Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Williamsburg Bridge

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Williamsburg Bridge   Pią Lip 13, 2012 1:27 pm

First topic message reminder :



Most wiszący nad East River, łączący ze sobą Lower East Side Manhattanu - a konkretnie Delancey Street - z Williamsburgiem Brooklynu. Posiada osiem pasów dla samochodów, dwa dla metra, a także dodatkowe dla przechodniów i rowerzystów.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Sie 21, 2018 9:07 pm

Odmawiam zeznań — to była natychmiastowa odpowiedź Carol. Głos, mimo nerwowej i napiętej sytuacji, pozostał w tym przypadku obojętny. Spodziewała się, że mogła tym spowodować, że Stark będzie się głowić, a gdy odzyska Jarvisa - to najpewniej od razu nakazałby sprawdzić czy coś takiego Danvers prowadzi w wolnym czasie. Nie spieszyło jej się do potwierdzenia czy zaprzeczenia. Nawet jeśli takie zestawienie by istniało - to może akurat wtedy pokusiłaby się o bardziej tradycyjną formę, żeby sztuczna inteligencja, choć pomocna, nie mogła wykopać na zawołanie. Mogła też taką listę mieć w pamięci. W końcu tyle razy miała do czynienia ze Starkiem, tyle kontaktu, że szło zapamiętać to i owo.
To, co działo się nad panoramą miasta, zostało zauważone przez Carol. Blondynka jednak nie mogła poświęcić więcej czasu na refleksje, które zdenerwowałyby ją jeszcze bardziej, nie wspominając nawet o zmartwieniu. Nie zignorowała tego tak od razu. Co to, to nie. Poświęciła krótką chwilę na to, aby przyjrzeć się temu, co miało miejsce w oddali, żeby zaraz wrócić uwagą do wymijania macek czy robotów i ich ataków. Po jednym uderzeniu, którym zarazem cisnęła maszynę do wody, spojrzała w inną stronę. Kwestia elektryczności momentalnie skojarzyła jej się z Thorem. Musiała przyznać, że mężczyzny dawno nie widziała albo oboje mieli takie szczęście, że się mijali… Co wydawało się kobiecie mało prawdopodobne.
Niewielkie punkty będące w oddali zastanowiły Carol, ale zdecydowanie więcej uwagi poświęciła tej części miasta, gdzie światło było inne i z pewnością wyraźniejsze. Danvers ściągnęła brwi i wykrzywiła usta na moment. Niewykluczone, że w jakimś stopniu jej myśli pokrywały się z tymi Starka, gdy patrzyła na to wszystko.
Ms. Marvel wyminęła odrzuconego przez potwora morskiego Sentinela.
Próbuj dalej, Herbie — poleciła. — Nie wiem, co Jessica chciała od Pyma, ale jak możesz to przekaż mu, że Jones ma coś dla niego. Nic więcej nie wiem, nie zrozumiałam — wspomniała od razu, jako że wcześniej zbagatelizowała tę sprawę, mimo że wiedziała, iż nie powinna.
Dobrze, Vision. Postaraj się… — Carol zareagowała szybko, chcąc odepchnąć robota, zmniejszając ryzyko roztrzaskania mostu. Przynajmniej w tej kwestii, bo nie wątpiła, że macki potwora mogłyby to zrobić mimowolnie. Kobieta jednak nie zdążyła dokończyć swojej wypowiedzi. W tym samym momencie Ms. Marvel została zaskoczona przez jedną z odnóg pupila Namora. Nie zdążyła odbić w bok, żeby móc uniknąć ataku. Zaabsorbowała wiązkę energii i zaraz poczuła uścisk wokół siebie, który nie należał do przyjemnych. Blondynka, chcąc nie chcąc, krzyknęła w tym szoku, żałując zarazem, że nie odetchnęła porządniej.
Tym bardziej, że kolejny atak, który był pośredni, zakończył się większym naporem wokół niej. Ms. Marvel nie panikowała. Zaklęła siarczyście, co Tony mógł usłyszeć. Zarazem Stark mógł upewnić się, już nie tylko poprzez skan, który wykonał, że z przyjaciółką wszystko w porządku. W każdym razie, Mścicielka zrezygnowała z użycia energii. Widziała w końcu, jaki byłby efekt takich działań, a nie miała nic przeciwko swojej figurze, żeby zdecydować się na tak drastyczne zwężanie obwodu klatki piersiowej czy talii.
Danvers najpierw zaczęła się wiercić. Mogła liczyć na to, że nadmiar wody czy też gładka tkanka ułatwią jej to. Gdyby jednak był z tym problem i kobiecie nie udałoby się uciec z tego uścisku, to postanowiłaby zadziałać tak, jak na prawdziwego klubowicza przystało. Żwawiej ruszyłaby łokciami, chcąc choć trochę zorganizować sobie przestrzeń. Wówczas blondynka próbowałaby przemieszczać się ku dołowi. Uznała, że w ten sposób łatwiej byłoby wyplątać się ze splotu, niż gdyby miała wspinać się po gładkiej skórze potwora.
Obrzydliwe, pomyślała, krzywiąc się.
Tak czy siak, Ms. Marvel nie miała zamiaru się zatrzymać. Rozpychałaby się łokciami, nogami zamachała, co mogło komicznie wyglądać, byle tylko wyślizgnąć się jak najszybciej. Zbyt zaaferowana swoją sytuacją nie zwróciła uwagi na to, co działo się ze Starkiem.
Gdyby to jej się udało, momentalnie rozejrzałaby się po okolicy. Chciała sprawdzić, co z Iron Manem, co z cywilami na moście. Zerknęłaby także w stronę Brooklynu, a potem na potwora i Sentinele; chciała rozeznać się, ile ich zostało.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Sie 22, 2018 11:46 pm

W porządku, takiego rozwoju wydarzeń Harry mimo wszystko się nie spodziewał... Ale nie mógł powiedzieć, że nie był on zabawny i na swój sposób nawet satysfakcjonujący. Jako że nie musiał jednak łapać Parkera, aby powstrzymać go przed wpadnięciem na siebie, to ręce miał teraz wolne, co nie dość, że pomagało mu w zachowywaniu równowagi na gliderze, to jeszcze w razie czego pozwalało mu szybciej sięgnąć po broń. To był pierwszy i chyba największy plus tej sytuacji. Pomijając zaś wszystkie inne, drobniejsze, już sam widok Spider-Mana niemalże padającego przed nim na kolana - wystarczająco blisko, Osborn nie zamierzał przejmować się szczegółami - też wywoływał w nim bardzo pozytywne odczucia. Naprawdę nie był dobrym człowiekiem.
Gdyby nie miał na sobie maski, Peter zapewne mógłby dojrzeć na jego twarzy pełen zadowolenia uśmiech, w oczach zaś iskierki rozbawienia. Może nie wszystko przebiegło po jego myśli, ale najważniejsze przecież, że tak czy siak zaskoczył czymś pająka. Być może taka jego reakcja była nawet lepsza od wcześniej przewidywanych? Co prawda Harry zawczasu przygotował sobie komentarz, z którego w tych okolicznościach musiał zrezygnować, ale to nic, bo w gruncie rzeczy i tak nie chciał psuć sobie zbędnymi uwagami tego momentu... Który i bez tego potrwał niestety zbyt krótko.
Na wszelki wypadek Osborn przez chwilę przyglądał się temu, jak Parker mościł się na gliderze, najpierw się obracając, potem przesuwając, a wreszcie szukając sobie jakiegoś oparcia, lecz szybko stracił zainteresowanie jego poczynaniami. Tak naprawdę obchodziło go jedynie to, aby pająk nie krępował jego własnych ruchów, ani nie blokował swoim ciałem przegród, z których wydostawały się granaty... Reszta nie miała wielkiego znaczenia. A siedząc przed nim nie robił ani jednego, ani drugiego.
Harry skupił się więc tymczasowo na przemierzanej trasie. Umyślnie unikał tych dużych ulic, zakładając, że na nich ktoś mógł już pomagać, zaś na tych mniejszych niekoniecznie. Po krótkiej i tak naprawdę bezowocnej podróży mężczyzna zdecydował się zwiększyć wysokość, aby nie przejmować się już wytyczonymi drogami i przemieszczać się po prostu ponad budynkami... I wówczas jego uwagę przykuła rozgrywająca się w oddali akcja. Nieświadomie Osborn aż zmrużył oczy, przyglądając się przemierzającym niebo sylwetkom, z których nie wszystkie należały do robotów... Lecz te ostatnie zdecydowanie nad nimi przeważały. Harry nie miałby nic przeciwko lepszemu zorientowaniu się w tej sytuacji... A wystające z wody masywne macki wydawały mu się tylko dodatkowo intrygujące. Obrzydliwe, ale wciąż intrygujące.
- Trzymaj się - nakazał Parkerowi pogodnym tonem i było to jego jedyne ostrzeżenie, nim podkręcił prędkość, zmierzając w linii prostej w kierunku mostu. Do niego mieli bliżej niż do centrum starcia, ale szczerze mówiąc to właśnie Osbornowi odpowiadało. Zabranie Spider-Mana nad wodę byłoby mimo wszystko głupim posunięciem, a Harry wolał myśleć, że na ogół podejmował raczej rozsądne decyzje, pomijając może te dokonywane w złości, rozpaczy czy pod wpływem takiej czy innej substancji, niekoniecznie serum. Nie, o wiele lepiej będzie zostawić pająka gdzieś, gdzie będzie przydatny - gdzie będzie mógł manewrować na pajęczynach, a nie lepić się do glidera czy w ostateczności skakać między mackami. Choć ta ostatnia wizja wydawała się całkiem zabawna.
- Zaraz zeskakujesz - dodał, kiedy jeszcze zbliżali się do mostu, zresztą bezpośrednio od jego zachodniego końca, a nie od boku. Podczas gdy dzieląca ich od niego odległość malała, Osborn utwierdził się w przekonaniu, że ponad nim rzeczywiście unosił się Iron Man lub przynajmniej jego zbroja... Dalej z kolei działała Ms. Marvel. Oboje zdawali się mieć co robić, więc szczerze wątpił, aby obrazili się za wsparcie - szczególnie od Spider-Mana. W końcu z nimi trzymał. Jak przyjmą kogoś obcego? Tego Harry już nie był taki pewien, ale i tak nie martwił się ich reakcjami. Zwyczajnie go ciekawiły.
Docierając do początków mostu, mężczyzna zwolnił zauważalnie, lecz nie na tyle, aby miało to szczególnie opóźnić niesioną przez niego pomoc, po czym wykręcił w taki sposób, aby odbić w stronę macek i Ms. Marvel, która akurat na chwilę mu pomiędzy nimi zniknęła. Liczył na to, że Parker załapie, iż to jego moment na zeskoczenie... Choć pewnie nawet nie potrzebował do tego obniżenia prędkości, ale Harry postanowił być miły i tak czy siak to dla niego zrobić. Ponownie oddalając się od mostu, mężczyzna znów przyspieszył, równocześnie przywracając do równowagi glider, który przy zakręcie znalazł się w pozycji ukośnej. Z tego ułożenia powinno mu być łatwiej unikać ataków czy przeszkód, gdyż mógł zacząć od odchylania się w dowolnym kierunku.
Prawdę mówiąc Osborn sam ledwo wierzył w to, co zamierzał... Nie, co już czynił. Jeszcze chwilę temu w ogóle nie planował się w to wszystko mieszać, tylko przyjrzeć tym maszynom z bliska i wrócić do Oscorp, a potem nie dość, że natknął się na pająka, to teraz jeszcze wciągnął się w akcję. Sądził, że będzie z tego bardziej niezadowolony, a zamiast tego czuł... Niemalże ekscytację, taką dziwną lekkość, której nie potrafił lepiej wytłumaczyć. Szkoda tylko, że nie do końca wiedział z kim walczyli - z potworem i robotami? Razem z potworem przeciwko robotom? Wykorzystywali go jakoś, by później go unieszkodliwić? Napuszczenie na siebie wzajemnie swoich wrogów było w końcu niezłą strategią, jak długo miało się pewność, że nie zaczną współpracować...
- Piękny dzień na inwazję, prawda? - zawołał do Ms. Marvel, po drodze dobywając z glidera dwóch granatów, które wyskoczyły z odpowiedniej przegrody prosto do jego wyciągniętej ręki. Parker zdawał się sądzić, że te maszyny były potężne, więc Harry postanowił wyjątkowo mu zaufać i zacząć od czegoś, co nie tyle miało im zrobić krzywdę, co ograniczyć ich działania. Wycelował w dwa pobliskie - lecz nie znajdujące się niebezpiecznie niedaleko niego samego czy jego sojuszniczki - roboty, w jednego po drugim, a następnie po kolei cisnął ku nim bombkami klejowymi. Starał się zrobić to w taki sposób, aby oberwały od frontu, najlepiej w przód głowy i ramiona, by je zablokować. Obawiał się, że z tyłu substancja zostałaby rozpuszczona przez temperaturę silnika i nic by nie dała.
- Cthulhu jest z nami czy przeciwko nam? - zapytał, bo co prawda macki zdawały się atakować roboty, lecz ich właściciel mógł być po prostu trzecią stroną tego konfliktu. A nuż walka zakłóciła jego spoczynek w rzece i teraz okazywał wszystkim to, jak bardzo mu się to nie spodobało?
Jak do tej pory mężczyzna tak czy siak skupiał się jeszcze w głównej mierze na szybkim i zwinnym unikaniu macek oraz maszyn. Polegając na atakach dystansowych mógł sobie pozwolić na krążenie poza centrum walki, przynajmniej do czasu, aż nie ustali czegoś więcej... Przede wszystkim aktualnego statusu potwora oraz reakcji robotów na granaty klejowe. Potem będzie mógł wypróbować inne metody walki - albo i nie, jeżeli te okażą się przydatne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Sie 23, 2018 4:01 pm

Podczas podróży Parker miał wystarczająco dużo czasu aby wszystko przemyśleć, odsapnąć, ponownie sprawdzić wyrzutnię sieci no i wymyślić kilka złych żartów, które mógłby zarzucić w odpowiednim momencie. Widząc jednak dokąd zmierzali, lekko się skrzywił. Spośród tylu możliwości, Harry wybrał akurat most? Owszem, było to nieco bardziej ustronne miejsce niż centrum miasta ale jednak. Wiedział, że będzie miał mały problem z poruszaniem się ale jakoś powinien dać radę, tak jak zawsze. Najwyżej będzie trochę niezgrabny ale powinien sobie poradzić, czasem może umyślnie lub też nie wykorzysta glider jako punkt zaczepienia. No i poirytowania przyjaciela.

Kiedy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiły się znane mu sylwetki oraz macki, parsknął cicho, biorąc to za dość dziwne aczkolwiek ciekawe połączenie. Jego uśmiech jednak szybko zniknął jak tylko zauważył, że sytuacja była poważna. Dopiero teraz zauważył cywili i dość wąskie pole manewru dla każdego z nich, no może poza wrogami których nie obchodziło co i kogo by unicestwili.  Kiedy tylko usłyszał słowa Harry’ego, kiwnął głową i przygotował się do skoku, znów znajdując się w pozycji kucającej na samym brzegu maszyny tak, by mógł wybić się jak najdalej.

Widząc jednak nagłe zniknięcie Ms. Marvel oraz dość znaczące wyhamowanie, Peter nie zastanawiając się ani chwili dłużej, zeskoczył z glidera i wystrzeliwując pajęczynę w filar mostu skierował się w stronę wcześniej wspomnianych macek, chcąc chociaż zorientować się w sytuacji.
- Panie Stark, hej Panie Stark..! – krzyknął, nie mogąc się szczerze mówiąc powstrzymać. To był już nawyk i był z niego dosyć dziwnie dumny. – Potwór Spaghetti jest z nami czy co?! – dodał jeszcze po chwili zanim dotarł do obranego punktu, chwytając się krawędzi filaru aby następnie zejść niżej i postarać się znaleźć Carol w kłębowisku macek. Gdy jednak w końcu mu się udało i zastał blondynkę w dość żwawej pozycji, dalej starał się podejść bliżej, próbując coś wykombinować. Jeśli macki są wystarczająco śliskie, może udałoby mu się wyciągnąć kobietę górą? Jak mydło które wyskakuje z rąk pod prysznicem jeśli zbyt mocno się je trzyma. Głupie ale.. skuteczne.

- Wiesz, jak przyda ci się pomocna dłoń to mam nawet dwie! – krzyknął po chwili, chcąc zaznaczyć swoją obecność i dość oczywistą chęć pomocy. Teraz o tym myśląc, to zostawił Harry’ego zupełnie samego. Mimo iż on sam znał zarówno Starka jak i Ms. Marvel, to nie wiedział jakie relacje z nimi, i czy w ogóle jakiekolwiek, miał Harry. Jeśli widzieli że przybyli razem, to nie powinno być większych problemów. W najgorszym wypadku uznają go za kogoś neutralnego. Tak przynajmniej sądził Peter.

Cały czas obserwując okolicę,  schodził niżej i niżej jednakże w końcu musiał się zatrzymać, docierając zarówno do końca swojej drogi jak i niebezpiecznie blisko macek. Cofając się nieco udało mu się schować w zakamarek tak, aby dalej był widoczny dla kobiety ale poza zasięgiem morskiego bodajże potwora. – Komuś się nudziło i przebudził Krakena huh… jeszcze tylko Czarnej Perły brakuje w okolicy. – Wymamrotał do siebie, mrużąc oczy i czekając w gotowości na odpowiedź Ms. Marvel. Jeśli jednak został by zignorowany lub niezauważony, na własną rękę starałby się pomóc skoro i tak już tam był. Przecież dżentelmenowi nie wypada pozostawić damy w opresji samej sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 24, 2018 9:49 pm

Biorąc pod uwagę okoliczności, Tony zrobił chyba najlepsze, na co mógł sobie w tym momencie pozwolić - przynajmniej z punktu widzenia kogoś, dla kogo najważniejsze było ochronienie cywili. Na jego - oraz wszystkich osób obranych za cel Sentineli - korzyść zadziałało to, że roboty mimo wszystko działały dość wolno, podczas gdy Iron Man potrafił osiągać spore prędkości i szybko się rozpędzał. Dzięki temu udało mu się dotrzeć do przeciwników jeszcze w takim momencie, że wystrzelone przez nich promienie uderzyły w jego zbroję - a mało brakowało, by minęły ją po skosie, bo w końcu maszyny znajdowały się wyżej od ludzi. Strumienie energii odbiły się pod kątem i skierowały w dół, rozłupując fragmenty mostu, lecz w sposób, który nie powinien mu poważnie zaszkodzić; nie były dość potężne, a do tego dopiero co wytraciły część mocy na pierwszej trafionej powierzchni. Szczęśliwie okazały się również nie być w stanie strącić Starka z powietrza czy nawet go zatrzymać - choć odczuł zderzenie z nimi... A zaraz potem z samymi robotami.
Dalej sprawy potoczyły się jeszcze szybciej - i w dodatku pewnie trochę zaskakująco. Tony'emu udało się zepchnąć Sentinele na bok, na co one nie zdążyły zareagować, lecz już nad wodą przetworzyły informacje i przeszły do obrony... Niemalże w tym samym momencie. Okienka na ich klatkach piersiowych rozpaliły się, a następnie wystrzeliły z nich szersze, silniejsze wiązki energii - tyle że ten dalszy od Starka robot miał na drodze swojego kolegę. "Bliższy" promień trafił w Iron Mana i odepchnął go, wyrządzając przeciętne szkody jego zbroi w tym jednym miejscu, lecz zaraz potem kolejny strumień mocy przebił się przez pancerz maszyny... I wyszło na to, że Stark miał farta, że został odtrącony, bo w innym wypadku znalazłby się praktycznie w centrum eksplozji, która jednego Sentinela rozerwała, a drugiego mocno pokiereszowała i zepchnęła do wody.
Mężczyzna zakończył więc tę akcję zwycięsko - i zawieszony w powietrzu niedaleko mostu, lecz bliżej niego niż walczących. Ta bardziej sprawna grupa uciekających właśsnie z niego schodziła, ale że była rozciągnięta i rozrzucona, to potrzebowała na to krótkiej chwili. Przynajmniej teraz Tony raczej nie musiał się już o nią martwić, jak długo żaden z jej członków nie będzie na tyle głupi, aby wybiec na otwarty teren lub w pobliże któregoś z tych odległych robotów. Jak do tej pory wyglądało na to, że ci, którzy zachowali zimną krew, starali się zmuszać pozostałych do działania, więc istniała szansa, że o to również zadbają.
Wolniejsza część ludności zdawała się być teraz bardziej wzburzona, przestraszona - i nic dziwnego po tym ostatnim ataku, a raczej jego próbie. Spoglądając na nią Stark mógł odnieść wrażenie, że kilka osób najwyraźniej starało się odruchowo umknąć na boki i za czymś schować, co okazało się być głupotą - bo w końcu wypalona wcześniej ścieżka miejscami była jeszcze gorąca. Takie oparzenia na pewno bolały, ale z drugiej strony nie zagrażały niczyjemu życiu, więc tak naprawdę znajdowały się na dalszym planie.
To w dodatku po reakcjach niektórych cywili - szczególnie tych trochę starszych dzieci - Iron Man mógłby zorientować się o przybyciu na scenę Spider-Mana, jeżeli nie zwrócił na niego uwagi już wcześniej... Choć wiele to nie zmieniało, skoro Pająk i tak zaraz sam się do niego odezwał, nim przemieścił się po moście, by zwrócić się również do Ms. Marvel. Dzieliła go od niej zbyt duża odległość, aby mógł po prostu ku niej skoczyć, ale być może byłby w stanie dostać się do niej w inny sposób, na przykład wystrzeliwując się ku niej jak z procy albo wykorzystując jednego z dwóch dostępnych sojuszników - albo nawet obu - jako punkty zaczepienia sieci... Tyle że później mógłby wylądować albo na blondynce, albo na którymś z Sentineli, albo na pupilu Namora.
Carol z kolei miała w tym czasie... Pewnie mimo wszystko należało tu użyć słowa "szczęście", choć jej sytuacja była bardzo nieprzyjemna. Połączenie wilgoci ze śliskim, gładkim ciałem Krakena ułatwiało jej rozpychanie się i osuwanie coraz niżej, a całe to wrażenie mogło jej się wydawać co najmniej dziwne - bo tkanka okazała się być jednocześnie giętka i wytrzymała, czyniąc monstrum elastycznym, lecz odpornym na obrażenia. Być może warto to było zapamiętać na przyszłość, skoro potwór najwyraźniej stacjonował gdzieś w pobliżu.
Już po kilku sekundach takiego szarpania się Ms. Marvel mogła poczuć, że uścisk macki się rozluźnia, jak gdyby do samego potwora dotarło, że przesadził - i w końcu, gdy blondynka była w pół drogi do wolności, gigantyczny splot całkowicie się rozsunął, pozwalając jej odfrunąć... Górą lub dołem, gdyż boki odnoga w dalszym ciągu chroniła. Teraz Carol była już cała mokra - może nie tak, jak gdyby wpadła do wody, ale wystarczająco, aby czuła się z tym niekomfortowo. Przynajmniej Kraken nie zostawił na niej żadnego śluzu, ani niczego podobnego.
Co gorsze, kobieta nie miała nawet czasu, aby porządnie się rozejrzeć, gdyż wokół niej w dalszym ciągu latało około dziesięciu maszyn oraz kilka macek, które na zmianę starały się do tych pierwszych sięgnąć lub cisnąć w nie kamieniami, częściej to ostatnie. Z tego względu nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby początkowo nie zwróciła uwagi na przybycie w okolicę nowego towarzystwa - przynajmniej do czasu, gdy obaj jego przedstawiciele się do niej odezwali, jeden z powietrza, a drugi jeszcze z mostu. Podobnie mogła również nie wiedzieć co przytrafiło się w tym czasie Tony'emu.
Mogła za to - i nie tylko ona, bo Harry również, choć przez odległość Tony i Peter już raczej nie lub w o wiele mniejszym stopniu - zobaczyć efekty wywołane przez granaty. Co prawda zlepiły one przody dwóch maszyn, lecz nie wpłynęły na ich zdolność latania, gdyż silniki odrzutowe znajdowały się na ich plecach i w nogach; w praktyce dały więc jedynie tyle, że te Sentinele nie były już w stanie zmienić ułożenia ramion, przez co przy atakowaniu musiały obracać całe ciało... A to im szło powoli. Dodatkowo jeden z nich oberwał też po metalowej twarzy i warstwa lepkiej substancji zakryła jego oczy, być może przynajmniej częściowo utrudniając mu śledzenie otoczenia... O ile to właśnie tam znajdowały się wszelkie czujniki i kamery.
Ta ostatnia teoria mogła zostać potwierdzona - chyba że był to czysty przypadek - gdy ciśnięty przez Krakena głaz strącił z nieba tę oblepioną na twarzy maszynę. Przy okazji jedno i drugie przeleciało zresztą w taki sposób, że zahaczyło o skrzydło glidera, obracając go gwałtownie i pewnie również przekręcając. Normalnie nie byłoby to bardzo niebezpieczne, lecz w tych okolicznościach nawet chwilowe wytrącenie z równowagi oznaczało wystawienie się na ataki - a drugi z trafionych granatami robotów już się obracał w poszukiwaniu celu, od którego dostał, zapewne chcąc się odwdzięczyć.

***

Niedoszły Człowiek Szpadel przebywa niestety na drugim końcu kraju, więc wybacz, Tony, nie zdąży dotrzeć... Może następnym razem?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Sie 29, 2018 5:09 pm

Krótko po przerwanej odpowiedzi Ms. Marvel w komunikatorach obu Mścicieli ponownie rozbrzmiał głos Visiona:
- Danvers, wszystko w porządku?

Kilka minut później urządzenia odezwały się raz jeszcze, również przynosząc wieści od syntezoida:
- Nie mam jak tego w stu procentach potwierdzić, ale pojawiły się pewne przesłanki, które pozwalają mi myśleć, że Master Mold w rzeczy samej nie jest człowiekiem. Coraz bardziej skłaniam się ku dwóm opcjom. Według pierwszej jest to SI przypominająca naszego J.A.R.V.I.S.a i kontrolująca wszystkie maszyny. Druga zaś mówi, iż masz rację, Kapitanie, i to jedynie jeden z Sentineli, choć o wiele bardziej zaawansowany i bardziej świadomy niż pozostałe. Nie wykluczam też tego, że chodzić może o wypadkową obu tych wariantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Wrz 03, 2018 8:34 pm

Tony usłyszał przywitanie Spider-Mana, kiedy oberwał w bark pociskiem Sentiniela. Wszystko działo się tak szybko, że nawet tego nie zauważył. Sekundę później dostał promieniem z klatki piersiowej robota, tym razem w napierśnik, trochę na lewo od reaktora. Było to w jakiś sposób pocieszające, bo może świecące kółko było najlepiej chronionym elementem jego ciała, jednak przeżywał chwilę dyskomfortu za każdym razem, kiedy dostawał w to miejsce.
- Uszkodzenie stawu barkowego 15%, uszkodzenie napierśnika w segmencie trzecim 30%. – powiedział sam do siebie naśladując głos Jarvisa, który w takich sytuacjach czasami tylko potęgował irytację.
Kiedy znów wzniósł się na poziom, na którym odbywała się walka, okazało się, że poza Peterem dołączył do nich ktoś jeszcze.
- Cześć, dzieciaku. Kim jest twój znajomy? – zagadnął do młodego, skanując z oddali sylwetkę wznoszącą się na gliderze. Nie miał nic konkretnego na jego temat w swojej bazie danych, ale pewne elementy wydawały się znajome. Glider, barwy pancerza… Czyżby następca Golbina? A może to tylko zbieg okoliczności? Nieważne, postanowił zająć się tym później – zbadać sprawę i przycisnąć Parkera, gdyby jego odpowiedź w tym momencie nie była zadowalająca.
Obecnie nie miał zamiaru narzekać na nieoczekiwane wsparcie.
Pomijając wszystkie dalsze problemy, przez chwilę sytuacja wyglądała naprawdę nieźle. Pierwsza grupa ludzi zeszła z mostu. Druga co prawda wpadła w pewną panikę ale Tony teraz mógł się nimi zająć bez tego poczucia, że jego mózg chce zrobić tysiąc rzeczy, a ciało do dyspozycji ma tylko jedno i musi wybierać. Ulgę przyniosło to, że Carol wydawała się wyjść bez szwanku po starciu z przedwiecznym i teraz pewnie była tylko dość wkurzona ze względu na urażoną dumę i bycie zmokłym szczurem.
- Seksownie wyglądasz, Danvers. – powiedział, podlatując do „swojej” grupy cywili i zgarniając dwójkę przestraszonych dzieci, które ich matki chętnie oddały pod opiekę Iron Mana, chcąc ratować pociechy – Słuchaj, skoro już ten tam… Roboczo nazwijmy go Hermes, już je spowalnia, próbuj dezaktywować je mankietem. – nie było to polecenie, raczej sugestia rzucona bardzo rzeczowym tonem człowieka, który ma na głowie ważniejsze rzeczy niż uprzejmości.
Wtedy usłyszał w komunikatorze głos Visiona. Może niektórzy woleli fizycznych przeciwników ale dla Tony'ego informacja o tym, że ten cały Mold to sztuczna inteligencja, było jak prezent gwiazdkowy. Fizycznego gościa musisz znaleźć, a potem skasować. Do wszystkiego elektronicznego możesz włamać się z fotela w swoim warsztacie, popijając dinka z parasolką.
- Vis, jak do niego dotrzeć? - zapytał. Potrzebował tylko jednej nitki, jednego pliku żeby chociaż próbować nad tym pracować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Wrz 07, 2018 11:49 pm

Nie była w stanie odpowiedzieć Visionowi. Ledwo co usłyszała jego pytanie i zaraz też zajęła się czymś innym. Mianowicie próbą wydostania się z macek Potwora Morskiego O Wielu Nazwach, które zdążyły wydobyć się z ust prawie że każdego tutaj obecnego!
Podobnie nie zareagowała na pytanie ze strony Pająka. Petera spotykała, chcąc nie chcąc, dosyć często nad nowojorskimi ulicami. Zdarzyło się nawet, że pożyczyła pieniądze jakże biednemu licealiście Spider-Manowi, gdy po jakiejś akcji padła propozycja zjedzenia czegoś. Tym razem Carol po prostu nie zauważyła ani też nie usłyszała Parkera, więc nie doczekał się odpowiedzi z jej strony. Musiał znaleźć dla siebie zajęcie, a to nie było trudne.
Wyślizgnąwszy się z uścisku, Carol odetchnęła. Może nie z wielką ulgą, gdyż dyskomfort szybko wdał się we znaki, ale z pewnością było o tyle lepiej, że mogła zrobić coś więcej niż przepychać się, szturchając łokciami mackę. Była przekonana, że gdy tylko wszystko się skończy - na co coraz goręcej liczyła - to będzie mogła wziąć porządny prysznic i w końcu się przebrać. Dziurawa z obu stron bluzka ciasno przylegała do jej ciała. Podobnie włosy zdążyły przykleić się częściowo do jej policzków i karku, spodnie także były mokre. Danvers mimowolnie parsknęła i poprawiła fryzurę, zgarniając kosmyki na plecy. Na wiele to się nie zdało, ale przynajmniej nic nie drażniło jej oczu.
Od razu przystąpiła do unikania kiwających się macek i latających robotów. Nie podjęła się działania wobec tych drugich, chcąc mieć chociaż minutę dla siebie, żeby móc się rozejrzeć. Co, niestety, było niemożliwe. Dopiero po dłuższej chwili skapnęła się, że nie była sama. Wiedziała, że Tony jest gdzieś w oddali, bo starała się odnaleźć go wzrokiem. Mignął jej też Peter, ale dopiero na Harry’ego zwróciła uwagę w momencie, gdy ten się do niej odezwał.
Przyglądając się Osbornowi, Carol w pierwszym momencie już miała ochotę zamachnąć się, o czym świadczyło nagłe napięcie mięśni w obu jej rękach. Musiała mu się przyjrzeć dokładniej. Na początku przypomniał jej Green Goblina, z którym miała do czynienia dawno temu na Times Square i tylko zachęcał ją do tego, żeby skręcić mu kark, podczas gdy on robił sobie zabawę z rzucania dziećmi i niewinnymi. Zauważywszy jednak inną posturę, fryzurę i dość normalny strój niekojarzący się z gnomem czy Grinchem, Ms. Marvel powstrzymała się. Co prawda, zerkała na nowego bohatera - a przynajmniej w ten sposób wolała o nim myśleć - nieufnie, jednak nie wykorzystała glidera, który był znajomy, żeby cisnąć nim wraz z jego operatorem w stronę Sentineli.
Wprost znakomity — odpowiedziała, patrząc na roboty. — Sezon last minute i tym podobne — skomentowała w ten sposób napływ niecodziennych turystów, którzy pojawiali się w metropolii świata.
Blondynka zmarszczyła brwi na kolejne pytanie Osborna.
Triangul tym razem wolał z nami współpracować, ale kto wie czy Davy Jones zaraz nie zmieni stron — skomentowała. Najpierw potwierdziła, że owszem, Kraken był po ich stronie, ale nadal pamiętając to, jak szybko Namor zareagował, nie była przekonana czy będzie tak cały czas.
Carol wyminęła jednego z Sentineli, który ciśnięty głazem leciał w ich stronę. Od razu wystrzeliła promieniem energii prosto w korpus, chcąc trafić w okienko i spowodować wybuch. Przynajmniej liczyła na to, że uda jej się to osiągnąć.
Zamilcz, Stark — odparła, słysząc w komunikatorze głos przyjaciela. Nie wyglądała na zadowoloną z takiego komentarza. Zapewne przede wszystkim dlatego, że wyglądała wręcz przeciwnie niż jak Tony deklarował. — Zaraz się za to wezmę. Ustalmy jednak jak nazywać jednych i drugich, bo zaczynam się w tym gubić — przyznała w momencie, gdy zauważyła, że kolejny nadlatujący Sentinel trącił glider, na którym stał Harry.
Jako że Carol nie orientowała się czy w jakiś sposób młody mężczyzna jest do niego przytwierdzony (magnetycznie czy jakieś kieszenie, czy coś w tym stylu), to wolała nie ryzykować i pozwolić na to, aby zleciał ze swojego środka transportu. Natychmiastowo zareagowała, łapiąc Osborna za ramię, aby pociągnąć w swoją stronę. Upewniła się jeszcze, że odzyskał równowagę.
Nie zleć, bo przelecisz — skomentowała, zdobywając się na coś, co będzie brzmiało weselej. Zerknęła wymownie w stronę maszyn i macek, bo mimo wszystko nie mogli przewidzieć czy czasem, któreś z nich po prostu nie dostanie i nie poleci hen daleko. — Atakuj w stawy, bo najsłabsze. Chyba że masz kartacz to możesz spróbować — zasugerowała, nie myśląc nad tym czy nieznajomy wykorzysta to w jakiś sposób później nad badaniami. Uznała, że skoro pojawił się z Peterem to jednak w jakimś stopniu można mu ufać. — Jak się nazywasz? — zapytała. Niby mogło to być nieco bezczelne, ale czasem trudno było połapać się w coraz to nowszych pseudonimach i ratujących świat.
Następnie Carol poleciała dalej. Bardziej w skupisko robotów, by faktycznie uruchomić mankiet, który wciąż miała na ręce, a który Tony wcześniej przygotował. Liczyła na to, że zadziała to tak, że nie oderwie jej ręki. W końcu nie byłoby to zbyt miłym doświadczeniem i nie byłoby jej to, cóż, na rękę.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 50
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Wrz 08, 2018 4:12 pm

Zanim Ms. Marvel odpowiedziała na jego słowa, minęła krótka chwila, w trakcie której Harry doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że był oglądany i oceniany. Nie dziwiło go to i prawdę mówiąc nawet nie miał o to pretensji. W końcu z góry zakładał, że niektórym osobom będzie mógł się źle kojarzyć, w szczególności ze względu na glider... A najważniejsze było to, że najwyraźniej pomyślnie przeszedł przez te oględziny, skoro nie został ani zaatakowany, ani o nic oskarżony. Cudownie. Dobrze wiedzieć, że tymczasowi sojusznicy - przynajmniej ci ludzcy, bo co do podwodnego potworka wciąż nie był pewien - nie zdecydują się nagle obrócić przeciwko niemu.
W dodatku czekając przez ten moment na reakcję kobiety, Osborn zdążył przyjrzeć się efektom wywołanym przez jego granaty klejowe. Nie mógł chyba liczyć na nic lepszego z rozmysłem używając broni, która już z samego swojego założenia nie miała siać zniszczenia, tylko przeszkadzać wrogowi, więc czuł się względnie zadowolony. Maszyny tak czy siak już wcześniej wydawały mu się powolne, a jeszcze większe ograniczenie ich sprawności - czy widoczności - powinno uczynić z ich niszczenia zwykłą kwestię formalności.
Nim jednak mężczyzna się za to zabrał, zaśmiał się jeszcze krótko na komentarz blondynki, ten o sezonie last minute. Zgoda, może i nie był to niesamowicie wybitny żart, po którym ledwo by się dało pozbierać, ale Harry tak czy siak miał teraz całkiem niezły nastrój, przynajmniej jak na te okoliczności... A poza tym śmiech stanowił dobry upust dla emocji, tych zaś posiadał w sobie obecnie naprawdę sporo. I to zaskakująco pozytywnych! Co do bycia bohaterem w dalszym ciągu nie był przekonany, ale potrafił zrozumieć przyjemność płynącą z brania udziału w akcji.
Reszty informacji od kobiety już po prostu wysłuchał w milczeniu i kiwnął głową na znak ich zrozumienia. Czyli było mniej więcej tak, jak to podejrzewał - potworkowi nie mogli do końca ufać, ale chwilowo im pomagał. Co jak co, ale na takim wykorzystywaniu tymczasowych układów Osborn się akurat znał. Został do tego starannie wytresowany. Do wypatrywania oznak tego, że ktoś zamierzał wbić mu nóż w plecy również. O ironio, ze strony Parkera tego nie zauważył, ale... Wtedy był dużo naiwniejszy. To na pewno dlatego.
Głowa mężczyzny odchyliła się nieznacznie na lewo i równocześnie zerknął z namysłem na Ms. Marvel, kiedy ta odezwała się - najwyraźniej - nie do niego, a więc najprawdopodobniej przez komunikator. Jedna z jego brwi nawet się lekko uniosła, choć za maską praktycznie nie dało się tego zauważyć, może tylko odrobinę przez ruch czoła, ale coś takiego ciężko by było wypatrzeć, a i interpretacji znalazłoby się więcej.
Przez swoje zainteresowanie poczynaniami kobiety, a raczej prowadzoną przez nią rozmową, Harry odrobinę zbyt późno zorientował się, że jeden z robotów został skierowany ku niemu, na szczęście przynajmniej nie bezpośrednio, tylko bardziej w glider. Co prawda natychmiast podjął próbę zejścia mu z trasy, ale już zaczynając ten manewr - odchylając swój pojazd - zdawał sobie sprawę z tego, że może nie zdążyć go dokończyć... I jego czarne przewidywania się sprawdziły, przez co aż zacisnął szczęki i zmrużył oczy w wyrazie irytacji. Dzięki magnetycznemu połączeniu butów kostiumu z gliderem Osborn nie musiał martwić się o to, że zostanie z niego strącony, ale odepchnięcie i wybicie z równowagi i tak nieszczególnie mu się uśmiechało. Nie lubił nie mieć kontroli nad sytuacją, a co dopiero nad własnym położeniem.
Harry poczuł wstrząs idący od uderzenia, lecz zanim jeszcze został mocniej obrócony, ustabilizował go niespodziewany uścisk na ramieniu, który utrzymał go w miejscu, przez co wykręcił jedynie jego pojazd - przynajmniej do momentu, aż nie zablokował go nogami. Nie zastanawiając się ani przez chwilę nad tą pomocą, mężczyzna wykorzystał ją do odchylenia glidera w taki sposób, aby wrócił mniej więcej do poprzedniej pozycji i dopiero wówczas ponownie spojrzał na swoją wybawicielkę.
- Fakt, na to będzie czas później. Dzięki - skomentował jej słowa i od razu działania, po czym znów ograniczył się do kiwnięcia głową na jej rady. Domyślał się tego o stawach. Już wcześniej zwrócił przecież uwagę na wady konstrukcyjne tych maszyn i to między innymi z ich względu nie wierzył, że wyszły spod ręki Starka. Miał wrażenie, że mimo wszystko duma nie pozwoliłaby mu produkować masowo czegoś gorszej jakości. Duma i ego.
Ms. Marvel poruszyła jednak również temat, na który Osborn nie był przygotowany, a mianowicie spytała o jego imię... O pseudonim, realnie rzecz biorąc. O tym wcześniej nie pomyślał. Na pewno nic z Goblinami, bo nawet pomijając własną przeszłość nie miał zamiaru kojarzyć się z osobami pokroju Hobgoblina... Już prędzej nawiązałby do jakiegoś owada, żeby trzymać się bliżej Spider-Mana przez solidarność stawonogów, ale prawdę mówiąc to także mu nie pasowało. Nawet jeżeli zjadająca pająki modliszka nie byłaby taka zła. Co innego wchodziło w grę? Co odpowiadałoby jego obecnemu kostiumowi i pozostawiało spore pole do interpretacji?
- Viridian. Jestem z pająkiem, co pewnie zauważyłaś. I kartacza co prawda nie posiadam, ale granaty przeciwpancerne już tak - nie to, żeby zamierzał ich od razu używać, bo w tych okolicznościach zrobiłyby pewnie więcej złego niż dobrego, ale poza nimi miał też do dyspozycji jeszcze wiele innych rodzajów bomb. Takich, które przy odrobinie szczęścia zaszkodzą tylko robotom.
Nad resztą swojej wypowiedzi Harry szczerze mówiąc nie chciał się zastanawiać. Odcień zieleni zdawał się być dobrym rozwiązaniem na ten moment i został mu podsunięty przez tę część jego umysłu, która pamiętała jeszcze dawne lekcje, ale tę część o Parkerze może rzeczywiście powinien był sobie odpuścić. Z drugiej strony poleganie na znajomości z nim mogło sprawić, że sam Osborn zostanie szybciej i łatwiej zaakceptowany w środowisku... Tak właśnie zamierzał sobie tłumaczyć to potknięcie.
Podczas gdy blondynka ruszyła ku robotom, Harry dla odmiany zwiększył wysokość, aby znaleźć się ponad nimi i wciąż na krawędzi pola walki. Przy okazji rzucił jeszcze okiem w stronę mostu, chcąc zorientować się w panującej na nim sytuacji, ale chyba nie widział przy nim żadnych przeciwników, więc szybko skupił się na tu i teraz. Trochę głupio byłoby dostać po raz drugi w podobny sposób, szczególnie w tak krótkim odstępie czasu.
- Nie to, żebym narzekał, bo tak jest dla nas lepiej, ale ich twórca się nie popisał - zauważył lekkim tonem, choć musiał podnieść głos, żeby przy zwiększeniu odległości Ms. Marvel wciąż mogła go usłyszeć. Choć brzmiał tak, jak gdyby starał się po prostu nawiązać uprzejmą pogawędkę, to po cichu liczył na to, że usłyszy od kobiety coś ciekawego na temat tych maszyn. Mściciele musieli wiedzieć więcej od ogółu, prawda?
Jeszcze w trakcie odzywania się Osborn zaczął już robić spore koło ponad robotami, równocześnie przywołując z glidera kolejne granaty, po kilka naraz. W większości sięgał po takie klejowe, żeby zalepić nimi przody przeciwników, znów celując w ich głowy i ramiona. Jak długo mógł ograniczyć ich działania, Ms. Marvel powinna być w stanie z bliska zająć się resztą. Mimo to Harry nie mógł się też powstrzymać przed wypróbowaniem zwykłej, klasycznej bombki. Wolał nie ryzykować ze zrzucaniem ich wielu, jedna za drugą, gdyż połączona siła ich wybuchów zapewne sięgnęłaby także jego sojuszniczki, a prawdopodobnie i do niego - no i mogłaby zarzucić odłamkami robotów, co skończyłoby się boleśnie - a na niebie nie było się przecież gdzie ukryć i za czym schować. Pojedynczy granat nie powinien spowodować aż takich problemów, a Osborn na wszelki wypadek cisnął nim ku maszynie oddalonej od Ms. Marvel i od której sam również prędko się odsunął. Przez cały ten czas nie poruszał się w prostej linii, tylko odbijał na boki, przez co leciał niemalże nieregularnym zygzakiem, aby wrogowie nie mogli przewidzieć gdzie się zaraz uda i na tej podstawie go zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Wrz 10, 2018 5:45 pm

Peter oczywiście kompletnie nie był zachwycony brakiem poświęconej mu uwagi. On tu się starał, chciał pomóc, a został tylko zignorowany! Nie miał tego Carol za złe, widział że pewnie go nie słyszała albo nie zauważyła. Co..i tak bolało. Chyba czerwona kropka nieco się wyróżnia, nie? Z cichym westchnięciem, pajęczak z powrotem zasuwał na główną część mostu, wspinając się po fundamentach które może nie oderwałyby się w najmniej odpowiednim dla niego momencie. Kąpiel w zimnej wodzie z mackami dookoła nie była miłą wizją, mimo że interesującą. Koniec końców byłoby to prawie jak zabawa z dzieciństwa, gdzie dzieciaki siedząc w wannie udają że ich plastikowy statek jest atakowany przez Krakena czy inne mackowe stworzenie. Realna wersja była jednak już znacznie mniej zabawna.

Obierając podobną trasę jak wcześniej, Peter doczołgał się wreszcie do obranego celu nieopodal którego teraz widział Harry'ego dosłowanie porwanego przez Carol. No, nie tak do końca dosłownie ale jego własnej narracji w głowie nikt nie może negować. Słuchając ich krótkiej wymiany zdań, Parker dyskretnie wystrzelił pajęczynę w stronę z jednego z wyższych fundamentów nieopodal by nie czuć się aż tak poniżony. Dosłownie. Wzbijając się wyżej, przywarł do ściany i dalej słuchał co jego przyjaciel miał do powiedzenia, uśmiechając się szeroko pod maską.Jego chwila zawahania była naprawdę miłym i zabawnym widokiem wiedząc, jak poukładany on na ogół był. Gdy jednak wreszcie się odezwał, Pająk dość głośno i wymownie parsknął. Viridian? Ciekawe, będzie musiał go kiedyś o to zapytać. Wiedział jednak że Harry nie chciał wyjawiać swojego prawdziwego nazwiska, co potrafił zrozumieć i nie działałby na własną rękę, odkrywając jego tożsamość. Ale spodziewał się nieco lepszego przedstawienia..

- No wiesz ty co? To bolało. Jestem z pająkiem, tylko tyle? Ranisz mnie! A gdzie fragment o niesamowitym podziwie do mnie po tym jak uratowałem cię z płonącego budynku i wyniosłem twojego ukochanego kotka z płomieni? I jeszcze ten pchlarz mnie podrapał... Nie wspomnę już o obsesji na moim punkcie i ciągłemu wpadaniu w moje sieci! Niezły byłby z ciebie tuńczyk, swoją drogą. Droga ryba, oj droga... - wymamrotał ostatnią część nieco ciszej lecz wciąż z szerokim uśmiechem na ustach.

Na usta już cisnęła mu się kolejna dość długa i bardzo, bardzo naciągana odpowiedź, przeniósł jednak swoją uwagę na Iron Mana którego wcześniej niestety zignorował, a raczej nie miał już jak odpowiedzieć. - Panie Stark, hej Panie Stark! To mój przyjaciel! Jest dość nowy w te klocki i wciąż go uczę, ale daje radę! Proszę się na niego nie gniewać jak zacznie plątać się pod nogami! - wykrzyknął, już czując że będzie bardzo żałował tych słów. Szczególnie że czeka go mały pojedynek z Harrym... Całe jego ciało zadrżało a zmysł ostrzegł przed niebezpieczeństwem już na samą myśl. Oj tak, będzie tego żałował.

Peter potrząsnął lekko głową po czym zeskoczył z fundamentu który wcześniej zagrzewał, tak aby przehuśtać się do Tony'ego i być nieco bliżej, nie chcąc tak jak wcześniej zostać niezauważony. - Co mam robić Panie Stark? Mamy jakiś plan? Pf pewnie że mamy. To co robimy?- Czy chciał się podlizać? Może troszkę. Zresztą wolał upewnić się co może zrobić, zamiast szwędania się dookoła i psucia innym planów, umyślnie czy też nie. Sam dopiero co wspominał o plątaniu się pod nogami, oh ironio. Wzdychając cicho Peter rozejrzał się nieco, chcąc wychwycić kto i jak daleko znajdował się na moście a przede wszystkim, gdzie były roboty. Może i nagłe wpadnięcie na kogoś może mieć pozytywny wynik w filmie romantycznym, ale na pewno nie tutaj i teraz. Co..byłoby dość zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Wrz 12, 2018 10:21 pm

Sentineli nad wodą powoli, lecz zauważalnie ubywało - choć trzeba tu uczciwie przyznać, że w tym miejscu większe postępy w ich usuwaniu osiągał Kraken, niż bohaterowie i im pokrewni. Co prawda Carol celnie wymierzonym promieniem energii wysadziła teraz jednego robota, lecz potem zajęła się już krótką rozmową ze swoim nowym towarzyszem, a to na moment zastopowało walkę... I na dodatek mogło się skończyć źle, gdyby potwór morski nie uznał za stosowne wkroczyć. Jedna z jego macek złapała strąconą przez kamień maszynę - jeszcze działającą - po czym uderzyła nią w zlepionego klejem i żądnego zemsty Sentinela z wystarczającą siłą, żeby oba roboty zostały roztrzaskane. Następująca eksplozja sprawiła, że wielka kończyna aż wycofała się pod powierzchnię wody; co prawda nie pojawiła się na niej żadna rana, ale widać eksplozja ją zabolała lub wystraszyła.
Oznaczało to, że Kraken miał jedną mackę mniej do dyspozycji - lecz na szczęście wkrótce potem otrzymał już jakąś pomoc. Carol ruszyła do akcji ze starkowym mankietem, a w tym czasie z góry dostała wsparcie pod postacią granatów. Tak jak i poprzednim razem nie wyrządzały one Sentinelom krzywdy, lecz przeszkadzały im w walce, Ms. Marvel zaś mogła to wykorzystać, aby łatwiej i bezpieczniej się między nimi przemieszczać... Choć nie oznaczało to od razu, że nie powinna uważać, gdyż promienie i macki wciąż przecinały powietrze dookoła niej.
Pierwsze użycie mankietu przebiegło dobrze, gdyż bohaterka miała okazję podlecieć do robota z boku, on z kolei nie zdążył ani się ku niej obrócić, ani wyciągnąć w jej stronę zlepionego klejem ramienia. Jego reaktor został zgodnie z planem uszkodzony, w związku z czym nie doszło do wybuchu, tylko do wyłączenia maszyny, która runęła ku wzburzonym falom. Ładny początek - lecz druga próba skończyła się już trochę gorzej. Kolejny Sentinel nie został wcześniej trafiony granatem i posiadał pełną swobodę ruchu, przez co zaczął reagować na nadciągającą Carol... I skończyło się to tak, że zaatakowali w zasadzie równocześnie. Pięść kobiety zbliżyła się do klatki piersiowej robota, lecz w tym czasie z okienka wystrzelił strumień energii... A że Ms. Marvel znajdowała się tak blisko, to nie miała jak uciec, więc została odepchnięta kilka metrów do tyłu. Na szczęście taka odległość i tak wystarczyła, aby uszkodzić reaktor, choć najwyraźniej nie na tyle, by maszyna się wyłączyła - tym razem doszło już do wybuchu. Oberwanie promieniem tak naprawdę oszczędziło Carol znalezienia się w zasięgu podążającej tuż za nim eksplozji. Żadna macka nie ruszyła jej na ratunek, więc blondynka uniknęła ponownego wylądowania w splocie i tak naprawdę po góra kilku sekundach mogła wrócić do działania.
Nim jednak w pełni otrząsnęła się po tym wybuchu, po drugiej stronie pola waki doszło do kolejnego - silniejszego, a przynajmniej mającego większy zasięg, przez co wyrzucone we wszystkie strony metalowe resztki robotów doleciały aż do niej i Harry'ego, nie mówiąc już o paru innych maszynach oraz mackach. Szczęśliwie były to w większości te drobniejsze, lżejsze części; większe i cięższe szybciej skierowały się w dół. Przy mniejszej odległości od centrum eksplozji byłoby to pewnie bardziej niebezpieczne, co sugerowało, że używanie prawdziwych, standardowych bomb na i tak wybuchowych robotach nie stanowiło najlepszego pomysłu. Działało - ale narażało wszystkich w pobliżu. Kraken był chyba podobnego zdania, gdyż woda wzburzyła się jeszcze bardziej, jak gdyby pod powierzchnią potwór zaczął się przemieszczać. Z drugiej strony wszystkie te połączone wysiłki sprawiły, że w powietrzu zostały jeszcze tylko cztery Sentinele.
Kiedy w oddali rozgrywały się te wydarzenia, Tony mógł we względnym spokoju wrócić na most i zgarnąć z niego dwójkę dzieci - no i oczywiście rozmówić się z każdym, z kim rozmówić się chciał. Ba, zdążyłby nawet odstawić swoich pasażerów  na stały ląd, odprowadzany uważnym wzrokiem matek, dla których najwyraźniej obserwowanie potomstwa - albo bohatera - było istotniejsze od zwracania uwagi na otoczenie. Przynajmniej one, pozbawione obciążenia, mogły przyspieszyć kroku, być może dzięki tej motywacji wspomagane świeżym zastrzykiem energii. Oznaczało to, że grupa znów zaczęła się trochę rozciągać, z paroma osobami wybijającymi się na prowadzenie, a kilkoma zostającymi wyraźnie w tyle po tym, jak spróbowały ukryć się przed atakiem Sentineli.
Gdyby ktokolwiek z zebranych zechciał rozejrzeć się teraz z wysokości, bez problemu zorientowałby się w tym, że jedno z dobrze widocznych wcześniej ponad Manhattanem zjawisk zdążyło już zniknąć. Ta bardziej naturalna z wyglądu burza w dalszym ciągu się utrzymywała, ale druga, błękitna, przestała być widoczna. Być może efekt był z natury krótkotrwały, a może został przez kogoś usunięty - trudno orzec.
-Jeżeli mogę, w przerwie po tym starciu sugerowałbym sprawdzenie wiadomości nadawanych z Nowego Orleanu. Ktoś nazywający siebie "Papa Ogun", być może w nawiązaniu do pierwotnie afrykańskiego bóstwa, ogłosił się w mediach przyszłym władcą miasta i oferuje jego mieszkańcom ochronę przed Sentinelami w zamian za poddanie się jego rządom. W Nowym Orleanie znajdują się już między innymi Strażnicy Galaktyki oraz agenci S.H.I.E.L.D.- odezwał się w komunikatorach Carol i Tony'ego głos Herbie'ego.
Pomimo zamieszania z uciekającymi, na samym moście było przez ten czas względnie bezpiecznie... Ale niestety nie mogło to potrwać wiecznie. Tym razem jednak to nie Sentinele pojawiły się w pobliżu, aby zaatakować cywili - i prawdę mówiąc nie można było nawet mówić o faktycznym ataku. Zagrożenie nadciągnęło z kierunku, z którego nikt się go raczej w tym momencie nie spodziewał... A mianowicie z samego końca grupki.
Wspomniany już wcześniej utykający mężczyzna koło trzydziestki był jedną z paru osób starających się wcześniej zejść z drogi promieniom energii, które tak czy siak zostały zablokowane przez Iron Mana. Pozostali zdążyli się pozbierać, lecz on jeden siedział przy tyle porzuconego auta, skulony, lekko się kiwający, a nawet mamroczący coś sam do siebie. Cała jego postawa świadczyła o panicznym, wręcz paraliżującym strachu - opuszczona głowa, uniesione ramiona, ręce oplatające przyciągnięte do klatki piersiowej kolana... Nie wyglądało na to, aby zamierzał się ruszyć. Tyle że nie to stanowiło główny problem.
Blacha samochodu za jego plecami zaczynała się wyginać... Topić... I to samo spotykało jezdnię w pobliżu mężczyzny. Nawet powietrze wokół niego falowało, jak gdyby od wysokiej temperatury. Efekty sięgały coraz dalej i głębiej, powoli powodując postępujące zniszczenia - aż w końcu i własne ubrania delikwenta stanęły w płomieniach. Nie wyglądało na to, aby go to zabolało; nie krzyknął, nie poderwał się z miejsca - przeciwnie, skulił się jeszcze bardziej. Jego strój i włosy szybko strawił ogień, odsłaniając rozległe rany pod spodem... Chociaż nie, to nie były oparzenia, których można by się spodziewać w tej sytuacji - skórę mężczyzny pokrywały za to liczne pęknięcia, pod którymi prześwitywała czerwień, pomarańcz, żółć... Blask. Same płomienie przygasły, lecz nie zniknęły całkowicie, trzymając się głównie przy tych wgłębieniach.
Topiące się do tej pory podłoże również zaczęło pękać, a że mężczyzna nie siedział przy samej krawędzi mostu, to z boku ciężko by było powiedzieć jak głęboko sięgały te wszystkie szczeliny. Póki co rozchodziły się na jakieś dwa, trzy metry od niego, ale nie zatrzymywały się. Ich siatka stawała się coraz bardziej gęsta... A wysoka temperatura najwyraźniej również rozciągała się wciąż dalej i dalej, jeżeli sądzić po tym falowaniu powietrza.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark

avatar

Liczba postów : 341
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Wrz 22, 2018 11:16 pm

Odrobina radości Starka, związana z nagłymi nadziejami dotyczącymi pokonania Molda i możliwość uratowania dwójki dzieci, które zaczęły przestraszone a skończyły uśmiechnięte, wystarczyła na to, by poświęcić Carol dłuższe spojrzenie. Gdyby to widziała, pewnie natychmiast oberwałby jakąś złośliwością, dotyczącą tego, że jest odrażającym, niepoprawnym podrywaczem i chociaż Ms Marvel powinien sobie odpuścić. Ale co mógł poradzić na to, że Carol była taką piękną kobietą, a on naprawdę był niepoprawnym podrywaczem? Jedna piękna, mokra, półnaga blondynka, raz, by podnieść morale, a potem można wrócić do rzeczy ważniejszych. Jakże cudowny był zasięg wzroku, gdy miało się na sobie hełm Iron Mana.
Jego uwadze nie uszło to, jak gość, ochrzczony przez niego jako Hermes, o mało nie spadł ze swojego glidera i to, jak Danvers go złapała. Znaczyło to tyle, że kobieta przyjęła jego dobre chęci na wiarę, więc Tony też powinien to zrobić i przestać szukać problemów w tym, że nie ma tego mężczyzny w swojej bazie danych. W końcu każdy był kiedyś nieznany, a taki atak był doskonałą okazją by zadebiutować w towarzystwie. No i dochodziła do tego jeszcze rekomendacja ze strony Petera, który mógł sprawiać wrażenie licealisty, ale (podobno) był (podobno) kompetentnym superbohaterem.
Co nie znaczyło, że, kiedy Tony słyszał trochę dziecinne (acz urocze) „Hej, panie Stark!” nie miał ochoty kazać mu wracać do lekcji, bo „To zbyt niebezpieczne. Nie obchodzi mnie, że masz trzydzieści lat.”.
Podleciał do Spider-Mana i spojrzał na niego z góry.
- Jak coś spieprzy, bierzesz to na siebie, dzieciaku. – Powiedział mu, mając na myśli, oczywiście, nieznajomego na gliderze - A i tak musisz jeszcze odpowiadać za własne „plątanie się”.
Niestety wpomnianiemu i Carol widocznie nie szła współpraca jaką zalecił Tony: On klei, ty dezaktywuj. O ile za pierwszym podejściem Danvers mankiet zadziałał jak złoto, o tyle później kobieta postanowiła zaatakować w pełni sprawnego robota. Stark uznał, że już nawet nie będzie krzyczeć, pytając się, co ona wyprawia. Naprawdę, powinien się już przyzwyczaić, że jego przyjaciółka bywa tak nierozsądna jak on. Albo zacząć brać jakieś leki na serce.
Jakby wybuch reaktora to było mało, to Hermes też popisał się geniuszem i rzucił bombą w wybuchowe roboty.
Stark mógł tylko zakląć, patrząc, jak odłamki rozpryskują się po okolicy. Nie zrobiły nikomu krzywdy, ale miały duże szanse i to wystarczyło, by Peter mógł wyczuć od Iron Mana aurę dezaprobaty.
- O, takie coś spieprzy. – podkreślił, wracając uwagą do tego, co działo się w ich okolicy. Chociaż nie było tam naprawdę nic ciekawego. Cywile mieli pewne problemy z ewakuacją, ale ich życiu nie zagrażało bezpośrednie niebezpieczeństwo. – Co do planu, pomóż mi z przeprowadzeniem ich do końca… - urwał, usłyszawszy w komunikatorze głos Herbiego.
- Och, do jasnej cholery, czy nie możesz mieć jakichś dobrych wieści!? – krzyknął bezradnie, kierując to właściwie do wszechświata, nie do komputera.
Tylko tego im brakowało. Chociaż, czy było to zaskakujące? W czasie powszechnej paniki zawsze znajdywał się ktoś, kto był silniejszy i umiał tę siłę wykorzystać znacznie lepszy niż jako groźbę. Jako obietnicę. Niestety, historia pokazywała, że w desperackich czasach ludzie często oddawali swoją wolność w ręce pierwszej osoby, która miała do zaoferowania coś więcej, coś, czego nie dał im dotychczasowy porządek. Tony mógł mieć tylko nadzieję, że mieszańcy Nowego Orleanu wiedzą o świecie na tyle dużo, by nie iść na zaproponowany układ. Naprawdę, nie miał ochoty zaraz po pozamiataniu złomu lecieć obalać jakiegoś niedrobionego dyktatora.
- Masz o nim jakieś jeszcze informacje? – zapytał już bardziej rzeczowo, wmawiając sobie, że nie jest tak źle i kontrolują sytuację.
Oczywiście, wtedy okazało się, że nie jest tak źle tylko jeszcze gorzej.
Najpierw zbroja zarejestrowała gwałtowny wzrost temperatury. Potem, gdy Tony odwrócił się od Petera by zlokalizować źródło ciepła, usłyszał nieprzyjemny dźwięk pękającego betonu. W tej chwili był tak przerażający, że wydawał się przebijać ponad wszystkie inne odgłosy w okolicy. Jeśli most się zawali… Nie, nie mógł się zawalić. Nie od takich pęknięć, konstrukcja była na to zbyt solidna. Chyba, że mężczyzna, którego Stark zidentyfikował jako źródło ciepła nagle eksploduje. Wtedy może być niewesoło.
- Zajmij się ludźmi, Pete. – powiedział ciszej do Spider-Mana, a w jego głosie słychać było napięcie, przebijające się nawet przez nienaturalne brzmienie syntezatora mowy w zbroi. Nie czekając na odpowiedź, poleciał do skulonego mężczyzny.
Facet nie wyglądał na kogoś, kto wie, co się dzieje. Widać było, że kontrolę nad nim przejął paraliżujący strach. Czyżby był mutantem, który właśnie odkrył swoje moce? To brzmiało prawdopodobnie, chociaż istniało też sto innych opcji. Pewne było tylko to, że zagraża bezpieczeństwu ich wszystkich i nie robi tego z własnej woli. Jak każdy niewinny człowiek, potrzebuje ratunku.
Skulone ciało emitowało temperaturę ponad tysiąca dwustu stopni. Zbroja Iron Mana mogła wytrzymać tysiąc siedemset, więc Tony podjął dość impulsywną, acz w tej chwili chyba jedyną słuszną decyzję – złapał mężczyznę i wzbił się z nim w powietrze, oddalając się kawałek od uszkodzonej konstrukcji.
Tylko co dalej?
Czekać aż wybuchnie? Wrzucić do wody? Polecieć na tyle wysoko, że jeśli dojdzie do najgorszego, straty będą minimalne? Żadna z tych opcji nie brzmiała kusząco, bo, wbrew powszechnej opinii, Tony nie był fanem umierania za sprawę. A jeszcze mniej lubił podejmowanie decyzji narażających życie kogoś, kogo chciał uratować.
- Carol? Mamy problem. – powiedział do Ms Marvel. Mógł być Silnym i Niezależnym Mężczyzną, ale tutaj przydałaby się pomoc kogoś, kto może absorbować energię.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   

Powrót do góry Go down
 
Williamsburg Bridge
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Williamsburg Bridge
» Tower Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: