Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon na ostatnim piętrze

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3828
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Salon na ostatnim piętrze   Nie Wrz 09, 2012 11:23 pm

First topic message reminder :


_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 19, 2016 4:12 pm

Usłyszał ogłoszenie o intruzie. W głowie, delikatnie to ujmując wyraził dezaprobatę tejże sytuacji używając magicznej wiązanki słów o którą wcześniej nawet siebie nie podejrzewał. Nic mu nie pasowało. Co mogło rozpocząć alarm? Zresztą teraz to nieważne. Ma dwa wyjścia, brać nogi za pas, lub wynegocjować swoją wolność. Pomimo tego, że w środku się u niego gotowało, na zewnątrz zachował spokój.
-Nie mówiłem? Mój kuzyn tu pracuje, czasami pozwala mi przychodzić- powiedział głosem niewiniątka, po czym spojrzał i miał wrażenie, że widzi zwątpienie w ich twarzach- Dalej, powiedzcie na logikę, czy włamywacz pojawiłby się tuż przed wami? Potrzebuję pomocy, a chyba od tego jesteście
Opuścił głowę, gwoli przygotowania się na następną część wypowiedzi a także by chociaż uniknąć wykrycia jego twarzy, jeżeli już szybko pójdzie źle. Wyliczył, że nie ma szans do niej podbiec i ją rozbroić, więc walka nie jest wyjściem. Wziął głęboki wdech przepełniony bólem i zaczął
- Moja matka... Ona została postrzelona przez przestępcę, ojciec odszedł wcześniej... Mój kuzyn to moja jedyna rodzina. Tylko odkąd się o tym dowiedział miał bzika na punkcie bezpieczeństwa, więc pozwolił mi się tu schować jeżeli będzie jakieś niebezpieczeństwo. Najwyraźniej nie dodał do mnie wyjątku po ostatniej aktualizacji. Wolałbym żeby nie wiedział, że stałem się...nieoficjalnym stróżem prawa. Czekajcie...-powiedział po czym powoli sięgnął do kabury z bronią. On po prostu wiedział, że to go ugryzie w dupę później, ale... wziął broń i rzucił ją na ziemię, pod stopy kobiety.
-Już. Dał mi to do obrony. Nie jestem tu by kogokolwiek skrzywdzić. Teraz chcecie posłuchać?
Nie lubił tej sytuacji. To było teraz albo nigdy. Jeżeli teraz "Natasza" wyciągnie broń znowu będzie stał całkowicie bezbronny na czyjejś muszce. No i miałby nawet mniej czasu na ucieczkę.
Powrót do góry Go down
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 19, 2016 5:10 pm

Jeszcze przez krótką chwilę obserwowała ptasią czaszkę i jej nie-całkiem-materialną resztę ciała, próbując odgadnąć jej pochodzenie. Nie znała się jednak na potworach i magii, więc nic jej z tych zgadywanek nie przyszło. Musiała zadowolić się zapewnieniami Bartona, że na chwilę obecną wszystko jest w porządku. W duchu pozwoliła sobie na odrobinę humoru, bo czyż nie urocza jest z niego ptasia mama? Ta myśl musiała odbić się w jej spojrzeniu małą iskrą rozbawienia, której zajęty ekspresem Clint z pewnością nie miał okazji dostrzec. Może to i lepiej, bo zapewne szybko domyśliłby się co ją tak rozbawiło i gotów byłby się obrazić za to porównanie. W innych okolicznościach nie mogłaby się powstrzymać od tej złośliwości, ale teraz zbyt wiele spraw czekało na przedyskutowanie. Musiała tak wiele się dowiedzieć!
Przyjęła kubek z pełnym wdzięczności uśmiechem, oplatając rozgrzaną porcelanę palcami. Clint robił najlepszą kawę na świecie, przynajmniej w jej mniemaniu. Nim jednak zdołała upić choć łyk gorącego napoju, zrzucił na nią tą niespodziewaną wieść o swojej głuchocie. Westchnęła cicho, trochę z zaskoczeniem, a trochę ze współczuciem. Nie kryła się z tymi emocjami, więc wyraźnie odmalowały się na jej twarzy. Zaczynała wątpić, że dzisiejszy dzień przyniesie jej jakieś dobre wieści. I chyba miała w tym przeczuciu trochę racji, biorąc pod uwagę, że zaraz potem w salonie pojawił się wspomniany już intruz, którego obserwowała teraz z pozbawioną wyrazu twarzą. Natasha zniknęła pod maską Czarnej Wdowy w ułamku sekundy; z łatwością wślizgnęła się w rolę, która była jej drugą naturą. W jej ciele widoczne było napięcie świadczące, że jest gotowa na absolutnie wszystko. Nie spuszczała wzroku z Necameleona, a słysząc swoje imię z ust Clinta pokręciła głową, dając do zrozumienia, że nie ma pojęcia kim jest ten człowiek i czego chce.
- Nie spodziewam się logiki po kimś kto wchodzi do Avengers Tower bez zaproszenia. - pozwoliła sobie na odrobinę uszczypliwości, uznając najwyraźniej, że w tym wypadku ciężar rozmowy spada na jej barki. W końcu to ona nieświadomie przyprowadziła go do wieży! Jakim cudem mogła przegapić, że ma ogon? Wstyd, Natalio. Twoi nadzorcy pewnie przewracają się teraz w grobach. - Co zrozumiałe, nie spodziewam się również dobrych zamiarów. - dodała ciszej. Darowała sobie komentarz do łzawej origin story ich gościa, która wydawała jej się grubymi nićmi szyta.
Oddał im broń, co jednak bynajmniej nie poprawiło nastroju Natashy. Kto wie co jeszcze ma przy sobie? Ona sama miała jeszcze nóż w cholewie buta, a to nawet nie był początek listy tego co mogła ukryć pod cywilnym ubraniem, gdy zachodziła taka potrzeba! Schyliła się jednak ostrożnie po pistolet i podała go Clintowi.
- Nazwisko kuzyna. - poleciła krótko, wiedząc, że jeśli w słowach intruza jest choć ziarno prawdy, Jarvis będzie mógł błyskawicznie sprawdzić to w swoich bazach danych. Wątpiła w każde jego słowo, ale przecież nie jej oceniać na co Tony (być może) pozwala swoim pracownikom! Albo na co łaskawie przymyka oko... Kto wie? Może ten człowiek rzeczywiście ma dostęp do któregoś z niższych poziomów? Ale to wciąż nie wyjaśniało czemu uzbrojony przedarł się aż do penthouse, gdzie wedle jej wiedzy wstęp mieli wyłącznie Mściciele.
- Potwierdzimy Twoje słowa i wtedy może będę gotowa słuchać. - zakończyła sucho. Skrzyżowała ręce na piersi, pozwalając sobie na to tylko i wyłącznie dlatego, że za plecami miała uzbrojonego Bartona, który mógłby w ułamku sekundy unieszkodliwić stojącego przed nimi mężczyznę. I to z jego własnej broni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 19, 2016 9:45 pm

Barton uniósł brwi na pytanie Necameleona dotyczące przychodzenia do kogoś i tego czy osoba winna odważyłaby się na takie posunięcie. Mimo że jego spojrzenie było wystarczająco wymowne, to Clint nie mógł powstrzymać się przed komentarzem:
Tak mówi połowa chętnych do ataku przeciwników, którzy nie mają szczególnie dobrych zamiarów. Typowy schemat z filmów — wzruszył ramionami swobodnie i napił się kawy. To była oczywistość. I nawet jeśli filmy nie należały przeważnie do realistycznych to skądś te pomysły musiały być zaczerpnięte.
Pewnie gdyby Barton miał lepszy humor i samopoczucie, a typek nie byłby nikim podejrzanym to Clint mógłby mu nawet parę filmów podsunąć z tymże motywem. Jak i tym, który usłyszał chwilę później. Dość ckliwa historia, której treść obrazowała się na hologramie łucznika dyskretnie. Być może było to spowodowane tym, że sam Hawkeye nie miał szczególnie szczęśliwej historii i rodziny, która skończyła się dość szybko.
Niemniej, teraz tego wolał nie rozpamiętywać, przyglądając się w milczeniu Nat i Necameleonowi, którego kuzyn w jakimś stopniu zainteresował pechowego Mściciela. Tym bardziej, gdy Czarna Wdowa rzuciła obcemu mężczyźnie polecenie, aby podał nazwisko rzekomo pracującego w tym budynku kuzyna. Sprawdzenie tego zajmie mniej czasu niż fakt dalszego tłumaczenia się z tego, co jest powodem jego obecności tutaj. Clint zatem miał rękę opartą o blat barowy, mając pod nią, za podwyższeniem, panel do sterowania. Był jednak pewien, że JARVIS sam monitoruje rozmowę, jaka miała miejsce w tym pomieszczeniu i odpowiednio szybko zareaguje.
Widmowe ptaszysko z czaszką na niematerialnym ciele poprawił swój uchwyt na jednym z mebli.
Clinton przejął broń, zabezpieczając ją i odkładając na bok. Nie był entuzjastą broni palnej i sądził, że o wiele szybciej będzie mu rzucić czymkolwiek w mężczyznę, żeby go rozkojarzyć, a potem móc wybiec do niego, gdyby tego wymagała sytuacja w danym momencie. Tym bardziej, że znajdywali się na zamkniętej przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 19, 2016 10:12 pm

Sytuacja okazała się strasznie męcząca. Nie miał już nawet ochoty kłamać. Jakoś przestało go to obchodzić. Jego ubrania zaczęły zanikać, ujawniając czarny kostium, świetnie przylegający do ciała. Nawet twarz zniknęła, ukazując tylko maskę. Zaczął klaskać.
-Dobra, macie mnie- powiedział obojętnie- kłamałem, ok? Włamałem się tu. Musicie przyznać, że to całkiem imponujące jak daleko zaszedłem. Co zamierzacie ze mną zrobić? Zamknąć? Zgaduję, że teraz pomaganie mi was nie interesuje, a więc i ja nie mam interesu w przebywaniu tu. Oddajcie mi broń, a zniknę jak się pojawiłem. Nie stanowię dla was zagrożenia, z Hulkiem raczej nie powalczę na gołe klaty
Wydawał się dziwnie zadowolony z siebie przy każdym słowie. Sytuacja była beznadziejna. Po raz kolejny to skopał. Mógł się lepiej przygotować, albo wcale tego nie robić. Popełnił błąd.
-Może i mnie macie... Jestem uchwytny, ale co jeżeli upoluję dla was kogoś nieuchwytnego? Przydam się wam. Znaczy zapewne wciąż chcecie mnie zakuć i wstawić do kicia, ale to trochę strata talentu, w końcu ilu udało się włamać do AT? Gdybym chciał i miał jeszcze trochę czasu mógłbym narządzić tu nawet więcej szkód
Wciąż liczył, że da radę coś zdziałać i zachować dobre stosunki. W razie czego drzwi są tuż za nim, danie dyla to kwestia otworzenia ich. Czuł kropelki potu spływające po jego twarzy. Musi znaleźć jakieś wyjście.
Powrót do góry Go down
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 19, 2016 11:10 pm

Jakoś trudno było jej uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Sytuacja była na tyle abstrakcyjna, że przez ułamek sekundy Natasha rozważała nawet myśl, że może ktoś robi im kawał. Zaraz Stark wyskoczy z windy i będzie jej to wypominał przez kolejne dwa tygodnie, póki nie zagrozi mu użyciem siły? Gdyby to był inny dzień może nawet zaczęłaby się rozglądać w poszukiwaniu reszty drużyny - wszystkich Mścicieli gotowych wybuchnąć śmiechem. Ale zaledwie kilkadziesiąt minut temu zginął ich towarzysz broni. Jego morderczyni wciąż pozostawała na wolności. Nad jej głową siedział dziwny magiczny stwór, a najlepszy przyjaciel jak się okazuje stracił słuch. Ona naprawdę nie miała dzisiaj ani siły, ani czasu na użeranie się z czymś takim!
Zacisnęła mocno zęby, walcząc z dziką chęcią, by po prostu podejść do tego człowieka i wyładować na nim wszystkie swoje frustracje. Nie musiałaby nawet sięgać po swojego glocka, by zrobić mu krzywdę - przecież najbardziej zabójczą bronią w arsenale Czarnej Wdowy, była ona sama. Ba! Pewnie gołymi rękoma wyrządziłaby większe szkody niż dwiema kulkami (po jednej w każde kolano, dokładnie tak jak ją uczyli). Wzięła jednak kilka głębokich wdechów i zapanowała nad morderczymi instynktami. Bo podobno była bohaterką. Bo nie była już na usługach Czerwonej Sali. Bo Pepper zawsze narzeka, że posoka kiepsko schodzi z jasnej wykładziny. Z pewnością znalazłaby jeszcze kilka powodów, gdyby tylko miała na to dość czasu. Tego jednak zmarnowali już dzisiaj dostatecznie dużo. Sięgnęła do leżącej na blacie broni i wyuczonym ruchem pozbawiła ją magazynka, który rzuciła z powrotem między dwa kubki kawy. Spojrzenie, które posłała przy tym intruzowi, było tak mordercze, że każdy kto zna ją odrobinę lepiej z pewnością zadrżałby w słusznej obawie o swoje życie i zdrowie.
- Wsiądziesz teraz do windy i pojedziesz na sam dół. - oznajmiła mu nieznoszącym sprzeciwu tonem, podchodząc jednocześnie bliżej. - Wyjdziesz z budynku i będziesz wdzięczny, że jestem dziś zbyt zajęta, by połamać Ci wszystkie kończyny, a potem wezwać odpowiednie służby. - kontynuowała mówiąc powoli i dobitnie, jakby zwracała się do dziecka. Kiedy była już dostatecznie blisko wcisnęła mu jego własną broń. - A jeśli będziesz chciał kiedyś skontaktować się z Avengers w celu prośby o pomoc albo udzielenie informacji, zrobisz to tak jak każdy inny: zgłaszając się w lobby na parterze i wypełniając odpowiedni druk. I będziesz się modlił żeby Twoja prośba nie trafiła akurat w moje ręce. - zakończyła z jadowicie słodkim uśmiechem i wskazała mu palcem drogę do windy.
- Jarvis, upewnij się, że nasz intruz trafi prosto do wyjścia. Jeśli zamarzy mu się zbłądzić, informuj. Wtedy osobiście go odprowadzę. - poleciła AI i oczekiwała, aż jej rozkazy zostaną wykonane. Wszelka niesubordynacja z pewnością skończy się rozlewem krwi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Lip 20, 2016 12:19 pm

Łucznik spojrzał na nieproszonego gościa jak na idiotę, nie bardzo wiedząc, jak zareagować odpowiednio w tej chwili. Był zdezorientowany i… załamany? To bodaj było najtrafniejszym określeniem w tym momencie. Nie rozumiał, po co była ta cała szopka z kłamaniem i zmyślaniem czegoś, co mogło zostać zweryfikowane parę sekund później. To nie był rok dwutysięczny czy jeszcze wcześniejsze lata, gdzie potwierdzenie różnych informacji trochę czasu mogło zająć. Teraz, przy sztucznej inteligencji, naprawdę to nie było długo, a co za tym idzie - powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi, faktycznie ma miejsce i doskonałym przykładem w tym momencie mógłby być Necameleon. Najświeższym odzwierciedleniem sentencji.
Niestety Barton nie miał możliwości odczytania tego, co mówił włamywacz. Nie mógł także przez brak słuchu przeanalizować ton głosu mężczyzny, jaki najpewniej wzbudziłby pewne powątpiewania u łucznika. Tak to był skazany na śledzenie tekstu na hologramie. Przez to nie skupiał całkowicie swojej uwagi na wyglądzie Neca, sprawiając wrażenie, jakby był znudzony. Właściwie to było niewykluczone.
Uniósł brew, gdy hologram wyświetlał treść dotyczącą uchwycenia nieuchwytnego. To zabrzmiało dziwnie i Clint wątpił, by nagle facet, który włamał się do Wieży Mścicieli, był chętny do tego, by łapać kogoś, kogo teoretycznie Avengers nie byliby w stanie zgarnąć. Tak przynajmniej mężczyzna to zrozumiał, opierając się wolnym ramieniem o niżej znajdujący się blat barowy. Rękę wyprostował w łokciu i przeniósł na nią swój ciężar.
Spojrzał kątem oka na Natashę, której działania nie zdziwiły Clinta, aczkolwiek trzeba przyznać, że spodziewał się, iż Romanoff zaatakuje Necameleona po jego tekstach. Na ogół można było na coś takiego czekać! O tyle jednak było dobrze, że mógł przyglądać się rudowłosej, ruchom jej warg, wyczytując z nich, co ona mówi do włamywacza. Mógł przynajmniej zrozumieć, co takiego miała na myśli i w duchu przyznać, że cieszy się, iż nie tak często staje się on tym elementem, któremu grozi chwyt Wdowy. Chociaż tyle mógł wygrać.
Gdyby któreś z nich zwróciło uwagę na Hawkeye’a, mogliby zauważyć zadziorny uśmieszek na twarzy blondyna; ot, rozbawienie i zadowolenie z tejże sytuacji. Zakrył go jednak szybko kubkiem kawy, której się napił. Po to, by zaraz się odezwać:
Radziłbym nie zwlekać ze znalezieniem wyjścia, chyba że za bardzo upodobało ci się bycie potencjalną ofiarą Czarnej Wdowy — to było krótkie podsumowanie i trudno byłoby się z tym nie zgodzić.
Musiał jednak mieć się na baczności, pilnując zachowania zarówno mężczyzny, jak i partnerki od niejednej misji. Wolał zareagować wystarczająco szybko zanim Natasha nie zdecydowałaby się wziąć spraw w swoje ręce, które mogłyby skończyć się w różnoraki sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Lip 26, 2016 3:02 pm

Nie miał zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii. Był nieco wkurzony, że stracił całą szansę na złapanie Punishera, ale to nie koniec świata. Odebrał swoją broń i spojrzał ostatni raz na rudowłosą.
-Na pewno nie przyda wam się pomoc kolesia, który śledził superbohatera, aż pod jego pokój. Macie mnie, bo wam pozwoliłem- Odgroził się chłodnym głosem. Nigdzie nie można zaznać porządnej pomocy, nawet od "world's mightiest heroes". Jeżeli zawsze potrzebują kwitka by ruszyć łaskawie tyłki, inni bohaterowie naprawdę są potrzebni. W końcu nie chodzi w ich biznesie o pomoc innym, a ratowanie świata przed wielkimi zagrożeniami. Otworzył drzwi nawet nie patrząc do tyłu. Na drodze wyjściowej z ciekawości podniósł kartkę z formularzem.

ZT.
Powrót do góry Go down
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Sie 07, 2016 10:06 pm

Nie zaszczyciła intruza odpowiedzią - powinien być przecież wdzięczny, że puściła go wolno. W milczeniu odprowadziła go wzrokiem do windy, nie ruszając się z miejsca nawet o milimetr. Dopiero gdy zniknął z pola widzenia, pozwoliła sobie na rozluźnienie mięśni: jej ciało płynnie przeszło z trybu walki, do swoistego stanu czuwania. Z jej ust wyrwało się ciche westchnienie, które wyrażało najgłębsze zmęczenie. W roztargnieniu przeczesała palcami rude włosy, po czym wykonała płynny zwrot i wróciła na poprzednio zajmowane miejsce.
- Czasem po prostu... - urwała i pokręciła głową z wyraźną irytacją. Najzwyczajniej w świecie brakło jej słów do opisania tego jak bardzo abstrakcyjna i idiotyczna była cała ta sytuacja. Czasem wydawało jej się, że po tylu latach w tym biznesie nic nie będzie już w stanie jej zaskoczyć. A potem działo się coś takiego i znów przypominała sobie, że nie jest w stanie w żaden sposób przewidzieć losu. Może to nawet lepiej? Przecież takie naiwne przekonanie, że widziało się już wszystko mogło sprowadzić na nią tylko kolejne kłopoty. W zawodzie szpiega (superbohatera?) nie było miejsca na rutynę i przewidywalność. Powinna była o tym pamiętać.
Delikatnie ujęła w palce kubek z kawą i upiła kilka długich łyków. Miała nadzieję, że gorycz kawy zabije mdły posmak całego tego zajścia. Wzięła jeszcze dwa wdechy na uspokojenie, a potem odstawiła kubek i podniosła wzrok na swojego partnera. O czym to oni rozmawiali zanim im tak niegrzecznie przerwano? A no tak: tunele, głuchota, aktualne sprawy. Sięgnęła pamięcią do wiedzy, którą przyswoiła wiele lat temu i z zadowoleniem przyjęła, że wciąż kojarzy większość znaków migowych.
- Przykro mi, że tak wyszło. - powiedziała cicho, a jednocześnie jej dłonie zatańczyły w powietrzu rysując w powietrzu symbole odpowiadające wypowiadanym przez nią słowom. - Znasz migowy, prawda? - upewniła się zaraz, marszcząc minimalnie brwi, bo pamiętała, że używał go na którejś misji. To była Bogota? A może Manila? Nie mogła sobie teraz przypomnieć. Przerwała na moment, by znów upił łyk stygnącej kawy.
- Opowiesz co mnie ominęło w ostatnich dniach? - zapytała po chwili. Choć nie mógł usłyszeć odrobiny niepokoju, która tak wyraźnie pobrzmiewała w jej głosie, z pewnością dostrzegał kryjące się w jej oczach obawy. Miała wrażenie, że naprawdę dużo jej umknęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Sie 08, 2016 9:47 pm

Gdy Natasha wpatrywała się jeszcze w drzwi windy, Clint nadał polecenie JARVISowi, aby od wyjścia gościa starał się go obserwować w okolicy, w promieniu do dwóch kilometrów. Chciał sprawdzić czy ten się gdzieś schował lub nie postanowił czasem odwiedzić kogoś z innej, współpracującej z nimi, drużyny. Wolał być uprzedzony, jak i zapewniony, że nie będzie żadnych, niechcianych niespodzianek. Oj, bardzo na to liczył.
Poza tym Barton także nie opuszczał zaciekawionego spojrzenia z Czarnej Wdowy. Raz, że nadal pamiętał o tym, jak dawno z Nataszą nie rozmawiał, dwa - było na co popatrzeć, trzy - dostrzegał emocje, które rzadko kiedy okazywane były innym osobom z drużyny, nie wspominając już o tych postronnych. Nie oszukiwał się więc z tym, że to był inny widok, dość niespotykany.
Jako że Clinton był Najbardziej Spostrzegawczym Mścicielem Mścicieli, takie odmienne zachowanie Romanoff nie mogło pozostać przez niego niezauważone. Mężczyzna więc przyglądał się rudowłosej, dopijając kawę i… przygotowując już następną. Ekspres włączony, gość poszedł, napoju będzie więcej. Odrobinę, ale zawsze coś.
Rosjanka nie musiała się martwić o to, że zostanie niezrozumiana. Clint dość szybko wracał do formy, jeśli chodzi o odczytywanie języka migowego czy słów z ruchu warg. Jeśli byłby naprawdę leniwy - zawsze do dyspozycji pozostawał hologram wyświetlający treść wypowiedzi. Mimo to, Barton niemalże od razu skupił się na Mścicielce, aby móc dobrze zrozumieć to, o co pytała go Natasza.
Jak myślisz? Znam — przyznał szczerze. Nie był to pierwszy taki wypadek. Clint już miał nieco osłabiony słuch i przez jakiś czas był wyłączony ze społeczeństwa, jeśli ocenimy to poprzez jeden ze zmysłów; nie pozostawało mu wówczas nic innego jak to, żeby się nauczyć. — Ale… muszę sobie przypomnieć — dla jasności, zdanie po wielokropku Clint wymigał powoli, niezbyt pewnie, przymrużając oczy na swoje dłonie.
Czy widziałaś to, co się działo w pokoju dziennym? JARVIS może to wszystko odtworzyć —  wymigał, jakby upierając się, że praktyka pozwoli mu na przypomnienie i swobodne posługiwanie się językiem migowym. Było to najlepszym wyjściem.
Od czego mam zacząć, Nat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Carol Danvers
Mistrz Gry | Captain Grammar
avatar

Liczba postów : 449
Data dołączenia : 24/03/2013

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pon Sie 08, 2016 10:24 pm

Oboje mogli usłyszeć głos JARVISa.
—  Informuję, że pan Rhodes został przywrócony do życia.

_________________


This isn't a question of what I'm not. This is a question of who I could be.

I outrank that son of a bitch.
karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Sie 09, 2016 9:00 am

Prawdą jest, że przy Bartonie nieco chętniej niż przy innych okazywała emocje. Znali się przecież nie od dziś i wiele ze sobą przeszli, nauczyła się więc jak mu ufać. Dlatego było jej prościej obdarzyć go uśmiechem, zdradzić się z irytacją czy żalem. Dziś jednak faktycznie pokazywała nieco więcej niż zwykle. Dało się to jednak wyjaśnić z bardzo prosty sposób! Na ogół wiele przekazywała za pomocą tonu głosu i intonacji - nadrabiała w ten sposób swój na ogół beznamiętny wyraz twarzy. Teraz jednak Clint nie mógł usłyszeć jej słów, więc przekaz był uszczuplony. Natasha nadrabiała więc nieco wyraźniejszą mową ciała i wyrazem twarzy. Żeby było śmieszniej - przyszło jej to absolutnie mechanicznie. Nie poświęciła temu nawet jednej świadomej myśli. Zapewne była do kwestia wyszkolenia: musiała przecież umieć grać na ludziach, pokazywać im określone emocje i stany. Nie mogłaby wyzbyć się takich nawyków w życiu codziennym, były zbyt głęboko zakorzenione w jej naturze. W rozmowie z Bartonem była przecież całkowicie szczera i prawdziwa. A że przy okazji usprawniała ich komunikację przekazem niewerbalnym? W niczym nie mogło zaszkodzić. Co najwyżej pomóc.
Wzruszyła lekko ramionami jakby chciała powiedzieć: "tylko się upewniam", a potem skupiła wzrok na jego dłoniach, by odczytać z nich odpowiedź. Uniosła jeden kącik ust w odrobinę drwiącym uśmiechu.
- Daj znać jakbyś potrzebował korepetycji. - wymigała, nie mogąc powstrzymać się przed tą odrobiną złośliwości. Kawa jej się kończyła, ale na szczęście ekspres był już gotowy, by przygotować więcej cudownego napoju. Bo przecież o porządny czaj ciężko w tym kraju, ale kawę naprawdę mieli dobrą. Wprawdzie nie była ani śpiąca ani zmęczona, ale znajdowała pewną pociechę w możliwości trzymania blisko siebie gorącego kubka.
Potrząsnęła głową, by bezgłośnie zaprzeczyć. - Nic nie widziałam. - pokazała, po czym na głos przywołała AI - Jarvis? - w jej tonie pojawiło się niezadane pytanie, bo nie była pewna czy sztuczna inteligencja śledzi ich cichą rozmowę i może faktycznie pokazać jej to o czym wspomina Barton. Czy miał moduły o czytana języka migowego? Dobre pytanie.
- Pokój dzienny to pewnie dobre miejsce, by zacząć. - wymigała, pozwalając sobie na kolejny uśmiech który teraz wydawał się być uspokajający. Spodziewała się, że zaraz dostanie nagranie ze wspomnianego pomieszczenia, ale zamiast tego usłyszała wieści o Rhodesie. Pozwoliła sobie na uniesienie brwi i nieco niepewne spojrzenie.
- Cóż... to było szybkie. - wciąż posługiwała się językiem migowym. Nieświadomie zgadzała się tym samym z Clintem: to co pomoże mu teraz najbardziej to aktywne użytkowanie niegdyś znanego systemu znaków. Ona sama czerpała pewną przyjemność z tego, że mogła na ten moment porzucić używanie głosu (choć wciąż poruszała niemo ustami, bezgłośnie wymawiając poniektóre słowa, by ułatwić mu ich odczytywanie).
- Jak do tego doszło? - rzuciła pytanie w eter, a skoro wybrzmiało, z pewnością było ono skierowane do systemu obsługującego wieżę. Obstawiała w myślach magię i potwory. I mimo wszystko nieszczególnie jej się ta myśl podobała.
Teraz już nawet umrzeć nie można na stałe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marie Laveau
PR Manager
avatar

Liczba postów : 20
Data dołączenia : 06/03/2016

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Sie 09, 2016 6:24 pm

W pewnym momencie rozmowy Clinton i Wdowa mogli usłyszeć dziwne dźwięki, które zapewne dobiegały zza okna – nie brzmiały one jak żaden z odgłosów, jakie znali, niemniej jednak najbardziej przypominały dzikiego ptaka. Było to najbardziej prawdopodobne, gdyż do ich uszu mógł dotrzeć również trzepot skrzydeł.
Zwierzę stanęło na parapecie przy otwartym oknie. Nie wyglądało jak żaden pospolity ptak – posiadało czarne upiórzenie z podobnym kolorem oczu, natomiast na całym jego ciele nakreślone – prawdopodobnie kredą – były znaki, które również zdawały się być tajemnicze i niezrozumiałe.
Ptaszydło wpatrywało się w dwójkę, jakby licząc na to, by podeszli. Na jego kończynie odbijała się od światła złota obrączka, do której najwidoczniej było coś przyczepione. Jeśli para zdecyduje się na zabranie pakunku - w środku znajduje się kartka z adresem salonu fryzjerskiego w Nowym Orleanie, a tuż na środku złożony jest naszyjnik. Kto wie, co to może znaczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Sie 10, 2016 1:04 am

Niekiedy właściwie te pokazywanie emocji przez Romanoff zastanawiało (a przerażało, można dodać) Bartona. Jako że była wyuczona tego, by reagować odpowiednio w danej chwili, aby móc zagrać to właśnie przez to w niektórych sytuacjach Clintowi ciężko było wyczaić, kiedy jest Nat, a kiedy jest Natasza. Bywały momenty, w jakich z łatwością by powiedział, a czasem takie, gdy już mu się całkiem we łbie pomieszało.
W tej chwili jednak łucznik był rad, że Wdowa w ten czy inny sposób starała się ułatwić rozmowę, która była wystarczająco utrudniona przez utracony słuch blondyna. Nie żeby czuł się jakoś gorszy czy coś w tym stylu - gdyby faktycznie miał tak się przejmować to najprawdopodobniej znalazłby kilka innych, ale za to mocniejszych, powodów, aby konkretniej użalać się nad sobą.
Na tę odrobinę złośliwości, Clint odpowiedział w jak najbardziej dorosły sposób - jego odpowiedzią w pierwszej chwili był grymas z wymuszonym uśmiechem, mającym być traktowany jako “ha ha, bardzo śmieszne”, ale zaraz dołączył do tego środkowy palec, który posłał Romanoff. I nie, wbrew pozorom, nie był to ciężki do rozszyfrowania znak z języka migowego, a po prostu jeden z najpopularniejszych obraźliwych gestów. Pewnie dlatego zaraz zajął dłonie kubkami kawy - jeden podając rudowłosej, drugi trzymając przy sobie. Możliwe, że obawiał się, że Nat mu złamie tę rękę, a była mu potrzebna. Bardzo! W każdym razie - niby to miał być żartobliwy ton.

JARVIS zareagował niemalże od razu na słowa Natashy - najprawdopodobniej miał "umiejętności" odczytania znaków migowych, dzięki czemu przed Czarną Wdową pojawił się hologram z obrazami, jak i plikiem audio, umożliwiającymi odtworzenie całego przebiegu rozmowy Clinta z Magik. Z nich mogła wyciągnąć istotne informacje: mieszające się ze sobą i mające wzajemny wpływ rzeczywistości, które należy w jak najkrótszym czasie rozłączyć, aby nie było więcej problemów. Wymienione nazwiska miały z kolei pomóc z tym, aby znaleźć osoby o magicznych zdolnościach czy takich zaliczających się pod te. Wspomniana była także konieczność obecności osób posiadających jakąś energię, aby móc utrzymać połączenie z Magik. Mniej więcej w tamtej chwili Clint też otrzymał czaszkę, z której powstał ptak; bo można to było zaobserwować.
Barton, sam zaciekawiony, powtarzał sobie tę całą rozmowę, chcąc ją przemyśleć na spokojnie. Może nawet w jakimś stopniu dumny był z tego, że tak dziarsko i wspaniale sobie poradził! W końcu wydający rozkazy Hawkeye nie był ani rzadkim, ani częstym widokiem, a nie można było też narzekać na to, że robi coś źle. Tak przynajmniej mu się wydawało.
Z uniesioną brwią spojrzał na Nat, gdy JARVIS poinformował ich o tym, że Rhodes odżył. To było i szybkie, i dziwne, ale z drugiej strony - lepiej tak niż jakby został pogrzebany i dopiero wtedy trafiła się taka możliwość, prawda? Prawda.
Lepiej teraz niż wcale — podsumował krótką sentencją, migając do kobiety.
Wówczas ponownie odezwał się JARVIS:
— Panno Romanoff, pan Rhodes został wskrzeszony przez zdolności jednego z uczniów przyprowadzonych przez pannę Frost. Wyświetlam na hologramie przebieg działania, jak i dalszego spotkania. Czy mam włączyć także bieżące wiadomości? — faktycznie po zapytaniu sztuczna inteligencja zaraz przywołała do paneli holograficznych odpowiednie obrazy (gdzie także, jeśli Natasza by sobie zażyczyła, mogła wyświetlić wiadomości).


Gdy zarówno Wdowa, jak i Hawkeye zapoznawali się z tym, co działo się w głównym laboratorium, Bartona uwagę zwróciło to, jak Nat spojrzała w końcu w stronę okna. Niestety mężczyzna nie był w stanie tego usłyszeć, więc obserwacja Mścicielki i zaraz pewien niepokój zwrócił uwagę łucznika na… kolejne ptaszysko, które zatrzymało się przed wejściem do salonu.
Clinton spojrzał niepewnie na towarzyszkę, unosząc brew. Kubek z kawą odstawił na bok i podszedł do ptaszyska, pochylając się na tyle, by móc sięgnąć po cokolwiek, co znajdywało się przy ptasiej kończynie.
—  Czy mi się wydaje, czy zaczyna się cała faza na Birdmana? — zażartował, a że akcja miała miejsce w 2014 roku, to Mściciel nie mógł przepuścić sobie takiej okazji z ciekawego dość skojarzenia. Tym bardziej, że łucznik nieufnie patrzył na te znaki, równie niezbyt chętnie otworzył pudełeczko i spojrzał na adres czy też na naszyjnik. Zaraz to przekazał Wdowie, by się z tym zapoznała.
—  Co robimy? — zapytał głośno, zerkając to na jedno ptaszysko, to na drugie, “swoje”. I nie, nie chodziło o to, że zerknął na własne spodnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cassie Lang

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Sie 11, 2016 1:34 pm

Ponowne znalezienie się w Avengers Tower po takim czasie było… Specyficznym doświadczeniem. Cassie rozejrzała się powoli po budynku, każdy krok stawiając ostrożnie, przy okazji upewniając się, że przypadkiem nie zakłóci niczyjej przestrzeni osobistej podczas tego małego spaceru. Z zaskoczeniem uświadomiła sobie, iż nie do końca mogła sobie przypomnieć kiedy opuściła to miejsce po raz ostatni, może po tym gdy jej matka ograniczyła jej kontakty ze Scottem? Bardzo możliwe. Każdy kąt starała się porównać z tym w jaki sposób go zapamiętała i choć dostrzegła minimalne różnice, większość nadal była równie znajoma co w jej wspomnieniach. Zaciekawiona wszystkimi zmianami jakie podczas jej nieobecności zaszły pochłaniała wzrokiem widoki, z trudem powstrzymując dziecinny pisk szczęścia. Wróciła do domu.
Dziewczyna jeszcze raz rozejrzała się po hali, tym razem szukając wzrokiem jakiejś żywej duszy do udzielenia jej odpowiedniego pozwolenia i nagle do niej dotarło, że przecież jeszcze nikogo tu nie spotkała. Dopiero teraz wszechobecna pustka wydała się jej uderzająca - brak pracowników, powiadomień, jakiejś kartki z informacją. Nie była przekonana, która z możliwych wersji wydarzeń była bardziej prawdopodobna, kolejny żart Tony'ego, czy może stało się coś strasznego, o czym jeszcze nie usłyszała.
Nieoczekiwany przez nią głos Jarvisa wystraszył ją wystarczająco by się wzdrygnęła. Mimo to cieszyła się, że wreszcie zaoferowano jej niewielką pomoc. Przedstawiła się, zostawiła ślad linii papilarnych w odpowiednim miejscu oraz pozwoliła się poprowadzić. Nie ukrywała, że miło jej było znowu porozmawiać z androidem. Gdy wszystko było już gotowe i na swoim miejscu, Jarvis przekazał informację każdemu znajdującemu się w salonie – Cassandra Lang przybyła na wizytę.
Blondynka była co prawda nieco zawiedziona tym, że musiała iść sama – Teddy’emu w ostatniej chwili wyskoczyło coś ważnego, obiecał dołączyć do niej później – ale z drugiej strony nie była pewna, czy wiedziałaby jak się wtedy zachować. Wczorajszy dzień nadal wydawał się bardziej przypominać jeden z tych szalonych snów tylko podszywających się pod rzeczywistość i być może nadal trudno byłoby jej w to wszystko uwierzyć, gdyby w telefonie nie znalazła numeru Billy’ego, a ubrania, które jeszcze nie tak dawno były w całkiem dobrym stanie, teraz leżały zniszczone i ubłocone u stóp jej łóżka. By upewnić się zaś, że jej nowe moce nie zniknęły równie szybko i tajemniczo co się pojawiły, spróbowała zmienić swój zwyczajowy wzrost kilkakrotnie, w zależności od jej zachcianek. Uzyskawszy satysfakcjonujące ją efekty odwróciła się w stronę zegara by sprawdzić, ile czasu do wyjścia jeszcze jej pozostało. I wtedy zdała sobie sprawę, że była spóźniona.
Pozostała część poranka była mieszanką przeklinania, nieustannego biegu i potykania się o własne nogi.
Teraz młoda Lang nie była pewna, czy rzeczywiście warto było jej aż tak się spieszyć. Jarvis wyjaśnij jej, że po niedawnej próbie włamania do Wieży należało zaostrzyć procedury, stąd podobna sytuacja. Powiedział jej także, że aktualnie w salonie znajdują się Hawkeye oraz Wdowa, co Cassie całkiem rozweseliło. Kwestia jej taty nadal pozostała niewyjaśniona, stąd liczyła na kogoś z kim miała całkiem dobrą relację. Wcześniej nikt nie chciał udzielić jej nawet strzępku informacji w postaci potwierdzenia lub zaprzeczenia tego, że nadal żył, łudziła się więc, iż podczas spotkania twarzą w twarz nikt nie będzie mógł ot tak jej zignorować. Ale to wszystko było tylko jej personalnymi zagwozdkami, swoją uwagę powinna skupić na misji. Właśnie, misja.
Dzień przed czuła się zachwycona poleconym jej zadaniem, a także zaufaniem, którym ją obdarzono w przeciwieństwie do tego, co na to wszystko miał do powiedzenia Eli. Było to jak niewielki pstryczek w nos dla chłopaka, który mimo wszystko nadal tak bardzo nie chciał z nią współpracować, z czego po cichu chichotała sama do siebie. Po minięciu tych kilku godzin nabrała niewielkiej perspektywy i choć nadal czuła z ów powodu niesamowitą dumę, tym razem pożałowała, że brakowało jej talentu Scotta do łączenia życia osobistego z bohaterskim.
Z podobnymi przemyśleniami rozstała się w momencie, gdy tylko drzwi windy otworzyły się by ukazać jej aż za dobrze jej znany pokój. Szeroki uśmiech mimowolnie wpełzł jej na usta gdy dostrzegła dwie znajome twarze, oczy zaś rozbłysły jej iskierką podekscytowania.
- Clint, Natasha!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pią Sie 12, 2016 8:13 pm

Pewnie trudno w to uwierzyć, ale Natasha posiadała jakieś szczątkowe poczucie humoru. Humoru bardzo czarnego i podszytego mnóstwem cynizmu. I tak się składało, że Barton potrafił ją rozbawić jak nikt inny (choć najczęściej śmiała się z niego, a nie z nim). Jej drwiący uśmieszek tylko się poszerzył, gdy udało jej się go sprowokować. Była bardzo daleka od łamania mu czegokolwiek - zwłaszcza, że zaraz podał jej kubek kawy, a to rozsądny argument przeciwko gniewaniu się. Skryła usta za brzegiem naczynia i nim upił łyk wymamrotała pod nosem coś co brzmiało jak "mistrz ciętej riposty". Nie kontynuowała jednak tematu, wyraźnie uznając czas na luźną konwersację za zakończony. Teraz trzeba było przejść do konkretów.
Z uwagą śledziła sytuację przedstawioną na hologramie, starając się wchłonąć jak najwięcej szczegółów. Nie było to jednak proste zadanie i była pewna, że w najbliższym czasie będzie musiała obejrzeć nagranie przynajmniej jeszcze jeden raz. Całość brzmiała dla niej mocno abstrakcyjnie. Portale, równoległe rzeczywistości i znów ta magia! Czym ona sobie na to zasłużyła, co? Czemu zagrożenie musiało być dla niej tak straszliwie obce i niezrozumiałe? W jej wnętrzu narastała frustracja, której jednak w żaden sposób nie okazała. Ze stoickim spokojem wymalowanym na bladym obliczu obejrzała wszystko co wyświetlił dla nich Jarvis. Potem jej wzrok na sekundę uciekł w stronę widmowego ptaszyska, którego pochodzenie zostało nareszcie wyjaśnione. Nie żeby miała przez to zapałać do niego większą sympatią czy coś. W jej odczuciu ta cała Magik wcale nie musiała być ich sojuszniczką. Natasha nie ufała temu czego nie rozumiała (temu co rozumiała też raczej niekoniecznie, ale to już dygresja), więc nie wierzyła zbyt mocno w słowa dziwnej przybyszki z podobno innego świata. Nie zamierzała jednak kwestionować działań grupy. Podąży za rozkazami tych Mścicieli, którzy o magii mogą mieć większe pojęcie niż ona.
- Podjęto już jakieś działania, by wypełnić instrukcje tej... Magik? - zapytała układając palce w odpowiednie znaki i tylko na koniec się zawahała, niepewna czy dobrze literuje przydomek kobiety.
Zaraz potem jej uwagę rozproszyła kolejna iście magiczna sprawa, choć zdecydowanie znacznie milsza w skutkach. Dobrze było wiedzieć, że Rhodey znów jest wśród żywych. Chociaż jakaś malutka część jej osoby buntowała się przeciwko takim dziwnym porządkom. Lubiła wierzyć, że śmierć to jedyna pewna rzecz jaka czeka ich wszystkich. Świadomość, że to wcale nie jest takie oczywiste budziła w niej niepokój. Uśmiechnęła się jednak blado do Clinta, milcząco przytakując miganym przez niego słowom. Szybko przejrzała kolejne przedstawione przez AI hologramy i być może poświęciłaby im jeszcze chwilę, gdyby nie dotarły do niej dziwne dźwięki od strony okna. Natasha natychmiast stężała - jej wzrok powędrował w stronę dźwięku i zaraz była na nogach z odbezpieczoną bronią w dłoniach. Poruszając się ostrożnie i niemal bezdźwięcznie zbliżyła się do okna, na którym przysiadło - o zgrozo! - kolejne ptaszysko. Na jej oko równie nienaturalne co to wcześniejsze. W pełnym napięcia oczekiwaniu, przyglądała się jak Barton odczepia pakunek od nogi zwierzęcia (gotowa w razie potrzeby natychmiast odstrzelić posłańcowi głowę). Nic złego się jednak nie stało, dlatego powoli schowała broń. Parsknęła tylko pod nosem na wspomnienie Birdmana i przejęła od niego zarówno notatkę jak i wisiorek.
- Dawno nie byłam w Nowy Orleanie. - odpowiedziała ze wzruszeniem ramion, bo z racji zajętych dłonie nie mogła użyć języka migowego. - Trzeba to będzie sprawdzić. - dodała, jednocześnie śledząc opuszkiem kciuka dziwne zdobienia na medalionie. Zapamiętała już adres, ale wciąż trzymała kartkę. Czemu miała wrażenie, że to też jakieś magiczne kłopoty?
Od tej sprawy oderwał ją kolejny komunikat od Jarvisa - znów mieli gościa. Na szczęście teraz dużo milszego. Natasha miała jeszcze moment, by wymienić nieco zdziwione spojrzenie ze swoim partnerem, bo absolutnie nie spodziewała się przybycia córki Langa. Kiedy jednak dziewczyna pojawiła się w pomieszczeniu, na jej usta wpłynął delikatny uśmiech.
- Cassie, co za niespodzianka. - przywitała ją, kryjąc jednocześnie do kieszeni naszyjnik i kartę przyniesione przez dziwnego posłańca z Orleanu. - Dawno Cię u nas nie było. Co Cię sprowadza? - ton Natashy był łagodny, ale szybkie przejście do konkretów zdradzało, że wyczerpała już na dzisiaj swój limit na small-talk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Sie 14, 2016 8:52 pm

Jakie to miłe, że Natasza lubi się z nim (z niego) śmiać!
Nie, jeszcze nie  — wymigał Clint, starając się przypomnieć to, co Magik mówiła, więc poprosił JARVISa, aby mu cofnął o paręnaście sekund rozmowę, której się przyjrzał. — Chociaż pewnie nie wszyscy widzieli. Jak spojrzą to zacznie się myśleć. Poza tym i tak musimy znaleźć parę osób, które znają się na magii. Czy czymś tam.
No tak. Barton nie zawsze musiał ogarniać. I niekiedy wychodziło mu to na dobre. Poza tym, był ekspertem w improwizacji. Przynajmniej samozwańczym, bo jednak gdy wymagała tego sytuacja lub wszystkie plany od A do Z włącznie spaliły na panewce to wtedy trzeba było zrobić coś innego, niekonwencjonalnego czy nie, ale z pewnością jednak dane działanie nie było wówczas wzięte pod uwagę.
Co do wskrzeszania… Clint mógłby w jakimś stopniu przybić piątkę z Nataszą. Mogły pojawić się jakieś obawy, poniekąd pewne zawahania, o których aktualnie i osobiście były cyrkowiec nie pomyślał, jakby nie mając czasu na to, aby zacząć prowadzić wewnętrzne dyskusje. Zwłaszcza że ptaszysko z sukcesem zwróciło na siebie uwagę.
Trudno powiedzieć czy ptaszysko z treścią wyczuło plan Czarnej Wdowy, czy nie… ale po odebraniu pakunku czy choćby otwarciu go - mogli zauważyć, jak odlatuje, znika w kompleksie wysokich budynków Nowego Jorku.
Ja też nie — odpowiedział, wyczytując słowa z jej warg, skoro nie używała dłoni, a on był głuchy! Może sam już zaczął się nakręcać, że zaraz gdzieś polecą i ogarną spotkanie z właścicielem bądź właścicielką tego naszyjnika z dziwnym wzorem. W końcu trochę do nadrabiania Nataszę czekało i oboje dobrze o tym wiedzieli. Mimo takiej myśli, Barton nie pobiegł i nie krzyknął, żeby JARVIS przygotował wolny Quinjet i poinformował wszystkich. Ufał, że sztuczna inteligencja “wyczułaby” moment.
Jak na przykład teraz.
JARVIS poinformował dwójkę Mścicieli o tym, że jest kolejny gość w Wieży, jednakże nie jest to nikt nieproszony, a przynajmniej nikt, kto ma przynieść ze sobą jakieś kłopoty, załamać, zdenerwować czy spowodować po prostu reakcję ‘wtf’. Chociaż… nie było to wykluczone.
Wpuść ją do nas — odpowiedział Clint po przeczytaniu wiadomości. Wątpił, żeby Cassie miała w jakiś sposób im zagrozić. Tym bardziej, że pewnie jej obecność głównie spowodowana była chęcią spotkania się z ojcem, którego nie było przez dłuższy czas. Właściwie to w tej sprawie Barton musi podpytać, co się działo.
Odetchnął cicho.
Wychodzi na to, że jednak będziesz musiała ruszyć sama — powiedział głośniejszym tonem, spoglądając na Wdowę. Dłonią sięgnął do swojego karku, żeby go potrzeć krótko. — To… Wiesz, może sprawdzisz coś jeszcze? — zastanowił się, ale od tego momentu zaczął już migać. — Magik wspominała o kimś z magią czy tam energią, a Nowy Orlean chyba z tego słynie to warto coś podpytać? Od JARVISa dostaniesz pewnie wszystko, co będzie ci potrzebne — zasugerował. Miał już dodać coś jeszcze, ale akurat wtedy wparowała Cassie.
Clint nawet nie zerknął na Nat, która wówczas schowała kartkę z adresem i naszyjnik. Sam zdążył odłożyć opakowanie, wziąć kubek kawy i upewnić się, że tego ptaszyska-gońca nie ma. Napił się, odstawił na blat i zaraz rozłożył ręce w stronę blondynki.
Cassie! — takie przywitanie, jakże przyjacielskie, niewinne i bardziej otwarte w przeciwieństwie do Wdowy, ale to nikogo nie powinno zdziwić. W końcu to był Clint, prawie jak wujek (dobra rada), jeśli spojrzy się na to jak często dziewczyna gościła w tym budynku. Stąd nie czuł jakiegoś skrępowania czy przeciwwskazań, by (nie) zaoferować ramion do objęcia.
Jak tam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cassie Lang

avatar

Liczba postów : 30
Data dołączenia : 10/04/2016

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Sie 17, 2016 4:49 pm

Młoda Lang nawet nie ukrywała, jak bardzo ucieszyła się na widok akurat tych dwóch Mścicieli. Wpadając Clintowi w ramiona uwiesiła mu się na szyi w silnym uścisku, uśmiechając się tak szeroko na ile policzki jej pozwalały. Przez moment w jej oczach zabłysły niewielkie łzy, tylko po to by już po sekundzie zniknąć za jej powiekami. Zaśmiała się cicho pod nosem, tak bardzo tym spotkaniem podekscytowana.
- Tęskniłam za wami… - Wymamrotała na krótko przed odsunięciem się od Bartona na krok, kąciki oczu szybko wycierając skrawkiem miękkiego rękawa. Poprawiła także włosy na wypadek gdyby któryś z kosmyków znalazł się na nieswoim miejscu i stanęła prosto, poniekąd by udowodnić jak bardzo już wyrosła.
- Przepraszam, że wpadam tak niezapowiedziana, ale że mam dobre usprawiedliwienie. – Uśmiechnęła się nieco nieśmiało i odchrząknęła, dodając sobie odwagi. – Właściwie kilka usprawiedliwień. Przede wszystkim występuję tutaj przed wami w roli reprezentanta pewnej grupy, w jej imieniu mam omówić z wami warunki ewentualnej współpracy i sytuację z Tarczą, krótko mówiąc biznes. Ale to może poczekać.
Cassie wskazała na jedną z kanap, proponując, by cała trójka skierowała się tam przynajmniej na czas rozmowy, bo do krótkich i szybkich ona nie należała. Podwinęła także rękawy bluzy w momencie gdy już rozsiadła się wygodnie, poniekąd by powstrzymać się od skubania pojedynczych nitek. Tego typu konwersacje nie były chyba jej mocną stroną.
- Przyszłam też dowiedzieć się czegoś o tacie. – Dodała, czując jak cała jej wcześniejsza śmiałość zaczęła się z wolna ulatniać. – Nie wyjaśnił mi niczego zanim zniknął, nie wspominał o tym, że dostał ważne wyzwanie, nic. Tak po prostu. Próbowałam się skontaktować z Tonym, czekałam na niego w jego firmie, ale też nigdy się nie pojawił, może nawet mnie omijał. A tata nadal nie dał znaku życia. – Skrzywiła się nieświadomie na samą myśl o tym, że Scott mógł nadal być w niebezpieczeństwie, a ona nie mogła mu pomóc. Miała wrażenie, że jeszcze trochę, a z całej tej troski się rozchoruje.
- I… Jest jeszcze coś. – Blondynka spuściła wzrok z Clinta, stwierdzając nagle, jak bardzo interesujące były jej buty, idealne na wpatrywanie się przez resztę rozmowy. Młoda Lang potrzebowała kilku dodatkowych chwil, by poukładać sobie wszystko w głowie raz jeszcze, stres zaś do pomocnych nie należał. – W sumie stało się to trochę przez przypadek, byłam pod wpływem emocji i trochę wściekła też, zresztą, gdybyś znał moje powody, zrozumiałbyś. W każdym razie, tak jakby… Moje moce się ukazały. – Postarała się o jak najniewinniejszy uśmiech na jaki było ją w tamtej chwili stać, po cichu łudząc się, że Hawk nie będzie zły, czy zmartwiony. Do tego wystarczała jej matka.
- Ale nikt nie ucierpiał! – Zapewniła szybko, uprzedzając wszelkie dotyczące ów kwestii pytania. – I ja też jestem cała i zdrowa. Tylko byliśmy trochę w szoku, nic więcej.  
Tak, nie było lepszego sposobu, by to wszystko podsumować.
Tata byłby dumny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Black Widow

avatar

Liczba postów : 166
Data dołączenia : 25/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Sro Sie 17, 2016 9:29 pm

Potrafiła docenić zalety improwizacji. Wróg nie może przecież przejrzeć planu, którego nie masz. Wiele razy uratowało jej to życie. Teraz jednak działanie po omacku jedynie pogłębiało jej dyskomfort. Kiedy przychodziło do tych dziwnych magicznych spraw nie mogła przecież zdać się na swoje szkolenie i liczyć, że jakoś to będzie. Błądzili we mgle jak dzieci. Pozostaje liczyć, że stan ten utrzyma się jedynie przez krótki czas. Ktoś wkrótce ustali plan działania i wyda stosowne rozkazy. W tym akurat była dobra: w wykonywaniu rozkazów. Uśmiechnęła się nieco kwaśno na frazę "czy coś tam", która tak doskonale oddawała zaistniałą sytuację. Potrząsnęła lekko głową i nie odpowiedziała nic więcej. Naprawdę nie miała już nic do dodania.
Przesyłka przyniesiona przez nietypowego posłańca ciążyła jej w kieszeni. Natasha czuła rosnącą potrzebę, by sprawdzić co takiego kryje się za enigmatycznym liścikiem z adresem i dziwnym naszyjnikiem. Nie chodziło bynajmniej o jej ciekawość. Po prostu chciała wreszcie się czymś zająć. Wyprawa do Nowego Orleanu mogłaby oderwać jej myśli od niechcianych tematów i pomogłaby uwierzyć, że faktycznie na coś się przydaje. Zdecydowała już, że zaraz wyruszy. Niezależnie od wieści jakie miała dla nich Cassie. Przytaknęła krótko na propozycję Clinta, nie czując nawet szczególnego żalu na myśl o tym, że prawdopodobnie poleci do Luizjany sama.
- Zajmę się tym. - potwierdziła krótko, wiedząc, że odczyta jej słowa z ruchu warg. Potem z wciąż z lekkim uśmiechem na bladych ustach przyglądała się powitaniu Clinta i Cassandry. Ona sama nie była tak wlewna, by ściskać dziewczynę, ale chyba nikt się tego po niej nie spodziewał. Ograniczyła się do lekkiego skinięcia głową. To i tak dużo jak na nią - szczególnie, że zerkała na młodą Lang ze szczerą sympatią, którą niewielu mogło dostrzec w jej oczach.
Kiedy dziewczyna zaczęła opowiadać o sprawach, które przygnały ją do Avengers Tower, Romanoff słuchała uważnie. Jednocześnie jednak wystukiwała na telefonie polecenia dla Jarvisa, by upewnić się, że szykuje dla niej Quinjeta i dane o których wspominał jej Barton. Jak to dobrze mieć podzielną uwagę! Jej uśmiech nieco się poszerzył, gdy Cassie wspomniała o swoich mocach.
- Skoro nikt nie ucierpiał i ty też jesteś cała... - mruknęła, chowając telefon do kieszeni spodni - To jest nadzieja, że poradzicie sobie beze mnie. Clint nie popsuj nic. - miękkim krokiem przemierzyła salon, zbliżając się do kanapy. Pieszczotliwym gestem uścisnęła ramię Cassie i przez sekundę w jej oczach odbiło się coś jakby... czułość? -  Pamiętaj, że jeśli będziesz czegoś potrzebować wystarczy, że dasz mi znać. - powiedziała jeszcze, a potem bez dalszych pożegnań skierowała się w stronę windy, która otworzyła się przed nią bezszelestnie.
"Będziemy w kontakcie" - wymigała w stronę Clinta, tłumiąc rodzącą się w niej odrobinę żalu związaną z tak szybkim rozstaniem. - Do zobaczenia. - drzwi zasunęły się za nią równie cicho co się otwarły i Natasha zniknęła im z oczu. Nowy Orlean czekał.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Nie Sie 21, 2016 1:48 pm

Zdecydowanie Cassie musiała poprawić swoją fryzurę, gdyż po wyznaniu o tym jak się stęskniła, Barton w odpowiedzi potargał jej włosy, rozbawiony reakcją. Jakaś większa wylewność, a raczej - przelewanie wszystkich emocji - nie zawsze z taką łatwością przychodziło mężczyźnie. Poza tym, w niektórych przypadkach liczyły się gesty, nie słowa, prawda?
Łucznik intensywnie wpatrywał się w dziewczynę, odczytując z ruchu warg o czym ona mówi. Póki co nie chciał zdradzać się z pewną dysfunkcją, która po latach do niego wróciła i kto wie czy go w ogóle opuści. Cassie zdawała się być przejęta ilością informacji do przekazania.
Reprezentant grupy? Ze szkoły? Drużyna cheerleaderek, koła szachowego? — zapytał. — Tylko nie mów mi, że kółka teatralnego. Wiesz dobrze, że artyści w szkołach dostają najmniejsze dofinansowanie, o ile w ogóle, ale dziwi mnie, że to tak poważne reprezentowanie, że potrzebujesz do tego Tarczy — luźnym tonem zareagował na informację. — I współpracy? Tak trochę za młoda jesteś — zażartował znowu. I prawdopodobnie to nie będzie ostatni nieudany żart. Albo udany, jak kto woli.
Oczywiście po wzięciu kawy, Barton usiadł na jednej z kanap, obok młodej dziewczyny. Zwrócił się do niej też tak, by mieć swobodę w odczytywaniu słów, wzbudzając jeszcze przez dobrą chwilę wrażenie, jakoby nie miał żadnych problemów zdrowotnych.
Wysłuchał tego wspomnienia o Scotcie i zerknął na Wdowę, jakby zastanawiając się czy sama będzie mogła coś dodać od siebie, choć zauważył, że Natasha przygotowywała się już do wycieczki do Nowego Orleanu. Najwidoczniej na łucznika spadł obowiązek tłumaczenia się. Albo kogoś.
Cassie — odezwał się Clint, poprawiając się na kanapie. — Sama wiesz, że my też nie zawsze dostajemy informacje w jakiejś sprawie czy misji. Gdyby naprawdę poszło coś nie tak, to byśmy o tym wiedzieli, więc może się przedłużyło albo Scottie wrócił i poszedł na balety… — prawie by spojrzał wymownie, ale sięgnął zawczasu po telefon, by coś wystukać. — Poznał kogoś, zaczął się spotykać, takie tam… albo zaraz się pojawi, bo niedawno wrócił — uśmiechnął się do nastolatki, zerkając kątem oka na telefon komórkowy, aby przez komunikator, łącząc się z JARVISem, który milczał, wezwać Langa na piętro z wiadomością typu:
Twoja córka właśnie przyszła i siedzi z jakimś przystojnym kolesiem, i się o Ciebie zamartwia, więc może ruszysz na górę zanim postrada zmysły z zatroskania? H.
Ant Man nie musiał wiedzieć, kto jest tym przystojnym kolesiem. Nie musiał ogarnąć tego żartu, a najwidoczniej Barton miał na sumieniu jakąś komedię romantyczną, aby spodziewać się, że jakiś “gach” przy córce Scotta zachęci do tego, by ten się pojawił jak najszybciej.
Cassie też nie widziała, co właściwie łucznik robił na telefonie, najpewniej jeszcze trawiąc informacje.
Zaraz będzie, gwarantuję — odpowiedział, wsłuchując się w wyznania dotyczące ukazania się mocy i… Clint znowu miał parę pytań, ale siłą woli nie zaczął ich zadawać, przerywając dziewczynie w monologu.
Nie komentując, spojrzał na Nataszę, która najpierw dała mu radę, by nic nie zrobił, zaraz okazała miły i niespotykany w jej przypadku (a przynajmniej nie wobec każdego) gest. Hawkeye rozłożył ramiona, spoglądając jakby z niezrozumieniem, że jak Wdowa śmie mu o tym mówić. Nie skomentował tych migów, choć te zrozumiał. Lang nie musiała o tej sprawie wiedzieć.
Jakie moce? — zamigał, zapominając się, ale już na to machnął w duchu. Mów się trudno. — Odkryłaś w sobie jakąś mutację, którą masz po matce lub po ojcu? — trzeba wybaczyć ignorancję Bartona, ale nie bawił się w dowiadywanie o to, jak działa ta cała rasa mutantów, a raczej - co, jak, kiedy i po kim. — Nie wiedziałem, że Scott ma takie zdolności — podsumował i głosem, i gestem, opuszczając dłonie na uda. Nie na długo, ponieważ zaraz sięgnął po kubek.
Tak jak Nat wspomniała, jeśli nikt nie ucierpiał, a przede wszystkim tobie się nic nie stało… — uśmiechnął się lekko. Zmartwienie jakieś było (w końcu dziecko wszystkich Mścicieli!), ale większe zainteresowanie. — Kim są “my”? — przypomniał sobie to stwierdzenie i go zaciekawiło, migając ponownie.
Clint chyba miał dzień wybitnych (inaczej) żartów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ant-Man

avatar

Liczba postów : 33
Data dołączenia : 08/05/2016

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Sie 23, 2016 9:39 pm

Zamęt ostatnich dni ominął Scotta, który musiał jednak dojść do siebie po… Hm. Zawieszeniu w czasie i przestrzeni przez parę tygodni? Tak, to brzmiało na dobrą wymówkę. Dlatego podczas gdy inni latali na Litwę i do innych krajów na literę „L”, Scott dogorywał w pokoju motelowym na pograniczu stanów New Jersey i Nowy Jork (chodziło głównie o cenę, okolice Manhattanu jednak przekraczały możliwości jego portfela po dużej przerwie, a wieża Avengers nie gwarantowała ciszy, spokoju i możliwości odnowienia sił na tanich zupkach chińskich z woskowanym makaronem). Wiedział wprawdzie, że prędzej czy później to wszystko musi się skończyć. Nie dlatego, że należy wrócić do ratowania świata. Skądże znowu. Scottowi zdecydowanie daleko było do ideału superbohatera, a priorytety w jego głowie układały się nieco inaczej niż u reszty Avengersów. Świat nie był tam na takiej znowu wysokiej pozycji. Ale jego córka, Cassie – to już co innego. Scott wiedział, że musi się z nią spotkać, ale nie czuł się dobrze, a – jak stwierdził po zerkaniu w stłuczone motelowe lustro i wersję własnej twarzy w kilku wielkościach – wyglądał jeszcze gorzej.
Po jakimś czasie wyglądał już znośniej. Przede wszystkim zniknęły głębokie cienie pod oczyma, zarost na twarzy nabrał wyglądu „zapomniałem golarki na tygodniowy wyjazd służbowy”, a on sam czuł się o niebo lepiej. Ustąpiło natarczywe i bolesne pulsowanie w głowie. Za oknem była piękna pogoda, gruchały szare, wyliniałe gołębie, gdzieś w Kansas przechodziła trąba powietrza – słowem idealny dzień.
Wiadomość od Hawkeye’a tylko to potwierdziła. Krótka, treściwa i… Zaraz. Z jakim niby mężczyzną? Oczywiście znał poczucie humoru Clinta aż za dobrze, ale jego gołębi przyjaciel mógł jednak mówić (dla odmiany) coś na rzeczy. W końcu… Kto wie? Cassie była młodą panną, na pewno urodziwą (nie po ojcu), a skoro tak… Myśl, że ktoś mógłby faktycznie…
Przemieszczenie się na najwyższe piętro nie nastręczało większych problemów. Zwłaszcza, że zautomatyzowana i nowoczesna baza wypadowa grupy ludzi w spandeksie posiadała windę (w której czasami grało AC/DC w czym, jak podejrzewał Scott, palce maczał Stark). Lang nie traci więc czasu. Ledwie drzwi rozsunęły się, wpadł do salonu i zdyszany oparł się o framugę przeszklonych drzwi (bo każdy nowoczesny wieżowiec ma szkło, wszędzie szkło, horror vacui w kwestii szkła). Odetchnął głębiej, zadarł głowę do góry i zamarł, bo w pomieszczeniu nie zastał nikogo poza córką i Hawkeyem.
Potrzebował chwili. Trybiki w jego głowie przesunęły się leniwie i nieśpiesznie, gdy do Scotta docierało powoli, że całość była żartem Clinta. Skupił się więc najpierw na nim. Posłał mu znaczące spojrzenie, a na końcu języka miał komentarz o wątpliwej „przystojności” emeryta wraz z zapewnieniem, że chętnie załatwi mu zaproszenie na jakąś grę w BINGO dla rencistów, skoro tak mu się nudzi, by prowokować go w ten sposób.
Potem jednak przypomniał sobie o Cassie.
Właśnie. Cassie. Scott odwrócił twarz ku córce i momentalnie pojaśniał (na obliczu, na szczęście nie promieniował, co było cudem, biorąc pod uwagę fakt z jakimi dziwolągami się zadawał).
- Cassie! – wyrwało się z jego ust. Scott poczuł przypływ uczuć, w których dominowało poczucie radości zmieszane z wyraźną ulgą na widok kochanej córki całej i zdrowej. Nie wiedział wprawdzie o czym rozmawiali zanim nie wpadł i im nie przeszkodził, nie miało to jednak w tej chwili większego znaczenia, bowiem w paru sprężystych krokach znalazł się przy młodszej Lang i przytulił ją do siebie, nie zwracając uwagi na to, czy narobi jej wstydu.
- Cassie, kochanie! – Wzruszenie ścisnęło mu gardło na krótką chwilę. Pomyślał, że zbyt długo zwlekał ze skontaktowaniem się z nią i poczuł się głupio. Ale teraz chodziło o sam fakt.. – Boże, jak ja cię dawno nie widziałem. To znaczy… Ty pewnie nie widziałaś mnie jeszcze dłużej. Uwierz mi, Cassie, żadnych wypraw w kosmos. To koszmarny interes. – Wreszcie po takiej chwili wylewnych, ojcowskich uczuć, jego spojrzenie wróciło do Clinta, któremu posłał przekorny uśmiech. – Przystojnym kolesiem, co, Hawk? Czas kupić ci okulary? To już ten wiek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Paź 27, 2016 12:14 pm

Barton spodziewał się, że wysłana przez niego wiadomość tekstowa z pewnością zwróci uwagę Scotta, który dostanie niemalże teleportu, by dotrzeć do Avengers Tower. Zwłaszcza dla szansy spotkania się z córką po takiej nieobecności. Miał wiele do wyjaśniania. I nie tylko Cassie, można by było przypuszczać.
Właściwie Clint nie zdążył sprawdzić, o której godzinie wysłał SMS-a do Scotta, ale gdy mężczyzna się pojawił to łucznik był pewien, że przerażająco dużo czasu nie minęło i nie był wówczas zmuszony do tego, aby wymyślać tematy, żeby tylko pociągnąć rozmowę. Wbrew pozorom Cassie nie była tylko zwykłą nastolatką. Raczej trudno nazwać tak osobę, która jest rodziną jednego z superbohaterów (od siedmiu boleści), obracającego się w gronie obrońców świata i planety, prawda? Czasem jednak potrzebowała pewnie zwykłych rozmów zamiast tych wędrujących wokoło Mścicieli, kiedy ciekawscy próbowali dowiedzieć się za dużo. To mogło być, prędzej czy później, przytłaczające i irytujące.
Niemniej gdy Lang wparował do salonu Avengers Tower, a Cassie wbiegła dosłownie w ramiona ojca czy wyszli sobie naprzeciw - Barton nie wtrącał się, z uśmiechem na twarzy i rozbawieniem z miny Ant-Mana (kiedy łucznik uświadomił sobie, że żart mu się udał) obserwując ich przywitanie.
Ściągnął nieco brwi na wtrącenie powiązane z kosmosem. Coś słyszał, kiedy jeszcze mógł. Musiał uzupełnić wiedzę, wiadomości z tym powiązane.
Nie, jeszcze nie. Mam lepszy wzrok od zebranych tutaj i pewnie obecnych gdzieś niżej, Scottie — odpowiedział z uśmieszkiem, który schował za kubkiem kawy, a ta… mu właściwie się kończyła. — To miłe, że się troszczysz, doceniam.
No bo jak nie uznać tego za przyjacielski gest?
Barton uznał, że nie będzie jednak im przeszkadzać. Tym bardziej, że miał parę rzeczy do załatwienia, a być może Stark zlecił któremuś naukowcowi, by chociaż zrobił prototyp aparatów słuchowych dla niego. Musiał to sprawdzić.
Nie będę wam przeszkadzać. Mam swoje dziecko do odwiedzenia — rzucił żartobliwie, mówiąc oczywiście o swoim psie.
Podniósł się, kubek odstawił na barek i przeszedł obok Langów, samemu wymieniając uścisk ze Scottem; poklepał go pewnie po plecach mówiąc o tym, że dobrze go widzieć.
Jak wrócę, a wy przestaniecie się zagadywać i witać na śmierć to wtedy pogadamy o tym, co chciałaś, Cassie. Albo odwiedź Carol czy Tony’ego, choć z nimi ciężko. Są zajęci — ktoś mógłby pomyśleć, że Clint zmienił ton głosu na bardziej podejrzliwy, ale… każdy ma swoją opinię, zdanie na dany temat, prawda?
Hawkeye zniknął za drzwiami windy, opuszczając salon, a po dłuższym czasie także i Wieżę Mścicieli.


/ zt dla Clinta
/ jako MG blokuję ten temat do 10 listopada. Do tego czasu nikt tutaj nie pisze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Gru 15, 2016 5:12 am

/ po Quincy St

Clinton - któremu trochę zajął dojazd z Quincy Street aż do Avengers Tower (jakiś miesiąc) - w końcu mógł zatrzymać się w jednym z miejsc parkingowych, wcześniej przejeżdżając przez jedną, drugą, trzecią i nawet dziesiątą przecznicę Nowego Jorku, stukając opuszkami palców w kierownicę samochodu. Szaleństwo było takie, że udało mu się wymówić od mandatu za przekroczenie prędkości, a potem także za przejazd na czerwonym świetle, tłumacząc się tym, że jest Mścicielem i że po prostu musi dojechać na czas. Nie mówił, co się działo. Wyjaśnił, że warto byłoby wysłać jednostki policyjne na Brooklyn albo odezwać się i dowiedzieć, co takiego miało miejsce na dzielni(cy) Kapitana. Cud, że mu się udało i cud, że przeżył.

Piętrzące się sprawy grupy mogły powoli wprowadzać go w niepokój. Jakby wszystko albo zmówiło i postanowiło porobić się w jednym czasie, albo Avengers hulali sobie od prawej do lewej w lenistwie, z czym trudno się nie zgodzić na swój sposób. Wolał jednak nad tym się nie zastanawiać, najpierw wypuszczając psa z samochodu, samemu wysiadając i podchodząc do bagażnika w celu wzięcia dwóch toreb i zakupów. Prawie jakby wracał do domu po długiej wycieczce. Było wręcz przeciwnie - z własnego apartamentu tymczasowo się wyprowadził, żeby pójść do swojego miejsca… pracy? Tak najłatwiej to nazwać.

Dotarcie na odpowiednie piętro z całym bagażem i psem u boku - ku szczęściu Bartona - nie niosło ze sobą żadnych niespodzianek, które z pewnością nie były przez niego upragnione. Najpierw łucznik miał zamiar część zakupów, rzeczy odnieść na “swoje” piętro, a potem w towarzystwie psa zabrać kołczan i strzały, by na spokojnie w otwartej przestrzeni uporządkować zawartość swojej broni; charakterystycznego dla niego przedmiotu.
Nic więc dziwnego, że gdy pojawił się ponownie w salonie, nie dostrzegając ani Scotta, ani Cassie, to rozłożył się tak jak tylko mógł. Istniejący stolik już cały zajęty był przez strzały, kubek chwilę wcześniej zaparzonej kawy czy też jedno z urządzeń, dzięki któremu Barton był w stanie przypomnieć sobie całą rozmowę z Magik, jaka odbyła się całkiem niedawno (w jego rzeczywistości), a jaka powinna być dla niego priorytetowa. Mimo to, łucznik ciągle wracał myślami, choć niespecjalnie długimi, do spotkania z tajemniczym mężczyzną, który niby to pokrętnie, jednakże całkiem chętnie, podzielił się z nim paroma informacjami, jakie Clint w tej chwili przetwarzał, przekładając strzały tak, by pasowały do wymyślonego przez niego systemu porządkowania.
Lucky natomiast po bieganiu po całym piętrze, obwąchiwaniu, poznawaniu tej części Avengers Tower, położył się płasko na posadzce nieopodal windy, co jakiś czas łypiąc jednym okiem na właściciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Czw Gru 15, 2016 12:36 pm

///Z Limbo

Nagle światło otaczające syntezoida zniknęło, a Vision dosłownie znikąd pojawił się w centralnym punkcie miejsca, które tak dobrze znał i uważał za swój dom. Był z powrotem na Ziemi, w budynku, w którym swoją siedzibę mieli Mściciele. Skąd Onuris wiedział, by odesłać go akurat tu? I dlaczego właściwie zdecydował się to zrobić, pomimo tego, że mógł z Visionem zrobić wszystko? Zwłaszcza, że jeszcze przed paroma chwilami byli dla siebie wrogami? Z ostatnich słów jaszczura można było wnioskować, że nie chciał pozbawiać Ziemi jednego z jej obrońców, ale czy była to cała prawda? Co sam teraz pocznie ze sobą i sześcianem? Wyglądało na to, że syntezoid nie prędko otrzyma odpowiedzi na te pytania. O ile w ogóle w przyszłości ponownie będzie mu dane spotkać się z tym akurat Widmem, lub innym ich przedstawicielem. A to mogło przecież nigdy nie nastąpić.
Dopiero po chwili Vision zdał sobie sprawę, że nie jest tu sam i jego nagłe pojawienie się mogło być zaskoczeniem. Albo i nie, patrząc na to, że posiadał umiejętność fazowania przez ściany, co bardzo często wykorzystywał nawet w samym Avengers Tower, choć niektórzy starali się nauczyć go, by tak jak inni korzystał z wind, drzwi itd. Choć pozycja, w której się znajdował z pewnością była czymś niecodziennym. Poza tym na jego twarzy ewidentnie było widać ślady zrezygnowania, co było dla niego raczej rzadkością, i jednocześnie zaskoczenia tym, że się tu znalazł.
- Clint? – pokręcił głową niedowierzając, że rzeczywiście znów jest wśród przyjaciół. Gdy oddawał swój los w ręce Onurisa nie sądził, że jeszcze zobaczy którekolwiek z nich. Spojrzał jeszcze na swoje dłonie i upewniwszy się, że wszelkie uszkodzenia zostały naprawione przez cząstki białej energii, powoli zaczął się podnosić. – Jak długo mnie nie było? – spytał, zapewne jeszcze bardziej dezorientując towarzyszy. Chciał się jednak upewnić, że od chwili, w której pochwycili Amorę, a Onuris przeniósł ich na Pustkowie, nie minęło tak wiele czasu na Ziemi oraz czy odpowiedź będzie zgadzać się z jego danymi. W końcu tam gdzie się znajdował czas mógł płynąć nieco inaczej, a nie wiadomo też było „do kiedy” został przeniesiony. W swoim życiu widział wiele i wolał mieć pewność, że rzeczywiście znajduje się w swoim świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hawkeye
Ph.D. in friends with benefits
avatar

Liczba postów : 276
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Wto Gru 20, 2016 3:23 pm

Nie spodziewał się nagłej wizyty Visiona. Do czegoś takiego powinien przyzwyczaić się już swego czasu. Zresztą nie tylko on, wszyscy Mściciele, którzy okupowali Avengers Tower. Spodziewać się niespodziewanego - chciałoby się, jednakże w sytuacjach szczególnych człowiek traci połączenie z otoczeniem na rzecz działań. I to była właśnie sytuacja szczególna.
U Clinta - jak zajął się dobieraniem strzał do kołczanu, wcześniej grupując to, co mu zostało, każdą z osobna - jego uwaga już była zajęta. Skupienie było terytorialne - stół, zawartość kubka i pies w oddali. Na domiar tego wszystkiego był głuchy na tyle, na ile się dało. Co prawda, miał aparaty słuchowe, prototypy, jednakże te mu nieco przeszkadzały, więc jeden z nich miał schowany w kieszeni. Mogli już zadbać o coś bardziej ergonomicznego. Będzie musiał faktycznie albo męczyć Starka, albo zjechać do laboratoriów. Jeśli nie to… to wizyta u innych supermądrych superbohaterów mogłaby mieć miejsce. W akcie desperacji ze skruchą pobiegłby po prostu do sklepu z medycznym osprzętem. Udałoby mu się to załatwić.
Wracając jednak do "niespodziewajki" w postaci Visiona - Clint był obserwatorem. Był spostrzegawczy, a intuicja wyrobiona została przez te wszystkie lata spędzone w cyrku, potem w organizacji i jeszcze w towarzystwie Natashy. Zatem niczym dziwnym było to, że gdy zobaczył jeszcze odskakującego Lucky’ego, który zaczął szczekać na androida - Hawkeye w pierwszej chwili chwycił za dwie losowe strzały, już chcąc nimi trafnie cisnąć w delikwenta, który to się pojawił.
VISION, NAUCZYSZ SIĘ W KOŃCU?! — na wdechu zawołał. —  Mam słabe serce i każde takie fazowanie w tym nie pomaga! — oczywiście była to reakcja natychmiastowa. Nietrudno było wystraszyć człowieka, pojawiając się nagle w pomieszczeniu, które do najmniejszych nie należało.
Bo taka była prawda. Clinton nie miał serca Deadpoola, które regenerowało się tak szybko jak mogło. Ani Wolverine’a. Ani nawet Kapitana, u którego pewnie regeneracja była przyspieszona. Nie był też androidem, u którego to inaczej działa czy Starkiem… No, ze Starkiem mógłby jeszcze się porównać, choć ten też ma metalowe “cosie” w sobie, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
Zreflektował się. Ręce ze strzałami skierowane w gotowości do rzutu niczym oszczepem - opuścił. Najpierw przełożył strzały (jak się okazało, jedna była z kwasem, a druga wybuchająca) do jednej dłoni i przetarł dłonią swoją twarz.
Ledwo co dosłyszał jego pytanie. Zmarszczył brwi i spojrzał na niego tępo.
—  Dzień? Może półtora dnia? — odpowiedział, nie zastanawiając się. —  Nie dłużej. Gdzie w ogóle byłeś, Vision? I czemu wyglądasz jak wyglądasz i jesteś… powykrzywiany?
A Lucky jeszcze przez chwilę warczał i obszedł z nieufnym łypnięciem oka androida.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vision
Mistrz Gry
avatar

Liczba postów : 147
Data dołączenia : 24/09/2015

PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   Pią Gru 23, 2016 7:58 pm

Reakcja niczego z początku nieświadomego Hawkeye’a ani trochę go nie zaskoczyła. Właściwie tego właśnie się spodziewał, gdy tylko okazało się, że znalazł się w jednym z salonów w Avengers Tower. Dobrze, że w samą porę Barton powstrzymał się przed rzuceniem w Visiona pochwyconych naprędce strzał. Znał zabawki swojego przyjaciela i wiedział, że kryją w sobie wiele niespodzianek.
- Wybacz Clint, nie chciałem cię wystraszyć. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się nawet, że trafię właśnie tutaj. – spojrzał krótko na równie zdezorientowanego jego pojawieniem się psa, który cały czas bacznie obserwował syntezoida ani na moment nie odstępując go nawet na krok. Ostrożnie, starając się nie nadepnąć na „pilnującego” go psa, zbliżył się do Mściciela. Dopiero wtedy zdecydował się odpowiedzieć na poruszone przez niego kwestie. Najprościej jak się dało.
- W skrócie? Wygląda na to, że chcąc pomóc nowemu sojusznikowi stałem się jedną ze stron w konflikcie pomiędzy znacznie potężniejszymi istotami. Nie wiem dokąd Onuris przeniósł nas po złapaniu Amory, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że nie była to Ziemia. – zdawał sobie sprawę, że w tej chwili jego wypowiedź niewiele Bartonowi wyjaśni. Pojawi się za to masa pytań, ale w najprostszych słowach tylko tak mógł opisać to co się wydarzyło. Dobrze, że słowa Clinta potwierdziły dane Visiona i od tamtego incydentu nie minęło wiele czasu. – W każdym razie w grę wchodzą przedstawiciele nieznanej do tej pory rasy, moce o nieustalonych jeszcze granicach, klątwa oraz Cosmic Cube, a zdaje się, że to nie wszystko… – przez cały czas ignorował nieufne wobec androida zachowanie psa. – W naszej bazie wkrótce umieszczę szczegółowe sprawozdanie z całego zdarzenia, ale z chęcią odpowiem na twoje pytania, jeśli takowe posiadasz. – a spodziewał się, że te informacje mogą w jakiś sposób jeszcze bardziej zdezorientować towarzysza broni. Sam nie wiedział wszystkiego, wiele rzeczy pozostawało dla niego zagadką i niestety nie zanosiło się na to, że szybko pozna odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon na ostatnim piętrze   

Powrót do góry Go down
 
Salon na ostatnim piętrze
Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
 Similar topics
-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament na dziewiątym piętrze
» Apartament na ósmym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork :: Avengers Tower-
Skocz do: