Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Williamsburg Bridge

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Williamsburg Bridge   Pią Lip 13, 2012 1:27 pm

First topic message reminder :



Most wiszący nad East River, łączący ze sobą Lower East Side Manhattanu - a konkretnie Delancey Street - z Williamsburgiem Brooklynu. Posiada osiem pasów dla samochodów, dwa dla metra, a także dodatkowe dla przechodniów i rowerzystów.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 18, 2017 8:04 pm

Choć uparła się, by lecieć do Metro-General, dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę z tego, że z całą pewnością wybrała ku temu o wiele dłuższą drogę. Wpływ na jej działanie miało prawdopodobnie ogromne zmęczenie, spowodowane niemal nieustannym korzystaniem ze swych mocy, oraz otrzymane obrażenia. Nie były tak poważne, jak można było się spodziewać, lecz wciąż w mniejszym lub większym stopniu z nich krwawiła. Do tego wszystkiego nie pomagał też fakt, że jeszcze przez jakiś czas goniły za nimi krwiożercze bestie, które za nic miały pokonywaną odległość i wciąż wyglądały na pełne energii. Potrzebują ciężkiej artylerii, by sobie z tym poradzić. Oczywiście, jeśli stwierdzą, że zechcą tam wracać. Ona miała na to coraz mniejszą ochotę. A z drugiej strony nie przywykła do poddawania się nawet w przypadku najtrudniejszych spraw. Musi porządnie opatrzyć rany, złapać choć chwilę oddechu. Zmęczenie stawało się coraz mocniejsze. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie doleci do celu przy pierwszej próbie. Muszą zrobić przystanek. Jeden lub dwa.
- Nie dam rady. Potrzebuję chwili wytchnienia. – poinformowała mężczyznę. Właściwie, to wciąż nie wiedziała z kim ma do czynienia. Nie miała okazji mu się przyjrzeć, ani spytać o to co dokładnie robił sam na ulicach Brooklynu, gdy po dzielnicy paradowały te istoty. Miała zatrzymać się gdzieś po drugiej stronie rzeki, gdy nad pobliskim mostem ujrzała coś co mogło okazać się dla nich zbawienne. By być bardziej dokładnym to kogoś. Kogoś z kim miała pewną, małą przyjemność przeszłość. Była wtedy pod wpływem działania mocy Killgrave’a, sprawa teoretycznie została wyjaśniona, lecz domyślała się, że ta osoba wciąż może żywić do detektyw pewną urazę. Mowa  o Scarlet Witch. Osobie, którą Jess przez pomyłkę zaatakowała Wandę. Co najlepsze pomyliła ją z samym Diabłem z Hell Kitchen, Daredevilem. Nie była wtedy sobą, do tego błędu doprowadził ja szał, w którym się wtedy znajdowała. Obecnie może wydawać się to śmieszne, lecz ta głupia historia mogła ją naprawdę wiele kosztować.  
Teraz nie miał lepszego wyjścia. Musiała poprosić wiedźmę o pomoc. Skoro i tak zamierzali udać się do SHIELD i być może także samych Avengers, dlaczego więc nie skorzystać z okazji już teraz? Resztkami sił zmusiła się do tego, by dolecieć do mostu. Będąc jeszcze w powietrzu zawołała Wandę po imieniu, ale zwyczajnie musiał już gdzieś wylądować. Opadła gdzieś na jednym z pasów dla samochodów. Między samochodami próbującymi wydostać się z objętej dziwnym zjawiskiem dzielnicy. Natychmiast rozległy się dźwięki klaksonów, obecnych już wcześniej, lecz teraz o wiele częstszych i jakby głośniejszych. Oby wiedźma szybko ich wypatrzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Sie 24, 2017 7:17 am

Racjonalni ludzie potrzebują logicznych powodów by zrobić cokolwiek. Ta zasada funkcjonowała świetnie od zarania dziejów. Jednakże opiera się na jednej umownej kwestii- że świat ma sens. Niestety nieliczni znający inne wymiary, bądź rzeczy w tym wymiarze, które umykają zwyczajnym osobom, nie są w stanie uwierzyć, że ten wszechświat ma sens, stałe zasady. Jedną z tych osób jest Doctor Strange. Czasami zwyczajnie czuje, że są rzeczy, które musi zrobić, no wiecie, intuicja. Zapewne dlatego, udał się tego dnia na Williamsburg Bridge. Nim opuścił swoje Sanctum, chwycił najbardziej zaufane książki traktujące o nienaturalnej ciemności i wahaniach w warunkach pogodowych. Nie zamierzał tracić czasu czytając je w zaciszu swojego domu, wolał być gotowy reagować na gwałtowne zmiany od razu.

Używając swojego płaszcza, zmierzał w kierunku Brooklynu od strony mostu. Po drodze analizował zaistniałą sytuację cywili, lecz nie ingerował bezpośrednio w pomaganie im, od tego są służby i uliczni bohaterowie. Jego zadaniem było zrozumienie problemu i wyeliminowanie go. Skierował swój wzrok ku mostowi. Poza stojącymi ciasno przy sobie samochodami, zauważył dwa obiekty latające. Jeden unoszący się w powietrzu, a drugi zmierzający niemrawo ku ziemi. To zachęciło go do przyśpieszenia lotu, by przyjrzeć się sytuacji z bliska.

Przy okazji spojrzał na drugą latającą kobietę. Wanda Maximoff. Jakby ten dzień nie mógłby stać się ciekawszy... Kiedy kobieta wylądowała na ziemi wraz z mężczyzną, którego trzymała, Strange praktycznie natychmiastowo stanął przy niej. Zignorował zestresowanych kierowców i ich klaksony. Pochylił się nad kobietą, by lepiej przyjrzeć się jej stanowi. Zaczął mamrotać coś pod nosem, a jego ręce zaświeciły się złotym blaskiem. Trzymał je przez jakiś czas nad nią w celu uleczenia jej ran, przesuwając je od rejonu do rejonu.
-Zaufaj mi, jestem doktorem- rzucił by nieco rozładować napięcie i potencjalnie zniechęcić ją od uderzenia go w twarz w akcie zbędnej samoobrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Wrz 07, 2017 9:59 am

Jej zamyślona mina była skierowana w stronę Brooklynu, więc początkowo miała problem by dostrzec Jessice. Cały czas zastanawiała się nad przyczyną tych gęstych, zakrywających niebo chmur i miała nawet kilka pomysłów, lecz żaden z nich nie stanowił całkowitej pewności. Atmosferze skupienia również przeszkadzały raz po raz świdrujące, wręcz irytujące dźwięki klaksonów. Wanda zaczęła się zastanawiać czy w tej sytuacji faktycznie miało to jakieś znaczenie. Przecież to nic nie przyspieszy, a jeszcze i tak bardziej rozdrażni i zagęści nerwową atmosferę. Przez myśl przeszedł jej pomysł z blokadą ów zakłóceń, ale dobrze, że tego nie zrobiła.
Wandy spojrzenie padło na największe epicentrum hałasów. Kilka sekund wcześniej miała dziwne wrażenie, że ktoś właśnie stamtąd wykrzykuje, ku jeszcze większemu zaskoczeniu, jej imię. Raczej od cywilów spodziewała się nawoływania po pseudonimie, ale tym kimś nie okazał się być zwykłym wyjadacz chleba.
Jessica Jones. No cóż, ich pierwsze spotkanie nie należało, delikatnie mówiąc do najlepszych. Wanda od razu dojrzała ją wzrokiem i w pierwszym momencie miała ochotę udać, że jej nie widzi. Niby sytuacja między kobietami została wyjaśniona, w końcu to nie jej wina, ale niesmak pozostał. Z drugiej strony kto jak kto, ale to ona powinna najbardziej ją zrozumieć. Działanie pod wpływem kogoś …lub czegoś nie jest jej aż tak obce. Jedno było pewne panna Jones miała niezłą krzepę, więc widząc ją taką zmachaną i ranną od razu dało do myślenia. Czyżby kobieta wpakowała się w jakieś tarapaty?
Nie bez trudu dojrzała, że Jess nie jest sama i ten ktoś nie wygląda na mniej poobijanego niż ona… Nie zastanawiając się już dłużej powoli zaczęła obniżać lot. Chciała pomóc, a jednak ktoś ją w tym wszystkim ubiegł.
Doktor Strange. Nie bez zaskoczenia odebrała jego obecność. Nie bez zaskoczenia, bo do niego właśnie miała zamiar się udać. Chciała z nim porozmawiać o swoich niepokojących wizjach i snach, które nękały ją w nocy. Niestety musiała zboczyć z obranej wcześniej drogi, ale los tym razem okazał się być przychylny i skrzyżował ich ścieżki po mimo drobnych przeciwności.
- Jessica Jones i Doktor Strange, cóż za ciekawe zestawienie – Wylądowała kilka kroków przed towarzystwem i podeszła do poszkodowanych, a właściwie poszkodowanego, ponieważ Strange zdążył już uleczyć Jess.
- Skąd wracasz i kto was tak załatwił? – Zapytała nawet całkiem miłym albo bardziej neutralnym tonem, by przejść do konkretów. Stanem najbardziej poszkodowanego aż tak się nie przejęła, bo mieli w swoich szeregach Stephena. A skoro o nim mowa…
- I co sprowadza tu pana, doktorze Strange? – Zerknęła na mężczyznę nie kryjąc swojego zaciekawienia. Właściwie celem tego pytania było raczej poczynienie krótkiego wywiadu, żeby zgarnąć informacje na temat tego zjawiska. Kto wie, może Strange również miał jakieś ciekawe spostrzeżenia… bo skoro już się tu zjawił to oznaczało tylko jedno, chyba wszyscy mają spory problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Wrz 10, 2017 2:23 pm

Dopiero teraz w komunikatorze Wandy znów odezwał się Jarvis - oczywiście słyszany w tej chwili tylko i wyłącznie przez nią - co mogło oznaczać, że dokonanie odpowiednich pomiarów nawet jemu, maszynie, zajęło trochę czasu.
-Chmury zdają się rosnąć ze średnią prędkością pięćdziesięciu metrów na godzinę, jednakże w trakcie moich obserwacji wartość ta wahała się w zakresie do dziesięciu metrów. Wygląda również na to, że szybkość oraz kierunek wiatru nie mają wpływu na rozszerzanie się zjawiska- poinformowało bohaterkę AI.
Z tej odległości zarówno Scarlet Witch, jak i Doctor Strange mogli już wyczuć zbierającą się na terenie Brooklynu - oraz nad nią - energię. Mimo to ciężko byłoby im ją dokładniej zidentyfikować, jak gdyby na bieżąco się zmieniała.

***

Tak się tylko wcinam, nie musicie jeszcze mnie uwzględniać w kolejkach, porozmawiajcie na spokojnie. Coulsona spróbuję przekonać do odpisu, zaś Strange'a możecie póki co omijać, skoro ma nieobecność na czas nieokreślony.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Wrz 12, 2017 7:54 pm

Nieoczekiwanie pomoc przyszła z zupełnie innej strony, bo to wcale nie Scarlet Witch jako pierwsza zareagowała na nawoływanie Jess. Uczynił to facet w śmiesznym stroju. Jeden z wielu bohaterów w tym mieście. Nikt inny nie ubrałby czegoś takiego z własnej woli. Lekarz… Na pewno. Mutant, czarodziej… To o wiele bardziej prawdopodobne sądząc po odstawianym przez niego przedstawieniu, które mimo wszystko powoli stawiało ją na nogi. Wciąż była niemiłosiernie zmęczona, ale przynajmniej nie musiała już martwić się ranami. Przynajmniej wszystko na to wskazywało. Kimkolwiek nie był, dobrze że znalazł się w tym miejscu. Strange, jak nazwała go Wiedźma. Nigdy wcześniej o nim nie słyszała. Był nowy? Możliwe. Z drugiej strony w tym mieście kręciło się tylu ludzi w kolorowych spandexach i innych kretyńskich wdziankach, że trudno było się w nich wszystkich połapać. Równie dobrze ten koleś mógł działać od wieków, a ona i tak nie miałaby zielonego pojęcia o jego istnieniu. Prawdę mówiąc, w miarę możliwości starała się nie angażować w sprawy superbohaterów i trzymała się od tego świata z daleka. Na ile miała taką możliwość, biorąc pod uwagę to, że i tak wpada na nich na niemal każdym kroku. W dodatku większość jej przyjaciół aktywnie działa w tym fachu.
- Wyjrzenie przez okno zajęło Mścicielom dłużej niż zakładałam. – kąśliwie zareagowała na przybycie Wandy. Prawda była taka, że nawet S.H.I.E.L.D. zareagowało szybciej. Wysłali nawet ekipę, by zbadała problem. Tak Jess wnioskowała po tym co wcześniej widziała. – Jak myślisz? – przekręciła głowę w kierunku obszaru skrytego pod warstwami chmur. – Nie wiem co mnie skłoniło do tego, by zbadać sprawę tego chorego. Zwłaszcza, że się dowiedzieli i przydzielili do niego Pyma. – to co mówiło mogło nie mieć dla przybyłych najmniejszego sensu, lecz był najprawdziwszą prawdą. Gdyby nie odezwał się w niej dobry samarytanin, teraz siedziałaby w swoim biurze, lub w jakimś barze i popijała kolejną kolejkę czegoś mocniejszego. Nie musiałaby się martwić, a teraz nie może odpuścić. To nie w jej typie. Jak już wzięła jakąś sprawę, doprowadzi ją do końca. Nieważne z jakimi problemami będzie się to wiązać. Nawet jeśli w grę wchodzi bycie pożartą przez potwory.
- Kręciłam się po Willow, gdy zaczęła się epoka lodowcowa. Wszystko było dobrze, dopóki nie pojawiły się bestie. Głodne, wściekłe i nie najlepiej nastawione do ludzi. – nawet w sytuacji takie jak ta, nie była w stanie powstrzymać się przed lekko drwiącymi wstawkami. – Potem na niebie pojawiły się kolejne. Równie uparte i równie zażarcie atakujące. Nie mam pojęcia czym są i skąd się tu k***a wzięły, ale trzeba je powstrzymać. Sama tego nie zrobię. Cudem wyciągnęłam stamtąd tego kolesia. – wskazała na leżącego obok mężczyznę. – Nawet nie zdążyłam mu się wcześniej przyjrzeć. – dopiero teraz miała ku temu okazję i powoli zaczęło do niej dochodzić, że już go gdzieś widziała. I to nie raz. Zmęczenie i kłębiące się w niej emocje nie pomagały w szybkiej identyfikacji, ale koniec końców w głowie detektyw pojawiło się to konkretne nazwisko. Coulson. Prawa ręka Fury’ego. Ha! Wpadła na nie byle kogo.
W tym momencie przypomniała też sobie, że dostała wiadomość zanim uciekli z zagrożonego obszaru. Powoli, trochę niepewnie sięgnęła po kieszeni po telefon i nie przejmując się obecnością Strange’a, ani Wandy zdecydowała się ją odczytać.
- Cholera. – mruknęła widząc pęknięty ekran. Znów czeka ją związany z tym wydatek. Na szczęście problem nie był na tyle poważny, by uniemożliwić jej przeczytanie SMSa od Night Nurse. Treść nie była pozytywna, ale mogła mieć nadzieję, że sprawa została już rozwiązana. – Wiesz coś o tym? – spytała Wiedźmę obracając smartfon w jej stronę i pokazując treść wiadomości: "Problemy, szpital uszkodzony, pacjent niebezpieczny. Avengers już są."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Wrz 21, 2017 4:12 pm

-Pani, Maximoff, mogę zapewnić, że nawet nasza dwójka nie jest tak ciekawa jak pani w pojedynkę- odpowiedział na słowa Scarlet Witch, kończąc proces leczenia rannej kobiety.
Gdy doktor uznał, że Jessica znajduje się w pełni sprawnym stanie, bez chwili oczekiwania podszedł szybkim acz spokojnym krokiem do agenta Coulsona. Rozpoczął tę samą procedurę leczenia, lecz tym razem zarzucił innym komentarzem:
-Tobie raczej nie muszę się przedstawiać, w końcu S.H.I.E.L.D pewnie ma na mnie teczkę lub dwie...
Gdy wszelkie rany na ciele agenta zniknęły, nie pozostawiając choćby blizny, doktor zwrócił się ponownie do dwójki kobiet, a konkretniej do panny Jones.
-...za to pani należą się wyjaśnienia, nazywam się Doctor Stephen Strange, Mistrz Sztuk Mistycznych i Sorcerer Supreme, czyli ta osoba przez którą naszym światem nie rządzą Lovecraftowskie horrory- wyrecytował formułkę, której wyraźnie używał wiele razy-...i bardzo cieszę się, że podobają Ci się tradycyjne szaty tybetańskich magów- dodał po chwili nieco luźniej, przeczytawszy w jej myślach co sądzi o jego ubiorze.

Scarlet Witch wyręczyła go z wypytywania kobiety o jej przeżycia po drugiej stronie mostu. Po stylu jej odpowiedzi Stephen zrozumiał, że przytrafiła mu się kobieta z charakterem. A już głupi myślał, że to powód pojawienia się chmur będzie dla niego największym wyzwaniem, a tu okazuje się, że będzie nim wytrzymanie między dwoma kobietami. Puścił mimo uszu komentarze o mścicielach, zostawiając sprawy ich PR dla Wandy. Dopiero kiedy usłyszał, że zaczęła mówić o kręceniu się na ulicach za mostem, usiadł po turecku w powietrzu i otworzył swoją torbę z książkami. Liczył, że dostanie jakieś ważne informacje, które pomogą mu zdiagnozować naturę problemu, lecz nie dostał za wiele ponad ogólny opis sytuacji. Nie przepadał za tym rozwiązaniem, ale chyba będzie zmuszony zaczekać aż kobieta się uspokoi, a następnie przeszukać jej wspomnienia by znaleźć jakieś informacje na temat zachowania stworów.

W między czasie postarał się przejrzeć wspomnienia agenta, ale nim do nich dotrze, będzie musiał pokonać całe morze zbędnych faktów o Kapitanie Ameryce. Ciekawe. To pewnie jego sposób na blokowanie telepatów od wydobywania z niego informacji.

Nie zainteresowała go zawartość SMSa, zamiast tego poczekał na odpowiedni moment by zejść na ziemię i powiedzieć kobiecie z powagą w głosie:
-Mam prośbę. By zidentyfikować te stworzenia będę potrzebował o nich tyle informacji ile mogę zdobyć, spróbuj się uspokoić i nieważne jak bardzo nie chcesz tego robić, postaraj się przypomnieć sobie każdy moment gdy widziałaś te stwory, z najmniejszymi detalami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Paź 04, 2017 9:48 am

Ze skupioną miną wysłuchała komunikatu od Jarvisa, a informacje jakie przekazywał niepokoiły. Najwyraźniej nad Nowym Jorkiem zbierały się czarne chmury. I to dosłownie. Nawet nietypowe, łechtające ego powitanie Doktora Strange nie poprawiło jej humoru, aczkolwiek na jej twarzy wykwitł delikatny uśmiech. Co prawda interpretacja tych słów mogła być dwojaka, bo kto wie co dokładnie miał na myśli tak nieograniczony umysł jakim władał Strange, ale wyjątkowo nie zamierzała szukać dziury w całym.
- Jak dobrze, że byłaś na miejscu - Odpowiedziała równie kąśliwie. Nie potrafiła się powstrzymać. Oczywiście mogła ugryźć się w język. Zahamować wszelkie zapędy odpowiadania na zaczepki słowne panny Jones, ale nie. Wanda nie potrafiła odpuścić, a właściwie winnym był jej burzliwy charakter. Zresztą stwierdziła, że Jess jak na zwykle stojącą z boku, co by czasem rączek sobie nie ubrudzić poważną robotą, panią detektyw strasznie się wymądrza. I na pewno nie zamierzała się jej tłumaczyć, że właśnie kilka chwil temu była zajęta próbami zapanowania nad hulko-podobnym monstrum, które w szale rozwalało Nowy Jork. ...Apropos tego. Z ust Jess padły słowa, które całkowicie przykuły jej uwagę.
- Zaraz, zaraz. Jakiego chorego masz na myśli? - Czyżby 'jej' chory, był tym samym, z którym miała do czynienia osobiście? A skoro i w tym maczał palce Pym, to słowa Jones mogły być kolejnym elementem układanki.
Raz po raz zerkała to na Doktora Strange'a który zajął się leczeniem Coulsona, raz na Jess, która w ten swój nonszalancki sposób opowiadała swoją historie. Nie rozpoznała go wcześniej, teraz jednak miała pewność, że Jess dźwigała prawą rękę Fury'ego. Niestety pomimo starań Stragne'a mężczyzna cały czas był nieprzytomny. Zastanawiała się czy nie będzie go trzeba podrzucić do szpitala. Póki co jednak postanowiła jeszcze odczekać z przekazywaniem informacji do SHIELD. Zresztą chwilowo całe zainteresowanie Wandy pochłonęła opowieść Jess. Sama myśl o krwiożerczych bestiach wywołał na jej twarzy obraz głębokiego zmartwienia. Przejęta sytuacją próbowała sobie wyobrazić z jakimi potworami musiała borykać się Jones, ale nawet nie zdążyła się podpytać. Zrobił to za nią Strange.
Z nieukrywaną niepewnością zerknęła na wyświetlacz wyciągniętego w jej stronę telefonu. Jess nie musiała być wybitną panią detektyw, żeby po zmieniającej się minie Wandy móc wywnioskować, że temat jest jej znany.
- Coś wiem. Póki co mało. I coś mi się zdaje, że Ty wiesz więcej - Zapytała kobietę, a potem zwróciła sie już do wszystkich.
- Co to za pacjent? - Dodała - I jak z Coulsonem? Jeżeli nie odzyska przytomności prześle informacje do SHIELD albo ewentualnie podrzucimy go do pierwszego lepszego szpitala. Nie ma co zwlekać. Według danych jakie przekazał mi Jarvis chmura nie zmniejsza swojej objętości, a wręcz przeciwnie. Jeżeli jest to powiązane z tym o czym mówisz Jess, a wszystkie znaki na niebie wskazują, że tak to musimy działać szybko -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 11:17 am

- Nawet nie próbuj tego ponownie. – odparła wściekle. Nie lubiła, gdy ktoś grzebał jej w głowie. Tym bardziej, gdy był to ktoś o kim nie miała zielonego pojęcia i czynił to bez jej zgody. Zrobi to jeszcze raz, a pożałuje, że się tu w ogóle pojawił. Czarodziej czy nie, wciąż był tylko mężczyzną. Sama się nie przedstawiła, jako że już wcześniej zrobiła to za nią Wanda. Po co się powtarzać i niepotrzebnie tracić czas? – Dzięki. – dodała po chwili odnosząc się do tego, że jej rany zostały przez niego uleczone. Wróciła wtedy do dyskusji z Mścicielką.
- Co nie? Carol byłaby ze mnie dumna. - tymi słowami odgryzła się wiedźmie. Jessica była w tej grze dobra. Zachowując się w ten sposób czuła się pewniej, może nawet odczuwała pewną przewagę nad innymi. Do tego dochodziła związana z tym czysta przyjemność. Nie była lubiana, ani tym bardziej popularna, lecz na tych rzeczach jej akurat nie zależało. A przynajmniej chciała, by tak widzieli ją inną. Jako silną i niezależną kobietę, która nie będzie na siłę szukać pomocy, ani czyjejś przyjaźni. Choć z drugiej strony cieszyła się, że niektórzy, ci bardziej wytrwali i zdeterminowani lub szaleni, są przy niej, gdy tego potrzebuje.
Natomiast fakt, że kobieta zainteresowała się akurat tym tematem, wiele Jessice powiedział. Ewidentnie coś wiedziała. Może detektyw zdoła wyciągnąć od niej coś więcej, ale najpierw powinna podzielić się swoją wiedzą. Tak to w tym świecie działa. Informacja za informację.
- Wczoraj? Przedwczoraj? Nie ważne. – jest już tyle czasu na nogach, że takie rzeczy nie są czymś o co by teraz specjalnie dbała. Była okropnie zmęczona wydarzenia z dnia dzisiejszego i marzyła tylko o swoim łóżku. Tym starym, okropnie niewygodnym łóżku. Wiedziała jednak, że będzie musiała z tym jeszcze poczekać. Nie zamierzała się od tak poddać. Rozwiąże sprawę tych dziwnych zjawisk i zrobi to z pomocą tej dwójki lub bez niej. – Znalazłam go zajmując się inną sprawą. Ledwie słaniał się na nogach, był blady, rozpalony i silny. Bardziej niż zwykły człowiek być powinien. Coś mu wstrzyknięto. Zabrałam go do Metro-General, skąd później doszły mnie wieści o jego zwiększonej agresji. Dodałam dwa do dwóch, poszperałam w kilku źródłach i doszłam do wniosku, że ktoś podał mu MGH, albo coś na nim bazującego. Wtedy to wydawało się jedyną możliwością, ale teraz? Sama nie wiem. Jego stan mógł być powiązany z tym co się teraz dzieje. – patrząc na to co widziała, ta opcja była równie prawdopodobna. W końcu wszystko wskazywało na to, że niektóre bestie były wcześniej ludźmi. Ciężko jednak powiedzieć coś konkretnego bez dowodów. – Dlaczego cię to zaciekawiło? – w końcu spytała wprost. Nie będzie bawić się w żadne podchody. – Chociaż poczekaj. Odpowiesz później. Najpierw zajmijmy się tą burzą. – ostrożnie i powoli, opierając się o pobliski samochód, zaczęła podnosić się na nogi. Była osłabiona, ale przynajmniej nie wyciekało z niej już nic ważnego. Da sobie radę.
- Człowieku. Nie traktuj mnie jak jakąś małą pierdoloną dziewczynkę. – za tym także nie przepadała. Swoje już w tym życiu przeżyła i nie pozwoli, by jakiś buc z nie wiadomo jak dużym mniemaniem o sobie samym traktował ją jak głupią damulkę w opałach. Wiedziała już, że się nie polubią. Choć by nie wiadomo co miało się jeszcze wydarzyć, oni raczej nie złapią dobrego kontaktu. Spojrzała na niego wściekle, ale po chwili odpowiedziała na jego prośbę. – Były ludźmi, przynajmniej nim to się zaczęło. Niektóre wciąż miały na sobie strzępy ubrań. Mają czerwone oczy, żywią się ludźmi lub ich krwią. Raczej nie są specjalnie inteligentne. Z tego co widziałam kierują się czystymi instynktami. Mają długie, ostre pazury. Są niezwykle zwinne i szybkie. – starała się przypomnieć sobie coś jeszcze. Zamilkła na moment, a gdy w końcu ją naszła jeszcze jedna myśl, dodała: - Twarz trochę zniekształcona, a uzębienie na pewno nie było ludzkie. – wszystko opisała raczej krótko i rzeczowo. To wszystko co pamiętała o tych dużych stworach, a był przecież jeszcze jeden rodzaj. – To nie wszystko. Później pojawiły się jeszcze jedne. Małe, latające, przypominające nietoperze. Jeszcze bardziej zaciekłe i irytujące. Zarówno te małe, jak i te duże boją się ognia. Tylko to ostatnia pozwoliło mi stamtąd uciec. – wpatrywała się teraz to w Strange’a, to w Maximoff. Czekała, może któreś z nich wpadnie na jakieś rozwiązanie.
- Jeszcze jedno. Jakikolwiek pomysł wpadnie wam do głowy, to idę z wami. Zakończę to co zaczęłam. – powiedziała to tonem, który jasno miał dać tej dwójce do zrozumienie, że łatwo jej się nie pozbędą i nie przyjmie żadnej formy sprzeciwu. Może nie była tak potężna jak oni, ale też miała swoje sztuczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 12:56 pm

W odpowiedzi na gwałtowną reakcję Jessici, doktor zwyczajnie spojrzał jej w oczy, traktując ją swoim najspokojniejszym spojrzeniem i rzekł:
-Przepraszam, ale zawsze robię to co uważam za słuszne, przyzwyczaisz się

Niedługo później uświadczył ciągu dalszego tej szalenie dojrzałej przepychanki słownej. Nie miał zamiaru się wtrącać, w końcu nie dotyczyła ani jego, ani aktualnej sytuacji, zwyczajnie stanął z boku, udając brak zainteresowania, zatapiając swój wzrok w książce. Właśnie przez takie rzeczy zazwyczaj pracuje sam.

Słowa Jessici na temat pacjenta wzbudziły w Stephenie pewne zainteresowanie. Bynajmniej nie dlatego, że medycyna była wielką częścią jego życia, ale dlatego, że to mogło mieć związek z tymi bestiami. Gdyby kobiety zwracały uwagę na jego poczynania, zauważyłyby, że Strange czyta inną księgę, z zupełnie inną okładką.
-To może być klątwa, mutacja, magiczny pasożyt...- mruczał pod nosem przewracając kolejne strony księgi- Muszę sprawdzić jego dokumentację medyczną, wtedy wykluczę jakiekolwiek powiązanie z magią...- podrapał się po brodzie wolną ręką. Mówił do siebie, ale na tyle głośno by dało się go usłyszeć.

-Wiesz, gdyby nie to, że mamy potencjalną apokalipsę na naszych głowach, może by mnie nieco obchodziło, że masz więcej niż pięć lat. Niestety tak nie jest- odpowiedział z frustracją na zarzut Jessici. Za często zdarzało jej się marnować jego czas. Zamiast słuchać jej opisu, ponownie zajrzał jej do głowy, tym samym idąc jej na przekór, choć co z tego jeżeli o tym nie wie... By coś opisać, musiała sobie to przypomnieć, więc Strange mógł dokładnie przyjrzeć się istocie w środku jej głowy bez potrzeby przeglądania jej wspomnień. Moze były delikatnie podkolorowane przez jej wyobraźnię, ale powinny być dostatecznie blisko do prawdziwego osobnika by mógł coś o nich odnaleźć.

W międzyczasie podszedł do Coulsona i wyciagnął przed siebie rękę. Jego peleryna zaczęła falować, a na dłoni pojawił się świecący symbol.
-Na potęgę nadaną mi przez Vishanti, niech ten człowiek wróci do swego domu-Wypowiedział nieco inną intonacją niż ta, której używał w zwyczajnych rozmowach, po czym agent jakby wyparował z mostu.

-Nie, nie ma mowy, ledwo możesz stać, a chcesz narażać się na ekstremalne warunki i walkę? To samobójstwo. Wiem, że zamierzasz być zła, ale mówię Ci to jako doktor, nie czarodziej- nie rób tego-
Stephen mimo wszystko nadal był człowiekiem i nie zamierzał narażać tej dziewczyny na śmierć. Poznał już jej temperament i wiedział, że nie wróci grzecznie do domu, tylko pójdzie z nimi, ale chociaż nie będzie się czuł winny za jej śmierć.

[z/t dla Coulsona]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 3:54 pm

W księgach Stephena - a także po prostu w jego głowie - znajdowały się informacje na temat przynajmniej kilku zaklęć, rytuałów, klątw oraz innych zjawisk, które mogłyby wywołać gęste chmury, w tym jako efekt uboczny. Żadne z nich nie łączyło się bezpośrednio z wytwarzaniem potworów, ale już na przykład przyzywanie istot z innych wymiarów wiązało się z wieloma różnymi efektami wizualnymi... W tym z dymem i chmurami. Być może należałoby iść właśnie tą drogą? Z drugiej strony Jessica twierdziła, że te stwory były kiedyś ludźmi, a i obrazy z jej pamięci zdawały się potwierdzać tę wersję - bo bestie rzeczywiście miały na sobie ubrania lub chociaż ich strzępy... Przynajmniej te większe z nich, bo te przypominające nietoperze oczywiście nie.
Występowanie w okolicy tych ostatnich oraz żywienie się - być może - krwią sugerowało wampiry i nie trzeba było posiadać magicznych ksiąg, żeby na to wpaść. Tyle że... Cała reszta niekoniecznie do nich pasowała. Czerwone oczy albo fizyczne deformacje - może. Zwinność i szybkość? Tak. Ale instynkty zamiast inteligencji? Zjadanie również ludzkiego mięsa? To było już mniej typowe. A gdyby jeszcze potwory miały związek z tamtą wcześniejszą ofiarą, o której mówiła Jessica, z tą, której coś wstrzyknięto - w takim wypadku sprawa już w ogóle wykraczałaby poza typowy wampirzy scenariusz.
Z chmurami na pewno wiązała się jakaś - być może mistyczna - energia... Ale z tymi stworami niekoniecznie. Mogły być magiczne, ale mogły też powstać na skutek mutacji, naturalnej albo wymuszonej drogą eksperymentów. Mogły być istotami sprowadzonymi z innego świata. Potencjalnych rozwiązań istniało więcej - więc chyba należało zacząć od zebrania pewniejszych, dokładniejszych informacji.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Paź 14, 2017 3:22 pm

Nie widziała sensu we wdawaniu się w dyskusje. Po kolejnej zaczepce słownej na jej twarzy pojawił się... grymas. Nie był to ani uśmiech, ani obraz politowania. Właściwie oscylowało to na pewnej granicy, której nie chciała przekroczyć, by nie wywołać niepotrzebnej kłótni. Dla dobra kobiet, Strange'a oraz... pobliskich zabudowań... nie wspominając już o cywilach, którzy mogliby ucierpieć podczas drobnej niesnaski.
Zresztą Jess zaraz przeniosła swoje złości na Strange'a, a widząc jak mężczyzna świetnie sobie radzi nie czuła potrzeby by się wtrącać w ich wymianę zdań. Z zaciekawieniem natomiast przysłuchiwała się krótkiej relacji jaką zdała im nieokrzesana kobieta. Niestety, im więcej mówiła, tym Wanda czuła większy niepokój. Opis chorego mężczyzny idealnie przystawał do tego, z którym miała do czynienia chwile temu. Dokładnie tego samego którego musiała pacyfikować. Dobrze wiedziała kto maczał w tym palce... i poczuła ogarniającą ją zgrozę. Co prawda te chmury, opis demonicznych potworów odbiegał od tego co się działo z chorym mężczyzną, a mimo to zaczęła wątpić w zabiegi Pyma. Póki co jednak nie zamierzała się dzielić swoimi obiekcjami. Nie chciała postawić w złym świetle kolegi z drużyny, a co za tym idzie działań również Avengers. Może zbyt szeroko podeszła do problemu, ale będąc oficjalną członkinią starała się dbać o ich PR. Miała natomiast coraz to większa ochotę na rozmówienie się z Hankiem.
- MGH? - Zainteresowała się skrótem, który nic jej nie mówił. Nie mogła mieć żadnej pewności, że to ten specyfik wywołał dziwną mutacje, czy schorzenie u mięsożernych potwór z kanałów, ale z tego co mogła wywnioskować mógł zostać zaaplikowany mężczyźnie z którym walczyła.
- Czyli boją się ognia, da się to załatwić - Dodała już podsumowując słowa Jessiki.
Pozwoliła na to by to Strange wyraził swoje wątpliwości co do uczestnictwa w całej akcji przez pannę Jones. Mężczyzna miał racje. Niestety znała Jess na tyle by wiedzieć co mu odpowie... Pani detektyw rzadko była aż tak zdeterminowana. Jeżeli już zapaliła jej się lampka to nawet rozjuszony byk jej nie powstrzyma. Dlatego też w głębi duszy cieszyła się, że to Strange zaczął ten temat... W tej kwestii jednak pokusiła się o zajęcie stanowiska po stronie... kobiety. Zapewne dlatego, że miała podobne podejście, odstawiając rozsądek na drugi, czy trzeci plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 58
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 22, 2017 8:38 pm

- W takim razie w moim towarzystwie powinieneś zmienić swe przyzwyczajenia. – nie zamierzała tolerować podobnych czynów, więc jeśli JJ odkryje, że pozwala sobie na zbyt wiele, to mężczyzna oberwie. I to porządnie, bo biorąc pod uwagę jego zdolności, nie będzie musiała się ograniczać. Na szczęście była tu też Scarlet Witch, która znała Jessicę całkiem dobrze i wiedziała, że czasem lepiej ugryźć się w język niż powiedzieć coś czego później będzie się żałować. Z nią też detektyw mogła się dogadać. Obie z pewnością znajdą wspólny język i wzajemnie sobie pomogą. Zwłaszcza, że i jedna i druga posiadają informacje, które druga strona chętnie pozna.
- Mutant Growth Hormone. Narkotyk bazujący na hormonie produkowanym przez osoby posiadające gen X oraz tych których zdolności pochodzą z innego rodzaju mutacji, choć tego drugiego nie jestem pewna. – zaczęła wyjaśniać kobiecie znaczenie podanego wcześniej skrótu. Nie wykopała zbyt wiele na jego temat, lecz to co miała w zupełności wystarczyło, by móc wyciągnąć pewne wnioski. - Informacji na jego temat jest dość mało, ale to co odkryłam doskonale pasuje do przypadku tamtego mężczyzny. Najbardziej niepokojący jest fakt, że środek ten krótkotrwale zapewnia nadnaturalne zdolności osobom normalnie ich nieposiadającym.– nietrudno wyobrazić sobie do czego mogłoby doprowadzić rozpowszechnienie MGH lub wpadnięcie receptury w ręce osób, które chciałyby wykorzystać je do własnych celów. Nie mogła na to pozwolić, i Jessica zajmie się tym, gdy tylko uporają się z problemem anomalii.
Natomiast Strange… Coraz bardziej działał jej na nerwy. Dzięki niemu dochodziła nawet do wniosku, że Stark jednak nie jest tak arogancki i zapatrzony w siebie jak do tej pory myślała. Czarodziej zdecydowanie bił go na głowę i kolejne słowa tylko ją w tym przekonaniu utwierdzały.
- Jestem wdzięczna za troskę, lecz gdybyś znał mnie choć odrobinę lepiej, to wiedziałbyś, że nie warto wdawać się ze mną w jakąkolwiek dyskusję. Zwłaszcza, gdy zależy mi na czymś tak bardzo jak na tej sprawie. – nie była zadowolona z dotychczasowego przebiegu wydarzeń, lecz była zdeterminowana, by o własnych siłach doprowadzić to do końca. Sama się sobie dziwiła, nie miała przecież z tego żadnego zysku, a mimo to coś mówiło jej, że warto będzie trzymać się tych wydarzeń. Inni mogą się z tym nie zgadzać, lecz ona nie miała zamiaru pozwolić, by coś lub ktoś ja powstrzymało. – Może nie znam się na magii, nie jestem tak znana jak Stark czy Rogers i nie strzelam laserami z oczu, ale potrafię być prawdziwym wrzodem na tyłku dla tych którzy mi podpadli. To jedna z moich supermocy. Spytaj się Wiedźmy, albo innego przypadkowo napotkanego bohatera w Nowym Jorku. Wszyscy którzy mnie znają powiedzą ci to samo. – rzadko pchała się na linię frontu, nie lubiła być na pierwszych stronach gazet i nie przepadała za rozgłosem. Nie była ulubieńcem tak zwanych bohaterów, lecz cieszyła się w ich świecie pewną reputacją i za wszelką cenę starała się ją utrzymywać. Była osobą trudną w odbiorze, upierdliwą, twardą, rzadko liczącą się ze zdaniem innych, lecz wszyscy wiedzieli, że jest dobra w swoim fachu, a gdy już się za coś zaweźmie to nikt nie wybije jej z głowy nawet najgłupszych pomysłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 144
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Paź 23, 2017 2:09 pm

Wyjaśnienie tego czym jest MGH okazało się bardzo pomocne, do tego stopnia, że dziękował Wandzie w duchu za podjęcie wątku, który on zignorował i uznał za nieważny. Od dawna nie interesował się medycyną, więc niestety nie znał dokładnych różnic między ciałem ludzkim, a mutancim, lecz na szczęście kobieta wyjaśniła to w prosty do zrozumienia sposób. Możliwe, że te stwory potwstały przez ten narkotyk, choć póki co to tylko teza, trzeba ją jakoś potwierdzić. Mimo tego Strange wciąż miał wątpliwości. Podrapał się po brodzie i spojrzał ku ciemnemu niebu.
-Pytanie tylko czemu ludzie zaczęli się zmieniać akurat po pojawieniu się chmury. Ciężko mi uwierzyć, że wstrzyknęli sobie to świństwo synchronicznie akurat kiedy zobaczyli chmury- rzucił jako potencjalny problem z teorią panny Jones. Nie było w tym cienia złośliwości, po prostu chciał znaleźć najbardziej prawdopodobną przyczynę tych anomalii, taką dla której nie będzie pytań bez odpowiedzi.

O ile Strange oczekiwał, że dziewczyna zaprzeczy, był nieco zaskoczony jej powodami. Spodziewał się, że odmówi mu na złość, żeby pokazać jaka jest silna i niezależna, a jednak okazało się, że chodzi o determinację, coś co Stephen potrafił docenić. Wciąż, jej decyzja była głupia, tylko teraz stała się także heroiczna.
-Próbujesz mnie zachęcić do wzięcia Cię ze sobą, czy wysłania Cię na Mount Everest dla świętego spokoju?- zapytał zadziornie z równie bezczelnym uśmieszkiem. Złapał swoją pelerynę za fragment okalający jego szyję i ściągnął ją bez żadnego wysiłku czy oporu. Następnie rzucił ją na wiatr, lecz zamiast tego ta podleciała do Jessici, owinęła się wokół jej pasa i podniosła ją z ziemi, całkiem szybko lecąc z nią ku Brooklynie. Wycieczka wbrew woli? Może. Strange postanowił dać Jessice odpocząć od używania swoich mocy i zafundował jej przejażdżkę starożytnym artefaktem. No i może po części zrobił to jej na złość. Ku tej drugiej teorii Wandę mógł skłonić szeroki uśmiech Stephena patrzącego jak jego peleryna zabiera kobietę w górę. Wziął wdech i wydech, oba pełne ulgi.
-Nie, nie wysłałem jej na Mount Everest- uprzedził pytanie Wiedźmy- Nie każmy jej na nas czekać- wystawił rękę w zapraszającym geście, jakby otworzył jej drzwi- panie przodem

[z/t dla Jess, chyba, że tego nie chce. Zrobiłem to, żebyśmy szybciej przeszli do następnego tematu. Teraz pozostaje tylko by Scarlet zrobiła z/t mi i sobie.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 211
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Paź 31, 2017 8:30 am

Kolory na zwykle rumianej twarzy Szkarłatnej Wiedźmy powoli stawały się coraz bledsze. Nawet nie potrafiła ukryć jak zadziałały na nią słowa Jessiki. Problemy dotyczące mutantów dotykały ją osobiście, a to do jakich praktyk ktokolwiek się posunął... Sama myśl wywołała w niej zgryzotę i oczywiście kolejne pytania. Lawina pytań. Kto? Po co? Dlaczego? I w jakim celu? ...Chociaż tego ostatniego mogła się domyślić. Grymas bólu pojawił się na jej buzi przywołując w myślach obraz tamtego mężczyzny. Szamoczący się z cierpienia, dysponujący tak potężną i rozpierającą siłą czuł się zagubiony. Teraz wiedziała już dlaczego. Boże i to z tym pracuje Hank? Pomyślała podłamana uświadamiając sobie, że takie czyny przypisałaby chociażby Magneto, a nie koledze z zespołu. Przecież bardzo dobrze wiedziała jaki miała do tego stosunek i jak bardzo stawiała na swoim, gdy chodziło o takiego typu eksperymenty.
Nawet już zapomniała, że w jakikolwiek sposób złościła się na kobietę, co zresztą widać było chociażby po poważnej minie Wandy, czy bacznej uwadze jaką poświęcała jej podczas rozmowy.
- Wiesz już kto za tym stoi? - Siląc się na spokojny ton starała się w żaden sposób nie pokazać, że ma jakiś swój własny trop.
- I jaki potwór mógł wpaść na taki pomysł? - Dodała tym razem nie kryjąc swojego oburzenia, by zwieść Jess na manowce, ale zrobiła to dla jej dobra. Albo swojego. Avengers również. Musiała to wszystko obgadać z pozostałymi. Póki nie będzie niczego pewna nie zamierzała wprowadzać zamętu. Mętlik w jej głowie wystarczał, a przecież każdy kto miał z nią do czynienia w ...delikatnym kryzysie wie czym to może się skończyć. Na szczęście miała obok siebie Strange'a. Nie wiedziała jak to zrobił, ale swoimi wątpliwościami, że atak zmutowanych ludzi i anomalia pogodowa to jedna i ta sama sprawa momentalnie poprawił jej humor. Chociaż ani jedna, ani druga sytuacja nie należała do przyjemnych i obie należało wyjaśnić, to dzięki temu postawiła umysł do pionu.
Miała nadzieje, że te dwie sprawy w żaden sposób się ze soba nie łącza.
- Dokładnie tak jak mówisz. Może to być zwykły zbieg okoliczności. Dlatego musimy to wszystko sprawdzić - Zarządziła chcąc tym samym wzbić się już w powietrze, ale przecież pozostała dwójka miała coś 'ważniejszego' do roboty. Nawet nie dali jej szansy żeby kogokolwiek poparła w trakcie rozmowy. Ledwo Jess zakończyła swoje przestrogi na temat bycia 'wrzodem na tyłku' z czym się w pełni zgadzała. Ledwo rozchyliła wargi żeby to zaznaczyć, a już Strange miał inny pomysł. Mimo to gdzieś tam pomiędzy jednym, a drugim zdaniem wcisnęła:  
- Już starczy tych słownych przekomarzanek - Dobrze, że bardziej niż zła była podirytowana, bo tym razem to ona mogła stać się dla nich niezłym wrzodem na tyłku. Chciała ich jakoś doprowadzić do porządku, ale gdzie tam. Nie było opcji. Najwyraźniej przeszła na jakiś drugi plan, albo stała się niewidzialna, bo nikt nie zwracał na nią uwagi. Jess pomimo zapewnień o braku strzelających laserów z oczu, strzelała metaforycznymi piorunami. W Strange'a. A Strange tylko ją podjudzał swoimi uśmieszkami i niezłomną pewnością co do swoich racji. Szczerze? Sama by się wkurzyła. A jeszcze bardziej by się wściekła, gdyby bez zapytania zrobił z nią to samo co zrobił z Jess.
W pierwszej chwili naprawdę pomyślała, że Stephen wysłał ją na Mount Everest. Niby tego nie uczynił, a mimo to miała pewne wątpliwości. Na sam koniec posłała mu pełne zrezygnowania spojrzenie.
- I nawet mnie nie proś bym Cię przed nią broniła, Stephen - Obydwoje wiedzieli, że jak będzie trzeba to przecież pomoże. A potem z całą swoją dumą wzbiła się w powietrze starając się dogonić szybującą w przestworzach Jones.
- I dobrze Ci radzę, zrób rachunek sumienia wszystkich kompromitujących zdjęć, bo te będą rozwieszone po całym Nowym Jorku - Dodała by pokrótce dookreślić z czym może się zmierzyć. A musiała przyznać, że Jess była baaardzo wnikliwa jak ktoś jej zajdzie za skórę.
- Powracając do tematu, musimy pamiętać, że najwyraźniej te potwory o których wspominała Jess to są ludzie. Trzeba poszukać źródła ich niedoli, a nuż zniszczenie źródła rozwiąże nasze problemy -Rzuciła, gdy dołączył do nich Strange. Starała się mówić na tyle głośno by ją słyszeli. ...I chyba miała płonne nadzieje, że Jones skupi się własnie na tym...

[Zt dla wszystkich i prosimy o wyznaczenie kolejnego tematu.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 338
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Lip 23, 2018 6:17 pm

Po tym, co zobaczyli na ekranach, najrozsądniejszym było udanie się na Williamsburg Bridge. Możliwe, że robotów nie było tam więcej niż w innych miejscach, a może nawet mniej, skoro Namor już nasłał na nie swojego potwora, jednak istniał inny problem: panika. O ile w na lądzie ludzie mieli szansę na schronienie się w budynkach, o tyle tutaj jedyną perspektywą był skok w odmęty rzeki, skotłowanej przez oślizgłe macki. Już kilka przecznic wcześniej Tony zauważył, że paraliż na ulicach i panujący chaos zwiększają się w miarę przybliżania się do celu. Samochody, które atak zastał na Williamsburg widocznie desperacko starały się z niego zjechać i często ostatecznie porzucone prze pasażerów tworzyły zator, uniemożliwiający tak przejazd jak i pieszą ucieczkę między nimi.
- Wiesz, Carol, pierwszy raz dotarło do mnie, jaki ten most jest wielki. – powiedział, darując sobie „Wygląda to gorzej niż na transmisji.”. Przez całą drogę praktykowali uciekanie od poważnych tematów – Tony wyjaśnił Carol, dlaczego Karbidu nie można gasić wodą, ustalili oczywisty fakt, że muszą przemyśleć jeszcze przez chwilę sprawę z Surturem, a potem bezwstydnie przeszli do plotkowania o członkach drużyny (tak, jakby życie żadnego z nich nie było zagrożone) i docinania sobie… Nie miał ochoty znów oddawać się paskudnym wyrzutom sumienia i poczuciu bezradności. Wystarczył już to, że z tyłu głowy wciąż starał się znaleźć jakieś rozsądne wyjście z ich kolejnego problemu.
- Ja trzymam, ty bijesz? – zaproponował, przez „trzymanie” rozumiejąc oczywiście odciąganie uwago robotów na tyle, żeby Carol mogła je dezaktywować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 441
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Lip 27, 2018 2:31 pm

| Z warsztatu Starka

Widząc paraliż na ulicach, korki samochodowe czy wypchane transporty publiczne w godzinach szczytu, Carol cieszyła się ze swojej możliwości latania. Zdecydowanie było to wygodniejsze, szybsze, a i także ciekawsze.
Kobieta teraz jednak nie myślała o tym w ten sposób, rozglądając się po okolicy, przez którą leciała z Tony’m. Jeśli w trakcie niedługiej podróży udało im się napotkać jakiegoś Sentinela to Carol zdecydowanie pikowała (w dół, żeby nie było), aby zniszczyć maszynę.
Trochę ci to zajęło, nie sądzisz? — rzuciła w jego stronę rozweselone spojrzenie. W międzyczasie częściowo zdążyła zmienić swój strój. Tak, że górna część jej kostiumu zastąpiła zniszczoną koszulkę. Spodnie i sportowe obuwie pozostały.
Mimo ogólnego skupienia się na sytuacji i chęci jak najszybszego pokonania kolejnej fali powolnych maszyn, ochoczo zareagowała na niezobowiązującą, lekką rozmowę. Z pewnością i kobiecie się ona przysłużyła. Nic dziwnego, że Danvers przyznała się do tego, że karbid niewiele ją obchodzi, ale chętnie wysłucha więcej; zapamiętała jednak, że nie powinno gasić się tego czegoś wodą. Człowiek, także hybryda, uczył się całe życie! Kwestię z Surturem potwierdziła i zarazem zbyła, chcąc skupić się na jednym problemie. Zdecydowanie lepiej było poplotkować; czy to wymienić się uwagą dotyczącą nieobecności Kapitana i czy czasem te jego wyjazdy nie są spowodowane kimś, z kim się spotyka. Wspomniała też o nieobecności Pietro czy załamaniu nad tym, jak Janet postanowiła zaprojektować wszystkim Mścicielom nowe stroje i zapragnęła wypytać Spider-Mana z Przyszłości o trendy w jego czasach. Zastanowiła się także, gdzie znajdują się pozostali, a w ostateczności wspomniała, że trzeba będzie ogarnąć też sprawę ze Samobójcami Strażnikami Galaktyki.
Tak czy siak, trochę lżejszych tematów zdążyło się przewinąć i pomogło choć odrobinę zmniejszyć stres.
Nie odmówię — odpowiedziała ochoczo. Ba, Carol zaczęła się już rozglądać. Z bezpiecznej odległości obserwowała działania zwierzątka Namora. Była przekonana, że jeśli tylko będzie szansa skontaktowania się z nim, to z pewnością nie zrezygnuje z tego, aby zagadać o tak szybką pomoc.
W każdym razie blondynka odczekałaby - niedługo - na to, co zrobi Tony, żeby samej w końcu ruszyć w stronę Sentineli, które nie zostały jeszcze zaatakowane czy strącone przez macki; niezależnie od tego czy roboty znajdowały się na moście, czy unosiły się nad nim w powietrzu.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Lip 27, 2018 4:24 pm

Wbrew pozorom kroczące ulicami i ścieżkami w pobliżu rzeki roboty - czy nawet wystające z wody grube, długie macki, których właściciel musiał być dosłownie monstrualnych rozmiarów - nie stanowiły w okolicy mostu jedynej łatwo zauważalnej atrakcji. Otóż przebywając tutaj osobiście Carol i Tony mogli wreszcie na własne oczy ujrzeć inny problem, z którym borykało się w tej chwili miasto - a przynajmniej jego część...
Tuż przy granicy Brooklynu, jeszcze nad wodą, zaczynały się gęste, ciemne chmury, ciągnące się daleko, pokrywające dokładnie całe niebo i nie przepuszczające z góry naturalnego światła słonecznego. Wśród nich od czasu do czasu błyskało, lecz poza tym cała jasność Brooklynu płynęła teraz ze sztucznego oświetlenia przy niektórych budynkach. W pobliżu - ale nad rzeką, czyli poza zasięgiem chmur - kręcił się helikopter, być może należący do jakichś służb albo nawet kanału telewizyjnego, z daleka trudno by to było orzec; maszyna przesuwała się wzdłuż brzegu, w dodatku dość wolno.
Bardziej niepokojące od tych nietypowych zjawisk atmosferycznych mogły być z kolei utrzymujące się w powietrzu pod nimi kształty - masywne, nieco większe od przeciętnego człowieka, ale z pewnością lepiej od niego zbudowane, lecz przede wszystkim wyraźnie uskrzydlone. Im również ciężko by się było przyjrzeć w mroku i z oddali, bo fruwały dość daleko od granicy Brooklynu, ale nie wyglądały na ludzi - tylko na jakieś humanoidy. Po dachach budynków również przemykały od czasu do czasu dziwne kształty, mniej lub bardziej przypominające osoby. Jedne smuklejsze, inne mniejsze, jeszcze inne obdarzone ogonami... Występowała pomiędzy nimi spora różnorodność, którą dało się wyłapać nawet z tej odległości.
Przynajmniej sytuacja z robotami zdawała się być względnie opanowana - albo chociaż stabilna - po tej stronie mostu wypadającej na Manhattanie. Trochę ich jeszcze zostało, ale za to sporo pieszych zdążyło uciec i w pobliżu kręciły się tylko niedobitki - z góry Ms. Marvel i Iron Man mogliby naliczyć na widoku dwadzieścia, maksymalnie trzydzieści osób, w większości skupionych w niewielkich grupkach. Gorzej było z samochodami; nie każdy chciał porzucić swój wóz, ale niektórzy to zrobili, w ten sposób blokując przejazd innym... I tak powstał korek, który tak naprawdę nie miał szans sam się rozwiązać.
Przynajmniej podwładny Namora zdawał się radzić sobie całkiem nieźle z wyłapywaniem Sentineli, więc w tej chwili to nie one stanowiły dla mieszkańców największe zagrożenie - lecz ich własna panika, głównie na samym moście. No i... Być może nikt nie uprzedził Krakena, że nie powinien atakować wszystkiego opancerzonego, co tylko pojawi się w pobliżu - gdyż ledwo Carol skończyła mówić, a w Tony'ego już trafił wyrzucony w powietrze przez jedną z macek głaz - o średnicy ponad metra, zapewne zgarnięty z dna, bo mokry i czymś obrośnięty. Sam w sobie nie był przez to bardzo ciężki - ale rozpęd robił swoje, nie wspominając już o elemencie zaskoczenia.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 338
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Lip 27, 2018 11:12 pm

Tony ledwo otrzymał odpowiedź na ten genialny w swojej prostocie plan, gdy wszystko się posypało. Bo przecież w ich życiu nic nigdy nie mogło być proste, prawda?
Podczas drogi na most zwrócił uwagę na to, że niebo nad Brooklynem jest nieco ciemniejsze, jednak wówczas wziął to za zapowiedź zwykłej burzy – niczego dziwnego na przełomie lata i jesieni. Teraz, gdy znaleźli się bliżej, chmura zdążyła widocznie zgęstnieć, czyniąc przestrzeń na swój sposób klaustrofobiczną, jakby miasto stopniowo zapadało się i kurczyło. Do tego wydawała się żyć własnym życiem, jak wielki, żarłoczny potwór.
Nie, nie wielki potwór. Rój.
Po przeskanowaniu obrazu zdał sobie sprawę, że z mroku poruszają się jakieś humanoidalne istoty. Leciały nisko i to właśnie ten ruch sprawiał, że chmura wydawała się kotłować złowrogo.
Stark nie mógł o nich powiedzieć wiele – duże, humanoidalne, skrzydlate i liczne. Chociaż na chwilę obecną to była wystarczająca ilość informacji by zakląć w sposób, którego normalnie nie dopuściłby się w obecności damy.
- Znasz to uczucie, Carol, kiedy myślisz sobie: Cholera jasna, trzeba było oglądać prognozę pogody? – zapytał lekkim tonem, chociaż dało się wyczuć jak bardzo podszyte nerwowością są te słowa.
Co więcej, o ironio, miał szczerą nadzieję, że to tylko delegacja z czeluści piekielnych, a nie forpoczta Surtura. Nawet jeśli byli wprawieni w radzeniu sobie z przewyższającymi ich liczebnie przeciwnikami, to na walkę z bossem powinni się lepiej przygotować. To zdecydowanie nie było sprawiedliwe.
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, jakiś robot wykorzystał chwilę jego nieuwagi by zaatakować. Przynajmniej na początku Stark był pewien, że to robot.
Uderzony z ogromną siłą, zaskoczony Iron Man przeleciał dobre dziesięć metrów i w ostatniej chwili odzyskał równowagę w powietrzu, ratując się przed zaryciem w dach samochodu. Słysząc krzyki ludzi znajdujących się w minivanie, którego o mało nie zmiażdżył, odwrócił się w powietrzy by odpowiedzieć na atak. Wtedy dotarło do niego, że w rzeczywistości nie trafił go Sentiniel, tylko kamień.
- Hej! No to już jest trochę prymitywne, wiesz? – krzyknął do kotłujących się macek, zdając sobie sprawę, że głowonóg nie robi sobie nic z jego oburzenia. – Carol, zmiana planu. Na razie muszę cię porzucić, dobra? – powiedział, mając szczerą nadzieję, że kobieta przez chwilę poradzi sobie sama. Musiał chwilowo oddalić się od parkietu tej imprezy. Po pierwsze, sam widocznie nie był bezpieczny w obecności atlantydzkiej edycji Corgi. Po drugie, zdecydowanie ważniejsze, na moście wciąć znajdowali się ludzie i to w ilości znacznie większej niż przypuszczał, wcześniej zakładając, że wszyscy opuścili samochody.
Przez chwilę nie miał pojęcia, co z nimi zrobić. Nie był w stanie przetransportować każdego bezpiecznie na brzeg. Rozważał wsadzenie wszystkich do jednego z wagonów metra ale, nawet jeśli zbroja mogła unieść taki ciężar, złapanie go w odpowiedni sposób wydawało się niemożliwe.
Myśl.
Zbroja wzbiła się na tyle wysoko, że Stark miał widok na znaczną część tego naprawdę cholernie wielkiego mostu. Od bliższego brzegu dzielił ich niemal kilometra ale… jaki miał wybór? Plan z oczyszczeniem torów metra mijał się z celem, straciłby na to zbyt wiele czasu albo uszkodził je przy okazji. Pozostawała droga na piechotę.
Zeskanował ulicę i wyznaczył trasę między samochodami, na której znajdowałoby się najmniej przeszkód i żadnych samochodów z pasażerami.
Gdy Iron Man zaczął przemieszczać się wzdłuż niej, z rękawic zbroi wystrzeliły dwie, szerokie wiązki energii, które topiły zagradzające drogę samochody jak masło, tworząc w nich przejście. Trwało to aż trzy minuty – zdecydowanie dłużej niż zdaniem Starka powinno, bo musiał uważać, żeby po drodze nie wysadzić żadnego baku – ale wreszcie mógł powrócić do spanikowanych ludzi.
Podleciał do największej grupy i otworzył maskę, wiedząc, że tych znajdujących się w większym szoku może przerazić widok każdej latającej maszyny, nawet jeśli było to Iron Man. Trzeba było pokazać im człowieka.
- Biegnijcie tam! – krzyknął, wskazując drogę. Nie było tu czasu na delikatne zachęty i głaskanie. – Po drodze próbujcie zgarniać pasażerów! Będę was osłaniać!
To prawda – do przejścia był kawałek. Najważniejsze jednak było to, by ludzie chociaż oddalili się od serca bitwy, nawet jeśli nie od razu znajdą się na brzegu. Byle tylko byli poza zasięgiem ognia i miejsca, w którym konstrukcja mogła zostać osłabiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 441
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Lip 31, 2018 9:58 pm

Można by uznać, że Carol dzieliła z Tony’m tę chwilę niezrozumienia. Zwłaszcza gdy zobaczyli jak wyglądało niebo nad Brooklynem. I nie był to zbyt zachwycający widok. W pierwszej chwili miała ochotę skomentować, że mogli zadbać o wzięcie parasolki, skoro zbliża się burza, jednak jakoś ten wyszukany żart ugrzązł w jej gardle. Dobrze, że chociaż Stark o tym pomyślał. Kobieta odwróciła głowę w jego stronę.
Tony… — powiedziała cicho. — Gamora mówiła ci, kiedy Surtur planował wpaść? Nie, żebym liczyła, że się umówił — zmarszczyła brwi. Miało to mieć żartobliwy wydźwięk, ale raczej tak nie zabrzmiało. Nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby wszyscy złoczyńcy, quasi-złoczyńcy wpisywali się do organizera. Chociażby na dwudziestego dziewiątego lutego czy jakiegoś trzydziestego pierwszego miesiąca, który nie miał tego dnia. Zdecydowanie nie byłaby tym urażona!
Jak myślisz, który to będzie krąg piekieł? Piąty?
Zadarła głowę, żeby spojrzeć na helikopter unoszący się nieopodal budynków nad brzegiem.
Mimo wszystko, Ms. Marvel nie miała zamiaru tam lecieć. Przynajmniej nie tak od razu.
Jar… Herbie, połącz mnie z Jones — odezwała się Carol. Liczyła, że nawet tymczasowa synchronizacja pozwoli sztucznej inteligencji Fantastycznej Czwórki na to, aby nawiązać połączenie z numerem komórkowym Jessiki Jones. Zapewne w takiej chwili na telefonie detektyw pojawiłby się numer zastrzeżony. Mogła to zignorować, mogła odpowiedzieć na połączenie. W przypadku tego pierwszego - po raz kolejny nastąpiłaby próba. Więcej już nie. Jeśli jednak przyjaciółka odpowiedziałaby to od razu mogłaby usłyszeć głos blondynki:
Jess! Wszystko w porządku? Jesteś na Brooklynie, u siebie, gdziekolwiek, gdzie jest burza i cokolwiek można zobaczyć? — w ten sposób Mścicielka chciała się upewnić, co się dzieje. Bo czy coś się działo - to widziała. Nie wiedziała jedynie czy chce wiedzieć teraz, kiedy zwierzątko Namora poczuło się zobowiązane i jedyne godne rzutem kamieniem, więc zaczęło kamieniować Starka.
A to była chwila moment. W pierwszej widziała swojego przyjaciela, w drugiej już leciał gdzieś dalej, więc szybko starała się odnaleźć go wzrokiem, aby chociaż w ten sposób ocenić czy coś mu się stało.
Nie daj się zmiażdżyć, Tony! — rzuciła jedynie, gdy Iron Man zasugerował zmianę planu. Nie, żeby się tego nie domyśliła, no skądże znowu!
W każdym razie, Carol pozwoliła sobie na obserwację otoczenia, podczas gdy mężczyzna ruszył do mostu, żeby zająć się potrzebującymi pomocy. Kobieta nie miała zamiaru lewitować tak w bezczynności. Najpierw chciała zorientować się czy faktycznie Sentinele w pobliżu są wyłapywane przez macki, czy gdzieś znajdują się niedobitki, którymi trzeba będzie się zająć. Zatem nie znajdowałaby się w tym samym miejscu, przemieszczając się wzdłuż mostu. Okazjonalnie użyłaby swojej siły czy wiązki energii, gdyby morski potwór miał zamiar dalej rzucać skałami w Starka. Przynajmniej w ten sposób osłaniałaby mężczyznę.
Gdyby pojawiały się kolejne ofiary czy też spanikowani ludzie, którzy nie mogliby sobie poradzić z ucieczką z mostu (choćby przez paraliż i panikę), to wtedy i tym Ms. Marvel by pomogła.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Sie 01, 2018 7:48 pm

Tym razem Tony'emu udało się bez problemu przelecieć ponad most; macki zajmowały się w tym czasie kilkoma latającymi robotami, a z góry mężczyzna mógł w dodatku zaobserwować, że tych parę Sentineli całkowicie zmieniło obiekt zainteresowania i teraz strzelało właśnie do potwora morskiego. Ten nie przyjmował tego najlepiej. Co prawda nie wyglądało na to, aby ataki energetyczne robiły mu wielką krzywdę - rozchodziły się po jego ciele, więc albo w jakiś sposób się neutralizowały albo wręcz w niego wchłaniały - ale wyraźnie go denerwowały, co dało się poznać po szybszym, bardziej chaotycznym ruchu trafianych macek. To mogło się okazać niebezpieczne - jeżeli rozzłoszczony czy obolały Kraken nie kontrolował do końca swoich ruchów, to istniała opcja, że mógłby przypadkowo uderzyć w most... Przy jego rozmiarach powinien do niego sięgnąć. Jak do tej pory jeszcze się to nie stało, jego macki kierowały się bardziej pionowo czy po skosie w górę, niż na boki, ale zagrożenie należało na wszelki wypadek brać pod uwagę - i spieszyć się z ewakuacją cywili.
Topienie porzuconych samochodów przebiegło zgodnie z planem, zostawiając tylko jeden problem: tak wysoka temperatura trochę stygła, więc podczas przechodzenia utworzoną ścieżką trzeba było bardzo uważać, nie tylko pilnując, aby nie dotknąć niczego po bokach, ale i patrząc gdzie się stawiało stopy. W normalnych okolicznościach nie byłby to kłopot, ale w panice już tak. Rzecz jasna w ostateczności oparzenie się i tak stanowiło lepszą opcję od, na przykład, czekania i ewentualnego runięcia z mostem do wody, czy nawet od zostania trafionym przez któregoś Sentinela, ale nie każdy cywil myślał trzeźwo.
To właśnie stan psychiczny sporej części tych ludzi utrudniał ewakuację. Po niektórych widać było, że starali się podejść do sytuacji dzielnie, zdarzało się, że ktoś wręcz ciągnął za sobą bardziej zdenerwowaną osobę - ale z drugiej strony byli ci, których strach paraliżował i nie pozwalał im nawet opuścić samochodów. Oczywiście pomiędzy tymi skrajnymi przypadkami wypadała także cała masa innych, przerażonych, ale i tak starających się ratować - lub przynajmniej dających się poprowadzić.
Podlatując i zwracając się do ich największego skupiska Tony miał to szczęście, że przemówił do grupy, w której znajdowało się po trochę osób praktycznie z każdego "rodzaju"... Zresztą zanim się jeszcze zbliżył, mógł już pewnie usłyszeć - pomiędzy zwykłymi krzykami - takie zakrawające na wiwaty. Może i w internecie huczało od teorii o tym, że Stark miał coś wspólnego ze stworzeniem tych robotów, ale tutaj najwyraźniej przeważała opinia, że przyleciał ich ratować... A nawet jeżeli nie przeważała, to chociaż była najgłośniejsza. Z bliska mężczyzna mógł już dołączyć do samych głosów twarze, jedne ponure, inne zapłakane, ale niektóre wyrażające nadzieję. Poza tym mógł również stwierdzić, że niektóre auta najpewniej zahamowały gwałtownie - bo część cywili wyglądała na poobijanych czy posiadała nawet drobne rozcięcia. Nie wyglądało jednak na to, aby ktoś poważnie potrzebował pomocy medycznej.
Reakcje na polecenie Iron Mana były różne. Tu czy tam ktoś pokiwał głową i to na ogół ci ludzie pierwsi ruszyli z miejsca, mniej lub bardziej delikatnie skłaniając do tego także swoich sąsiadów. Wiele osób potrzebowało takiej zachęty, ale w końcu grupa - rozciągając się w niewielki pochód - wystartowała ku temu bliższemu brzegowi. Nie każdy był w stanie utrzymywać takie samo tempo i w pewnym momencie stało się jasne, że zaraz utworzą się tak naprawdę dwa skupiska ludności, z niedobitkami pomiędzy. Od czasu do czasu z któregoś samochodu udało się kogoś jeszcze wyciągnąć i przekonać do dołączenia - w pewnym momencie ktoś wypuścił nawet z wozu wyraźnie nerwowego rottweilera.
Początkowo sytuacja prezentowała się dość dobrze - szczególnie przy włączeniu się do pomocy Carol. Kraken spełniał swoje zadanie i to ciskał w roboty kamieniami, to wyłapywał te bliższe, uderzając w nie lub wręcz chwytając i sprowadzając pod wodę. To ostatnie działało zresztą lepiej od miotania "pociskami", gdyż po nich Sentinelom zdarzało się pozbierać... I wtedy właśnie skupiały się na atakowaniu bestii. W dodatku w większości utrzymywały od niej wówczas dystans, przez co nie mogły zostać dorwane, a najwyżej ponownie trafione... Na co już uważały, częściej niszcząc skały promieniami, niż się przed nimi odsuwając. Woda wokół potwora kłębiła się coraz gwałtowniej, a na powierzchni rzeki powstawały przez to niepokojąco wysokie fale.
W pewnym momencie Krakenowi udało się znów złapać jednego z Sentineli... Tyle że w całym tym zamieszaniu cisnął nim na bok tak niefortunnie, że maszyna poszybowała niemalże całkowicie poziomo w stronę mostu - może po to, by rozbić się na kratach, a może je wyłamać i wpaść mniej więcej w środek tej wolniej uciekającej grupy. Ciężko powiedzieć jak silny był ten rzut, a jak wytrzymały robot, dlatego obie opcje trzeba było wziąć pod uwagę.
Poza tym sam przód pochodu też natrafił na drobny problem i choć większość osób kontynuowała podróż, to ze trzy zostały w tyle, przy jednym z samochodów... A właściwie przy dwóch, bo właśnie na tym polegał kłopot: jedno auto przygwoździło drugie do samego boku mostu i dość mocno wgniotło drzwi kierowcy. To pierwsze było już puste, ale w drugim z przodu siedziała kobieta koło pięćdziesiątki, nie mogąc otworzyć tak naprawdę żadnych drzwi. Sądząc po jej raczej obfitej sylwetce, mogłaby mieć spore problemy z wydostaniem się przez okno, zresztą nawet na to miejsca między autami było tak naprawdę zbyt mało. Pasy już odpięła i - zapewne w panice - przesunęła się tak, że siedziała na siedzeniu obok kierowcy i to w dodatku bokiem; przynajmniej nie wyglądało na to, aby stała jej się poważna krzywda, więc była głównie roztrzęsiona. Ci zostający w tyle - dwóch mężczyzn i kobieta - debatowali właśnie nad próbą przesunięcia blokującego drogę ucieczki wozu, ale reszta tłumu tego nie ułatwiała.

***

I taka moja uwaga - te sesje idą w różnym tempie, więc może przeprowadźcie rozmowę komunikatorowo-telefoniczną przez PM, a potem wklejcie w swoich najbliższych postach? Tak powinno być wygodniej.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 338
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 03, 2018 11:05 pm

Tony jeszcze torując drogę między samochodami, zdążył odpowiedzieć na pytanie Carol.
- I mi mówią, że jestem stary? Ty już wykazujesz sklerozę. – zaśmiał się nerwowo – Już ustaliliśmy, że nic nie wiemy na temat konkretnego terminu. Ale z drugiej strony, teraz chyba możemy się domyślać. I zdecydowanie nie zdążymy zaparzyć herbatki.
Drugie pytanie Carol przyniosło niemal ulgę, w chwili, w której był gotów zacząć panikować. Ułamek myśli poświęconej Dantemu, tak na uspokojenie.
- Jeśli masz rację, to panowie nie po mnie! – odpowiedział Danvers, zniżając powoli lot nad mniej zaradną grupą uciekających. – Jestem pewien, że już sobie klepnąłem parcelę w drugim.
W końcu, gdzie Tony Stark pasował lepiej niż do kręgu ludzi, którzy całe życie kierowali się wszelkimi żądzami i kaprysami?
Ogarnął spojrzeniem osoby, które pozostały w tyle – przeważnie ludzie starsi albo z dziećmi. Cholera jasna, najbardziej chciał po prostu zgarnąć każdego po kolei i odstawić bezpiecznie na ląd. Jednak po pierwsze, mógł nie mieć na to czasu, a po drugie, uciekający samodzielnie ludzie mogli poczuć się potraktowani niesprawiedliwie i wprowadzić dodatkowe zamieszanie…
Do diabła z tym pomyślał, słysząc płacz dziecka. Każdy gnojek, który uzna, że kobieta z niemowlakiem albo pięcioletnia dziewczynka powinna cierpieć tak samo jak on, zdecydowanie nie ma bladego pojęcia o sprawiedliwości.
Miał już zamiar pobawić się w samolot pasażerski i zgarnąć pierwsze dwie osoby, gdy rozsierdzony Kraken cisnął Robotem w ich kierunku.
- Sukin… - Stark nie dokończył obelgi, na chwilę tracąc oddech pod wpływem siły uderzenia maszyny, naprzeciw której wyleciał, by powstrzymać katastrofę. Naprawdę solidnie wkurzony, zarówno na roboty, jak i ośmiornicę, oderwał Sentinielowi ramię i wrzucił go do wody, z satysfakcją patrząc jak kupa złomu z pluskiem przecina wzburzoną powierzchnię.
- Dzięki, Carol. O mnie się nie martw, osłaniaj to sashimi, zanim nas pozabija.
Znów podjął próbę wylądowania i, bogu dzięki, tym razem się udało. Ludzie byli dość poruszeni jego obecnością, ale nie mógł sobie pozwolić na jakąś dłuższą mowę motywacyjną.
- Świetnie wam idzie, jeszcze tylko kawałek. – zapewnił, nonszalanckim tonem. Przecież takiego Iron Mana wszyscy znali, nie mógł pozwolić sobie na okazanie zaniepokojenia. – Pani pozwoli. – dodał niemal szarmancko, obejmując ramieniem kobietę z dzieckiem na rękach – Słodki berbeć, proszę trzymać go mocno.
Wolną ręką zgarnął też dziewczynkę. Fakt, że miała na sobie koszulkę z Kapitanem Ameryką sprawiał, że Tony jakoś wierzył w to, iż mała nie zacznie krzyczeć z przerażeniem, gdy wystartują.
- Ja też lubię Kapitana, wiesz? Serio, świetny gość, normalnie go kocham. A teraz zamknij oczy, bo lecimy.
Przeleciał szybko ponad mostem, mimo wszystko nie rozwijając swojej maksymalnej prędkości, ze względu na pasażerów i odstawił je na lądzie. Oddalił się bez pożegnania, bo po drodze zauważył kolejny problem.
Naprawdę, ogarnianie ludzi było dużo trudniejsze niż walka z robotami i prawie zazdrościł Danvers jej roli. Niby to, co właśnie robił nie zagrażało życiu ale wiązało się z bezpośrednią odpowiedzialnością. Jedno niedopatrzenie i ktoś traci życie.
Tym razem chodziło o zaklinowaną w samochodzie kobietę. Przez ułamek sekundy rozważał, czy na pewno nie da sobie rady – przecież nie znajdowała się w strefie walki i były nikłe szanse, że coś w nią trafi. Natychmiast skarcił się za pomysł pozostawienie kogokolwiek bez upewnienia się, że jest bezpieczny i zanurkował, żeby zedrzeć dach samochodu, jakby był z papieru.
- Madame. – załapał zrozpaczoną damę i chciał ją wyciągnąć. Wtedy zauważył, że ta zdążyła zapiąć pasy bezpieczeństwa, więc rozerwał je i tym razem mógł bezpiecznie odstawić kobietę obok trójki ludzi, próbujących jej pomóc.
- Jesteście super. Prawdziwi bohaterowie. – powiedział, pokazując im kciuk w górę i znów wzbił się w powietrze, żeby ocenić sytuację i zobaczyć jak może pomóc uciekającym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 441
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Sie 07, 2018 11:41 am

Ostatnio mnóstwo spraw mam na głowie — wytłumaczyła się. Ot, jakby uznała, że tylko ona ma takie zmartwienia. Nikt inny. Ale hej, usprawiedliwiała w końcu siebie! —  Osobiście wolałabym kawę… Może nawet coś mocniejszego.
Komentarz sam cisnął się na usta i Carol nie mogła się od tego powstrzymać, choć nie mówiła tego na poważnie. Raczej. Mimo wszystko, udało jej się tyle czasu wytrzymać bez alkoholu i radziła sobie z tym. Nie zdawała się mieć problemów Chyba że po prostu nie wyrabiała nerwowo. A ucieczka w procenty zdawała się być (nie)najlepszym wyjściem, ale z pewnością wygodnym. Do czasu.
—  Tylko drugim? Na pewno nie w kolejnych? — to była zwykła zaczepka. Ale na tyle kusząca, że nijak dało się o niej zapomnieć.

Mścicielka zdecydowanie nie spodziewała się, że rozmowa z Jessicą ją rozwścieczy. A raczej - niemożność dogadania się.
— Kto... Carol […] ty? […] kiepski sygnał. Ledwie cię […]. Utknęłam na klynie. Dzielnicę opanowały . Wiem jak to brzmi, ale […] prawda. Przekaż Pymowi […] dla niego.
—  Jess? — powtórzyła nieco dobitniej. W pierwszej chwili chciała już pomyśleć, że mogliby zadbać o lepsze połączenie przez Herbiego, w drugiej natomiast chciała już wygłosić pretensje do Starka o wadliwy komunikator. — Halo, Jess?! Ledwo cię słyszę! — rzuciła głośniej, przelatując między maszynami, które atakowały biednego potwora. Mimo trudności w połączeniu, Carol korzystała z energii, celując nią w poszczególne roboty, aby zwrócić na siebie uwagę. —  Co tam jest? I co Pymowi?
— Wampiry. Brooklyn […] wampiry. Pojawił się […] …dca. mu, że mam coś co pomóc […] lek przemianę.
To-to, co jest skrzydlate? — zmarszczyła brwi, odruchowo zerkając w stronę Brooklynu. — Widziałam jakieś kształty pod chmurami... Jess, powtórz, bo nie zrozumiałam! Jaki lek? Po co? Czy z tobą wszystko w porządku?
Wampiry! … na ulicach, to cholerni ...pijcy! Jak piep**ny Dracula. Wielu […] własnej woli. Może uda się […] uratować. Jestem w na Wythe Ave… przy …sburg .
—  Jak to z własnej woli?! — chcąc nie chcąc, podniosła głos. Była zirytowana tym, że ledwo rozumiała to, co do niej mówiła Jones. Miała ochotę skomentować, że mimo wieku, w którym żyją, to jakaś głupia (no, nie taka głupia, ale straszna) anomalia przeszkadza w rozmowie. Nic dziwnego, że Carol zaczęła się denerwować. —  Jess, powtórz jeszcze raz. Gdzie jesteś? — odetchnęła i postarała się zapytać spokojniej. —  Teraz mamy problem na moście, Sentinele zaatakowały i za dużo pieprzenia — streściła aż za bardzo. —  Postaram się do ciebie przylecieć niedługo.
Trudno […] wytłumaczyć. Jestem w TB…
Danvers zacisnęła usta, że skóra wokół nich pobielała. Ms. Marvel nie podobało się to wszystko.
—  Herbie, zlokalizuj Jones, gdzie jest dokładnie i przekaż jej, że postaram się z nią spotkać.

Blondynka zmarszczyła brwi, gdy Tony użył określenia na potwora morskiego.
Tylko potem nie krzycz jak będziesz miał siniaki — choć z pewnością było to lepsze od bycia martwym, na co Stark słusznie zwrócił uwagę. W każdym razie mężczyzna mógł wyłapać zirytowany ton przyjaciółki, gdy mu odpowiedziała po chwili braku jakiejkolwiek reakcji i ciszy
Mimo zapewnień ze strony Iron Mana, Carol co jakiś czas zerkała w stronę przyjaciela. Wolała zareagować wystarczająco szybko, jeśli miałoby mu się coś stać. Podobnie byłoby w przypadku ewakuowanych z mostu.
Póki jednak nie było takiego problemu, Danvers broniła Krakena (Namor powinien być wdzięczny!). Niszczenie Sentineli było łatwiejsze niż próba ujarzmienia zwierzęcia. Swoją drogą, blondynka zastanawiała się czy gdzieś w okolicy nie ma wspomnianego Namora, który w końcu wzbudził podejrzenia tak szybką reakcją na wezwanie.
W każdym razie Ms. Marvel lawirowałaby pomiędzy mackami. W sytuacji wymagającej reakcji, przyspieszyłaby, żeby nie wylądować w wodzie czy po prostu nie narazić się na uderzenie ze strony potwora. Nie miała jednak nic przeciwko temu, aby Sentinele padły ofiarą macek, więc czym chętniej wypychałaby je  pod “odnogi” zwierzyny, zwracając na siebie uwagę robotów poprzez energię czy zwykłe, choć silne, uderzenia.
Jeśli w związku z powyższym nie napotkałaby problemów, a udałoby jej się zareagować wystarczająco szybko to przy użyciu energii postarałaby się odepchnąć maszynę, która została odrzucona przez jedną z macek. Nie chciała, żeby robot wylądował w grupce cywili czy na moście, niszcząc go, choć to drugie nie byłoby takie niepokojące. Jeśli jednak nie byłoby szans na to, żeby odepchnąć maszynę gdzieś nad most, to Carol poleciałaby w jej stronę. Głównie po to, aby wlecieć w Sentinela i z całym tym impetem zmienić kierunek lotu.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3803
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Sie 11, 2018 4:07 pm

Pomiędzy Ms. Marvel i Iron Manem to temu drugiemu udało się złapać ciśniętego w stronę ludności Sentinela. Miał do niego bliżej od Carol, która co prawda mogłaby szybciej spróbować zepchnąć maszynę z trasy strumieniem energii, lecz coś takiego byłoby o wiele mniej precyzyjne i teoretycznie mogłoby się skończyć tak, że robot trafiłby po prostu w most w innym miejscu, niekoniecznie w takim bezpieczniejszym.
Zaraz potem Tony odesłał już przyjaciółkę do asystowania Krakenowi, a sam skupił się na osłanianiu uciekających z mostu. Przez większość czasu było to zajęcie dość proste i niezbyt wymagające, dlatego mężczyzna mógł sobie pozwolić na zabranie matki z dzieckiem oraz małej dziewczynki na ląd; Carol znajdowała się już wtedy pomiędzy mostem, a Krakenem oraz Sentinelami, więc powinna je w razie czego przechwytywać, dlatego mógł to uczynić bez wyrzutów sumienia, że jego chwilowa nieobecność kogoś narazi.
Stark nie mylił się odnośnie zachowania małej. Nie tylko nie była przerażona lotem, ale i przy nim zdawała się być wyraźnie mniej przestraszona, a bardziej zaciekawiona czy nawet podekscytowana... Za to kobieta z niemowlęciem przez całą drogę w panice zaciskała oczy i mocno przytulała do siebie swojego potomka, wręcz desperacko, szepcząc coś do niego - nie po angielsku, może po hiszpańsku, najpewniej starając się go uspokoić, choć jej własny głos podszyty był strachem w nie mniejszym stopniu od jego płaczu. Kiedy Tony już się oddalał, to właśnie dziewczynka jeszcze do niego pomachała, nim kobieta chwyciła ją za rękę i zaczęła jak najszybciej odciągać ją ku budynkom.
Problem z kobietą uwięzioną w samochodzie był na szczęście łatwy do rozwiązania. Zdarcie dachu pozwoliło ją wyciągnąć, a ona natychmiast przylgnęła do bohatera, wyraźnie drżąc ze zdenerwowania. Kiedy odstawiał ją na most, jeden z tych mężczyzn, którzy zostali dla niej w tyle, wysunął już ku niej ręce, żeby od razu pomóc jej zachować równowagę. Pozostała dwójka śledziła Tony'ego wręcz z uwielbieniem w oczach. Jaką różnicę potrafiło zrobić osobiste doświadczenie czegoś takiego... Osoby uratowane czy chociaż będące świadkiem czyjegoś ratunku posiadały najwyraźniej diametralnie odmienną opinię od tych, które siedziały w domach i komentowały rozwój wydarzeń w sieci.
Potem Tony wzniósł się już wyżej, by rozejrzeć się po okolicy i ustalić co dalej - a choć Carol była zajęta, to również znajdowała się na odpowiedniej wysokości, aby widzieć daleko od siebie, pewnie na odległość pięciu, sześciu kilometrów, jeżeli nie większą. Oczywiście z jednej strony widok nie napawał optymizmem, gdyż przedstawiał problemy z Brooklynem... Ale po przeciwnej sprawy wyglądały równie ciekawie. Co jakiś czas w oddali migały na niebie jakieś kształty, najczęściej przemieszczające się w grupie, więc będące pewnie Sentinelami, rzadziej pojedyncze - mogące być bohaterami lub zwykłymi obywatelami obdarzonymi mocami. Ale to nie wszystko.
Na zachód od mostu nad Manhattanem rozciągały się ciemne chmury - lecz zajmowały na tyle mały obszar i były tak gęste, że na pewno zostały przez kogoś sprowadzone, nawet jeżeli ogólnie prezentowały się naturalnie. Nawet z tej odległości dało się dojrzeć, że raz po raz uderzały z nich pioruny, zbyt często, aby efekt ten nie był wywoływany umyślnie. Choć Avengers wiedzieli już, że elektryczność - jak i inne ataki energetyczne - raczej nie stanowiła najlepszej broni przeciwko tym robotom, to bez wątpienia zdobywała ich uwagę, a to znaczyło, że w tamtej okolicy przeciwnicy przynajmniej mieli zajęcie - i nie koncentrowali się na cywilach.
Trochę bardziej na północ od tych chmur działo się już coś innego; niestety tutaj z odległości ciężko byłoby stwierdzić coś więcej, bo kształty w powietrzu przypominały niewiele ponad kropki, ale wyglądało na to, że sporo postaci po kilka czy kilkanaście naraz wznosiło się, a następnie opadało... Nietypowe, lecz najpewniej wiązało się to z czyimiś atakami, bo maszyny prawdopodobnie nie miałyby powodu, aby z własnej inicjatywy wykonywać takie manewry.
Jeszcze bardziej na północ i najwyraźniej po prostu dużo dalej od mostu ponad budynkami pojawiło się z kolei coś, co w pierwszej chwili mogło również przypominać chmury lub kotłujący się dym - lecz o nienaturalnym zabarwieniu, gdyż niebieskim. Szybko można się było zresztą zorientować, że kolor nie stanowił jedynej różnicy; to tutaj wyglądało raczej na masę światła i to nie ze względu na uderzające z góry błyskawice, jak w przypadku poprzedniego zjawiska - ten obszar zdawał się sam w sobie błyszczeć.
-Panna Jones przebywa w klubie nocnym TBA Brooklyn, pod numerem trzysta dziewięćdziesiątym piątym na Wythe Avenue, zaraz po drugiej stronie mostu. Nie mogę zagwarantować, że odbierze wysłaną przeze mnie wiadomość, gdyż na terenie całego Brooklynu występują problemy z komunikacją, a także z działaniem urządzeń elektrycznych- odpowiedź Herbie'ego przyszła do Carol z wyraźnym opóźnieniem; nie trwało to może nie wiadomo jak długo, ale dało się zauważyć pauzę pomiędzy poleceniem kobiety, a reakcją AI. Być może wynikała ona właśnie ze wspomnianych kłopotów.
O dziwo Kraken całkiem nieźle współpracował ze strategią Ms. Marvel. Było to o tyle zaskakujące, że najwyraźniej w jakiś sposób widział to, co miało miejsce nad powierzchnią wody - albo inaczej to odbierał i to na tyle dokładnie, że momentami jego macki przecinały powietrze tuż obok Danvers, nie robiąc jej jednak krzywdy, a trafiając w pobliskie roboty. Kobieta mogła się więc przejmować głównie tym, że z tego względu zdążyła zostać nieźle ochlapana, ale przynajmniej roboty nie czuły potrzeby jej atakować i skupiały się na potworze morskim... Na ogół, chyba że ona sama je zaczepiała.
Wszystko przebiegało całkiem dobrze, robotów ubywało, lecz w pewnym momencie Carol odepchnęła jednego z nich - fizycznie - pod nadciągającą mackę... A maszyna w odwecie zdążyła wystrzelić ku kobiecie z ręki, nim sama została zmieciona do wody. Ms. Marvel co prawda wchłonęła energię z tego promienia, ale została odrzucona za siebie i to na tyle niefortunnie, że plecami uderzyła o inną mackę, która... Chyba zdecydowała się jej pomóc, jeżeli sądzić po tym, że tuż po nawiązaniu kontaktu owinęła się wokół Carol. Była na tyle masywna, że w zasadzie wystarczył jeden splot, aby niemalże całkowicie Danvers zasłonić. Mokra, gładka tkanka nie należała do najprzyjemniejszych w dotyku rzeczy, ale zdecydowanie nie wyglądało na to, aby Kraken starał się zrobić Ms. Marvel krzywdę... Do chwili, gdy dwa strumienie energii od różnych Sentineli trafiły właśnie w tę mackę - która instynktownie zareagowała na to zaciśnięciem się.
W tym czasie Tony mógł oczywiście zobaczyć z pewnego oddalenia całe to zajście - ale widział również, że ta pierwsza, szybciej się przemieszczająca grupka ludności znajdowała się już coraz bliżej końca mostu. Z jednej strony oznaczało to, że nie będzie jej dłużej groziło zlecenie do wody, gdyby roboty nagle stały się inteligentniejsze albo przypadkowo uderzyły w most. Z drugiej - gdzieś tam w oddali znajdowało się jeszcze kilka niedobitków Sentineli, których Kraken sobą nie zainteresował, więc oby cywile byli dość rozsądni i spostrzegawczy, aby się ku nim nie zwrócić.
Wolniej wędrujący ludzie mieli przed sobą jeszcze kawałek do przebycia. Szczególnie ociągających się osób było góra piętnaście - inni jakoś sobie radzili. W tej grupce z kolei znajdowali się przede wszystkim starsi czy opiekunowie z dziećmi, z naciskiem na tych ostatnich. Pomiędzy nimi trafiłby się jeszcze młodszy mężczyzna - bo koło trzydziestki - lecz utykający i przez to spowolniony. Nie wyglądało na to, aby odczuwał ból, więc być może jego problem nie wynikał ze świeżych obrażeń, tylko starszych problemów.
W przeciwieństwie do innych skupisk, ta grupa wyglądała na dość zbitą i to właśnie to okazało się być źródłem zagrożenia, gdyż od strony Manhattanu w jej kierunku udawały się właśnie dwa Sentinele. Co ciekawe, maszyny nie zaczęły ostrzeliwać bardziej rozproszonych cywili uciekających przodem; zwróciły się od razu ku większemu zagęszczeniu ludzi, zawisły w powietrzu już kilkadziesiąt metrów dalej i wzięły te najsłabsze ogniwa na celownik - o czym świadczyły wysunięte ramiona oraz rozpalające się w dłoniach światła. Dodatkowy problem stanowiło to, że obie maszyny znajdowały się nad mostem - i nad umykającymi szybciej osobami. Strącenie ich z odległości mogłoby oznaczać, że w całości lub w kawałkach spadną na głowy bezbronnych.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 143
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Sie 13, 2018 7:29 pm

W pewnej chwili dwójka Mścicieli mogła usłyszeć w swoich komunikatorach głos przynoszącego nowe wieści Visiona.
- Jeden z olbrzymich Sentineli okazał się być bardziej niezależny od swoich mniejszych braci. Jest również nadzwyczaj, jak na jego ograniczone mimo wszystko możliwości, rozmowny. Udało mi się dzięki temu dowiedzieć, iż maszyny wykonują polecenia kogoś kto nazywa siebie Master Mold. Spróbuję zdobyć kolejne informacje, lecz może okazać się to niemożliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 338
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 17, 2018 2:33 pm

- Moja droga, czy insynuujesz coś na temat listy moich grzechów? – zapytał – Prowadzisz zestawienie, o którym nie mam pojęcia? – dodał, wyobrażając sobie staranny arkusz w Excelu, z siedmioma kolumnami, na każdy grzech główny oddzielne. Z jednej strony dla praktycznej Carol musiało to oznaczać tragiczną stratę czasu, z drugiej, może byłaby do tego zdolna dla samego zrobienia my na złość. Zwłaszcza, gdyby wspierałby ją w tym Jarvis.
Pewnym zaskoczeniem było to, że Carol nie odpowiedziała mu od razu. Jednak miało to sens, przecież oboje naprawdę mieli co robić. Po prostu, niezależnie od sytuacji, lubił jej uwagę.
Po wzniesieniu się na odpowiednią wysokość rozejrzał się, uruchamiając skan otoczenia. Stąd doskonale było widać, jaki chaos panuje w Nowym Jorku i ponad nim. Wręcz obecnie to sytuacja nad miastem wydawała się najbardziej powalona.
Dlaczego to zawsze jest niebo? I dlaczego to zawsze wielkie chmary i gęste chmury?
Nie obraziłby się, gdyby chociaż raz zaatakował ich Człowiek Szpadel.
Przybliżywszy obraz dostrzegł, że „na szczęście”, część latających obiektów to tylko kolejne Sentiniele, a nie armia demonów. Co do chmur, ta bliższa wyglądała niebezpiecznie, gęsta i błyskająca ale…
Proszę, proszę bądź Thorem… pomyślał niemal z rozpaczą, mając nadzieję, że jego ulubiony, najseksowniejszy w dziewięciu wymiarach bóg piorunów uznał za stosowne pojawić się i pomóc z magicznym badziewiem. Bo Tony mógł być geniuszem z wybujałym ego, ale z żalem musiał przyznać, że nawet dorwanie się do biblioteki Strange’a nie zrobi z niego bohatera fantasy.
Jeśli chodziło o pobożne życzenia, to szczerze nie miał pomysłu na to, kto mógłby odpowiadać za kolejną burzę w okolicy, co już budziło pewną desperację.
Proszę, bądź… Bogiem? zasugerował niemal nieśmiało, zastanawiając się, czy na pewno by tego chciał, i czy na pewno wciąż pozostaje względnie zdrowy na umyśle, skoro, nawet całkowicie nie na serio, myśli o tak nieracjonalnych opcjach. Chyba te zabawy w nawiązania do Boskiej Komedii rzuciły mu się na mózg.
Właściwie, po zebraniu wszystkich danych mógł częściowo porzucić opcje ze „straconą północą” i zdobyć się na tyle optymizmu, by przyjąć, że otrzymali potężne wsparcie w tej walce. Właśnie chciał przekazać te wieści Carol, wracając jednocześnie do swojego głównego zadania, czyli ochrony przedzierających się mostem ludzi, gdy po uruchomieniu komunikatora usłyszał ze strony kobiety zduszony jęk, który mógł świadczyć zarówno o zaskoczeniu jak i bólu. Instynktownie odwrócił się w kierunku Ms. Marvel, by zobaczyć, jak jej ciało znika w oślizgłym splocie macki.
- Carol! – krzyknął, nie mogąc powstrzymać emocji, które słychać było w tym pojedynczym słowie. Przecież osoba, którą kochał właśnie wpadła w macki cholernego Yog-sothotha! Mógł mieć świadomość, że nie z takich sytuacji Ms Marvel wychodziła obronną ręką, a skanery biometryczne nie wskazywały na to, by Danvers była uszkodzona, odruchy pozostawały odruchami. A nawet jeśli zagrożenie mogłoby być poważne, w co szczerze wątpił, bohaterka zdawała sobie sprawę z ryzyka zawodowego i z tego, że żaden z jej przyjaciół nie może przedłożyć jej bezpieczeństwa ponad życie cywili.
Zwłaszcza, że ci, którymi opiekował się Iron Man byli w niemal beznadziejnej sytuacji – pomijając fakt, że uciekając w „bezpieczne miejsce” kierowali się tak naprawdę ku strefie objętej po prostu mniejszym ryzykiem, niektórzy wciąć nie byli w stanie się tam dostać.
Miał nadzieję, że po naprawdę szybkim rozeznaniu w sytuacji i odkryciu, że nie jest ona taka zła, zdąży jednak zrobić te kilka kursów z najbardziej bezbronnymi ludźmi, zwłaszcza, że zaliczały się do nich dzieci, które mogły zostać przetransportowane w ramionach rodziców. Miał się do tego zabrać, gdy z oddali, niczym dwa mordercze Fiaty Multipla, nadleciały kolejne Sentiniele, do tego kierując się ku grupie, która właśnie skupiała największą uwagę Starka.
- No chyba nie. – mruknął. Ludzie nie mieli się jak rozproszyć, a on nie mógł sobie pozwolić na wybuchowe zabawki czy rzucanie samochodami, żeby przypadkiem nie zafundować nikomu deszczu blachy. Nie miał też czasu na rozprawianie się z nimi pojedynczo, bo może maszyny były szpetne i ociężałe ale strzelały celnie, zasięg miały spory, a ich dłonie już zaczynały świecić.
Opcja była jedna: Tony rozwinął pełną prędkość i wyciągnął ręce przed siebie, popychając jednego robota na drugiego i z tak zgarniętymi, zdezorientowanymi maszynami pikując w stronę rzeki – miejsca, w którym nie powinny zrobić krzywdy nikomu, z wyjątkiem niego, gdyby jakimś cudem doszły do siebie i postanowiły się bronić.
- Chętnie przyjmę wszelkie informacje. Muszę z tym Moldem pogadać i spuścić mu siermiężny wpi***ol. – zdążył odpowiedzieć Visionowi, zanim razem ze swoimi dwoma pasażerami wpadł do rzeki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   

Powrót do góry Go down
 
Williamsburg Bridge
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Williamsburg Bridge
» Tower Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: