Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Williamsburg Bridge

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Williamsburg Bridge   Pią Lip 13, 2012 1:27 pm

First topic message reminder :



Most wiszący nad East River, łączący ze sobą Lower East Side Manhattanu - a konkretnie Delancey Street - z Williamsburgiem Brooklynu. Posiada osiem pasów dla samochodów, dwa dla metra, a także dodatkowe dla przechodniów i rowerzystów.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Sie 21, 2018 9:07 pm

Odmawiam zeznań — to była natychmiastowa odpowiedź Carol. Głos, mimo nerwowej i napiętej sytuacji, pozostał w tym przypadku obojętny. Spodziewała się, że mogła tym spowodować, że Stark będzie się głowić, a gdy odzyska Jarvisa - to najpewniej od razu nakazałby sprawdzić czy coś takiego Danvers prowadzi w wolnym czasie. Nie spieszyło jej się do potwierdzenia czy zaprzeczenia. Nawet jeśli takie zestawienie by istniało - to może akurat wtedy pokusiłaby się o bardziej tradycyjną formę, żeby sztuczna inteligencja, choć pomocna, nie mogła wykopać na zawołanie. Mogła też taką listę mieć w pamięci. W końcu tyle razy miała do czynienia ze Starkiem, tyle kontaktu, że szło zapamiętać to i owo.
To, co działo się nad panoramą miasta, zostało zauważone przez Carol. Blondynka jednak nie mogła poświęcić więcej czasu na refleksje, które zdenerwowałyby ją jeszcze bardziej, nie wspominając nawet o zmartwieniu. Nie zignorowała tego tak od razu. Co to, to nie. Poświęciła krótką chwilę na to, aby przyjrzeć się temu, co miało miejsce w oddali, żeby zaraz wrócić uwagą do wymijania macek czy robotów i ich ataków. Po jednym uderzeniu, którym zarazem cisnęła maszynę do wody, spojrzała w inną stronę. Kwestia elektryczności momentalnie skojarzyła jej się z Thorem. Musiała przyznać, że mężczyzny dawno nie widziała albo oboje mieli takie szczęście, że się mijali… Co wydawało się kobiecie mało prawdopodobne.
Niewielkie punkty będące w oddali zastanowiły Carol, ale zdecydowanie więcej uwagi poświęciła tej części miasta, gdzie światło było inne i z pewnością wyraźniejsze. Danvers ściągnęła brwi i wykrzywiła usta na moment. Niewykluczone, że w jakimś stopniu jej myśli pokrywały się z tymi Starka, gdy patrzyła na to wszystko.
Ms. Marvel wyminęła odrzuconego przez potwora morskiego Sentinela.
Próbuj dalej, Herbie — poleciła. — Nie wiem, co Jessica chciała od Pyma, ale jak możesz to przekaż mu, że Jones ma coś dla niego. Nic więcej nie wiem, nie zrozumiałam — wspomniała od razu, jako że wcześniej zbagatelizowała tę sprawę, mimo że wiedziała, iż nie powinna.
Dobrze, Vision. Postaraj się… — Carol zareagowała szybko, chcąc odepchnąć robota, zmniejszając ryzyko roztrzaskania mostu. Przynajmniej w tej kwestii, bo nie wątpiła, że macki potwora mogłyby to zrobić mimowolnie. Kobieta jednak nie zdążyła dokończyć swojej wypowiedzi. W tym samym momencie Ms. Marvel została zaskoczona przez jedną z odnóg pupila Namora. Nie zdążyła odbić w bok, żeby móc uniknąć ataku. Zaabsorbowała wiązkę energii i zaraz poczuła uścisk wokół siebie, który nie należał do przyjemnych. Blondynka, chcąc nie chcąc, krzyknęła w tym szoku, żałując zarazem, że nie odetchnęła porządniej.
Tym bardziej, że kolejny atak, który był pośredni, zakończył się większym naporem wokół niej. Ms. Marvel nie panikowała. Zaklęła siarczyście, co Tony mógł usłyszeć. Zarazem Stark mógł upewnić się, już nie tylko poprzez skan, który wykonał, że z przyjaciółką wszystko w porządku. W każdym razie, Mścicielka zrezygnowała z użycia energii. Widziała w końcu, jaki byłby efekt takich działań, a nie miała nic przeciwko swojej figurze, żeby zdecydować się na tak drastyczne zwężanie obwodu klatki piersiowej czy talii.
Danvers najpierw zaczęła się wiercić. Mogła liczyć na to, że nadmiar wody czy też gładka tkanka ułatwią jej to. Gdyby jednak był z tym problem i kobiecie nie udałoby się uciec z tego uścisku, to postanowiłaby zadziałać tak, jak na prawdziwego klubowicza przystało. Żwawiej ruszyłaby łokciami, chcąc choć trochę zorganizować sobie przestrzeń. Wówczas blondynka próbowałaby przemieszczać się ku dołowi. Uznała, że w ten sposób łatwiej byłoby wyplątać się ze splotu, niż gdyby miała wspinać się po gładkiej skórze potwora.
Obrzydliwe, pomyślała, krzywiąc się.
Tak czy siak, Ms. Marvel nie miała zamiaru się zatrzymać. Rozpychałaby się łokciami, nogami zamachała, co mogło komicznie wyglądać, byle tylko wyślizgnąć się jak najszybciej. Zbyt zaaferowana swoją sytuacją nie zwróciła uwagi na to, co działo się ze Starkiem.
Gdyby to jej się udało, momentalnie rozejrzałaby się po okolicy. Chciała sprawdzić, co z Iron Manem, co z cywilami na moście. Zerknęłaby także w stronę Brooklynu, a potem na potwora i Sentinele; chciała rozeznać się, ile ich zostało.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Sie 22, 2018 11:46 pm

W porządku, takiego rozwoju wydarzeń Harry mimo wszystko się nie spodziewał... Ale nie mógł powiedzieć, że nie był on zabawny i na swój sposób nawet satysfakcjonujący. Jako że nie musiał jednak łapać Parkera, aby powstrzymać go przed wpadnięciem na siebie, to ręce miał teraz wolne, co nie dość, że pomagało mu w zachowywaniu równowagi na gliderze, to jeszcze w razie czego pozwalało mu szybciej sięgnąć po broń. To był pierwszy i chyba największy plus tej sytuacji. Pomijając zaś wszystkie inne, drobniejsze, już sam widok Spider-Mana niemalże padającego przed nim na kolana - wystarczająco blisko, Osborn nie zamierzał przejmować się szczegółami - też wywoływał w nim bardzo pozytywne odczucia. Naprawdę nie był dobrym człowiekiem.
Gdyby nie miał na sobie maski, Peter zapewne mógłby dojrzeć na jego twarzy pełen zadowolenia uśmiech, w oczach zaś iskierki rozbawienia. Może nie wszystko przebiegło po jego myśli, ale najważniejsze przecież, że tak czy siak zaskoczył czymś pająka. Być może taka jego reakcja była nawet lepsza od wcześniej przewidywanych? Co prawda Harry zawczasu przygotował sobie komentarz, z którego w tych okolicznościach musiał zrezygnować, ale to nic, bo w gruncie rzeczy i tak nie chciał psuć sobie zbędnymi uwagami tego momentu... Który i bez tego potrwał niestety zbyt krótko.
Na wszelki wypadek Osborn przez chwilę przyglądał się temu, jak Parker mościł się na gliderze, najpierw się obracając, potem przesuwając, a wreszcie szukając sobie jakiegoś oparcia, lecz szybko stracił zainteresowanie jego poczynaniami. Tak naprawdę obchodziło go jedynie to, aby pająk nie krępował jego własnych ruchów, ani nie blokował swoim ciałem przegród, z których wydostawały się granaty... Reszta nie miała wielkiego znaczenia. A siedząc przed nim nie robił ani jednego, ani drugiego.
Harry skupił się więc tymczasowo na przemierzanej trasie. Umyślnie unikał tych dużych ulic, zakładając, że na nich ktoś mógł już pomagać, zaś na tych mniejszych niekoniecznie. Po krótkiej i tak naprawdę bezowocnej podróży mężczyzna zdecydował się zwiększyć wysokość, aby nie przejmować się już wytyczonymi drogami i przemieszczać się po prostu ponad budynkami... I wówczas jego uwagę przykuła rozgrywająca się w oddali akcja. Nieświadomie Osborn aż zmrużył oczy, przyglądając się przemierzającym niebo sylwetkom, z których nie wszystkie należały do robotów... Lecz te ostatnie zdecydowanie nad nimi przeważały. Harry nie miałby nic przeciwko lepszemu zorientowaniu się w tej sytuacji... A wystające z wody masywne macki wydawały mu się tylko dodatkowo intrygujące. Obrzydliwe, ale wciąż intrygujące.
- Trzymaj się - nakazał Parkerowi pogodnym tonem i było to jego jedyne ostrzeżenie, nim podkręcił prędkość, zmierzając w linii prostej w kierunku mostu. Do niego mieli bliżej niż do centrum starcia, ale szczerze mówiąc to właśnie Osbornowi odpowiadało. Zabranie Spider-Mana nad wodę byłoby mimo wszystko głupim posunięciem, a Harry wolał myśleć, że na ogół podejmował raczej rozsądne decyzje, pomijając może te dokonywane w złości, rozpaczy czy pod wpływem takiej czy innej substancji, niekoniecznie serum. Nie, o wiele lepiej będzie zostawić pająka gdzieś, gdzie będzie przydatny - gdzie będzie mógł manewrować na pajęczynach, a nie lepić się do glidera czy w ostateczności skakać między mackami. Choć ta ostatnia wizja wydawała się całkiem zabawna.
- Zaraz zeskakujesz - dodał, kiedy jeszcze zbliżali się do mostu, zresztą bezpośrednio od jego zachodniego końca, a nie od boku. Podczas gdy dzieląca ich od niego odległość malała, Osborn utwierdził się w przekonaniu, że ponad nim rzeczywiście unosił się Iron Man lub przynajmniej jego zbroja... Dalej z kolei działała Ms. Marvel. Oboje zdawali się mieć co robić, więc szczerze wątpił, aby obrazili się za wsparcie - szczególnie od Spider-Mana. W końcu z nimi trzymał. Jak przyjmą kogoś obcego? Tego Harry już nie był taki pewien, ale i tak nie martwił się ich reakcjami. Zwyczajnie go ciekawiły.
Docierając do początków mostu, mężczyzna zwolnił zauważalnie, lecz nie na tyle, aby miało to szczególnie opóźnić niesioną przez niego pomoc, po czym wykręcił w taki sposób, aby odbić w stronę macek i Ms. Marvel, która akurat na chwilę mu pomiędzy nimi zniknęła. Liczył na to, że Parker załapie, iż to jego moment na zeskoczenie... Choć pewnie nawet nie potrzebował do tego obniżenia prędkości, ale Harry postanowił być miły i tak czy siak to dla niego zrobić. Ponownie oddalając się od mostu, mężczyzna znów przyspieszył, równocześnie przywracając do równowagi glider, który przy zakręcie znalazł się w pozycji ukośnej. Z tego ułożenia powinno mu być łatwiej unikać ataków czy przeszkód, gdyż mógł zacząć od odchylania się w dowolnym kierunku.
Prawdę mówiąc Osborn sam ledwo wierzył w to, co zamierzał... Nie, co już czynił. Jeszcze chwilę temu w ogóle nie planował się w to wszystko mieszać, tylko przyjrzeć tym maszynom z bliska i wrócić do Oscorp, a potem nie dość, że natknął się na pająka, to teraz jeszcze wciągnął się w akcję. Sądził, że będzie z tego bardziej niezadowolony, a zamiast tego czuł... Niemalże ekscytację, taką dziwną lekkość, której nie potrafił lepiej wytłumaczyć. Szkoda tylko, że nie do końca wiedział z kim walczyli - z potworem i robotami? Razem z potworem przeciwko robotom? Wykorzystywali go jakoś, by później go unieszkodliwić? Napuszczenie na siebie wzajemnie swoich wrogów było w końcu niezłą strategią, jak długo miało się pewność, że nie zaczną współpracować...
- Piękny dzień na inwazję, prawda? - zawołał do Ms. Marvel, po drodze dobywając z glidera dwóch granatów, które wyskoczyły z odpowiedniej przegrody prosto do jego wyciągniętej ręki. Parker zdawał się sądzić, że te maszyny były potężne, więc Harry postanowił wyjątkowo mu zaufać i zacząć od czegoś, co nie tyle miało im zrobić krzywdę, co ograniczyć ich działania. Wycelował w dwa pobliskie - lecz nie znajdujące się niebezpiecznie niedaleko niego samego czy jego sojuszniczki - roboty, w jednego po drugim, a następnie po kolei cisnął ku nim bombkami klejowymi. Starał się zrobić to w taki sposób, aby oberwały od frontu, najlepiej w przód głowy i ramiona, by je zablokować. Obawiał się, że z tyłu substancja zostałaby rozpuszczona przez temperaturę silnika i nic by nie dała.
- Cthulhu jest z nami czy przeciwko nam? - zapytał, bo co prawda macki zdawały się atakować roboty, lecz ich właściciel mógł być po prostu trzecią stroną tego konfliktu. A nuż walka zakłóciła jego spoczynek w rzece i teraz okazywał wszystkim to, jak bardzo mu się to nie spodobało?
Jak do tej pory mężczyzna tak czy siak skupiał się jeszcze w głównej mierze na szybkim i zwinnym unikaniu macek oraz maszyn. Polegając na atakach dystansowych mógł sobie pozwolić na krążenie poza centrum walki, przynajmniej do czasu, aż nie ustali czegoś więcej... Przede wszystkim aktualnego statusu potwora oraz reakcji robotów na granaty klejowe. Potem będzie mógł wypróbować inne metody walki - albo i nie, jeżeli te okażą się przydatne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Sie 23, 2018 4:01 pm

Podczas podróży Parker miał wystarczająco dużo czasu aby wszystko przemyśleć, odsapnąć, ponownie sprawdzić wyrzutnię sieci no i wymyślić kilka złych żartów, które mógłby zarzucić w odpowiednim momencie. Widząc jednak dokąd zmierzali, lekko się skrzywił. Spośród tylu możliwości, Harry wybrał akurat most? Owszem, było to nieco bardziej ustronne miejsce niż centrum miasta ale jednak. Wiedział, że będzie miał mały problem z poruszaniem się ale jakoś powinien dać radę, tak jak zawsze. Najwyżej będzie trochę niezgrabny ale powinien sobie poradzić, czasem może umyślnie lub też nie wykorzysta glider jako punkt zaczepienia. No i poirytowania przyjaciela.

Kiedy tylko w zasięgu jego wzroku pojawiły się znane mu sylwetki oraz macki, parsknął cicho, biorąc to za dość dziwne aczkolwiek ciekawe połączenie. Jego uśmiech jednak szybko zniknął jak tylko zauważył, że sytuacja była poważna. Dopiero teraz zauważył cywili i dość wąskie pole manewru dla każdego z nich, no może poza wrogami których nie obchodziło co i kogo by unicestwili.  Kiedy tylko usłyszał słowa Harry’ego, kiwnął głową i przygotował się do skoku, znów znajdując się w pozycji kucającej na samym brzegu maszyny tak, by mógł wybić się jak najdalej.

Widząc jednak nagłe zniknięcie Ms. Marvel oraz dość znaczące wyhamowanie, Peter nie zastanawiając się ani chwili dłużej, zeskoczył z glidera i wystrzeliwując pajęczynę w filar mostu skierował się w stronę wcześniej wspomnianych macek, chcąc chociaż zorientować się w sytuacji.
- Panie Stark, hej Panie Stark..! – krzyknął, nie mogąc się szczerze mówiąc powstrzymać. To był już nawyk i był z niego dosyć dziwnie dumny. – Potwór Spaghetti jest z nami czy co?! – dodał jeszcze po chwili zanim dotarł do obranego punktu, chwytając się krawędzi filaru aby następnie zejść niżej i postarać się znaleźć Carol w kłębowisku macek. Gdy jednak w końcu mu się udało i zastał blondynkę w dość żwawej pozycji, dalej starał się podejść bliżej, próbując coś wykombinować. Jeśli macki są wystarczająco śliskie, może udałoby mu się wyciągnąć kobietę górą? Jak mydło które wyskakuje z rąk pod prysznicem jeśli zbyt mocno się je trzyma. Głupie ale.. skuteczne.

- Wiesz, jak przyda ci się pomocna dłoń to mam nawet dwie! – krzyknął po chwili, chcąc zaznaczyć swoją obecność i dość oczywistą chęć pomocy. Teraz o tym myśląc, to zostawił Harry’ego zupełnie samego. Mimo iż on sam znał zarówno Starka jak i Ms. Marvel, to nie wiedział jakie relacje z nimi, i czy w ogóle jakiekolwiek, miał Harry. Jeśli widzieli że przybyli razem, to nie powinno być większych problemów. W najgorszym wypadku uznają go za kogoś neutralnego. Tak przynajmniej sądził Peter.

Cały czas obserwując okolicę,  schodził niżej i niżej jednakże w końcu musiał się zatrzymać, docierając zarówno do końca swojej drogi jak i niebezpiecznie blisko macek. Cofając się nieco udało mu się schować w zakamarek tak, aby dalej był widoczny dla kobiety ale poza zasięgiem morskiego bodajże potwora. – Komuś się nudziło i przebudził Krakena huh… jeszcze tylko Czarnej Perły brakuje w okolicy. – Wymamrotał do siebie, mrużąc oczy i czekając w gotowości na odpowiedź Ms. Marvel. Jeśli jednak został by zignorowany lub niezauważony, na własną rękę starałby się pomóc skoro i tak już tam był. Przecież dżentelmenowi nie wypada pozostawić damy w opresji samej sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Sie 24, 2018 9:49 pm

Biorąc pod uwagę okoliczności, Tony zrobił chyba najlepsze, na co mógł sobie w tym momencie pozwolić - przynajmniej z punktu widzenia kogoś, dla kogo najważniejsze było ochronienie cywili. Na jego - oraz wszystkich osób obranych za cel Sentineli - korzyść zadziałało to, że roboty mimo wszystko działały dość wolno, podczas gdy Iron Man potrafił osiągać spore prędkości i szybko się rozpędzał. Dzięki temu udało mu się dotrzeć do przeciwników jeszcze w takim momencie, że wystrzelone przez nich promienie uderzyły w jego zbroję - a mało brakowało, by minęły ją po skosie, bo w końcu maszyny znajdowały się wyżej od ludzi. Strumienie energii odbiły się pod kątem i skierowały w dół, rozłupując fragmenty mostu, lecz w sposób, który nie powinien mu poważnie zaszkodzić; nie były dość potężne, a do tego dopiero co wytraciły część mocy na pierwszej trafionej powierzchni. Szczęśliwie okazały się również nie być w stanie strącić Starka z powietrza czy nawet go zatrzymać - choć odczuł zderzenie z nimi... A zaraz potem z samymi robotami.
Dalej sprawy potoczyły się jeszcze szybciej - i w dodatku pewnie trochę zaskakująco. Tony'emu udało się zepchnąć Sentinele na bok, na co one nie zdążyły zareagować, lecz już nad wodą przetworzyły informacje i przeszły do obrony... Niemalże w tym samym momencie. Okienka na ich klatkach piersiowych rozpaliły się, a następnie wystrzeliły z nich szersze, silniejsze wiązki energii - tyle że ten dalszy od Starka robot miał na drodze swojego kolegę. "Bliższy" promień trafił w Iron Mana i odepchnął go, wyrządzając przeciętne szkody jego zbroi w tym jednym miejscu, lecz zaraz potem kolejny strumień mocy przebił się przez pancerz maszyny... I wyszło na to, że Stark miał farta, że został odtrącony, bo w innym wypadku znalazłby się praktycznie w centrum eksplozji, która jednego Sentinela rozerwała, a drugiego mocno pokiereszowała i zepchnęła do wody.
Mężczyzna zakończył więc tę akcję zwycięsko - i zawieszony w powietrzu niedaleko mostu, lecz bliżej niego niż walczących. Ta bardziej sprawna grupa uciekających właśsnie z niego schodziła, ale że była rozciągnięta i rozrzucona, to potrzebowała na to krótkiej chwili. Przynajmniej teraz Tony raczej nie musiał się już o nią martwić, jak długo żaden z jej członków nie będzie na tyle głupi, aby wybiec na otwarty teren lub w pobliże któregoś z tych odległych robotów. Jak do tej pory wyglądało na to, że ci, którzy zachowali zimną krew, starali się zmuszać pozostałych do działania, więc istniała szansa, że o to również zadbają.
Wolniejsza część ludności zdawała się być teraz bardziej wzburzona, przestraszona - i nic dziwnego po tym ostatnim ataku, a raczej jego próbie. Spoglądając na nią Stark mógł odnieść wrażenie, że kilka osób najwyraźniej starało się odruchowo umknąć na boki i za czymś schować, co okazało się być głupotą - bo w końcu wypalona wcześniej ścieżka miejscami była jeszcze gorąca. Takie oparzenia na pewno bolały, ale z drugiej strony nie zagrażały niczyjemu życiu, więc tak naprawdę znajdowały się na dalszym planie.
To w dodatku po reakcjach niektórych cywili - szczególnie tych trochę starszych dzieci - Iron Man mógłby zorientować się o przybyciu na scenę Spider-Mana, jeżeli nie zwrócił na niego uwagi już wcześniej... Choć wiele to nie zmieniało, skoro Pająk i tak zaraz sam się do niego odezwał, nim przemieścił się po moście, by zwrócić się również do Ms. Marvel. Dzieliła go od niej zbyt duża odległość, aby mógł po prostu ku niej skoczyć, ale być może byłby w stanie dostać się do niej w inny sposób, na przykład wystrzeliwując się ku niej jak z procy albo wykorzystując jednego z dwóch dostępnych sojuszników - albo nawet obu - jako punkty zaczepienia sieci... Tyle że później mógłby wylądować albo na blondynce, albo na którymś z Sentineli, albo na pupilu Namora.
Carol z kolei miała w tym czasie... Pewnie mimo wszystko należało tu użyć słowa "szczęście", choć jej sytuacja była bardzo nieprzyjemna. Połączenie wilgoci ze śliskim, gładkim ciałem Krakena ułatwiało jej rozpychanie się i osuwanie coraz niżej, a całe to wrażenie mogło jej się wydawać co najmniej dziwne - bo tkanka okazała się być jednocześnie giętka i wytrzymała, czyniąc monstrum elastycznym, lecz odpornym na obrażenia. Być może warto to było zapamiętać na przyszłość, skoro potwór najwyraźniej stacjonował gdzieś w pobliżu.
Już po kilku sekundach takiego szarpania się Ms. Marvel mogła poczuć, że uścisk macki się rozluźnia, jak gdyby do samego potwora dotarło, że przesadził - i w końcu, gdy blondynka była w pół drogi do wolności, gigantyczny splot całkowicie się rozsunął, pozwalając jej odfrunąć... Górą lub dołem, gdyż boki odnoga w dalszym ciągu chroniła. Teraz Carol była już cała mokra - może nie tak, jak gdyby wpadła do wody, ale wystarczająco, aby czuła się z tym niekomfortowo. Przynajmniej Kraken nie zostawił na niej żadnego śluzu, ani niczego podobnego.
Co gorsze, kobieta nie miała nawet czasu, aby porządnie się rozejrzeć, gdyż wokół niej w dalszym ciągu latało około dziesięciu maszyn oraz kilka macek, które na zmianę starały się do tych pierwszych sięgnąć lub cisnąć w nie kamieniami, częściej to ostatnie. Z tego względu nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby początkowo nie zwróciła uwagi na przybycie w okolicę nowego towarzystwa - przynajmniej do czasu, gdy obaj jego przedstawiciele się do niej odezwali, jeden z powietrza, a drugi jeszcze z mostu. Podobnie mogła również nie wiedzieć co przytrafiło się w tym czasie Tony'emu.
Mogła za to - i nie tylko ona, bo Harry również, choć przez odległość Tony i Peter już raczej nie lub w o wiele mniejszym stopniu - zobaczyć efekty wywołane przez granaty. Co prawda zlepiły one przody dwóch maszyn, lecz nie wpłynęły na ich zdolność latania, gdyż silniki odrzutowe znajdowały się na ich plecach i w nogach; w praktyce dały więc jedynie tyle, że te Sentinele nie były już w stanie zmienić ułożenia ramion, przez co przy atakowaniu musiały obracać całe ciało... A to im szło powoli. Dodatkowo jeden z nich oberwał też po metalowej twarzy i warstwa lepkiej substancji zakryła jego oczy, być może przynajmniej częściowo utrudniając mu śledzenie otoczenia... O ile to właśnie tam znajdowały się wszelkie czujniki i kamery.
Ta ostatnia teoria mogła zostać potwierdzona - chyba że był to czysty przypadek - gdy ciśnięty przez Krakena głaz strącił z nieba tę oblepioną na twarzy maszynę. Przy okazji jedno i drugie przeleciało zresztą w taki sposób, że zahaczyło o skrzydło glidera, obracając go gwałtownie i pewnie również przekręcając. Normalnie nie byłoby to bardzo niebezpieczne, lecz w tych okolicznościach nawet chwilowe wytrącenie z równowagi oznaczało wystawienie się na ataki - a drugi z trafionych granatami robotów już się obracał w poszukiwaniu celu, od którego dostał, zapewne chcąc się odwdzięczyć.

***

Niedoszły Człowiek Szpadel przebywa niestety na drugim końcu kraju, więc wybacz, Tony, nie zdąży dotrzeć... Może następnym razem?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Sie 29, 2018 5:09 pm

Krótko po przerwanej odpowiedzi Ms. Marvel w komunikatorach obu Mścicieli ponownie rozbrzmiał głos Visiona:
- Danvers, wszystko w porządku?

Kilka minut później urządzenia odezwały się raz jeszcze, również przynosząc wieści od syntezoida:
- Nie mam jak tego w stu procentach potwierdzić, ale pojawiły się pewne przesłanki, które pozwalają mi myśleć, że Master Mold w rzeczy samej nie jest człowiekiem. Coraz bardziej skłaniam się ku dwóm opcjom. Według pierwszej jest to SI przypominająca naszego J.A.R.V.I.S.a i kontrolująca wszystkie maszyny. Druga zaś mówi, iż masz rację, Kapitanie, i to jedynie jeden z Sentineli, choć o wiele bardziej zaawansowany i bardziej świadomy niż pozostałe. Nie wykluczam też tego, że chodzić może o wypadkową obu tych wariantów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 345
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Wrz 03, 2018 8:34 pm

Tony usłyszał przywitanie Spider-Mana, kiedy oberwał w bark pociskiem Sentiniela. Wszystko działo się tak szybko, że nawet tego nie zauważył. Sekundę później dostał promieniem z klatki piersiowej robota, tym razem w napierśnik, trochę na lewo od reaktora. Było to w jakiś sposób pocieszające, bo może świecące kółko było najlepiej chronionym elementem jego ciała, jednak przeżywał chwilę dyskomfortu za każdym razem, kiedy dostawał w to miejsce.
- Uszkodzenie stawu barkowego 15%, uszkodzenie napierśnika w segmencie trzecim 30%. – powiedział sam do siebie naśladując głos Jarvisa, który w takich sytuacjach czasami tylko potęgował irytację.
Kiedy znów wzniósł się na poziom, na którym odbywała się walka, okazało się, że poza Peterem dołączył do nich ktoś jeszcze.
- Cześć, dzieciaku. Kim jest twój znajomy? – zagadnął do młodego, skanując z oddali sylwetkę wznoszącą się na gliderze. Nie miał nic konkretnego na jego temat w swojej bazie danych, ale pewne elementy wydawały się znajome. Glider, barwy pancerza… Czyżby następca Golbina? A może to tylko zbieg okoliczności? Nieważne, postanowił zająć się tym później – zbadać sprawę i przycisnąć Parkera, gdyby jego odpowiedź w tym momencie nie była zadowalająca.
Obecnie nie miał zamiaru narzekać na nieoczekiwane wsparcie.
Pomijając wszystkie dalsze problemy, przez chwilę sytuacja wyglądała naprawdę nieźle. Pierwsza grupa ludzi zeszła z mostu. Druga co prawda wpadła w pewną panikę ale Tony teraz mógł się nimi zająć bez tego poczucia, że jego mózg chce zrobić tysiąc rzeczy, a ciało do dyspozycji ma tylko jedno i musi wybierać. Ulgę przyniosło to, że Carol wydawała się wyjść bez szwanku po starciu z przedwiecznym i teraz pewnie była tylko dość wkurzona ze względu na urażoną dumę i bycie zmokłym szczurem.
- Seksownie wyglądasz, Danvers. – powiedział, podlatując do „swojej” grupy cywili i zgarniając dwójkę przestraszonych dzieci, które ich matki chętnie oddały pod opiekę Iron Mana, chcąc ratować pociechy – Słuchaj, skoro już ten tam… Roboczo nazwijmy go Hermes, już je spowalnia, próbuj dezaktywować je mankietem. – nie było to polecenie, raczej sugestia rzucona bardzo rzeczowym tonem człowieka, który ma na głowie ważniejsze rzeczy niż uprzejmości.
Wtedy usłyszał w komunikatorze głos Visiona. Może niektórzy woleli fizycznych przeciwników ale dla Tony'ego informacja o tym, że ten cały Mold to sztuczna inteligencja, było jak prezent gwiazdkowy. Fizycznego gościa musisz znaleźć, a potem skasować. Do wszystkiego elektronicznego możesz włamać się z fotela w swoim warsztacie, popijając dinka z parasolką.
- Vis, jak do niego dotrzeć? - zapytał. Potrzebował tylko jednej nitki, jednego pliku żeby chociaż próbować nad tym pracować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Wrz 07, 2018 11:49 pm

Nie była w stanie odpowiedzieć Visionowi. Ledwo co usłyszała jego pytanie i zaraz też zajęła się czymś innym. Mianowicie próbą wydostania się z macek Potwora Morskiego O Wielu Nazwach, które zdążyły wydobyć się z ust prawie że każdego tutaj obecnego!
Podobnie nie zareagowała na pytanie ze strony Pająka. Petera spotykała, chcąc nie chcąc, dosyć często nad nowojorskimi ulicami. Zdarzyło się nawet, że pożyczyła pieniądze jakże biednemu licealiście Spider-Manowi, gdy po jakiejś akcji padła propozycja zjedzenia czegoś. Tym razem Carol po prostu nie zauważyła ani też nie usłyszała Parkera, więc nie doczekał się odpowiedzi z jej strony. Musiał znaleźć dla siebie zajęcie, a to nie było trudne.
Wyślizgnąwszy się z uścisku, Carol odetchnęła. Może nie z wielką ulgą, gdyż dyskomfort szybko wdał się we znaki, ale z pewnością było o tyle lepiej, że mogła zrobić coś więcej niż przepychać się, szturchając łokciami mackę. Była przekonana, że gdy tylko wszystko się skończy - na co coraz goręcej liczyła - to będzie mogła wziąć porządny prysznic i w końcu się przebrać. Dziurawa z obu stron bluzka ciasno przylegała do jej ciała. Podobnie włosy zdążyły przykleić się częściowo do jej policzków i karku, spodnie także były mokre. Danvers mimowolnie parsknęła i poprawiła fryzurę, zgarniając kosmyki na plecy. Na wiele to się nie zdało, ale przynajmniej nic nie drażniło jej oczu.
Od razu przystąpiła do unikania kiwających się macek i latających robotów. Nie podjęła się działania wobec tych drugich, chcąc mieć chociaż minutę dla siebie, żeby móc się rozejrzeć. Co, niestety, było niemożliwe. Dopiero po dłuższej chwili skapnęła się, że nie była sama. Wiedziała, że Tony jest gdzieś w oddali, bo starała się odnaleźć go wzrokiem. Mignął jej też Peter, ale dopiero na Harry’ego zwróciła uwagę w momencie, gdy ten się do niej odezwał.
Przyglądając się Osbornowi, Carol w pierwszym momencie już miała ochotę zamachnąć się, o czym świadczyło nagłe napięcie mięśni w obu jej rękach. Musiała mu się przyjrzeć dokładniej. Na początku przypomniał jej Green Goblina, z którym miała do czynienia dawno temu na Times Square i tylko zachęcał ją do tego, żeby skręcić mu kark, podczas gdy on robił sobie zabawę z rzucania dziećmi i niewinnymi. Zauważywszy jednak inną posturę, fryzurę i dość normalny strój niekojarzący się z gnomem czy Grinchem, Ms. Marvel powstrzymała się. Co prawda, zerkała na nowego bohatera - a przynajmniej w ten sposób wolała o nim myśleć - nieufnie, jednak nie wykorzystała glidera, który był znajomy, żeby cisnąć nim wraz z jego operatorem w stronę Sentineli.
Wprost znakomity — odpowiedziała, patrząc na roboty. — Sezon last minute i tym podobne — skomentowała w ten sposób napływ niecodziennych turystów, którzy pojawiali się w metropolii świata.
Blondynka zmarszczyła brwi na kolejne pytanie Osborna.
Triangul tym razem wolał z nami współpracować, ale kto wie czy Davy Jones zaraz nie zmieni stron — skomentowała. Najpierw potwierdziła, że owszem, Kraken był po ich stronie, ale nadal pamiętając to, jak szybko Namor zareagował, nie była przekonana czy będzie tak cały czas.
Carol wyminęła jednego z Sentineli, który ciśnięty głazem leciał w ich stronę. Od razu wystrzeliła promieniem energii prosto w korpus, chcąc trafić w okienko i spowodować wybuch. Przynajmniej liczyła na to, że uda jej się to osiągnąć.
Zamilcz, Stark — odparła, słysząc w komunikatorze głos przyjaciela. Nie wyglądała na zadowoloną z takiego komentarza. Zapewne przede wszystkim dlatego, że wyglądała wręcz przeciwnie niż jak Tony deklarował. — Zaraz się za to wezmę. Ustalmy jednak jak nazywać jednych i drugich, bo zaczynam się w tym gubić — przyznała w momencie, gdy zauważyła, że kolejny nadlatujący Sentinel trącił glider, na którym stał Harry.
Jako że Carol nie orientowała się czy w jakiś sposób młody mężczyzna jest do niego przytwierdzony (magnetycznie czy jakieś kieszenie, czy coś w tym stylu), to wolała nie ryzykować i pozwolić na to, aby zleciał ze swojego środka transportu. Natychmiastowo zareagowała, łapiąc Osborna za ramię, aby pociągnąć w swoją stronę. Upewniła się jeszcze, że odzyskał równowagę.
Nie zleć, bo przelecisz — skomentowała, zdobywając się na coś, co będzie brzmiało weselej. Zerknęła wymownie w stronę maszyn i macek, bo mimo wszystko nie mogli przewidzieć czy czasem, któreś z nich po prostu nie dostanie i nie poleci hen daleko. — Atakuj w stawy, bo najsłabsze. Chyba że masz kartacz to możesz spróbować — zasugerowała, nie myśląc nad tym czy nieznajomy wykorzysta to w jakiś sposób później nad badaniami. Uznała, że skoro pojawił się z Peterem to jednak w jakimś stopniu można mu ufać. — Jak się nazywasz? — zapytała. Niby mogło to być nieco bezczelne, ale czasem trudno było połapać się w coraz to nowszych pseudonimach i ratujących świat.
Następnie Carol poleciała dalej. Bardziej w skupisko robotów, by faktycznie uruchomić mankiet, który wciąż miała na ręce, a który Tony wcześniej przygotował. Liczyła na to, że zadziała to tak, że nie oderwie jej ręki. W końcu nie byłoby to zbyt miłym doświadczeniem i nie byłoby jej to, cóż, na rękę.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Wrz 08, 2018 4:12 pm

Zanim Ms. Marvel odpowiedziała na jego słowa, minęła krótka chwila, w trakcie której Harry doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że był oglądany i oceniany. Nie dziwiło go to i prawdę mówiąc nawet nie miał o to pretensji. W końcu z góry zakładał, że niektórym osobom będzie mógł się źle kojarzyć, w szczególności ze względu na glider... A najważniejsze było to, że najwyraźniej pomyślnie przeszedł przez te oględziny, skoro nie został ani zaatakowany, ani o nic oskarżony. Cudownie. Dobrze wiedzieć, że tymczasowi sojusznicy - przynajmniej ci ludzcy, bo co do podwodnego potworka wciąż nie był pewien - nie zdecydują się nagle obrócić przeciwko niemu.
W dodatku czekając przez ten moment na reakcję kobiety, Osborn zdążył przyjrzeć się efektom wywołanym przez jego granaty klejowe. Nie mógł chyba liczyć na nic lepszego z rozmysłem używając broni, która już z samego swojego założenia nie miała siać zniszczenia, tylko przeszkadzać wrogowi, więc czuł się względnie zadowolony. Maszyny tak czy siak już wcześniej wydawały mu się powolne, a jeszcze większe ograniczenie ich sprawności - czy widoczności - powinno uczynić z ich niszczenia zwykłą kwestię formalności.
Nim jednak mężczyzna się za to zabrał, zaśmiał się jeszcze krótko na komentarz blondynki, ten o sezonie last minute. Zgoda, może i nie był to niesamowicie wybitny żart, po którym ledwo by się dało pozbierać, ale Harry tak czy siak miał teraz całkiem niezły nastrój, przynajmniej jak na te okoliczności... A poza tym śmiech stanowił dobry upust dla emocji, tych zaś posiadał w sobie obecnie naprawdę sporo. I to zaskakująco pozytywnych! Co do bycia bohaterem w dalszym ciągu nie był przekonany, ale potrafił zrozumieć przyjemność płynącą z brania udziału w akcji.
Reszty informacji od kobiety już po prostu wysłuchał w milczeniu i kiwnął głową na znak ich zrozumienia. Czyli było mniej więcej tak, jak to podejrzewał - potworkowi nie mogli do końca ufać, ale chwilowo im pomagał. Co jak co, ale na takim wykorzystywaniu tymczasowych układów Osborn się akurat znał. Został do tego starannie wytresowany. Do wypatrywania oznak tego, że ktoś zamierzał wbić mu nóż w plecy również. O ironio, ze strony Parkera tego nie zauważył, ale... Wtedy był dużo naiwniejszy. To na pewno dlatego.
Głowa mężczyzny odchyliła się nieznacznie na lewo i równocześnie zerknął z namysłem na Ms. Marvel, kiedy ta odezwała się - najwyraźniej - nie do niego, a więc najprawdopodobniej przez komunikator. Jedna z jego brwi nawet się lekko uniosła, choć za maską praktycznie nie dało się tego zauważyć, może tylko odrobinę przez ruch czoła, ale coś takiego ciężko by było wypatrzeć, a i interpretacji znalazłoby się więcej.
Przez swoje zainteresowanie poczynaniami kobiety, a raczej prowadzoną przez nią rozmową, Harry odrobinę zbyt późno zorientował się, że jeden z robotów został skierowany ku niemu, na szczęście przynajmniej nie bezpośrednio, tylko bardziej w glider. Co prawda natychmiast podjął próbę zejścia mu z trasy, ale już zaczynając ten manewr - odchylając swój pojazd - zdawał sobie sprawę z tego, że może nie zdążyć go dokończyć... I jego czarne przewidywania się sprawdziły, przez co aż zacisnął szczęki i zmrużył oczy w wyrazie irytacji. Dzięki magnetycznemu połączeniu butów kostiumu z gliderem Osborn nie musiał martwić się o to, że zostanie z niego strącony, ale odepchnięcie i wybicie z równowagi i tak nieszczególnie mu się uśmiechało. Nie lubił nie mieć kontroli nad sytuacją, a co dopiero nad własnym położeniem.
Harry poczuł wstrząs idący od uderzenia, lecz zanim jeszcze został mocniej obrócony, ustabilizował go niespodziewany uścisk na ramieniu, który utrzymał go w miejscu, przez co wykręcił jedynie jego pojazd - przynajmniej do momentu, aż nie zablokował go nogami. Nie zastanawiając się ani przez chwilę nad tą pomocą, mężczyzna wykorzystał ją do odchylenia glidera w taki sposób, aby wrócił mniej więcej do poprzedniej pozycji i dopiero wówczas ponownie spojrzał na swoją wybawicielkę.
- Fakt, na to będzie czas później. Dzięki - skomentował jej słowa i od razu działania, po czym znów ograniczył się do kiwnięcia głową na jej rady. Domyślał się tego o stawach. Już wcześniej zwrócił przecież uwagę na wady konstrukcyjne tych maszyn i to między innymi z ich względu nie wierzył, że wyszły spod ręki Starka. Miał wrażenie, że mimo wszystko duma nie pozwoliłaby mu produkować masowo czegoś gorszej jakości. Duma i ego.
Ms. Marvel poruszyła jednak również temat, na który Osborn nie był przygotowany, a mianowicie spytała o jego imię... O pseudonim, realnie rzecz biorąc. O tym wcześniej nie pomyślał. Na pewno nic z Goblinami, bo nawet pomijając własną przeszłość nie miał zamiaru kojarzyć się z osobami pokroju Hobgoblina... Już prędzej nawiązałby do jakiegoś owada, żeby trzymać się bliżej Spider-Mana przez solidarność stawonogów, ale prawdę mówiąc to także mu nie pasowało. Nawet jeżeli zjadająca pająki modliszka nie byłaby taka zła. Co innego wchodziło w grę? Co odpowiadałoby jego obecnemu kostiumowi i pozostawiało spore pole do interpretacji?
- Viridian. Jestem z pająkiem, co pewnie zauważyłaś. I kartacza co prawda nie posiadam, ale granaty przeciwpancerne już tak - nie to, żeby zamierzał ich od razu używać, bo w tych okolicznościach zrobiłyby pewnie więcej złego niż dobrego, ale poza nimi miał też do dyspozycji jeszcze wiele innych rodzajów bomb. Takich, które przy odrobinie szczęścia zaszkodzą tylko robotom.
Nad resztą swojej wypowiedzi Harry szczerze mówiąc nie chciał się zastanawiać. Odcień zieleni zdawał się być dobrym rozwiązaniem na ten moment i został mu podsunięty przez tę część jego umysłu, która pamiętała jeszcze dawne lekcje, ale tę część o Parkerze może rzeczywiście powinien był sobie odpuścić. Z drugiej strony poleganie na znajomości z nim mogło sprawić, że sam Osborn zostanie szybciej i łatwiej zaakceptowany w środowisku... Tak właśnie zamierzał sobie tłumaczyć to potknięcie.
Podczas gdy blondynka ruszyła ku robotom, Harry dla odmiany zwiększył wysokość, aby znaleźć się ponad nimi i wciąż na krawędzi pola walki. Przy okazji rzucił jeszcze okiem w stronę mostu, chcąc zorientować się w panującej na nim sytuacji, ale chyba nie widział przy nim żadnych przeciwników, więc szybko skupił się na tu i teraz. Trochę głupio byłoby dostać po raz drugi w podobny sposób, szczególnie w tak krótkim odstępie czasu.
- Nie to, żebym narzekał, bo tak jest dla nas lepiej, ale ich twórca się nie popisał - zauważył lekkim tonem, choć musiał podnieść głos, żeby przy zwiększeniu odległości Ms. Marvel wciąż mogła go usłyszeć. Choć brzmiał tak, jak gdyby starał się po prostu nawiązać uprzejmą pogawędkę, to po cichu liczył na to, że usłyszy od kobiety coś ciekawego na temat tych maszyn. Mściciele musieli wiedzieć więcej od ogółu, prawda?
Jeszcze w trakcie odzywania się Osborn zaczął już robić spore koło ponad robotami, równocześnie przywołując z glidera kolejne granaty, po kilka naraz. W większości sięgał po takie klejowe, żeby zalepić nimi przody przeciwników, znów celując w ich głowy i ramiona. Jak długo mógł ograniczyć ich działania, Ms. Marvel powinna być w stanie z bliska zająć się resztą. Mimo to Harry nie mógł się też powstrzymać przed wypróbowaniem zwykłej, klasycznej bombki. Wolał nie ryzykować ze zrzucaniem ich wielu, jedna za drugą, gdyż połączona siła ich wybuchów zapewne sięgnęłaby także jego sojuszniczki, a prawdopodobnie i do niego - no i mogłaby zarzucić odłamkami robotów, co skończyłoby się boleśnie - a na niebie nie było się przecież gdzie ukryć i za czym schować. Pojedynczy granat nie powinien spowodować aż takich problemów, a Osborn na wszelki wypadek cisnął nim ku maszynie oddalonej od Ms. Marvel i od której sam również prędko się odsunął. Przez cały ten czas nie poruszał się w prostej linii, tylko odbijał na boki, przez co leciał niemalże nieregularnym zygzakiem, aby wrogowie nie mogli przewidzieć gdzie się zaraz uda i na tej podstawie go zaatakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Wrz 10, 2018 5:45 pm

Peter oczywiście kompletnie nie był zachwycony brakiem poświęconej mu uwagi. On tu się starał, chciał pomóc, a został tylko zignorowany! Nie miał tego Carol za złe, widział że pewnie go nie słyszała albo nie zauważyła. Co..i tak bolało. Chyba czerwona kropka nieco się wyróżnia, nie? Z cichym westchnięciem, pajęczak z powrotem zasuwał na główną część mostu, wspinając się po fundamentach które może nie oderwałyby się w najmniej odpowiednim dla niego momencie. Kąpiel w zimnej wodzie z mackami dookoła nie była miłą wizją, mimo że interesującą. Koniec końców byłoby to prawie jak zabawa z dzieciństwa, gdzie dzieciaki siedząc w wannie udają że ich plastikowy statek jest atakowany przez Krakena czy inne mackowe stworzenie. Realna wersja była jednak już znacznie mniej zabawna.

Obierając podobną trasę jak wcześniej, Peter doczołgał się wreszcie do obranego celu nieopodal którego teraz widział Harry'ego dosłowanie porwanego przez Carol. No, nie tak do końca dosłownie ale jego własnej narracji w głowie nikt nie może negować. Słuchając ich krótkiej wymiany zdań, Parker dyskretnie wystrzelił pajęczynę w stronę z jednego z wyższych fundamentów nieopodal by nie czuć się aż tak poniżony. Dosłownie. Wzbijając się wyżej, przywarł do ściany i dalej słuchał co jego przyjaciel miał do powiedzenia, uśmiechając się szeroko pod maską.Jego chwila zawahania była naprawdę miłym i zabawnym widokiem wiedząc, jak poukładany on na ogół był. Gdy jednak wreszcie się odezwał, Pająk dość głośno i wymownie parsknął. Viridian? Ciekawe, będzie musiał go kiedyś o to zapytać. Wiedział jednak że Harry nie chciał wyjawiać swojego prawdziwego nazwiska, co potrafił zrozumieć i nie działałby na własną rękę, odkrywając jego tożsamość. Ale spodziewał się nieco lepszego przedstawienia..

- No wiesz ty co? To bolało. Jestem z pająkiem, tylko tyle? Ranisz mnie! A gdzie fragment o niesamowitym podziwie do mnie po tym jak uratowałem cię z płonącego budynku i wyniosłem twojego ukochanego kotka z płomieni? I jeszcze ten pchlarz mnie podrapał... Nie wspomnę już o obsesji na moim punkcie i ciągłemu wpadaniu w moje sieci! Niezły byłby z ciebie tuńczyk, swoją drogą. Droga ryba, oj droga... - wymamrotał ostatnią część nieco ciszej lecz wciąż z szerokim uśmiechem na ustach.

Na usta już cisnęła mu się kolejna dość długa i bardzo, bardzo naciągana odpowiedź, przeniósł jednak swoją uwagę na Iron Mana którego wcześniej niestety zignorował, a raczej nie miał już jak odpowiedzieć. - Panie Stark, hej Panie Stark! To mój przyjaciel! Jest dość nowy w te klocki i wciąż go uczę, ale daje radę! Proszę się na niego nie gniewać jak zacznie plątać się pod nogami! - wykrzyknął, już czując że będzie bardzo żałował tych słów. Szczególnie że czeka go mały pojedynek z Harrym... Całe jego ciało zadrżało a zmysł ostrzegł przed niebezpieczeństwem już na samą myśl. Oj tak, będzie tego żałował.

Peter potrząsnął lekko głową po czym zeskoczył z fundamentu który wcześniej zagrzewał, tak aby przehuśtać się do Tony'ego i być nieco bliżej, nie chcąc tak jak wcześniej zostać niezauważony. - Co mam robić Panie Stark? Mamy jakiś plan? Pf pewnie że mamy. To co robimy?- Czy chciał się podlizać? Może troszkę. Zresztą wolał upewnić się co może zrobić, zamiast szwędania się dookoła i psucia innym planów, umyślnie czy też nie. Sam dopiero co wspominał o plątaniu się pod nogami, oh ironio. Wzdychając cicho Peter rozejrzał się nieco, chcąc wychwycić kto i jak daleko znajdował się na moście a przede wszystkim, gdzie były roboty. Może i nagłe wpadnięcie na kogoś może mieć pozytywny wynik w filmie romantycznym, ale na pewno nie tutaj i teraz. Co..byłoby dość zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sro Wrz 12, 2018 10:21 pm

Sentineli nad wodą powoli, lecz zauważalnie ubywało - choć trzeba tu uczciwie przyznać, że w tym miejscu większe postępy w ich usuwaniu osiągał Kraken, niż bohaterowie i im pokrewni. Co prawda Carol celnie wymierzonym promieniem energii wysadziła teraz jednego robota, lecz potem zajęła się już krótką rozmową ze swoim nowym towarzyszem, a to na moment zastopowało walkę... I na dodatek mogło się skończyć źle, gdyby potwór morski nie uznał za stosowne wkroczyć. Jedna z jego macek złapała strąconą przez kamień maszynę - jeszcze działającą - po czym uderzyła nią w zlepionego klejem i żądnego zemsty Sentinela z wystarczającą siłą, żeby oba roboty zostały roztrzaskane. Następująca eksplozja sprawiła, że wielka kończyna aż wycofała się pod powierzchnię wody; co prawda nie pojawiła się na niej żadna rana, ale widać eksplozja ją zabolała lub wystraszyła.
Oznaczało to, że Kraken miał jedną mackę mniej do dyspozycji - lecz na szczęście wkrótce potem otrzymał już jakąś pomoc. Carol ruszyła do akcji ze starkowym mankietem, a w tym czasie z góry dostała wsparcie pod postacią granatów. Tak jak i poprzednim razem nie wyrządzały one Sentinelom krzywdy, lecz przeszkadzały im w walce, Ms. Marvel zaś mogła to wykorzystać, aby łatwiej i bezpieczniej się między nimi przemieszczać... Choć nie oznaczało to od razu, że nie powinna uważać, gdyż promienie i macki wciąż przecinały powietrze dookoła niej.
Pierwsze użycie mankietu przebiegło dobrze, gdyż bohaterka miała okazję podlecieć do robota z boku, on z kolei nie zdążył ani się ku niej obrócić, ani wyciągnąć w jej stronę zlepionego klejem ramienia. Jego reaktor został zgodnie z planem uszkodzony, w związku z czym nie doszło do wybuchu, tylko do wyłączenia maszyny, która runęła ku wzburzonym falom. Ładny początek - lecz druga próba skończyła się już trochę gorzej. Kolejny Sentinel nie został wcześniej trafiony granatem i posiadał pełną swobodę ruchu, przez co zaczął reagować na nadciągającą Carol... I skończyło się to tak, że zaatakowali w zasadzie równocześnie. Pięść kobiety zbliżyła się do klatki piersiowej robota, lecz w tym czasie z okienka wystrzelił strumień energii... A że Ms. Marvel znajdowała się tak blisko, to nie miała jak uciec, więc została odepchnięta kilka metrów do tyłu. Na szczęście taka odległość i tak wystarczyła, aby uszkodzić reaktor, choć najwyraźniej nie na tyle, by maszyna się wyłączyła - tym razem doszło już do wybuchu. Oberwanie promieniem tak naprawdę oszczędziło Carol znalezienia się w zasięgu podążającej tuż za nim eksplozji. Żadna macka nie ruszyła jej na ratunek, więc blondynka uniknęła ponownego wylądowania w splocie i tak naprawdę po góra kilku sekundach mogła wrócić do działania.
Nim jednak w pełni otrząsnęła się po tym wybuchu, po drugiej stronie pola waki doszło do kolejnego - silniejszego, a przynajmniej mającego większy zasięg, przez co wyrzucone we wszystkie strony metalowe resztki robotów doleciały aż do niej i Harry'ego, nie mówiąc już o paru innych maszynach oraz mackach. Szczęśliwie były to w większości te drobniejsze, lżejsze części; większe i cięższe szybciej skierowały się w dół. Przy mniejszej odległości od centrum eksplozji byłoby to pewnie bardziej niebezpieczne, co sugerowało, że używanie prawdziwych, standardowych bomb na i tak wybuchowych robotach nie stanowiło najlepszego pomysłu. Działało - ale narażało wszystkich w pobliżu. Kraken był chyba podobnego zdania, gdyż woda wzburzyła się jeszcze bardziej, jak gdyby pod powierzchnią potwór zaczął się przemieszczać. Z drugiej strony wszystkie te połączone wysiłki sprawiły, że w powietrzu zostały jeszcze tylko cztery Sentinele.
Kiedy w oddali rozgrywały się te wydarzenia, Tony mógł we względnym spokoju wrócić na most i zgarnąć z niego dwójkę dzieci - no i oczywiście rozmówić się z każdym, z kim rozmówić się chciał. Ba, zdążyłby nawet odstawić swoich pasażerów  na stały ląd, odprowadzany uważnym wzrokiem matek, dla których najwyraźniej obserwowanie potomstwa - albo bohatera - było istotniejsze od zwracania uwagi na otoczenie. Przynajmniej one, pozbawione obciążenia, mogły przyspieszyć kroku, być może dzięki tej motywacji wspomagane świeżym zastrzykiem energii. Oznaczało to, że grupa znów zaczęła się trochę rozciągać, z paroma osobami wybijającymi się na prowadzenie, a kilkoma zostającymi wyraźnie w tyle po tym, jak spróbowały ukryć się przed atakiem Sentineli.
Gdyby ktokolwiek z zebranych zechciał rozejrzeć się teraz z wysokości, bez problemu zorientowałby się w tym, że jedno z dobrze widocznych wcześniej ponad Manhattanem zjawisk zdążyło już zniknąć. Ta bardziej naturalna z wyglądu burza w dalszym ciągu się utrzymywała, ale druga, błękitna, przestała być widoczna. Być może efekt był z natury krótkotrwały, a może został przez kogoś usunięty - trudno orzec.
-Jeżeli mogę, w przerwie po tym starciu sugerowałbym sprawdzenie wiadomości nadawanych z Nowego Orleanu. Ktoś nazywający siebie "Papa Ogun", być może w nawiązaniu do pierwotnie afrykańskiego bóstwa, ogłosił się w mediach przyszłym władcą miasta i oferuje jego mieszkańcom ochronę przed Sentinelami w zamian za poddanie się jego rządom. W Nowym Orleanie znajdują się już między innymi Strażnicy Galaktyki oraz agenci S.H.I.E.L.D.- odezwał się w komunikatorach Carol i Tony'ego głos Herbie'ego.
Pomimo zamieszania z uciekającymi, na samym moście było przez ten czas względnie bezpiecznie... Ale niestety nie mogło to potrwać wiecznie. Tym razem jednak to nie Sentinele pojawiły się w pobliżu, aby zaatakować cywili - i prawdę mówiąc nie można było nawet mówić o faktycznym ataku. Zagrożenie nadciągnęło z kierunku, z którego nikt się go raczej w tym momencie nie spodziewał... A mianowicie z samego końca grupki.
Wspomniany już wcześniej utykający mężczyzna koło trzydziestki był jedną z paru osób starających się wcześniej zejść z drogi promieniom energii, które tak czy siak zostały zablokowane przez Iron Mana. Pozostali zdążyli się pozbierać, lecz on jeden siedział przy tyle porzuconego auta, skulony, lekko się kiwający, a nawet mamroczący coś sam do siebie. Cała jego postawa świadczyła o panicznym, wręcz paraliżującym strachu - opuszczona głowa, uniesione ramiona, ręce oplatające przyciągnięte do klatki piersiowej kolana... Nie wyglądało na to, aby zamierzał się ruszyć. Tyle że nie to stanowiło główny problem.
Blacha samochodu za jego plecami zaczynała się wyginać... Topić... I to samo spotykało jezdnię w pobliżu mężczyzny. Nawet powietrze wokół niego falowało, jak gdyby od wysokiej temperatury. Efekty sięgały coraz dalej i głębiej, powoli powodując postępujące zniszczenia - aż w końcu i własne ubrania delikwenta stanęły w płomieniach. Nie wyglądało na to, aby go to zabolało; nie krzyknął, nie poderwał się z miejsca - przeciwnie, skulił się jeszcze bardziej. Jego strój i włosy szybko strawił ogień, odsłaniając rozległe rany pod spodem... Chociaż nie, to nie były oparzenia, których można by się spodziewać w tej sytuacji - skórę mężczyzny pokrywały za to liczne pęknięcia, pod którymi prześwitywała czerwień, pomarańcz, żółć... Blask. Same płomienie przygasły, lecz nie zniknęły całkowicie, trzymając się głównie przy tych wgłębieniach.
Topiące się do tej pory podłoże również zaczęło pękać, a że mężczyzna nie siedział przy samej krawędzi mostu, to z boku ciężko by było powiedzieć jak głęboko sięgały te wszystkie szczeliny. Póki co rozchodziły się na jakieś dwa, trzy metry od niego, ale nie zatrzymywały się. Ich siatka stawała się coraz bardziej gęsta... A wysoka temperatura najwyraźniej również rozciągała się wciąż dalej i dalej, jeżeli sądzić po tym falowaniu powietrza.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 345
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Wrz 22, 2018 11:16 pm

Odrobina radości Starka, związana z nagłymi nadziejami dotyczącymi pokonania Molda i możliwość uratowania dwójki dzieci, które zaczęły przestraszone a skończyły uśmiechnięte, wystarczyła na to, by poświęcić Carol dłuższe spojrzenie. Gdyby to widziała, pewnie natychmiast oberwałby jakąś złośliwością, dotyczącą tego, że jest odrażającym, niepoprawnym podrywaczem i chociaż Ms Marvel powinien sobie odpuścić. Ale co mógł poradzić na to, że Carol była taką piękną kobietą, a on naprawdę był niepoprawnym podrywaczem? Jedna piękna, mokra, półnaga blondynka, raz, by podnieść morale, a potem można wrócić do rzeczy ważniejszych. Jakże cudowny był zasięg wzroku, gdy miało się na sobie hełm Iron Mana.
Jego uwadze nie uszło to, jak gość, ochrzczony przez niego jako Hermes, o mało nie spadł ze swojego glidera i to, jak Danvers go złapała. Znaczyło to tyle, że kobieta przyjęła jego dobre chęci na wiarę, więc Tony też powinien to zrobić i przestać szukać problemów w tym, że nie ma tego mężczyzny w swojej bazie danych. W końcu każdy był kiedyś nieznany, a taki atak był doskonałą okazją by zadebiutować w towarzystwie. No i dochodziła do tego jeszcze rekomendacja ze strony Petera, który mógł sprawiać wrażenie licealisty, ale (podobno) był (podobno) kompetentnym superbohaterem.
Co nie znaczyło, że, kiedy Tony słyszał trochę dziecinne (acz urocze) „Hej, panie Stark!” nie miał ochoty kazać mu wracać do lekcji, bo „To zbyt niebezpieczne. Nie obchodzi mnie, że masz trzydzieści lat.”.
Podleciał do Spider-Mana i spojrzał na niego z góry.
- Jak coś spieprzy, bierzesz to na siebie, dzieciaku. – Powiedział mu, mając na myśli, oczywiście, nieznajomego na gliderze - A i tak musisz jeszcze odpowiadać za własne „plątanie się”.
Niestety wpomnianiemu i Carol widocznie nie szła współpraca jaką zalecił Tony: On klei, ty dezaktywuj. O ile za pierwszym podejściem Danvers mankiet zadziałał jak złoto, o tyle później kobieta postanowiła zaatakować w pełni sprawnego robota. Stark uznał, że już nawet nie będzie krzyczeć, pytając się, co ona wyprawia. Naprawdę, powinien się już przyzwyczaić, że jego przyjaciółka bywa tak nierozsądna jak on. Albo zacząć brać jakieś leki na serce.
Jakby wybuch reaktora to było mało, to Hermes też popisał się geniuszem i rzucił bombą w wybuchowe roboty.
Stark mógł tylko zakląć, patrząc, jak odłamki rozpryskują się po okolicy. Nie zrobiły nikomu krzywdy, ale miały duże szanse i to wystarczyło, by Peter mógł wyczuć od Iron Mana aurę dezaprobaty.
- O, takie coś spieprzy. – podkreślił, wracając uwagą do tego, co działo się w ich okolicy. Chociaż nie było tam naprawdę nic ciekawego. Cywile mieli pewne problemy z ewakuacją, ale ich życiu nie zagrażało bezpośrednie niebezpieczeństwo. – Co do planu, pomóż mi z przeprowadzeniem ich do końca… - urwał, usłyszawszy w komunikatorze głos Herbiego.
- Och, do jasnej cholery, czy nie możesz mieć jakichś dobrych wieści!? – krzyknął bezradnie, kierując to właściwie do wszechświata, nie do komputera.
Tylko tego im brakowało. Chociaż, czy było to zaskakujące? W czasie powszechnej paniki zawsze znajdywał się ktoś, kto był silniejszy i umiał tę siłę wykorzystać znacznie lepszy niż jako groźbę. Jako obietnicę. Niestety, historia pokazywała, że w desperackich czasach ludzie często oddawali swoją wolność w ręce pierwszej osoby, która miała do zaoferowania coś więcej, coś, czego nie dał im dotychczasowy porządek. Tony mógł mieć tylko nadzieję, że mieszańcy Nowego Orleanu wiedzą o świecie na tyle dużo, by nie iść na zaproponowany układ. Naprawdę, nie miał ochoty zaraz po pozamiataniu złomu lecieć obalać jakiegoś niedrobionego dyktatora.
- Masz o nim jakieś jeszcze informacje? – zapytał już bardziej rzeczowo, wmawiając sobie, że nie jest tak źle i kontrolują sytuację.
Oczywiście, wtedy okazało się, że nie jest tak źle tylko jeszcze gorzej.
Najpierw zbroja zarejestrowała gwałtowny wzrost temperatury. Potem, gdy Tony odwrócił się od Petera by zlokalizować źródło ciepła, usłyszał nieprzyjemny dźwięk pękającego betonu. W tej chwili był tak przerażający, że wydawał się przebijać ponad wszystkie inne odgłosy w okolicy. Jeśli most się zawali… Nie, nie mógł się zawalić. Nie od takich pęknięć, konstrukcja była na to zbyt solidna. Chyba, że mężczyzna, którego Stark zidentyfikował jako źródło ciepła nagle eksploduje. Wtedy może być niewesoło.
- Zajmij się ludźmi, Pete. – powiedział ciszej do Spider-Mana, a w jego głosie słychać było napięcie, przebijające się nawet przez nienaturalne brzmienie syntezatora mowy w zbroi. Nie czekając na odpowiedź, poleciał do skulonego mężczyzny.
Facet nie wyglądał na kogoś, kto wie, co się dzieje. Widać było, że kontrolę nad nim przejął paraliżujący strach. Czyżby był mutantem, który właśnie odkrył swoje moce? To brzmiało prawdopodobnie, chociaż istniało też sto innych opcji. Pewne było tylko to, że zagraża bezpieczeństwu ich wszystkich i nie robi tego z własnej woli. Jak każdy niewinny człowiek, potrzebuje ratunku.
Skulone ciało emitowało temperaturę ponad tysiąca dwustu stopni. Zbroja Iron Mana mogła wytrzymać tysiąc siedemset, więc Tony podjął dość impulsywną, acz w tej chwili chyba jedyną słuszną decyzję – złapał mężczyznę i wzbił się z nim w powietrze, oddalając się kawałek od uszkodzonej konstrukcji.
Tylko co dalej?
Czekać aż wybuchnie? Wrzucić do wody? Polecieć na tyle wysoko, że jeśli dojdzie do najgorszego, straty będą minimalne? Żadna z tych opcji nie brzmiała kusząco, bo, wbrew powszechnej opinii, Tony nie był fanem umierania za sprawę. A jeszcze mniej lubił podejmowanie decyzji narażających życie kogoś, kogo chciał uratować.
- Carol? Mamy problem. – powiedział do Ms Marvel. Mógł być Silnym i Niezależnym Mężczyzną, ale tutaj przydałaby się pomoc kogoś, kto może absorbować energię.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 151
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Nie Wrz 30, 2018 7:40 pm

W odpowiedzi na wcześniejsze zapytanie, Tony usłyszał wyłącznie zwięzłą, nie mówiącą wiele, wypowiedź Visiona:
- Próbuję się tego dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jessica Jones

avatar

Liczba postów : 60
Data dołączenia : 05/08/2016

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Wto Paź 02, 2018 3:24 pm

Na jej szczęście wyglądało na to, iż roboty w pełni skupiły na sobie uwagę tej bardziej krwiopijczej części ludności, dzięki czemu bez większych problemów mogła odlecieć w wybranym przez siebie kierunku. Z każdym przebytym w ten sposób metrem coraz bardziej uświadamiała sobie, że ucieka od jednego problemu prosto w oblicza kolejnego. Problemu, o którym próbowała wspomnieć Carol i o którym mowa była w otrzymanej dopiero wiadomości. To co działo się nad rzeką w jej oczach było jednak ledwie skromną igraszką w porównaniu do wydarzeń toczących się w przykrytym ciemnymi chmurami Brooklynie.
Po związanych z tym przejściach tym razem Jessica nie zamierzała pchać się w sam środek akcji, przynajmniej dopóki okoliczności same jej do tego nie zmuszą. Miała dość trwającej od kilku godzin walki o swoje życie i prawdę mówiąc pragnęła już tylko tego, by ten dzień wreszcie dobiegł końca. Niestety raczej nie nastąpi to zbyt szybko. Wciąż miała jeszcze kilka spraw do załatwienia. Na szczęście dla wszystkich w te zdarzenia zaangażowani byli najważniejsi bohaterowie Nowego Jorku. Przynajmniej w części, bo oprócz Starka i Danvers w walce zdawał się brać również udział Spider-Man oraz ktoś kogo nie rozpoznawała. Ktoś nowy? Ktoś stary w nowszych trykotach? Dowie się później. Faktem było, że ani jedno, ani drugie nie stanowiłoby dla niej ogromnego zaskoczenia. Starzy bohaterowie zmieniali swój wizerunek dość często, a ci nowi w ostatnim czasie rośli jak grzyby po deszczu.
Biorąc to pod uwagę pomyślała, że nic się nie stanie jeśli pozwoli sobie na chwilę odpoczynku. Dlatego nawet na chwilę nie zatrzymując się przy uczestniczących w starciu, na przykład po to by spytać o to czy potrzebują pomocy, przeleciała na drugi brzeg East River i nie bacząc właściwie na nic zasiadła na ławce stojącej przy biegnącej wzdłuż rzeki parkowej promenadzie, skąd będzie miała całkiem dobry widok na wydarzenia mające miejsce przy moście łączącym Manhattan z Brooklynem. Nie ruszy się stamtąd póki sytuacja na niej tego nie wymusi lub póki walki nie ustaną i nie będzie mogła swobodnie zamienić paru słów z Carol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Paź 19, 2018 8:56 pm

Prawdę mówiąc Harry powinien był się spodziewać, że Parker nie będzie w stanie się powstrzymać i coś palnie. Nie oczekiwał tylko, że takich cosiów będzie aż tyle - głupota za głupotą, przez co mężczyzna nie mógł się zdecydować czy pająk faktycznie miał po prostu za długi język, czy może umyślnie starał się go wyprowadzić z równowagi... Bo jeżeli w grę wchodziło to ostatnie, to szło mu całkiem nieźle, nawet jeżeli Osborn próbował w miarę możliwości tego po sobie nie okazywać. Stawiał na głęboki, miarowy oddech i myślenie o tym, jak bardzo sponiewiera ścianołaza podczas sparingu. Ta wizja rzeczywiście poprawiała mu trochę nastrój... Momentami wręcz przywoływała na jego usta uśmiech, na który na szczęście mógł sobie pozwolić, bo dzięki masce i tak nikt nie był w stanie go dostrzec.
Mimo to jeszcze w trakcie pierwszego monologu Petera Harry odszukał wzrokiem Mścicielkę, wyraźnie obracając też głowę twarzą w jej stronę, aby pomimo szkieł kobieta miała pewność, że na nią spoglądał. W końcu mu na tym zależało. Choć nie zamierzał jeszcze zwracać się bezpośrednio do Parkera, to głos podniósł tak czy siak, niby to po to, aby Ms. Marvel mogła go bez problemu usłyszeć... Ale wiedział, że w takim wypadku pająk również wyłapie jego słowa.
- Nie myślisz czasami, że on kiedyś jednak miał osiem kończyn, tylko resztę już mu ktoś zirytowany wyrwał? Bo sam nie wiem, chwilami nachodzi mnie taka dziwna ochota... - wspomniał opanowanym, lecz wyjątkowo lekkim tonem, jak gdyby rozważał, ot, zwykłe napicie się kawy, a nie mówił o pozbawianiu kogoś ręki czy nogi. Ledwo zresztą zamilkł, a dobiegł go ciąg dalszy łgarstw Parkera, ten niby o uczeniu i plątaniu się pod nogami. Na sekundę Osborn zacisnął szczęki, nim zmusił się do ich rozluźnienia.
- I jest bardzo, ale to bardzo silna - podkreślił tym samym tonem, licząc na to, że i ten fragment dotrze do jego drogiego, wspaniałego, notorycznie kłamliwego przyjaciela. Choć może z tą obsesją akurat trafił... Ale i ślepej kurze trafiało się czasem ziarno, więc to jeszcze o niczym nie świadczyło. No i tak czy siak chodziło o inny rodzaj obsesji - bo Peter najwyraźniej starał się przedstawić go jako swojego fana, podczas gdy Harry nie mógłby być od tego dalszy. Jego natrętne i skupiające się na pająku myśli dotyczyły raczej tego, w jaki sposób mógłby go znaleźć, złapać i zamęczyć... Z morderczym finałem, bo może faktycznie pierwsze trzy punkty pasowałyby jeszcze do niektórych fanów. Do takich, nazwijmy to... Szczególnie oddanych.
Na szczęście - chyba szczęście - wkrótce potem sytuacja znów zaczęła wymagać od Osborna większego zaangażowania, przez co przestał słuchać dalszych komentarzy Parkera. Może przez jego skupienie przedarłyby się jakieś wyjątkowo skandaliczne, ale przeciętnie denerwujące na pewno puszczałby teraz mimo uszu. Może jednak powinien być wdzięczny tym robotom, że zafundowały mu przynajmniej jakieś zajęcie... I sposób na rozładowanie emocji. Bez robienia krzywdy żywym istotom, albo raczej jednej konkretnej żywej istocie.
Przez krótką chwilę mężczyzna koncentrował się na swoim zadaniu, lecz wreszcie wybuch w pobliżu Ms. Marvel przykuł na moment jego uwagę. Niestety Harry nie znajdował się na tyle blisko, aby w ogóle opłacało mu się spróbować polecieć jej na pomoc. Wątpił, aby miał zdążyć na czas do niej dotrzeć i ją złapać, szczególnie zmuszany do zygzakowania dla własnego bezpieczeństwa, a poza tym po cichu liczył na to, że w razie czego kobietę podtrzyma sam Cthulhu... Ale na szczęście szybko okazało się, że nie było to potrzebne, bo Mścicielka sama mogła zatrzymać się w powietrzu. W porządku. Ci latający o własnych siłach to jednak mieli dobrze... Aż im zazdrościł.
Później zaś Osborn spróbował już z granatem... I skończyło się to tak, jak się skończyło. Tak naprawdę nie mógł narzekać, bo swój cel osiągnął, a nikomu przecież nic się nie stało - nic poważnego - bo umyślnie zaatakował z daleka od Ms. Marvel i sam również prędko się oddalił, więc swoje sumienie uważał za krystalicznie czyste. Z drugiej strony od dawna sprawiało mu pewne problemy, a raczej właśnie nie zgłaszało żadnych, choć prawdopodobnie powinno, więc może nie powinien liczyć na jego wyrzuty jako na miarę moralności swoich poczynań... No, trudno. Nieistotne. Robot zniszczony? Zniszczony. Próba zakończona sukcesem, informacje zebrane, wnioski wyciągnięte - a przy kolejnych maszynach mężczyzna wrócił już do bombek klejowych. Dobrze, że pancerz chronił go przed obrażeniami, bo inaczej chyba wyszedłby z tego z jakimiś siniakami... Przynajmniej do czasu, aż serum by ich nie usunęło. Najpewniej poradziłoby sobie z nimi dość szybko, ale jeżeli miał po tym wszystkim wrócić do firmy... No właśnie.
W pewnym momencie coś jasnego i niespodziewanego mignęło Harry'emu na skraju pola widzenia, lecz w oddali, w związku z czym nie zainteresował się tym od razu, uznając to coś za mniej priorytetowe. Na początek upewnił się, że nic nie chciało go zaatakować, zadbał o zlepienie granatami przodów - typowo głów i ramion - reszty robotów... I dopiero wówczas zerknął w kierunku mostu, bo to gdzieś tam zauważył ten blask. Ogień? Pewnie nic dziwnego, w tych okolicznościach nie byłoby trudno o mały pożar. Nawet ataki tych maszyn mogłyby go łatwo wywołać... Ale nie powinien mieć wielkiego pola do popisu, jeżeli chodziło o rozprzestrzenianie się. No i ktoś tak czy siak już tam przecież był - Parker i Iron Man.
Osborn pewnie od razu przestałby się tym przejmować, gdyby nie fakt, że ten ostatni ruszył do płomieni... I najwyraźniej zgarnął z mostu ich źródło, w dodatku nie upuszczając go natychmiast do wody, aby je po prostu zgasić. To wystarczyło, aby zainteresowanie mężczyzny wzrosło, a on sam przyjrzał się lepiej, dokładniej - i zorientował się, że w rękach Avengera spoczywał teraz, cóż, wypadałoby powiedzieć, że człowiek, choć obecnie trochę mniej ludzki. Mutant, eksperyment - oby nie jego firmy - lub ktoś podobny... Harry odnosił wrażenie, że z każdym dniem było ich na świecie coraz więcej.
Ledwo o tym pomyślał, a w jego polu widzenia pojawiła się kolejna latająca postać - co w tym momencie nawet go już nie zaskoczyło. Zdziwił go natomiast ten szczegół, że mijająca ich kobieta nie spróbowała się zatrzymać, aby zaoferować im pomoc... Ale z drugiej strony nie każdy był bohaterem. On sam nim nie był, więc nie powinien się odzywać. Jak to o nim świadczyło, że właśnie zastanawiał się nad powodami, dla których ktoś postronny nie zaoferował ryzykowania swojego zdrowia i życia dla innych, obcych? Przecież to było właśnie zachowanie normalne dla człowieka - egoisty z natury. W pewnym sensie wręcz je pochwalał. Przynajmniej było szczere i prawdziwe.
Jak gdyby chcąc pozbyć się tych wszystkich myśli, Osborn potrząsnął głową, po czym zerknął kontrolnie na sytuację z robotami i skierował glider w stronę mostu. Skoro Stark znalazł inne zajęcie, to być może powinien wskoczyć na jego miejsce przy eskortowaniu cywili... Jakoś nie wierzył w to, że Parker sam sobie z tym poradzi. Z jego szczęściem sprowadzi na nich tylko jakieś kłopoty... Nie, zdecydowanie potrzebował opieki. To jest nadzoru.
- Co tam mówiłeś o podziwie, obsesji i plątaniu się pod nogami, mój przyjacielu? - spytał zwodniczo miłym tonem, przelatując w pobliżu pająka, lecz nie zatrzymując się przy nim, ani nawet się na niego nie oglądając. Zamiast tego udał się od razu ku uciekającym, przez krótką chwilę podróżując nad nimi, aby ich zliczyć i zorientować się kto najpilniej potrzebował pomocy... Oraz, zgoda, aby usłyszeć odpowiedź Petera. Dopiero wówczas opadł niżej, aby zgarnąć przed siebie - dla łatwiejszego upilnowania i przytrzymania - na glider jedną czy góra dwie osoby z puli tych najbardziej wymagających podwózki. Na krótkim dystansie maszyna nie powinna mieć problemów z takim obciążeniem, szczególnie w przypadku dzieci. Wystarczyło tylko dotrzeć na brzeg, odstawić żywy bagaż... I zawrócić do grupki, aby powtórzyć cały proces.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Paź 25, 2018 7:22 pm

Peter słuchał uważnie gdy tylko Iron Man odpowiedział na jego pytania, dorzucając oczywiście swoje dwa grosze. Mężczyzna będąc teraz w kuckach na jednym z przewróconych samochodów obserwował uważnie Starka, marszcząc lekko czoło na informacje o jego własnym plątaniu się. Przecież zawsze doskonale wiedział co robi i na pewno nie wpadał innym pod nogi. Na pewno. Owszem, miał tendencję do przebywania w wielu miejscach w złym czasie i wszędzie było go pełno, ale nie robił tego specjalnie. Nie potrafił wysiedzieć w miejscu widząc, że może coś zdziałać kilkadziesiąt metrów dalej. Teraz aczkolwiek starał się pohamować.

Nawet ewentualna odpowiedzialność na wybryki Harry’ego wydawała mu się zabawna. No bo przecież jeśli coś by zepsuł, obydwaj wiedzieli że Parker nie dałby mu z tym spokoju przez długi czas. Prawdopodobnie wypominałby to przy każdej możliwej okazji tylko po to aby nieco mu dogryźć. Co z kolei nie było niczym nowym. Tak czy siak, nawet możliwe konsekwencje nie popsułyby tego Peterowi.

Chłopak już miał na twarzy szeroki uśmiech.. dopóki nie usłyszał wybuchu i zorientował się, czyja to była sprawka. No tak, to tyle jeśli chodzi o odpowiedzialność.. Peter westchnął ciężko i pokręcił głową również w dezaprobacie, wstając z poprzedniej pozycji i masując nieco nadgarstki, przy okazji poprawiając wyrzutnię sieci.

- Tak.. jest dość, um, wybuchowy. – wymamrotał brązowowłosy, teoretycznie do Starka ale bardziej chyba do siebie, nie przejmując się szczególnie czy w ogóle go usłyszał. Chłopak pokiwał za to głową gdy tylko mężczyzna zaczął mówić, cierpliwie czekając aż skończy rozmowę z.. kimkolwiek rozmawiał. Na pewno nie było to do Parkera, tyle potrafił stwierdzić. Przyzwyczaił się do częstych zmian odbiorców w przypadku Starka gdy ten coś mówił, także w gotowości dalej czekał na dalszą część przekazu i gdy tylko ona nastąpiła, pokiwał głową.

- Jasne. – Peter pochylił się nieco, nim ruszył przed siebie w stronę grupki ludzi, która dalej znajdowała się na moście i miała odciętą drogę przez resztki samochodów czy też konstrukcji mostu. I szczerze mówiąc, dopiero teraz Pająk uświadomił sobie że Harry tak właściwie coś wcześniej do niego mówił. Był nieco roztrzepany momentami, cóż zrobić.

Podczas gdy myśl o wyrwaniu kończyn nie napawała go optymizmem, osiem ramion byłoby całkiem przydatne.. miałby wtedy znacznie więcej możliwości, musiał przyznać. Mimo to słowa przyjaciela jakoś nie wywarły na nim szczególnego wrażenia, co nie znaczy że nie wyczuł do czego zmierzał. Wyczuł aż za dobrze i wiedział, że odczuje to podczas ich sparingu. Ale było warto.

Jego uwaga przekierowana została momentalnie gdy tylko usłyszał jego głos raz jeszcze, spoglądając w górę i słuchając uważnie. Oh, tak więc pogrywali? W porządku. Uśmiechając się szeroko, Peter zaczepił pajęczynę o glider Osborna gdy ten przelatywał w pobliżu, używając maszyny jako punktu zaczepienia by móc podskoczyć nieco bliżej, przyciągając się na sieci wystarczająco blisko Harry’ego, aby odpowiedzieć na jego zaczepkę.

-Mówiłem, że wciąż się uczysz. Także śmiało proś mnie o pomoc jeśli coś będzie cię przerastać, rybko. – odparł mężczyzna, z premedytacją odwołując się do wcześniejszego porównania do tuńczyka. Nie mógł sobie tego odpuścić, czuł że wyjątkowo działało to na nerwy Harry’ego, a właśnie to próbował osiągnąć. Chciał nieco go podrażnić, poirytować. Każdy inaczej radzi sobie ze stresem, prawda?

Peter w końcu wylądował w pobliżu wcześniej upatrzonej grupki, od razu zabierając się do pracy. Póki co musiał tylko nieco poodsuwać przeszkody na ich drodze i pomóc im się wydostać, by następnie ktoś inny mógł ich odeskortować bezpiecznie na brzeg. On sam nie do końca miał taką możliwość, a wizja znalezienia się w wodzie nie była jego ulubioną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 448
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pią Paź 26, 2018 10:35 am

Nieco skołowana patrzyła na Parkera, gdy ten wygłaszał swój monolog i podważał to, co mówi Harry. Albo wymyślał coś, co zostanie zapamiętane przez co poniektórych. A to było ciekawe i zawsze będzie można wykorzystać w przyszłości.
Pozostaje jedynie żałować, że myśleli o kończynach, a nie o języku! — odpowiedziała Carol, zwracając się w stronę Osborna. Z pewnością byłoby to wygodniejsze, aby pozbyć gadatliwego Petera języka niż kończyn - i tak był w stanie się poruszać, ale wciąż potrafił gadać od rzeczy. Można było jednak się do tego przyzwyczaić.
Spider-Man, przestań podrywać. Zajmiesz się tym później.
Danvers nie zdziwiła się kolejnym atakiem ze strony Sentineli. Pamiętając jednak, w jakim stanie była jej koszulka i jak niewiele brakowało do tego, aby być w częściowym negliżu to zdecydowała się na zmianę stroju. Harry, znajdujący się wówczas nieopodal, mógł zauważyć pierścień energii, jaki pojawił się wokół kobiety i jaki z pewnością nie należał do maszyny, która niedługo potem wybuchła. W następnej chwili Carol - po raz kolejny - mogła pochwalić się czarnym strojem z żółtym emblematem.
Rozejrzała się kontrolnie, zwracając uwagę na kiwające się macki, migające i wybuchające granaty, coraz bardziej wykończonego Starka, rozgadanego Pająka i Harry’ego, który najspokojniej - a przynajmniej w porównaniu do poprzedników - podchodził do całej sytuacji.
Ms. Marvel nie zwracała też uwagi na to, co działo się na moście czy brzegach obu dzielnic. Nic więc dziwnego, że nie zauważyła Jessiki Jones obserwującej całą zabawę, czy spanikowane towarzystwo, które przenosiło się na pewniejszy grunt.
Przemieszczała się zarówno między Sentinelami, jak i mackami, starając się tych pierwszych unieszkodliwić. Albo za pośrednictwem mankietu, albo z użyciem swojej energii. Z tego drugiego korzystała głównie w momentach, gdy zdążyła zauważyć sklejone roboty, o co zadbał Osborn. Było to łatwiejsze o tyle, że przynajmniej szybciej poszłoby zniszczenie robotów.
Tony — odezwała się Carol. — Mamy mnóstwo problemów. Nie mam teraz czasu, żeby wszystkie wyliczyć, ale jak tylko… Co się dzieje? — przerwała swój krótki, nieco kierowany zirytowaniem wywód, gdy spostrzegła to, do czego nawiązywał przyjaciel. Nie dość, że można było odczuć ciepło od strony mostu, to i obraz stawał się mniej wyraźny. Od razu się tym zainteresowała i jeśli nie było żadnych robotów, które mogłyby jej przeszkodzić, to kiwnęła w stronę Harry’ego, dając mu tym samym znak, że musi sobie poradzić. Sam lub z Peterem.
Carol skierowała się w stronę Starka.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 345
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Sob Lis 03, 2018 9:15 pm

Tony miał to szczęście, że słyszał wszystko. Czujniki dźwięku w zbroi bezbłędnie wyłapywały rozmowy na polu bitwy, co było bardzo praktyczne, w wypadku, w którym nie wszyscy mieli komunikatory. Przynajmniej wtedy komunikacja jakoś dawała radę jednostronnie. No i zawsze mógł zbierać mniej lub bardziej przydatne informacje, jak chociażby taka, że Parker i jego kolega znali się zaskakująco dobrze. Zdecydowanie za dobrze jak na superbohatera i jego fana, co wyraźnie słychać było po rozmowach. Iron Man nie miał zamiaru prawic mu kazań na temat „sekretnej tożsamości bohatera”, bo sam jakoś pogardzał taką ideą. Jednak Spider-Man zawsze oddzielał swoje prywatne życie od tego małego, niebezpiecznego hobby jakim było latanie w spandeksie między wieżowcami Nowego Jorku, więc naprawdę interesującą kwestią było to, kto poznał jego tożsamość. I przy okazji się z tym nie krył, ani w żaden sposób tego nie rozgłosił.
Nie miał jednak zbyt wiele możliwości, by rozważać ten temat – nawet jego wielozadaniowość trochę wymiękała, kiedy miał na rękach płonącego człowieka. Uznał, że porozmawia z Peterem później i zatrzymał się najwyżej jak mógł, nie ryzykując przy tym, że ciśnienie zrobi krzywdę jego pasażerowi mimo woli. Musiał przyznać, że nie miał pomysłu, co może zrobić dalej, poza czekaniem na Ms Marvel. Ta na szczęcie nie kazała mu tego robić długo. Nawet darowała sobie ich kolejną programową potyczkę słowną tylko niemal od razu pojawiła się obok.
- Doceiem kobiety, które potrafią się tak błyskawicznie przebrać. – powiedział, zerkając wymownie na jej strój. Nie czekając na odpowiedź, wcisnął jej tego gorącego faceta, tak jak na spotkaniu rodzinnym wciska się kuzynce jej zaślinione, zapłakane dziecko, które jej zdaniem bardzo chciałeś potrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3849
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Pon Lis 05, 2018 6:33 pm

Jessica nie miała żadnych problemów z przeleceniem na drugą stronę rzeki. Większość robotów w tej okolicy koncentrowała się nad wodą, lecz pomiędzy bohaterami i Krakenem maszyny posiadały dość zajęć... A w dodatku i tak zostały tutaj już głównie ich niedobitki. Więcej Sentineli przebywało na przykład gdzieś dalej na ulicach, parę dało się dostrzec pomiędzy budynkami, przez co puszczanie cywili samopas w poszukiwaniu schronienia mimo wszystko mogło się okazać nieco ryzykowne, ale przy brzegu robiło się... Bezpieczniej. Kolejne osoby na własną rękę lub z pomocą opuszczały most, garstka jeszcze na nim została, ale nawet biorąc to pod uwagę - sytuacja i tak zdawała się wyglądać coraz lepiej. W tym miejscu.
W pewnym sensie roboty mogły sądzić tak samo, gdyż dwa z nich - kroczące kawałek dalej wzdłuż rzeki, tak naprawdę słabo widoczne, ale sprawiające wrażenie patrolujących, bo w ich najbliższym otoczeniu brakowało ludzi, których mogłyby zaatakować - uruchomiły silniki odrzutowe i wzniosły się właśnie w powietrze. O dziwo nie skierowały się ku walce rozgrywającej się nad wodą, lecz zawróciły w stronę budowli, być może po to, aby poszukać sobie lepszej lokacji i potencjalnych ofiar. Istniała szansa, że tam dopadnie je ktoś inny.
Zanim Tony doleciał do Carol, kobieta zdążyła unieszkodliwić kolejne dwa z pozostałych czterech Sentineli, oba sklejone, co minimalnie ułatwiło jej z nimi robotę. Rzecz jasna miała też czas mu odpowiedzieć - a następnie rozejrzeć się, aby ustalić położenie ostatnich dwóch maszyn. Dobrze zresztą zrobiła, bo jedna z nich była nią zainteresowana; obróciła się tak, aby móc do niej wycelować i właśnie zamierzała wystrzelić, gdy opadająca po skosie macka zmiotła ją ku falom niczym ogromna packa na muchy.
To oznaczało, że nad rzeką ostał się jeden robot, który w danym momencie nie robił Carol problemów, przez co kobieta mogła wylecieć Iron Manowi na spotkanie i przyspieszyć wymianę "bagażu". Ms. Marvel miała tego Sentinela za swoimi plecami, więc pewnie nie zwróciła na to uwagi, lecz z kolei Tony mógł już ujrzeć dalsze próby ostrzału macek... I wreszcie podejście kilku z nich do zmiażdżenia robota. Niestety maszyna na czas wycofała się wyżej, ledwo unikając ciosu, po czym zawisła na moment w bezruchu, jak gdyby analizowała swoją sytuację. Potrwało to krótko i zaraz potem wystartowała w stronę mostu, porzucając Krakena na rzecz - najpewniej - resztek uciekających osób, znajdujących się teraz blisko zejścia na ląd, eskortowanych przez Spider-Mana i Goblina. Oczywiście po drodze do nich miała jeszcze Ms. Marvel i Iron Mana.
Być może Herbie poświęcił ten czas na gromadzenie informacji, a może zdobył je już wcześniej, tylko umyślnie wstrzymał się z zabieraniem głosu, aby nie przeszkadzać bohaterom w planowaniu i działaniu - a dokładniej Carol i Tony'emu, bo to w końcu do nich zwracał się przez komunikatory. Grunt, że AI odezwało się do tej dwójki z pewnym opóźnieniem:
-W religiach i mitologiach Ogun jest patronem wojowników, żołnierzy i kowali. Na ogół opisują go jako agresywnego, nieustraszonego, bezpośredniego, władczego oraz podejrzliwego, lecz szczegóły różnią się między wersjami. Jego zachowanie na telewizyjnym nagraniu zdaje się potwierdzać niektóre z tych cech. Dostępne mi materiały sugerują, że część mieszkańców Nowego Orleanu jest skłonna oddać się pod jego opiekę- streściło sytuację.
Rzecz jasna w tym czasie Carol miała już na rękach wciśniętego jej mężczyznę, więc mogła nie skupiać się na tej wiadomości. Na szczęście bez problemu potrafiła wchłaniać emitowaną przez niego energię cieplną, czyli najwyraźniej była ona naturalna lub przynajmniej pozbawiona niespodzianek. Płomienie zmalały, choć w dalszym ciągu paliły się w pęknięciach na skórze poszkodowanego. Kłopot sprawiało natomiast coś innego... Otóż od ciała cywila zdawały się rozchodzić drgania, które najprawdopodobniej odpowiadały za powierzchowne zniszczenia na moście. Wcześniej z pewnością czuł je Tony, a teraz jego koleżanka po fachu również musiała się z nimi zmierzyć. Co prawda nie były jeszcze w stanie uszkodzić ani zbroi, ani wzmocnionego ciała Ms. Marvel, ale dało się wyczuć, że stopniowo robiły się silniejsze.
Sama powłoka zewnętrzna mężczyzny również zdawała się zmieniać - nie tylko przez pojawianie się kolejnych pęknięć. Przede wszystkim pociemniała i wyglądała na utwardzoną, nie przypominając do końca kamienia czy naturalnego pancerza, lecz coś trochę do nich zbliżonego... Jak gdyby to początkowe spalenie w jakiś sposób ją zmutowało. Na pewno nie była to już zwykła skóra, a i wnętrze ciała cywila musiało ulec zmianom, skoro w środku najwyraźniej znajdował się ogień, zaś z dziur nie wypływała ani kropla krwi.
Blask zdawał się nawet padać z zamkniętych oczu mężczyzny, przedzierając się w miejscu zetknięcia się powiek. Podobnie wyglądała sytuacja uszu, nosa czy ust - z czego te ostatnie były rozchylone. O dziwo cywil nie krzyczał, przynajmniej już nie teraz, choć oddychał głośno, ciężko i panicznie, skamląc od czasu do czasu. Szczęki miał zaciśnięte. Albo go bolało, albo po prostu był przerażony... Albo jedno i drugie. Nie próbował się też wyrywać, jego szarpnięcia sprawiały wrażenie nieskoordynowanych i przypadkowych. Nie zareagowałby na próby nawiązania z nim kontaktu. Pytanie więc... Co z nim zrobić?

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Harry Osborn

avatar

Liczba postów : 57
Data dołączenia : 27/04/2014

PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   Czw Lis 08, 2018 9:50 pm

Harry doskonale poczuł moment, w którym coś przylepiło mu się do spodu glidera i nie musiał nawet spoglądać w tym kierunku, aby potwierdzić swoje przypuszczenia odnośnie tego, co to dokładnie było. Och, jaką miał ochotę wykręcić ostrzej maszyną albo przynajmniej odchylić ją w taki sposób, aby pająkiem zarzuciło na dowolny pobliski fragment konstrukcji mostu! Przecież nie stałaby mu się od tego od razu poważna krzywda, obrywał już gorzej, w tym od samego Osborna - zresztą zarówno starego, jak i młodego - więc to nie tak, że ktoś mógłby mieć do niego prawdziwe pretensje za taki manewr... Ms. Marvel może by mu nawet pogratulowała pomysłu... Ale pewnie mimo wszystko nie powinien pokazywać się Mścicielom od takiej strony. Mogliby nie uwierzyć w to, że stało się tak czystym przypadkiem i jeszcze zrobiliby się względem niego podejrzliwi. Takich problemów nie potrzebował.
Chcąc, nie chcąc, mężczyzna nabrał więc powietrza głęboko w płuca, a następnie wypuścił je z nich powoli i miarowo, dając sobie kilka sekund na to, aby się uspokoić i bardzo ostrożnie w żaden zauważalny sposób nie zareagować na poczynania Parkera... Ani na tekst, który za nimi podążył. Nie zamierzał dawać mu tej satysfakcji... Teraz. Nie przy innych ludziach. Później, gdy zostaną już sami - tak, wtedy ścianołaz będzie cierpiał. Ciekawe czy zdawał sobie z tego w ogóle sprawę? Prawdopodobnie tak, to Harry by obstawiał. Najpewniej po prostu nie mógł się powstrzymać. I dobrze. Przynajmniej oberwie za coś, co robił świadomie i z premedytacją. Sprawiedliwości stanie się zadość.
- To słodkie, że tak się o mnie martwisz, skarbie, ale przypominam, że z nas dwóch to póki co ty zdążyłeś zostać poturbowany przez te roboty, a ja radzę sobie z nimi świetnie - rzucił, a że Peter już się od niego oddalał, to siłą rzeczy musiał trochę podnieść głos... I ktoś mógłby pomyśleć, że w tych okolicznościach, przy takich słowach, jednak by mu to przeszkadzało, ale w rzeczywistości ani trochę. Przeciwnie, nie miał nic przeciwko temu, aby Ms. Marvel czy Iron Man go usłyszeli, choć nie był pewien czy przy tym dystansie mogli.
Powód takiego stanu rzeczy był prosty, lecz Harry zakładał, że nikt i tak na niego nie wpadnie, dlatego właśnie pozwolił sobie wprowadzić ten pomysł w życie. Oczywiście jego wypowiedź brzmiała tak, jak gdyby między nim i pająkiem coś było... Albo raczej tak, jakby sobie z niego żartował, z naciskiem na to ostatnie. Podejrzewał, że Mściciele obstawią właśnie tę drugą opcję, bo w końcu od początku się z Parkerem wzajemnie drażnili, ale jeżeli nawet nie... To tak czy siak nie miał tutaj nic do stracenia, a co nieco do zyskania. Niech zakładają najgorsze, a Peter jeszcze będzie się przed nimi gęsto tłumaczył... I uwierzą mu albo nie. Ważne, że odnotują, iż byli z pająkiem w bliskiej relacji, przyjaznej lub - ze względu na rybkę i skarb - romantycznej, a to powinno postawić Osborna na niezłej pozycji. Jak lepiej zdobyć czyjeś zaufanie, jeżeli nie przez pokazanie, że ktoś inny zaufany - i doświadczony, powszechnie znany, na swój sposób pewnie wręcz lubiany - już ci ufał? No właśnie.
Odstawiając pierwszą parkę poza most, Harry zyskał krótką chwilę, aby sobie to wszystko porządniej przemyśleć. Jego wnioski były... Intrygujące i odrobinę niespodziewane, jeżeli miałby być ze sobą w zupełności szczery. Otóż nie tylko sprawianie takiego wrażenia wcale mu nie przeszkadzało, ale wręcz go bawiło, po części dlatego, że ciekawiło go kiedy Peter w końcu pęknie - i jak to będzie wyglądało. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Parker potrafił długo ciągnąć żart i odbijać piłeczkę. Pytanie tylko czy zorientuje się, że w tym wypadku tego właśnie Osborn od niego oczekiwał...
- To co, po wszystkim zaprosisz mnie na kawę i jeszcze trochę podbijesz sobie ego przechwałkami przed sparingiem? - dorzucił więc, gdy tylko powrócił po kolejnych pasażerów i akurat na moment znalazł się w pobliżu ścianołaza... Być może umyślnie, ale tego nikt mu nie mógł udowodnić. Co prawda miał też ochotę zagadnąć przyjaciela o to, co takiego właściwie stało się na moście, że Stark aż musiał z niego w trybie natychmiastowym kogoś usunąć, ale z drugiej strony jedno spojrzenie na popękaną nawierzchnię i tak wiele mu mówiło, więc chyba nie musiał wnikać we wszystkie szczegóły. Tyle że... Zostawała jeszcze jedna kwestia, którą chyba nikt się do tej pory nie zajął.
- Przy okazji, nie myślałeś o tym, by na wszelki wypadek zlepić siecią tamte szczeliny? - zagadnął, w tym momencie mając już na gliderze kolejne dwie ostrożnie podtrzymywane osoby. Sam mógłby zaoferować pomoc pod postacią granatów klejowych, ale miały w końcu to do siebie, że wybuchały, a odrzut niekoniecznie polubiłby się z tymi dziurami. Co prawda Harry nie sądził, aby były na tyle głębokie, żeby stanowić jakiekolwiek niebezpieczeństwo dla mostu, ale pewnie lepiej było dmuchać na zimne. A nuż w drogę uderzy coś jeszcze, a tamta siatka wgłębień posłuży za wzór, wzdłuż którego struktura będzie się mogła załamać. W takim wypadku nawet pajęczyna może coś zmienić... Na przykład kupić trochę czasu na ucieczkę lub znalezienie lepszego rozwiązania.
Po zwróceniu uwagi na ten problem - niezależnie od tego, czy pająk przyznał mu rację czy odrzucił jego sugestię - Osborn wrócił do transportowania resztek ludności. Nie było to może jego wymarzone zajęcie, a już na pewno nie tak ekscytujące, jak by to sobie wymarzył, ale zakładał, że im prędzej wszyscy opuszczą most, tym szybciej on sam będzie mógł wrócić do prawdziwej akcji, więc warto było się spieszyć i przykładać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Williamsburg Bridge   

Powrót do góry Go down
 
Williamsburg Bridge
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Williamsburg Bridge
» Tower Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: