Marvel Universe: The Avengers PBF
 
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Times Square

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Quicksilver

avatar

Liczba postów : 96
Data dołączenia : 07/12/2012

PisanieTemat: Times Square   Wto Maj 07, 2013 8:11 pm

First topic message reminder :



Plac na Manhattanie w Nowym Jorku znajdujący się na skrzyżowaniu Broadwayu i alei Siódmej, rozciągający się od ulicy 42 do ulicy 47. W Stanach Zjednoczonych jest tym, czym Plac Czerwony w Moskwie, Pola Elizejskie w Paryżu czy plac Trafalgar w Londynie. Jest to jedna z ikon Nowego Jorku oraz centrum światowego handlu oraz mody, słynie z dużej ilości oświetlenia.
Nazywający się wcześniej Longacre Square, plac ten otrzymał swoją obecną nazwę po tym, gdy The New York Times przeniósł swoją siedzibę do nowo wybudowanego New York Times Building (obecnie nazywanego One Times Square). Powiększony obszar placu Times, zwany Theatre District, składa się z budynków pomiędzy aleją 6 i 8 oraz ulicą 40 i 53, uzupełniając zachodnią część handlową centrum Manhattanu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Sty 16, 2017 10:20 pm

- Lubię wszystkie! - odpowiedziała entuzjastycznie. Prawda była taka, że lody jadła może ze dwa razy i niewiele smaków poznała, ale oba jej smakowały, więc już doszła do wniosku, że wszystkie lody są dobre.
Może i nie była zbytnio ostrożna, ale wiedziała jakie nastawienie zazwyczaj dorośli mieli do dzieci. Jeśli mówiło coś dziwnego to znaczy, że wymyślało. Trzeba więc wysłuchać z uśmiechem i przytaknąć, udając, że się wierzy. Spotkała się już z takim traktowaniem. Wiedziała co ludzie przy niej myślą. W końcu umiała odczytywać ich emocje.
- Chcę tego zielonego - kiedy stanęli przy lodówce z lodami spojrzała na wszystkie i od razu wskazała palcem na ten w kolorze zielonym. Smak się dla niej nie liczył, i tak na pewno będzie dobry. A zielony był ładny. Lubiła ten kolor. Oczywiście więc, że wybrała loda gałkowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anthony Skyblade

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 14/01/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Sty 17, 2017 11:36 am

- Zielonego, mówisz... - upewnił się, że zrozumiał, którego dokładnie chce dziewczynka i posłał uśmiech do sprzedawczyni. Trochę z przyzwyczajenia, trochę z kultury, a trochę z wrodzonej przekory. Ludzie jakoś nie lubili uśmiechów od bezdomnych. Nieco później Tony przypomniał sobie, że dziś wygląda nawet przyzwoicie.
- Poproszę... A niech będą dwie gałki pistacji. A dla mnie włoskiego. - zawahał się chwilę patrząc na smaki. W tym temacie on też był mało dojrzały, w końcu rzadko pozwalał sobie na lody i wybieranie ich sprawiało mu przyjemność. - Mieszany... Mieszany będzie okey.
W pewnym momencie chłopak uświadomił sobie, że o czymś zapomniał. A raczej o kimś. Wystraszony rozejrzał się wkoło za psem, ale uspokoił się, kiedy zobaczył go przy Lunie. Nie byłoby przyjemnie, gdyby zgubili półtorametrowego "ochroniarza". Zapłacił i podał loda młodej.
- Smacznego - rzucił, ponownie się uśmiechając. Zdał sobie sprawę, że niemal cały czas się uśmiecha. Przez chwilę zastanowił się, czy to nie podpada pod jakąś chorobę, ale szybko zostawił ten temat. Ruszył w kierunku Avengers Tower, zerkając na towarzyszkę niepewnie. Im bliżej był budynek tym bardziej zaniepokojony był Tony.
- Słuchaj, młoda... Jesteś pewna, że twój tata to Quicksilver? Wiesz... Gdyby tak nie było, to będziemy mieć problemy. - w myślach dodał "Głównie ja będę mieć". Co on w zasadzie sobie wyobraża... Wejdzie tam i powie "Heyka, dziecko chyba się wam zgubiło!"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Sty 17, 2017 1:15 pm

Luna sama uśmiechała się szeroko do sprzedawczyni, czekając na swojego loda. Stanęła na palcach i wyciągnęła rękę po rożka, od razu biorąc się za jedzenie swojego przysmaku. Obserwowała jak kobieta robiła loda włoskiego dla chłopaka. Doszła do wniosku, że ten lód wygląda śmiesznie.
O Lockjawa nie trzeba się było martwić. Pies nie odstępował dziewczynki na krok. Jego zadaniem było pilnowanie jej, a on o tym wiedział i rozumiał powagę swojego obowiązku. Nie był zwykłym psem, był niezwykle inteligentny i rozumiał każde słowo, które się do niego mówiło.
- Smacznego - odpowiedziała Tony'emu, idąc obok niego. Spojrzała do góry na chłopaka, trochę zdziwiona jego słowami - Quicksilver, najszybszy człowiek na świecie. Dlaczego mielibyśmy mieć problemy? Gdzie idziemy? - chłopak ją zaintrygował, bo nie rozumiała przez co mieliby mieć problemy. W jakie miejsce idą?
- Nie kłamię, słowo honoru. Po co miałabym kłamać o tacie? - po co miałaby szukać kogoś kto nie jest dla niej bliskim? To bez sensu. Ona tylko chciała zobaczyć się z tatą. Tata był dla niej jedynym powodem do odwiedzenia Ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Anthony Skyblade

avatar

Liczba postów : 21
Data dołączenia : 14/01/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Sty 17, 2017 2:35 pm

Chłopak odetchnął cicho, słuchając jej. Polizał loda i wolną rękę wskazał na okazały budynek, teraz znajdujący się już tylko dwie przecznice dalej.
- Idziemy tam. - odparł - To baza dla takich osób, jak... Twój tata - chwilę się wahał, ale w końcu uznał, że musi jej wierzyć. Co innego mu zostało, kiedy byli tylko kawałek od celu? Westchnął w duchu, prowadząc dziewczynkę przez ulicę.
- Quicksilver wie, że tu jesteś? - spytał, bo nagle dotarło do niego znaczenie słów "najszybszy na świecie". Przecież mógłby odebrać córkę z dowolnego miejsca na ziemi... W duchu chłopak przewrócił oczami.
- Młoda, czy ty przypadkiem nie wymknęłaś się z domu? - obrzucił ją podejrzliwym spojrzeniem, będąc już tuż tuż od Avengers Tower.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Luna Maximoff

avatar

Liczba postów : 46
Data dołączenia : 12/01/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Sty 17, 2017 3:31 pm

Spojrzała do góry na budynek. Coś głęboko w jej głowie podpowiadało, że powinna znać ten budynek i, że już go gdzieś widziała. Dziewczynka jednak za nic nie mogła skojarzyć skąd miałaby go znać.
- Śmieszny kształt ma ten budynek. A po co mu literka A na górze? To od nazwy firmy? - szła, liżąc loda i wpatrując się  w budynek do góry. - Takich jak mój tata? Znaczy, dla superbohaterów? - spojrzała na chłopaka i pokręciła lekko głową na jego pytanie.
- Nie wie. To ma być niespodzianka - odparła mu z uśmiechem. Podała resztkę loda Lockjawowi, a ten capnął całość za jednym kęsem, nadzwyczaj delikatnie obchodząc się z dłonią dziewczynki. Problem właśnie był taki, że Pietro mógłby ją odwiedzić tylko gdyby mieszkała na Ziemi. Niestety, nie mieszkała. Więc tylko dzięki Lockjawowi mogła się spotykać z tatą.
- Mama jest troszkę zła na tatę i nie pozwoliłaby mi go odwiedzić. Bo ostatnio mnie zabrał do siebie bez mówienia jej o tym - wytłumaczyła chłopakowi. Może i rodzice nie byli skłóceni, ale chyba mama nie ufała w tej chwili za bardzo tacie. Wiedziała, że jednak wciąż się kochają.

z/t dla oboje do Lobby Avengers Tower.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Spider-Man

avatar

Liczba postów : 275
Data dołączenia : 20/07/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Lis 26, 2017 4:39 pm

"Świst wiatru w uszach, nagłe zryw prędkości, adrenalina, czy jest coś lepszego w życiu niż te rzeczy?" właśnie ta myśl siedziała w głowie człowieka pająka, kiedy, znajdując się dobre sto metrów nad ziemią, kończył wykonywanie salta w przód, celując nadgarstkiem w kierunku kolejnego punktu zaczepienia. Może istniały inne, szybsze sposoby na patrolowanie ulic, ale był pewien, że żadna nie jest zabawniejsza od huśtania się na sieci. Z czasem, w trakcie jego kariery, obowiązek sprawdzania czy przypadkiem ktoś nie popełnia jakiegoś przestępstwa, zamienił się w formę rozrywki. Kiedy jesteś tak wysoko nad wszystkimi, nikt nie może Cię zaczepić, przerwać czy też ściągnąć z powrotem na ziemię... poza przestępcami.
Na przykład takimi jak ten koleś z nożem za tamtym budynkiem, domagający się pieniędzy od mniejszego od niego biedaczka. Spidey westchnął i zanurkował prosto na miejsce akcji. Zakradł się za agresora, chwycił jego wolne ramię w dwóch miejscach i rzucił nim o ścianę. Krótką chwilę później, bad guy został przymocowany do ściany białymi niciami pajęczej sieci. Pająk Położył dłoń na swoim boku i przechylił nieco głowę.
-Sorry, had no idea how to humiliate so I just started throwing everything against the wall and hoping something will stick - uświechnął się pod maską. Odwrócił się i poklepał niedoszłą ofiarę po ramieniu, mówiąc:
-Zadzwoń po policję
W mgnieniu oka wlazł na dach jednego z okolicznych budynków. Po tej akcjii poczuł pewną lekkość. Może tego mu brakowała? Bycia uprzejmym Spider-Manem z sąsiedztwa? Ostatnio jedyne na czym mógł się skupić to tamta porażka. Czuł się dziwnie niekompetentny. Dochodzą do tego te wszystkie dziwne spotkania, Black Cat, ten cały Jack... Do tego umówił się na spotkanie z obiema tymi osobami. O ile nie narzekał na spotkanie z tą pierwszą, to nie był do końca pewien jak ma sobie poradzić podczas spotkania z prawdziwym psychopatą... Cóż, przynajmniej spotkania, które polega na czymś innym niż na biciu się po twarzach. Jak mógł zapomnieć o swoich przeciwnikach. Naprawdę spotkał wielu psychopatów w swoim życiu, huh? Usiadł na moment na jednym z kominów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Wiccan

avatar

Liczba postów : 494
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Pon Mar 05, 2018 1:36 am

Po zakończeniu spotkania z Visionem i rozesłaniu wiadomości do części członków swojej drużyny, Billy zdążył jeszcze zrobić kilka innych rzeczy, mniej czy bardziej istotnych. Chłopak odbył na przykład dłuższą rozmowę telefoniczną z Kate, w trakcie której ostrożnie ćwiczył latanie ponad miastem, w ten sposób testując swoją podzielność uwagi - i to w stresujących warunkach, bo miał naprawdę sporo do opowiedzenia przyjaciółce, zaczynając od akcji z Runaways, a na propozycji Mścicieli kończąc. Utrzymywał się na takiej wysokości, że nikt raczej nie powinien zwrócić na niego uwagi, szczególnie w Nowym Jorku, gdzie taki widok nie był już tak naprawdę niczym dziwnym, ale i tak starał się zachowywać czujność.
W pewnym momencie jednak Kaplan otrzymał od Sammy zaproszenie na spotkanie na Times Square, oczywiście nadane również przez komórkę. Szczerze mówiąc trochę go to zaskoczyło, ale prędko doszedł do wniosku, że być może dziewczyna chciała po prostu porozmawiać o swojej wczorajszej misji, więc niemalże natychmiast potwierdził, że stawi się na miejscu na czas. Drogą powietrzną nie powinien mieć z tym żadnych problemów, byle tylko udało mu się znaleźć w okolicy jakieś odosobnione miejsce do wylądowania... Oraz do przebrania się w coś bardziej codziennego. Przez krótką chwilę zastanawiał się nad tym, czy powinien przyprowadzić ze sobą kogoś jeszcze, na przykład Teddy'ego albo Kate, ale ostatecznie uznał, że Sammy wiedziała co robiła.
Lot przebiegł spokojnie, a nastolatek urozmaicił go sobie starając się ustalić swoją optymalną prędkość. Zbliżając się do celu nie tylko zwolnił, ale i obniżył poziom, na jakim do tej pory się przemieszczał, aż w końcu osiadł na dachu przeznaczonego do rozbiórki budynku. Schodami zszedł na dół, po drodze upewniając się, że w środku nie kręcili się żadni bezdomni, youtuberzy, ani nikt inny, kto mógłby go zobaczyć, a gdy znalazł się już na parterze, w błysku błękitnej energii wreszcie odmienił swój strój. Tymczasowo przekształcił kostium w zwykłe ciemne spodnie i w czarny podkoszulek z nadrukiem tarczy Kapitana Ameryki oraz tekstem KEEP CALM AND SOLDIER ON.
Tak przygotowany, Billy ukradkiem opuścił teren budynku i na piechotę skierował się w stronę Times Square. Nie był pewien gdzie dokładnie powinien się stawić, bo tak naprawdę nie umówili się z Sammy na żadne konkretne miejsce, lecz w każdej chwili mógł to przecież naprawić. W końcu od czego miał przy sobie telefon? Najpierw jednak chciał w ogóle dotrzeć na plac i może jeszcze zorganizować sobie jakąś przekąskę... Nic ciężkiego, bo zakładał, że koleżanka z drużyny też może chcieć skoczyć do jakiegoś lokalu, ale ot, tak tylko dla zabicia pierwszego głodu. Na szczęście miał na to czas, bo przed chwilą dopiero minęła czternasta.
Kaplan wkroczył na plac w jego północnej części... I zgodnie ze swoim niedawnym postanowieniem zaczął od zajrzenia do restauracji McDonalds, która akurat znajdowała się w pobliżu. Po krótkiej - przynajmniej jak na to miejsce i porę - walce z kolejką nastolatek opuścił budynek wraz ze zdobytymi frytkami, równocześnie popisując się prawdziwym instynktem miastowego przy wymijaniu tłumów. Przekroczywszy ulicę, deptakiem skierował się ku pomnikowi Ojca Duffy'ego. Gdyby nawet on nie był wystarczająco charakterystycznym punktem, to za nim znajdowały się biegnące w górę siedzenio - schodki, w rzeczywistości stanowiące czerwony dach budki TKTS. Je dało się już zauważyć z daleka.
Na początek chłopak przysiadł sobie tylko na jednym z wielu murków na deptaku, próbując zignorować to, jak bardzo jego czarna powierzchnia nagrzała się od słońca. Konsumując swoją przekąskę, wyjął z kieszeni spodni komórkę i prędko poinformował Sammy o tym, że czekał na nią zaraz za TKTSem. Przez chwilę po prostu jadł sobie spokojnie, równocześnie w milczeniu obserwując przechodzących dookoła ludzi, ale kiedy dokończył posiłek, od razu wyrzucił papierowe opakowanie do odpowiedniego pojemnika - z kilku dostępnych - i w końcu przeniósł się te kilkanaście metrów dalej, już na schody. Zajął miejsce na tym najwyższym stopniu, blisko barierki, mając ją po swojej lewej. Tak, to zdecydowanie był o wiele lepszy punkt widokowy.
Teraz Billy'emu nie pozostawało nic innego, jak tylko cierpliwie czekać na przybycie koleżanki. W międzyczasie nastolatek znów wyciągnął komórkę i dla zabicia czasu zajął się przeglądaniem internetu, co jakiś czas odrywając się od tego zajęcia, aby rozejrzeć się po swoim najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu Sammy.

Jeżeli potrzebujecie do swoich postów, to tak wygląda ta okolica. Tylko normalnie nie ma tam tych siedzeń, to chyba zdjęcie z otwarcia budki TKTS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Mar 06, 2018 1:29 pm

Jak wróciła do swojego mieszkania z nocnego spaceru, od razu wzięła się za… Nie, nie kąpiel. Zdjęła z siebie kurtkę Damiena i w chwili jak jej węch „wrócił”, wiedziała co musi zrobić. Szybko wzięła nie-swoją własność do łazienki, wyciągnęła nową szczotkę i zabrała się za dokładne szorowanie ubrania. Nie mogła znieść woni dymu papierosowego. Wtedy jej nie przeszkadzał, bo była zbyt zmarznięta, aby zrezygnować z zaproponowanego okrycia. Gdy udało jej się wykonać zadanie, powiesiła kurtkę na balkonie i w końcu sama poszła się umyć. Kiedy była już czyściutka, narzuciła siebie jakieś ubrania jako piżamę i położyła się spać. Zasnęła prawie od razu, ale obudziła się nadzwyczaj późno. Więc pierwsze co zrobiła to było zjedzenie śniadania i wyjście na miasto.
Times Square było czymś o teraz potrzebowała Kalia. Mnóstwo ludzi, sklepy, chaos i hałas nie do zagłuszenia. Mimo, to dziewczyna cały czas na uszach miała swoje różowe bezprzewodowe słuchawki, w których koreańska muzyka płynęła tak głośno jakby chcąc konkurować z zgiełkiem ulicy. Dzisiaj ubrała się jak najbardziej w swoim stylu. Żółta bluzeczka z napisałem „Super Power”, na to czarna skórzana kurtka, krótkie dżinsowe spodenki z wyższym stanem, rajstopy w kocie łapki i do tego trampki za kostkę w kolorze kruczych piór. Włosy miała związane żółtą wstążką w wysoką kitkę, która kołysała się na boki przy każdym ruchu dziewczyny. W kieszeniach spodenek miała schowany telefon i pudełeczko igieł, nie zastąpiona broń dalekiego zasięgu, ale tym razem w kurtce także trzymała swój ulubiony nożyk do tapety. Może i nie potrzebnie wzięła to wszystko ze sobą, ale chyba przyzwyczaiła się do noszenia swojego małego arsenału zawsze ze sobą. Pomijając „broni” miała ze sobą w kurtce różowy błyszczy i poręczne lustereczko w kształcie głowy Hello Kitty.
Dopiero co była w klubie i w dodatku się nie wytańczyła, toteż odmiennie niżeli zazwyczaj stawiła kroki w rytm muzyki podążającej z telefonu, przez słuchawki do jej uszu. Chodziła bardzo płynnie, ale oczywiście w takim tłumie nie byłoby możliwe bez jakiejkolwiek pomocy. Mogło się wydawać, że dziewczyna jest skupiona tylko na muzyce, ale to nie było prawdą, gdyż cały czas zerkała na przechodzących ludzi, których delikatnie, niezauważanie przesuwała, aby na nich nie wpaść. Było to tak subtelne, że zwykli zjadacze chleba czy ryżu nie zwracali na to uwagi, ale już osoba znająca się na takich mocach, mogłaby to spostrzec. Większość interpretowała to jako zetknięcie się z ciałem Azjatki, albo innych ludzi, toteż czasami ktoś mruknął coś pod nosem niezadowolony.
Szybko przeszła na stronę gdzie znajdowały się czerwone schody. Było to dziwne miejsce, bo po co schody na środku chodnika? Ale wiedziała, że większość turystów uważa to jako atrakcję, więc wszystkie relacje z podróży do Nowego Jorku uwzględniały tą przestrzeń na zdjęciach. Oczywiście Kalia kiedyś już zrobiła podobnie. Żyła światem mediów społecznościowych, więc trudno było się jej dziwić. Jakoś dziwnie miała ochotę postać na tych schodach jak bohaterowie chińskiego serialu, którego ostatnio oglądała. Wspięła się na samą górę i obróciła powoli wokół własnej osi, oglądając kolorowe reklamy oraz plakaty filmowe. Oczywiście uważała na ludzi znajdujących się koło niej, żeby z nikim się nie zetknąć. Rozglądając się zauważała po jednej stronie chłopaka, który widocznie na coś lub kogoś czekał. Spojrzała na jego podkoszulek z tarczą Kapitana Ameryki i uśmiechnęła się do siebie. Człowiek o niesamowitych zdolnościach ratujący świat? Ostatnio trzymała urazę dla takich ludzi, bo nie uratowali jej rodziców, ale po spotkaniu mężczyzny w opuszczonym bloku i Damiena, zaczynała zmieniać swój pogląd. Przecież wszystko nigdy nie idzie tak jakbyśmy tego chcieli i powinno się z tym pogodzić, ale nie zapomnieć. Odwróciła wzrok od chłopaka i wyciągnęła z kieszeni swój smartphone. Zawsze była zawiedzona, że barierki były szklane, gdyż nie mogła się na nie chociaż trochę wspiąć. W końcu nie była za wysoka, a czasami zdjęcia lepiej wychodziły z podwyższenia. Nie pozwoliła sobie na używać tutaj swoich zdolności, bo mogłaby być natychmiastowo zauważona, a tego bardzo nie chciała. Wolała jak ludzie uznają ją za zwyczajną nastolatkę, a nie mutanta. Nie chciałabyś wytykana palcami przez swoje zdolności, gdyż już czasami słyszała o sobie nie miłe słowa tylko dlatego, że była Azjatką. Urodziła się w tym kraju, ale jej wygląd zdradzał inne korzenie. Westchnęła cicho, żeby zresetować swój nastrój i zabrała się za robienie zdjęć. Musiała zaktualizować swój status na paru stronach, a zdjęcia zawsze przyciągają więcej obserwujących. Poprawiła szybko włosy i zrobiła także kilka selfie. Przesunęła się na bok, aby nikomu nie przeszkadzać i przejrzeć pliki graficzne. Powinna wybrać najlepsze. Przesunęła tak daleko, że dotarła do wczorajszych zdjęć. Spojrzała na jedno i zablokowała telefon. Schowała go do kieszeni spodenek i opierając się o barierkę plecami rozejrzała się po okolicy cały czas słuchając muzyki z słuchawek. Nic już nie zepsuje jej humoru, chyba, że koniec świata… Ale nie mamy teraz 2012.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 11, 2018 2:39 am

Nastał kolejny dzień. Samantha przemieszczała się przez ulice, trzymając w dłoniach nowy telefon niczym cenny skarb. Poprzedni, niestety, musiał trafić do wyrzucenia, ponieważ po akcji w kopalni nie nadawał się już do użytku. Trochę żałowała sprzętu, bo polubiła go mimo wszystko, ale większego wyboru nie miała. Przynajmniej tyle miała szczęścia, że zdołała całkiem szybko zyskać fundusze na nową komórkę.
Ubrana w niebieską koszulkę z srebrnym nadrukiem przedstawiającym uśmiechnięte słoneczko, niebieskie jeansy i granatowe tenisówki, ciemnowłosa dziewczyna zatrzymała się i zaczęła rozglądać... Za kim właściwie? Cóż... Za dwiema osobami. Prawdę mówiąc, zanim pojawiła się tutaj, ale tuż po zdobyciu nowego telefonu zadzwoniła do pewnej osoby z prośbą o spotkanie... A dokładniej do poznanej wczoraj Avy. Umówiła się z nią w tym miejscu... Tak samo jak i z Billy'm, z którym się skontaktowała... W tej samej sprawie. Spotkanie.
Mam nadzieję, że nie zepsuję tego - pomyślała międzyczasie, decydując się w końcu na kierunek. - Tylko tego by mi brakowało... - nieco nachmurzyła się w myślach, po czym delikatnie pokręciła głową, by pozbyć się negatywnych myśli. - Może zamiast głupawych myśli, mogłabym się w końcu skupić na odnalezieniu się... Mam za swoje, że nie zdecydowałam się na jakiś charakterystyczny punkt... - musiała gwałtownie przejść na prawy bok, by nie zderzyć się z rosłym mężczyzną. Odwróciła się i przeszła dwa kroki w tył, krzywiąc się nierada.
- Mógłby uważać - wyburczała pod nosem, kierując już w stronę placu. Tym razem szła wolniej, nadal nie chowając komórki... By móc tym razem co jakiś czas sprawdzać godzinę w przerwach na rozglądanie się i próby nie zgubienia w tych tłumach.
Po otrzymaniu wiadomości, delikatnie przekrzywiła głowę i zatrzymała na chodniku, odczytując ją. Odpowiedziała dość krótko - że zaraz będzie. Wydaje mi się, że mijałam coś z tym związanego... - odwróciła się na pięcie, kierując się z nieco większą pewnością w odpowiednim kierunku. Międzyczasie podesłała i Avie, gdzie będzie czekać na nią - nakierowując ją na tą samą lokalizację, do której właśnie się kierowała.
Mimo wszystko na miejscu była kilka minut później... A raczej na samym dole schodów. Uniosła głowę, po czym na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. Chyba znalazłam. W momencie zetknięcia się spojrzeń tej dwójki - Billy'ego i Sammy - dziewczyna uniosła prawą rękę i pomachała w jego stronę, po czym weszła po schodach. Dostrzegła również tutaj inną dziewczynę, ale według nastolatki, tamta była pogrążona we własnych myślach, dlatego też nie zaczepiła ani nic. W sumie byłoby to dziwne, gdybym chciała zaczepiać każdą nieznaną sobie osobę - skomentowała siebie w myślach przy okazji.
- Właściwie... To zaprosiłam jeszcze kogoś - po przywitaniu się, wyjawiła z miejsca tą informację. Rzuciła jeszcze raz okiem na telefon, po czym schowała go do kieszeni spodni. - Powinna być już niedługo... - dodała jeszcze. - Raczej - o ile się zaproszona dziewczyna nie rozmyśliła...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 02/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 11, 2018 5:48 pm

Dzień, w którym odbyła się przygoda w kopalni, szybko dobiegł końca. Nim Ava dotarła do domu, było już późno i ściemniało się. Nie było jej dane od razu pójść spać, a naprawdę bardzo tego potrzebowała. Była padnięta i wykończona używaniem swoich mocy. Jednak rodzina postanowiła zrobić przesłuchanie i o wszystko dokładnie ją wypytać. Z gorąca herbatą i kanapką siedziała dobrą godzinę, albo i dłużej, opowiadając o wszystkim ze szczegółami. Najważniejsze jednak było, że wujek był cały i zdrowy. Nic mu już nie groziło. Ciekawa była, czy dalej będzie chciał tam pracować, czy jednak zrezygnuje. Tego pewnie się dowiedzą niedługo.
W końcu jednak pozwolono jej wykąpać się i pójść spać. A spała jak zabita. Dobre dziesięć godzin. Po obudzeniu się pierwszą rzeczą, jaką musiała zrobić to kupno nowego telefonu. W końcu ta cała Sammy pewnie będzie do niej pisać, skoro chciała ten numer. Nigdy nie szalała za szpanowaniem gadżetami, więc po prostu kupiła pierwszy telefon, jaki jej się spodobał z wyglądu i jaki miał odpowiednie parametry.
Długo nie musiała czekać na wiadomość po włożeniu nowej karty do urządzenia. Dziewczyna chciała się spotkać. Tego mogła się spodziewać. I pewnie pogadać o tym, co się wydarzyło wczoraj. Bo po co innego? Żaden dodatkowy powód nie przychodził dziewczynie do głowy. Do Nowego Jorku postanowiła podjechać autobusem. Zdecydowanie nie chciała dzisiaj chodzić więcej, niż było to niezbędne. Time Square znalazła bez problemu. Było to bardzo znane miejsce. Jednocześnie bardzo tłoczne, pełne ludzi i wielu przeróżnych sklepów.
Stając przy jednym z budynków, Ava założyła dłonie na biodra i rozejrzała się. Okeeej. Miejsce było olbrzymie. Jak ona miała tu znaleźć tą dziewczynę? Całe wieki jej to zajmie. Wypatrzenie jej w tym tłumie przechodniów. Kiedy jej telefon się odezwał, wyciągnęła go z kieszeni i zerknęła na ekran. Znowu wiadomość od Sammy. W dodatku zawierała dokładniejsze miejsce spotkania. No, to ułatwiało całą sprawę. Schowała telefon do kieszeni i ruszyła w stronę wyznaczonego miejsca.
Jak tylko tam dotarła, dojrzała dziewczynę na szczycie schodów. Widząc, że z kimś rozmawia ruszyła schodami do góry bardzo powoli, by nie musieć czekać zbyt długo na zakończenie jej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 494
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 11, 2018 7:30 pm

Dzięki otrzymanej niedawno od Sammy wiadomości Billy wiedział, że najprawdopodobniej nie będzie musiał długo czekać na koleżankę z drużyny. To znaczy, tak mu się wydawało, choć niektórzy ludzie przez zaraz będę mieli na myśli już prawie wyszedłem z domu... Ale liczył na to, że nie ona. Sam może nie był pod tym względem święty, ale zwykle starał się być jak najbardziej punktualny. Nie lubił z własnej winy stawiać swoich znajomych w niewygodnych sytuacjach, jeżeli mógł coś na to poradzić.
Nastolatek nie odpisał już na tę wiadomość i zajął się swoimi sprawami, prędko skupiając się na przeglądaniu jednego z kilku forów o bohaterach, na których przesiadywał. Oczywiście nikt tam nie wiedział kim był w rzeczywistości. Nawet gdyby im się przyznał, to pewnie nikt by mu nie uwierzył... Ale tak czy siak fajnie było zapoznawać się z najświeższymi doniesieniami i oglądać zdjęcia.
W pewnym momencie chłopak wyczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Był na to szczególnie wyczulony, gdyż nabyte w szkole doświadczenie nauczyło go, że czyjaś uwaga to coś nietypowego i potencjalnie szkodliwego. Jego wzrok oderwał się od ekranu komórki, a następnie przesunął się po otoczeniu... Aż natrafił na dziewczynę, na której obecność wcześniej nie zwrócił uwagi, a która teraz zerkała na jego koszulkę. Chociaż się uśmiechnęła, to tak naprawdę mogło to oznaczać zarówno pobłażanie czy rozbawienie, jak i to, że sama była fanką Kapitana... Tyle że szybko straciła zainteresowanie i wyciągnęła własny telefon, a Kaplan i tak nie należał do osób, które zagadywały do obcych jedynie dlatego, że mogli mieć podobne zainteresowania. Byłoby mu po prostu głupio. No i wyglądał już kogoś innego... Więc chyba dobrze, że rówieśniczka tego nie oczekiwała. Wtedy to dopiero poczułby się niekomfortowo.
Kilka sekund w zupełności wystarczyło mu, aby zorientować się, że Azjatka zabrała się za robienie zdjęć... I że on sam na moment się zawiesił. Kiedy tylko to do niego dotarło, natychmiast skierował spojrzenie z powrotem na swoją komórkę i przesunął kciukiem po jej wyświetlaczu, żeby nie zgasł, do czego miał już blisko, bo wyraźnie pociemniał. Billy przewinął czytany właśnie temat, starając się wyłapać w tekście coś ciekawego, lecz zaraz potem westchnął cicho i zamknął przeglądarkę. Może później trafi na coś nowego, bo w tej chwili najbardziej interesujące było chyba dla niego zdjęcie, które ktoś zrobił Scarlet Witch w Waszyngtonie - i to z daleka, więc wyszła niewyraźnie.
Nastolatek wybrał właśnie ten moment, aby znów rozejrzeć się po najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu Sammy - i tym razem jego starania zostały nagrodzone, gdyż ujrzał zbliżającą się koleżankę, będącą już przy schodach. W pierwszym odruchu podniósł się z miejsca, równocześnie blokując komórkę, żeby zaraz potem schować ją do kieszeni. Na machanie dziewczyny odpowiedział lekkim uśmiechem i poczekał, aby podeszła wyżej... Sam zaś wykonał jeszcze jeden krok w tył, by stanąć na ostatnim stopniu, szerszym od pozostałych. Na nim powinno im być wygodniej, chyba że tak czy siak zdecydują się od razu przejść w inne miejsce.
Słowa rówieśniczki odrobinę go zaskoczyły, bo spodziewał się, że ich spotkanie będzie dotyczyło wczorajszych wydarzeń, a więc czegoś, o czym nie powinni rozmawiać z osobami spoza drużyny... Co prawda Sammy mogła mieć na myśli właśnie kogoś takiego, ale w takim wypadku chyba podałaby po prostu konkretne imię, prawda? Usta Kaplana na moment lekko się rozchyliły i odpowiedział z niewielkim opóźnieniem, tonem pełnym namysłu, ale i z nutką ostrożności.
- Kogoś... Takiego jak my? To znaczy, w sprawie drużyny? - spytał, bo tak naprawdę żadne inne rozwiązanie nie przychodziło mu na szybko do głowy. Skoro Sammy chciała, aby kogoś spotkał, to raczej nie po to, żeby powiększyć jego skromne grono znajomych. Albo sprawiał wrażenie bardziej samotnego, niż mu się wydawało, ale wolałby myśleć, że nie.
Jeszcze w trakcie mówienia Billy powiódł wzrokiem po okolicy, zastanawiając się o kim to mogła mówić jego koleżanka. O dziewczynie, tyle wiedział, najpewniej o kimś w podobnym do nich wieku... Jego spojrzenie zahaczyło o Azjatkę, która wciąż znajdowała się w pobliżu, ale gdyby chodziło o nią, to Sammy już by mu to powiedziała, więc od razu odrzucił jej kandydaturę - przy okazji mając nadzieję, że nastolatka ich nie słuchała, bo chyba jego pytanie nie należało do najbardziej dyskretnych. Niżej na schodach zauważył za to kolejną rówieśniczkę, która w dodatku na nich spoglądała... Może przypadkowo, a może ich właśnie szukała.
- To nie jest przypadkiem ona? - spytał więc, nieznacznym ruchem głowy wskazując w dół, aby w ten sposób zasygnalizować Sammy, że również powinna zerknąć w tym kierunku. Stylem nieznajoma kojarzyła mu się trochę z Nico, choć przypominała bardziej tę japońską odmianę punku niż gotyk, w który najwyraźniej celowała przywódczyni Runaways. Billy spędzał w internecie dość czasu, aby orientować się w takich sprawach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 11, 2018 11:28 pm

Stała opierając się plecami o barierkę i słuchając muzyki. Dopiero po kilku minutach zorientowała się, że nie wstawiła w końcu żadnego zdjęcia na media społecznościowe. Wyciągnęła telefon, odblokowała i od razu wzięła się za wybieranie zdjęć, oczywiście kończąc przeglądanie na dzisiejszych zdjęciach, bo inaczej znów się rozproszy. Wybrała cztery ciekawe ujęcia i udostępniła na wszystkich stronach, do których należała, czyli wszystkie popularne i kilka mniejszych. Nim schowała swój smartphone, zauważyła, że chłopakowi z bluzką Kapitana Ameryki zbierają się znajomi. Kalia mimo, że całkiem dobrze funkcjonowała w społeczeństwie, to nie miała bliskich przyjaciół. Nie spotykała się z koleżankami ze szkoły, ani z Internetu, wszystkich trzymała na pewien dystans. Lepiej porozumiewała się ze nieznajomymi, których pierwszy raz spotkała twarzą w twarz. Od czego to zależało? Pewnie od tego, że nieznajomi jej nie znali i łatwiej było im powiedzieć coś czego nigdy by nie zdradziła swoim znajomym. Nie chciała być oceniana i obgadywana przez ludzi, których zna.
Znów zajrzała w Internet obserwując popularność swoich zdjęć, a następnie przejrzała nowe kolekcje w jej ulubionych sklepach. Powinna kupić sobie coś nowego. Może jakąś sukienkę? Rzadko je nosiła, ale czasami się przydawały.
W momentach, kiedy muzyka w jej słuchawkach milkła, dziewczyna usłyszała parę wyrazów, które powiedział chłopak od Kapitana Ameryki. „Jak my” oraz „drużyny”. O jaki zespół może mu chodzić? Czy oni mogliby być… Cosplayerami? Super bohaterów? To by mogło być całkiem interesujące. Chociaż chłopak nie wyglądał ani trochę jak Kapitan Ameryka, ale dobre przebranie może dużo zrobić. Widziała wiele takich ludzi w Internecie, więc mogło to być właśnie to. Albo coś innego, bardziej dziwacznego, dlatego wyglądali jakby chcieli poniekąd zachować dyskrecje, albo jej nie tylko to wydawało. Nie będzie się wtrącać, bo jeszcze uciekną, albo zepchną ją z tych schodów, co zmusiłoby ją do użycia mocy, a tego nie miała zamiaru robić.
Schowała telefon do kieszeni, a następnie wyciągnęła z kurtki błyszczyk i lustereczko w kształcie głowy Hello Kitty. Rozsunęła opakowanie, aby pojawił się odbijające szkło i przyjrzała się swojej twarzy. Mogła narysować grubszą kreskę na oczach, ale nie wzięła ze sobą kredki, więc nie mogła tego poprawić. Otworzyła błyszczyk i pokryła usta różowym barwnikiem. Sprawdziwszy swój poprawiony wygląd, schowała przedmioty do makijażu. Rozejrzała się wokół, ponownie natrafiając wzorkiem na parkę z młodym Kapitanem Ameryką na czele. Sam domniemany przez Kalię lider, był całkiem niczego sobie, więc przyglądała mu się przez moment, ale żeby nie być zbyt nachalną przerzuciła swój wzrok na ludzi u podnóża czerwonych schodów. Cała masa najróżniejszych charakterów. Turyści, dzieciaki, mieszkańcy… Może jakiś morderca, może jakiś policjant… Tego nie mogła określić spoglądając na nich z góry. Pochyliła lekko głowę i obróciła się w stronę wielkiego telebimu, aby pooglądać sobie reklamy i zapowiedzi filmów. Może powinna przejść się do kina? Czasami przyjemnie ogląda się filmy na wielkim ekranie, ale tylko bez albo z bardzo małą publicznością. Była poniekąd typem samotnika, więc przebywanie w zbyt dużym tłumie nie sprawiało jej przyjemności, ale nie zawsze. Teraz na przykład czuła się znakomicie. Oparła się przedramionami o barierkę przyglądając się zmieniającym się obrazom. Czekała na coś co bardziej ją zainteresuje i wręcz zmusi do kupienia biletu na seans, ale nic takiego się nie zdarzyło, więc przeniosła swój wzrok na niebo. Często je fotografowała, bo to była jedna z „rzeczy”, która posiadała swoje naturalne piękno. Zamknęła na moment oczy i otworzyła je dopiero po jakiś czterech minutach. Zastanawiała się czy powinna tu jeszcze coś porobić czy jednak przenieść się gdzieś indziej. Mogłaby zajrzeć do paru tutejszych sklepów, kupić kilka nowych ubrać czy kosmetyków. Może powinna odświeżyć swoją garderobą?
Zerknęła jeszcze na młodego Kapitana, któremu od jakiegoś czasu towarzyszyła dziewczyną. Po chwili on wskazał na kogoś w tłumie, więc Koreanka podążyła tam wzrokiem. Kolejna? Musiał być całkiem popularny. Natychmiastowo odwróciła wzrok, jakby delikatnie niezadowolona, albo zawiedziona tym co widziała. Jednak świat w Internecie był lepszy, jak coś ci się nie spodobało, wystarczyło usunąć, a w realnym życiu to nie było możliwe. Chyba, że ktoś miał takie zdolności… Ale Kalia nie była tą osobą. „Usuwanie” ludzi ze świata nie było czymś co Azjatka chciałaby robić. W tym samym momencie przypomniała sobie wydarzenia z mostu. Wtedy ratowała ludzi, nie zostawiła ich na pastwę tego dziwaka, ani nie pomogła mu ich wykończyć. Ah, znowu te wspomnienia. Miała tyle nie rozpamiętywać. Głupie myślenie skojarzeniowe. Chyba powinna sobie znaleźć jeszcze jakieś zajecie, które będzie pożerać większość jej wolnego czasu. I oczywiście na tyle zajmujące, żeby miała czasu na żadne irytujące wspominki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Pią Mar 16, 2018 6:43 pm

Wysokie budynki otaczające Times Square stanowiły coś w rodzaju bariery - blokowały widok na niebo nad i za sobą... Co w tym wypadku mogło się okazać zgubne dla wszystkich obecnych. Nawet charakterystyczne dźwięki silników odrzutowych stosunkowo późno zaczęły przebijać się przez typowy dla tego miejsca hałas, a kiedy w powietrzu w końcu pojawiły się humanoidalne sylwetki... Tak naprawdę było już za późno na ucieczkę.
Wiele kształtów poszybowało dalej, ale spora część z nich - może kilkadziesiąt? - skierowała się w dół, lądując w różnych punktach na placu, najwyraźniej zupełnie losowo. Niektóre zatrzymywały się na drogach, inne na chodnikach, nie miało to dla nich żadnego znaczenia. Przynajmniej samochody poruszały się tutaj dość wolno, więc nie doszło do żadnej poważnej stłuczki - nawet jeżeli kilka aut się ze sobą zderzyło, gdy kierowcy starali się zahamować lub wykręcić w taki sposób, aby nie trafić w jedną z maszyn.
Roboty wyglądały praktycznie identycznie, pomijając różnicę rozmiarów; większość miała jakieś dwa i pół metra wzrostu, lecz rzadziej zdarzały się takie, które sięgały około czterech metrów. Szaro-fioletowe powłoki z jakiegoś metalu błyszczały w słońcu, oczy świeciły się na niebiesko... Na klatkach piersiowych miały okienka, które mogły kojarzyć się z projektami Iron Mana.
Przez pierwszych kilka sekund maszyny nie wykazywały agresji. Być może skanowały teren lub robiły coś podobnego... Osoby z lepiej rozwiniętym instynktem przetrwania wykorzystały tę chwilę, aby rzucić się do panicznej ucieczki; inni zdawali się być sparaliżowani strachem i zaskoczeniem, więc nie ruszali się ze swoich miejsc. Kierowcy starali się wycofać swoje pojazdy, lecz nie było to wcale łatwe, gdy każdy chciał zrobić coś podobnego - i jedni wchodzili, a raczej wjeżdżali drugim w drogę.
W końcu jednak twory ruszyły do akcji - a w dodatku zrobiły to praktycznie w tym samym momencie. Ich ramiona uniosły się - na ogół jedno na robota, nie oba - wnętrza dłoni zostały skierowane ku większym skupiskom ludności... I wystrzeliły z nich promienie energii, wystarczająco silne, aby odepchnąć trafionych kilka metrów dalej i przynajmniej pozbawić ich przytomności... Lub gorzej. Nie podnosili się, więc jedno z dwojga. Paniczne krzyki wypełniły Times Square.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Mar 17, 2018 1:08 am

W odpowiedzi delikatnie uśmiechnęła się, zanim zdecydowała się wypowiedzieć słowa. Dość dobrze, wiedziała, że nie będzie łatwo ani jednej... Ani drugiej osobie wyjaśnić co i jak, tak od razu, zwłaszcza, ze sama na początku nie zdecydowała się zdradzać cokolwiek. Mowa tutaj o wiadomościach i samym kontaktowaniu się przez telefon. Wychodziła z takiego toku myślenia, że powinno się takie rzeczy omawiać osobiście.
- Mhm - pokiwała delikatnie głową, zarazem potwierdzając jego słowa. - Chciałabym, by się udało... - mruknęła jeszcze. - Poznałam ją wczoraj - dodała jeszcze, w ramach niewielkich wyjaśnień.
Poczuła lekkie ukłucie niepewności, mając zarazem wrażenie, że to, za co zdecydowała się wziąć, nie będzie proste. Nie chciała zepsuć tego, jednakże nie potrafiła przewidzieć ewentualnego rozwoju wydarzeń.
- Chociaż... Nie zdradziłam jeszcze niczego  - bąknęła, odwracając głowę tak, by móc patrzeć na dół schodów. Nie wiedziała czy zachowanie tego wszystkiego na później było odpowiednią decyzją. Trochę bała się, że przez to zniechęci. Ponownie spojrzała na Billy'ego, ale nie dodała już nic więcej.
Dopiero w momencie usłyszenia jego pytania, przekierowała spojrzenie na schody. Na widok znajomej osoby, delikatnie pokiwała głową.
- Tak, to ona - odpowiedziała, rozchmurzając się na moment. Pomachała zbliżającej się dziewczynie na przywitanie. Poczekała, aż zbliży się... Po czym zamierzała im sobie przedstawić - o ile któreś z nich nagle  ją nie powstrzyma. Jeśli nie, to już otwierała usta by zaproponować im zmianę miejsca, tak, by można było na spokojnie porozmawiać.
Nim jednak cokolwiek więcej powiedziała, usłyszała dziwny dla niej dźwięk.
- Huh? - dlatego też przestała skupiać się na kwestii, którą powinna poruszyć właśnie, a uniosła głowę, by zaraz potem zobaczyć... Roboty. Dość sporej wielkości roboty... Dziewczyna przez ten moment miała dość głupi wyraz twarzy. Niespecjalnie była przygotowana na pojawienie się pseudoczłowieczowyglądowych maszyn, dlatego też stała i patrzyła na nie, zamurowana.
Krzyki ludzi sprawiły, że otrząsnęła się i spojrzała z lekkim strachem na towarzyszącą jej dwójkę. Co teraz?
- ... - chciała zapytać się jedno - "Czy zdołają coś z tym zrobić?". Jednakże słowa ugrzęzły jej w gardle, przez co nie była zdolna do powiedzenia czegoś więcej. Zacisnęła dłonie w pięści, czując, że aktualna słabość blokuje jej możliwość zareagowania w odpowiedni sposób. Potrzebowała czegoś, co pomogłoby jej się otrząsnąć teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 02/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Mar 17, 2018 1:48 pm

Chyba jednak Sammy nie przeszkadzało, że przerwałaby jej rozmowę z kolegą, bo sama do niej pomachała kiedy ją zauważyła. Być może po prostu przypadkowo się spotkali i chcieli tylko chwilkę porozmawiać. Ava więc już nie wlokła się po schodach tylko weszła  do góry po nich normalnym krokiem, wkrótce stając tuż obok pozostałej dwójki. Wyjęła ręce z kieszeni, które wcześniej tam włożyła i zerknęła na chłopaka towarzyszącego Sammy. Zdecydowanie był dużo młodszy od niej, nie dałaby mu więcej niż siedemnaście lat. Za to oczywiście standardowo i tak wyższy od niej.
Jej nowa koleżanka, chyba koleżanka, nie zdążyła ich jednak sobie przedstawić. A czarnowłosa nie miała zbyt wiele czasu na rozmyślanie nad wzrostem. Gdzieś jednym uchem najpierw odniosła wrażenie, że słyszy odgłos silników, ale to mógł być jeden z setek samolotów, które tędy latały. Wkrótce jednak na słonecznym placu zaczęły się pojawiać masowo niewielkie cienie, które sugerowały, że coś się pojawiło niezbyt wysoko na niebie.Mutantka skierowała głowę do góry, by spojrzeć jak jakieś sylwetki zniżają się coraz bardziej i w końcu lądują na ziemi.
- Czuję problemy, to mi za bardzo przypomina akcję z wczoraj. - Odezwała się do swoich towarzyszy. Widziała je pierwszy raz, ale skojarzenia były oczywiste. W końcu dopiero co wczoraj była w kopalni pełnej robotów i wściekłego sprzętu elektronicznego. Maszyny więc nie skojarzyły się jej z niczym dobrym. W dodatku drugi dzień z rzędu miała z nimi walczyć. Tak, to, że będzie z nimi walczyć, było oczywiste. Szczególnie, gdy te zaczęły atakować niewinnych przechodniów. Naprawdę liczyła na to, że dzisiaj będzie mogła spędzić spokojnie dzień. Wyluzować się na mieście, spotkać ze znajomymi. Ale nieeee. Po co kiedy można marnować swój czas na walkę z przerośniętymi robotami.
- Sammy, ocknij się! - szturchnęła koleżankę, widząc, jak ta stoi jak słup soli i tylko patrzy. Nie widziało jej się używać mocy przy ludziach. Tyle czasu całkiem sprawnie się ukrywała. A teraz będzie musiała z tym skończyć. No, nikt jej nie kazał. Poza jej własnym sumieniem. - Użyj swojej mocy, w dupie z ukrywaniem się! - po tych słowach pobiegła w dół schodami, przeskakując po dwa, trzy stopnie, by jak najszybciej znaleźć się na dole, po drodze włączając swoją moc, która dawała jej zwiększoną wytrzymałość.
Mutantka rozejrzała się dookoła i jeśli blisko niej był jakiś porzucony samochodów, bez wahania go złapała i podniosła, by rzucić go z całej siły w stronę najbliższych sentineli. Miała zamiar przynajmniej jednemu coś zrobić. Chyba, że jeszcze jakiś znajdował się na tyle blisko, by również oberwać.
W przypadku braku pojazdu Ava nie miała innego wyboru jak rzucić się na sentinela z pięściami. Najlepiej atakując od tyłu i uderzając z całej siły w plecy robota, na wysokości, gdzie u człowieka znajdowałaby się kość ogonowa. Niestety jej mały wzrost i wyjątkowy spory wzrost robota nie pozwalał jej na cios w lepsze miejsce. Metr różnicy we wzroście robił swoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 494
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Mar 17, 2018 9:37 pm

Wyjaśnienia Sammy nie tylko całkiem nieźle pokrywały się z przypuszczeniami Billy'ego, ale i przyniosły chłopakowi dodatkową informację. Skoro jego koleżanka poznała tę nową kandydatkę wczoraj... To najprawdopodobniej spotkały się w trakcie misji. Czyli jednak wcześniej miał trochę racji zakładając, że o niej również będą teraz rozmawiać. W pewnym sensie. Może w niewielkim zakresie, ale zawsze to jakieś nawiązanie... Potem i tak powinien dopytać o szczegóły tych wydarzeń.
Póki co jednak ważniejsze było zbadanie potencjalnego dodatku do drużyny, który najwyraźniej jeszcze nie wiedział, że był do tej roli rozważany. Kiedy Sammy o tym wspomniała, Kaplan rzucił na nią okiem, lecz w następnej chwili znów skupił spojrzenie na zbliżającej się do nich dziewczynie. Choć lekko kiwnął głową, to nie ustosunkował się już na głos do słów koleżanki, zachowując dla siebie refleksję, że to się mogło nieciekawie skończyć. Co prawda starał się nie popadać w pesymizm, swój stan naturalny, ale nie dało się zaprzeczyć, iż miał dyskutować z kompletnie obcą osobą o przyłączeniu się do grupy, z której istnienia mogła sobie nawet nie zdawać sprawy... Jedynie na podstawie tego, że być może poprzedniego dnia współpracowała z Sammy. Choć tego z kolei on nie wiedział na pewno i tylko to zgadywał. Równie dobrze mogła im się zaśmiać w twarz. Albo spróbować ich gdzieś zgłosić, ale akurat to nie miałoby znaczenia, skoro zostali zaakceptowani przez Mścicieli.
Już po chwili jednak nieznajoma dołączyła do nich na szczycie schodów i nastolatek nieznacznie uśmiechnął się do niej na powitanie, nie chcąc wywrzeć na niej nieprzyjaznego czy obojętnego wrażenia. Nie był pewien jak zacząć tę dyskusję, bo szczerze mówiąc nie wiedział nawet co dziewczyna potrafiła... I przede wszystkim jak czuła się ze swoimi zdolnościami, jeżeli rzeczywiście były nadludzkie. Mogła być po prostu jak Kate, ale jeśli nie, to czy zechce w ogóle otwarcie rozmawiać o swoich mocach?
Jak się okazało, zastanawianie się nad tym mogło, a wręcz musiało poczekać, gdyż do uszu chłopaka dobiegać zaczął nietypowy odgłos. Jego czoło prędko się zmarszczyło, a głowa odchyliła lekko do tyłu, gdy podniósł wzrok, aby odszukać źródło tego dźwięku - które w pierwszym momencie skojarzył z nisko lecącym samolotem. Kiedy zamiast tego jego spojrzenie padło na opadające coraz niżej roboty, jego usta rozchyliły się nieco, a oczy rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia. Czyli nie mylił się odnośnie tej części o lataniu...
Tuż po pojawieniu się tej ponurej myśli, Kaplan natychmiast obrócił głowę w lewo, przy okazji odpowiednio odchylając też górną część ciała, by móc spojrzeć za siebie. Szybko zrezygnował z próby oszacowania liczby maszyn, którą określił po prostu jako wiele i nie tracił na to więcej czasu. W jego sercu zapalił się nikły płomyk nadziei, że być może to wcale nie był atak, tylko jakaś próba nowych strażników, na przykład dzieła Iron Mana... Lecz zgasł praktycznie tak szybko, jak się pojawił. Test wyglądałby inaczej. Na pewno nie zaangażowano by w niego nieświadomych postronnych. Chociaż w wyglądzie robotów nastolatek widział nawiązania do zbroi Starka, to prędzej uwierzyłby chyba w kradzież technologii niż w jego udział w tej akcji.
W porządku, kto inny mógłby więc wyprodukować własną armię robotów? Doctor Doom, to jasne, tyle że Billy nie do końca wierzył w to, że dyktator zdecydowałby się przeprowadzić inwazję w taki sposób... Chyba że odwracał uwagę od czegoś innego. Ultron? To byłoby już bardziej w jego stylu, ale jego roboty zwykle wyglądały trochę inaczej... Nigdzie jednak nie było powiedziane, że nie mógł zmienić schematu. Kaplana bardziej niepokoiło coś innego. W końcu tego samego dnia rozmawiał z Visionem o osobach z dostępem do zaawansowanej technologii... I teraz obawiał się, że kierujące nim wówczas pobudki mogły mieć coś wspólnego z obecną sytuacją. Oby nie. Na tę myśl chłopak aż się wzdrygnął, po czym znów skierował wzrok przed siebie, na lądujące już maszyny.
Z tego wszystkiego Kaplan prawie zignorował słowa nowo poznanej dziewczyny. Z lekkim opóźnieniem rzucił na nią okiem, po czym od razu spojrzał na Sammy, która również ograniczała się do obserwowania robotów i chyba trochę się na tym zawiesiła. Ta wypowiedź zdawała się być zresztą skierowana do niej, skoro to właśnie ona towarzyszyła wczoraj punkówie... Ale dobrze wiedzieć, że w kopalni działo się coś podobnego. Może te sprawy były jakoś powiązane - oby tylko te dwie, a nie ta, o której Billy nie mógł przestać myśleć.
Tak czy siak, Kaplan nie odpowiadał i nie decydował za koleżankę Sammy, ale za siebie samego oraz za członków swojej drużyny już tak. Przywódczyni z nimi nie było, a - z tego co wiedział - tylko on posiadał tutaj jakieś przeszkolenie. Te kilka miesięcy spędzonych z Tarczą jednak się do czegoś przydawało, nawet jeżeli w żadnym stopniu nie ocieplało jego uczuć względem agencji. Nastolatek wiedział jedno: nie powinni teraz tracić czasu na zbędne gadanie.
Podczas gdy roboty trwały jeszcze w bezruchu, Billy przyzwał do siebie pokłady swojej energii, która najpierw zamanifestowała się błękitem i bielą przy jego dłoniach oraz oczach, a następnie rozeszła się na całe jego ciało, pokrywając je strzelającą iskrami aurą, wydzielającą delikatny zapach ozonu. Wykorzystał ją nie tylko do tego, aby wznieść się - na początek - na metr w powietrze, ale i za jej pomocą zmusił swój strój do ponownej zmiany, przekształcając codzienne ubrania z powrotem w kostium. Tak będzie mu wygodniej... I może nawet ludzie łatwiej zaakceptują kogoś, kto nie tylko posiadał moce, ale i wyglądał na bohatera.
Pytanie tylko: co dalej? Kaplan najczęściej lądował w roli wsparcia, lecząc i tworząc bariery ochronne, a także służył za transport przez teleportację. W trakcie treningów pod okiem agentów rzadko kiedy ćwiczył się w ofensywie. Zwykle kogoś osłaniał, na przykład Teddy'ego, więc odruchowo ciągnęło go teraz do podobnego układu... Ale nie miał czasu, by się nad tym zastanawiać, bo roboty rozpoczęły właśnie atak. Ich nowa znajoma również ruszyła już do akcji, więc nie powinni pozostawać w tyle.
- Chyba dogada się z Tommy'm - skomentował z kamienną miną zachowanie oraz przede wszystkim dobór słownictwa dziewczyny, gdy zbiegała po schodach, lecz nie zaczekał na odpowiedź Sammy. Wzniósł się jeszcze trochę wyżej, żeby mieć lepszy widok na okolicę, po czym wybrał swój pierwszy cel, jeden z bliższych, lecz nie ten sam, na którym skupiała się już rówieśniczka. Zależało mu na takim, który nie stał przy żadnym budynku, tylko bliżej środka placu - i który nie miał za sobą ludzi. Najpierw Billy chciał w ogóle zorientować się w sytuacji. Być może każde z nich poradzi sobie z osobna i w ten sposób zajmą się największą liczbą robotów... A jeżeli nie, to będą musieli współpracować ze sobą bliżej.
Nastolatek zaczął od wyciągnięcia przed siebie ręki i wytworzenia przed przeciwnikiem lekko zaokrąglonej w jego stronę bariery energetycznej, która miała zablokować jego promień. Przerwanie tego ataku wydawało się Kaplanowi najważniejsze, bo ograniczało liczbę poszkodowanych, a w końcu zdrowie i życie ludzkie stanowiło tutaj największą wartość. Drugi krok opierał się na silnym pchnięciu tego pola siłowego w stronę robota, co chłopak podkreślił szybkim ruchem ręki, którą najpierw trochę cofnął przez ugięcie w łokciu, a później znów gwałtownie wyciągnął do przodu. Najchętniej zrobiłby to w taki sposób, aby maszyna uderzyła w inną, w czym pomógłby przez jej nakierowanie, ale jeżeli żadnej nie było w pobliżu, to trudno. Jego energia tak czy siak wykazywała cechy elektryczności, więc zetknięcie się z barierą powinno zadać dodatkowe obrażenia, a nie tylko te od uderzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 18, 2018 1:53 pm

Ponownie zwróciła swoje spojrzenie na niebo. Było piękne i jasne, dopóki nie pojawiły się na nim jakieś ciemne kropki. Niebo dalmatyńczyka? Cały czas obserwowała co się działo do góry. Owe czarne kropki okazały się olbrzymimi robotami. Przypomniały jej jednego z super bohaterów, ale nie mogła sobie przypomnieć jego pseudonimu. Czyżby to była jego sprawka? Jakiś dziwny test czy coś takiego? Nie była pewna co o tym myśleć, do momentu, kiedy roboty użyły swoich laserowo-podobnych broni na bezbronnych ludziach.
Pierwsze co rzuciło się jej w oczy pomijając cały chaos, była dziewczyna, która wcześniej podeszła do młodego Kapitana, teraz była już za dole atakując jednego z robotów. Nie mogła być zwyczajną osobą, albo… Była po prostu szalona. Druga dziewczyna stała w bezruchu, chyba zaskoczyło ją to całe zdarzenie. W kolejności był chłopak okazał się bardzo interesujący. Przez moment nie mogła oderwać wzroku od jego skrzącej się energii, ale kiedy tylko wzbił się w powietrze, Kalia zdecydowała się co zrobi. Pamiętała słowa pewnej osoby „nie daj się zabić”, więc wybrała swoje zadanie.
W czasie kiedy walczyła na moście, była praktycznie sama, więc to ona musiała bronić innych, teraz było inaczej, więc mogła się zająć czymś innym, na co młodzi super bohaterowie nie mieli w taj chwili czasu.
Złapała się jedną ręką szklanej barierki i przeskoczyła przez nią. Wylądowała na chodniku powoli, wykorzystując swoje zdolności i od razu pobiegła do najbliżej znajdującej się grupy ludzi, która przed chwilą została zaatakowana przez wielkiego robota. Przykucnęła przy pierwszej osobnie i sprawdziła jej puls. Wyczuwalny. W pośpiechu wybrała numer 991 i chowając telefon do kieszeni, czekała, na połączenie, aż w końcu usłyszała w słuchawkach kobiecy głos recytujący podstawową formułkę zespołu ratunkowego. Od razu zabrała się za tłumaczenie sytuacji i dobitnego wyrażenia się, że jeżeli są w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo to niech jak najszybciej się tutaj pojawią, bo liczba ofiar nie zmaleje. W czasie, kiedy wypowiadała swój monolog, chodziła od osoby do osoby, sprawdzając kto jeszcze żyje, a kto już nie. Nie była w stanie zabrać ich wszystkich w bezpieczne miejsce, więc czując stres całej tej sytuacji, użyła swoich zdolności, aby zatrzymać paru uciekających mężczyzn, którzy wyglądali, ze mogą unieść drugą osobę.
-Weźcie ich i zanieście na ulicę pomiędzy budynkami, gdzie będzie wydawać się bezpiecznie.- Rozkazała głosem nieznającym sprzeciwu, wskazując na ofiary, u których wyczuła jeszcze puls. Widziała, że jej gwałtowność trochę przestraszyła zatrzymanych ludzi, ale wtedy miała chociaż pewność, że zrobią co im każe.
-Jak tylko tam dotrzecie, zadzwońcie pod 911 i powiedźcie, że jesteście na Times Square. Dokładnie wytłumaczcie swoją lokalizację, a oni już będą wiedzieć o co chodzi.- Pomogła im podnieść nieprzytomnych ludzi i nawet nie odprowadzając ich wzrokiem zabrała się za sprawdzanie reszty. Miała wrażenie, że chodzi między samymi zwłokami, gdyż nawet ci, którzy ocaleli nie ruszali się. Możliwe, że jakby ktoś teraz złapałby ją za kostkę to by wrzasnęła ze strachu, więc miała nadzieję, że nikt tego nie zrobi. Rozejrzała się wokół. Było za dużo ofiar, żeby mogła sprawdzić i wyprowadzić ich sama, a notoryczne zatrzymywanie ludzi nie zawsze będzie efektywne.
-Jest tu jakiś lekarz? Albo pielęgniarka?- Krzyknęła. Przecież musi tu być ktoś o podobnych kwalifikacjach. Chociaż jedna osoba? Jedna? Czekała tylko kilka sekund, bo nie miała czasu, ale liczyła na to, że jeżeli znalazłby się ktoś taki, to z samego zawodu zająłby się poszkodowanymi. Wolała nie przyglądać się ofiarom, gdyż cała masa krwi, złamanych kończyn czy zmasakrowanych przez upadek czy atak robota twarzy, mogła wpłynąć na jej zachowanie czy zmianę priorytetów. Jeszcze kilka razy poprosiła, a raczej rozkazała pomóc sobie z przenoszeniem ludzi między najbliższe budynki, miejącą nadzieję, że w końcu zjawią się karetki z ratownikami i pomogą im w tym całym bałaganie. W tym momencie żałowała, że nie posiada żadnych leczniczych zdolności. Mogła pomóc tylko sobie, ale nie innym. Zagryzła mocno dolną wargę i spojrzała na osoby, które próbowały walczyć z robotami. Wybrali sobie chyba najtrudniejsze zadanie. Kalia nie posiadała tyle doświadczenia, żeby im pomóc i obiecała przecież, że nie zginie. Przez głowę jej przebiegła myśl, czyżby on wiedziała coś o możliwości tego ataku, ze kazał jej przeżyć? Pacnęła się dłonią w czoło, aby przestać myśleć o takich rzeczach i od razu tego pożałowała. Miała całą dłoń we krwi od wcześniej sprawdzanej ofiary, a teraz spływała ona po jej twarzy. Nie miała czasu na martwienie się o swój wygląd, więc tylko przetarła skórę rękawem i pobiegła do kolejnej grupy ludzi. Co jakiś czas upewniając się, że jest w teoretycznie bezpiecznym miejscu. Nie była w stanie zatrzymać promienia energii, więc musiała polegać tylko na swojej wyuczonej szybkości i zwinności. Przemieszczając się po ulicy sprawdzała czy ktoś nie utknął w samochodzie, jeżeli tak to od razu zabierała się do pomocy. Używała swoich mocy tylko w ostateczności, wiedząc, że nie ma tutaj z nich za wielkiego pożytku, a lepiej, żeby ludzie od razu nie dowiedzieli się o jej zdolnościach, nie chciała ich przestraszyć. Trudno pracować kiedy osoby, którym chcesz pomóc się Ciebie boją. Jeszcze pomyśleli by, że jest razem z tymi robotami, a oczywiście była to nie prawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Wto Mar 20, 2018 3:30 am

Drgnęła w momencie, gdy Ava ją szturchnęła. Zamrugała parę razy oczami, powoli otrząsając się z tego oszołomienia, po czym niemrawo uśmiechnęła się.
- Sorry - mruknęła, unosząc obie ręce, po czym klepnęła się nimi w policzki, by ból pozwolił się jej obudzić z tego wszystkiego. - Zamuliłam.
Za dużo robotów jak na jeden tydzień. Domagam się limitu - pomyślała jeszcze, biorąc głębszy wdech i obserwując, jak Ava ruszyła na niespodziewanych "gości" tutaj. Nie ruszyła od razu za nią. Jednakże starała się ogarnąć wzrokiem najbliższą okolicę. Kichnęła, czując zapach ozonu, po czym przekierowała wzrok na Wiccana. Nie zdążyła odpowiedzieć, mogła jedynie widzieć, jak poleciał w stronę robotów.
- Jest niesamowita i tyle - mruknęła jedynie, już ledwo słyszalnie.
Nie zdecydowała się jakoś szaleć na starcie, dlatego też zamiast spróbować zejść przy pomocy swoich mocy, wykorzystała schody, by pospieszenie udać się na dół - nie na tyle, by nagle groziło jej potknięcie się przez własny pośpiech i zaliczenie niezbyt miłego upadku. W razie ewentualnego ataku nakierowanego w jej stronę zamierzała dość szybko usunąć się z trasy - w przypadku schodów już użyć swojej mocy, by stworzyć coś w stylu ślizgawki i zjechać na dół, na siedząco.
Po zejściu, rozejrzała się, by upewnić się co do pozycji poszczególnych robotów, po czym starała się do nich zbliżyć na odległość sięgającą około 25-30 metrów, byle tylko miała ich w zasięgu wzroku. Przykucnęła i dłońmi dotknęła ziemi, skupiając swoją moc. Zamierzała ze swojego miejsca zamrozić podłoże tak, by sięgnęło do najbliższych machin i przykuć je do ziemi. Rozejrzała się ponownie, starając się wzrokiem ogarnąć dokładniejszą ich pozycję, by zastosować ten sam ruch. Dopiero potem, gdyby to zadziałało, chciała te najbliższe zacząć jeszcze bardziej zamrażać, tak, by uszkodzić je z zewnątrz. A nuż zadziała?
W razie ataku na nią czy na daną trzecią osobę zamierzała osłonić się, tworząc na ten moment lodową ścianę - gdyby to zaś ją dotyczyło, to padłaby na ziemię licząc, że przeleci to nad nią. W razie trzeciej osoby... Wiele zależało od tego, gdzie się znajdowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Mar 21, 2018 2:53 am

Grupka na schodach była wystarczająco mała, że początkowo nie zasłużyła sobie na zainteresowanie robotów. Te skupiały się na większych zbiorowiskach ludności, mierząc swoimi promieniami prosto w ich środki, tym samym zapewniając sobie wysoką skuteczność; praktycznie za każdym razem kogoś trafiały, czasem nawet dwie osoby naraz, jeżeli ludzie mieli pecha i przypadkowo ustawili się pod pasującym kątem. W węższej ulicy przechodnie byliby uwięzieni - wpadaliby na siebie, blokowaliby sobie wzajemnie przejście, tworzyliby korki, a maszyny zdejmowałyby ich jednego po drugim. Na placu wyglądało to trochę inaczej, bo cywile mieli dokąd uciekać, mogli rozpierzchać się na boki w momentach, gdy kogoś w pobliżu uderzał strumień energii. Co prawda oznaczało to również, że na Times Square mieściło się więcej robotów - ale szanse na przetrwanie chyba i tak były większe.
Kierowcy nie wykazywali chęci do opuszczania swoich pojazdów - ba, spora część z nich okazała się na tyle zdesperowana, że nie przejmowała się pieszymi i skłonna była się przez nich przebijać albo zmuszać ich do uskakiwania z drogi. Wielu z nich zapewne uważało, że w samochodach byli lepiej chronieni; przez innych mógł przemawiać materializm i niechęć do porzucenia czegoś, za co sporo zapłacili. Ważne, że oznaczało to, iż Ava musiała ograniczyć się do ataku pięściami... I prawdę mówiąc nie przebiegł on tak źle.
Cios dziewczyny był wystarczająco silny, aby naruszyć powłokę robota - wgniótł ją i to całkiem głęboko, choć nie wystarczyło to, aby maszyna przestała działać. Może na tej wysokości nie znajdowało się nic na tyle ważnego, a może po prostu konieczne było więcej uderzeń - trudno powiedzieć. Dodatkowy plus wynikał z położenia Avy, bo robot miał najwyraźniej ograniczone opcje ataku do tyłu; wydawał się zbyt ociężały, aby na przykład wymierzyć za siebie kopniaka, jak mógłby zrobić zaskoczony w ten sposób człowiek. Pewnie byłby w stanie wykręcić tak ręce, ale zdecydował się na coś innego... A mianowicie odpalił silnik odrzutowy, którego ujście znajdowało się na jego plecach - nad Avą.
Moc dziewczyny sprawiała, ze była ona odporna na wysoką temperaturę, więc gorąc i ogień uderzające z góry nie powinny jej przeszkadzać - ale odrzut już tak, gdy maszyna wzbiła się w powietrze, z Avą lub bez niej, w zależności od tego, co mutantka zrobiła. Dodatkowym problemem było również to, że choć kości i mięśnie dziewczyny były gęste i mocne, a jej skóra niemalże niezniszczalna, to jej włosy mogły się już zapalić... W tym wypadku od góry, a więc na czubku.
W tym czasie Wiccan zablokował promień innej z maszyn, która dopiero po sekundzie czy dwóch zaprzestała ataku, najwyraźniej dochodząc do wniosku, że w takim wypadku nie miał on sensu. Ramię wciąż miała wyciągnięte przed siebie, ale powoli obróciła głowę, prawdopodobnie starając się objąć wzrokiem - czyli pewnie kamerkami czy innymi czujnikami - większy obszar. Być może zdążyła wyciągnąć jakieś wnioski, ale w tym momencie i tak uderzyła już w nią bariera energetyczna, najpierw w ramię, które pod jej wpływem ugięło się w łokciu, a następnie w cały przód robota.
Przeciwnik co prawda został odepchnięty, ale po przebyciu kilku metrów zapanował nad sytuacją i użył silników odrzutowych - na plecach i w stopach - aby wyrównać. Kontakt z elektrycznością nie zrobił mu zauważalnej krzywdy; być może samo zderzenie było zbyt krótkie, może powłoka w jakiś sposób przed tym chroniła, może dawka była za mała... Na tym etapie ciężko byłoby to jednoznacznie stwierdzić.
Przynajmniej robot zmienił obiekt zainteresowania, bo przestał atakować przypadkowych ludzi i namierzył źródło energii, która w niego trafiła. Zgodnie z wcześniejszym schematem wyciągnął przed siebie ramię i wycelował w Wiccana, tym razem wciąż utrzymując się nisko w powietrzu, więc mimo wszystko strzelając po skosie w górę. Jego ruchy były minimalnie wolniejsze od ludzkich, ale promień przemieszczał się już szybko.
Sammy natomiast nie musiała przejmować się ani zbliżaniem do robotów, ani posiadaniem ich w zasięgu wzroku - bo miała ich wszędzie pełno do wyboru, to bliżej, to dalej. Wystarczyło się obrócić i wybrać cel. Początkowo jej działania nie zwróciły uwagi maszyn; żadnej z nich nie obchodziło zamarzające podłoże, choć całkiem sporo osób się na tym nacięło i przynajmniej straciło równowagę lub zupełnie się przewróciło. W końcu to było długie pasmo lodu... I na pewno nie ułatwiało ludności cywilnej uciekania, wymuszając zmianę trasy czy próby przeskakiwania górą. Niektóre roboty zaczęły to nawet wykorzystywać, strzelając w tym kierunku.
Mimo to plan dziewczyny w pewnym sensie zadziałał, bo udało jej się skuć lodem stopy dwóch pobliskich przeciwników. Błędem było jednak zrobienie sobie przerwy na dodatkową ocenę sytuacji - gdyż w tym czasie maszyny uczyniły dokładnie to samo, a silniki odrzutowe w butach pozwoliły im wyrwać się z tej pułapki. Być może natychmiastowe zamrożenie ich nóg pozwoliłoby unieszkodliwić te mechanizmy - ale to trzeba by dopiero sprawdzić.
Sammy miała natomiast rację, że spodziewała się ataku w odwecie; oba roboty wymierzyły w jej stronę prawe ramiona, nie lądując jeszcze, tylko utrzymując się dość nisko nad ziemią, bo na wysokości może jednego metra lub trochę większej. Wytworzona naprędce lodowa ściana przyjęła na siebie uderzenia energetyczne, które rozbiły ją i obsypały dziewczynę gradem odłamków... Ale upadnięcie na ziemię uchroniło Sammy przed poważniejszymi obrażeniami. Nie spotkało jej nic gorszego od lekkich otarć.
Kalia z kolei wybrała sobie chyba najgorsze zadanie - nie dlatego, że szczególnie skupiała na sobie uwagę robotów, przeciwnie, nie wyróżniała się dla nich bardziej od reszty tłumu, ale... No właśnie, tłum. Dziki i nieprzewidywalny, troszczący się o siebie. Dziewczyna musiała uważać nie tylko na maszyny, ale i na pojazdy ze zdesperowanymi kierowcami, na przepychających się przechodniów - i tak jak tych ostatnich mogła w razie czego odepchnąć telekinetycznie, tak rozpędzające się w nadziei na ucieczkę samochody mogły już dla niej stanowić zagrożenie. W tym chaosie niebezpieczeństwo czaiło się z każdej strony.
Sprawdzanie niektórych ofiar - tych, do których w ogóle była w stanie się dostać, gdyż nie tratowały ich akurat masy ludzi - pozwoliło Kalii ustalić kilka rzeczy. Po pierwsze, te promienie energetyczne były mordercze i to dosłownie. Nie tylko gwarantowały poważne oparzenia, ale i musiały doprowadzać do uszkodzeń wewnętrznych - a może problem stanowiło uderzenie o ziemię, ściany czy inne obiekty już po odepchnięciu przez atak...? Większość tego nie przeżywała, a przynajmniej nie wtedy, gdy obrywała bezpośrednio. Trafienia w ręce czy nogi - choć musiały być bolesne, a na pewno rzadsze, bo maszyny miały dobrego cela - dawały jednak nadzieję na ratunek... O ile taki ktoś nie został po fakcie zadeptany. Do tego wszystkiego dochodziły jeszcze ofiary potrąceń, ale plus był taki, że pojazdy przeszkadzały sobie wzajemnie i nie mogły rozwinąć aż tak ogromnych prędkości - niebezpieczne, tak, ale raczej nie w stopniu śmiertelnym.
Nie pomagało też to, że nie każdy był chętny do niesienia pomocy, niezależnie od tego, co mówiła czy robiła Kalia. Jednego czy drugiego rzeczywiście ruszało sumienie - lub może wykonywał polecenia automatycznie? - ale ktoś inny rzucał już dziewczynie spojrzenie takie, jakie rezerwowało się zwykle dla osób nie do końca zdrowych na umyśle, a następnie wracał do ratowania samego siebie. Była to trochę loteria, ale z drugiej strony egoizm w sytuacji zagrożenia należał do naturalnych reakcji. Nikt nie chciał umierać. Większość nie myślała o tym, by kogoś uratować, ale o tym, aby wrócić w jednym kawałku do domu i do swoich najbliższych.
Z wołaniem o pomoc medyczną był z kolei ten problem, że przebicie się ponad okrzyki strachu czy bólu nie należało do prostych zadań - słowa tonęły wśród pisków. Część ludzi starała się schronić w okolicznych budynkach; przez szyby dało się dojrzeć panujący w nich tłok i przerażone twarze. Z jednej strony wcale nie były to dobre kryjówki... Ale o dziwo zdawały się działać, przynajmniej póki co, bo roboty skupiały się na tych, którzy pozostawali na placu. Niestety mogła to być kwestia czasu...
Jeden z samochodów stał w miejscu - a w jego wnętrzu znajdował się kierowca z przodu, mężczyzna około trzydziestki, a także może dziesięcioletnie dziecko z tyłu, dziewczynka. Podczas gdy ta ostatnia wyglądała z niepokojem i łzami w oczach przez okno, jej opiekun - ojciec, brat, ktoś inny? - najwyraźniej starał się odpalić nieposłuszne auto. Z daleka mogło to wyglądać tak, jak gdyby z jakiegoś powodu utknęli w środku, bo w końcu nie uciekali, a kto normalny w takich warunkach by tego nie robił, więc Kalia mogła się nimi zainteresować.
Kiedy jednak dziewczyna zbliżyła się do pojazdu, stojącego zresztą pod dziwnym kątem, bo nie wzdłuż drogi, tylko po skosie i częściowo na chodniku - z wgniecionym bokiem, który mógł sugerować, że większy samochód w ten sposób go zepchnął - za sobą usłyszała nagle nietypowy świst, jak gdyby coś sporego przecinało powietrze... W jej stronę - i to za jej plecami - szybowały odepchnięte przez promień zwłoki, kobiece, lekko się dymiące, śmierdzące spalenizną. Przy tej trajektorii lotu powinny trafić w Kalię i wraz z nią wylądować na boku auta, chyba że dziewczyna zdąży coś zrobić.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 02/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Mar 24, 2018 12:48 pm

Wniosek pierwszy - była na tyle silna, by móc wgnieść porządnie blachę robota. Być może przy uderzeniu w odpowiednią część ciała nawet go uszkodzić. Teraz zdecydowanie przydałoby się kilka dodatkowych centymetrów wzrostu. Może gdyby trafiła w głowę, wyrządziłaby mu większą krzywdę.
Wniosek drugi - należy pamiętać, że te cholerne roboty mają silniki odrzutowe na plecach. Siła uruchomienia ów urządzenia odrzuciła nieco Avę, co nie było takie najgorsze. Lekko się poobijała tylko. Gorzej, że musiała zacząć się pacać po głowie żeby szybko ugasić ogień na czubku głowy. Miała nadzieję, że jej czynnik regeneracyjny obejmował również włosy. Inaczej trzeba będzie zmienić fryzurę.
Nie stojąc w jednym miejscu zbyt długo, mutantka przebiegła na bok, rozglądając się za czymkolwiek, czym mogłaby rzucić w robota. Przy okazji wychwyciła spojrzeniem akcję Sammy, która atakowała roboty lodem. Zamarznięty pas był pewną przeszkodą dla uciekających osób. Część robotów to wykorzystywała, ale część nadal atakowała niewinnych przechodniów, ignorując ataki ich grupki.
Dziewczyna przyjrzała się temu, jak uciekają ludzie i gdzie jest ich najmniej, a jednocześnie, gdzie stały roboty. Chciała odwrócić ich uwagę od cywili. Dlatego dobiegając do brzegu ulicy podniosła coś co przypominało jej betonowy prostokąt i cisnęła nim w jednego z Sentineli. Chyba policja się nie pogniewa za rzucanie czymś z ich logo. To samo zrobiła z następnym i następnym. Starała się reagować jak najszybciej. Miejsca miała tutaj całkiem sporo, w przeciwieństwie do wczorajszej kopalni. Jeśli trzeba było, odskakiwała w bok lub padała na chodnik, by natychmiast wstawać i kontynuować swoją akację. Każdy kolejny betonowy kloc leciał w innego robota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wiccan

avatar

Liczba postów : 494
Data dołączenia : 15/06/2013

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 25, 2018 12:32 am

Billy zacisnął mocno szczękę i zmarszczył czoło, obserwując to, w jaki sposób wybrany przez niego przeciwnik uratował się i wzniósł w powietrze. Gdyby chłopak był optymistą, być może pocieszałby się myślą, że przynajmniej w tej chwili robot nie atakował już przypadkowych osób, ale niestety nigdy nie należał do tego grona. Prawdę mówiąc wręcz przeciwnie, w związku z czym nastolatek poczuł jedynie zawód i ukłucie wyrzutów sumienia, na szczęście w obu przypadkach w drobnej dawce. Powtarzał sobie w myślach, że to był dopiero początek. Rozgrzewał się. Uczył. Teraz wiedział już więcej na temat tego, czego powinien się spodziewać.
Oczywiście najpierw nie tylko powinien, ale i nawet musiał spodziewać się promienia, który skierował w jego stronę robot. Wcześniej udało mu się zablokować taki atak, dlatego Kaplan bez wahania postawił przed sobą kolejną barierę, którą następnie rozciągnął wokół siebie na kształt kuli. Po jej powierzchni przeskakiwały ładunki elektryczne, jednoznacznie zdradzające jego afiliację z piorunami. Wciąż nie lubił uciekać się do błyskawic, ale jego uraz skurczył się od dnia, gdy po raz pierwszy obudziły się jego zdolności, więc ostrożnie zaczynał rozważać przywołanie żywiołu. W końcu tym razem nie zastosowałby go przeciwko człowiekowi... Skojarzenia nie powinny być aż tak silne. Prawdopodobnie.
Otoczony pulsującym polem siłowym, Billy rozejrzał się szybko, starając się ustalić jakiś plan działania. To znaczy, taki wykraczający poza proste atakuj roboty i nie daj im się trafić. Nie to, żeby taka instrukcja była zła, skądże znowu, ale jednak chłopak wolałby podejść do sprawy bardziej... Cóż, bardziej strategicznie. Problem polegał na tym, że plany zazwyczaj tworzył ktoś inny, przynajmniej te w trakcie walki - a on jedynie się do nich dostosowywał. Tyle że teraz takiej Kate nie było w pobliżu i nie mógł nawet do niej zadzwonić, jak by go ta opcja nie kusiła, bo pewnie by się przy tym zdekoncentrował. Musiał sobie poradzić bez niej, a nikt inny chyba nie spieszył się do zorganizowania współpracy albo metody, która pozwoliłaby usunąć wszystkie roboty.
Szybkie zorientowanie się w sytuacji potwierdziło przypuszczenia Kaplana. Nie radzili sobie najlepiej. Tragicznie też nie, nawet jego wewnętrzny pesymista potrafił przyznać, że mogłoby być o wiele gorzej, ale równocześnie nastolatek wiedział, że - jeżeli mieli opanować ten kryzys i ograniczyć straty, szczególnie w ludziach - coś musiało się zmienić i to prędko. Obie jego koleżanki zdawały się nie znajdować w bezpośrednim i poważnym niebezpieczeństwie, nie w takim, przed którym nie potrafiłyby się obronić, więc nie wtrącał się jeszcze w ich walki. Myślał. A pod presją nie było to łatwe.
Sammy nie działała dość szybko, a jej nowa przyjaciółka nie sięgała na tyle wysoko, aby zrobić robotom krzywdę. Te mechanizmy odrzutowe powodowały sporo problemów, należało na nie uważać... A w pobliżu wciąż krążyło zbyt wiele osób. Co z tego wszystkiego wynikało? Jedna z dziewcząt mogłaby na przykład zamrażać nogi przeciwników, a druga je łamać. Albo można by wykorzystać ślizgawkę i w ten sposób ich przewracać... W obu przypadkach Ava mogłaby zadawać ciosy leżącym maszynom. Tyle że to wciąż za mało, bo przy takiej ich liczbie całość potrwałaby wieki, nie wspominając już o opcji przybycia posiłków - w końcu górą przeleciało więcej robotów...
Spojrzenie Kaplana przejechało wzdłuż budynków. Przez okna widział w nich gromadzących się ludzi. Może od tego powinni zacząć? Od skierowania ich do okolicznych lokali, może nawet do ich piwnic, jeżeli jakieś posiadały? Droga do nich była krótsza, a poza tym nie ryzykowali, że na sąsiednich ulicach również operowały te maszyny. Ale jak zapanować nad tłumem, jak wskazać mu kierunek?
Wzrok Billy'ego padł na Azjatkę, która wcześniej stała z nimi na schodach. Rozpoznał ją po charakterystycznym stroju, ale w oczy rzuciła mu się dlatego, że należała do mniejszości, która nie uciekała w panice. Podchodziła właśnie do jednego z samochodów, kiedy nastolatek wyłapał niedaleko niej zbyt szybki ruch. Niewiele myśląc - i wciąż utrzymując wokół siebie barierę - skierował jedno ramię w jej stronę, stawiając za nią szeroką na całą długość auta ścianę błękitnej energii. Dopiero po fakcie zorientował się przed czym ją ochronił... I osoby w pojeździe pewnie też, tyle że w ich przypadku głównie przed jeszcze większą traumą. Na ten widok skrzywił się lekko. Tak, wróciły jego znajome wyrzuty sumienia.
Mimo to w głowie Kaplana tworzył się już zarys planu i dlatego chłopak rozwiał ten energetyczny mur, równocześnie podlatując do rówieśniczki. Nie wylądował obok niej, ale obniżył swój poziom, aby znaleźć się tylko kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. W dalszym ciągu miał wokół siebie pole siłowe, dlatego nie zatrzymał się zbyt blisko, aby elektryczność nie stanowiła dla nikogo zagrożenia. Wokół jego dłoni krążyły błękitne sfery i nieregularne zawijasy, wśród których momentami wyróżniały się bardziej skomplikowane wzory, przypominające wręcz jakieś dziwne symbole.
- Jeżeli chcesz pomóc, przebiegnij się wzdłuż budynków. Każ pracownikom tych, które mają na zewnątrz głośniki, nadawać jak najgłośniej informację, by ludzie się w nich chowali. W razie czego powołaj się, że to polecenie od Mścicieli - zwrócił się do dziewczyny. Tak naprawdę nie kazał jej nawet skłamać, choć pominął szczegół, że chodziło o tych Młodych Mścicieli... Ale mieli ze sobą współpracować, tak? Na pewno nikt się nie obrazi. W ostateczności wyjaśni potem sytuację Visionowi i będzie dobrze.
Po wprawieniu planu w ruch, Billy natychmiast skierował się ku Sammy, tym razem przemieszczając się już na tej samej wysokości, żeby nie musieć znowu tracić czasu na wznoszenie się i opadanie. Po drodze zorientował się, że ich być może nowy nabytek z własnej inicjatywy dostosował się do planu, o którego istnieniu nawet nie miał pojęcia... Tym lepiej. Przynajmniej pomysł zaczął już wchodzić w życie.
- Chcę, żeby ludzie schowali się w tych wszystkich lokalach. Będzie nam łatwiej walczyć. Teraz postaraj się osłaniać swoją koleżankę, ale sama się nie wychylaj. Trzymaj się nisko, najlepiej za jakąś zasłoną, murkiem, czymkolwiek, byle częściowo cię zakrywało. Ona skupi na sobie ogień, a ja postaram się chronić uciekających. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, później będziesz potrzebna do zamrożenia za nimi ścian - wyjaśnił od razu. Nie był do końca pewien tej ostatniej części, bo równała się uwięzieniu cywili, ale warstwa lodu będzie stanowiła dla nich dodatkową ochronę... I zadba o to, aby nikt nie spróbował wyjść przed czasem. Poza tym chłopak miał nadzieję, że może roboty zrezygnują z przebijania się przez lód albo nawet nie będą w stanie wykryć za nim ludzi.
Zbliżenie się teraz do ostatniej z dziewcząt byłoby zbyt ryzykowne. Billy nie mógł sobie na to pozwolić, jeżeli miał zająć się osłanianiem osób uciekających do budynków. Znów nadeszła pora na zajęcie stanowiska wyżej, w związku z czym nastolatek ponownie wzniósł się te kilka metrów i natychmiast przystąpił do działania. Jedną barierę utrzymywał wokół siebie, drugą starał się blokować strzały różnych robotów. Zerkał też w kierunku miejsca, gdzie powinna się znajdować Azjatka, starając się ustalić czy go posłuchała. Jeżeli tak i ludzie zaczęli liczniej uciekać do budynków, skupił się na tworzeniu pól siłowych przy ich wejściach, o ile jakieś maszyny brały je sobie za cel. Ciągnęło je do grup, więc nie zdziwiłby się, gdyby je coś takiego skusiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kalia

avatar

Liczba postów : 85
Data dołączenia : 11/02/2015

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Mar 25, 2018 4:04 pm

Trochę już ją wkurzał ten cały egoizm. On próbowała pomóc, ale oczywiście nie mogła liczyć na większość ludzi. Uciekali, dbali tylko o siebie, a wystarczyło tylko, aby wyciągnęli rękę do drugiej osoby. Miała nadzieję, że nie wyczerpie swojej energii na bieganie od lewej do prawej znajdując już tylko zwłoki. To nie był miły widok, ale nie było czasu na to, aby unikać takich obrazów. Nie wymaże ich z pamięci, nie jest telepatą, ale poradzi sobie z tym jak zawsze. Zacisnęła mocno pięści, wbijając paznokcie we wnętrze dłoni.
Przechodząc przez ulicę zauważyła samochód ustawiony w dziwnej pozycji, ale jego bok był wgnieciony, więc pewnie uczestniczył w jednym z niedużych wypadków, które miały tu miejsce przez cały ten chaos. Powoli skierowała się w jego stronę, uważając, żeby nie zostać potrąconą, stratowaną czy zmiażdżoną przez energetyczny promień. W pojeździe zauważyła przerażoną dziewczynę i mężczyznę, który z jakiegoś powodu nie zabrał dziecka i nie uciekał. Liczyła, że nie jest on z tych upartych ludzi, którym przemówić do rozumu, to ostatnia rzecz, którą dało się uczynić. Z drugiej strony to nie jest porywacz ze swoją ofiarą, w której uprowadzenie przeszkodziły wielkie roboty…? Nie, no… Czas ratować ludzi, nie zastanawiając się kim są, najwyżej później będzie żałować. Kiedy była już niedaleko, ta sytuacja skojarzyła się z czymś z przed roku. Przeżyła coś bardzo podobnego, kiedy miała pomóc kobiecie, której dziecko utknęło w samochodzie, coś przeleciało nad jej głową i zdarło z niej jej ulubione wtedy słuchawki. Więc tym razem nieświadomie złapała obiema dłońmi za słuchawki i obróciła się w drugą stronę. Widok zaskoczył ją jeszcze bardziej, niżeli mogłaby się spodziewać. Niebieska bariera zatrzymała pędzące w jej stronę zwłoki. Nawet nie mrugnąwszy spoglądała jak ciało opada na ulicę. Była w lekkim szoku, nikt nigdy nie stanął w jej obronie, a na pewno nie uratował życia. Po chwili chłopak, którego wcześniej widziała na schodach stał teraz tuż obok otoczony jakimś polem, a wokół jego dłoni krążyły kolorowe wzorki. Dziewczyna nie miała pojęcia co to jest, a także nie miała zamiaru się do niego zbliżać, uznając, że jeżeli byłoby to konieczne i bezpieczne, chłopak po prostu wylądowałby bliżej. Zsunęła słuchawki na szyję, widząc, że nie zjawił się tu bez powodu. Cały czas była od wrażeniem zdolności młodego Kapitana. Będzie musiała mu się odwdzięczyć, przecież teraz leżałaby przygnieciona do samochodu przez zwłoki, a jej leczenie nie byłoby w stanie szybko postawić jej na nogi. Słysząc jego słowa, od razu stwierdziła, że dobrze wybrała mu pseudonim, gdyż teraz zachowywał się jak prawdziwy kapitan, rozkazując ludziom, z których miał jakiś pożytek.
-Jasne, tylko zajmę się tamtymi.- Odpowiedziała wskazując dłonią na samochód za nią. Dopiero po swojej wypowiedzi, dotarło do niej, że kazał powołać się na Mścicieli. Należał on do nich? Nie była w stanie teraz przypomnieć sobie jak wyglądał skład Avengers, a przecież nawet nie miała na to czasu. Kiedy chłopak już nic więcej nie powiedzieć i zabrał się do swoich zajęć, dziewczyna szybko pobiegła do samochodu. Jakoś nie miała ochoty bawić się z tym człowiekiem i przekonywać go do opuszczenia pojazdu, a miała wrażenie, że to będzie bezowocna strata cennego czasu. W momencie zbliżania się do samochodu, zerknęła na moment w stronę walczących z robotami, liczyła, że ich plan się powiedzie. Zatrzymała się jakiś niecały metr od samochodu. Jednym płynnym ruchem rąk, jakby chciała coś od siebie odepchnąć, mocą otworzył drzwi od strony kierowcy i pasażera.
-Wysiadać!- Krzyknęła, nie chciała się użerać z mężczyzną na środku ulicy, chociaż jakby nie byliby w sytuacji życie albo śmierć, pewnie powiedziałaby mu co on nim sądzi. Jeżeli kierowca nie posłuchał dziewczyny i nadal próbuje odpalić samochód, Kalia nie wykonując już żadnego gestu, wyciągnęła ich siłą z pojazdu i postawiła koło siebie.
-Schowajcie się w najbliższym budynku, najlepiej z daleka od okien.- Miała nadzieję, że mężczyzna przejmie inicjatywę i zaprowadzi dziecko do jakiegoś sklepu, a nie ta mała dziewczyna będzie musiała go ciągnąć, aby się ukryli. Także wolała, aby nie zbliżali się do okien, gdyż po wpływem ataków, szyby mogłyby się rozpić i poranić gapiów. A nikt tu nie chciał więcej ofiar. Kiedy miała już odejść zerknęła jeszcze raz na „rodzinkę.
-Nawet nie ważcie się wracać do samochodu.- Powiedziała i jeżeli nadal stali w miejscu, pchnęła ich telekinezą w stronę najbliższych budynków.
Wiedząc, że zmarnuje dużo czasu przeciskając się przez tłum ludzi lub martwych ciał, stwierdziła, że nie ma co się już się ukrywać ze swoimi mocami. Bardziej pomoże, jak je wykorzysta, zaoszczędzi czas i swoje nerwy. Założyła ponownie swoje słuchawki, gdyż cały czas była w połączeniu z dyspozytornią. Głęboko liczyła, że zaraz usłyszy karetki, które pomogą z rannymi, ale nie widząc jakiegokolwiek znaku ich obecności, bała się, że za bardzo przestraszyła kobietę z telefonu i teraz nikt nie chce im pomóc.
Nie zadręczając się tą myślą, wzniosła się ponad tłum, ale nie za wysoko, aby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, a także ułatwić sobie lądowanie. Oczywiście, cały jej lot był w pośpiechu, upewniając się czy jakiś robot nie chce jej zestrzelić jak biednej muszki. Zeskoczyła na ziemię jakby ze schodka i wbiegła do sklepu, którego znała z strasznie irytująco głośnych reklam swoich produktów. Przystanęła dopiero, kiedy zauważyła osobę ubraną w strój kierownika.
-Hej! Mściciele chcą, abyście puścili z głośników wiadomość, że ludzie mają się chować do budynków. Jak najszybciej i jak najgłośniej.- Ponagliła jeszcze kierownika, aby zajął się tą sprawą i w biegu opuściła sklep, kierując się do następnego, aby powtórzyć akcję, we wszystkich budynkach z nagłośnieniem zewnętrznym. Miała nadzieję na dobroduszność pracowników, przecież nic im to teraz nie zrobi, trzeba się ratować. Z drugiej strony na słowo „Mściciele” powinni zareagować z większym entuzjazmem. Chyba…
Lewitowanie i ogólne używanie jej mocy było dla niej zabawne, chociaż żałowała, że nie ma żadnej maski do ukrycia swojej tożsamości. Wystarczyłaby taka biała, którą nosiła jak chorowała, ale teraz była zdrowa i nie posiadała takiej rzeczy przy sobie.
Kiedy tak przemieszczała się ze sklepu do sklepu, dopiero pomyślała jak ona w sumie teraz wygląda. Przecież przetarła sobie tylko twarz jak ubrudziła się krwią. To musi wyglądać okropnie. Spojrzała na swoje odbicie w witrynie. Nie wyglądała tak samo jak jeszcze, kiedy poprawiała swój makijaż na schodach. Mimo, że pozbyła się większości krwi, to jednak trochę jej zostało i do tego ta w części rozmazana kredka przy oczach i całkowity brak błyszczyka. Młody Kapitan widział ją w takim stanie?! Ten fakt całkowicie zrujnował jej humor. Czemu akurat teraz musiał do niej zagadać? Nawet nie docierało do niej, że on nie zwrócił na nią większej uwagi. Próbował zetrzeć resztki zaschniętej krwi i rozmazanego makijażu. Zajmując się tą czynnością, straciła kontrolę nad mocą i spadła na chodnik. Na szczęście nie była za wysoko, więc tylko zdarła sobie trochę skóry na nodze, nic przy tym nikomu nie robiąc. Nie szło jej tak jakby chciała, ale powiedziała sobie, że upadnie kolejny raz. Nie rozpłacze się jak dziecko, nie będzie czekać, aż ktoś ją przytuli i powie, że wszystko będzie w porządku. Zagryzła mocno dolną wargę, zwyczajowo tak uspokajała swoje emocje, wiedząc, że rana się zagoi. Metaliczny smak krwi w ustach, pomógł jej się skupić, więc widząc przed sobą spory tłum, spróbowała ponownie wznieść się w powietrze, ale bez większego powodzenia. Dopiero, kiedy udało jej się jakoś ominąć pieszo grupę, uniosła się w górę. Nie była jeszcze w pełni skupiona, ale starała się dosyć uważać na wszystko, chociaż pewnie nie zwracała już tak dużej uwagi na roboty, bo ich akcje tak bardzo jej nie dotyczyły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sammy

avatar

Liczba postów : 70
Data dołączenia : 21/12/2016

PisanieTemat: Re: Times Square   Nie Kwi 01, 2018 5:29 pm

Nie do końca wyszło tak... Jak planowała. Nie, dokładniej to miała wrażenie, że każdy podjęty krok w tym momencie przynosił za sobą niepożądane skutki, o których nawet wcześniej nie pomyślała. W momencie, gdy poczuła opadające na nią odłamki rozbitego lodu, uznała w myślach, że miała więcej szczęścia niż rozumu. Nie dość, że nie zdołałam ich zatrzymać, to jeszcze się sama naraziłam na ich ataki - pomyślała. - Jeszcze trochę i będę mieć koszmary przez roboty - przygryzła na moment dolną wargę. - Zdecydowanie!
Podniosła się na czworaka, zrzucając z siebie odłamki lodu i momentalnie używając mocy lodu, by ze swojej pozycji, uderzyć kolcami wyrastającymi z ziemi, tak, by wbiły się na ukos - teoretycznie przebicie powinno być nad kolanami i w brzuch, na wylot, tak, by mogła próbować zatrzymać ich, albo też uszkodzić w ten sposób. Jeśli jednak nie przebije się, chciała chociaż siłą uderzenia ich "odsunąć" od siebie, by stanąć na obie nogi.
Również wysłuchała Wiccana w momencie, gdy pojawił się przy niej i zdradził swoje zamiary na najbliższy czas.
- Okay. Zrozumiałam. Ino szybko - powiedziała. Po tym już zamierzała uciec z tego miejsca, trzymając się w miarę nisko. Również jej celem było pozbycie się lodu z podłoża, który więcej przeszkadzał niż pomagał. Schowała się za najbliższą osłonę w postaci kosza na śmieci, przykucając i łudząc się, że maszyny będą zajęte sobą bardziej niż nią. Wzięła głębszy wdech i ruszyła dalej, nie zostając tym samym dłużej w jednej pozycji, aby czasem któryś z robotów nie uznał, żeby strzelić. Ruszyła się, tym razem w stronę miejsca, gdzie zmagała się Ava, mając zarazem na uwadze to, by nie wystawiać się na atak - a raczej głównie unikać reakcji robotów na samotną dziewczynkę. Zamierzała znaleźć dla siebie osłonę w postaci czegoś w stylu kolejnego kosza na śmieci albo najbliższej nieruchomej osłony, która mogłaby zakryć jej ciało. Przynajmniej w momencie kucania. A, i tak, by nie oberwać ani od jednej, ani od drugiej strony.
Postanowiła spróbować tego samego co wcześniej. Tym razem jednak patrzyła za przeciwnikami, którzy mogliby bezpośrednio zagrozić dziewczynie i znajdowali się nadal na ziemi. Zamrozić, od spodu, rozprzestrzeniając lód aż do samej głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Loki
Administrator
avatar

Liczba postów : 3838
Data dołączenia : 23/05/2012

PisanieTemat: Re: Times Square   Sro Kwi 04, 2018 1:45 am

Beton nie był wystarczająco twardy, aby porządnie zaszkodzić robotom; rozbijał się na ich powłokach, choć - zależnie od miejsca trafienia - zmuszał je na przykład do pochylenia się, odpychał je trochę czy strącał na bok ich wyprostowane ramiona. To ostatnie było szczególnie niebezpieczne dla otoczenia, gdyż ataki niekoniecznie przy tym ustawały, więc niejednokrotnie zabójcze promienie przesuwały się niekontrolowanie po okolicy, czasem nie trafiając nikogo, a innym razem - wręcz przeciwnie, powalając ludzi całymi rzędami za jednym zamachem.
Mimo to Avie udało się osiągnąć to, czego chciała: kolejne roboty zaczynały się nią interesować. Na samym początku nie było to zbyt problematyczne. Maszyny stosunkowo powoli ją namierzały i wyciągały w jej stronę ramiona, a w tym czasie dziewczyna mogła sobie jeszcze pozwolić na chwilę zwłoki, byle pamiętając o tym, aby zaraz zabrać się za uniki. Kiedy jednak padły już pierwsze strzały, to z każdą sekundą robiło się tylko coraz gorzej; pod naporem powiększającej się liczby skierowanych ku niej strumieni energii nastolatka zmuszona była wybierać pomiędzy zaprzestaniem angażowania kolejnych robotów, a wystawieniem się na ataki.
Na dodatek maszyny zmieniły jeszcze trochę strategię. Dość szybko zorientowały się, że trafienie jednej i mającej pole do manewru osoby było trudniejsze od zdejmowania całych skupisk ludności, więc dotychczasowe promienie urozmaiciły metalowymi siatkami z obciążeniami przy krawędziach... I kiedy Ava odskoczyła przed strumieniem energii na bok, aby przeturlać się po podłożu, właśnie taka siatka wylądowała na niej w momencie, gdy zamierzała się już podnieść. Przy nadludzkiej sile dziewczyny jej ciężar nie stanowił ogromnego problemu, ale przeszkadzała, rozkojarzała, plątała się... To ostatnie było chyba najgorsze, bo znalezienie na szybko któregoś z jej końców przychodziło z trudem.
Wsparcie od Sammy - teraz nauczonej już po niedawnej próbie, że lód nie był wystarczająco twardy, aby pod postacią kolców przebić się przez pancerze robotów, lecz pomimo kruszenia się mógł spowolnić czy nawet odepchnąć przeciwników - przybyło późno, bo w momencie, gdy Ava miała już na głowie większą liczbę maszyn. Z drugiej strony powiedzenie "lepiej późno niż wcale" wyraźnie miało coś w sobie... Chowając się za rzędem trzech śmietników - na różne materiały, kolorowych, dość wysokich, metalowych - dziewczyna mogła próbować zamrażać wrogów, a to ściągało ich uwagę. Maszyny reagowały jak wcześniej, używając silników odrzutowych w stopach, aby wzbić się na jakiś metr w powietrze i już w nim pozostawały, ale to dawało Avie krótką chwilę, podczas której w jej stronę skierowanych było mniej promieni. Nie oznaczało to, że roboty rezygnowały całkowicie; po prostu robiły sobie krótką przerwę przed podjęciem dalszego ataku. Sammy miała szczęście, że była dla nich mniej widoczna od drugiej dziewczyny, dlatego to na tej ostatniej wciąż skupiała się energia.

W tym czasie na placu zaczęło się robić trochę luźniej. W żadnym razie nie opustoszał, wciąż znajdowało się na nim sporo osób - ale niektórzy najwyraźniej przelali się na sąsiednie ulice, inni zaś, za wskazaniem Kalii lub z własnej inicjatywy, chowali się w budynkach. Osiągnięcie tego ostatniego wbrew pozorom nie było aż tak trudne, nawet jeżeli polecenia płynące z głośników nie działały na każdego... I pewnie nawet nie do wszystkich docierały.
Najpierw dziewczynie udało się "przekonać" mężczyznę z samochodu, aby go opuścił i zabrał ze sobą dziecko. Prawdę mówiąc tutaj zaważył chyba głównie strach - i to bynajmniej nie przed robotami. Podczas gdy kierowca zdawał się kalkulować swoje szanse, co dało się łatwo rozpoznać w jego spojrzeniu, jego pasażerka na widok działań Kalii zaczęła już otwarcie i głośno szlochać, a to skłoniło jej opiekuna do ustąpienia. Wysiadł z wozu, wyszarpał z niego rozhisteryzowane dziecko i pociągnął je za rękę w stronę najbliższych drzwi, wciąż zerkając przez ramię na Kalię.
Dotarcie w pierwszym sklepie do kierownika było już trudniejsze, bo drogę blokowali zebrani w środku ludzie, ale sam mężczyzna - pomimo powątpiewającego wzroku - przynajmniej zgodził się nadać komunikat. Nie wyglądało na to, aby wierzył, że polecenie przyszło od Avengers, ale być może uznał, że pomysł nie był zły... Albo ewentualnie widział przez szybę, że na zewnątrz Kalia wznosiła się w powietrzu i dlatego nie chciał sobie robić z nią dodatkowych kłopotów. W kolejnych budynkach było na ogół podobnie, raz trochę łatwiej, raz znowu trudniej; niektórzy pracownicy ustępowali natychmiast, inni starali się dyskutować, jeszcze inni nie mogli pomóc, ale obiecywali znaleźć kogoś, kto potrafił obsługiwać nagłośnienie...
Pomiędzy jednym lokalem i drugim, tuż po tym, jak dziewczyna przejrzała się w witrynie i upadła na chodnik, a następnie znów wzniosła się w powietrze, w budynek za jej plecami nagle zarył strumień energii, wyraźnie źle wycelowany... Jeszcze na skutek odtrącenia przez Avę ramienia jednego z robotów. Promień wbił się na początek w mur jakiś metr nad ziemią, a potem po skosie powędrował w górę, nad głową Kalii, zatrzymując się wreszcie tuż nad najbliższym oknem, które aż przez to zadzwoniło, choć przynajmniej się nie rozbiło. Ślad okazał się być głęboki, a brakujący materiał ze ściany rozprysł się we wszystkich kierunkach, obsypując nierzadko ostrymi odłamkami nie tylko Kalię, ale i inne osoby w pobliżu.
Pozostałe roboty - te, które nie koncentrowały się na Avie, a wbrew pozorom wciąż było ich sporo - stosunkowo szybko zorientowały się, że całe masy ludzi skupiały się teraz w innych miejscach... Że nie wszyscy uciekali prosto przed siebie, ale coraz więcej cywili zbierało się przy budowlach, starając się dopchać do drzwi. W tych miejscach stanowili idealne cele - szczególnie teraz, gdy wybór zmalał - i maszyny zaczynały z tego korzystać, kierując strumienie energii właśnie ku takim grupkom. Niektóre z ataków rozbijały się na polu siłowym, lecz ciężko byłoby je rozciągnąć na całej długości placu, więc nie każdy zostawał osłonięty... A roboty celowały w różne punkty. Co prawda potrzebowały paru sekund, aby zaprzestać bezsensownego strzelania do bariery i wybrać nowy obiekt zainteresowania, z którego to faktu można było skorzystać, ale pilnowanie kilkudziesięciu maszyn jednocześnie wykraczało poza możliwości paru osób.

_________________



No. Mischief is a small thing, a toy I've well used and discarded.
This isn't mischief. This is mayhem. Just watch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com
Ava Harris

avatar

Liczba postów : 61
Data dołączenia : 02/04/2017

PisanieTemat: Re: Times Square   Sob Kwi 07, 2018 1:12 pm

Koncentrowanie uwagi robotów na sobie dawało szansę bezbronnym ludziom na ucieczkę. Mieli czas by się pochować. W sklepach, mieszkaniach. Ogólnie w budynkach. Lub gdziekolwiek indziej. Aby nie być na widoku.
Jednak z drugiej strony sama Ava miała coraz gorzej. Fakt. Była mała, a dzięki temu bardzo zwinna i z łatwością mogła robić uniki. Jednak im więcej Sentineli koncentrowało się na niej, tym więcej promieni w nią celowało. Przez to musiała częściej robić uniki i miała mniej okazji to wykonywania ataków. Kiedy miała czas to rozglądała się, czy w końcu samochody zaczęły pustoszeć. Była pewna, że samochodem zrobiłaby większą krzywdę robotowi.
W pewnym momencie zauważyła, że Sammy zaczęła jej pomagać. Atakowała roboty lodem i choć nie robiła im większej krzywdy to przynajmniej je spowalniała, dzięki czemu Ava miała więcej czasu na robienie uników. Tylko, że nagle nie miała jak robić uników, bo jedna z maszyn wystrzeliła w jej stronę siatkę. W dodatku dosyć ciężką siatkę. Może nie przewróciła jej na ziemię, ale zdecydowanie spowolniła jej ruchy. Mutantka spróbowała najpierw rozerwać po prostu pułapkę, a jeśli nie dała radę to zrzucić ją na siebie. Najlepiej w stronę najbliższego robota. A nóż widelec przypadkiem w niego trafi. Jeśli wcześniej udało się jej znaleźć jakiś pusty samochód to miała zamiar jak najszybciej go wykorzystać i rzucić w któregoś z robotów.
Widziała jak roboty zaczynają celować w grupki gromadzące się przy wejściach do budynków, ale była zbyt zajęta częścią maszyn, by móc im pomóc. Niestety, nie rozdwoi się. Na szczęście nie była tu sama, więc pozostawało jej liczyć, że inni coś na to poradzą. Poza tym, przydałby się im jakiś plan. Tylko jak obgadać cokolwiek w takim zamieszaniu? W kopalni przynajmniej mieli czas na stworzenie odpowiedniej strategii. Tylko nie mieli tego czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Times Square   

Powrót do góry Go down
 
Times Square
Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
 Similar topics
-
» Trafalgar Square
» Imperial Times IV

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marvel Universe: The Avengers PBF :: Midgard :: Stany Zjednoczone Ameryki :: Nowy Jork-
Skocz do: