Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 18  Next
AutorWiadomość
Darkhawk



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Viper



Liczba postów : 47
Data dołączenia : 27/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Sie 29, 2012 4:20 pm

- Na razie nie ma na to czasu. Patrzcie, zbliża się policja.
Taksówka ruszyła z piskiem. Zgubili radiowóz dopiero na drugim końcu miasta. Aby ponownie nie natknąć się na funkcjonariuszy, kobieta postanowiła pojechać jak najdalej od NY. Mężczyźni zgodzili się na to. W między czasie DD powiedział, że ma do wykonania misję. Viper zgodziła się dotransportować Diabła, A może nawet Hawka do Rosji. Podczas podróży na miejsce, z którego mieli wystartować helikopterem, przedstawiła krótko swoją ofertę współpracy.

z/t -> Lądowisko dla helikopterów
dla wszystkich postaci w taksówce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 12:11 pm

Nowy Jork od kilkudziesięciu minut miał zaszczyt gościć kolejnego turystę. Podchodzący do lądowania swoim myśliwcem Rocket nie wzbudził zbyt wielkiego zainteresowania. Zapewne przez kilka okrętów kosmicznych, które prowadziło wymianę ognia z mieszkańcami okolicznego parku. Kosmiczny turysta postanowił, że nie będzie się mieszać, najprawdopodobniej była to jakaś wewnętrzna sprawa okolicznych mieszkańców, nie znał ludzi zbyt dobrze, do chwili, gdy porwali go obcy nie miał żadnych kontaktów z inteligentnymi formami życia i starał się raczej trzymać na przedmieściach lub w głębi lasu. Kto wie, być może walki kosmicznych kanonierek były częścią ludzkiej kultury, na zgłębienie takiej wiedzy miał jeszcze czas... Teraz liczył się tylko jego pusty żołądek. Zgramolił się więc z dachu na którym wylądował za pomocą drabinek ewakuacyjnych przylegających do ściany budynku i niezauważony zaczął buszować w zaśmieconym, ślepym zaułku. Obecnie znajdował się w jednym z blaszanych koszów na śmieci i szamotał się usiłując się z niego wydostać. Wepchał się do środka, odruchowo tak samo jak robił to za młodu. Nie wziął jednak pod uwagę, że dorosły szop ważył około dziewięciu kilogramów, a on za sprawą eksperymentów genetycznych posiadał teraz trzy razy większą masę. Kosz z niespodzianką turlał się więc po ziemi wydając z siebie charakterystyczny dudniący dźwięk. Rocket przerwał na chwilę szamotanie i powęszył nosem. Tuż przed jego twarzą znajdował się właśnie trójkątny kawałek wczorajszej pizzy pepperoni, który wydał mu się jadalny i padł ofiarą jego zębatej paszczy.
- Om niom niom niom.... -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 12:23 pm

Minęło już kilka dni, ale akcja z Baru 13 wciąż była świeża w jej pamięci. Niestety musiała użyć mocy, co groziło zdemaskowaniem jej drugiej tożsamości, ale zagrożenie chyba nie było realne. Jej towarzysze niezamierzonej rozróby zdaje się nie ogarnęli, że Lee to Jolt. I całe szczęście.
Dziewczyna wracała właśnie ze szkoły. Tfu, z uczelni. A konkretnie z wykładu.Na ulicach prawie nikogo nie było, ale i tak zamiatała chodnik swoją laską z uwaga, ażeby przypadkiem kogoś nie trącić. Niby nie było to bolesne, ale ludzie i tak się czepiali. Nawet nie sprawiali wrażenia, że jest im głupio, gdy się zorientowali, że est niewidoma. Niektórzy potrafili być prawdziwymi idiotami.
Dziewczyna postanowiła trochę skrócić sobie drogę obierając trasę przez zaułki. Był to średnio dobry pomysł zważywszy na porę, ale... W końcu jest Jolt, poradzi sobie. A może by tak zamienić się teraz w mgiełkę i polecieć do domu? Nie, to zbyt niebezpieczne. Nie ma pewności, czy nikt jej nie widzi.
Nagle do uszu Lee dobiegł hałas, zdaje się, że wywracanego a następnie toczącego się po betonie kubła na śmieci. Albo ktoś chce ja nastraszyć, albo to tylko kot. Chociaż... kot by zaraz umknął z miałczeniem, gdyby kosz pod jego łapami nagle stracił stabilność.
-Kto tu jest? -spytała, zatrzymując się. Najbardziej bała się teraz usłyszeć męskiego rechotu. Zaczynała trochę żałować, że obrała tą trasę. Niby powinna dać sobie radę z każdym zbirem, ale... Strach zawsze pozostaje. Teraz jest Laureline - zwykłą dziewczyną, nie Jolt - superbohaterką.


Ostatnio zmieniony przez Laureline dnia Wto Lis 13, 2012 6:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 12:39 pm

Stworzenie usłyszało obcy głos i w końcu wydostało się ze śmietnika częściowo zwinąwszy się w kulkę i wyturlawszy na zewnątrz. Trzymając w zębach "oponkę" od pizzy omiótł całą alejkę spojrzeniem, oraz lufą wyciągniętego w ułamku sekundy pistoletu laserowego. Zatrzymał się muszką na dziewczęcej sylwetce, zmarszczył mocno brwi i niechętnie schował broń do kabury.
- Ja.... -
Odpowiedział ludzkim głosem i wstał by małymi łapkami otrzepać się ze zbędnych, poprzylepianych do swojego ubrania i futra śmieci, uważnie obserwował przy tym, czy któreś z nich nie okażą się jadalne.
- Nazywam się Rocket, jestem członkiem Rangerów kwadrantu Keystone, to kaaawał drogi stąd... Tylko mi nie mów, że te zapasy jedzenia są twoje? -
Dziwne było to, że jego głos dobiegał z dołu, mimo tego, że przed chwilą wstał i tak sięgał jej czołem do brzucha. Jego głos wydawał się w zabawny sposób przeciąknięty południowym akcentem, jej rozmówca zaciągał zupełnie jakby pochodził z Alabamy czy Missisipi. Usłyszała bardzo ciche i lekkie jak na człowieka kroki kiedy podszedł w jej stronę, nie wyglądała na niebezpieczną, postanowił przyjrzeć się jej z bliska.
- Ej zaraz... Po co ci ta pałka? -
Dodał trochę bardziej niepewnym tonem kiedy zdał sobie sprawę, że trzymana przez nią laska może posłużyć za broń, a on znajduje się w jej zasięgu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 4:30 pm

Coś się powierciło w koszu na śmieci, a potem przedstawiło. "Ja". Niewiele to Laureline powiedziało. Poza tym, że ten "ja" był raczej mały.
-Nie nie, ja tu tylko... przejazdem. -rzuciła z lekkim uśmiechem, patrząc się gdzieś w miejsce ponad głową Rocketa. Czy to możliwe, żeby człowiek był tak mały? W sumie... czemu nie. Mógłby być karłem. Chociaż... to raczej nie człowiek, skoro odpadki nazywa pożywieniem. Co wyjada ze śmietników? Sporo było takich stworzeń, ale żadne nie znało ludzkiej mowy. Z czym więc miała do czynienia? Z bezdomnym karłem?
Istota podeszła do niej, stąpała jednak bardzo lekko. Trochę, jak kot. Kot, który wyjada ze śmietników, jest dość sporym kotem i zna ludzką mowę. No i jest z jakiejś grupy wojskowej? Tak to zabrzmiało...
-To nie pałka. -zaśmiała się cicho. -To laska. Pomaga mi widzieć. Jestem niewidoma. -wyjaśniła, po czym przykucnęła. Ich oczy były teraz mniej więcej na tej samej wysokości. -Wybacz, ale... czym jesteś? -spytała, wyciągając przed siebie dłoń. Nie dotknęła go, raczej czekała, aż sam podejdzie i da się 'pomacać'. O ile w ogóle.
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 5:29 pm

- Widzisz przez pałkę... hmm... -
Stwór zamyśloł się znowu marszcząc brwi i zatrzymał przed dziewczyną, brwi jednak szybko uniosły się kiedy wyciągnęła dłoń w stronę jego głowy. Dziewczyna usłyszała dźwięki charakterystyczne do obwąchiwania i poczuła na wnętrzu swojej dłoni przyśpieszony oddech, oraz przyprawiający o lekkie dreszcze dotyk poruszających się zwierzęcych wąsów. Rocket odwrócił twarz w jej stronę i stając na palcach pomachał łapą przed jej oczami, aby sprawdzić czy naprawdę nic nie widziała.
- To trochę jak wibrysy w moich łapach, pomagają mi wyczuwać wibracje podłoża i tak dalej... -
Stwierdził z zaciekawieniem, nadal nie do końca pojmując działanie laski w praktyce, ale rozumiejąc ogólne jej założenie. Opuścił swoje łapy i stanął normalnie, zerkając co dziewczyna zrobi ze swoją ręką. Potem fuknął z lekką urazą.
- I nie jestem czymś tylko kimś... Jestem szopem, szopem praczem... -
Jego ton nabrał brzmienia pełnego dumy i zachwytu nad samym sobą, jakby właśnie, oznajmił całemu światu swoją nieprzeciętną zajebistość. Po chwili jednak lekko posmutniał.
- Tylko, że nie do końca. Inne szopy nie mówią, więc głupio się czuje w ich towarzystwie. Ale z drugiej strony mam dużo innych fajnych zajęć. Wszechświat jest pełny pokojowych ras, które bardzo doceniają nasze bogactwo hormonalne, niektóre z nich uznały, że Ziemskie gatunki po lekkich modyfikacjach będą idealne do obrony przed innymi agresywnymi rasami. I tak właśnie zostałem Strażnikiem, było nas więcej, mamy żółwia, królika, samurajską małpę... Niestety nasze przepisy wymagają kożystania z płatnego urlopu, stwierdziłem, że odwiedzę dom i tak właśnie trafiłem do tej spiżarni. Nie ma tu zbyt wiele jedzenia, ale starczy i dla ciebie jeśli chcesz... -
Rocket opowiadał wszystko nie mając pojęcia, że ludzie nie są oswojeni z istotami pozaziemskimi i, że jego opowieść może komuś wydawać się nieprawdopodobna. Na dowód tego, że jedzenia starczy dla wszystkich wyciągnął z kieszeni schowany na później ogryzek po jabłku i wcisnął jej go w dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 5:40 pm

Zachowywał się trochę jak kot, trochę jak pies, miał wąsy jak to pierwsze... ewentualnie jak królik.
-Tak, powiedzmy. -coś tam było o tych wibrysach w szkole. Albo może na Discovery? Tak, zdecydowanie na Discovery, w szkole są same nudne rzeczy. Jak choćby matma... albo fizyka. Chociaż nie, fizyka akurat nie była taka zła, odkąd miała moce. Była wręcz zabawna. Oczywiście tylko działy elektromechaniki i temu podobne. Kiedy na przykład działa coś, co nie powinno, za sprawą jej umiejętności.
Szopem? Hmm... w sumie się zgadza. No, prawie.
-Wybacz, nie chciałam Cie urazić. Po prostu... No cóż, zwierzęta raczej nie mówią. No i wydajesz się być dość spory jak na szopa. -ależ ona błyskotliwa, nieprawdaż? Niezgodności szybko się jednak wyjaśniły. Głównie, gdy poruszył temat wszechświata i innych ras.
-A więc... jesteś kosmitą? Znaczy, tak jakby...? -spytała. Tak bardzo chciała, żeby nim był. A przynajmniej, żeby istnieli. Sama nie wiedziała, dlaczego. Może po prostu miała nadzieję, że istnieją w kosmosie jakieś inne istoty, niż te ziemskie? Zwłaszcza inne rozumne istoty. Może byłyby lepszymi stworzeniami niż ludzie. No okej, nie wszyscy byli idiotami, ale niektórzy sprawiali, że wstydziła się bycia tej samej rasy co oni.
-Nie, dzięki. -uśmiechnęła się lekko, a przynajmniej starając się. Ogryzek wygrzebany ze śmietnika... raczej obrzydliwe. Nie wyrzuciła go jednak, a złapała za ogonek i wystawiła w stronę Szopa. Chyba nie miał pojęcia, że ludzie wyrzucaja jedzenie do śmietników, a nie je stamtąd wyciągają.
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 6:31 pm

- Szopy są za małe, żeby nosić niektóre rodzaje broni, więc musieli mnie trochę powiękrzyć... Dzięki temu potrafię też chodzić na dwóch nogach, a nie tylko na czterech, i przez to też wydaje się większy. Nie jestem człowiekiem, ale ziemianinem, tak samo jak ty... takim jedynym w swoim rodzaju, hehe. Napewno nie jesteś głodna? -
Zapytał odbierając od niej ogryzek, popatrzył na niego i po krótkim namyśle wpakował sobie do mordki. Dziewczyna poczuła tylko jak trysnęło na nią trochę soku, jego ostre zęby szybko rozprawiały się ze starym owocem.
- Nie macie tu jakiejś rzeki? Umyłbym sobie resztę jedzenia... przed jedzeniem. Pozatym, opowiedziałem ci już sporo, a dalej nie wiem nawet jak się nazywasz. -
Uśmiechnął się i wychylił się zza niej lekko słysząc jak w oddali ktoś mija zajmowany przez nich zaułek. Grupa ludzi najwyraźniej ich jednak nie zauważyła i przeszła nieświadoma zupełnie ich obecności w tym śmierdzącym miejscu.


Ostatnio zmieniony przez Rocket Racoon dnia Wto Lis 13, 2012 7:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 6:48 pm

-Nosisz broń? -spytała. Przez chwilę się bała, ale potem doszła do wniosku, że gdyby chciałby ją zabić, to już by to zrobił. 'Oni' natomiast nasuwali jej na myśl kosmitów. W sumie nic innego nie pasowało do sytuacji. Tak czy siak, ciekawe dlaczego zrobili drużynę inteligentnych, potrafiących władać bronią i tak dalej, zwierząt ziemskich.
-Tak, na pewno. No i... Choć może Ci się to wydać dziwne, ludzie wyrzucają jedzenie do koszy. Raczej go stamtąd nie wyjmują, a już na pewno nie w celu konsumpcji. -wyjaśniła, starając się nie okazywać obrzydzenia. Chyba się udało...
Przed chwilą wszamał ogryzek ze śmietnika, a resztę chce umyć? Dość pokrętna logika...
-Najbliżej chyba w parku... Na Twoim miejscu jednak unikałabym łażenia publicznie. Wiesz... ludzie nie są przyzwyczajeni do widoków tak wielkich szopów. -do tego w ubraniu, czego jednak Lee nie widziała.
-Och, wybacz. Mam na Imię Laureline. -przez chwilę chciała wyciągnąć dłoń na przywitanie, ale Rocket pewnie i tak by nie ogarnął, o co chodzi. -Jestem studentką pierwszego roku elektroniki. -uśmiechnęła się lekko. -To tak z grubsza. A w sumie to nawet i z detalami. Zwykła ze mnie dziewczyna, co więcej dodać.
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 8:16 pm

- No pewnie, że noszę broń! Pomyśl jak inaczej miałbym egzekwować przestrzeganie prawa? Na początku starałem się mówić poważnym tonem i robić groźne miny, ale nie wychodziło. Nic tak nie zniechęca do przestępstw jak naładowana rakietnica... Zresztą, jak już odpocznę po podrózy zajmę się tym wyrzucaniem jedzenia. Jedzenie służy do jedzenia, dlatego tak je nazwano, w kosmosie napewno jest mnóstwo głodnych stworzeń, które z chęcią by je zjadły, ale nie wpadną na pomysł, że na planecie Ziemia jakiś gnojek "wyrzucił" jedzenie, też coś... -
Dziewczyna usłyszała tupot szopich łap. Rocket oddalił się od niej na kilka metrów i znów zaczął głośno buszować w śmieciach, jakby ze zdwojoną siłą.
- Laureline ładnie brzmi... Ja tak naprawdę nie mam imienia, Rocket wzięło się z tego, że lubię rakiety, a nazwisko Szop... sama wiesz skąd się wzięło... -
Po chwili na jego głowie wylądował stary, ciemnobrązowy, skórzany kapelusz o typowo kowbojskim kształcie. Chwilę później na nosie zwierzaka wylądowały wielkie przyciemniane okulary w stylu filmów policyjnych z lat 80tych. Rocket pogrzebał jeszcze chwilę i wrócił do niej ciągnąc za sobą po ziemi nieco przydługą, marynarkę w kolorystyce przypominającej centkowane futro geparda, z pewnością została tam wyrzucona przez jakiegoś czarnoskórego alfonsa.
- Ta-daaaaaaam! I jak? Myślisz, że teraz zauważą kim jestem? Może i nie studiowałem elektroniki, ale przeszkolili nas z podstaw kamuflarzu na obcym terenie. -
Stanął przed nią w całej okazałości i pomachał przykrótkimi rękoma, które zaplątały się gdzieś w rękawach marynarki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Lis 13, 2012 8:44 pm

Przestrzeganie prawa? A więc był jakimś typem policjanta?
No tak, poważny szop... wśród przestępców pewnie budził śmiech, a nie szacunek i postrach. Trudno jest być groźnym, kiedy jest się takim małym zwierzakiem... Chociaż szopy raczej nie należą do tych słodkich stworzonek. Wręcz potrafią zrobić krzywdę. No i to poniekąd dzikie zwierzęta, mogą roznosić choroby. Ten był jakimś kosmicznym mutantem, raczej nie miał wścieklizny czy pcheł.
-Tia... to jest właśnie... człowieczeństwo. Ale wiesz... Człowiek nie zje ogryzka od jabłka, bo najzwyczajniej w świecie go nie strawi. A wysyłanie resztek jedzenia w kosmos... To raczej nie przejdzie. -co nie zmienia faktu, że marnotrawstwo to jedna z cech ludzkości.
-Pozwól, że Cię obejrzę. -przysunęła się do niego powoli z dłońmi wyciągniętymi przed siebie. Zatrzymała się, kiedy poczuła jakiś materiał. Złapała go w dwa palce - skóra. Przysunęła się trochę bliżej, palcami zaczęła wodzić po krawędzi. Okrągłe... Teraz do środka i dalej po powierzchni. Tak, to kapelusz. Chyba kowbojski. Okej, niżej - natknęła się na jego mokry nos. Delikatnie 'obmacała' jego 'twarz'. Znalazł jakieś okulary. Najprawdopodobniej przeciwsłoneczne. Dalej ramiona. Coś miękkiego... Poduszeczki od marynarki. Materiał zdecydowanie nie garniturowy, więc marynarka raczej nie była czarna. No i oczywiście była za duża, o czym świadczyły odstające barki.
-Śmiesznie musisz wyglądać. -zachichotała. -Tak czy siak widać, że tylko z podstaw. To nie przejdzie. Już sam fakt, że widać Twój pyszczek. Może gdyby był karnawał albo halloween... -chwilę myślała. Miała pomysł, jak go przenieść niezauważonego do parku, ale... To i tak nic nie zmieni, nawet wieczorami jest tam sporo osób. No chciał wziąć ze sobą jakieś jedzenie... potem jej plecak emitował by wspaniałą woń wysypiska. Wracając, zastanawiała się, czy zabranie go do domu to dobry pomysł...
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lis 14, 2012 4:01 pm

Patrzył w górę kiedy jej ręce obmacywały jego kapelusz, który teraz lekko przechylił się na lewą stronę jego głowy nadając mu jeszcze bardziej luzacki wygląd. Kiedy dziewczyna stwierdziła, że jego genialny plan nie wypali opuścił głowę i zamruczał pod nosem z wyraźnie słyszalnym niezadowoleniem.
- To co teraz zrobimy? Nie ma tu więcej ubrań... A może przejde kanałami ściekowymi? -
Zaproponował alternatywne wyjście z sytuacji, najwyraźniej nie miał zamiaru dawać za wygraną.
- Nie po to przeleciałem przez pół galaktyki, żeby teraz siedzieć na dachu, albo w tej uliczce. -
Taki rozwój wydarzeń wybitnie mu nie pasował. Okolica wydawała się ciekawa, zresztą jako zwykły szop nie zwiedził zbyt wielu zakątków własnej planety i teraz miał zamiar to nadrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lis 14, 2012 4:54 pm

Ścieki wydały się jej lepszym pomysłem, gdyż przypomniała sobie, że przecież Rocket był większy od zwykłego szopa. Raczej nie zmieściłbym się w plecaku, co najwyżej torbie podróżnej czy walizce. Nadal zastanawiała się jednak nad zaproszeniem zwierzaka do siebie, a średnio jej się podobało, że miał wleźć do jej domu po wycieczce ściekami.
Zastanawiała się, czym może grozić wizyta szopa w jej mieszkaniu. W sumie... potrafi się bronić. A że zwierzak miał ze sobą broń... Jak się domyślała była to wyrzutnia rakiet. Rocket chyba nie byłby na tyle głupi, żeby strzelać z czegoś takiego w domu.
-No niestety, jesteś inny, odbiegasz od normy, więc ludzie Cie nie zaakceptują od tak. Witaj na Ziemi! -pomachała dłońmi i wstała. Zaczęła myśleć nad miejscem w parku blisko wody, ale z dala od ludzi.
-Dobra, wiesz, gdzie jest Riverside park? -spytała. Tam była rzeka i powinien znaleźć się jakiś fragment z dala od ścieżek.
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lis 14, 2012 6:24 pm

- Nie... nigdy tam nie byłem. -
Pokręcił głową na boki wpatrując się w niewidome oczy Laureline. W jego głowie narodził się pomysł zdobycia jakiejś mapy całego miasta. Mogła okazać się bardzo przydatna w jego późniejszej eksploracji.
- Ale to nic. Widziałem jak niektórzy noszą wodę w butelkach, napewno są jeszcze jakieś inne źródła. Skoro macie ścieki, którymi spływa woda, to chyba musi być jakoś doprowadzana w drugą stronę prawda? U nas mówi się na to rury... -
Dziewczyna usłyszała ciche ziewnięcie. Rocket potrząsnął głową kiedy już zamknął rozrywającą się paszczę, po jedzeniu zawsze miał ochotę chwilę sobie podrzemać i na spokojnie potrawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sro Lis 14, 2012 7:07 pm

-Mhm... -mruknęła. No i tyle z wyprawy do parku. -Wodę w butelkach można kupić w sklepie. Ale tak, mamy bieżącą wodę w domach. -to jedna z tych rzeczy, których się nie docenia, póki jej nie zabraknie. Jak była raz u babci na wsi i trzeba było z rańca zasuwać do studni... tak, to była chwila docenienia kranu. A chwilę później również i bojlera. Albo pieca. Zależy kto o ma do grzania wody.
-Wiesz, w sumie możesz wpaść do mnie... Ale jeden warunek: nie zabierasz ze sobą całej góry jedzenia. Mam coś w lodówce. Wiem, że jesteś przewrażliwiony na punkcie marnowania żywności, ale po pierwsze sam nie wyzbierasz całego jedzenia ze śmietników choćby jednej dzielnicy w Nowym Jorku, po drugie na pewno znajdą się jakieś zwierzaki i robaki, które się tym zajmą. Więc weź sobie coś na drogę i idziemy. Zachowuj się jak pies albo coś, w ciemnych zaułkach może nikt nie zwróci uwagi. -czekała, co powie na ten pomysł.
Powrót do góry Go down
Rocket Raccoon



Liczba postów : 101
Data dołączenia : 12/11/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Lis 15, 2012 12:51 pm

- Hau... hau.... -
Odparł bez entuzjazmu naśladując odgłos porozumiewania się psów i parsknął wesołym śmiechem.
- Dziękuje... To bardzo miło z twojej strony... Wyszedłem trochę z wprawy w łażeniu na czterech łapach, ale tego się nie zapomina, to jak latanie statkiem kosmicznym. To bardzo daleko? -
Było słychać, że naprawdę przejął się nową rolą i faktem odwiedzin u Laureline. Wyciągnął ze śmieci niedojedzoną paczkę chipsów paprykowych i powąchał nie do końca mogąc je zidentyfikować. Postanowił, że to coś nada się na potem i wetknął sobie do kieszeni, a potem pochylił się dotykając rękoma betonowego podłoża i machając puchatym ogonem zaczął dla rozruszania łap chodzić wokół dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Lis 15, 2012 6:56 pm

Nie była pewna, czy pomysł udawania najlepszego przyjaciela człowieka przypadł Rocketowi do gustu czy raczej nie. Z jednej strony w jego głosie słychać było jakby rezygnację, z drugiej zaczął się śmiać. Przynajmniej była pewna, że podobał mu się pomysł odwiedzin. Dobrze, że mieszkała sama. No, prawie... Ciekawe, jak Tommy zareaguje na szopa.
-No, rzut kamieniem to to nie jest, ale drugi koniec miasta też nie. Z dziesięć minut drogi. -wysunęła przed siebie laskę i ruszyła wzdłuż uliczki, stukając nią co chwila o ziemię. Słyszała ciche kroki Rocketa, a więc podążał za nią. Kierunek dom. W końcu...

zt + Rocket
Powrót do góry Go down
Balder



Liczba postów : 14
Data dołączenia : 03/06/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Sob Gru 01, 2012 11:01 pm

Minęły miesiące nim Baldur dotarł do miasta Herosów o których trąbiono dosłownie wszędzie, gubiąc się przy tym oczywiście z ładnych kilka razy. Ziemianie w końcu nie potrafili budować dróg, kręte betonowe posadzki krążyły w tą i tamtą zahaczając o prawie każde małe miasteczko przez którego samo przebicie należało do trudniejszych czynności w końcu wszystko tu wyglądało tako samo, szaro, brudno bez jakiejkolwiek wymyślnej koncepcji architektonicznej. Dodatkowo ktoś jego pokroju, śmierdzący, nieogolony w ciuchach które spokojnie nazwać można by znalezionymi w śmietniku szmatami, nie mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc mieszkańców, nie licząc oczywiście rzucanych mu podczas snu pod nogi miedziaków na których widok aż w nim buzowało. Może i wyglądał jak ostatni żebrak, może cuchnął starym śledziem ale krew w nim płynęła wciąż szlachecka, nawet jeśli potępiona i wygnana.
Najwidoczniej w świecie brakowało mu dawnych czasów kiedy nie tyle liczył się wygląd co zdolności wojaczki z którymi nigdy nie miał problemów i nawet jeśli sam nie przepadał zbytnio za bitką, to wciąż posiadał umysł taktyczny. Owe czasy w końcu bardzo przypominały Asgardzką kulturę, teraz niestety nie mógł się odnaleźć. Może to dlatego sam siebie skazał na samotność i wieczną tułaczkę, którą postanowił porzucić dopiero ostatnimi czasy gdy wieści dotarły do niego o wygnanym młodszym bracie. Baldur pamiętając jeszcze małego brzdąca Thor'a od razu wyczuł iż biedactwo pozbawione mocy zesłane zostało na wygnanie, w końcu spotkał go ten sam los co jego samego, tyle że może nieco okrutniejszy. Dodatkowo braci łączyła silna więź przez którą sam Baldur odczuwał każde niebezpieczeństwo w jakim aktualnie znajdował się gromowładny. Nigdy jednak nie było wiadomym dlaczegóż tak właśnie się działo, może to przez ich matkę Frigg, a może po prostu przez to iż większość dawnego czasu Bóg słońca spędzał właśnie z nowo narodzonym wówczas Thorem, któremu jednak nie było dane poznać brata gdyż rozdzieleni zostali oni zanim ten dopiero zaczął rozpoznawać świat. W każdym bądź razie pomimo tego iż Odinson śpieszył co sił na oczekiwane spotkanie, nim dotarł na miejsce zastał tam jedynie pozostawiony po uderzeniu Mjolnir'a krater. Tak też przeklinając ów nieszczęsne zrządzenie losu osiadł na jakiś czas w Puenta Antiquo czy jak to się tam zwało, do czasu aż nie usłyszał o dość głośnej potyczce o Nowy Jork i tak też znalazł się w ów nieszczęsnym miejscu.
Przemierzając puste praktycznie nocne ulice NY idealnie wtapiał się w otoczenie, przepełnione, żebrakami, bezdomnymi i najróżniejszego rodzaju menelami, nie licząc oczywiście kryminalistów którzy pomimo rzeszy bohaterów tu stacjonujących nadal błąkali się ów uliczkami szukając zaczepki, łatwego zarobku i tego typu rzeczy którymi tacy jak oni zajmowali się na co dzień. Powolnym krokiem, nieco przygarbiony, z kapturem zarzuconym na głowę, Baldur, szedł przez łajno tego świata nie zwracając zbytniej uwagi na sprawy dotyczące bezpośrednio ludzi gdyż nauczył się iż nic im już nie pomoże. No może oprócz totalnej anihilacji, do której i tak sami zmierzali. Nagle jednak cichy pisk dobiegający z ciemnej uliczki ruszył go na tyle by przystanął bez chwili wahania. Było to wyraźne zwierzęce wołanie o pomoc którego nie mógł zostawić samemu sobie. Ruszając co sił w nogach zatrzymał się dopiero przed grupką młodocianych rabusi którzy stojąc nad ewidentnie zadźganym staruszkiem znęcali się nad jego małym, owłosionym pupilem.
- Wystarczy! -
Donośny ryk który nie jedną osobę przyprawić mógł o ciarki odbił się cichym echem wśród wysokich murów wieżowców. Nieco wystraszeni mężczyźni momentalnie obrócili się w stronę z której dochodził, jednakże gdy ujrzeli obdartego, przygarbionego staruszka, strach dość szybko ich opuścił przynajmniej jednego z nich.
- Heh kolejne stare próchno...-
Odparł największy chojrak wymachując trzymanym w dłoni prętem, reszta grupy jednak siedziała cicho przypatrując się dziwnie Baldurowi który ani nie drgnął na widok zmasakrowanego ciała mężczyzny, stojąc i przyglądając się jedynie skulonemu psiakowi.
- Zostaw go, to zwykły żebrak dodatkowo jest jakiś dziwny. -
W jednym z rabusiów najwyraźniej odezwał się głos rozsądku, jednakże przemówienie do rozumu bezmózgiemu osiłkowi nie należało do najprostszych czynności.
- Chyba sobie żartujesz, widział co tu się stało... -
Dodał na sam koniec rzucając się w kierunku syna Odyna. Pech niestety chciał iż stalowy pręt którym zamiar miał zdzielić go w głowę zatrzymał się na wyciągniętej przed siebie dłoni Baldura.
- Jeśli stać Cię na tyle tylko, marnym los twój dzisiaj będzie.-
Wyrecytował stawiając krok do przodu, a mocno zaciśnięte w pięści jego żelazo, przybrało czerwony odcień, nagrzewając się do tego stopnia iż rabuś bez namysłu puścił uchwyt prymitywnej broni odskakując do tyłu.
- Co jest kurwa... -
Wystraszony zareagował jak na człowieka przystało, sięgając za pas po jedyną deskę ratunku.
-...zobaczymy jak poradzisz sobie z tym dziwaku! -
Syknął przez zaciśnięte zęby celując w Asgardczyka z broni palnej, to jednak nie zatrzymało zbliżającego się pewnym krokiem mężczyzny.
- Wy ludzie jesteście tacy prymity....-
Nie zdążył dokończyć gdyż zagłuszył go wystrzał broni palnej i obłąkany śmiech oprawcy. Pech niestety chciał iż wystrzelony w jego kierunku pocisk zatrzymał się na stalowej skórze i pozostawiając jedynie kolejną dziurę w odzieży opadł z delikatnym brzdękiem na ziemię.
-...prymitywni. -
Szepnął stojąc już dosłownie kilka centymetrów od mężczyzny, który przykładając lufę glocka do jego piersi w akcie desperacji oddał jeszcze kilka strzałów nie przynoszących oczywiście żadnych efektów i gdy miał zamiar już udać się za swymi przyjaciółmi w szaleńczą ucieczkę. Coś, a raczej ktoś posłał jego bezwładne już ciało w powietrze tak by przy najbliższym spotkaniu zapoznało się z twardą ceglaną ścianą.
- Jakie to kruche i głupie zarazem. -
Wstrząsnął zniesmaczony głową, kucając nad psiakiem.
- Całe szczęście im zdążył na czas, mały mój przyjacielu. -
Pogłaskał czarnego kundla kilkakrotnie.
- Nie bój się, już jesteś bezpieczny. -
Powtórzył ów słowa jeszcze kilka razy tylko i wyłącznie po to by dać futrzastemu biedakowi do zrozumienia iż nic mu nie grozi, po czym zasiadł jakby nigdy nic w mrocznym kącie pomiędzy leżącymi na ziemi ciałami, a pobliskim śmietnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Cat
PR Manager


Liczba postów : 205
Data dołączenia : 16/10/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Gru 09, 2012 1:18 pm

Felicia z samego rana udała się swoim nowym Lexusem na zakupy na ulice Nowego Jorku. Nie prosiła o to swojego personelu, zarządzającego jej domem z jednej, prostej przyczyny – wolała pączki z czekoladą, a nie z marmoladą. Żadne z jej „poddanych” nie stosuje się do tego. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sama pojechać do najlepszej cukierni w mieście. Nie ważne, że było rano! O to właśnie chodziło – nikt nie zwróci na nią uwagi. Na ubraną w różowo-czarną piżamę w kropki i narzucony na nią puchowy, łososiowy szlafrok. Na blond włosach miała założone gdzieniegdzie wałki, które miały za zadanie sprawić, że później będzie wyglądała jak zwykle powalająco. Co nie znaczy, że teraz także tak nie wygląda.
Wyszła z samochodu, gdy tylko znalazła się przy cukierni, która w logo miała wielkiego, soczystego pączka. Tego było jej niezwykle trzeba – duża dawka kalorii o poranku. Weszła do środka, aby zrobić małe zakupy. Dwa pączki z czekoladą, trzy z lukrem, dwie jagodzianki no i sernik bez rodzynek. Najlepsze słodkości w mieście, przygotowywane specjalnie po to, aby ona mogła się cieszyć, że i tak nie przytyje. Mogła śmiać się innym dziewczętom prosto w twarz i korzystała z tego przy dobrej okazji. Zawsze.
Podziękowała z uśmiechem przystojnemu piekarzowi i wyszła żwawym krokiem w kierunku swojego ukochanego, nowiutkiego, świeżo lakierowanego, błyszczącego srebrnym połyskiem Lexusa. To było jej pierwsze, ukochane dziecko, na które zbierała całe dwa dni.
Z racji tego, że była jeszcze nie całkiem obudzona, wsiadła szybko do samochodu, nie zwracając uwagi na to, że przez dobre pięć minut był włączony alarm. Wyłączyła go i ruszyła do domu. Miała wrażenie, że był przeciąg, ale przecież okna były pozamykane. Możliwe, że klimatyzacja coś szwankowała. Nic wielkiego. Nawet na samochód mogła sprowadzić pecha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Tony Stark
Spoilerman | Feels-Bringer | Linkspammer


Liczba postów : 240
Data dołączenia : 28/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Gru 09, 2012 7:46 pm

Ciekawe, jak długo był nieprzytomny? Pięć minut? Cały dzień?
- Jarvis? - powiedział powoli, nie do końca rozpoznając dźwięku własnego głosu. Brzmiał jakoś dziwnie, jakby Stark zdarł sobie język i gardło na kawałku papieru ściernego. Wciąż znajdował się w swojej zbroi, choć wyglądało na to, że coś przeciążyło system – a może było to co innego, Tony'emu wciąż zbyt mocno szumiało w głowie, by mógł się nad tym porządnie zastanowić. Nie był też w stanie unieść żadnej z kończyn, a wyraźnie czuł, że się poruszał. Szkoda, że przy braku zasilania nie mógł się rozejrzeć, może zmniejszyłoby to chwilowe uczucie klaustrofobii. Czyżby znajdował się w jakimś pojeździe? I czy to były dźwięki radia? Mężczyzna powoli wziął głębszy oddech, po czym wypuścił powietrze – po pierwsze nie powinien panikować. Zamknięty w zbroi, której na chwilę obecną nie mógł poruszyć, wieziony nie wiadomo dokąd przez nie wiadomo kogo... Brzmiało jak wspaniały początek weekendu.

[z/t z Black Cat]

_________________
Przeszkadza Ci fem!Tony? Too bad, to kanon!
Jeśli Tony osobiście nie pokazał Ci się jako fem!Tony, to nie masz prawa wiedzieć, że jest kobietą,
bo nosi zbroję i nie widać po nim, że jest kobietą. Koniec komunikatu.


Opis zbroi Rescue dla Tony'ego w ciele kobiety: JARVIS zdjął odpowiednie wymiary i zbroja wyglądała jak zbroja mężczyzny - bez zarysowanych piersi - jednak była smuklejsza i odrobinę węższa w talii - ale oczywiście na wysokości klatki piersiowej nie straciła wcale na szerokości. Stwierdził, że skoro zmianę i tak widać, to może również zmienić kolorystykę; czerwień i srebro tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ffmarvel.forumpolish.com/
Captain America
Męczennik Forumowy


Liczba postów : 188
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Gru 24, 2012 10:44 am

Ciężko opadł na ścianę jakiegoś bloku. Kręciło mu się w głowie, a ciągły, świdrujący go od środka tępy dźwięk tylko to potęgował. Przymknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów, aby uspokoić swoje niezgrabne ciało. Oprócz tępego sygnału w czaszce Steve nie słyszał praktycznie nic, jeśliby nie brać pod uwagę ciągłej miejskiej kakofonii. Każdy głośniejszy dźwięk zlewał się z innymi i nie pozwalał się odróżnić. Przyznał w duchu, że nagłe wyjście ze szpitala było zwyczajnie bezmyślne i niepotrzebne. Owszem, był superżołnierzem, ale to nie znaczy, że może pokładać nie wiadomo jak wielkie zaufanie co do tego faktu. Przede wszystkim jest CZŁOWIEKIEM, który potrzebuje od czasu do czasu odpoczynku, a, jak do tej pory, trochę to zaniedbywał.
Jednak nadal był zaniepokojony. W myślach pojawił się obraz nieznanej złodziejki berła z Sejfu. Czy to też było przemęczenie? Póki co był pierwszym udanym eksperymentem, ale przecież nie jest do końca wiadome jak będzie się sprawował dalej. I czy 70 lat w lodzie nie przeszło bez echa dla jego organizmu. Tak czy inaczej doszedł do wniosku, że chyba wróci na krótką kontrolę do szpitala albo spokojnego mieszkania, jeżeli uda mu się tam trafić.
Odczepił się od budynku i dziarsko, aczkolwiek chwiejnie ruszył przed siebie. Musiał wyglądać nieco podejrzanie, bo jakaś kobieta z dzieckiem nie spuszczając z niego wzroku, ominęła go szerokim łukiem. Jasne, bo niby jaki typ miał podróżować w takim stanie po ulicach Nowego Jorku? Biorąc pod uwagę też to, że Cap zawędrował w dość nieprzyjemne tereny.. Poczuł się lekko rozgoryczony, że biorą go za ćpuna czy imprezowicza i nie zainteresują się, że może potrzebować pomocy. Siedemdziesiąt lat temu społeczeństwo wyglądało odrobinę inaczej i mimo wszystko Rogers nadal nie może sobie poradzić z tą czasową przepaścią. Kilka kroków zniosło go ostro w prawo, w samą porę gdy z niebywałą prędkością śmignął wąską uliczką srebrny samochód. Trochę.. podrapany samochód. Dla Steve'a było już tego za wiele. Opadł na chodnik i podparł się o jakiś murek.
-Jeszcze jeden krok i serio mnie coś rozjedzie. - mruknął do siebie. Oczywiście i tak nie usłyszał swojego głosu, ale tam..
Faktycznie, od samego szpitalnego progu wyglądało na to, że wszechświat postanowił się go zwyczajnie pozbyć. Najpierw popchnął go jakiś ratownik i prawie wpadł na uroczy, nafaszerowany ostrymi bolcami stojak na ubrania, który zupełnie nie pasował do szpitala , potem o mało nie potrącił do na pasach samochód, o mało nie wpadł pod tramwaj,a i rowerzyści nie byli mu specjalnie przychylni. Musiał dać w nos jakiemuś nachalnemu kolesiowi i odsunąć od swoich kieszeni kilka namolnych dam. Było całkiem sporo banalnych sytuacji, z których ratował go jego refleks i w dużej mierze szczęście. Brak słuchu swoją drogą, ale brak słuchu i problemy z koordynacją ruchową potrafiły dokuczyć..
Tak więc siedział taki zmizerniały na nieszczęsnym chodniku i postanowił czekać na cud. Odnaleźli go w śniegu po 70 latach to teraz nie znajdą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3045
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Gru 27, 2012 1:28 pm

Oczywiście, że znajdą.
Cóż, właściwie jeśli mamy być do końca dokładni, to akurat "znajdzie" - ale w imieniu całej organizacji, więc to też się jak najbardziej liczy.
Najważniejsze jednak, że część agentów - którzy oczywiście zostali zawczasu poinformowani o, bądź co bądź, ucieczce Kapitana z części szpitalnej bazy S.H.I.E.L.D. - zdążyła już rozszerzyć krąg poszukiwań na całkiem sporą odległość od Avengers Tower. Mieli na to dużo czasu.
Jeden z nich - na pierwszy rzut oka raczej niczym się nie wyróżniający mężczyzna w średnim wieku - zawędrował akurat w tę okolicę, w której aktualnie znajdował się Rogers. Zauważył go już z daleka, co - spójrzmy prawdzie w oczy - nie było wcale trudne. Zbliżając się do blondyna łączył się już ze swoimi kolegami po fachu, aby przekazać im tę szczęśliwą informację - i zarazem poprosić o transport, podając im jednocześnie swoje miejsce pobytu. Zaraz potem był już przy Kapitanie, podnosząc go na równe nogi i w miarę możliwości sprawdzając jego ogólny stan.
W niedługo później na ulicę zajechał całkiem sporych rozmiarów samochód osobowy, który zatrzymał się tuż przed nimi. Kierowca wysiadł z niego i pomógł drugiemu agentowi wprowadzić Kapitana do środka, po czym wrócił na swoje miejsce; jego kolega zasiadł obok niego. Następnie zaś - ruszyli.

[z/t dla Kapitana]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 10, 2013 8:36 pm

Raven przemierzał miasto po swojemu. Nie umiał latać, ani też teleportować się, ale umiał za to przemieszczać się po budynkach lepiej niż niejeden amator parkoura. Całe wieczory skakał po dachach, wspinał po elewacjach i innych powierzchniach niedostępnych dla przeciętnych ludzi. Nie był co prawda Spider-manem, musiał się bowiem czegoś złapać, aby rozpocząć wspinaczkę. Dostnie się na Manhattan było problematyczne, jeżeli nie miało się samochodu. Nie jest to jednak problem dla kogoś, kto nie musi płacić za bilet kolejki i jedzie na jej dachu tym sposobem pokonując mosty jakich w NY jest zatrzęsienie. Wędrował tak jak postać z pewnej gry komputerowej, aż znalazł najwyższy z okolicznych budynków...Łowca wspiął się na spiczasty dach, kucając na jego szczycie utrzymując balans ciała z łatwością. Patrzył nie tylko na rozświetlony niczym choinka Manhattan, ale także na niebo...Jakby kogoś tam szukał. Nie był to na pewno Bóg...Szukał pom0cy. Nie dość że Arkan wpadł na jego trop, to jeszcze Onuris oszalał... A w tej sprawie wolał udać się do kogoś kto ma środki i wiedzę. Do Dur-Shurrikuna...
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 11, 2013 8:41 pm

Ravenowi nie było dane czekać długo na odzew jego nowego znajomego. Jinkusu wiedział, kiedy był komuś potrzebny - była ku temu bardzo prosta przyczyna. Otóż obserwował wszystko z góry, poddawał analizie i zazwyczaj bezbłędnie trafiał w moment w którym należało się zjawić.
Delikatny podmuch wiatru uderzył prostu w plecy Scotta, by zaraz za nim pojawił się mierzący ponad dwa metry wzrostu, białofutry jaszczur. Crathygtanin powoli podszedł do Ravena, trzymając obie dłonie za sobą - tak jak miał to w zwyczaju. Stanął wyprostowany przed mężczyzną i spojrzał na niego z góry. Doskonale znał sytuację, widział wszystko i podejrzewał jak teraz mógł czuć się Raven. Dla niego samego, nie miało to większego osobistego znaczenia. Miał jednak czas, bardzo dużo czasu. Ostatnio nie było śladu po Strażniku ani jego sługach. Każdy normalny się tym przejmował... Cóż, Jinkusu nie był każdym. On miał na swym koncie ponad osiemset tysięcy lat doświadczenia. Znał Strażnika lepiej niż ktokolwiek inny. To był jego wróg, jego przeciwnik i jego zemsta... To mogło jednak poczekać.
Dur-Shurrikun nie odezwał się słowem. Futro jaszczura powiewało na wietrze, ogon przez chwilę przesuwał się po ziemi, nieruchomiejąc w końcu, a samiec tymczasem nic nie mówił. Słowa nie zawsze były potrzebne. Przyszedł słuchać, nie mówić. Pierwsza więc część należała do Ravena. A on? Aktualnie obserwował ćwierć miliona różnych sytuacji z czego najbardziej interesującą wyraźnie była ta w jego wnętrzu - na pokładzie, w Barze. Szczerze nie spodziewał się po Daalkiinie takiego zachowania i nie zamierzał marnować okazji, chciał przyjrzeć się dokładnie i dowiedzieć jak najwięcej. Może nadszedł już czas.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 11, 2013 9:05 pm

Raven obrócił się spokojnie...Wiedział, że nie stoi za nim wampir ani człowiek, tylko Android. A tak rozwiniętych cybernetycznych organizmów na Ziemi nie ma. Stał przed nim ten, którego chciał wezwać...Domyślał się, że wie o całej sprawie i to od podszewki...
- Zapewne wiesz co się stało Onurisowi...Ten...Cień opanował jego umysł. Chcę mu pomóc. A domyślam się zapewne słusznie, że masz większą wiedzę na temat tego, co go spotkało. I zgłaszam się na ochotnika by ratować Onurisa.- Powiedział, patrząc na jaszczura przez ciemne okulary swojej maski. Raven nie powiedział "dość". O nie, ten gagatek widząc taką potworność prędzej będzie chciał ratować Widmo niźli je zabić. A czemu? Bo nie był dla Ravena kolejną istotą jaką spotkał po drodze. Sprawił, że Kruk się przed nim otworzył. A to już jest coś, o co warto walczyć. Nawet zabijać.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Today at 4:55 am

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 18Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 18  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: