Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Opuszczony plac budowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3339
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Opuszczony plac budowy   Wto Lut 09, 2016 12:34 pm

First topic message reminder :

Lokacja ta znajduje się niedaleko Central Parku i właściwie już od dłuższego czasu stoi pusta - jeśli nie liczyć bezdomnych, którzy od czasu do czasu się w niej zatrzymują oraz okazjonalnie młodzieży szukającej odosobnionego miejsca na zabalowanie. Wysoka siatka odgradza posesję od ulic i innych budynków, zewnętrzne ściany chronią przed oczami ciekawskich... Ba, zostało nawet trochę sprzętu po budowlańcach, tyle że robota coś stanęła. Wnętrze jest stosunkowo puste; niby częściowo podzielone ścianami na jakieś pomieszczenia, ale nie wszystkie nawet dokończono.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Cze 29, 2016 11:22 pm

-Ktoś tu jest odkrywczy. -rzuciła z ironią. Nie lubiła tego tematu. A jednak ciężko było go uniknąć, choćby lustro jej to przypominało. Odrosty... Zwłaszcza, kiedy przebijały się przez skórę. Cholera, co jakiś czas takie rosły jej w czaszce i przebijając mózg czasami 'kasowały' pewne wspomnienia. Ale tych, że kiedyś miała normalne życie jakoś uparcie ciągle tam siedziały. A może gdyby zniknęły, to nie bolało by tak bardzo.
-Jadam je w dość sporych ilościach od jakichś sześciu lat. -odparła, patrząc jak odchodzi. Trochę kuśtykał. A więc trochę go uszkodziła. Noga też krwawiła.
Spojrzała na miecze, które zostawił w ścianie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Cze 29, 2016 11:33 pm

Słysząc co powiedziała jeszcze się zatrzymal. Spojrzał na nią przez ramie po czym znowu przed siebie.
- W końcu przejedziesz sie na tej diecie.
Odrzekł spokojnym tonem, po czym wyrwał miecze obok niego i już ruszył do nieukończonego szybu windy. Teleportował sie przed budynek i jeszcze podszedł do ciała chłopaka którego zabil. Przeszukał go upewniając sie że ma ciągle rękawiczki na dłoniach i wyjął nawet niezłą kaskę z portfela i po zniszczeniu karty SIM schował jego telefon, też niezły. Nie żeby narzekał na pieniądze, ale dodatkowy zarobek nie zaszkodzi. Wstał i po chwili teleportował sie na ulice, uznając że pójdzie do swego lokum i sie przebierze.


Z/t
Powrót do góry Go down
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Cze 29, 2016 11:38 pm

Odprowadziła go wzrokiem, a kiedy zniknął jej z pola widzenia, sama też zeszła na dół. Nadal leżało tu ciało tego chłopaczka. Sprawdziła, czy ma może przy sobie portfel. Miał, ale pusty. Nie było nawet kuponów zniżkowych. W sumie i tak miałaby problem, żeby je wymienić... Zaczęła szwędać się po okolicy, w poszukiwaniu kolejnych szczurów, które mogłaby upolować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Lip 01, 2016 12:44 pm

Cause I'm TNT... I'm dynamite ! - w słuchawkach Adamy zabrzmiały pierwsze akordy gitar AC/DC. W każdej wolnej chwili, kiedy gdzieś szedł bądź skądś wracał odpalał muzykę. Droga od razu szybciej mijała. A jeśli o tym mowa na mieście miał dzisiaj do załatwienia parę spraw i nawet nie spostrzegł się, gdy zrobiło się naprawdę późno. Było już dawno po zmierzchu, a do mieszkania jeszcze ładny kawałek drogi. Mógł przyśpieszyć sobie znacznie drogę z pomocą umiejętności Vratha, ale właściwie noc była całkiem przyjemna, a on mógł skrócić sobie dodatkowo drogę przez stary, zapomniany plac budowy. Zresztą po co pobudzać demona używaniem mocy.
No właśnie, plac budowy zazwyczaj jest całkowicie opustoszały. Ewentualnie przy okazji jakiś imprez to miejsce wypełniało się garstką ludzi, a i Adam nie raz tu bywał, ale dzisiaj przynajmniej według jego wiedzy nikogo nie powinno tu być. Ok, czasami jakiś bezdomny znajdzie sobie nocleg i tym podobne, ale na pewno nie narobi sam aż tyle zamieszania. Adam ściągnął słuchawki i powoli zaczął się zbliżać do miejsca, z którego dobywał się hałas.
- Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła. - szepnął w głowię Adama Vrath. Demon rzadko dawał o sobie znać głośnymi wypowiedziami. Najczęściej jego komunikacja odbywała się przez młodego mężczyznę, lub jedynie między nimi dwoma. Kiedyś oczywiście było inaczej, jednak przez lata współistnienia oboje naprawdę dobrze nauczyli się współistnieć.
- I kto to mówi. - ok, może i Vrath miał rację, pomijając fakt, że z jego ust to tylko złośliwość, ale Adam nie mógł oprzeć się pokusie sprawdzenia co tam się dzieję. - A teraz lepiej się na coś przydaj. . Jak na życzenie oczy Adama zaszły się ciemnym dymem, a jego ciało od stóp do głowy zasnuło się smogiem i po chwili rozpłynęło w powietrzu. Ta lotna forma pozwalała być całkowicie niesłyszalnym, a co za tym idzie nie do wykrycia. Adam przeleciał jak najbliżej możliwie się dało, po czym z powrotem wrócił do cielesnej formy tuż za kilkoma starymi beczkami, które dawały całkiem niezłą kryjówkę. Następne minuty okazały się całkiem niezłym pokazem nadludzkich umiejętności. Chłopak nie spodziewał się takiego widowiska, a jak dobrze rozumiał z daleka, dwoje ... no właściwie ciężko powiedzieć czy byli to ludzie, w każdym bądź razie walczyło dość zażarcie. Nie było większego sensu się mieszać, a póki co obie strony całkiem dobrze sobie radziły. Chyba właściwie najgorzej trafił były właściciel ciała, które leżało nieopodal miejsca walki. Z tej odległości ciężko powiedzieć, czy był to facet czy kobieta, ale najwyraźniej znalazł się w złym miejscu o złym czasie.
- Znam już takich jak ten tam. To wampir. Nigdy ich nie lubiłem. Strasznie się panoszą. I śmierdzą czosnkiem. - w głowie Adama rozbrzmiał głos demona. Vrath wiedział naprawdę sporo, zwłaszcza z dziedziny sił nieczystych, jednak swoją wiedza dzielił się kapryśnie i niechętnie. Jednak ani Adam, ani Vrath nie musieli długo znosić towarzystwa wampira, bo po chwili ten już zniknął, a na placu została jedynie poturbowana dziewczyna, która po zniknięciu tego drugiego zajęła się ciałem nieszczęśnika.
- Nie ładnie zabijać. - Adam postanowił w końcu wyjść z ukrycia. Dziewczyna nie wyglądała na chętną do walki przynajmniej w obecnej sytuacji, a on nie zamierzał zwyczajnie pójść dalej po całym tym zajściu. Rzucając słowami wskazał na leżące ciało, a chwile później na samą dziewczynę - A tym bardziej dać się zabić. Może chciałabyś mi wyjaśnić co tu właściwie się stało? I kim był ten siwek? - Adam krokami zataczał półkole wokół nieznajomej. Ręce miał luźno opuszczone wzdłuż ciała, jakby zupełnie nie przejmował się sytuacją. Właściwie miał rzucić coś jeszcze na temat "oryginalnego" wyglądu dziewczyny, ku uciesze demona, który uwielbiał drwić z innych, ale póki nie rozezna się o co chodzi, lepiej nie zaczynać głupich gierek. Adam przesuwał się powoli, krok za krokiem, jednak jego własny cień zdawał się żyć swoim życiem, zamykając teraz krąg w zupełnie drugą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Lip 01, 2016 7:05 pm

Odwróciła się gwałtownie gotowa do obrony, kiedy usłyszała za sobą męski głos. 'k***a, kolejny... Ledwo się pozbyłam jednego, to przylazł drugi.' pomyślała. Czy naprawdę wymagała tak wiele? Żeby opuszczony plac budowy był... No wiecie, opuszczony? I nieodwiedzany?
-Czasami trzeba. -odparła. -Ale ten tutaj to nie moja sprawka. -facet był dość spokojny, mimo widoku ciała z rozszarpanym gardłem. Widać albo sam zabijał, albo po prostu był przyzwyczajony do takich widoków... z jakichkolwiek innych powodów. Sama Marrow nie mogła się pochwalić zbyt długą listą zabitych osób. Może z... trzy? Wszystkie były napastnikami podczas masakry w kanałach kilka lat temu.
-Żyję, jak widać. -prychnęła tylko, przemieszczając się w taki sposób, żeby okrążający ja mężczyzna nie był w stanie zapędzić jej w kozi róg i odciąć drogę ucieczki. Do walki była co prawda gotowa, kostny pancerz nadal 'zdobił' jej ciało. I będzie zdobił, dopóki go z siebie nie zerwie. Ta, bolesna rzecz, no ale cóż. -A co Cie to interesuje? -można by rzec, że to jej prywatne sprawy. W każdym razie facet był ignorantem. 'Właśnie zapewniłaś sobie bilet do grobu.' Haha! Gdyby walka potrwała dłużej, to chyba na pogrzeb, ale jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vrath

avatar

Liczba postów : 8
Data dołączenia : 25/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Lip 06, 2016 4:27 pm

Na twarzy Adama pojawił się lekki uśmiech, który był wynikiem rozbawienia. Właściwie równie dobrze mógł powiedzieć " buu ", biorąc pod uwagę reakcję dziewczyny.
- Jasne, nie Twoja. Wcale nie wątpię. - sarkazm wręcz wylewał się mężczyźnie z ust. Choć może był to wpływ Vratha. W każdym bądź razie ciało nie zrobiło na nim wrażenia. I nie dlatego, że był mordercą z krwi i kości. Właściwie to nikogo nigdy nie zabił. Nie musiał. Ale to co pokazał mu jego demon, widok piekła, atrakcję czekające tam na stracone dusze i tym podobne obrazki sprawiły, że uodpornił się całkowicie na takie sceny.
- Ale być może niedługo, się zobaczy.  - Vrath uwielbiał gierki słowne, a zwłaszcza te, które mogły brzmieć jak groźby. Oczywiście tak jak w tym wypadku, nie zawsze Adam mówił na głos tego, czego chciał demon. Zazwyczaj kończyło się by to draką.
Adam zauważył, że dziewczyna zauważyła, co próbuje zrobić. Nie chodziło o to, by od razu ją zaatakować, ale póki nie skończą rozmowy nie dawać jej możliwości ucieczki. A rozmowa powinna zakończyć się wtedy, kiedy zechcą tego Adam i Vrath. Mężczyzna zresztą i tak już się zatrzymał. Nie potrzebował więcej obrotu, kroki, które już zrobił wystarczyły by Vrath w postaci jego cienia zdążył już znaleźć się mniej więcej za plecami nieznajomej, a w razie potrzeby wyciągnąć do niej swoje mroczne łapska.
- Zwykła ludzka ciekawość. Choć jak widzę słowo "ludzka" może nie do końca być dla ciebie jasna. - wyraźny przytyk do wyglądu dziewczyny miał na celu wyprowadzić ją z równowagi, a wtedy łatwiej o błędy. Czy to w rozmowie czy w walce. Od takie zdobywanie przewagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marrow

avatar

Liczba postów : 37
Data dołączenia : 26/06/2016

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Lip 06, 2016 6:20 pm

Tylko prychnęła. Kolejny dupek... Jemu też będzie musiała sprać tyłek? Chciała już iść do domu, o ile tą norę można nazwać domem. Zjeść coś, co upolowała, pozbyć się pancerza i iść spać. Ta, pozbyć się pancerza... Bolesna sprawa, ale przecież trzeba. To samo tyczyło się kopania tyłków. Jak mus to mus. Ale nie zamierzała atakować pierwsza, podobnie, jak przy poprzednim dziwaku.
Zdziwiła ją kolejna wypowiedź faceta. Że co, cofnie czas? A może po prostu ją wrobi? Tylko jakie miałby z tego korzyści? Czystą frajdę? Zresztą, co za różnica, policja raczej jej nie znajdzie. A nawet jeśli znajdzie, to nie złapie. (Nie byłem pewien, czy to padło na głos czy to tylko myśl, odznaczaj to jakoś inaczej, nie wiem, kursywą albo cudzysłowem. Jeśli to była myśl, to zignoruj cały akapit i tyle.)
Zatrzymała się w tym samym momencie, kiedy mężczyzna. Była doskonale świadoma swojego otoczenia, przynajmniej, jeśli chodzi o rozkład i odległości do ścian. Cóż, będąc w pozycji defensywnej trzeba być świadomym takich rzeczy. Chociaż przy ataku też się przydają. Zastanawiała się, którędy najlepiej byłoby w razie czego uciekać. I jak bardzo upierdliwy byłby w takim wypadku ten koleś. Jeśli on też umie się teleportować... To byłby jakiś żart.
-Nie wiem, napatoczył się, dostał po dupie i zwiał, jak pies z podkulonym ogonem. -odpowiedziała. Skoro tak bardzo chce wiedzieć. -I owszem, może nie być. -syknęła. -Ale patrząc na was jestem dumna, że nie należę do waszego gatunku. -właściwie było to trochę kłamstwo, bo chciałaby, bardzo by chciała nie być *** mutantem i wieść normalne życie, w ciepłym domu z rodzicami. Ale cóż, z drugiej strony jednak się ich brzydziła. Ich podejścia do życia i do tego, co inne, odbiegające od normy.

EDIT:

Coś ją tknęło. Może był to po prostu głód, ale nie chciała tam dłużej być. A tym bardziej użerać się z kolejnym tajemniczym jegomościem... Na jej pancerzu wyrosły niewielkie kolce. Powoli cofała się w stronę krawędzi. Nagle bez ostrzeżenia i słowa wystrzeliła kolce i zeskoczyła na dół. Atak nie miał na celu prowokacji, raczej dywersję. Miała nadzieję, że facet odruchowo się zasłoni, kupiłoby to jej parę sekund. Tak czy siak nie patrząc na jego reakcję, zeskoczyła na ziemie i sprawnie zaczęła uciekać jak najdalej. Chciała coś zjeść.
Kiedy poczuła się wystarczająco bezpiecznie i upewniła, że nikt jej nie goni, zwolniła, po czym zeszła z powrotem do kanałów. Już prawie obiad. Ale najpierw trzeba się zająć pancerzem...

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ollie Nemeth

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Sty 17, 2017 9:55 pm

Znalezienie wyciętej dziury w ogrodzeniu siatki zajęło mu o wiele krócej niż zwykle, bo jakimś dziwnym trafem zrobiła się kilkukrotnie większa. Zupełnie jakby bezdomni zaczęli zwozić metalowe graty przy pomocy osobowego samochodu, a nie jak dotychczas z udziałem niewielkiego, skrzypiącego wózka. Pamiętał jeszcze czasy, kiedy samego przejścia w ogrodzeniu nie było, a jedynym sposobem na dostanie się do środka było wspięcie się na sam szczyt wysokiej siatki. Prawdopodobnie mentalne dzieciaki takie jak on zdały sobie sprawę, że po wypiciu odrobiny... średniej ilości alkoholu, przeskakiwanie ogrodzenia nie jest najrozsądniejszym wyjściem - gdzieś chyba nawet zauważał na ziemi resztki zaschniętej krwi. Przebrnął spokojnie przez przejście zastanawiając się przy tym, kiedy znowu ktoś spróbuje je załatać? A może widząc mizerne efekty swojej pracy, właściciele czy inni odpowiedzialni za ochronę tego miejsca ludzie zorientowali się, że nie ma to większego sensu. Ściskał w dłoni szyjkę butelki z kilkuprocentowym piwem, skutecznie zdobytym dzięki sile znajomości. Zresztą, nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach zdobycie alkoholu i narkotyków jest bardzo proste, nawet jeśli nie jest się pełnoletnim! Ollie w prosty sposób mógł przebywać wśród ludzi z alkoholem w dłoni, wystarczyło ukryć go pod przykrywką iluzji, tak jakby wcale nie istniał. Poza lamentowaniem, była to chyba jedyna rzecz, w której był całkiem dobry.
- Jesteśmy. - rzucił jakby do siebie, zatrzymując się wewnątrz jednego z niedokończonych pomieszczeń. Znajdowało się ono na pierwszym piętrze budynku, zaś jedna z jego ścian była wyburzona i otwarta na panoramę przylegającej ulicy. Usiadł na ziemi, opierając się o przyjemnie chłodny kawałek betonu. Tuż obok niego siedziała również dziewczyna w na oko zbliżonym wieku, o delikatnej cerze i pięknych, brązowych oczach. Odgarnęła grzywkę z twarzy, uśmiechając się przy tym szczęśliwie.
- Pamiętasz to miejsce? Biegłaś wtedy, żeby zdążyć na letnią wyprzedaż płyt... ostatecznie i tak krzyczałaś za mną z tyłu, żebym zwolnił bo nie nadążasz. - mówił cicho, uśmiechając się przy tym odruchowo na samą myśl o dawnej przyjaźni. Po chwili jednak znowu spoważniał, jakby nagle cały czar prysnął. To nie było sprawiedliwe. - Czasem zapominam, że i tak mi nie odpowiesz... - mruknął, kiedy w tym samym momencie dziewczyna przysunęła do niego swoją twarz, chcąc oprzeć głowę na ramieniu chłopaka. Jednak gdy tylko doszło do fizycznego kontaktu, jej ciało momentalnie rozpłynęło się i zniknęło, niczym za pomocą czarodziejskiej różdżki. To wszystko było jedynie wytworem jego wyobraźni, realistycznie spotęgowanym przy pomocy zmutowanych umiejętności. Zwykłego człowieka nazwali by szaleńcem, świrem... a on po prostu potrafił tworzyć przykrą iluzje rzeczywistości. Westchnął ciężko, sięgając do kieszeni po swój cudowny, delikatnie wyszczerbiony, metalowy otwieracz, aby po sekundzie usunąć kapsel z główki butelki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Psylocke

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Sty 18, 2017 9:11 am

Znalazła chłopaka jakiś czas temu gdzieś na ulicach Nowego Yorku. Nie chciała jednak zbyt szybko go zaczepiać, wolała poobserwować i zbadac teren. Warto wiedzieć czy ma przyjaciół, rodzinę, gdzie mieszka i takie tam. Wędrowała oddalona sporo od chłopaka. Nie musiała go mieć w zasięgu wzroku żeby wiedziieć gdzie jest i co robi. W końcu miała go na swoim psionicznym radarze toteż musiałby wsiąść do samolotu żeby jej teraz uciec.
Odziana w długi płaszcze przemierzała kolejna ulice zastanawiając się gdzie zaprowadzi ją młodzieniec. Dostała mentalny przekaz od Emmy iż jest mutantem toteż zadaniem Betsy było zabranie go do Insytutu. O ile ten to zaakceptuje. W innym wypadku, o ile Frostowa wyda pozwolenie Psylocke użyje troszkę niekonwencjonalnych form perswazji.
Stary plac budowy? To jego kryjówka? Brew kobiety nieco się uniosła i pokręciła głową z niezadowolenia. Na pewno nie będzie przeciskać się przez dziurę w ogrodzeniu. To płaszcz od Lanvin więc nie zamierzała go rozerwać. Obeszła ogrodzenie i znalazła furtkę, która niestety była zamknięta. Zniecierpliwiona kobieta dała krok do tyłu po czym z kopa otworzyła przejście. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Poruszając się bezszelestnie znalazła się kilkanaście metrów za plecami chłopaka. Widząc rozpływającą się w powietrzu postać uniosła brew. A więc iluzje...
- Część Ollie. - zaczęła stojąc tam z rękami w kieszeniach swojego płaszcza. Nie chciała go wystraszyć. Dała krok do przodu usmiechając się nieznacznie do chłopaka.
- Nie bój się. Jestem Elizabeth. I też jestem mutantem, jak Ty. - powiedziała aby uspokoić młodzieńca. Pewnie inny człowiek widząc rozpływającą się iluzję zszedłby na zawał. NA szczeście Psylocke była przyzwyczajona do tego typu mocy. Sama w końcu tez to potrafiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ollie Nemeth

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Sty 18, 2017 9:54 pm

Było tak spokojnie i cicho, nie licząc drobnych hałasów dobiegających z okolicznych ulic, czy też ewentualnie przechodzących przez teren budowy bezdomnych. Tylko on i jego wyobraźnia, a także butelczyna jakiegoś taniego piwa, kupiona chyba tylko z przyzwyczajenia, bo było to za mało aby mógł mu chociaż odrobinę zawirować świat. Dłonią sięgał do szyjki trunku, który miał zamiar przystawić do ust i wypić choć część napoju, jednak w momencie kiedy zza pleców dotarł do niego nieznany, tajemniczy, kobiecy głos, dłoń mu zadrżała do tego stopnia, że przewrócił butelkę i wylał prawie pół jej zawartości. Nerwowo przemieszczał swój wzrok to na kobietę, to na uciekający z wnętrza szklanego opakowania płyn, starając się w miarę szybko podjąć jakąkolwiek decyzję. Ostatecznie jednak złapał butelkę i miał zamiar cisnąć nią przez wyrwę w ścianie, aby pozbyć się dowodów.
- I tak nie miałem na to ochoty... - mruknął jakby na usprawiedliwienie, drugą ręką chowając otwieracz do przedniej kieszeni spodni. Procentowy płyn niebezpiecznie szybko zbliżał się do jego nogi, toteż postanowił wstać i odsunąć się kawałek od cuchnącej kałuży. Teraz już całkowicie przeniósł swój wzrok na, trzeba było przyznać, wyjątkowo urodziwą kobietę o hebanowych włosach. Pomijając oczywiście to, że przeszkodziła mu w chwili relaksu i przez zaskoczenie praktycznie pozbawiła picia (a robił się trochę spragniony!), to jeszcze podejrzanie nazwała go po imieniu, otwarcie wciskając mu, że jest mutantem tak jak ona. Takie rzeczy nie przychodziły mu do głowy nawet w tych najbardziej chorych fantazjach, a trzeba przyznać, że mroczny zakątek jego umysłu skrywał naprawdę przerażające obrazy.
- Dobra, nie wiem kim jesteś ani skąd znasz moje imię, ale z tym mutantem to lekkie przegięcie... - mówił z lekkim niepokojem w głosie, krzyżując ręce na piersiach i przyglądając jej się uważnie. Nie to żeby się jej bał, ale w tym kraju działy się już różne rzeczy, a nie widziało mu się zapakowanie do auta i wycięcie nerek. Taki zgon nie był zbyt romantyczny.
- A ja Ollie, co już wiesz. Elizabeth... jak moja nauczycielka z liceum, różni was tylko dwadzieścia kilogramów i mimika twarzy, bo ona się nie uśmiecha. Czego chc-... pani chce? - uniósł brwi, nie będąc w stanie bliżej określić jej wieku. Z wizerunku wyglądała dość młodo, ale odrobina kultury osobistej nakazywała zwrócić się do niej per "pani". Nadal nie mógł pojąć jakim cudem ktoś przedarł się tutaj i nie narobił choć odrobiny hałasu, bo jeszcze nigdy mu się taka sytuacja nie zdarzyła. Oznaczałoby to natomiast tyle, że bardzo zależało jej na tym, aby nie zostać zauważoną... musi jednak pamiętać, że on łatwo nerek nie odda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Psylocke

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Czw Sty 19, 2017 9:28 am

Betsy stała tam nie chcąc zbytnio zblizyć sie do chłopaka aby nie poczuł się zagrożony. Wtedy najprawdopodobniej by uciekł i musiałaby znaleźć inny sposób na sprowadzenie go do instytutu. Tego jednak nie chciała, on pewnie też nie byłby zadowolony z takiego obrotu spraw.
- Nie jesteś za młody? - spytała a głową wskazała na butelkę z której wylał się płyn. Jeszcze przed chwilą spoczywała w jego dłoni a Ollie nie wyglądał na 21 lat. Uniosła brew delikatnie przyglądając sie chłopakowi. Jeśli ten ma problem z alkoholem to tym bardziej trzeba go zabrać do Instytutu. W innym wypadku skończy jako bandyta na ulicach NY. Ale Betsy nie była tu żeby go oceniać! Wróć...
- Nie jesteś mutantem? To może powiesz mi kim była ta dziewczynka i gdzie zniknęła? - spytała krzyżując swoje ręce na piersiach i usmiechając się delikatnie pod noskiem. O tak... Doskonale wiedziała o iluzorycznych zdolnościach chłopaka. Byćmoże był to tylko wytwór wyobraźni? Może Ollie jeszcze tego nie kontroluje? Ale się nauczy, to napewno.
- Bo widzisz. Nie jestem tu przypadkiem. - zaczęła dając krok do przodu i sięgając do kieszeni płaszcza po komórkę. Poklikała coś tam i jej wzrok wrócił na chłopaka.
- Istnieje miejsce w którym tacy jak My uczą się kontroli nad swoją mocą. Olie... Już proszę, nie zaprzeczaj i pogódź się z tym że jesteś mutantem. - powiedziała stanowczo aby chłopak w końcu zrozumiał. Pewnie nie raz podświadomie użył mocy tylko nie dopuszczał do siebie myśli iż mógł być jednym z tych bardziej uzdolnionych.
-To szkoła, instytut. Azyl dla młodzieży nadzwyczaj uzdolnionej. Dla kogoś takiego jak Ty. - podeszła już teraz o wiele bliżej i wyciągnęła w kierunku chłopaka telefon, na którym wyświetlone było zdjęcie Instytutu. Co prawda aktualnie był w delikatnym nieładzie ale wszystko jest do naprawy. Przesunęła palcem po ekranie a zdjęcie się zmieniło i ukazywało tym razem boisko z dzieciakami grającymi w piłkę, kolejne - ogród, w którym odbywał się grill. Gdzieś w tle widac było nawet lewitującą parę dziewczynek.
- Nie musisz żyć w ten sposób. - tu reką wskazała to co dookoła i leżącą butelkę po trunku. Nikomu nie życzyła takiej przyszłości. Tym razem chciała dla chłopaka jak najlepiej. Aż szkoda patrzeć jak jego zdolności marnują się na ulicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ollie Nemeth

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Sty 20, 2017 10:00 pm

Utrzymywali między sobą bezpieczny dystans, który w żaden sposób nie zagrażał jego strefie komfortu - nie licząc tego, że została naruszona odrobina prywatności chłopca. Zwykle przesiadywał tu sam, nikt mu w niczym nie przeszkadzał, istniał tylko on i jego własny, wyimaginowany, lepszy świat. Do głowy by mu nie wpadło, że będzie musiał się przed kimś tłumaczyć, a już na pewno nie z picia alkoholu - co jak na młodego człowieka przystało, dobrze ukrywał.
- Może nie jestem, nie wiem... pewnie i tak wiesz i wychodzę na głupka! - brzmiał trochę bezradnie, nie mogąc spontanicznie złożyć jakiegokolwiek sensownego wytłumaczenia. Dobra, był za młody, doskonale o tym wiedział, ale na świecie działy się o wiele gorsze rzeczy i nie uważał swojego zachowania za haniebne. W ten sposób zawsze sobie tłumaczył swoje zachowanie i utwierdzał w przekonaniu, że nie jest z nim źle - w końcu cała masa dzieciaków tak robiła. Na pytanie odnośnie dziewczyny mocno się zmieszał, przygryzając delikatnie dolną wargę. Jednak zdążyła zauważyć, jak przy pomocy iluzji stworzył obraz postaci ze swojej przeszłości - dawnej, nieszczęśliwej miłości, którą sam zakończył w dobrej wierze.
- Nikt ważny. - mruknął, przekręcając wzrok na ścianę, chyba samemu nie wierząc w swoje własne słowa. Mimo to, nie zamierzał jej potwierdzać tego, że ma racje, ani także ciągnąć dalej swoje kłamstwa ku niechybnej zgubie. Skoro i tak go odnalazła, znała jego imię czy nazywa go bezpośrednio "mutantem", to oznacza że wie już wystarczająco dużo. Co było oczywistym, że ma w spotkaniu z nim jakiś cel, inaczej nie zajmowałaby się zdobywaniem informacji na jego temat. Ponownie przeniósł na nią wzrok, wyczekując właśnie tego jednego powodu, dla którego miałaby marnować swój cenny czas. Gdy tylko do jego uszu dotarła informacja o Instytucie, zdziwił się mocno aż oczy zaświeciły mu się z zainteresowania. Miejsce, w którym jest więcej takich jak on... czy coś takiego może w ogóle istnieć? Jakim cudem nigdy o tym nie słyszał? Zmrużył oczy, przyglądając się uważnie zmieniającym się na ekranie zdjęciom, co jakiś czas również spoglądając ukradkiem na twarz kobiety. Chyba próbował intuicyjnie odczytać jej intencje, ale wszystko to było zbyt nierealne, aby mogło być prawdziwe. Nie chciał dawać za wygraną, w końcu chodziło tu o jego przyszłość, czy wręcz życie!
- Nie, nie muszę, ale skąd mogę wiedzieć że to nie jest kłamstwo? Zdjęcia można łatwo sfałszować. Skoro jesteś mutantem, to co takiego potrafisz? Ziejesz ogniem, latasz, przesuwasz przedmioty siłą woli? Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę! - chciał brzmieć spokojnie, ale emocje brały nad nim górę. Mówił niczym zbuntowany nastolatek, z jednej strony chcąc wierzyć, że kobieta mówi prawdę - ale z drugiej strony bardzo chciał jej też udowodnić, że kłamie. Bojąc się jednak swojej prowokacji, cofnął się kilka kroków w tył, aby móc w miarę szybko zareagować na jej ewentualną agresję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Psylocke

avatar

Liczba postów : 52
Data dołączenia : 21/04/2013

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Sty 21, 2017 4:29 pm

Kobieta widząc zdezorientowanie młodzieńca usmiechnęła się pod nosem. Pamiętała jak ona pierwszy raz korzystała ze swoich mocy. Całkiem nieświadomie... W przypadku telepatii nie jest tak kolorowo gdy słyszysz myśli wszystkich dookoła i nie jesteś w stanie tego przerwać. Gdy dowiadujesz się że twoja najlepsze koleżanka buja się z tobą tylko po to żeby poderwać twojego kolegę a tak naprawdę ma Cię za szmatę i wywłokę. Nic przyjemnego.
Wokół jej oczu pijawił się charakterystyczny symbol motyla. To była tylko oznaka manifestacji jej zdolności. Chciała sprawdzić jak chłopak na to zareaguje.
- JESTEM TELEPATĄ OLLIE. - chłopak mógł usłyszeć te słowa w swojej głowie. Betsy nawet nie wypowiedziała ani jednego słowa na głos. Wszystko za sprawą jej zdolności. Stała tam teraz i obserwowała reakcję chłopaka. Oby tylko nie zemdlał bo z pierwszej pomocy nie jest najlepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ollie Nemeth

avatar

Liczba postów : 6
Data dołączenia : 03/01/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Sty 24, 2017 10:06 pm

Mocno się zdziwił zauważając różową energię formującą się w kształt motylich skrzydeł tuż obok jej skrzydeł. Zaraz po tym w głowie chłopaka rozległ się kobiecy głos, delikatnie zmodyfikowany i niosący się nieznacznym echem. Z zaskoczenia nie był pewny, czy to co się tu działo nie było wyłącznie wytworem jego wyobraźni, dopiero po chwili będąc w stanie ocenić sytuację trzeźwym umysłem. Gdyby była to moc, którą sam sobie wyobraził, prawdopodobnie byłyby to płonące budynki czy wspaniałe eksplozje, a nie coś tak... nieefektownego. Nie podobało mu się to o tyle, że ktoś wdarł się do jego najbardziej osobistej strefy komfortu, czyli własnego umysłu. Przecież nie wiedział, czy była w stanie jedynie komunikować się przy pomocy telepatii, czy może również czytać ludzkie myśli i wyciągać z nich informacje.
- Już starczy, wierzę ci! Wyłaź stamtąd i już tam nie grzeb! - mówił szybko, jedną dłonią uderzając się delikatnie dłonią w ucho, próbując usunąć nieproszonego gościa ze swojego umysłu. Zupełnie tak, jakby po godzinnym pływaniu chciał pozbyć się z uszu chlorowanej wody.
- Mam nadzieję że nic mi tam nie przestawiłaś, co? - przyglądnął się jej uważnie oceniając, czy telepatyczny kontakt był na pewno jedyną rzeczą, jaką mu zrobiła. Cóż, lepiej, żeby zostawiła jego łepetynę w spokoju, bo mogłaby się odrobinę przerazić. - Nie wiem czy to jakieś sztuczki, czy moja wyobraźnia, czy może naprawdę mówisz prawdę... Ale nie mam chyba innego wyjścia, jak ci zaufać i sprawdzić na własnej skórze. Pod jednym warunkiem - jak będzie to dla mnie zbyt podejrzane, dasz mi spokój. Okej? - tylko głupiec stwierdzi, że chłopak nie ryzykował próbując zaufać obcej kobiecie. Oby tylko tym razem się nie przeliczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3339
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Czw Lut 02, 2017 10:26 pm

Jako że Psylocke zaginęła w akcji, wyprowadzam obie postaci z tematu. Zakładamy, że Braddock zabrała nowego rekruta do Instytutu.

Oficjalne z/t dla obojga.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Slayer

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Pią Mar 31, 2017 8:55 pm

Ciemna noc, noc głucha. Mimo, iż miasto tętniło życiem, blaskiem świateł i smrodem spalin - kochana cywilizacja - to jednak San nie czuł się w nim zbyt dobrze. Niby przypominało mu to największe azjatyckie metropolie, to jednak czegoś mu brakowało. Brakowało mu jednej prostej rzeczy - pracy. Czuł się jak turysta, zwiedzał co tylko mógł, a raczej wszędzie, gdzie mógł wejść za darmo, lub jakoś się wcisnąć. Był już w metrze, okolicach lotniska i Bronxie. Teraz jego niespokojna dusza zawiodła go na miejsce nieskończonej budowy. Widział już wiele takich miejsc, niejednokrotnie razem z Triadą odwiedzali je, aby pozbywać się niewygodnych ludzi, lub ukrywać zwłoki. Myśląc o dawnych czasach przez ciało Slayera przeszedł lekki dreszcz.

San nie miał zamiaru wracać dzisiejszej nocy do swojej "nory" - bo jak inaczej nazwać mieszkanie, gdzie poza pustą towarzystwa dotrzymują mu karaluchy. Wolał zostać tutaj. Widział stąd niebo, co prawda bez zakrytych spalinami gwiazd, ale jednak. Rozsiadł się wygodnie na palecie znalezionej na szycie jednej z nieskończonych budowli. Ze spokojem postawił obok siebie sześciopak taniego browara, kilka batonów zbożowych i skrzywił twarz. Fakt, mógł lepiej zagospodarować skradzione przez ostatni tydzień pieniądze. Jednak musiał się wyluzować, oderwać od problemów i odpocząć.

Usiadł na palecie opierając się o stertę cegieł, włożył do ust papierosa, aby następnie go odpalić. Wziął kilka głębokich buchów, po czym otworzył jedną z puszek. Czuł, że nie potrzeba mu już nic więcej tej nocy. Święty spokój, piwo i oddzielenie od miasta wystarczą, aby osiągnąć spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Kwi 01, 2017 6:05 pm

Śmiało szedł przed siebie, wiedząc, dokąd zmierzają w przeciwieństwie do samego Richarda, któremu pozostało ślepo podążać za Chrisem. Nie wiadomo kiedy słońce ukryło się za horyzontem a mrok otoczył przestrzeń dookoła. Jaszczur zdawał się jednak nie przejmować późną porą. Ba, wyglądał na zadowolonego z tej sprzyjającej okoliczności.
Tuż przed nimi ukazał się teren, który nie bez powodu został ogrodzony wysoką siatką. Rick od razu mógł się domyślić, że to właśnie tutaj jest ich cel wycieczki. Pytanie tylko czemu akurat tutaj, na takim odludziu.
Christopher podszedł do ogrodzenia i spojrzał na mutanta.
- Tuż za tym znajduje coś pięknego - wyznał półszeptem. - Chodź za mną - polecił i od razu zaczął się wspinać po siatce. Dość niezdarnie, ale udało mu się przejść na drugą stronę. Nie było żadnych drutów, więc już podarte ubranie reptilianina nie ucierpiało bardziej.
Chris uśmiechnął się do Richarda stojącego po przeciwnej stronie.
- No dalej, chyba się nie cykasz? - zaśmiał się cicho i czekał, aż towarzysz powtórzy jego czynność, a było pewne, że prędzej czy później to zrobi.
Gdy już obaj znaleźli się na placu, Chris z zachwytem rozłożył ręce, idąc naprzód.
- Paatrz... - wyszeptał tajemniczo. - Oto miejsce, gdzie wszystko jest dozwolone! Żadnych praw, żadnych nudziarzy, żadnej policji. Możemy robić wszystko, co tylko zechcemy - powiedział dumnie, a jego ślepia aż płonęły żądzą wrażeń.
- Byłem tu ze dwa, może trzy razy, ale ta miejscówka to mój drugi dom. Idealne miejsce, jeśli chcesz się trochę wyluzować i pohałasować - wyznał, wzruszając ramionami.
Ślepia na moment zbadały co ciemniejsze zakamarki, upewniając się, że nikt ich nie obserwuje. Nic, cisza. Byli tu sami, co niewątpliwie było Chrisowi na rękę.
- Kto wie... Może znajdziemy tu coś ciekawego... - mruknął, drapiąc się po brodzie. Albo coś do żarcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sob Kwi 01, 2017 8:13 pm

Szedł jakieś dwa kroki za Chrisem, coraz mniej pewnie podchodząc do jego pomysłu, nawet jeśli nie wiedział dokładnie co zamierza jego przyjaciel. Prawdę mówiąc jego entuzjazm trochę go niepokoił, zwłaszcza, że pojawił się tak nagle. Owszem, czasami już mu się to zdarzało, ale nie zmienia to faktu, że Richard nie podzielał jego ekscytacji. Zwłaszcza, kiedy ujrzał przed sobą plac budowy.
-Po co my tu? - rozejrzał się wokół, lustrując wzrokiem otoczenie.
W ciemności nie widział może tak dobrze jak koty, ale był w stanie upewnić się, że nikogo tu nie ma. A nawet jeśli wciąż miał wyczulony słuch, więc powinien usłyszeć ewentualne kroki.
Z powątpiewaniem przyglądał się, jak Chris nieudolnie przechodzi przez siatkę i staje po drugiej stronie. Czy jemu naprawdę odbiło? W takich okolicach roi się od nieprzyjemnych typów, po co na siłę szukać guza?
Mruknął coś pod nosem i wspiął się na ogrodzenie, dużo sprawniej niż Chris. Zeskoczył na ziemię koło reptilianina, po czym posłał mu niezbyt przyjemne spojrzenie.
-Jak coś cię tu zeżre to ja umywam ręce. - mruknął, wolno ruszając za przyjacielem.
Oczywiście, że nie miał tego na myśli. Prędzej sam dałby się zeżreć niż pozwoliłby na to, by Chrisowi coś się stało. Może i bywał złośliwy, może i często rzucał sarkastycznymi odzywkami, ale reptilianin był jego jedynym przyjacielem, wiele dla niego znaczył. A na pewno wystarczająco, by pomóc mu w potrzebie. Głównie z tego względu za nim poszedł. Zdawał sobie sprawę, jak naiwny bywał Chris i nie mógł pozwolić, by wpakował się w jakieś gówno.
Westchnął cicho i ponownie rozglądnął się dookoła. Niby plac wyglądał na całkiem opuszczony, ale Rick jakoś nie był do tego do końca przekonany. Instynkt podpowiadał mu, że nie są tu całkiem sami, ale pozostałe zmysły nie stwierdzały niczyjej obecności. Głównie dlatego nie potrafił się uspokoić. Było cicho, stanowczo zbyt cicho. To mu się nie podobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 02, 2017 9:12 am

Szukając skarbów czy czegokolwiek innego, Chris podniósł z ziemi zardzewiałą blachę i przyglądał się jej przez dłuższą chwilę. Niby zwykły odpadek, ale przy odrobinie pomysłowości mógł się on na coś przydać. Uśmiechnął się pod nosem, ale przyjemność z wizyty tutaj znacznie zmalała, gdy reptilianin spostrzegł, że Richard bezustannie szuka zagrożenia skrytego wśród ciemności, zamiast się zrelaksować tak jak on to robi. Przecież nikogo tutaj nie ma. Powinien być zadowolony, że Chris zabrał go w takie miejsce.
Jaszczur odłożył blachę na ziemię i spojrzał na przyjaciela z niejakim wyrzutem. Niby miał rację z tym całym niebezpieczeństwem - Chris był go świadomy, ale i tak czuł pewne rozczarowanie zachowaniem towarzysza. Myślał, że mu się tutaj spodoba.
- Czy ty serio musisz być taki? Chciałem ci zrobić niespodziankę - mruknął z żalem w głosie. - Czego ty się właściwie obawiasz? Przecież to ludzie się nas boją. Czy kiedykolwiek ktoś nas skrzywdził? Nie, bo jestem profesjonalnym dyplomatą - dodał, choć tym razem temu żartowi nie towarzyszył uśmiech. - Spróbuj choć na chwilę o wszystkim zapomnieć. To oni powinni obawiać się nas... - jego prawy kącik ust uniósł się ku górze, co zepsuło całą powagę, jaką chciał nadać tej wypowiedzi. Christopher z prychnięciem odwrócił głowę, szczerząc się rozbawiony. Musi nad tym popracować. Dopiero po chwili zerknął na Ricka, uprzednio spoglądając na ścieżkę, którą zaraz się skierują.
- Anyway... Po prostu trzymajmy się razem, cykorze - i po tych słowach wyciągnął z kieszeni bluzy mocno zwiniętą czarną półkominiarkę. Założył ją starannie na twarz i poprawił włosy, które znalazły się pod nią. Nie ma co, wyglądał groźnie i ewentualni bezdomni na pewno się do niego nie zbliżą. Widać było, że Chris mimo wszystko zgodził się ze zdaniem Ricka, iż może być tutaj nie do końca przyjaźnie.
- Będę cię ochraniać w razie czego~ - powiedział tonem, jakby niebieskowłosy dostępował ogromnego zaszczytu bycia pod opieką Christophera. Dłoń reptilianina zaraz wylądowała na lokach Ricka i potarła je energicznie. Ależ on uwielbiał to robić.
Zanim Richard zareagował, Chris truchtem się od niego oddalił, po czym zwolnił, czekając aż ten do niego dołączy. Czeka ich sporo zwiedzania. Plac był większy niż się z początku wydawało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Slayer

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 02, 2017 4:56 pm

San czuł się świetne - piwo, które wypił pozwoliło mu się odprężyć i zapomnieć choć na chwile o przeszłości. Czuł się lekko ospały i wiedział, że musi się trochę przespać. Było ciepło i nic nie wskazywało na deszcz, więc ten pomysł wydał mu się jak najbardziej na miejscu. Musiał jednak się trochę przejść. Gdy udało mu się wstać, spróbował ogarnąć jaki bajzel zrobił w okół siebie. Nie było tego sporo - pięć pustych puszek, kilka opakowań po batonach i pusta paczka po papierosach. Było dobrze, wiedział o tym. Wszystko pięknie ładnie, jednak fizjologii nie oszukasz i jak mus to mus. Kierując się jedną z potrzeb pierwszego rzędu udał się do klatki schodowej, która prowadził w dół budynku, oczywiście najpierw zabierając z sobą ostatnią z puszek. Staną w kącie, oddał mocz, po czym podrapał się po głowie. Co to robić? San nie wiedział za bardzo za co się zabrać - pozwiedzać, czy iść spać? A może ruszyć z powrotem w miasto?

Po krótkim rozmyślaniu dotarł do wniosku, że najlepsza będzie pierwsza opcja. Nie miał zamiaru jednak iść w teren bez jakiejś ochrony. Wyciągnął z za paska rewolwer, odbezpieczył go i powoli ruszył przed siebie. Nie dane mu było zajść daleko, gdyż w pewnym momencie zauważył dwie dość szybko zbliżające się postaci. Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu widział tu jakichś bezdomnych palących ognisko, ale ci byli w innej części tego miejsca. Te postaci zaś nie wyglądały na bezdomnych. Dobre ubrania i zbyt głośnie zachowanie świadczyło o jednym - były to zwykłe dzieciaki, które szukały miejsca na zabawę. Wtem w lekko podpitej głowie Chińczyka zaświtała pewna myśl - skoro to zabłąkane dzieciaki, to powinni mieć przy sobie jakieś pieniądze, a skoro tak, to czemu ich nie obrabować? Na razie jednak ukrył się za jedną ze ścian i mocniej zacisnął w ręku rewolwer. Wolał ich posłuchać, może uda mu się dowiedzieć jakie rzeczy ze sobą przynieśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 02, 2017 7:10 pm

Zatrzymał się, kiedy Chris podniósł z ziemi zardzewiały kawałek metalu i rozejrzał się znowu wokół. Niby wszystko było okej, ale Richard podświadomie czuł niepokój. Bo co jeśli ktoś tu jednak był? Instynkt mógł mu nie wystarczyć, jeśli ten ktoś był dobry w kamuflowaniu się.
Możliwe, że przesadzał i faktycznie powinien się zrelaksować. Westchnął i przymknął oczy, w tym samym momencie słysząc głos Chrisa pełen wyrzutów.
Spojrzał na niego kątem oka i niemal niezauważalnie uniósł do góry brwi. On tak na serio? Co takiego było w tej ruinie, że tak bardzo go tu ciągnęło? Co to za niespodzianka? Richard jakoś tego nie widział, wolał jednak wrócić do mieszkania. Albo i z powrotem do parku, byle nie tutaj.
Jasne, że wychodził na tchórza, ale nie potrafił inaczej. To nawet nie tak, że się bał, nie czuł wielkiego strachu, bardziej niepokój. Zawsze unikał sytuacji, które mogły być nieprzyjemne w skutkach, a tymczasem Chris zaciągnął go w takie miejsce. Musiałby być głupi, żeby nie być świadomym zagrożenia. I w jego mniemaniu Christopher właśnie na takiego wychodził, choć nie zamierzał powiedzieć tego na głos.
-Słaby w tym jesteś. - rzucił z ironicznym uśmiechem na twarzy. Jego przyjaciela zdradził wyszczerz, z jakim kończył wypowiedź, ale Richard już wcześniej domyślił się, że Chris tylko udaje. Takie przemowy nie były w jego stylu.
Wzruszył ramionami i sięgnął do kieszeni spodni po paczkę gum truskawkowych. Włożył jedną z gum do ust, jednocześnie przyglądając się, jak Chris zakłada półkominiarkę. Smak gumy może i przytłumi trochę zmysły, ale przynajmniej pozwoli mu trochę się uspokoić.
-Nieźle, z taką facjatą na pewno wypędzisz stąd wszystkie szczury. - mruknął, profilaktycznie rozglądając się dookoła.
Głównie z tego powodu nie zdążył zareagować na agresywną dłoń atakującą jego włosy. Rick gwałtownie się odwrócił z zamiarem odtrącenia ręki Chrisa, ale ten zdążył się już oddalić. Dupek.
Poprawił loki, posyłając reptilianinowi mordercze spojrzenie i z ociąganiem ruszył jego śladem.
Musiał jednak przyznać, miejsce wydawało się ciekawe. Głównie dlatego, że nigdy tu jeszcze nie był. Niestety ten sam powód stał również za jego niepokojem, dlatego nawet pomimo gumy w ustach niepewnie zerkał w obie strony.
I właśnie wtedy gdzieś między krokami swoimi i Chrisa usłyszał coś jeszcze. Tak jakby szuranie, a może właśnie kroki kogoś jeszcze. Zwolnił kroku, nasłuchując uważniej. Ukradkiem wyciągnął z ust na wpół przeżutą gumę i wyrzucił po drodze, by móc całkowicie skupić się na otoczeniu.
Nie miał wątpliwości - ktoś tu był. Im bliżej budynku byli, tym bardziej był tego pewien.
Dogonił przyjaciela, w myślach szybko układając jakiś plan.
-Ej, Chris. Skoro chcesz zwiedzać, to pójdźmy naokoło. Chcę zobaczyć cały budynek od zewnątrz. Potem wejdziemy do środka, co ty na to? - zaproponował, siląc się na jak najspokojniejszy i najbardziej zrównoważony ton. Zawsze lepsze to niż nagła chęć powrotu do mieszkania, chociaż najchętniej właśnie to by teraz zrobił. Liczył jednak na to, że Chris się zgodzi. Ktokolwiek tam był, nie chciał być widziany, a to nie wróżyło dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Nie Kwi 02, 2017 8:27 pm

- To moja specjalność - odparł Chris po założeniu maski. Taki gadzi wygląd to jest coś. Chociaż wtedy dziewczyny potrafiły piszczeć na jego widok. Właściwie robiły to zawsze, kiedy orientowały się, co przed nimi stoi. Humanoidalny jaszczur. Pożeracz dzieci, prawowity mieszkaniec Ziemii, twórca rasy ludzkiej, szaraków czy czegoś tam jeszcze. Do wyboru, do koloru, zależnie jak inni interpretują jego rasę.
A Chris to po prostu Chris, daleko mu do nich.
 Kroki dwójki mężczyzn roznosiły się delikatnym echem po placówce, dlatego też każdy ich szept był słyszalny. Działało to jednak w obie strony - oni też sporo mogli usłyszeć. Zmysły Richarda miały tutaj pole do popisu, lecz wiele czynników działało na ich niekorzyść, a największym z nich była gadanina Chrisa, który co jakiś czas niewyraźnie mamrotał coś i komentował przez swoją kominarkę. Mimo to Rick wykazał się swoimi umiejętnościami. Udało mu się coś wychwycić. Jakieś kroki... Zwierzęcia? Człowieka? Ale jednak nie przekazał tego reptilianowi bezpośrednio. Być może obawiał, że ten mu po prostu nie uwierzy, a z Chrisem czasami trzeba było postępować inaczej.
 Christopher odwrócił głowę i uniósł brwi, nieco zdziwony zmianą postawy u niebieskowłosego. Omiótł wzrokiem budynek, do którego mieli się właśnie udać, po czym ponownie zawiesił go na przyjacielu.
- Ale przecież stamtąd mielibyśmy doskonały widok - powiedział lekko zmieszany, ale jednak nie domyślił się, co faktycznie chodziło Rickowi po głowie. Mutantowi z pewną trudnością udało się powstrzymać ciekawość jaszczura i wspólnie obrali inny kierunek. Taki, jaki on chciał. Oddalili się od tajemniczego obiektu a zakłopotanie Chrisa szybko zniknęło, gdy spostrzegł coś o wiele bardziej interesującego niż tamten budynek.
- Ty, patrz! - zawołał, podbiegając gdzieś i kucając nad ziemią. Podniósł z niej niewielki, połyskujący przedmiot.
- Mam drobniaka, ha. Ma się te oko - powiedział, uśmiechając się z dumą. - Może jest ich tutaj więcej - dodał, patrząc pod swoje nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Slayer

avatar

Liczba postów : 25
Data dołączenia : 30/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Kwi 04, 2017 12:18 am

Cholera - San zaklną w myślach. Nie pasowało mu, że jego cele postanowiły ominąć zastawioną przez niego pułapkę. Jednak jeszcze nic nie było stracone. Mutant powoli, prawie truchtem ruszył się zza ściany idąc za mężczyznami. Nie rzucił się jednak na nich. Zamiast tego poruszał się w pewnej odległości kryjąc się za stertami śmieci rozrzuconych po placu. Jakież było zdziwienie Chińczyka, gdy obydwa z jego celów nagle zatrzymały się w pewnej odległości od niego. To była jego okazja, musiał ruszyć teraz.

Wychylając się powoli zza jednej ze stert rur. Skradając się podszedł na bezpieczną odległość, po czym wyciągną przed siebie dłoń z zaciśniętym w niej pistoletem.

Nie ruszać się! - wykrzyknął. - Łapy na widoku i twarzą do mnie. Już.
Podszedł bliżej do dwójki mężczyzn. Nie był dumny z tego, że miał zamiar okraść tę dwójkę. Nie chciał wracać do przeszłości, jednak musiał za coś żyć. Musiał zdobyć choć kilka dolarów.
A teraz wszystko z kieszeni. Powoli wyciągnijcie co macie i rzućcie to w moją stronę. - nie miał zamiaru im grozić, czy ich straszyć. Po co? Tak samo jak nie miał zamiaru ich zabijać. Miał tylko nadzieję, że obydwaj mężczyźni będą skorzy do współpracy i obejdzie się bez działania w stresie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Christopher Varcer

avatar

Liczba postów : 62
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Wto Kwi 04, 2017 9:12 pm

Był dość nieostrożny, nierozważny. Czy on naprawdę nie wyczuwał tego samego, co Rick? Najwyraźniej, ponieważ całkowicie pochłonął się szukaniem jakiś marnych monet. Eh, gdyby tylko monet... znalazł się nawet jakiś kapsel z motywem, który akurat spodobał się Chrisowi ł i on też skończył w kieszeni jego bluzy. Wyglądał jak dziecko bawiące się w piaskownicy. Takiej dużej piaskownicy w środku nocy.
Maska, przypominająca maskę największego rabusia i kryminalisty, mająca mu przecież nadać groźnego wyglądu nic nie dawała, kiedy to ze słowiańskim przykucem z prawdziwą fascynacją zbierał z ziemi co popadnie.
 Kompletnie zagubił się w swoim świecie i nawet jeśli mutant coś do niego mówił, łuskowaty go ignorował.
Czy Chris kilka minut temu przypadkiem nie wspominał o tym, że będzie go ochraniać?
Jaszczur wyprostował się wkrótce, licząc, ile udało mu się uzbierać. Tak naprawdę w jego zbiorach prawie w ogóle nie było pieniędzy, ale on oczywiście widział to inaczej.
Nie widział natomiast czegoś innego. A raczej kogoś... a gdy to nastało, było już stanowczo za późno.
Nieznany głos zagrzmiał momentalnie. Christopher wzdrygnął się i bezbłędnie odnalazł wzrokiem stojącą nieopodal postać. Otworzył szerzej oczy, kompletnie sparaliżowany na widok wymierzonej w nich broni. Szok był dla niego niczym porażenie piorunem, toteż nawet nie wiedział jak się zachować. Cofnął się o krok do tyłu i uniósł ręce, wcześniej wymieniając spojrzenie z Richardem. Uśmiechnął się nerwowo pod maską.
Co on narobił... Każda następna sekunda uświadamiała mu w co się wpakowali. I to wyłącznie z jego winy.
Nie okazuj strachu, Chris.
Walka, jaką ze sobą toczył trwała dosłownie chwilę i możliwe, że nikt jej nawet nie zauważył. Jaszczur podszedł bliżej, nieco osłaniając Richarda, a strach na jego licu... zanikał? Może Chris nie potrafił udawać gbura. Może nie potrafił udawać przestępcy, ale jedno umiał na pewno - uśmiechać się, czego zapewne absolutnie nie spodziewał się mierzący w nich mężczyzna. Uśmiech był stale zakryty pod maską, ale oczy przemawiały za niego. Lęk zaczął zanikać.
To, że obcy ich nie zastrzelił na miejscu nie mogło być przypadkiem. Równie dobrze mógł ich wybić i zgarnąć to, co przy sobie mieli - bez żadnych formalności. Reptilianin właśnie to zauważył. Coś jednak było nie tak, skoro tamten postąpił w inny sposób. Chris znał ludzi. Znał wiele charakterów. Ten tutaj był wyjątkowy. Musiał go rozpracować. Ryzykowny manewr, ale musiał coś zdziałać.
Trzymając uniesione ręce, patrzył w oczy napastnika.
- Hej, możemy załatwić to inaczej... - zaczął, starając się nie wykonywać żadnych ruchów. - Nie chcemy kłopotów. Jestem Chris, a ten obok to Rick - przedstawił się, aby jakoś nawiązać kontakt z mężczyzną. Próbował prowadzić normalną rozmowę. Trochę niedorzeczne robić to podczas napadu, jednak Christopher miał plan. Miał plan, tak...?
- Kimkolwiek jesteś, wiem, że też nie chcesz kłopotów. Nikt z nas nie chce - stwierdził ostrożnie, pokazując puste dłonie. - Zresztą, niczego przy sobie nie mamy  - dodał, rozsypując na ziemię zebrane wcześniej śmieci. Faktycznie, opuszczając dom myśleli wcześniej tylko o spacerze po parku, a nie włóczeniu się w nocy po opuszczonych placówkach.
- ... Odłóż broń. Nic ci nie zrobimy. Nie warto - powiedział głośnym półszeptem, patrząc na niego błagalnie. Powoli ściągnął kominiarkę, odsłaniając swoją twarz w geście pokoju. Nie wiedział, czym dokładnie kieruje się bandyta, ale starał się zachować zimną krew. Przez ten czas ani razu nie spojrzał na Richarda - był gotów na wszystko. Było to widać po tym, jak po części osłaniał ciałem młodego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Richard Brook

avatar

Liczba postów : 29
Data dołączenia : 19/03/2017

PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   Sro Kwi 05, 2017 4:03 pm

Odetchnął z ulgą gdy tylko Chris się odwrócił i zmienił kierunek. Udało mu się, a niewiele brakowało, by weszli do budynku, gdzie pewnie czekała na nich pułapka. Nie wydawało mu się, by instynkt go zmylił, wyraźnie słyszał kroki. Nie mógł się przesłyszeć, wokół panowała cisza. No, oprócz gadaniny Chrisa, ale on dopóki nie zaśnie na pewno się nie zamknie. A i przez sen zdarzało mu się gadać.
Żwawo ruszył za przyjacielem, przybierając uśmiech na twarz kiedy ten się odwracał. Oczywiście, że udawał ekscytację, najchętniej znalazłby się jak najdalej stąd. Wiedział jednak, że Christopher go nie zrozumie, za bardzo się nakręcił na zwiedzanie. Co go w ogóle tak zachwycało w tej ruderze? Rick nigdy nie przepadał za takimi okolicami, nie ciągnęło go do wymykania się nocami, a połączenia tych dwóch unikał jak ognia. Może to przez to, że wolał nie prowokować kłopotów, zawsze był bardziej ugodowy.
Chris natomiast wręcz przeciwnie. Niby nie prowokował bójek, ale bezmyślnie się w nie pakował. Tak jakby nie miał pojęcia, że w nocy po opuszczonych budowach kręcą się nieprzyjemne typy i konfrontacja z nimi może być ryzykowna. Albo jakby myślał, że ze swoją brzydką mordą będzie bezpieczny, bo nikt do niego nie podejdzie. To tak nie działało. Ricka najbardziej irytował chyba fakt, że nieświadomie za nim tu poszedł, mógł spodziewać się podobnego wyskoku. Niby Chris wiedział, że Rick nie przepada za hałasem i celowo nie zabierał go do ruchliwych miast, ale nie wydawał się być świadomy tego, że jego przyjaciel woli jednak wracać do domu na noc. To nie miało sensu. No ale z drugiej strony Chris często zachowywał się absurdalnie.
Z rozmyślań wytrącił go krzyk reptilianina. Przedtem wpatrzywszy w ziemię, Rick podniósł wzrok i spojrzał na kucającego na ziemi Chrisa. Podszedł bliżej i przewrócił oczami, widząc monetę w rękach przyjaciela.
-Głupek. - rzucił, przypatrując się jednak znalezisku z lekkim uśmiechem na twarzy. Musiał dalej udawać zainteresowanie, żeby go nie rozczarować. Jeszcze się na niego obrazi i wtedy na pewno nie będzie chciał wracać do mieszkania. -Tylko nie pobrudź rączek. - dodał, kiedy Chris podjął poszukiwania kolejnych skarbów.
Nagle do jego uszu dotarł inny, obcy głos. Rick podskoczył i gwałtownie się odwrócił, wbijając wzrok w wymierzony w ich stronę pistolet. Cholera, przez Chrisa całkowicie zapomniał. Teraz już było za późno. A nie mówiłem? - miał zamiar powiedzieć to na głos, ale przez zaskoczenie nie potrafił wydusić z siebie słowa. Może to i lepiej.
Wtedy działanie podjął Christopher, co spotkało się z jeszcze większym przerażeniem na twarzy niebieskowłosego. Co on do cholery robił, zaraz typ ich zastrzeli i tyle będzie.
Wzrok Ricka przeskakiwał z Chrisa na gościa z pistoletem i z powrotem. Nie miał pojęcia, co robić. Instynkt kazał mu uciekać, ale wiedział, że było to najgłupsza rzecz, jaką mógł teraz zrobić. No i nie mógł tak zostawić Chrisa.
Przez cały monolog przyjaciela nie odezwał się ani słowem, modląc się w duchu, by to jednak zadziałało. A jeśli nie? Nie miał zielonego pojęcia, pustka w głowie. Pewnie z braku innej możliwości oddałby bandziorowi wszystko, co miał, i liczyłby na to, że ten pozwoli mu odejść. Co wydawało się mało prawdopodobne.
Po chwili namysłu naśladował gest Chrisa i wyciągnął z kieszeni paczkę gum. Oprócz tego nie miał przy sobie nic, portfel zostawił w domu, podobnie jak telefon. Mieli pójść tylko na spacer do parku i wrócić do mieszkania, i tak też by się stało gdyby nie zachcianka Chrisa. Rick momentami miał ogromną ochotę mu przywalić, reptilianin miał szczęście, że bandyta mierzył do nich z broni. Chociaż tak czy inaczej miał przesrane, zresztą Rick również.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony plac budowy   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony plac budowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Opuszczony domek na drzewie
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony dom nad moczarami
» Opuszczony diabelski młyn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: