Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 282
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Kwi 22, 2017 10:31 am

First topic message reminder :


Niewielka placówka wydobywcza światowego koncernu Roxxon Energy Corporation. Jest stosunkowo nowa, bo prace wydobywcze trwają tam od niecałego roku. Usytuowanie kopalni w bliskim sąsiedztwie Gór Skalistych czyni z niej odosobnione miejsce z niełatwym dostępem z zewnątrz. Wszelacy goście biznesowi i pracownicy muszą pokonać długą, krętą i wąską drogę marnej jakości, wijącą się między górami. Stali pracownicy oczywiście nie muszą robić tego często, bo kompleks zawiera wszystkie udogodnienia niezbędne do życia na miejscu.
Oczywiście osoby niepowołane nie mają wstępu na teren, a dostępu na obszar kompleksu broni grupa dobrze uzbrojonych strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Cze 26, 2017 10:54 am

Nie było kolorowo. Ciemność, długie cienie, od migotliwego światła flary i świateł ich latarek. Huk strzałów i brzęczenie śmigieł wściekłych robotów. Ava miała chyba najlepsze pole manewru z ich trójki. Niemal niewrażliwa na obrażenia mechaniczne, do tego super silna... biedne robociki. Gorzej z nią i Sam. Nastolatki starały się jak mogły. Gimnastykowały, unikały i walczyły, Sam miotała lodowymi kolcami, AC udało się nawet na chwilę wyłączyć z zamieszanie jednego trafionego szpadlem robota. Na nic to jednak. Wariackie maszyny latały i atakowały.
Gdy rozcharatały jej plecy, krzyk stłumiła za zębami. Sam stworzyła lodową ścianę ubezpieczając je z jednej strony. Nie miały pola do popisu, przylegając do zimnej bariery plecami musiały przejść do defensywy. O swoje plecy nie bała się... zimno lodu łagodziło ból i regeneracja działała... wkrótce na plecach nawet blizna nie zostanie. Niestety Sam prawdopodobnie zostanie ze szpetną pamiątką.
-Trzymaj się! - Zawołała przez zaciśnięte zęby do koleżanki. Prawą ręką ściskała łom. Przy wycofywaniu się na lodowy okop podmieniła go za szpadel... jednak trochę wygodniej będzie łomem jedną ręką się bronić niż szpadlem. Lewą zaś położyła na biodrze Sam. Nie chciała ograniczać jej ruchów, by dziewczyna wciąż mogła tworzyć ewentualne kolce i nimi rzucać, albo zrobić cokolwiek innego. Musiała jednak jej dotykać, by móc ją leczyć. Na tą chwilę, na szybko teraz... byleby zatamować krwawienie i może zmniejszyć, albo zniwelować ból nastolatki. W tej sytuacji niestety AC mogła robić tylko za wsparcie medyczne... z resztą po to chyba właśnie tu przyjechała... przyteleportowała się...
Gdy rozległ się za ich plecami wybuch... to nie wróżyło dobrze. Nie widziały co się stało. Istniały dwie możliwości, albo tamci z balkonów zaczęli rzucać granatami, albo to roboty wyciągnęły na Avę większy kaliber. Oby to pierwsze.
Jeśli zaś chodzi o ich szansę przedarcia się na schody... AC ją dostrzegła, ale ani myślała zostawić Sammy.
Ruda dostosuje się do nastolatki. Jeśli Królowa Lodu postanowi zostać na tej pozycji i się na niej bronić, to i AC zostanie. Będzie usiłować w dalszym ciągu łomem odpierać ataki, póki Sam nie stworzy nad nimi szczelnej lodowej kopuły, nie zamrozi wszystkich, albo póki nie zostanie złom odstrzelony.
Jeśli Sam postanowi ruszyć na schody, to jak tylko będzie w stanie, pomorze. Łom w ruch. Osłanianie pleców dziewczyny, gdy ta będzie skupiona na biegu przed siebie. Cokolwiek będzie trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Cze 27, 2017 3:59 pm

Ava dziękowała w duszy, że jednak wciśnięto jej ten kombinezon roboczy. Na pewno był z lepszego materiały niż jej własne ubrania, które miała pod spodem. Dzięki temu przynajmniej nie wyglądała tak źle, gdy wiertła dronów robiły kolejne dziury w jej ciuchach. Tylko bluzki i spodni było szkoda. Dlatego też rozwalenie dwóch z nich nie zadowoliło jej. Jak tylko więc dwa przysiadły na ziemi, kopnęła jednego z nich z całej siły, mając nadzieję, że roztrzaska się na ścianie. Niech wiedzą, że z nią się nie zadziera. A już tym bardziej nie niszczy jej ubrań, które swoje kosztowały. Co prawda miała do czynienia z robotami, ale wydawały się dosyć inteligentne, więc może załapią jej ostrzeżenie.
Odganiając się od dronów, które ciągle krążyły wokół niej, dziewczyna usłyszała kolejne serie wystrzałów. Starała się poświecić swoją latarką w stronę swoich towarzyszek, ale i tak niewiele widziała przez panujące dookoła ciemności. Udało jej się jednak wypatrzyć, że te były wycelowane w komary, a nie nastolatki. Czyli faktycznie u góry musieli być ludzie, którzy chowali się przed robotami, próbując przeżyć. To była bardzo dobra wiadomość. Ktoś przeżył, więc dobrze, że się tu pojawiły. Miały dla kogo walczyć i mogły kogoś ocalić. Musiały dać z siebie wszystko i nie zawieść tamtych pracowników.
Nie ociągając się więc dłużej Ava ruszyła się z miejsca. A przynajmniej taki miała zamiar. Jak najszybciej dogonić koleżanki i wraz z nimi wspiąć się po drabince do góry. Tyle, że zbyt daleko nie odeszła. Przez chwilę dosłownie nie wiedziała co się stało kiedy odrzuciło ją na bok. Dopiero kilka sekund leżenia na ziemi pozwoliło jej ogarnąć, że jeden z dronów właśnie wybuchł tuż pod jej nogami, a siła wybuchu lekko ją odrzuciła na bok. Noga bolała, w dodatku całkowicie straciła kawałek nogawki od spodni. Nie było zbyt przyjemnie, ale wiedziała, że prędzej czy później noga się zagoi. Nieprzyjemne szczypanie spowalniało ją, ale i tak szła do przodu, co jakiś czas machając ręką, gdyby któryś robocik nadto się zbliżył do niej. Po drodze chwyciła jedno z większych narzędzi, które przy jej sile nie było dla niej specjalnie ciężkie, a mogło skutecznie podziałać na komary. W końcu dotarła do towarzyszek. Nie były chyba w lepszym stanie niż ona sama.
- Idźcie na drabinkę, będę was osłaniać - odezwała się. Rozejrzała się dookoła, by podnieść cokolwiek z ziemi i rzucić tym z całej siły w robota, który usadowił się nieopodal drabiny. Komary były uparte, ale ona też. A skoro nie mogły jej wyrządzić większej szkody to mogła je śmiało atakować, nie zwracając zbyt dużej uwagi na te, które sam chciały się do nie dobrać. Na te oczywiście miała swoją broń i nie wahała się im przywalić, ale musiała też oczyścić drogę dla An i Sammy. To było ważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Lip 04, 2017 10:38 pm

Zacisnęła mocno zęby w momencie, gdy poczuła ból. Cholera, cholera, cholera... Zamrugała intensywnie powiekami, by pozbyć się nadmiaru łez, nazbieranych przez owe wydarzenie, po czym dotknęła ostrożnie palcami pleców, by chociaż w ten sposób ochłodzić ranę. Nie chciała zamrażać jej, obawiając się, że to niekoniecznie dobrze skończyłoby się dla niej samej. Jednakże chociaż na tyle zrobić, by krew przestała płynąć - była pewna, że ją czuje - a sam ból przeczekać jakoś. W końcu przestanie boleć, prawda? Prawda?
Przełknęła ślinę, zerknęła w stronę AC i lekko pokręciła głową.
- Nie... Nie przejmuj się mną - wybąkała z trudem. - Lepiej w-wymyślmy, jak się s-stąd wydostać - cóż, jeśli jednak Alice ją dotknie, by chociaż trochę uleczyć, nie będzie narzekała. Byle się pozbyć tego bólu. To wcale, a wcale nie pomagało w walce, zwłaszcza, gdy było się zaledwie nowicjuszką.
Na dodatek robiło się coraz to mniej ciekawie.
Ciężko było nie zauważyć faktu, że jej ataki lekko mówiąc, były słabe. Wydawało jej się, że pomimo braku widoczności, parę razy trafiła - fakt, że tamte były o wiele wytrzymalsze sprawiał, że zapewne to nic nie dawało. Chociaż gdyby tak trafić w śmigło... Mogłabym spróbować za pomocą kolca rozprzestrzenić lód. Ale z drugiej strony może to być za słabe, patrząc na to, że nie będę dotykać tego bezpośrednio. Plany planami... Jednakże ciemnowłosa wiedziała, że przez to, że widoczność została ograniczona, nie mogła wprowadzić tego planu w życie. Więc pozostawały kolce. I tworzenie filarów - chciała od dołu tworzyć takie oto rzeczy z lodu, by unieruchomić te maszyny. Albo zmusić je do zmiany trasy. Cokolwiek, by odczepiły sie i przestały zbliżać się!
Na szczęście również i pojawił się ratunek. Ciężko było nie usłyszeć tych strzałów, ale Sam miała wrażenie, że powodowały one równie mało szkód co ich wcześniejsze zagrania. No... Przynajmniej padło parę z maszyn, a one same miały możliwość dostania się do maszyny.
Wzdrygnęła mimowolnie, słysząc wybuch. Co to było? Miała nadzieję, że to nic złego. Wystarczyły już nawiedzone maszyny.
Niedługo potem zobaczyła zbliżającą się do nich Avę.
Sam skierowała swoje spojrzenie raz na Alice, raz na Avę. Samo światło latarki - o ile właściwie ją jeszcze miała - skierowała na moment ku ziemi.
- Mam nadzieję, że potraficie dobrze utrzymywać równowagę. Albo przynajmniej jeździć na łyżwach - pod swoimi nogami zaczęła tworzyć lód, po czym ruszyła. Planem Sammy było przyspieszenie biegu poprzez zamrożenie podłoża po którym się poruszała. Coś jakby jeżdżenie na łyżwach! Oczywiście to utrzymywałoby się póki co, by i dziewczyny mogły z tego skorzystać jeśli chciały i nie obawiały się. Samą drogę oświetlałaby latarką.
Jeśli się powiedzie to i dostanie się do drabinek, schowałaby ją do kieszeni i zaczęłaby się wspinać na górę. Nie chciała spowalniać pozostałe dziewczyny, po prostu by te nie musiały czekać na nią samą. Jeśli zostałaby zaatakowana lub któraś z nich, blisko niej, próbowałaby stworzyć lodowy blok, który by uderzył przeciwnika z boku - dotknięcie ściany nie powinno akurat stanowić problemu, nawet jeśli stworzony przedmiot z lodu znajdował się trochę dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 282
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Czw Lip 06, 2017 8:36 am

Dziewczyny znów jednomyślnie postanowiły wykorzystać nadarzającą się okazję i zanurkować w stworzoną przez ostrzał lukę między robotami do drabinki nieopodal. Nie potrzebowały do tego ponaglającego okrzyku Avy,  gdzieś z głębi tunelu, która to zresztą też ruszyła w ślady koleżanek.
Odczekały jedynie sekundę aż AC uda się jakoś pomóc plecom Sammy. Ataki droidów na ten czas ustały. Opcja że dały swoim przeciwniczkom czas na odzyskanie sił raczej nie wchodziła w grę. Fakt, lodowa ściana za plecami dziewczyn skutecznie przeszkadzała dronom w ich ulubionej strategi ataków w przelocie, bo najzwyczajniej zasłaniała im miejsce do manewrów, ale to również nie było jedynym powodem.
Alicce zobaczyła to pierwsza. Gdy nachylała się pod bokiem Sammy, aby zaleczyć jej ranę pleców, zobaczyła dwa z komarów po drugiej stronie lodowej ściany. Właśnie kończyły wiercić w niej małe otworki, a teraz umieszczały w nich za pomocą swoich ogonów niewielkie paczuszki wyglądające jak plastelina.
Jeśli dziewczyny poznały co to może być, to był to chyba najlepszy moment na wzięcie nóg za pas. Obie ruszyły przed siebie mniej lub bardziej pewnie po lodowisku stworzonym przez mścicielkę. Sammy dobrze wykorzystała własny pomysł, dorabiając sobie szybko również lodowe łyżwy, aby mieć jakąś ostrą krawędź do poruszania się po ślizgawce. Minimalnie gorzej poszło AC, która mimo że była wysportowana, na pewno została zaskoczona niecodziennym pomysłem. Na początku nadążała przez chwilę za „królową lodu”, jednak wywinęła kozła i wyłożyła się jak długa na lodzie. Na jej szczęście właśnie dzięki temu uniknęła jednego z odważniejszych komarów, który zdecydował się wyłamać i przeprowadzić jeszcze jeden atak. Powierzchnia lodowiska była do tego o tyle gładka, że resztę drogi do drabinki AC pokonała na brzuchu samą siłą pierwszego rozpędu.
Kolejny problem polegał na tym, że roboty, które obsiadły wcześniej drabinkę, skończyły odwierty i zabierały się za umieszczanie ładunków wybuchowych.
W tym czasie Ava zebrała się znowu do kupy i ruszyła śladem nowych koleżanek. Po drodze zorganizowała sobie improwizowaną broń w postaci fragmentu szyny kolejowej, który z bez większych problemów oswobodziła od podłoża. Znała własne limity i wiedziała że z jej siłą walka czymś takim nie powinna różnić się wiele od walki zwykłą pałką. Prościej było jej iść przed siebie i machać tylko na około swoim nowym orężem, niż celować w roboty. I tak były zbyt zwinne, by łatwo dać się trafić, a tak ograniczały swoje ataki aby przypadkiem nie wpaść na przecinający powietrze kawałek stali. Pechowo, dziewczyna dotarła pod lodową ścianę dokładnie w momencie, gdy stwory odleciały i zdecydowały się ją zdetonować. Siła eksplozji została mocno zredukowana przez ścianę, ale jej lodowe odłamki pomknęły we wszystkie strony tworząc lodowy szrapnel. Oczywiście dla Avy nie było to bardziej niebezpieczne, niż spacer pod wiatr podczas gradobicia, ale ciągłe próby przewiercenia, wysadzenia, pocięcia, zmiażdżenia i ponakłuwania powoli dawały się jej we znaki. A właśnie otoczyła ją kolejna chmara robotów, która tym razem dość stanowczo zagrodziła jej drogę do reszty dziewczyn.
Nagle jednak z podestu wyżej na ziemię upadło ze stukotem jakieś małe zawiniątko. Gdy tylko uderzyło o ziemię rozległ się potężny błysk. Nie tak intensywny, jak w przypadku typowego granatu hukowego, jednak poprzez kontrast do otaczających ciemności i tak dał się we znaki. Na ułamek sekundy wszystko zostało rozświetlone i wszystkie kontury jaskini wokoło rozjarzyły się jak w negatywie. Błysk szybko jednak ustał, a zaraz po nim, a nawet w jego trakcie słuchać było odgłosy upadającego metalu. Nie były to dźwięki opadającego stropu, ani innego niebezpieczeństwa, ale wręcz przeciwnie, robotów opadających martwo na ziemię, niczym po użyciu środka na owady w sprayu. Efekt impulsu był tak silny, że jednej z dziewczyn siadła z trzaskiem latarka, a jeśli którakolwiek miała przy sobie komórkę, lub inny sprzęt elektroniczny, mogły się już z nim raczej pożegnać.
Gdy już wdrapały się wreszcie na drabinkę, na miejscu przywitała ich piątka mężczyzn celując do nich bronią. Znajdowały się na jakimś podeście, na którym znajdowały się kolejne pomieszczenia. Przez zgaszone światło ciężko było powiedzieć co się w nich znajduje, ale chyba były tutaj specjalnie, żeby z ich wielkich okien było widać co dzieje się w sali z rozdrabniarkami do gruzu, z której właśnie przybyły.
Chwilę później dołączyła do nich też Ava, która, mimo że trzymała się lepiej od nich, to jej strój wyglądał jakby przez tydzień przedzierała się przez puszczę amazońską. Żołnierze na widok oficjalnych kombinezonów kopalni spuścili nieznacznie lufy karabinów w dół.
- Jesteście z personelu kopalni? - zaczął zadawać pytania jeden z nich, gestami nakazując reszcie zespołu przegrupowanie. - Jakie jest wasze stanowisko? Inni ocalali?
Mężczyźni pokierowali dziewczyny do pomieszczeń, w których widocznie znajdowało się jeszcze parę osób. Kilkoro zostało na balkonie i zlało się z cieniami w sali. W pomieszczeniu do którego zostały poprowadzone panowała martwa cisza. Co jakiś czas ktoś kaszlnął, lub niechcący coś upuścił, ale nikt nie kwapił się do dyskusji. Wewnątrz nie było zbyt wielu strażników Roxxon. Widocznie pilnowali innych wyjść, lub byli po prostu potrzebni gdzie indziej. Wyglądało na to że nareszcie dziewczyny zyskały chwilę oddechu. Jeśli chciały się podleczyć, był to chyba idealny moment.
- Więc? - przełamał znowu ciszę ktoś, kto widocznie był dowódcą oddziału. - Jesteście pierwszymi, do których dotarliśmy poza tą grupą. Wszystko co widzieliście może się nam przydać.
Kapitan zapalił sobie papierosa. Po chwili naszły go jednak jakieś wspomnienia wychowania i wyciągnął paczkę w ich stronę, żeby mogły się poczęstować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 10, 2017 9:22 am

Zapewne gdyby w jaskini było nieco jaśniej, Ava zauważyłaby, że komary montowały coś na lodowej ścianie Sammy i domyśliłaby się, że to ładunki. Jak ten z wcześniej, który nią rzucił na bok. Niestety w obecnych warunkach ciężko było to dostrzec i nagły huk zaskoczył ją. Natychmiast się zatrzymała, osłaniając twarz rękoma. Wolała odczekać moment i nie pchać się do przodu. Już i tak zaczynała odczuwać spore zmęczenie. Może i na ataki w większości było odporna, ale męczyła się jak każdy zwykły człowiek. No, może trochę wolniej, dzięki swojej regeneracji. Teraz jednak miała już sporo za sobą i powoli zaczynała mieć dość.
Widząc kolejną gromadę dronów, dziewczyna złapała swój kawałek szyny w obie ręce i przyjęła pozycję jak do gry w baseballa, uginając lekko nogi. Oddychała ciężko, co wyraźnie wskazywało na jej zmęczenie. Zaszła jednak tak daleko, że teraz na pewno nie miała zamiaru się poddać. Będzie walczyć do końca. Stukot odwrócił na moment jej uwagę, próbowała zorientować się, co to było. Miała nadzieję, że nie kolejny ładunek. Nagły błysk kompletnie ją zaskoczył, zamrugała i zaraz zamknęła oczy choć wiedziała, że już nie uniknie chwilowego oślepnięcia. Słysząc dźwięki upadania rozchyliła powieki, mrugając i próbując coś dostrzec. Teraz jednak było z tym gorzej. Zorientowała się jednak, że błysk powalił komary. Impuls elektromagnetyczny? Jeśli tak to chyba będzie musiała poprosić rodziców o nowy telefon.
Latarkę zgubiła, więc kierowała się za głosami dziewczyn. Lód, który wytworzyła Sammy był dla niej pewnym utrudnieniem, więc zamiast męczyć się próbą utrzymania równowagi, zrobiła niewielki rozbieg i przejechała ostatni fragment drogi na tyłku. Tak było najprościej. Powoli wdrapała się po drabince na górę, dołączając do dwójki swoich towarzyszek. Kompletnie ignorując wycelowaną w nią broń, usiadła pod ścianą, oddychając ciężko. I tak nic jej tą bronią nie zrobią, a potrzebowała odpoczynku i chwili spokoju na regenerację. Przesunęła wzrokiem po swoich ubraniach. Taki plus, że przez jej moc drony bardziej dokuczały jej niż Sammy czy Alice. Uniosła wzrok na żołnierzy i wywróciła oczami, podnosząc się powoli, by pójść za nimi. Pewnie wyglądała jakby już dawno miała umrzeć. Ale nie tak łatwo się jej pozbyć.
- Widzieliśmy tylko martwych ludzi. Wyżej, w windzie. Nikogo więcej - odparła, kiedy już opadła na ziemię w kolejnym pomieszczeniu. Rozejrzała się dookoła, by zatrzymać wzrok na dziewczynach. Następnie spojrzała na mężczyznę, który zadawał te wszystkie pytania.
- Z personelu? Serio? One to chyba nawet są nieletnie - skinęła głową w stronę koleżanek, rozbawiona tym jednym pytaniem. Myślała, że od razu zostaną zapytane, skąd mają robocze ciuchy. Cóż, być może po prostu zmęczenie dawało się im we znaki. Jak jej. A w takim stanie człowiek czasem nie do końca przemyśli swoje słowa. Doskonale to rozumiała.
- Ja przede wszystkim jestem tu dla uratowania wujka. Co nie oznacza, że resztę mam zamiar zignorować. - odpowiedziała całkowicie szczerze. Nie widziała żadnego sensu w kłamaniu ludziom, których miały zamiar uratować. Lepiej żeby znali prawdę. Miała nadzieję, że jej towarzyszki dodadzą coś od siebie. W końcu Ava znała tylko ich imiona. Nawet nie wiedziała skąd się tu wzięły.
Czuła jak jej regeneracja powoli robi swoje, usuwając zadrapania i siniaki, widoczne spod podartych ubrań. Noga bolała coraz mniej, a przed oczami już nie latały jej mroczki od wcześniejszego błysku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Wto Lip 11, 2017 8:28 am

To wszystko działo się tak szybko i było tak nieprawdopodobne, że AC przez chwilę zdawało się, że to film. To wszystko naprawdę wyglądało jak sceny z szybkich kadrów filmu sensacyjnego z domieszką science - fiction! Błyski latarek w ciemnościach, huk wystrzałów z broni. Krzyk dziewczyn. Latające roboty. Wielka grota kopalni.

Alic nie czekała, gdy Sam zrobiła lodowisko ruszyła za nią. Normalnie pewnie bez problemu udałoby się jej zgrabnie przejechać na nogach po lodzie. Tu jednak było ciemno, robociki atakowały, było głośno, a ona była ranna i zmęczona. Nic dziwnego, że noga jej odjechała i fiknęła na plecy. Wydała z siebie zduszony okrzyk i przekręciła się na bok, by nie szorować i tak poranionych pleców po lodzie i by móc jakoś opanować tor jazdy.
Słyszała gdzieś blisko Avę... zaraz za sobą? Dotarła do nich? Czy była dalej? Kolejna eksplozja? Wszędzie rozprysł się lód ze ściany, którą postawiła Sammy. Osłonił twarz przed okruchami i razem z dziewczynami jakoś wspięła się na schody, gdzie przywitały ich lufy pistoletów wycelowane w ich twarze.
Zatrzymała się dysząc ciężko jedną ręką znowu dotknęła Sam. Złapała ją za nadgarstek, albo położyła jej dłoń na biodrze, drugą oparła się o ścianę i pochyliła głowę by złapać oddech. Nie odezwała się. Słuchała, a potem grzecznie wraz ze wszystkimi przeszła do pomieszczenia dalej.

Ruda co prawda nie walczyła tak aktywnie jak Av czy nawet Sam, starała się tańczyć między atakami robotów i leczyła, jej regeneracja działała bez przerwy, a i tak była zmęczona. Zdyszana i obolała.
Gdy wreszcie się zatrzymali i przestano w nie celować, AC osunęła się na kolana, podparła się rękoma z przodu i zwiesiła głowę. Starała się oddychać głęboko i miarowo by jak najszybciej odzyskać siły. Słuchała dalej w milczeniu co mają do powiedzenia.
W końcu odepchnęła się i usiadła sobie na piętach, odgarnęła z oczu kosmyki włosów, które uciekły jej z kuca i spojrzała na rozmówcę.
-Serio? To my dotarłyśmy AŻ tu i to bynajmniej nie dzięki wam. - Rzuciła. Trochę kąśliwie, ale była rozżalona. To co dziś już przeszły wstrząsnęłoby każdym a niemało osób już by załamało. Tyle śmierci...
Głęboki oddech.
-Co wyście za jedni? Wojsko? Oddziały specjalnie? Grupa uderzeniowa Starka? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Oni też nie wyglądali na personel kopalni, ani prywatną ochronę firmy. Do tego byli uzbrojeni po zęby. No kto normalny jest wyposażony w ładunki generujące EMP?
-To co błysnęło, to było EMP? To było EMP. - Zaczęła dalej. Była bystra, szybko łączyła fakty. Do tego była kujonką, potrafiła zabłysnąć wiedzą na różne tematy.
-Co tu się dzieje? - Zapytała. Odkąd stwierdziła, że użyli EMP jej głos jakoś stwardniał. Wstała i mimo wciąż dokuczających pleców wyprostowała się.
-Co to za "żywe" maszyny?! Kto za to odpowiada? Zginęli ludzie. Trafiłyśmy na jedną z ekip ratunkowych uwięzionych w windzie i przez nią zmasakrowanych! Nie udało mi się uratować jedynego, który przeżył, bo winda znowu dostała jobla i o mało nie pozabijała i nas. CO TU SIĘ DZIEJE? Sztuczna inteligencja komuś zwiała? Kopalnia to tylko przykrywka tajnego laboratorium? Ktoś wpuścił złośliwego, morderczego wirusa do systemów kopalni? Po co te maszyny układają urobek w kształt ludzkich ciał?! - Pytała, przybierając odpowiednią sobie niezłomną postawę. Potrafiła być uparta jak osioł.
-I bez ściemy! Przybyliście tu wiedząc w co się pakujecie, wiedząc, że po kopalni grasuje samopas krwiożerczy sprzęt górniczy! W innym przypadku nie mielibyście ze sobą ładunków EMP! Nikt normalny nie nosi ze sobą EMP tak na wszelki wypadek! - Zakończyła. Wierciła rozmówcę wzrokiem i nie zamierzała przestać póki im nie wyjaśni co tu się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pią Lip 14, 2017 9:00 pm

Udało się, prawda...?  - pomyślała Sammy, spoglądając ostrożnie na nieznajome jej osoby. Przedostanie się przez te wszystkie machiny i zarazem być nadal w jednym kawałku, uznawała za spory wyczyn. I również na krótki moment była zaskoczona, że była zdolna do takiej improwizacji w takiej oto sytuacji. Jednakże można uznać też, że miały sporo szczęścia - nie zdążyła zobaczyć, co to było, ale "napastnicy" zostali powaleni na ziemię.
Chociaż słyszany trzask zdecydowanie nie zwiastował coś dobrego.
Potarła policzek, na razie się nie odzywając. Na razie obserwowała nieznajomych, zastanawiając się nad tym, czy mieli wobec owej trójki jakieś złe zamiary. Po nawiedzonej windzie i maszynach uznała, że może być już wszystko. Nawet nawiedzeni  ludzie.
W sumie, to tak dziwne, zobaczyć żywych ludzi w tym wszystkim. Ale z drugiej strony to dobrze. Może przynajmniej im zdołamy pomóc się wydostać. Kimkolwiek są... - naszła ją taka kolejna myśl, gdy szła dalej, aż w końcu zobaczyła właśnie więcej osób. W sumie, ciekawe jakbyśmy ich przeprowadziły. Tamta winda to pułapka. Ale z drugiej strony, teoretycznie powinno być inne wyjście. Nawet kilka.
Pokręciła głową, w ten sposób odmawiając papierosa. Jednocześnie zaczęła słuchać i obserwować, co się tu działo. Jej wzrok skupił się na krótki moment na pozostałych ludziach, zanim ona sama chwyciła AC za nadgarstek i pociągnęła ku sobie.
- Uspokój się - powiedziała do niej cicho. - Pomyśl najpierw, zanim coś powiesz  - prawdę mówiąc, nie bardzo nawet wiedziały z kim miały do czynienia, a tu Alice wyskakuje na nich. W sumie, nie była tez przekonana co do podejścia Avy.  No bo...
Czy właściwie mogły im ufać?
Wychodziło na to, że nie miały do czynienia z pracownikami. Prowokowanie ich czy zdradzanie niepotrzebnych informacji niekoniecznie musiało by być dobrym podejściem do sprawy. Na dodatek... Ciężko było przewidzieć co będzie dalej, zwłaszcza, gdy teraz będą wiedzieć, że nie są pracownikami.
Rozluźnienie się w tym momencie nie było chyba najlepszą decyzją. Przynajmniej jednak korzystała z możliwości odpoczynku.
- Zostałyśmy tutaj wysłane w ramach pomocy uwiezionym tutaj. Proponuję wymienić się informacjami na temat tego, kim jesteśmy i co zobaczyliśmy. Byłoby prościej ustalić dalszy plan działania... Zamierzacie tutaj siedzieć i czekać, czy próbować się wydostać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 282
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 17, 2017 7:07 pm

Gdy żadna z dziewczyn się nie zdecydowała, kapitan cofnął rękę i schował paczkę do jednej z licznych kieszeni kamizelki. Dłuższą chwilę milczał wpatrując się w oczy dziewczyn. Prawdopodobnie zastanawiał się na ile może im zaufać i odpowiedzieć na ich pytania. Być może nie wiedział jak odpowiedzieć na trzy, tak bardzo różniące się podejścia dziewczyn, albo po prostu głupio było mu za to że mylnie ocenił je jako pracowniczki kopalni, a teraz specjalnie przedłużał żeby odzyskać twarz.
- Tak, to było EMP - odpowiedział na chyba najmniej ważne z pytań. - W naszym fachu nosi się KILKA na wszelki wypadek. A swój przedostatni zużyliśmy na ratowanie was. - Znowu zapadła cisza. Kapitan palił łapczywie, jak człowiek, który na ogół bardzo się czymś denerwuje. Dziewczyny mogły spokojnie rozejrzeć się po sali. Na nieszczęście dla Avy, wśród kilkunastu zgromadzonych osób nie było widać jej wuja. Gdy kapitan znowu się odezwał, w jego dłoniach nie pozostało wiele więcej od smętnego niedopałka.
- To by oznaczało że nie mamy co czekać na wsparcie - skwitował wduszając resztkę papierosa w blat stołu, przy którym siedział. - Mieli większego pecha od nas. U nas dopiero to wszystko się rozpętywało. Zdążyliśmy zająć pozycję. Jeśli to wirus, to roznosi się drogą kropelkową. Mojego sapera zaatakował jego własny dron... - cała ta wypowiedź rzucona była niedbale, jakby mężczyzna mówił do siebie, gapiąc się w sufit, a nie do jego rozmówczyń.
- Wygląda na to, drogie panie, że źle was oceniłem i że rzeczywiście jedziemy chwilowo na tym samym, kopalnianym, wózku. Zgadzam się też że osobno może pójść nam dużo trudniej wydostać się stąd, o ile nie będzie to nawet niemożliwe. Powiedzmy zatem, że współpraca to najlepsze co może nam się wszystkim przytrafić. - nachylił się znowu do dziewczyn, koncentrując na nich powtórnie uwagę. Jego karabin spoczywał spokojnie na jego kolanach. - Jednak wy pierwsze odpowiadacie na moje pytania. - wyciągnął z paczki kolejnego papierosa i zapalił. - Kto was tu przysłał? Gdzie wasz sprzęt? Czego tu właściwie szukacie? I jak się tu dostałyście skoro cała kopalnia jest zamknięta, a głowę dam że nie jesteście od nas.
Na niektóre pytania po części dziewczyny odpowiedziały wcześniej, ale widocznie chciał to usłyszeć drugi raz, albo wcześniej uznał że mogą blefować. Tym razem kapitan głęboko się zaciągnął szlugiem i spokojnie wypuścił dym czekając na odpowiedzi. Jeden z jego ludzi opuścił swój posterunek i zajął miejsce za dowódcą tak, żeby mieć wszystkie dziewczyny przed sobą na oku. Nie celował do nich jednak z broni. Po prostu się przypatrywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alice Carter

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 15/03/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sro Lip 19, 2017 10:21 pm

Alice wciąż dyszała. Wciąż ze zmęczenia, ale też i z podenerwowania. Coś tu bardzo nie grało. Sprawa śmierdziała szwindlem wszech czasów na kilometr.
Gdy Sammy złapała ją za rękę, ruda dała się odciągnąć na bok. Wzięła głęboki oddech starając się ochłonąć i jednocześnie znowu pozwoliła mocy leczenia popłynąć do pleców koleżanki. Może tylko przez chwilę, ale to zawsze kolejne zregenerowane komórki.

Wyciągnęła z kieszeni kombinezonu zmaltretowaną ostro czekoladę, poczęstowała dziewczyny i zaczęła pałaszować resztę. Tego potrzebowała. Cukier i kalorie. Po pierwszej kostce odetchnęła z wyraźną ulgą.
-EMP na szelki wypadek... - westchnęła kręcąc głową. To było bardziej do siebie niż do faceta. Od komentarz. No kto normalny nosi ze sobą EMP... choć z drugiej strony, w czasach, gdy z portali nad miastem wylatują kosmici, a na Ziemię przybywają mityczni bogowie... właśnie...
-MY jesteśmy wsparciem. - Zaczęła gdy mężczyzna skończył. -Wysłano dwie ekipy ratownicze, ze sprzętem medycznym. Jak mówiłam jedną znalazłyśmy zaszlachtowaną przez windę... jeśli nie jesteście drugą, to obstawiam, że tamci skończyli podobnie. - Niemal skończyła już kostkę czekolady. Jadła niemal tak łapczywie jak facet jarał.
-Jaką drogą kropelkową... wiesz co to znaczy w ogóle...? Maszyny nie oddychają, jak mają się czymkolwiek zarazić drogą KROPELKOWĄ? -Zapytała retorycznie. Nie oczekiwała odpowiedzi, uświadamiała panu jak głupie było to co powiedział. Jeśli już, to mogły się czymś zarazić przez krew, jeśli za krew uznamy te wszystkie bebechy maszyn, systemy i elektronikę.
-To może od końca... Nie, nie jesteśmy od WAS. Wciąż tez nie powiedział pan coście WY za jedni. Nasz sprzęt... - Wskazała na swoją poturbowaną torbę medyczną... łom gdzieś zgubiła. -... reszta przepadła przy morderczej windzie. Z resztą... nic poza EMP nie jest wystarczająco skuteczne na te maszyny jak widać. Działamy niezależnie od TYCH WSZYSTKICH... - Tu zrobiła cudzysłów mając na myśli wszelkie rządy i organizacje, które mogłyby tu kogoś przysłać.-... i jesteśmy tu by pomóc uwięzionym tu ludziom... których robi coraz mniej... A koleżanka zdaje się szuka kogoś bliskiego. Weszłyśmy tutaj systemami wentylacji... ale ta droga nie wyprowadzi nas stąd... jednorazowy numer... po waszym EMP też nie wezwiemy żadnego wsparcia... jakby tu w ogóle kiedykolwiek był zasięg... - Mówiąc to wskazała chwilę na Avę, a gdy skończyła nawijać, klapnęła na tyłek, tam gdzie stała. Po czekoladzie poczuła się nieco lepiej, ale myśl, że są głęboko pod ziemią, otoczeni przez maszyny, nie napawała optymizmem.
-To Pana kolej. Kim wy jesteście i co tu robicie? Kto was przysłał? Wiecie coś więcej o tych maszynach? Jakim cudem chodzą samopas? Czy ktoś nimi steruje i po kiego grzyba one usypują kupki kamieni w kształt ludzkich ciał. To chore. - Westchnęła po czym odchyliła się zaglądając na swoje plecy, krzywiąc się przy tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 01/04/2017

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pią Lip 21, 2017 4:49 pm

Rozejrzenie się po sali niczego Avie nie dało. Nie widziała nigdzie swojego wujka. Więc albo już zginął gdzieś w innej części kopalni, gdzie nie byli jeszcze albo właśnie w takiej części kopalni chował się. Być może z grupką innych pracowników. Pozostawało jej mieć nadzieję.
- Sprawdziliście cały teren? Możecie być pewni, czy jesteście jedyną ocalałą grupą? - zapytała mężczyznę, kierując na niego swoje spojrzenie. Nie chciała siedzieć tutaj nie wiadomo ile czasu i marnować go. Noga się goiła, zadrapania się goiły i ból przechodził. Za kilkanaście minut powinna być całkiem zregenerowana i gotowa do dalszego działania. I nie obchodziło ją, że tam czekały krwiożercze maszyny. Jeśli trzeba będzie, rozwali je wszystkie, nie zważając na to, że to sprzęt firmowy.
Westchnęła i zasłoniła twarz, słuchając gadki Alice. Słuchając z braku wyboru, bo nie miała ochoty jej słuchać. Dziewczyna nawijała jak najęta. Przynajmniej Sammy ją uspokajała, tyle dobrego. Nie uważała, by gadanie dało im cokolwiek. A przynajmniej gadanie tak dużo. Powinni szybko ustalić co wiedzą i działać.
- O ile nie jest to mega inteligentny wirus to może to być jakiś mutant, mający władzę nad urządzeniami. Nie można wykluczać tej możliwości - odezwała się spokojnie, postanawiając dać jakieś w miarę logiczne rozwiązanie dla oszalałych maszyn zamiast komentować niemożliwość drogi kropelkowej na sposób zarażenia.
- Tak, ja jestem tu żeby znaleźć wuja, nikt mnie nie wysłał. - potwierdziła słowa Alice na temat jej powodu przebywania tutaj. Resztę ludzi też ocali przy okazji, ale tak naprawdę gdyby jej wujek tutaj nie pracował to nawet by się nie zainteresowała tym wypadkiem w kopalni. Ba, pewnie nikt z jej rodziny nic by nie wiedział na ten temat skoro ochrona starała się trzymać z dala ludzi z telewizji. Próbowali chyba zachować całą tą sytuację w tajemnicy.
- Jesteśmy tu dzięki mojemu kuzynowi. System wentylacyjny był wyłączony na chwilę. Choć nie udało się go całkiem zatrzymać. Wrócenie tą samą drogą... Wymagałoby rozwalenia wirników, a to pewnie trochę by kosztowało. No i winda trochę szaleje - dodała jeszcze do słów Alice. Niby faktycznie powrót tamtędy był niemożliwy bo system mógł ruszyć w każdej chwili, ale Ava mogła po prostu rozwalić wiatraki. Tyle, że wtedy trzeba będzie kupić nowe, a to na pewno nie wyjdzie tanio. Niektórzy cenili pieniądze ponad ludzkie życie, więc kto wie czy zgodzą się na coś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 38
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Sob Lip 22, 2017 2:54 pm

A sama ciemnowłosa... Uniosła rękę i dźgnęła Alice pod żebrami. Dość mocno.
- Idź usiądź i odpocznij, AC - powiedziała do niej cicho, a zarazem stanowczo. - Jesteś zbyt przesiąknięta emocjami i adrenaliną - w sumie, czy nie mogła tego o sobie powiedzieć? Z drugiej strony, nie reagowała aż tak emocjonalnie. - Proszę.
Miała wrażenie, że dziewczyna mówiła za dużo i zarazem z miejsca wyjawiała wszystkie informacje. Te które powinna i które zarazem nie. Samantha bardziej odnosiła wrażenie, że reagowanie w ten sposób w tej sytuacji nie było najlepszym rozwiązaniem, patrząc na te wszystkie aspekty.
Samej czekolady odmówiła, ale jeśli jednak dziewczyna odmówi jej, to chwyci ją za ramię i pociągnie, wręcz przymuszając, by usiadła pod ścianą.
- Nie żartuję, odpocznij. To nie jest koniec tej sprawy... - w końcu brakowało i drugiej ekipy ratowniczej. Kolejne osoby do uratowania. - I mam wrażenie, że zbyt nasiąknęłaś emocjami - delikatnie ją szturchnęła w bok, posłała łagodny uśmiech i puściła ją. A jeśli dziewczyna będzie się stawiać bardziej, to pociągnie ją za policzki, o!
Nastolatka miała nadzieję, że zrozumie, że również martwiła się o nią. Używała swojej mocy, by się wyleczyć, jak i pomóc im. Również i sama sytuacja z machinami mogła obudzić bardziej gwałtowniejsze emocje. Martwiła się o nią i również chciała trochę przyhamować z tą sytuacją, by móc na spokojnie rozważyć to, co miało tu miejsce.
- Czyli albo moc, albo wirus, tak? Cóż. Dałabym jeszcze jedną, ale podobną opcję. Ktoś specjalnie zmienił oprogramowanie maszyn - powiedziała natomiast Sam, już pozostawiając AC w spokoju. - Słyszałam, że da się to zrobić i na odległość, przełamując systemy zabezpieczeń danego urządzenia - ah, nie ma to jak Internet. Dzięki niemu można było zostać ekspertem w tak wielu dziedzinach!
I ona sama uznała wspomnienie o drodze kropelkowej jako metaforę.
- Zapomniałaś jeszcze o dziwnej windzie - stwierdziła natomiast. - Nawiedzona winda-pułapka - potarła policzek, odwracając wzrok. - Ale rzeczywiście. Byłoby miło wiedzieć, z kim my mamy do czynienia... Skoro nie jesteście ekipą ratowniczą - w tym zgodziła się z koleżanką. Lepiej wiedzieć z kim ją do czynienia, ale bardziej spokojnie... Patrząc na to, że oni byli bardziej uzbrojeni... Było ich więcej...
I wcale nie musieli wiedzieć, że posiadały nadludzkie zdolności.
- Sprzęt... Sprzęt... - pogrzebała po kieszeniach, aż w końcu wyciągnęła komórkę. Próbowała poklikać, ale... Cóż. EMP jednak robi swoje. - Właśnie szlag trafił - niedobrze. Jak po tym wszystkim skontaktują się z Billy'm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 282
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   Pon Lip 24, 2017 8:24 pm

Mężczyzna po zadaniu swoich pytań uważnie słuchał, co dziewczyny miały do powiedzenia. Nie przerywał im, bardziej niż robiły to one same. Ciężko było po nim poznać, czy daje wiarę ich słowom, bo jego twarz ani na moment nie zmieniła tego strapionego, zamyślonego wyrazu. Raz tylko spojrzał na AC z politowaniem, gdy nie załapała że użył sarkazmu w kontekście do dziwnego zachowania maszyn. Mimo to, wciąż się nie odzywał.
Gdy dziewczyny skończyły się tłumaczyć, pokiwał tylko głową, jakby przytakiwał jakiejś własnej myśli.
- Dobrze - powiedział. - Od razu kawa na ławę. Tak jak lubię. Pozwólcie zatem że przybliżę wam w jak beznadziejnej sytuacji się znajdujemy. Tak, jesteśmy tym, co mogłybyście nazwać pierwszą ekipą ratunkową, choć ochrona personelu nigdy nie była naszym priorytetem. Prawdopodobnie tracąc z nami łączność uznali że jest po nas i wysłali po nas kolejnych, których już zapewne już zdążyłyście poznać. Roxxon nigdy nie wysyła trzeciej ekipy. Jednak tajemnice firmy zawsze pozostają w najwyższym priorytecie. Miliardowych inwestycji nie można zostawiać samopas. - tutaj zrobił dramatyczną pauzę, żeby dziewczyny same sobie dopowiedziały co dalej. - Mamy do wyboru siedzieć na dupach i czekać aż zarząd zwali nam te wszystkie tony skały na głowy, albo ruszyć się i coś z tym zrobić. Moim dotychczasowym planem było dostanie się do pomieszczeń kontroli głównego systemu - skinął głową w stronę korytarzy w przeciwnym kierunku niż przyszły dziewczyny. - Nie jest daleko, ale tamtejsze zabezpieczenia też oszalały. Jeśli tak przetyrały was roboty górnicze, to wyobraźcie sobie co potrafią oszalałe roboty do tłumienia zamieszek i automatyczne wieżyczki. Nasz ostatni szturm skończył się dwójką straconych, dobrych ludzi i trzema rannymi, w tym moim technikiem. Nieźle mu się oberwało. Nie stracimy go, ale nie może chodzić o własnych siłach, po tym jak zaatakował go jego własny dron. Wycofaliśmy się i utrzymywaliśmy pozycję czekając na wsparcie, ale widocznie nie ma co na to teraz liczyć.
Mężczyzna skinął głową na kogoś ze swoich ludzi, a ten pokazał dziewczynom pobazgraną mapę tego piętra kompleksu. Od razu w oczy rzuciła się zaznaczona najoptymalniejsza trasa przez korytarze, oraz zaznaczone na niej stacje wieżyczek, z których kilka pierwszych było skreślone.
- Powiem wprost, nie kupuję tego że straciłyście sprzęt. Zwłaszcza po tym jak szybko zasugerowaliście  mutanta jako sprawcę całego tego bajzlu. Jesteście mutkami i odkładając moje uprzedzenia na bok, możecie być naszą najlepszą szansą wyjścia stąd. Jeśli podepniemy się ze sprzętem pod główny komputer, może uda nam się dać znać że wciąż operujemy i odwlec zawalenie kopalni, czy co planują goście na górze. Jeśli macie jakieś pomysły, albo sugestie co do tego jak możecie się przydać zamieniam się w słuch. Potem może nie być okazji.
Kilkoro zaciekawionych najemników, bo chyba było to adekwatniejsze określenie, niż "ekipa ratunkowa" zbliżyło się żeby posłuchać. Potem, gdy uformuje się jakiś plan i tak czeka ich pewnie jakaś odprawa. Z wypowiedzi kapitana można było wywnioskować że nie są tutaj w tym samym celu co dziewczyny, jednak chwilowo mogli odłożyć różnice na bok i skupić się na wspólnym celu. Przeżyciu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado   

Powrót do góry Go down
 
Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Kopalnia Roxxon Energy Corporation w stanie Kolorado
» Finnick Odair
» Zaklęcia i uroki
» Opuszczona kopalnia
» Walder Frey

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Tereny dzikie-
Skocz do: