Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Park Narodowy Lorentz

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
N'yota

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Park Narodowy Lorentz   Nie Lip 02, 2017 10:13 am

First topic message reminder :





Położony na obszarze dwóch i pół hektara Park Narodowy Lorentz znajduje się w Papui na styku dwóch płyt kontynentalnych i jest największym parkiem narodowym w południowo-wschodniej Azji. Wyróżnia się najbardziej zróżnicowanym na świecie przekrojem ekosystemów - od śnieżnych gór, poprzez bagienne niziny, aż po tropikalne wybrzeże morza, a także najwyższą w regionie różnorodnością biologiczną. Na północno-zachodnim skraju parku znajduje się najwyższy w okolicy szczyt - góra Punack Jaya.
Można tu spotkać wiele rzadkich gatunków zwierząt i roślin. Park od wielu tysięcy lat jest także domem ośmiu rdzennych grup etnicznych, których liczebność ocenia się na od sześciu do dziesięciu tysięcy ludzi.


Ostatnio zmieniony przez N'yota dnia Wto Sie 22, 2017 6:48 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 476
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Nie Mar 18, 2018 11:50 am

O ile zapewne pojedynek wielkiego Draxa, oraz młodego Novy byłby niezapomnianym widowiskiem zaistniała kolejna rzecz, która miała w nim przeszkodzić, ku prawdopodobnemu zdenerwowaniu zielonego wojownika i wyraźnej uldze na twarzy chłopaka.
Mianowicie zaczął wibrować komunikator w kieszeni Petera, który chwilowo dwoił się i troił aby zapobiec niepotrzebnej konfrontacji. Nie będąc przyzwyczajonym do dodatkowego sprzętu, musiał chwilę przetrzepywać kieszenie płaszcza, by go znaleźć. Pełna wyczekiwania cisza zdawała się przeciągać, gdy Quill nareszcie dobył komunikatora.
-Legendarny Star-lord. Strażnicy Galaktyki! - odebrał w pośpiechu komunikator nie patrząc nawet kto dzwoni. Od razu musiał odjąć go jednak od ucha, bo niechcący odebrał też w trybie głośnomówiącym.
Na projektorze pojawiła się mniej lub bardziej znana wszystkim twarz Tonego Starka. Charakterystyczne zbliżenie na twarz i ruch gałek ocznych świadczył że dzwonił z wewnątrz jednej ze swoich zbroi.
- Mam nadzieję że nie przeszkadzam. Na wstępie zaznaczę jak uradowany jestem, że zaledwie mniejszość z was okazała się szopami. - odezwał się Stark nie próbując nawet ukryć ironii w głosie. Miał zamiar powiedzieć coś jeszcze, ale jakaś eksplozja i wyraźny wstrząs na moment mu przeszkodziły. - Słuchajcie, chętnie bym pogawędził, ale jestem w środku czegoś. Całe Stany zjednoczone są, jeśli jeszcze nie zdążyliście zauważyć. Mobilizujemy wszystkie siły, a tak się składa że widniejecie na rezerwowej liście Mścicieli, więc mam prawo do wtrącania się w wasze życie i mówienie wam co macie robić.
Quill już zabierał się do protestowania, ale Tony znowu wszedł mu w słowo. Cały czas po jego stronie brzmiały odgłosy walki, a on wyraźnie poświęcał rozmowie tylko część swojej uwagi.
-Jest ciężko. Rannych są setki, jeśli już nie tysiące. - spoważniał nagle i nawiązał na moment kontakt wzrokowy z Quillem. - Nie dajemy sobie rady ze wszystkim i potrzebujemy wszystkiego co mamy. Jarvis prześle wam więcej szczegółów. Wasza zielona koleżanka już jest w drodze. Powodzenia. Nienienienie... tylko nie ta...! - Połączenie urwało się, ale ostatnia wiadomość i tak nie zdawała się być przeznaczona dla strażników
Zaraz potem na komunikator zaczęły napływać dziesiątki danych takich jak położenie miejsca do którego mieli trafić, detali co do charakterystyki i liczebności wrogów, działań służb porządkowych, strzępków nagrań i całej reszty, która mogła się przydać w interwencji.
- Co myślicie drużyno? Znów czas być bohaterami? - zapytał przeczesując niedbale dane od Jarvisa. - Koniec końców potem nam za to zapłacą. Mam nadzieję... Szkoda że nie ma Rocketa. Inwazja szalonych robotów brzmi jak coś z jego półki. Od razu wymyśliłby jakiś plan.
- Wątpię by plany Rocketa nadawały się do zastosowania w tak gęsto zaludnionym terenie. - Odezwał się głos Gamory już na typowej linii strażników. - To czy powinniśmy im pomóc nie podlega dyskusji, Quill. Jesteśmy ich dłużnikami, niezależnie od tego jak źle wykorzystaliśmy ich szansę.
-Hej... Gam... Od jak dawna słuchasz? - odpowiedział lider strażników.
-Niedługo dotrę na miejsce. Zrobię wstępne rozpoznanie i oczekuję waszego wsparcia. - komunikator ucichł nie odpowiedziawszy na pytanie
-Drax? - Quill spojrzał pytająco na wojownika. Opinia każdego miała znaczenie dla Petera. - Emmm...N'yota? To trochę opóźni naszą sprawę, ale... Możliwe że trzeba będzie ewakuować całą masę ludzi. Statek kolonizacyjny Shi'ar pod ręką bardzo by się przydał. Gdy tylko to się skończy pakujemy manatki i lecimy po ciebie.
Star-lord stanął w heroicznej w swoim mniemaniu pozie i czekał na ich decyzję.
-Hej! Ja też mogę pomóc! - odezwał się ignorowany wcześniej dzieciak.
- No nie wiem młody, to zabawa dla dorosłych... - Quill podrapał się w głowę rozważając propozycję Sama. Z jednej strony to jeszcze dziecko, z drugiej... to w końcu był hełm supernovych...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drax

avatar

Liczba postów : 39
Data dołączenia : 11/12/2015

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Sro Mar 21, 2018 6:54 pm

Zamierzał przetestować zdolności chłopaka, a przy tym chciał ocenić jego charakter. Poza tym to była dobra okazja, by w końcu dać upust wszystkim emocjom, które kumulował w sobie od chwili, w której pojawili się na Ziemi. Wyglądało na to, że tym razem nic mu w tym nie przeszkodzi. Rój swoim zachowaniem jasno dał do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko temu, a Quill... Nie miał nic do gadania. Wojownik nawet nie wiedział jak bardzo się mylił, o czym miał już za chwilę się przekonać. Ze stanu pełnego skupienia, w którym się znajdował, nagle wybił go właśnie Peter, a może raczej osoba, która odezwała się w jego komunikatorze. Wszyscy mogli to usłyszeć. Odrobina technologii innej od tej do której są przyzwyczajeni i Star-Lord już się gubił, przypadkowo przełączając na tryb głośnomówiący. Słysząc obcy głos Drax odruchowo przekręcił głowę w jego stronę. Nie był zadowolony z tego, że coś ponownie zakłóca jego potencjalny pojedynek, ale w milczeniu wsłuchiwał się we wszystko o czym była mowa.
Z każdą kolejną wiadomością zwracał coraz mniejszą uwagę na małego Novę. To o czym mówił ten koleś coraz bardziej mu się podobało. Przesłane im informacje tylko ten stan podbijały. Armia robotów? To oznacza, że nie będzie musiał się powstrzymywać. Żadnych ograniczeń tylko czysta rozwałka. Uśmiechnął się lekko, oczyma wyobraźni planując już to co zrobi, gdy dotrą na miejsce.
- Wreszcie coś zaczyna się dziać. Jeśli tak bardzo zależy ci na tym, aby młody zaraz nie ucierpiał, to zabierz mnie tam jak najszybciej, Quill. – wojownik nie przewidywał dalszej dyskusji. Był gotów ruszyć na miejsce już teraz, obojętnie jakim środkiem transportu. Byle trafić w sam środek walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
N'yota

avatar

Liczba postów : 17
Data dołączenia : 25/06/2017

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Nie Kwi 08, 2018 2:44 pm

Rozczarowanie walczyło w umyśle królowej o prymat ze zniecierpliwieniem, ale po krótkotrwałej walce żadne z nich nie zyskało przewagi. Zamiast tego N'yota słuchała i obserwowała zmysłami swoich dzieci. Najpierw nieznany głos z komunikatora Star-Lorda zmącił ciszę, niosąc wieści, które w innych okolicznościach uznałaby za przelotnie interesujące. W tej chwili nie interesowała jej krzywda tysięcy Ziemian. Czymże była wobec cierpienia jej zniewolonych poddanych? Przybyła tu w jednym celu i nic nie mogło zachwiać jej postanowienia. Była już tak blisko celu...
Po chwili przeciągającej się ciszy coś jednak uległo zmianie. Z komunikatora dobył się głos Gamory. Drony złamały szyk i wszystkie naraz obróciły się w stronę Petera, nasłuchując pilnie. Ten ostatni skierował pytające spojrzenie na Draxa i jedno z latających stworzeń. Ton jego głosu trącił w królowej jakąś zapomnianą strunę.
Wróciła pamięcią do rozmowy na temat wartości życia, jaką odbyła dawno temu z Peterem i tym, którego nazywali Groot. Potem N'yota przez długi czas roztrząsała w samotności jej sens i rozbijała na czynniki pierwsze pojęcia, jakich wówczas użyli. Dotąd rozpatrywała życie i śmierć jako dwie strony tej samej monety, złączone jedynie wąską krawędzią przetrwania, ale stanowiące w gruncie rzeczy nierozerwalną całość. Śmierć służąca przetrwaniu innego życia nie była niczym złym. Była częścią naturalnego porządku. Po raz kolejny jednak N'yota stanęła w obliczu trudnego dylematu: śmierć, która dotykała właśnie mieszkańców Terry nie służyła niczyjemu przetrwaniu. Nie karmiła niczyich dzieci. Nie przyczyniała się do rozwoju gatunku. Była pusta i bezsensowna. Marnotrawna. I niewiele różniła się od losu, który spotkał jej rój. Czy mogła przyglądać się temu bezczynnie i twierdzić z całą pewnością, że to właśnie jej życie warte jest ocalenia?
W ciszy, jaka ponownie nastała po pytaniu Star-Lorda, drony, jeden po drugim, zawróciły, kierując się do statku Shi'ar. Po chwili dołączyły do nich ostatnie z trutni, a silniki, na powrót uruchomione, swoim szumem zwiastowały gotowość do odlotu. Drzwi ładowni jeszcze przez jakiś czas pozostały uchylone, czekając na ewentualnych pasażerów. Jakiś czas później komputer pokładowy statku, którym przybyli na miejsce Strażnicy otrzymał od shi'arskiej jednostki prośbę o pozwolenie na włączenie się do formacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fenris
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 476
Data dołączenia : 08/06/2012

PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   Pon Kwi 09, 2018 11:24 am

Peter  już dość długo przebywał w towarzystwie Draxa, by wiedzieć że nie przepuści okazji do bitki. To wsparcie Nyoty ciekawiło go najbardziej i stanowiło dla niego niewiadomą.
- Tak! Hahaha! Uratujmy kilku ziemian! – zakrzyknął tylko wskakując na powrót za stery Quinjeta.
Prośba od ogromnego okrętu o dołączenie do formacji planetarnego odrzutowca wydała się Quilowi dość śmieszna, ale z tego co pamiętał, Nyota lubiła bawić się w nadmierną kurtuazję proceduralną. Gdy Drax zajmował swoje miejsce w pojeździe, podszedł do  nich zdezorientowany młodzieniec, którego nagle wszyscy zignorowali.
-A co ze mną? – zapytał strażników
- Słuchaj młody… Skąd jesteś? – Odpowiedział mu uill niby od niechcenia.
- Z Arizony.
-No więc Arizona.
Chwilę zajęło młodemu zrozumienie przekazu Star-lorda, ale w końcu zrozumienie wpłynęło na jego twarz.
-ARIZONA! – krzyknął i wzniósł się momentalnie w powietrze, odlatując gdzieś w dal.
Nie czekając dłużej bohaterowie ruszyli do lotu. Żeby jeszcze zaoszczędzić na czasie, Quill poprosił Nyotę o pozwolenie dokowania. Jednostka międzyplanetarna pokona tę trasę dużo szybciej, niż ziemski odrzutowiec.  Po drodze nawiązał też połączenie z siedzibą Avengers i poinformował ich o pozaziemskim okręcie zmierzającym w stronę Nowego Orleanu. Niestety nikt nie był obecny na miejscu, ale sztuczna inteligencja starka zapewniła go że powiadomi o tym odpowiednie osoby.
Gdy w końcu dotarli na miejsce. Atak trwał w najlepsze. Wielki statek pojawiający się na widnokręgu tylko dolał oliwy do ognia, bo większość okolicznych mieszkańców skojarzyła go raczej z armią robotów, niż siłami odwetowymi. Większość z przerażeniem oczekiwała kolejnego ostrzału, co jednak nie następowało. Przez głowę nikomu nie przeszło że taka jednostka może być pojazdem cywilnym i zwyczajnie nie mieć broni na pokładzie.
- W porządku. – rzucił Quill zajmując ponownie stery Quinjeta. – Plan jest prosty. Ratujemy ludzi, rozwalamy roboty. Pozostajemy w łączności... – tu spojrzał na armię robali – względnie. N’yota, nie będę nawet próbował zgadywać jak możesz nam pomóc, więc rób swoje.
Jeśli Drax nie miał innych preferencji, Quill wysadził go na terenie pobliskim do stadionu miejskiego. W większości walały się tu już tylko ciała, ale była masa miejsca i mógł względnie gładko wyrzucić kompana bez lądowania. Zaraz potem poszybował w stronę grupy Sentineli bombardującej miasto.
Wokoło wojownika nie działo się wiele, ale kilkadziesiąt metrów dalej, stateczny front maszyn przesuwał się statecznie dalej ulicami miasta atakując cywilów. Nikt nie zwrócił uwagi na lądowanie wojownika, więc wszyscy odwróceni byli do niego plecami. Maszyn było bardzo wiele. Nigdzie nie widać było śladu po jakichkolwiek ziemskich obrońcach.

[2x zt  ->tutaj Daję wam wolną rękę co do tego jak chcecie przyczynić się do obrony miasta.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park Narodowy Lorentz   

Powrót do góry Go down
 
Park Narodowy Lorentz
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Salzburg, stolica landu i park narodowy
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Australia i Oceania :: Nowa Gwinea-
Skocz do: