Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Williamsburg Bridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Williamsburg Bridge   Pią Lip 13, 2012 1:27 pm

First topic message reminder :



Most wiszący nad East River, łączący ze sobą Lower East Side Manhattanu - a konkretnie Delancey Street - z Williamsburgiem Brooklynu. Posiada osiem pasów dla samochodów, dwa dla metra, a także dodatkowe dla przechodniów i rowerzystów.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 18, 2017 8:04 pm

Choć uparła się, by lecieć do Metro-General, dopiero po jakimś czasie zdała sobie sprawę z tego, że z całą pewnością wybrała ku temu o wiele dłuższą drogę. Wpływ na jej działanie miało prawdopodobnie ogromne zmęczenie, spowodowane niemal nieustannym korzystaniem ze swych mocy, oraz otrzymane obrażenia. Nie były tak poważne, jak można było się spodziewać, lecz wciąż w mniejszym lub większym stopniu z nich krwawiła. Do tego wszystkiego nie pomagał też fakt, że jeszcze przez jakiś czas goniły za nimi krwiożercze bestie, które za nic miały pokonywaną odległość i wciąż wyglądały na pełne energii. Potrzebują ciężkiej artylerii, by sobie z tym poradzić. Oczywiście, jeśli stwierdzą, że zechcą tam wracać. Ona miała na to coraz mniejszą ochotę. A z drugiej strony nie przywykła do poddawania się nawet w przypadku najtrudniejszych spraw. Musi porządnie opatrzyć rany, złapać choć chwilę oddechu. Zmęczenie stawało się coraz mocniejsze. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie doleci do celu przy pierwszej próbie. Muszą zrobić przystanek. Jeden lub dwa.
- Nie dam rady. Potrzebuję chwili wytchnienia. – poinformowała mężczyznę. Właściwie, to wciąż nie wiedziała z kim ma do czynienia. Nie miała okazji mu się przyjrzeć, ani spytać o to co dokładnie robił sam na ulicach Brooklynu, gdy po dzielnicy paradowały te istoty. Miała zatrzymać się gdzieś po drugiej stronie rzeki, gdy nad pobliskim mostem ujrzała coś co mogło okazać się dla nich zbawienne. By być bardziej dokładnym to kogoś. Kogoś z kim miała pewną, małą przyjemność przeszłość. Była wtedy pod wpływem działania mocy Killgrave’a, sprawa teoretycznie została wyjaśniona, lecz domyślała się, że ta osoba wciąż może żywić do detektyw pewną urazę. Mowa  o Scarlet Witch. Osobie, którą Jess przez pomyłkę zaatakowała Wandę. Co najlepsze pomyliła ją z samym Diabłem z Hell Kitchen, Daredevilem. Nie była wtedy sobą, do tego błędu doprowadził ja szał, w którym się wtedy znajdowała. Obecnie może wydawać się to śmieszne, lecz ta głupia historia mogła ją naprawdę wiele kosztować.  
Teraz nie miał lepszego wyjścia. Musiała poprosić wiedźmę o pomoc. Skoro i tak zamierzali udać się do SHIELD i być może także samych Avengers, dlaczego więc nie skorzystać z okazji już teraz? Resztkami sił zmusiła się do tego, by dolecieć do mostu. Będąc jeszcze w powietrzu zawołała Wandę po imieniu, ale zwyczajnie musiał już gdzieś wylądować. Opadła gdzieś na jednym z pasów dla samochodów. Między samochodami próbującymi wydostać się z objętej dziwnym zjawiskiem dzielnicy. Natychmiast rozległy się dźwięki klaksonów, obecnych już wcześniej, lecz teraz o wiele częstszych i jakby głośniejszych. Oby wiedźma szybko ich wypatrzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Sie 24, 2017 7:17 am

Racjonalni ludzie potrzebują logicznych powodów by zrobić cokolwiek. Ta zasada funkcjonowała świetnie od zarania dziejów. Jednakże opiera się na jednej umownej kwestii- że świat ma sens. Niestety nieliczni znający inne wymiary, bądź rzeczy w tym wymiarze, które umykają zwyczajnym osobom, nie są w stanie uwierzyć, że ten wszechświat ma sens, stałe zasady. Jedną z tych osób jest Doctor Strange. Czasami zwyczajnie czuje, że są rzeczy, które musi zrobić, no wiecie, intuicja. Zapewne dlatego, udał się tego dnia na Williamsburg Bridge. Nim opuścił swoje Sanctum, chwycił najbardziej zaufane książki traktujące o nienaturalnej ciemności i wahaniach w warunkach pogodowych. Nie zamierzał tracić czasu czytając je w zaciszu swojego domu, wolał być gotowy reagować na gwałtowne zmiany od razu.

Używając swojego płaszcza, zmierzał w kierunku Brooklynu od strony mostu. Po drodze analizował zaistniałą sytuację cywili, lecz nie ingerował bezpośrednio w pomaganie im, od tego są służby i uliczni bohaterowie. Jego zadaniem było zrozumienie problemu i wyeliminowanie go. Skierował swój wzrok ku mostowi. Poza stojącymi ciasno przy sobie samochodami, zauważył dwa obiekty latające. Jeden unoszący się w powietrzu, a drugi zmierzający niemrawo ku ziemi. To zachęciło go do przyśpieszenia lotu, by przyjrzeć się sytuacji z bliska.

Przy okazji spojrzał na drugą latającą kobietę. Wanda Maximoff. Jakby ten dzień nie mógłby stać się ciekawszy... Kiedy kobieta wylądowała na ziemi wraz z mężczyzną, którego trzymała, Strange praktycznie natychmiastowo stanął przy niej. Zignorował zestresowanych kierowców i ich klaksony. Pochylił się nad kobietą, by lepiej przyjrzeć się jej stanowi. Zaczął mamrotać coś pod nosem, a jego ręce zaświeciły się złotym blaskiem. Trzymał je przez jakiś czas nad nią w celu uleczenia jej ran, przesuwając je od rejonu do rejonu.
-Zaufaj mi, jestem doktorem- rzucił by nieco rozładować napięcie i potencjalnie zniechęcić ją od uderzenia go w twarz w akcie zbędnej samoobrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 198
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Wrz 07, 2017 9:59 am

Jej zamyślona mina była skierowana w stronę Brooklynu, więc początkowo miała problem by dostrzec Jessice. Cały czas zastanawiała się nad przyczyną tych gęstych, zakrywających niebo chmur i miała nawet kilka pomysłów, lecz żaden z nich nie stanowił całkowitej pewności. Atmosferze skupienia również przeszkadzały raz po raz świdrujące, wręcz irytujące dźwięki klaksonów. Wanda zaczęła się zastanawiać czy w tej sytuacji faktycznie miało to jakieś znaczenie. Przecież to nic nie przyspieszy, a jeszcze i tak bardziej rozdrażni i zagęści nerwową atmosferę. Przez myśl przeszedł jej pomysł z blokadą ów zakłóceń, ale dobrze, że tego nie zrobiła.
Wandy spojrzenie padło na największe epicentrum hałasów. Kilka sekund wcześniej miała dziwne wrażenie, że ktoś właśnie stamtąd wykrzykuje, ku jeszcze większemu zaskoczeniu, jej imię. Raczej od cywilów spodziewała się nawoływania po pseudonimie, ale tym kimś nie okazał się być zwykłym wyjadacz chleba.
Jessica Jones. No cóż, ich pierwsze spotkanie nie należało, delikatnie mówiąc do najlepszych. Wanda od razu dojrzała ją wzrokiem i w pierwszym momencie miała ochotę udać, że jej nie widzi. Niby sytuacja między kobietami została wyjaśniona, w końcu to nie jej wina, ale niesmak pozostał. Z drugiej strony kto jak kto, ale to ona powinna najbardziej ją zrozumieć. Działanie pod wpływem kogoś …lub czegoś nie jest jej aż tak obce. Jedno było pewne panna Jones miała niezłą krzepę, więc widząc ją taką zmachaną i ranną od razu dało do myślenia. Czyżby kobieta wpakowała się w jakieś tarapaty?
Nie bez trudu dojrzała, że Jess nie jest sama i ten ktoś nie wygląda na mniej poobijanego niż ona… Nie zastanawiając się już dłużej powoli zaczęła obniżać lot. Chciała pomóc, a jednak ktoś ją w tym wszystkim ubiegł.
Doktor Strange. Nie bez zaskoczenia odebrała jego obecność. Nie bez zaskoczenia, bo do niego właśnie miała zamiar się udać. Chciała z nim porozmawiać o swoich niepokojących wizjach i snach, które nękały ją w nocy. Niestety musiała zboczyć z obranej wcześniej drogi, ale los tym razem okazał się być przychylny i skrzyżował ich ścieżki po mimo drobnych przeciwności.
- Jessica Jones i Doktor Strange, cóż za ciekawe zestawienie – Wylądowała kilka kroków przed towarzystwem i podeszła do poszkodowanych, a właściwie poszkodowanego, ponieważ Strange zdążył już uleczyć Jess.
- Skąd wracasz i kto was tak załatwił? – Zapytała nawet całkiem miłym albo bardziej neutralnym tonem, by przejść do konkretów. Stanem najbardziej poszkodowanego aż tak się nie przejęła, bo mieli w swoich szeregach Stephena. A skoro o nim mowa…
- I co sprowadza tu pana, doktorze Strange? – Zerknęła na mężczyznę nie kryjąc swojego zaciekawienia. Właściwie celem tego pytania było raczej poczynienie krótkiego wywiadu, żeby zgarnąć informacje na temat tego zjawiska. Kto wie, może Strange również miał jakieś ciekawe spostrzeżenia… bo skoro już się tu zjawił to oznaczało tylko jedno, chyba wszyscy mają spory problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Wrz 10, 2017 2:23 pm

Dopiero teraz w komunikatorze Wandy znów odezwał się Jarvis - oczywiście słyszany w tej chwili tylko i wyłącznie przez nią - co mogło oznaczać, że dokonanie odpowiednich pomiarów nawet jemu, maszynie, zajęło trochę czasu.
-Chmury zdają się rosnąć ze średnią prędkością pięćdziesięciu metrów na godzinę, jednakże w trakcie moich obserwacji wartość ta wahała się w zakresie do dziesięciu metrów. Wygląda również na to, że szybkość oraz kierunek wiatru nie mają wpływu na rozszerzanie się zjawiska- poinformowało bohaterkę AI.
Z tej odległości zarówno Scarlet Witch, jak i Doctor Strange mogli już wyczuć zbierającą się na terenie Brooklynu - oraz nad nią - energię. Mimo to ciężko byłoby im ją dokładniej zidentyfikować, jak gdyby na bieżąco się zmieniała.

***

Tak się tylko wcinam, nie musicie jeszcze mnie uwzględniać w kolejkach, porozmawiajcie na spokojnie. Coulsona spróbuję przekonać do odpisu, zaś Strange'a możecie póki co omijać, skoro ma nieobecność na czas nieokreślony.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Wrz 12, 2017 7:54 pm

Nieoczekiwanie pomoc przyszła z zupełnie innej strony, bo to wcale nie Scarlet Witch jako pierwsza zareagowała na nawoływanie Jess. Uczynił to facet w śmiesznym stroju. Jeden z wielu bohaterów w tym mieście. Nikt inny nie ubrałby czegoś takiego z własnej woli. Lekarz… Na pewno. Mutant, czarodziej… To o wiele bardziej prawdopodobne sądząc po odstawianym przez niego przedstawieniu, które mimo wszystko powoli stawiało ją na nogi. Wciąż była niemiłosiernie zmęczona, ale przynajmniej nie musiała już martwić się ranami. Przynajmniej wszystko na to wskazywało. Kimkolwiek nie był, dobrze że znalazł się w tym miejscu. Strange, jak nazwała go Wiedźma. Nigdy wcześniej o nim nie słyszała. Był nowy? Możliwe. Z drugiej strony w tym mieście kręciło się tylu ludzi w kolorowych spandexach i innych kretyńskich wdziankach, że trudno było się w nich wszystkich połapać. Równie dobrze ten koleś mógł działać od wieków, a ona i tak nie miałaby zielonego pojęcia o jego istnieniu. Prawdę mówiąc, w miarę możliwości starała się nie angażować w sprawy superbohaterów i trzymała się od tego świata z daleka. Na ile miała taką możliwość, biorąc pod uwagę to, że i tak wpada na nich na niemal każdym kroku. W dodatku większość jej przyjaciół aktywnie działa w tym fachu.
- Wyjrzenie przez okno zajęło Mścicielom dłużej niż zakładałam. – kąśliwie zareagowała na przybycie Wandy. Prawda była taka, że nawet S.H.I.E.L.D. zareagowało szybciej. Wysłali nawet ekipę, by zbadała problem. Tak Jess wnioskowała po tym co wcześniej widziała. – Jak myślisz? – przekręciła głowę w kierunku obszaru skrytego pod warstwami chmur. – Nie wiem co mnie skłoniło do tego, by zbadać sprawę tego chorego. Zwłaszcza, że się dowiedzieli i przydzielili do niego Pyma. – to co mówiło mogło nie mieć dla przybyłych najmniejszego sensu, lecz był najprawdziwszą prawdą. Gdyby nie odezwał się w niej dobry samarytanin, teraz siedziałaby w swoim biurze, lub w jakimś barze i popijała kolejną kolejkę czegoś mocniejszego. Nie musiałaby się martwić, a teraz nie może odpuścić. To nie w jej typie. Jak już wzięła jakąś sprawę, doprowadzi ją do końca. Nieważne z jakimi problemami będzie się to wiązać. Nawet jeśli w grę wchodzi bycie pożartą przez potwory.
- Kręciłam się po Willow, gdy zaczęła się epoka lodowcowa. Wszystko było dobrze, dopóki nie pojawiły się bestie. Głodne, wściekłe i nie najlepiej nastawione do ludzi. – nawet w sytuacji takie jak ta, nie była w stanie powstrzymać się przed lekko drwiącymi wstawkami. – Potem na niebie pojawiły się kolejne. Równie uparte i równie zażarcie atakujące. Nie mam pojęcia czym są i skąd się tu k***a wzięły, ale trzeba je powstrzymać. Sama tego nie zrobię. Cudem wyciągnęłam stamtąd tego kolesia. – wskazała na leżącego obok mężczyznę. – Nawet nie zdążyłam mu się wcześniej przyjrzeć. – dopiero teraz miała ku temu okazję i powoli zaczęło do niej dochodzić, że już go gdzieś widziała. I to nie raz. Zmęczenie i kłębiące się w niej emocje nie pomagały w szybkiej identyfikacji, ale koniec końców w głowie detektyw pojawiło się to konkretne nazwisko. Coulson. Prawa ręka Fury’ego. Ha! Wpadła na nie byle kogo.
W tym momencie przypomniała też sobie, że dostała wiadomość zanim uciekli z zagrożonego obszaru. Powoli, trochę niepewnie sięgnęła po kieszeni po telefon i nie przejmując się obecnością Strange’a, ani Wandy zdecydowała się ją odczytać.
- Cholera. – mruknęła widząc pęknięty ekran. Znów czeka ją związany z tym wydatek. Na szczęście problem nie był na tyle poważny, by uniemożliwić jej przeczytanie SMSa od Night Nurse. Treść nie była pozytywna, ale mogła mieć nadzieję, że sprawa została już rozwiązana. – Wiesz coś o tym? – spytała Wiedźmę obracając smartfon w jej stronę i pokazując treść wiadomości: "Problemy, szpital uszkodzony, pacjent niebezpieczny. Avengers już są."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Wrz 21, 2017 4:12 pm

-Pani, Maximoff, mogę zapewnić, że nawet nasza dwójka nie jest tak ciekawa jak pani w pojedynkę- odpowiedział na słowa Scarlet Witch, kończąc proces leczenia rannej kobiety.
Gdy doktor uznał, że Jessica znajduje się w pełni sprawnym stanie, bez chwili oczekiwania podszedł szybkim acz spokojnym krokiem do agenta Coulsona. Rozpoczął tę samą procedurę leczenia, lecz tym razem zarzucił innym komentarzem:
-Tobie raczej nie muszę się przedstawiać, w końcu S.H.I.E.L.D pewnie ma na mnie teczkę lub dwie...
Gdy wszelkie rany na ciele agenta zniknęły, nie pozostawiając choćby blizny, doktor zwrócił się ponownie do dwójki kobiet, a konkretniej do panny Jones.
-...za to pani należą się wyjaśnienia, nazywam się Doctor Stephen Strange, Mistrz Sztuk Mistycznych i Sorcerer Supreme, czyli ta osoba przez którą naszym światem nie rządzą Lovecraftowskie horrory- wyrecytował formułkę, której wyraźnie używał wiele razy-...i bardzo cieszę się, że podobają Ci się tradycyjne szaty tybetańskich magów- dodał po chwili nieco luźniej, przeczytawszy w jej myślach co sądzi o jego ubiorze.

Scarlet Witch wyręczyła go z wypytywania kobiety o jej przeżycia po drugiej stronie mostu. Po stylu jej odpowiedzi Stephen zrozumiał, że przytrafiła mu się kobieta z charakterem. A już głupi myślał, że to powód pojawienia się chmur będzie dla niego największym wyzwaniem, a tu okazuje się, że będzie nim wytrzymanie między dwoma kobietami. Puścił mimo uszu komentarze o mścicielach, zostawiając sprawy ich PR dla Wandy. Dopiero kiedy usłyszał, że zaczęła mówić o kręceniu się na ulicach za mostem, usiadł po turecku w powietrzu i otworzył swoją torbę z książkami. Liczył, że dostanie jakieś ważne informacje, które pomogą mu zdiagnozować naturę problemu, lecz nie dostał za wiele ponad ogólny opis sytuacji. Nie przepadał za tym rozwiązaniem, ale chyba będzie zmuszony zaczekać aż kobieta się uspokoi, a następnie przeszukać jej wspomnienia by znaleźć jakieś informacje na temat zachowania stworów.

W między czasie postarał się przejrzeć wspomnienia agenta, ale nim do nich dotrze, będzie musiał pokonać całe morze zbędnych faktów o Kapitanie Ameryce. Ciekawe. To pewnie jego sposób na blokowanie telepatów od wydobywania z niego informacji.

Nie zainteresowała go zawartość SMSa, zamiast tego poczekał na odpowiedni moment by zejść na ziemię i powiedzieć kobiecie z powagą w głosie:
-Mam prośbę. By zidentyfikować te stworzenia będę potrzebował o nich tyle informacji ile mogę zdobyć, spróbuj się uspokoić i nieważne jak bardzo nie chcesz tego robić, postaraj się przypomnieć sobie każdy moment gdy widziałaś te stwory, z najmniejszymi detalami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 198
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Paź 04, 2017 9:48 am

Ze skupioną miną wysłuchała komunikatu od Jarvisa, a informacje jakie przekazywał niepokoiły. Najwyraźniej nad Nowym Jorkiem zbierały się czarne chmury. I to dosłownie. Nawet nietypowe, łechtające ego powitanie Doktora Strange nie poprawiło jej humoru, aczkolwiek na jej twarzy wykwitł delikatny uśmiech. Co prawda interpretacja tych słów mogła być dwojaka, bo kto wie co dokładnie miał na myśli tak nieograniczony umysł jakim władał Strange, ale wyjątkowo nie zamierzała szukać dziury w całym.
- Jak dobrze, że byłaś na miejscu - Odpowiedziała równie kąśliwie. Nie potrafiła się powstrzymać. Oczywiście mogła ugryźć się w język. Zahamować wszelkie zapędy odpowiadania na zaczepki słowne panny Jones, ale nie. Wanda nie potrafiła odpuścić, a właściwie winnym był jej burzliwy charakter. Zresztą stwierdziła, że Jess jak na zwykle stojącą z boku, co by czasem rączek sobie nie ubrudzić poważną robotą, panią detektyw strasznie się wymądrza. I na pewno nie zamierzała się jej tłumaczyć, że właśnie kilka chwil temu była zajęta próbami zapanowania nad hulko-podobnym monstrum, które w szale rozwalało Nowy Jork. ...Apropos tego. Z ust Jess padły słowa, które całkowicie przykuły jej uwagę.
- Zaraz, zaraz. Jakiego chorego masz na myśli? - Czyżby 'jej' chory, był tym samym, z którym miała do czynienia osobiście? A skoro i w tym maczał palce Pym, to słowa Jones mogły być kolejnym elementem układanki.
Raz po raz zerkała to na Doktora Strange'a który zajął się leczeniem Coulsona, raz na Jess, która w ten swój nonszalancki sposób opowiadała swoją historie. Nie rozpoznała go wcześniej, teraz jednak miała pewność, że Jess dźwigała prawą rękę Fury'ego. Niestety pomimo starań Stragne'a mężczyzna cały czas był nieprzytomny. Zastanawiała się czy nie będzie go trzeba podrzucić do szpitala. Póki co jednak postanowiła jeszcze odczekać z przekazywaniem informacji do SHIELD. Zresztą chwilowo całe zainteresowanie Wandy pochłonęła opowieść Jess. Sama myśl o krwiożerczych bestiach wywołał na jej twarzy obraz głębokiego zmartwienia. Przejęta sytuacją próbowała sobie wyobrazić z jakimi potworami musiała borykać się Jones, ale nawet nie zdążyła się podpytać. Zrobił to za nią Strange.
Z nieukrywaną niepewnością zerknęła na wyświetlacz wyciągniętego w jej stronę telefonu. Jess nie musiała być wybitną panią detektyw, żeby po zmieniającej się minie Wandy móc wywnioskować, że temat jest jej znany.
- Coś wiem. Póki co mało. I coś mi się zdaje, że Ty wiesz więcej - Zapytała kobietę, a potem zwróciła sie już do wszystkich.
- Co to za pacjent? - Dodała - I jak z Coulsonem? Jeżeli nie odzyska przytomności prześle informacje do SHIELD albo ewentualnie podrzucimy go do pierwszego lepszego szpitala. Nie ma co zwlekać. Według danych jakie przekazał mi Jarvis chmura nie zmniejsza swojej objętości, a wręcz przeciwnie. Jeżeli jest to powiązane z tym o czym mówisz Jess, a wszystkie znaki na niebie wskazują, że tak to musimy działać szybko -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 11:17 am

- Nawet nie próbuj tego ponownie. – odparła wściekle. Nie lubiła, gdy ktoś grzebał jej w głowie. Tym bardziej, gdy był to ktoś o kim nie miała zielonego pojęcia i czynił to bez jej zgody. Zrobi to jeszcze raz, a pożałuje, że się tu w ogóle pojawił. Czarodziej czy nie, wciąż był tylko mężczyzną. Sama się nie przedstawiła, jako że już wcześniej zrobiła to za nią Wanda. Po co się powtarzać i niepotrzebnie tracić czas? – Dzięki. – dodała po chwili odnosząc się do tego, że jej rany zostały przez niego uleczone. Wróciła wtedy do dyskusji z Mścicielką.
- Co nie? Carol byłaby ze mnie dumna. - tymi słowami odgryzła się wiedźmie. Jessica była w tej grze dobra. Zachowując się w ten sposób czuła się pewniej, może nawet odczuwała pewną przewagę nad innymi. Do tego dochodziła związana z tym czysta przyjemność. Nie była lubiana, ani tym bardziej popularna, lecz na tych rzeczach jej akurat nie zależało. A przynajmniej chciała, by tak widzieli ją inną. Jako silną i niezależną kobietę, która nie będzie na siłę szukać pomocy, ani czyjejś przyjaźni. Choć z drugiej strony cieszyła się, że niektórzy, ci bardziej wytrwali i zdeterminowani lub szaleni, są przy niej, gdy tego potrzebuje.
Natomiast fakt, że kobieta zainteresowała się akurat tym tematem, wiele Jessice powiedział. Ewidentnie coś wiedziała. Może detektyw zdoła wyciągnąć od niej coś więcej, ale najpierw powinna podzielić się swoją wiedzą. Tak to w tym świecie działa. Informacja za informację.
- Wczoraj? Przedwczoraj? Nie ważne. – jest już tyle czasu na nogach, że takie rzeczy nie są czymś o co by teraz specjalnie dbała. Była okropnie zmęczona wydarzenia z dnia dzisiejszego i marzyła tylko o swoim łóżku. Tym starym, okropnie niewygodnym łóżku. Wiedziała jednak, że będzie musiała z tym jeszcze poczekać. Nie zamierzała się od tak poddać. Rozwiąże sprawę tych dziwnych zjawisk i zrobi to z pomocą tej dwójki lub bez niej. – Znalazłam go zajmując się inną sprawą. Ledwie słaniał się na nogach, był blady, rozpalony i silny. Bardziej niż zwykły człowiek być powinien. Coś mu wstrzyknięto. Zabrałam go do Metro-General, skąd później doszły mnie wieści o jego zwiększonej agresji. Dodałam dwa do dwóch, poszperałam w kilku źródłach i doszłam do wniosku, że ktoś podał mu MGH, albo coś na nim bazującego. Wtedy to wydawało się jedyną możliwością, ale teraz? Sama nie wiem. Jego stan mógł być powiązany z tym co się teraz dzieje. – patrząc na to co widziała, ta opcja była równie prawdopodobna. W końcu wszystko wskazywało na to, że niektóre bestie były wcześniej ludźmi. Ciężko jednak powiedzieć coś konkretnego bez dowodów. – Dlaczego cię to zaciekawiło? – w końcu spytała wprost. Nie będzie bawić się w żadne podchody. – Chociaż poczekaj. Odpowiesz później. Najpierw zajmijmy się tą burzą. – ostrożnie i powoli, opierając się o pobliski samochód, zaczęła podnosić się na nogi. Była osłabiona, ale przynajmniej nie wyciekało z niej już nic ważnego. Da sobie radę.
- Człowieku. Nie traktuj mnie jak jakąś małą pierdoloną dziewczynkę. – za tym także nie przepadała. Swoje już w tym życiu przeżyła i nie pozwoli, by jakiś buc z nie wiadomo jak dużym mniemaniem o sobie samym traktował ją jak głupią damulkę w opałach. Wiedziała już, że się nie polubią. Choć by nie wiadomo co miało się jeszcze wydarzyć, oni raczej nie złapią dobrego kontaktu. Spojrzała na niego wściekle, ale po chwili odpowiedziała na jego prośbę. – Były ludźmi, przynajmniej nim to się zaczęło. Niektóre wciąż miały na sobie strzępy ubrań. Mają czerwone oczy, żywią się ludźmi lub ich krwią. Raczej nie są specjalnie inteligentne. Z tego co widziałam kierują się czystymi instynktami. Mają długie, ostre pazury. Są niezwykle zwinne i szybkie. – starała się przypomnieć sobie coś jeszcze. Zamilkła na moment, a gdy w końcu ją naszła jeszcze jedna myśl, dodała: - Twarz trochę zniekształcona, a uzębienie na pewno nie było ludzkie. – wszystko opisała raczej krótko i rzeczowo. To wszystko co pamiętała o tych dużych stworach, a był przecież jeszcze jeden rodzaj. – To nie wszystko. Później pojawiły się jeszcze jedne. Małe, latające, przypominające nietoperze. Jeszcze bardziej zaciekłe i irytujące. Zarówno te małe, jak i te duże boją się ognia. Tylko to ostatnia pozwoliło mi stamtąd uciec. – wpatrywała się teraz to w Strange’a, to w Maximoff. Czekała, może któreś z nich wpadnie na jakieś rozwiązanie.
- Jeszcze jedno. Jakikolwiek pomysł wpadnie wam do głowy, to idę z wami. Zakończę to co zaczęłam. – powiedziała to tonem, który jasno miał dać tej dwójce do zrozumienie, że łatwo jej się nie pozbędą i nie przyjmie żadnej formy sprzeciwu. Może nie była tak potężna jak oni, ale też miała swoje sztuczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 12:56 pm

W odpowiedzi na gwałtowną reakcję Jessici, doktor zwyczajnie spojrzał jej w oczy, traktując ją swoim najspokojniejszym spojrzeniem i rzekł:
-Przepraszam, ale zawsze robię to co uważam za słuszne, przyzwyczaisz się

Niedługo później uświadczył ciągu dalszego tej szalenie dojrzałej przepychanki słownej. Nie miał zamiaru się wtrącać, w końcu nie dotyczyła ani jego, ani aktualnej sytuacji, zwyczajnie stanął z boku, udając brak zainteresowania, zatapiając swój wzrok w książce. Właśnie przez takie rzeczy zazwyczaj pracuje sam.

Słowa Jessici na temat pacjenta wzbudziły w Stephenie pewne zainteresowanie. Bynajmniej nie dlatego, że medycyna była wielką częścią jego życia, ale dlatego, że to mogło mieć związek z tymi bestiami. Gdyby kobiety zwracały uwagę na jego poczynania, zauważyłyby, że Strange czyta inną księgę, z zupełnie inną okładką.
-To może być klątwa, mutacja, magiczny pasożyt...- mruczał pod nosem przewracając kolejne strony księgi- Muszę sprawdzić jego dokumentację medyczną, wtedy wykluczę jakiekolwiek powiązanie z magią...- podrapał się po brodzie wolną ręką. Mówił do siebie, ale na tyle głośno by dało się go usłyszeć.

-Wiesz, gdyby nie to, że mamy potencjalną apokalipsę na naszych głowach, może by mnie nieco obchodziło, że masz więcej niż pięć lat. Niestety tak nie jest- odpowiedział z frustracją na zarzut Jessici. Za często zdarzało jej się marnować jego czas. Zamiast słuchać jej opisu, ponownie zajrzał jej do głowy, tym samym idąc jej na przekór, choć co z tego jeżeli o tym nie wie... By coś opisać, musiała sobie to przypomnieć, więc Strange mógł dokładnie przyjrzeć się istocie w środku jej głowy bez potrzeby przeglądania jej wspomnień. Moze były delikatnie podkolorowane przez jej wyobraźnię, ale powinny być dostatecznie blisko do prawdziwego osobnika by mógł coś o nich odnaleźć.

W międzyczasie podszedł do Coulsona i wyciagnął przed siebie rękę. Jego peleryna zaczęła falować, a na dłoni pojawił się świecący symbol.
-Na potęgę nadaną mi przez Vishanti, niech ten człowiek wróci do swego domu-Wypowiedział nieco inną intonacją niż ta, której używał w zwyczajnych rozmowach, po czym agent jakby wyparował z mostu.

-Nie, nie ma mowy, ledwo możesz stać, a chcesz narażać się na ekstremalne warunki i walkę? To samobójstwo. Wiem, że zamierzasz być zła, ale mówię Ci to jako doktor, nie czarodziej- nie rób tego-
Stephen mimo wszystko nadal był człowiekiem i nie zamierzał narażać tej dziewczyny na śmierć. Poznał już jej temperament i wiedział, że nie wróci grzecznie do domu, tylko pójdzie z nimi, ale chociaż nie będzie się czuł winny za jej śmierć.

[z/t dla Coulsona]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3511
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 08, 2017 3:54 pm

W księgach Stephena - a także po prostu w jego głowie - znajdowały się informacje na temat przynajmniej kilku zaklęć, rytuałów, klątw oraz innych zjawisk, które mogłyby wywołać gęste chmury, w tym jako efekt uboczny. Żadne z nich nie łączyło się bezpośrednio z wytwarzaniem potworów, ale już na przykład przyzywanie istot z innych wymiarów wiązało się z wieloma różnymi efektami wizualnymi... W tym z dymem i chmurami. Być może należałoby iść właśnie tą drogą? Z drugiej strony Jessica twierdziła, że te stwory były kiedyś ludźmi, a i obrazy z jej pamięci zdawały się potwierdzać tę wersję - bo bestie rzeczywiście miały na sobie ubrania lub chociaż ich strzępy... Przynajmniej te większe z nich, bo te przypominające nietoperze oczywiście nie.
Występowanie w okolicy tych ostatnich oraz żywienie się - być może - krwią sugerowało wampiry i nie trzeba było posiadać magicznych ksiąg, żeby na to wpaść. Tyle że... Cała reszta niekoniecznie do nich pasowała. Czerwone oczy albo fizyczne deformacje - może. Zwinność i szybkość? Tak. Ale instynkty zamiast inteligencji? Zjadanie również ludzkiego mięsa? To było już mniej typowe. A gdyby jeszcze potwory miały związek z tamtą wcześniejszą ofiarą, o której mówiła Jessica, z tą, której coś wstrzyknięto - w takim wypadku sprawa już w ogóle wykraczałaby poza typowy wampirzy scenariusz.
Z chmurami na pewno wiązała się jakaś - być może mistyczna - energia... Ale z tymi stworami niekoniecznie. Mogły być magiczne, ale mogły też powstać na skutek mutacji, naturalnej albo wymuszonej drogą eksperymentów. Mogły być istotami sprowadzonymi z innego świata. Potencjalnych rozwiązań istniało więcej - więc chyba należało zacząć od zebrania pewniejszych, dokładniejszych informacji.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 198
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Paź 14, 2017 3:22 pm

Nie widziała sensu we wdawaniu się w dyskusje. Po kolejnej zaczepce słownej na jej twarzy pojawił się... grymas. Nie był to ani uśmiech, ani obraz politowania. Właściwie oscylowało to na pewnej granicy, której nie chciała przekroczyć, by nie wywołać niepotrzebnej kłótni. Dla dobra kobiet, Strange'a oraz... pobliskich zabudowań... nie wspominając już o cywilach, którzy mogliby ucierpieć podczas drobnej niesnaski.
Zresztą Jess zaraz przeniosła swoje złości na Strange'a, a widząc jak mężczyzna świetnie sobie radzi nie czuła potrzeby by się wtrącać w ich wymianę zdań. Z zaciekawieniem natomiast przysłuchiwała się krótkiej relacji jaką zdała im nieokrzesana kobieta. Niestety, im więcej mówiła, tym Wanda czuła większy niepokój. Opis chorego mężczyzny idealnie przystawał do tego, z którym miała do czynienia chwile temu. Dokładnie tego samego którego musiała pacyfikować. Dobrze wiedziała kto maczał w tym palce... i poczuła ogarniającą ją zgrozę. Co prawda te chmury, opis demonicznych potworów odbiegał od tego co się działo z chorym mężczyzną, a mimo to zaczęła wątpić w zabiegi Pyma. Póki co jednak nie zamierzała się dzielić swoimi obiekcjami. Nie chciała postawić w złym świetle kolegi z drużyny, a co za tym idzie działań również Avengers. Może zbyt szeroko podeszła do problemu, ale będąc oficjalną członkinią starała się dbać o ich PR. Miała natomiast coraz to większa ochotę na rozmówienie się z Hankiem.
- MGH? - Zainteresowała się skrótem, który nic jej nie mówił. Nie mogła mieć żadnej pewności, że to ten specyfik wywołał dziwną mutacje, czy schorzenie u mięsożernych potwór z kanałów, ale z tego co mogła wywnioskować mógł zostać zaaplikowany mężczyźnie z którym walczyła.
- Czyli boją się ognia, da się to załatwić - Dodała już podsumowując słowa Jessiki.
Pozwoliła na to by to Strange wyraził swoje wątpliwości co do uczestnictwa w całej akcji przez pannę Jones. Mężczyzna miał racje. Niestety znała Jess na tyle by wiedzieć co mu odpowie... Pani detektyw rzadko była aż tak zdeterminowana. Jeżeli już zapaliła jej się lampka to nawet rozjuszony byk jej nie powstrzyma. Dlatego też w głębi duszy cieszyła się, że to Strange zaczął ten temat... W tej kwestii jednak pokusiła się o zajęcie stanowiska po stronie... kobiety. Zapewne dlatego, że miała podobne podejście, odstawiając rozsądek na drugi, czy trzeci plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 41
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Paź 22, 2017 8:38 pm

- W takim razie w moim towarzystwie powinieneś zmienić swe przyzwyczajenia. – nie zamierzała tolerować podobnych czynów, więc jeśli JJ odkryje, że pozwala sobie na zbyt wiele, to mężczyzna oberwie. I to porządnie, bo biorąc pod uwagę jego zdolności, nie będzie musiała się ograniczać. Na szczęście była tu też Scarlet Witch, która znała Jessicę całkiem dobrze i wiedziała, że czasem lepiej ugryźć się w język niż powiedzieć coś czego później będzie się żałować. Z nią też detektyw mogła się dogadać. Obie z pewnością znajdą wspólny język i wzajemnie sobie pomogą. Zwłaszcza, że i jedna i druga posiadają informacje, które druga strona chętnie pozna.
- Mutant Growth Hormone. Narkotyk bazujący na hormonie produkowanym przez osoby posiadające gen X oraz tych których zdolności pochodzą z innego rodzaju mutacji, choć tego drugiego nie jestem pewna. – zaczęła wyjaśniać kobiecie znaczenie podanego wcześniej skrótu. Nie wykopała zbyt wiele na jego temat, lecz to co miała w zupełności wystarczyło, by móc wyciągnąć pewne wnioski. - Informacji na jego temat jest dość mało, ale to co odkryłam doskonale pasuje do przypadku tamtego mężczyzny. Najbardziej niepokojący jest fakt, że środek ten krótkotrwale zapewnia nadnaturalne zdolności osobom normalnie ich nieposiadającym.– nietrudno wyobrazić sobie do czego mogłoby doprowadzić rozpowszechnienie MGH lub wpadnięcie receptury w ręce osób, które chciałyby wykorzystać je do własnych celów. Nie mogła na to pozwolić, i Jessica zajmie się tym, gdy tylko uporają się z problemem anomalii.
Natomiast Strange… Coraz bardziej działał jej na nerwy. Dzięki niemu dochodziła nawet do wniosku, że Stark jednak nie jest tak arogancki i zapatrzony w siebie jak do tej pory myślała. Czarodziej zdecydowanie bił go na głowę i kolejne słowa tylko ją w tym przekonaniu utwierdzały.
- Jestem wdzięczna za troskę, lecz gdybyś znał mnie choć odrobinę lepiej, to wiedziałbyś, że nie warto wdawać się ze mną w jakąkolwiek dyskusję. Zwłaszcza, gdy zależy mi na czymś tak bardzo jak na tej sprawie. – nie była zadowolona z dotychczasowego przebiegu wydarzeń, lecz była zdeterminowana, by o własnych siłach doprowadzić to do końca. Sama się sobie dziwiła, nie miała przecież z tego żadnego zysku, a mimo to coś mówiło jej, że warto będzie trzymać się tych wydarzeń. Inni mogą się z tym nie zgadzać, lecz ona nie miała zamiaru pozwolić, by coś lub ktoś ja powstrzymało. – Może nie znam się na magii, nie jestem tak znana jak Stark czy Rogers i nie strzelam laserami z oczu, ale potrafię być prawdziwym wrzodem na tyłku dla tych którzy mi podpadli. To jedna z moich supermocy. Spytaj się Wiedźmy, albo innego przypadkowo napotkanego bohatera w Nowym Jorku. Wszyscy którzy mnie znają powiedzą ci to samo. – rzadko pchała się na linię frontu, nie lubiła być na pierwszych stronach gazet i nie przepadała za rozgłosem. Nie była ulubieńcem tak zwanych bohaterów, lecz cieszyła się w ich świecie pewną reputacją i za wszelką cenę starała się ją utrzymywać. Była osobą trudną w odbiorze, upierdliwą, twardą, rzadko liczącą się ze zdaniem innych, lecz wszyscy wiedzieli, że jest dobra w swoim fachu, a gdy już się za coś zaweźmie to nikt nie wybije jej z głowy nawet najgłupszych pomysłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Doctor Strange

avatar

Liczba postów : 136
Data dołączenia : 13/08/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Paź 23, 2017 2:09 pm

Wyjaśnienie tego czym jest MGH okazało się bardzo pomocne, do tego stopnia, że dziękował Wandzie w duchu za podjęcie wątku, który on zignorował i uznał za nieważny. Od dawna nie interesował się medycyną, więc niestety nie znał dokładnych różnic między ciałem ludzkim, a mutancim, lecz na szczęście kobieta wyjaśniła to w prosty do zrozumienia sposób. Możliwe, że te stwory potwstały przez ten narkotyk, choć póki co to tylko teza, trzeba ją jakoś potwierdzić. Mimo tego Strange wciąż miał wątpliwości. Podrapał się po brodzie i spojrzał ku ciemnemu niebu.
-Pytanie tylko czemu ludzie zaczęli się zmieniać akurat po pojawieniu się chmury. Ciężko mi uwierzyć, że wstrzyknęli sobie to świństwo synchronicznie akurat kiedy zobaczyli chmury- rzucił jako potencjalny problem z teorią panny Jones. Nie było w tym cienia złośliwości, po prostu chciał znaleźć najbardziej prawdopodobną przyczynę tych anomalii, taką dla której nie będzie pytań bez odpowiedzi.

O ile Strange oczekiwał, że dziewczyna zaprzeczy, był nieco zaskoczony jej powodami. Spodziewał się, że odmówi mu na złość, żeby pokazać jaka jest silna i niezależna, a jednak okazało się, że chodzi o determinację, coś co Stephen potrafił docenić. Wciąż, jej decyzja była głupia, tylko teraz stała się także heroiczna.
-Próbujesz mnie zachęcić do wzięcia Cię ze sobą, czy wysłania Cię na Mount Everest dla świętego spokoju?- zapytał zadziornie z równie bezczelnym uśmieszkiem. Złapał swoją pelerynę za fragment okalający jego szyję i ściągnął ją bez żadnego wysiłku czy oporu. Następnie rzucił ją na wiatr, lecz zamiast tego ta podleciała do Jessici, owinęła się wokół jej pasa i podniosła ją z ziemi, całkiem szybko lecąc z nią ku Brooklynie. Wycieczka wbrew woli? Może. Strange postanowił dać Jessice odpocząć od używania swoich mocy i zafundował jej przejażdżkę starożytnym artefaktem. No i może po części zrobił to jej na złość. Ku tej drugiej teorii Wandę mógł skłonić szeroki uśmiech Stephena patrzącego jak jego peleryna zabiera kobietę w górę. Wziął wdech i wydech, oba pełne ulgi.
-Nie, nie wysłałem jej na Mount Everest- uprzedził pytanie Wiedźmy- Nie każmy jej na nas czekać- wystawił rękę w zapraszającym geście, jakby otworzył jej drzwi- panie przodem

[z/t dla Jess, chyba, że tego nie chce. Zrobiłem to, żebyśmy szybciej przeszli do następnego tematu. Teraz pozostaje tylko by Scarlet zrobiła z/t mi i sobie.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Scarlet Witch

avatar

Liczba postów : 198
Data dołączenia : 05/12/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Paź 31, 2017 8:30 am

Kolory na zwykle rumianej twarzy Szkarłatnej Wiedźmy powoli stawały się coraz bledsze. Nawet nie potrafiła ukryć jak zadziałały na nią słowa Jessiki. Problemy dotyczące mutantów dotykały ją osobiście, a to do jakich praktyk ktokolwiek się posunął... Sama myśl wywołała w niej zgryzotę i oczywiście kolejne pytania. Lawina pytań. Kto? Po co? Dlaczego? I w jakim celu? ...Chociaż tego ostatniego mogła się domyślić. Grymas bólu pojawił się na jej buzi przywołując w myślach obraz tamtego mężczyzny. Szamoczący się z cierpienia, dysponujący tak potężną i rozpierającą siłą czuł się zagubiony. Teraz wiedziała już dlaczego. Boże i to z tym pracuje Hank? Pomyślała podłamana uświadamiając sobie, że takie czyny przypisałaby chociażby Magneto, a nie koledze z zespołu. Przecież bardzo dobrze wiedziała jaki miała do tego stosunek i jak bardzo stawiała na swoim, gdy chodziło o takiego typu eksperymenty.
Nawet już zapomniała, że w jakikolwiek sposób złościła się na kobietę, co zresztą widać było chociażby po poważnej minie Wandy, czy bacznej uwadze jaką poświęcała jej podczas rozmowy.
- Wiesz już kto za tym stoi? - Siląc się na spokojny ton starała się w żaden sposób nie pokazać, że ma jakiś swój własny trop.
- I jaki potwór mógł wpaść na taki pomysł? - Dodała tym razem nie kryjąc swojego oburzenia, by zwieść Jess na manowce, ale zrobiła to dla jej dobra. Albo swojego. Avengers również. Musiała to wszystko obgadać z pozostałymi. Póki nie będzie niczego pewna nie zamierzała wprowadzać zamętu. Mętlik w jej głowie wystarczał, a przecież każdy kto miał z nią do czynienia w ...delikatnym kryzysie wie czym to może się skończyć. Na szczęście miała obok siebie Strange'a. Nie wiedziała jak to zrobił, ale swoimi wątpliwościami, że atak zmutowanych ludzi i anomalia pogodowa to jedna i ta sama sprawa momentalnie poprawił jej humor. Chociaż ani jedna, ani druga sytuacja nie należała do przyjemnych i obie należało wyjaśnić, to dzięki temu postawiła umysł do pionu.
Miała nadzieje, że te dwie sprawy w żaden sposób się ze soba nie łącza.
- Dokładnie tak jak mówisz. Może to być zwykły zbieg okoliczności. Dlatego musimy to wszystko sprawdzić - Zarządziła chcąc tym samym wzbić się już w powietrze, ale przecież pozostała dwójka miała coś 'ważniejszego' do roboty. Nawet nie dali jej szansy żeby kogokolwiek poparła w trakcie rozmowy. Ledwo Jess zakończyła swoje przestrogi na temat bycia 'wrzodem na tyłku' z czym się w pełni zgadzała. Ledwo rozchyliła wargi żeby to zaznaczyć, a już Strange miał inny pomysł. Mimo to gdzieś tam pomiędzy jednym, a drugim zdaniem wcisnęła:  
- Już starczy tych słownych przekomarzanek - Dobrze, że bardziej niż zła była podirytowana, bo tym razem to ona mogła stać się dla nich niezłym wrzodem na tyłku. Chciała ich jakoś doprowadzić do porządku, ale gdzie tam. Nie było opcji. Najwyraźniej przeszła na jakiś drugi plan, albo stała się niewidzialna, bo nikt nie zwracał na nią uwagi. Jess pomimo zapewnień o braku strzelających laserów z oczu, strzelała metaforycznymi piorunami. W Strange'a. A Strange tylko ją podjudzał swoimi uśmieszkami i niezłomną pewnością co do swoich racji. Szczerze? Sama by się wkurzyła. A jeszcze bardziej by się wściekła, gdyby bez zapytania zrobił z nią to samo co zrobił z Jess.
W pierwszej chwili naprawdę pomyślała, że Stephen wysłał ją na Mount Everest. Niby tego nie uczynił, a mimo to miała pewne wątpliwości. Na sam koniec posłała mu pełne zrezygnowania spojrzenie.
- I nawet mnie nie proś bym Cię przed nią broniła, Stephen - Obydwoje wiedzieli, że jak będzie trzeba to przecież pomoże. A potem z całą swoją dumą wzbiła się w powietrze starając się dogonić szybującą w przestworzach Jones.
- I dobrze Ci radzę, zrób rachunek sumienia wszystkich kompromitujących zdjęć, bo te będą rozwieszone po całym Nowym Jorku - Dodała by pokrótce dookreślić z czym może się zmierzyć. A musiała przyznać, że Jess była baaardzo wnikliwa jak ktoś jej zajdzie za skórę.
- Powracając do tematu, musimy pamiętać, że najwyraźniej te potwory o których wspominała Jess to są ludzie. Trzeba poszukać źródła ich niedoli, a nuż zniszczenie źródła rozwiąże nasze problemy -Rzuciła, gdy dołączył do nich Strange. Starała się mówić na tyle głośno by ją słyszeli. ...I chyba miała płonne nadzieje, że Jones skupi się własnie na tym...

[Zt dla wszystkich i prosimy o wyznaczenie kolejnego tematu.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   

Powrót do góry Go down
 
Williamsburg Bridge
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Williamsburg Bridge
» Tower Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: