Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala weselna.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 194
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Sala weselna.   Czw Wrz 25, 2014 8:10 pm

First topic message reminder :


Stark Tower tego dnia wyglądało zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Może nie tylko przez furę balonów w odcieniach perły i fioletu, ale i przez agentów ubranych w smokingi, które zdobiły delikatne butonierki we wcześniej wspominanych odcieniach.
Wchodząc już do budynku, którego wejście było przystrojone wielkim transparentem witających parę młodą i resztę gości weselnych wzrok Wasz mógł natknąć się na ogromne ilości kwiatów i tace z szampanami, którego kieliszek każdy z Was dostał.
Wanda mimo, że weszła do samochodu ostatnia to i pierwsza przybyła na miejsce. Wysiadła zgrabnie z auta, uśmiechnęła się do obecnych tu agentów, którzy kojarzyli ją już dobrze nie tylko z jej chaotycznego charakteru, ale i ciętego języka, którego musiała używać wielokrotnie podczas krótkich potyczek słownych ze Starkiem, z którym omawiała szczegóły wesela. W końcu on wykładał hajs, ona nim rozporządzała. Jakieś zasady tutaj musiały być.
Przyjęła zaraz też kielich z alkoholem, po czym pomknęła ku Sali weselnej, która znajdowała się na wprost od głównego wejścia. Sama sala wcześniej była jednym z pomieszczeń, w którym odbywały się konferencje, w których to zazwyczaj Mściciele czy inni znajomi miliardera się spotykali i dyskutowali o konkretnych problemach i zagadnieniach. Teraz jednak sala prezentowała się zupełnie inaczej. Wysokie sklepienie, którego centrum był kryształowy żyrandol skupiało w sobie nie tylko to, ale również mnóstwo jedwabnych wstęg połączonych ze sobą, niczym kopuła.
Do tego stoły, przybrane białym obrusem, wraz z fioletowymi akcentami w postaci serwet, kwiatów i świec. Naczynia z porcelany, srebrne sztućce i kryształowe kielichy tylko dodawały elegancji. Stoły były okrągłe, na mniej więcej 6 czy 8 osób. Wszystkie zastawione ciastami, sałatkami i innymi smakołykami, które można było podjadać na bieżąco. Teoretycznie przy zastawie powinny pojawić się karteczki z papieru kredowego informujące o tym gdzie kto siedzi, jednak… Każdy dobiera sobie kompana wedle swojego widzimisię. Wanda nie chciała się wtrącać. Jedyne co było pewne to to, że para młoda miała swój własny stół ustawiony w centrum, ładnie oświetlony, z mnóstwem serduszek i innych takich. Obok Państwa młodych była usadowiona drużba, a przed nimi znajdowała się reszta zastawy i parkiet. Za plecami małżeństwa znajdował się pewien obraz, którego autorką niewątpliwie była młoda panna ze skrzydłami i uśmiechem tak słodkim, który potrafiłby nawet stopić nieczułe serce Logana. Oraz był oprawiony w złotą ramę i wisiał dumnie nad ich głowami.
Do tego świece zostały zapalone, światło stało się bardziej intymne, a z głośników popłynęła cicha muzyka, na razie tylko wprawiająca wszystkich w podniosły nastrój. Grupy muzycznej nie było, więc niestety obędzie się bez fałszowania, gdyż zespół został zastąpiony przez czarnoskórego DJ’a, ubranego w srebrny smoking. Sama Scarlet krzątała się to tu to tam, raz weszła do kuchni by sprawdzić czy ciepłe przystawki są gotowe, raz zdenerwowała się na kelnera, który potrącił jedno z ładnie przystrojonych krzeseł, to teraz tylko czekała przed salą na resztę.

Wesele się zaraz zacznie, zabawy, nie-zabawy. Piszcie na spokojnie, czujcie się jak na prawdziwym weselu. Od teraz swawola, róbcie co chcecie, integrujcie się.
Termin znacie.

Miłej zabawy kochani.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Hank Pym

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 29/11/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Paź 05, 2014 6:50 pm

Jeśli pomiędzy Starkiem a Antmanem postawić niewidzialną linię prostą, to istniały dwa wektory: odstarkowy i dostarkowy. Znając siebie a także nie chcąc psuć innym zabawy, skierował się w stronę oddalającą, a tam napotkał Gamorę (prawdopodobnie z szopem).
- O, jesteś zielona! - zauważył nietaktownie (bo to tak, jakby powiedział na przywitanie osobie otyłej, że jest gruba) - Nie żebym był rasistą, czy coś - zaczął się poprawiać, zauważając swoją gafę - po prostu, jakby to powiedzieć, w tym rejonie geograficznym rzadko się trafia na taką osobę, nawet rejonie składającym się z pobliskich rejonów geograficznych... właściwie to się nie spotyka takich humanoidów wcale... eeee... Więc, jak tam się bawisz?[/b]
Zmiana tematu to dobry Antmanowy sposób na uniknięcie nieplanowanych konfliktów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Paź 05, 2014 6:59 pm

Parsknął na słowa Carol. No tak, ta dwójka zawsze będzie się przekomarzać o swojej urodzie. Pokręcił głową, gdy Mścicielka specjalnie ruszyła się, aby zdobyć butelkę i wypełniła wszystkie kieliszki.
- Uwierz, sam się tego nie spodziewałem - skrzywił się lekko - pewnie były, w końcu to ślub. Ale nie chcę widzieć tych zdjęć. Nigdy.
Uśmiechnął się do Logana, gdy pojawił się przy stoliku, lecz po chwili zauważył, że z przyjacielem coś jest nie tak. Do tego ta nagła sprawa do Starka. Tony musiał poczuć się trochę niezręcznie, bo zaraz potem poczuł jego rękę na swoim ramieniu. Co było.. niespodziewane. Poprawił się na siedzeniu, ale nic z nią nie zrobił, czekając na dalszy obrót spraw.
- Nie, Tony, nawet o tym nie myślałem, ale skoro mamy pić razem to radzę wam tak nie pędzić, bo za mną nie nadążycie - uśmiechnął się do niego, trochę zarozumiale. Nie chciał oglądać jak walają się po sali pod wpływem alkoholu. Szybko więc wypił to co miał w kieliszku. I tak nic mu to nie zrobi. - I nie wykręcaj się Clintem. Praca w taki dzień nie wypada. Z resztą, jesteś okropnym pracoholikiem i powinieneś zająć się czymś innym, na przykład SNEM, ale nie będę ci tego w kółko powtarzał.
Chwilę potem obok pojawiła się Wanda. Biedny Tony, tak okupowany z każdej strony. Wanda poklepała go po ramieniu, najwidoczniej była z niego zadowolona. On sam był z siebie dumny. Że nie stracił nad sobą panowania. Posłał jej uśmiech, jednocześnie świdrując ją wzrokiem. Nie zapomni jej tej sutanny. O nie.
Sala szybko wypełniała się gośćmi, w dużej mierze takimi, których nie miał okazji dostrzec na ślubie. Uśmiechnął się pod nosem. Cóż, przynajmniej będzie mógł z nimi pogadać bez żadnej wzmianki o sutannie, dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Paź 05, 2014 8:00 pm

Pewnie każda porzucona i wzdychająca aż do dzisiaj, kobieta byłaby wściekła na Starka, z chęcią pragnąc go zamordować w tymże momencie. Tak czy siak, jako autorka jestem pewna, że Tony do takich zachowań jest przyzwyczajony. I Steve miał rację - zawsze, bo ten temat nie może się znudzić, absolutnie.
- Trochę wiary w towarzyszy, Steve - zaśmiała się Carol na ten względny przytyk dotyczący upicia. Oczywiście, to było prawdopodobne, ale jednak Kapitan mógł tego nie mówić na głos! Była jeszcze na tyle pomysłowa, że poprosiła kelnera, aby doniósł kieliszki i wtedy szybko jeden zwinęła, podstawiając do tego, co już przynależał do Rogersa. - Nadrabiaj więc, bo na razie to ty nie nadążasz - uśmiechnęła się delikatnie. - Loki? - zwróciła się do boga, chcąc dolać mu alkoholu. Jeśli odmówił - odstawiła butelkę na bok, jeśli nie - dolała.
Przysłuchiwała się Starkowi i Rogersowi.
- Jestem pewna, że Clint nie narzekałby na takie udoskonalenia - mruknęła, choć zaraz olała temat. Mogła słuchać, ale dzisiaj akurat nie miała chęci na dowiadywanie się i zaspokajanie swojej ciekawości, o.
Uśmiechnęła się do Logana w odpowiedzi na przywitanie mężczyzny. Co prawda, zdążyła zauważyć jakąś zmianę w jego wyrazie twarzy, ale nie naciskała na to, aby się dowiedzieć. Jeśli chciałby powiedzieć - zrobiłby to. Proste.
- Żałuję, Wanda. Pewne atrakcje mnie ominęły - tutaj wymownie spojrzała na Steve'a (musi koniecznie zobaczyć te zdjęcia z uroczystości), a zaraz na Starka, kiedy ten wzmocnił uścisk wokół jej bioder, nie bardzo w pierwszym momencie rozumiejąc, o co mu chodzi.
Kiedy ci rozmawiali, Danvers rozejrzała się po sali, ażeby ujrzeć przybyłą parę młodą, która korzystnie wyglądała (chyba nawet się nie spodziewała tego po Wilsonie, ale tę uwagę pozostawiła sobie). Nie wiedzieć czemu to blondynka niemalże od razu gwizdnęła donośnie, nad uchem Tony'ego i zaraz szybko rzuciła "przepraszam", wskazując na najważniejszych gości wesela. W końcu powinni jakoś zareagować.

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gamora

avatar

Liczba postów : 170
Data dołączenia : 24/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Czw Paź 09, 2014 11:12 am

Wojowniczka przywitała parę młodą delikatnym uśmiechem. Wyglądali jak zwykle zjawiskowo.
Gam uścisnęła dziarsko dłoń Wonder Mana i posłała mu grzeczny uśmiech. Nawet nie musiała się wspinać na wyżyny, by wymusić ten miły, acz krótkotrwały gest. Wojowniczka wysłuchała w spokoju słów Wandy, szczerze mówiąc po chwili troszkę się wyłączyła i jedyne na co zawracała uwagę to poruszające się czerwone usta Wandy oraz jej piękną orientalną urodę. Uśmiechnęła się pod nosem wodząc wzrokiem po pięknych falowanych włosach kobiety, a potem wróciła do jej oczu.
- No tak no tak. - Przyznała racje zupełnie bezmyślnie i wzięła jeden większy łyk alkoholu. Gdy przyjaciółka od nich odeszła, Gamora westchnęła sobie pod nosem i dałaby sobie rękę uciąć, że ten sam dźwięk zasłyszała od strony Wonder Mana. Zmarszczyła brwi, a sekundę później patrzyła na niego pytająco... może nawet trochę groźnie?
Sytuacje rozładowało podejście AntMana. Gam skierowała pytające spojrzenie tym razem na mężczyznę, który wybrał idealny moment na zagajenie. Im więcej mówił, tym bardziej oczy Gamory się powiększały. Widząc zmieszanie Ant-Mana parsknęła niepohamowanym śmiechem (dosłownie jak nie Gamora) i machnęła ręką, by dać mu do zrozumienia, żeby się nie przejmował. Miała w miarę dobry dzień, zresztą zachowanie mężczyzny nie wskazywało na to by chciał ją obrazić.. wręcz przeciwnie. Słowa wypowiedziane chwile wcześniej musiały wzbudzić w nim poczucie winy? Skrępowanie? Na dodatek 3/4 dalszej wypowiedzi została niezrozumiana, więc chciała już mu przerwać gdy w końcu padło jakieś normalne pytanie. - Jeszcze nie wiem. Pierwszy raz biorę udział w takim przedsięwzięciu. A.. i wole jak mówią na mnie Gamora. - Podała mu rękę, żeby się przywitać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3403
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Czw Paź 09, 2014 9:22 pm

Loki chętnie - choć oczywiście nie okazując przy tym niestosownie dużego zapału, przeciwnie, zachowując najlepsze maniery, a nawet dziękując cicho - przyjął alkohol i od razu przystąpił do jego sączenia, przez cały ten czas we względnym milczeniu przysłuchując się rozmowie otaczających go Avengerów. Dyskusja o modyfikacjach i ulepszeniach ich strojów? Tak, to mogło się okazać przydatne, dlatego też trickster na wszelki wypadek wręcz emanował aurą niewinności i ogólnego "mnie tu nie ma, mną się nie przejmujcie". Zaoferowaną w pewnym momencie dolewkę również zaakceptował, kiwnąwszy przy tym subtelnie głową i uśmiechnąwszy się lekko w niemej podzięce.
Gości przybywało i w pewnym momencie do ich grupki podeszła sama organizatorka ślubu oraz wesela, traktując każdego taką czy inną uwagą - siłą rzeczy dość krótko, gdyż trochę osób do obejścia jednak miała. W oczach boga kłamstw pojawiły się pełne rozbawienia błyski w momencie, gdy Wanda przemawiała do sponsora uroczystości; och, Stark miał kłopoty, Stark miał kłopoty. Cóż to za satysfakcja! Mimo to mag z należytą godnością przyjął podziękowanie za przybycie i oczywiście zapewnił, że nie mógłby tego opuścić. W końcu chodziło tu o szczęście jego syna, prawda?
Niedługo potem salę wypełniła stosunkowo cicha muzyka - powolna, spokojna, a w dodatku taka, której Loki raczej nie kojarzył, czemu zresztą trudno by się było dziwić. Z pewnością była... Odmienna od tego, do czego był przyzwyczajony, lecz nie potrafił jeszcze stwierdzić, czy to coś dobrego czy może jednak złego. Ot, po prostu była inna.
W końcu jednak na salę wkroczyli także i państwo młodzi, którzy podczas podróży najwyraźniej zdążyli się przebrać. Trickster przechylił głowę lekko na bok, przesuwając wzrokiem po ich nowych strojach... Oraz odnotowując pozycję, w jakiej się aktualnie znajdowali. Oczywiście zdążył zapoznać się z tradycją przeniesienia świeżo upieczonej żony przez próg, lecz zdawało mu się, iż nie chodziło o próg takiego pomieszczenia... No nic, nieistotny detal.
Książę nie potrzebował instrukcji Wandy, aby uznać, że prezent wręczy młodej parze nieco później - głównie dlatego, że w jego przypadku podarek był całkiem spory, a więc patron chaosu nie mógłby go tak po prostu wprowadzić na salę... A przynajmniej nie w sposób konwencjonalny dla Midgardczyków. Prędzej czarami... Lecz tak czy siak: jeszcze nie teraz.
Uwaga Lokiego przeniosła się na moment ku Wolverine'owi, który zbliżył się do ich stolika i - po krótkim powitaniu - zagadnął Starka o jakąś tajemniczą sprawę. Jedna z brwi trickstera podjechała na to lekko w górę; w końcu zawsze warto było posłuchać co takiego kombinują bohaterowie, a nuż, widelec...?

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Shiklah

avatar

Liczba postów : 32
Data dołączenia : 03/05/2014

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sob Paź 11, 2014 9:34 pm

/z gory przepraszam za 'olanie' paru osob i zdarzen, dlugosc, jakosc i inne rzeczy ale termin leci a post musi byc/

Weszli na sale weselna tak jak nakazywala tradycja. Panna mloda, tym razem ta wlasciwa, zostala wniesiona przez pana mlodego na rekach. Zlotooka wpatrywala sie w twarz ukochanego z czuloscia, ktorej wiele osob moglo nie rozumiec. Ale ona kochala kazda blizne najemnika, kazda jego zwariowana mine i zaburzenie psychiczne. Dzisiejszego dnia, najwazniejszego w ich dlugim, nielatwym do zakonczenia zyciu, nic sie nie liczylo tak, jak ich wzajemne uczucie. Shiklah zapatrzona w Wade'a czula sie jakby czas sie dla nich zatrzymal. Wiedziala ze pasowali do siebie wysmienicie, wygladali jak miliony dolarow Starka (bo i mniej wiecej tyle wydali na organizacje uroczystosci) i przepelnialo ich szczescie odbierajace dech w piersiach. Otrzasnela sie z tego stanu dopiero gdy dotarli do swojego stolika, zajeli miejsca i mogli podziwiac sale w pelnej krasie. Wanda postarala sie i tym razem z wystrojem, gdyby kiedys rzucila ratowanie swiata z pewnoscia znalazlaby prace jako organizatorka wesel i innych imprez okolicznosciowych. Krolowa nieumarlych dostrzegla w tlumie nowe twarze, osoby ktore nie pojawily sie w kosciele. Gdy atmosfera nareszcie sie rozluzni, podejdzie do kazdego z gosci i porozmawia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Deadpool
Troll Forumowy | Boski Posłaniec
avatar

Liczba postów : 186
Data dołączenia : 08/08/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Wto Paź 14, 2014 8:45 pm

Just call me angel... or Schmetterling.

- Tylko pójdę przywitać się z tatą, bratem, siostrą i chłopakiem brata. - rzucił do Wandzi, gdy ta poprosiła wszystkich o zajęcie miejsc, w związku ze zbliżającymi się przemowami. Za to swoją żonę objął w pasie i pocałował krótko, acz czule w usta.
- Wybacz mi na chwilę, najdroższa, idę pomęczyć psychicznie swoją kochaną rodzinkę moim jestestwem, emotka-serduszko. - Po chwili więc, jak powiedział, tak zrobił. Ruszył przez tłumy(Niczym Ezio Auditore da Firenze!), po drodze kradnąc ze stolika z przysmakami swój ulubiony(Burrito z dodatkową ilością fasoli, raz!). Wade ostatecznie dotarł do stolika, przy którym siedzieli wspomniani wcześniej bóg kłamstw - Loki, Kapitan "Kapitan-Ksiądz" Ameryka - Steve Rogers, człowiek-żelazko oraz jego siostra-blondynka(Ale adoptowana, więc rodzeństwo nie odziedziczyło głupoty - Carol nie jest takim idiotą, jak ja).
- Tato, fajna zbroja. Czy podobną dostanę w prezencie? Stevie, braaaciszku! - najemnik objął od tyłu Amerykę(Deadpool jest tak gruby, że może objąć całe Stany Zjednoczone, gwiazdka-typowy-śmiech-gimbazy-po-żarcie-na-temat-czyjeś-nadwagi-gwiazdka!), z szerokim uśmiechem na twarzy i odgłosami przeżuwania wołowiny zmieszanej z tortillą, dobiegającymi z ułożonych w banana ust. Kapka ostrej salsy spadła z przysmaku Wilsona prosto na odziane w skórzaną kurtkę ramię Capa(Ups), więc Wade jak gdyby nigdy nic, odsunął się od braciszka i zrobił krok czy dwa ku Ms. Marvel.
- Hej, siostrzyczko. Jak się bawisz? Już pijesz? Kiedy zaczniesz tańczyć nago na stole? - Karmazynowy Błazen poklepał Carol po głowie, po czym oparł się wyprostowanymi rękoma o krawędź ich stolika.
- A tak w ogóle, to doceniam życzenia, prezenty. Byłem taki uradowany, gdy ledwie przyszedłem tutaj, a już wszyscy rzuciliście się na mnie, kłócąc się o to, kto pierwszy powie mi i Shi "wszystkiego najlepszego". Też was kocham. Potem was zabiję. Żartuję. Że żartuję. Że żartuję, że żartuję. A propos zabijania: Jak uważacie, jaki jest według was najstraszniej brzmiący język? Taki najbardziej przerażający, krwiożerczy? Ja obstawiałbym niemiecki. Takie dzień dobry, na przykład. Guten Morgen. Na zdrowie? Gesundheit! Brzmi, jakby kazać komuś własnoręcznie kroić na żywca ośmiorniczki. Nie zniósłbym takich tortur... - Spuścił na moment głowę, by zaraz spojrzeć po wszystkich. Po chwili milczenia, na jego twarzy pojawił się niepokój.
- Nie patrzcie tak na mnie. Nie chcę kroić ośmiorniczek! Nie każcie mi... Powiem wszystko! Mam na imię Wade, Wade Winston Wilson. Jestem najemnikiem, tak, przyznaję się, zabiłem nawet-nie-wiem-ile-już-osób. Nie pamiętam, przysięgam, nie każcie mi ranić tej malutkiej, niewinnej macki! Co jeszcze chcecie wiedzieć?! Boję się krów. I małych dzieci. Co drugą środę, regularnie moczę łóżko. I mam problemy z trzymaniem zawartości żołądka w żołądku, po Burrito z dodatkową ilością fasoli. Onanizuję się skarpetką uszytą na wzór twarzy Bea Arthur. Tylko. Nie każcie mi. Kroić. Tych biednych stworzeń! - odparł spanikowany, a potem potrzebował kilku dłuższych sekund na uspokojenie nerwów i kołatającego z nich serca.
- Albo taki motylek. Butterfly! - Deadpool zabrzmiał wręcz śpiewająco, wysoko i lekko, a jego ruchy oraz gesty - emanowały tanecznością. Lecz następne słowo wypowiedział już niskim, ochrypłym głosem, patrząc przy tym po wszystkich poważnie - a że u najemnika brak było teraz maski, każdy mógł wyraźnie dojrzeć ułożenie mięśni jego pokrytej bliznami twarzy:
- Schmetterling! - Po chwili wskazał wyzywająco palcem na Starka.
- Twoja matka to Schmetterling! Zabrzmiało jakbym nazwał ją co najmniej kur... Takie słowa są dozwolone w postach? Adminie? - Szybki zerk na Lokiego, boga chaosu(Najwspanialszego ojca na świecie. Wazelinuję, bo chcę taką samą zbroję. I hełm z rogami. Z autografem. Bea Arthur), po czym Regenerujący się Degenerat wrócił do swojej bezustannej paplaniny.
- Teraz powinno się okazać, że on zna niemiecki i powie coś w stylu: "Danke schön! Gwiazdka-mówi-po-niemiecku-gwiazdka, moja mamusia uwielbia, gdy nazywa się ją motylkiem! Gwiazdka-mówi-po-niemiecku-gwiazdka." Co za syn, nazywać własną matkę per Schmetterling. A myślałem, że to Spider-Man jest beznadziejnym dzieckiem. Dobra, to ja będę powoli wracał do mojej seksownej żony. - Deadpool odetchnął głębiej, a ręką wskazał za siebie, celując po omacku w stronę swojego stolika, acz nie do końca z udanym skutkiem. Mimo to, na razie stał jeszcze przy najbliższej rodzinie(I Starku. Nie zapominajmy o Starku. Stark daje hajs, Stark prawie jak rodzina), obdarowując jednak ofiary swojego gadania chwilą kojącej przerwy(Niech znają mą litość). Nagle, klaun w czerwonym - który dzisiaj wyjątkowo, zważywszy na okazję, ubrany był w czarny garnitur i... cóż, nie było ani odrobiny czerwieni w jego stroju - nastawił ucha(Jakie wyczucie z piosenką!)(Przypadek?)(To moja sprawka). Uśmiechnął się szeroko do siebie, po czym z tajemniczym błyskiem w oczach nachylił się do Carol Danvers. Spojrzał na blondynkę, by zaraz wyrzucić ze swoich ust śpiew.
- ♫ Just call me angel of the morning, angel... Just touch my cheek before you leave me, baby... - Wade sięgnął w tym momencie policzek siostry, muskając lekko jej twarz opuszkami palców - ♫ Just call me angel of the morning, angel... Then slowly turn away... - Najemnik z pyskiem wyprostował się i powoli obrócił się na pięcie, odwracając od blondwłosej siostrzyczki.
- ♫ From me... - rzucił jeszcze, ciszej, spoglądając przez ramię i ruszył tanecznym krokiem z powrotem do stolika państwa młodych, nucąc już ledwie słyszalnie, do siebie, lecącą w tle muzykę.

Ostrzegam, iż autor moich postów jest aktualnie w dziwnym, nadpobudliwym, durnym nastroju i ten post będzie zawierał ogromną dawkę głupoty. Przed przeczytaniem skonsultuj się ze swoim psychoterapeutą. (Chyba powinniśmy byli dać to ostrzeżenie na początku) (Ale wtedy nie moglibyśmy dać tego genialnego tytułu!) Wasz psychoterapeuta będzie miał dużo do roboty, czytelnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 15, 2014 5:47 pm

Dziewczyna niemal cały ten czas stała w kącie. Nie chciała przedzierać się przez tłum ludzi składający rodzicom życzenia. Nikt nie powiedział, że wszyscy muszą to zrobić akurat na początku, więc zaszyła się gdzieś w ciemnym kącie i obserwowała wszystko dokładnie. Szop, Logan, Wandzia, Stark, Kaptajn Amerika... Wszyscy tu byli. I znów się wzruszyła. Szlag by to. Dopiero teraz rozpuściła włosy, które były o wiele krótsze, niż ktokolwiek by się spodziewał, jednak kilka pasemek zdecydowanie wprawiając fryzurę Ellie w bałagan, było dłuższych. Nie zmieniła sukienki, jednak dalej czuła się w niej jak ostatnia kretynka. W razie, gdyby kompletnie wkurzał ją strój, miała ubrania na zmianę. Przecie jak się już spiją w trzy dupy, to kto będzie pamiętał, że dziewczyna miała czelność mieć na sobie cokolwiek poza sukienką? Uśmiechnęła się na przemowę taty, siedząc w kąciku i lekko zamulając. Właściwie, to dziwnie jej było. Oczywiście, kochała tych ludzi (I nie ludzi), jednak zawsze tak miała. Musiała przywyknąć do większej ilości ludzi w jednym miejscu. Potem będzie lepiej. W końcu nie wytrzymała i ruszyła za tatą, by po chwili, kiey już stanął przy mamie, objąćich, każdego jednym ramieniem i dała im po buziaku w policzek, po czym uroczyście zaczęła.
- Tato, uroczyście ogłaszam, iż oto mój prezent ślublny.- wskazała ruchem głowy na ogromny obraz wiszący za nimi- Nie jestem pewna, czy może być, jednak chyba nic innego nie odda tak idealnie uczucia, które Was łączy i uczucia, którym ja darzę Was. Chyba zaczynam brzmieć melodramatycznie, więc powiem tylko, że życzę Wam wieczności w szczęściu, szczęścia w wieczności, i w ogóle, żeby tata był tak samo walnięty jak zawsze, mama urocza i śliczna jak zwykle, i żeby mój kochany brat był chociaż odrobinę mniej marnotrawny. No. A teraz idę zmienić tę kieckę w coś bardziej w moim stylu.
Uroczyście się wyprostowała i odgarnęła grzywkę z czoła, uśmiechając się z dumą do rodziców. W końcu nie co dzień Twoi najlepsi rodzice na świecie biorą ślub, nie?
Powrót do góry Go down
Wolverine

avatar

Liczba postów : 164
Data dołączenia : 19/04/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pią Paź 17, 2014 2:43 pm

- To nie sprawa biznesowa. Bardziej przysługa, która jest dość ściśle związana z imprezą. - odparł patrząc na Starka. Co prawda było mało prawdopodobne by Stark faktycznie miał alkohol, który oszuka czynnik regenerujący Logana, Tony był przecież mechanikiem a nie chemikiem. Ale spróbować nie zaszkodzi. W końcu to trollowana, prawda? Poza tym, to nie miało być tylko dla niego - Logan nie był przecież egoistą. Zamierzał się nią podzielić z Panem Młodym.
Zauważył ciekawskie spojrzenia niektórych osób, które znajdywały się przy stoliku, z Lokim na czele. Ale tutaj chodziło tylko o alkohol a nie o tajemną broń czy coś w tym stylu. Teraz Logan chciał spędzić trochę czasu ze znajomymi, odsunąć od siebie dołek w jaki wpadł po ślubie.
Nie mógł jednak powiedzieć dokładnie o co mu chodzi, bo do ich grupy dołączył Deadpool. James chciał zrobić mu niespodziankę, dlatego gdy Wade rozpoczął swój typowy monolog, dał mu znak głową by się oddalili od grupy na chwilę, gdzie zadał mu pytanie z nieukrywaną nadzieją w oczach.
Niestety nie udało mu się wychwycić odpowiedzi. Kiedy Stark otworzył usta by coś powiedzieć, za plecami X-Mena zmaterializowała się Scarlet i odciągnęła go na bok z takim zdecydowaniem że Logan nawet nie zdążył chociażby zaprotestować.
A im bardziej Wanda zagłębiała się w szczegóły czego od niego oczekiwała, tym bardziej chciał zaprotestować. Nie lubił publicznych wystąpień bardziej od Szablozębnego.
Bardzo chciał zaprzeczyć, wpatrując się w błękitną kartkę która została mu wręczona. Ale wiedział, że nie mógł odmówić. Nie Wandzi. Poza tym, jego niechęć do publicznych wystąpień mogła zepsuć cały plan imprezy. Wyglądało na to, że musiał się przemóc. Trzeba było wrócić do Instytutu. pomyślał, przyjmując buziaka. Jednak gdyby wzrok mógł zabijać to Scarlet była by już martwa na 3 wcielenia naprzód.
Przebiegając wzrokiem po zapisanej karteczce ruszył do stolika Młodej Pary, zasiadając po prawicy Wilsona w oczekiwaniu aż wszyscy goście znajdą swoje miejsca. Gdy tak się stało, nikt już nie stał ani nie kręcić się między stolikami, Logan spojrzał na wyczekujące spojrzenia gości i wstał.
- Ekhem. - odchrząknął zerkając na karteczkę. Spojrzał na Wandę, widząc doping w jej oczach i na Shipool, gwiazdy wieczoru o których miał mówić.
- Jak pewnie niektórzy z was wiedzą, nie jestem specjalistą w zakresie doniosłych przemów. - zaczął uciszając ostatnie szmery na sali. Teraz wszyscy patrzyli na niego. Logan poczuł lekkie ukłucie stresu, jednak szybko je odpędził.
- Wie o tym też organizatorka dzisiejszej wspaniałej uroczystości. - mówił dalej, przenosząc swój wzrok na Scarlet.
- Dlatego dostałem od Wandy karteczkę z przemową, którą ułożyła za mnie. - powiedział uśmiechając się lekko i unosząc kawałek papieru do góry by wszyscy mogli go zobaczyć.
- Tak jak wiecie że nie lubię gadać, wiecie też że Szkarłatna musi mieć zawsze wszystko dopięte na ostatni guzik. Dlatego rozumiem i doceniam gest Wandziu. - skinął głową w jej kierunku i spojrzał na przygotowaną przemowę, zastanawiając się czy to co ma zamiar powiedzieć jest dobrym pomysłem.
- Jednak, jakkolwiek dużą przezornością i empatią się wykazałaś... - rozpoczął podejmując decyzję, zwracając się bezpośrednio do organizatorki. - ...ja też jestem swego rodzaju perfekcjonistą. Doprowadzam swoje sprawy do końca. Pewnie moja przemowa nie będzie tak ładna jak Twoja, ale będzie... cóż, moja. - powiedział odkładając błękitną karteczkę na stolik.
Odetchnął głęboko po czym spojrzał na Deadpoola i jego małżonkę.
- Nie zawsze byliśmy z Wadem przyjaciółmi. Prawdę mówiąc, to nie wiem czy nawet w tej chwili nimi jesteśmy. Zawsze denerwowała mnie jego nieustanna paplanina, specyficzny styl życia. Jednak nigdy nie było między nami czystej nienawiści. Przynajmniej z mojej strony. Wielokrotnie puszczały mi nerwy i robiłem użytek ze swoich szponów na ciele Wilsona. - mówiąc to wysunął pazury z jednej z dłoni, prezentując krótszy szpon. - Dlatego też postanowiłem podtrzymać tą tradycję i zapewnić mu stały kontakt z moim adamantium. - powiedział uśmiechając się ciepło do Młodej Pary.
- Życzę Ci Shi, żebyś miała do niego więcej cierpliwości niż ja. A Tobie Wade, żebyś miał względem swojej małżonki więcej wyczucia niż względem mnie. - zakończył swoją krótką przemowę podnosząc kieliszek szampana i symbolicznie wypijając zdrowie młodej pary, po czym usiadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 292
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 22, 2014 6:44 pm

Spojrzał na Steve'a, trochę z politowaniem, a trochę ot tak sobie, bo Steve miał przyjemny profil. Wysłuchał go, a z każdym słowem unosił brwi wyżej. Na koniec zaśmiał się i upił ze szklanki, specjalnie patrząc na Steve'a, jakby mu pokazać, że i tak będzie pił.

- Mam dane Howarda o serum, Cap, dokładnie wiem, jak ono działa na twój metabolizm. Po prostu musimy sprawić, żebyś pił jakieś pięć razy szybciej, to nadążymy. - Puścił mu oczko. - Sen jest dla Kanadyjczyków - dodał jeszcze, zanim Carol wspomniała o Clincie. Uniósł do niej kieliszek i posłał jej szeroki uśmiech.- O właśnie, właśnie! Ale nie będziemy teraz o tym rozmawiać - powiedział, wskazując otwarcie głową na Lokiego, do którego również się uśmiechnął, chociaż nie tak szeroko. - Bez urazy.

Z zadowoleniem napił się znowu, kiedy Carol gwizdnęła mu nad uchem. Zaraz potem i sam pan młody znalazł się przy nich i przypomniał Tony'emu, dlaczego nie chciał iść na ślub. Ale był do tego gotowy, mimo wszystko! No ale. Nie płakał, że nie był na tym obecny. Zaraz jednak nawet i Logan zniknął, aby wygłosić przemowę, więc mimo iż nie chodziło o interesy, to Tony i tak nie dowiedział się, o co.

- Ostatnie minuty są dla mnie wielką niewiadomą - ogłosił, wyciągając rękę po więcej alkoholu od Carol. Jeszcze nie chciał zwolnić. - Jak ktoś jeszcze do mnie przyjdzie, chowam się u ciebie, Carol, tutaj - skwitował, wskazując brodą między jej piersi.

_________________


You know, it's times like these when I realize what a superhero I am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 194
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Nie Paź 26, 2014 7:03 pm

theme, który nie chce opuścić głowy MG.

Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem. Kelnerki i kelnerzy chodzili to tu, to tam donosząc nowe butelki z alkoholem, owoce czy kawałki pysznych ciast, które organizatorka pożerała wręcz wzrokiem. Gdy udało się jej namówić Logana do przemowy, sama zajęła miejsce obok Shiklah jednocześnie poprawiając jakieś bzdetne dekoracje, które widocznie strasznie przeszkadzały Wandzie. Usiadła na wygodnym krześle, opierając się o nie i zerknęła ku Jamesowi, który to starał się zwrócić na siebie uwagę innych, chociaż przez chwilę. Wszystkie szmery, pobrzękiwania sztućców czy kieliszków na moment ucichły, a  głos Wolverine’a rozniósł się po całej Sali. Szkarłatna Wiedźma nie była do końca przekonana czy jej przyjaciel zdecyduje się przeczytać krótki tekst napisany przez nią, czy też będzie chciał powiedzieć coś sam, prosto z serca co byłoby po prostu lepiej widziane przez innych. W gruncie rzeczy wiedziała, że mimo różnic Deadpool i Owłosiony Smutas mają wiele wspólnego. Dorze się dogadują, a przytyki względem siebie mówią tylko o ich wzajemnej sympatii. Przecież Wade nie wziąłby byle kogo na swojego świadka, prawda? To o czymś świadczy.
Kobieta wysłuchała słów swojego Dorego znajomego  i przez chwilę zastanowiła się nad ich sensem. Kątem oka obserwowała jednocześnie znajomą jej parę – badała ich reakcję i to jak emanowali szczęściem i miłością. Szczerze mówiąc Wanda poczuła delikatne ukłucie zazdrości – zapewne sama chciałaby być kochana przez jedną wyjątkową osobę. Jak na razie nikt taki się nie znalazł – jej brat, który był dla niej całym światem miał chyba inne zajęcia na głowie – prawdopodobnie teraz gdzieś w innym uniwersum walczył z zombiakami, podczas gdy ona tutaj uśmiechała się do wszystkich lekko  i cieszyła się szczęściem innych.
Gdy Logan skończył ta delikatnie zaklaskała, spoglądając to na niego – jemu posłała szczery uśmiech, dziękując mu tym samym, że ten zgodził się na jej kolejną zachciankę, to na resztę, która zaraz to powinna pójść za jej przykładem. Widząc twarze innych, Scarlet sama chwyciła za łyżeczkę i delikatnie stuknęła w kielich, by tym razem zwrócić uwagę innych na swojej skromnej osobie. Jeżeli wszyscy zainteresowani skupili wzrok na niej, na jej twarzy, ta starała się ukryć rumieniec i szybkie bicie serca – szczerze mówiąc nie lubiła gdy ktoś się na nią gapił. Teraz było jeszcze gorzej, bo jeżeli się uda to spojrzy na nią dziesiątka, jak nie setka ocząt. Wanda zwalczyła w sobie negatywne odczucia i wstała, podnosząc rękę, by opanować ludzi tłoczących się w Sali. Wykrzywiła lekko pełne usta w uśmiechu, po czym chwyciła naczynie z alkoholem i przechyliła je szybko, by dodać sobie odwagi.
- Jeszcze raz chciałabym serdecznie podziękować wszystkim za przybycie. – Powiedziała wpierw, gdy była pewna, że nikt jej nie przeszkodzi. Rozejrzała się po pomieszczeniu, zatrzymując to na poszczególnych osobach dłużej wzrok. Po czym kontynuowała.
- Nie spotkaliśmy się tutaj dla mnie. Spotkaliśmy się tutaj by radować się szczęściem pewnej pary. Oryginalnej pary, której nie posądzałabym nigdy o tak szczere uczucie.  To zaszczyt móc przygotować przyjęcie dla nich, dla was. Móc cieszyć się ich miłością i Waszą obecnością.  Wiem, że niejednokrotnie irytowałam Was przedweselnymi obietnicami, które mimo swojej  niechęci spełniliście. Jestem naprawdę Wam za to wdzięczna… - – W tym momencie głos Wiedźmy nieco zadrżał, zupełnie jakby ta powoli nie panowała nad swoimi uczuciami, które zaraz zawładną nią całą. Ciemne oczy zaszkliły się, a kąciki ust drgnęły niezauważalnie. Kobieta nie miała w dłoni żadnej pomocniczej karteczki, wszystko mówiła naturalnie.
- Nawet nie pamiętam jak poznałam Wade’a. Odkąd pamiętam zawsze był. Trochę niepoprawny, z garścią dziwnych i nie zawsze zrozumiałych dla mnie żartów. Pełen pomysłów, z energią, którą zarażał innych. Jego tok myślenia, słowa, którymi nas raczył często dawały nam do myślenia. Nie zawsze postrzegałam go jako kogoś normalnego, ale teraz widzę, na przestrzeni lat [ta], że jest to wyjątkowa osoba, przyjaciel i kompan, którego zawsze warto mieć pod ręką. Widzę jak dba o znajomych i o ukochaną, co mam nadzieję będzie robił zawsze i wszędzie. – – Chwila wytchnienia, zerk na Pana Młodego i powrót do reszty.
- Shiklah znam znaczne krócej, co nie znaczy, że kocham ją mniej od Wilsona. Wręcz przeciwnie. Czasem poznajemy różne osoby. Nieważne z jakiego środowiska pochodzą, nieważne czy znamy je minutę, dwie czy trzy miesiące. Są momenty kiedy z początku nieznana nam osoba wydaje nam się bliższa, niż te, które znamy po kilka lat. Mogę powiedzieć, że mam tak samo z Shi, którą ubóstwiam i, którą naprawdę kocham. -  Szatynka zaśmiała się cicho i mrugnęła do ciemnowłosej kobiety, po jej prawej. Oczy cyganki dalej lśniły, jeszcze chwila a ta rozklei się na dobre. Niewiele jej brakowało. Jeszcze kilka słów, a ta pewnie padnie na podłogę i rozryczy się jak bóbr. Zachowała jednak powagę i przestępując z nogi na nogę i mnąc serwetkę w odcieniach purpury – skąd ta się wzięła w jej ręce? Mówiła dalej.
- Teraz przydałby się tekst mówiący o tym, że życzę Wam miłości aż po grób, gromadki dzieci itp. To byłoby jednak nie na miejscu. Szanujcie się nawzajem. Rozmawiajcie, nie tylko o sprawach poważnych, ale o błahostkach, które towarzyszą Wam w życiu codziennym. O tym co ugotujecie na obiad, o tym, co Wam przeszkadza w sypialni czy o tym, które zlecenie ma wybrać DP. Słuchajcie siebie nawzajem, bo to jest naprawdę ważne. Związek to nie tylko namiętność, ale i przyjaźń, która zostaje po wieki, jeżeli to pierwsze wygasa. Szanujcie siebie i innych, dbajcie o swoje uczucie, a będziecie szczęśliwi. Nie wiem co mogłabym jeszcze dodać… - – Wanda wykonała nieokreślony ruch ręką i opuściła wzrok. Jedna czy dwie łzy spłynęły po jej policzku. Ta nawet na nie nie zareagowała.
- Po prostu się kochajcie. – Powiedziała na końcu, siląc się na uśmiech. Spojrzała na Młodą Parę i uniosła kolejny już napełniony kielich z szampanem, od którego powoli kręciło się jej w głowie. Chciała by i reszta tak samo jak wcześniej Logan uniosła swoje naczynia i wzniosła toast w ich imieniu.
- Za Młodą Parę, kochani. – Ogłosiła uroczyście i napiła się alkoholu, przez chwilę dosłownie rozkoszując się jego smakiem, po czym gdy stwierdziła, że jest spokojnie usiadła.


Wybaczcie mi za moje opóźnienie. Czasem zdarza się i tak, że i mi się nie chce nic pisać.
Szczerze mówiąc teraz macie pełną samowolkę. Piszcie co chcecie, jak chcecie. Proszę jednak o nie olewanie innych postaci, to ma być wspólna zabawa – chociaż pisana. Nie przekładajcie jednak pisania postów na tygodnie – akcja ma iść sprawnie.
Dziękuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 353
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Paź 29, 2014 9:33 pm

Carol nie wydawała się być zdystansowana w obecności Lokiego tak, jak jej towarzysze. Być może dlatego, że jakiekolwiek niesnaski odstawiła na bok albo po prostu o tym zapomniała. Ewentualnie miała się na pamięci i jak się dystansowała w pewnych sprawach to dotyczyło to wszystkich osób, które w danej sprawie nie powinny uczestniczyć, więc samej istoty problemu nie było.
Powinna była spodziewać się, że Wade - jak zresztą zwykle - palnie to, co palnął w swoim poście. Westchnęła, nieco poirytowana i bezradna, zdobywając się na lekki uśmiech i powstrzymując się od wrednych komentarzy w taki dzień. Nie, kiedy jest trzeźwa. Jak będzie miała wypite to raczej nie będzie o to się martwić, o.
- Twoje niedoczekanie, Wade - mimo że słowa mogły zabrzmieć niemiło, to jednak mrugnęła do niego z pewną wesołością w oczach, ogólnie - na twarzy. Kto wie, może by zatańczyła, ale że jest to wesele brata to po prostu nie wypada. Co innego w innej sytuacji… Z innymi osobami, o. Nie o tym jednak mowa w tym momencie.
Kiedy Wade rozgadał się na dobre, Danvers zdążyła sobie i Lokiemu, i Starkowi, i możliwe, że Capowi, polać. Może byliby jacyś niechętni na tę kolejkę - zatem kobieta szybko za nich mogła wypić. Do tego jednak nie doszło. Po prostu jednym uchem słuchała tego, co mówił Wilson i zaraz szybko o jego słowach zapominała. Podczas jego monologu ze dwie kolejki pewnie poszły u Miss Marvel, ale tylko tyle. Nie przesadzajmy z jej “względnym” alkoholizmem, o.
Uśmiechnęła się, odprowadziła pana Młodego wzrokiem i spojrzała na resztę towarzystwa. Szybko zniknął, jednakże gdy zaczął się czas przemów, to słuchała i pewnie co jakiś czas wymieniała uwagi z siedzącymi z nią przy stole, osobami i bogiem.
Polała Starkowi.
- Powiedziałabym, że wzajemnie, ale niech skończy się na tym, że schowam się w marynarce - zaśmiała się do Tony’ego. - Chyba Logan coś od ciebie chciał, na osobności pogadać czy coś - takie odniosła wrażenie!

_________________

This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Captain America

avatar

Liczba postów : 199
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Sro Lis 05, 2014 7:16 pm

Zdziwiony zarejestrował za sobą obecność Wade'a, który chwilę późnej przytulił go, a jakże.
- Panie młody! - przywitał się z nim ponownie, krótko, z entuzjazmem. Uczucie to jednak zniknęło tak szybko jak się pojawiło, gdy zobaczył co wydobyło się z ust najemnika na jego kurtkę. Rogers bez wątpienia w tym momencie na twarzy miał nic innego jak "ow, really" i bez zbędnego komentarza sięgnął po serwetki, by przywrócić ubranie do porządku.
Skwitował słowa Starka kwaśnym uśmiechem. No tak, czego on się mógł po nim spodziewać, wiedział przecież więcej o serum niż on sam. W milczeniu przyglądał się Tony'emu i Carol oraz ich wymianie zdań, na szczęście z tego wyrwał go Logan, pragnący zwrócić uwagę gości na siebie. Wanda i jemu nie popuściła. Z lekkim uśmiechem wysłuchał przemowy przyjaciela, krótkiej i..nieporadnej. Bardzo typowej dla Logana jeśli chodziło o okazywanie uczuć, przynajmniej jeśli chodziło o osoby z otoczenia. Uśmiechnął się szerzej słysząc słowo lub dwa. Trafnie określił Wade'a oraz ich relacje, niema co.
Po burzy oklasków przyszła kolej na Wandę. Zawsze romantyczną, rozczuloną, kochaną Wandę. Jej również słuchał z przyjemnością, mimowolnie układając wargi w szerokim uśmiechu. Steve również życzył w głębi duszy młodej parze wszystkiego najlepszego. Miał nadzieję, że pech nie przyczepi się do nich zbyt prędko.
Zerknął na stół, po czym przeniósł spojrzenie na Carol. Uniósł napełniony przez nią kieliszek i nadal się w nią wpatrując, opróżnił go na raz.
- Zdrowie mojego "brata" i jego małżonki, tak? - wyciągnął rękę z pustym kieliszkiem w jej stronę. Okej, jeszcze jeden lub dwa i się zmywam. Spełnił swój obowiązek "rodzinny", jednakże inne czekają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pon Lis 10, 2014 1:12 am

Pietro nie bardzo potrafił odnaleźć się w całej ślubnej rzeczywistości. Brakowało solidnego basu, neonów, konkretnej muzyki i tak dalej....na szczęście pięknych kobiet był ci dostatek, aczkolwiek jego spojrzenie wodziło za jedną osobą...Wandą. Gdyby nie fakt, że darzył niesamowicie świrniętego Deady'ego szczerym sentymentem, to jeszcze perspektywa zobaczenia swojej ponętnej siostry sprawiła, że nie wahał się ani chwili ani przed tym, by się tu stawić, ani by wpakować się w czarny garnitur szyty na miarę, za który wyłożył kilka kafli. Tajemnicą lasu niechaj pozostanie to, ile dokładnie. Zastanawiał się dłuższą chwilę, gdzie wcięło tego Parkera? Jak tak dalej pójdzie, to prezencik będzie musiał ogarnąć osobiście. Dalej go ni widu, ni słychu, a Maximoff nienawidził bezczynności. Czekać na pająka, to tak jak oczekiwać sprawnego działania od Windowsa Visty. Postanowił iść na spontan? O ile z prezentem dla samego Deadpoola nie powinno być problemu, o ile jego świeżo poślubiona małżonka stanowiła dla niego nie lada wyzwanie. Szczerze powiedziawszy niewiele o niej wiedział. Postanowił jednak zaryzykować. Czmychnął z sali weselnej i minutkę później trzymał w ręce sporych rozmiarów świetnie zapakowany gifcik dla zakochanych. Zbliżył się subtelnie, zdawał się sunąć po parkiecie, jak gdyby był duchem. Niedługo potem stał już przy młodej parze uśmiechając się tajemniczo.
- Długo się zastanawiałem, co Wam wręczyć.. - mówił, szybko trochę niedbale luzacko, jednak mógł sprawiać nieco mylne wrażenie speszonego dzieciaka - Ale doszedłem do wniosku, że poza kwitem... - tutaj w ułamku sekundy wsunął wypchną gotówką kopertę w kieszeń odzienia najemnika - Doszedłem do wniosku, że musi to być coś specjalnego. - wręczył im pakunek. Był dość ciężki, w środku znajdowało się bowiem własnoręcznie wyrzeźbione podobizny Deady'ego i Shiklah uśmiechających się do siebie. Kamienna Shi wręczała swojemu małżonkowi potężną porcję burito, z kolei on wręczał ukochanej pusty talerz. Rzeźba podpisana była króciutko:
Oby zawsze przez żołądek do serca! Pomyślności młodej parze! Pietro
Uśmiechnął się do nich serdecznie, racząc Shi leciutkim pocałunkiem, a z kumplem wymieniając serdeczny uścisk dłoni.
Hmmm...obywatelski obowiązek w postaci prezenciku spełniony. Jak tylko znajdzie się okazja zlokalizuje i udusi Parkera, jednak to może poczekać, kiedy na horyzoncie tyle pięknych niewiast. Facetami nie zamierzał sobie zawracać gitary, bo na co to komu? Uzbroił się w kieliszek szampana i skierował się w stronę swojej siostry. Migiem stanął za Nią i cmoknąwszy w policzek mruknął:
- No i jak moje kochane dzieciątko we mgle? Nadbiegł Twój wyzwoliciel, pomóc Ci w czymś? - spytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 194
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Czw Lis 13, 2014 8:34 pm

Po swojej przemowie kobieta wychyliła jeszcze ze dwa kieliszki z alkoholem i pozwoliwszy ponieść się emocjom otarła kącikiem chusteczki oczy. Zrobiła to dyskretnie by reszta gości nie zorientowała się, że ta się rozpłakała. Po prostu widząc wszystkich wokół pałających szczęściem i miłością nie sposób było się nie rozpłakać. W końcu to także jej zasługa, chociaż po części. Scarlet była niesamowicie dumna i zadowolona z efektu jaki osiągnęła. Przygotowanie wystawnego wesela dla tak barwnych osób było nie lada wyzwaniem, jednak i to się jej udało. Być może to tylko szczęście, być może to jej talent organizatorski. Kto tam ją wiedział.
Przez moment szatynka nie robiła kompletnie nic, tylko obserwowała resztę, obserwowała swoich przyjaciół jak Ci ze sobą rozmawiają, kosztują słodkości czy sobie dogadują. Atmosfera była prawdziwie sielska, spokojna, z nutką fantazji i dreszczyku emocji, który pojawiał się za każdym razem gdy ta odwracała głowę, by spojrzeć na młodą parę siedzącą nieopodal. Na jej twarzy zakwitł kolejny, trochę zbyt marzycielski uśmiech, który trwał aż do momentu, gdy nad jej uchem zawisła dobrze znana jej postać. Białowłosy mężczyzna o smukłej sylwetce, błękitnych oczach i zawadiackim uśmiechu, wciśnięty w idealnie skrojony garnitur owionął ją męskim zapachem, który zawrócił jej w głowie. Miękkie usta odcisnęły się na jej policzku, a dłoń Wiedźmy automatycznie sięgnęła za siebie, by móc wpleść się w jasne włosy brata, który postanowił ją nawiedzić.
- Pietro! Gdzieżeś się podziewał gdy byłeś mi najbardziej potrzebny? – Szatynka zmarszczyła gwałtownie brwi i odwróciła lico w stronę twarzy jej tak dobrze znanej. Jej twarzy, tyle, że w męskim wydaniu. Przez moment Scarlet była zła na bliźniaka, że ten jej nie pomógł w przygotowywaniu wesela. Nie miała jednak mu tego za złe, w końcu ten miał swoje potrzeby i zadania, toteż jej złość nie trwała zbyt długo, a dłoń zsunęła się na policzek ukochanego. Oczy złagodniały, a uśmiech stał się czulszy.
- Jestem zmęczona, bracie. Ale cieszę się, że już po wszystkim. A Tobie jak się podoba przyjęcie? – Spytała zniżając głos do szeptu, by i ten musiał się do niej bardziej nachylić. Był więc to celowy zabieg by zbliżyć się do Maximoffa, któremu zaraz to zrobiła miejsce obok siebie na krześle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Czw Lis 13, 2014 11:44 pm

Odetchnął z ulgą, kiedy zdał sobie sprawę, że oficjalny ton, może odłożyć na bok. Nie cierpiał, kiedy musiał zmuszać się do sztywnego uśmiechu, tandetnych uścisków ręki i lizusowskich spojrzeń. Przechadzał się z wolna, co było do niego bardzo niepodobne, sącząc przy tym musującego szampana. Wypatrzywszy w tłumie rozentuzjazmowanych gości swoją siostrę moment później był obok. Konstruktywny opieprz zawsze spoko? Czyż nie? Przyjął jej słowa z niemal śmiertelną powagą, wyglądał tak, jakby właśnie przedstawiała mu wyniki badań jasno mówiące o tym, że zostało mu nie więcej niż dwadzieścia cztery godziny życia. Jednak przed kim on próbował udawać? Przed siostrą, która znała go jak nikt na świecie? Wyraz twarzy nie zmienił się ani na jotę, jednak jego oczy chichrały się jak oczęta dziecka, które rozpakowuje urodzinowy prezent.
- Kochana moja siostrzyczko - rzucił przymilnie uśmiechając się, jak kot zadowolony z jej dotyku - wszelkie moje nieobecności są spowodowane głupotą niejakiego Petera Parkera, zmył się gdzieś Janek i musiałem kombinować prezent na szybko...a że jestem szybki, to poszło mi to pierwszorzędnie. Już jestem...cały twój - wyszczerzył się nie mając najmniejszego zamiaru przepraszać. Szczerzył się ciągle. On naprawdę nie potrafi być poważny, zwłaszcza jeśli patrzy na niego tak jak teraz, jakby był malutkim dzieciątkiem, zagubionym jak dziecko we mgle bez jej opieki. Tymczasem to on był zawsze odpowiedzialny za to, by włos jej z głowy nie spadł. Aczkolwiek podejmował się tej powinności z nieukrywaną przyjemnością. Był wyższy od niej, kiedy więc chciał coś powiedzieć, musiał się nieco nachylić. Nim odpowiedział na jej pytanie czmychnął gdzieś, by momencik później znaleźć się przy siostrze, na tyle blisko, by poczuć jej zapach. Wciąż używała tych samych perfum, do których zdążył się przyzwyczaić, aczkolwiek nie potrafił mu się oprzeć za każdym razem kiedy go czuł:
- Zaraz....pytanie? Aaa...Jak podoba mi się przyjęcie...jedzonko ok, goście też ok, wystrój..bla....i tak dalej....ale najważniejszym jest fakt, że przygotowała je moja siostrzyczka...hmm... - zamyślił się, po czym rzekł niskim głosem - Zbigniew Wodecki? Dziesięć. - przysiadł obok niej, kładąc na jej kolanach plakietkę z oceną rodem z "Tańca z Gwiazdami".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 194
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pią Lis 14, 2014 10:19 am

Przez twarz Wiedźmy przeszedł cień uśmiechu, gdy zaraz dostrzegła, że pomimo poważnej miny jej ukochany rat niezbyt potrafi się kamuflować. Zdradziły go przede wszystkim oczy, zwykle czujne, czasem rozbiegane, teraz jednak odbijające facjatę organizatorki wesela. Nie chcąc się już gniewać szybko zmieniła temat z zainteresowaniem wysłuchała krótkiej przemowy Quicksilvera, który narzekał na opieszałość Spider-Mana, który chyba ponownie zaginął na akcji. Jak on to robił? Najpierw zapomniał o swojej ważnej roli na ślubie, a teraz olewał przyjaciela? Coś tu Maxmoff nie grało – zajmie się tym jednak później. Teraz ma ważniejsze zadanie, a mianowicie możliwość skupienia całej swojej uwagi na bliźniaku, któremu jak widać humor strasznie dopisywał, co cieszyło ją niezmiernie.
Kobieta miała już dość tych uśmiechów od ucha do ucha, słodkich słów szeptanych na każdym kroku – była po prostu bardzo zmęczona i potrzebowała oparcia na silnym, dobrze znanym jej ramieniu, toteż od razu gdy jej ukochany pojawił się obok, jej tęczówki prześwietliły jego twarz, a potem jej głowa opadła na bark srebrnowłosego, który kipiał entuzjazmem tak zaraźliwym, że nawet Doom z chęcią przyłączyłby się do ich zabawy.
Gdy plakietka z numerem dziesięć wylądowała na jej kolanach, Scarlet wybuchnęła niepohamowanym śmiechem, który mógłby roznieść się po Sali, jednak zagłuszony był przez ogólny szum, toteż teraz niewiele się wybił ponad wszystko. Po krótkiej chwili, dalej roześmiana chwyciła plakietkę, w duszy zastanawiając się kim jest Wodecki. Widocznie jej braciszek znowu nudząc się oglądał dziwne programy telewizyjne bez jej wiedzy, kiedy to ona akurat zajmowała się organizacją przyjęcia. No cóż, taka już rola starszych o całe trzydzieści sekund sióstr. Tym tytułem Wanda chełpiła się bardzo często. Chociaż nie zawsze miała ku temu powody – to zazwyczaj Pietro wybawiał ją z wszelkich opresji, a ona była raczej ozdobnikiem, bądź kimś w rodzaju matki, która zawsze wie co jest lepsze dla jej drugiej połówki. Teraz jednak wolała nie rozmyślać o tym jak jest, a jak powinno być, tylko chwyciła ciepłą dłoń brata i przyjrzała się jej jakby krytycznie, zaraz jednak podniosła wzrok.
- Cieszę się, że wesele Ci się podoba. Naprawdę się starałam by wszystko dobrze wypadło. – Powiedziała, jeszcze nawiązując do wcześniejszych słów swojego brata, po czym dorzuciła.
- Skąd w ogóle wytrzasnąłeś taką tabliczkę? Znowu ukradłeś ją jakiemuś biednemu dzieciakowi? Przyznaj się. – Lekko karcący ton i dźgnięcie w żebra potęgowało tylko widma STARSZEJ siostry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 80
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Sala weselna.   Pią Lis 14, 2014 9:06 pm

Kiedy oparła swą głowę na jego ramieniu uśmiechnął się i przymknął oczy. Zupełnie tak jakby część jej zmęczenia spowodowanego drakońską pracą nad tym, by Deady i She wspominali ten dzień jak najlepiej, po prostu przeskoczyło na niego. Zważywszy na to, iż są rodzeństwem, w dodatku bliźniaczym wszystko jest możliwe. Objął ją delikatnie, licząc na to, że choć trochę jej to pomoże. Śmiać mu się chciało, że oglądanie tego środkowoeuropejskiego chłamu, gdzie jedyną zrozumiałą rzeczą był taniec na cokolwiek się przyda. Fakt, niejaki Zbigniew Wodecki zostawał w pamięci, bardziej dlatego, że kojarzył mu się z Aslanem z "Epic Movie". Martwiło go jednak jej zmęczenie, jak nikt pośród tego towarzystwa zasłużyła na naładowanie akumulatorów:
- Tak siostrzyczko, nie da się ukryć, że odwaliłaś kawał dobrej roboty. Jestem pewien, że poradzą sobie świetnie bez Twojej asystencji. - na wzmiankę o rzekomej kradzieży oburzył się teatralnie - Proszę ja Ciebie, wyskoczyłem do sklepu z rekwizytami teatralnymi. Zdążyłem na trzydzieści pięć sekund przed zamknięciem. - odparł dumnie. Przytulił Wandę tak jakby chciał ją ukołysać do snu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala weselna.   

Powrót do góry Go down
 
Sala weselna.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Sala weselna.
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Offtopic :: Archiwum :: Martwe sesje trollowane :: Ślubny Armagedon-
Skocz do: