Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3475
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Wiccan

avatar

Liczba postów : 381
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Lip 22, 2017 8:04 pm

Po trochę panicznym teleportowaniu się do Nowego Jorku, Billy wylądował na dachu budynku, w którym mieszkał - czyli dokładnie tam, gdzie zamierzał się dostać. Wchodzenie do swojego pokoju przez okno miał już opanowane, a telekineza niewątpliwie bardzo w tym pomagała. Chłopak prędko przebrał się z kostiumu w cywilne ubranie - nic szczególnego, po prostu czarne spodnie i czerwoną koszulkę, byle nie wyróżniać się za bardzo z tłumu - dotychczasowy strój zaś odwiesił porządnie do szafy. Może i spieszyło mu się do Kate, ale matka by go zamordowała, gdyby nagle zaczął bałaganić. Musiały istnieć pewne priorytety.
W przeciwieństwie do kostiumu, normalne ciuchy posiadały przynajmniej kieszenie i nastolatek wykorzystał ten fakt, aby zabrać ze sobą portfel oraz komórkę. Jego wyjście z domu wstrzymała na moment rodzina, ale uwolnił się od niej w rekordowym tempie, praktycznie w biegu zapewniając, że nie, nie planował niczego podejrzanego, wybierał się po prostu na spotkanie z przyjaciółmi, spokojnie. Przy okazji dowiedział się za to, że pod jego nieobecność Kate próbowała się z nim skontaktować... A ta informacja sprawiła, że jeszcze bardziej podkręcił tempo.
Potem poszło już łatwo. Dotarcie do metra, krótka podróż przy akompaniamencie puszczanej z komórki muzyki, wysiadka przy Central Parku, żeby skrócić sobie przez niego drogę... Właśnie na tym ostatnim etapie chłopak się teraz znajdował, szybkim krokiem przemierzając alejki i kierując się w stronę tego wyjścia, od którego powinien mieć najbliżej do mieszkania przyjaciółki. W jego uszach wciąż spoczywały słuchawki, lecz nie poświęcał piosenkom wielkiej uwagi. Skupiał się na swoich myślach, te zaś nie należały do najprzyjemniejszych... Co w jego przypadku nie było niczym niezwykłym.
Mimo wszystko Kaplan starał się jednak jakoś panować nad swoim pesymizmem. Stres zżerał go już od środka i chłopak miał wrażenie, że ostatnio otrzymywał jedną złą wiadomość za drugą, tak jak wcześniej tę o Houston, a teraz o zniknięciu Skuld... Ale obiektywnie rzecz biorąc wiedział, że to nie była do końca prawda. Działo się też sporo dobrego, tak? Drużyna rosła, rozwijała się, mieli już własne kostiumy, Mściciele i Tarcza nie starali się stawać im na drodze... A X-Men nawet zaoferowali im pomoc. Tyle że... Ciężko było mu się skoncentrować na tych pozytywnych aspektach, gdy nie mógł sobie poradzić z negatywnymi.
Przynajmniej teraz nie musiał już martwić się o wszystko praktycznie sam. Wciąż jeszcze całkiem się do tego nie przyzwyczaił, ale i tak pomagała mu świadomość, że jego towarzysze w większości również interesowali się dobrem drużyny, a już szczególnie robiła to Kate... No i oprócz tego był również Victor, który sam w sobie stanowił właściwie osobną kategorię, nawet jeżeli nie należał przecież do Young Avengers...
Pogrążony w swoich rozmyślaniach, Billy dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że zwolnił... I teraz zatrzymał się na rozwidleniu jednej z głównych ścieżek parku. Tak naprawdę powinien iść dalej przed siebie, ale skręt w prawo doprowadziłby go w pobliże Wieży Mścicieli. W tej chwili nie posiadał żadnego konkretnego powodu, aby się tam udać, a poza tym najprawdopodobniej nie zostałby nawet wpuszczony na górę, ale chyba zadziałała po prostu siła nawyku. Ile to razy zdarzało mu się spacerować przy siedzibie jednych z największych bohaterów tego świata, marząc o spotkaniu z nimi, wymyślając niestworzone historie o tym, że kiedyś mógłby do nich dołączyć? On z tamtego czasu nigdy nie uwierzyłby jak potoczą się sprawy.
Przez krótką chwilę nastolatek stał tak na uboczu alejki, mijany przez innych przechodniów, z głową zwróconą w stronę Wieży. O ile łatwiej by było im wszystkim, gdyby po prostu dogadali się z Mścicielami... I gdyby ci traktowali ich nie jak dzieci, lecz jak młodych bohaterów, którym po prostu brakowało jeszcze doświadczenia. Będą musieli im udowodnić, że na to zasługują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 24, 2017 3:58 pm

Misja w Rosji była trudna. Nie ze względu na warunki fizyczne takie jak zimno czy gęsty śnieg. Nie, do tego był przyzwyczajony. Sowieci zadbali o to, aby znosił gorsze temperatury i nieraz wahanie ich wykraczające poza możliwości człowieka. Chcieli w końcu maszynę, nie kogoś kto mógłby mieć człowieczeństwo, odczuwać niepokój czy ból. Dlatego też nie śnieg i surowy klimat były jego wrogami. Przeciwnik siedział głębiej, w psychice przypominającej ostre kawałki szkła ukryte w ciemnym worku. Winter Soldier czasem zastanawiał się kim dokładnie jest. Potworem jakiego stworzono podczas wojny? Zabójczą maskotką KGB? Pozbawionym sumienia mordercą? Kimś więcej? Ostatnie wydarzenia dawały mu cień szansy, że jest kimś innym, że znaczy więcej niż sądził. Był w końcu przyjacielem Kapitana. Nie, nie Kapitana. Steve'a Rogersa. Był też kimś kto ryzykował wiele aby uratować nie tylko siebie ale też swoich przyjaciół, a przynajmniej ludzi których takowymi nazywał.
Nadal jednak zostawała kwestia jego tożsamości. Kapitan nazywał go "Bucky", ale on się nim nie czuł. Nie był też Winter Soldierem. Utknął gdzieś pomiędzy, uznając wreszcie że jest po prostu Jamesem. Zwykłe "Bucky" niosło za sobą emocje, uczucia których już nie rozumiał. Pseudonim zaś należał do sierżanta, który zginął na wojnie, oddając swoje życie za ojczyznę i przyjaciela. Bucky był bohaterem.
Winter Soldier zawierało w sobie pustkę, niechęć do dawnego życia i niemalże niewolnictwo. Przedmiotowe traktowanie, kary za każdą nieudaną misję i napędzane strachem ryzykowne decyzje. Te dwa słowa zawierały w sobie krew, chłód i cierpienie. Winter Soldier był mordercą.
W tamtej opuszczonej bazie sowieckiej, brunet podjął pewną ważną decyzję. Nie mógł dążyć do bycia jak Kapitan. Nie mógł udawać, że chociaż może być jak on. Nie miał prawa tak oszukiwać siebie i innych, zwłaszcza siebie. Dlatego wybrał swoje imię. Było neutralne, nie niosło za sobą bagażu emocjonalnego. Było uniwersalne, anonimowe. Ilu w końcu zna się Jamesów? Zbyt wiele aby zapamiętać tego konkretnego.
Ubrany w ciemne, cywilne rzeczy, z czapką zaciągniętą na oczy przemierzał ulice, aż dotarł do parku. Chciał się udać do Tower szybciej ale właściwie nie znalazł odwagi. Tam był Stark, ten sam Stark, któremu zamordował rodziców. Tam był Steve. Ten który wierzył w jego niewinność. I była Natasha. Szpieg, która mu nie ufała. Nigdy mu nie ufała, a on nie miał jej tego za złe. Kręcąc się po parku dostrzegł po pewnej chwili wyraźnie zagubionego nastolatka i dopiero po paru minutach zajarzył, że go znał. Czasem pamięć sama płatała mu figle, czasem sam wyrzucał z niej informacje.
- Robi wrażenie, hm? - uśmiechnął się trochę krzywo, nie do końca jeszcze będąc przyzwyczajonym do takich grymasów. W jego głosie dało się słyszeć pewne naleciałości z ruskiego akcentu. Cóż, przez wiele lat wmawiano mu, że jest Rosjaninem, opanował akcent lepiej niż ten sztuczny amerykański, którym posługiwał się przy Rogersie, aby było mu lepiej mentalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 381
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 24, 2017 8:33 pm

Billy nie był pewien jak długo nie mógł się zdecydować co powinien zrobić dalej... Chociaż nie, doskonale wiedział co, w końcu miał się udać do Kate i wszystko jej opowiedzieć, więc wypadałoby raczej powiedzieć, że zwyczajnie nie potrafił się zmusić do ponownego ruszenia z miejsca. Takie zatrzymywanie się na ścieżce było trochę ryzykowne, szczególnie dla kogoś, kto nie mógł się poszczycić ani wyjątkowym wzrostem, ani tym bardziej budową ciała, przez co przy zderzeniu z kimś - nawet nie ze swojej winy - najpewniej zostałby ofuczany... Ale najwyraźniej tym razem los się nad nim zlitował, bo oszczędził mu takiego nieprzyjemnego  doświadczenia.
Zamiast tego z rozmyślań wyrwał go czyjś głos, lecz w pierwszej chwili Kaplan nie zorientował się kto się do niego zwrócił. Na mieście dość często zdarzało mu się spotykać osoby, które same inicjowały rozmowę, oczywiście, że tak. Niektóre z nich robiły to z uprzejmości, inne nie miały z kim pogadać i tak to nadrabiały, a jeszcze inne po prostu nie były do końca zdrowe na umyśle lub coś kombinowały. Człowiek szybko uczył się rozróżniać te typy i albo im się odwzajemniać albo szybko się zmywać.
W tym wypadku najwyraźniej było jednak inaczej i chłopak przekonał się o tym niemalże zaraz po tym, jak tylko szybko obrócił głowę, aby namierzyć wzrokiem swojego rozmówcę. Jego czoło zmarszczyło się, podczas gdy umysł w ekspresowym tempie dopasowywał do siebie fakty... Choć szczerze mówiąc większość tego czasu spędził upewniając się, że pierwsze wrażenie było właściwe.
Rozpoznał Bucky'ego. Pewnie, że tak, w końcu jeszcze niedawno widział go na żywo, a wcześniej napatrzył się na niego na zdjęciach. No i... Mimo wszystko nie kojarzył zbyt wielu osób z takim akcentem. Po prostu zwykłe, codzienne ubranie trochę go zaskoczyło i zbiło z tropu, nawet jeżeli rozumiał, że bohaterowie również musieli je nosić. Jakoś zawsze wyobrażał ich sobie w bardziej nietypowych strojach. I... Poza tym może jeszcze wolał się upewnić, żeby nie wyjść na idiotę albo dziwaka... Przed czym od kilku lat odczuwał irracjonalny strach. Pewnie jak większość nastolatków.
Z powodu całego tego skomplikowanego toku myślowego przemówienie zajęło Billy'emu parę sekund, lecz zanim to uczynił, chłopak kiwnął jeszcze powoli i odrobinę niepewnie głową, równocześnie wyjmując słuchawki z uszu. Tak, Wieża zdecydowanie robiła wrażenie, nawet teraz, po paru latach widywania jej dość często... Oraz po jednej okazji do obejrzenia jej od środka. Co prawda zobaczył wtedy głównie jedno laboratorium, salon i serię korytarzy, ale to i tak więcej, niż miał szansę zwiedzić praktycznie każdy fan na jego ulubionych stronach. Och, jak oni by mu zazdrościli, gdyby mógł się do tego przyznać... I przy okazji jeszcze jakoś to udowodnić.
- Szkoda tylko, że jej rezydenci nie są teraz do mnie zbyt pozytywnie nastawieni. Choć chyba nie powinienem się im dziwić. Ale... Skoro jesteś tutaj, a nie pod obserwacją, to zgaduję, że przynajmniej tobie sprawy jakoś się ułożyły? - nie wspomniał, że chodziło mu o obserwację w wydaniu Tarczy, ale to właśnie po tej organizacji spodziewał się obecnie wszystkiego najgorszego. Minęło już trochę czasu od chwili, gdy wraz z innymi Young Avengers się od niej odłączył, ale wciąż czuł się pokrzywdzony i wykorzystany... I, co gorsze, agencja pokłóciła się z jego idealizmem, a tego tym bardziej nie mógł jej wybaczyć.
Mimo wszystko jednak Kaplan wiedział, że w miejscu publicznym nie o każdej sprawie można było mówić wprost. Co prawda chyba mało kto interesował się tutaj innymi ludźmi, większość przechodniów po prostu chciała dotrzeć tam, dokąd zmierzała, a po drodze zajmowała się sobą... Ale po co ryzykować. W końcu nastolatek w dalszym ciągu nie był pewien tego, na czym Young Avengers mieli stać pod kątem ukrywania czy odsłaniania swoich prawdziwych tożsamości...
Krótki namysł doprowadził Billy'ego do wniosku, że właściwie chyba mógł całkiem wyłączyć muzykę, co uczynił w ciemno, bez wyjmowania komórki z kieszeni. Zaraz potem chłopak skrzyżował już ramiona na klatce piersiowej, do którego to gestu uciekał się bardzo często, przez co praktycznie nie zwracał na niego uwagi. Taki miał po prostu odruch.


Ostatnio zmieniony przez Wiccan dnia Pią Wrz 15, 2017 4:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC
avatar

Liczba postów : 1374
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Sie 07, 2017 5:55 pm

Kolejna potężna anomalia przepłynęła przez planetę. Zaburzenie magii, która powoli powracała do miejsca, skąd wcześniej została wypchnięta - Houston. Uczucie towarzyszące istotom czułym na takie zjawiska, tym razem nie kojarzyło się ze śmiercią czy pustką. Anomalia wydawała się zakłócać "balans", jaki magia oraz energia życiowa utrzymywały wszędzie tam, gdzie objawiało się istnienie. Odczucie nie było silne i pozwalało spokojnie funkcjonować, bez potrzeby bronienia się przed anomalią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Winter Soldier

avatar

Liczba postów : 99
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Sie 20, 2017 4:10 pm

Zdecydowanie chłopak mógłby być przyczyną i winą całego zła świata, nawet jeśli ktoś wpadłby w niego, przy okazji oblewając go kawą. Taka była mentalność ludzi, widzieli co chcieli widzieć. Dla nich to był tylko chłopak, który stanął na środku drogi, a oni przecież się tak spieszyli do swoich spraw. Dla Wintera byłoby to doprawdy żałosne, gdyby nie fakt, że jeszcze niedawno sam by go ofuczał. Jakby nie było, jeszcze kilka dni czy tygodni temu, James był jednym wielkim kłębkiem nerwów, gotowym zabić każdego kto wejdzie mu w drogę. Smutne, ale prawdziwe. Byle przypadek, lekkie dotknięcie... to wszystko było niczym zaproszenie do walki. Nie chciał tego czuć, ale właśnie taki był kiedy wszystko się waliło wokoło niego.
- Nie są? Czasem mam wrażenie, że to banda ignorantów. Nie podejrzewam abyś zrobił coś naprawdę złego, więc pewno chodzi o ich ambicje. - Wzruszył ramionami lekko. Przecież Billy był dobry, w każdym znaczeniu tego słowa. Kto pomaga całkiem obcemu człowiekowi, a jak nie obcemu to znanemu tylko z akt i to wyjątkowo niekorzystnych? Na pewno nie większość Avengers. Bohaterowie, też coś. Miał wrażenie, że już tylko z nazwy, skoro tak bali się o swoje stołki, aby nie podjąć nawet prób negocjacji z młodymi następcami. Słyszał to i owo, głownie poprzez dostęp do częstotliwości nadajnika Rogersa, przy którym starał się kręcić, zeby znowu nie władował się w jakieś problemy.
- Nie wiem czy można tak powiedzieć. Moja ostatnia misja dowiodła tylko, że nie mogę zrobić zbyt wiele, aby cokolwiek udowodnić. - odpowiedział mu jak zwykle mało precyzyjnie. Miał w bazie znaleźć akta, nie znalazł nic. Przy okazji odkrył tylko, że Natasha siedzi mu ciągle na ogonie, podążając za nim jak cień. Także raczej całkowicie wolny i pozostawiony sam sobie nie zostawał. Szkoda, że nie było jego cienia za nim, kiedy się ostatnio ukrywał.
- Nie wyglądasz jakbyś chciał tu być. Spieszysz się gdzieś? - Nauczył się już dawno odczytywać intencje w drobnych ruchach, nieznaczących gestach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 381
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Sie 20, 2017 7:33 pm

Już pierwsze słowa Bucky'ego wywołały w nastolatku istną lawinę różnych emocji, niejednokrotnie względem siebie sprzecznych. W pierwszym momencie miał nawet ochotę automatycznie zaprotestować na takie określanie jego idoli - bo w końcu po tylu latach idealizowania bohaterów wyrobił sobie odruch bronienia ich we wszelkiego rodzaju dyskusjach. W sporą część z nich w dalszym ciągu szczerze wierzył i darzył ją szacunkiem. Tylko... Po ostatnich wydarzeniach chyba patrzył na nich trochę bardziej realistycznie. Może z zaczątkami cynizmu.
Choć chłopak prędko zdusił w sobie tę chęć polemizowania, to jednak jego spojrzenie i tak powędrowało w dół, a wraz z nim pochyliła się lekko cała głowa. Wcale nie był pewien czy zasługiwał na pochwały - bo właśnie w ten sposób odbierał opinię Bucky'ego, choć w tym celu rzeczywiście musiał trochę poczytać pomiędzy wierszami - nawet pomimo wszystkich swoich jak najlepszych intencji. Czy nie mówiło się przecież, że to właśnie nimi wybrukowane było piekło? A on się starał, robił co mógł, by pomóc każdemu, komu tylko był w stanie i żeby zadbać o drużynę... Ale potem natykał się na ścianę - na przykład - w czerwono-żółtym kostiumie z pajęczym motywem. I ta ściana prezentowała mu argumenty świadczące o tym, że być może jednak wcale nie miał racji. Nie do końca się z nimi zgadzał, ale sprawiały, że zaczynał się zastanawiać... A takie wątpliwości były chyba najgorsze.
Mimo to słowa mężczyzny i tak przyjemnie połechtały ego Kaplana, chyba nawet przyprawiając go o lekkie rumieńce... Choć oczywiście sam nie mógł tego sprawdzić i opierał się jedynie na nagłym uczuciu ciepła w okolicy policzków. Miał nadzieję, że tylko na tym wrażeniu się kończyło, ale z jego szczęściem pewnie nie. Z jednej strony Billy chciał się cieszyć świadomością, że ktoś w niego - oraz w pozostałych Young Avengers - wierzył, z drugiej jednak nie dawały mu spokoju wyrzuty sumienia. Bo co będzie, jeżeli zawiodą oczekiwania?
Szczęście w nieszczęściu, że wszystkie te czarne myśli odsunęły się na dalszy plan, gdy Bucky kontynuował rozmowę. Kiedy wspomniał o swojej ostatniej misji, nastolatek zebrał się w sobie i znów ku niemu zerknął, tym razem z wyraźnym zaciekawieniem, szczególnie dobrze widocznym w jego oczach. Zastanawiał się czy mógłby zapytać o szczegóły, ale jednak jeszcze obawiał się pozwalać sobie na zbyt wiele i to w dodatku w miejscu publicznym... A ich sytuacja wydawała się przecież być tak podobna! Pomijając to, że oni praktycznie nie mieli po swojej stronie żadnego doświadczenia, a Bucky sporo, za to z błędami przeszłości było najwyraźniej dokładnie odwrotnie. Grunt, że najwyraźniej i on i Young Avengers pragnęli się wykazać. Właściwie... Poddawało to Billy'emu parę pomysłów.
- Nie bardzo. To znaczy, wybieram się do reszty drużyny, a raczej do przywódczyni drużyny, licząc na to, że akurat będzie u niej ktoś więcej... Bo mamy do omówienia parę rzeczy, ale bez obaw, one mogą trochę poczekać. Załatwiłem nam kontakty z kimś, kto może nam pomóc zamiast Mścicieli - wyjaśnił, odpuszczając sobie szczegóły, które pewnie i tak nie powiedziałyby Bucky'emu zbyt wiele. W końcu nie poznał jeszcze Kate, ani tak naprawdę nikogo innego z grupy... Victor niestety się nie liczył, bo do niej oficjalnie nie należał. Póki co. Przy najbliższej okazji Kaplan zamierzał nad tym popracować.
- Może też powinieneś tego spróbować. Wsparcie innych osób bywa niezastąpione - zasugerował, w dodatku nie mając tu na myśli jedynie starć i misji, ale też wszystkie inne aspekty bohaterowania... I po prostu funkcjonowania. Życia. Odkąd w końcu posiadał przyjaciół, dobrze widział tę różnicę po samym sobie.
Zupełnie nagle i bez ostrzeżenia przez ciało nastolatka przebiegł dreszcz, przez który aż się wzdrygnął. Billy nie był pewien co dokładnie go wywołało. Tego dnia temperatura była raczej wysoka, więc odpadał chłód... A chłopak i tak odnosił wrażenie, że w grę wchodziło coś wykraczającego poza podstawowy zestaw zmysłów - coś w rodzaju przeczucia, które ciężko byłoby logicznie wytłumaczyć. Jego głowa poruszyła się lekko na boki, gdy na wszelki wypadek rozejrzał się po parku... Ale w oczy nie rzuciło mu się nic niepokojącego. Tak czy siak wydawało mu się, że to uczucie nie było wcale negatywne, po prostu sprawiało wrażenie nienaturalnego... Dziwnego.
Nim jednak Kaplan zdążył zrobić cokolwiek innego, jak na przykład wspomnieć o tym zjawisku na głos - choć sam nie był pewien czy powinien to uczynić - z jego kieszeni rozległ się dźwięk komórki. Nastolatek odruchowo po nią sięgnął, wyjął ją i odblokował ekran, w ten sposób przerywając sygnał... A w następnej chwili jego oczom ukazała się już treść nowej wiadomości, nadanej z nieznanego numeru.
Chciałabym pogadać. Jestem w tym samym parku, co wcześniej. N.M.
Możliwych wyjaśnień było tak naprawdę kilka, ale Billy szybko wyeliminował część z nich, tą drogą ustalając kto mógł odpowiadać za ten SMS. Brzmiał... Pilnie. Nie w sposób sytuacji życia i śmierci, ale tak, jak gdyby trzeba było na niego zareagować jak najszybciej, póki zaproszenie do parku było aktualne.
- Muszę... Się zbierać. Ale pomyśl o tym. Ciężko żyć samemu - powiedział, podejmując nagłą decyzję, aby dostosować się do wiadomości. Zaraz potem pożegnał się już z Bucky'm i szybkim krokiem ruszył swoją poprzednią trasą, zamierzając znaleźć odpowiednie miejsce do teleportacji.

Z/t.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16
 Similar topics
-
» Central Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: