Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Lip 07, 2016 6:32 pm

Uśmiechnęła się ciepło.Lubiła, kiedy ludzie doceniali to, co robi. Chociaż już sama pomoc była nagrodą samą w sobie. Jednak fascynacja innych jej mocami tez była przyjemna. Najczęściej ekscytowały się chyba dzieciaki. Czasami zdarzali się mali pacjenci jeszcze bez mocy, ale z uzdolnionymi rodzicami. Wtedy również używała swoich talentów. Niektórzy młodzi ekscytowali się tak bardzo, że mówili, że kiedy dorosną to też chcą mieć takie moce. Swoją drogą sama kultura pokazywania mocy przed dziećmi przez rodziców była bardzo krzepiąca. Takie dziecko nawet jeśli nie wykształci mocy prawdopodobnie będzie bardziej tolerancyjne na innych uzdolnionych. A jeśli chcemy stworzyć społeczeństwo, w którym istnienie mutantów jest powszechne, w którym takie osoby ni muszą się ukrywać, to tolerancja jest podstawą.
-Jak powiedziałam, podobnie jak Ty ma moce. Potrafię leczyć innych. -zaśmiała się potem. -I tak, umiem latać. No, powiedzmy. I owszem, potrafię jeszcze kilka rzeczy. -puściła jej oko. -Ze zbrodnią nie walczę. Chyba, że z tymi mikro-zbrodniarzami, bakteriami, wirusami. -uśmiechnęła się do niej lekko.
-Haha, nie, nie jestem sławna. -zaśmiała się. -Przynajmniej tak mi się zdaje. Co prawda kilka razy ja i moja klinika pojawiłyśmy się w jakimś artykule, ale to jeszcze nie sława. Poza tym, nie dla niej to robię. -pomagała dla samego pomagania. Żeby ten świat był troszkę lepszy i cieplejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lip 08, 2016 11:11 am

Doreen była wniebowzięta. Właśnie poznała inną superbohaterkę - bo czy Jane chciała się do tego przyznać, czy nie, była superbohaterką. Halo, latanie, uzdrowicielskie moce i dobre serce? Trudno o bardziej superbohaterskie cechy... nie licząc oczywiście wiewiórczych mocy. Nie mogła sobie wyobrazić lepszego zwieńczenia dnia, no, chyba że Tony Stark spłynąłby z nieba w swojej najnowszej zbroi i zaprosił ją do Avengers. Na wszelki wypadek zerknęła na wieczorne niebo prześwitujące przez drzewa, ale dostrzegła tylko spoglądającą na nie z zaciekawieniem wiewiórkę.
- Skąd wiedziałaś, że też mam moce? - spytała przenosząc wzrok na Jane. - Potrafisz to wyczuć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Lip 09, 2016 8:46 am

-Mhm, zgadza się. -pokiwała głową. Uśmiech zdawał się nie schodzić z jej twarzy. Nawet, jeśli usta na chwilę przybierały inny kształt, jej oczy nadal się uśmiechały. -Nie potrafię jednak stwierdzić, jakie. Chyba byłoby za dobrze. -wywróciła oczami. Chociaż osobiście by nie narzekała na taki dodatek do swojej mocy. Zawsze ją fascynowali inni. W sensie inni utalentowani. Hm, z drugiej jednak strony, fajnie się słuchało o tych mocach. Można było się sporo dowiedzieć o ich posiadaczu. Z grubsza czy mu się podobają czy może raczej wolałby ich nie mieć. A kilku z tej drugiej grupy Jane przekonała, że to wcale nie jest przekleństwo, a wręcz przeciwnie.
-Pochwalisz się, co umiesz? -spytała, w jej głosie słychać było jednak neutralność. Nie chciała nikogo do niczego zmuszać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Lip 10, 2016 11:39 am

Doreen znów uniosła wzrok na wiewiórkę na gałęzi i przemówiła do niej. Dla postronnego obserwatora musiało to brzmieć jak seria niezrozumiałych trzeszcząco-piszczących odgłosów o dość wysokiej częstotliwości... i z cala pewnością wyglądało dość dziwacznie.
"Myślę, że możemy jej zaufać, T. Co ty na to?"
Wiewiórka nie była zadowolona i dała temu wyraz serią ostrych pisków.
"Chyba zwariowałaś, Doreen. Wiesz czym to grozi i czemu właściwie postanowiłaś przyjąć tajną tożsamość. Raczej nie po to, żeby ją zdradzać każdej napotkanej osobie."
"Och, daj spokój. Przecież potrzebujemy sojuszników, a ona właśnie mi pomogła. Wydaje się naprawdę miła."
"Właśnie, wydaje. Pozory mogą mylić."
"No jasne. I wiedziałaś o tym, kiedy chciałaś wyłudzić od niej orzeszki kilka minut temu, prawda?"

Doreen posłała drwiący uśmieszek wiewiórce, która teraz sprawiała wrażenie zakłopotanej.
"Rób jak chcesz," odparła niechętnie i zeskoczyła na oparcie ławki tuż za ramieniem dziewczyny. "Ale jeśli czegoś spróbuje, wydrapię jej oczy."
Doreen spojrzała na Jane, poważniejąc.
- Tylko musisz obiecać, że nikomu nas nie zdradzisz. Ktoś mógłby skrzywdzić moich bliskich, jeśli niewłaściwe osoby poznają moją tajną tożsamość.
Rozejrzała się wokół, ale nadal były same w tej części parku. Dziewczyna znów wydała z siebie serię wiewiórczych odgłosów, tym razem głośniejszych. Krzaki i liście drzew dookoła zaszeleściły odrobinę złowieszczo a po chwili z każdego zakamarka wychynęły wiewiórcze łebki intensywnie wpatrujące się w kobiety na ławce paciorkowatymi oczkami.
- Tylko się nie przestrasz - uprzedziła Doreen kiedy zwierzątka podeszły bliżej i utworzyły półokrąg  na trawniku za ławką. Było ich około pół setki. Wiedziała, że co najmniej drugie tyle pozostawało wciąż w ukryciu gdzieś w pobliżu, nie chciała jednak zbytnio wystraszyć Jane przyzywając wszystkie wiewiórki zamieszkujące Central Park. A było i więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać.
- No więc, oto moja armia - oświadczyla z dumą. - A na to drzewo weszłam łatwiej, niż myślisz, bo umiem to samo, co one.
Przyjrzała się Jane uważnie, próbując wybadać jej reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Lip 10, 2016 6:03 pm

Przez chwilę Jane myślała, że Doreen potrafi modulować swój głos do tóżnych, nawet zabójczych częstotliwości. Już otwierała usta, żeby podzielić się swoim spostrzeżeniem, ale w tym momencie zabrała głos wiewiórka na drzewie. Potem znów odezwała się Doreen. Całość wyglądała, jakby ze sobą rozmawiały. Jane chwile patrzyła na całą scenę z mieszanką fascynacji i zaskoczenia. Powiodła wzrokiem za wiewiórką.
-Jasne, nie ma sprawy. -uśmiechnęła się. -Słyszę tą prośbę częściej, niż myślisz. -jej pacjenci też woleli pozostawać pod tym względem anonimowi. Często przed rodziną, czego Jane nie pochwalała, ale ich wola. Chociaż próbowała ich przekonać.
Drgnęła, gdy otoczenie zaszeleściło pod wpływem ruchu małych ciałek, przedzierających się przez gałęzie.
-Łał, robi wrażenie. -przyznała, patrząc na zgromadzenie zwierzątek. -Na jakiej zasadzie to działa? Znaczy, bardziej im rozkazujesz, kontrolujesz je, czy to coś na zasadzie prośby, współpracy? Jeśli oczywiście można spytać. -umilkła na chwilę. -I potrafisz tak tylko z wiewiórkami, czy z innymi zwierzętami też? -spytała, widząc na trawniku tylko ten jeden typ gryzonia. -Hm, mutacje dające cechy zwierzęce to dość powszechna sprawa, ale komunikacja ze zwierzętami - tego jeszcze nie widziałam. -potarła się po brodzie, zastanawiając się nad czymś. -Wiesz, jedna z moich mocy pozwala mi wzmacniać moce innych. Ciekawe, jakby zadziałała na Ciebie. -spojrzała na nią. -Pewnie wzmocniłaby Twoje umiejętności łażenia po drzewach, zwinność i tak dalej, ale zastanawia mnie ta komunikacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 11, 2016 7:06 pm

- Och, to nie mutacja. Tak twierdzi lekarz, który mnie badał gdy byłam mała - odparła Doreen ze wzruszeniem ramion. - Nie pytaj, bo nie wiem. Może w kołysce ugryzła mnie radioaktywna wiewiórka. - Zaśmiała się z własnego żartu i podrapała jedną z wiewiórek po łebku. - Wiewiórczy ma dość skomplikowaną składnię, ale nauczyłam się go jeszcze jako dziecko. Odkąd pamiętam rozumiałam je a one mnie. Próbowałam z różnymi zwierzętami, ale działa tylko na wiewiórki. Po prostu mówię im, czego chcę, a one to robią. Zdziwiłabyś się, do czego są zdolne. Oczywiście nigdy nie prosiłabym ich o coś, co może sprawić im przykrość, ale zwykle same oferują mi pomoc... albo o nią proszą. Mamy ze sobą sporo wspólnego, co chłopaki?
Jakby w odpowiedzi wiewiórki obsiadły ją jeszcze ciaśniejszym kręgiem, z nadzieją popatrując na sakwę, którą miała u pasa. Dziewczyna wyjęła garść orzechów i obdzieliła nimi zwierzątka. Jeden orzech sama włożyła sobie do ust i rozgryzła razem ze skorupką. Wiewiórka siedząca na oparciu ławki wskoczyła jej na ramię i powiedziała coś z wyrzutem. Doreen wypluła skorupkę, chrupiąc ze smakiem.
- Chciałam powiedzieć "chłopaki i dziewczyny". - Spojrzała na swoją rozmówczynię. - Jane, to jest Tippy-Toe, dla przyjaciół Tuptuś. T, poznaj Jane.
Tippy, najwyraźniej ukontentowana, sama poczęstowała się orzeszkiem z otwartej dłoni Doreen i łypnęła czarnymi ślepkami na Jane.
- A co do twojej propozycji - dodała po chwili Doreen sięgając do torby po kolejną przekąskę - to obiecuję ją przemyśleć. Rzecz w tym, że  całkiem lubię siebie taką, jaka jestem. Orzeszka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 11, 2016 7:24 pm

-Nie mutacja? -spytała zdziwiona. -Hm, interesujące. -potarła brodę, odwracając wzrok gdzieś w bok. -Ale z drugiej strony... Pewnie nie pamiętasz, co to z lekarz? -mógł to być jakiś konował. A Doreen mutantem była na bank. Moc Jane się w tych sprawach nie myliła. -Nauczyłaś? -zdziwienie rosło z każdą chwilą. Ale kiedy usłyszała, że działa to tylko na wiewiórki nieco opadło. -Twoje cechy wiewiórki to na pewno mutacja, a z tego co mówisz wynikałoby, że umiejętność porozumiewania się z nimi to również zasługa genów. Może nie tak skomplikowana, ale jednak. Twoje struny głosowe muszą wyglądać interesująco. Aż dziw, że umiesz mówić też w normalny sposób. -rozejrzała się po zgromadzeniu, czując się nieco nieswojo.
-Czyli coś jakby symbioza... Chociaż wydaje się, że traktują Cię bardziej jak przywódcę, lidera stada. Ale to tylko moje spostrzeżenia. -przyglądała się temu, co właśnie miało przed nią miejsce. W nieco innych okolicznościach mogłoby to być nieco makabryczne. Chmara wiewiórek obłażąca dziewczynę... Trochę jak z horroru.
-Fascynujące... -mruknęła pod nosem, gdy Doreen rozłupała orzecha zębami bez najmniejszych problemów. No i uszczerbków na uzębieniu.
-Hej. -odparła nieco niepewnie i pomachała do wiewiórki. To było dziwne uczucie. -One rozumieją ludzka mowę? -spytała, chociaż nie była pewna, czy chce znać odpowiedź. -I wszystkie mają imiona? -spamiętać je wszystkie... co prawda sama pamiętała imiona swoich pacjentów, przynajmniej tych stałych. No i ludzie z instytutu. Ale wiewiórek było... Tak jakby więcej. Chociaż nie wiadomo, czy te obecne tutaj to jedyne, z którymi Doreen ma sztamę.
-Ah, spokojnie, wzmocnienie nie jest stałe. Trwa tak długo, jak je podtrzymuję. Ale w porządku rozumiem. I tak bardziej myślałam na głos. -machnęła ręka w geście oznaczającym, że to raczej nie ważne. Spojrzała na orzeszka na dłoni dziewczyny. -Chyba podziękuję. -odparła z uśmiechem. Nie chciała pozbawiać stadka przekąski. Poza tym nie miała dziadka do orzechów, a taki otwarty przez Doreen... Niezbyt to by było higieniczne.
-Hm, mówisz, że umiesz to wszystko od wczesnego dzieciństwa, tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 11, 2016 9:40 pm

- Aha - przytaknęła, rozgryzając kolejnego orzeszka. Uniosła brew i przyjrzała się Jane podejrzliwie. - Zawsze tak wszystko analizujesz? To znaczy... jesteś jakimś naukowcem czy kimś? Poza tym, że masz superfajne moce?
Doreen co prawda lubiła opowiadać o sobie i wiewiórkach, zwłaszcza, że nieczęsto miała po temu okazję, ale ta kobieta naprawdę ją zaintrygowała. Mogły stworzyć zgraną drużynę. Nie żeby Tuptuś i reszta to było mało, ale zawsze mógł się przydać ktoś, kto nie mieszkał na drzewie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Lip 12, 2016 7:27 pm

-No cóż, tak. To takie... skrzywienie zawodowe. I pozostałość po studiach. -uśmiechnęła się lekko. Doreen była chyba pierwszą osobą, która to zauważyła. A przynajmniej pierwszą, która podzieliła się z Jane tym spostrzeżeniem. -I owszem, trochę jestem naukowcem. Bardziej lekarzem, ale to się trochę pokrywa. -odparła. -I dziękuję. Z kilkoma osobami pracujemy nad wyodrębnieniem ich z mojego DNA, żeby na ich podstawie stworzyć maszyny. Na razie mogę być tylko w jednym miejscu na raz, ale gdyby coś, co potrafi działać ze zbliżoną, ale taką samą skutecznością, co moje moce, stało w każdym szpitalu... Niesamowita sprawa. -Doreen nie odpowiedziała co prawda na pytania Jane. Ale kobieta cierpliwie czekała, może jeszcze do nich wróci. Najwyżej zapyta jeszcze raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lip 13, 2016 6:43 pm

Udało mu się, wreszcie dotarł do miejsca, do którego zamierzał się dostać od chwili, gdy popluł ekran jeszcze w Ohio.
-Witamy w wylęgarni mutantów...-rzekł sam do siebie, mijając bramę wejściową od Columbus Circle. Widząc rondo noszące taką samą nazwę, co jego rodzinne miasto chłopak uniósł prawy kącik ust w sztucznym, wymuszonym przez samego siebie uśmiechu. Tutaj miała zacząć się reszta jego życia. Pomachał głową na boki, starając się zapomnieć o tym, co zostawił za sobą. Ohio nie było mu już do niczego potrzebne. Tam i tak był już spalony. Nowy York miał być pustą kartą. Miasto, w którym byłby tak samo anonimowy, jak jakieś... osiem, dziewięć milionów innych ludzi. To mu odpowiadało. Tego szukał.
Tego, a także czegoś do oszamania, o czym dobitnie przypominał mu jego brzuch. Szczęśliwie Central Park to przecież najsławniejszy park na świecie. Tutaj ,by znaleźć budę z żarciem, wystarczy się obrócić dwa razy i ruszyć w losowym kierunku. Postanowił więc pójść za własną radą. Obrócił się dwa razy, unosząc się kilka centymetrów nad ziemią, po czym ruszył przed siebie. Niemal od razu dobiegły go zapachy pieczonego mięcha, pachnącego przyprawami i świeżego pieczywa. Tym szybciej pojawił się w okolicy jednej z bud z szybkim żarciem. Skryty lekko w cieniu spoglądał na grubawego faceta przygotowującego właśnie kolejną porcję i na znudzoną robotą dziewczynę, która najwidoczniej wolałaby być zdecydowanie gdziekolwiek indziej, aniżeli tutaj. Blady chłopak przysiadł na pierwszej lepszej ławce, poprawił czapkę, naciągając ją lekko na oczy i czekał. Czekał, aż zaczną zbierać się do zamknięcia. Spojrzał na zegarek. Było już na tyle późno, by zabierali się do sprzątania. Siedział i gapił się na budę z jedzeniem dobre dziesięć minut do chwili, gdy grubawy gość zrzucił fartuch i wyszedł z budy.
-No to lecimy...-powiedział w sumie do nikogo, modląc się by żołądek milczał przez najbliższe dwie minuty. Wyszedł z cienia, kierując się wprost do stoiska. Usiadł tuż obok budy, spoglądając to na dziewczynę, to na przygotowane buły z mięsem. Podparł się o blat i patrzył, jak brunetka o jakże zacnym imieniu Megan zaczyna uwijać się co raz szybciej, przecierając ladę, czyszcząc pojemniki z resztek jedzenia, zmywając podłogę. Teraz miał szansę. Gdy dziewczyna schyliła się w poszukiwaniu tylko sobie znanej rzeczy Jones używając mocy prędko uniósł bułę i kawał mięcha, który szybko znalazł się w rękach bladego telekinetyka. Brunetka wyprostowała się, spoglądając jeszcze na Esco, po czym przednia klapa chlapnęła głośno, zamykana od środka. Dziewczyna wyszła i poszła, zostawiając Escobara samego.


Ostatnio zmieniony przez Esco dnia Pią Lip 15, 2016 5:36 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Supercollider



Liczba postów : 4
Data dołączenia : 13/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Lip 14, 2016 8:00 pm

To już był chyba... Tydzień, a może dwa od czasu, gdy Felixowi udało się uciec z tego piekła, które niegdyś pragnął nazywać domem. W sumie sam on tego nie liczył na to, ze względu na fakt iż miał wystarczająco wiele spraw na głowie oraz ze względu na posiadanie niewielkich umiejętności w zakresie matematycznych. Widział już kilka ciekawych rzeczy, lecz to był pierwszy raz jak znalazł się w tak olbrzymim mieście jak New York.
Wszystko mu się wydało interesujące, od zwyczajnych przechodniów i mieszkańców tego miasta, poprzez budynki i bilbordy, a kończąc na zaułkach oraz ich szemranych person. Tych ostatnich Felix szczególnie polubił, ze względu na fakt, iż łatwo dało się ich unieszkodliwić. Właśnie po takiej ostatniej bójce, młody chłopak postanowił iż ma dosyć tego zgiełku i postanowił ruszyć w stronę większego terenu zielonego, którym niewątpliwie był Central Park.
Idąc jedną z alej nie mógł zauważyć, że trochę ludzi kręciło się w okolicy, lecz, jak to bywa w Nowym Jorku, kolejny młody, zakapturzony chłopak nie był niczym nadzwyczajnym. Nie to że obchodziło go, co oni myślą. W pewnym momencie natknął się na dość ciekawą scenę. Ujrzał, jak blady chłopak, może trochę starszy niż on, poderwał swoją mocą jedzenie. Może normalnego człowieka ten fakt by zdziwił, lub wręcz przeraził, lecz na Felixie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Żyjąc w odizolowaniu od świata oraz posiadając samemu kilka ekstra mocy, eks-eksperyment uznał, iż to jest normalne. Jego myśli zostały jednak przerwane, gdy mężczyzna poczuł burczenie w brzuchu. W sumie nie miał nic w ustach od kilku dni...
Aby szybko zaspokoić swój głód, młody człowiek ruszył w stronę stoiska, które przed chwilą było zamknięte, i jednym, silnym ruchem chwycił za klapę, podnosząc ją ponownie, przy tym niszcząc zamki bez najmniejszego trudu. Następnie, ku olbrzymiemu zdziwieniu zebranych, chwycił jedzenie będące na wierzchu i zaczął je spożywać, odchodząc jak gdyby nic się nie stało. Nawet reakcja dziewczyny nie wywarła na nim wrażenia. Zawsze mógł uciec albo rozprawić się na miejscu z potencjalnymi osobami, którym w niesmak było zachowanie Felixa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Lip 14, 2016 9:07 pm

Doreen spostrzegła, że Jane nie była w pełni zadowolona z jej odpowiedzi i poczuła lekkie zawstydzenie swą niewiedzą na tak oczywisty temat, jak własne moce. Nie bardzo umiała wyjaśnić powód tego zaniedbania. Zawsze traktowała "wiewiórczą krew", jak nazywała swoje umiejętności, jako integralną część swojej osoby i rzadko zastanawiała się nad ich istotą i źródłem. Uśmiechnęła się przepraszająco.
- Wiesz, nigdy nie rozmawiałam z tym lekarzem i nie pamiętam nazwiska. Moja mama pewnie by wiedziała... Myślisz, że mogłaś go kiedyś poznać? Sama nie wiem czemu nie próbowałam dowiedzieć się więcej. - Beztrosko wzruszyła ramionami. - Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
Słuchała opowieści Jane o jej pracy naukowej i maszynach tworzonych na podstawie zmutowanego DNA z prawdziwą fascynacją. Już otwierała usta, by zadać jej kilka pytań, w tej jednak chwili z krzaków wyskoczyła wiewiórka.
Zwierzątko wyglądało na zdenerwowane. Usiadło Doreen na ramieniu i czik-czukkując niespokojnie powiedziało jej coś na ucho. Doreen nagle wyprostowała się jak struna i spoważniała.
- Nie! Serio?
Wsłuchując się w odpowiedź wiewiórki spojrzała na Jane.
- On mówi, że jacyś kolesie obrabiają budkę z jedzeniem kilka alejek stąd. Na mojej warcie! Musimy coś zrobić!
Nie czekając na jej reakcję zerwała się z ławki i schowała za drzewem, w miejscu, gdzie pozostawiła plecak. Zaczęła nerwowo przetrząsać jego zawartość, mamrocząc do siebie.
- Akurat kiedy w pobliżu dzieje się przestępstwo, ja nie mam przy sobie kostiumu... Aha!
Triumfalnym gestem wyszarpnęła z plecaka zwykłą opaskę do włosów z doczepioną parą pluszowych uszu. Z uśmiechem zaprezentowała ją Jane i włożyła sobie na głowę, co w dziwny sposób upodobniło ją do wiewiórki. Po chwili jakby sobie o czymś przypomniała i znów wstydliwie schowała się za drzewem. Po chwili szamotania się z własnymi spodniami zdołała oswobodzić ogon. Przeczesała palcami sierść i napuszyła ją dumnie. Tak było znacznie wygodniej. Wychynęła zza drzewa i zerknęła na Jane przepraszająco.
- O jednym zapomniałam ci wspomnieć - rzekła tytułem wstępu. Jej wygląd mówił teraz sam za siebie. Puszysty ogon był na tyle wielki, że Doreen byłaby w stanie dokładnie się nim otulić. Wyglądał też na silnie umięśniony. Kiedy się poruszała, ogromna kita kołysała się w rytm jej kroków, a za razem jakby żyła własnym życiem.
Dziewczyna spojrzała wyczekująco na swoją nową przyjaciółkę.
- To jak, idziemy? Bo jeszcze nam uciekną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lip 15, 2016 6:13 am

Miał rację, nos go nie zawiódł. Mięcho pachniało doskonale. Średnio wypieczone, tak jak lubił najbardziej, dobrze doprawione, lekko ostre. Widać Yankesi znają się na robieniu dobrych kanapek. Esco zatopił zęby w bułce, ciesząc się jak małe dziecko z wymarzonym prezentem od świętego Mikołaja. W końcu żołądek da mu święty spokój na kilka godzin. Po parku na pewno kręciło się jeszcze kilka osób, choćby takich bezdomnych, jednak nikt niczego nie zauważył. Na szczęście dla bladego chłopaka, który mógł się cieszyć bułą w spokoju.
Wtem na placyku pojawił się dziwny człowiek z w czerwonym wdzianku.
-Człowiek, jak człowiek...-pomyślał, odgryzając kolejny kęs przepysznej bułki. Esco spojrzał przelotnie na chłopaka w czerwonym. Być może przyszedł pobiegać, albo gdzieś lata tutaj jego psiak. Trzecia możliwość to bezdomny, choć ta była najmniej prawdopodobna. Bezdomny tak nie wygląda. Esco w sumie też jak bezdomny nie wygląda, a od kilkunastu godzin błąka się po mieście szukając czegoś do zjedzenia. Nie zastanawiał się teraz nad tym, czy zza krzaków nie wyskoczy przypadkiem dwójka supermutantów pragnących rozwiązać swój odwieczny spór obok budy z żarciem, choć w sumie do dobrego jedzenia nadałoby się obejrzeć coś ciekawego. W Ohio zawsze było co obejrzeć do posiłku, czy to Czerwono-Szarych, czy słynną Załogę, która jak zawsze odpadała w półfinałach ligi.
Po kilkunastu sekundach i połowie kanapki Esco mógł stwierdzić, że ziomek w czerwonym nie był wcale takim zwykłym obywatelem Nowego Yorku. Dobrze, że Megan była już kawałek drogi stąd, inaczej nie skończyłoby się jedynie na głuchym odgłosie rozwalonego zamka. Piski i krzyki to było zdecydowanie to, za czym Esco nie przepadał. Wręcz nie znosił.
-Brawo.-rzucił, nie ruszając się z miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Lip 17, 2016 8:39 pm

-Małe szanse, ale kto wie. -kilku niekompetentnych lekarzy poznała, a ten wydawał się być jednym z nich. -Może to i lepiej. W ten sposób pewnie łatwiej było Ci zaakceptować to jaka jesteś. Takie przynajmniej sprawiasz ważenie. A to przecież najważniejsze. -jak żyć, kiedy nie można spojrzeć w lustro? No i przecież nie jest ważne to, skąd ma się moce, tylko jak się ich używa.
-Em... -zawahała się. -Jestem lekarzem, a nie superbohaterem. -uśmiechnęła się przepraszająco. -Nie potrafię walczyć. Ale mogę Ci potowarzyszyć, wiesz, poskładać gdybyś odniosła rany. -miała jednak nadzieję, że obejdzie się bez przemocy. Napad na budkę z hot-dogami to nie zbrodnia stulecia, raczej nie powinni być uzbrojeni.
-Całkiem urocze. -przyznała, chociaż zawsze zastanawiała się nad takimi detalami w strojach bohaterów. Czy to naprawdę konieczne? Jane była po prostu sobą bardzo ceniącą praktyczność, a opaska Doreen była zwykłą opaską. Wątpiła, żeby miała wbudowane jakiekolwiek technologiczne usprawnienia.
Po chwili dziewczyna znów zniknęła za drzewem. Gdy się zza niego wyłoniła Jane aż zaparło dech w piersiach.
-Łał, robi wrażenie. -chwilę zastanawiała się, gdzie dziewczyna schowała ogon, ale wydało jej się to dość oczywiste. Poza tym to nie był czas na takie pytania.
-Jasne, idziemy. -odparła niezbyt pewnie, wciąż przyglądając się z podziwem i fascynacją jej ogonowi. Kiedy Doreen rzuciła się biegiem w stronę wskazaną przez wiewiórki, Jane udała się za nią, łapiąc po drodze najdłuższą gałąź, jaką udało jej się dostrzec w trawie. Całkiem zapomniała o torbie.


Ostatnio zmieniony przez Łaska dnia Pon Lip 18, 2016 9:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Supercollider



Liczba postów : 4
Data dołączenia : 13/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 18, 2016 3:28 pm

W sumie to był pierwszy raz, kiedy jadł coś takiego. Bułka, do której zostało włożone mięso o podłużnym kształcie? To nie mogło wyjść dobrze. - Pomyślał Felix. Powolnym ruchem chwycił pierwszy kęs.
Po nim zupełnie zmienił zdanie na temat tego pokarmu. To było przepyszne. W sumie to zaczął on się zastanawiać jak mógł żyć w niewiedzy o tak pysznym pokarmie. Szybko skończył swojego hot-doga, więc szybko wrócił i chwycił kolejnego, delektując się jego smakiem. Po chwili do jego głos bladego chłopaka. Od razu wyczuł w jego głosie coś... Niemiłego. Podobny ton głosu, którzy przybierali naukowcy, mówiąc o nim. Nie lubił tego tonu.
-Czy dawno ktoś ci nie obił twarzy, mendo?- Zaczął Felix podnosząc swoją lewą, wolną pięść, która po chwili zaczęła się mienić zielonym kolorem. Także jego oczy zaczęły mienić się tym samym kolorem, co miało odstraszyć potencjalnego oponenta. Oczywiście nic by mu nie szkodziło gdyby mógł mu obić twarz. Nawet mogłoby mu się to podobać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 18, 2016 6:51 pm

- No to w drogę! - zawołała, a w wiewiórczym dodała: - Prowadźcie!
Doreen w pełnym biegu trudno było dogonić, zwłaszcza kiedy zaczęła skracać sobie drogę skacząc z drzewa na drzewo. Kilkoma susami pokonała odległość, której przebiegnięcie truchtem zajęłoby Jane dobrych parę chwil, nie mogła jednak zaczekać. Zbyt się obawiała, że rabusie zdążą umknąć zanim obie tam dotrą. Pocieszała się myślą, że Jane z łatwością trafi na miejsce podążając za chmarą wiewiórek. Zwierzątek było teraz znacznie więcej. Przybywały z całego parku zaalarmowane przez swoich braci i siostry. Skakały po gałęziach, krzakach i pędziły bocznymi alejkami, depcząc Doreen po piętach. Ona sama skakała tuż za przewodnikiem z Tippy-Toe u boku.
- Dobra, plan jest taki - zagadnęła wiewiórki między jednym skokiem a drugim. - Otoczycie to miejsce na wypadek gdyby próbowali się wymknąć. Spróbuję ich zagadać i dowiedzieć się o co chodzi, ale jeśli będą w bojowym nastroju, robimy standardową procedurę, manewr delta cztery.
- Delta pięć jest skuteczniejszy przeciwko wielu przeciwnikom - zauważyła Tippy z powątpiewaniem.
- Odpada. Nie mieliśmy czasu go przećwiczyć. Za duże ryzyko.
Spierały się nadal, kiedy dotarli do miejsca, w którym krzyżowało się kilka alejek, tworząc niewielki placyk. Doreen natychmiast rozpoznała to miejsce - to była budka Megan... Megan, która sprzedawała najlepsze hot-dogi w całym Nowym Jorku. Przy drugim rzucie oka spostrzegła dwóch osobników zajadających się parówkowymi delicjami nieopodal budki. Nie umknęła jej uwadze otwarta przemocą klapa i roztrzaskany zamek. A więc to rzeczywiście było włamanie.
W dziewczynie-wiewiórce zawrzał gniew. Megan była miłą osobą, która uczciwie dorabiała do czesnego za studia. Nie zasługiwała na ten rabunek. Co ci dwaj sobie wyobrażali?!
Doreen dyskretnie dała wiewiórkom znać, aby schowały się głębiej w liściastą gęstwinę i czekały na jej sygnał.
- Tuptuś, wkraczamy - szepnęła do wiewiórki siedzącej jej na ramieniu, po czym efektownym skokiem wylądowała na dachu budki z hot-dogami.
Zmierzyła rabusiów groźnym spojrzeniem i... uśmiechnęła się do nich.
- Cześć, chłopaki - przywitała się niemal pogodnym tonem. - Mam nadzieję, że zamierzacie za to zapłacić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Łaska



Liczba postów : 56
Data dołączenia : 11/05/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 18, 2016 9:29 pm

Pobiegła za Doreen, jednak jakkolwiek by się nie starała nie była w stanie jej dogonić. Nie posiadała nadludzkiej zwinności jak dziewczyna. Do tego buty na obcasie... Niskim, nawet bardzo, ale jednak... Dobra, wymówki wymówkami, ale tryb życia to jednak miała siedzący, nie wymagajmy cudów.
Faktycznie, dobrze, że za jej nową znajomą leciała jej wiewiórcza armia. Zdecydowanie pomogła w podążaniu śladami Doreen.
Kiedy w końcu dotarła na miejsce zobaczyła Doreen stojąca na budce z hot dogami oraz dwóch chłopaczków. Niby nic nadzwyczajnego, poza tym, że jeden świecił się na zielono. Znaczy, jego ręce i oczy się świeciły. Kolejny utalentowany? Kurcze, sporo ich powyłaziło. A pojawi się pewnie jeszcze więcej po konferencji. Chociaż zależy jeszcze, jak się ona skończy. Jane miała nadzieję, że ochrona nie zawiedzie.
Tak czy siak na razie nie ujawniała swojej obecności. Została w krzakach wraz ze swoim kijem i kilkoma wiewiórkami. W walce i tak się nie przyda, zdecydowanie bardziej przydatna będzie jako wsparcie na tyłach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lip 20, 2016 8:30 am

Kolejny gryz doskonałej buły wylądował w ustach blafego chłopaka. Jego wzrok przeniósł się na dziwnego gościa, po czym uśmiechnął się spod byka w jego stronę. Zaproszenie do walki? Być może, jednak walka w takim momencie nie była mu na rękę. Nie skończył jeszcze jeść. Musiał zastanowić się przez krógką chwilę, czy przestać, zapakować manrle i wiać, czy przyjąć propozycję od tajemniczego stworzenia. Przełknął ostatni kawałek buły, po czym odparł:
-Nie.
Wrócił do jedzenia. W razie czego, to przecież nie blady chłopak będzie odpowiadał za włamanie. W sumie to mógł dziękować Bogu za to, co właśnie się stało.
Wtem usłyszał odgłos uderzenia i metal. Rozejrzał się na boki, by następnie usłyszeć cyjś głos, dobiegający z przyczepy.
-Megan wróciła?-pomyślał chłopak, spoglądając w górę, by wreszcie móc dojrzeć, kto jeszcze pojawił się przy przyczepie.
Dziewczyna z długim ogonem i wiewiórką na ramieniu. Gdyby nie ogon pewnie nie odróżniłby jej od normalnego człowieka. Choć dorabiane uszy wyglądały dziwacznie. Musiał  wykombinować, jak wywinąć się z tej nieciekawej sytuacji.
-Ja dać Megan trzy...- rzekł łamanym angielskim, po czym wyciągnął jednodolarówkę. Dobrze, że Megan już dawno nie było. Potem wskazał palcem na ziomka w czerwonym.
-On...- zaczął maszerować palcami po stole, by nastepnie uderzyć powietrze i wskazał na budę.
-Pomoc. Ja nie dom.-dodał na koniec. Następnie patrzył to na dziewczynę, to na chłopaka, rozsserzając swoją noewidzialną barierę ma odległość 30m. Śmialo wyczuł jesscze jedną osobę schowaną w ktzakach, jednak bardziej martwiła go duża ilość niewielkich obiektów okrążająca plac.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Lip 25, 2016 6:54 pm

Doreen zmierzyła chłopaka w czapce podejrzliwym spojrzeniem. Mówił z pełnymi ustami a do tego łamaną angielszczyzną, ale po chwili rozszyfrowała jego słowa. Tłumaczył się cokolwiek mętnie.
- Łże jak z nut - poinformowała ją Tippy-Toe. - Inne wiewiórki wyraźnie widziały jak wylewitował hot-doga z budki, a Megan niczego nie zauważyła.
Dziewczyna przyjęła do wiadomości jej słowa i ponownie przyjrzała się domniemanym sprawcom. Chłopak w czapce rzeczywiście nie sprawiał wrażenia, jakby ostatnimi czasy mu się powodziło. Wyglądał blado, może z niedożywienia, a ta jednodolarówka, którą wymachiwał, mogła równie dobrze stanowić cały jego majątek. No i jeśli mówił prawdę o swojej bezdomności...
Wspólczucie nagle szturchnęło Doreen w żebra. Nie mogła skopać mu tyłka tylko za to, że nie powiodło mu się w życiu... w każdym razie dopóki nie da jej wyraźnego powodu.
Za to ten drugi... Jego pięść otaczała dziwna zielona poświata, a oczy jarzyły mu się tym samym kolorem, przez co wyglądał trochę jak demon, a trochę jak ozdoba choinkowa. Z chęcią zapytałaby go jak to robi, gdyby nie fakt, że sprawiał wrażenie gotowego do ataku i najwyraźniej tuż przed ich przybyciem groził blademu chłopakowi. Wiewiórkom od samego patrzenia na niego jeżyła się sierść, a i Doreen zaczynała czuć się nieswojo, choć nie była pewna dlaczego.
- Pilnujcie tego w czapce - poleciła Tuptusiowi w wiewiórczym. - Ten drugi wygląda groźniej. Nie chcę, żeby kogoś skrzywdził.
Nie spuszczając świecącego osobnika z oka uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Hej, hej, hej! Tylko spokojnie, chłopaki. Nie warto bić się o parówki, chociaż przyznaję, że Megan urwała się chyba z hotdogowego nieba. Chcę tylko wiedzieć co tu się stało.
Przykucnęła na daszku w pozycji z pozoru swobodnej, a równocześnie umożliwiającej jej nagły skok. Wolała być gotowa na wypadek, gdyby ci dwaj wcale nie mieli ochoty rozmawiać. Miała nadzieję, że Jane dobrze się ukryła i wiewiórki będą w stanie ją obronić.
- Widzicie, Megan jest moją dobrą znajomą - ciągnęła konwersacyjnym tonem. - Nie chciałabym, żeby ktokolwiek ją skrzywdził czy, bo ja wiem, okradł. Poza tym sporo własnej gotówki zostawiłam w jej kasie, więc sami rozumiecie, że traktuję tę sprawę nieco osobiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lip 27, 2016 10:55 pm

Nie wiedział, czy dziewczyna z wiewiórką zrozumiała jego słowa. Cóż, teraz, gdy poszedł w naśladowanie obcokrajowca musiał dalej kroczyć tą ścieżką. Jednak z drugiej strony...
-To tylko *** hot dog. Jest w ogóle o co się srać?-blady chłopak zadał sobie pytanie w głowie, na które poświęcił chwile czasu. Kradzież jest kradzieżą, ale on przecież wziął tylko jedną bułkę, a jedynym czynnikiem skazującym jest to, że ładnie nie poprosił. W sumie mógł poprosić. Kto wie, Według dziewczyny z wiewiórką Megan to miła osoba. Może rzuciłaby jedną czerstwiejszą bułką w ramach pomocy dla biednego i słabego chłopaka. W Columbus najwyżej dostałby po łbie od baby w budzie i na tym by się skończyło. On skombinowałby hajs, dał sprzedawczyni i na tym by się skończyło. Nie zwróciłby przecież tego, co przed chwilą zeżarł. Chyba, że Megan, lub dziewczyna z Columbus zadowoliłaby się na wpół przeżutym kawałkiem bułki, odrobiną mięsa wymieszanym z sałatą wyglądającym jak gówno. Tutaj jednak sprawy miały się nieco inaczej. Już na starcie spotkał dwójkę takich jak on innych, być może nawet lepszych od niego, z tą różnicą, że nie Esco nie miał ani zielonej skóry oraz zielonych oczu, ani długiego ogona wystającego z tylnej części spodni. On, na pierwszy rzut oka, był tylko nic niewyróżniającym się chłopakiem o bladej skórze. O co go tu podejrzewać. On nic złego nie zrobił.
Esco zmrużył lekko powieki, przyglądając się dziewczynie z wiewiórkami, a konkretnie jej ustom. Chciał sprawiać wrażenie, jakby każde słowo wypowiedziane przez wiewiórko-dziewczynę było dokładnie analizowane przez bladego chłopaka. Jakby łączył słowa w jedną większą całość i próbował wyłapać kontekst.
-Nie bić się... Co tu się stało... Megan - znajoma... Chyba wystarczy...-Esco mrugnął, a czapka osunęła się nieco głębiej, by powrócić z powrotem na miejsce przy ponownym otwarciu oczu.
-Ja nie bić...-Esco wskazał na nieznajomego w czerwonym.
-On bić tam.-po czym wskazał na rozwaloną przyczepę. Dalsze słowa dziewczyny również spotkały się z taką samą reakcją, co chwilę wcześniej, jednak teraz Esco tylko pokręcił lekko głową na boki, dając znak, że nie bardzo rozumie.
-Megan... dobra hotdog.-spojrzał znowu na dziewczynę.
Nie spuszczając z niej wzroku przez chwilę skupił się na otoczeniu, a konkretnie na dziewczynie schowanej za krzakami i chmarze niewielkich istot, które nadchodziły niemal zewsząd. Musiał mieć jakiś plan na wypadek, gdyby coś z dziewczyną nie pykło, lub ziomek w czerwonym zaczął szaleć.
-Ok...-przybrał minę, jakby wciąż analizował słowa sprzed kilku chwil. Plan ucieczki już miał, choć nie chciał nikogo tłuc, na to też był już przygotowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Sie 04, 2016 7:03 am

Kiedy świecący koleś nie zareagował na jej słowa, na znak Doreen spory oddział wiewiórek wybiegł z krzaków i otoczył go ciasnym kręgiem. Kilka innych gryzoni obserwowało scenę z wyżej położonych gałęzi w gotowości do skoku. Dziewczyna zakładała, że dziwak mógł wcale nie mieć złych zamiarów, ale nie zamierzała ryzykować, że zdąży wystrzelić ten niepokojący zielony pocisk w kogokolwiek.
- Radzę ci nie robić gwałtownych ruchów - ostrzegła, ruchem głowy wskazując wiewiórki. - Potrafią nieźle pokąsać, a jeśli się zdenerwują, pogryzione łydki będą najmniejszym z twoich zmartwień. Wszystkim nam zależy, żeby bezpiecznie wrócić do domów, prawda?
W tym miejscu z zakłopotaniem spojrzała na chłopaka w czapce. No, tak... Jemu pewnie też zależało, tyle że nie miał dokąd wracać. Zastanowiła się szybko.
- Słuchaj... Masz jakieś imię? - spytała, zwracając się do bladego. Wskazała na siebie a następnie na wiewiórkę siedzącą jej na ramieniu, starając się mówić wyraźnie i powoli. - Jestem Squirrel Girl, a to jest Tippy-Toe. A ty?
Dała chłopakowi chwilę na przeanalizowanie jej słów, po czym uniosła dłonie w pojednawczym geście i lekko zeskoczyła z dachu budki. Nie chciała, by odebrał to jako próbę ataku, wylądowała więc w bezpiecznej odległości.
Rzuciła okiem na świecącego, a upewniwszy się, że nadal jest pilnie strzeżony przez wiewiórki, zwróciła się z przyjaznym uśmiechem do chłopaka w czapce.
- Myślę, że możemy ci pomóc. Tippy mówi, że umiesz poruszać rzeczy umysłem. To prawda? - Wykonała dziwny ruch dłońmi, symulując szybującego w powietrzu hot doga, choć końcowy efekt był co najmniej komiczny. Przyjrzała się blademu chłopakowi z nowym zainteresowaniem, oczekując na jakąś reakcję. Rzeczywiście wyglądał jakoś dziwnie, choć nie na pierwszy rzut oka. Czapka zasłaniała większość jego twarzy, ale wydawał się być w podobnym wieku, co Doreen. Ciekawiło ją co go tu sprowadzało.
- Jesteś mutantem? - podjęła rozmowę. - Moja znajoma zna się na mutantach. Jest lekarzem i jest bardzo miła. Możesz jej zaufać. Na pewno znajdzie ci jakieś bezpieczne miejsce. I coś do jedzenia.
Mówiąc to miała gorącą nadzieję, że Jane nie wyrazi sprzeciwu. Ostatecznie znały się dopiero od pół godziny, a Doreen już zamierzała prosić ją o sporą przysługę. Jeśli jednak ktoś miał pomóc temu biedakowi, to Jane wydawała się najodpowiedniejszą osobą. Obecne nastawienie nowojorczyków wobec mutantów nie było całkiem przyjazne i chłopak mógł znaleźć się w prawdziwym niebezpieczeństwie, jeśli nadal będzie tak nieostrożny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Sie 05, 2016 9:20 pm

Widząc, jak wiewiórki obiegały świecącego chłopaka do Escobara dotarło, że wszystko wyszło dokładnie tak, jak sobie zaplanował. Jeden problem z głowy. Przestrzeń wokół niego była czysta i wolna od wiewiórek. Drugi problem z głowy. Mógł się teraz skupić na udawaniu osoby, która rozumiała gdzieś połowę tego, co do niego mówili. W razie ruchu-niespodzianki chłopaka z zielonymi oczyma wiewiórki się nim zajmą.
-Jedna wiewiórka to nic strasznego, ale tyle...-pomyślał rozglądając się wzrokiem po parku.
-Dwa... nie... trzy do zera...-dodał na sam koniec, spoglądając na zeskakującą z przyczepy dziewczynę. Nie znał umiejętności chłopaka, jednak i tak nie chciałby się znaleźć w tej samej sytuacji, co on teraz. Byli w zalesionym terenie, wokół cała chmara gryzoni gotowych rzucić się na niego w każdej chwili, na przeciw jednego. Był teraz niczym wielka groźna modliszka po środku stada głodnych czerwonych mrówek. Nieciekawie... Plus jeszcze królowa stada i dziwny blady chłopak, który z pewnością pomoże mniej bojowo nastawionej do niego dziewczynie i wiewiórkom.
-Esco...-odparł, robiąc krok w tył, stając w cieniu jednego z większych drzew. Całe szczęście, że miał hiszpańskie korzenie i hiszpańsko brzmiące imię. Skryty lekko w cieniu słuchał kolejnych słów dziewczyny.
-Mutantem? Nie. Ja inny...-udał, że nie rozumie słowa "mutant", po czym spojrzał na ogon Doreen i wskazał na niego palcem.
-Ty też...-zastanawiał się, czy dodawać coś jeszcze, jednak gdy do jego uszu dotarło słowo "znajoma" blady chłopak gwałtownie zwrócił głowę w stronę krzaków, w których siedziała Łaska. Popatrzył przez chwilę w tamto miejsce, by znajoma Dziewczyny-Wiewiórki uniosła się lekko nad ziemię i przejechała lekko tyłkiem po trawie, a następnie uniosła się w górę.
-Ona... znajoma? Czemu kij?-spytał Doreen, podczas gdy kij, który trzymała lekarka został wyrwany z jej ręki i spadał właśnie swobodnie na ziemię, a blondynka mogła poczuć w okolicy swojej szyi siłę, która pomału zaczęła się zaciskać wokół jej gardła, jednak jeszcze nie na tyle mocno, by nie mogła złapać tchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Nie Sie 07, 2016 9:31 pm

"No, nareszcie do czegoś dochodzimy," ucieszyła się Doreen, kiedy blady chłopak nawiązał z nią dialog. Naprawdę nie chciała przejść do historii jako Niepokonana-Dziewczyna-Wiewiórka-Która-Pobiła-Bezdomnego-W-Parku. Nie byłaby to najbardziej heroiczna rzecz, jakiej dokonała. Odetchnęła z ulgą. Nie była pewna, czy chłopak w pełni ją rozumie albo czy czegoś nie ukrywa, ale przynajmniej zdołała go przekonać, że nie ma złych intencji.
- Ja? Mutantką? - zdziwiona odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Nie, skąd. Po prostu jestem po części wiewiórką. Możemy po...
Szelest w pobliskich krzakach przerwał jej wpół słowa. Spojrzała w tamtym kierunku i zamarła. Jane unosiła się właśnie nad trawnikiem, wyraźnie zaskoczona. Doreen powróciła spojrzeniem do chłopaka w czapce w momencie, kiedy ten rozbrajał jej przyjaciółkę. Nawet nie poruszył ręką... Jak... Potrząsnęła głową. To nie było ważne. Jane była w kłopotach a jej pokojowe negocjacje właśnie stanęły pod znakiem zapytania!
- Czekaj! - krzyknęła do chłopaka, błagalnie unosząc dłoń. - Nie rób jej krzywdy! Przybiegłyśmy tu, bo wiewiórki powiedziały nam o kradzieży, pamiętasz? Nie wiedziałyśmy z kim mamy do czynienia. Stąd ten kij. Do obrony.
Poczuła jak Tippy na jej ramieniu jeży futerko i w milczeniu ocenia zagrożenie jakie stanowi chłopak. Doreen była jednak zdecydowana przemówić mu do rozsądku. Tak dobrze przecież im szło...
- Proszę, nie krzywdź mojej przyjaciółki - poprosiła spokojniejszym tonem i powtórzyła pokojowy gest. - Daję ci słowo, że żadna z nas nie zamierza cię atakować. Chcemy tylko pomóc.
Mówiła szczerze. Nie zamierzała uciekać się do przemocy, jeśli istniał choć cień szansy na dogadanie się, a już na pewno nie zamierzała ryzykować życia Jane. Już zaczynała żałować, że wciągnęła ją w tę awanturę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Esco



Liczba postów : 30
Data dołączenia : 08/07/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Sie 08, 2016 4:40 pm

Przez chwilę poczuł się jak w Columbus, podczas jednej z wielu prób przemówienia mu do rozsądku przy pomocy liczebnej przewagi i pięści. Zwykle takie sytuacje kończyły się jak każda poprzednia. Nagle jeden z osiłków lądował na ziemi podcięty przez coś niewidzialnego, drugi wpadał na trzeciego, kolejny zamiast przywalić Escobarowi "przypadkiem" masakrował buźkę kolegi, który przytrzymywał bladego chłopaka... Dopiero po wszystkim do zaułka wpadało kilku innych, by pośmiać się ze słabego i pobitego dziwaka, który dopiero po spotkaniu z kilkoma większymi od siebie nabierał kolorów. Zaskoczenie, jakie malowało się wtedy na ich twarzach... Bezcenne.
Jones spojrzał w górę i uśmiechnął się lekko, co w połączeniu z aktualną sytuacją wyglądało, jakby Łaska rzeczywiście miała za chwilę paść bezwładnie na ziemię ze złamanym karkiem. Na pierwsze słowa i błagalny gest Doreen chłopak jedynie przestał się uśmiechać, wciąż spoglądając na podduszaną lekko blondynkę.
-Ona tam... sporo czasu...-odparł.
Z jednej strony może to i lepiej. Dziewczyny nie wiedziały, w co się pakują, więc tylko jedna wyszła blademu chłopakowi naprzeciw, podczas, gdy druga czekała na sygnał do ataku. Z drugiej jednak mogła od razu się pokazać, skoro jest lekarką i "zna się na mutantach".
Słuchając dalszych słów Squirrel Girl, Esco spojrzał jej prosto w oczy. Nie wiedział, czy mówiła prawdę, czy nie zaatakuje, czy aby na pewno pomoże, albo bardziej nie zaszkodzi. Twarz chłopaka w czapce wróciła do normalnego, lekko znudzonego stanu, jednak wciąż analizowała.
Łaska zaczęła pomału opadać, po krótkiej chwili stając na ziemi. "Ręce" wokół szyi momentalnie puściły, a blondynka mogła znowu oddychać normalnie.
-Mogła... wyjść... Ona Tobie pomóc?-spytał Doreen. Jeżeli to była prawda i Łaska rzeczywiście była w stanie załatwić chłopakowi wolne wyro i coś do jedzenia, Escobar był kupiony. W tej chwili niczego więcej nie oczekiwał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doreen Green



Liczba postów : 52
Data dołączenia : 27/06/2016

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Sie 09, 2016 3:39 pm

Widząc, że Jane jest znów bezpieczna, Doreen uspokoiła się. Będzie musiała jej to jakoś wynagrodzić. W końcu kobieta przybiegła tu wyłącznie za jej namową.
- Hej, stary, spójrz na to z naszej strony - zwróciła się do Esco i wzruszyła ramionami. - Wiedziałyśmy tylko, że dwaj kolesie z mocami okradają budkę, a Jane nie za dobrze radzi sobie w walce. Jest tu tylko dlatego, że ją poprosiłam. Okładanie bandytów to bardziej moja działka. Bez urazy - dodała pospiesznie, ukazując w uśmiechu sporych rozmiarów siekacze.
Zauważyła, że chłopak wyraźnie zmiękł i miała nadzieję, że nie pomyliła się w ocenie jego charakteru. Jeśli był po prostu kolejnym potrzebującym, który miał pecha, rozwiązanie, jakie na szybko obmyśliła, wydawało się idealne. Pokręciła głową w odpowiedzi na pytanie.
- Ja nie potrzebowałam pomocy tak jak Ty, ale Jane to dobra osoba. Ufam jej i ty też możesz.
Nie dodała, że znały się w gruncie rzeczy dość krótko. Raczej nie wzbudziłoby to większego zaufania chłopaka. Nie musiał znać wszystkich faktów, przynajmniej dopóki i jego nie poznają lepiej. Spojrzała na Jane wyczekująco i z nadzieją... i w tejże chwili przypomniała sobie, że kobieta miała przy sobie pokaźnych rozmiarów walizkę, zupełnie jakby wybierała się w podróż. Przeklęła się w myślach za to, że nie przewidziała takiej ewentualności. Prędko zaczęła przeglądać awaryjne opcje. W ostateczności mogła przechować Esco u siebie dopóki chłopak sam nie stanie na nogi. Oczywiście wiązałoby się to ze zdradzeniem kolejnej przypadkowo spotkanej osobie swojej tożsamości. Nie podobała jej się ta myśl, ale nie mniej niż pozostawienie tego gościa na ulicy.
- Alboooo... - powiedziała na głos, chwilowo zdejmując z Jane ciężar odpowiedzi. - Albo możesz przez jakiś czas zostać u mnie. Chwilowo mam wolny pokój.
Posłała Jane przepraszające spojrzenie i spojrzała znów na chłopaka, sprawdzając jak zareaguje na tę propozycję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   Today at 4:58 am

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: