Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bryant Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Bryant Park   Wto Lip 24, 2012 3:06 pm

First topic message reminder :







Prywatnie zarządzany park publiczny w Midtown Manhattan. Od wschodu przylega do niego New York Public Library, tworząc pewnego rodzaju ścianę i umożliwiając wejście do parku jedynie od strony Sixth Avenue. W tej okolicy przestępczość jest minimalna, co czyni park idealnym miejscem odpoczynku dla porządnych obywateli. Bryant Park posiada czytelnię na otwartym powietrzu, w której odbywają się eventy literackie, a także piękną fontannę i karuzelę. Funkcjonują tu również Bryant Park Grill, Bryant Park Cafe i cztery sklepiki. Park oferuje darmowe wi-fi.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Sie 27, 2012 7:28 pm

Spider-Man obserwował ze swojego miejsca akcję rozgrywającą się niedaleko. Płomienie, które zaczęły ogarniać Toxina, nie wyglądały dobrze. Zdążył już zauważyć, że niebezpiecznie jest atakować bestię w miejsca, gdzie wiją się tajemnicze znaki. Zanotował zatem tę informację w głowie.
Jeśli Toxinowi uda się wylądować koło niego, Spidey rzeknie:
- Zawsze lubiłeś koty, co, Patrick?
Po tym pomacha mu ręką. I zniknie, niesiony na kolejnej linie, tym razem przepuszczając atak. Zanim jednak wystrzelił swoją sieć, by skrępować potworowi łapy i zamknąć pysk, jak planował, udało mu się dostać w centrum pokazówki mocy, jaką dysponował Alex. Szybował na pajęczynie prosto na niego, a że dookoła było więcej drzew niż budynków, nie bardzo miał w co w danym momencie wycelować. Postanowił zaryzykować i po prostu skoczyć na ziemię. Mogło mu to zaoszczędzić sporo bólu, który niewątpliwie wywołałaby wiązka energii wypuszczonej przez Moore’a. Gdyby wyszedł mu ten manewr, odtoczy się na bok i po zebraniu w garść ruszy na bestię nie zmieniając wcześniejszych planów, a jedynie miejsce, z którego atakuje. Gdy uda mu się skrępować lwisko, nawet na moment, wystrzeli pajęczynę w najbliższy wózek z hot dogami i rzuci nim w potwora, by go przytępić. Jeśli jednak manewr miał się nie powieść, to cóż… Zaboli kilka razy bardziej, niż sam upadek. Kątem oka dostrzegł dziewczynę, której z rany sączyła się krew i mężczyznę, którego stan był nieco gorszy niż jej, gdyż ostrze wbiło się głębiej. Wcześniejsze bujanie się na sieci było zdecydowanie dobrym pomysłem...
Książka leżała zbyt daleko, aby Peter mógł zauważyć napis, który się w niej pojawił. Nikłe światło, jakie sączyło się z plecaka, też nie było w stanie zwrócić na przedmiot uwagi Spider-Mana, ale nie oszukujmy się - co by to zmieniło? Bycie żartownisiem w całej tej akcji było co najmniej... no, śmieszne. Choć uczestnikom tego, co właśnie się działo, chyba niespecjalnie chciało się śmiać. Przynajmniej nie wszystkim.

[post jest w tym stanie już kilka dni i nic nie zapowiada, bym coś do niego dopisała, więc leci taki... nic na siłę]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 28, 2012 11:50 am

Scheiße, ze wszystkich swoich manewrów jakie przeprowadzał w przeszłości, jeszcze nigdy nie znalazł się w tak niefortunnym, wręcz fatalnym położeniu co teraz. Chwila nieuwagi, zła ocena taktyczna i kaputt, zamiast dobrać się koteczkowi do brzuszka, to on oraz jasnowłose dziewczę wpadli sobie w mordercze objęcia. Ich ciała zastygły w sadomasochistycznym akcie, a obficie cieknąca z odniesionych ran krew spływała powoli, barwiąc noszone odzienie szkarłatem i purpurą. Impulsy bólu rozchodzące się po sieci nerwów, agonia pojedynczych komórek, to był jedynie drobny przedsmak tego co ich czekało, jeśli nie wezmą się w garść, bo druga z kolei kolizja może przynieść bardziej dotkliwe obrażenia. Krwawił, cicho pocharkiwał, ale nie sprawiał wrażenia jakby miał zaraz zemdleć z nadmiernej utraty płynów ustrojowych, po prostu stał jakby nigdy nic, zatrzymując swoje pozbawione wyrazu spojrzenie na ludzkiej samicy. Był ciekaw o czym teraz myślała, jakie to emocje ogarniały umysł niedoszłej morderczyni? No cóż, gdyby nie to że nie stanowił jej pierwotnego celu, to pochwaliłby ją za te precyzyjne cięcie, nawet w ramach przypadku mało kto potrafi być aż tak skuteczny. Po chwili na jego szyi nie pozostała nawet blizna po nożu, wcześniejszy krwotok ustał, a warstwa skóry nadzwyczaj szybko się zrosła, dopiero wtedy mimiką twarzy zaczął wyrażać nieco głębsze stany emocjonalne. Gut, gut, mimo towarzyszących obaw oraz napotkanych niepowodzeń, zdołał przynajmniej dowieść, że bestia posiadała swoje miękkie, słabsze strony, krwawiła jak każda żywa istota, więc istniała szansa żeby ją ostatecznie wyeliminować z dalszej rozgrywki, ale zważając na siłę ognia jaką dysponowała, nie będzie łatwo to osiągnąć. Ogólnie sytuacja nie zapowiada się dla nich zbyt ciekawie, będąc pod brzuchem bestii zdołał zaobserwować część poczynań pozostałych uczestników, prześledzić co próbowali osiągnąć i w jaki sposób zawiedli, czuł jeszcze żar pochodzący od ognia z grzbietu lwa. Z pewnością nie mieli do czynienia ze zwykłym przerośniętym zwierzęciem, dysponował mocami, które z trudem mógł pojąć swoim analitycznym rozumowaniem, ale nie miał najmniejszego zamiaru określać je jako moce magiczne. Różnorodność światów w kosmosie sprzyja powstawaniu nowym formom życia, powołując do istnienia niezliczone gatunki mniej lub bardziej złożonych organizmów, które z kolei ewoluując wykształcają coraz bardziej niebywałe cechy oraz zdolności. Dla niego owy stwór nie był niczym więcej niż rezultatem serii genetycznych mutacji, produktem końcowym trwającego miliony lat procesu adaptacji, który dysponował jeszcze technologicznie zaawansowaną bronią w postaci tych symboli. Usilnie doszukiwał się odpowiedzi na nurtujące go pytania, tworząc najróżniejsze hipotezy odnośnie pochodzenia bestii, nigdy wcześniej nie słyszał o podobnym gatunku, a z wyglądu kojarzył mu się z Ziemskimi krajami dalekiego Wschodu, ozdoby, talizmany, jakby lew uciekł prosto z chińskiej mitologi. No cóż, równie dobrze może być swego rodzaju bronią biologiczną, wyhodowanym w laboratorium oraz uzbrojonym przez nieznaną cywilizacje. Verdammte Scheiße! Co tu dalej uczynić? Nie chciał przypadkiem wejść w drogę jednemu z graczy, którzy szykowali się do ataku, więc teraz zamiast ponownie przystąpić do bezpośredniej konfrontacji, postanowił trochę podrażnić kotka z dystansu, strzelając w znak na jego plecach, znak, który niefortunnie skryły gorejące płomienie. Jeśli uda mu się uszkodzić miejsce, gdzie generował się strumień energii, to może doprowadzi do jakiegoś zwarcia, przeciążenia i przerwie obwód, osłabiając zwierzę. Oczywiście nie zamierzał powtórzyć błędu białowłosego chłoptasia, który teraz udawał młot pneumatyczny, zamiast skoczyć nad bestią wystawiając się na jej atak, wolał przenieść się w wyżej położone miejsce, na szczy pobliskiej latarni, albo na gałąź drzewa, jeśli takowej nie będzie, ewentualnie jeszcze wdrapie się na inny bliżej nieokreślony obiekt, byle tylko zachować dystans od celu nie większy niż 50 metrów. Gdy już zdoła zająć odpowiednią pozycję wtedy pozostanie mu jeszcze oddać zamierzone strzały w odcinek lędźwiowy pleców lwa. Trafi czy nie, nie zamierzał pozostać bierny, więc po tej dłuższej chwili namysłu, przystąpił do realizacji poszczególnych etapów swego planu, lewe ostrze przekształcił w długą i elastyczną mackę, która miałaby mu pomóc przy wspinaczce, a prawe powróciło do swojej wcześniejszej formy, pięciopalczastej dłoni, sięgając po naładowany Walther P38.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Sie 28, 2012 5:49 pm

Już się gotowała do skoku, już odbiła się do ziemi... I bestia najzwyczajniej w świecie się odsunęła. Tak po prostu. A Abigail... Abigail już nie da rady się zatrzymać. Cała nadzieja w tym, że nieznajomemu się uda... Nie, gdyby mógł, zrobiłby to. Żeby było dramatyczniej, lecieli na siebie z wyciągniętą bronią. Chciałaby coś krzyknąć, ale nie miała już czasu. Teraz mogła jedynie zniwelować szansę nadziania się na pazury mężczyzny. Nie minęła chwila, gdy było już po wszystkim.
W pierwszej chwili nie poczuła zupełnie nic. Ból przyszedł dopiero po chwili... Chociaż użycie słowa "ból" jest tu mocno przesadzone. Bardziej mocne szczypanie w ramieniu. Szybko ocena sytuacji: rękaw w strzępach. Pięć szram na ramieniu, niezbyt głębokich. Trochę krwi, nic poważnego. Żeby tylko ten sukinsyn czymś jej nie zaraził... Abigail przy pomocy swojego noża odcięła resztki materiału. Dopiero wtedy spostrzegła, że na nim była krew. No tak... On zahaczył łapskiem ją, ona zahaczyła go nożem. Klasyka.
- Żyjesz...? - odwróciła się w stronę mężczyzny. Skoro został dziabnięty, pewnie potrzebuje pomocy, nawet drobnej. Jednak nie tego się spodziewała. - O kur...
Nieznajomy stał i się na nią gapił. Nic nie mówił... Zresztą, jak miał mówić z otwartym gardłem? Ale z otwartym gardłem robi się cokolwiek. Chociażby umiera. Albo chociażby upada. A szponoręki po prostu stał i się gapił. Abigail dopiero po chwili zdecydowała się podać kawałek materiału, ściskany wcześniej w dłoni. Niepotrzebnie. Rana zaczęła się zasklepiać, dobrze. Pewnie kolejna z cudownych umiejętności.
- Mutant? Nie, żebym coś miała do mutantów... - Co ona robi? Bestia atakuje park i grupa cudacznych ludzi i nieludzi... No i Spider-Man. A Abigail? Zagaduje gościa, któremu wcześniej poderżnęła gardło.
- Panowie! Potrzebujemy planu! - zawołała, widząc co się dzieje. Jeden wielki bordel, bez organizacji.
Organizacja to właśnie to, czego w tej chwili potrzebowali.

No, jeszcze jakieś ładunki wybuchowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 29, 2012 3:56 pm

Bestia już teraz wyraźnie cierpiała z powodu ran zadanych jej przez Kleisera, lecz mimo to dzielnie trzymała się na czterech łapach, porykując cicho, lecz bardzo agresywnie. Jej nastroju stanowczo nie poprawiał skaczący wokół niej Toxin, na którego warczała stopniowo coraz głośniej. Początkowo udawało jej się omijać jego pajęczyny, lecz któraś w końcu trafiła - i wtedy poszło już mniej więcej z górki. Mniej więcej - bo potwór najwyraźniej nie miał zamiaru poddać się bez walki, wciąż szarpiąc się na tyle, na ile tylko to było możliwe w jego obecnej pozycji. Atak spod ziemi był świetnym pomysłem; częściowo unieruchomiony kotek nie miał jak się obronić, a ostre kolce wbiły się boleśnie w jego ciało. Reakcją zwierzęcia był donośny ryk - a potem stanięcie w płomieniach na kształt istnej kuli ognia. Posunięcie to uwolniło co prawda potwora od macek, ale pozostawiło go też na tyle rannym, że już nawet nie odskoczył na bok. Języki ognia opadły nieco, wracając do poprzedniej formy, a zwierz ugiął łapy, obniżając się. Krwawił w wielu miejscach i widać było, że zdecydowanie nie w głowie mu teraz atak.
W tym czasie Kleiser zabrał się za przeprowadzanie swych własnych manewrów - i zaczął strzelać do wielkiego kocura, a konkretnie w jego plecy. Nie przyniosło to właściwie żadnego efektu; kule nie docierały wystarczająco daleko, aby wyrządzić bestii kolejną krzywdę, gdyż były odbijane w ten sam sposób, co uprzednio atak Alexa. Co więcej, wszystko wskazywało na to, że obrona zwierzaka działa na zasadzie automatycznej, gdyż on sam nie zwracał uwagi na poczynania Kleisera.
Szczęśliwie - dla większości, lecz nie dla wszystkich - w tym momencie Alex wypuścił w stronę bestii falę uderzeniową, która prawdopodobnie byłaby idealnym rozwiązaniem, gdyby po drodze nie doszło do pewnych komplikacji... Pod postacią Spider-Mana, który przypadkowo wpakował się niemalże w centrum ataku. Dzięki szybko podjętej akcji udało mu się uniknąć bezpośredniego trafienia, lecz fala była szeroka - więc i tak załapał się na silny cios, który odrzucił go kilka metrów na bok, mocno poobijanego i na skraju przytomności. Zwykłego człowieka coś takiego zapewne by zabiło... Pomijając jednak ten drobny incydent, atak Alexa powiódł się znakomicie - fala trafiła w potwora, który w tym stanie nie zdążył już uskoczyć i został odepchnięty ze sporą siłą... Która dokończyła sprawę, sądząc z tego, że bestia legła na boku i już się nie ruszyła.
Do tego czasu napisy w książkach straciły już swój blask - wszystkie za wyjątkiem jednego: "Berserker". Ten jeden tom należący do Toxina bez ostrzeżenia zaczął emitować dźwięk, początkowo całkiem cichy, lecz bardzo szybko przybierający na sile - i będący zarazem niezwykle nieprzyjemnym, wręcz bolesnym dla symbionta. O dziwo nikt inny nie mógł go dosłyszeć. Dosłownie w kilka sekund później w głowie Patricka rozległ się głos, który trudno byłoby zidentyfikować - nie brzmiał ani nisko, ani wysoko, ani męsko, ani żeńsko, ani miło, ani beznamiętnie... Po prostu brzmiał i tyle. Przeznaczony był tylko dla uszu Patricka - nie zaś dla jego symbionta.
-Berserker... Szał bitewny... Nie usłyszy nikogo...- była to zapowiedź tego, co nastąpiło zaraz potem. Patrick odniósł takie wrażenie, jak gdyby jego świadomość pociągnięta została jeszcze głębiej w odmęty umysłu, a później... Później w zasadzie nie czuł już niczego. Został zablokowany przez nieznaną, ale potężną siłę, która pozwoliła mu jedynie przyglądać się wydarzeniom, lecz odebrała mu opcję dojścia do głosu - czy to prawdziwie, czy tylko we wnętrzu własnej głowy.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Sie 29, 2012 7:28 pm

Atak symbionta powiódł się. Niespodzianką było iż ten jeszcze tak bardzo czysty i nieukierunkowany umysł tej jakże młodej istoty, był wstanie utworzyć tak dobrze przemyślany atak. Mogło to świadczyć tylko o jednym: Toxin pozyskiwał wiedzę w znacznie szybszy sposób niż jego gospodarz przypuszczał. Była to rzeczy warta uwagi, lecz dla niego. Dla osoby, która pozwoliła aby ten młody symbiont przejął chwilową kontrolę był to moment zadowolenia. Był dumny, a Toxin zadowolony. Pomimo, że nie potrafili sobie czytać w myślach, symbiont może dzięki tak silnemu połączeniu z jego ciałem, był wstanie odczuć zadowolenie poprzez wydzielanie hormonu szczęścia do mózgu. Życie jak zawsze nieprzewidywalne, tak i tym razem planowało diametralnie obrócić sytuację. Dźwięk przeszył ciało symbionta, gdy ten trzymał się kurczowo ściany. Początkowo potrząsł tylko głową, jakby chciał strzepnąć to z siebie niczym zwierzę strzepujące wodę ze swojego furta w celu jego wysuszenia. To nie pomagało a dźwięk zaczął się nasilać.
- Przestańcie - warczał po cichu Toxin.
Dźwięk jednak nie ustawał, stając się bardziej uciążliwy. Patrick próbował zareagować, lecz go czekała niespodzianka. Niezrozumiałe słowa wciągnęły go w głąb otchłani, w której przebywał. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez dziwny głos pogrążyło go coraz bardziej.
W tej samej chwili dźwięk, który słyszał tylko symbiont stawał się dla niego coraz bardziej uciążliwy. Tym samym odsłoniła się druga a zarazem ostatnia słabość symbionta. Chociaż emitowany sygnał nie był wstanie rozerwać symbionta i oddzielić go od gospodarza, był na tyle silny aby spokojny i rozważny jak na swoje możliwości symbiont stracił kontrolę. Jego maska rozerwała się odsłaniając czarne paszczę, z której wyłoniły się ogromne powykrzywiane kły i wielki obśliniony język.


Zdezorientowany odczepił się od ściany budynku i upadł na chodnik, co mogło zostać zauważone przez pozostałych właścicieli ksiąg. Toxin podniósł się nieco bezradnie nadal drażniony przez bolesny w tym momencie dźwięk, prosząc w myślach Patricka o pomoc, lecz ten nie był wstanie go usłyszeć. Nie był wstanie się wyzwolić i razem z nim przeciwstawić się symbiotycznej furii, która miała spaść niczym grom boga piorunów z jasnego nieba. Symbiont zaczął się gotować a jego tkanka narastała na siebie warstwa po warstwie zwiększając jego masę i rozmiary. Toxin ukazał wszystkim swoją nową bestialską formę, przy której fantastyczny kociak wyglądał jak kanapowy futrzak z domowego zacisza.


Wstał z chodnika pełen siły, rozkładając swoja wielkie ramiona eksponując czarne pazury. Ryknął przeraźliwie aby nie było wątpliwości, że nie zostanie zauważony. Tylko Spider-Man wiedział cóż działo się teraz z Patrickiem, znał ten moment lepiej niż ktokolwiek inny. Symbiont rozejrzał się po okolicy, bestia leżała po jego prawej stronie i nie zwrócił na nią większą uwagę. Jego wzrok skupił się za to na Alexie, który zaatakował lwią bestię dziwną falą uderzeniową, spaczony umysł symbionta w niepojęty sposób uznał, że to on wyzwolił tą falę dźwięku, która zaatakowała jego zmysły. Ruszył na białowłosego, który szedł po łuku. Nawet przez moment nie bawił się w subtelne ataki. Jego lewe ramię wystrzeliło w Alexa z niewiarygodną prędkością rozdzielając się na końcu niczym nitki pajęczyny, próbując złapać go za nogi. Znajdował się w tej chwili gdzieś na zniszczonej przez falę ścieżce, pomiędzy leżącym na trawie pająkiem a biegnącym Alexem. Z jego prawej ręki wystrzeliły silne pajęczyny, które chwycił pająka także za nogi.Próbowałby oblepić dziwne rolki Alexa swoją mazią, lecz gdyby ten atak nie doszedł do skutku, cisnąłby Spider-manem w Alexa, po czym ruszył z pełna furią na wprost na niego.
Cóż za ironia losu. Sprzymierzeniec stał się przeciwnikiem. Racjonalne działanie przepadło, oddając ster szaleńczej i nieokiełznanej furii. Symbiont nadal ostrzegany jest przez pajęczy zmysł, a jego większe gabaryty w żaden sposób nie ograniczają jego szybkości i zwinności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Sie 31, 2012 9:46 pm

No tak. Nikt nie zamierzał jej słuchać. W końcu to oni byli tutaj samcami z supermocami, a ona tylko gadała. No dobra... I pewnie postałaby jeszcze trochę, gdyby nie to, że ich dotychczasowy sojusznik... Nie, raczej gość, z którym dzieliła przeciwnika. W każdym bądź razie zdecydował się zmienić strony. Na dodatek był potworem, więc teraz zamiast jednego, mają dwa. Tak jak wcześniej doskonale sobie radzili... Dobrze, że przynajmniej ten pierwszy już stracił swoje bojowe nastawienie. A ten drugi, który wcześniej był detektywem, z jakiegoś powodu zaatakował jasnowłosego. Abigail nie zależało za bardzo na chłopaku, ale... Coś trzeba zrobić. Obrońców jest coraz mniej, nie ma czasu na stanie z boku. Cholera, dlaczego nie wzięła łuku?!
- Myśl, dziewczyno, myśl!
Potrzebowała jakiejś broni. Czegoś lepszego niż nóż. Czegokolwiek... Łowczyni rozejrzała się po okolicy. Ławki, kosze na śmieci, stoliki, przy których wcześniej siedziała... Tak, to jest to!
- No to teraz zatańczymy, sukinsynu. - Abigail uśmiechnęła się zawadiacko.
Wyciągnęła iPoda i włączyła piosenkę, po czym strzeliła karkiem. Pobiegła do jednego ze stolików, złapała uborącz za jedną z nóg i przybiegła z prowizorycznym obuchem z zamiarem walnięcia nim w łeb bestii. A jeśli się rozpadnie... No cóż. Łatwiej bić nogą niż całym stołem, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Sie 31, 2012 10:20 pm

Alex miał dość całej tej poronionej sytuacji. Przyjechał do Nowego Yorku, gdyż chciał znaleźć w tym miejscu wolność, spokój i rozrywkę, na temat których mieszkańcy tego miasta zwyczajnie nie mogą się zamknąć. W ciągu swojego pobytu miasto zostało zaatakowane przez prowadzonych przez wściekłego boga kosmitów na elektrycznych smokach, po ulicach przeszło kilka fal masowych morderstw, teraz z nieba zaczęły spadać rogate magiczne zwierzęta, a kiedy już futrzak dostał łomot, to okoliczny detektyw - kosmita zmienił się w jakiegoś rodzaju popieprzonego potwora i właśnie biegł zrobić mu krzywdę. Mimo wszystko było chłodniej niż w Afganistanie, za to Moore dziękował wszystkim bogom w których nie wierzył. Detektyw uprzedził go, że posiada pasożytniczego obcego w ciele, ale chłopak nie spodziewał się, że tak to będzie wyglądać. Kiedy kosmita się na niego rzucił, Alex zdecydował że nie ma dużo czasu. Nie zmieniając trasy rozwibrował ręce najmocniej jak tylko mógł i tuż przed atakiem oszalałego Mulligana klasnął w dłonie. Była to mniejsza, słabsza, szybsza i bardziej prowizoryczna wersja ataku, który pomógł powalić wielkiego lwa. W nowego przeciwnika poleciała silna fala uderzeniowa, którą poprzedził dźwięk porównywalny z uderzeniem błyskawicy. Alex oczywiście wytłumił jego działanie na siebie, jednak nie zazdrościł swoim chwilowym towarzyszom. Jeśli kosmita przedarł się przez falę, to chłopak zacznie manewrować i uciekać, wibrując lekko by znikać z oczu atakującej bestii. Jeśli jednak powstrzyma to szarżę Patricka, to naładuje kolejną falę i (jeśli będzie mieć czas) tym razem przyłoży mu mocniej. Będzie posyłać atak za atakiem w nadziei, że detektyw odzyska kontrolę nad szalejącym symbiontem. Gdyby jednak się na to nie zanosiło, a jego towarzysze zdołali przytrzymać potwora dość długo, to potraktuje go tym samym atakiem, który zbił z nóg ogromnego lwa.
Powrót do góry Go down
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sob Wrz 01, 2012 12:18 am

Cóż za niespodziewany zwrot akcji, sojusznik staną w opozycji do swych kompanów, atakując ich w szaleńczym gniewie. Ten wyraz dzikiej furii, zmysłowego zatracenia w pierwotnych instynktach, przez chwile obserwacji dostrzegł w tajemniczym osobniku pokrewny element, aż z nieukrywanym zachwytem dalej przyglądał się jego poczynaniom. Napawał się już samą myślą co mógł uczynić białowłosemu chłopakowi, zmiażdżyć, rozszarpać, rozprawić się z nim kęs po kęsie. Tak, tak, niech da upust swej nieposkromionej żądzy cudzego cierpienia, niech wyładuje nagromadzoną frustracje na pochwyconych ofiarach, masakrując i kosztując ich soczystego mięsa! Chociaż owa zmiana stron nieco komplikowała obecną sytuacje, to nie mógł sobie odmówić takich atrakcji, rzadko kiedy miał okazje przyglądać się podobnemu widowiskom, przy tym akty wandalizmu popełniane przez czarnoskórych mieszkańców Nowojorskich slumsów, przypominają dziecięce bójki na placyku zabaw. Ból, krew, nienawiść, chymm, chyba krótka retrospekcja nie zaszkodzi, chwila refleksji nad własną przeszłością. Krzyki agonii okaleczonych żołnierzy, rozpaczliwe łkania cywili uwięzionych pod stertą gruzów, spalona ziemia usłana gęstą warstwą rozczłonkowanych ciał. Dookoła unosił się jedynie swąd płonących zgliszczy i śmierci, a po zadymionym niebie mknęły eskadry Luftwaffe, burząc kolejne obszary miejskiej zabudowy deszczem bomb, Blitzkrieg! Wojna błyskawiczna! Jakże czule wspominał te niepewne czasy, stanowiące czarny rozdział w historii ludzkości, tyle się działo, aż szkoda że ten ogólnoświatowy konflikt dobiegł tak szybko końca. Alianci, członkowie państw Osi, komuniści, każde z wymienionych ugrupowań mogło wyrządzić pozostałym jeszcze całą masę szkód, ale zamiast tego po wojnie powołano do istnienia coś tak absurdalnego jak Organizacja Narodów Zjednoczonych, która stawia sobie za cel zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa na świecie, rozwój współpracy międzynarodowej oraz popieranie przestrzegania praw człowieka, tfu! Nuklearny holokaust powinien rozwiązać ten problem raz i na zawsze, ale do tego czasu miał jeszcze sporo intryg do obmyślenia. Ekm, prowadząc wewnętrzne monolog próbował ustalić bilans potencjalnych strat oraz korzyści, wykalkulować co bardziej opłacało mu się uczynić. Może i jest złowrogim najeźdźcą z kosmosu, ale od czasu do czasu bywa na tyle pragmatyczny, żeby spojrzeć na bieżącą sytuacje z szerszej perspektywy, dostrzec to, co przy wyznawanych poglądach oraz planach byłoby ogólnie nie do pomyślenia. Współpraca z ludźmi przeciwko wspólnemu przeciwnikowi? Jego przełożeni z pewnością odmówiliby przyjęcia, lub udzielenia jakiejkolwiek formy pomocy, ale on był gotów chwilowo zapomnieć o dzielących ich rasy różnicach. Z resztą nie jest wykluczone że rozwścieczony agresor nie zaatakuje też i jego, wtedy obecność innego gracza zdolnego do walki byłaby bardzo pocieszna. No cóż, czas najwyższy przebrać się w coś bardziej wygodnego, rozwinąć pełny wachlarz swoich bojowych możliwości i pokazać którejś ze stron, że nie należy zadzierać z wielkim, złym "ufolem". Zaszywając się na krańcach parku przystąpił do stopniowej metamorfozy, ściągną poszczególne elementy swojego odzienia i schludnie złożył w kostkę, przy okazji wsuwając też książkę, żeby uchronić całość posiadanego dobytku przed jawnym zniszczeniem. Następnie komórki jego ciała zaczęły namnażać się w zastraszającym tempie, z każdą kolejną chwilą powiększając jego rozmiary. Porzucił humanoidalne kształty, na rzecz swej pierwotnej formy, z obu stron wydłużającego się tułowia zaczęły wyrastać kroczące odnóża, pojawiły się twarde płytki oraz zrogowaciałe wyrostki, które pokryły większą powierzchnię ciemnoniebieskiej skóry. Wkrótce proces przeobrażania dobiegł końca, trzy pary oczu rozbłysły chłodnym blaskiem, a z najeżonych żuwaczek wydobył się długi, groźnie brzmiący ryk.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Wrz 02, 2012 9:54 am

Spidey miał znowu niesłychanego farta, jeśli można tak powiedzieć. Energia, którą wypuścił Alex, nie zabiła go ani trwale nie uszkodziła (chyba), a „jedynie” odrzuciła kilka metrów dalej powodując niewiarygodny ból, rozdzierający wszystkie mięśnie i, jak wyobrażał sobie Peter, każdą pozostałą część jego organizmu. Będąc na skraju przytomności Parker spróbował podźwignąć się na rękach, bo przecież nie będzie tu leżał plackiem i udawał rozpłaszczonego pająka czekającego na ostatecznie wdeptanie w ziemię.
- Oho… - mruknął dosłyszawszy znajomy ryk i odwrócił się, dostrzegając wielkie kły Toxina – Stary, coś ty dzisiaj jadł, cebularz? – jego maska zmarszczyła w miejscu, gdzie znajdował się nos. – Mama powtarzała, myj zęby po każdym posiłku! – krzyknął do symbionta, bo choć nie był w najlepszym stanie, nie potrafił zamknąć jadaczki. As always...
Uniósł obolałą rękę, zmuszając się do wysiłku i skierował wyrzutnię pajęczyn w kierunku czegoś, co normalnie jest Patrickiem. Na moment zapomniał o bestii, która swoją drogą dogorywała – na szczęście dla nich, jeśli można mówić o szczęściu w ich przypadku, gdy wpadli niemal z deszczu pod rynnę. Strzelał roztworem wprost w paszczę Toxina, chcąc zalepić mu na trochę pysk oraz w nogi, by go unieruchomić podobnie, jak berserker zrobił to z nim. Jeśli trafi i ów trafienie w ogóle coś pomoże, plus dla niego. Jeśli nie, będzie próbował dalej, aż wreszcie się uda. Przez swoją wcześniejszą nieuwagę i wpakowanie się w wiązkę mocy nie był w stanie zrobić zbyt wiele, póki nie poczuje się odrobinę lepiej. Poziom adrenaliny zaczął jednak stopniowo wzrastać, dzięki czemu ból po upadku był mniej odczuwalny. Peter nie zamierzał się martwić tym, co nadejdzie, gdy hormon opadnie. Zbierał się do poważniejszego ataku.
Nieznajomy blondyn w dalszym ciągu prezentował swoje umiejętności, a Spider-Man miał nadzieję na to, że tym razem nie będzie miał przyjemności sprawdzić ich na sobie.
- Tylko nie w pająka, to przynosi pecha – rzucił i przetoczył się, by znaleźć się bliżej Alexa, choć trochę. Stojąc (a raczej tymczasowo leżąc) obok niego zwiększy szanse na to, by wyjść cało z tego spotkania. Liczył też na to, że i Patrickowi nic poważnego nie będzie.
- Potrafisz rozpalać ogniska? – spytał Moore’a, który miał w tym momencie większe szanse na unieszkodliwienie Toxina. – Albo śpiewać sopranem?
Oby tylko dosłyszał odpowiedź, bo teraz ryczał nie tylko symbiont, ale też dziwny robal będący wcześniej gościem z głęboką raną, który wyłonił się zza drzewa.
- Powiedz, że chociaż ty jesteś normalny - Spidey zwrócił się niemal błagalnie do Alexa i skierował drugą rękę na stwora z żuwaczkami, gdyby zaszła potrzeba obrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Wrz 03, 2012 11:39 am

Emitowany przez księgę dźwięk rozbrzmiewający w głowie Toxina był bardzo drażniący, owszem, bolesny wręcz, ale utrzymywał się na poziomie, który nie wyrządzał symbiontowi realnej krzywdy. Można byłoby stwierdzić, że dbał o to, aby był on rozjuszony, ale jednak zdolny do walki - o ile ktoś w ogóle by się nad tym zastanawiał, co w tej sytuacji było mimo wszystko delikatnie mówiąc wątpliwe. Odgłos ten nie dopuszczał do uszu Toxina innych dźwięków - czy to słów czy zwykłych hałasów, nawet tych o wiele głośniejszych.
Toxin zaatakował, szybko oblepiając pajęczyną nogi zarówno Alexa, jak i Spider-Mana - lecz w tym czasie Pająk też działał, próbując unieruchomić samego symbionta. Na skutek tych działań cała trójka została połączona siecią lepkiej, ale jednak wytrzymałej substancji. Może nie byłoby to zbyt szkodliwe, gdyby nie jeden drobny szczegół...
Mianowicie dosłownie ułamki sekundy po tym, jak owa sieć powstała, a Peter przesunął się bliżej, Alex trafił Toxina falą uderzeniową o znaczącej mocy, posyłając go w lot kilka metrów do tyłu. Siłą rzeczy on sam i Spider-Man także zostali za nim pociągnięci, choć oczywiście w ich przypadku było to zdecydowanie mniej bolesne; w końcu nie oberwali żadnym atakiem, a jedynie zaliczyli ewentualne spotkanie z glebą. Dało to jeszcze jeden efekt: cała trójka znalazła się nagle o wiele bliżej siebie. Niebezpiecznie blisko.
W tym czasie Abigail postanowiła zająć się zapomnianą przez pozostałych bestią z innego wymiaru, która w dalszym ciągu pozostawała nieprzytomna. Uderzenie stolikiem w łeb potwora sprawiło, że z tej prowizorycznej broni rzeczywiście została sama noga; stworzenie miało najwyraźniej twarde kości. Reakcją olbrzymiego kota była próba szarpnięcia się na cztery łapy - i po prostu spaliła ona na panewce. Zwierzę nie było w stanie się unieść, ale gdy mimo wszystko się tego podjęło, pod jego skórą ujrzeć można było przesuwające się w nienaturalny sposób elementy. Zaraz potem legło ponownie. Nie stanowiło już żadnego zagrożenia, względnie spokojne i płonące już bardzo słabo, niemalże gasnące.
Przemiana Kleisera w formę olbrzymiej stonogi nie przeszła bez echa. Jak na zawołanie w jego egzemplarzu książki rozbłysnęło określenie "Der Raubtier" - dokładnie tak, jak poprzednio stało się w przypadku tomu Toxina i słowa "Berserker". Wyglądało na to, że przy uruchomieniu odpowiedniego trybu czy zachowania ktoś lub coś odznaczało osiągnięte już pozycje z wypisanej uprzednio listy. Dwie już działały...
Chociaż nie, bo oto w kolejnej księdze - tym razem przypisanej do Abigail - także pojawił się blask, wydzielający się dokładnie z cienkich linii tworzących wyraz "Venator". Książka sama otworzyła się na odpowiedniej stronie, najwyraźniej chcąc wskazać ten zwrot każdemu, kto będzie wystarczająco blisko, aby go dojrzeć... A może jednak nie? Być może chodziło o coś zupełnie innego?
Prawdopodobnie właśnie tak było, bo zupełnie nagle światło zaczęło się rozjaśniać wręcz do oślepiającego stopnia, a także zwiększać swój zasięg. Już nie padało tylko z jednego słowa, lecz tak jakby znad kartek - i powoli zmieniało kształt, aż wreszcie uformowało się w łuk. Broń stopniowo przestała świecić, przyjmując ciemnobrązową barwę, lecz na jej powierzchni ujrzeć można było bardzo cienkie złociste wzory, na pozór przypadkowe i jedynie ozdobne.
Na jednej ze stron tomu - jeszcze pustej - pojawiło się coś przypominającego niespiesznie obracający się wklęsły wir o średnicy zaledwie kilku centymetrów. Po sekundzie czy dwóch wyłonił się z niego fragment strzały. Czyżby jedna szansa? Czy będą jeszcze następne? Trudno orzec; w wirze nie było widać nic więcej... Póki co.

***

Kolejka:
Herr Kleiser
Abigail Whistler
Alex Moore
Spider-Man
Toxin

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Wrz 04, 2012 12:47 pm

Oto i on ze swoją prawdziwą aparycją olbrzymiego stawonoga, kosmiczny drapieżnik, na szczęście dla pozostałych ludzi nie zamierzał zwrócić się przeciwko nim jak to uczynił wcześniej wojownik w czerni oraz czerwieni. Niby nie był żadnym bohaterem stojącym w obronie moralnych wartości, miłował przemoc i destrukcje, ale sytuacja była wystarczająco skomplikowana bez jego czynnego udziału, więc zamiast rzucać się ze zwierzęcą furią na wszystko co się ruszało, postanowił nieco inaczej rozegrać tą turę. W każdej chwili może wkroczyć do akcji kolejny stwór zza portalu, dla tego im szybciej zostanie unieszkodliwiony rozszalały berserk tym lepiej dla reszty, bo nie ma nic gorszego od walki na dwa fronty, o czym III Rzesza zdążyła się przekonać, gdy oddziały aliantów zaatakowały okupowane terytoria na zachodzie i wschodzie Europy. Na tyle szybko na ile jego cienkie odnóża pozwoliły, przypełzł do skrępowanej trójki, żeby pomóc im się wyswobodzić z tej lepkiej wydzieliny, no, przynajmniej ich porozdziela od siebie zanim ktoś dotkliwiej ucierpi. Trójszponiastymi dłońmi pochwycił do góry Toxina (w prawej za kark) oraz pozostałą dwójkę (obu w lewej za ręce), po czym próbował ich od siebie odciągnąć. Nie znał dokładnych właściwości owych nici, ale zakładał że posiadały pewną granice rozciągliwości, po której przekroczeniu ulegną rozerwaniu. Gdyby mu się udało ich porozdzielać, to wtedy pozbyłby się Spider-Man'a razem z tym białowłosym młodzieniaszkiem, odrzucając gdzieś na bok, przynajmniej będą mieli trochę czasu żeby się jakoś ogarnąć. W chwili obecnej ta dwójka była dla niego równie bezużyteczna co plastikowy papierek, a z kolei symbiont stanowił swego rodzaju przepyszny batonik, którym chciał się nacieszyć w samotności, delektując się każdym łakomym gryzem. Oczywiście nie zamierzał go rozdrobić żuwaczkami i skonsumować, chciał go najpierw nieco rozmiękczyć polewając swoimi sokami trawiącymi, tak, właśnie na tym polegał jego niecny planu, aby zrzygać się na przeciwnika, zneutralizować agresora wysoce stężonym kwasem żołądkowym i zamienić go w łato przyswajalną papkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Wrz 04, 2012 5:12 pm

Przybysz z wyrwy międzywymiarowej(czy co to tam było) dostał stołem w łeb. I jak przypuszczała Abe, rozleciał się na kawałki, a w jej rękach pozostała jedynie noga. Wspaniale. Teraz ma lepszą broń. Już gotowała się, by użyć jej ponownie na bestii, która właśnie usiłowała wstać... Ale niepotrzebnie. Stwór wstać rady nie dał i nic nie zapowiadało się, by mógł wstać w najbliższej(lub nawet dalszej) przyszłości. Teraz pozostał jeden stwór do powstrzymania...
Dwóch.
W miejscu, gdzie stał mężczyzna, którego potraktowała nożem stało coś. Gąsienica, czy inny robal. Kawał stwora.
- Szlag! - powiedziała głośno, gdy stwór ruszył na detektywa i jego niedoszłe ofiary. Skończyły jej się pomysły. I jeśli zaraz się stąd nie ulotnią, będą mieli przewalone.
Jednak, ku zaskoczeniu dziewczyny, wielki robal odrzucił Spider-Mana i tego jasnowłosego, jak-mu-tam. Wyglądał też, jakby... Zamierzał zjeść detektywa. Abigail nie sądziła, że w podobnej sytuacji cokolwiek będzie w stanie odwrócić jej uwagę. A jednak. Z jej księgą(o której już zdążyła zapomnieć...) znów coś się działo. Jedna ze stronic zaczęła świecić, w końcu musiała od niej odwrócić wzrok. Gdy wszystko zdawało się uspokajać, znów na nią spojrzała. I spostrzegła... Łuk. Szczęście znów jej dopisywało. Po chwili do łuku dołączyła strzała. Sztuk jeden... Natychmiast schowała ją do swojej torebki.
Spojrzała na nogę stołową, którą nadal trzymała i wpadła na genialny pomysł. Postanowiła wykorzystać jako broń to, co miała każda kobieta: zawartość swojej torebki. Wyciągnęła z niej bezbarwny lakier do paznokci i wylał całą zawartość buteleczki na koniec swojej prowizorycznej strzały. Tak przygotowaną odpaliła od dogorywającej bestii. Jednak to nie wystarczyło. Znów sięgnęła do torebki i tym razem wyciągnęła antyperspirant w sprayu, którym raczyła "strzałę", tym samym bardziej ją podpalając.
- No to wracam do gry. - powiedziała do siebie, łapiąc za łuk i biegnąc w stronę walczących potworów. Gdy znalazła się kilka metrów od nich naciągnęła cięciwę i wycelowała w to, co kiedyś było detektywem. Miała nadzieję, że ciecz, którą robal go oblał, była łatwopalna. Liczyła na to, że zajmie się ogniem...
- Leć, maleńka... - szepnęła, puszczając cięciwę i wysyłając strzałę w cel. Była cięższa niż normalna strzała, a i z tym łukiem jeszcze nie oswojona...

Pozostało mieć tylko nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 07, 2012 1:24 pm

Alex warknął. Wszystko wokół irytowało go niezmiernie. Dziwny szczerzący się piekielny kosmita. Skaczące z niebios wynaturzenia. Ogromne potomstwo stonogi i Godzilli...zaraz, co? Chłopak wyczerpał swój limit na obrzydliwe potworzyska na ten tydzień. Kiedy dzięki cudownej interwencji człowieka w dziwnym czerwonym ubraniu został powalony impetem własnej zdolności, przelała się czara irytacji. Alex nawet nie usiłował wstawać. Zaczął zwyczajnie wściekle wibrować. Skończyły się subtelne zabawy i wymyślne sztuczki. Uzdolniony akrobata i prawdopodobnie jakiś rodzaj superbohatera wykrzykiwał jakieś głupoty, ale Moore miał gościa zdecydowanie dość. Najpierw władował mu się pod pierwszy atak, potem przeszkodził w drugim. W przeciwieństwie do harcerzyków bohaterów, S.H.I.E.L.D i bóg wie kogo jeszcze, Alex miał bardzo liberalne podejście jeśli chodzi o straty i ofiary. Tak długo jak chodziło o jego życie, dopuszczał konieczne, przypadkowe i właściwie wszystkie inne rodzaje. Wibrowanie chłopaka wyraźnie sugerowało agresję i chęć zniszczenia wszystkiego wokół lekkim buczeniem. Plan bojowy był prosty. Rozwibrować siebie, ziemię, powietrze, otaczające go osoby, wszystko co miało ochotę wejść mu w drogę. Oczywiście jako bonus dawało też spore szanse na uwolnienie. Powodowany żądzą zniszczenia Moore nie był jednak okrutny.
- Masz dobre trzy sekundy zanim rozpieprzy wszystko wokół - powiedział poważnym jednak dosyć zabawnie zniekształconym przez wstrząsy głosem do uwięzionego razem z nim chybaczłowieka. Mulligan stanowił zagrożenie, dlatego Alex zdecydował się na użycie pełnej mocy, aż on i każda inna osoba, która wejdzie w zasięg zostanie zmielony na pył. Oczywiście jeśli jego taktyka w jakiś sposób okaże się nieefektowna (czyli w przypadku gdyby kosmita się nie przejął wibracjami zdolnymi zmienić zwykłych ludzi w papkę jeśli dać im trochę czasu), chłopak zmieni przeznaczenie swojej mocy i spróbuje się wycofać pozostając przynajmniej częściowo niewidzialnym i chronionym przed uderzeniami. Odjedzie stosunkowo daleko od walczących i rozejrzy się za jakąś porządną metodą całkowitego unicestwienia detektywa. Jeśli to coś rzuciło się na niego raz, to nie ma gwarancji, że nie spróbuje znowu, gdy tylko zdołają go uspokoić.
Powrót do góry Go down
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Wrz 09, 2012 7:51 am

Pajęczy zmysł nie dawał mu spokoju. Nic w tym dziwnego, skoro zdrowie Petera cały czas było narażone na szwank. Musiał mieć oczy dookoła głowy, albo chociaż kilka par, które patrzyłyby każde w inną stronę. To był jeden z niewielu momentów, gdy Parker tęsknił (tak trochę) za zwierzęcą formą, którą kiedyś przybrał.
- Zapnijcie pasy… – zdążył powiedzieć, zanim on i Alex polecieli w kierunku Toxina odrzuconego przez falę uderzeniową Moore’a – … czeka nas awaryjne lądowanie – dodał już po kolejnym upadku, pocierając ręką skroń. Czuł, jak w tym miejscu pulsuje mu głowa, a ból był raczej tępy. Nic fajnego, dość kiepskie atrakcje jak na ten park, niemalże, rozrywki. Będzie miał tyle siniaków, że łącząc je jak kropki powinien wyjść mu co najmniej kucyk.
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Stwór z żuwaczkami oblał Toxina substancją, która miała dość kwaśny, intensywny zapach drażniący nos, nawet gdy ma się na twarzy maskę. Parkerowi nie podobało się to tak samo, jak wibracje, które dosięgały go ze strony Alexa oraz to irytujące, ciche buczenie, jakby w pobliżu, na jakiejś gałęzi, wisiało gniazdo os.
- Rzęzisz gorzej niż rozstrojone radio mojej cioci – odezwał się, by po chwili przyjąć na siebie surowe spojrzenie Moore’a. Wynikało ono jednak z całokształtu działań osób znajdujących się na trawniku, w tym i Spider-Mana, a nie tylko jednej uwagi nie mijającej się zbytnio z prawdą. – A jej radio jest naprawdę staaare.
Jasnowłosy nie musiał go ostrzegać. Pająk dobrze wiedział, że musi szybko stąd zniknąć, inaczej stanie się coś, co może zrobić mu krzywdę. Nie mógł pozwolić, by krzywda dosięgła również Patricka. O tyle, o ile atak Alexa zapewne będzie w stanie przetrwać dzięki zwiększonej odporności na takie rzeczy, to nie wiadomo, jak zadziałają na niego soki trawienne czegoś wyglądającego na przerośniętego karalucha. Więc pierwszym, co planował zrobić, to uspokojenie symbionta. Coś mu mówiło, że potwór w postaci robala nie zrobiłby im krzywdy, gdyby nie wyczuł zagrożenia ze strony Toxina. Jeśli więc uda im się sprawić, że jego siła nieco osłabnie i symbiont wróci do swojej spokojniejszej, przyjaźniejszej formy, powinien porzucić niedoszły (oby) posiłek na rzecz tego, co jeszcze czai się w wielkiej dziurze na środku nieba. By cokolwiek zrobić, sam musiał być w jednym kawałku, więc Peter odskoczył, lądując niedaleko nowojorskiej Buffy the Vampire Slayer, Abigail.
Spidey dostrzegł, że znajduje się niedaleko miejsca, w którym leży jego plecak. Korzystając z zamieszania wypuścił w jego kierunku nić, która przylepiła się do książki i w oka mgnieniu znalazła się w dłoni Petera. Może znajdzie tam jakąś wskazówkę jak te, które go tu przywiodły? Dostrzegł jednak tylko jedno słowo – Scurra. Nie pamiętał znaczenia, co za wiele nie pomogło.
- Czy ta książka próbuje mnie obrazić? – mruknął udając oburzenie. Wysunął pióro, które włożył między białe stronice i obejrzał je. Wcześniej próbował rozmazać atrament, by coś przez to poczuć, uzyskać kontakt. Może jednak powinien podjąć ryzyko i napisać w niej to i owo? Tylko, że pomysł z krwią cały czas wydawał mu się zły. Skoro są na Ziemi, wypróbuje normalnych, ziemskich sposobów. Wystrzelił kolejną pajęczynę, która odnalazła długopis, który wypadł z plecaka w momencie, gdy wysuwał księgę i złapał go, od razu rozkręcając. Zatopił czubek pióra w cienkiej rurce z tuszem i nabazgrał, nieco koślawo, kilka słów: ,,Patrick Mulligan. Człowiek. Przejmuje kontrolę nad rozszalałym symbiontem’’. W tym momencie kobieta złapała za łuk.
- Zaczekaj – powiedział do Whistler, wskazując na Alexa mającego dokonać kolejnego ataku i na książkę. Ale było już za późno, ognista strzała została wypuszczona. Spidey zamierzał podjąć działania zależnie od tego, co się stanie. Jeśli Toxin faktycznie się uspokoi, a Kleiser nadal będzie chciał go zjeść, rzuci mu się z pomocą i odciągnie kosmitę w miarę możliwości uważając, by kwas go nie dosięgnął. Jeśli jednak nie zadziała żadna z opcji – wtedy również ruszy w tamtą stronę, ale by odciągnąć Mulligana i wziąć na siebie przywrócenie mu stanu sprzed aktywacji słowa-klucza z księgi. Działania Abigail i Alexa powinny wprowadzić chociaż tyle zamieszania, że "stwory" zwiększą między sobą dystans.


Ostatnio zmieniony przez Spider-Man dnia Czw Wrz 13, 2012 7:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pon Wrz 10, 2012 2:26 pm

Tumany kurzu wzbiły się w powietrze, gdy potężne symbiotyczne ciało uderzyło o ziemię. Wibracyjna fala uderzeniowa była silniejsza niż mogło się wydawać, rozrywając ciało Toxina w miejscu uderzenia, czyli na wysokości klatki piersiowej odsłaniając twarz i kawałek nagiej klatki znajdującego się wewnątrz Patricka. Symbiont w pełnej formie stawał się nie tylko większy ale i wyższy, dlatego jego gospodarz znajdował się nieco niżej. Symbiont był zdolny do przesuwania go wewnątrz swego ciała wręcz instynktownie, tak aby nie stała mu się krzywda.
Toxin obrócił się na brzuch, wtedy z jego ciała wypadła księga i pióro, nie wiadomo czy uderzenie Alexa przywróciło mu chwilową świadomość czy też wypadła ona po prostu z rozerwanego ciała. Pomimo odłączenia się od księgi nic nie wskazywało na pacyfikację, gdyż furia symbionta tak szybko nie znikała. Choć odłączenie się od księgi mogło przynieść pewien nieoczekiwany zwrot. Rozerwane ciało zaczęło szybko się zrastać, ponownie ukrywając Patricka w swoim wnętrzu. Chwilową dezorientację wykorzystał inni potwór rodem z kosmosu, który rzucił się na Toxina. Pajęczy zmysł zasygnalizował to, lecz on sam nie był wstanie tego uniknąć. Podniesiony za kark w górę wypuścił pajęczą sieć i odłączył mackę. Dopiero gdy oczy obu bestii spotkały się, symbiont ocknął się w chwilowego letargu. Mordercza radość przepełniła jego serce, a zabawa dopiero się zaczynała. Ryknął potężnie na Kleisera ukazując swoje zębiska. Gdy ten przy pomocy pozostałych kończyn odrzucał w tył ciało pająka i białowłosego Toxin wystrzelił pajęczynę z obu rąk z dołu w twarz stonogi próbując ją całą oblepić. Żołądkowy kwas, mógł się oczywiście przez nią przebić, ale to dawało Toxinowi dodatkowe sekundy, których potrzebował do uwolnienia. Potężnym uderzeniem stopami o ciało Kleisera starał się wyzwolić z uścisku. Upadł na ziemię, a wtedy pajęczy zmysł ponownie się odezwał. Szybkim nieludzkim wygięciem swego ciała uniknął pędzącej w jego kierunku strzały, a gdy wrócił do swojej formy wystrzelił lepką kulę pajęczyny w stronę Abigail, próbując ją oblepić i obezwładnić.
- Nienawidzę ognia! - warknął w jej kierunku.
Czy Toxin w pełnej furii w ogóle myśli? Czy też jego ruchy są wykonywane instynktownie? Ciężko było powiedzieć, pewnym jednak było, że Toxin zmieniał przeciwników jak rękawiczki. Atakując tego, który się na niego aktualnie uwziął. Idąc tą logiką doszliśmy do momentu, w którym skupił się wyłącznie na dowaleniu Kleiserowi, który stał najbliżej jego osoby. Unikając ewentualnych kontaktów z kwasem, próbowałby przywalić mu silnym backhandem przemieniając swoją rękę w ogromną kolczastą mackę. Jeśli Alex zaatakuje swoją wibrującą mocą, skutki mogą być przeróżne. Pajęczy zmysł ostrzeże go przed tym, lecz jeśli nie uda mu się uciec/odskoczyć, postara się aby nie tylko on oberwał, a także Kleiser.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Wrz 11, 2012 11:25 pm

Kleiserowi udało się szybko i bez większego problemu czy wysiłku rozerwać łączące Alexa, Spider-Mana i Toxina pajęczyny - osłabione dzięki wibracjom - a następnie odrzucić dwóch pierwszych delikwentów na bok... Tym samym umieszczając ich obu - zresztą niezwykle szczęśliwe dla nich - w stosunkowo bezpiecznej odległości od chwilowo oszalałego symbionta... Tylko stosunkowo, bo wciąż pozostawali jednak niepokojąco blisko rozgrywającej się akcji. Oczywiście w tym czasie Alex przygotowywał już swój kolejny atak, podczas gdy Pająk znalazł sobie inne zajęcie...
Pajęczyna Toxina zdołała opóźnić działanie kwasu żołądkowego na tyle, że symbiont zdążył wyrwać się z uchwytu Kleisera, a zaraz potem skuteczne uniknął trafienia ze strony wymierzonej w niego strzały. Kulą lepkiej substancji obezwładnił Abigail; dziewczyna nie miała nawet czasu, aby zareagować. Próbę ataku na Kleisera przerwał mu już jednak pajęczy zmysł - cudem tylko zdążył uskoczyć nim kolejna fala uderzeniowa powędrowała ku miejscu, w którym dopiero co się znajdował... Czyli ku przypominającemu obecnie stonogę kosmicie, odrzucając go boleśnie do tyłu. Kleiser odniósł przy tym dość spore obrażenia, lecz dla jego ciała - i zdolności regeneracyjnych - nie stanowiły one większego problemu.
Przez ten czas Spider-Man sprowadził do siebie swój egzemplarz księgi, a tuż po nim - długopis, z którego zaczerpnął tuszu. Wypisane przez niego zdanie automatycznie pojawiło się w pozostałych książkach, lecz tylko w jednej, trzymanej przez niego, zaświeciło się czerwienią... No, a przynajmniej w połowie. Blask objął słowa: "Patrick Mulligan. Człowiek" - ale opuścił pozostałe wyrazy. To chyba nie mogło zwiastować niczego dobrego...
I rzeczywiście.
Zajęło to chwilę, lecz wreszcie postać Toxina zaczęła maleć, zmieniać barwę, aż w końcu symbiotyczna tkanka cofnęła się, aby odsłonić znajdującego się pod sobą mężczyznę. Zgodnie z zamierzeniami Petera, Patrick odzyskał kontrolę nad swoim ciałem... Ale nie mógł teraz przyzwać Toxina, komunikować się z nim czy korzystać z jego mocy. Cóż - "człowiek", ot co.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Sro Wrz 12, 2012 5:49 pm

Pomysł Spider-Mana okazał się niebywale trafny i skuteczny, pomimo tego, że księga ponownie z nich zadrwiła, stało się coś, na co wszyscy czekali. Sytuacja wydawała się wyhamować dość gwałtownie, podobnie jak samochód na testach zderzeniowych wytrąca swą prędkość w ostateczności kończąc na betonowej ścianie zgnieciony jak harmonijka. Tak czuł się Patrick i Toxin, którzy w tym niewielkim odstępie czasue, odnaleźli moment, w którym ich myśli i słowa mogły się spotkać. Wszystko to trwało sekundy, kiedy uszom Mulligana doszedł głos Toxina.
- To nie moja wina...
Słowa ucichły ginąć w głuchej ciszy. Tym razem świadomą stroną stał się Patrick, który odzyskał pełnię władzy, a pomimo, że słowa Toxina były dla niego chwilową zagadką, był wstanie domyśleć się, cóż młody człek miał na myśli. Symbiont schował się w ciele człowieka, odsłaniając ludzką postać ubraną w jeansy i brązową skórę. Nic wyrafinowanego. Mężczyzna zaczął się wydzierać wniebogłosy, co było efektem stłumienia, całkowitej bezsilności, która opętała go we wnętrzu Toxina. Gdy wyrzucił z siebie całą energię, podniósł głowę i objął zdewastowany park swym jakby zaspanym wzrokiem, a słowa dziecka stały się jasne jak słońce. Pomimo, że przyglądał się furii Toxina z tylnego fotela, dopiero teraz mógł ogarnąć całą skalę zniszczeń.I choć część jego osobowości gotowała się z wściekłości, chcąc skarcić Toxina przy najbliższej okazji,za ten wyskok, miał wątpliwości. Słowa które wypowiedział symbiont, próbowały go z całych sił od tego odwieźć. Czuł się jak na ostrym kacu, który nieraz zagościł w jego głowie, a ostatnio nawet częściej niż by tego chciał. Ten moment utraty pamięci, gdy człowiek desperacko próbuje przypomnieć sobie ostatnią nockę, gdyż wie, że coś złego się stało, a mimo wszystko wspomnienia pozostają skryte za szczelnymi drzwiami, zamkniętymi na cztery spusty z kluczykiem wrzuconym pomiędzy kanalizacyjną kratę. I nie chodziło tu o same wspomnienia, ale o tą świadomość, że ten drugi "ja" zrobił spieprzył sprawę, a mu przyjdzie i tak za to zapłacić.
Był także, przerażony chociaż nauczył się przez lata pracy w policji ukrywać to uczucie, przed oczami gapiów, to w jego wnętrzu rosło ono z każdą chwilą. Patrick nie wiedział, że pogrążenie we wnętrzu Toxina, było sprowokowane księgą, sądził, że to moc Toxina jest zdolna go całkowicie odciąć.
- Toxin? - szepnął próbując skontaktować się symbiontem.
Odzewu nie było. Próbował także, ponownie opleć się przemienić, lecz nie było efektu. Tak jakby coś zablokowało symbiont w jego ciele, nie pozwalając mu korzystać ze swojej mocy. Czy to w ogóle możliwe? Nie wiedział tego, ale wywołało to w nim zdrową ciekawość. Postawił sobie nowe pytanie, które stłumiły narastające obawy. Jednakże brak mocy, nie zwiastował nic dobrego, zważywszy na stojącego niedaleko robaka, wibrującego Alexa nasuwało się tylko jedno słowo podsumowujące tą sytuację.- Fuck...
W ten dostrzegł Spider-Mana oddalonego od niego o kilka dobrych metrów, który ślęczał z długopisem nad księgą.Podszedł do niego oddalając się tym samym od dziwnego wielkiego stawonoga, który w dziwny sposób mu się przyglądał. Po drodze dostrzegł kobietę - Abigail - oklejoną przez pajęczyny. Patrick podszedł do spętanej Abigail, której pomógł wyplątać się z lepkiej nici. Przeprosił ją za wszystkie problemy, choć wiedział, że szybko ten wyskok nie zostanie wymazany z jego "bohaterskiej" kariery - jeśli coś takiego w ogóle istniało. Od pająka dzieliło go kilka kroków.
- Co tam piszesz? - zapytał Spidera, po czym przeczytał wpisane ostatnie słowa, które lekko błyszczały. - Chyba pomogło, co? Choć wydaje mi się, że aż za bardzo!
Odwrócił się w stronę stonogi i powalonej bestii, spoglądając także kątem oka na Abi.
- Co teraz?


Ostatnio zmieniony przez Toxin dnia Nie Wrz 16, 2012 2:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 14, 2012 7:47 am

Strzała, którą wystrzeliła Abigail, przeleciała ze świstem obok Toxina i Kleisera, nie zahaczając o żadnego z nich.
- Robin Hoodem w spódnicy to ty chyba nie jesteś – powiedział Peter do dziewczyny, po czym odskoczył od niej lekko w bok, gdy pajęczyna Patricka oblepiła jej ciało. Co jak co, ale nie zamierzał dać się znowu unieruchomić, nawet przypadkiem. – Ou…
Pomysł z książką nie był tak głupi, jakby początkowo mogło się wydawać. Spider-Man obserwował teraz, jak Mulligan wraca do swojej ludzkiej postaci, której miejsca ustąpił symbiont. Mężczyzna wydawał się być zdezorientowany, a jego krzyk wypełniał niemalże każdą część zielonego parku, tak to przynajmniej brzmiało. Parker zauważył, że ludzie wciąż ich nie widzą. I nie słyszą, bo nikt nie raczył nawet odwrócić głowy w momencie, gdy Mulligan wyrzucał z siebie nagromadzone emocje. Przynajmniej nie znajdą następnego dnia, na pierwszych stronach gazet, zdjęć z tej ,,imprezy’’, która tak mocno dała się Patrickowi we znaki. Nawet JJ Jameson będzie musiał obejść się smakiem, bo Peterowi nie w głowie było teraz myślenie o pracy. To nie jest zwykła akcja ze złodziejaszkami czy złoczyńcami. Widząc ciemną dziurę w niebie i to, co się tam czai można być pewnym, że tutaj kroi się coś naprawdę grubego…
Słowa, które nakreślił Parker, zaczęły błyszczeć się na krwisty kolor. Jednak nie wszystkie… Pająk omiótł wzrokiem kartkę, by sekundy później przenieść spojrzenie na pióro. Coś zrobił źle, to było pewne. Choć zadziałało... poszło nie tak, jak planował. Dlaczego pozostałe słowa były jakby martwe, jakby nie rzucono na nie ,,zaklęcia’’? Peter analizował działanie magicznej książki i zdaje się, że chyba zrozumiał, w czym sęk. Nie był głupi, ślepy też nie.
- Czy każda książka musi traktować teraz o wampirach? – mruknął, patrząc na przedmiot łaknący jego krwi, by ten mógł prawidłowo działać. I na pióro z zaschniętą czerwoną substancją na jego czubku. Miał swoją teorię, ale nie był przekonany do niej na sto procent. Musiał uzyskać pewność, by nie narobić większych szkód. Całe szczęście w jego kierunku zaczął zmierzać Patrick, dość spokojnie jak na panującą obecnie sytuację. Owszem, mieli chwilę oddechu, bo lwia bestia dogorywała niczym czarownica na stosie ukarana za swą magię, a robal, który chciał pożreć Toxina, leżał teraz na trawie lecząc obrażenia, ale gotowość trzeba utrzymać. Dzięki ci Anansi za pajęczy zmysł!
- Kochany pamiętniczku, wybrałem się dziś na spacer… – odpowiedział Mulliganowi, jednocześnie kierując zapisane strony ku niemu, gdy ten wyswobodził już dziewczynę – Znasz mnie. Jestem za dobry w tym, co robię – wzruszył niedbale ramionami. – Problemy na linii? – zapytał jeszcze by mieć pewność, że Patrick nie może porozumieć się z Toxinem ani nie może go też do siebie przywołać. W obliczu tego, co wyczuwał Spider, nie mogli sobie pozwolić na to, by mężczyzna przebywał na tym terenie bez jakiejkolwiek mocy. To zbyt niebezpieczne. Tak samo jak próby wydostania się z tego miejsca, nie wiadomo czy nad parkiem nie roztoczono jakiejś kopuły – to by tłumaczyło fakt, że nikt na nich nie reaguje. Pozostawało przywrócenie symbionta do głosu na bezpiecznym poziomie, ale by to zrobić, Parker musiał wiedzieć, jak się mają sprawy, a nie jedynie gdybać. W końcu krew to jedna z najcenniejszych rzeczy, które może się komuś dać, czy to rytualnie, czy zwyczajnie, np. jako dawca dla chorego/umierającego. Jakby się tak zastanowić… sytuacja miała znamiona obydwu tych opcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Toxin

avatar

Liczba postów : 71
Data dołączenia : 26/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 14, 2012 8:51 am

Patrick na śmierć zapomniał o znajdującej się nad ich głowami wyrwie w rzeczywistości. Rozmowa z Spiderem, choć była dość krótka, przywróciła go do rzeczywistości. Wpatrując się książkowe strony mieniące się niewyjaśnionym blaskiem, zaczął przypominać sobie wszystkie rzeczy, które odkrył na temat samej księgi. Napisy były zapisane krwią, ba ekspertyza Roberta ujawniła, że krew znajdowała się dosłownie wszędzie, na okładce, na stronach, zaschnięta i stara - podobnie jak odciski palców. Różnych ludzi, z różnych epok. Patrick słuchał słów Spidiego, który całkiem trafnie odkrył, że połączenie pomiędzy Toxinem a nim zostało przerwane, cóż w końcu to on wpisał to zdanie do książki. To był mądry dzieciak. Wszystko zaczynało łączyć się w całość, co musiał także odkryć pająk. Słowa pisane krwią i tylko krwią zadziałają prawidłowo - chyba. No przynajmniej lepiej niż te napisane zwykłym długopisem.
- Nie słyszę go. Co gorsze wydaje mi się, że straciłem moce - powiedział próbując dyskretnie wystrzelić pajęczynę, lecz bez skutku. - Co do księgi... To nie atrament tylko krew. Odkryłem także, że była najwyraźniej przekazywana z rąk do rąk przez wieki. Domyślam się, że każdy jej posiadacz miał podobne problemy co my... a najważniejsze to, że nie można się jej pozbyć. Wierz mi próbowałem!
Wtedy pod jego stopami zmaterializowała się księga, którą pozostawił kawałek dalej, gdy wypadła z symbiotycznego ciała. O tym właśnie mówił, księga zawsze znajdzie swojego obecnego właściciela. Chwycił ją w dłoń bez lęku i otworzył jakby była pierwszą lepszą książką. Zobaczył słowa, które pojawiły się od czasu ostatniego przeglądania. Było ich na prawdę sporo. Znajdowały się tam także, te które wpisał pająk i wtedy coś go uderzyło. W myślach zaświtała mu kolejna myśl. Zrozumiał to - tak mu się przynajmniej wydawało.
- Istnieje jeszcze jedna księga - przynajmniej jedna, która steruje tym wszystkim co się tu dzieje! Jak bardzo bym namieszał, gdybym kazał jej zabrać nas do tego kogoś?- zapytał pająka i spojrzał na niego wymownie. Najpierw jednak, wypadałoby odzyskać swoje moce. Chwycił za zaostrzone pióro i wbił sobie w palec wskazujący. Wbiło się dość głęboko. Krople spłynęły po palcu. Umoczone w krwi pióro przyłożył do czystej kartki i zawahał się przez chwilę, gdyż z życzeniami trzeba było uważać. Musiał dobrze sformułować to zdanie, aby księga ponownie opatrzenie nie zrozumiała polecenia.
"Przywróć mi moce spokojnego Toxina, oraz kontakt z nim!"
Zobaczył jak słowa pojawiają się w księdze Spider-Mana - miał rację. Teraz mógł tylko czekać na na odzew swojego towarzysza. Spojrzał na park. Nie widział Alexa, który za pewne używając swoich mocy znikł - pozostawał niewidzialny. Patrick tego oczywiście nie wiedział, gdyż nie znał jego pełnego zakresu mocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Herr Kleiser

avatar

Liczba postów : 146
Data dołączenia : 04/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 14, 2012 9:40 am

Co właściwie powinien odczuwać w tej chwili? Ból, gniew, frustracje? Żądze odwetu za doznaną krzywdę? Leżąc cały poobijany na wskutek zderzenia z falą wibrujących cząstek powietrza, próbował się w miarę ogarnąć, zarówno mentalnie jaki fizycznie, pozbierać myśli oraz swój pancerny odwłok. Cóż, wielka szkoda że nie zdołał skosztować swej niedoszłej przekąski, podelektować się jej smakiem zanim zdołała czmychnąć. Może jeszcze nadarzy się okazja żeby wgryźć się w soczyste tkanki czerwonego furiata, ale póki co jego uwaga była teraz skupiona na nowym celu, na białowłosym chłoptasiu, od którego rozeszła się destrukcyjna fala akustyczna. Niezależnie od intencji chłopca nie miał najmniejszego zamiaru zostawiać go w spokoju, wystarczyła mu jedynie chwila, żeby wykurować się z odniesionych kontuzji i gdy już odzyskał wcześniejszą sprawność, to ruszył z impetem na Alexa. Oczywiście nie po to żeby się nad nim pastwić czy zabić w ramach odpowiedzi na atak, chciał mu tylko wyjaśnić jedną sprawę, podniósł człowieczka za szyje i przez zaciśnięte żuwaczki wydawał dźwięki zbliżone do samogłosek oraz spółgłosek występujących w ludzkiej mowie, przy ich pomocy układał zrozumiałe dla wszystkich zdania, które brzmiały wyjątkowo nisko.
- You... litel... cock.. sucking... mother... fucker! - Kto by pomyślał że kiedyś będzie miał okazję posłużyć się potocznym słownictwem, które nabył z ulic Nowojorskich slumsów. Tyle razy słyszał jak czarnoskórzy afro-amerykanie wzajemnie się przekrzykiwali, ten ich specyficzny dialekt, sposób wysławiania, prostacki i wyjątkowo wulgarny, ale przyciągał jego uwagę na tyle, żeby zapamiętać kilka ciekawe zwroty.
- Try again to interfere in this way... and I'll crush you! (angielski brzmi bardziej złowieszczo) - Puścił chłopaka z wysokości trzech metrów, nie przejmując ani trochę jego dalszym losem, niech się poobija o gruzy, powiedział mu co chciał powiedzieć i ruszył dalej w stronę kobiety, która nie tak dawno wbiła mu nóż w gardło. Kotek wciąż leżał i powoli się wykrwawiał, kwestia agresywnego symbionta została rozwiązana bez większych strat, pozostała jeszcze czasoprzestrzenna wyrwa. Verdammt! Kiedy jest potrzebna nuklearna głowica, to jej nie ma, typowe! Ale zważając na okoliczności w jakich przyszło im walczyć, to równie dobrze 10 Kg C4 mogło się w niewyjaśniony sposób zmaterializować...
- ... maybe our books are the key... to close this spacetime vortex... - Na wszelki wypadek poszedł przynieść swój egzemplarz książki, który ukrył wśród ubrań, może jeśli się zbierze wszystkie pięć woluminy w jednym miejscu, to dojdzie do nawarstwienia emitowanej przez nie energii, zdolne do zaburzenia struktury portalu. Cóż, spróbować nie zaszkodzi i tak nie miał innego pomysłu jak sobie poradzić z wyrwą bez użycia broni masowej destrukcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Pią Wrz 14, 2012 9:03 pm

Gdyby Spider-Man nie miał na sobie teraz maski, zapewne na Patricka spojrzałaby para niemalże szczenięcych oczu chcących przeprosić za to, co nieświadomie nabroił.
- Dlatego zadziałała tylko część formułki… – powiedział cicho Peter upewniając się we wcześniejszej teorii, oglądając zaostrzony koniec pióra, na którym były resztki zaschniętej krwi. Atrament musiał ją jakoś namoczyć, przez co przez moment dało się napisać treść prośby w odpowiedni sposób. Parker nawet nie zamierzał się zastanawiać, do kogo należała ów karminowa ciecz.
Słuchał w milczeniu (o dziwo!) informacji na temat ksiąg, które posiadał Mulligan. Pióra musiały również przechodzić od właściciela do właściciela, podobnie jak woluminy. To by wyjaśniało zabrudzenie na tym egzemplarzu, który posiadał Pająk. Przypomniał sobie także, że siedząc jeszcze w Highbridge Park próbował zamknąć książkę i dać sobie z tym spokój, jednak ona uparcie zawracała mu głowę, domagając się należnej (jej zdaniem) uwagi. A raczej robił to ten ktoś, kto przekazywał im informacje poprzez krwawe zapiski.
- Czyli twierdzisz, że to rzecz dziejąca się cyklicznie. Coś jak koło… koło życia, ale i koło śmierci… – Spidey myślał na głos, próbując metody nitki i kłębka. – …tylko po co? Czyżby kosmitom nie wystarczały już kręgi w zbożu? – dodał, zerkając w ciemną wyrwę w nieboskłonie.
Potem wrócił wzrokiem do Patricka, patrząc na niego, gdy mężczyzna podniósł książkę z ziemi i następnie ją otworzył.
- Prawie jak pies. Przybiega do nogi, robi sztuczki i w ogóle, tylko żarcie ma trochę bardziej kosztowne – teraz patrzył już na napisy, identycznie jak w jego własnym egzemplarzu.
- Obawiam się, że to może być podróż gorsza od przejażdżki kolejką górską… Jechałeś kiedyś kolejką górską, Patrick? – wzdrygnął się na samą myśl.
Pomysł był jednak całkiem dobry, choć ciężko było sobie wyobrazić, kogo mogliby spotkać w miejscu docelowym. Androida? Humanoida? Czarnoksiężnika z krainy Oz? A może kolejnego popaprańca, któremu zamarzyło się władanie Ziemią, jakby nie miał do podbijania innych planet w całej galaktyce? Może wypadałoby wypuścić na orbitę wielki transparent przyczepiony do jakiegoś statku kosmicznego z napisem ,,nie ma u nas nic ciekawego, kiepskie komedie, wieloryby w Wallmarcie, efekt cieplarniany’’ i tym podobne. A nuż inteligencja pozaziemska odpuściłaby sobie pomysły związane z atakowaniem trzeciej planety od słońca...
- Ej, ostrożnie. Nie wiesz, kto używał tego przed tobą – zwrócił się do gospodarza symbionta, gdy ten nakłuł palec, by móc naskrobać na papierze kilka słów krwią. Wiedział, jak bliski jest mu Toxin i że utrata… przyjaciela mogłaby być dla niego ciosem. Jeśli okaże się, że nie ma szans na jego powrót, Spider-Man będzie się czuł naprawdę podle. Ale wszystko wskazywało na to, że powinno pójść dobrze – skoro raz czerwona substancja zadziałała, powinna zadziałać po raz drugi. Chyba, że nie można pisać o sobie w swoich książkach, ale to też da się obejść – Parker był gotów na poświęcenie i poproszenie tajemnej siły sprawczej po drugiej stronie o to, o co prosił teraz Mulligan, gdyby zaszła taka potrzeba.
Peter usłyszał niski, gardłowy głos, którego rozbrzmiewanie poprzedziło głuche uderzenie o kamienie. Odkręcił głowę w stronę, skąd dochodziły dźwięki i zobaczył jasnowłosego chłopaka uniesionego dość wysoko, którego trzymał odrzucony chwilę wcześniej robal. Nie wyglądało na to, by chciał mu zrobić krzywdę bądź zjeść podobnie jak Toxina, a jedynie szepnąć parę słów od siebie. Instynkt nie podpowiadał zagrożenia, toteż Pająk odpuścił sobie interwencję. Jak się okazało, słusznie zrobił, bo Kleiser szybko zostawił Alexa i również zademonstrował swój egzemplarz krwawego elementarza, który wyjął ze sterty ubrań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Wrz 16, 2012 8:50 pm

Kosmici, kosmici, kosmici, same problemy z tymi pieprzonymi kosmitami. Wpadają w szał i atakują wszystko co się rusza, biegają z tymi swoimi robakowatymi formami, latają nad miastem strzelając do wszystkiego co się rusza, robią co chcą i oczekują potem jeszcze pewnie tolerancji. W przypadku Alexa o tej ostatniej nie mogło być mowy, za to potrafił zagwarantować bandzie obcych równe traktowanie. Jeśli coś rzuca się na niego, Moore wciera to w ziemię i tłucze tak długo, aż ma całkowitą pewność, że to coś nie wstanie. Wściekły na całą sytuację, swoich towarzyszy, głupie książki, magiczne portale, równoległe wymiary i właściwie wszystko w polu widzenia chłopak wyprostował się i zaczął wibrować. Nie chciał się ukrywać, nie próbował gromadzić energii do kolejnej fali. Zwyczajnie drgał, przenosząc wibracje na powietrze wokół siebie. Plan na obronę przed atakiem wielkiej hybrydy Godzilli i stonogi był prosty. Potwór gdy wbiegnie w niedostrzegalną gołym okiem sferę wstrząsów i będzie mieć bardzo przykrą niespodziankę. Gdy jednak przetrzyma to piekło i zdecyduje się wejść w kontakt z Alexem, odkryje że bardzo trudno utrzymać kogoś kto wibruje z wystarczającą częstotliwością by kruszyć mniej elastyczne metale. Jeśli nawet to nie zniechęci kosmity, Alex położy dłoń na potworze i przeniesie całą swoją energię prosto do jego ciała, najlepiej łamiąc mu jakieś kości. W przypadku, gdy bestia wytrzyma to wszystko i dalej nie odpuści, Alex zacznie się wycofywać. Gdyby jednak nieznany przybysz z kosmosu padł w którymś momencie, chłopak nie przestanie i będzie katować go wibracjami aż do pełnej kapitulacji. Ponieważ był atakowany już trzeci raz tego dnia, nie zamierzał okazywać nawet cienia litości.
Powrót do góry Go down
Abigail Whistler

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 23/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Nie Wrz 23, 2012 4:13 pm

Prowizoryczny pocisk poleciał w stronę walczących potworów. Był cięższy i wolniejszy niż normalna strzała, więc Abigail szybko porzuciła nadzieję względem tego ataku. Chociaż nie... "Strzała" miała szansę dosięgnąć tego, co wcześniej było detektywem. Zwłaszcza, że ten był zajęty walką z człekokształtną stonogą... I pudło. W ostatniej chwili stworzenie wykrzywiło się i noga stołowa poszła bokiem.
- Cholera! - warknęła. Jak ona nienawidzi tracić niepotrzebnie tak cennej amunicji!
W ciągu kilku sekund zmarnowany pocisk okazał się najmniejszym problemem. Mackowaty stwór wydostał się z objęć drugiego z potworów i posłał w stronę dziewczyny kulę czegoś o konsystencji... Pajęczyny? Abigail nie miała nawet czasu zastanowić się nad tym, z czego był pocisk, bo ten w nią trafił i całkowicie ją unieruchomił.
- Cholera, cholera, cholera! - Teraz już nie warczała. Wręcz krzyknęła. W końcu była całkowicie uziemiona, bez możliwości obrony. Gdyby mackowaty chciał, z łatwością by ją dorwał...
A jednak. Kilka chwil później stwór znów stał się człowiekiem. Tyle dobrego...
- Pieprz się, ścianołazie. - Odparła na zaczepkę Spider-Mana. Cały czas też próbowała się wydostać z pajęczyny. Bezskutecznie. Dopiero pomoc Patricka umożliwiła jej wydostanie się z pułapki, w którą wcześniej ją wpakował. Ten próbował ją przeprosić, czy coś.
- Ty też, detektywie. Ty też... - Odpowiedziała na przeprosiny. Była na niego wściekła. A fakt, że to ona zaatakowała pierwsza, nie miał tu nic do rzeczy. No cóż... Przynajmniej go nie znokautowała teraz, gdy miała ku temu okazję.
Dziewczyna zarzuciła łuk na ramię, poprawiła torebkę i dogoniła detektywa. Może powinna go zastrzelić teraz, gdy był w swojej ludzkiej formie? Nie... Miała za mało danych. W końcu może to ten cyrk był odpowiedzialny za jego chwilową przemianę, a on tak naprawdę jest niewinny? A ona nie zabija niewinnych. Za duże ryzyko.
- Znaczy, że pisząc w tych księgach można zmieniać rzeczywistość? - Nie czekając na odpowiedź, złapała za swoją księgę(która właśnie zmaterializowała się pod jej nogami) i rozcięła sobie nożem palec, tak, by krew mogła spływać po jej dłoni. Syknęła przy tej czynności, ale dziwna sytuacja wymaga pewnych poświęceń...
Zanurzyła pióro w krwi i wpisała w księdze Daj mi kołczan pełen strzał. Po krótkiej chwili dopisała jeszcze jedno zdanie: I ładunki wybuchowe. Nie wiadomo, co może się przydać w przyszłości...
Na wzmiankę o jeszcze jednej księdze, uśmiechnęła się kwaśno.
- "Jeden by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać, w Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie." - wyrecytowała. Na wzmiankę o Mordorze uniosła palec w górę, pokazując wyrwę w niebie. Pięknie. Historia robi się coraz zabawniejsza. Nawet pojawiło się gdzieś tam słowo "wampir". Abigail czuła się jak w domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3533
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Wrz 25, 2012 2:11 pm

Polecenie wpisane do księgi przez Patricka automatycznie pojawiło się także i w innych egzemplarzach - a do tego rozbłysło bogatą czerwienią, dobitnie świadcząc o tym, że mężczyzna przeprowadził proces we właściwy sposób. Tym samym powróciły do niego symbiotyczne moce i możliwość komunikowania się z Toxinem - spokojnym i znajdującym się pod kontrolą. Przynajmniej ten jeden kryzys został póki co zażegnany.
W tym czasie Kleiser zdążył już uleczyć swoje rany i podnieść się z ziemi - a następnie ruszyć ku Alexowi, który aktualnie otaczał się dla bezpieczeństwa sferą wibracji. Początkowo nie były one na tyle silne, aby zrobić kosmicie poważną krzywdę - nie przy jego zaawansowanych zdolnościach regeneracyjnych - lecz stosunkowo szybko stawały się potężniejsze, tym samym sprawiając, że Kleiserowi coraz trudniej było utrzymać chłopaka w swym uchwycie. Ciało olbrzymiej stonogi przestawało nadążać z odbudowywaniem tkanek, co poskutkowało powstawaniem coraz gorszych uszkodzeń. Nie były one oczywiście śmiertelne, lecz zmiennokształtnemu i tak przydałaby się chwila wytchnienia, aby mogły się one w pełni naprawić. Z drugiej strony nie przeszkadzało mu to w mówieniu... Alex już miał potraktować Kleisera kolejnym - mocniejszym - atakiem, gdy ten sam go wypuścił i najwyraźniej stracił nim zainteresowanie, oddalając się ku swej książce.
Zamieszczony przez Abigail wpis również wypełniony został - zapewne - magią owego tomiku lub osoby, która go kontrolowała i przekopiowany do innych egzemplarzy ksiąg. Oba zdania zabłysnęły na czerwono, choć drugie z nich z pewnym opóźnieniem. W pierwszej kolejności tuż przed stopami kobiety zmaterializował się zamówiony przez nią kołczan ze strzałami; co prawda pokrywały go nieco podejrzane, złociste wzorki, które można byłoby wziąć za pismo, lecz mimo to sprawiał wrażenie, jak gdyby wszystko było z nim w najlepszym porządku.
Na tym by się jednak to "w porządku" kończyło...
Wyglądało na to, że osobistym hobby owych ksiąg było interpretowanie przekazywanych im poleceń w możliwie jak najbardziej niebezpieczny czy nieprzyjemny dla piszącego sposób. Otóż w kilka sekund po ukazaniu się kołczanu, wokół Abigail pojawiać się zaczęły - niektóre zawieszone po prostu w powietrzu, jak gdyby grawitacja ich nie dotyczyła - niewielkie obiekty. Miały cylindryczny kształt i srebrzysty, metaliczny kolor, brakowało na nich natomiast czegokolwiek, co pozwoliłoby nimi w jakikolwiek sposób sterować czy manipulować. Obiekty te szybko zaczęły się rozprzestrzeniać także ku pozostałym zebranym, lecz najwięcej pozostawało ich w otoczeniu Abigail. Przez chwilę po prostu trwały w miejscu - a potem jeden z nich wybuchnął. Nie była to wielka eksplozja, lecz wystarczająca, aby odepchnąć i poobijać najbliższą osobę, a więc właśnie Abi; nie to było jednak największym problemem. Pierwszy wybuch pociągnął za sobą następne, a te kolejne i tak dalej - osiągając coraz większy zasięg i zarazem siłę...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 258
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Bryant Park   Wto Paź 02, 2012 8:01 pm

Spidey zacmokał z niezadowoleniem na słowa Abigail.
- Damie nie przystoi takie słownictwo – skarcił ją, kiwając palcem.
Każdy posiadał własną księgę, to było pewne. Panna Whistler dorwała w ręce tę należącą do niej, a przynajmniej na taką wyglądała, gdy zmaterializowała się tuż koło jej stóp. Wróciła niczym bumerang, niczym egzemplarz, który Parker także posiadał. Może i lepiej, że otoczenie nie zwracało na nich uwagi – ludzie jeszcze by uznali, że obecni tutaj bohaterowie uprawiają dziwny i niebezpieczny rodzaj czarnej magii (choć chyba, nie do końca świadomie, naprawdę to robili) albo czerpią przyjemność z widoku własnej krwi i otwartych ran. Ani jedno, ani drugie nie sprawiało dobrego wrażenia, zatem Peter jeszcze raz podziękował w duchu za tę totalną olewkę ze strony spacerowiczów. Jakby to wytłumaczył Mary Jane, gdyby zobaczyła na pierwszych stronach gazet zdjęcia z tegoż happeningu?
- Ejże, literatko… – zaczął mówić, gdy w księgach pojawiły się wpisane przez Abigail prośby, ale urwał w pół zdania w momencie, jak zaczęły się one materializować. Nasz Legolas w spódnicy najwyraźniej nie docenił możliwości tomów, tak jak wcześniej Parker. Wraz z Toxinem przekonali się, że myśli trzeba formułować jasno i wyraźnie, z dokładnością co do literki. Inaczej osoba kierująca zaczarowanymi woluminami wykorzysta ich nieuwagę, sprowadzając na nich kłopoty, a w najlepszym wypadku nieco utrudni im rozgrywkę w tej dziwnej grze. O tyle, o ile zdobiony kołczan oraz znajdujące się w nim strzały wyglądały normalnie – co zdawało się być dziwne, ale czas pokaże, gdzie jest haczyk – to ładunki wybuchowe… cóż, jak to ładunki – zaczęły wybuchać. Pierwszy z nich, wiszący w powietrzu obok kobiety, z głośnym hukiem rozpadł się na kawałki i odrzucił Whistler w bok. Spider-Man zawczasu postanowił unieszkodliwić srebrzyste przedmioty i wystrzelił w kierunku tych znajdujących się najbliżej niego kawałki pajęczyny. Sieć była na tyle silna, że choć nie powstrzyma wybuchu, na pewno powinna zmniejszyć trochę jego siłę i zasięg. Dla pewności nacisnął wyrzutnię jeszcze kilka razy, celując na ślepo w pustą przestrzeń, bo obiekty, jak widać, były mobilne i mogły reagować na ruch postaci. Uważał przy tym, by nie kierować pajęczyny w miejsca, gdzie stał ktoś inny. Jeśli ładunki zaczną teraz atakować i/lub uciekać, Spidey będzie próbował wymijać je poprzez akrobacje i starać się je dalej unieszkodliwić, aż nie znikną wszystkie, co do jednego.
- Detektywie, potrzebuję małej pomocy! – krzyknął do Patricka, bo jedna para rąk bardzo by się jeszcze przydała. Chyba, że Mulliigan ma lepszy pomysł… Wtedy Pająk bardzo chętnie skłoni się ku temu planowi i wesprze symbionta oraz jego właściciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bryant Park   

Powrót do góry Go down
 
Bryant Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Bryant Park
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: