Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ulice NYC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 18  Next
AutorWiadomość
Darkhawk



Liczba postów : 148
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Ulice NYC   Pon Sie 27, 2012 4:04 pm

First topic message reminder :

Ulice Wielkiego Jabłka. Można je podzielić na dwa rodzaje: uczęszczane i lepiej-się-tu-nie-zapuszczaj. Te pierwsze są zatłoczone i szare, drugie puste i brudne. Nieważne do którego rodzaju można zaliczyć tę na której się znajdujesz, w obu przypadkach: pilnuj swojego portfela!


Ostatnio zmieniony przez Loki dnia Nie Sie 31, 2014 11:19 am, w całości zmieniany 5 razy (Reason for editing : Pierwotnie znajdował się tu także post fabularny. Został przeniesiony do pierwszego fabularnego posta Darkhawka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 11, 2013 9:24 pm

A więc tak... Chodziło o Onurisa. Widma jednak nie należały do istot w których sprawy należało się wtrącać. Dla własnego bezpieczeństwa... Jinkusu to rozumiał. Gdy ktoś wtrącał się w jego sprawy, również tego bardzo nie lubił.
-Onuris to Widmo. To jego walka. Nie powinieneś się w to wtrącać.
Odparł krótko. Onuris nie koniecznie wymagał ratunku z czyjejkolwiek strony. Jeśli coś stało się z jego umysłem, Dur-Shurrikun wiele tu nie poradzi. Nigdy nie badał na pokładzie Widma. Był w stanie uwolnić spod jarzma nawet najpotężniejszego telepaty, jednak nie znając organizmu, istniało ryzyko - że mu zaszkodzi bardziej, aniżeli pomoże. Czasami po prostu bywały sytuacje w których należało odnaleźć własną drogę ku światłu. Dur-Shurrikun również taką drogę przebył. Nie wyglądało to może w ten sam sposób jak u Onurisa czy innych istot organicznych, jednak on również musiał zmierzyć się z samym sobą, zrozumieć cel swego istnienia - wygrać. Ta bitwa uczyniła go silnym, to samo powinno stać się z Widmem. Jeśli na prawdę ktoś pomoże - a raczej może pomóc - Onurisowi - to są to inne Widma. Jinkusu mógłby spróbować coś z tym zrobić, jednak narobili by sobie więcej kłopotów aniżeliby to było warte. Lepiej było po prostu poczekać na rozwój sytuacji.
Samiec skierował swój wzrok ku wiecznie żywemu miastu. Aż dziw, że ludzie byli w stanie funkcjonować nawet po nocy. Przy ilości stresu jaką dostarczał im każdy dzień, musiał to dla nich być niesamowity wysiłek, nie tylko fizyczny ale również psychiczny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 11, 2013 11:41 pm

- Może i nie powinienem. Lecz to moja planeta i mój towarzysz, więc można by rzec, iż mnie to też dotyczy...Lepiej, abym tą istotę powstrzymał niż aby spowodowała międzyrasowy konflikt, zgubny nie tylko dla Ziemian.- Odparł, nie zmieniając pozycji. Szalejący żywy czołg nie jest ani dyskretny, ani bezpieczny. Ponadto Ziemia stała się już areną międzyświatowego konfliktu...Drugiego nie trzeba. Dlatego też trzeba zatrzymać to, czymkolwiek to jest. Ponad to wszystko Raven coś Onurisowi zawdzięcza...A to pociąga go do odpowiedzialności.
- Pewnie spytasz czemu chcę mu pomóc...Bo mnie na to stać. I mogę wziąć to na swoje barki. Ale żeby to się powiodło, potrzebuję Twojej wiedzy i zasobów. Mój ekwipunek nie nadaje się do tego zadania. I od razu uprzedzę pytanie: Nie, nie mam zamiaru go zabić. Lecz muszę mieć jak się bronić.- Rzekł. Miał na myśli rzecz jasna to, że jako Raven może sobie pozwolić na takie akcje. Nie był osobą, był człowiekiem w masce. A ludzie w maskach mogą o wiele więcej niż osoby znane z imienia i nazwiska... Lecz nie ma zamiaru skakać na główkę do nieznanej wody. Musiał poznać problem od dołu do góry, rozłożyć na czynniki pierwsze i przygotować się. Jego kostium i broń nie są najlepszym środkiem do ewentualnej walki. Prostą przyczyną jest to, że był przystosowany do walki z ludźmi i wampirami. A tu ma do czynienia z Widmem. Zanim jednak zajmie swoją głowę owym planowaniem, musi poznać odpowiedź Dur-Shurrikuna. Bez jego pomocy sam nie da rady.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Sty 14, 2013 9:32 pm

-Odważne słowa. Widmo towarzyszem... Są towarzyszami wyłącznie dla samych siebie, innych widm. Nie martw się konfliktem między-rasowym. Widma jako ostatnie do niego doprowadzą.
Odparł spokojnym głosem. W tego typu sprawach był bardzo doświadczony i wiedział jak działać. Nigdy nie słyszał o tym, by widma doprowadziły do jakiegoś konfliktu, spowodowały jakieś prawdziwe nieszczęście. Te istoty były zbyt neutralnie nastawione. Wśród nich panował za duży rygor, by mogły pozwolić sobie na taką samowolkę. Dur-Shurrikun wiedział o tym i był z tego powodu bardzo spokojny.
-Nie pozwolę Tobie pójść na śmierć. Przez ponad osiemset tysięcy lat istnienia, nie słyszałem by ktokolwiek przeżył walkę z Widmem. Spotkasz go jeszcze nie raz. Jednak musisz dać mu przejść przez tą walkę samodzielnie. Umysł to najpotężniejsza broń Widma. Widmo nie kontrolujące siebie, jest dla swej rasy niczym. Onuris wygra swą walkę, Ty jednak nie możesz się w to mieszać.
Wyjaśnił, wyciągając ręce z za pleców i opuszczając je wzdłuż ciała. Otworzył swe dłonie, prostując palce i ukazując swe białe, ostre pazury. Ogon przejechał powoli po ziemi, jednak samiec nie zmienił swojego położenia. Dalej stał w miejscu. Tak, Raven był doświadczony, jednak nie aż tak. Chciał wziąć udział w czymś czego nie rozumiał, co sprawiłoby, że nie powróciłby żywy ze swej samotnej próby. Ingerencja w sprawy widm nie była dobrym pomysłem. Najlepiej było ich po prostu pozostawić samym sobie, zawsze rozwiązywali te problemy samodzielnie, świetnie dawali sobie z tym radę i wyciągali wielkie lekcje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 15, 2013 10:01 am

Wbrew pozorom Raven martwił się owym konfliktem. Widmo samo w sobie jest potężną istotą. Opętane Widmo oznacza potężne kłopoty...Zacisnął dłonie w pięści, zwieszając głowę, po chwili się rozluźniając...przeszła mu nawet myśl, że Dur nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co stało się z Onurisem. A może właśnie zdawał sobie sprawę i wierzył, że gad sobie poradzi sam?
- To, co go spotkało nie przejęło władzy nad ciałem. Przejęło umysł. Ziemskie kulty nazywają takie zajwisko "opętaniem demonicznym". Zdolne są do tego jedynie niematerialne istoty wyjątkowo plugawe i nienawistne, zwane demonami. Byt, który opanował umysł Onurisa swoją naturą odpowiada właśnie demonowi... I jeżeli ów "demon" nie zostanie powstrzymany, może użyć naszego Widma do siania chaosu. A w zestawieniu tego z ludzką zabobonnością oraz chęcią do obrony przez atak, może spowodować niebezpieczne reperkusje...Inne Widma go nie zatrzymają. Mówił mi to...Że braci nie ma. Nie pomogą. Nie mogę stać bezczynnie...- Tu urwał, ugryzł się w język. Oczywiście w przenośni...Pewnie Dur wiedział o tym doskonale, wszak przez 800 milleniów mógł zdobyć taką wiedzę...Może Raven zbytnio się martwi, a może po prostu znów kierują nim emocje?
Odwrócił się i zrobił parę kroków ku krawędzi, by wrócić do obserwacji Manhattanu...By zaraz spojrzeć na jaszczura, nie odwracając się jednak w całości.
- Być może masz rację...Mam nadzieję, że masz. Po prostu...Nienawidzę patrzeć biernie.- Powiedział, rozluźniając się... Tak, może porywał się z motyką na Słońce...Ale taki był. Nienawidził bierności, wolał stanąć naprzeciw, nieważne jak wielkie owe przeciwności są. To mógł zrobić człowiek w masce...To, czego nie mógł zrobić człowiek z twarzą, imieniem i nazwiskiem.
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 9:06 am

Android przekrzywił łeb delikatnie na bok, kierując wzrok na Ravena który zaczął do niego przemawiać. Scott chyba sam nie rozumiał jak wielkie bzdury wygaduje. Dla tego okrętu, taka sytuacja po prostu nie miała prawa mieć miejsca. Gdyby Onuris na prawdę był zagrożony, Dur-Shurrikun rozwiązałby ten problem osobiście. Nie potrzebował teraz kolejnego utrudnienia w swoim życiu, kiedy to z jednej strony galaktyki miał przybyć prastary Strażnik, którego celem była tylko anihilacja wszelkiego życia, a z drugiej strony - coś co działo się na tej planecie. Zaraz potem, Raven jednak zmienił swoje zdanie. W końcu przyznał Jinkusu rację. Android powoli podszedł do mężczyzny, wyciągając lewą rękę do góry i opierając dłoń na jego prawym ramieniu. W ten sposób ludzie zwykli dodawać sobie otuchy.
-Bierzesz na siebie za dużo. Przez lata swego istnienia, stałem się dla wszechświata legendą. To, co oddałem tym wszystkim rasom oraz to co im zabrałem, wszystko zostało poprzedzone poświęceniem Crathygtan, ponad osiemset tysięcy lat temu. Tylko po to, bym ja mógł żyć. Wiele istot zwykło uważać mnie za zwykłą maszynę, zaprogramowaną do działania. Może tak jest. Może jestem tylko czymś na kształt Waszego komputera z wpisanymi kodami, które prowadzą mnie przez życie.
Rzekł i cofnął swą dłoń, a następnie skierował wzrok ponownie ku ludziom na dole.
-Niezależnie jednak od tego, poprzysiągłem mojemu dowódcy, że niezależnie od ceny, zniszczę Strażnika i wszystko co się z nim wiążę.
A kończąc ten temat, skierował wzrok ponownie na Ravena.
-Skontaktowałem się z flotą Federacji. Stawią się na moje wezwanie. Aktualnie... Twoja planeta zagrożona jest czymś co wykracza po za wszelakie skale zagrożenia. Zagrożony jest tym cały wszechświat, bo ktoś zamierza sięgnąć po władzę absolutną. Dla was to zapewne będzie "boska moc". Nie powierzyłbym takiej siły nawet samemu sobie.
Powiedziawszy to, odwrócił się i powoli odszedł od krawędzi dachu, stając tyłem do swego rozmówcy. Sytuacja była o wiele trudniejsza niż się początkowo spodziewał.
-Odzyskałem swoje biblioteki. Teraz musimy zapobiec większemu zagrożeniu. Śledź wydarzenia, szukaj. Nikt inny nie zdaje sobie sprawy, że jakakolwiek sytuacja ma miejsce. Nawet gość który przybył na ziemię ze swoją asteroidą stacjonującą przy księżycu.
Wyjaśnił. Wziął pod uwagę różne rozwiązania. Jednak to o czym mówiła tamta samica, nie dotyczyło tej asteroidy. Tamten lud był nie tylko niewinny. Był nieświadomy. Ich przywódca zajmował się poszukiwaniami jakiegoś człowieka, nie interesując się faktem, że stracił kontakt z własnym statkiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 6:33 pm

Ravena zdziwiło przede wszystkim to, że Dur podszedł doń...Po ludzku. Zbyt ludzku biorąc pod uwagę to, że nie jest z tej planety. Aczkolwiek była to miła zmiana...Najwyraźniej Dhampir potrzebował takiego wsparcia...Głosu który mógł mu powiedzieć, gdzie są jego limity...Lecz jest jeden szkopuł. Raven limitów nie ma. Ale o tym można dywagować w nieskończoność...Szykowało się coś naprawdę poważnego.
- Właśnie dlatego noszę maskę...Aby móc wziąć na barki to, czego inni nie potrafią. Ale może nawet to nie uchroni mnie przed ograniczeniami...- Powiedział, nie strącając dłoni jaszczura z ramienia, jednocześnie utrzymując kontakt wzrokowy.
- Nie, nie jesteś maszyną. Maszyna jedynie wykonuje polecenia, recytuje wpisany jej kod. Ty natomiast podejmujesz decyzje, nie ze względu na linie kodu, a na własne obserwacje i przemyślenia Jesteś umysłem, a nie programem...- Dodał. Potem zaś usłyszał słowa, które nie tyle zaskoczyły, a zajęły umysł Kruka. A więc wojna...Strażnik o którym już mu Dur wspominał, zbliża się.
- Kiedyś to musiało nadejść...Zatem cóż mam uczynić? Jaki mamy trop?- Powiedział, odwracając się ku androidowi. Przestawił swój priorytet. Jeżeli to Strażnik, i chce opanować tą planetę...Będzie trzeba mu pokazać że Ziemia będzie twardy kęs. Taki, który wyłamie mu zęby i zatka przełyk...
Powrót do góry Go down
Samael



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 6:41 pm

Anioł Śmierci zmaterializował się w obłoku czarnego,eterycznego dymu na dachu jednego z wielu Nowojorskich banków. Przysiadł na gzymsie , spoglądając w dół, na ulice pełne śpieszących się, grzesznych ludzi.
Słabi, bez wiary i czci, za bóstwo mając pieniądze, w wiecznej pogoni za doczesnymi przyjemnościami.
Uśmiechnął się, półgębkiem. Te biedne , zbłąkane owieczki wręcz się proszą o nowego pasterza...
Z żółtej taksówki wysiadał właśnie jeden z dzisiejszych Piłatów. Będzie musiał wkrótce spotkać się z jednym z nich. Z nimi zawsze podpisanie umowy to dobry trening...
Zerknął na pobliski dach,dosłownie kilka sekund lotu z jego aktualnej pozycji.
Wytężył słuch,zaczął czytać z ruchu warg.
-Demon?Nie wywołuj wilka z lasu...-powiedział do siebie cicho i zaśmiał się, upiornie.
Zleciał nieco niżej,nie materializując się jednak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 7:14 pm

((Samael, ja nie widziałem u Ciebie mocy odpowiadającej za niematerialność.))

-Wziąć na barki to czego inni nie potrafią? Zdejmij maskę.
Odparł krótko, nie odwracając się do Ravena. Ludzie, a zwłaszcza "bohaterowie" zatajali swoją tożsamość. Nic im to nie dawało, czuli się jedynie kimś innym niż byli. Tony Stark ujawnił, że jest Iron Manem. Z tego powodu krzywda go nie spotkała, więc Jinkusu tym bardziej nie rozumiał po co ludzie się maskowali, a tym bardziej - czemu nie współdziałali dla większego, wspólnego celu - a jedynie dzielili się na grupy i jednostki próbując osiągnąć cel na własną rękę?
Słowa na temat tego czym jest, po prostu zignorował. Nie rozwodził się nad tym, bo znał się doskonale, wiedział kim był, jaki był oraz jaki był jego cel. Nikt nie musiał mu tego udowadniać. On również nie musiał sobie samemu tego udowadniać. Zrobił to bowiem dawno temu.
-To co powiedziałem.
Odparł. W końcu wyjaśnił Ravenowi co ten miał zrobić. Zajęła go jednak inna sprawa. Czyjś szept, a potem śmiech dochodzący z jednego z okolicznych budynków. Bardzo cichy, niesłyszalny dla istot organicznych. Ale Dur-Shurrikun nie był organicznym. Był okrętem wojennym, klasy Tytan. Android powoli odwrócił się w stronę z której dobiegał odgłos i uniósł swój łeb, kierując wzrok dokładnie w miejsce gdzie słyszalny był odgłos. Ogon jaszczura przejechał powoli po ziemi, a on sam zacisnął swe dłonie w pięści, obserwując przez kilka sekund to miejsce w ciszy.
-Ujawnij się, kimkolwiek jesteś.
Rzekł zimnym, wrogim tonem. Nie lubił, gdy ktoś próbował się do niego podkradać. Dlatego też rzadko który okręt próbujący podkraść się do Dur-Shurrikuna, kończył jako wrak z w pełni martwą załogą. Z istotami które wchodziły mu w ten sam sposób w drogę, robił zazwyczaj to samo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samael



Liczba postów : 9
Data dołączenia : 09/01/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 7:30 pm

//Zapomniałem dopisać. Ale to jest chyba w typowych anielskich wg.marvela//
Samael zaśmiał się, po czym powoli pojawił się,w kłębie sinawego dymu.
-A kim jesteś ty , byś żądał ukazania ci się, śmiertelniku ?- spytał kpiącym głosem.
Podleciał do pary rozmówców i stanął na ziemi, chowając skrzydła,które rozpłynęły się niczym biała, mleczna mgła.

// Nie, właściwie nie jest... Każdy anioł posiadał inne, więc masz te z KP. Nawiasem mówiąc - pilnuj długości postów, bo w regulaminie jest coś o bodajże sześciu linijkach.
~ Loki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 17, 2013 8:12 pm

((Poza tym kolejka, mości aniele, obowiązuje ;) ))


- Wiem, że bierzesz Starka pod uwagę...Lecz to działa w dwie strony. Bo zdejmując maskę, naraził swoich bliskich. A tych ma wielu. I tak Iron Man jest symbolem. Nie Stark. - Powiedział. Zatem ma wyszukiwać informacji o Strażniku. Zapewne Dur wyjaśni mu, czego dokładnie szukać. A może wierzy w to, że Raven sam do tego dojdzie. Niezależnie od tego, podejmie śledztwo. Całą konwersację przerwał im niespodziewany przybysz...Czyżby uważał się za demona? Możliwe...Przed nimi ukazała się istota podobna do anioła, lecz aura jaka od niej biła, nie zalatywała dobrem. Tak samo nie dało wyczuć się bicia serca...To nie mógł być człowiek, ani istota organiczna. Odwrócił się w stronę owej istoty, nie bojąc się...Sam był potworem. Można by rzec, trafił swój na swego...
- Zatem istnieją...Ciekawe.- Powiedział, będąc w gotowości...Mimo że może nic nie zaszkodzić owej istocie. Sam był nieco zaskoczony...Stał przed nimi byt. Nie istota z krwi i kości, a byt. Pytanie, czy to rzeczywiście anioł, demon czy czymkolwiek to jest...
- Kim jesteś...Albo raczej czym? Śmiertelników tu nie uświadczysz. - Dodał po chwili. Sam nie był człowiekiem. Był potworem. Dur natomiast wykraczał poza czarno-biały podział "żywy - martwy", "śmiertelny - nieśmiertelny"...
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Sty 18, 2013 9:25 am

Jinkusu nie drążył dłużej poprzedniego tematu. Teraz nie miało to sensu. Pojawił się w końcu ktoś, kto próbował podsłuchiwać ich rozmowę. I bardzo mu to nie wyszło. Można by domyślić się łatwo, że przybysz doświadczenia w tym nie miał. Szpiegostwo było wielką sztuką i nie każdy był jej godzien. Jaszczur spojrzał kątem oka na Ravena, gdy ten się odezwał. W międzyczasie nie spuszczał jednak wzroku z przybysza... Jeśli tak to można było nazwać. W końcu Dur-Shurrikun nie postrzegał świata w ten sam sposób co inni. Jego możliwości dalece wykraczały po za świadomość organicznych.
Android przeczekał chwilę, gdyż przed nim odezwał się Raven. Istnieją? Nie, nie istnieją. Nie w takiej formie w jakiej znają je ludzie, bo składają się na to głównie fałszywe legendy. Opowieści które nie odnajdą swego pełnego pokrycia w rzeczywistości, historii. Kolejne słowa Scotta, sprawiły jednak, że jaszczur obrócił w jego stronę swój łeb i lekko przekrzywił go na bok. Następnie spojrzał ponownie na "anioła".
-Patetyczne. Organiczny posiądzie "dar" i już czuje się nieśmiertelny.
Skomentował, podsumowując jednak obu organicznych znajdujących się tutaj. Obaj w końcu wypowiedzieli się tak, jakby śmiertelność ich nie dotyczyła. Czym są? Wygnanymi bóstwami? Przez wieki swego istnienia, nigdy nie spotkał żadnego "boga". Teraz nagle więc ktokolwiek z tej płaszczyzny mu się objawił? Kolejny.
-Czymś czego nie zrozumiesz.
Odparł krótko. Nie miał zamiaru wyjaśniać kim tak dokładnie jest. Ta planeta była na tyle dziwna, że im mniej osób go znało - tym lepiej. Ten stan nie mógł się jednak utrzymać w nieskończoność, jednak dopóki istniał, dopóty było dobrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 22, 2013 7:45 pm

Kiedy Dur spojrzał na Ravena ten również to uczynił jakby posyłając mu spojrzenie typu "Czy wyglądam na wierzącego?". Raven bowiem nie był wierzącą osobą. Dlatego też spotkanie astralnego bytu było ciekawym zaskoczeniem...
- Mała poprawka...On nie jest organiczną istotą. A przynajmniej dobrze to skrywa.- Dodał cicho Raven, patrząc cóż ów anioł czy podobny do anioła stwór uczyni. Nie czuł ani jednego uderzenia serca, jedynie energię bijącą od tego bytu. Nie mógł być to organik.
Zastanawiało go, ile takich istot już Dur spotkał, skoro nie zrobiło to nań większego wrażenia...
Powrót do góry Go down
Dur-Shurrikun
Mistrz Gry | NPC


Liczba postów : 1143
Data dołączenia : 25/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Wto Sty 22, 2013 9:05 pm

Samiec przesunął prawą stopą po podłożu, rysując pazurami po powierzchni co spowodowało pojawienie się charakterystycznego dla tego działania - dźwięku. Przesunął nogę, a następnie całe ciało, odwracając się tyłem do dwójki. Ignorancja? Nie, nie w tym wypadku. Dur po prostu nadal wszystko świetnie widział, niezależnie czy stał przodem czy tyłem do przeciwnika. Natomiast to co powiedział Raven, wydawało mu się teraz przejść granice rozsądku.
-Ograniczeni śmiertelnicy. Twoje zmysły wydają się gorsze niż poprzednio. Jest tak samo organiczny jak Ty. Te same oznaki życia.
Odparł spokojnym głosem, a ogon jaszczur przejechał powoli po ziemi. Jinkusu spotykał wiele istot i teraz należało być na prawdę wyjątkowym, by wzbudzić w tej maszynie zainteresowanie. Android ponownie odwrócił się w stronę dwójki, unosząc swe ręce i krzyżując je na klatce piersiową. Stał wyprostowany i obserwował obu "z góry". Zasługa mierzenia dwóch metrów i dwudziestu centymetrów wzrostu. Dla ludzi był niemalże gigantem. Dla niego, ta wysokość była... Normalna. Nie była niczym nadzwyczajnym. Samiec spojrzał wpierw na Ravena, by zakończyć wszystko wtopieniem wzroku w Samaela. Długo będą musieli czekać, aż ten ktoś się obudzi i raczy im odpowiedzieć?


Edit:

Widząc brak reakcji ze strony obojga znajdujących się tutaj mężczyzn, Dur-Shurrikun uruchomił procedurę teleportacji i zabrał androida z ulic NYC. W końcu Raven wiedział co miał teraz zrobić, a Jinkusu nie był tu potrzebny. [zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clockmaker



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Sty 27, 2013 1:32 pm

Pawłow trzymał się z dala od większych i lepiej oświetlonych ulic. Bał się że agenci Tarczy szybko go namierzą, a co za tym idzie, naukowiec zaprzepaści szanse znalezienia tajnej placówki A.I.M. Samotny naukowiec, trzymał się ciemnych uliczek niczym tonący brzytwy, pod żadnym pozorem nie chciał ich opuszczać. Odziany w długi aż do ziemi płaszcz i dość pokaźnej wielkości kapelusz zasłaniający wizjery hełmu, w takim przebraniu naukowiec mógł "wpasować się" w okolicznych mieszkańców, którzy nie należeli do największych dżentelmenów. Koniec końców boczne uliczki idealnie nadawały się do ładowania pancerza energią przeróżnych organizmów, począwszy od zwierząt jak kot czy pies, skończywszy na bezdomnych i pomniejszych złodziejaszków. Dzień za dniem Pawłow obmyśliwał kolejne plany i domysły gdzie poszukać informacji na temat bazy A.I.M, takie bazy są rozmieszczone w prawie każdej większej aglomeracji na świecie. Od kiedy zawsze pamiętał, Pawłow wysyłał raporty do Nowego Yorku, stamtąd one trafiały w ręce wtajemniczonych w projekt. Od czasu porażki i zniszczenia laboratorium w wschodniej części Moskwy, naukowiec nie miał kontaktu z A.I.M. Najprawdopodobniej został uznany za zabitego. Jednak Pawłow nie miał zamiaru się poddawać, musiał zdobyć informacje na temat różnych przestępców w więzieniach, albo pod obserwacją, dlatego udał się w stronę komisariatu, uważnie patrząc, by nie narazić się na wykrycie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Sty 27, 2013 2:30 pm

Mroczne zaułki miały swoje plusy. Mało ludzi, chyba, że przesiadywali tam bezdomni albo typy spod ciemnej gwiazdy – ale i z tym bywało różnie. Przez dłuższy czas Clockmaker maszerował niezauważony przez nikogo, bo jedyne istoty, na jakie się teraz natykał, to drobne stworzenia w postaci gryzoni oraz bezpańskich psów grzebiących w resztkach śmieci z kontenerów. Nikłe światła latarni padały na poszczególne fragmenty brukowanej uliczki, pokonywane jednak przez ciężką osłonę nocy. Dźwięki, jakie mogły dotrzeć do jego uszu, nie powinny go niepokoić. Ktoś kłócił się w mieszkaniu na drugim piętrze, a zwierzęta rozgarniały worki i wyrzucały z nich puszki czy plastikowe butelki. Przez dłuższy czas nic poza tym się nie działo. W pewnym momencie po okolicy rozszedł się przeciągły, wysoki pisk. Zza rogu, tnąc powietrze ostrym dziobem, wyłonił się stwór. I to nie byle jaki stwór… Mogłoby się zdawać, że to spory gatunek orła, ale skąd wziąłby się tutaj ów ptak? Gdy zmalała odległość między nim a Clockmakerem, dało się dostrzec cztery łapy oraz lwi ogon. Zwierzę darło się dalej, krążąc nad fragmentem zaułka, przecinając co chwila drogę opancerzonego naukowca. Potrafiło zastygnąć w powietrzu, jednak każdy, nawet najmniejszy, ruch mężczyzny powodował w nim coś na kształt irytacji, a w konsekwencji brak możliwości kontynuowania wędrówki na komisariat. Trzeba albo zawrócić, albo unieszkodliwić monstrum, które zjawiło się na Ziemi tuż za swoimi braćmi. Tylko jak?


Ostatnio zmieniony przez Spider-Man dnia Nie Lut 03, 2013 4:47 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clockmaker



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Sty 27, 2013 2:58 pm

- Interesujące, prawdziwy mityczny Gryf - Powiedział do siebie naukowiec, stojąc w bezruchu. Dla Pawłowa nieruszanie się było bardzo proste, wystarczyło o tym pomyśleć a pancerz zastygał i nawet najmniejsze drgnięcie było czymś trudnym, pancerz jedynie pozwalał pracować płucom i sercu.
- No cóż miło było, ale ... - naukowiec przez chwilę jeszcze rozważał gdzie zaatakować gryfa i ostatecznie zdecydował się unieszkodliwić pierw skrzydła. Tworząc w swoim mózgu kilka z opcji jak zachowa się zwierze po postrzale lub przed nim, naukowiec w końcu zdecydował się zadziałać. Prosta komenda umysłu *luz* spowodowała, że Pawłow odzyskał pełną kontrolę nad mięśniami, a co za tym idzie mógł użyć rękawic pulsacyjnych. Jako pierwszy cel naukowiec wybrał skrzydła, następnie kończyny przednie i tylne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Sty 27, 2013 3:33 pm

Gryf, pomimo lwiego cielska, był dość zwinny. Owszem, wystarczyło naruszyć delikatną konstrukcję jego skrzydeł, by mocno go osłabić, ale najpierw musiałoby się to udać. Stwór w jednej chwili skierował lot w lewą stronę, nie dając się tym samym postrzelić w pierwsze, celowane w niego, miejsce, jednak odległość między budynkami nie stwarzała mu aż tak sporej liczby manewrów i ostatecznie jeden ze strzałów Clockmaker’a trafił w jego tylną łapę. Gryf zaskowyczał, a w miejscu uderzenia zaczęła się tworzyć niezbyt dobrze wyglądająca rana. Czymże to jednak było dla potwora, by przerwać podjęte działania? Niczym. Teraz on przepuścił atak. Ruszył w dół i uderzył łbem o jego pancerz na tyle szybko, by zachwiać mężczyzną i wzbić się ponownie w górę przy akompaniamencie pisków. Naukowiec niemalże upadł, ale pancerz pozwolił mu zachować odpowiedni balans i tym razem utrzymał się na nogach. Można powiedzieć, że bestia nie wyrządziła mu większych szkód poza chwilową dezorientacją. Stwór skierował się zatem w jego stronę jeszcze raz, ponownie blokując przejście. Zawisł w powietrzu z przednimi szponami ustawionymi niczym tarcza, czekając na jego kolejny ruch. Po łapie ściekała mu delikatna smużka krwi, barwiąc chodnik na czerwono. Szkarłat w ciemności zdawał się być czarną, smolistą plamą, zatem tylko zapach zdradzał to, czym naprawdę była. Rana powodowała, że poruszanie się po gruncie mogło sprawić potworowi problemy, ale póki jego skrzydła nie zostały nawet draśnięte, nie stanowiło to dla niego kłopotu. Gotów był bronić tego, co mu powierzono i nikt, póki on żyje, nawet się do tego nie zbliży. Clockmaker nie był jego celem samym w sobie, a zagrożeniem, którego należało się pozbyć albo chociaż je unieszkodliwić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Clockmaker



Liczba postów : 7
Data dołączenia : 22/01/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Sty 28, 2013 5:28 pm

- Przeklęty! - Wrzasnął Pawłow lekko wymachują ręka na znak lekkiego poirytowania , następnie naukowiec przekręcił głowę w lewo i prawo, a jego kark wydał z siebie bardzo specyficzny dźwięk, podobny do tego, kiedy to kości przez długi czas nie są w ruchu.
- Nakarmię tobą mój pancerz! - Powiedział dość głośno naukowiec unosząc się niecałe pół metra nad ziemią. Zbliżenie się teraz do rannego Gryfa byłoby równoznaczne z możliwością doznania jakiś poważnych obrażeń. Pancerz może i chronił właściciela przed potężnymi ataki, może nawet ochroniłby Pawłowa przed uderzeniem Hulka, jednak są miejsca nie chronione przez pancerz, a tylko przez pole grawitacyjne. Teraz wymagane było utrzymywać gryfa na dystans nie tracąc zbyt wiele energii, której w zapasie naukowiec za dużo nie miał. *Jak obezwładnić tą bestię?* Pawłow cały czas zadawał sobie w głowie to właśnie pytanie, szukając jakiś słabych punktów. Tym razem naukowiec postanowił skupić się na torsie i wykorzystać pełen potencjał rękawic, jednak nie zapominając o defensywie, dlatego Pawłow postanowił wycofać się bardziej w stronę , bardzo popularnych w Nowym Yorku awaryjnych wyjść, gdzie często nastolatkowie chowają się przed natarczywymi rodzicami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Czw Sty 31, 2013 10:06 pm

- Jak wspomniałem, musi dobrze to maskować przede mną...- Powiedział do Dura, czekając aż anioł zrobi...cokolwiek. Szansa by spotkać postać takiego formatu jest niemal zerowa. Najwidoczniej nie w Nowym Jorku...Lecz anioł nie robił nic. Po prostu stał. Dur się teleportował, więc Raven ruszył przed siebie, skacząc po kolejnych dachach i gzymsach jak popularni w obecnej dobie Asasyni. Robił to szybko, miękko jak kot, skacząc dalej niż potrafi zwykły człowiek, szybciej niż niejeden wojownik shinobi...Aż usłyszał skrzek. Albo pisk. Mógł wziąć to za orła, jednakże...Tu orły nie występują. Postanowił więc to sprawdzić. Podążył za źródłem dźwięku, i nie żałował swojej decyzji...Gdy był już blisko, wyjrzał za gzyms by zobaczyć, co dzieje się pod nim. A tam ujrzał gryfa. Prawdziwego gryfa z legend...Jeszcze trochę i zobaczy tu smoka. Zwierzę wyglądało na ranne, do tego się broniło. Przed kim? Przed lewitującym jegomościem w pancerzu, który najwidoczniej musiał mityczne stworzenie czymś przestraszyć, albo wejść na jego terytorium. Cóż, oszalały gryf nie jest dobrym sąsiadem, ale z drugiej strony Raven nie pochwalał zabijania zwierząt...Nawet jeśli nie powinny istnieć. Stojąc ponad walczącymi wyciągnął jeden z granatów dymnych i rzucił tak, aby wylądował tuż przed unoszącym się nad ziemią Clockmakerem. Zaraz przed uderzeniem w ziemię granat ów powinien wybuchnąć, zasłaniając go gęstym, szarym dymem nie pozwalającym na użycie zmysłu wzroku. Chmura równie dobrze mogła oddziaływać na gryfa, którego wzroku Raven unikał. Nie chciał zbytnio zwracać na siebie jego uwagi. Jeszcze nie...
- Nie wiesz, że nie należy atakować zagrożonych gatunków?
Rzucił, modulując swój głos aby brzmiał nie jak głos człowieka, a głos upiora, istoty drapieżnej i niematerialnej...Ponadto mówił tak, aby głos odbijał się od ścian, utrudniając lokalizację za pomocą słuchu. Raven zeskoczył z gzymsu na przeciwległy balkon, potem na kolejny, z przeciwnej strony robiąc to wszystko cicho i miękko stawiając nogi. Starał się wejść w stworzoną przez siebie mgłę, znikając z oczu...On natomiast widział obie istoty doskonale. Słyszał ich szybkie, mocne uderzenia nabuzowanych adrenaliną serc... Jeżeli zostałby zaatakowany, liczył na swój nadludzki refleks aby uniknąć uderzenia bądź strzału. Ciężko, aby facet w pancerzu miał karabin, więc Raven wolał nie polegać na kevlarze...

Powrót do góry Go down
Spider-Man



Liczba postów : 235
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Nie Lut 03, 2013 5:14 pm

Atak, który przypuścił na gryfa Clockmaker, miał dużą szansę na powodzenie, gdyby nie fakt, iż do całej akcji wtrącił się Raven. Stwór planował ruszyć w jego stronę, ale dym przesłonił na chwilę zaułek. Granat wybuchł pomiędzy Pawłowem a gryfem, przez co wiązka, którą wypuścił Clockmaker, nie poleciała zbyt precyzyjnie i znów jedynie drasnęła stwora, tym razem w okolicy szyi. Jego pisk wypełnił uliczkę, a na ziemię skapnęły kolejne krople krwi. Wyglądało na to, że powoli, ale sukcesywnie (sporo zawdzięczając tak naprawdę przypadkowi) monstrum jest wykańczane. Jeszcze kilka takich posunięć, a padnie martwe... Potwór poruszał się teraz jeszcze wolniej, nie mogąc ruszyć głową w lewą stronę. Ograniczyło to jego pole widzenia, co powinno ułatwić walkę.
Nie był jednak głupi. Skoro w powietrzu było tak łatwo zadać mu jakąś ranę, opadł twardo na bruk i zamachnął się ogonem niczym wielki, zdenerwowany kot. Zgiął łapy i przyczajony zaczął obchodzić Clokcmaker’a i Ravena. Choć ten ostatni próbował mu pomóc, to gryf nie dzielił ich na sojusznika i wroga, lecz wrzucał do jednego worka z napisem ,,zagrożenie’’. Czaił się, aż w końcu ruszył do ataku - chcąc zapędzić ich w róg. Bohaterowie jeszcze nie wiedzieli, na którego z nich planuje się rzucić, ale czy faktycznie chcieliby to na sobie sprawdzić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pią Lut 15, 2013 11:16 pm

///Clocka nie ma, więc wyruszam w swoją stronę, za długo ta postać stoi.

Raven nadal trzymał się jednego z balkonów, lecz nie widząc ani korzystnej sytuacji w tej batalii, a także wiedząc że ma o wiele ważniejsze zadania, postanowił się ulotnić. Zasłona nadal działała, więc wziął swoją wyrzutnię uzbrojoną w długą stalową linę oraz hak, i wystrzelił w górę. Jak tylko hak zaczepił się o wyższe balkony, włączył tryb ściągania liny, wjeżdżając szybko do góry. Jak się pojawił tak go nie było...Raven znikł między dachami, kontynuując swoją wędrówkę.

[zt]
Powrót do góry Go down
Szaman



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/04/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Kwi 08, 2013 8:54 pm

Stał. Wyprostowany, z lekko uniesionym podbródkiem i pewnym siebie uśmiechem na twarzy. znajdował się mniej więcej w samym środku kilkunastometrowej, bocznej odnogi jednej z głównych, acz mniej uczęszczanych ulic Nowego Yorku. Gdzieś w oddali migały jasne światła reflektorów, miasto tętniło życiem co rusz wydając z siebie odgłosy policyjnych sygnałów, na przemian z głośnym jazgotem karetek. Sam jednak od dobrych trzydziestu minut swojej wędrówki nie spotkał żadnego człowieka za wyjątkiem naprutego żebraka upchniętego w dużym, brudnym kartonie. To własnie lubił w tym mieście, przy odrobinie dobrej woli można pozostać całkowicie niezauważonym. Zwłaszcza, że większość miejscowych i tak zupełnie nie pała chęcią jakiegokolwiek kontaktu. Tęsknił.
Wyciągnął rękę z kieszeni i potarł delikatnie czubek nosa, niespuszczająca jednak oczu z siedzącego przed nim zwierzaka. Czarny kot z rudą plamą na ogonie, siedział na stojącym przy bocznej ścianie kamienicy kontenerze, jego przebiegłe zielone ślepia błyszczały w ciemności. Szaman lubił koty. Nie dlatego że były bardziej inteligentne od innych stworzeń (chociaż były), ale głównie z powodu ich niesamowitego magicznego instynktu. sam nigdy nie próbował nawiązać z takim stworzeniem więzi czy jakiejkolwiek relacji, natomiast zdarzało mu się niejednokrotnie pozwalać sobie na drobne utarczki. rozumiał, że kot też rozumie. Że razem mają coś wspólnego.
Bitwa na spojrzenia. Nie jest to być może wyrafinowana zabawa, natomiast odkąd James odkrył , że otwierając się na magię podczas takiej potyczki zawsze wygrywa, nie mógł się powstrzymać przed wypłoszeniem kolejnego zwierzaka. Koty nie są głupie, wyczuwają niebezpieczeństwo... A że w tym wypadku jest to przy okazji drobne oszustwo...
Mężczyzna zaczął uderzać językiem o podniebienie wywołując przy tym cichutki klekot, nie było to konieczne, ale w ten sposób dużo łatwiej było kontrolować moc, zwłaszcza że w tym wypadku miała być jedynie pewną atrapą. Dźwięk był miarowy i spokojny.
-Hm! - wydusił triumfalnie gdy zwierze wygięło grzbiet, położyło uszy i prychnęło z najwyższym wyrazem oburzenia na jaki mogło sobie tylko pozwolić. Uniosło gwałtownie ogon rzucając się jednocześnie w bok, by opuścić uliczkę.
-Kolejne bydle do kolekcji.
Zgrabnym i wyuczonym gestem poprawił cylinder. Odetchnął głęboko pozwalając aby siła opuściła jego ciało. nie była mu teraz potrzebna. Właściwie żywił nawet pewną obawę, że może wprowadzić Go w jakiś stan niepożądanej aktywności. Niby nic, ale czasem naprawdę trudno było się Go pozbyć. Zwłaszcza, gdy zaczyna wspominać, że takie zabawy sprowadzają nieproszonych gości...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sersi



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 30/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Kwi 08, 2013 9:23 pm

Tego wieczoru Sersi postanowiła wreszcie opuścić swoje mieszkanie i doświadczyć czegoś nowego. W końcu w Nowym Jorku nie mieszkała na tyle długo, by móc powiedzieć, że niewiele może ją tu zaskoczyć. Może nie chodziło tu dosłownie o kolejne obserwacje zwykłych, żyjących w błogiej nieświadomości mieszkańców miasta, ale o sam fakt, że tak naprawdę brunetka nie ma ochoty na utrzymywanie choćby pozorów życia towarzyskiego. Jakiś czas temu zauważyła, że typ samotnika zaczął jej bardzo odpowiadać, a jedyną formą pracy zespołowej, w jakiej musi się wykazać, jest samo "zatrudnienie" w S.H.I.E.L.D. Oprócz misji od czasu do czasu, Sersi miała dużo czasu wolnego. Do tego stopnia, że wcześniej pasująca jej samotność zaczęła jej uprzykrzać życie. Sama nie mogła mówić do siebie "jesteś młoda, wyszalej się", bo.... Będzie młoda jeszcze bardzo długo i tysiąc razy mocniej niż teraz będzie chciała zwyczajnie się zestarzeć. Zabawne, że na początku uważała wieczność za wyjątkowo korzystny dar. W końcu która z kobiet nie uśmiechnęłaby się, słysząc obok siebie jakąś stroskaną upływem lat istotę, mając przed sobą długie lata młodości? Wszystko zmieniło się dopiero wraz z pobytem wśród zwykłych, śmiertelnych ludzi. Sersi coraz częściej próbowała wyobrazić sobie siebie jako człowieka. Co z tego, że wyglądem nie różniła się od żadnego z nich? To nie to definiuje prawdziwą istotę ludzką, którą ona nie potrafiła siebie nazwać.
Postanowiwszy wyjście o zmierzchu Sersi poświęciła chwilę na zwyczajne poprawienie urody przed lustrem, szybki prysznic i zmianę ciuchów. Na zewnątrz nic nie wskazywało na to, by można było spacerować po chodniku mając odkrytą większą część nóg, dlatego ostatecznie zdecydowała się na jeansy, odrzucając małą czarną w kąt. Nie zrezygnowała natomiast z czarnych szpilek, by dodać sobie kilka centymetrów. Dokąd szła? Prawdę mówiąc sama nie miała pojęcia. Wyszła na chodnik przed swoją kamienicą z nadzieją, że gdzieś w drodze zdecyduje się gdzie ma zamiar się udać. Zamiast próbować złapać taksówkę Sersi szła przez chwilę chodnikiem, trzymając dłonie wciśnięte w kieszenie płaszcza. Ulice NYC były ruchliwe, a obecność tłumów dawała złudne poczucie bezpieczeństwa. To, co prawda, nie było potrzebne Sersi, bo sama potrafiła o siebie zadbać, ale przebywanie wśród ludzi sprawiało jej... przyjemność? Powiedzmy. Po kilku minutach skręciła w boczną uliczkę, czując nagłą chęć wyrwania się z tłumu. Dość żwawo, acz z opuszczoną głową, pokonywała kolejne metry. W pewnym momencie wyczuła czyjąś obecność i podniosła wzrok. Serce zabiło jej mocniej, gdy ujrzała nietypową sylwetkę, na którą składał się wysoki wzrost mężczyzny i cylinder. Dopiero detale, które zauważyła po chwili, spowodowały, że mięśnie zaczęły jej drgać, a oddech stał się tak nierównomierny, jakby chciała nadawać telegram. Przestraszyła się, przynajmniej to miała z człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szaman



Liczba postów : 8
Data dołączenia : 07/04/2013

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Kwi 08, 2013 9:50 pm

Poczuł ją. Instynktownie. Wiedział, że to nie była jego zasługa, z drugiej strony coraz trudniej przychodziło mu odróżnianie tego co faktycznie należało do jego "ja", a co było jedynie wpływem, lub cichą intencją jego towarzysza. W tym wypadku jednak, obstawiał, że to właśnie On subtelnie maczał w tym swoje palce. Milczał, a jednak dał znać, że z tą kobietą jest coś nie tak. Jeszcze zanim Szaman usłyszał głośne stukanie szpilek po prostu wiedział. drzemała w niej jakaś moc, chociaż zupełnie inna od tej z którą on przywykł obcować. Nie podobało mu się to, a mimo wszystko był spokojny. W końcu nie pojawiło się żadne faktyczne, wewnętrzne ostrzeżenie. Jedynie drobna sugestia.
James nie mógł dostrzec detali, które pozwoliłyby mu zidentyfikować kobietę, natomiast ta stojąc na tle łuny ulicznych latarni z niebywałą dokładnością eksponowała swoją sylwetkę. Prawdopodobnie nawet gdyby stała bliżej, a noc zmieniłaby się w bezchmurny dzień, sam Butler nie byłby wstanie wyczuć, że się boi. Ośrodki empatii były u niego zdecydowanie upośledzone i doprawdy uczucia muszą być dosłownie wypisane na twarzy istoty, aby był wstanie je odczytać.
Stał do niej bokiem z dłońmi wciśniętymi do kieszeni, lewą ręką przerzucał drobne monety, które obijały się o siebie z brzdękiem, a prawą pocierał okrągły wisior o chropowatej fakturze. Głowę odchylił mocno do tyłu, wyginając ją jednocześnie w stronę nieznajomej. Stał przez chwilę nieruchomo, jak gdyby tylko czekał na jakiś ruch czy sygnał. Szczerze mówiąc, był gotów zniknąć stąd w następnej sekundzie gdy zajdzie taka potrzeba. Mimo wszystko fascynowała go jedna ta ukryta przed nim siła. Zmrużył oczy walcząc z silnym pragnieniem przyswojenia jej sobie i jeśli nie ujarzmienia i dołączenia do swojego nadnaturalnego arsenału, to chociaż włączenia go do swojej kolekcji encyklopedycznej. Wiedza dla wiedzy. Nie wierzył w to, wszystko da się jakoś wykorzystać. Doskonale zdawał sobie jednak sprawę ze swoich ograniczeń. Przynajmniej tymczasowych. Powoli obrócił się w jej stronę, mimo nadzwyczaj leniwego ruchu płaszcz złośliwie owinął się o jego nogi. Wyszczerzył się szeroko ukazując szereg względnie białych, ciasno ułożonych obok siebie ząbków. nie był to najpiękniejszy uśmiech na świecie.
-Czyżbyś była właściwą kobietą na właściwym miejscu?
Intrygujące.
Czy byłoby źle gdyby poświęcił jej trochę uwagi? Czy znalazłby coś nowego? Czy... Czy rozzłościłoby Go to? O nie. On także jest pazerny, nawet bardziej. Łasy na siłę i magiczną potęgę... ale mimo wszystko był najlepszym opiekunem jakiego można by było sobie... Wymyślić? Otrzymać. Zdecydowanie chętnie poznają tę kobietę bliżej. Razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sersi



Liczba postów : 27
Data dołączenia : 30/08/2012

PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Pon Kwi 08, 2013 10:14 pm

Początkowo paraliżujący strach ustąpił zaraz wyczekiwaniu. Choćby nawet chciała, nie mogła ruszyć się z miejsca. Wolała zaczekać, aż nieznajomy pierwszy wykona jakiś ruch, a ona ewentualnie będzie mogła szybko zawrócić i znaleźć się z powrotem na zatłoczonej ulicy. Czekała w ciszy, a mijające sekundy zdawały się ciągnąć maksymalnie długo, sprawiając, że sama Sersi nie miała już pojęcia ile czasu stoi tak w bezruchu. Jedynie chmurka białej pary, którą dziewczyna wypuszczała przez usta przy każdym oddechu, pozwoliłaby obcej osobie upewnić się, że ta w ogóle żyje. Ona także wyczuła coś niepokojącego w postaci znajdującej się zaledwie kilka kroków od niej. Nie umiała tego określić, jednak z całą pewnością mogła powiedzieć, że nie było to miłe przeczucie, ani takie, które wynikałoby ze zwykłego, ludzkiego przerażenia. Cały wygląd zewnętrzny, choć widziała go jedynie od tyłu, komponował intrygujący, dziwaczny wizerunek. Sersi z niepokojem uświadomiła sobie, że tak naprawdę czeka po to, by zaspokoić swoją ciekawość. Po tych kilku krótkich chwilach brunetka stłumiła strach, który zneutralizowała rosnąca ciekawość. Nie chodziło tu bynajmniej o sam wygląd, ale aurę. Coś elektryzującego, wywołującego dreszcze przebiegające po skórze. Jednocześnie w niewytłumaczalny sposób pociągającego, bo rzadko kiedy Sersi doświadczała uczucia takiego zaintrygowania. Bez wątpienia nie był zwykłym, szarym obywatelem; mieszkańcem Nowego Jorku. Owszem, kręcili się tu różni ludzie, dziwni, chorzy, ekscentryczni... Mimo tego żadna ze znanych definicji nie pasowała jej do płaszcza i cylindra, na których teraz opierały się jej wyobrażenia o nieznajomym.
Ciszę przerwały dopiero ciche odgłosy obijania się o siebie monet w kieszeni mężczyzny. To te dźwięki wyrwały Sersi z chwilowego zamyślenia, a właściwie przywołały ją do rzeczywistości. Po prostu się wyłączyła, co ostatnimi czasy zdarzało się niesamowicie rzadko. Miała chwilę, by oswoić się z tymi drobnymi ruchami, nim odwrócił się w jej stronę. Wówczas jej wzrok przesunął się z końca szeleszczącego płaszcza prosto na jego twarz. Nie spodziewała się nikogo o przyjemnym uśmiechu i ufnych oczach. Oblicze, jakie właśnie ujrzała wcale jej nie zdziwiło. Jedynie dziwny, w jej mniemaniu, uśmiech wywołał u niej wrażenie, jakby ktoś oznajmił jej, iż ów nieznajomy zamierza przyrządzić z niej kolację.
- Ja... Nie, nie sądzę - pospiesznie pokręciła głową, niemo zaprzeczając w odpowiedzi na pytanie. W samym jego głosie było coś, co na powrót kazało jej trzymać się z daleka. W tej chwili sama już nie wiedziała: uciekać, czy zostać? Czuła jednak, że z pozostania na miejscu może nie wyniknąć nic dobrego. Minimalnie zaczęła cofać się do tyłu, na tyle powoli, by było to niemalże niezauważalne posunięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ulice NYC   Today at 4:54 am

Powrót do góry Go down
 
Ulice NYC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 18Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10 ... 18  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: