Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marcus Garvey Park

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Marcus Garvey Park   Czw Paź 31, 2013 4:01 pm

First topic message reminder :



Znany również jako Mount Morris Park - i wciąż nazywany tak przez okolicznych mieszkańców - znajduje się w Harlemie na Manhattanie i zajmuje powierzchnię około osiemdziesięciu jeden tysięcy sześciuset metrów kwadratowych. W głównej mierze składają się na niego zadbane trawniki i boiska do gry. Dookoła parku przebiega Piąta Aleja.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 3:36 pm

Odetchnęła cicho spoglądając na twarz kobiety. Wydawała się być całkiem miła i o dziw. Szczera. Uniosła nieco brew słysząc o Instytucie. Nie wiedziała czy powiedzieć nieznajomej, że jest tam od kilku dni czy nie. Tym bardziej, że ta doskonale znała jej imię. Do tego przeprosiła. Sama nie wiedziała co myśleć, wszystko wydawało się być takie dziwne i niepewne. Jednak co jej pozostało? Mogła powiedzieć nic nie stało na przeszkodzie.
- Tak, od zaledwie kilku dni.
Przyznała w końcu i westchnęła pod nosem. Usiadła wygodniej na ławce i przymknęła powieki na maleńką chwilkę.
- Minie mi, dopiero co niedawno wyszłam szpitala. Drobne osłabienie nic mi nie będzie.
Dodała nie wspominając z jakiego powodu tam trafiła, oraz tego że ów kilka dni jest niestety związane również z pobytem w Instytucie.
- Nie, nie wzywaj nikogo. Przejdzie mi naprawdę.
Dodała ze spokojem.
- Skoro byłaś w Instytucie to wiesz, jacy tam są ludzie. Nie pasuje do nich. Nie powinno mnie tam być są osoby, które mają w sobie to coś, a ja...ja nie jestem nawet w części taka jak Oni.
Westchnęła pod nosem, ale prawda była taka, że nie miała zamiaru nigdy odejść z tego miejsca. To tam odnalazła spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 3:56 pm

Xin Chang pokręciła głową jednocześnie głęboko wzdychając, ponieważ wiedziała, że nie było to drobne osłabienie. Była na siebie zła, że mimo własnego postanowienia zwyczajnie poszperała chwilę w głowie dziewczyny, a jednocześnie nieco zmartwiona jej stanem. Próbowała jednak nie dać tego po sobie poznać, a na jej twarzy była wymalowana czysta obojętność. Może i jej ton głosu mógł być zmartwiony, ale twarz musi pozostać kamienna i zimna.

- Mam nadzieję, że szybko ci minie, chociaż nie jest to zwykłe osłabienie. Może jednak powinnam kogoś zawołać?

Chwilę później Xin Chang usłyszała jednak jej odpowiedź zaprzeczającą wezwanie przez nią jakąkolwiek pomoc. Dziewczyna przewróciła oczami... albo raczej okiem i stanęła naprzeciw Zefiry wkładając swoje dłonie w kieszenie bluzy ówcześnie szybko zrzucając kaptur z głowy.

- Twoje słowa to czysta głupota. Twoja moc jest twoim darem, i nie ważne jak słaby on jest, czy też silny to dzięki niemu jesteś wyjątkowa i to dzięki niemu zostałaś przyjęta do Instytutu, więc następnym razem odrobinę pomyśl zanim zaczniesz mówić, że tam nie pasujesz. Nie jesteś nawet w części taka jak oni, to prawda. A wiesz dlaczego? Bo każdy z nas jest inny. Jak myślisz, co by było, gdyby wszyscy byli tacy sami? Nie patrz na nich, tylko na siebie moja droga, bo inaczej niczego nie osiągniesz.

Wzrok Xin Chang ostatni raz zatrzymał się na włosach dziewczyny. Nie mogła się im oprzeć, uwielbiała podziwiać piękno innych osób.

- Ach, właśnie. Masz piękne włosy, takie zadbane. Wybacz, musiałam. Po prostu zbyt bardzo przyciągają moją uwagę.

Mruknęła pod nosem podciągając bardziej rękawy bluzy, które zdążyły już odrobinkę opaść w dół z powodu tego, iż bluza była na nią odrobinkę za duża, a następnie powoli przysiadła na ławce obok Zefiry.
Powrót do góry Go down
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 5:32 pm

Zaskoczona spojrzała na dziewczynę i lekko się uśmiechnęła dotykając włosów. Nie dbała o nie jakoś szczególnie, w końcu to tylko włosy, a to że od czasu do czasu zawita do swoich szafek robiąc mikstury by je jakoś "ujędrnić" to już inna sprawa.
- Dziękuję. Odziedziczyłam je po...rodzicach.
Dodała i nieco posmutniała, zdając sobie sprawę że od dawna nie miała okazji odwiedzić ich na cmentarzu. Zresztą, co miała tam odwiedzać? Nawet nie byli w stanie z braćmi ściągnąć ich ciał bo niestety wszystkie ciała były tak zmasakrowane, że nie wiedzieli co jest czym.
- To prawda.
Zgodziła się potwierdzając jej słowa odnośnie tego całego "opierdolca". Jakby nie było, Xin miała stu procentową rację a tylko naprawdę ślepiec uważałby inaczej.
- A Ty? Co Ty potrafisz? Czytasz w myślach? Nie wiem...wspomnieniach?
Spojrzała na nią zaciekawiona.
- Ja, jestem nieco...pogmatwana.
Roześmiała się lekko i przeniosła wzrok na dziewczynę.
- Jestem jasnowidzem.
Dodała cicho spoglądając na nią i czekając na jej reakcję, na odpowiedź.
- Nie wiesz może, czy są tacy jak ja? Chciałabym z nimi pomówić, dowiedzieć się czy przechodzą to samo co ja, czy inaczej...mam tyle pytań.
Dodała z nadzieją w głosie. Pragnęła dowiedzieć się więcej o swojej zdolności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 5:53 pm

Raptem na ustach Xin Chang wymalował się dość szczery uśmiech kiedy dziewczyna przeczesała dłonią swoje włosy. Jak widać komplementy wciąż wychodzą naszej małej azjatce i potrafi jeszcze wywołać uśmiech na ustach innych. Bardzo ją to cieszyło tam... tam w środeczku. Zakładając nogę na nogę Xin Chang oparła się na ławeczce a ręce założyła za głowę.

- W takim razie musieli mieć tak samo piękne włosy, jak ty.

Rzekła opierając głowę na rękach, które wcześniej założyła za nią. Dziewczyna zaczęła chwilę się zastanawiać. Co potrafi? Dość mało i nie jest to zbytnio przydatne, zwłaszcza do walki, gdzie praktycznie jest bezbronna bez kontaktu wzrokowego, czyli do walk dystansowych. To prawda, czytała w myślach, mogła się też porozumiewać z innymi tą drogą jednak nie była w stanie mieszać innym w głowach, po części też tego nie chciała, bo to już jest krzywda. Wywoływanie tych najgorszych wspomnień... to chyba najgorsza tortura, i chociaż Xin miała możliwość takiego oto czynu to dokonała go tylko raz w życiu. Jedyne co było jej przydatne, było jej umiejętnością hipnotyzacji innych.

- Jestem telepatką oraz potrafię hipnotyzować innych poprzez kontakt wzrokowy. Przejmuje też kontrole nad innymi, jednak tracę wtedy własną. Dość nieprzydatne, prawda?

Zaśmiała się cicho pod nosem i spojrzała na Zefire.

- Jasnowidztwo, hm, dość ciekawa sprawa i bardzo przydatna. Przynajmniej wiesz co może się stać, jeśli czemuś nie zapobiegniesz. Szczerze? Zazdroszczę. Jeśli opanujesz to do naprawdę dobrego stopnia będziesz w stanie przewidzieć, co złego może się jutro stać, zamiast dostawać wizje randomowo, w nieznanych ci momentach. I czy znam innych jasnowidzów? Słyszałam o nich, ponoć ktoś taki uczęszczał ze mną do Instytutu, jednak nigdy nie spotkałam tej osoby, ani też z nią nie rozmawiałam. I nie przejmuj się, pewnie znajdziesz kogoś takiego jak ty, jasnowidza z dużym potencjałem. Wystarczy tylko zapytać w Instytucji, pewnie wskażą ci tego, kogo trzeba, ewentualnie ja postaram się kogoś znaleźć, ale niczego nie obiecuje.
Powrót do góry Go down
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 6:31 pm

- Mieli, mama była z nich bardzo dumna.
Uśmiechnęła się lekko do siebie na wspomnienie kobiety o kasztanowych włosach równie gęstych i jasnych jak jej własne.
- Przewidziałam ich śmierć. Czułam to co Oni.
Dodała cicho i westchnęła skupiając się na słowach Xin. Telepatka? Ciekawe, doprawdy ciekawe. Teraz wiedziała już, skąd znała jej imię.
- To stąd wiedziałaś kim jestem tak?
Dodała zerkając na nią. Na jej słowa roześmiała się lekko.
- Czy nieprzydatne...czy ja wiem, może tak nie do końca? Wiem, że może to wydać się dziwne i śmieszne, ale to co widziałam...ginęli ludzie, niewinni. A gdyby tak udało się ich schwytać...mogłabyś ich tak torturować czy coś. Wiesz, wyciągnąć informacje, gdybyś ich zahipnotyzowała czy zawładnęła nimi.
Dodała niepewnie, nie wiedząc nawet czy to możliwe.
- Moja zdolność jest taka...dziwna. Widzę co się wydarzy, jestem w ciele danej osoby, której to dotyczy ale za nic nie mogę reagować. Czuję to co tamta osoba...A potem...potem czuję się tak jak teraz. Osłabiona, wycieńczona. A dojście do siebie zajmuje mi do kilku dni.
Westchnęła pod nosem. Nie miała łagodnych wizji wszystko kończyło się brutalnie i szybko tak, że naprawdę wiele musiała wycierpieć po odzyskaniu przytomności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Paź 09, 2016 8:22 pm

Na słowa Zefiry o tym, jak przewidziała śmierć rodziców na twarzy Xin Chang wymalowało się jakby współczucie. Dziewczyna spuściła głowę i zaczęła wpatrywać się w ziemię. Wyglądało ja to, że skośnooka na chwilę się zawiesiła, jakby odeszła w zupełnie inny świat. Wspominka o rodzicach... o rodzinie przypomniała jej, jak straciła własną. Wptrywała się tak pusto w ziemię dopóki Zefira nie wypowiedziała kolejnego zdania. Słysząc jej pytanie szybko pokręciła głową i znów zwróciła swój wzrok w jej kierunku.

- Ah, tak. Wybacz, że tak bez pozwolenia grzebałam w twojej głowie. To niegrzeczne z mojej strony.

Na śmiech Zefiry Xin Chang uniosła jedną brew do góry krzyżując ręce na klatce piersiowej. Co było w tym tak zabawnego? Wtem do jej uszu dotarło ''mogłabyś ich tak torturować.''. Dziewczyna lekko się oburzyła, a jej brwi powędrowały w dół tworząc na jej twarzyczce lekko gniewny wyraz.

- Co jak co, jednak nie chce wykorzystywać mojej mocy do tortur.

Rzekła lekko złym, chociaż bardziej sztucznie obrażonym głosem i wysłuchała jej kolejnej wypowiedzi, by następnie jak zwykle dodać coś od siebie.

- Skoro wciąż czujesz się słabo to chodź, odprowadzę cię do instytutu. Przy okazji może spotkam stare, znajome mi twarze.

Powiedziała szybko podnosząc się z ławeczki i wyciągając rękę w stronę Zefiry chcąc pomóc jej wstać. Odwiedziny w Instytucji wydawały się jej lepszym wykorzystaniem dzisiejszego dnia. Lepsze to niż siedzenie kilka godzin w kawiarni, jak to planowała od początku zrobić.
Powrót do góry Go down
Zefira

avatar

Liczba postów : 10
Data dołączenia : 08/10/2016

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Paź 10, 2016 2:14 pm

Spoglądała co rusz na dziewczynę zastanawiając się nad tym, jak bardzo była dziewczyna samotna. Widać było po niej i to bardzo. Jednak nie miała odwagi zapytać prosto w twarz. Nie była jeszcze na takie kroki gotowa. Gdy ta zaproponowała jej odprowadzenie do Instytutu Zefira spojrzała przed siebie i uniosła się również po chwili z miejsca.
- W prawdzie miałam inne plany, ale masz rację. Lepiej wrócić do Instytutu.
Dodała zgadzając się z nią, bo po pierwsze, nie miała sił na spacery, choć próbowała tego na siłę. Do tego nie chciała nikomu robić problemów. Miała swoje lata nie była aż takim dzieciakiem, bo dzieciakiem była tego nie mogła zaprzeczyć, ale przecież właśnie bycie dzieciakiem jest czasem lepszym rozwiązaniem niż totalne załamywanie się nad sobą i gdybanie co będzie "gdyby".
- Długo byłaś w Instytucie?
Wypaliła nagle kierując się w stronę Instytutu.
zt x2 -> Instytut? (jak coś to pisz tam, jak nie to daj znać usunę końcówkę)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Lut 02, 2018 9:17 pm

Po opuszczeniu biura Ric wybrał się z Longshotem prosto do mieszkania ich obecnego klienta, w którym ten zagwarantował im chwilę na ponowne poszukiwania. Zgodnie z sugestią Latynosa zadbał nawet o to, aby wdowa nie była przy tym obecna, co powinno oszczędzić jej trochę stresu. Z drugiej strony oznaczało to także, że ich czas posiadał odgórnie narzucony limit, w trakcie którego musieli się wyrobić... A Rictor miał tak naprawdę wrażenie, że bardziej przeszkadzał, niż pomagał swojemu towarzyszowi, dlatego zdecydował się póki co pozostawić tę część śledztwa w jego rękach.
Mężczyzna szybko doszedł do wniosku, że nie było sensu, aby bez celu kręcił się po mieszkaniu czy nawet po okolicy, gdy przecież nie brakowało mu zadań, którymi mógł się zająć - a wręcz przeciwnie. Nie wszystkie z nich wiązały się z aktualnie prowadzoną sprawą, nie mniej jednak nie powinny być ciągle odkładane na później. Poza tym... To konkretne, o którym teraz myślał, mogło akurat przy okazji pomóc przy poszukiwaniach ojca ich klienta, więc czemu by nie spróbować?
Tak rozumując, Ric upewnił się, że Longshot miał wszystko pod kontrolą - przynajmniej na tyle, na ile było to możliwe w jego przypadku - po czym wyjął komórkę i napisał do pewnego speedstera, który jeszcze niedawno chciał się z nim zobaczyć. Nie przesadził z treścią. W krótkiej wiadomości zawarł jedynie informację, że mógł się w tej chwili spotkać i że przebywał w pobliżu parku Marcusa Garvey'a, który zasugerował jako miejsce rozmowy.
Latynos poczekał na odpowiedź, a po jej otrzymaniu od razu skierował się ku wspomnianej lokacji, już po chwili docierając do niej od strony zachodniej. Rictor posiadał bardzo mgliste pojęcie na temat punktów charakterystycznych tego parku, więc nie był pewien gdzie najlepiej będzie się umówić, ale zakładał, że Quicksilver nie powinien mieć poważnych problemów z tym, aby go odnaleźć. Minął budynek należący do centrum rekreacji, przy którym kręciło się zdecydowanie zbyt wiele osób na jego gust, po lewej zostawił także basen, najwyraźniej również popularny... Nic dziwnego o tej porze roku... Wkroczył w park głębiej, w końcu zakręcającą alejką docierając do miejsca, z którego widział starą wieżyczkę, niegdyś służącą do wypatrywania pożarów. Tutaj zwolnił kroku, aż w końcu się zatrzymał, nie wychodząc jednak na otaczający strukturę plac, tylko wciąż trzymając się w cieniu drzew. Brak tłumu mu sprzyjał. Nie dość, że nie przepadał za obcymi ludźmi, to jeszcze będą mieli lepsze warunki do dyskusji... Więc teraz pozostawało mu już chyba tylko czekać. Ewentualnie wysłać kolejną wiadomość ze swoim dokładniejszym położeniem, ale z tym Ric zdecydował się jeszcze chwilę wstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Lut 04, 2018 7:53 pm

Nagła wizyta Luny zdecydowanie była dla niego czymś niespodziewanym. Chociaż w zasadzie powinien to raczej nazwać wagarami, z racji tego, że córka nie uznała za stosowne powiadomić Crystal o swoim wypadzie. Przynajmniej tyle, że był z nią Lockjaw, chociaż i jemu miał za złe, że pozwolił małej na ten wypad i pomógł w jego realizacji. Niestety jakikolwiek gniew w kierunku córki ograniczał się raczej do myśli. Gdy tylko ją widział na twarzy pojawiał mu się niekontrolowany uśmiech, a chęć dania jej reprymendy i odesłanie do żony odchodziły w zapomnienie. I jak on miał jej niby dawać dobry przykład jako rodzic?
Niestety nie tylko zatruwało jego myśli. Podczas ostatnich rozmów z Wandą zauważył, że jej samopoczucie było gorsze niż zazwyczaj, ale nie miał bladego pojęcia czym to mogło być spowodowane. Miał jedynie nadzieję, że nie była to jakaś depresja, która mogłaby osłabić jej psychikę. Była dla niego niezwykle ważna i potrafił znieść dla niej wszystko, ale mimo tego wolał uniknąć jej ataków furii czy utraty kontroli nad swoimi mocami. Z doświadczenia widział, że nie było to nic przyjemnego, a przy ich obecnym stanowisku było to jeszcze bardziej niepożądane. Z pewnością wielu członków Avengers wciąć im nie ufało, bojąc się ich mocy, a zwłaszcza tych jego siostry. Nie zdziwiłby się, gdyby tylko czekali na jakiś niewłaściwy ruch z ich strony, ażeby móc ich stamtąd usunąć. Dobrze widział różne spojrzenia, które im słano, gdy myślano, że nie patrzą. Nie miał jednak zamiaru reagować na takie dziecinne zachowanie, do którego zdążył już przywyknąć. Póki nie przekraczali granicy miał zamiar tolerować każdego. Dla dobra i spokoju swojej siostry.
Niestety nie oznaczało to, że czuł się z tym komfortowo. Bardziej jak w jakiejś klatce. Właśnie dlatego X-Factor tak bardzo go zaintrygowała. Wizja pracy tego typu była dość mocno kusząca. Oczywiście wiedział, że nie mógł tak po prostu porzucić Wandy, ale nikt nie mógł mu zabronić robić innych rzeczy, gdy nie wiązały go żadne misje z obecnej drużyny.
Właśnie dlatego, gdy tylko otrzymał wiadomość od Rictora, z którym jeszcze niedawno starał się skontaktować olał dotychczasowe zajęcie i ubrawszy kostium ruszył w jego stronę. Miał nadzieję, że ta rozmowa pozwoli mu chociaż na chwilę oderwać się od męczących go problemów i dylematów.
Po dotarciu na miejsce obniżył swoje tempo do jedynie trochę szybszego niż u normalnych ludzi i mijając kolejne alejki rozglądał się za swoim rozmówcą.
Nie znalazłszy go na obrzeżach zaczął zagłębiać się coraz dalej. Coraz rzadziej spotykał ludzi, a częściej wielkie, samotne drzewa. Dotarłszy w okolice starej wieżyczki postanowił na nią wejść, mając nadzieję, że da mu to nieco lepszy obraz sytuacji. Jednakże, gdy znalazł się u jej stóp dostrzegł sylwetkę, która idealnie pasowała do tej, którą zapamiętał z ich pierwszego i jak na razie jedynego spotkania. Nie zastanawiając się zbyt dużo ruszył w jego stronę, nie zmieniając szczególnie swojego nie do końca naturalnego tempa. Mężczyzna był zwrócony twarzą w jego stronę, a więc nie musiał się obawiać, że zniknie mu z oczu.
- Jak rozumiem masz wolną chwilę? Czy będę zmuszony gdzieś Ci towarzyszyć? Nie, żebym miał coś przeciwko odrobinie rozrywki. - rzucił na powitanie, gdy znalazł się blisko niego. Postanowił nie zaczynać rozmowy od propozycji współpracy czy też bicia go na powitanie, zachowując przynajmniej odrobinę taktu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Lut 05, 2018 7:07 pm

Tak jak się tego spodziewał, Rictor nie musiał ani długo czekać na Quicksilvera, ani tym bardziej podsyłać mu przez telefon komórkowy żadnych dodatkowych informacji, więc najwyraźniej dobrze się stało, że zdecydował się zwlekać z tym ostatnim. Mężczyzna tylko przez krótką chwilę stał w wybranej przez siebie alejce, nim zauważył przed sobą zbliżającą się inną ścieżką charakterystyczną postać... Której białe włosy zdradziłyby ją nawet wtedy, gdyby poruszała się w standardowy dla ludzi sposób - czy raczej z typową dla ogółu prędkością. A podobno speedsterzy zawsze się spóźniali. Na szczęście dla Latynosa, ktoś chyba zapomniał poinformować o tym fakcie tego konkretnego.
Rictor wsunął dłonie do kieszeni swoich jeansowych spodni, jednocześnie spokojnie, lecz jak zawsze uważnie śledząc spojrzeniem dalszą podróż drugiego mutanta, aż w końcu ten znalazł się tuż przy nim. Podobało mu się to, że Quicksilver bez zbędnych uprzejmości przeszedł prosto do konkretów. Na jego miejscu Ric uczyniłby pewnie podobnie... Jakoś nigdy nie miał cierpliwości do konwenansów, nawet jeżeli w ostateczności potrafił się do nich zmusić. Tak czy siak odnosił wrażenie, że wychodziły mu sztucznie.
- Możemy tu zostać albo przejść się po okolicy, twój wybór, ale domyślam się, że obu nam zależy na jak najmniejszym tłumie w pobliżu. Longshot bada mieszkanie klienta kawałek stąd, a jestem z nim autem, więc nie chcę się oddalać - wyjaśnił w uproszczeniu swoją obecną sytuację. Nie musiał kryć tego, co tutaj robili, bo przecież byli legalnym biznesem, posiadali licencję i nikt nie miał prawa się do nich przyczepić, Avenger czy nie. Była to zresztą ciekawa odmiana po długich latach spędzonych na staniu może nie tyle w sprzeczności z prawem, co przynajmniej obok niego...
Przy swojej wypowiedzi Rictor założył, że Quicksilver znał Longshota osobiście albo chociaż wiedział kto to - co wydawało mu się logiczne, bo w końcu blondyn spędził sporo czasu z X-Men, a należał do grona osób, które ciężko było zapomnieć - i dlatego umyślnie wymienił go z imienia. Z jednej strony zdradzanie przed czasem swoich kart nie leżało w jego stylu, ale z drugiej chciał podkreślić, że agencja zgromadziła przydatnych i doświadczonych pracowników.
- Chciałeś się ze mną spotkać. W jakiej sprawie? - spytał, odwdzięczając się białowłosemu dokładnie tym samym, co on wcześniej zaoferował, czyli konkretami - i wciąż nie odrywając od niego wzroku. Tak naprawdę Latynosowi nigdzie się teraz nie spieszyło, pomijając to, że za jakiś czas powinien ponownie spotkać się z Longshotem, żeby razem mogli wrócić do biura... Ale gdyby nawet jego współpracownik wyrobił się szybciej u klienta albo jemu samemu przeciągnęła się rozmowa z Quicksilverem, to zawsze mógł sprowadzić Mojoworldera do parku. Żaden problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Lut 07, 2018 12:28 pm

Mężczyzna raczej nie zmienił się od ich ostatniego spotkania. No chyba, że liczymy brak jego towarzysza. Nie przeszkadzało u to jednak zbytnio, gdyż i tak chciał spotkać się z Rictorem. Oczywiście mógł się mylić, ale przy ich pierwszej rozmowie wydawało mu się, że jest bardziej konkretny z tej dwójki. Jak się miał zaraz przekonać miał rację, gdyż odpowiedź na przywitanie się Pietro była równie konkretna.
Wsłuchał się w jego słowa, unosząc lekko brwi na wzmiankę o Longshocie. No proszę, nie spodziewał się, że blondyn kręcił się teraz przy tej grupie. Co prawda nie znali się osobiście, ale Quicksilver zdążył o nim usłyszeć, gdy ten kręcił się w okolicy X-men. Czyżby miało im przyjść razem popracować?
- Nie mam nic przeciwko spokojnym miejscom. Starczy mi tłum w i obok Avengers. Przyszedłem prywatnie i nie mam ochoty rozdawać autografów albo wysłuchiwać pomstowania na mnie za to, kim jestem. - odparł, strzelając lekko karkiem, a następnie posłał mu lekki uśmiech. Odkąd przyłączył się do grona bohaterów więcej ludzi okazywało mu sympatię, ale spora część nadal uważała go za groźnego przestępce czy potwornego mutanta. Ach, jak tu nie kochać ludzi?
Gdy w końcu padło pytanie, na które czekał zdecydowanie najbardziej rozciągnął się lekko i powolnym krokiem ruszył przed siebie, nie kłopocząc się sprawdzaniem, czy towarzysz ruszył za nim. Był przekonany, że to zrobi.
- To prawda, chciałem. Wpadłem nawet do Waszego biura i zastałem Waszą... księgową? Pracownicę? Tę z zielonymi włosami. - rzekł, a następnie przerwał na chwilę, rozglądając się po parku. Całkiem przyjemnie było przebywać na łonie natury i móc się nią tak po prostu delektować. - W każdym razie... Ostatnio cierpię na nadmiar wolnego czasu i szukam czegoś ciekawego do roboty. Wciąż poszukujecie współpracowników? Mógłbym pobawić się w detektywa w wolnych chwilach. - dodał w końcu, rzucając mu krótkie spojrzenie. Starał się tego nie okazywać, ale był nawet zaciekawiony, jaką odpowiedź otrzyma. Wizja oderwania się od nudnego życia, w którym musiał robić za idealnego bohatera trochę go pociągała. Oczywiście nigdy nie dorównałbym mdlącym, pełnym hipokryzji przemowom Kapitana Ameryki, ale i tak musiał się starać. Przynajmniej dla siostry, gdyż na tym, jak postrzegają jego aż tak mu nie zależało. Nieszczególnie wierzył w to, że w końcu wszyscy się do niego przekonają. Wiedział też, że X-Factor nie są kryminalistami, ale zawsze to jakaś odmiana w wykonywanych czynnościach. Oczywiście o ile Rictor okaże zainteresowanie jego ofertą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Czw Lut 08, 2018 12:31 am

Rictor zdecydował się zostawić w spokoju temat tłumów, autografów czy pomstowania. Kiedy wcześniej się wypowiadał, prawdę mówiąc chodziło mu głównie o zachowanie dyskrecji, aby nikt - przypadkiem lub umyślnie - nie podsłuchał ich rozmowy... Ale podany przez Quicksilvera powód również był całkiem dobry. Co prawda sam Ric nie należał do osób powszechnie znanych i rozpoznawalnych, więc tym akurat nie musiał się martwić, ale po prostu nie lubił nawiązywać zbędnych kontaktów z obcymi. Na ogół go irytowali. Większość znajomych właściwie również w ten sposób na niego działała... Ale przynajmniej część z nich mimo wszystko lubił.
Kiedy Pietro ruszył z miejsca, Latynos dołączył do niego niemalże od razu, bo z góra sekundowym opóźnieniem. Dostosował swoje kroki do obranego przez białowłosego tempa, aby iść tuż obok niego, bez wysuwania się na prowadzenie albo zostawania w tyle. Dłonie w dalszym ciągu trzymał w kieszeniach, spojrzenie zaś skierował w dół, na ścieżkę przed sobą. Nie oznaczało to, że nie poświęcał drugiemu mężczyźnie uwagi, wręcz przeciwnie - słuchał go pilnie. W końcu był szczerze zainteresowany powodami Quicksilvera.
Już pierwsza część tych wyjaśnień lekko Rica rozbawiła - choć z powodów, których Pietro najpewniej nie przeczuwał. Mimo to Latynos tak naprawdę niewiele po sobie okazał, więc ciężko było to stwierdzić. Nie uśmiechnął się, ani tym bardziej nie zaśmiał, ot, po prostu w pewnym momencie nieco gwałtowniej wypuścił powietrze przez nos... Akurat wtedy, gdy jego rozmówca określił Polaris mianem księgowej. Swoją drogą trochę zaskoczyło go to, że się nie znali... Świat mutantów był w końcu mniejszy, niż mogłoby się to wydawać, szczególnie wtedy, gdy ktoś trzymał się blisko X-Men lub innych bohaterów.
Choć Avenger zrobił pauzę, Rictor umyślnie z niej nie skorzystał i z niczym się nie wtrącił, wciąż czekając na to prawdziwe wytłumaczenie... Bo nie wątpił, że jakieś się zbliżało. Zdążył się nauczyć, że takie milczenie często skłaniało ludzi do mówienia prędzej od dopytywania, a jemu ta metoda bardzo odpowiadała. Stosując ją nie musiał marnować oddechu... I tym razem się nie przeliczył, gdyż zaraz potem Quicksilver ponownie się odezwał.
Jego słowa sprawiły, że brwi Rica natychmiast się ściągnęły, marszcząc jego czoło. Przede wszystkim nie podobało mu się to, w jaki sposób białowłosy ujął swoje argumenty... I to był chyba główny problem. Coś ciekawego - czyli rozrywka na czas wolny, to wcale nie brzmiało dobrze czy zachęcająco. Nie pomagało również to, że Rictor nie ufał do końca członkom Avengers, choć sam był skłonny przyznać, że zaufanie komukolwiek przychodziło mu z trudem. Poza tym... Z punktu widzenia promowania mutantów, co miało być przecież jednym z głównych założeń istnienia agencji, współpraca z Avengerem mogła przynieść korzyści. Pokazałaby ich w pozytywnym świetle.
- Poszukujemy, ale po pierwsze i najważniejsze: to nie jest zabawa. To praca. Z pensją. I zobowiązanie wobec osób, które nas opłacają. Tę cześć trzeba traktować poważnie. A to, że podczas śledztw zaskakująco często trafia się okazja, żeby kogoś obić albo zajrzeć w ciekawe miejsca... To bonus - sprostował. Fakt, bywało na swój sposób przyjemnie czy zabawnie, a niektóre dni prawie - prawie - przypominały mu dawne czasy w X-Force, szczególnie teraz, gdy dołączył do nich Star... Lecz chyba żadne z nich nie widziało tego wszystkiego jako zwykłej zabawy. Nawet Longshot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Czw Lut 08, 2018 8:18 pm

Pietro nie przejmował się zbytnio podsłuchem. Nie robił nic złego oferując swoją pomoc w pełni legalnej agencji detektywistycznej. Skąd to wiedział? Nim przybył się z nimi spotkać skorzystał ze swojej pozycji, jaką było członkostwo Avengers i sprawdził dane o X-Factor. Nie chodziło tu o to, że im nie ufał. Po prostu chciał się dowiedzieć czegoś więcej, żeby mieć pewność, że chce podjąć z nimi współpracę. Mimo wszystko szukał czegoś, co mogło mu dać nieco rozrywki, a nie kolejnej takiej samej drużyny.
Nie zwrócił nawet uwagi na to, że coś z jego wypowiedzi mogło rozbawić towarzysza. Zresztą nieszczególnie się tym przejmował. Po prostu wspomniał o kobiecie o dość oryginalnym kolorze włosów, który jednak w środowisku mutantów stanowił przeważnie najmniejszy problem. Bardziej interesowało go, czy dojdą do jakiegoś porozumienia.
Oczywiście wiedział, że Rictor oraz jego towarzysze nie są bandą dzieciaków, które szukają wrażeń, ale jego słowa chyba nieszczególnie dobrze to ukazały. Przynajmniej tak mu się wydawało, gdy patrzył na twarz detektywa. Quicksilver zapewne mógł ująć to w nieco bardziej oficjalny czy treściwy sposób, ale nie wydawało mu się, żeby miało to stanowić wielki problem. Jak się jednak okazało trochę się pomylił w swoich przypuszczeniach. Nie przejął się tym jakoś szczególnie, ale wiedział, że będzie musiał się poprawić. Gdyby była to zwykła rozmowa mógłby to olać, ale skoro liczył na znalezienie nowej pracy raczej nie powinien wchodzić na start w konflikty ze swoim... szefem? współpracownikiem? Tego tak w sumie też będzie musiał się dowiedzieć.
Na początku wsłuchał się jednak w jego odpowiedź, która w pewnym stopniu utwierdziła go w jego podejrzeniach co do tego, jak zabrzmiał. Dał mu mówić nie wtrącając się, a gdy w końcu zamilkł odchrząknął i przywdział na twarz lekki uśmiech.
- Widzę, że muszę sprostować moje słowa. Wybacz, jeśli tak zabrzmiałem, ale z pewnością nie mam Was za bandę ignorantów, która bawi się w swój fach. Co nieco poczytałem i wiem z kim mam do czynienia, przynajmniej z tego, co zdołali o Was zdobyć. - rzucił, posyłając mu następnie nieco szerszy uśmiech. Szczerze wątpił w to, żeby Ci ludzie dali się w pełni zinwigilować. - Wracając jednak do tematu. Jak na pewno wiesz nie jestem świeżaczkiem w tego typu sprawach. Wiem jak należy się zachowywać w miejscu pracy. Zresztą, nie płacilibyście mi za fuszerkę. Chce jednak zaznaczyć, że nie jestem tutaj z ramienia Avengersów. Wpadłem prywatnie i taka sama jest moja oferta. Nie będziecie mieli z tego żadnych profitów w postaci nawiązania z nimi współpracy. Poza moją osobą oczywiście, ale nie mam zamiaru legitymować się jako jeden z nich podczas wykonywania zadań od Was. - dokończył, a następnie wrócił do rozglądania się po okolicy, dając Rictorowi czas na namysł oraz odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Lut 09, 2018 11:30 pm

Pomimo dokładniejszych wyjaśnień Quicksilvera, wyraz twarzy Rica nie zmienił się od razu. Jeszcze przez dłuższą chwilę mężczyzna rzucał swojemu rozmówcy podejrzliwe i przenikliwe spojrzenie, jak gdyby starał się rozkładać na czynniki pierwsze wszystkie jego słowa, szukając w nich drugiego dna. Prawdę mówiąc postępował tak niemalże z każdym... Po prostu przy niektórych już tego tak otwarcie nie okazywał, bo mimo wszystko rozumiał, że zraniłby tym ich uczucia - a na tych paru osobach mu jednak zależało. Nawet jeżeli czasem wydawało się inaczej.
Mimo to... Chociaż Rictor miał swoje "ale" do Avengers, w dodatku nie jedno, to musiał przyznać, że na ogół nie przyjmowali w swe szeregi osób, które zbyt lekko traktowały swoją pracę - czy też raczej zajęcie, bo przynależność do ukochanych bohaterów Stanów Zjednoczonych to mimo wszystko nie był do końca etat. Chyba mógł założyć, że Pietro rzeczywiście po prostu źle dobrał słowa. Albo próbował być zabawny i nie spodziewał się takiej reakcji. Niech będzie.
Latynos postanowił więc nie tylko ostrożnie przyjąć to wytłumaczenie do wiadomości, ale także odpuścić sobie nawiązywanie do "czytania o nich". Doskonale wiedział co miało na nich S.H.I.E.L.D. czy FBI. Osobiście to sprawdzał. Momentami kusiło go nawet zmodyfikować te informacje, ale jakoś się przed tym powstrzymywał... Bo mimo wszystko lepiej było nie ściągać na siebie więcej uwagi niż to konieczne. Co prawda nigdy nie interesowało go ustalenie co dokładnie zebrali na ich temat Avengers, ale domyślał się, że zapewne bazowali na danych S.H.I.E.L.D.
- Bez urazy, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że jesteś raczej charakterystyczny? Ludzie tak czy siak cię rozpoznają, więc nie będziesz musiał się im legitymować, a oni i tak pomyślą swoje. Ale nie martw się, choćbyśmy nawet chcieli, to i tak nie mielibyśmy jak nawiązać współpracy z twoją grupą. Nie jesteśmy drużyną bohaterów - odparł, znów pomijając milczeniem myśl, że wymianę informacji tak czy siak mogli praktykować bez takiego oficjalnego dogadania się. Systemom Avengers przydałby się mały upgrade, przynajmniej jeżeli chodziło o ich bezpieczeństwo... Ale Ric nie narzekał. Jak długo mógł to wykorzystywać - czemu by miał protestować?
Mimo wszystko jednak w trakcie tej ostatniej wypowiedzi Latynosa wyraz jego twarzy trochę złagodniał, czyli w praktyce powrócił do stanu początkowego, neutralnego, choć poważnego. W jego przypadku to i tak był spory postęp - i być może Quicksilver potrafiłby to już stwierdzić na podstawie ich dotychczasowych interakcji. Większość osób w otoczeniu Rictora prędzej czy później się tego uczyła. Rzadko kiedy musiał się z tego tłumaczyć... A może po prostu jego znajomi rozmawiali o tym pomiędzy sobą? To również by go nie zdziwiło. W ich środowisku plotki były na porządku dziennym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Lut 14, 2018 1:46 pm

Okolica była naprawdę przyjemna, a co najważniejsze raczej odludna. Miło było spędzić chociaż trochę czasów w ciszy, którą zakłócały jedynie dźwięki przyrody takie jak wiatr czy ptaki. No, oczywiście był też Rictor, ale to akurat mu nie przeszkadzało. W końcu ta rozmowa, całe ich spotkanie miało bardzo konkretny cel. Po udzieleniu wyjaśnienia co do początkowej, nieco nietaktownej propozycji czekał na jego reakcję, kątem oka zerkając w jego stronę. Mimika jego twarzy nieszczególnie się zmieniało, co mogło być nieszczególnie dobrym znakiem. Nie miał jednak zamiaru aż tak tym się przejmować. Po pierwsze i najważniejsze dość dokładnie wyjaśnił swoje poprzednie słowa, a po drugie nie zależało mu jakoś rozpaczliwie. Jeśli nie będą chcieli Ci to nie będzie ich błagał. Inni na pewno skuszą się na propozycję współpracy od Quicksilvera. Oczywiście nie miał zamiaru iść też w drugą stronę i olać ich już teraz. Mimo wszystko zdołali go zainteresować, nawet wzmianką o Longshocie. Zgromadzili całkiem ciekawych pracowników, musiał im to przyznać.
Gdy rozmówca w końcu się odezwał odchylił głowę lekko w bok, tak, żeby móc na niego zerkać nie zwalniając zbytnio kroku. Jego słowa była dość oczywistą prawdą, ale ucieszyła go świadomość Rictora. Nie chciał więc korzystając z okazji próbować ugrać czegoś dla siebie, plus dla niego. Pietro zdecydowanie nie miał zamiaru robić jako symbol kampanii reklamowej na rzecz czegokolwiek. Od tego mieli Kapitana Amerykę.
- Tak tak, wiem. Białowłosy speedster. Któż to może być jeśli nie Quicksilver?! Nie chodzi mi o moją rozpoznawalność. Po prostu nie chce się legitymować jako jeden z Avengersów w każdej możliwej sytuacji. - dokończył, a następnie strzelił lekko karkiem. Zauważył także, że twarz mężczyzny powróciła do początkowego stanu, a więc zapewne przekonało go jego wyjaśnienie. Co teraz? Cóż, postanowił czekać. W końcu tak naprawdę przedstawił już swoją ofertę. Czemu miałby się powtarzać? Detektyw zapewne zastanawiał się, co mu odpowiedzieć skoro poprzednie nieporozumienie zostało już wyjaśnione. Oczywiście istniała także opcja, że doznał pomroczności jasnej, ale wolał jeszcze chwilę poczekać z lekarskimi diagnozami. W końcu kto jak kto, ale on na brak czasu nie narzekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sro Lut 14, 2018 9:09 pm

Rictor odpuścił sobie wyjaśnianie, że dokładnie to miał na myśli - że większość napotykanych osób i tak będzie rozpoznawała w Quicksilverze Avengera, przynajmniej jak długo będzie do tej drużyny należał... Albo i nawet dłużej. Mógł działać dla kogoś innego, wykonywać jakieś zadanie dla X-Factor, ale nawet wtedy ludzie pomyślą sobie swoje... Bo z kim skojarzą go najpierw? Przecież nie z agencją detektywistyczną, o której słyszało o wiele mniej osób.
Tak naprawdę miało to zarówno swoje plusy, jak i minusy. Z jednej strony istniała szansa, że towarzystwo Avengera rozwiąże komuś język, przez strach, podziw albo szacunek, z drugiej... Że wręcz przeciwnie. Będą musieli ostrożnie dobierać akcje, w których Pietro będzie brał udział. To znaczy, o ile w ogóle się u nich zatrudni, bo przecież chęć współpracy nie musiała tego od razu oznaczać.
- W porządku, więc na jakiej zasadzie chcesz z nami działać? Na etat? Czy mniej oficjalnie? - spytał, bo w tej chwili była to chyba najważniejsza kwestia. Po jej ustaleniu będą mogli przejść do szczegółów, choć najprawdopodobniej i tak skończy się to w ten sposób, że Ric będzie zmuszony odesłać Quicksilvera do Madroxa w celu dopełnienia wszelkich formalności. Mimo wszystko to on był szefem. W pewnym sensie.
Latynos nie wiedział do końca jak wyglądało zatrudnianie się gdzieś przez Avengers, choć oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że niektórzy z nich posiadali również inne zajęcia. Idealny przykład stanowił chyba Stark ze swoją własną firmą, ale nie był jedynym takim przypadkiem. Czyli najwyraźniej członkowie drużyny mieli prawo pracować... Zapewne przy założeniu, że będą w stanie w razie czego pojawić się na wezwanie? Przy normalnym pełnym etacie - w jakiejś zwykłej firmie czy zakładzie - mogło to być trudne, ale Rictor nie wątpił, że akurat w ich agencji nie będzie z tym problemu. Między innymi dlatego, że gdyby stało się coś poważnego, to prawdopodobnie połowa z nich tak czy siak z własnej inicjatywy ruszyłaby do pomocy, nie czekając na niczyje zaproszenie.
W myślach Ric zastanawiał się nad tym, czy Longshot odniósł już jakieś sukcesy w mieszkaniu klienta i ile mu jeszcze zostało do końca tej całej inspekcji. Bardzo przydałoby im się więcej informacji, bo co prawda ustalili całkiem sporo, a współrzędne tak czy siak mogły się okazać kluczową poszlaką, ale namacalne dowody zawsze były w cenie. Gdyby Longshot wpadł na trop czegoś pewnego i nie do obalenia... Wtedy mieliby powody, aby ponaprzykrzać się - na przykład - S.H.I.E.L.D. albo nawet policji. Tę drugą Rictor uważał jednak za ostateczność. Ciężko byłoby wymusić na niej działanie, skoro wcześniej wyciszyła sprawę... Ale były jeszcze media. Powinien im się spodobać odświeżony temat superżołnierza, szczególnie z domieszką morderstwa i paru innych smaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Lut 17, 2018 1:50 pm

Na szczęście nie musiał czekać zbyt długo, gdyż zaczynał się nieco niecierpliwić. Oczywiście nie miał zamiaru zacząć zachowywać się niczym małe, niezadowolone dziecko, ale coraz bardziej korciło go popchnięcie tematu do przodu. Lekko drażniły go te całkowicie niepotrzebne teksty ze strony Rictora. Oczywistym było dla niego, że w obecnej chwili jest dość mocno rozpoznawalny i nawet bez legitymowania się ludzie będą wiedzieli kim jest. Nie był głupkiem. Po prostu chciał zrobić coś, co nie wymagałoby myślenia o Avengers ani tym bardziej korzystania z tej pozycji. Chciał po prostu przejść do interesów, od których zaczął.
- Póki co mniej oficjalnie. Mimo wszystko wciąż jestem Avengersem, co ciągnie za sobą pewne obowiązki, gdzie pewnej części nie mógłbym tak po prostu zignorować. Poza tym chce mieć pewność, że warto z Wami współpracować nim pokuszę się o coś więcej. - dorzucił, posyłając mu lekki uśmiech. Opinie i dane SHIELD to jedno, ale zdecydowanie wolał osobiście wszystko sprawdzić, ażeby mieć pewność co do wyrabianej opinii na temat X-Factor.
Liczył się z tym, że ten tekst mógł być odebrany nieco negatywnie, ale akurat w tej sytuacji nie miał zamiaru się tym przejmować. Korciło go dodatkowe zajęcie, ale współpraca z tą agencją mogła okazać się nijaka lub też zwyczajnie nudna. Wolał nie ryzykować zbyt mocno wiążących deklaracji, aby w razie czego móc się wycofać.
Przy okazji zaczął się też zastanawiać, co działo się z Wandą. Ich ostatnie spotkanie było nieco napięte i nieomal podziurawiła go zastawą (a co gorsza wyrzuciła pizzę!). Jeśli faktycznie nawiąże z Rictorem oraz jego ludźmi współpracę będzie musiał bardzo ostrożnie powiadomić o tym siostrę. Zdecydowanie lepiej było powiedzieć jej o tym samemu, gdyż gdyby dowiedziała się o tym z innego źródła mogłaby uznać, że chce ją zostawić, a to z pewnością jedynie podsyciłoby jej gniew. Zbyt dobrze ją znał, aby nie doceniać jej zdolności.
Zastanawiając się nad tą, zdecydowanie najważniejszą w tej chwili kwestią rzucił krótkie spojrzenie w stronę rozmówcy, czekając na jego odpowiedź. Przy okazji zlustrował też wzrokiem jego mimikę sprawdzając, czy aby znowu nie zmieniła się z podstawowej w mniej zadowoloną. Naprawdę nie miał ochoty znowu się przed nim tłumaczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Lut 19, 2018 6:58 pm

W porządku, jeszcze nie tak dawno temu tego rodzaju stwierdzenie najprawdopodobniej sprawiłoby, że młodszy Rictor by się... Zdenerwował. Delikatnie mówiąc. Obecnie również odczuł nagłe ukłucie irytacji, jednakże główna różnica polegała na tym, że teraz panował nad sobą o wiele lepiej - między innymi dlatego, że sporo spraw nauczył się olewać - i dzięki temu częściej stawiał na sarkazm niż na agresję. Co nie oznaczało, że unikał jej całkowicie.
Pierwszą część wyjaśnień Quicksilvera potrafił zrozumieć, ba, sam się jej wcześniej domyślał, więc go nie zaskoczyła. Ale ta druga? Ona wprawiała już Rica w głębokie zastanowienie nad tym, czy aby na pewno osoba szukająca pracy powinna otwarcie przyznawać się do wybrzydzania przed swoim potencjalnym pracodawcą. Nawet jeżeli nie był właścicielem agencji. Ani oficjalnym rekruterem. Nieważne. Grunt, że w pewnym sensie reprezentował X-Factor.
- Najwyraźniej wzajemnie - skomentował krótko, bez uściślania o co mu tak właściwie chodziło. Od początku wiedział, że to nie tylko zwykłe przeczucie i musiał być jakiś logiczny powód, dla którego nie lubił większości Avengers... Poza tym, że nie ufał im bardziej niż przeciętnie, tak dla zasady, bo mieli jakąś władzę. Wielcy bohaterowie i ich jeszcze większe ego. To ich poczucie wyższości. Choć może zalatywało to ze strony Rictora lekką hipokryzją, bo w końcu swego czasu Shatterstar zachowywał się dość podobnie... Ale nie, nawet wtedy miał już w sobie to coś, co ratowało go w oczach Latynosa. W dodatku coś poza byciem idealnym przedstawicielem swojego gatunku, choć Ric nie mógłby zaprzeczyć, że walory estetyczne zdecydowanie pomagały. Może chodziło o ten honor wojownika? Czasem go irytował, ale pomijając te sytuacje...
- Dam znać szefowi, wyjaśnię mu sprawę i przekażę twój numer. Jakoś się między sobą dogadacie i wybierzecie najbardziej wam pasujący model współpracy. To chyba wszystko - tak, zrzucał decyzję i odpowiedzialność za nią na Madroxa, ale, co najlepsze, robił to zgodnie z zasadami. W końcu w przypadku ich najnowszego pracownika było podobnie; Ric przeprowadził rozmowę, ale ostateczne słowo należało do szefa. A to, że Latynos chciał, aby jego kompan również się trochę pomęczył... To tylko bonus. Wisienka na torcie. Zupełnie nieszkodliwa. W końcu Jamie powinien mieć świadomość kogo zatrudniał, więc tak naprawdę Rictor wyświadczał mu przysługę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Lut 24, 2018 2:42 pm

Z twarzy Rictora nie udało mu się zbyt wiele, a więc postanowił skupić się na okolicy, która mimo że powoli, to jednak się zmieniała. Cichy szum drzew wywoływany lekkim wiatrem oraz odległe krzyki dzieciaków wywoływały całkiem miły efekt, no, może poza tym ostatnim. Ta część parku wydawała się dość odludna i zdecydowanie będzie ją musiał zapamiętać jako miejsce do ewentualnego odpoczynku od całego świata. Może warto by pokazać je Wandzie gdy w końcu znowu się spotkają. Ostatnio mieli dla siebie mniej czasu, a teraz doszła jeszcze ta sprawa z Luną, która sprawiła, że przez chwilę myślał o niej mniej. Teraz jednak, gdy tak bezstresowo chodził sobie podziwiając przyrodę myśli te coraz mocniej go dobijały. Zdecydowanie spędzali ze sobą zbyt mało czasu. Nawet wizja pracowania z tymi ludźmi wywoływały w nim pewne wyczucie winy (a co za tym idzie zmniejszało gniew na pozostałych członków Avengers) bo jednak robił to bez poinformowania jej o tym wcześniej, a z pewnością oznaczało to nieco mniej czasu na ich wspólne rozmowy.
Z tych rozmyśleń wyrwał go w końcu głos rozmówcy, którego słowa sprawiły, że lekko drgnął. Zdecydowanie nie spodobały mu się te słowa, jak najwidoczniej Rictorowi te Pietro. Nie miał jednak zamiaru tego żałować. To, że wyczytał o nich trochę w aktach SHIELD nie oznaczało, że miał zamiar temu święcie zaufać. Jeśli jedynie wizerunkowo robili dobre wrażenie to wizja pracowania w miejscu, w którym zajmowałby się ratowaniem kotów nieszczególnie go pociągała. W końcu jak na razie nadal nie zobaczył żadnego w nich w akcji. Czy oni będą chcieli z nim pracować? Właśnie tak zrozumiał jego słowa, ale pomimo początkowej irytacji postanowił się tym nie przejąć. Jego działania nie raz były już publikowane w gazetach czy telewizji, więc z pewnością nie był kotem w worku, co w drugą stronę właśnie tak działało. Quicksilver dobrze wiedział ile jest wart i nie miał zamiaru tego ukrywać.
- Mi to pasuje. Z chęcią z nim porozmawiam. Jak się nazywa? Zobaczymy, czy znajdziemy wspólny język i damy radę współpracować. - odparł, rzucając detektywowi krótkie spojrzenie. Jeśli miałby być szczery to po tej rozmowie (chociaż główną rolę odegrały tutaj myśli o Wandzie) czuł nieco mniejszą chęć do współpracy z tymi ludźmi. Początek był w miarę dobry, ale późniejsze zachowania Rictora, nawet jeśli niejako wywołane słowami Pietro lekko go zirytowały. Nie miał ochoty na męczenie się z kolejnymi niestrawnymi osobami, jedna drużyna z takimi w zupełności mu starczyła. Póki co jednak nie miał zamiaru porzucać myśli o X-Factor i porozmawiać z ich przywódcą. W końcu co mu szkodziło? Na pewno nie zabraknie mu przez to czasu na inne czynności. Rozmowy rozmowami, ale w tym wszystkim interesowało go przecież oderwanie się od rutyny Avengers poprzez inne "przygody", a nie nowych towarzyszy do konwersacji. Nie potrzebował mieć w nich nowych, wielkich przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pon Lut 26, 2018 8:34 pm

Jeszcze zanim Quicksilver skończył mówić, Rictor sięgnął już do kieszeni, aby wydobyć z niej swój telefon. Miał zamiar od razu przesłać Madroxowi numer Pietro, rzecz jasna wraz z krótkimi wyjaśnieniami. Na pewno musiał uprzedzić go o tym, aby nie próbował dzwonić już teraz, tylko o późniejszej porze, bo inaczej skazałby się na czekanie i wysłuchiwanie jednej strony ich dyskusji - a tego wolałby uniknąć... I to nie tylko dlatego, że dla niego byłoby to marnowanie czasu, w trakcie którego w dodatku do niczego by się żadnemu z mężczyzn nie przydał.
- Jamie Madrox. Multiple Man - odparł krótko, nie patrząc teraz na białowłosego, tylko skupiając się na ekranie komórki oraz na treści tworzonej przez siebie właśnie wiadomości. Umieścił w niej już numer oraz pseudonim Quicksilvera... I na tym etapie na moment się zawahał, rozważając jak najlepiej będzie w skrócie ująć resztę informacji. Ostatecznie zdecydował się pójść na łatwiznę i dopisał po prostu: "w sprawie pracy; dzwoń za godzinę albo później". Nie sądził, aby jego własne spotkanie z Pietro miało aż tak się przeciągnąć, ale w ten sposób dawał sobie czas, aby zdążyć jeszcze pogadać z Madroxem i wyjaśnić mu wszystkie szczegóły.
Ric doskonale wiedział, że Quicksilver musiał już znać Jamie'ego i to najwyraźniej nie tylko ze słyszenia, jak wnioskował po własnych rozmowach z szefem. Co prawda nie miał pojęcia w jakich byli ze sobą relacjach, ale odnosił wrażenie, że Pietro niekoniecznie doceniałby poczucie humoru Madroxa... Choć mógł się mylić, bo oceniał go tylko i wyłącznie na podstawie tych dwóch spotkań oraz tego, co inni mówili o białowłosym.
- Jego nazwiska nie było w bazie? - spytał nagle, gdy wiadomość została już wysłana, jednocześnie szybkim ruchem chowając telefon z powrotem do kieszeni. Jego spojrzenie powróciło ku Quicksilverowi, a jedna z brwi się uniosła, lecz wyjątkowo nie z powodu ogromnej - i czasami wręcz nadmiernej - podejrzliwości Latynosa. Chociaż ton jego głosu w żaden sposób na to nie wskazywał, to jego słowa stanowiły coś w rodzaju żartu... Niegroźnej zaczepki. A jeżeli przy okazji wytykały drobną nieścisłość, to tym lepiej.
Mężczyzna miał pełną świadomość tego, że w plikach S.H.I.E.L.D. czy Avengers Madrox na pewno figurował. Ba, sam go tam widział, gdy jakiś czas temu sprawdzał co kto o nich wiedział... Choć brał pod uwagę, że dane mogły zostać z jakiegoś powodu zmodyfikowane. Mimo to pozycja Jamie'ego w X-Factor Investigations tak czy siak nie była żadną tajemnicą i to właśnie dlatego Rictora trochę zaskoczyło pytanie o jego tożsamość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 97
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Mar 04, 2018 5:14 pm

Pietro rzucił krótkie spojrzenie w stronę kieszeni, do której Rictor sięgnął, ale gdy tylko zobaczył telefon stracił zainteresowanie, przynajmniej zewnętrznie. Obstawiał, że zapewne zaraz otrzyma kontakt do ich przywódcy, co nie ukrywając było dla niego głównym celem tego spotkania. Zresztą, nieszczególnie się z tym ukrywał.
Słysząc znajomą nazwę uśmiechnął się pod nosem. Raporty SHIELD jednak nie kłamały, Madro naprawdę miał teraz te agencję. Cóż, dawno się nie widzieli, a więc nie powinno to go zbytnio dziwić. Ciekawiło go jednak, jak będzie wyglądało ich najbliższe spotkanie, do którego jak mniemał dojdzie niedługo. Chciał w końcu nawiązać z nim współpracę. Przynajmniej teoretycznie, póki co musiał się upewnić w tym postanowieniu. Dodatkowo z każdą kolejną minutą uświadamiał sobie coraz bardziej, że nie będzie to takie łatwe, jakby tego chciał. Porzucenie Wandy nie wchodziło w rachubę, niezależnie od tego czy się kłócili czy też nie. Jeśli postanowi współdziałać z X-Factor na pewno będzie musiał z nią o tym porozmawiać i zapewne uzyskać... zgodę. Nieszczególnie podobało mu się to słowo, ale igranie z siostrą, zwłaszcza obecnie nie było zbyt dobrym pomysłem. Przynajmniej według niego samego.
- Było, tak samo jak i Twoje. Po prostu wolałem się upewnić, że mają prawdziwe dane i nikt w nich nie mieszał. Oczywiście istniała też prostsza opcja, zmiana władz. Lepiej się upewnić, niż wyjść na ignoranta podczas rozmowy. - odparł, wzruszając lekko ramionami. W międzyczasie zaczął żałować, że nie poprosił o numer Madroxa. Dzięki temu mogliby się umówić już teraz, a tak musiał czekać, a za tym zdecydowanie nie przepadał. Mając jednak w pamięci wcześniejsze momenty ich rozmowy wolał nie zmieniać zdania. Zapewne wywołałoby to kolejne obruszenie się detektywa, co wymagałoby kolejnego wyjaśniania słów Maximoffa. W sumie, tłumaczyć się także nie lubił, zwłaszcza przed obcymi mu osobami.
- Wszystko już przekazane jak rozumiem? Będę czekał na telefon, a teraz... Masz do dodania coś jeszcze, czy też uznajemy te rozmowę za zakończoną? - rzekł, obrzucając go kolejnym już, spokojnym spojrzeniem. Osobiście wątpił, żeby mieli do przedyskutowania coś jeszcze, ale wolał zachować nieco uprzejmości wobec rozmówcy. Poza tym kto wie, może faktycznie miał się dowiedzieć jeszcze czegoś, co przyda mu się w ocenie ich organizacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Mar 04, 2018 6:18 pm

O dziwo lewy kącik ust Rictora uniósł się nieznacznie ze względu na te wszystkie wyjaśnienia. Mężczyzna z góry domyślał się, że jego pytanie najprawdopodobniej zostanie odebrane na poważnie, więc to go akurat nie zaskoczyło, a jednak tak dokładne wyłożenie powodów Quicksilvera było na swój sposób... Zabawne. Sprawiało, że Latynos prawie miał ochotę kontynuować temat - ale tylko prawie, bo jednak wiedział, że lepiej będzie dać białowłosemu spokój. Słyszał co nieco o tym, jak łatwo go było zdenerwować, a wbrew pozorom nie zamierzał doprowadzać tu i teraz do sprzeczki. Pietro musiał się dopiero przyzwyczaić do poczucia humoru Rica... Oraz pozostałych pracowników agencji.
- Nie, nic w sprawie zatrudnienia - odparł więc krótko Rictor na pytanie Quicksilvera. Tak się właśnie złożyło, że zbliżali się do końca obecnej alejki, a raczej do miejsca, w którym rozchodziła się ona na boki, tworząc dwie nowe ścieżki. Mężczyzna zatrzymał się tuż przed tym rozgałęzieniem i obrócił się lekko, aby stanąć przodem do swojego rozmówcy, rzecz jasna oczekując po nim podobnego zachowania. Spojrzenie umieścił na jego twarzy.
Skoro już dyskutowali, to Ric nie widział żadnego powodu, aby nie zapytać o kwestie związane z aktualnie prowadzoną przez X-Factor sprawą, bo tak czy siak zamierzał zwrócić się z nią do któregoś z przedstawicieli Avengers. Co prawda szczerze wątpił w to, aby Pietro posiadał jakieś odpowiedzi, większe szanse miałby pewnie z kimś bardziej powiązanym z S.H.I.E.L.D., ale darowanemu koniowi nie zaglądało się w zęby, a okazji się nie przepuszczało - bo inaczej można tego było potem żałować. A nuż jednak się czegoś dowie?
- Tak z zupełnie innej beczki, mówią ci coś może nazwiska David Jameth albo Henry Goodride? Pierwszy z nich był żołnierzem, zresztą zasłużonym, a drugi został policjantem - nie chciał od razu zdradzać nic więcej na ich temat, żeby nie zasugerować Quicksilverowi zbyt wiele. Wolał najpierw usłyszeć jego własne skojarzenia, a dopiero potem zamierzał mu w razie czego wyjaśnić o co chodziło... W skrócie. I o ile zostanie o to w ogóle zapytany, choć coś mu mówiło, że białowłosy należał do dociekliwych osób. Jeżeli miał rację, to tym lepiej. W tym zawodzie się to przydawało, nawet jeżeli niektórych irytowało. Ric już dawno temu nauczył się tym nie przejmować i tak czy siak robić swoje... Bardzo dawno temu. Licząc w latach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Pią Mar 16, 2018 3:55 pm

Parkowe drzewa w głównej mierze blokowały swoimi koronami widok na niebo, nie tłumiły jednak dochodzących z góry odgłosów... A charakterystyczny ryk silników odrzutowych trudno byłoby pomylić z jakimś innym dźwiękiem. Musiało ich być wiele - tyle dało się wyróżnić, lecz wszelkie inne szczegóły wymagały przeniesienia się na mniej zalesiony teren... Co niekoniecznie oznaczało konieczność opuszczenia parku, bo w końcu znajdowały się w nim place.
Znalezienie wyrwy pomiędzy drzewami i spojrzenie w górę ukazałoby przesuwające się ponad parkiem - i pewnie nie tylko nad nim - roboty. Z daleka nie można było ich dokładnie opisać, ale kształty miały humanoidalne, a kolorystykę szaro-fioletową... Dla obu mężczyzn mogły się wydawać trochę znajome, czy to z osobistego doświadczenia, czy z baz danych Avengers, nawet jeżeli zmieniły się od czasu, gdy jakiś czas temu ich prototypy wypuszczono na polowanie na mutantów. Być może właśnie odległość ułatwiała nawiązanie tego skojarzenia? W końcu ukrywała odmienne detale.
Maszyny nie lądowały w parku. Wędrowały gdzieś dalej... Mogło to wynikać z braku miejsca na opadnięcie albo z tego, że im również drzewa przesłaniały widok - albo po prostu ich rozkazy wymagały, aby znalazły się w innym miejscu. Gdyby jednak mężczyźni udali się na obrzeża tego terenu zielonego, zorientowaliby się, że roboty osiadały na pobliskich ulicach, wywołując panikę oraz problemy w ruchu samochodów. O dziwo ignorowały auta i skupiały się na przechodniach; mierzyły do nich wnętrzami swych dłoni, z których strzelały promieniami energii. Ataki były wystarczająco silne, by odpychać trafionych kilka metrów dalej... I wyrządzały na tyle poważne szkody, aby te osoby już się nie podnosiły, martwe lub nieprzytomne. Same maszyny różniły się pomiędzy sobą przede wszystkim wymiarami. Większość z nich miała około dwóch i pół metra wzrostu, ale rzadziej zdarzały się takie, które sięgały aż czterech metrów.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Human Torch

avatar

Liczba postów : 125
Data dołączenia : 06/07/2012

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Sob Kwi 07, 2018 6:18 pm

Zmierzając w stronę Avengers Tower Johnny zdał sobie sprawę, że nie tylko ulica, na której do niedawna przebywał, była atakowana. Roboty obstawiły całe miasto. Co kawałek widział ich gromadki i walczących z nimi bohaterów. I ciała martwych ludzi. Całą masę ciał. A także ranne osoby, które potrzebowały pomocy. Bohaterowie robili co mogli, by powstrzymać Sentinele, ale Torch wiedział, że nie jest to łatwe. Ktokolwiek stworzył te maszyny, wyjątkowo się postarał, by były trudne do zniszczenia. Tak jakby specjalnie je stworzył do walki z nadluźmi. To by miało nawet sens. Jakiś zły geniusz, który miał dość bohaterów i chciał się ich pozbyć. Pytanie kto był na tyle zdesperowany, by to zrobić.
Jeśli jego siostrzyczka ciągle siedziała w Avengers Tower to istniała bardzo, bardzo duża szansa na to, że nic jej nie było. Z tego co blondyn zdążył zauważyć, roboty koncentrowały się na pieszych. Nawet samochody ignorowały. Jakby nie widziały, że w nich siedzą ludzie. Oczywiście tym lepiej dla pasażerów, którzy mogli w tym całym zamieszaniu próbować uciekać. Wychodziło na to, że roboty po prostu wybierały najłatwiejsze cele, nie zwracając uwagi na to ludzi, którzy mogli być w budynkach i pojazdach. Z jednej strony to dobrze. Kto zdąży, ten schowa się w budynku. Tam przez jakiś czas będą bezpieczni. Dopóki maszynom nie zabraknie celów na ulicach.
Przelatując nad parkiem zerknął w dół. Sentinele ominęły ten fragment choć była tu cała masa ludzi. Być może drzewa przesłoniły im widok? To było bardzo możliwe. Roboty nie wydawały się specjalnie inteligentne. Przynajmniej osoby przebywające tutaj nie musiały się na razie nimi martwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rictor

avatar

Liczba postów : 142
Data dołączenia : 30/12/2015

PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   Nie Kwi 08, 2018 6:31 pm

Rictor nie zdążył otrzymać jakiejkolwiek odpowiedzi na swoje pytanie. Nim jego rozmówca ustosunkował się jakoś do tematu, uwagę Latynosa zwróciły dochodzące z góry - gdzieś ponad gałęziami drzew - dźwięki, przez które odruchowo odchylił głowę lekko do tyłu... Choć prawdę powiedziawszy zdawał sobie sprawę z tego, że przez liście najpewniej i tak niczego tam nie dojrzy. Kątem oka zauważył, że Pietro uczynił to samo, więc nie czuł się z tym głupio. Odgłosy kojarzyły mu się z samolotami, ale były dziwnie wyraźne, donośne... I liczne. Wątpił, aby w grę wchodziły jakieś pokazy lotnicze. Długie lata doświadczenia oraz przede wszystkim instynkt podpowiadały mu, że powinien mieć się na baczności.
Nie czekając na dalsze reakcje Quicksilvera, ani nie odzywając się do niego ponownie, Ric przesunął wzrokiem po koronach drzew, szukając wśród nich pustego miejsca, przez które mógłby zobaczyć coś więcej niż tylko zieleń. Kiedy tylko wypatrzył taką dziurę, od razu się ku niej skierował, teraz dopiero obdarzając niebo swoim pełnym zainteresowaniem... A malujący się na jego tle widok sprawił, że mężczyzna zaklął cicho w swoim rodzimym języku i zmarszczył czoło.
Niemalże dowolne stado robotów ponad Nowym Jorkiem praktycznie w każdych okolicznościach oznaczałoby coś złego. A teraz? Teraz było tylko gorzej, gdyż pomimo znacznej odległości Rictor sądził, że rozpoznawał te sylwetki i nietypowe kolory. Miał już z nimi do czynienia i to niedawno, w dodatku również w parku, choć nie w tym konkretnym... I wówczas nie natknął się na cały wielki oddział.
Mężczyzna już zamierzał opuścić wzrok ku Pietro, aby w paru słowach przekazać mu co na ten temat wiedział, gdy w swoim polu widzenia niespodziewanie wyłapał podejrzaną smugę... Przez której pojawienie się - a raczej zniknięcie z zasięgu wzroku, bo to ono mu przeszkadzało - Ric zamknął oczy, a następnie wypuścił gwałtownie powietrze z płuc. Tak, tego powinien się był spodziewać. Avenger pomknął robić swoje, zamiast poczekać dosłownie moment i ustalić co i jak.
Nawet nie próbując walczyć z rosnącą irytacją, Latynos tak czy siak pochylił głowę i wyciągnął z kieszeni swój telefon, aby na wszelki wypadek rozesłać wiadomości do wszystkich swoich współpracowników - za wyjątkiem Rahne i Davida, którzy tak czy siak powinni teraz przebywać poza Nowym Jorkiem. Najpewniej badali na drugim końcu kraju współrzędne wyciągnięte przez niego z nagrania. Rictor starał się spieszyć, bo choć sam czuł się stosunkowo bezpiecznie - miał na sobie ochronę pod postacią bransolety - to większość mutantów w mieście nie mogła powiedzieć o sobie tego samego... A on był przyzwyczajony do niesienia pomocy.
Chowając komórkę na jej wcześniejsze miejsce, Ric ponownie rzucił okiem w górę, aby upewnić się, że roboty minęły już park, gotów ruszyć w kierunku, w którym zmierzały... I właśnie wtedy jego oczom ukazała się inna latająca postać. Niewiele myśląc, mężczyzna uniósł palce do ust i zagwizdał na nich tak głośno, jak tylko potrafił, chcąc zwrócić na siebie uwagę żywego zagrożenia pożarowego. Gdyby miało to pomóc, skłonny był nawet do niego pomachać i gestem wskazać mu, by się zbliżył.


Ostatnio zmieniony przez Rictor dnia Wto Kwi 10, 2018 11:07 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Marcus Garvey Park   

Powrót do góry Go down
 
Marcus Garvey Park
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park
» Park Tiergarten

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: