiadomość. Ze zdziwieniem i lekkim niepokojem wyciągnął swój komunikator (który też zmienił. Na telefonopodobny).
"Wybacz, że przeszkadzam Cap, ale mam potworny problem.
Wanda potrzebuje mojej pomocy. Co mam zrobić? Czy zaryzykować prędkość Eksploera naszego Jarvisa i ich tu zostawić?"

Westchnął i podbiegł już do wejścia, bo nie opłacało mu się na to odpisywać; jego poprzednie spotkanie zakończyło się w idealnym momencie.
- Wróciłem. Dziękuję, Jess. - rozejrzał się po pomieszczeniu, czy aby na pewno wszystko i wszyscy są na swoim miejscu, po czym ponownie przeniósł swój wzrok na Kobietę-Pająk. - Tak przy okazji - czy mogłabyś przekazać Wandzie, aby jak najszybciej skontaktowała się z Emmą? Zaistniał pewien poważny problem, który wymaga omówienia. Ale już wtedy, jak się z nią zobaczysz. - Wanda Wilson stała jakoś podejrzanie blisko Mścicielki. Położył hełm na najbliższym blacie i obrócił się w stronę swoich towarzyszy. - ...i chyba mamy mały problem. - poczekał, aż Jessica opuści pomieszczenie, by w spokoju podzielić się informacjami z nową drużyną. Postanowił, że weźmie ich ze sobą "na próbę", jako że raczej na misje przeznaczone dla Avengers nie uzyskaliby zgody. Ta sprawa natomiast była dosyć prywatna, więc.. czemu nie? - Tak, załatwię Ci jakąś broń, Bucky. I widocznie się nie do końca zrozumieliśmy, Wando, ale mówisz dla mnie czymś, co jest wariacją od języka angielskiego. -Tak, Steve, daj im broń z logiem SHIELDu najlepiej. I zacznij odliczać, aż agenci zapukają do Twoich drzwi. Kto wie, może nawet dla Ciebie pofatygują się o rozprawę? Dokańczał poprzednie wątki, przy okazji wyciągając coś z kieszeni.. - zwinięty skórzany pasek powędrował w stronę najemniczki. Jako że zabrał jej pas z teleporterem, który miał teraz na sobie, postanowił wziąć dla niej jeden ze swojej szafy, by spadające spodnie nie krępowały jej ruchów. - Dostałem wiadomość od nieznanego nadawcy ze współrzędnymi, które okazały się pewnym lasem w Utah. Czeka nas mała wycieczka.  - Skrzyżował ręce na piersi i obserwował, jakie będą ich reakcje.
Miał wrażenie, że za pięć minut będzie żałował, iż nie siedzi nadal w chłodnym pokoju z Emmą Frost i nie rozmawia o losach ludzkości ani tym podobnym. Mimo że jeszcze 15 minut wcześniej myślał coś zupełnie innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider Woman

avatar

Liczba postów : 66
Data dołączenia : 19/05/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Gru 05, 2015 4:36 pm

Nie doczekała się odpowiedzi Lady Deadpool, gdy przybył Kapitan. Och jak dobrze.
- To ja lecę ratować. Świat.- rzuciła zaraz uwalniając się z uchwytu Lady Deadpool i zgrabnie podbiegła do drzwi.
- Miło było poznać was.- bardziej Lady Deadpool, dłużej i więcej zdołała z nią pogadać- Mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie nam się spotkać, bez potrzeby zabijania się nawzajem.
- Swoją drogą Cap to, że siedziałam tu krótko nie znaczy, że twoja spłata będzie mała.- dodała od siebie pokazując mu trochę język i z uśmiechem umknęła. Zaraz spoważniała. Wanda potrzebowała jej pomocy. Działo się coś złego.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Gru 06, 2015 7:40 pm

"A obezwładnienie ciebie, Zimowy, byłoby jeszcze mniejszym problemem" - kiedy Winter Soldier to usłyszał, lekko się zdenerwował. Bardziej niż lekko, ale nie dawał tego po sobie poznać. Jak ona w ogóle mogła tak mówić? Barnes był pewien, że gdyby zmierzyli się w uczciwej walce, wcale nie byłaby tego taka pewna. Po tych wszystkich eksperymentach i latach treningów, a później zabijania swoich celów, Bucky był świetnym, wręcz niepokonanym komandosem. Przynajmniej tak myślał, a (choć sam uważał inaczej) Lady Deadpool pewnie zmieniłaby jego zdanie (tylko dlatego, że ma healing factor!). Zaatakował ją więc jedynie swoim firmowym wrogim spojrzeniem wrogiego Bucky'ego (które robiło zdecydowanie lepsze wrażenie, gdy miał na sobie barwy wojenne i maskę) i pozwolił jej dalej mówić. I mówić. I mówić. Większość jej wypowiedzi po prostu ignorował, ale raz na jakiś czas zdarzało jej się powiedzieć coś, co go denerwowało lub przykuwało jego uwagę. Na przykład to o zaufaniu. Nic dziwnego, że nie wierzyła w intencje Żołnierza, on sam nie do końca w nie wierzył, ale miał prawo się zirytować - groziła mu śmiercią.
-Możecie mi zaufać. Mówiłem już - nie zostało we mnie nic z tego rosyjskiego zabójcy - poza urokiem osobistym, tymi pięknymi włosami i czarującymi oczami. I od czasu do czasu zapominał się z akcentem. I tak trochę (ale bardzo trochę), gdzieś tam głęboko, miał ochotę zabić Steve'a. Oprócz tego - kompletnie nic! No, teraz Wilson mogła już kontynuować swój monolog.

Steve, gdzie jesteś? Bucky spoglądał coraz bardziej zirytowany na najemniczkę. Tylko spoglądał - już dawno zadecydował, że nie będzie jej słuchał. Wyłapywał tylko kluczowe słowa i włączał się, gdy mowa była o misji. Ale to stanowiło tylko ułamek wszystkiego, o czym gadała Wanda. Kolejnej części nie zrozumiałby nawet, gdyby chciał, a reszta to głupoty, których James nasłuchał się już dziś wystarczająco. Miał więc nadzieję, że jego przyjaciel wróci jak najszybciej i powie Buckowi, że w końcu może opuścić  laboratorium. Da się nawet nafaszerować tą starkową technologią, o której wspominali - byleby skończyła się ta karmazynowa katorga. Swoją drogą, obecna w pomieszczeniu Jessica wcale nie wyglądała na tak zdenerwowaną tym wszystkim, jak Bucky. Może to kwestia tego, że jest tutaj tak krótko, a może ma po prostu większą cierpliwość? Ciężko powiedzieć, ale było to zadziwiające. Dało się natomiast zauważyć, że nie rozumie sporej części słów panny Wilson. Więc z Bucky'm wszystko było okej, dobrze.
W końcu w laboratorium pojawił się Steven. Czas jego nieobecności dziwnie się Bucksowi dłużył, ale ważne, że dobiegł końca. Liczył na jakieś dobre wieści - niech Cap pożegna Lady Deadpool, niech każe jej gdzieś pójść, gdziekolwiek. Nie? Jeszcze nie? Ale przynajmniej miał inną fajną wiadomość - Bucky dostanie broń! Liczył na coś naprawdę wypasionego, godnego przyszłego Avengera (bo powoli oswajał się z myślą, że być może zostanie Mścicielem). Rozmarzył się, myśląc o używaniu zaawansowanych technicznie broni, więc dopiero po chwili zwrócił uwagę na coś tak istotnego jak kostium Rogersa. Co jest trochę dziwne, bo przecież raczej ciężko przeoczyć uniform tak kolorowy, aż emanujący amerykańskim patriotyzmem. No, kostium trochę się zmienił od czasów wojny. Przynajmniej z tego, co Bucky pamiętał. Nie komentował teraz jednak jego ubioru, bo Steve po chwili wspomniał o czymś znacznie ważniejszym. "Czeka nas mała wycieczka"
-A co dokładnie będziemy robić w tym lesie? - zapytał zaciekawiony pierwszym zadaniem w nowej drużynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool

avatar

Liczba postów : 196
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Gru 24, 2015 3:16 pm

Prawdą jest, że Barnes przeszedł wiele eksperymentów, treningów i nabył ogrom doświadczenia w zabijaniu, tym samym stając się wybitnym komandosem - jednak nie tylko on mógł się tym pochwalić. Lady Deadpool również była perfekcyjnie zaznajomiona z obsługą wszelkiego rodzaju broni, dysponowała nadludzką kondycją fizyczną, jej nieprzewidywalność widoczna była w sposobie walki, a jakby tego było mało - eksperymenty przeprowadzane na tej rozgadanej blondynce wyposażyły ją w Healing Factor. O ile w czystym pojedynku James oraz Wanda prawdopodobnie okazaliby się sobie równi - o tyle czynnik gojący z pewnością przeważyłby szalę zwycięstwa na stronę pani Wilson, zmieniając w ten sposób zarozumiałe zdanie Zimowego Żołnierza (Przecież było to już powiedziane w narracji jego posta) (Wiem, właśnie miałem o tym wspomnieć) (Oczywiście, oczywiście. Jak dobrze, że masz mnie - inaczej ten wstęp już całkiem wyglądałby jak perfidne lanie wody, byle mieć ładny początek posta) (Nie schlebiaj sobie za bardzo) (Nie muszę, ty już to zrobiłeś, emotka-serduszko).
Niewiadomo więc, czy brak jakiejkolwiek reakcji na "firmowe wrogie spojrzenie wrogiego Bucky'ego" był spowodowany właśnie świadomością powyższego, czy może był to jedynie efekt luźnego podejścia Lady Deadpool do życia, jedno było jednak pewne - bez swojej maski i bojowych cieni do powiek, Winter Soldier nie wyglądał w mniemaniu najemniczki ani trochę groźnie (Ale koniec już o Jamesie - czas na mały time-skip, powrót do scen ze Spider-Woman!).

- Łamać palce? Na twoim kostiumie znajduje się złoty wzór, wskazujący między uda, żebyś mogła łamać palce typom, którzy zechcą cię tam dotknąć? Czyli co, ten wzór potrafi atakować... ? - Wilson nawet nie pozwoliła Pajęczycy dokończyć wymieniania powodów opracowania tak dziwnego (według niektórych) designu superbohaterskiego stroju, zbyt zaskoczona pierwszym wytłumaczeniem. A to ponoć Lady Deadpool gada głupoty (Bo gadam. Często i dużo. Nihil novi. Ha, nie spodziewaliście się z mych ust łaciny, co?!) (Co to miało wnieść do sytuacji... ?) (Nic, chwalę się znajomością mądrych słówek). Jednak Wanda jak to Wanda, szybko porzuciła aktualny temat - wygląd kostiumu Pajęczycy - i przeszła do uwieczniania wyglądu twarzy i pośladków rozmówczyni. A potem zaczęły się rozmowy o pairingach...

- Ja, prawdę mówiąc, preferuję Americapool. Capool? To pierwsze chyba lepiej brzmi? Mniejsza. Ale to otwarty związek, nie mam nic przeciwko okazjonalnym skokom w bok Steve'a, póki wciąż mnie on kocha i pragnie. A wiem, że kocha i pragnie. Tak bardzo, że nie wstydził się dotykać mnie dziś publicznie, w parku. To dlatego jestem cała mokra. Bo zdecydowaliśmy się na wspólną, romantyczną kąpiel w fontannie. A może byłam cała mokra? Nie wiem, czy już wyschłam - potrzebny nam mistrz gry do tak ważnej decyzji. I hej, jakie znów niezainteresowanie tobą? A ja to co?! - Aby pokazać pannie Drew, że ta jak najbardziej jest teraz w centrum czyjegoś zainteresowania, Regenerująca się Degeneratka bezceremonialnie (i bynajmniej nie delikatnie) klepnęła ją w jeden z fotografowanych przed chwilą pośladków (Niestety, zapewne nie ujrzymy już reakcji Jessici na ten wyuzdany czyn - zważywszy, że ta uciekła, nie doczekawszy się odpowiedzi Lady Deadpool. Miło, że na nią czekała).
I najemniczka rzeczywiście zignorowała pytanie superbohaterki - zamiast tego skupiając się na zakończonych sukcesem (Powergaming za powergaming!) próbach zajrzenia w ekran jej telefonu.
- Czekaj, zostawiasz mnie dla innej Wandy, emotka-złamane-serduszko? - Wypowiedziała ze smutkiem i żalem, obserwując uciekającą powoli z pomieszczenia Spider-Woman.
- Będę tęskniła! - Zamachała białą chusteczką, chlipiąc cicho pod karmazynową maską (i stojąc w sterylnie śnieżnym laboratorium, pośród brudnoszarych urządzeń) (... Dobrze się bawisz?) (Bardzo, emotka-serduszko).

Jednak ukrytą za materiałem twarz Lady Deadpool szybko rozjaśnił promienisty uśmiech - właśnie wrócił do nich Kapitan, tym razem w swoim służbowym (niebiesko-czerwono-białym) (Przestań już) (Nie mów mi co mam robić!) (Jestem twoim narratorem, to moje zada...) (Nope) kostiumie.
- Steve, kochanie! Tak bardzo tęsk... Hej! Co mój pas robi na tobie?! - rzuciła, na koniec zbulwersowanym tonem.
- Mógłbyś chociaż oddać moje kieszenie. W przeciwnym wypadku mnie również będziesz zmuszony zapewnić broń. A nie lubię cudzych broni. Są takie... cudze. Kto wie, co inni z nimi robili. Albo przed używaniem ich. A swoje znam. I wiem, czym są poplamione, jeśli są poplamione - poinformowała, odbierając od Capa skórzany pasek.
- To twój własny? Ciekawe za ile poszedłby na Ebayu. Może chciałbyś się jeszcze na nim podpisać... ? A co do "wariacji od języka angielskiego" -  mówię Basiciem z lekką tylko domieszką Quenya, powinieneś mnie w pełni rozumieć. - Wanda gadała, wstrzymując się przy tym z założeniem otrzymanego pasa - najpierw chciała odzyskać wspomniane chwilę temu kieszenie (Tam jest mój obiad! Chcecie, żebym wybrała się na misję głodna... ?).
- Las w Utah? Wycieczka? Czyli nie zamierzamy wpierw wykończyć Hydry, korzystając z moich informacji i ryzykownego poświęcenia... ? - Spojrzała zaniepokojona na Rogersa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 235
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Lut 16, 2016 5:38 pm

Spojrzał za odchodzącą Jessicą. Już się bał czego mogłaby sobie zażyczyć w zamian za kilka minut z nimi. Pokręcił głową.
- Wyglądam w nim lepiej od ciebie. - rzucił bezceremonialnie w stronę Wandy i przeciągnął ruchomy stolik na środek pomieszczenia. Położył na nim swój tablet, który wyświetlał mapkę podanej lokalizacji. Przeniósł spojrzenie ze sprzętu na najemniczkę i cierpliwie odczekał chwilę, aż skończy mówić. Po chwili postanowił odczepić kieszonki od jej owego wspaniałego paska i jej je oddać. Cóż, miała dobry pomysł. On też nie zamierzał latać z jej rzeczami przy sobie. Bał się czegokolwiek dotknąć.
 Jego wyraz twarzy ożywił się lekko, gdy usłyszał słowo "Quenya". Jedna brew powędrowała w górę. Tak oto Wanda Wilson dostała +1 punkcik w głowie Rogersa do oceny. Ma taką specjalną tabelkę, w której notuje sobie takie rzeczy. Na przykład jaką herbatę lubi Carol, o ile pije (żeby nie popełnić faux pas i nie zniechęcić jej do tego cudownego napoju jeszcze bardziej) albo ile godzin spał Tony i jak każda ilość snu wpływa na jego humor podczas tworzenia (czyli kiedy unikać nowych sprzętów w kuchni czy gdziekolwiek indziej). Po dłuższym wpatrywaniu się w Lady Deadpool (co było spowodowane zagubieniem się w myślach o tabelce) Steve potrząsnął głową i skupił się na tablecie.
- Nie mam zielonego pojęcia co to ma znaczyć, szczerze mówiąc. - dało się wyczuć w jego głowie nutkę zaniepokojenia i niepewności - wiem jedynie, że te współrzędne były kierowane do mnie i przeszły przez całą masę kodów i zabezpieczeń. Nie powiem, zrobiło to na mnie wrażenie. I jestem ciekawy. - Wzruszył ramionami i spojrzał po towarzyszach. Ocenę sytuacji przerwał im Jarvis, nadając komunikat:
"Na terenie DNF najprawdopodobniej znajduje się strefa blokująca telepatów. Taka technologia nie jest ani tania, ani tym bardziej ogólnodostępna, choć miałam już z nią styczność. Miłej zabawy, mój drogi."
- Hm. - wyrwało mu się, z niedowierzaniem analizując wiadomość. "Mój drogi"? Nie spodziewał się po Emmie takiej bezinteresownej pomocy. Nawet o to nie prosił. Był mile zaskoczony jej działaniem, ale.. ah, nieważne.
- Cóż, teraz jestem przekonany, że warto się dowiedzieć, co kryje się za tą blokadą. Z resztą, kto powiedział, że to nie ma związku z Hydrą? Podejrzewam, że mój anonimowy informator chciał, abym wiedział o tym miejscu nie bez powodu. A jeśli to pułapka to od tego mam ciebie. - ponownie wzruszył ramionami, spoglądając na Wandę. Szczerze mówiąc, teraz mu było wszystko jedno, czy go ktoś zdradzi, czy nie. Ten zespół był już wystarczająco absurdalny, by martwić się o to bardziej.
- Okej, czas się przygotować. Idziemy do hangaru. Skoczymy na chwilę tylko do zbrojowni po coś dla Bucka. Jarvis, jeśli nie wrócę w ciągu trzech dni to poinformuj proszę resztę drużyny o mojej ostatniej lokacji.

[zt dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Cze 23, 2016 10:17 pm

Sam doleciał do wieży i wylądował w miejscu w którym spodziewał się odpowiedzi. Dlatego Red został na parapecie, a Sam wleciał i po wylądowaniu od razu powiedział.

- Jarvis, pokaż mi ostatnie nagranie związane z War Machine. - powiedziam Wilson, ale nie chciał powiedzieć "pokaż mi ostatnie nagranie ze śmierci Rhodesa" W końcu nie dopuszczał tego do swojej głowy.
Przecież ten gość nie mógł umrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Cze 23, 2016 10:25 pm

Nagranie zaczęło się od strony okna, za którym dojrzeć dało się jedną z sal ambasady Latverii, lecz Rhodes szybko został za nim zauważony, a znajdujący się w środku Doctor Doom - lub pewnie jeden z jego robotów - najpierw przedstawił jakąś jasnowłosą kobietę jako Enchantress, a następnie zwrócił się bezpośrednio do niego, zresztą jednocześnie podchodząc do okna:
-War Machine, daje Ci prosty wybór. Możesz tu wejść i złożyć mi przysięgę, że nie zdradzisz żadnej informacji jaka zostanie wyjawiona, ponieważ wierzę w Twój honor i prawość. Możesz również odlecieć i zostawić mnie w spokoju. Jeśli nie wybierzesz, którejś z tamtych dwóch możliwości okno zostanie zasłonięte i konsulat przejdzie w tryb obronny.
Zostaniesz potraktowany jako wandal, przestępca i najeźdźca, a informacje o tym, że przeszkadzasz w mojej pracy, oraz o twoich szpiegowskich poczynaniach zostaną przesłane do Twojego rządu. Rozumiesz?

W tle wspomniana Enchantress zasiadała już przy stole wraz z innymi osobami... Wśród których najbardziej charakterystyczną i niepokojącą był chyba osobnik z czerwoną głową - szczególnie dobrze znany nieobecnemu niestety Stevenowi Rogersowi. Blondynka podniosła się, aby również zbliżyć się do okna i zwróciła się do pilota zbroi, już na początku wypowiedzi rozbijając okno gołą ręką:
-James... James... Proszę opuścić zbroję. Natychmiast. Usiądziesz z nami. I zabraniam Ci kontaktować się z kimkolwiek z Avengers. Zrobisz to dla mnie?
Co ciekawe, zbroja została wprowadzona do środka, a James nazwał nawet tę kobietę swoją panią - po czym opuścił War Machine i zajął miejsce na jednym z krzeseł. Wówczas to on zainteresował się domniemanym doombotem:
-Tsk, tsk, tsk. Dałeś mi naprawdę trudny wybór. Nie wiem co mi się bardziej podoba, serio. Opcja 2, czy 3. Mógłbym polecieć za tamtymi bandziorami których właśnie wypuściłeś i przedstawić ich wszystkich policji, ale z drugiej strony skoro chcesz powiedzieć, jak to ty nazwałeś "mojemu rządowi" o moich postępkach, nie mam powodów by Ci zabraniać. Tylko pamiętaj wspomnieć, że nie reagowałeś na obecność tylu kryminalistów, a na dodatek załatwiłeś im darmowy transport za granicę. Prezydent będzie wprost wniebowzięty. Słuchaj, jestem jedną osobą. Zabiorą mi moją lśniącą zbroję i posiedzę parę lat w kiciu, bu hu, wielka sprawa. Wiesz co CI się przytrafi za te postępki? Będziesz musiał marnować budżet swojego kraju, pieniądze od TWOICH podatników jako karę za złamanie prawa, a na dodatek ryzykował wojnę z jednym z największych mocarstw na świecie. Chłopie, to nie musi się tak skończyć. Musisz być zdesperowany, by wysyłać najemników do swojej roboty. Powiedz o co chodzi, mogę Ci pomóc, skorzysta na tym każdy. Jako członek Avengers mam za zadanie pomagać ludzkości. Znaczy wiesz, chyba, że to jeden z twoich szemranych interesów, skoro tak Ci zależy, by nikt o tym nie usłyszał...
Odpowiedź padła natychmiast:
-Drogi panie Jamesie Rhodesie mogę się tak do pana zwracać? Nie wszyscy, których przejmuje są kryminalistami. Są oni często nie zrozumienia. Inni mają dobre poglądy i intencje, ale źle się do tego zabierają. Reszta to zwykli najemnicy, którzy rozpoczynają dla mnie prace. To proste jak popyt i podaż: jako iż jest potrzebna usługa musi zostać zaspokojona. Wasza narodowa resocjalizacja jest bezsensowna, oraz bezcelowa. Głodzenie ludożercy nie pomoże mu odstawić ludożerstwa. Każdy popełni błędy, które są nazywane czasem nawet zbrodniami, bądź grzechami. Ja staram się je wyeliminować.
W tym miejscu musi się pojawić Dr. Doom. Staram się pomóc wszystkim na tyle ile jestem w stanie. Są oni moimi gośćmi i nie będę ich wydawał na pastwę systemu przesiąkniętego głupotą i biurokracją. Nie wiem, która z tych dwóch rzeczy jest gorsza. To ty byłeś intruzem na terytorium mojego konsulatu. Teraz jesteś moim gościem i tak długo jak nie postąpisz agresywnie tak długo będę Cię gościł z wszelkimi dogodnościami. Nie mam zamiaru walczyć z USA. Chcę pokoju i wzajemnego zrozumienia między naszymi krajami.
Zdecydowanie nie jestem zdesperowany. Jestem człowiekiem zajętym, lecz przedsiębiorczym. Moja maszyny nie mogą być wszędzie, a w pojedynkę jest bardzo ciężko zbudować imperium. Ilu było potrzebnych Ojców Założycieli, by stworzyć ten kraj? Wielu. I ich trud oraz współpraca najwidoczniej nie poszły na marne. Avengers zależy na dobru ludzkości, lecz źle się do tego zabierają. Mi też na tym zależy, ale mam inne sposoby. Bardziej efektywne i efektowne, Dr. Doom nigdy nie przegrywa i mam zamiar właśnie do zwycięstwa dążyć. Wręcz mógłbym Ci zaoferować współpracę. Wiem, że nie jesteś głupi James.

Sądząc po twarzy Rhodesa, ta wypowiedź - lub może coś innego, co właśnie się wydarzyło?- wywołało w nim lekki zdziwienie, które odbiło się na jego twarzy oraz przede wszystkim w jego oczach.
-Cóż i tak planowałem Ci pomóc, jako Mściciel. Więc powiedz w krótkich żołnierskich słowach jak mogę pomóc.
Także i tym razem Doombot czy też Doctor Doom zareagował od razu, brzmiąc przy tym praktycznie smutno:
-Panie Rhodes, jest wiele sposobów, by mógłbyś mi pomóc, oraz inni członkowie Avengers, ale widzisz jest jeden główny problem. USA, NATO i wszelkie inne organizacje mnie nienawidzą. Twierdzą, że jestem tyranem, ciemiężcą i łamię prawa człowieka. Dr. Doom nim nie jest! Staram się o dobro moich poddanych dlatego nie ma swobodnego przepływu ludności. Coś złego dzieje się w Latverii i nie mogę wypuścić tego zła na zewnątrz, gdyż zaginięcie osób spoza MEGO państwa będzie MOJĄ, a także wiesz jak traktowani są Romowie wśród innych narodów... Z olbrzymią wzgardą i niezrozumieniem przesiąkniętym złośliwymi stereotypami. Dobrze o tym wiesz.
Dlatego właśnie otrzymuje bolesne dla mojej gospodarki państwie. Prośbą Dr. Dooma jest to czy mógłbyś spotkać się z wpływowymi ludźmi i spróbować ich przekonać w sprawie tych embarg i innych szkód?

W trakcie tego przemówienia Enchantress ponownie podeszła do okna... A w pewnym momencie uniosła dłoń, wskazała nią w stronę Rhodesa i wykonała gest, po którym nagle głowa mężczyzny obróciła się szybko i nienaturalnie, a zaraz potem on sam upadł na podłogę. Kobieta skomentowała to krótko:
-Ehhh... Jaka szkoda.
Na tym nagranie się skończyło.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sam Wilson

avatar

Liczba postów : 63
Data dołączenia : 15/08/2014

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Cze 23, 2016 10:39 pm

Czekanie na innych Mścicieli nie wielę pomogło. dlatego Sam zostawił im wiadomość/

" Avengers. Zginął nasz przyjaciel, dlatego wyruszyłem na Litwe Nie mogę tak tego zostawić. Może jest to lekko myślne, ale cóż taka moja wola."

Przekazał Sam po czym razem z Wingiem ruszył najpierw jeszcze do pokoju dziennego, w którym jeszcze może znajdzie kogoś do pomocy.

__________________________________________

Sorki za króti odp, ale z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Cze 24, 2016 10:45 pm

Zaparkował latającą mrówkę i przywrócił się do normalnych rozmiarów. Czarno-czerwony kombinezon przylegał to jego ciała i może nie był najbardziej modnym czy widowiskowym strojem, jaki istniał we współczesnym świecie, ale przecież nie o to chodziło.
- Jarvis… - zaczął, ale skończenie zdania przyszło mu trudniej, niż przypuszczał. – Pokaż mi proszę ostatnie nagranie z… Rhodesem.
Więcej nie musiał dodawać.
Oglądał całe nagranie z kamienną miną, choć nie było to proste. Z uwagą przyglądał się kobiecie. Jej ruchom, mowie ciała. Nie umiał jej odczytać, nigdy nie miał wprawnego oka. Potrafił więcej wynieść z natury drugiej osoby. Teraz jednak wierzył, że coś dostrzeże. Coś, cokolwiek. Było w niej coś hipnotyzującego. Może świadomość, że zaraz… Ach, nie. Nie chciał ubiegać faktów. Może się pomylili. Może to tylko miraż czy ułuda.
Moja pani… Hipnoza? Czy o czymś nie wiem?
Cóż. Scott mógł o czymś nie wiedzieć, ale teraz zastanowiło go to na moment. Zatrzymał nagranie i potarł skronie. Co to wszystko mu mówiło? O czym świadczyło? W tym stanie nic nie wykoncypuje. Odpuścił je więc dalej.
Musiał przyznać, że Doom miał dryg do przemawiania, ale były to puste słowa. Niewiele wnosiły, nie zarysowały konkretnych granic. Niczego nie mówiły. Były jak lep na uszy. Scott znał się na tym, bo nie raz słyszał podobnych ludzi. Zwłaszcza w bogatych firmach.
(Tak dobierał sobie cele.)
Tyle, że Doom nie był tylko zapatrzonym w siebie szefem firmy. Był kimś większym.
Aczkolwiek sprawa jego doktoratu była już szeroko dyskutowana.
Nie zrozumiał końcówki. Brakowało kontekstu i sensu, ale głuchy odgłos łamanych kości wystarczył, by Scottowi znowu zrobiło się niedobrze. Poczuł mdlący ucisk w żołądku i cofnął się o krok. Odwrócił wzrok.
- Cholera jasna… - wymamrotał.
Nie chciał patrzeć jak bezwładne ciało kogoś, kogo znał, osuwa się na posadzkę. To co zobaczył, wystarczyło mu aż zanadto. Pytanie co teraz.
Cóż, pomyślał Scott. Na pewno nie wybieram się na Litwę.

[z/t i zobaczę jak daleko zajdziecie jutro gdy wrócę, bo wybywam na cały dzień, a nie chcę nikogo blokować jeśli akcja będzie wartka!]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Sie 03, 2016 11:21 am

Zgodnie z poleceniem Starka, Jarvis skierował uzdrowiciela do głównego laboratorium, w którym przechowywane było ciało Rhodesa, strzeżone przez - wciąż kontrolowaną przez AI - zbroję War Machine. Zwłoki spoczywały na jednym ze stołów, czekając na czyjeś zainteresowanie... No i w końcu się doczekały.
Może i od śmierci bohatera nie minęło jeszcze bardzo dużo czasu, ale i tak proces przywracania go do życia musiał zostać rozpoczęty od cofnięcia zmian, które zdążyły zajść w jego organizmie. Dopiero po naprawieniu tych szkód młody mutant mógł przystąpić do wskrzeszania Jamesa.
Dla samego zainteresowanego przypominało to przebudzenie z głębokiego snu. Początkowo nie pamiętał nawet cóż takiego mu się przydarzyło; dopiero po paru sekundach jak przez mgłę zaczęły do niego wracać wspomnienia. Własne ciało zdawało mu się być ciężkie, trudno było mu się poruszać, nawet rozchylić powieki - ale efekty te powoli przemijały.
Nim jeszcze mógł otworzyć oczy, usłyszał w swoim otoczeniu jakiś ruch - zresztą tuż obok, na lewo od niego. Kiedy w końcu udało mu się tam spojrzeć, dostrzegł swoją zbroję - pustą, więc w dalszym ciągu kierowaną przez Jarvisa - trzymającą na rękach nieprzytomnego chłopaka o dosłownie złotej skórze i jasnych włosach.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
James Rhodes

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Sie 03, 2016 3:40 pm

.
..
...
"Hę? Czemu jest tak ciemno? Gdzie ja jestem? Statua Wolności... jest na niej jakaś kobieta... Białe wino... Doombot... Ambasada... Doom... Moja głowa się ruszyła i... That B**ch"

Teraz nastąpił ten moment w którym zrozumiał co się dzieje i zaczyna się wściekle rzucać na łóżku, ale... Zwyczajnie nie mógł. Czuł się bezsilnie. Trochę jakby wciąż był martwy, ale znów mógł myśleć. Zaczął od prób oddychania i otwierania oczu. Szybko okazało się, że nawet to było dla niego tytanicznym wysiłkiem. Wolał nawet nie myśleć co będzie gdy spróbuje chodzić. Wziął głęboki wdech i wydech, podejmując kolejną próbę. Siły dodawała mu ciekawość, gdyż słyszał jakiś dźwięk, przypominał odgłosy zbroi, ale Thor wie czym to było na prawdę... Znaczy nie zakładał, że Thor to wie, ale miał to na myśli w sensie boga wszechwiedzące...nieważne.
W końcu był w stanie otworzyć oczy. Zamrugał dwa razy, przystosowując je do światła w tym pomieszczeniu, po czym w końcu upewnił się, że to była zbroja. Znaczy, głównie widział działko War Machine i czerwone światła, ale to mu wystarczało by rozpoznać jego towarzysza... To wcale nie dziwne, że traktuje swoją zbroję jak osobę, racja? Powoli zaczął ruszać kolejnymi częściami ciała, chociaż najbardziej uważny był przy ruszaniu szyją. Kiedy ogarnął już chociaż podstawowe części ciała, usiadł i przejechał ręką po twarzy z góry w dół, jakby wybudził się z koszmaru.
-Jarvis- zaczął ściszonym głosem- Jak wróciłem? Jak długo mnie n-n-nie...nie było? Co się działo? Udało się ją złapać? Ktoś się martwił?- mówiąc to patrzył na podłogę, bo im mniej detali wymagało uwagi tym łatwiej mu było myśleć. W końcu niecodziennie masz okazję umrzeć. Raczej nie masz na taki wypadek gotowych tekstów.
Kiedy w końcu poczuł się na tyle pewnie by spojrzeć na swoją zbroję, którą sobie przywłaszczył własnymi rękoma, zauważył jeden detal nie pasujący do tego "obrazka". Albo Tony wmontował tam dla żartu dmuchanego człowieczka, albo ktoś stracił przy nim przytomność...jeżeli nie coś więcej.
-Co z nim? Czy on też...?- nawet nie kończył zdania, unikając używania słów związanych z utratą życia. Usiadł na skraju łóżka, z niechęcią patrząc na podłogę.


Ostatnio zmieniony przez James Rhodes dnia Czw Sie 04, 2016 5:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3823
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Sie 03, 2016 5:33 pm

Na odpowiedź Jarvisa nie trzeba było długo czekać - i nic dziwnego, bo przecież AI nie tylko kontrolowało wszystkie wydarzenia mające miejsce w Avengers Tower, ale i szczególnie pilnowało teraz samego Rhodesa.
-Minęły prawie trzy godziny, sir. Panna Frost sprowadziła uzdrowiciela, pana Foley'a, który stracił przytomność tuż po przywróceniu pana do życia. Zostaliśmy uprzedzeni, że to dla niego normalne. Moje skanery wskazują, że pana ciało wróciło do stanu sprzed incydentu w ambasadzie. Przestępczyni Amora została osaczona w budynku posterunku policji, a Thor, Vision oraz Falcon zamierzają ją pochwycić. Panna Danvers i panna Frost właśnie tutaj zmierzają.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Sie 03, 2016 8:01 pm

Emma przez krótką chwilę przyglądała się hologramom z poszczególnymi wydarzeniami. O niektórych z nich wiedziała, między innymi zdążyła się już wcześniej natknąć na relację z zoo, jednakże inne sytuacje były dla niej nowościami. Jej spojrzenie przesunęło się od obrazu z ognistym ptakiem do pojmanych Red Skulla i Zemo... Lecz w końcu jej wzrok zatrzymał się na podglądzie laboratorium.
Ufała zdolnościom swojego podopiecznego. Nie dość, że sporo o nich słyszała, to jeszcze utrzymywała z nim bardzo luźną i delikatną więź telepatyczną, dzięki której zarówno śledziła jego położenie, jak i po prostu miała pewność, że wszystko idzie dobrze... A jednak chciała zobaczyć to również na własne oczy - a właściwie prawie własne, bo przez kamerę.
- Z przyjemnością, moja droga - zgodziła się mimo to, kiedy tylko Carol zaproponowała jej przeniesienie się do laboratorium. Co prawda miała nadzieję rozmówić się nie tylko z nią, ale i z Tony'm, lecz w gruncie rzeczy nie robiło to jej aż tak wielkiej różnicy. Oboje stali na czele drużyny, a koniec końców panna Frost i tak najbardziej potrzebowała skontaktować się z inną członkinią Avengers... Której jednak nie było teraz w budynku, jak podpowiadał telepatce skan otoczenia.
Pytanie o Jean nieco ją zaskoczyło i jednocześnie sprawiło, że Emma zerknęła ku Ms. Marvel. Nie była pewna czego się spodziewać, a bardzo tego nie lubiła... Więc nie namyślała się długo przed zerknięciem do głowy drugiej kobiety, niezbyt głęboko, szukając w jej myślach nawiązań do Grey, szczególnie tych najświeższych. Wystarczy powiedzieć, że to, co znalazła, było dla niej jeszcze większym szokiem.
Spotkanie pod domem rodzinnym Jean, jej niecodzienne zachowanie, niemalże starcie, w trakcie którego telepatka przelała na Carol tak wiele uczuć i wspomnień... Ognista aura. Tym Summers nikomu się nie pochwalił, a jeżeli nawet, to nie dotarło to do uszu Emmy. Nic dziwnego, że Ms. Marvel nawiązała do Grey zaraz po zobaczeniu reportażu z Los Angeles.
Panna Frost już w windzie skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej i westchnęła głęboko, na moment zamykając oczy. Z każdą chwilą sprawy coraz bardziej się komplikowały, przez co White Queen zmuszona była przearanżować swoją listę rzeczy do zrobienia. Za tym również nie przepadała. Wolała, gdy wszystko układało się według jej myśli, w jej planach zaś nie było miejsca na takie niespodzianki.
- To przynajmniej wyjaśnia pojawienie się ognistego ptaka - skomentowała dość suchym tonem, nim jeszcze wysiadły z windy, lecz ta już wkrótce potem zatrzymała się na wskazanym piętrze, przez co kobiety nie mogły kontynuować tematu... Bo przecież teraz miały na głowie coś innego, czyli kolegę z drużyny Carol oraz ucznia Emmy.
Panna Frost wkroczyła do laboratorium pewnym krokiem i z uniesioną dumnie głową. Sprawiała wrażenie, jak gdyby naprawdę czuła się tutaj jak u siebie - pani na swoich włościach. Jej spojrzenie przesunęło się ku nieprzytomnemu Elixirowi, podtrzymywanemu przez zbroję, lecz telepatka wiedziała, że chłopakowi nic nie jest. Potrzebował jedynie czasu, aby dojść do siebie. Co się zaś tyczyło Rhodesa...
- Witamy ponownie wśród żywych. Odpoczynek będzie musiał jeszcze trochę poczekać - zwróciła się do niego, po czym znów oparła dłonie na biodrach, przyglądając się mężczyźnie krytycznym wzrokiem. Nawet nie kryła tego, że go ocenia. Nie widziała ku temu powodu.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Czw Sie 04, 2016 9:57 pm

/ z warsztatu

Zawsze mogły wrócić do warsztatu. Obecność przynajmniej jednego Mściciela była o tyle wygodna, że Emma nie musiała prosić (albo wyczekiwać) o przywołanie windy do odpowiedniego poziomu. Tak to Carol zdawała sobie sprawę, że to może być męczące. Zwłaszcza jeśli nie jest się kimś obcym dla innej drużyny superbohaterów.
Podobnie, jak wcześniej wspomniano, Danvers z góry zakładała to, że jej umysł zostanie przeskanowany przez mutantkę, na co zdążyła się przygotować. Głównie chodziło o tę kwestię z Jean, o którą spytała. Że po prostu była na to nastawiona. Nie mogła być w końcu świadoma tego czy ktoś siedzi jej w umyśle, póki się nie odezwał lub sama Ms. Marvel nie odniosłaby takiego wrażenia samodzielnie lub też z czyjąś pomocą, gdyby zauważył zmianę. Na inne wtargnięcia nie mogła być przygotowana, mimo że słabej woli nie miała.
Inna mowa ciała Emmy, jaką udało się Mścicielce spostrzec w windzie, upewniła ją w fakcie, że Frost poznała powód, dlaczego Carol tak konkretnie spytała o inną telepatkę.
I zgaduję, że nieobecność Jean też? — to bardziej było retorycznym pytaniem, gdyż odpowiedź blondynka zdążyła poznać wcześniej; po tym, jak zaskoczyła ich gościa. — Czy ktoś od was wie, oprócz Cyclopsa i Nightcrawlera? — chyba nie musiała sugerować jej, żeby ich poinformowała? Była pewna, że prędzej czy później (raczej to pierwsze) zrobi.

Przepuszczając Emmę pierwszą, Carol zaraz wyszła z windy za kobietą, myślami będąc jeszcze przy tej całej sprawie, która powiązana była z Hollywood. Żadnych wezwań czy informacji nie dostali, jakoby zaistniała potrzeba wsparcia. Teoretycznie można było uznać, że dają sobie radę, choć całkiem inaczej prezentowało się to wszystko na hologramie.
Spojrzała na Rhodesa i odetchnęła cicho, upewniając się, że jest. Żywy, bez skręconego karku, więc nie będzie patrzył na świat pod innym kątem. To by było nieco przerażające.
Zbliżyła się do stołu, na którym siedział James, zerkając na Frost, kiedy przywitała go w takim tonie, do jakiego trzeba było się przyzwyczaić. Niektórzy mogli czuć się przez to niekomfortowo. Inni do tego przywykli, a reszta po prostu na to nie zwracała uwagi.
Ile mu zajmuje dojście do siebie? — spytała White Queen, wskazując na ucznia z Instytutu.
W czasie gdy mutantka krytycznie oceniała Mściciela, Carol położyła dłoń na ramieniu mężczyzny i uścisnęła lekko; niewerbalny sposób okazania wsparcia, zadowolenia. I przyjrzała mu się podobnie uważnie, chcąc jeszcze oczy upewnić!
Zdecydowanie lepiej cię widzieć żywym niż martwym — stwierdziła swobodnie. — Jak się czujesz, Rhodey?

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 05, 2016 10:25 am

-Kim do cholery jest panna Fros...- formułowanie pytania przerwał mu widok rozsuwających się drzwi windy. Najwidoczniej wcześniej zapowiedziane duo już przybyło. Usiadł wygodniej na swoim stołku, poprawiając swoje ubrania. Eh, świeżo po zmartwychwstaniu ma się zaprezentować dwóm kobietom, a wygląda tak nieodpowiednio. W końcu wciąż nosił trampki, szorty i kolorową koszulę. Jakby był na wakacjach, a nie w zaświatach.
Przez większość czasu spoglądał na tajemniczą "pannę Frost", jak to ujął Jarvis, gdyż widok Carol już był mu dobrze znany i nie musiał jej poświęcać aż tyle uwagi. Pomagało też, że nieznajoma szła pierwsza. Ona zresztą nie była gorsza, obserwując go jakby był wynikiem eksperymentu naukowego... czym właściwie był. Była ubrana całkiem skąpo, przez chwilę przeszły mu przez głowę brudne myśli, ale raczej Jarvis nie znałby nazwiska przypadkowej prostytutki, Carol by jej tak łatwo nie akceptowała, no i zapewne nikt by jej nie powiedział o tym, że był trupem... Trzymał nogi razem na wypadek, gdyby... miała wyskoczyć z nich bardzo niezręczna niespodzianka. No co? Większość w tej sytuacji by zrobiła tak samo.
Nie spodobało mu się nawiązanie do jego śmierci. Czemu jego koledzy mieli powiedzieć jakiejś nieznajomej o jego śmierci? Była też jedną z pierwszych osób jakie widział po "powrocie". Może coś ją łączyło z tym chłopakiem? Ms.Marvel akurat się nim zainteresowała. Rhodes spojrzał na pannę Frost i zmrużył nieco oczy.
-Uhh... Przepraszam, powinienem Cię znać? Pewnie tak. Forst... Frost... Poznaliśmy się na... A byłaś może na... Byłem wstawiony kiedy się poznaliśmy? Masz na imię Amelia? Wyglądasz na Amelię- wybełkotał próbując sobie przypomnieć kogoś z jego życia kto chociaż trochę ją przypominał, ale jakoś niespecjalnie mu się udawało. Był w strasznie niezręcznym położeniu. Kobieta zdawała się wiedzieć więcej o nim, niż on o niej. No i jeszcze ten wzrok oceniający go... Brr. Frost pewnie pochodzi od tego lodowatego spojrzenia którym potrafiła kogoś obdarzyć.
Poczuł się minimalnie bardziej komfortowo z ręką "panny Danvers" na ramieniu. Też się w niego wgapiała dokładnie, ale w inny sposób, mniej surowy, bardziej zainteresowany tym czy będzie z nim w porządku. Jej uwagi dotyczące śmierci także były całkiem nieprzyjemne, ale wolał tego nie okazywać, odpowiadając:
-Zdecydowanie lepiej jest być żywym niż martwym- zakończył z niepewnym uśmiechem- Szczerze? Jestem całkiem zdziwiony tym, że piekło wygląda jak Avengers Tower- dodał żartobliwie. Sam nie miał do końca pojęcia co powiedzieć, więc to najlepsza odpowiedź na jaką było go stać w tym momencie. Zszedł ze stołu, jedynie opierając o niego. Nie ufał jeszcze do końca swoim nogom. Zwrócił się ku szarej zbroi i bardzo jasno wydał polecenie Jarvisowi:
-Połóż go na ten stół, musi mu być strasznie niewygodnie
Zrobił to głównie z wdzięczności. Zwrócił się jeszcze na chwilę do obu kobiet.
-Więc przyszłyście tu mnie oglądać? Znaczy, nie narzekam, ale nie lepiej rozebrać Steve'a, czy Thora i na nich się popatrzeć? Mówię wam, wspaniałe przeżycia gwarantowane- powiedział, jakby zupełnie nie łapał tego, że sprawdzają jak działają moce chłopaka. Nie chciał być niemiły, ale zwyczajnie dziwnie się czuł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 05, 2016 12:52 pm

Jedna z brwi Białej Królowej powoli przesunęła się w górę, podczas gdy wskrzeszony mężczyzna nieskładnie bredził coś na jej temat. Nie mogła tego określić inaczej - jeżeli bowiem w grę nie wchodziło rozkojarzenie wywołane ponownym dołączeniem do grona żywych, to najwyraźniej podpułkownik Rhodes bardzo różnił się od swojego przyjaciela... Zarówno pod względem obycia w towarzystwie, jak i wiedzy na temat świata. Jako arystokratka oraz businesswoman - a w dodatku telepatka - Emma ledwo to sobie wyobrażała.
- Zgaduję, że nie interesuje się pan ekonomią... I nie jest zbyt spostrzegawczy. Emma Frost, założycielka i szefowa Frost Enterprises, największej konkurencji zakładów pana kolegi z drużyny - poprawiła go, odpuszczając sobie jednak wspominanie o swoich wyjątkowych zdolnościach oraz o powiązaniach ze szkołą Xaviera.
Choć wcześniejsza dyskusja w windzie zakończyła się jedynie przeczącym pokręceniem przez Emmę głową, gdy Carol zapytała ją kto znał szczegóły sytuacji Jean, to mimo wszystko dało to telepatce do myślenia. Cyclops i Nightcrawler... Oraz Havok, którego panna Frost zauważyła we wspomnieniach Ms. Marvel, nawet jeżeli akurat on nie odegrał w spotkaniu z Grey większej roli... Nic dziwnego, że nie chcieli się chwalić szczegółami swojej porażki, jednakże w ten sposób zataili sporo istotnych informacji - informacji, o których pozostali powinni jak najszybciej usłyszeć.
Kiedy więc Carol skupiła się na moment na swoim towarzyszu z drużyny, Emma wykorzystała ten czas, aby powrócić myślami do Instytutu i namierzyć Storm. Jako dyrektorka ona była w tym wszystkim najważniejsza... Ale z drugiej strony tuż obok niej znajdowała się Rogue, która udowodniła już, że stanowi dla White Queen dobrego sojusznika, a w dodatku potrafiła o wiele dosadniej wyrazić swoje zdanie. To ostatnie tyczyło się również Wolverine'a, także obecnego w pobliżu... W porządku. Oni powinni się nadawać.
"Rogue, Ororo... Logan. Bądźcie na tyle mili, aby przez chwilę mi nie przerywać i skupcie się na moim głosie, bo mam wam coś ważnego do przekazania. Zakładam, że nasz drogi Scott nie wspomniał wam jak dokładnie potoczyło się jego ostatnie spotkanie z Jean. Tak się składa, że miałam właśnie przyjemność zagłębić się we wspomnieniach Ms. Marvel, która również była przy nim obecna i dowiedziałam się z nich paru interesujących rzeczy. Po pierwsze, nasza wspólna ulubienica wykazywała silne wahania nastrojów, miotała się, wpadała w złość i agresję, co - jak mniemam - nie jest dla niej typowe. Niektóre jej wypowiedzi brzmiały niczym wyjęte z nauk Magneto, więc lepiej go nią nie kuście. Miała pretensje do Avengers i S.H.I.E.L.D. o to, że obserwowali sytuację w Rosji, ale nam nie pomogli - i przybyli dopiero na gotowe, gdy zagrożenie zostało zażegnane. Telepatycznie zaatakowała Ms. Marvel i ukazała jej wspomnienia, nie tylko swoje, ale i wyciągnięte z innych osób ze szkoły. Większość tej projekcji była po prostu grą na uczuciach, ale pod koniec znalazło się coś ciekawego... Podejrzewam, że w tamtej bazie w Jean wstąpiło coś z zewnątrz. Jej zdolności nagle gwałtownie wzrosły, wzbogaciły się o pirokinezę - ale i drastycznie zmienił się jej sposób myślenia. Teraz przebywa pod Hollywood... Ale to możecie sobie obejrzeć sami. Zapewne w dowolnych wiadomościach."
Do wysyłanej wiadomości Emma załączyła serię obrazów. Najpierw twarz mężczyzny w oknie domu rodzinnego Grey, potem Jean unosząca się w powietrzu, narastająca wokół niej aura, stopniowo przekształcająca się w płomienie... Które w końcu przybrały postać skrzydeł, kiedy kobieta odlatywała. Gdy skończyła, podpułkownik właśnie wspominał o rozbieraniu innych członków Avengers.
- Jakkolwiek chętnie porozmawiałybyśmy z panem o pana guście względem mężczyzn... To mamy jednak poważniejsze sprawy na głowie. Szczególnie zależy mi na spotkaniu z Wandą Maximoff, choć widzę, że teraz nie ma jej w budynku... Będę wdzięczna za jej wezwanie. Zrobiłabym to sama, ale niektórych - nie wiedzieć czemu - nastawia to do mnie nieprzychylnie. Chodzi o konferencję w sprawie nadludzi - w trakcie tej wypowiedzi Emma przeniosła wzrok z Rhodesa na Carol i zbliżyła się do ułożonego na stole ucznia. Zatrzymała się za jego głową i delikatnie dotknęła jego skroni, upewniając się, że wszystko z nim w porządku.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sob Sie 06, 2016 8:19 pm

Słowa Rhodesa skierowane do Emmy oraz jej odpowiedź były idealnym momentem na śledzenie mimiki Carol.
Już na samym początku, gdy do jej uszu dotarły złote teksty podpułkownika, Danvers miała zamiar się załamać. Starała się jednak zachować obojętny wyraz twarzy, nie wtrącając się w zdanie jednej czy drugiej osoby, jako że spodziewała się, iż dadzą sobie radę bez niej. Jego bełkot sprawił, że zażenowana Carol schowała twarz za dłonią, wydając z siebie zrezygnowane westchnięcie.
Piekło? — rzuciła, jednak nie potwierdzała ani nie zaprzeczała jego słowom. Poniekąd byłoby to trafnym opisaniem tego, co się dzieje, choć wiadomo, że słowo piekło zanika przy chaosie; to najlepsze określenie (bardziej pasujące do aktualnej sytuacji drużyny), prawdę mówiąc.
Upewniła się raz jeszcze czy przyjaciel ma dobre samopoczucie, a jak go zaraz usłyszała to stwierdziła, że jest z nim w porządku. Chyba. Zrzuciła to na zdezorientowanie po powrocie do świata żywych.
Rhodes… nie pogrążaj się — odezwała się. — Ale zgadzam się, okej — stwierdziła luźnym tonem, z lekkością. Pobyt w Avengers Tower zapewniał takie czy inne widoki, kiedy część wracała z treningów czy coś podobnego. Skoro James o tym wspomniał to przecież musiał być wtedy świadkiem.
Jasne — podsumowała. To nie był problem, aby wezwać rodzeństwo Maximoff, które głównie we własnym towarzystwie się poruszało. Tym bardziej, że sama Carol musiała przyznać (nie na głos), że dawno ich nie widziała; takie odniosła wrażenie. Poza tym, blondynka też stwierdziła zaraz, że nie podoba jej się brak odzewu z ich strony. No i to ją też zmartwiło.
Mimowolnie odsunęła się od towarzyszy, poprawiając się.
Vision jak bardzo jesteś zajęty? Jak dasz radę to sprawdź czy Wanda i Pietro są w swoim lofcie i przyleć z nimi do Wieży, bo jest sprawa. W razie czego poinformuję ich, żeby też za długo nie czekali — nadając pierwszy komunikat, Carol zerknęła na Emmę, jakby upewniając się, że mutantka wolałaby spotkać się ze Szkarłatną Wiedźmą jak najszybciej.
Wanda, Pietro. Niedługo po was powinien przylecieć Vision. Nie odzywacie się i nie daliście znać, więc uznałam, że dobrze będzie jak ktoś sprawdzi, co z wami — ucichła na chwilę. — Gdyby nie pojawiał się za długo, przylećcie do Wieży jak najszybciej, ktoś ma do was sprawę — i kolejny komunikat poszedł. Co prawda, większy interes Emma miała w rozmowie z Wandą, aczkolwiek Carol już z przyzwyczajenia mówiła do rodzeństwa wspólnie.
Danvers przystanęła przy Frost, gdy ta sprawdzała coś u chłopaka.
Jak działa jego zdolność w ogóle? — spytała z ciekawości i skrzyżowała ręce na piersiach.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Sie 07, 2016 4:50 pm

-Wybacz, za dużo przebywałem ze Starkiem. Przyzwyczaiłem się, że szefowie większości firm to alkoholicy około 40- rzucił gdy usłyszał kobietę. Miał ochotę dodać "z poczuciem humoru" patrząc na to, że Frost zachowuje się jakby miała patyk w tyłku, ale powstrzymał się z grzeczności. Już czuł, że się nie polubią. Musieli się poznać na jakimś przyjęciu, pewnie też była pijana i nie pamięta. Nie wspominając o tym, że nie obserwował konkurencji Starka, Stark industries jest problemem Tonego, nie jego.
Zmartwiła go reakcja Carol na jego żart o piekle. Wydawała się nawet przejęta, jakby to nie był żart. Może nie załapała? Większość obowiązków i dowodzenie Avengers było na jej głowie. Ciekawe czy odebrała to jako atak, jakby Rhodey mówił, że ona nie daje rady. Tym razem on położył rękę na jej ramieniu.
-Ej, to był tylko żart. Poza tym to na pewno nie piekło, bo tam nie ma aniołów- rzekł po czym uśmiechnął się lekko. Dopiero później dotarło do niego, że to brzmi jak tekst na zaloty. Byłoby niezręcznie gdyby teraz powiedział "nie próbuję Cię poderwać", więc zwyczajnie skierował głowę w dół. Ha, Rhodes i Danvers, jakby taki związek miałby się udać.
Spoglądał na swojego "wybawcę". Nie wyglądał na typowego nekromantę w czarnym kapturze z bladą cerą i zepsutymi zębami, wyglądał całkiem normalnie, pomijając złotą skórę. Zapewne był mutantem. Interesowało go jaka dokładnie jest cena używania jego umiejętność. Nagle zauważył jak Emma zaczęła sprawdzać jego funkcje życiowe.
-Może przydadzą się jakieś przyrządy lekarskie? Mamy nieco w Avengers Tower, mogę je przynieść- powiedział tym razem nieco zaniepokojonym głosem. Czuł, że miał całkiem duży dług dla kolesia i chciał zrobić co się da. Może z początku się wydawać, że to głupi żartowniś, ale potrafi być poważny i uprzejmy.
Zdziwił się czemu Carol kazała polecieć Visionowi po rodzeństwo Romanoff. Są samodzielni, dadzą radę tu trafić bez pomocy. Może na jej decyzję wpłynęło coś o czym nie wiedział? Nie żyjesz 3 godziny i już wypadasz z obiegu. Postanowił dobrze się przysłuchać odpowiedzi na ostatnie pytanie Ms. Marvel, bo ta sprawa go także zainteresowała. Zaczął patrzeć na zmianę na kobiety. Czuł, że nie miał zbyt wiele do powiedzenia, więc wyskoczył z pewną propozycją.
-Więc, macie może panie ochotę na kawę? Mamy nowy ekspres i jakoś nie było okazji go przetestować
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Nie Sie 07, 2016 7:53 pm

Przez krótką chwilę Emma skupiała się na umyśle swojego podopiecznego, tym samym podsuwając Carol okazję, aby w spokoju nadała niezbędne komunikaty członkom swojej drużyny. W tym czasie telepatka pokręciła również przecząco głową na propozycję Rhodesa odnośnie dostarczenia jej przyrządów lekarskich. Nie były jej potrzebne do sprawdzenia w jakim stanie znajdował się Elixir - szczególnie, że i tak się tego domyślała i tylko potwierdzała teraz swoje przypuszczenia.
- Zdolności pana Foley'a określa się mianem biokinezy. W dużym uproszczeniu potrafi wpływać na strukturę biologiczną istot żywych, w tym też swoją własną... Co pozwala mu między innymi uzdrawiać, a nawet przywracać do życia. Wszystko z nim w porządku, najpóźniej za kilka dni dojdzie do siebie. Gdy już tutaj skończymy, zabiorę go z powrotem do domu - wyjaśniła na pytanie Ms. Marvel, przy okazji odnosząc się także do jej wcześniejszych słów. Dopiero po tej wypowiedzi panna Frost cofnęła palce ze skroni swojego ucznia i lekko oparła dłonie na stole przy jego głowie, poza tym nie ruszając się z miejsca. Jej spojrzenie przeniosło się jednak ku podpułkownikowi, gdy ten zaoferował kawę.
- Jak długo nie będzie problemem spożycie jej tutaj. Odpowiadam za mojego podopiecznego, więc w miarę możliwości nie zamierzam go opuszczać... Choć oczywiście możemy również przenieść się wraz z nim do dogodniejszego pomieszczenia - White Queen aż za dobrze wiedziała jak wiele zagrożeń mogło się czaić nawet w najbardziej bezpiecznych miejscach, wliczając w to Avengers Tower oraz Instytut. Nie lubiła kusić losu. Wolała mieć pełną kontrolę nad tym, co się wokół niej działo.
Emmie nie podobało się także to, że Rogue, Storm i Wolverine dziwnie milczeli, choć przez cały ten czas czujnie nasłuchiwała z ich strony telepatycznych komunikatów. Żadne nie odpowiedziało jeszcze na jej wiadomość, przez co kusiło ją zajrzenie nieco głębiej w ich umysły, aby wyłowić z nich ich reakcje... A powstrzymywało ją przed tym jedynie to, że i tak miała już sporo na głowie.
- Zakładam, że wasza drużyna otrzymała zaproszenie lub też zaproszenia na zbliżającą się konferencję? - zagadnęła, lecz doskonale wiedziała, że tak właśnie było. Prawdę mówiąc choćby nawet nie posiadała tej informacji, to tak czy siak tę opcję by obstawiała. Tym pytaniem Biała Królowa chciała jedynie pchnąć dyskusję na odpowiadające jej tory, lecz nim jeszcze otrzymała na nie odpowiedź, usłyszała wreszcie słowa Logana, na które osobiście zareagowała od razu.
"Z przyjemnością."
W tym momencie panna Frost mogłaby po prostu odwołać swoje ostatnie pytanie i zadać kolejne - w imieniu Wolverine'a. Mogłaby, ale tamten temat również był jej pilnie potrzebny, a w dodatku nie miała pewności, że Carol życzy sobie informować swojego kolegę z drużyny o starciu pod Hollywood. Być może wolałaby, aby najpierw odpoczął po powrocie do życia? To właśnie dlatego White Queen zdecydowała się na kontakt drogą telepatyczną - wyłącznie z Ms. Marvel.
"Macie jakieś plany względem Jean i tej walki przy Los Angeles czy zostawiacie to w rękach X-Men? O inne strony nie pytam, bo przed chwilą obie widziałyśmy jak cudownie radzi sobie wojsko."

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pon Sie 08, 2016 9:56 pm

Odpowiedź Rhodesa dotycząca alkoholizmu u czterdziestoletnich właścicieli firm nie spowodowała ani zadowolonego, ani przepełnionego grymasem wyrazu twarzy Carol. Wolała to przemilczeć zważywszy na własne problemy spowodowane wówczas tym środkiem odurzającym i w takich momentach - gdzie prawdopodobnie jak najchętniej by się napiła - wolałaby nie zagłębiać się w tymże temacie.
Zmarszczyła natomiast brwi na gest i słowa Rhodesa, jednakże kiwnęła krótko. Wolała nie wnikać i nie bawić się interpretowanie tego, co mężczyzna miał na myśli. Zwłaszcza że chyba sam zdawał się być zakłopotany wydźwiękiem własnej wypowiedzi. Niemniej takie wsparcie zawsze było aprobowane.
Najpierw, James, odżyj dobrze i szykuj się, bo nie ma co odpoczywać. Potem możesz podrywać i wrócić do formy —  skwitowała krótko i poklepała go po ramieniu. Delikatnie.
Słuchając wyjaśnień na temat działania mocy młodego mutanta, Carol przyglądała się chłopakowi z zainteresowaniem - uprzejmym, nieszczególnie nachalnym, choć nieprzytomnej osobie akurat wiele to robić nie mogło. Wachlarz mutacji, jakie mogły zaistnieć, cóż, był z pewnością imponujący i temu zaprzeczyć nie mogła. W przypadku Elixira także niesamowicie przydatne.
Czyli… nie ma to na niego większego wpływu prócz paru dni złego samopoczucia — zerknęła krótko na Emmę, czekając na to, aż White Queen skinie lub pokręci głową zależnie od (nie)zgodności założenia Danvers. Tej natomiast chodziło o to czy potem nie pojawi się jakieś odreagowanie, w bliższej lub dalszej przyszłości, czy nie ma jakiejś granicy.
Przyda się, porządna — odpowiedziała na pytanie dotyczące kawy. Całe szczęście, że dzięki niektórym osobnikom w drużynie nie mogli narzekać na brak kofeiny w zasobach spożywczych Wieży.
JARVIS, poinformuj drużynę, że Rhodes wrócił do żywych —  poleciła, uśmiechając się do Mściciela półgębkiem.  
Ms. Marvel przeniosła ciężar z jednej nogi na drugą, dla własnej wygody. Nie mogła narzekać na swoją wytrzymałość. Przyjrzała się Frost, gdy ta się odezwała, nie przerywając kontaktu wzrokowego przez dobrą chwilę.

Zaproszenia chyba były pojedyncze — powiedziała, choć nie miała stuprocentowej pewności przy tym. Nie ingerowała bardziej niż to, że otrzymała taką wiadomość, a i zgadywała, że w tej sprawie rozmówi się z Tony’m. Zastanowiła się chwilę.
Rozważasz Wandę jako reprezentanta waszej grupy? — dość bezpośrednie pytanie, ale Mścicielka wątpiła w to, żeby Emma miała coś przeciwko temu. Tym bardziej, że wystarczająco wymowna była zmiana tematu chwilę po tym, jak poprosiła o wezwanie Szkarłatnej Wiedźmy.
Jako że Carol patrzyła przez ten czas na blondynkę, White Queen mogła zauważyć jak brew Danvers drgnęła ku górze, gdy usłyszała telepatycznie jej głos. Długo nie musiała czekać na odpowiedź, która była jedynie słyszalna dla telepatki:
“Sądzę, że lepiej zostawić w waszych rękach. Widziałaś zresztą w moich wspomnieniach, jaka była reakcja Jean na moje przybycie, Emmo. Chyba nie sądzisz, że teraz byłoby inaczej, gdybyśmy pojawili się większą grupą? Na ten moment nawet ciężko powiedzieć, kto jest wolny, by go wysłać i w czymś pomógł zamiast narobić szkód, więc gdy faktycznie X-Men będą potrzebowali pomocy, wsparcia, wtedy możemy o tym coś więcej pomyśleć.”
Danvers była świadoma tego o czym wspomniała i naprawdę uważała, że obecność Avengers będzie odebrana nie jako pomoc, a atak; przypuszczała, że takie byłyby wnioski Grey, a to raczej nie pomogłoby mutantom w ogarnięciu kobiety, a bardziej przeszkodziło.
Carol spojrzała na Rhodesa i zastanowiła się chwilę.
—  James czy armia ostatnio miała jakieś plany z tym, co się teraz dzieje, ogólnie? — w przeciwieństwie do niej, mężczyzna z pewnością miał większy, bardziej aktualny, kontakt. Pomyślała więc, że może być czegoś świadomy, o czymś wiedzieć, a co pasowałoby do tematu.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 12, 2016 5:42 pm

Rhodes nie miał zielonego pojęcia co było najgorsze. To, że Carol to w ogóle zauważyła, że zachowała taki spokój, czy to, że przez nią Emma straciła resztki szacunku jakie do niego miała. Chciał się zapaść pod ziemię, ale za miast tego odkaszlnął i cicho rzekł:
-R-racja

-Spokojnie, pani Frost. Jest tu całkowicie bezpieczny, w końcu chroni go "maszyna do wojny"-
powiedział pukając o zbroję. Uśmiechnął się jeszcze na dodatek do Emmy. Zabezpieczenia wieży były bardzo dobre, wiedział gdyż czasami zaglądał na budowę.
Obie chciały kawy. Eh, to znaczy, że samemu sobie nie załatwi z powodu braku trzeciej ręki na trzeci kubek. Mógł wziąć sobie i Emmie, ale lubił życie, więc postanowił nie nastawiać karku pani Danvers. Westchnął cicho po wyjściu z pokoju. Po drodze do maszyny do kawy miał chwilę przemyśleć tą całą sytuację. Cały czas wspominały, że nie ma czasu na wygłupianie się. Obie były pewnie często zajęte , ale Carol zazwyczaj taka nie była. Musiało się dziać coś o czym nie wiedział. Nic dziwnego skoro był dosłownie wyłączony ze świata na trzy godziny.
Maszyna do kawy działała bez zarzutu. Jej oprogramowanie został tak zmienione by JARVIS mógł ją kontrolować. Wystarczyło powiedzieć co ma zrobić i już to wykona. Wziął oba kubki i zaniósł z powrotem do laboratorium. Otworzył drzwi nogą ze względu na brak wolnej dłoni. Położył obie kawy na stole niedaleko stołu Foley'a. Wystarczy zrobić krok i już można cieszyć się małą czarną. Usłyszał prośbę Ms.Marvel i natychmiast wyciągnął telefon, przeszukując kontakty w celu znalezienia ludzi z wojska. Może pożałować mówienia cywilom o operacjach wojskowych, ale nic co mu mogą zrobić wojskowi nie jest gorsze od tego co może mu zrobić Carol.
-Już się robi- powiedział, po czym znalazł odpowiedni numer. Tylko akurat gdy miał nacisnąć na "zadzwoń" uświadomił sobie, że nie ma pojęcia co miała na myśli mówiąc "co się teraz dzieje". Spojrzał na nią z podniesioną brwią.
-A co się teraz właściwie dzieje?- zapytał skołowany. Nie usłyszał niczego co mogłoby go nakierować na zamiary Carol w ich rozmowach, nie wspominając, że był na urlopie i, no wiecie, martwy przez 3 godziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pią Sie 12, 2016 10:01 pm

Carol potwierdziła kwestię zaproszeń, na co Emma tylko kiwnęła głową. Nie dziwiło ją to, że ich liczba była ograniczona. W końcu część polityków i biznesmenów również chciała się załapać na konferencję, a gdy dodać do tego jeszcze prawdziwych ekspertów i obeznanych z tematem naukowców... Robił się już niezły tłum. Im więcej osób, tym trudniej zadbać o ich bezpieczeństwo, a okazja była przecież idealna, aby wywołać jakieś zamieszanie i zaatakować.
- Nie mogę powiedzieć, że grupy. Mutantów są na świecie przynajmniej miliony, więc ciężko to już nazywać grupą... A nie chcemy występować jedynie w imieniu X-Men czy szkoły, lecz całej naszej populacji - sprostowała i choć nie powiedziała wprost, że zamierza przekonywać Wandę do przyjęcia funkcji reprezentantki mutantów, to jednak wyraźnie to zasugerowała. Prędko zareagowała też na telepatyczny przekaz Ms. Marvel.
"Doceniamy to. Sojusznicy to często największa potęga, na jakiej osiągnięcie można liczyć... I gdybyście kiedykolwiek to wy potrzebowali naszego wsparcia, wystarczy, że się z nami skontaktujecie."
Podczas gdy obie kobiety wymieniały się tymi uwagami, zarówno na głos, jak i w swoich myślach, a James zajmował się robieniem dla nich kawy, White Queen odebrała również - w końcu, bo z opóźnieniem - reakcję Ororo na jej wcześniejszą wiadomość.
"Szykujemy się, by tam ruszyć. Wcześniej porozmawiam z naszym gościem. Ma niezbyt optymistyczną wizję. Mówi ci coś nazwa "Shi’ar"?"
Panna Frost nie była pewna o którym gościu mówiła Storm. Kiedy opuszczała Instytut, na jego terenie przebywały co najmniej cztery osoby, które można było w ten sposób określić... Ale niestety ta kwestia musiała jeszcze poczekać i ustąpić miejsca innym, ważniejszym. Shi'ar? Emma nie przypominała sobie, aby słyszała wcześniej to słowo, a pamięć miała przecież bardzo dobrą.
"Jak do tej pory nie miałam z nią styczności, ale w wolnej chwili mogę to sprawdzić.
Nie dodała już, że wcale nie zapowiadało się na to, aby w najbliższym czasie znalazła tę wolną chwilę, chyba że naprawdę bardzo krótką. Takie uroki bycia odpowiedzialnym... Ale ktoś musiał zajmować się polityką czy nawet zapleczem, podczas gdy inni bawili się w wojnę. Skoro zaś już o tym mowa, to winna była X-Men jeszcze jedną informację.
"Avengers nie będą się wtrącać, ale zaoferowali nam pomoc, gdy będziemy jej potrzebować."
Tę wiadomość blondynka nadała znów do całej trójki: Rogue, Storm i Wolverine'a, choć wyczuwała, że zaczęli się już rozchodzić. Nic dziwnego, bo w końcu Ororo sama dała jej znać, że zbierali się do podróży. Emma oderwała się od myśli na ich temat w momencie, gdy James nie tylko już powrócił, ale zaczął również dyskusję z Carol na temat działań armii.
- Ognisty ptak walczy pod Hollywood z... W tej chwili podejrzewam, że z każdym, kto się tam stawi. Sądząc z relacji z miejsca wydarzeń, z oddziałem, w którego skład wchodzą między innymi istoty o nadludzkich mocach... I przegrywają z nim - wyjaśniła, nie wspominając o tym, że ten ognisty ptak był częścią X-Men, obecnie zbuntowaną.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."


Ostatnio zmieniony przez Emma Frost dnia Sro Sie 17, 2016 6:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Pon Sie 15, 2016 12:24 pm

Nie chcąc wprowadzać Rhodesa w bardziej niekomfortowe samopoczucie, Carol nic więcej nie dodała od siebie.
Skupiła się natomiast na wyjaśnieniu Emmy, że Scarlet Witch miałaby swoją obecnością na konferencji reprezentować mutantów, nie tylko grupę, z której znała parę osób. Jak nie większość. Rozumiała, co miało na celu ustanowienie Wandy reprezentantką X-Men i niezrzeszonych z genem X. Chodziło o zaufanie i to Ms. Marvel była w stanie zrozumieć. Osobiście też nie widziała przeciwwskazań, żeby Maximoff miałaby odmówić, chyba że miała swoje powody, o których Carol akurat nie wiedziała. Nie kwestionowała tego, tym bardziej że przyjaciółka wraz ze swoim bardziej narwanym bratem miała się pojawić w Wieży.
Na telepatyczny odzew, Danvers odpowiedziała krótko:
“Podobnie z naszej strony.”
Potwierdzała tym samym ważność sojuszu czy choćby przysług, długów, które mogły się pojawić na przestrzeni miesięcy. Nie uważała bowiem, że jest zobowiązana by wiedzieć o wszystkim, co się dzieje w Instytucie; każda grupa miała swoje sprawy, wewnętrzne. Carol także nie wiedziała, że pomoc, potrzeba wsparcia może pojawić się szybciej niż się spodziewała. Jeszcze nie zapoznała się ze wszystkimi wiadomościami, jakie ostatnio miały miejsce.
 Dzięki — rzuciła, gdy Rhodes przyniósł kawę. Chętnie też zaraz się napiła w nadziei, że kofeina jakoś wspomoże jej we… wszystkim? Tak najlepiej było to określić.
Poczekała aż Emma wyjaśni Jamesowi, o co jej chodziło z prośbą o zadzwonienie do armii. Niby mogła sama to zrobić, zważywszy na lata spędzone w wojsku, aczkolwiek przechodząc na wcześniejszą emeryturę, Carol nie miała pewności czy osoby, z którymi kiedyś miała kontakt, nadal są aktywni czy także zakończyli swoją karierę.
 A to z kolei ciekawe, jeśli jest ktoś z nadprzyrodzonymi zdolnościami — podsumowała i się zastanowiła, stukając opuszkami cicho w stół.
 Słyszałeś o tej konferencji, jaka miała mieć miejsce już wcześniej, ale została przełożona? — spojrzała na niego. — W każdym razie ma dotyczyć wszystkich nadludzi, z mocami czy możliwościami przekraczającymi zwykłego obywatela — tu miała na myśli Starka, który dzięki swojemu geniuszowi (i pieniądzom) stał się Iron Manem. — My jeszcze nie wybraliśmy, ale to raczej oczywiste, kto się tym zajmie, jak Kapitana nie ma. Dlatego też ma tutaj zjawić się Wanda z Pietro i być może Visionem — wyjaśniła, a następnie spojrzała na Emmę, jako że też wiedziała to i owo (a na pewno więcej, skoro była tą, która przyczyniła się do zmiany terminu spotkania). Poza tym zaciekawiło ją to, czemu nic nie wspomniała o Jean, ale nie dociekała tego. Najwidoczniej wolała nie rozgłaszać albo pozostawiła to do decyzji Danvers, aby o tym wspomniała. Lub nie.
Carol poleciła JARVISowi, aby ponownie wyświetlił hologramy z wiadomościami, dzięki czemu James mógł zobaczyć, co się dzieje przy miejscu, gdzie przez tyle lat stał sławny napis Hollywood, teraz z pewnością zniszczony.
To będzie miało wpływ na spotkanie — podsumowała, mówiąc o zachodnim wybrzeżu. — Dlatego też zastanawiam się czy mają jakieś plany na najbliższą przyszłość — i napiła się kawy.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James Rhodes

avatar

Liczba postów : 83
Data dołączenia : 19/09/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Wto Sie 16, 2016 9:11 pm

"Oddziałem"? Rhodesa strasznie zdziwiło, że Frost użyła tego słowa na opisanie grupki ludzi walczących z ognistym kurczakiem. Zazwyczaj mówiąc to ma się na myśli wojsko. Pokrywało się to nawet z pytaniem Carol.
Coś jednak nie pasowało. Armia nie może działać na terenie stanów, a tam właśnie znajduje się Hollywood. Zapewne Carol zwyczajnie spodziewa się, że zrobią wyjątek. Czy zagrożenie może być, aż tak wielkie?
-Nope- przyznał się do braku wiedzy w temacie konferencji, machając spokojnie głową. Z wyjaśnień Carol musiała to być spora rzecz. Tym bardziej był niezadowolony z tego, że nie wiedział o niej wcześniej. Po części go dotyczyła, choć wolał myśleć, że jest wojskowym który po prostu ma przyjemność używać fajnego pojazdu. Nie był do końca pewien jakie tematy zostaną poruszane, ale zapewne będą kupą frajdy...
-Tony? Thor? Może Bruce?- zaczął wyliczać do siebie ludzi których widział jako dobrych kandydatów. Potem dopiero spojrzał na twarz Carol... oh o nią chodziło... Ponownie wyszedł na debila. Odkaszlnął i ponownie wyciągnął telefon z kieszeni. Nie miał po co mówić, że przeprasza, to nic nie da. Wybrał z listy kontaktów jednego z wojskowych, któremu ufał.
-Halo? Dzień dobry, z tej strony podpułkownik James Rhodes. Słuchaj, wiesz coś o tym małym...wypadku w LA?...Uh huh... Jak się spodziewałem... Czekaj, co? Generał Ross z...- nie ukrywał zdziwienia na twarzy gdy usłyszał co mówiła osoba "po drugiej stronie". Otworzył szeroko oczy i usta.
-Dzięki za informacje, trzymaj się- powiedział szybko, chowając telefon chwilę później, jakby miał coś pilnego do załatwienia.
Zapomniał na chwilę o obu kobietach w pomieszczeniu. Gestem jednej z rąk rozszerzył hologram walki w Los Angeles, aż do wielkości 50-cio calowego telewizora. Zasłaniając ręką usta dokładnie analizował nagranie, jakby o czymś myślał. Po chwili odwrócił się w stronę Frost i Danvers, wykonując dwa kroki w tył by zobaczyły hologram.
-Armia nie może działać na terenie stanów, tak mówi prawo, więc w tej sprawie nie dowiedziałem się niczego czego sam bym się nie domyślił. Dowiedziałem się za to nieco o tej grupce dziwaków. Generał Ross wybrał się tam ze swoim oddziałem. Zapewne to właśnie oni są grupką ludzi z supermocami. Oficjalnie nie są częścią armii, więc nie muszą się martwić prawem- powiedział wskazując na hologram.
-Pewnie nie ma przy sobie komórki, więc na tą chwile nie wiele się od niego dowiemy- dodał by uprzedzić pytania.
-Wybaczcie, ale powiedziałem wam za dużo, muszę teraz was zabić- zażartował sobie z uśmiechem pod nosem. Pewnie gdyby ktoś go przyłapał na mówieniu cywilom takich rzeczy, miałby nieprzyjemności
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Emma Frost

avatar

Liczba postów : 365
Data dołączenia : 02/12/2012

PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   Sro Sie 17, 2016 8:37 pm

Emma nie odpowiedziała już na ostatnie myśli Carol, gdyż nie odczuwała takiej potrzeby, a temat wydawał jej się zakończony. Telepatka skupiła się za to na kolejnych sprawach bieżących, w tym na dyskusji z Rhodesem. W międzyczasie zaopatrzyła się również kawę, choć zaraz potem powróciła na swoje wcześniejsze miejsce przy Elixirze, teraz opierając się lekko o stół, na którym chłopak spoczywał i zarazem stojąc przodem do swoich rozmówców.
White Queen nie wtrącała się w dyskusję, gdy Avengers omawiali kwestię konferencji - nawet pomimo spojrzenia, które otrzymała od Ms. Marvel. Mimo to śledziła wypowiedzi obojga bohaterów i zapamiętywała nie tylko ich słowa, ale i gesty czy mimikę. Było to o tyle proste, że telepaci posiadali dosłownie fotograficzną pamięć - i to nie taką, jaka zdarzała się wśród zwykłych ludzi naturalnie. Naprawdę mogli przywołać swoje wspomnienia, zatrzymać je, przyjrzeć się im dokładniej.
Mimo to panna Frost nie ograniczała się jedynie do rozmowy, która toczyła się teraz w laboratorium. Poinformowała już co prawda część X-Men o tym, co powinni wiedzieć na temat Jean, ale przecież nie byli to jej wszyscy sojusznicy... O ile w ogóle mogła określić drużynę tym mianem, gdy większość mieszkańców Instytutu w dalszym ciągu okazywała jej lepiej lub gorzej skrywaną wrogość. Najważniejsze jednak, że wcześniej tego samego dnia obiecała współpracę jeszcze jednej osobie, a to był doskonały moment, aby udowodnić swoją własną przydatność, a wręcz niezastąpioność.
Słuchając więc informacji dostarczanych przez pilota War Machine, Emma jednocześnie zaczęła telepatycznie wędrować po świecie, szukając pewnego konkretnego umysłu... Odległego, lecz nie mniej jednak dla niej dostępnego. Sunspot bywał w doprawdy ciekawych miejscach.
"Jeżeli będziesz tak miły, mój drogi - i zainteresujesz się aktualnymi wydarzeniami spod Hollywood... Ostrzegam, że X-Men zamierzają się nimi zająć, ale na miejscu jest już generał Ross ze swoją własną ekipą. W jej skład wchodzą nie tylko zwykli ludzie, ale i tacy z super mocami. Ciekawy fakt: ten ognisty ptak to aura, którą utrzymuje wokół siebie Jean Grey. Możesz się domyślać co to oznacza."
Tuż po wysłaniu tej wiadomości, White Queen spokojnie upiła łyk kawy, po czym przesunęła spojrzeniem od Jamesa do Carol, subtelnie unosząc przy tym brew. Interesowało ją jeszcze parę innych kwestii, a skoro i tak musiała czekać a pojawienie się Wandy, to równie dobrze mogła je wyjaśnić...
- Pozwolę sobie odrobinę zmienić temat. Jako Avengers robicie coś w sprawie Houston, czy ta sprawa wciąż pozostaje jedynie w rękach wojska? - zagadnęła na początek. Jeżeli wierzyć mediom, bohaterowie nie ruszyli na pomoc miastu, ale kto wie? Być może po prostu nie było to nagłaśniane... Lub wiadome postronnym.

_________________



"The rest of your life is a long time and whether you know it or not it's being shaped right now. You can choose to blame your circumstances on fate or bad luck or bad choices or you can fight back. Things aren't always going to be fair in the real world, that's just the way it is, but for the most part you get what you give. Let me ask you all a question. What's worse: not getting everything you wished for or getting it, but finding out it's not enough? The rest of your life is being shaped right now with the dreams you chase, the choices you make and the person you decide to be. The rest of your life is a long time and the rest of your life starts right now."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główne laboratorium   

Powrót do góry Go down
 
Główne laboratorium
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Stare laboratorium Hydry
» Opuszczone laboratorium
» Biuro koronera i laboratorium
» Laboratorium Beta
» Laboratorium [Podziemie]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: