Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Central Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Central Park   Pią Cze 08, 2012 4:19 pm

First topic message reminder :






Oaza zieleni w centrum Manhattanu. Zajmuje osiemset czterdzieści trzy akry powierzchni. Na terenie Central Parku oddawać się można wielu zajęciom, takim jak obserwowanie ptaków, pływanie po jeziorach w łódkach czy kajakach, jazda rowerami czy bryczkami konnymi, bieganie, tenis, siatkówka, kręgle, wspinaczka na skałkach, pływanie w basenie - lub zimą jazda na łyżwach oraz wiele, wiele innych.

Tutaj można znaleźć mapę.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

AutorWiadomość
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Cze 06, 2013 12:34 am

Po podjęciu decyzji o opuszczeniu mieszkania pierwszą myślą Lokiego była chęć udania się w miejsce, do którego dopiero co podążył jego brat. Oczywiście źródeł tego pragnienia nie należało szukać w jakichś dziwnych i podejrzanych sentymentach; przeciwnie, motywacja trickstera leżała zgoła gdzie indziej. Odczuwał po prostu silną wewnętrzną potrzebę pilnowania Thora. Chciał mieć go na oku, aby upewnić się, iż ten niczego nie zepsuje w ich - cóż, jego - planach. Naprawdę wolałby nie być zmuszony do ich znacznego modyfikowania - a już na pewno nie zamierzał wykreślać z nich Gromowładnego.
Mimo wszystko bóg kłamstw musiał przyznać, że takie śledzenie brata w tej chwili nie wyszłoby mu raczej na dobre. Gdyby został na tym przyłapany - nadwyrężyłby jego zaufanie, a w dodatku nie mógłby logicznie wyjaśnić swego zachowania bez uderzania w ego Thora... Nie, zwyczajnie mu się to nie opłacało. To zaś oznaczało, że dość pilnie potrzebował innego celu podróży.
Tutaj z kolei rodził się kolejny problem. Otóż Loki nie znał zbyt dobrze Nowego Jorku. Podczas swego ostatniego pobytu w Midgardzie jakoś nie spędził w nim za wiele czasu. Owszem, podbijał go, lecz w czasie walki nie przyglądał się zbyt dokładnie nazwom ulic oraz atrakcjom turystycznym - a to była jego główna okazja do zapoznania się z okolicą. Rzecz jasna posiadał pewne informacje, lecz były one w znacznym stopniu niekompletne.
Najbezpieczniejszą opcją wydawał się być park, na który to widok rozpościerał się z okien apartamentu. Loki nie obawiał się rozpoznania; skutecznie chroniły go przed tym jego czary, między innymi uniemożliwiające maszynom pochwycenie obrazu jego skromnej osoby. Dodatkowe zaklęcie sprawiało, iż śmiertelnicy nie byli w stanie powiązać jego wyglądu z tożsamością. Osoby dobrze go znające mogłyby sugerować się jego zachowaniem czy słowami - oczywiście zakładając, że zrobiłby lub powiedział coś szczególnie dla siebie charakterystycznego - lecz wszyscy pozostali nie mieliby szans na jego zidentyfikowanie. Można by się zastanawiać dlaczego trickster nie zmienił po prostu swej postaci. Odpowiedź była prosta: ten rodzaj magii pochłaniał najwięcej energii i wymagał największego wysiłku, a co za tym idzie - nie zawsze się opłacał. Zdecydowanie o wiele łatwiej było mamić i oszukiwać, aniżeli rzeczywiście wpływać na fizyczność.
Tak więc bóg chaosu - odziany w elegancki strój midgardzki - opuścił swoje ziemskie lokum, aby przetestować swą świeżo odzyskaną wolność. Nie zamierzał się wychylać, nie planował też niczego zmalować - ani wielkiego, ani całkiem drobnego. Póki co nie chciał na siebie zwracać niczyjej uwagi; to nie leżało wcale w jego najlepszym interesie. Traktował to wszystko w zasadzie jak wyjście na zwiady. Chciał przyjrzeć się śmiertelnym, posłuchać ich rozmów - zorientować się w ich nastrojach. Po drodze niewielkim i niezauważalnym czarem podkradł gazetę; uznał, że nie zaszkodzi także poczytać o aktualnych kwestiach.
Powoli przemierzał park, szukając dla siebie odpowiedniego - strategicznego - miejsca, możliwie w pobliżu sporego skupiska ludzi. Co jakiś czas jego uwagę na chwilę przykuwało jakieś niewielkie zamieszanie, lecz za każdym razem szybko tracił zainteresowanie; nie działo się bowiem nic, co byłoby go godne. W pewnym momencie jednak jego uszu dobiegły całkiem... Intrygujące... Komentarze. Przyciągnęły go przede wszystkim dlatego, że dosłyszał wśród nich swe imię - oraz parę mniej lub bardziej wybrednych określeń, które jednak - może wręcz o dziwo? - nie odnosiły się najwyraźniej do niego. Z czystej ciekawości przeskanował wzrokiem najbliższe otoczenie, starając się zorientować w sytuacji... I wówczas jego spojrzenie padło na źródło tego niewielkiego zamętu.
Cóż... Trickster nie mógłby z czystym sumieniem powiedzieć, że się czegoś takiego nie spodziewał - to znaczy, właściwie jak najbardziej mógłby, ale zepsułoby to efekt takiego wyrażenia. Grunt, iż oczywiście domyślał się, że część śmiertelników chętnie go poprze; zresztą ta rozsądniejsza i bardziej realistycznie nastawiona do życia część, skoro już o tym mowa. Z drugiej strony afiszowanie się z tym będąc w mniejszości nie należało do najbezpieczniejszych zachowań - co z kolei rzucało cień wątpliwości na poprzednie stwierdzenie... Ale Loki nie miał zamiaru się nad tym rozwodzić. Najważniejsze, że ten widok poprawił mu nieco humor, wręcz go rozbawił - o czym świadczył subtelny uśmiech, który wymalował się właśnie na jego twarzy: z jednej strony atrakcyjny, owszem, lecz równie dobrze uchodzić by mógł chociażby za ironiczny... Albo wręcz pobłażliwy.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Cze 06, 2013 3:15 pm

Tess nie po raz pierwszy spotkała się z taką reakcją wielkich fanów grupy Avengers. Fakt, można było wątpić w jej rozsądek skoro tak afiszowała się tym, po której stronie stoi. W końcu ktoś mógłby ją przez to nawet zaatakować - Nowy Jork to chyba największe skupisko indywiduów, a wśród takich nie brakuje co odważniejszych, a raczej niezrównoważonych. Nawet jeśli - wygrana leży wtedy po jej stronie, mimo wszystko. Ona tylko nosi koszulkę, czyż nie? Nikogo nie nakłania do wyznawania tych samych idei, nie wciska ulotek z hasłem "Loki wants YOU in his army" czy z podobnymi hasłami. Nie nakłania do jakiś buntów czy rewolucji. Owszem, ma na koncie hakerstwo, jednakże póki co wyłącznie na potrzeby własnej bazy danych i szkiców. Nigdy nie karana, z zachowania normalna osoba - o nieco innych poglądach, to wszystko. Podobno jest wolność słowa, czyż nie? Swoboda własnej opinii, religii, przekonań. W jakim świetle więc pokazaliby się zwolennicy Mścicieli, gdyby właściwie bez powodu dopuścili się prześladowań, a nawet przemocy fizycznej w takim wypadku?
Właśnie dlatego Tess czułą się bezpiecznie, wręcz pewnie krocząc ulicami Nowego Jorku ze swoją torbą czy też we właśnie takiej koszulce. Wyznawcy szlachetnych idei nie pozwolą sobie na nadszarpnięcie swojej opinii, co dopiero opinii swoich idoli. Nawet jeśli zdarzy się jakiś nadgorliwy Chesterfield z przyjemnością pokaże mu jak uważna była na lekcjach samoobrony. W dzień wolałaby nie prezentować nikomu swego noża myśliwskiego. Bardziej opłaca się być w miarę grzeczną dziewczyną.
Słysząc dzwonek telefonu Tess sięgnęła do torby, zatrzymując się. Zmieniła go ostatnio, gdy na YouTube znalazła piosenkę o Thorze, całkiem chwytliwą nawiasem mówiąc. Akurat refren był wiele mówiący - i zapewne zbijający z pantałyku jej wrogów, którzy akurat go usłyszeli.
"Thor Odinson, protector of mankind..." dobiegało z wnętrza płóciennej torby. Wbrew pozorom rudowłosa nie była anty-Avengers. Po prostu bardziej przemawiała do niej persona jaką był ich wróg. Nie przeszkadzało jej jednak w tym podziwianie potęgi jego brata, ależ skąd.
Nie mogąc wygrzebać telefonu usiadła na pobliskiej ławce i dopiero wtedy odnalazła urządzenie. Rozmowa była szybka. Kilka wskazówek dla znajomego hakera, który wciąż próbował obchodzić zabezpieczenia chociaż do niektórych źródeł SHIELD. Słowa nic nie sugerując przechodniom, w końcu głupio byłoby się w taki sposób wyłożyć.
Gdy skończyła krótką wymianę zdań i wrzuciła telefon z powrotem do miejsca, gdzie najpewniej znowu się zgubi. Stwierdziła, że skoro już usiadła to zrelaksuje się na moment. Najwyraźniej wszystko szło zgodnie z planami. Najwyżej znowu skorzysta z opcji awaryjnej, by wyjść bez szwanku w przypadku złapania.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Cze 07, 2013 5:28 pm

Z braku lepszego celu Loki póki co podążył w stosownym oddaleniu za źródłem zamieszania, mając nadzieję na to, że przy odrobinie szczęścia ktoś być może rozpocznie jeszcze jakąś większą kłótnię czy też - a nuż - nawet bójkę. Nie miałby nic przeciwko takiemu przedstawieniu... Właściwie to wręcz z przyjemnością by je sobie obejrzał i zapewne nie omieszkałby wówczas drobnym czarem dodatkowo podsycić nastrojów panujących w tłumie. Póki co jednak nie zapowiadało się na żadną poważniejszą akcję - niestety zresztą - dlatego tricksterowi nie pozostawało właściwie nic innego, jak tylko zorganizować sobie na ten moment jakieś zajęcie, możliwie choć odrobinę ambitne. Oczywiście zawsze wchodziło też w grę czytanie.
Jego rozważania na temat potencjalnej rozrywki przerwał odgłos muzyki dochodzący gdzieś sprzed niego. Nie rozpoznawał melodii, lecz słowa natychmiast zwróciły jego uwagę - głównie dlatego, że najwyraźniej odnosiły się do Thora. Obrońca ludzkości... No, naprawdę, śmiertelnicy śpiewali już o nim pieśni? Naprawdę? Jak gdyby nie mieli żadnej lepszej inspiracji... Och, racja. Pewnie rzeczywiście nie mieli; to w końcu tylko ludzie, a więc istoty niższego rzędu.
Trickster bez pospiechu przebył jeszcze kilka metrów, by w końcu zająć miejsce na jednej z - o tej porze dnia nielicznych, nawiasem mówiąc - wolnych ławek. Od razu założył nogę na nogę i zerknął na pierwszą stronę gazety. Była dzisiejsza i - z tego co widział - tyczyła się głównie wydarzeń mających miejsce w Nowym Jorku, lecz zawierała także co nieco informacji na temat reszty kraju. Dobrze będzie zapoznać się z jej treścią...
Obróciwszy pierwszą kartkę, bóg kłamstw przebiegł wzrokiem po tekście, jednocześnie jednym uchem nasłuchując wszelkich dźwięków dobiegających z jego otoczenia. Nie tylko wolał mieć wszystko w pełni pod kontrolą, ale i wciąż czekał na dalszy rozwój tego jakże obiecującego zamieszania wokół swojej... "Fanki", jak to tutaj chyba nazywano. Póki co śmiertelniczka rozmawiała przez telefon, zaś inni ludzie tylko zerkali na nią podejrzliwie i nieprzychylnie, od czasu do czasu rzucając jakieś komentarze. Innymi słowy - nic dla niego ciekawego.
Jeszcze.
Ze swojego obecnego położenia Loki miał też lepszy widok na koszulkę swej ziemskiej zwolenniczki. Tył zdążył już sobie wcześniej obejrzeć, a teraz z kolei - na krótką chwilę odrywając wzrok od gazety - zerknął na przód. Ujrzał na nim rysunek swojego hełmu - cóż, jednego z nich, jeśli mamy być tak zupełnie dokładni. Grafika odwzorowana została zaskakująco wiernie oryginałowi, co w innych okolicznościach zapewne by docenił, lecz skoro było to dzieło śmiertelników... Powiedzmy, że po prostu powstrzyma się przed wyrażaniem swojej opinii na ten temat. To i tak sporo...

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Cze 19, 2013 7:50 pm

Nie ma co się oszukiwać – Loki oraz kosmiczna armia pod jego wodzą narobiły kolosalnych zniszczeń w Nowym Jorku. Nic dziwnego, że mieszkańcy tego miasta, których dobytek (a przede wszystkim życie) mogły ucierpieć – bądź ucierpiały – nie pałali do boga kłamstw wielką sympatią. Co innego jego brat, Thor, wielbiony przez tłumy oraz cała grupa Avengers, wychwalana przez większość pod niebiosa. Bohaterowie, herosi, wojownicy… Tak o nich mówiono. Wśród ludzi nie brakowało fanów Mścicieli, którzy demonstrowali swoją sympatię tak samo gorliwie, co panna Chesterfield.
Na nieszczęście dla niej.
- Ej, ty, zobacz… – jeden z nadchodzących od strony stawu chłopaków szturchnął kumpla idącego obok niego. Miał długie, jasne włosy do ramion i koszulkę z prostym rysunkiem młota. Jego znajomy natomiast maszerował w wysokich, oficerskich butach z klamrami i w koszulce z tarczą z emblematem gwiazdy. Ściągnął z nosa okulary przeciwsłoneczne, które przesunął na głowę z krótko obstrzyżoną fryzurą. – Ktoś tu chyba zbłądził…
Dwójka fanatyków stanęła naprzeciwko Tess, obrzucając ją pogardliwym spojrzeniem.
- Czy ty sobie, k***a, żarty robisz? – rzucił do dziewczyny blondyn, nie zwracając uwagi na to, że do kobiety nie powinno odzywać się w ten sposób. Sięgnął do torby rudowłosej i zerwał z niej jedną przypinkę, rzucił pod nogi znajomego, a ten rozdeptał ją grubą, ciężką podeszwą. Nachylił się do Chesterfield i burknął:
- Tak powinien skończyć – i zaśmiał się, rechocząc do spółki z kumplem. Najwyraźniej panowie mieli niezły ubaw…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Cze 19, 2013 8:27 pm

Wyczuła kłopoty już na chwilę przed ich nadejściem, jednakże nie zareagowała. Oczywiście, nastawiła umysł w gotowości do podejmowania szybkich działań, najprawdopodobniej obronnych. Aż świerzbiło ją, by zareagować zawczasu i pokazać tej dwójce gdzie raki zimują, ale miała zasadę - poczekaj, czasem okazanie cierpliwości daje najlepsze okazje do działania. Poza tym zawsze można liczyć, że to tylko nadwrażliwcy, którzy pogadają, postraszą jacy to oni nie są silni i "avengersowi", a następnie odejdą i tak. Tess lubiła ryzyko, ale po co kusić los i zawracać sobie głowę, jeśli napatoczą się tylko tchórze?
Wielka szkoda, że te dwa przypadki szukały wręcz na siłę zaczepki, okazji do pokazania wszem i wobec jacy to oni mocarni. Pomijając fakt, iż płeć do niczego nie zobowiązuje, jednakże jak to wygląda z zewnątrz?
Zignorowała słowa - w końcu były niewiele warte. No i język, aż minimalnie zmarszczyła brwi. Tak, formacja Avengers musiała być niezwykle dumna ze swoich fanów. Aż chciało się klaskać. Moment jednak, w którym obserwowała już przypinkę lądującą na alejce i kończącą pod buciorem jednego z agresorów - czuła rozdrażnienie i to rosnące, ale do też wyższość. Odczekała chwilę w milczeniu, po czym spojrzała na chłopaków pogardliwie. TO dopiero była pogarda, wręcz zmęczenie niskim ilorazem inteligencji.
- Dwóch facetów na jedną dziewczynę. Dodatkowo naruszenie czyjejś własności i bezprawne zniszczenie jej. Łał, wasi idole byliby z was tacy dumni. Zastanawia mnie tylko jakie kompleksy sobie rekompensujecie, ale nie mam całego dnia, by czytać cała listę.
Mówiła spokojnie, prawie bez mrugnięcia okiem. Na koniec westchnęła cicho i aż korciło ją założyć ostentacyjnie ręce na piersiach. Wiedziała jednak, że nieproszeni goście nie wyglądali na potulne baranki, więc wolała zostawić ramiona luźno, by w razie czego szybko zareagować. Była obeznana z samoobroną i to bardzo dobrze, więc całe jej ciało było w razie potrzeby przygotowane do jasnej odpowiedzi na możliwe ataki. W ostateczności zostawał przecież nóż w jej torbie.
- To już koniec czy jeszcze coś wam leży na sercu? W obu przypadkach mnie to nie interesuje, więc bylibyście chociaż uprzejmi - czerpiąc przykład z herosów - i zeszli mi z oczu? Będę zobowiązana.
Nadal spokojny ton głosu, nadal idealna gotowość, na ile tylko pozwoliły jej te wszystkie treningi. Tess doskonale zdawała sobie sprawę z niebezpieczeństw związanych z jej zainteresowaniami i nie była na tyle głupia, by nie być przygotowaną na znaczną większość z nich, jak wyrostki z przerostem ambicji.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lip 05, 2013 11:55 pm

Nadejście tej jakże wymownie przyodzianej parki ponownie odciągnęło uwagę Lokiego od gazety, którą - prawdę mówiąc - i tak jedynie przeglądał, nie poświęcając jej całości swego cennego zainteresowania. I tak nie była tego w gruncie rzeczy warta; pewnie, rozsądnym było wiedzieć co dzieje się w tym świecie, ale z drugiej strony czym takim mogliby go zaskoczyć śmiertelnicy? I bez tego jakoś sobie przecież poradzi... Poza tym - lekturę mógł zawsze zabrać ze sobą na później do apartamentu.
Tak czy siak - trickster z uniesioną lekko brwią przysłuchiwał się dyskusji rozpoczętej przez jednego z tych bardziej zaangażowanych fanów Avengersów, zerkając też od czasu do czasu na ich poczynania. Oczywiście szybko i łatwo rozpoznał kogo konkretnie wybrali sobie na swych ulubieńców; pod tym względem po prostu nie mogli być bardziej wymowni. Przez chwilę bóg chaosu z nikłym rozbawieniem zastanawiał się nad tym jak zareagowaliby ci osobnicy, gdyby dowiedzieli się, że Thor nie tylko pomógł mu oswobodzić się z aresztu i odzyskać moce, ale też póki co zamieszkał wraz z nim w Midgardzie... Nie wspominając już nawet o tych pełnych uwielbienia i miłości spojrzeniach... Ale cóż, oczywiście nie dane im będzie o tym usłyszeć - jak i nikomu innemu, o ile Loki nie zadecyduje akurat inaczej.
A nie miał takiego zamiaru.
Równie intrygująca była natomiast kwestia samego zachowania owych dwóch delikwentów. Czego by mag nie mówił i nie myślał o Avengersach - ci konkretni ich poplecznicy zdawali się nie brać sobie za bardzo do serca wzorów do naśladowania, które zapewne mogliby wyznaczać młodym śmiertelnikom niektórzy z bohaterów... Szczególnie Kapitan Ameryka, skoro już o tym mowa. Oczywiście ze strony Lokiego to wcale nie był komplement.
Jego własna fanka z kolei... Cóż, przynajmniej zdecydowanie wykazywała się o wiele większą elokwencją od tych dwóch typów spod ciemnej gwiazdy. Zawsze był to jakiś plus; szczerze mówiąc sprawiało to nawet tricksterowi cień satysfakcji. Może nie na tyle, aby miał się przejąć całą tą sytuacją, ale mimo wszystko liczył się już sam fakt, czyż nie?
Nie zmieniało to rzecz jasna jego przekonania, że takie narażanie się nie było zbyt rozsądne, nawet jeśli - spójrzmy prawdzie w oczy - poparcie kompletnie i w zupełności mu się należało. On w takiej sytuacji zapewne kryłby się umiejętnie, aby móc zaatakować niespodziewanie, mając przewagę elementu zaskoczenia - i dzięki temu czyniąc tym większe szkody swoim przeciwnikom... Tak jak to właśnie robił obecnie, nawiasem mówiąc.
Grunt jednak, że ta sytuacja dostarczała magowi czegoś na kształt rozrywki. Krótkotrwałej, owszem, ale całkiem interesującej - jak na ziemskie możliwości przynajmniej. W związku z tym bóg kłamstw nie miał najmniejszego zamiaru ingerować; wolał obejrzeć całość przedstawienia, łącznie z finałem.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Lip 09, 2013 8:03 pm

W każdej grupie zawsze znajdą się jednostki wybitnie – nazwijmy rzecz po imieniu – głupie i przynoszące wstyd oraz hańbę całej reszcie. Pod przykrywką pięknych idei dają upust swoim emocjom, zazwyczaj dalekich od pozytywnych. Nie inaczej było w przypadku owej dwójki chłopaków, którzy nie zamierzali dać za wygraną. Można ich było spokojnie porównać do rasowych kiboli, którzy niewiele mieli wspólnego z prawdziwymi kibicami. Liczyła się walka międzyklubowa, czyja drużyna będzie górą i kto komu bardziej obije gębę za to, że ,,nie jest z nami, a przeciw nam’’.
- To dopiero początek – warknął jeden z nieudolnych naśladowców i chwycił Tess za ramię. Jego uścisk był silny, wręcz żołnierski. Podniósł dziewczynę szybkim ruchem, jakby ważyła tyle co piórko i szarpnął za sobą, kierując kroki w stronę stojącej nieopodal fontanny.
- Trzeba ci zmyć z twarzy tę minę. Nie podoba mi się – rzucił, okazując niezadowolenie z prezentowanych przez nią oznak pogardy, jaką uraczyła blondynów i pchnął pannę Chesterfield do wody, która rozbryzgała się dookoła, ochlapując siedzących w bliskim sąsiedztwie ludzi. Pech chciał, że jedną z tych osób był nie kto inny, a Loki Laufeyson, przeglądający ze względnym spokojem gazetę, którą także udało się zmoczyć nastolatkowi. Młodziak był jednak tak zajęty umęczaniem fanki lodowego olbrzyma, że nie zwrócił na to nawet uwagi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Lip 09, 2013 8:38 pm

Tess rozważała wiele opcji w kwestii siły i postępowania pseudo-fanów Avengers. Tak, była na tej liście właśnie taka reakcja. Niestety, dała się złapać - jeden mały, krótki błąd, a jakie konsekwencje. Podobno właśnie takie gafy są najgorsze. Takie, które trudno wyeliminować, którym ciężko zapobiec, a niosą za sobą następstwa, które są równie nieprzyjemne co te "nagradzające" poważne błędy.
No tak, przeciwnik nie należał do tych lekkiej postury, pewnie ćwiczył na wielu znacznie mniejszych celach. Ciekawe ile z nich stanowiły zwykłe dzieciaki lub dziewczyny, które były wystarczająco odważne, by sprostować prymitywne myślenie tego gościa. Zapewne około siedemdziesiąt procent w najlepszym wypadku. Doprawdy, przy takich osobnikach zapewne sami Avengers przestaliby się dziwić Lokiemu, że próbował podbić tę planetę. Szkoda, że tylko próbował.
Spotkanie z wodą do przyjemnych nie należało. Dzięki bogom, że chociaż dzień był cieplejszy i że torba nie poleciała za właścicielką. Tess odczekała kilka sekund, by złapać odpowiedni punkt podparcia i wstać jednym szybkim ruchem. Otrzepała ręce, co oczywiście niewiele dało, jednakże był to gest raczej ostentacyjny niż praktyczny. Dobra, teraz ta dwójka ją wkurzyła i to ostro. Czas chyba pokazać, że samoobrona nie jest tylko na papierze. Z ogromną prędkością analizowała sytuację w głowie - standardowa procedura tuż przed walką. Ocena sił, słabych i mocnych punktów, strategii. Siłą nic nie zdziała, ale to wcale jej nie załamywało, wręcz przeciwnie, bowiem wszystko wskazywało na to, że jej przeciwnicy tylko na tym polegali. Ona natomiast posiadała szybkość po latach treningów, zwinność. W końcu na tym polegały sztuki walki, w tym samoobrona. Liczył się sposób, triki - nie siła.
Westchnęła i poruszyła na rozgrzewkę ramionami.
- Może i jestem z przeciwnej drużyny, ale aż żal mi Avengers jak na was patrzę. - rzuciła i ledwo skończyła zdanie, gdy wykonała szybki wyskok do przodu i zaczęła całe sekwencje obliczane na bieżąco. Wykorzystywała różnice budowy ciał, by starać się unikać ruchów pseudo-fanów, za to celować w najczulsze punkty - splot słoneczny, nos, skronie, ogłuszać mocnymi uderzeniami w uszy, mocnymi kopniakami radzić sobie z kolanami... Dawałą z siebie wszystko, wykorzystywała każdy zaobserwowany trik. Nie była uczniem samoobrony, ona już została jej nauczona i nie zaniedbywała tej jakże przydatnej umiejętności. Miała tylko nadzieje za każdym razem, że jej wyliczenia nie są błędne. Głowna zasada - nie ważne jak duży jest twój przeciwnik - jego wada, twoja zaleta. Wykorzystaj to. Nawet starała się jednego z nich również wrzucić do wody przez pozbawienie go równowagi.
Dlatego też Loki zyskał sobie jej podziw - nie musisz być wielkim, potężnym wojownikiem, by stać się postrachem kosmosu. Nie, wystarczy sposób, trik, umiejętność korzystania z sytuacji. Siłą tkwi w umyśle i zręczności. Tego się właśnie trzymała zawsze Tess.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Lip 12, 2013 11:36 am

Loki przechylił głowę lekko na bok, raz po raz kątem oka zerkając na poczynania jednego z napastników. O ile zdążył się w tym zorientować, większość śmiertelników wykazywała charakterystyczną postawę "przynajmniej to nie ja" i w najmniejszym stopniu nie reagowała na całe to zajście; oczywiście on sam również tego nie robił, ale nie oszukujmy się - jako bóstwo był przecież zdecydowanie ponad to. Gdzież miałby się mieszać, zniżać do czegoś takiego?
Odpowiedź była prosta.
Tak czy siak trickster nie mógł nie zauważyć, że Midgardczycy reprezentują sobą dość specyficzne podejście do słabszej płci. Miał pewne pojęcie na temat tak zwanego "równouprawnienia", które ponoć wywalczyły sobie ziemskie kobiety, ale odnosił wrażenie, że mimo wszystko - zgodnie ze swoimi założeniami - nie powinno się ono objawiać w taki sposób. W Asgardzie sprawy miały się zdecydowanie inaczej. Różnice były wręcz drastyczne.
Stosunkowo neutralne nastawienie boga kłamstw uległo natychmiastowej i kompletnej zmianie, kiedy tylko wychlapane z fontanny krople dosięgły jego nieskromnej osoby. Prawdę mówiąc nie wylądowały one nawet na jego jasnej skórze, a głównie na eleganckim ubraniu, które miał na sobie oraz rzecz jasna na trzymanej przez niego gazecie - lecz liczył się sam fakt obrazy, której doznał. Jak to się mówi: ta zniewaga krwi wymaga.
Wykonując staranne i spokojne ruchy mag na powrót złożył w swych dłoniach zmoczony papier, a jednocześnie zmarszczył lekko czoło. Opryskiwanie go wodą - lub też po prostu wciąganie czy wrzucanie do niej - stanowiło swego czasu jedną z bardziej lubianych przez Thora rozrywek. Zazwyczaj trickster reagował na nią iście po kociemu: prychając i umykając w bezpieczne, a przede wszystkim suche miejsce... Co nie oznaczało, że się za to nie mścił. Przeciwnie, w jego umyśle istniała osobna półka na wszelkie metody odpłacenia za "tortury" związane z wodą. Teraz wystarczyło tylko wybrać najbardziej adekwatną z nich - taką, która nie zwróci na niego uwagi, której nie będzie można z nim powiązać... A która zarazem spełni swoją funkcję kary.
Nie musiał się długo zastanawiać.
Podłoże przy samej fontannie w wielu miejscach było wilgotne, a ostatnie działania jednego z "fanów" Avengersów doprowadziły do tego, iż pod jego stopami utworzyły się wręcz kałuże - niezbyt spore, ale wystarczające. Nie potrzeba było wiele, aby drobny czar niepostrzeżenie zamroził na krótki moment część z nich, czyniąc grunt śliskim i dość niestabilnym... Idealnym, aby się na nim poślizgnąć, stracić równowagę i upaść.
A w myśl zasady, że szczęściu trzeba pomagać, Loki pchnął w plecy delikwenta stosunkowo słabym polem siłowym, licząc na to, iż upadnie on na twarz - albo chociażby na kolana, to zawsze było w cenie. Cały czas dbał o to, aby wszystko wyglądało jak najbardziej naturalnie.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Spider-Man



Liczba postów : 232
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Lip 20, 2013 7:58 am

Siła, niezależnie od tego, jak wielka, nie jest zazwyczaj w stanie przeciwstawić się zręczności i szybkości. Nawet, jeśli przewaga wydaje się być spora, zwinność daje szansę chociażby na ucieczkę, przy czym wcześniej potrafi nieźle zirytować przeciwnika nierozumiejącego, jakim cudem jego super wytrenowane mięśnie nie są w stanie poradzić sobie z chuderlakiem biegającym w te i we w tę. Umiejętności Tess były tym, czego dziewczyna akurat potrzebowała, by stawić czoła osiłkom. Wydawało im się, że wystarczy trochę przypakować i już są królami dzielnicy (przynajmniej!). Do tej pory mieli do czynienia z osobami słabszymi od nich, nieznającymi się na walce, przerażonymi tak, że ciężko było logicznie myśleć i wykorzystywać po prostu swój spryt. Tym razem chłopcy trafili na kogoś, kto wiedział, co robić w takiej sytuacji i w pierwszej chwili nie odparli ataków panny Chesterfield, obrywając w celowane przez nią punkty. Krótko obstrzyżony blondyn, kiedy zrozumiał, co się dzieje, postanowił złapać Tess za nogę i przewrócić ją na plecy z bolesnym dla niej skutkiem. Wtedy jednak do walki włączył się Loki.
Nastolatek, skupiony na swoim celu, nie patrzył pod nogi. Zamrożona przez Laufeysona kałuża wody stała się lodowiskiem, miejscem kolejnej porażki młodzieńca. Pole siłowe wytworzone przez olbrzyma pchnęło jasnowłosego mocniej, temu podwinęła się noga i runął jak długi, obijając sobie cztery litery. Z jego ust wyrwało się niecenzuralne słowo, po czym podparł się, próbując wstać. Wszystko przy akompaniamencie chichotu ze strony ludzi, obserwujących całe zajście, a którzy wcześniej nawet nie kiwnęli przecież palcem, by pomóc dziewczynie.
Drugi z napastników, zamiast pomyśleć i wziąć nogi za pas, zaczął nacierać na swoją ofiarę. Wyminął kumpla, nie zastanawiając się oczywiście, jakim cudem doszło do tak szybkiego przekształcenia wody w ciało stałe (umówmy się, myślenie nie było jego mocną stroną) i stanął naprzeciwko Tess, chcąc unieruchomić jej nadgarstki i przytrzymać w bezruchu, by ostatecznie poniżyć raz jeszcze na oczach wszystkich. Dopiero wtedy mógłby odejść wraz z kompanem. Jako wygrani.
- Pożałujesz tego – warknął, ewidentnie wściekły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Lip 31, 2013 5:12 pm

Tuż po osiągnięciu pożądanego efektu pod postacią upadku jakże niewychowanego śmiertelnika Loki zadbał o to, aby szybko i dyskretnie usunąć dowód swojej nadludzkiej ingerencji, a więc lód - który po prostu rozpuścił się na powrót w niewinną kałużę. Czarnoksiężnik szczerze wątpił w to, aby ktokolwiek zwrócił uwagę na ten szczegół, a nawet jeśli... Cóż, teraz po zamrożeniu i tak nie było już żadnego śladu, więc mag mógł się czuć bezkarny. W końcu wyobraźnia często płatała figle, czyż nie tak? Ale dopóki nic faktycznego jej nie podpierało... Problem w gruncie rzeczy nie istniał.
Tak czy siak cała ta sytuacja zaczynała już trickstera nudzić, a nawet lekko irytować - i nie zwiastowało to niczego dobrego. Co prawda początkowo nie planował zbytnio się w to wszystko angażować - a już na pewno nie w sposób otwarty i publiczny - lecz teraz uznał, że mały pokaz jego wyższości może być wręcz na miejscu.
Przecież te kilka kropel wody uraziło go dotkliwie i osobiście, prawda?
Te argumenty wystarczyły, aby wreszcie bóg kłamstw wstał z miejsca, pozostawiając przy tym nieco wilgotną i starannie złożoną gazetę na pustej poza tym ławce. Podejrzewał, że prędzej czy później ktoś się nią zainteresuje, gdyż on sam jakoś stracił na to póki co ochotę - może później sięgnie po nowy egzemplarz, dla odmiany zupełnie suchy... Ale nie o tym teraz.
Jeden z nastolatków został chwilowo unieszkodliwiony i - co jeszcze istotniejsze - ośmieszony, lecz drugi najwyraźniej zamierzał wkroczyć do akcji. Loki wolał zdusić ten plan w zarodku... Och, o ile w ogóle można tu było mówić o jakimkolwiek "planie", a nie zaledwie instynktownym działaniu. Jakby nie patrzeć był to jedynie człowiek, a więc niewiele więcej ponad zwykłe zwierzę... Jego tok myślowy i zakres pojmowania były niezwykle ograniczone - ot, taka prawda.
Trickster odczekał na odpowiedni moment, aby zbliżyć się do pleców delikwenta i pochwycić jego prawe ramię, a następnie wygiąć je mocno do tyłu - na tyle, by odczuwany przez niego ból był przeszywający, lecz zarazem aby nie doszło do poważniejszego uszkodzenia. Szczerze mówiąc równie dobrze mógłby po prostu bez wysiłku zmiażdżyć kość chłopaka w swej dłoni - to właśnie odpowiednie ograniczenie używanej siły stanowiło tu nie lada wyzwanie! - lecz wówczas ci wszyscy otaczający ich gapie zorientowaliby się już, że coś jest nie tak... A tego sobie nie życzył.
Choć wizja była kusząca.

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Paź 11, 2013 11:02 am

Co najlepsze, Tess kątem oka zauważył dziwnie błyszczącą i co najważniejsze twardą powierzchnię kałuży, jednakże właśnie - uznała, że to tylko wyobraźnia, w końcu nie trwało to dłużej niż może dwie sekundy. Co prawda nie trzymało się dla niej kupy to, że jeden z jej napastników pośliznął się na zwykłe kałuży w parku. No dobrze, woda na kafelkach czy nawet podłodze w supermarkecie to zabójcza rzecz, ale kałuża na alejce w parku? Cóż, pech to pech, ale jednak gdzieś w zakamarkach umysłu nie dawało to Tess spokoju. Nawet, gdy uśmiechała się sama do siebie na widok tej zjawiskowej porażki i tak gdzieś w głowie, na podobieństwo pajęczego zmysłu, coś dzwoniło, ostrzegało. Odepchnęła to jednak na zupełnie dalszy plan, gdyż kompan przegranego najwyraźniej postanowił się zemścić za kolegę i złapał rudą za nadgarstki. Mało komfortowa sytuacja, nie dało się zaprzeczyć. Całe szczęście, że nie była tym typem osoby, która wpadała w bezmyślną wściekłość w takich momentach. Banner raczej by się nie powstrzymał, gdyby był w trakcie walki, chwilowo w niezbyt "różowym" położeniu, na dodatek masa gapiów, a wręcz szyderców, gdyż ludzie dookoła zachowywali się jak odwiedzający zoo. Patrzą, śmieją się, ale nikt nie pomyśli, że coś chyba jest nie tak z priorytetami dzisiejszej młodzieży i wyjątkowo nie powinno chodzić o młodą Chesterfield. No cóż, a potem się dziwią, że na świecie powstają ugrupowania popierające Lokiego. Jak tu go nie popierać, skoro absolutnie nikt nie rozróżnia uczciwej walki od czegoś takiego(nawet jeśli Tess radzi sobie bardzo dobrze jak na taką sytuację)?
Prawie nikt. W momencie pojawienia się obcego mężczyzny, który przyszedł jej z drobną pomocą aż uniosła brwi ze zdziwienia. W sumie miała zamiar rzucić coś w stylu "ależ dziękuję, ale obejdzie się, poradzę sobie fantastycznie", jednakże przyjrzała mu się bliżej i aż rozszerzyła na moment oczy. Nagle lodowa kałuża miała perfekcyjny sens.
Hej, nie oberwałam, a szczególnie nie w głowę. Chyba mam za dużo materiałów w domu, skoro w głupim Central parku widzę Lokiego, myślała podczas gdy szybko przybrała znów normalny wyraz twarzy, nie zdradzając tego, że zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne. A przynajmniej w połowie, bo oczywiście druga połowa wręcz się modliła, by to nie były urojenia, nawet miała pewne argumenty. Mistrz iluzji, co to dla niego, wtopić się w tłum nawet w mieście, które prawie zniszczył?
Kilka sekund później otrząsnęła się całkowicie, by skorzystać z danej jej okazji i oswobodzoną ręką wycelować krótkie i mocne uderzenie w ten jakże lubiany przez nią punkt na wysokości szyi, który wyłączał przytomność delikwenta.
Powrót do góry Go down
Loki
Administrator


Liczba postów : 3035
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Paź 28, 2013 3:08 pm

Jako że rudowłosa dziewczyna niespodziewanie wykorzystała przygotowaną przez Lokiego okazję, aby uderzyć przytrzymywanego przez niego napastnika i pozbawić go przytomności - tym samym wyłączając go z dalszej akcji - bóg kłamstw mógł już puścić delikwenta, który bardzo nieelegancko padł na ziemię tuż przed nim. Czarnoksiężnik z jawnym zdegustowaniem wytarł dłoń o swój płaszcz, nie chcąc przypadkiem złapać czegoś uciążliwego od śmiertelnika... Co teoretycznie rzecz biorąc nie było możliwe i bardzo dobrze o tym wiedział, ale po prostu odczuwał nieodpartą wewnętrzną potrzebę okazania swojej wyższości. Nie było to nic nowego. Zaraz potem mag cofnął się o krok, kątem oka nadzorując pospieszną ucieczkę drugiego, z braku lepszego słowa, "przeciwnika". Chociaż nie, dysponował jednak bardziej adekwatnym określeniem - "natręta". Tak, teraz zabrzmiało właściwie.
Loki zerknął ze średnim zainteresowaniem na dziewczynę, która wpatrywała się w niego jak w obrazek - nie mógł się jej zresztą dziwić, zupełnie obiektywnie rzecz biorąc, co nie oznaczało jednak, że nie miał nic przeciwko tak intensywnemu okazywaniu uwagi - a następnie potoczył wzrokiem po gapiach, aby upewnić się, iż nikt nie skupiał się na nim do przesady. Co prawda pokładał pełną wiarę w swych czarach, ale bycie ostrożnym nigdy jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a przynajmniej on nie słyszał jak dotąd o takim przypadku. Zgodnie z jego przewidywaniami nikt go oczywiście nie rozpoznał, o czym świadczył jakże wymowny brak paniki. Tłum wydawał się być zaciekawiony głównie niedoszłymi oprawcami... A raczej jednym z nich, gdyż ten przytomny zniknął już z pola widzenia.
Tym lepiej dla niego.
Mimo wszystko ten incydent - to znaczy rzecz jasna okazany bogu haniebny brak szacunku, wyrażający się w kilku zabłąkanych kroplach wody z fontanny - sprawił, iż magowi natychmiast przeszła ochota na spacerowanie po parku i zbieranie informacji. Trudno; później dowie się więcej na temat co świeższych wydarzeń, chociażby rozsyłając klony lub może - w ostateczności - dobierając się telepatycznie do umysłu tego czy owego śmiertelnika. Ewentualnie mógłby jeszcze zrzucić to zadanie na jednego ze swych chwilowo nielicznych podwładnych, ale jakoś większe zaufanie żywił wobec osobiście pozyskanych danych. Ot, kwestia przyzwyczajenia oraz wrodzonej nieufności.
Z tym postanowieniem patron chaosu roztoczył wokół siebie drobne zaklęcie, którego celem było kompletne odwrócenie uwagi od jego nieskromnej osoby. Właściwie nie była to nawet iluzja, raczej... Sugestia. Tak, to dobre słowo. Po prostu podsunął otoczeniu myśl - nie, bardziej świadomość - że nie warto się nim interesować, wzmacniając tym samym działanie swojego poprzedniego uroku. Zaraz potem wycofał się z miejsca zdarzenia, bez pospiechu wychodząc na jedną z licznych alejek.
Jego myśli - puszczone teraz względnym luzem - powędrowały ku Thorowi. Nie mógłby szczerze powiedzieć, że ani odrobinę nie ciekawił go przebieg starcia boga piorunów z potworem morskim, o ile w ogóle do takowego doszło; mimo to jednak był przekonany co do korzystnego dla jego brata ostatecznego wyniku walki. Prawdę mówiąc trickstera bardziej niepokoiła opcja, iż blondyn ściągnął na siebie zbyt dużą uwagę i - powiedzmy - w tej chwili przebywał już w otoczeniu oddziału S.H.I.E.L.D. czy innej służby, a może nawet i samych członków Avengers. Coś takiego stanowiłoby poważny problem... Którym wypadałoby się zająć.
Jedynie lekkie zmarszczenie czoła wskazywało na - nieznaczne! - zmartwienie boga kłamstw, gdy ten jeszcze przez krótką chwilę przemierzał park, decydując się na swój następny krok. Wreszcie jego sylwetka rozmyła się, po czym zupełnie rozpłynęła się w powietrzu, co uszło niezauważone przez mijające go osoby.

[z/t]

_________________


No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Captain America
Męczennik Forumowy


Liczba postów : 187
Data dołączenia : 27/05/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Pon Gru 09, 2013 6:42 pm

Zatrzymał się na trawniku niedaleko ścieżki na rozgrzewkę. Poprawił słuchawki na uszach, po chwili zastanowienia wyciągnął również odtwarzacz z kieszeni i zaczął przeglądać utwory. "Bad moon rising". Kiwnął głową, schował odtwarzacz i zabrał się na początek za rozciąganie ramion. Spojrzał przy okazji na zegarek - 10 z minutami. Zaczął zastanawiać się czy ma jakieś plany na dzisiejszy dzień. W sumie mógłby się spytać Fury'ego czy nie przyjąłby go na normalną misję.. Chociaż ostatnia ,,normalna" misja w Rosji zakończyła się obudzeniem Lewiatana, hm. Skrzywił się lekko i rozpoczął serię na nogi. "Supermassive black hole". Był słoneczny, aczkolwiek chłodny dzień. Postanowił sobie, że po tej rozgrzewce biegnie od razu do mieszkania. Niby było mu gorąco po ćwiczeniach i nie był tak narażony na przeziębienie jak inni, ale uznał, że może jednak spyta się czy SHIELD nie ma jakiegoś zajęcia na zbyciu. Założył kaptur na głowę i nucąc sobie pod nosem już kolejną piosenkę, pobiegł dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Winter Soldier



Liczba postów : 73
Data dołączenia : 21/12/2012

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Gru 11, 2013 9:22 pm

Po misji w Petersburgu Bucky wiele myślał o tajemniczym blondynie z dachu. Kim on jest? I dlaczego przez niego James nabawił się migreny? Kiedy zdał raport, dowództwo strasznie zdziwiła wieść na temat tego faceta. Nie wiele powiedzieli Winter Soldierowi, ale on wiedział, że coś jest nie tak. Przy pomocy specjalnych strzykawek "wszystko naprawili" i teraz "powinno już być lepiej". Nikt nie chciał mu powiedzieć co to za mężczyzna, ale od razu wyznaczyli mu kolejną misję. Miał go śledzić. Bucky oczywiście nie mógł odmówić, ale to zadanie przyjął z wielkim entuzjazmem. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej o "blondynie z dachu" i nadarzyła się ku temu okazja. A przynajmniej miała się nadarzyć, bo znalezienia go wcale nie było takie łatwe. W końcu udało mu się namierzyć cel. Podobno znajdował się w okolicach Central Parku, ćwicząc. Tam też udał się Barnes.
Nie miał oczywiście na sobie swojego standardowego stroju. Ubrany był w koszulę(a pod nią kamizelka kuloodporna, bo nigdy nic nie wiadomo), długi beżowy płaszcz oraz czarną czapkę-baseballówkę. Siedział na ławce, obserwując otoczenie. I zauważył go. Rogers przebiegł kawałek dalej. Ale czy to na pewno on? Rozejrzał się, wokół było pełno ludzi. Aby wyglądać naturalnie wyjął z kieszeni telefon, zrobił zdjęcie i wysłał do dowództwa, które po chwili się z nim skontaktowało. Bucky nie spuszczał wzroku z celu.
-Я подтверждаю. Именно он- usłyszał w słuchawce telefonu. Schował go do kieszeni i szybkim krokiem ruszył za ćwiczącym Steve'm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samantha Hudson



Liczba postów : 33
Data dołączenia : 15/09/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Gru 17, 2013 6:52 pm

Gdyby nie fakt, że jej kto to typowy domownik, który nie lubi się za żadne skarby ruszać z mieszkania to przyszłaby tu z jakimś towarzystwem. Niestety musiała sobie ten aspekt odpuścić. Wprawdzie kilkanaście minut temu spotkała się ze znajomymi i trochę pogadała, lecz gdy tylko zbliżyli się do Central Parku byli zmuszeni się rozdzielić. Oni szli do biblioteki, a Samantha wyszła po to by się przespacerować. Ta okolica była do tego idealna. Minęło już sporo czasu od jej spotkania z Kapitanem i odtąd rozmyślała o tym co jej powiedział. W pewnych kwestiach zgadzała się z nim. W pewnych, nie we wszystkich. Wciąż miała pewne obawy. Wiedziała na pewno tyle, że nie może siedzieć bezczynnie. Coś w końcu będzie musiała zrobić. Sprawdziła na swoim "zegarku" godzinę, po czym wkroczyła na teren parku 85 ulicą od strony wschodniej, by potem zejść na ścieżkę wzdłuż zbiornika wodnego The Reservoir. Niby pora roku niezbyt sprzyjała takim spacerom. Zima zawsze przynosiła w Nowym Jorku śnieg, mróz i murowane przeziębienie. Sam miała jednak taki kaprys aby mimo tych minusów wyjść na spacer. Nie mogła w końcu tylko siedzieć w swoim domu. Rozejrzała się troszkę. Prócz niej w okolicy kręciło się trochę ludzi. Podeszła do jednej z ławek usytuowanych przy ścieżce i usiadła sobie wygodnie. Chętna na spacerek była co nie znaczyło, że jej nogi będą współpracować. Z tego powodu musiała na moment odsapnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.youtube.com/user/Artem2034
Mysterio



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 16/12/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Wto Gru 17, 2013 7:01 pm

Od dawna Mysterio "miał chrapkę" na zatłoczone miejsce jakim był Central Park. Kręciło się tam tyle bezbronnych ludzi, tyle potencjalnych ofiar. Quentin marzył, aby to właśnie tam uderzyć. No bo kto spodziewa się ataku w Central Parku? Podkreślam CENTRAL. No raczej nikt. W każdym bądź razie wszystko było dokładnie przygotowane. Sprzęt, gaz, strój i sam Quentin. Ludzie spacerowali, siedzieli, ogółem podziwiali uroki zimy. Wszechobecny odpoczynek i odprężenie. Umysłu tutaj przebywających czyszczą się, odpoczywają od prozy życia. Idealny stan na atak w sumie mentalny. Zielony dym utworzył jakby kopułę, trochę powariował. Po chwili rozpłyną się, a weń można było dojrzeć posturę Mysterio. Antybohater rozejrzał się i po chwili wyrzucił kilka kapsułek ze specjalnie spreparowanym gazem. Ze względu na wiatr gaz rozprzestrzenił się bardzo szybko. I wtedy zabawa się zaczęła. Ludzie zaczęli postrzegać otaczający świat bardzo dziwnie. Innymi słowy - tak jak tego chciał Quentin. Samantha również oberwała dziwną halucynogenną mieszanką. Uwaga całego Central Parku została zwrócona na Mysterio. Jednak ludzie nie widzieli akwariogłowego. Widzieli na jego miejscu największy strach - każdy swój własny. Central Park został otoczony zielonymi płomieniami, odstraszającymi ludzi od wejścia, ale i od wyjścia. Mysterio począł zbliżać się do miejsca w którym siedziała Samantha... A cóż ona widziała zamiast niego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samantha Hudson



Liczba postów : 33
Data dołączenia : 15/09/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Gru 18, 2013 6:19 pm

Samantha nie sądziła aby ten dzień miał jakoś inaczej się potoczyć, bo niby jakim cudem? Wszystko do pewnego momentu wskazywało, że dziś będzie spokojnie. Ot co kolejny zwykły dzień w Nowym Jorku gdzie to próbuje jakoś dalej żyć oraz utrzymać swój sekret przed innymi. No niestety takie przypuszczenia mają to do siebie, że czasami nie spełniają się. Jej piwnym oczom ukazał się w pewnej chwili obłok zielonego dymu, który zaczął ogarniać cały teren Central Parku. Zdziwiona tą sytuacją nie zdążyła zareagować w żaden sposób. W zasadzie to nawet nie wiedziała co mogłaby zrobić. W końcu pierwszy raz w życiu stykała się z czymś takim. Gaz szybko dotarł także i do niej. Wdychając go Sam zakaszlała parę razy, pod koniec dość mocno. Przetarła ręką usta i się rozejrzała. Dziwnie się czuła. Miała wrażenie jakby coś świdrowało jej mózg, a świat wokół siebie zaczęła inaczej postrzegać. Trudno było to opisać. Nie wiedziała co się dzieje, lecz widziała rzeczy które wcześniej się tu nie znajdowały lub nie miały prawa mieć miejsca. Zerwała się z ławki. "Obraz" zaczął jej się nieco trząść. Innych ludzi postrzegała jako rozmyte postacie, a spośród nich wyszczególniała się tylko jedna. Była to postać w dziwnym stroju i hełmie, lecz ona przez halucynogenny gaz widziała tego kogoś inaczej. Samantha widziała zamiast niego istotę jakby wytworzoną z cienia, nieznaną i przerażającą. Co właściwie reprezentował ten lęk? To z czym stykała się na co dzień. Tajemnice i sekrety. Jej największym lękiem była niewiedza o... praktycznie o większej części jej życia, tym co się z nią działo i co się z nią stało. Podświadomie bała się po prostu nie tyle samego istnienia tych niewiadomych co tego czego może się dowiedzieć. W wielkim skrócie - bała się prawdy jaką mogłaby poznać. To właśnie reprezentowała postać jaką widziała kobieta, ten wielki przerażający cień, który zdawał się zbliżać do miejsca gdzie akurat się znajdowała.
-Co się dzieje? Ja... muszę... trzeba coś zrobić...- Samantha nieco bełkotała. Nie można jej było winić. Była zakłopotana i kompletnie nie wiedziała co robić. Gaz najwyraźniej nie tylko powodował halucynacje ale też w pewnym stopniu otępiał swoje ofiary. To właśnie przytrafiało jej się w tym momencie. Odruchowo spróbowała odsunąć się do tyłu by oddalić się od "nieznanej istoty".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.youtube.com/user/Artem2034
Mysterio



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 16/12/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sro Gru 18, 2013 6:31 pm

Mysterio wiedział, że jego ofiary są przerażone. Przecież to logiczne. Nie wiedzieć czemu, intuicja sprowadziła go tuż przed Samanthe. Dziewczę próbowało się cofać. To takie żałosne. Tuż za jej plecami z ziemi wyrosła ogromna ściana, blokująca jej drogę. Te halucynacje pomimo, iż były tylko wytworem umysłu miały w sobie moc. Podobne umysł jest w stanie czynić wielkie rzeczy, lecz nie każdy jest w stanie tak umysł wykorzystać. Jednak Samantha coś o tym wiedziała, choć nie była tego świadoma. Jest przecież psionikiem. W każdym razie;
Mysterio był już bardzo blisko Samanthy. Podniósł rękę, a Samantha poczęła lekko odrywać się od ziemi. Mogła również zaobserwować coś, co mogło być dla niej nieco bolesne. Ukazała się jej dziwna, nieco może szkaradna forma a skrzydła rozpostarły się. Okoliczni ludzi zaczęli podchodzić, gapić się na nią. Przy tym szeptali i odsuwali się przerażeni dziwną istotą...
- Już nic nie możesz zrobić... Przykro mi... Nyhahahaha
Zachrypnięty głos skierował te słowa do Samanthy, po czym zaczął zbliżać się coraz bardziej... I bardziej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samantha Hudson



Liczba postów : 33
Data dołączenia : 15/09/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Gru 19, 2013 6:37 am

Wprawdzie próbowała się wycofać do tyłu, lecz w pewnym momencie coś zablokowało jej drogę, coś twardego. Gdy spojrzała się za siebie zobaczyła jak z ziemi wyrasta masywna ściana, której pozornie nie da się pokonać. Samantha była jednak otępiona wciąż przez gaz i nie wiedziała co ma dalej robić. Gdy odwróciła się w kierunku wielkiej istoty cienia ujrzała jak ta zbliża się w jej stronę.
-Nie...- szepnęła do siebie równie przerażona co pozostałe ofiary tego wydarzenia. Może znacznie różniła się od zwykłych ludzi tu obecnych, lecz nie oznaczało to, że była w jakiś sposób bardziej odporna na tego typu manipulacje zwłaszcza spowodowane działaniem jakieś substancji. Mimo iż chciała się ruszyć to z jakiegoś powodu nie mogła. Poczuła jakby jej stopy odrywały się od ziemi. No i faktycznie zaczęła unosić się ponad nią i mimo swoich starań nie potrafiła w żaden sposób przemieścić się gdzieś indziej. Czemu nie broniła się? Czemu nie mogła wtedy po prostu użyć swoich mocy? No cóż, prawdopodobnie była to sprawka otępienia, które w gruncie rzeczy nie pozwalało jej skupić się na czymś przez dłuższy czas. Jedynym ratunkiem byłoby tylko to gdyby zdała sobie sprawę z tego, że to wszystko co teraz widzi to jedynie wytwory jej umysłu. Szansa na to nadarzyła się po paru chwilach kiedy niespodziewanie ujrzała jak jej obecna postać zanika i w jej miejscu pojawia się jej prawdziwe Ja. Widziała jednocześnie przerażenie innych ludzi spoglądających na nią. To był kolejny z jej lęków, że wszyscy się o tym dowiedzą. Pozornie zaczęło się to spełniać, lecz wtedy spojrzała się na swój zegarek i ujrzała, że wciąż działa. Była zakłopotana. Jakim cudem mogło się to dziać skoro jej urządzenie wciąż było aktywne? Właśnie wtedy dopadły ją wątpliwości co do wszystkiego czego była świadkiem.
-Nie...? To nie ma żadnego sensu... nic tu nie ma sensu- stwierdziła sama do siebie. Gdy pojawiły się wątpliwości odruchowo rozpoczęła próby wyparcia ze swojego umysłu tych przedziwnych wizji. Jeśli Mysterio był w stanie wyczuć coś takiego to Samantha próbowała się w tym momencie umysłowo uwolnić spod wpływów tych dziwacznych halucynacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.youtube.com/user/Artem2034
Mysterio



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 16/12/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Czw Gru 19, 2013 9:19 pm

Mysterio widział, że Sam powoli domyśla się, że sama jest sprawcą zaistniałych rzeczy. Postanowił wykonać dalszą część swego planu. Niebo pociemniało, cała okolica stała się bardzo ciemna. Ludzie zaczęli w jękach i krzykach zamieniać się w jakieś dziwne stwory. Ich ciała się rozerwały, tak samo jak ubrania. Powyrastały im dodatkowe kończyny, kolce. Jeden kolec wystrzelił do Samanthy i lekko zranił jej ramię. To był realny ból. Monstra zaczęły zbliżać się do Sam. A ta nie mogła nic zrobić. Została jakby sparaliżowana. Kolejne kapsułki z gazem wylądowały na ziemi, tworząc obłok dymu, który jeszcze bardziej otępił Sam. Stworzenia zbliżyły się do niej. Zaczęły ją kaleczyć ranić. A ciało Sam odmawiało posłuszeństwa. Nagle w zielonym obłoku dymu pojawiła się już właściwa sylwetka Mysterio. Quentin uniósł rękę i wystrzelił zielony promień w stronę bestii. Jedna po drugiej, odsunął ją od Samanthy. Uniósł się w powietrze i powiedział bardzo teatralnym tonem:
- Odejdźcie biesy od niej. Mysterio, obrońca uciśnionych, nie dopuści krzywdy do niej
Po czym opadł na ziemie, wywołując lekki wstrząs, który doszczętnie zmiótł z powierzchni ziemi bestie. Pstryknął palcami i wszystko wróciło do normy. Sam spadła na ziemię, a Mysterio wyciągnął rękę, by ją podnieść
- Pani pozwoli... Jestem Mysterio...
Biedna Sam... Nie mogła wiedzieć, że to właśnie Myst był sprawcą tych iluzji. Nigdy wcześniej go zapewne nie widziała. Wciąż kręciło się jej lekko w głowie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samantha Hudson



Liczba postów : 33
Data dołączenia : 15/09/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Gru 20, 2013 4:12 pm

To wszystko nie miało sensu. Właśnie wtedy gdy Samantha zdała sobie sprawę, że pewne szczegóły nie pasują zrodziła się w niej iskierka podejrzeń, że to co widzi nie jest tym co dzieje się naprawdę. Czyżby była pod wpływem jakiś iluzji czy coś w tym stylu? Nie była pewna, wciąż gaz ją otępiał. Pewna była tego, że pewne elementy tej sytuacji do siebie nie pasują. Po prostu nie mogą mieć miejsca. W pewnym momencie ludzie wokół niej zaczęli zmieniać się w jakieś potworne monstra, które następnie zaatakowały ją. Została zraniona w ramię. To był realny ból, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Najgorsze było to, że nie mogła uciec. W niewiadomy sposób została sparaliżowana, a przynajmniej tylko jej nogi. A może ona teraz śni czy coś? Czyżby to miał być po prostu zwykły koszmar? Samantha była zmieszana tą całą sytuacją. Wtedy niespodziewanie pojawiła się jakaś postać z dziwnym hełmem w kształcie kuli. Pokonał on po chwili bestie. Dziwnie się zachowywał. Jakby grał w jakimś teatrze. Może ten jego głos robił takie wrażenie i tyle. Może nie mogła od razu wiedzieć kto jest sprawcą tego wszystkiego. Nie zmieniało to jednak faktu, że odkąd zdała sobie sprawę z pewnych nieścisłości wciąż miała to dziwne uczucie. Mimo tego, że pozornie wszystko wróciło do normy wciąż intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie tak. Nie, że wciąż widzi jakieś halucynacje. Po prostu miała złe przeczucia. Tym bardziej, że wszystko wróciło do poprzedniego stanu akurat za sprawą małego pstryknięcia palcem przez tego mężczyznę. Czy mogłoby to być aż tak proste. Nie doszła jeszcze jednak do prawdy, więc z "pomocą" tego Mysterio wstała na równe nogi. Dalej kręciło jej się w głowie, więc ją sobie pomasowała.
-Jakim cudem... to znaczy... jak to zrobiłeś, że nagle wszystko jest... takie jak było?- zapytała się, a w jej głosie dało się wyczuć pewne zdziwienie. Z natury była lekko podejrzliwa, więc szybko też puściła rękę tajemniczego mężczyzny. Iluzje czy nie, nic nie potrafiło chyba przyćmić jej już "wrodzonej" ostrożności i podejrzliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.youtube.com/user/Artem2034
Mysterio



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 16/12/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Pią Gru 20, 2013 6:53 pm

Wiadome. TO było wiadome. Naturalnym jest, iż niemożliwe, aby za jednym pstryknięciem palca, wszelkie te dziwne zjawiska odeszły. Jednak Samantha była, aż nadto podejrzliwa. Mysterio na początku był trochę zmieszany... Po chwili jednak zebrał myśli i rozpoczął prawić swym teatralnym głosem, jak miał w naturze:
- Damo... Widziałem. Stworzenie, które nasłało te iluzje było potężne. Jednak zjawiłem się ja. Chwała chwili. Dziwisz się, jak zneutralizowałem te iluzje. Mam... Talent. Jestem uzdolniony, bardzo charakterystycznie. mam dla Ciebie propozycje... Pójdź ze mną, a nauczę Cię. Dam Ci mój dar, a jest on potężny niewątpliwie.
Mówiąc to, Mysterio stworzył iluzję małego smoka. Trzymał go na ręku... Po chwili smok znikł.
Cała ta mowa Quentina wywierała jakiś dziwny wpływ na Sam. Głos Mysterio był bardzo dźwięczny, trafiał do ucha i sprawiał niejako przyjemność... Uczucie spotęgowało otępienie gazem. Specjalne urządzenia nadawały głosowi Quentina charakterystyczną barwę. Taką, której słuchanie jest przyjemnością i która działa jak hipnoza...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Samantha Hudson



Liczba postów : 33
Data dołączenia : 15/09/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Gru 21, 2013 8:00 pm

Wciąż zastanawiał ją fakt jakim cudem mężczyzna mógł jednym gestem ręki sprawić iż to wszystko tak po prostu wróciło do normy. Nikt nie ma takiej mocy. Przynajmniej w mniemaniu Samanthy nikt nie powinien. Gdyby tylko wiedziała wtedy, że to on stoi za wszystkim to ten fakt nabrałby już sensu. Starała się zachować cząstkę trzeźwego myślenia co było jednak utrudnione przez wpływ gazu. Słuchała uważnie jego słów. Brzmiały one dość... dobrze. Sama nie wiedziała skąd takie uczucie. Po prostu coś sprawiało, że chciała go dalej słuchać.Wyjaśniał on w międzyczasie w jaki sposób zneutralizował wszystkie te potwory, które ją zaatakowały, a potem rzekomo zniwelował działanie halucynacji. No tak. Wprawdzie udało mu się ją otępić, lecz wciąż pewna jej cząstka zastanawiała się jak to możliwe, że mu się udało. Jak zostało wcześniej wspomniane - nikt nie ma takich mocy. Tego typu zdolności byłyby czymś wielce potężnym.
-Czemu akurat mnie?- zapytała się niespodziewanie niedługo po tym jak nieznajomy skończył swoją wypowiedź. Ciężko stwierdzić czy zapytała się pod wpływem otępienia gazem czy z podejrzliwości. W ten czy inny sposób zapytała się ciekawa czemu akurat ją miałby czegokolwiek uczyć. Pozornie niczym nie wyróżniała się od innych osób. No właśnie - pozornie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.youtube.com/user/Artem2034
Mysterio



Liczba postów : 11
Data dołączenia : 16/12/2013

PisanieTemat: Re: Central Park   Sob Gru 21, 2013 9:08 pm

Mysterio i tego się spodziewał. Wiedział, że już ją ma. Wiedział, że to chwila w której rozpocznie się wielka współpraca... Jednak, czemu Samantha? Czemu ona spośród tylu ludzi w NY?
- Ty jako jedyna nie krzyczałaś, widząc te dziwne zjawiska. Ty jako jedyna nie uciekałaś, nie próbowałaś się zabić. Ty jako jedyna zachowałaś zimną krew. TO oznacza, że jesteś nieustraszona. Przyglądałem się temu wszystkiemu z boku. Widziałem. Oferuje Ci moją pomoc. Przyjmij ją i stań się najpotężniejszą istotą na tym świecie. Nieś zniszczenie, lub twórz. Uwierz mi... Jedyna taka szansa. Jednak tę moc mogą posiąść Ci najodważniejsi. Zdobycie tej mocy, wiąże się z niebezpieczeństwem. Jednak jest to niebezpieczeństwo jedynie natury mentalnej. A ta natura jest najtrudniejsza do przebycia. Choć ze mną. Potrzebuję ucznia... Jestem już na skraju życia, a ktoś musi przejąć mą spuściznę
Mysterio nadał prawił swym "magicznym" głosem, silnie gestykulując. Starał się przedstawić to wszystko na tyle ekspresywnie i atrakcyjnie, aby Samantha zgodziła się przystąpić do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Central Park   Today at 2:20 am

Powrót do góry Go down
 
Central Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: