Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Kwi 22, 2017 10:31 am

First topic message reminder :


Niewielka placówka wydobywcza światowego koncernu Roxxon Energy Corporation. Jest stosunkowo nowa, bo prace wydobywcze trwają tam od niecałego roku. Usytuowanie kopalni w bliskim sąsiedztwie Gór Skalistych czyni z niej odosobnione miejsce z niełatwym dostępem z zewnątrz. Wszelacy goście biznesowi i pracownicy muszą pokonać długą, krętą i wąską drogę marnej jakości, wijącą się między górami. Stali pracownicy oczywiście nie muszą robić tego często, bo kompleks zawiera wszystkie udogodnienia niezbędne do życia na miejscu.
Oczywiście osoby niepowołane nie mają wstępu na teren, a dostępu na obszar kompleksu broni grupa dobrze uzbrojonych strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Cze 26, 2017 10:54 am

Nie było kolorowo. Ciemność, długie cienie, od migotliwego światła flary i świateł ich latarek. Huk strzałów i brzęczenie śmigieł wściekłych robotów. Ava miała chyba najlepsze pole manewru z ich trójki. Niemal niewrażliwa na obrażenia mechaniczne, do tego super silna... biedne robociki. Gorzej z nią i Sam. Nastolatki starały się jak mogły. Gimnastykowały, unikały i walczyły, Sam miotała lodowymi kolcami, AC udało się nawet na chwilę wyłączyć z zamieszanie jednego trafionego szpadlem robota. Na nic to jednak. Wariackie maszyny latały i atakowały.
Gdy rozcharatały jej plecy, krzyk stłumiła za zębami. Sam stworzyła lodową ścianę ubezpieczając je z jednej strony. Nie miały pola do popisu, przylegając do zimnej bariery plecami musiały przejść do defensywy. O swoje plecy nie bała się... zimno lodu łagodziło ból i regeneracja działała... wkrótce na plecach nawet blizna nie zostanie. Niestety Sam prawdopodobnie zostanie ze szpetną pamiątką.
-Trzymaj się! - Zawołała przez zaciśnięte zęby do koleżanki. Prawą ręką ściskała łom. Przy wycofywaniu się na lodowy okop podmieniła go za szpadel... jednak trochę wygodniej będzie łomem jedną ręką się bronić niż szpadlem. Lewą zaś położyła na biodrze Sam. Nie chciała ograniczać jej ruchów, by dziewczyna wciąż mogła tworzyć ewentualne kolce i nimi rzucać, albo zrobić cokolwiek innego. Musiała jednak jej dotykać, by móc ją leczyć. Na tą chwilę, na szybko teraz... byleby zatamować krwawienie i może zmniejszyć, albo zniwelować ból nastolatki. W tej sytuacji niestety AC mogła robić tylko za wsparcie medyczne... z resztą po to chyba właśnie tu przyjechała... przyteleportowała się...
Gdy rozległ się za ich plecami wybuch... to nie wróżyło dobrze. Nie widziały co się stało. Istniały dwie możliwości, albo tamci z balkonów zaczęli rzucać granatami, albo to roboty wyciągnęły na Avę większy kaliber. Oby to pierwsze.
Jeśli zaś chodzi o ich szansę przedarcia się na schody... AC ją dostrzegła, ale ani myślała zostawić Sammy.
Ruda dostosuje się do nastolatki. Jeśli Królowa Lodu postanowi zostać na tej pozycji i się na niej bronić, to i AC zostanie. Będzie usiłować w dalszym ciągu łomem odpierać ataki, póki Sam nie stworzy nad nimi szczelnej lodowej kopuły, nie zamrozi wszystkich, albo póki nie zostanie złom odstrzelony.
Jeśli Sam postanowi ruszyć na schody, to jak tylko będzie w stanie, pomorze. Łom w ruch. Osłanianie pleców dziewczyny, gdy ta będzie skupiona na biegu przed siebie. Cokolwiek będzie trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Cze 27, 2017 3:59 pm

Ava dziękowała w duszy, że jednak wciśnięto jej ten kombinezon roboczy. Na pewno był z lepszego materiały niż jej własne ubrania, które miała pod spodem. Dzięki temu przynajmniej nie wyglądała tak źle, gdy wiertła dronów robiły kolejne dziury w jej ciuchach. Tylko bluzki i spodni było szkoda. Dlatego też rozwalenie dwóch z nich nie zadowoliło jej. Jak tylko więc dwa przysiadły na ziemi, kopnęła jednego z nich z całej siły, mając nadzieję, że roztrzaska się na ścianie. Niech wiedzą, że z nią się nie zadziera. A już tym bardziej nie niszczy jej ubrań, które swoje kosztowały. Co prawda miała do czynienia z robotami, ale wydawały się dosyć inteligentne, więc może załapią jej ostrzeżenie.
Odganiając się od dronów, które ciągle krążyły wokół niej, dziewczyna usłyszała kolejne serie wystrzałów. Starała się poświecić swoją latarką w stronę swoich towarzyszek, ale i tak niewiele widziała przez panujące dookoła ciemności. Udało jej się jednak wypatrzyć, że te były wycelowane w komary, a nie nastolatki. Czyli faktycznie u góry musieli być ludzie, którzy chowali się przed robotami, próbując przeżyć. To była bardzo dobra wiadomość. Ktoś przeżył, więc dobrze, że się tu pojawiły. Miały dla kogo walczyć i mogły kogoś ocalić. Musiały dać z siebie wszystko i nie zawieść tamtych pracowników.
Nie ociągając się więc dłużej Ava ruszyła się z miejsca. A przynajmniej taki miała zamiar. Jak najszybciej dogonić koleżanki i wraz z nimi wspiąć się po drabince do góry. Tyle, że zbyt daleko nie odeszła. Przez chwilę dosłownie nie wiedziała co się stało kiedy odrzuciło ją na bok. Dopiero kilka sekund leżenia na ziemi pozwoliło jej ogarnąć, że jeden z dronów właśnie wybuchł tuż pod jej nogami, a siła wybuchu lekko ją odrzuciła na bok. Noga bolała, w dodatku całkowicie straciła kawałek nogawki od spodni. Nie było zbyt przyjemnie, ale wiedziała, że prędzej czy później noga się zagoi. Nieprzyjemne szczypanie spowalniało ją, ale i tak szła do przodu, co jakiś czas machając ręką, gdyby któryś robocik nadto się zbliżył do niej. Po drodze chwyciła jedno z większych narzędzi, które przy jej sile nie było dla niej specjalnie ciężkie, a mogło skutecznie podziałać na komary. W końcu dotarła do towarzyszek. Nie były chyba w lepszym stanie niż ona sama.
- Idźcie na drabinkę, będę was osłaniać - odezwała się. Rozejrzała się dookoła, by podnieść cokolwiek z ziemi i rzucić tym z całej siły w robota, który usadowił się nieopodal drabiny. Komary były uparte, ale ona też. A skoro nie mogły jej wyrządzić większej szkody to mogła je śmiało atakować, nie zwracając zbyt dużej uwagi na te, które sam chciały się do nie dobrać. Na te oczywiście miała swoją broń i nie wahała się im przywalić, ale musiała też oczyścić drogę dla An i Sammy. To było ważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Lip 04, 2017 10:38 pm

Zacisnęła mocno zęby w momencie, gdy poczuła ból. Cholera, cholera, cholera... Zamrugała intensywnie powiekami, by pozbyć się nadmiaru łez, nazbieranych przez owe wydarzenie, po czym dotknęła ostrożnie palcami pleców, by chociaż w ten sposób ochłodzić ranę. Nie chciała zamrażać jej, obawiając się, że to niekoniecznie dobrze skończyłoby się dla niej samej. Jednakże chociaż na tyle zrobić, by krew przestała płynąć - była pewna, że ją czuje - a sam ból przeczekać jakoś. W końcu przestanie boleć, prawda? Prawda?
Przełknęła ślinę, zerknęła w stronę AC i lekko pokręciła głową.
- Nie... Nie przejmuj się mną - wybąkała z trudem. - Lepiej w-wymyślmy, jak się s-stąd wydostać - cóż, jeśli jednak Alice ją dotknie, by chociaż trochę uleczyć, nie będzie narzekała. Byle się pozbyć tego bólu. To wcale, a wcale nie pomagało w walce, zwłaszcza, gdy było się zaledwie nowicjuszką.
Na dodatek robiło się coraz to mniej ciekawie.
Ciężko było nie zauważyć faktu, że jej ataki lekko mówiąc, były słabe. Wydawało jej się, że pomimo braku widoczności, parę razy trafiła - fakt, że tamte były o wiele wytrzymalsze sprawiał, że zapewne to nic nie dawało. Chociaż gdyby tak trafić w śmigło... Mogłabym spróbować za pomocą kolca rozprzestrzenić lód. Ale z drugiej strony może to być za słabe, patrząc na to, że nie będę dotykać tego bezpośrednio. Plany planami... Jednakże ciemnowłosa wiedziała, że przez to, że widoczność została ograniczona, nie mogła wprowadzić tego planu w życie. Więc pozostawały kolce. I tworzenie filarów - chciała od dołu tworzyć takie oto rzeczy z lodu, by unieruchomić te maszyny. Albo zmusić je do zmiany trasy. Cokolwiek, by odczepiły sie i przestały zbliżać się!
Na szczęście również i pojawił się ratunek. Ciężko było nie usłyszeć tych strzałów, ale Sam miała wrażenie, że powodowały one równie mało szkód co ich wcześniejsze zagrania. No... Przynajmniej padło parę z maszyn, a one same miały możliwość dostania się do maszyny.
Wzdrygnęła mimowolnie, słysząc wybuch. Co to było? Miała nadzieję, że to nic złego. Wystarczyły już nawiedzone maszyny.
Niedługo potem zobaczyła zbliżającą się do nich Avę.
Sam skierowała swoje spojrzenie raz na Alice, raz na Avę. Samo światło latarki - o ile właściwie ją jeszcze miała - skierowała na moment ku ziemi.
- Mam nadzieję, że potraficie dobrze utrzymywać równowagę. Albo przynajmniej jeździć na łyżwach - pod swoimi nogami zaczęła tworzyć lód, po czym ruszyła. Planem Sammy było przyspieszenie biegu poprzez zamrożenie podłoża po którym się poruszała. Coś jakby jeżdżenie na łyżwach! Oczywiście to utrzymywałoby się póki co, by i dziewczyny mogły z tego skorzystać jeśli chciały i nie obawiały się. Samą drogę oświetlałaby latarką.
Jeśli się powiedzie to i dostanie się do drabinek, schowałaby ją do kieszeni i zaczęłaby się wspinać na górę. Nie chciała spowalniać pozostałe dziewczyny, po prostu by te nie musiały czekać na nią samą. Jeśli zostałaby zaatakowana lub któraś z nich, blisko niej, próbowałaby stworzyć lodowy blok, który by uderzył przeciwnika z boku - dotknięcie ściany nie powinno akurat stanowić problemu, nawet jeśli stworzony przedmiot z lodu znajdował się trochę dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Czw Lip 06, 2017 8:36 am

Dziewczyny znów jednomyślnie postanowiły wykorzystać nadarzającą się okazję i zanurkować w stworzoną przez ostrzał lukę między robotami do drabinki nieopodal. Nie potrzebowały do tego ponaglającego okrzyku Avy,  gdzieś z głębi tunelu, która to zresztą też ruszyła w ślady koleżanek.
Odczekały jedynie sekundę aż AC uda się jakoś pomóc plecom Sammy. Ataki droidów na ten czas ustały. Opcja że dały swoim przeciwniczkom czas na odzyskanie sił raczej nie wchodziła w grę. Fakt, lodowa ściana za plecami dziewczyn skutecznie przeszkadzała dronom w ich ulubionej strategi ataków w przelocie, bo najzwyczajniej zasłaniała im miejsce do manewrów, ale to również nie było jedynym powodem.
Alicce zobaczyła to pierwsza. Gdy nachylała się pod bokiem Sammy, aby zaleczyć jej ranę pleców, zobaczyła dwa z komarów po drugiej stronie lodowej ściany. Właśnie kończyły wiercić w niej małe otworki, a teraz umieszczały w nich za pomocą swoich ogonów niewielkie paczuszki wyglądające jak plastelina.
Jeśli dziewczyny poznały co to może być, to był to chyba najlepszy moment na wzięcie nóg za pas. Obie ruszyły przed siebie mniej lub bardziej pewnie po lodowisku stworzonym przez mścicielkę. Sammy dobrze wykorzystała własny pomysł, dorabiając sobie szybko również lodowe łyżwy, aby mieć jakąś ostrą krawędź do poruszania się po ślizgawce. Minimalnie gorzej poszło AC, która mimo że była wysportowana, na pewno została zaskoczona niecodziennym pomysłem. Na początku nadążała przez chwilę za „królową lodu”, jednak wywinęła kozła i wyłożyła się jak długa na lodzie. Na jej szczęście właśnie dzięki temu uniknęła jednego z odważniejszych komarów, który zdecydował się wyłamać i przeprowadzić jeszcze jeden atak. Powierzchnia lodowiska była do tego o tyle gładka, że resztę drogi do drabinki AC pokonała na brzuchu samą siłą pierwszego rozpędu.
Kolejny problem polegał na tym, że roboty, które obsiadły wcześniej drabinkę, skończyły odwierty i zabierały się za umieszczanie ładunków wybuchowych.
W tym czasie Ava zebrała się znowu do kupy i ruszyła śladem nowych koleżanek. Po drodze zorganizowała sobie improwizowaną broń w postaci fragmentu szyny kolejowej, który z bez większych problemów oswobodziła od podłoża. Znała własne limity i wiedziała że z jej siłą walka czymś takim nie powinna różnić się wiele od walki zwykłą pałką. Prościej było jej iść przed siebie i machać tylko na około swoim nowym orężem, niż celować w roboty. I tak były zbyt zwinne, by łatwo dać się trafić, a tak ograniczały swoje ataki aby przypadkiem nie wpaść na przecinający powietrze kawałek stali. Pechowo, dziewczyna dotarła pod lodową ścianę dokładnie w momencie, gdy stwory odleciały i zdecydowały się ją zdetonować. Siła eksplozji została mocno zredukowana przez ścianę, ale jej lodowe odłamki pomknęły we wszystkie strony tworząc lodowy szrapnel. Oczywiście dla Avy nie było to bardziej niebezpieczne, niż spacer pod wiatr podczas gradobicia, ale ciągłe próby przewiercenia, wysadzenia, pocięcia, zmiażdżenia i ponakłuwania powoli dawały się jej we znaki. A właśnie otoczyła ją kolejna chmara robotów, która tym razem dość stanowczo zagrodziła jej drogę do reszty dziewczyn.
Nagle jednak z podestu wyżej na ziemię upadło ze stukotem jakieś małe zawiniątko. Gdy tylko uderzyło o ziemię rozległ się potężny błysk. Nie tak intensywny, jak w przypadku typowego granatu hukowego, jednak poprzez kontrast do otaczających ciemności i tak dał się we znaki. Na ułamek sekundy wszystko zostało rozświetlone i wszystkie kontury jaskini wokoło rozjarzyły się jak w negatywie. Błysk szybko jednak ustał, a zaraz po nim, a nawet w jego trakcie słuchać było odgłosy upadającego metalu. Nie były to dźwięki opadającego stropu, ani innego niebezpieczeństwa, ale wręcz przeciwnie, robotów opadających martwo na ziemię, niczym po użyciu środka na owady w sprayu. Efekt impulsu był tak silny, że jednej z dziewczyn siadła z trzaskiem latarka, a jeśli którakolwiek miała przy sobie komórkę, lub inny sprzęt elektroniczny, mogły się już z nim raczej pożegnać.
Gdy już wdrapały się wreszcie na drabinkę, na miejscu przywitała ich piątka mężczyzn celując do nich bronią. Znajdowały się na jakimś podeście, na którym znajdowały się kolejne pomieszczenia. Przez zgaszone światło ciężko było powiedzieć co się w nich znajduje, ale chyba były tutaj specjalnie, żeby z ich wielkich okien było widać co dzieje się w sali z rozdrabniarkami do gruzu, z której właśnie przybyły.
Chwilę później dołączyła do nich też Ava, która, mimo że trzymała się lepiej od nich, to jej strój wyglądał jakby przez tydzień przedzierała się przez puszczę amazońską. Żołnierze na widok oficjalnych kombinezonów kopalni spuścili nieznacznie lufy karabinów w dół.
- Jesteście z personelu kopalni? - zaczął zadawać pytania jeden z nich, gestami nakazując reszcie zespołu przegrupowanie. - Jakie jest wasze stanowisko? Inni ocalali?
Mężczyźni pokierowali dziewczyny do pomieszczeń, w których widocznie znajdowało się jeszcze parę osób. Kilkoro zostało na balkonie i zlało się z cieniami w sali. W pomieszczeniu do którego zostały poprowadzone panowała martwa cisza. Co jakiś czas ktoś kaszlnął, lub niechcący coś upuścił, ale nikt nie kwapił się do dyskusji. Wewnątrz nie było zbyt wielu strażników Roxxon. Widocznie pilnowali innych wyjść, lub byli po prostu potrzebni gdzie indziej. Wyglądało na to że nareszcie dziewczyny zyskały chwilę oddechu. Jeśli chciały się podleczyć, był to chyba idealny moment.
- Więc? - przełamał znowu ciszę ktoś, kto widocznie był dowódcą oddziału. - Jesteście pierwszymi, do których dotarliśmy poza tą grupą. Wszystko co widzieliście może się nam przydać.
Kapitan zapalił sobie papierosa. Po chwili naszły go jednak jakieś wspomnienia wychowania i wyciągnął paczkę w ich stronę, żeby mogły się poczęstować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 10, 2017 9:22 am

Zapewne gdyby w jaskini było nieco jaśniej, Ava zauważyłaby, że komary montowały coś na lodowej ścianie Sammy i domyśliłaby się, że to ładunki. Jak ten z wcześniej, który nią rzucił na bok. Niestety w obecnych warunkach ciężko było to dostrzec i nagły huk zaskoczył ją. Natychmiast się zatrzymała, osłaniając twarz rękoma. Wolała odczekać moment i nie pchać się do przodu. Już i tak zaczynała odczuwać spore zmęczenie. Może i na ataki w większości było odporna, ale męczyła się jak każdy zwykły człowiek. No, może trochę wolniej, dzięki swojej regeneracji. Teraz jednak miała już sporo za sobą i powoli zaczynała mieć dość.
Widząc kolejną gromadę dronów, dziewczyna złapała swój kawałek szyny w obie ręce i przyjęła pozycję jak do gry w baseballa, uginając lekko nogi. Oddychała ciężko, co wyraźnie wskazywało na jej zmęczenie. Zaszła jednak tak daleko, że teraz na pewno nie miała zamiaru się poddać. Będzie walczyć do końca. Stukot odwrócił na moment jej uwagę, próbowała zorientować się, co to było. Miała nadzieję, że nie kolejny ładunek. Nagły błysk kompletnie ją zaskoczył, zamrugała i zaraz zamknęła oczy choć wiedziała, że już nie uniknie chwilowego oślepnięcia. Słysząc dźwięki upadania rozchyliła powieki, mrugając i próbując coś dostrzec. Teraz jednak było z tym gorzej. Zorientowała się jednak, że błysk powalił komary. Impuls elektromagnetyczny? Jeśli tak to chyba będzie musiała poprosić rodziców o nowy telefon.
Latarkę zgubiła, więc kierowała się za głosami dziewczyn. Lód, który wytworzyła Sammy był dla niej pewnym utrudnieniem, więc zamiast męczyć się próbą utrzymania równowagi, zrobiła niewielki rozbieg i przejechała ostatni fragment drogi na tyłku. Tak było najprościej. Powoli wdrapała się po drabince na górę, dołączając do dwójki swoich towarzyszek. Kompletnie ignorując wycelowaną w nią broń, usiadła pod ścianą, oddychając ciężko. I tak nic jej tą bronią nie zrobią, a potrzebowała odpoczynku i chwili spokoju na regenerację. Przesunęła wzrokiem po swoich ubraniach. Taki plus, że przez jej moc drony bardziej dokuczały jej niż Sammy czy Alice. Uniosła wzrok na żołnierzy i wywróciła oczami, podnosząc się powoli, by pójść za nimi. Pewnie wyglądała jakby już dawno miała umrzeć. Ale nie tak łatwo się jej pozbyć.
- Widzieliśmy tylko martwych ludzi. Wyżej, w windzie. Nikogo więcej - odparła, kiedy już opadła na ziemię w kolejnym pomieszczeniu. Rozejrzała się dookoła, by zatrzymać wzrok na dziewczynach. Następnie spojrzała na mężczyznę, który zadawał te wszystkie pytania.
- Z personelu? Serio? One to chyba nawet są nieletnie - skinęła głową w stronę koleżanek, rozbawiona tym jednym pytaniem. Myślała, że od razu zostaną zapytane, skąd mają robocze ciuchy. Cóż, być może po prostu zmęczenie dawało się im we znaki. Jak jej. A w takim stanie człowiek czasem nie do końca przemyśli swoje słowa. Doskonale to rozumiała.
- Ja przede wszystkim jestem tu dla uratowania wujka. Co nie oznacza, że resztę mam zamiar zignorować. - odpowiedziała całkowicie szczerze. Nie widziała żadnego sensu w kłamaniu ludziom, których miały zamiar uratować. Lepiej żeby znali prawdę. Miała nadzieję, że jej towarzyszki dodadzą coś od siebie. W końcu Ava znała tylko ich imiona. Nawet nie wiedziała skąd się tu wzięły.
Czuła jak jej regeneracja powoli robi swoje, usuwając zadrapania i siniaki, widoczne spod podartych ubrań. Noga bolała coraz mniej, a przed oczami już nie latały jej mroczki od wcześniejszego błysku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Lip 11, 2017 8:28 am

To wszystko działo się tak szybko i było tak nieprawdopodobne, że AC przez chwilę zdawało się, że to film. To wszystko naprawdę wyglądało jak sceny z szybkich kadrów filmu sensacyjnego z domieszką science - fiction! Błyski latarek w ciemnościach, huk wystrzałów z broni. Krzyk dziewczyn. Latające roboty. Wielka grota kopalni.

Alic nie czekała, gdy Sam zrobiła lodowisko ruszyła za nią. Normalnie pewnie bez problemu udałoby się jej zgrabnie przejechać na nogach po lodzie. Tu jednak było ciemno, robociki atakowały, było głośno, a ona była ranna i zmęczona. Nic dziwnego, że noga jej odjechała i fiknęła na plecy. Wydała z siebie zduszony okrzyk i przekręciła się na bok, by nie szorować i tak poranionych pleców po lodzie i by móc jakoś opanować tor jazdy.
Słyszała gdzieś blisko Avę... zaraz za sobą? Dotarła do nich? Czy była dalej? Kolejna eksplozja? Wszędzie rozprysł się lód ze ściany, którą postawiła Sammy. Osłonił twarz przed okruchami i razem z dziewczynami jakoś wspięła się na schody, gdzie przywitały ich lufy pistoletów wycelowane w ich twarze.
Zatrzymała się dysząc ciężko jedną ręką znowu dotknęła Sam. Złapała ją za nadgarstek, albo położyła jej dłoń na biodrze, drugą oparła się o ścianę i pochyliła głowę by złapać oddech. Nie odezwała się. Słuchała, a potem grzecznie wraz ze wszystkimi przeszła do pomieszczenia dalej.

Ruda co prawda nie walczyła tak aktywnie jak Av czy nawet Sam, starała się tańczyć między atakami robotów i leczyła, jej regeneracja działała bez przerwy, a i tak była zmęczona. Zdyszana i obolała.
Gdy wreszcie się zatrzymali i przestano w nie celować, AC osunęła się na kolana, podparła się rękoma z przodu i zwiesiła głowę. Starała się oddychać głęboko i miarowo by jak najszybciej odzyskać siły. Słuchała dalej w milczeniu co mają do powiedzenia.
W końcu odepchnęła się i usiadła sobie na piętach, odgarnęła z oczu kosmyki włosów, które uciekły jej z kuca i spojrzała na rozmówcę.
-Serio? To my dotarłyśmy AŻ tu i to bynajmniej nie dzięki wam. - Rzuciła. Trochę kąśliwie, ale była rozżalona. To co dziś już przeszły wstrząsnęłoby każdym a niemało osób już by załamało. Tyle śmierci...
Głęboki oddech.
-Co wyście za jedni? Wojsko? Oddziały specjalnie? Grupa uderzeniowa Starka? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Oni też nie wyglądali na personel kopalni, ani prywatną ochronę firmy. Do tego byli uzbrojeni po zęby. No kto normalny jest wyposażony w ładunki generujące EMP?
-To co błysnęło, to było EMP? To było EMP. - Zaczęła dalej. Była bystra, szybko łączyła fakty. Do tego była kujonką, potrafiła zabłysnąć wiedzą na różne tematy.
-Co tu się dzieje? - Zapytała. Odkąd stwierdziła, że użyli EMP jej głos jakoś stwardniał. Wstała i mimo wciąż dokuczających pleców wyprostowała się.
-Co to za "żywe" maszyny?! Kto za to odpowiada? Zginęli ludzie. Trafiłyśmy na jedną z ekip ratunkowych uwięzionych w windzie i przez nią zmasakrowanych! Nie udało mi się uratować jedynego, który przeżył, bo winda znowu dostała jobla i o mało nie pozabijała i nas. CO TU SIĘ DZIEJE? Sztuczna inteligencja komuś zwiała? Kopalnia to tylko przykrywka tajnego laboratorium? Ktoś wpuścił złośliwego, morderczego wirusa do systemów kopalni? Po co te maszyny układają urobek w kształt ludzkich ciał?! - Pytała, przybierając odpowiednią sobie niezłomną postawę. Potrafiła być uparta jak osioł.
-I bez ściemy! Przybyliście tu wiedząc w co się pakujecie, wiedząc, że po kopalni grasuje samopas krwiożerczy sprzęt górniczy! W innym przypadku nie mielibyście ze sobą ładunków EMP! Nikt normalny nie nosi ze sobą EMP tak na wszelki wypadek! - Zakończyła. Wierciła rozmówcę wzrokiem i nie zamierzała przestać póki im nie wyjaśni co tu się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pią Lip 14, 2017 9:00 pm

Udało się, prawda...?  - pomyślała Sammy, spoglądając ostrożnie na nieznajome jej osoby. Przedostanie się przez te wszystkie machiny i zarazem być nadal w jednym kawałku, uznawała za spory wyczyn. I również na krótki moment była zaskoczona, że była zdolna do takiej improwizacji w takiej oto sytuacji. Jednakże można uznać też, że miały sporo szczęścia - nie zdążyła zobaczyć, co to było, ale "napastnicy" zostali powaleni na ziemię.
Chociaż słyszany trzask zdecydowanie nie zwiastował coś dobrego.
Potarła policzek, na razie się nie odzywając. Na razie obserwowała nieznajomych, zastanawiając się nad tym, czy mieli wobec owej trójki jakieś złe zamiary. Po nawiedzonej windzie i maszynach uznała, że może być już wszystko. Nawet nawiedzeni  ludzie.
W sumie, to tak dziwne, zobaczyć żywych ludzi w tym wszystkim. Ale z drugiej strony to dobrze. Może przynajmniej im zdołamy pomóc się wydostać. Kimkolwiek są... - naszła ją taka kolejna myśl, gdy szła dalej, aż w końcu zobaczyła właśnie więcej osób. W sumie, ciekawe jakbyśmy ich przeprowadziły. Tamta winda to pułapka. Ale z drugiej strony, teoretycznie powinno być inne wyjście. Nawet kilka.
Pokręciła głową, w ten sposób odmawiając papierosa. Jednocześnie zaczęła słuchać i obserwować, co się tu działo. Jej wzrok skupił się na krótki moment na pozostałych ludziach, zanim ona sama chwyciła AC za nadgarstek i pociągnęła ku sobie.
- Uspokój się - powiedziała do niej cicho. - Pomyśl najpierw, zanim coś powiesz  - prawdę mówiąc, nie bardzo nawet wiedziały z kim miały do czynienia, a tu Alice wyskakuje na nich. W sumie, nie była tez przekonana co do podejścia Avy.  No bo...
Czy właściwie mogły im ufać?
Wychodziło na to, że nie miały do czynienia z pracownikami. Prowokowanie ich czy zdradzanie niepotrzebnych informacji niekoniecznie musiało by być dobrym podejściem do sprawy. Na dodatek... Ciężko było przewidzieć co będzie dalej, zwłaszcza, gdy teraz będą wiedzieć, że nie są pracownikami.
Rozluźnienie się w tym momencie nie było chyba najlepszą decyzją. Przynajmniej jednak korzystała z możliwości odpoczynku.
- Zostałyśmy tutaj wysłane w ramach pomocy uwiezionym tutaj. Proponuję wymienić się informacjami na temat tego, kim jesteśmy i co zobaczyliśmy. Byłoby prościej ustalić dalszy plan działania... Zamierzacie tutaj siedzieć i czekać, czy próbować się wydostać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 17, 2017 7:07 pm

Gdy żadna z dziewczyn się nie zdecydowała, kapitan cofnął rękę i schował paczkę do jednej z licznych kieszeni kamizelki. Dłuższą chwilę milczał wpatrując się w oczy dziewczyn. Prawdopodobnie zastanawiał się na ile może im zaufać i odpowiedzieć na ich pytania. Być może nie wiedział jak odpowiedzieć na trzy, tak bardzo różniące się podejścia dziewczyn, albo po prostu głupio było mu za to że mylnie ocenił je jako pracowniczki kopalni, a teraz specjalnie przedłużał żeby odzyskać twarz.
- Tak, to było EMP - odpowiedział na chyba najmniej ważne z pytań. - W naszym fachu nosi się KILKA na wszelki wypadek. A swój przedostatni zużyliśmy na ratowanie was. - Znowu zapadła cisza. Kapitan palił łapczywie, jak człowiek, który na ogół bardzo się czymś denerwuje. Dziewczyny mogły spokojnie rozejrzeć się po sali. Na nieszczęście dla Avy, wśród kilkunastu zgromadzonych osób nie było widać jej wuja. Gdy kapitan znowu się odezwał, w jego dłoniach nie pozostało wiele więcej od smętnego niedopałka.
- To by oznaczało że nie mamy co czekać na wsparcie - skwitował wduszając resztkę papierosa w blat stołu, przy którym siedział. - Mieli większego pecha od nas. U nas dopiero to wszystko się rozpętywało. Zdążyliśmy zająć pozycję. Jeśli to wirus, to roznosi się drogą kropelkową. Mojego sapera zaatakował jego własny dron... - cała ta wypowiedź rzucona była niedbale, jakby mężczyzna mówił do siebie, gapiąc się w sufit, a nie do jego rozmówczyń.
- Wygląda na to, drogie panie, że źle was oceniłem i że rzeczywiście jedziemy chwilowo na tym samym, kopalnianym, wózku. Zgadzam się też że osobno może pójść nam dużo trudniej wydostać się stąd, o ile nie będzie to nawet niemożliwe. Powiedzmy zatem, że współpraca to najlepsze co może nam się wszystkim przytrafić. - nachylił się znowu do dziewczyn, koncentrując na nich powtórnie uwagę. Jego karabin spoczywał spokojnie na jego kolanach. - Jednak wy pierwsze odpowiadacie na moje pytania. - wyciągnął z paczki kolejnego papierosa i zapalił. - Kto was tu przysłał? Gdzie wasz sprzęt? Czego tu właściwie szukacie? I jak się tu dostałyście skoro cała kopalnia jest zamknięta, a głowę dam że nie jesteście od nas.
Na niektóre pytania po części dziewczyny odpowiedziały wcześniej, ale widocznie chciał to usłyszeć drugi raz, albo wcześniej uznał że mogą blefować. Tym razem kapitan głęboko się zaciągnął szlugiem i spokojnie wypuścił dym czekając na odpowiedzi. Jeden z jego ludzi opuścił swój posterunek i zajął miejsce za dowódcą tak, żeby mieć wszystkie dziewczyny przed sobą na oku. Nie celował do nich jednak z broni. Po prostu się przypatrywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sro Lip 19, 2017 10:21 pm

Alice wciąż dyszała. Wciąż ze zmęczenia, ale też i z podenerwowania. Coś tu bardzo nie grało. Sprawa śmierdziała szwindlem wszech czasów na kilometr.
Gdy Sammy złapała ją za rękę, ruda dała się odciągnąć na bok. Wzięła głęboki oddech starając się ochłonąć i jednocześnie znowu pozwoliła mocy leczenia popłynąć do pleców koleżanki. Może tylko przez chwilę, ale to zawsze kolejne zregenerowane komórki.

Wyciągnęła z kieszeni kombinezonu zmaltretowaną ostro czekoladę, poczęstowała dziewczyny i zaczęła pałaszować resztę. Tego potrzebowała. Cukier i kalorie. Po pierwszej kostce odetchnęła z wyraźną ulgą.
-EMP na szelki wypadek... - westchnęła kręcąc głową. To było bardziej do siebie niż do faceta. Od komentarz. No kto normalny nosi ze sobą EMP... choć z drugiej strony, w czasach, gdy z portali nad miastem wylatują kosmici, a na Ziemię przybywają mityczni bogowie... właśnie...
-MY jesteśmy wsparciem. - Zaczęła gdy mężczyzna skończył. -Wysłano dwie ekipy ratownicze, ze sprzętem medycznym. Jak mówiłam jedną znalazłyśmy zaszlachtowaną przez windę... jeśli nie jesteście drugą, to obstawiam, że tamci skończyli podobnie. - Niemal skończyła już kostkę czekolady. Jadła niemal tak łapczywie jak facet jarał.
-Jaką drogą kropelkową... wiesz co to znaczy w ogóle...? Maszyny nie oddychają, jak mają się czymkolwiek zarazić drogą KROPELKOWĄ? -Zapytała retorycznie. Nie oczekiwała odpowiedzi, uświadamiała panu jak głupie było to co powiedział. Jeśli już, to mogły się czymś zarazić przez krew, jeśli za krew uznamy te wszystkie bebechy maszyn, systemy i elektronikę.
-To może od końca... Nie, nie jesteśmy od WAS. Wciąż tez nie powiedział pan coście WY za jedni. Nasz sprzęt... - Wskazała na swoją poturbowaną torbę medyczną... łom gdzieś zgubiła. -... reszta przepadła przy morderczej windzie. Z resztą... nic poza EMP nie jest wystarczająco skuteczne na te maszyny jak widać. Działamy niezależnie od TYCH WSZYSTKICH... - Tu zrobiła cudzysłów mając na myśli wszelkie rządy i organizacje, które mogłyby tu kogoś przysłać.-... i jesteśmy tu by pomóc uwięzionym tu ludziom... których robi coraz mniej... A koleżanka zdaje się szuka kogoś bliskiego. Weszłyśmy tutaj systemami wentylacji... ale ta droga nie wyprowadzi nas stąd... jednorazowy numer... po waszym EMP też nie wezwiemy żadnego wsparcia... jakby tu w ogóle kiedykolwiek był zasięg... - Mówiąc to wskazała chwilę na Avę, a gdy skończyła nawijać, klapnęła na tyłek, tam gdzie stała. Po czekoladzie poczuła się nieco lepiej, ale myśl, że są głęboko pod ziemią, otoczeni przez maszyny, nie napawała optymizmem.
-To Pana kolej. Kim wy jesteście i co tu robicie? Kto was przysłał? Wiecie coś więcej o tych maszynach? Jakim cudem chodzą samopas? Czy ktoś nimi steruje i po kiego grzyba one usypują kupki kamieni w kształt ludzkich ciał. To chore. - Westchnęła po czym odchyliła się zaglądając na swoje plecy, krzywiąc się przy tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pią Lip 21, 2017 4:49 pm

Rozejrzenie się po sali niczego Avie nie dało. Nie widziała nigdzie swojego wujka. Więc albo już zginął gdzieś w innej części kopalni, gdzie nie byli jeszcze albo właśnie w takiej części kopalni chował się. Być może z grupką innych pracowników. Pozostawało jej mieć nadzieję.
- Sprawdziliście cały teren? Możecie być pewni, czy jesteście jedyną ocalałą grupą? - zapytała mężczyznę, kierując na niego swoje spojrzenie. Nie chciała siedzieć tutaj nie wiadomo ile czasu i marnować go. Noga się goiła, zadrapania się goiły i ból przechodził. Za kilkanaście minut powinna być całkiem zregenerowana i gotowa do dalszego działania. I nie obchodziło ją, że tam czekały krwiożercze maszyny. Jeśli trzeba będzie, rozwali je wszystkie, nie zważając na to, że to sprzęt firmowy.
Westchnęła i zasłoniła twarz, słuchając gadki Alice. Słuchając z braku wyboru, bo nie miała ochoty jej słuchać. Dziewczyna nawijała jak najęta. Przynajmniej Sammy ją uspokajała, tyle dobrego. Nie uważała, by gadanie dało im cokolwiek. A przynajmniej gadanie tak dużo. Powinni szybko ustalić co wiedzą i działać.
- O ile nie jest to mega inteligentny wirus to może to być jakiś mutant, mający władzę nad urządzeniami. Nie można wykluczać tej możliwości - odezwała się spokojnie, postanawiając dać jakieś w miarę logiczne rozwiązanie dla oszalałych maszyn zamiast komentować niemożliwość drogi kropelkowej na sposób zarażenia.
- Tak, ja jestem tu żeby znaleźć wuja, nikt mnie nie wysłał. - potwierdziła słowa Alice na temat jej powodu przebywania tutaj. Resztę ludzi też ocali przy okazji, ale tak naprawdę gdyby jej wujek tutaj nie pracował to nawet by się nie zainteresowała tym wypadkiem w kopalni. Ba, pewnie nikt z jej rodziny nic by nie wiedział na ten temat skoro ochrona starała się trzymać z dala ludzi z telewizji. Próbowali chyba zachować całą tą sytuację w tajemnicy.
- Jesteśmy tu dzięki mojemu kuzynowi. System wentylacyjny był wyłączony na chwilę. Choć nie udało się go całkiem zatrzymać. Wrócenie tą samą drogą... Wymagałoby rozwalenia wirników, a to pewnie trochę by kosztowało. No i winda trochę szaleje - dodała jeszcze do słów Alice. Niby faktycznie powrót tamtędy był niemożliwy bo system mógł ruszyć w każdej chwili, ale Ava mogła po prostu rozwalić wiatraki. Tyle, że wtedy trzeba będzie kupić nowe, a to na pewno nie wyjdzie tanio. Niektórzy cenili pieniądze ponad ludzkie życie, więc kto wie czy zgodzą się na coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Lip 22, 2017 2:54 pm

A sama ciemnowłosa... Uniosła rękę i dźgnęła Alice pod żebrami. Dość mocno.
- Idź usiądź i odpocznij, AC - powiedziała do niej cicho, a zarazem stanowczo. - Jesteś zbyt przesiąknięta emocjami i adrenaliną - w sumie, czy nie mogła tego o sobie powiedzieć? Z drugiej strony, nie reagowała aż tak emocjonalnie. - Proszę.
Miała wrażenie, że dziewczyna mówiła za dużo i zarazem z miejsca wyjawiała wszystkie informacje. Te które powinna i które zarazem nie. Samantha bardziej odnosiła wrażenie, że reagowanie w ten sposób w tej sytuacji nie było najlepszym rozwiązaniem, patrząc na te wszystkie aspekty.
Samej czekolady odmówiła, ale jeśli jednak dziewczyna odmówi jej, to chwyci ją za ramię i pociągnie, wręcz przymuszając, by usiadła pod ścianą.
- Nie żartuję, odpocznij. To nie jest koniec tej sprawy... - w końcu brakowało i drugiej ekipy ratowniczej. Kolejne osoby do uratowania. - I mam wrażenie, że zbyt nasiąknęłaś emocjami - delikatnie ją szturchnęła w bok, posłała łagodny uśmiech i puściła ją. A jeśli dziewczyna będzie się stawiać bardziej, to pociągnie ją za policzki, o!
Nastolatka miała nadzieję, że zrozumie, że również martwiła się o nią. Używała swojej mocy, by się wyleczyć, jak i pomóc im. Również i sama sytuacja z machinami mogła obudzić bardziej gwałtowniejsze emocje. Martwiła się o nią i również chciała trochę przyhamować z tą sytuacją, by móc na spokojnie rozważyć to, co miało tu miejsce.
- Czyli albo moc, albo wirus, tak? Cóż. Dałabym jeszcze jedną, ale podobną opcję. Ktoś specjalnie zmienił oprogramowanie maszyn - powiedziała natomiast Sam, już pozostawiając AC w spokoju. - Słyszałam, że da się to zrobić i na odległość, przełamując systemy zabezpieczeń danego urządzenia - ah, nie ma to jak Internet. Dzięki niemu można było zostać ekspertem w tak wielu dziedzinach!
I ona sama uznała wspomnienie o drodze kropelkowej jako metaforę.
- Zapomniałaś jeszcze o dziwnej windzie - stwierdziła natomiast. - Nawiedzona winda-pułapka - potarła policzek, odwracając wzrok. - Ale rzeczywiście. Byłoby miło wiedzieć, z kim my mamy do czynienia... Skoro nie jesteście ekipą ratowniczą - w tym zgodziła się z koleżanką. Lepiej wiedzieć z kim ją do czynienia, ale bardziej spokojnie... Patrząc na to, że oni byli bardziej uzbrojeni... Było ich więcej...
I wcale nie musieli wiedzieć, że posiadały nadludzkie zdolności.
- Sprzęt... Sprzęt... - pogrzebała po kieszeniach, aż w końcu wyciągnęła komórkę. Próbowała poklikać, ale... Cóż. EMP jednak robi swoje. - Właśnie szlag trafił - niedobrze. Jak po tym wszystkim skontaktują się z Billy'm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 24, 2017 8:24 pm

Mężczyzna po zadaniu swoich pytań uważnie słuchał, co dziewczyny miały do powiedzenia. Nie przerywał im, bardziej niż robiły to one same. Ciężko było po nim poznać, czy daje wiarę ich słowom, bo jego twarz ani na moment nie zmieniła tego strapionego, zamyślonego wyrazu. Raz tylko spojrzał na AC z politowaniem, gdy nie załapała że użył sarkazmu w kontekście do dziwnego zachowania maszyn. Mimo to, wciąż się nie odzywał.
Gdy dziewczyny skończyły się tłumaczyć, pokiwał tylko głową, jakby przytakiwał jakiejś własnej myśli.
- Dobrze - powiedział. - Od razu kawa na ławę. Tak jak lubię. Pozwólcie zatem że przybliżę wam w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy. Tak, jesteśmy tym, co mogłybyście nazwać pierwszą ekipą ratunkową, choć ochrona personelu nigdy nie była naszym priorytetem. Prawdopodobnie tracąc z nami łączność uznali że jest po nas i wysłali po nas kolejnych, których już zapewne już zdążyłyście poznać. Roxxon nigdy nie wysyła trzeciej ekipy. Jednak tajemnice firmy zawsze pozostają w najwyższym priorytecie. Miliardowych inwestycji nie można zostawiać samopas. - tutaj zrobił dramatyczną pauzę, żeby dziewczyny same sobie dopowiedziały co dalej. - Mamy do wyboru siedzieć na dupach i czekać aż zarząd zwali nam te wszystkie tony skały na głowy, albo ruszyć się i coś z tym zrobić. Moim dotychczasowym planem było dostanie się do pomieszczeń kontroli głównego systemu - skinął głową w stronę korytarzy w przeciwnym kierunku niż przyszły dziewczyny. - Nie jest daleko, ale tamtejsze zabezpieczenia też oszalały. Jeśli tak przetyrały was roboty górnicze, to wyobraźcie sobie co potrafią oszalałe roboty do tłumienia zamieszek i automatyczne wieżyczki. Nasz ostatni szturm skończył się dwójką straconych, dobrych ludzi i trzema rannymi, w tym moim technikiem. Nieźle mu się oberwało. Nie stracimy go, ale nie może chodzić o własnych siłach, po tym jak zaatakował go jego własny dron. Wycofaliśmy się i utrzymywaliśmy pozycję czekając na wsparcie, ale widocznie nie ma co na to teraz liczyć.
Mężczyzna skinął głową na kogoś ze swoich ludzi, a ten pokazał dziewczynom pobazgraną mapę tego piętra kompleksu. Od razu w oczy rzuciła się zaznaczona najoptymalniejsza trasa przez korytarze, oraz zaznaczone na niej stacje wieżyczek, z których kilka pierwszych było skreślone.
- Powiem wprost, nie kupuję tego że straciłyście sprzęt. Zwłaszcza po tym jak szybko zasugerowaliście  mutanta jako sprawcę całego tego bajzlu. Jesteście mutkami i odkładając moje uprzedzenia na bok, możecie być naszą najlepszą szansą wyjścia stąd. Jeśli podepniemy się ze sprzętem pod główny komputer, może uda nam się dać znać że wciąż operujemy i odwlec zawalenie kopalni, czy co planują goście na górze. Jeśli macie jakieś pomysły, albo sugestie co do tego jak możecie się przydać zamieniam się w słuch. Potem może nie być okazji.
Kilkoro zaciekawionych najemników, bo chyba było to adekwatniejsze określenie, niż "ekipa ratunkowa" zbliżyło się żeby posłuchać. Potem, gdy uformuje się jakiś plan i tak czeka ich pewnie jakaś odprawa. Z wypowiedzi kapitana można było wywnioskować że nie są tutaj w tym samym celu co dziewczyny, jednak chwilowo mogli odłożyć różnice na bok i skupić się na wspólnym celu. Przeżyciu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Lip 29, 2017 10:15 am

To naprawdę było takie dziwne, że nie załapała sarkazmu czy ironii? To naprawdę było takie dziwne, że nosiły ją emocje? Są ludzie, których nie ruszała śmierć innych, dla których zabijanie i pożoga to codzienność. I o ile AC nie ruszał widok krwi, nie bała się bólu, znała się na medycynie, o tyle ilość śmierci w kopalni i ogrom tej tragedii, która się tu rozgrywała, której ruda stała się częścią, bardzo boleśnie do niej docierał. Nastolatka był wstrząśnięta i poruszona, w tej chwili dopiero uczyła się radzić sobie z czymś takim.
Nie było nic dziwnego w tym, że nastoletnia bohaterka aż trzęsła się od wybuchowej mieszanki emocji, którą nieustannie odczuwała.

Słów dowódcy wysłuchała w milczeniu siedząc na własnych piętach. Dopiero gdy zaczął pokazywać plany i mapy wstała by niczego nie przeoczyć.
Sama nie bardzo wiedziała co powinni zrobić dalej. Żaden z niej taktyk. Co z tego, że potrafiła odczytać mapy i plany kopalni. Otaczały ich krwiożercze roboty, a AC nie posiadała mocy ofensywnych by stawić im czoło. Jej umiejętności walki wręcz i akrobatyki na niewiele się tu zdawały. Z resztą, ona przyjechała tu jako pomoc medyczna dla rannych, a nie jakiś Rambo!
Dlatego też znowu postanowiła się skupić na swojej roli. Niech mądre taktyczne głowy wymyślają sobie co dalej, wiedzą lepiej, ona zajmie się swoją działką.

Ciężko przełknęła komentarz odnośnie uprzedzeń dowódcy wobec mutantów, wolała nie zaogniać ciężkiej sytuacji. Potrzebowali się sobie nawzajem. Jeśli wyjdą stąd w jednym kawałku, to wtedy może powie facetowi kilka słów o uprzedzeniach...
-To w międzyczasie jak będzie powstawał dalszy plan działania, ja zajmę się postawieniem technika na nogi. Będzie nam potrzebny. - Powiedziała i powiodła wzrokiem po sali. Zaczekała aż kapitan wskaże jej odpowiednią osobę, albo gdy sama go wypatrzy podejdzie do rannego.
-Proszę pozwolić mi się obejrzeć. Zaraz poczuje się pan lepiej. - Powiedziała łagodnie klękając przy mężczyźnie, jeśli ten w ogóle był przytomny.
Ostrożnie ruda więc zajmie się pacjentem. Obejrzy i oceni rany. Sprawdzi czy przy udzielaniu mu pierwszej pomocy niczego nie przeoczono. Modląc się w duchu, żeby niczego nie znalazła sprawdzi czy facet ma całe kości. Z tkankami idzie szybko, regeneracja połamanych kości to koszmar...
A potem zacznie swoje czary mary. Jeśli oczywiście nikt jej nie przeszkodzi. O swoich plecach już prawie zapomniała, a czekolada dała jej pozytywnego kopa, nawet jeśli to było tylko złudzenie, to działało.
-Proszę się odprężyć i rozluźnić mięśnie. - powiedziała łagodnie, delikatnie kładąc dłonie na obu poranionych nogach technika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Nie Lip 30, 2017 12:29 pm

Ava słuchała w ciszy całego tego przemówienia. Sytuacja nie wyglądała najlepiej. Ona zapewne by sobie poradziła z tymi oszalałymi maszynami, nic jej nie mogły zrobić. A jeśli porządnie odpocznie przez kilka minut to wystarczy dać jej broń do ręki i zajmie się nimi. No, nie dosłownie broń. Jakiś łom byłby najlepszy albo ten kawałek szyny co miała wcześniej. Niby gołe pięści jej wystarczyły, ale jednak z bronią zawsze wygodniej.
Widząc jak ktoś podchodzi z mapą podniosła z podłogi i podeszła bliżej, by móc na nią zerknąć. Trasa była wyraźnie zaznaczona, więc przynajmniej wiedzieli, gdzie mniej więcej mają iść. Gorzej gdyby krążyli w kółko, nie wiedząc, gdzie skręcić. Zerknęła na wieżyczki, szczególnie na te, które zostały skreślone. Nie było ich wiele. Ale przynajmniej część była zaznaczona, zawsze to coś.
- Och, to teraz będziemy się wyzywać? Odrobina dobrego wychowania nikomu jeszcze nie zaszkodziła, panie zwyczajny człowieku - prychnęła kiedy mężczyzna nazwał ich "mutkami" - Poza tym to zabrzmiało jakby zwykły człowiek nie mógł zasugerować, że w tą sprawę jest zamieszany mutant. Przecież wy tak bardzo wszystko lubicie na nas zwalać. A jednak, zobacz, to ja zwalam winę na, jak pewnie to sporo ludzi by określiło, swojego pobratymca. I tak się składa, że nigdy osobiście nie spotkałam żadnego mutanta. - wywróciła oczami po czym usiadła z powrotem na podłodze, poprawiając kawałek ubrania, który zsuwał się jej z ramienia. Chwilę siedziała w ciszy, myśląc nad wszystkim, o czym właśnie się dowiedziała na temat ochrony tych pomieszczeń kontroli głównego systemu.
- Co potrafią te roboty do tłumienia zamieszek? Wiadomo ile ich jest? A wieżyczki? Jak wysoko są? - zapytała w pierwszej kolejności. Jeśli miała się przekonać czy da sobie z czymś radę to lepiej, by posiadała jak najwięcej informacji na temat bezpieczeństwa. Nigdy nie miała do czynienia z maszynami, o których wspomniał mężczyzna, więc nie wiedziała czego powinna się spodziewać po nich. Sammy ze swoimi mocami mogłaby pozamrażać wieżyczki czy roboty. Nawet jeśli taki lód powstrzymałby je tylko na chwilę to Avie wystarczyłoby to by uderzyć i rozwalić sprzęt ochronny.
Spojrzała za Alice, która się oddaliła od nich. No tak, dziewczyna po prostu leczyła. Lepiej by nie brała udziału w ataku, jej moce będą potrzebne w razie pojawienia się kolejnych rannych. Powinna trzymać się z tyłu i w dodatku być chroniona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sro Sie 02, 2017 11:53 pm

Sammy ostrożnie patrzyła na mężczyznę, zarazem wysłuchując jego kolejnych słów. Mogłoby się wydawać, że ta nastolatka reagowała na to wszystko zbyt spokojnie... Z drugiej strony zaś, nikt z obecnych raczej nie zdawał sobie sprawy, jak to wszystko wyglądało w jej głowie. I zapewne się nie dowie, bo sama ciemnowłosa nie zamierzała zdradzać to, co chodziło jej po myślach.
Skierowała swoje spojrzenie na Alice, po czym ponownie na dorosłego. Zdecydowanie nie brzmi to za dobrze. Zapowiadało się na więcej zmutowanych, nawiedzonych maszyn, a za to coraz mniejsze światło na to, by opuścić bezpiecznie to miejsce.
Chociaż i tak ją coś zastanawiało.
- Czy jest tutaj więcej niż jedno wejście? - spytała się go. Może jak nie jednym, to drugim uda sie zwiać stąd? Cóż, nadzieję zawsze można było mieć, a sama dziewczyna nie była pewna, co dalej.
Lecz słysząc jego kolejne słowa, pokręciła nieco głową.
- Proszę, nie obrażajmy siebie nawzajem - powiedziała. - To nie ma sensu. I fakt, kto kim jest. Człowiek, mutant, ośmiornica czy jednorożec... Wszyscy tkwimy w tym samym - dodała jeszcze, już nieco ciszej.
Spojrzała na mapę, starając się zapamiętać ją, by... By w razie czego zdołać ją odtworzyć. Nie była pewna, czy to właściwie będzie potrzebne, ale z drugiej strony, dla samej pewności... Nikt nie powiedział, że wiecznie będą z tymi osobnikami. Zwłaszcza... Że trzeba było i innych odnaleźć.
- Więc? Niby jak to widzicie, trzy dziewczyny przeciwko zbuntowanym maszynom, mimo iż nie wiemy - A przynajmniej ja nie wiem. - Do czego są zdolne i co się spodziewać? Może niekoniecznie trzeba atakować je... - na myśl przyszły jej tamte maszyny, które układały te kamienie w mogiły. A może i sama winda też miała jakiś mechanizm uruchamiający swoją "pułapkę"? Więc czemu i tu by to nie zadziałałoby? Samantha zastanawiała się nad tym w myślach. - [b]A może
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Czw Sie 03, 2017 10:16 am

Człowiek za stołem przemilczał uwagę o obrażaniu się, ale po jego twarzy widać było że zacisnął zęby. Widocznie jednak bardziej zależało mu na współpracy, niż wzajemnym wyzywaniu się. Prawdopodobnie w innym miejscu kontynuował by tę rozmowę, ale był przede wszystkim człowiekiem praktycznym. Profesjonalistą.
- Są trzy duże wyjścia. Na tyle wielkie że dałoby radę wjechać ciężarówką. Jest też kilkanaście mniejszych dla personelu. Do żadnych jednak nie dotrzemy na czas przy nie działającej elektryce. A tym bardziej próbującej nas zabić. Jesteśmy zbyt głęboko.
Dowódca znowu zamyślił się na chwilę, na propozycję AC. Widocznie podświadomie nie ufał mutantom, ale czy miał w tej chwili inne wyjście? Proces decyzyjny nie trwał zresztą długo i mężczyzna skinął w końcu dziewczynie głową.
- Jeff, zaprowadź ją do Martina. - oddelegował jednego z obecnych żołnierzy aby poprowadził dziewczynę do rannego.
-Tajest - padła tylko odpowiedź i człowiek skinął Alicce głową, aby poszła za nim. Gdy obydwoje zniknęli z pomieszczenia dowódca kontynuował briefing z zebranymi.
- Droga technologia. Do Starka im może trochę brakuje, ale niewiele. - odpowiedział na temat robotów. - Są twarde, niemal kuloodporne. Silne jak traktor, a w trybie sentinela niemożliwe do ruszenia z miejsca. Na pewno posiadają ostrą amunicję. Była ich piątka, wszystkie strzegły tego piętra. Załatwiliśmy trzy, ale zużyliśmy na to większość swoich emp. Zostały dwa ładunki. Właściwie jeden. - poprawił się, przypominając sobie że jeden zużyli jeszcze na odsiecz dziewczynom. - Musi nam starczyć. Widzę to tak. Dzielimy się na dwie grupy. Pierwsza wykonuje atak pozorowany i odciąga roboty do korytarza tutaj i związuje je walką. -tłumaczył pokazując wszystko palcem na planie - Kolejna grupa bierze technika i za wszelką cenę stara się go dostarczyć do pomieszczenia kontroli przez pozostałe wieżyczki. Nie są tak wytrzymałe jak boty, da się je zniszczyć serią z karabinu. Trzeba tylko wiedzieć gdzie mogą być, bo przed ostrzałem są ukryte w ścianach i suficie. Czas reakcji jest tu kluczowy. Nie jest to najpiękniejszy plan ataku jaki widziałem, ale nie mamy zbyt wielu opcji. Jakieś sugestie? Gdzie się widzicie? - zapytał jeszcze dziewczyn.

W tym czasie Alice została poprowadzona przez żołnierza znowu na korytarz i do pomieszczenia obok. Wyglądało na to że ten obszar kopalni był przeznaczony na jakiegoś rodzaju biura, może siedziby technologów. W każdym razie pomieszczenie obok przerobione było na prowizoryczny lazaret, gdzie zsunięte ze sobą biurka stanowiły chwilowy zamiennik łóżek szpitalnych. Byli tutaj ranni zarówno z ekipy najemników, jak i cywile. Jeden z ekipy ratowniczej wyraźnie miał jakieś przeszkolenie medyczne, bo co chwilę wydawał polecenia dwójce swoich kolegów, a także personelowi kopalni. Wielu ludzi miało prowizoryczne bandaże, oraz usztywnienia. Oddział nie zabrał prawdopodobnie ze sobą zapasów dla wszystkich. Co było dziwne, zważywszy na to że przedstawili się jako ekipa ratunkowa.
W każdym razie najemnik poprowadził Alice do jednego z biurek, na którym leżał człowiek w mundurze najemników. Nie wyglądał na typowego technika. Był dobrze zbudowany i wysoki. Do tego dość młody. Może miał luźniejszy mundur i lżejszy karabin, ale sądząc po rozmiarze plecaka, który leżał obok niego przy biurku było to konieczne. Od razu doskoczył do nich polowy medyk z pytaniami co to za jedna i czego tu szuka. Po krótkiej wymianie zdań Medyk zdał AC raport i swoje spostrzeżenia.
- Chcieliśmy sprawdzić teren naszym dronem strategicznym. Wszystko szło spokojnie gdy podczas odczytu danych po powrocie samoczynnie otworzył ogień do Martina. Kaliber był niewielki, ale wystarczający. Dostał w miednicę i prawdopodobnie zerwał połączenia nerwowe. To będzie wymagało  długiej rehabilitacji.
Z oceny dziewczyny wynikało że medyk dobrze wykonał swoją robotę. Ran postrzałowych było w sumie trzy, ale stan pacjenta był stabilny i nie było mowy o zakażeniu. Zerwane połączenia nerwowe wymagały od Alice wyjątkowego skupienia, ale były w zasięgu jej mocy.
- Hej, ale co? - spanikował młody, gdy AC się nad nim nachyliła i zaczęła macać go po biodrach. - Czekaj, ja mam narzeczoną!
Przerażony technik opacznie zrozumiał słowa dziewczyny, lecz po chwili aż wykręcił się z bólu, gdy nerwy na żywca na powrót łączyły się jedne z drugimi. Medyk na szybko wcisnął mu coś między zęby, żeby tak się nie darł.
- Spróbuj poruszyć palcami - polecił medyk gdy człowiek przestał zaciskać kurczowo zęby. Zamiast tego mężczyzna jednak podkurczył nogi i usiadł na brzegu stołu, czym wprawił w osłupienie zarówno medyka, jak i siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Czw Sie 03, 2017 7:00 pm

Alice skupiła się na doprowadzeniu technika do stanu używalności, ale jej uwadze nie umknęła wzmianka o tym, że kopalnia i oni żywcem zostaną niebawem zasypani. To był bardzo zły scenariusz. Jeśli ci na górze wysadzą kopalnię... jeśli nie zasypie ich od razu, to stracą jakiekolwiek szanse na wydostanie się i poduszą się tu jak szczury.
Nie zamierzała panikować, ale ta straszna myśl kołatała jej się gdzieś na skraju świadomości. Całą uwagę jednak skupiła na rannym. Cierpliwie poczekała aż skończą się wszystkie wyjaśnienia i polowy medyk dopuści ją do technika. Jego raportu wysłuchała z profesjonalnym zaciekawieniem, ale gdy wspomniał o przerwanych połączeniach nerwowych... cóż, wytrzeszczyła oczy i wzięła głęboki oddech. Nerwów jeszcze nie naprawiała. To będzie wyzwanie. Zakasała rękawy i wzięła się do pracy ignorując komentarz feceta. Znaczy nie odpowiedziała, ale skrzywiała się lekko i puściła buraka... mimowolnie. Obrażenia tkanek poddały się bez oporów, z nerwami było trudniej. Nie spodziewała się, że mężczyzna zacznie ryczeć z bólu i wygnie się jak struna. Nie przerwała jednak nawet na chwilę. Zazwyczaj proces leczenia od początku przynosił ulgę, poczucie bezpieczeństwa i przyjemne ciepełko. Cóż... nerwy jednak to nerwy...
Gdy przestał krzyczeć, sprawdziła wszystko raz jeszcze. Tkanki były zregenerowane, ale czy nerwy się połączyły...?
Technik sam rozwiał wątpliwości, gdy usiadł.
-Jest!! - Wrzasnęła zachwycona swoim dokonaniem AC. Klasnęła w dłonie i podskoczyła. Był zdrowy! Odzyskał władzę z nogach!
Uspokoiła się jednak szybko i poprawiła kitka na głowie.
-Nie daj się znowu tak podziurawić bo w polu takie leczenie nie będzie aż tak skuteczne. - Powiedziała i do medyka skinęła głową z uśmiechem. Dobry kawał roboty tu odwalił. Dobrze opatrzone rany to podstawa sukcesu.
-Chyba czas się zbierać. Robota czeka. - Westchnęła do technika i z wciąż lekkim uśmiechem na ustach ruszyła by wrócić do dowódcy.
Resztą rannych będzie mogła zająć się później. Strategiczny cel - technik - został postawiony na nogi i to się liczyło.

-Technik jest już zdrowy. - Powiedziała na wejściu jeśli udało jej wrócić do dowódcy i koleżanek.
-Zaraz powinien być gotowy do akcji. Gdyby nie sytuacja w jakiej jesteśmy zaleciłabym, żeby nie przemęczał się zbytnio... w końcu miał pozrywane połączenia nerwowe. - Westchnęła, ale wyglądała na zadowoloną ze swojej roboty.
No dobra to co dalej? Kto gdzie idzie? Czas na rozkazy no nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Sie 05, 2017 9:44 pm

Ava słuchała kolejnych słów mężczyzny kiedy ten wreszcie zdecydował, że wydostanie się stąd jest ważniejsze od tego czy się lubią czy nie. Jej to osobiście wisiało. Po wyjściu stąd mogą się już nigdy więcej nie zobaczyć. Ba, na pewno się nie zobaczą. Więc nie musieli się zaprzyjaźniać. Chodziło tylko i wyłącznie o sojusz w sprawie wydostania się z kopalni. Wspólnymi siłami na pewno zdziałają więcej niż osobno. Dlatego powinni współpracować ze sobą.
Wiadomość o masie wyjść była czymś dobrym. Gorzej, że według słów nieznajomego, wszystkie były zbyt daleko, by zdążyli do nich dotrzeć na czas kiedy muszą walczyć z maszynami. Faktycznie walka bardzo ich spowalniała. Zatrzymywała w jednym miejscu na dłużej. To zdecydowanie musiało się zmienić. Gdyby nie te wszystkie maszyny to mogliby pewnie dużo szybciej się poruszać i raz dwa by się stąd wydostali. Niestety chyba póki co było to niemożliwe.
Za Alice spojrzała tylko krótko, zerkając w którą stronę jest prowadzona. Przy okazji przesuwając spojrzeniem po reszcie ludzi raz jeszcze. Niestety nigdzie nie widziała swojego wujka. Zaczynała się martwić o niego. Jeśli te wszystkie roboty zrobiły mu coś to tym chętniej je rozwali w ramach zemsty.
- Niemożliwe do ruszenia - mruknęła pod nosem, powtarzając słowa gościa i uśmiechnęła się pod nosem. Zobaczymy jak bardzo niemożliwe do ruszenia. Tylko niemal kuloodporne i silne jak traktor. Te opisy nie brzmiały jakoś strasznie. Choć mężczyzna mógł sobie też nie zdawać sprawy z tego jak naprawdę są silne te roboty. Z drugiej strony, już walczyli z nimi i nawet kilka rozwalili.
Kiedy zaczął powstawać powoli plan działania, dziewczyna skierowała spojrzenie na mapę, patrząc na nią uważnie i jednocześnie słuchając wszystkiego. Plan brzmiał... Jak plan. Całkiem dobry plan. I jeśli każdy da z siebie wszystko to powinno im się udać. Najważniejsze, by to dobrze zorganizować.
- Na broni palnej kompletnie się nie znam, więc nawet nie ma co mi jej dawać do ręki. Idę z pierwszą grupą, na roboty. To zajęcie dla mnie. Nie wiem czy widzieliście cokolwiek z naszej walki z dronami, ale nie tak łatwo zrobić mi krzywdę. Powiedziałabym, że wręcz bardzo trudno. - odezwała się kiedy zostały zapytane o ich zdanie. Jej osobistym zdaniem Alice w ogóle powinna się trzymać z tyłu, bo jako jedyna mogła leczyć innych. Sammy pasowała na walkę z wieżyczkami choć to zależało jak działa jej lód. Być może lepiej gdyby poszła na roboty razem z nią, a wieżyczki zostawić ludziom z bronią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sro Sie 09, 2017 10:16 pm

Sammy posmutniała w momencie, gdy okazało się, że pozostałych wyjść nie dawało się na teraz wykorzystać. Miała już tą cichą nadzieję, że jednak zdoła się coś innego wymyślić niż próba przedarcia się w to miejsce, o którym wspomniał tamten mężczyzna.
Ba. Już dość szybko sobie podarowała nawet kwestię dotyczącą nieprzyjemnych określeń.
Spojrzała w kierunku, gdzie zniknęła Alice, zastanawiając się, czy iść tam za nią. W sumie... Czy ja właściwie przydam się tam? Westchnęła cicho, odwracając wzrok, by skupić się zarazem na obecnej sytuacji. Cokolwiek by się tam nie wydarzyło, wierzyła, że dziewczyna da sobie radę. Muszę się skupić na tym, co ma tu miejsce. Mimo wszystko, też chcę jakoś pomóc, by moglibyśmy się wraz z innymi wydostać.
- Um... Ja mogę iść z drugą grupą... Ale jest jedna kwestia - potarła policzek. - Jeśli nie będę nic widziała, nie zdołam pomóc. Nie mogę ryzykować używanie własnych zdolności na oślep - miała nadzieję, że zrozumieją, o co chodziło. W sensie, może nie chodzi o to, co umie, a o fakt, że nie chciała, by coś poszło nie tak. I robić wszystko na intuicję.
- A moja latarka jest zepsuta - dodała jeszcze.
Wzruszyła nieco ramionami. Nie miała nic więcej teraz do dodania jeśli chodziło o jej rolę w tym planie.
- Chociaż nawet nie bardzo wiem, czy zdołam coś zrobić lodem - mruknęła, odwracając wzrok. Może spróbować zamrozić je? Oby nie były zbyt odporne na zimno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Czw Sie 24, 2017 8:42 am

Technik imieniem Martin już chciał ochoczo podnieść swój sprzęt i ruszyć szybko za Allice, gdy wychodziła z pomieszczenia, ale przy tym wszystkim wyraźnie poplątały mu się nogi i tylko to że złapał się stołu, na którym przed chwilą leżał ocaliło go przed upadkiem. Zaraz potem jednak zebrał się do kupy i powolnym, ostrożnym już krokiem ruszył do wyjścia z pomieszczenia. Spojrzenie polowego medyka na tę scenkę mówiło wszystko, czego zresztą mogła spodziewać się i AC. Przywrócenie czucia w nogach za pomocą mutanckiej mocy to jedno, a okres rehabilitacji to drugie, a leczenie mutantki nie zastąpi mu potrzebnego czasu, w jakim wróciłby do pewnej sprawności. Czasu, którego nie mieli.
Mimo to pojawienie się ich rannego kompana, wchodzącego o własnych siłach do pomieszczenia dowodzenia, wywołało i tak falę radości wśród najemników. Nawet naburmuszony dotąd przywódca uśmiechnął się kącikiem ust. Gdy jednak zobaczył z jakim tempem chłopak wita się ze znajomymi, jego wyraz twarzy powrócił do normy.
- Dobra, kończy nam się czas. James, Erg, Han, Bob, Speedy i ty – wskazał na Avę – idą ze mną pierwszą grupą. Trzymamy się w kupie, robimy zamieszanie i utrzymujemy pozycje w magazynie części zamiennych. Jest stamtąd inne wyjście, więc jak zrobi się ciężko po prostu spadamy. Carl, bierzesz Martina na plecy. Nie nie będziesz w tym stanie iść samemu. – uciszył szybko protesty chłopaka – Bradoc, idziesz z nimi, chłopak ma nie umrzeć zanim nie podłączy się do centrali. - rozkazał polowemu medykowi, który krótko odpowiedział skinieniem głową. - Boom, Vance i Jorah zostajecie tutaj i osłaniacie odwrót, gdyby coś się sypło. Reszta idzie z Bradociem. Punkt zbiórki jest tutaj. Jeśli będzie spalony, to udajecie się do poprzedniego. Druga grupa rusza cztery minuty po pierwszej.
Wszyscy po kolei kiwali głowami słysząc swoje imiona. Plan został już wyjaśniony wcześniej, więc ludzie wiedzieli co mają robić. Nie było to wpowiedziane wprost, ale chyba wynikało z tego że pozostałe dziewczyny idą drugą grupą. Ludzie szybko rozeszli się zbierając swój sprzęt i przygotowywując się do akcji. Dziewczynom została zaoferowana broń krótka najemników, a Avie dodatkowo zapasowe ubranie, żeby to, które chwilowo było w strzępach nie przeszkadzało jej w ruchu. Postawny czarny mężczyzna porwał z ziemi niezadowolonego Martina chwytem strażackim, a ktoś inny zabrał jego plecak. Chłopakowi wręczono do ręki pistolet, żeby nie czuł się absolutnie bezbronny. Koniec końców, druga grupa wyszła na niewiele większą od pierwszej, ale dwie osoby były niemal niezdolne do walki z powodu bycia obciążonymi technikiem i jego sprzętem. Z tego powodu znalazł się też dla Sammy zbłąkany noktowizor, którego mogła potrzebować bardziej niż inni.
Ekipa ustawiła się w końcu przed drzwiami, z których trójka najemników właśnie zdejmowała barykadę. Zaraz przed nią stało zaimprowizowane stanowisko strzeleckie zbudowane z pozrzucanych mebli i ciężkiego karabinu.

Gdy wszystko było gotowe kapitan dał znać głośnym „JAZDA, JADA!” Dwoje najemników rozwarło drzwi i pierwsza ekipa ruszyła przed siebie. Pełnym biegiem puścili się korytarzem do pierwszego rozwidlenia. Po drodze widać było że ten korytarz był już raz polem walki, ściany pokryte były otworami po kulach i opadniętym tynkiem. Co jakiś czas trzeba było też przeskakiwać  nad kawałkami złomu i dwoma „truchłami” humanoidalnie wyglądających robotów i jednym ewidentnie ludzkim truchłem. Z powodu tempa nie bardzo dawało się jednak temu wszystkiemu przyglądać. Gdy wypadli za pierwszy róg, ich oczom ukazał się długi korytarz, w którym w oddali w ciemności majaczyły koleje roboty. Kapitan nie dawał znaku do ataku, dopuki maszyny same nie zauważyły ich obecności. Wtedy również najemnicy otworzyli ogień. Wszyscy spowolnili osłaniając się przed ogniem. Szczęśliwie korytarz miał masę węgłów, pomieszczeń, czy metalowych szafek, za którymi można się było chować. Kapitan dzielnie parł pierwszy na przód wybierając przerwy w ostrzale, a reszta szła szybko w jego ślady. Szczęśliwie do momentu rozwidlenia korytarzy nie pozostały już żadne z aktywnych wierzyczek.
Niestety, szczęsliwa passa najemników widocznie się skończyła, bo gdy tylko skręcili zgodnie z planem w odnogę, zauważyli w korytarzu jednego z robotów do pacyfikacji zamieszek. Na ich widok maszyna przykękła na nogach, po czym z impetem wbiła w ziemię zaczepy pneumatyczne, które unieruchomiły ją w miejscu, a w stronę najemników obruciła dwie lufy od działek. Nie było wiele czasu na reakcję.

Po wyznaczonych czterech minutach ruszyła druga grupa. Po drodze napotkała dokładnie ten sam korytarz. Brak świeżych ciał mógł znaczyć, że do tego czasu wszystko szło zgodnie z planem. Za rogiem nie było też widać żadnych humanoidalnych robotów, co znaczy, że przynajmniej ta część planu się udała. Pozostawała wciąż kwestia ostrzału automatycznych karabinów, który był nie lada problemem, zwłaszcza że dla bardziej obciążonych członków ekipy unikanie ostrzału było niemal niemożliwe. Kilkoro z najemników dobyło swoich karabinów wyborowych i oddawało co jakiś czas serie w dal czekając na przerwy w ostrzale. Powoli, metr za metrem, pozbywali się zagrożenia i parli na przód, lecz wszystko działo się wolno. Wciąż możliwe było że wymiana ognia zwabi z powrotem cięższe roboty. Na domiar złego jeden ze strzelców dostał w ramię i został zmieniony przez swojego kolegę z oddziału.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pią Sie 25, 2017 6:48 pm

Alice uśmiechnęła się delikatnie, ale była z siebie dumna. Dokonała czegoś co mogliby dokonać tylko najlepsi chirurdzy z najlepszym sprzętem podczas wielogodzinnej operacji! To było niesamowite! Oczywiście, facet będzie musiał przejść rehabilitację, na nowo zapoznać się z własnymi nerwami, ale miał je zdrowe! Mimo całej grozy jaka im wciąż towarzyszyła, widok witającego się z przyjaciółmi technika grzał serce rudzielca.

Planu wysłuchała w skupieniu i milczeniu. Nie miała co dodać, jak wcześniej mówiła od strategii i planowania byli tutaj lepsi od niej, więc postanowiła sumiennie robić to co do niej należało. LECZYĆ rannych.
Została przydzielona wraz z Sam do drugiej grupy. Mieli dostać się do głównej sieci i przejąc kontrolę nad systemem, przynajmniej na tak długo by mogli nawiązać kontakt z górą i zapobiec własnej rychłej śmierci.
Życzyła pozostałym powodzenia, wzięła i sprawdziła pistolet który otrzymała po czym ruszyła z grupą, zapewne gdzieś w samym jej sercu. Strzelcy i Sam z noktowizorem przydadzą z przodu i na tyłach by osłaniać ich przemarsz i zabezpieczać ogon, by sami w jaką pułapkę się nie władowali.

Dziwnie czuła się z bronią palną w dłoniach, to nie był jej wymarzony sprzęt, zdecydowanie nie ta broń. Wiedziała jak strzelać, miała dobrego cela, ale za strzelca się nie uważała, dlatego nie marnowała amunicji jeśli sytuacja jej do tego nie zmuszała. Starała się być czujna, rozglądać się, wypatrywać niebezpieczeństw, a przede wszystkim nie przeszkadzać. Wkroczyła dopiero, gdy jeden ze strzelców został ranny. Pomogła wycofać go do środka kolumny, by kolega mógł zastąpić go na jego pozycji i by ona mogła zająć się postrzałem.
Sprawnie wyciągnęła z swojej torby lekarskiej opaskę uciskową i założyła ją ponad raną, jeśli nie zdążył już tego zrobić ich medyk polowy. Jeśli kula nie została w ciele, natychmiast zacznie leczyć ranę mężczyzny. Jeśli zaś pocisk utknął, pozwoli pobawić się szczypcami medykowi, by ten wyjął kulę, sama zaś mocą swoją pokieruje tak, by przytamować krwotok, by nie zalewała pola widzenia medykowi i złagodzić ból rannego. Wszystko sprawnie, by nie spowolnić zbytnio całej ich grupy. Potrzebowali wszystkich obrońców sprawnych, musieli doprowadzić strzelca do stanu, w którym będzie w stanie walczyć dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Sie 29, 2017 10:55 am

Ava uważnie słuchała rozkazów wydawanych każdemu przez mężczyznę. Od razu postanowiła, że będzie starała się chronić najważniejszą w tej chwili osobę, czyli Martina. Chyba tylko on wiedział jak się podłączyć do systemu centrali i w jakikolwiek sposób im pomóc. Jego życie w tej chwili było najważniejsze. Oczywiście najlepiej jeśli nikt nie zginie, ale on wymagał szczególnej ochrony.
Za nowe ubrania podziękowała z uśmiechem. Zdecydowanie były jej potrzebne i cieszyła się, że oni również o tym pomyśleli. Nie ściągała starych z siebie tylko założyła na nie. Im więcej warstw ubrania tym lepiej. Dłużej się będą na niej trzymać. Na broni kompletnie się nie znała, ale skoro już jakąś dostała to ją przyjęła. Nawet jeśli nie potrafiła dobrze celować to może się przyda do odwrócenia uwagi od innych. Kiedy grupa zebrała się przy drzwiach, czarnowłosa pomachała pozostałym dziewczynom na tymczasowe pożegnanie i przeszła do przodu. Nie będzie szła z tyłu grupy skoro była bardziej odporna od nich. Odetchnęła, włączając swoją moc, by być gotową na każdy atak i wpatrywała się w drzwi.
Jak tylko te zostały otwarte, Ava spojrzała na stertę mebli. Chwilowo została z tyłu, ale tylko na moment. Szukając w stercie mebli jakiejś większej metalowej części. Zdecydowanie to była dla niej najlepsza broń. Ostry metal, ciężko złamać, a jak się przywali to sporo może rozwalić. Jeśli coś takiego udało się jej wypatrzyć to bez wahania zgarnęła, odłamując od drewna, po czym pobiegła za resztą grupy, szybko ich doganiają. Akurat wysportowana była, więc z tyłu nie zostawała. Omijając dwa roboty zerknęła na nie. Na pewno były z czegoś lepszego niż zwykły metal. Dlatego tu się zatrzymała ponownie i jeśli była w stanie wyrwać sobie jakąś część, która nadawałaby się na broń do walenia to podmieniła swoja wcześniej skombinowaną broń na nią. Ostra krawędź, chociaż z jednej strony, była ważna. Ostatecznie, po prostu jakakolwiek metalowa część odpowiadała jej jako broń.
Osoby strzelające parły przodem, więc ona tylko wszystko obserwowała uważnie, w razie potrzeby osłaniając niektórych. W walce na odległość niewiele mogła pomóc. Metalowe szafki świetnie się nadawały na tarczę, Ava mogła je podnosić, by kogoś osłonić, a nawet czasem którąś po prostu rzucić.
Kiedy wreszcie skręcili, okazało się, że tam czeka na nich jeden z tych robotów, o których wspominał dowódca. Ava szybko się cofnęła, mając nadzieję, że blisko niej będzie chociaż jedna szafka. Jeśli takową znalazła, bez wahania rzuciła nią prosto w robota. Bez względu na to czy znalazła szafkę czy nie, nie pozostawało jej nic innego jak ściągnąć na siebie ogień maszyny, by inni mogli spróbować go zasypać kulami. Skoro był "niemal" kuloodporny to znaczy, że mogli mu wyrządzić krzywdę. Krzyknęła do reszty, by uważali na rykoszety, po czym ruszyła do przodu, uzbrojona jedynie w prowizoryczną broń, która i tak da jej dużo więcej niż broń palna, którą dostała. Miała nadzieję zbliżyć się do robota, by móc go rozwalić, najlepiej uszkodzić działka, które w tej chwili były najbardziej szkodliwe dla innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 42
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Nie Wrz 03, 2017 6:31 pm

Sammy również dowiedziała się co i jak, jak i kiedy czy z kim idzie. Cieszyła się w duchu, że nie szła w pierwszej grupie, miała wrażenie, że wtedy nie przydałaby się im totalnie. Z drugiej strony, czy przyda się w tej drugiej? Po chwili namysłu uznała, że ciężko to stwierdzić. Wszystko dopiero się okaże, prawda?
- Podziękuję - powiedziała w momencie, gdy zaproponowali jej wziąć broń. Uznała jednak, że w jej rękach będzie bezużyteczna... Nie umiała się nią posługiwać, więc nawet jeśli zadziałałaby, miała wrażenie, że prędzej postrzeliłaby się w nogę niż trafiła w cel. Postanowiła zaryzykować i postawić na swoją moc.
Za sam noktowizor podziękowała i ostrożnie próbowała go nałożyć, jeśli nikt nie wyraził sprzeciwu. Pozostawało teraz jedynie zrealizowanie planu.
Po minięciu tych kilku minut, gdzie ruszyli, Sammy zdecydowała się trzymać z przodu, ale nie z samego jednak. Starała się rozglądać za zagrożeniem i w razie możliwości odpowiednio zareagować. Jeśli dostrzeże miejsce, skąd wydobywały się strzały, spróbuje stworzyć lód, który dosięgnąłby te maszynki karabinowe. Chciała, by przebił się przez nie, a jeśli nie zdołał, to chociażby zamrozić tak, by przestały działać.
Jednocześnie próbowała skupić również uwagę na okolicy, by jakieś nowe zagrożenie nie zaskoczyło ich. Przełknęła ślinę. Nie odczuwała się pewnie. Pomimo spotkania wcześniej tych nawiedzonych maszyn, nadal nie wiedziała, czy tutaj też można było spodziewać się tego samego czy też zupełnie nowego zagrożenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 314
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Wrz 04, 2017 11:21 am

PIERWSZA GRUPA

Do tego momentu pierwszej grupie szło jak z płatka. Poruszali się szybko wykonując w pełni założony plan i dając coraz większe szanse ekipie, która zaraz po nich ruszy wraz z technikiem. Oczywiście byłoby coś nie tak, gdyby wszystko udało się tak jak zakładali. Pierwsi żołnierze, w tym kapitan, wybiegający za róg stanęli na kilka sekund jak wryci na widok robota, oraz skierowanych w nich lufach działek. Paradoksalnie w miejscu w którym łączyły się korytarze nie było żadnych szafek, czy gzymsów, za którymi mogliby się schować. Pierwszym odruchem byłoby zanurkowanie z powrotem w korytarz z którego przyszli, lecz tam trwał właśnie ostrzał automatycznych wieżyczek. Z deszczu pod rynnę.
Całe szczęście Ava, która szła z nimi, nie musiała aż tak troszczyć się o swoje życie i aby ocalić swoich nowych sojuszników, rzuciła się wściekle na robota. Gdy na niego naparła pierwszym wrażeniem było prawdopodobnie to, jak trudna maszyna jest do przewrócenia. Dziewczyna musiała porządnie naprzeć na robota, a ten i tak przewrócił się tylko dlatego, że bruk do którego się wwiercił ustąpił szybciej niż konstrukcja maszyny. Robot poleciał do tyłu ciągnąc za sobą spory fragment wyrwanej podłogi, niczym drzewo powalone wichurą w akompaniamencie strzałów, które zaczął oddawać w stronę najemników. Większość serii pocisków została jednak w suficie, gdy robot został przewalony na podłogę. Kilka z nich sięgnęło dziewczyny, ale nie udało im się wyrządzić większej krzywdy niż gdyby rozbiła sobie głowę kamieniem.
Gdy jednak Ava odwróciła głowę by zobaczyć jak idzie jej grupie okazało się że te kilka strzałów wystarczyło, by powalić jednego z mężczyzn, oraz biegnącego w pierwszej linii kapitana, na ziemię. Bohaterka własnym ciężarem nie dawała maszynie podnieść się z ziemi. Program robota sam chyba nie był pewien co ma w tej chwili robić, bo maszyna szarpała się nieskładnie i oddawała strzały w sufit, nieporadnie starając się postrzelić stojącą na niej dziewczynę. W końcu jednak na nowo schowała ciężkie nity, którymi przyszpiliła się do podłogi, która opadła z trzaskiem. Teraz robot miał wolne nogi i widocznie zabrał się za odzyskiwanie pionu.
W tym czasie jednak cała drużyna zdążyła jakoś przemknąć bokiem z lewej i z prawej strony unikając pozornie losowych strzałów robota. Dwie osoby wzięły pod ramiona kapitana i powlekły go dalej korytarzem. Nikt nie zainteresował się natomiast drugim postrzelonym człowiekiem. Widocznie kapitan był ważniejszy dla istnienia oddziału, albo stwierdzono że tamtemu i tak nie dałoby się pomóc, albo nawet już nie żył.
Po tej potyczce został już im tylko sprint krótki sprint do magazynu części zamiennych. Z korytarza za nimi wyłoniły się jeszcze trzy zabójcze maszyny z wyraźnym zamiarem ścigania całej grupy. Wygląda więc na to że plan się udał. Pytanie czy Ava popędziła za resztą mężczyzn, czy została w korytarzu stając do walki z maszynami?
Najemnicy dopadłszy do magazynu od razu zajęli pozycje. W pomieszczeniu było mrowie ciężkich metalowych przedmiotów, półek i regałów. Za którymi można było schować się przed ostrzałem, samemu obstawiając wejście, którym właśnie się tu dostali. Kapitan został ułożony bezpiecznie za jedną z osłon, a jeszcze ktoś zabezpieczył drzwi, którymi planowali się ewentualnie wycofywać.


DRUGA GRUPA 3 MINUTY PÓŹNIEJ

Drugiej grupie nie szło tak gładko jak pierwszej, zwłaszcza zważywszy na to że byli oni bardziej obciążeni. Trudniej im było przemykać się między ostrzałem nieprzyjaciela, jednak z drugiej strony obecność Alice, oraz medyka polowego sprawiały, że odniesione rany, choć trochę ich było nigdy nie okazywały się śmiertelne. Morale trochę upadło gdy grupa minęła ciało jednego ze swoich poległych przyjaciół z pierwszej grupy na złączeniu korytarzy.
Z początku Sammy swoimi mocami starała się strzelać w swoje cele sporymi lodowymi bryłami razem zresztą strzelców. Przynosiło to i tak lepsze efekty, bo nikt chyba nie konstruował ich z myślą o odporności na takie ataki. Kilka takich uderzeń i maszyna z powgniataną blachą już nie była w stanie kontynuować ostrzału.
Problemy zaczęły się jednak, gdy dotarli do sporej przerwy w ewentualnych zasłonach w korytarzu i mutantka musiała strzelać na dalszą odległość. Noktowizor zniekształcał minimalnie poczucie głębi dziewczyny, a nawet w dobrym świetle trafienie na taką odległość byłoby niełatwe, nie mówiąc już o kilku strzałach w to samo miejsce. Sammy zmieniła więc taktykę i spróbowała się skoncentrować i przymrozić działko w miejscu na dystans. O dziwo, okazało się że już po niewielkim nagromadzeniu lodowej ścianki maszyna zamierała.
- To ma sens! - wykrzyknął zapytany o to Martin – Obierają cele w oparciu o dane z sonaru i kamery termowizyjnej! Dzięki warstwie lodu sonar widzi litą ścianę, a parametry celownicze termowizji wariują!
Cały oddział spojrzał nagle na dziewczynę. Czyżby to miało być aż takie proste?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 31
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Wrz 05, 2017 12:19 pm

Robot z działkami wydawał się Avie w tej chwili największym zagrożeniem. Trzeba było go zniszczyć lub chociaż uszkodzić tak, by nie mógł nikomu wyrządzić większej krzywdy. Przewrócenie go na pewno dawało sporą przewagę. Musiała przyznać, że faktycznie ciężko było go ruszyć, kapitan nie przesadzał z wcześniejszymi opisami. Na szczęście podłoże było mniej wytrzymałe od maszyny i ustąpiło pod jej siłą, a robot wywrócił się do tyłu. Teraz pozostawało go rozbroić, bo jak widać ciągle strzelał.
Zerknięcie do tyłu pozwoliło jej zauważyć, że niestety pociski trafiły dwójkę ludzi, w tym ich dowódcę. Liczyła, że Alice będzie w stanie uleczyć obie osoby. Nie wiedziała jak bardzo rozwinięta była jej moc, ale rany po kulach chyba nie powinny być trudne do zagojenia. Ona sama mogła tylko siebie leczyć, więc nawet nie wiedziała jak to działa przy leczeniu innych.
Kiedy wreszcie cała grupa wraz z kapitanem przebiegła przez korytarz, Ava mogła się skoncentrować na samym robocie. Jego pociski już nikomu nie groziły, a wyraźnie próbował wstać, na co nie miała zamiaru mu pozwolić. Kolejny ruch był dosyć oczywisty. Złapać za działko i spróbować coś z nim zrobić. Rozwalić, zgnieść. Nie pogniewałaby się, gdyby udało się jej chociaż je wykrzywić. Nie wiedziała na ile twardy był metal, z którego zrobiono maszynę. Była pewna, że skrzywienie by przynajmniej skołowało robota, bo nie mógłby już celować prosto.
Przez to koncentrowanie się na jednym robocie, Ava nie od razu zauważyła, że pojawiły się kolejne maszyny. Chyba nie takie same jak ta skoro kapitan wcześniej mówił, że ten jest ostatni. Tak czy siak dziewczyna miała zamiar zostać w korytarzu, by zająć się nimi. Jeśli udało jej się urwać działko, to posłużyło jej ono za coś w rodzaju kija do baseballa. W innym przypadku pozostawały jej własne pięści.
Sama sobie nieco się dziwiła, że tak walczyła aby inni mogli bezpiecznie przejść dalej. Nigdy specjalnie nie przejmowała się innymi. No, nie licząc słabszych, których po prostu broniła. Być może teraz całą grupę traktowała jak tych słabszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   

Powrót do góry Go down
 
Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado
» Finnick Odair
» Zaklęcia i uroki
» Opuszczona kopalnia
» Walder Frey

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie-
Skocz do: