Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Delancey Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Delancey Street   Pią Lip 13, 2012 1:33 pm

First topic message reminder :



Jedno z centralnych miejsc Lower East Side na Manhattanie, łączące ze sobą Bowery i Williamsburg Bridge. Znajduje się tu cała masa barów - w tym takich na wynos, delikatesów, a także sklepów z ubraniami znanych z wielkich obniżek cen i licznych okazji.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Sie 22, 2013 12:44 pm

W sytuacji takiej jak ta, kiedy dookoła woda i nieznane, a drużyna jest oddalona od ciebie o kilkanaście metrów, faktycznie można zignorować dobre maniery. Dosyć logiczne i raczej nikt nikogo by za to nie winił. Niestety, w przypadku Volstagga okazało się to być złym rozwiązaniem.   Dokładniej - złą opcją było odwrócenie się tyłem do niepozornie wyglądającej dziewczynki. Kiedy mężczyzna był w trakcie machania do swoich przyjaciół... nagle usłyszał dźwięk, coś między warknięciem i okrzykiem, a potem poczuł uderzenie, jakby ktoś rzucił w jego plecy czymś sporej wielkości. Albo raczej... jakby coś na niego wskoczyło, bo po uderzeniu ciężar wcale nie zmalał. Tym czymś okazało się być dziecko do którego jeszcze przed chwilą mówił. Dziewczynka może i nie była ciężka, szczególne dla tego wojownika, którego zbroja ważyła o wiele więcej, ale co innego stanowiło problem. Mianowicie, dziecko zaskakująco zwinnie wspięło się na ramiona mężczyzny, ciągnąc za brodę i włosy. Kiedy dziewczynka usiadła na jego ramionach w pozycji tak dobrze znanej wśród rodziców i ich dzieci, jej nogi oplotły szyję Volstagga w żelaznym uścisku. Ręce, które w normalnej sytuacji, gdyby siedziała u kogoś na baranach dla zabawy, położyłaby luźno na głowie dla utrzymania równowagi, teraz stały się bronią. Dziewczynka najwyraźniej za główny cel postanowiła wydłubać palcami z krótkimi paznokciami oczy wojownika, zasłonić je, oraz wrzucić go do wody, bo szarpała się jakby od tego zależało jej życie. Czy też własnie raczej życie wojownika. W pewnym momencie dziewczynka zawyła dziko prosto do jego ucha nienaturalnym dźwiękiem, jakby część jej strun głosowych została w jakiś sposób uszkodzona.
Jeśli zaś chodzi o resztę wojowników, którym udało się wydostać z wody i wejść na płaski dach - również i oni nie mogli nacieszyć się długo spokojem. Chwilę po tym jak znaleźli się na w miarę stałym gruncie, już tak dobrze znany Sif topielec postanowił do nich dołączyć. Nieco niezgrabnie zaczął wspinać się na zalany budynek. Tym razem też najwyraźniej przyprowadził ze sobą własnych przyjaciół. Zaraz za nim w wodzie dało się dostrzec kolejne blade sylwetki. Kilka sekund po tym na powierzchnię zaczęły wynurzać się postacie, którym woda, sine usta, i wodnista skóra tak jak w poprzednich przypadkach odjęły uroku, nadając wygląd który mógłby zdecydowanie przyprawić kogoś o ciarki na plecach. W sumie na dachu wyszły cztery topielce. Chłopak z wcześniej, kobieta, która zapewne niegdyś mogła pracować w jakiejś midgardzkiej firmie, sądząc po poważnym stroju bizneswoman i upiornie rozmazanym makijażu, oraz dwóch mężczyzn - jeden w średnim wieku, oraz drugi, wręcz dziadek, na oko zbliżający się do osiemdziesiątki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Sie 30, 2013 8:50 pm

- Spodziewałam się tam kogoś innego – odparła, niemalże się uśmiechając.
Sif nie zdążyła odpowiedzieć na pytanie Hoguna, bowiem nagle dobiegł do nich głos Fandrala. Jakim cudem znalazł się tak szybko koło nich, nie miała pojęcia. Widziała, jak auto, na którym siedział, porywa nurt. No, ale najważniejsze, że znów był z nimi.
Bogini zgrabnie wskoczyła na dach, po czym wzięła się za wyżymanie ubrania z wody. Była zła, że straciła sporo elementów zbroi, przez co czuła się bardziej bezbronna, lecz mówi się trudno. Trzeba będzie sobie poradzić bez tego. Wojowniczka odwróciła się do przyjaciół, chcąc coś do nich powiedzieć, ale słowa uwięzły jej w gardle. Nie spodziewała się tego, co zobaczyła. Jej stary „przyjaciel”, siny kumpel z głębiny, wkroczył za nimi na budynek jak gdyby nigdy, nic. Mało tego – przyprowadził ze sobą upiorną rodzinkę. Widziała wiele, ale żywe trupy po kąpieli nie były przyjemnym widokiem, nawet dla niej.
- Pod wodą wyglądałeś jakoś lepiej – zwróciła mu uwagę i złapała mocniej włócznię, która odblokowała się ze szczęknięciem, wysuwając ostrza i trzykrotnie zwiększając tym swoją długość.
- Ach, no tak. Bo ledwo cię widziałam – dodała i ruszyła na niego, biorąc go za swój pierwszy cel i tym samym zostawiając Fandralowi i Hogunowi pozostałą trójkę. Miała zamiar rozprawić się z topielcem raz-dwa i wziąć się za kolejnego umarlaka. Celowała w krtań, ale jeśli chybi, zaatakuje ponownie – skoczy tak, by znaleźć się za jego plecami i wbić mu broń w okolicach serca. Nie wiedziała, czy coś takiego podziała na stwora tego typu, ale od czegoś musiała zacząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hogun the Grim

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/04/2013

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Wrz 04, 2013 10:03 pm

Z wasermanami jest taki problem, że przyprawiały Hoguna o wzdrygnięcie. To nie był strach, po prostu śmierć przez utopienie wydawała się wojownikowi szczególnie przykra. Bo jak walczyć ze śmiercią, kiedy nie masz, jak? No i pozostaje jeszcze kwestia transformacji w ten smutny byt, którego celem nie-życia staje się zabijanie. Tak. Jeśli chodzi o utopców, nie ma tu mowy o satysfakcję z walki. Dla Hoguna to bardziej jak uśpienie wściekłego psa. Bo to nawet walką nie będzie można.
Oczywiście Ponurnik nie dał po sobie znać, w którą stronę odchodziły jego myślę, ale z drugiej strony dla przyjaciół to pewnie żadna tajemnica.
- Skopanie bladusów i ratowanie biednych midgardczyków nie brzmi tak źle, przyjacielu - powiedział beznamiętnie, dobywając Hridgandr, którym to zamachnął w powietrzu dwa razy. Od tak dla rozgrzewki. - Dobrze Cię widzieć całego.
Nie czekając na nic, ruszył na utopce, trzymając obuch oburącz. Jego taktyka była prosta: nie zatrzymując się, napaść na pierwszego, ściągnąć go buławą, celując w głowę najpierw kobiety, a potem jednego z mężczyzn. To tylko utopce. Co może pójść źle? To tylko midgardczycy. No i już są martwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fandral

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Wrz 05, 2013 4:09 pm

Gdy oczy Fandrala w końcu wyłowiły potężną sylwetkę Volstagga, szermierz uśmiechnął się i odmachał przyjacielowi. Nie zdążył jednak zobaczyć ataku na niego, gdyż chwilę później miał już własne zmartwienia.
Gdy ,,bladusy" stanęły na dachu mierząc ich wzrokiem, Fandral z charakterystycznym syknięciem wysunął Fimbuldraugra z pochwy i zakręcił nim młynka obok uszu. Klinga ze świstem rozcięła powietrze i zatrzymała się w powietrzu czubkiem ostrza celując w grupkę umarlaków.
To był żywioł asgardczyka. Właściwie to całego Warriors Three - walka. Przez swoje krótkie życie (w porównaniu do Odyna) przeprowadzili już tysiące potyczek, jednak nigdy im to się nie nudziło. W końcu - czy jest lepszy sposób na spędzenie wolnego czasu, niż pracowanie na własną legendę i dobre historie do opowiedzenia przy piwie? Fandralowi nie przyszło nic nie przyszło do głowy.
- Brzmi zachęcająco, ale znalazłbym jakieś ciekawsze zajęcie. - powiedział z uśmiechem patrząc na piękną blondynkę trzymającą się latarni. Jej przemoczony strój przylgnął do ciała i... hmm... uwypuklał jej atuty.
Później. obiecał sobie.
- Twoja troska jest wzruszająca.  - zaśmiał się po czym skoczył za Hogunem. Wykorzystując miażdżące ciosy Ponurnika doskoczył kolejno do kobiety i mężczyzny tnąc przez białą, damską szyję po czym wykorzystując siłę włożoną w cios, zawirował w piruecie by wymierzyć pchnięcie w serce kolejnego umarlaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Wrz 06, 2013 9:20 pm

Brodacz na pewno nie spodziewał się takiej reakcji "dziewczynki". On tu chce jej pomóc, a ona na niego skacze i szarpie go za włosy. Ależ to dziecko niewychowane! No dobra. Od razu dotarło do niego, że to nie jest zwykłe dziecko, a jakiś potwór, który wyszedł z wody. I co powinien teraz zrobić? Jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji. Dziewczynka-topielec siedzi na nim i ciągnie go za brodę i włosy. Okej, coś się wymyśli. W końcu wojownik wyszedł już z nie jednej trudnej opresji, i teraz da radę. Nie miał co prawda dużo czasu na myślenie, więc musiał działać. Oczywiście, kiedy został zaatakowany, reakcją był krótki krzyk. W końcu to tak bardzo bolało. Oby tylko nie wyrwała mu tej brody. Wiecie ile coś takiego trzeba zapuszczać?! To nie takie proste jak się wydaje. Ale wracając do walki - Chwycił dziewczynkę(?) za chude ręce, przechylił się do przodu i pociągnął przeciwnika, chcąc rzucić nim na drugi koniec dachu, ewentualnie do wody. Jeśli się uda odczepić od siebie tego potwora, będzie miał czas, żeby sięgnąć po swój topór i toczyć dalszą walkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Wrz 18, 2013 7:34 am

Topielce, choć zdecydowanie nie można było nazwać ich wojownikami, były przeciwnikami, których lekceważenie mogło źle się skończyć nawet dla dzielnych Asgardczyków. Pierwsze postacie zaraz po wyjściu z wody ruszyły w stronę swoich wrogów z wyraźnie wrogimi zamiarami. Nie był to też zbyt przyjemny widok - puste oczy, blada skóra i sine usta naprawdę nadawały całości upiorny nastrój. Dodatkowo, gdyby wojownicy spojrzeli znów na wodę, ujrzeliby następne jasne cienie pod jej powierzchnią. Cienie, które zbliżały się w stronę ich dachu.
Topielce na lądzie straciły sporo ze swojej szybkości i zwinności, którą wcześniej jeden z nich mógł zaprezentować Sif, jednak ich nienaturalna siła wciąż pozostała bez zmiany.
Gdy bogini doskoczyła do pierwszego topielca, chłopak praktycznie rzucił się w jej kierunku. Najwyraźniej nie przeszkadzało mu to, że kobieta ma broń. Prawdopodobnie jednym celem jaki posiadał, było złapanie jej i wciągnięcie pod wodę. Przez to jednak, pierwsza próba ataku nie wyszła do końca tak jak miała - włócznia rozcięła fragment skóry szyi topielca, jednak ten poza wydaniem z siebie dźwięku raczej świadczącym o niezadowoleniu wydawał się nie przejmować "raną". W przeciwieństwie też do zwykłych ludzi, krew, która powinna zacząć się lać praktycznie strumieniami, najwyraźniej się skończyła... krwi nie było prawie w ogóle. Jedynie jakaś rozwodniona reszta, jakby ktoś ją rozcieńczył. Być może to też nadawało topielcom tak upiornego koloru.
Kolejny atak wojowniczki przyniósł już jednak efekt. Gdy ta skoczyła za chłopaka, zanim ten zdążył się odwrócić i zareagować, udało jej się wbić włócznię w jego ciało, trafiając serce.
I wtedy Sif została odrzucona do tyłu, co zakończyło się dosyć bolesnym upadkiem. Przebicie serca wywołało silny wybuch energii, magii, która zdawała się nagle opuścić ciało topielca. Sam topielec upadł bezwładnie niczym kukiełka po odcięciu sznureczków.
Jeśli zaś chodzi o pozostałych wojowników - tak jak w przypadku Sif, pierwsze ciosy zadane przez Hoguna raczej nie były tym czym być powinny. Prawda, siła uderzeń sprawiła, że kobieta aż upadła na ziemię, a w jej głowie widać było coś w rodzaju... wgniecenia lub pęknięcia, jednak powoli zaczynała się podnosić. Podobnie było z resztą z mężczyzną, który nawet po takim ciosie jedynie zatoczył się niebezpiecznie, zaraz próbując wkroczyć do dalszej walki.
Wtedy zaś wkroczył Fandral. Cięcie kobiety w szyję było... niezbyt przyjemnym widokiem. Topielec znów upadł, łapiąc się za prawie w połowie odciętą głowę. Kobieta wciąż poruszała się dosyć żywo jak na taki cios, jednak odcięcie jej dopływu powietrza sprawiło, że chyba nie mogła wydawać kolejnych upiornych dźwięków. Kiedy Fandral dopadł jej towarzysza, mężczyzna próbował właśnie rzucić się na Hoguna. Jednak przebicie jego serca sprawiło, że obu wojowników odrzuciło jakieś dwa metry od topielca, zaś jego ciało osunęło się bezwładnie na ziemię.
W tym czasie, Volstag musiał sobie poradzić z pewnym pasażerem na gapę. Dziewczynka może nie była na tyle silna by zrobić mu poważną krzywdę, jednak silniejsza od przeciętnego dziecka próbowała mu aktualnie wydubać palcami oczy wojownika. Gdy ten spróbował ją z siebie zrzucić, po części mu się to udało - jednak kiedy pociągnął dziewczynkę za ręce, ta chwyciła dłońmi za jego nadgarstki nie chcąc się puścić. W tym czasie na dach samochodu Volstagga zaczął wspinać się ktoś inny. Kolejny topielec, tym razem był ubrany raczej nietypowo jak na midgardczyka. Miał bowiem zbroję dziwnie przypominającą takie jak nosili czasem Asgardczycy.
Podobne postacie wyszły też na dach budynku na którym znajdowała się pozostała część wojowników. Kolejne dwa topielce, jednak z bronią u swego boku. Oni raczej nie pochodzili z Ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hogun the Grim

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/04/2013

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Wrz 19, 2013 2:27 am

To było dziwne.

Hogunowi zdarzyło się już walczyć przeciwko topielcom. Oczywiście jest to ukłon w stronę nieumarłych, bo nazwanie tego walką było ogromnym przesadyzmem. Swojego pierwszego utopca zatłukł niczym więcej, jak tylko grubą gałęzią, czy tam kawałkiem deski. Kiedy głowy uderzonych nie rozbryzgują się jak rozgniecione dynie, Hogun był pewien, że nie miał wcześniej do czynienia z takim przeciwnikiem. Co nie znaczy, że nie da sobie z nimi rady…
Wąsate bóstwo już przymierzało się od poprawienia w podbródek wasermana, gdy nagle ten eksplodował po ataku Fandrala z taką mocą, że aż go odrzuciło dobry kawałek od wodnika. Jako że nic mu się nie stało, zerwał się na równe nogi i ściągnął z głowy futrzaną czapkę, która opadła mu na oczy i cisnął ją na dach. Hogun rzucił łbem niczym wściekły byk – a kto spojrzał w jego twarz, zorientował się, że naprawdę był rozgniewany – i zaszarżował na nieumarłą kobietę z rozwalonym gardłem.
Serce – pomyślał – To ono jest słabym punktem.
Zamachnął się i całą swoją siłę włożył w uderzenie Hridgandrem w klatkę piersiową wasermanki. Jak się uda, to, co pozostało z jej organów wewnętrznych, po prostu wybuchnie. Jak nie, przynajmniej siła uderzenia powinna wyrzucić ją z dachu. W każdym przypadku, jednego utopca mniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fandral

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Wrz 19, 2013 8:02 am

"A więc serce!" przemknęło przez głowę Fandralowi, gdy impet magicznej eksplozji po zniszczeniu jednego z topielców odrzucił go na kilka metrów. Szybko wstał jednak na nogi, poprawiając uchwyt miecza i przyjmując pozycję szermierza, gotów do odparcia kolejnych ataków.

Fandral już nieraz zaglądał śmierci w twarz i wybuchał śmiechem, lecz dziś było inaczej. Choć niepozorne, topielce okazały się wymagającymi przeciwnikami. Zakręcił młynka mieczem, szukając kolejnej ofiary. I znalazł je, chociaż raczej postronny obserwator powiedziałby "one znalazły ich". Jak gdyby zwykłe topielce były małym zmartwieniem, teraz ich opancerzone wersje ruszały do ataku. Pancerz oznaczał jedno - dotarcie do serca będzie znacznie trudniejsze.
- W innych okolicznościach chętnie dowiedziałbym się, skąd masz tę zbroję! - rzucił Fandral, szczerze wątpiąc, by topielec w pancerzu podobnym do Asgardzkiego rozumiał jego słowa. -Lecz na razie będę zmuszony odłożyć moją ciekawość na bok!

Asgardczyk dopadł najbliższego wroga, wykonując najpierw kilka markowanych cięć. Fintą chciał zmylić rywala, by ułatwić sobie dostęp do jego klatki piersiowej. Cały czas jednak zachowywał odpowiedni dystans - wiedział, że długość jego ramienia oraz miecz pozwolą mu na trzymanie wroga na odległość. Cały czas też zachowywał ostrożność i badał swojego wroga - teraz, gdy rywal miał broń, mógł ocenić jego umiejętności szermiercze. Jeżeli tylko zauważył, że raczej marny z niego fechtmistrz - stara się wytrącić mu broń, by następnie zaatakować prosto w miejsce, gdzie powinno bić serce. W przeciwnym wypadku nie ryzykuje i walczy z topielcem tak długo, starając się zrozumieć jego technikę i styl, by w odpowiednim momencie utworzyć sobie otwarcie i zaatakować w środek klatki piersiowej, gdzie znajdował się słaby punkt upiora. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na nonszalancję, gdy wróg jest śmiertelnie niebezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Paź 07, 2013 6:46 am

Sif przez moment nie wiedziała za bardzo, co się dzieje, bowiem rozbłysk energii pozbawił ją chwilowo zmysłu wzroku. Gdy ten powrócił, dostrzegła martwego topielca – co samo w sobie brzmiało dziwnie – oraz walczących dalej towarzyszy. Wojowniczka podniosła się szybko i chwyciła mocniej broń, której nie wypuściła nawet podczas upadku. Nie zwracała uwagi na ból, adrenalina w jej ciele na to nie pozwalała. Kobieta rozejrzała się czujnie, bo coś jej mówiło, że to jeszcze nie koniec. Poszło im za szybko, co było zbyt podejrzane. I miała rację…
Na dach zaczęli się wdrapywać mężczyźni. Nie byli to jednak ludzie, z jakimi zmagali się chwilę wcześniej. Albo Midgardczycy podłapali Asgardzką modę, albo…
- Nie… – wyszeptała.
Dla Sif, jako wojowniczki, śmierć inna niż w walce nie wchodziła w grę. Nawet po odejściu z tego świata chciała walczyć, zasilić szeregi armii Wszechojca bądź Freji – nie była pewna, co będzie jej dane. Patrząc na topielców zaczęła im współczuć. Musieli umrzeć podczas sztormu, skoro przygarnęła ich do siebie Ran. To nie było godne walecznej duszy, ale czasem się zdarzało i nie można było z tym dyskutować. Bogini obawiała się jeszcze jednej rzeczy. Jasnowłosy przybył tu ze swoją małą armią, którą porwał nurt. Sif nie przyjrzała się dokładnie, kto z nim był, więc nie miała szans sobie tego nawet przypomnieć. Jeśli to jednak byli oni…
Cholera.
Ruszyła na drugiego z umarlaków, trzymając włócznię tak, by w każdej chwili mogła zablokować atak przeciwnika. Sama na razie nie zadawała żadnych ciosów czekając, aż topielec wykona jakiś ruch. Najpierw będzie się starała wytrącić mu jego broń z ręki, a potem dopiero dostać się do serca - choć będzie trudniej, bo będzie musiała pozbawić mężczyznę pancerza...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Paź 10, 2013 7:56 pm

Już miał tryumfować, cieszył się, że zrzuci z siebie dziewczynkę, a tu niespodzianka. Jednak mu się nie udało i walka musiała potrwać dłużej. Mały potwór nie poddał się tak łatwo i trzymał wojownika za jego nadgarstki. Cholera, łatwo nie było. Kopnął przeciwnika dwa razy- pierwszy raz uderzył ją kolanem w brzuch, drugie kopnięcie wymierzył trochę wyżej, by szczęka topielca spotkała się z czubkiem buta Volstagga. Jeśli to się nie powiedzie, to jest udu...ekhm, jest źle. I będzie musiał próbować kolejnych ataków. Wtedy spróbuję unieść ją trochę do góry i uderzyć dziewczynką z całej siły o ziemię. To mogłoby być trudne, niektórzy powiedzieliby, że wręcz niewykonalne, ale nie on! Miął nadzieję, że mu się uda... ale to tylko nadzieja.
Och, świetnie! Dołączył do nich jeszcze jeden przyjaciel. Jeśli do czasu spotkania z nim już oswobodzi się z silnego uścisku dziewczynki, to chwyci za topór i wymierzy nowemu wrogowi cios w głowę ostrzem swej broni. Jeśli nadal przeciwniczka będzie uparcie trzymała Lwa Asgardu, ten po prostu uderzy nią w topielca w zbroi. No właśnie, miał zbroję. Przypominającą trochę takie jakie są w Asgardzie. Czyli to nie są zwykli ludzie. Brodacz już chyba domyślał się, skąd pochodzą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Lis 06, 2013 12:23 pm

Volstagg wcale nie miał łatwo. Kopnięcie napastniczki w brzuch sprawiło, że ta zgięła się w pół, wydając z siebie kolejny dziki okrzyk, po którym nawet u największego twardziela mogłyby przejść ciarki po plecach. Jeśli ktoś nie lubił dźwięku wrzeszczących dzieciaków, zdecydowanie znienawidziłby ów odgłos. Po spotkaniu z butem Asgardczyka, szczęka młodego topielca przestała być jednym kawałkiem i przekrzywiła się w dość nienaturalny sposób.
Ostatecznie jednak dziewczynka tylko nieznacznie poluźniła swój żelazny uchwyt. Dopiero uderzenie nią o dach samochodu sprawiło, że ta musiała się puścić – albo po prostu siła uderzenia w jakiś sposób uszkodziła jej ręce. Chwilowo bezwładny topielec wpadł do wody, pozostawiając wojownika sam na sam z drugim przeciwnikiem.
Gdy Volstagg zamachnął się toporem… wbił go prosto w głowę topielca. Ten zachwiał się… a potem wyciągnął ręce, chwycił Asgardczyka za przód zbroi i rzucił nim z całej siły na maskę samochodu na którym stali, niebezpiecznie blisko jego krawędzi, aż w masce powstało spore wgniecenie. Sam samochód, który dotychczas był nieruchomy, gdyż zablokował się na drzewie znajdującym się pod wodą przekrzywił się nieco, przesuwając kawałek dalej – jeszcze jedno uderzenie lub dwa i prawdopodobnie prąd znowu porwie go dalej.
Topielec, wciąż z toporem w głowie, przez co jego ruchy były nieco bardziej nieporadne niż wcześniej, sięgnął po swój zniszczony miecz i wycelował nim w Volstagga.
Tymczasem na całe szczęście dla pozostałej trójki, wojownikom udało się odnaleźć wrażliwy punkt w ciałach nieumartych.
Hogun, który rzucił się na kobietę-topielca osiągnął swój cel bez większych problemów. Przeciwniczka próbowała się jeszcze dosięgnąć dłońmi wojownika, jak dzikie zwierze próbujące zadać cios pazurami. Nie udało jej się to jednak – zaraz po uderzeniu Hridgandrem magia ulatująca z ciała już martwego potwora odrzuciła Hoguna kawałek do tyłu.
Jeśli zaś chodzi o pozostałych dwóch wojowników – im przypadło trudniejsze zadanie. Szybko się okazało, że mimo swojej natury topielca, bronią posługują się aż nazbyt dobrze. Godnie przeciętnego strażnika w Asgardzie, to na pewno. A dodając do tego siłę równą tej, którą posiada drużyna wojowników, sytuacja nie przedstawiała się najlepiej.
Fandral walcząc ze swoim topielcem dorównującym mu wzrostem i o zbliżonej budowie ciała, nie musiał wcale się powstrzymywać. Zauważyć mógł jednak, że mimo dobrych umiejętności, przeciwnik ma nieco opóźniony refleks, a to mogło mu dać sporą przewagę. Szybsze wykonywanie różnego rodzaju manewrów męczyło, ale mogło być skuteczne. Ostatecznie też udało mu się wytrącić topielcowi broń z ręki, tak jak planował… lecz wbicie miecza w jego klatkę piersiową skończyło się głośnym zgrzytem metalu. Zbroja, choć jakby trochę podniszczona, wcale nie była taka cienka i krucha. Przeciwnie – pancerz prawie całkowicie zatrzymał atak. Topielec wykorzystał więc ten moment i zacisnął jedną z dłoni na szyi Fandrala…
Topielec, którego „wybrała” sobie Sif, był podobny do drugiego z przybyszy, choć ten zamiast miecza normalnej wielkości miał nieco krótsze ostrze. Bez większych problemów zaatakowała pierwszy atak włócznią, podobnie z resztą drugi. Ba – udało jej się nawet wytrącić mu broń z ręki we wręcz rekordowym czasie.
Wtedy jednak topielec wyciągnął coś dodatkowego – a mianowicie długi, zardzewiały w niektórych miejscach i oblepiony jakimiś porostami łańcuch. Zamachnął się nim tak, by ten owinął się wokół włóczni Sif i jednym, szybkim pociągnięciem wyrwał z dłoni bogini jej własną broń. Odrzucił ją gdzieś daleko, a potem ponownie zaatakował.
Wojownicy mogli w trakcie walki zauważyć też, że zbroje topielców nie pokrywały w całości ich kończyn. Także częściowo boki nieumartych były odsłonięte w miejscach w których przednia i tylna część pancerza była mocowana skórą, klamrami i wiązaniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fandral

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/10/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Lis 06, 2013 7:28 pm

Nawet ostrze z Asgardu musiało ustąpić przed zbroją o podobnej, o ile nie większej wytrzymałości - Fandral przekonał się o tym bardzo boleśnie. Gdy broń wypadła z ręki jego wroga, wojownik wydał z siebie tryumfujący okrzyk i z nową werwą zaatakował wroga. Gdy ostrze nie przebiło pancerza, na twarzy szermierza pojawił się wyraz zaskoczenia... i w tym momencie dookoła szyi mężczyzny zacisnęła się lodowata, mokra łapa upiora. Fandral nie czekał na żadne oklaski - na tyle, na ile w takiej sytuacji odległość pozwala mu na manewry, jedną ręką stara się poluzować uścisk dłoni wroga na swoim gardle, drugą zaś wbić ostrze w odsłonięty element ciała bestii. Najlepiej w samą rękę, która go dusi. Fandral wątpił, by upiór czuł ból, lecz być może kawałek Asgardzkiej stali w ręku lub w boku skutecznie rozluźni uchwyt.

- Wychodziłem już cało z gorszych tarapatów! - pomyślał pysznie, nie marnując cennego w takiej chwili tlenu na wypowiedzenie buńczucznych słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Volstagg

avatar

Liczba postów : 13
Data dołączenia : 30/09/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Lis 25, 2013 7:09 pm

Taak, ten krzyk był naprawdę przerażający. Volstagg w życiu nie słyszał czegoś takiego, aż uszy bolą. Nie czas jednak na to, trwała walka. Mógł zaryzykować ból uszu, byle by to przeżył. W końcu udało mu pozbyć się dziewczynki, ale teraz miał kolejny problem. Cios w głowę ani trochę nie pomógł, potwór nie stracił nawet na sile, a Lew Asgardu leżał teraz na samochodzie z mieczem przed twarzą. Na dodatek ten miecz przykładało mu coś, co powinno być już dawno martwe, bo po pierwsze, to topielec, a te zwykle są... utopione? A po drugie, ma topór w głowie. Topór w głowie, który w ogóle mu nie przeszkadza. Ale brodacz widywał już straszniejsze i dziwniejsze rzeczy! Najgorsze było jego położenie, i to co zaraz mogło stać się z samochodem. Zdecydowanie nie chciał teraz odpływać gdzieś tam w dal.
Póki co to się jednak nie stało, jego ruchy muszą być po prostu ostrożniejsze. Ale jak tu wykonać ostrożny ruch w takiej sytuacji? Zaraz będzie miał miecz wbity w głowę i w przeciwieństwie do jego przeciwnika, nie będzie mógł dalej walczyć. Postanowił się więc przesunąć w prawą stronę tak, by uniknąć cięcia wroga i nie spaść z auta. Fakt, najostrożniejszy i najdelikatniejszy ruch to nie był, ale może uniknie śmierci. Może. Jest jakieś prawdopodobieństwo. Najpierw chciał się przeturlać, ale szybko pomyślał, że z jego budową i uzbrojeniem nie będzie to takie proste, więc zdecydował się na proste odepchnięcie w bok.
Kiedy już to zrobił, a wcale nie było to takie proste, wstał i ruszył w stronę przeciwnika. Chciał chwycić za rękojeść topora, pchnąć do przodu, by znaleźli się na krawędzi samochodu i kopniakiem 'zsunąć' przeciwnika z ostrza swojej broni, tym samym wrzucając go do wody. Wszystko oczywiście robiąc dostatecznie szybko, by podczas tego ataku nie zostać przeciętym mieczem wojownika, z którym walczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lady Sif

avatar

Liczba postów : 45
Data dołączenia : 12/07/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Lis 25, 2013 9:59 pm

Sif była zadowolona z przeprowadzonego ataku, poszło jej naprawdę całkiem nieźle. Przeciwnik jednak postanowił najwyraźniej utrzeć jej nosa, gdyż mając w zanadrzu łańcuch, pozbawił boginię cennej rzeczy. Ciemnowłosa mimo to nie spanikowała. Była przecież wojowniczką, prawda? Potrafiła o wiele więcej, niż tylko machać włócznią.
Doskoczyła do topielca, chwyciła w dłonie jego stalową broń i mocno pociągnęła do siebie. Chciała zachwiać postawą umarlaka. Gdyby upadł, mogłaby przygwoździć go nogą, zacisnąć łańcuch wokół jego talii i odrzucić na bok. Miałaby wtedy czas, by złapać swoje ostrze i ugodzić trupa tam, gdzie nie osłaniał go pancerz. No i oczywiście odciąć mu głowę, tak dla pewności, że ten już nie wstanie.
- Daj sobie spokój i wróć tam, skąd przybyłeś! - krzyknęła, ale w ogólnie panującym harmidrze jej wypowiedź uciekła gdzieś, prawdopodobnie niezarejestrowana. Zresztą, czy ten chodzący, wodny zombie wziąłby sobie jej uwagę do serca? Raczej nie. Miał jeden, konkretny cel i robił wszystko, by dopiąć swego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hela

avatar

Liczba postów : 177
Data dołączenia : 26/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Czw Gru 05, 2013 12:31 pm

Topór w głowie topielca, z którym walczył Volsstag, okazał się być dla umarłego faktycznie większą przeszkodą niż początkowo mogło się wydawać. Szybko okazało się, że jego ciężar dodatkowo zmniejszył precyzję ruchów i co za tym idzie, ataków. Wojownikowi udało się więc na czas odsunąć, unikając ciosu. Dodatkowo miecz topielca wbił się w jednej trzeciej w blasze samochodu i tam utknął. Kiedy zaś ten zajął się wyciąganiem swojego ostrza, Volsstag miał czas na podniesienie się zaatakowanie. Dalsze poczynania okazały się być dosyć proste i zgodne z planami wojownika. Jedynie "zepchniecie" żywego trupa z topora okazało się być problematyczne, a sam osobnik wyjątkowo energicznie temu protestował - ale ostatecznie znalazł się pod wodą. Volsstag chwilowo mógł więc być spokojny... i pewnie powinien rozejrzeć się za możliwością zmiany lokalizacji, bo samochód ponownie drgnął niebezpiecznie.
Tymczasem duszący się Fandral nie był w tak dobrej sytuacji. Mimo to, wbicie ostrza w rękę przeciwnika okazało się być chyba najlepszą opcją z możliwych. Przynajmniej z tych wykonalnych. Ostrze faktycznie nie wywarło na topielcu większego wrażenia, jednak przebiło większość ważnych nerwów i mięśni, po prostu je rozcinając. Palce całkowicie się rozluźnił, wypuszczając Fandrala z morderczego uścisku. Kolejny cios w odsłoniętą część ciała - czyli w miejsce z boku z broi - na szczęście dla mężczyzny - trafiło częściowo w serce topielca. Być może jednak było to niewielkie uszkodzenie, bo wybuch magii nie był tak silny jak poprzednie i trwał nieco dłużej. Ostatecznie przeciwnik upadł bezwładnie na ziemię.
Jeśli zaś chodzi o Lady Sif - również dama tego towarzystwa poradziła sobie całkiem dobrze. Przewrócenie przeciwnika nie było sprawą wcale taką prostą. Czy to za sprawą zbroi, czy wody, czy siły, czy też wszystkich tych czynników, wojowniczka musiała włożyć naprawdę dużo siły w to pociągnięcie, żeby uzyskać zadowalający efekt. Ale udało się. Topielec całkiem efektownie upadł na ziemię twarzą do dołu, rozpryskując dookoła wodę. Próbował się podnieść, ale kobieta była szybsza. Pierwsze dotknięcie w bok nie trafiło w serce, więc nie wywarło na umarlaku tak dużego wrażenia jak powinno. Jednak ścięcie głowy już raczej tak. Kedy ta potoczyła się kawałek dalej, topielec próbował się poruszać, ale po chwili ruchy te zrobiły się miejsze, aż w końcu martwe ciało jedynie drgało lekko co jakiś czas.
Hogun, którego siła wybuchu magii po pokonaniu własnego topielca odrzuciła wcześniej kawałek dalej, dołączył po chwili do swoich towarzyszy. Póki co wyglądało na to, że w okolicy nie było wiecej "żywych" przeciwników.
Tymczasem też bohaterowie mogli zauważyć, że otaczająca ich woda nieco opadła i nie była już tak rwąca jak wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sro Kwi 30, 2014 7:35 pm

Widzę, że temat umarł śmiercią naturalną, więc załóżmy, że wątek został zakończony, a postaci opuściły już to miejsce.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Elias

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Maj 15, 2015 6:52 pm

Elias miał dzisiaj wolne od szkoły. Czy to dobrze? No nie za bardzo. Nie miał gdzie uciec od ojca alkoholika. Tak więc wyszedł z domu wcześnie rano, wziął jakieś drobne na bułkę. Postanowił połazić po Nowym Jorku. Wsiadł w najbliższy autobus i kupił bilety. Nie wiedział gdzie go zawiezie, ale nie przejmował się tym. Znał prawie że każdy kawałek Nowego Jorku. W autobusie znalazł sobie atrakcję. Bawił się automatem do biletów. Pozmieniał również godzinę na zegarze w autobusie. Wysiadł na jakimś przystanku. Delancey Street, dość daleko od domu, ale Eliasowi nigdzie się nie śpieszy. Poczuł się głodny. Podszedł do bankomatu, rozejrzał się. Nie chciał by ktoś go przyłapał. Bo to raczej podejrzane że czternastolatek wyjmuje kasę z bankomatu. Raczej nikt w jego wieku nie ma konta bankowego. Chłopak dotknął maszynę i poprosił ją cicho o pięćdziesiąt dolarów. Tak naprawdę chciał tylko kasę na hamburgera, ale nie wiedział kiedy nadarzy się okazja by znowu coś wziąć. Oczywiście Eliasa nie obchodziło to że jest to pewna forma kradzieży. Nie obchodziło go również, z czyjego konta bierze pieniądze. Jeśli nikt go nie zauważył to ruszył powolnym krokiem przez ulicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pią Maj 15, 2015 11:40 pm

Moonstone przez jakiś czas leciała wedle koordynatów, które były jej przesyłano dosyć regularnie, średnio co godzinę tak jak poprosiła. W międzyczasie przejrzała nieco akt swojego celu, którym miała się zaopiekować. Wiedziała co nieco o jego rodzince. Matka zmarła, biologiczny ojciec go opuścił a ojczym wielokrotnie był zgłaszany przez sąsiadów jako alkoholik. Żaden raport nie został udowodniony, zresztą jak w każdym takim wypadku. Karla jako psycholog wielokrotnie spotkała się w swojej pracy z patologią w rodzinach i alkoholizm to w sumie była taka w miarę lekka forma patologii w porównaniu chociażby z tym, że dziecko było zamykane w klatce przez rodziców. W tym wypadku Sofen już mogła sobie powoli składać profil psychologiczny dziecka na podstawie samych przeżyć i wieku. Zapewne już umiał kontrolować swój "dar", jednak skoro ojciec żył to dzieciak musiał uciekać albo się ukrywać przed nim, by uniknąć zagrożenia. Zatem skoro jeszcze nie odebrali go to musi chodzić do szkoły i mieć nie najgorsze wyniki w nauce, a co za tym idzie również istnieje możliwość że unika wracania do domu albo wychodzi bardzo wcześnie. Na pewno nie chciałby pokazywać swojego ojczyma znajomym, ani tym bardziej przyprowadzać kogokolwiek do siebie. Najprędzej przesiadywałby u kogoś, jednak to wymagałoby również tego by i on kogoś zapraszał, więc ta opcja wyklucza się sama z siebie. Z tego można wywnioskować, że może być samotnikiem oraz nieufną osobą zwłaszcza, że jeśli komuś by powiedział o tym co dzieje się w domu to najpewniej zawiadomiłaby ta osoba policję, a to skończyłoby się tęgim laniem. Jednak jeśli opuszcza sam mieszkanie i stara się przez większość dnia nie wracać to musi również jakoś się odżywiać. Żebrać na pewno nie żebrze, bo inaczej ktoś już dawno zgłosiłby to na policję, więc albo kradnie albo ma jakiegoś rodzaju sponsora. W rozmyślaniach nieco się Karla zapędziła, bo była już praktycznie nad świeżo wykrytą lokacją celu. Nie czarujmy się Nowy Jork jest bardzo dobrze monitorowanym miastem. Największym problemem doktor widziała w tym, by pacjent jej zaufał. Jest 14 latkiem, który wychowuje się w trudnym środowisku, gdzie ludzie na pozór mili sprawią mu sporo problemu dlatego trzeba będzie wyważyć odpowiednio słowa. Na dodatek statystycznie w tym wieku dzieci chcą by rozmawiało się z nimi jak dorosłymi więc i to też weźmie pod uwagę. Moonstone rozejrzała się uważnie po miejscu, gdzie doprowadził ją sprzęt. Dotarła do Delancey Street, praktycznie idealnego miejsca by zabijać czas a więc idealnego dla nastolatka, który chce go stracić jak najwięcej. Rozglądając się uważnie dostrzegła Eliasa, który był przy bankomacie.
- Hmm, od kiedy to dzieciom daje się karty? - zapytała sama siebie pod nosem, a jej strój zmienił się z białego kostiumu na lekko wytarte jeansy podkreślające pośladki, trampki, czarną bejsbolówkę oraz białą koszulkę. Wylądowała w zaułka za chłopakiem, z którego potem udała się w jego stronę. Włożyła ręce do kieszeni, by wyglądać dosyć nieformalnie i kiedy zrównała krok z nim odezwała się do niego dosyć luźnym tonem jakby zamawiała drinka - Hej, znasz jakieś dobre miejsce by się rozerwać? Wyglądasz na kogoś kto przebywa tutaj dosyć często, a ja dopiero pierwszy raz mam okazję tutaj być - tak, dajmy dziecku poczucie władzy i tego, że jest komuś potrzebny - Ach, sorry nie przedstawiłam się. Jestem Karla - wysunęła jedną rękę z kieszeni w jego kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Sob Maj 16, 2015 7:24 pm

Elias nie miał pojęcia że właśnie w tej chwili ktoś robi jego profil psychologiczny. Znaczy czuł jakiś dyskomfort, jakby ktoś go śledził. Wolał się jednak nie odwracać. Przyśpieszył kroku, ale nie udało mu się zgubić tego kogoś. Usłyszał go, a raczej ją, trochę się wystraszył, ale nie dal tego po sobie znać. -Co? Ja? Nie...Ja tu jestem pierwszy raz- Udzielił wymijającej odpowiedzi. Coś mu nie grało. Nie wierzył że ta dziewczyna tylko to od niego chciała. Ale kto wie? Może serio chciała się tylko zapytać o jakiejś miejsce?
Karla hmmm...ładne imię. Niestety, Elias nie podzielał idei zdradzania imion obcym ludziom. Wolał ją zignorować. -Przepraszam. Nie mogę pani pomóc.- Powiedział z rozłożonymi rękoma. Odwrócił się i ruszył przez siebie. Skręcił w prawo, po czym rzucił się do ucieczki. Nie podobało mu się to. Chciał ją zgubić. Skręcił w lewo, znowu w lewo, a potem w prawo. Niestety, jak już wspominał był tu pierwszy raz. Wybrał złą drogę. Przywitała go ciemna ściana. Wpadł w pułapkę. Był otoczony przez kamienice. Rozejrzał się w panice. Dwa śmietniki po prawej. Mógłby na nie wskoczyć i wspiąć się na dach. Nie, jest za niski, nie da rady. Jego jedyną bronią był telefon w kieszeni. Ale co on da? Najwyżej włączy wibracje....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Nie Maj 17, 2015 9:14 pm

Przyśpieszenie kroku? Czyżby została zauważona? Chociaż wyglądała dosyć zwyczajnie, jak typowa mieszkanka NYC więc można spekulować, że chłopak może mieć manię prześladowczą lub czuć dyskomfort nawet w grupie ludzi. Mógł też zwyczajnie zobaczyć zegar by połapać się, że się gdzieś spóźni. Może miał jakiegoś znajomego, z którym się umawiał na spotkania? Ale... gdyby miał to byłoby to w aktach i o wiele prościej Karla mogłaby do niego dostać się.
Elias najwyraźniej bał się kontaktów z ludźmi, bo wyglądał na wystraszonego kiedy Moonstone przemówiła do niego w dosyć normalny sposób. Jakby nakryła go na gorącym uczynku oddawania się temu, czemu zazwyczaj 14 latkowie oddają się w zaciszu domowym z włączonym serwisem +18. Nad tym również trzeba będzie popracować, ale taka chyba będzie jej rola w Thunderbolts. By naprostowywać zachowania, które przeszkodzą w działaniu grupy.
- Hmm szkoda - wzruszyła ramionami i obserwowała jak chłopak się oddala. Szła dalej, aż on skręcił. Dostrzegła, że rzucił się do ucieczki niczym spłoszone zwierzę. Karla tylko pokręciła głową, bo z prędkością jaką ona może rozwinąć chłopak nie miałby szans ale on chciał ją zgubić, dlatego pogoń wyda się dziwna, dlatego Karla podbiegła do jednego z zaułków i wzleciała wyżej nad budynki szukając chłopaka i w pewnym momencie zapewne go namierzając. Nie powinien się raczej spodziewać, że ktoś będzie go obserwował z góry a Karla wolała nie przyciągać uwagi policji tym, że goni bogu ducha winnego chłopca. Leciała sobie nad nim na bezpiecznej wysokości i tylko zerkała na zbliżający się ślepy zaułek. Panikował, czyli nie będzie myślał teraz racjonalnie. Rzuci się dalej do ucieczki lub zaatakuje, jednak ucieczka na dłuższą metę mu się nie powinna udać. Kamień kree dawał Moonstone znacznie więcej mocy niż mógł wyciągnąć ze swego młodzieńczego ciała Elias. Blondynka zatem przefazowała się przez ściany budynków i wyszła za Eliasem. Oparła się o ścianę i zaklaskała w ręce powoli - Byłam pierwsza, ale to chyba tyle jeśli chodzi o grę wstępną. Chciałbyś zmienić swoje życie o 180* Eliasie? Spokojnie, nie mówię tu o zawiadomieniu opieki społecznej o sytuacji w Twoim domu bo to mija się z celem... a i nie uciekaj bo prędzej wyplujesz płuca niż mnie przegonisz - dorzuciła po chwili, bo w końcu może próbować uciec na co Karla zwyczajnie szybko podleci i zagrodzi mu drogę. Cały czas mówiła spokojnym, nieco wyluzowanym głosem by potwierdzić siłę swoich słów - Nie musiałbyś przed nikim uciekać, ani nikogo się bać. Zamiast tego coś byś znaczył w tym społeczeństwie, ba może nawet niektórzy by Cię wielbili jak bohatera. Przestałbyś wzbudzać współczucie, a ludzie zaczęliby Cię respektować. W tym momencie na dobrą sprawę mogła bym Cię zabić i nikogo oprócz moich szefów by to nie obeszło. Nikt by nie zapłakał, a Twój ojczym nawet by pewnie tego nie zauważył, ja daję Ci opcję wyjścia z tego rynsztoka i bycia wartym więcej niż koszt worka na ciało jeśli oczywiście chcesz wysłuchać mojej propozycji dalej i... nie, nie jesteś anonimowy wbrew pozorom - dorzuciła po chwili, by nieco obalić podejście dzieciaka że mógłby robić to co robi bezkarnie całe życie. Każdy jest w jakiś sposób kontrolowany, czy to przez rząd czy chociażby bliskich. On miał na karku akurat wywiad Thunderbolts z najnowszym systemem monitoringu i zabezpieczeniami, które sprawiają że te Pentagońskie wyglądają na gówniane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Maj 18, 2015 11:26 am

Bez przesady. Elias nie miał żadnej paranoi, przecież nie uciekał przed każdym człowiekiem. Po prostu dziewczyna wydała mu się podejrzana, a instynkt kazał mu uciec. Jak się okazało, nie mylił się. Dziewczyna serio coś od niego chce. Instynkt się nie mylił. Chłopak nie wiedział czy kobieta zagraża jemu życiu, ale dla niego każdy człowiek jest zły. Niektórzy są mniej szkodliwi, inni bardziej. Może można zmienić jego światopogląd, ale nigdy nie straci swojej nieufności.
Elias był zdezorientowany. Nie wiedział że ona nad nim leciał,i w sumie nawet lepiej. Gdyby zobaczył jak dziewczyna lata, chyba by nie wytrzymał z wrażenia. Za dużo się działo. Zdziwiło go to, że ona już tu była. -Czego chcesz?- zapytał i błyskawicznie dostał odpowiedź. -Skąd wie...- powiedział ciszej, bardziej sam do siebie. Ale przerwał. Był zaintrygowany tym co mówi dziewczyna. Skąd wiedziała o jego problemach? Czy go śledziła? Czy jest ich więcej? Miał teraz wiele pytań w głowie. Był zaciekawiony, ale nie chciał dać tego po sobie poznać. Już się trochę uspokoił, ale dalej był w gotowości. W każdym razie, jeśli dziewczyna uważa że zdobędzie jego ufność, to się myli.
Elias wysłuchał wypowiedzi, rejestrując każde słowo. Był ciekaw o co jej chodzi. Nie lubił długiej paplaniny. Był bardziej człowiekiem, oszczędnym w słowa. -Przejdź do rzeczy.- Syknął, trochę niegrzecznie. Ale chwilowo był naprawdę w dziwnej sytuacji. Był zaciekawiony, serce waliło mu jak młot, a co najważniejsze. Nie miał zielonego pojęcia o co tej dziewczynie chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Maj 18, 2015 12:22 pm

Typowa reakcja, gdy ktoś wie o naszych sekretach zawitała u Eliasa. Na to oczywiście Karla odpowiedziała tajemniczym uśmiechem, który tylko sugerował że ma jeszcze parę asów w rękawie, chociaż bardziej precyzyjne byłoby powiedzenie jak wiele kart da jej jeszcze rząd. Mogłaby zwyczajnie użyć hipnozy i nakierować chłopaka na pożądany tor ale stwierdziła, że obejdzie się bez tego. Zresztą tej sztuczki nie można nadużywać, bo działa na krótko i wymaga regularnych sesji by faktycznie miało to sens. Rozmowa jednak zapowiadał się, że nie zostanie zakończona szybko bo obiekt nie próbował uciekać jak na razie. Może się nawet odrobinę uspokoił? Chociaż patrząc na to z perspektywy Karli to wyglądał jak takie spłoszone zwierzątko, które obserwuje agresora i tylko czeka na jakieś zagrożenie by czmychnąć. Oczywiście nawet nie myślała, że jej zaufa bo nikt przy zdrowych zmysłach nie obdarzy tym nowo poznanej osoby, która pojawia się i nagle czegoś od nas chce. Nie trzeba być psychologiem, aby tego się domyślić.
Uśmiechnęła się pod nosem słysząc jego syknięcie, ale cierpliwość Moonstone miała ogromną. Gdyby nie ta wytrzymałość mentalna to już dawno wylądowałaby w zakładzie psychiatrycznym albo popadłaby w depresje, jak to się zdarza świeżo upieczonym specjalistom w tej dziedzinie.
- Pewna organizacja rządowa jest bardzo zainteresowana Tobą oraz Twoim "darem". Zostałam tu przysłana jako ich rzeczniczka - przeciągnęła się lekko i spojrzała ponownie na chłopaka, w końcu zachowując się luźno, mniej formalnie może da mu jakiś komfort wypowiedzi - nie jest to typowa jednostka pokroju FBI czy SHIELD, ale mogę powiedzieć że na usługach mamy nadludzi, popularnie zwanych superbohaterami - kontynuowała i włożyła ręce do kieszeni - Jeśli zgodzisz się na współpracę jesteśmy skłonni zapewnić Ci środki na życie, bezpieczne lokum, edukację w komfortowych warunkach oraz co według mnie bardziej cenne to koneksje. W końcu ile można osiągnąć dzięki znajomościom? - zadała bardziej pytanie retoryczne na koniec dla podkreślenia, że to jest o wiele więcej warte niż pieniądze - W zamian chcemy Twojej pełnej współpracy i byś poszedł ze mną. Nie musisz decyzji podejmować od razu, mogę Ci dać - zastanowiła się chwile - 24 godziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Maj 18, 2015 8:00 pm

Elias powoli zaczął się przyzwyczajać do obecności tej dziewczyny. Nie był już taki spięty, i nie miał zamiaru uciekać. Robimy postępy. -Jakim "darem"?- Zapytał. Miało to zabrzmieć jakby chłopak nie wiedział o co chodzi. Tak naprawdę sprawdzał czy Karla go nie oszukuje. Bo kto wie, równie dobrze mogła mówić od rzeczy licząc że Elias jej uwierzy.
-Zacznijmy od tego że nawet nie znam nazwy tej "organizacji rządowej"- No tak, chyba nazwa to pierwsze co powinni mu powiedzieć. Jak już wcześniej wspominane było, Elias nie lubi długich wstępów. Liczą się tylko konkrety.
Trzeba przyznać że słowo "superbohater" brzmi fajnie, ale to nie klimaty chłopaka. -W zamian? Czyli w zamian mam być na wasze zawołanie? Odbierzecie mi wolność, będę musiał słuchać się rozkazów, a na mych barkach będzie ciążyć wielka odpowiedzialność?- Zapytał, tak bardziej retorycznie. Chociaż chętnie usłyszy odpowiedź na te pytania. Przecież to logiczne że skoro ma zostać superbohaterem będzie musiał dużo poświęcić. Bycie kimś takim to marzenie większości chłopców, oprócz niego.
-Poza tym, kto mówił że chcę zostać bohaterem? Wolę być tym kim jestem. Mówiłaś że gdybyś mnie zabiła, nikt by za mną nie płakał, nikt by nawet tego nie zauważył. Mi się podoba bycie niezauważalnym. Oczywiście zjawia się jakiś pseudo heros i psuje cały spokój.- No tak, to nie jest świat Eliasa. On zawsze jest gdzieś tam z tyłu, ze swoimi maszynami-przyjaciółmi. I mu to nie przeszkadza. Dobrze się czuje w samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moonstone

avatar

Liczba postów : 134
Data dołączenia : 26/09/2014

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Pon Maj 18, 2015 10:50 pm

W raportach kwatery głównej było wspomniane o tym, że Elias jest mutantem oraz o anomaliach, które występują w urządzeniach nagrywających jak ogólnie elektronicznych w każdym miejscu w jakim się pojawiał - Czytałeś może artykuł pewnego profesora, który mówił o odkryciu nowego rodzaju nadludzi? Według danych, które posiadamy jesteś tzw. mutantem oraz występują wokół Ciebie dziwne "anomalie" związane z elektroniką - Karla raczej mogła się domyślić, że za pomocą daru uzyskał tamtą wypłatę z bankomatu. Nie wykonał jednego prostego gestu jakim było wysunięcie karty i schowanie jej przed wydaniem gotówki przez urządzenie. Zresztą miała nieco danych na temat dziwnych zjawisk jak chociażby nieścisłości w działaniu kamer przemysłowych pokroju chwilowe spadki wydajności. Oczywiście też są pewne rzeczy, których nie da się oszukać czyli przykładowo nagrania na bieżąco zapisywane na nośnikach pokroju płyt DVD, z których już ciężej jest się pozbyć danych.
- Co to by była organizacja rządowa, gdyby każdy znał jej nazwę? Z drugiej strony i tak niewiele mógłbyś podać do mediów by nam zaszkodzić - gdyby się wygadał do opinii publicznej na temat utajnionych danych to chyba długo by nie pożył więc to akurat po głębszym namyśle Karla mogłaby mu zdradzić - Thunderbolts - rzuciła po chwili, zastanawiając się czemu Thadeus Ross w swojej manii wielkości posunął się do tego by nazwać swoją organizację swoją ksywką? Być może chce po sobie coś zostawić jakby ktoś go zabił podczas jednej z akcji, jednak blondynka domyślała się że nie jest to takie proste. Inaczej już ktoś by to zrobił.
Karla się tylko uśmiechnęła pod nosem, kiedy chłopak wspomniał o odbieranej wolności - Prawda jest taka, że wolność którą masz obecnie Ty jak i wielu innych nadludzi jest ułudą. Myślisz, że wpadłam na Ciebie przypadkiem? Znają Twój każdy ruch jak również i mój, z drugiej jednak strony jeśli nam się nie uda to prędzej czy później okazję złapią już nieco mniej przyjemni ludzie. Nie będą z Tobą rozmawiać, tylko od razu Cię porwą i zmuszą do wykorzystania swoich talentów tak jak im to się podoba. - gdyby Moonstone byłaby typową przestępczynią to już dawno by chłopaka złapała za fraki i zabrała ze sobą, a potem za pomocą tortur wymusiła to czego oczekuje.
- Powiem tak - położyła ręce na swojej talii - Bycie niezauważonym to nie skrycie się pod kocem i oczekiwanie, że nikt Cię nie widzi. Nie musisz operować w okopach, w pierwszej linii gdyż do tego się zdecydowanie nie nadajesz. Myślę, że Tobie przypadłaby fucha we wsparciu technologicznym albo dziale mu pokrewnym. W sumie na to, że elektroniki by Ci brakowało byś nie narzekał bo w kwaterze mają sporo sprzętu ze znacznikiem top secret. Wszystko w świecie ma swój cel, nawet ten bohater który psuje spokój. W końcu gdyby nie chociażby Avengers to dziś Nowego Jorku by nie było, jak również najpewniej byśmy dziś nie rozmawiali - w głowie zaklęła, bo przy wspomnieniu o Avengers również przypomniała się jej osóbka, którą niezbyt lubiła - Widzę Cię jak również wiele innych par oczu, jednak skoro tak Ci na tym zależy to zawsze kilka par oczu można wydłubać. Myślę, że Thunderbolts nie wypną się na Ciebie i raczej nie pozwolą zabrać od siebie. Hmm, pierwszy raz by się ktoś za Tobą wstawił i nie opuścił - rzuciła nieco aluzji co do jego przeszłości, takiej dosyć oczywistej aluzji. Zaraz potem zawisła sobie w powietrzu i założyła nogę na nogę zastanawiając się nad czymś - z drugiej strony z tą niezauważalnością wpadasz w paradoks. Poprzez takie działania jednocześnie chcesz być zauważony, bo w końcu pustą przestrzeń o wiele łatwiej jest zauważyć niż to, że coś jest pełne. Nie chcesz jednak tego przyznać, bo nadal uważasz że chcesz być niezauważalny i bardziej chcesz podkreślić to by ktoś zwrócił w końcu na Ciebie uwagę. Hmm chciałbyś może zobaczyć okolicę z góry?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elias

avatar

Liczba postów : 26
Data dołączenia : 11/05/2015

PisanieTemat: Re: Delancey Street   Wto Maj 19, 2015 1:47 pm

-Śledziliście mnie?- zapytał, wysłuchując o tym artykule i tych danych. Skąd je mieli? Jak to jest że tym z góry wszystko wolno? Dobra, to była jedna z rzeczy które Eliasowi się podobały. Agenci wszystko mogą, ale z drugiej strony, robią to na czyiś rozkazach, co jest mniej fajne.
-Ale powinienem wiedzieć jak nazywa się organizacja do której mam dołączyć, prawda?- Może i jest to tajna organizacja, ale jednak Elias chce wiedzieć na co ma się zgodzić. Nazwa to i tak mało informacji. "Thunderbolts" gdzieś to już chyba słyszał. Jakoś nigdy nie interesował się organizacjami typu Avengers. Próbował tylko włamać się do Pentagonu, nie udało mu się, ale mniejsza.
-Ty zawsze tyle filozofujesz?- Elias już się domyślił że Karla jest z zawodu psychologiem. Nie lubił psychologów. Spotkał się z wieloma zaraz po tym jak umarła jego mama. Uważali że potrafią zrozumieć człowieka, i wszystko wiedzą. Niestety, bądź stety. Psycholog też człowiek, czasem pomylić się może.
-"Fucha we wsparciu technologicznym" Czyli co? Chcecie ode mnie czegoś konkretnego? Czy po prostu chcecie mnie mieć bo mam "dar"? Wiem że dużo pytam, ale chyba muszę wiedzieć jak najwięcej. Przecież od tej decyzji zależy moje dalsze życie- Elias może i był ciekawski, ale chciał wiedzieć jak najwięcej. Jak podejmować decyzje, to rozsądnie.
-Taa, "nie wypną się". Wszyscy tak mówią, i zawsze okazuje się że to tylko kłamstwo- Jakby to powiedzieć, chłopak miał już w tym doświadczenie. Nie zdziwił się jakoś kiedy dziewczyna zawisła w powietrzu. Wręcz go olśniło, w ten sposób była tu tak szybko. To miało sens. A skoro on może gadać z technologią, to ktoś inny może lewitować.
Elias słuchał, jednak w pewnym momencie dziewczyna nastąpiła na kruchy lód. -Przestań! Ok? Myślę że bardzo dobrze wiem czego chcę, nie musisz mi tu odstawiać psychologa.- Powiedział ostrzej. Czasami lepiej coś zachować dla siebie, i lepiej żeby Karla nie przesadzała, bo tylko zniechęci Eliasa. -I nie, dziękuję- dodał po chwili spokojniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Delancey Street   

Powrót do góry Go down
 
Delancey Street
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: